Zdałam sobie sprawę z tego uczucia po kolejnej szarpaninie z facetem,
rozstawaliśmy się, wracaliśmy do siebie, on chyba już stracił cierpliwość, bo
poprosił mnie, abym oddała mu jego rzeczy, chyba chce się rozstać na dobre, a
ja z jednej strony oddycham z ulgą myśląc o rozstaniu, bo działał na mnie
toksycznie, a z drugiej... znowu zacznie się ta cholerna samotność, która
powoduje, że myślę o odebraniu sobie życia.
Zauważyłam, że nienawidzę mężczyzn za to, że:
-nie umieją gotować, sprzątać, prasować, robić zakupów
-oczekują od kobiet, aby się nimi zajmowały
-nie pomagają przy dzieciach
-dążą tylko do własnej przyjemności, szczególnie w łóżku
-są egocentrykami
-mają niską samoświadomość
-za swoje błędy obarczają kobiety
Takich mężczyzn w ostatnich latach poznawałam i nabrałam przekonania, że
wszyscy są tacy, z góry jestem źle nastawiona i zastanawiam się, do czego taki
mężczyzna jest potrzebny, skoro nic nie umie i trzeba go niańczyć?
Potrzebuję bezpieczeństwa, spokoju, partnera do współdziałania a nie synka.
A może to ze mną jest coś nie tak, czy są na świecie pożyteczni i mądrzy
mężczyźni?