ty dobrze wiesz...
Autor:
mreck
10.09.11, 13:20
że problemem nie jest inhalacja podana czerolatkowi dwie godziny po terminie. W końcu Ty wychowałaś się bez inhalacji, a młodą marchewkę jadłaś od razu po wyrwaniu otrzepując ją zwyczajnie o spodnie. To nie powód jednak by rozmawiać ze mną bez szacunku. Jestem twoim mężem i jesli chcesz bym szanował Ciebie, zacznij szanować mnie. Nasze dziecko lepiej na tym wyjdzie, niż na inhalacjach. Jest sobota, a ja boję się Twojego przyjscia z pracy. Czym tym razem uderzysz psa? Bo wiadomo, jak sie chce psa uderzyć, kij się znajdzie. Zauważ, że to ja w tym roku przesiedziałem około 40 dni z chorym dzieckiem. Ty chodziłaś do pracy, a jak raz wziełas opiekę, to poszłaś w tym czasie załatwiać sprawy Swojej siostry. To ja się z nim bawię, to ja z nim rozmawiam. To Ty nie widziałaś się z koleżanka od półtora miesiąca i musiałaś wczoraj koniecznie do niej wyjść, chociaż dziecko jest chore i nie byłas z nim juz trzecie popołudnie. Nie usłyszałaś ani słowa komentarza na ten temat. Nie dlatego, że się ciebie boję, ale dlatego, że wiem, że jestes dorosła i ze wiesz co robisz. Dlatego, nie życzę sobie takiego tonu w twoim głosie, jak w dzisiejszym telefonie. Dobrze, że to ja ważę 90 kilo, a ty 60. Więc nie skaczesz. A miałabys ochotę. Moja furio. Zacznij wyciągać wnioski, bo mocno narewałas ucho w dzwanie który wodę nosi.