Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Zdrowie   DDA   Kim ja na prawde jestem????

DDA

Kim ja na prawde jestem????

Autor: bakteryja87 06.01.10, 19:48
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
Witam. Jestem tu pierwszy raz, ale ogromnie potrzebuje pomocy i nie wiedziałam do kogo się zwrocić.po krótce powinnam przedstawić moją sytuację. Mam 22 lata, w mojej rodzinie alkoholikiem jest ojciec. Po bardzo trudnym i burzliwym dzieciństwie, wielu latach leczenia u psychiatry i terapii u psychologa stanęłam na własne nogi. Przeszłam bardzo wiele, aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że wiele innych osób przeszlo o wiele więcej. Z powodu tego jak było w domu, miałam wiele problemów ze sobą. Samookaleczanie, bulimia, nerwica, depresja... Jestem na tym świecie praktycznie totalnie sama... matka odwróciła sie ode mnie, wyrzuciła mnie z domu, wcześniej rodzice sie rozwiedli. Zbyt wiele przykrości mnie na tym świecie spotkalo, czasami zastanawiam sie dlaczego ja? dlaczego nie mogę mieć szczęsliwego życia? Miałam niewielu partnerów, w tym jednego przez 2 lata.... starszy o 11 lat, żonaty... zniszczył mnie bardzo... myslalam, że nie podniosę sie po tym... po roku poznałam innego chłopaka... poznał mnie od tej strony i wiedział że boję się, że mnie skrzywidzi... obiecywal że nie zrobi tego, byle bym mu dała szanse... dałam... i znowu cierpiałam... ale nie długo... poznałam w końcu Michała... były chłopak mojej koleżanki... obecnie moj narzeczony... znamy sie już rok... Kiedy go poznałam był na świeta u rodziny w miescie w ktorym od 2 lat mieszkałam sama, z dala od domu rodzinnego. Potem on wrocił do Irlandii... ale od tego czasu co dzień rozmawialiśmy na gg, skypie, dzwonił do mnie... dbaliśmy o nasz związek... snulismy plany... w końcu postanowił mnie ściągnąc do siebie do Irlandii... przyjechałam w sierpniu... było cieżko, ale od razu wiedzielismy, że sobie poroadzimy... rzuciłam dla niego wszytsko... prace, mieszkanie, szkołę... znajomych, przyjaciół... rodzinę (tą która mi jeszcze została)... było dobrze... na prawde bardzo dobrze... aż w końcu zaczęło nas coś różnić....
Od początku wiedział, ze mam awers do alkoholu... obiecałam sobie, że nigdy, prze nigdy nie pozwolę sobie na popelnienie tego samego błedu co moja mama... a Michał lubi sie napić... zaczełam sie na niego złościć ja za dużo (moim zdaniem za dużo) wypił, widziałam że sie ogranicza a mi wciąz było mało, najlepiej by było jakby w ogóle nie pił... bylo miedzy nami coraz gorzej, a ja czułam, ze jego picie wymyka mi sie spod kontroli... w końcu on nie wytrzymal... powiedział mi, że mnie kocha, ale nie da rady dłużej tak żyć... że czuje sie maxymalnie ograniczony, że nie doceniam tego co dla mnie robi... on przez cały czas mnie utrzymuje, bo nie mogę znaleść pracy, w obecniej chwili jest bardzo ciezko o pracę, mówi, że gdybym wiedziała ile on wczesniej pił, to by mi oczy na wierzch wyszły, że on czyje sie tak, jakby musiał mi sie ze wszystkiego tłumaczyć, a on chce sie po prostu napić wtedy kiedy ma na to ochote. Powiedział, ze nie jestesmy jeszcze małżeństwem a on już sie zatanawia nad tym jak ty sie napić za moimi plecami a on tak nie może. Powiedział, że przez te miesiące godził sie na wszystko bo mu na mnie zalezy i bal sie mnie stracić... zrobiło mi sie głupio... zrozumiałam, że nie mogę być totalną przeciwniczka alkoholu... że wszystko jest dla ludzi... że musze mu zaufać... nie chodzi przecież pijany, nie zatacza sie... tylko ciezko mi z tym... ale uznałam, ze nie mogę go tak ograniczać... porozmawialismy i było juz ok... do dzisiaj... od 24 grudnia Michał ma przerwe świąteczną... jutro idzie do pracy... i od tej przerwy pije codziennie. mniej wiecej 2-4 piwa... w miedzy czasie byly jego urodziny, sylwester i wypad do znajomych, gdzie piło sie nie tylko piwo i w wiekszych ilościach... dziś z powodu okresu i ogólnego złego samopoczucia czułam sie fatalnie... ukochany mi jeszcze dogryzal cały dzień... sama nie wiedziałam o co mi chodzi... chyba chcialam gdzieś dac upust emocjom... no i jak go dzisiaj zobaczyłam znowu już z 3 piwem... nie wytrzymalam i sie popłakałam... ale za 5 minut sie otrząsnelam i bylo ok... ale powiedziałam to chłopakowi... wkurzył sie... powiedział, że myslał, ze zrozumiałam o co mu chodzi i że to akceptuję... a teraz wyskakuje mu z takim czymś... w momencie sie rozpłakałam... nie powiedziałam mu tego żeby mu zrobiś wyrzuty, tylko powiedziec mu, że cos sie ze mną dzieje niedobrego... że moje emocje są w strzępkach... a on to odebrał jako wyrzut... ciągle mu to tłumaczyłam, ale sama nie do końca to rozumiałam i sie motałam... nagle poczułam sie tak okropnie winna, że wszystko spieprzyłam, że tylko sie odezwałam i znowu bedzie atmosfera ignorancji z jego strony... nienawidze tego... mówił, ze już jest ok i poszeł spać... czy ja jestem jakas nienormalna? kieyd taki jest życ mi sie nie chce, bo czuje, że to wszytsko moja wina... czy w ogóle dobrze robie, że sie godzę na to, że tyle pije? zaznaczam, że on pije tez bardziej z nudów w tej przerwie świątecznej... wczesniej tylko w weekendy, a ja sie jakby boje, że to codzienne picie przejdzie na porządek dzienny... on mowi, ze wie co robi i nigdy nie doprowadzi sie do takiego stanu jak moj ojciec... ufam mu... ale co jest ze mna nie tak? może ja sie nie nadaję do bycia z kimś... czasem mam ochote wrocić do polski, ale tak na prawde teraz nie mam już do kogo... ale nie chce go zostawiac, bo mi na nim cholernie zależy... co mam robić... wrzucic luz? kurde już sama nie wiem kim jestem...
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.