terapia "w praniu"-miał z Was ktoś tak?
Witajcie. Niespełna pół roku temu rozpoczęłam terapię.Dziwnie się czuje,wiele
rzeczy zobaczyłam nagle w innym świetle.Dotyczy to przede wszystkim moich
relacji z ludzmi,że o rodzinie nie wspomnę.Mam mętlik w głowie i nie wiem czy
nie demonizuje.Nie mam wielu bliskich znajomych,ale zawsze myślała,że gdy
przyjdzie co do czego,to będę mogła na nich liczyć.Terapia „pokazała”,że nie
jest to końca prawda,usłyszałam od terapeutki,że daję się wykorzystywać.To ja
mam zawsze czas, potrafię wszystko rzucić i czyjeś sprawy postawić przed
swoimi.Nie umię odmawiać,nawet gdy to komplikuje mi życie.Terapia mnie
„rozłożyła”,pierwszy raz w życiu potrzebowałam z kimś porozmawiać i czułam,że
odważałabym się na to.Okazało się,że większość ze znajomych miała to
gdzieś.Nigdy wiele o sobie nie mówiłam,nawet nie pytali.Sama widzę,że się
zmieniłam i oni też muszą to zauważać,a zaledwie paru z nich próbowało
podtrzymać mnie na duchu, choć nie wiedzieli konkretnie o co chodzi. Większość
olała mój „zły” nastrój, w tym najbliższa koleżanka,która nie dalej jak
wczoraj żaliła mi się na cały świat i ja miałam czas, aby ją wysłuchać.Jestem
rozgoryczona,zła,czuję się opuszczona i nie umiem określić na ile są to
uczucia realistyczne. Mam ochotę zmienić numer telefony i odciąć się od nich
wszystkich.Miał może ktoś z Was podobne doświadczenia?Zaczynam głupio myśleć,
że może przerwać terapię.Nie chcę tego tak naprawdę,ale boję się co będzie
dalej.