Witam,
Wyprowadzilam sie od rodzicow, od matki alkoholiczki i ojca, ktory nigdy mnie nie wspieral. Teraz - juz prawie 1,5 roku mieszkam z chlopakiem. Jednak od pewnego czasu zzera mnie wscieklosc na obojga rodzicow Moja matka pije rzadziej, ale caly czas chce kontrolowac moje zycie - podobnie jak ja kontroluje wszystko i wszystkich, dzwoni codziennie, ojciec tez, chce mnie jak najczesciej odwiedzac, a gdy przyjezdza, to co chwile slysze, ze cos mu sie w moim mieszkaniu nie podoba. Nigdy nie utrzymywalam z nim dobrych relacji, ale w jego oczach to ja jestem wyrodna corka (mimo, ze z problemem alkoholowym mojej matki zostawalam sama). Chcialabym wrzeszczec, ze nie potrzebuje jego ciaglych wizyt, ani telefonow matki, jednak wiem, ze sie o to obraza. Czasami, gdy ojciec jest u mnie to po prostu zaciskam wargi, aby mu nie dopiec, wsciekam sie... wiem, ze gdy mi nerwy puszcza to ojciec bedzie sie zalil na swoja "okropna corke". Mam juz 26 lat, a oni ciagle wcinaja sie do mojego zycia - chce byc stanowcza, daje do zrozumienia, ze pragne spokoju i swego rodzaju izolacji, chce sie wydostac spod klosza, jaki na mnie nalozyli. Nie wiem, jakie sa wasze relacje z rodzicami, ale ja nie potrafie sie calkowice od nich uwolnic, tlumaczenie im, ze nie potrzebuje ciaglego dogladania, nic nie daje - obrazaja sie, matka potem dzwoni i wypomina mi jak to ona sie starala, abym miala wszystko... tak , tylko zapomina, ze pila odkad pamietam i wszczynala awantury, wtedy do z jej ust padaly slowa nienawisci skierowane do mnie- znosilam to, teraz chce spokoju.