Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    rywalizacja

    08.01.12, 13:09
    Cały czas mam z tym problem tz. nie potrafię wyluzować się przy zazwyczaj młodszych koleżankach bo wyobrażam sobie że są ode mnie lepsze ładniejsze, mądzejsze, potrafią coś czego ja nie ... i przecież są różni ludzie ale ja chciałabym poprostu traktować ją jak jakąś tam sobie koleżankę, normalnie porozmawiać a w mojej głowie kłębią się myśli że jestem gorsza ale nie mogę tego dać po sobie poznać i w rezultacie jak wiem że w jakimś miejscu spotkam tą dziewczynę stresuje się strasznie, boli mnie brzuch, jest mi gorąco robię się czerwona strasznie to przeżywam... pani psycholog powiedziała zebym się z nią spróbowała zaprzyjaźnić ale to nie taki proste zresztą nie ma na to czasu jak widzę się z daną osobą raz czy dwa w roku, przecież ja też wiem że nie jestem brzydka, głupia itp. ale to przymuszenie że muszę pokazać że jestem bardziej szcześliwa od nich to strasznie męczy... i przeżywam już teraz spotkanie które ma nastąpić za parę miesięcy... jak mam to pokonać lub starać się
    Edytor zaawansowany
    • mreck 09.01.12, 23:00
      poszukaj brzydszych koleżanek. Albo idź do fryzjera i poderwij jakiegos faceta. Nie do wyra, ale tak, na trochę.
    • krey83 10.01.12, 14:19
      ale ja mam męża.. do fryzjera to tak swoją drogą też chcę iść:) ale one pojawiaja sie a to w pracy a to jakaś rodzina do kogoś z moje rodziny także nie mam możliwości jakoś się nie widywać jestem zmuszona... zresztą wiem że jestem ładna, mądra, zaradna, rozsądna mam zalety.. tylko tak sobie uprzykrzam życie że zawsze wyajdę w jakiejś tam coś w czym może być lepsza no i ta rywalizacja... muszę zaczać na nie normalnie patrzeć bez emocji, jak na normalne dziewczyny a nie jak jakieś bóstwa tylko jak...
    • ladynemeyeth 25.01.12, 13:26

      A miałaś w przeszłości jakąś taką sytuację, że ktoś z Tobą strasznie rywalizował i próbował Ci udowodnić, że jest od Ciebie we wszystkim lepszy? Może mama albo siostra, kuzynka czy koleżanka ...
    • krey83 25.01.12, 20:58
      chyba tak, może nie specjalnie ale moja starsza siostra zawsze uważałam że jest mądrzejsza w dodatku ona właściwie mnie wychowywała bo mama była chora i wiem że mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej ale zawsze w dzieciństwie i nawet teraz mówiła co robie żle nigdy że jest ze mnie np dumna czy że zrobiłam coś dobrze.. no i w rodzinie tak sądze każdy uważa że ona jest ta mądrzejsza a mnie troche traktują jak kogoś na doczepkę , no i przy niej w towarzystwie znajomych nie czuję się jakoś specjalnie zauważona , tak czy siak każdy ją uważa za mądrą a ja to ta głupsza ( ciemniak)... poza tym jak w dzieciństwie czy nawet teraz chce żeby mi coś wytłumaczyła to jak od razu czegoś nie załapę to nie ma cierpliwości tak jak ja do innych mogę mówić kilka razy podawac różne przykłady a ona zawsze albo mnie wyśmiewała albo w dzieciństwie wyzywała że nie wiem. dlatego myślę że teraz jak czegoś nie wiem co uważam że powinnam od razu oblewa mnie pot i czuję się kretyńsko jak jakiś półmózg a przecież nie raz spotykam osoby które pytają o rzeczy które są dla mnie banalne ale ja jakoś do tego normalnie podchodzę nie wiedzą i już, i te osoby też niezbyt się krępują ( nie da sie wiedzieć wszystkiego nawet czasem czegoś banalnego) ale ja tak do tego nie potrafię podejść
    • ladynemeyeth 26.01.12, 11:22
      Może dlatego właśnie teraz czujesz się gorsza w towarzystwie właśnie kobiet, skoro przez jakiś czas żyłaś jakbyś w cieniu kogoś innego, niekoniecznie mądrzejszego od Ciebie, bo przecież Twoja siostra nie była na tyle inteligentna, aby Cię dobrze i z szacunkiem traktować, a Ty to potrafisz.
      A jak jest teraz? Czy siostra nadal ma taką rodzicielską władzę nad Tobą czy już się uwolniłaś?
    • krey83 26.01.12, 17:59
      to pewnie dlatego tylko jak sobie pomóc.. co do stosunków z moją siostra to nadal jakąś władzę nade mną ma choć w dużej mierze się wyzwoliłam, staram się być miła dla tych dziewczyn które uwazam za rywalki, chce czuć do nich obojętność ale na samą myśl o spotkaniu boli mnie brzuch a jak jestem w ich towarzystwie cała się trzęsę i nie mogę wyluzować. a to wszystko tylko przez jakieś głupie ubzduranie sobie czegoś które jest głęboko zakorzenione w mojej psychice , chiałabym to wyrwać i wyrzucić... mam problem jeszcze z wiarą w siebie
    • ladynemeyeth 26.01.12, 21:03
      To prawda, że to problem z wiarą w siebie. Dobrze, że jestes tego świadoma.
      A gdybyś miala nazwac uczucia, ktore przezywasz przed tymi spotkaniami - dla mnie jest w tym duzo strachu. A Ty co jeszcze u siebie widzisz? W sensie jakie uczucia przezywasz?
      Wyrwac to mozna wlasnie w ten sposob, żeby dotrzec do tych uczuc i spuscic z nich powietrze. Ja przynajmniej tak zrobilam i mi pomoglo. Tez mialam taką zyłkę do rywalizacji i mi to przeszkadzalo w zyciu. W koncu podobnie jak Ty zdalam sobie sprawę, że wolę w życiu znajdowac pzyjaciol/przyjaciolki, dobre kolezanki, a nie osoby, od ktorych bede lepsza albo gorsza.
      Jakie są dokładnie Twoje uczucia - zarówno te, które łączą się z teraźniejszymi sytuacjami, jak i te, które wiążą się z przeszłością?
    • krey83 26.01.12, 22:38
      przede wszystkim czuję strach, zdenerwowanie, jakby od tego zależało moje dalsze życie, muszę walczyć o to zeby mnie zauważono, postrzegano jako ładną, mądrą, wygadaną i szczęśliwą osobę , żeby ktoś mi zazdroscił, wtedy tak czuje że nie mogę nikomu okazać słabości muszę być twarda ! nikt nie może zobaczyć że jestem taką sobie szarą dziewczynką... dąże do tego żeby inni mi zazdroscili a nie ja komuś.... choć wiele osób powiedziło że mnie podziwia , że mi zazdrości i wiem że jestem ułozoną, mądrą życiowo dziewczyną i mam dużo to musze cały czas iść do przodu żeby ktoś mnie nie prześcignął... choć troche juz jestem tym zmęczona tym udawadnianiem że jak się czymś nie wykarze czy w rodzinie czy w pracy, w miejscowości w której mieszkam to ludzie mnie nie docenią... a ja tak bardzo chce być po prostu szczęśliwa czuc to, nie bać się, że do pracy ktoś znajomy przyjedzie i znów będę musiała udowodnić kim to ja nie jestem że wszystko umiem, wtedy chce wypaść dobrze ale na przekór a to mi coś wypadnie a to sie pomylę , przejęzycze i wychodzi odwrotnie... z moją siostrą też w jakiś sposób rywalizuję jest mi z tym żle ale czasem ciesze się że jesj coś nie wyszło czy wręcz w duchu życzę jej tego i jest mi z tym żle... ale wydaje mi się ze ona życzy mi dobrze ale nie che żebym w czymś była lepsza, żebym miała lepsze stanowisko czy lepiej w domu... chciałabym zmienić pracę tylko ten strach.. i jeszcze moja siostra która we mnie też nizbyt wierzy (mówi lepiej tutaj przynajmniej pewne -może i tak) jest mi trochę przykro jak widzę że dla swoich dzieci jest wyrozumiała , okazuje im tyle miłości, czułości a mi tego tak brakowało w dzieciństwie tak mi brakowało żeby ktoś powiedziłą że mnie kocha bez względu na wszystko, żeby mnie przytulił,pogłaskał, wytłumaczył to czego nie rozumiałam, a w dziecinstwie w podstawówce też czulam już strach czasem jak szłam do szkoły a czegoś nie rozumiałam, nie zwracałam się do siostry bo by na mnie nakrzyczała , tata z nami nie mieszkał, a mama pewnie i tak by nie wiedziała i tak szłam do tej szkoły z nadzieja żeby mnie nie zapytali żeby nie wydurnić sie przed klasą...
    • ladynemeyeth 27.01.12, 12:06
      Kurczę, trochę jakbym o sobie czytała ... Też zawsze musze być taka naj i na topie i nie dlatego, że tak lubię, tylko pod jakąś presją i ze strachu, żeby mi ktoś nie dowalił i mnie nie wyśmiał. Bo to chyba ta najgorsza rzecz, jaka może się stać, to być szarą, zwykłą, kiepską i przeciętną dziewczynką, która nic nie potrafi, nie umie bysnąć i się nie wyróżnia i pod adnym względem nie jest wyjątkowa.
      Ja kiedyś też żyłam w cieniu "lepszego" ode mnie brata, który był taki błyskotliwy, wygadany, we wszystkim po prostu świetny i najlpeszy. Wszystko było jeszcze podsycane przez zachwyt mojej matki nad nim, bo on taki wspaniały. A ja przy nim taka szara i zwykła ...
      Tylko tak naprawdę co jest złego w byciu zwykłą, szarą osobą, która nie wychodzi przed szereg? Co jest zełgo w tym, że się jest zwykłym człowiekiem? Przecież nic złego.
      Co może się stać, kiedy ktoś taki "wspaniały" uzna mnie za szarą myszkę, bo się nie wygłupiam, nie jestem dowcipna, wspaniała, zawsze szczęśliwa i na topie?
      Mam bardzo głęboko zakorzenioną tę potrzebę pokazywania, jaka jestem wspaniała, tego udowadniania i tego bycia wspaniałą. Ciągle musze się tak zachowywać, bo mam taki nawyk, żeby w razie czego odstraszyć każdego, kto by mnie chciał zaatakować i być dla mnie złośliwy czy jakoś tam mnie zaczepić albo mi wytknąć moje niedociągnięcie.
    • krey83 27.01.12, 18:58
      tak brzmi to bardzo znajomo, też właśnie mam tak że czasem jestem niemiła ze muszę atakować zanim ktoś mnie zaatakuje... pomyślmy jak się z tego wyzwolić, bo w sumie nie ma w tym nic złego żeby pokazać swoją naturalność , czasem odpuścić, przystopować , odpocząść ja właśnie teraz mam taki okres ze jestem zmęczona siedziałabym w cieplutkim przyjemnym domku nic nie robiąc odbieram chyba czas kiedy moje życie było naprawdę aktywne tz: praca, studia, dod zajęcia językowe, przeprowdzka, zajęcia gimnastyczne, basen czasem jakieś dyskoteki... moja pani psycholog powiedziała żebym spróbowała cieszyć się ze szczęsia innych to bardziej będę doceniała również swoje życie, ważne żeby cieszyć się z jakiś małch nawet pierdułek a ja mam z tym problem bo nie doceniam tego co mam i mogę cieszyć się tylko z jakichś dużych osiągnięć ale próbuję i czasem mi sie to udaje... poza tym takie dążenie wiecznie do czegoś to takie łapanie szczęścia które zawsze jest gdzieś na wyciągnięcie ręki ale jednak nie w garści i szukamy czegoś co tak naprawdę mamy..tyko trzeba to odnależć w glębi siebie, poza tym to że inni coś osiągają nam przecież wtedy nic nie zabierają to dlaczego mamy im zazdrościć warto też pomyśleć jakim kosztem te osoby którym np. zazdrościmy osiągneły to czego my byśmy chcieli np. ktoś ma wspaniały dom ale mąż np. musiał kilka lat pracowac za granicą , albo moja "rywalka" ukonczyła dwa trudne kierunki jednocześnie zazdrosclam jej tego ale to tez wymagało poświęceń całe dnie się pewnie musiała uczyć odmawiać wielu rzeczy ( patrząc też w tym drugim kierunku wcale to tak pięknie nie wygląda)moja pani psycholog uswiadomila mi też że każdy ma jakieś gorsze dni bo ja zazdroszę niektórym osobą że są ciągle uśmiechnięte, szczęśliwe a przecież widzimy je co jakiś czas pewnie też nie raz maja przybite dni, są złe, smutne , moze nawet zapłakane.. a Ty lepiej sobie z tym teraz radzisz ?, masz jakieś sposoby? jakie teraz masz relacje z bratem nadal takie same? a Twoja mama Ciebie nigdy nie chwali, nie okazuje miłości? a ja jeszcze mam taki problem bo czasem jestem dwiema innymi osobami przez jakiś czas czuje taka energię, siłę, nie czuję zadnego strachu, jestem pewna siebie, uśmiechnięta, wygadana trwa to jakiś czas a później się to zmnienia, czuję strach, jestem taka zagubiona, małomówna i z byle powodu czasem chce mi się płakać( wtedy muszę udawać tą twardą le mi to nie wychodzi, w środku się cała trzęsę)... czasem się zastanawiam która to ta właściwa ja ( uwielbiam być tą pewną siebie bo to nie udawane i tak mi wtedy z sobą dobrze)
    • ladynemeyeth 27.01.12, 21:16
      Jak sobie z tym poradziłam? Sporo czasu mi to zajęło, bo musiałam dotrzeć do emocji związanych z tymi osobami, które mnie tak drażniły. Nie na wszystkich reaguję zazdrością. Właściwie potrafiłam się cieszyc szczęsciem innych ludzi i nadal potrafię. Jest tylko jeden typ osób, z którymi mam ochotę rywalizować i nie cieszę się z ich osiągniec, nigdy ich nie chwalę, pokazuję, że nie robią na mnie wrażenia - to są osoby, które zadzierają nosa i uważają się za najlepsze, najwspanialsze i najmądrzejsze na świecie. Tym osobom mam ochotę pokazać, że są beznadziejne, jakbym próbowala zdemaskowac ich grę. To z nimi rywalizuję, żeby im udowodnić, jak się mylą w swoich poglądach i nie mają tak naprawdę powodów, aby uważać siebie za takie najwspanialsze.
      Nie wiem, po co mi to wszystko. TAk na logikę szkoda czasu i energii, aby się zajmować takimi osobami. A jednak działąją mi na nerwy i chcę się zemscić za to, że próbują być lepsze ode mnie.
      Dużo czasu mi zajęło, aby wyrazić uczucia wobec tych osób i je zaakceptowac; aby uwolnic zlosci i nienawisc i chęc zemsty. I jeszcze nie do konca mi się to udalo, ale juz jest o niebo lepiej, bo się tak nie podpalam w obecnosci tych osob. Chyba jeszcze długa droga przede mną ... Nie umiem Ci doradzić, ale fajnie mi się Ciebie czyta, bo opisujesz wiele swoich stanów, które ja przeżywam, tylko nie umiałam ich nigdy nzwać po imieniu.
    • ladynemeyeth 27.01.12, 21:19
      Aha, jeszcze jedno takie moje spostrzeżenie - kiedy jestes słaba, płaczesz, trzęsiesz się i rozsypujesz - co wtedy myślisz sama o sobie? Jak siebie określasz, jak o sobie mówisz, czy siebie wtedy akceptujesz?
      Pytasz "która to prawdziwa ja" ... Moim zdaniem obydwie te Twoje odsłony są prawdziwe, wszystko zależy od kontekstu. Obydwie są jednakowo ważne i tak samo zasługują na Twoją miłość, akceptację, uwagę i szacunek, nawet jeśli ktoraś Ci się nie podoba.
    • krey83 28.01.12, 15:13
      moja pani psycholog też mówiła że muszę zaakceptować te dwie moje osobowości może to jest jakieś wyjście żebym pokochała siebie taką jaką jestem czasem mądrą wygadaną czasem tą cichą , strzelającą gafy... może wtedy stałabym sie jedną wyśrodkowaną osobą bez wachań nastroju... pytałaś jak się czuję będą tą trzęsącą się szarą myszką w sumie to nie nienawidzę się takiej tylko najbezpieczniej czuję się w domu bo tam nic mi nie grozi nikt mnie nie zaatakuje, nie lubie wtedy wychodzić do znajomych bo zazwyczaj wtedy siedzę tylko słucham , uśmiecham się i przytakuje , mało się odzywam bo u mnie jeszcze występuje czerwienienie się jak się zawtydzę, lub mówię coś i inni na mnie patrzą to moja twarz jest strasznie czerwona i często dlatego nic się nie odzywan żeby do tego nie dopuścić wiec zamykam się jestem wycofana zeby tylko nie zrobić się czerwona , ale tak sobie myślę nie tylko ja mam taką wadę jest dużo osób które robią się czerwone, a poza tym pomimo że taka jestem nikt mnie gorzej nie traktuje mam znajomych i nikt nie zerwał ze mną kontktu tylko dla tego , to ze robię się czerwona nie przekreśla innych moich zalet.. to moje czerwienienie się nie przeszkadza mi jak jestem ta wygadaną dziewczyna bo pomimo że czuję tego buraka na twarzy to nie przestaję mówić smiać sie i inni też już jakoś nie zwracaja na to uwagi a jak jestem tą cichą która powie dwa zdania zrobi sie buraczkowa to szybko milknę zeby wszyscy przestali na mnie patrzeć, ale w sumie nikt nie wydaje mi sie zeby uważał mnie za jakiegoś dziwaka czy kretynkę tylko za spokojną , trochę wstydzącą się fajną dziewczynę (mam taką nadzieje bynajmniej) .. wiesz jak pisze to wszystko to mi dużo lepiej , pozawla mni to na obiektywizm , przemyślenia( pytasz mnie o różne rzeczy i ja wtedy wnikam w głąd siebie próbuję wydobyć te prawdziwe odczucia i w sumie są troche inne niż mi sie wydawała) że kiedy jestem tą szarą myszka ludzie nie odbierają mnie jak jakąs kretynkę i głównie o to mi chodzi, niektórzy właśnie bardziej lubią we mnie tą spokojna, czasem wstydliwą dziewczynę bardziej niż tą pewną siebie... co do rywalizacji to Ty o tyle masz lepiej że to są osoby zadzierające nosa a takich z reguły ludzie nie lubią i pewnie nie jedna osoba dogryza im specjalnie a ja nie lubie i włącza mi się "rywalizacja" dla dziewczyn które są miłe, ładne ,inteligentne takie że w wiekszości każdy je lubi i to dodatkowo tą złośc we mnie poteguje bo w zasadzie nie widzę u nich żadnych minusów, a na dodatek są młodsze więc jak młodsza dziewczyna może wiecej osiągnąć , więcej wiedzieć niż ja starsza!
    • ladynemeyeth 29.01.12, 11:04
      A czy uważasz, że mogłaś stanowić jakieś zagrożenie dla Twojej siostry? Czy miałaś kiedykolwiek wrażenie, że ona Ci zazdrości?
      Moja mama miała taką rywalizację ze swoją starszą siostrą. Ona miała bardzo ładną figurę, moja mama miała raczej przeciętną, ale miała piękną twarz i bardzo dobrze jej szło w szkole. I to już było zagrożeniem dla jej siostry, która nie była az tak ładna czy zdolna. Robiła więc wszystko, żeby w matkę wbić takie poczucie, że jest gruba, nieatrakcyjna, żeby wbic ją w kompleksy i ją w ten sposób unieszkodliwic jako rywalkę. Aby nigdy nie miała nic do powiedzenia i zawsze się wszystkiego bała wyrazic czy powiedziec, bo wtedy jej starsza siostra mogłaby ją łątwo zgasić tym jednym stwierdzeniem, że moja matka jest gruba.
      Może się mylę, ale u Ciebie widzę podobną sytuacje. Siostra zdobyla pewną włądzę nad Tobą swoim wygadaniem i inteligentcją tylko po to, żeby CIę uciszyć i żebyś nigdy nie odkryła, kim naprawdę jesteś i jaka jesteś w rzeczywistości wspaniała, bo to by ją mogło bardzo mocno przycmic ... Nie umiała się pogodzić z Twoją orawdziwą wartością.
      Czy odnosisz wrazenie, że masz takie cechy, których Twoja siostra bardzo Ci zazdrości? Albo nawet nie cechy, ale jakieś takie szczęście w życiu albo to, że ludzie Cię bardzo lubią i cenią ... No nie wiem, cokolwiek ...
      Jeżeli ona odegrała ważną rolę w Twoim wychowaniu, to prawdopodobnie przejęłaś od niej sposób reagowania na młodsze kobiety, które mają coś więcej. Z automatu ją naśladujesz i od razu zazdrościsz, bo inaczej nie potrafisz i tak już masz przyzwyczajone. Nikt Ci nie pokazał, jak można inaczej się czuć wobec osób, które dużo osiągnęły, ale takie sposoby są. Taką mam teorię. Czy uważasz, że mogłaby ona być prawdziwa?
      Co do tych wstydliwych, nieśmiałach dziewczyn - masz rację, że ludzie je bardziej lubią czasami, bo przy nich łatwiej być sobą i nic człowiekowi nie grozi. WYgadane mają to do siebie, że w każdym momencie mogą dowalić i już nie jest tak miło. Naprawdę bycie taką szarą osobą ma bardzo wiele korzyści. Szkoda, że pozno je odkryłam, bo ludzie by się przy mnie lepiej czuli.
    • krey83 29.01.12, 12:41
      na początku chciałabym Ci bardzo podziękować za to co piszesz, uważam że jesteś bardzo mądrą i wspaniałą osobą.. co do mojej siostry to tak kiedyś zdałam sobie sprawę że zazdrosci mi tego np. że jestem troche czasem zwariowana, śmieje się czasem może i bez senu, wygłupam się , uwielbiam podróżować , zwiedzać jakiś czas temu prowadziłam bardzo aktywy tryb życia chodziałm na taniec, gimnastykę, basen , spotykałam się ze znajomymi i ona zawsze mi powtarzała żebym w końcu się ustatkowała a nie biegała tu i tam , uzywała jeszcze argumentów ze nie powinnam np. chodzić na taniec czy inne rzeczy, jeżdzić na cały dzień do koleżanki raz na kiedy ponieważ mam już swoje lata , ze w ten sposób zaniedbuje swojego męża czy wtedy jeszcze chłopaka.. bo ona cały czas siedziała w domu miała już dzieci.. jej cały tydzień to praca i sprzatanie w domu, oczywiście czasem spotykała się albo wychodziała z mężem i wspólnymi znajomymi ale czesciej siedziała w domu. Kiedyś to już dawno temu miała nade mną taką władzę że prawie co dzień po pracy musiałam do niej jeździć wtedy co prawda byłam jeszcze sama ale chiałam też posiedzieć w domu posłuchać muzyki czy wyjść właśnie na jakiś aerobik a ona cały czas mi wypominała że zamiast przyjechać do niej to ja sobie chodzę na aerobik ... to było straszne nie potrafiłam jej odmówić bo bałam się .. nie wiem chyba tego że stracę moja w sumie najważniejszą osobę, która tyle mi dała wychowywała mnie, jej miłośc była dla mnie najważniejsza.. ale zaczełam sie po mału przeciwstawiać i udało się może nie całkiem ale w bardzo dużym stopniu zrozumiała ze ja moge mieć też coś innego bardziej interesujacego do zrobienia niż bycie z nią i jej dziećmi.... w sumie nawet dzisiaj jak sobie kupie jakąś fajną rzecz a ona ja skrytykuje to robi mi się smutno i w sumie sama nie wiem czy ta rzecz jest rzeczywiście ładna ale jak inne koleżanki powiedzą że jest super to dopiero zakładam, czego jeszcze moze mi zazdroscić nie wiem moze tego że ja mam ładna figurę jestem szczuplejsza ( choć nie raz zwraca mi uwagę ze jestem zachuda z taką nawet i pogardą ale przecież ja sie nie odchudzam taka jestem) ,że mam słodką buzie tak bynajmniej mówi kilka osób, a ona nie jest gruba ale jest bardziej ubita i mniej zgrabna, jest bardziej poważna, mądra, stanowcza, czasem może i nudna... ale ja ją kocham taką jaka jest.. chociaz jest zawsze prawie we wszystkim wyzej ode mnie, bo my nawet razem pracujemy i ona jest moją kierowniczką, z jednej strony fajnie ale nawet tu jest wyzej, wydaje mi sie że byłoby jej bardzo cieżko znieść fakt że miababym wyższe stanowisko , że wiecej bym zarabiala... ale że ja niebardzo wierzę w siebie to pewnie mi to nie grozi- zajęcie wyższego stanowiska juz nie w aktualne pracy bo tam nie ma takich perspektyw ale w zupełnie innej branży... w jakimś stopniu wydaje mi się że zazdrosci mi tego że uczę się języka obcego ona próbowała ale zrezygnowała a mi mówiła czy faktycznie nie wydaje na próżno pieniędzy , czy nie szkoda mi czasu.. co prawda nie uczę się bardzo długo wiec nie mam duzej wiedzy ale mam świdomosć że coraz więcej umiem chcialabym wyjechać za granice choć na miesiąc i sprawdzić sie i dokształcić.. ale nie mam takiej mozliwosci... bardzo bym chiała zmnienić pracę tyko ten strach, wiem że tu nie mam zbyt możliwosci rozwinać swojego potencjału który tam gdzieś w srodku myśle się kryje..czego jeszcze się boję mam już swoje lata i powinniśmy zdecydowac się na dziecko ale ja nie jestem gotowa , w ogóle boję się czy dam radę...
    • ladynemeyeth 29.01.12, 14:18
      Ja też Ci chciałam podziękować - za cudny komplement i za to, że czytając Ciebie bardziej rozumiem siebie.
      Czyli ogólnie Twoja siostra zazdrości Ci radości życia, której nie mogła osiągnąć swoim "poukładaniem" i mądrością. A Ty choć jesteś postrzelona, jesteś przynajmniej szczęśliwa i umiesz odnaleźć wiele radosnych chwil w życiu :-) Jest CI przez to lepiej, a ją szlag trafia, że musi to czy tamto.
      Ja popieram Twoją postawę wobec życia! Pewnie dlatego, że sama taką mam, ale bardzo mi z tym dobrze!
      Aktywny tryb życia to też coś, co lubię - sama uczeszczam na fitness tak czesto jak mogę, lubię tańczyć, jezdzic na rowerze, lubie sie uczyć jezykow, dlatego bardzo mi się podoba to, że Ty też to robisz i sprawia Ci to frajde! Rowniez lubie opdrozowac i zwiedzac i ogolnie swiat mnie bardzo ciekawi. Nie mam zamairu sie ustatkowac ani stracic tej cechy, bo jest zbyt dla mnie cenna - to jest umiejetnosc cieszenia sie zyciem, umiejetnosc cieszenia sie z bałhych i malych spraw i odnajdywaia tej radosci wokol siebie. Gratuluje, że Ty też to masz.
      No coz, Twoja siostra ewidentnie Ci zazdrosci i jakos tak podswiadomie probuje zahamowac Twoj rozwoj przykrymi komentarzami. Nie masz obowiazku byc taka jak ona i nie masz obowiazku ukladac sobie zycia w ten sam sposob, bo jestes zupelnie inna osobą. Ona musi sobie z tym poradzic i nie ma prawa mowic Ci, jak masz zyc i co masz robic. Ty masz popelniac swoje bledy i zyc po swojemu najlepiej jak umiesz. Ona ma robic to samo na wlasnym podworku i dac Ci swiety spokoj. Jakos trudno jej uznac Cie za pelnowartosciową osobę, ktora potrafi podejmowac wlasciwe decyzje, ale Ty je podejmujesz, bo jestes szczesliwa. NIe rezygnuj z siebie, ze swoich fajnych pomyslow tylko po to, aby Twoja siostra byla pocieszona. POtem mozesz miec jej to za zle i mozesz miec do niej zal.
      A prace probowalas zmienic? Bo w pacy ona tez moze Ci nie pozwolic sie rozwinac ... Moze Ci bedzie wmawiac, że nie dasz rady albo coś, ze jestes za slaba i on musi Cie chronic ... Wiem, że to trudne, ale postaw na swoje wlasne zdanie i swoja intuicje, nawet jesli mialabys sie pomylic. Jak popelnisz blad, to sama po sobie posprzatasz, nie potrzebujesz nikogo do tego i nikt sie nie musi w to wtracac.
      Jak bedziesz soba, duzo lepiej na tym wyjdziesz niz jakbys miala spelniac oczekiwania siostry, bo moim zdaniem masz ciekawszy pomysl na zycie i bycie sobą.
      Co do dzieci - nic na sile. Przyjdzie czas, że bedziesz gotowa. Podejrzewam, ze siostra Ci truje, że już powinnas je miec, bo ona w Twoim wieku juz miala. A jak Ci sie urodza, bedzie Ci truc, ze ona lepiej wychowuje. I tak w kolo, niekonczaca sie opowiesc. Ciagle bedzie sie do Ciebie porownywac, umniejszac to, co robisz, bo inaczej nie poradzi sobie ze swoimi niedoskonalosciami. Ktos musi to przerwac. Moze Twoja siostra musi jasno uslyszec, ze jej sposob na zycie Ci nie odpowiada i lubisz swoje pomysly i lepiej niech sie z tym pogodzi, bo nie masz zamairu sie dla niej zmieniac. Zyjesz w koncu dla siebie!
      Ja mialam taki epizod z moim bratem, ze mi ciagle tak o cos trul, bez przerwy mnie krytykowal i ocenial. Nie odzywalam sie do niego chyba przez rok, nie odwiedzalam, nie jezdzilam, nie opowiadalm o sobie i nadal nie opowiadam za duzo (jego zona jest straszliwie o mnie zawistna i bardzo by chyba chciala, aby mi sie zle wiodlo, bo ciagle sie tego we mnie doszukuje). Przez bardzo wiele lat zylam nie pytajac go w niczym o zdanie i bardzo dobrze na tym wyszlam. Dzis nawet jakby mi powiedzial, ze cos mu sie nie podoba, mam wystarczajaca sile aby mu odpowiedziec, ze szanuje jego inne zdanie, ale zycie jest moje i mi sie podoba to, co robie i jak to robie i sama bede wybierac sobie osoby, ktore mi moga doradzac.
      Wiem, ze takie ciagle zastrzezenia innych ludzi do naszych decyzji sa bolesne, ale mimo wszystko warto byc takim samodzielnym, totalnie niezaleznym i wolnym i miec odwage w byaciu sobą bez wzgledu na to, co inni mowią. Odwaz sie i Ty - mam przeczucie, ze bardzo dobrze na tym wyjdziesz. W kazdym razie tego Ci bardzo zycze i trzymam kciuki!
    • krey83 30.01.12, 20:24
      co do mojej siostry to ona nie jest złą osobą , udziela mi dobrych rad czasem tylko mówi coś co mi nie odpowiada ale moze ona też inaczej nie potrafi jej też nikt nie nauczył jak powinna się zachowywać ona przejeła tą postawe mądrej, nudnej , poukładanej bo ja byłam młodsza... czasem też zadaje mi różne pytania najbardziej boję sie tych zwiazanych z moim małżeństwem czuje się jak na przesłuchaniu i chce jej udowodnić że wszystko jest ok .. ale w małzństwie bywa różnie teraz bynajmniej jest bardzo dobrze, czasem się oddalamy czasem przybliżamy... czesto pyta co mój mąz zrobił danego dnia, co ja zrobiłam bo u nich jest tak ze od poniedziałku do soboty ciągle coś robią a to w domu a to na podwórku itp. fakt faktem fajnie bo czyściutko wszędzie , ładnie na podwóreczku zrobione drzewka itp. ładnie nie powiem ale u nas też jest czysto i w domu i na podwórku, poza tym jak coś trzeba zrobić to robimy ale nie codziennie , czasem nam się nie chce i leniuchujemy czy gdzieś sobie idziemy i uważam że nie ma w tym nic złego ale znów to porównanie.. jej maż cały czas coś robi a mój...przez to też czasem nie wiem co mam myśleć... co do mojego szczęścia to tak teraz jestem szczęśliwa, uczę się cały czas odczuwać je , doceniać to co mam, choć mam oczywiście chwile zwątpienia i sama nie wiem o co tak naprawdę chodzi. Co do Twojej szwagierki to według mnie ona ewidentnie Ci zazdrosci moze tego ze jesteś za ładna, madra, inteligentna, datego pewnie dopatruje sie czegoś żeby pewnie sama sobie udowodnić że w cale nie jesteś taka fajna.. ( nawiasem mówiąc to coś jak ja też dopatruje się słabego punktu u moich rywalek i jak już bym coś znalazła tak sama dla siebie to poczułabym jakąś ulgę ,nie bałabym sie juz tak ) . Co do mojej pracy myślałam o tym zeby zmienić i kiedyś widziała idealną ofertę ale tak długo się zastanawiał zeby złożyć tam CV ze kiedy zdecydowałam to już była nie aktualne zwlekałam bo się bałam, ale zobaczymy co czas pokarze przeglądam ogłoszenia, chiałabym wybrać coś co naprawdę będzie mi odpowiadac a nie zmnienic tak dla samej idei... a tak w ogóle to jutro bede miała rozmowę z szefem i chcę go poprosić o podwyzkę w pewnym sensie, trzymaj kciuki dam znać czy sie udało.. mam taka nadzieję tylko kurde ja jestem mało pewna siebie taka kruszyna i może mnie zbyć ale potrafię też być stanowcza hmm tylko czy mi się to uda trzymaj kciuki dam znać juto...
    • ladynemeyeth 30.01.12, 21:09
      Nie chodzi mi o to, żeby teraz zacząć oczerniać Twoją siostrę, tylko żeby ustalić przyczynę Twoich problemów w relacjach z koleżankami. Nigdy nie pomyślałam, że jest ona złą osobą, raczej słabą i zakompleksioną.
      To chyba musi być Dla Ciebie męczące takie jej dopytywanie, co robicie, no bo przezciez jestes już chyba za stara, żeby się tłumaczyć ...
      Ale ja mam tak ze szwagierką - jest strasznie wscibska. Potrafi nawet moją mamę ciągnąć za język o jakieś szczególy z mojego życia. Uważam, że to totalny brak wychowania tak się wtrącać w sprawy innych.
      Trzymam za Ciebie kciuki Kruszyno i za Twoją pracę - sama jeszcze nie wiesz, na ile fajnych rzeczy Cię stać! Będzie dobrze!
    • krey83 31.01.12, 19:47
      jestem już po rozmowie , choć nie dotyczyła podwyżki niespytałam bo szefo był w średnim humorze czepiał się różnych rzeczy, okazując takie średnie zadowolenia z naszej ogólnej pracy to i nie miałam w sumie ochoty wysłuchiwać gorszych epitetów gdybym sie upomniała, może bedzie jeszcze lepszy moment.. ogólnie to jest tak że mój szef moze nie jest złym człowiekiem ale sknerusem i ma swoich ulubienców i dla nich jak najbardziej znajdzie sie choć parę groszy nawet użył sformułowania trzeba walczyć o swoje tylko to akurat tyczy się niektórych.... dlatego w jakiejś częsci trace moją pewność siebie w pracy bo ja nie czuję się w niej do końca kompetentna a w dodatku szef też specjalnie mnie nie docenia, nie mówie bo kilka razy mnie pochwalił i miałam podwyżkę ale od dłuższego czasu nic bo pracuję już tam kilka lat, u nas w pracy jeszcze jest tak ze nie mamy konkretnych obowiązków tylko najlepiej żeby wszyscy wiedzieli wszystko ( a ja w jednym jestem dobra rzetelnie wykonuję swoją pracę a do czegoś innego się nie nadaję a musze to robić jak nie ma kto), poza tym zależy mi na jego pochwale , trochę się go boję tak dla zasady czasem jak wzywa moją siostrę na rozmowę to wydaje mi się że w mojej sprawie że ma o coś pretensje po czym okazuje się że jednak rozmowa nie dotyczyła mnie.. Co do mojej siostry to fakt jak wypytuje o różne rzeczy to jest to meczące i dla mnie stresujace bo choć jest wszystko wporzątku to boję sie że może i tak coś "wywęszyć" zresztą samymi pytaniami czy coś zrobiliśmy a odpowiedz brzmi nie to już powietrze ze mnie uchodzi... Co do dzieci to nie jestem jeszcze gotowa ale za jakiś dłuższy czas będziemy musieli konkretnie się nad tym zastanowić ale jak czasem o tym myśle to już teraz się boję że tak jak ja zawsze czułam się gorsza od siostry tak boję sie że moje dzieci będą w jakiś sposób gorsze od dzieci siostry bo jej są bardzo bystre i interligentne, wiem że to straszne że ja sama juz w jakims stopniu zrzucam je na niższą pozycję , mam nadzieje że to takie chwilowe głupie mysli... Jeśli chodzi o Twoją szwagierkę to po części oczywiście jest to wścibstwo mnie też pewnie by to denerwowało ale z drugiej strony ptowierdza się to że nie jeteś dla niej jakaś obojętna że interesuje ją Twój świat a może ma nadzieje że kiedyś uszłyszy coś negatywnego na Twój temat. Z reguły nie ineresują ludzi osoby nudne, ciche które w małej częsci ukazują się - Ty do nich biorąc pod uwagę szwagierkę na pewno nie należysz. Ja na przykład nie dopytuje się o moje rywalki bo boję się że usłyszę że jak to im się nie powodzi, ile to nie zarabiaja , co one nie maja i jakie to sa mądre.. choć zauważyłam ze ten srach do tych moich urojonych rywalek troszkę sie zmniejszył albo tak mi się tylko wydaję wczoraj np. poszłam w jedno miejsce i okazało się że jedna z nich też niedługo ma tam przyjść ale jakoś tak bardzo się nie balam tego spotkania, w końcu jednak nie przyszła więc nie miala możliwości przekonać się co by było gdyby jednak przyszła, ale czas pokarze... ogólnie pisząc to wszystko tutaj, pózniej rozmwiajac z moim mężem, próbuje jakoś racjonalnie do tego podejśc nawet jeśli są wspaniałe to co z tego, ja mam swoje życie jestem szczęśliwa i w sumie nic mnie to nie powinno obchodzić że komuś lepiej się powodzi i coraz bardziej wchodzi mi to w głowe choć jeszcze całkowicie nie weszło:)
    • ladynemeyeth 01.02.12, 13:46
      Sama będziesz znała najlepszy moment na rozmowę. Czasami tak jest, że szefowie specjalnie narzekają, aby odstraszyć pracownika od takiej rozmowy o podwyżce. No ale to Ty jesteś na miejscu i wiesz lepiej.
      Widzę, że bardzo Ci zależy na opinii siostry i jesteś od niej niejako zależna. No ale na takie uniezależnienie się trzeba czasu i samodzielnych decyzji. Im więcej ich podejmiesz, tym silniejsza i bardziej kompetentna się poczujesz. Tak naprawdę to sama wewnątrz musisz poczuć się silna, kompetentna. Sama dla siebie. Sama dla siebie musisz czuć, że Twoje zdanie i Twoja opinia mają większą moc, niż opinię Twojej siostry w Twoim życiu. Ona może dawać Ci rady, a Ty możesz się albo z nimi zgadzać, albo nie. To Twoje zdanie Twoje decyzje są najważniejsze.
      Jeśli chodzi o Twoje dzieci przyszłe, to nawet jeśli byłyby mniej inteligentne od jej dzieci, to pewnie miałyby inne zalety. I to na tych zaletach trzeba się skupiać. Choć wydaje mi się, że to nie o poziom inteligencji chodzi, tylko o taką siłę osobowości. Mam wrażenie, że Ty jesteś inteligentną osobą, tylko w obecności siostry włącza Ci się taka niemoc i brak pewności siebie. Czy tak się dzieje?
      Ja miałam tak w obecności mojego starszego brata i do pewnego czasu był dla mnie wyrocznią. Teraz nie jest, a ja jestem samodzielna i nie dam się zakrzyczeć. Mam swoje argumenty i przemyślenia na pewne tematy i się nimi dzielę. On się może z nimi nie zgadzać, a ja to przyjmuję do wiadomości. I tyle. Dalej jestem sobą. Najgorzej jest dać przyzwolenie takim osobom, żeby mówiły mi, co mam robić i milczeć, nie reagować, nie mówić, co się myśli i co się czuje w danym temacie.
      Co do mojej szwagierki, to nie jest dla mnie jakiś wyznacznik wartości. Ona sama jest bardzo zakompleksiona, stąd te jej wredne uwagi na mój temat. Gdyby nie mój brat, pewnie bym jej też pojechała jakimś tam tekstem, ale po co komplikować sprawy? Żyję swoim życiem, realizuję swoje plany i kiedy ona od kogoś tam pokątnie dowiaduje się, że mi coś wychodzi, że jestem zadowolona, to jest tym oburzona, bo chyba uważa, że nie jestem tego warta i nie powinnam niczego dobrego od życia dostać ani mi się nic nie powinno udawać. O wszystko wypytuje, aby znaleźć w tym jakąś lukę i przepowiedzieć mój upadek. Przykre, ale co zrobić?
      A co do tych Twoich rywalek – boisz się, że one mają coś fajnego, czy że Ty masz gorzej? A kiedy byś miała gorzej, to jakie byś miała wtedy uczucia? Co byś o sobie myślała? I jestem ciekawa, jaki jest taki Twój ideał życia – jaką osobą trzeba być, abyś uznała, że taka osoba jest wspaniała, odnosi sukcesy, powodzi się jej, itd.? I czego Tobie do tego wzorca może brakować?
    • krey83 02.02.12, 19:15
      W pracy są ważne pieniadze ale nienajwazniejsze , chce być kompetentna,czuć się potrzebna, lubie natłok obowiązków, ruch wtedy czuję że się rozwijam ,w obecnej pracy stanełam w miejscu to czego chciałam się nauczyc już umiem a reszta mnie odrzuca choć wiem ze powinnam to wiedzieć bo pracuję już tam kilka lat i czuję się głupio nie wiedząc niektórych rzeczy ale one mnie nie ineresują, wypaliłam się , nie mam żadnej motywacji czasem zwyczajnie nie chce mi się...W dodatku nie znoszę spotkań z jakimiś ludzmi takimi z "wyższych Sfer" w sprawach akurat na których się mało znam, czasem jak wchodzę do gabinetu czuje się jak mała, biedna, bezbronna sierotka wydaje mi się że inni wraz z szefem też tak mnie odbierają patrzą z politowaniem , kurde co ja tam jeszcze robię dlaczego on mnie nie zwolni...( choć w pracy też mam dużo innych rzeczy na głowie i staram się je dobrze wypełniać)
      Co do rywalek , boję się że będą miały lepszego, mądrzejszego, bogatszego faceta, że założa własna firmę że bedą szczęśliwsze, podziwiam dziewczyny i zazdroszcze najczęściej takim które są mądre, pewne siebie, silne, uśmiechnięte, które skończyły lepsze szkoły choć ja też jestem po studiach musiałam sie uczyć ale nie było specjalnie trudno a niektóre chodziły na uniwerstytet a ja tylko na politechnikę..
      Jakie chciałabym wieść życie? zdrowe, spokojne, szczęśliwe, mając przy boku męża, dzieci, bezpieczny dom, prace którą lubię która sprawia mi przyjemność no i żebym mogła pozwolić sobie na małe szaleństwa, wyjazdy itp. Czego mi brakuje właściwie ja jestem szczęśliwa i mam to co mi potrzeba.. no może oczywiscie gdybym miał inną pracę i żebym nie robiła się czerwona , była bardziej wygadana choć potrafię taka być ale w towarzystwie znanych osób . Właściwie nie wiem czemu boję się ze inne dziewczyny będą miały lepszego faceta bo ja kocham swojego meża jest madry, inteligntny, przystojny ale taki normalny facet a nie zaden figo fago ...
      Co jak bym miała gorzej niż te dziewczyny? nie wiem może zachowywałabym się w prost przeciwnie gdybym mieszkała w jakiejś rozwalajacej sie chacińce była bez pracy to wtedy nie zwracałabym uwagi na innych, nie rywalizowałabym tylko skupiła się na tym jak poprawić swoje warunki.
      Jaka jestem? wiem ze jestem bardzo zaradna,szybka ,ruchliwa, jak czegoś chce potrafię to osiągnąć jestem "mądra życiowo " ale czuje lukę bo mam braki książkowe wiem takie proste, ogólne informacje brakuje mi takiej wszechstronnej wiedzy nie iteresuję się sportem, polityką, historią itp i jak inni o tym rozmawiają ja czuję sie tak głupio no bo jak mogę brać udział w dyskusji skoro nie mam o tym pojęcia... no i nie jestem tak zdolna i bystra jak np. moja siostra czy niektóre dziewczyny którym zazdroszczę i chyba tego najbardziej , kurde nie jestem jakimś ciemniakiem choć czasem się tak czuję jak chce potrafię sie nauczyć nawet najtrudniejszych rzeczy ale nie należę do typu samouka i to mi przszkadza bo niektórzy spojrzą raz poszperają i już wiedzą a mi potrzeba wiecej czasu...:(

    • ladynemeyeth 03.02.12, 11:31
      Dobrze jest być świadomym, co się dzieje z naszymi uczuciami przy innych osobach. Tak jak sobie przypomnę, w większości kobiety reagowały na mnie negatywnie. Byłam dla nich zagrożeniem. Od razu starały mi się pokazać, że są w czymś ode mnie lepsze, że nie chcą mnie lubić, że raczej chcą mi pokazać, że to one rządzą, a ja nie jestem wcale taka fajna. Były na mnie zamknięte i w wielu przypadkach wcale nie chciały się ze mną przyjaźnić, kolegować ani nawet mnie polubić. Tak je wkurzałam. To nie znaczy, że byłam jakimś tam niewiniątkiem. Może było w moim zachowaniu coś, co je do tego prowokowało. Jedyną rzeczą, którą podejrzewam to fakt, że zawsze lepiej się czułam w towarzystwie mężczyzn i oni bardzo lubili moje towarzystwo. Zawsze się przy nich dobrze czułam, fajnie mi się z nimi dogadywało, współpracowało i ogólnie jakoś relacje były dla mnie łatwiejsze. Może to je wkurzało? Mężczyźni też jakoś fajnie na mnie reagowali i byłam dla nich atrakcyjna nie tylko pod względem wyglądu – lubili mój charakter. Może kobiety odczuwały, że są dla mnie „gorsze” od mężczyzn, bo nie bawiłam się z nimi tak dobrze i nie okazywałam im takiego entuzjazmu?
      Nie wiem, może tak było. Ale nie robiłam tego celowo i złośliwie, po prostu naprawdę tak czułam. Ale ponieważ za każdym razem, kiedy próbowałam w czymś się wykazać, kobiety mi na to „nie pozwalały”, bo mnie zwalczały, to wykształcił się we mnie taki odruch, że się boję, nie mogę czegoś spróbować, boję się nawet zacząć, od razu rezygnuję, bo się boję porażki i uznaję, że nie umiem, nie nadaję się, nigdy nie będę tak świetna, jak one. No i to jest problem i mój błąd. Czuję się też mała, nieśmiała, nieporadna, jakby w sumie osiągnęły swój cel i mnie unieszkodliwiły skutecznie. „Zastraszyły” mnie swoimi zaletami i mocnymi stronami, których ja nie mam, tak bardzo, że boję się nawet zacząć te cechy u siebie wyrabiać i poprawiać, bo wydaje mi się, że jestem beznadziejna i po prostu nie dam sobie rady. No i o to im chodziło. Ale jak to u siebie poprawić? Na tę chwilę nie mam pojęcia.
    • krey83 03.02.12, 22:32
      a jak traktuje Cie Twój brat, tata, babcia , reszta rodziny? to co opisałaś.... te wszystkie dziewczyny po prostu najchętniej chciałaby być Tobą , chciałyby miec pewnie taki dobry kontakt z chłopakami, a poza tym wyczuwam że jesteś taką pewną siebie, mądrą, silną dziewczyną, choć pewnie z ostrym jezykiem,.. a jakie to one mają zalety i mocne strony których Tobie brakuje? i od kiedy czujesz się taka zastraszona nieśmiała? no bo trudno uwierzyć że taka silna osoba przerodziła się w myszkę? a jak myślisz one bardziej nieakceptowały Cie bo byłaś niemiła, odrazu jakoś im dogryzałaś, czy tak po prostu moze tak jak ja w innych dziewczynach widziały w Tobie rywalkę ? osobę z którą nie należy się zaprzyjażniać no bo wtedy nie ma sie szans np. u mężczyzn i może w Twoim towarzystwie one czuły sie bez szans może biłaś na głowę każda, to tak jak ja nie chce spotykać się z tymi wspaniałymi dziewczynami które wydają mi sie pod każdym względem lepsze.
    • ladynemeyeth 04.02.12, 18:00
      O cholera, to mi dałaś zagwozdkę ... Ale dobrze mnie oceniłaś - język miewam cięty. Ale nie atakuję pierwsza, nie obrażam, mimo wszystko ludzie mogą się bać słuchając moich wypowiedzi, bo gdybym tego języka użyła przeciwko nim, mogłoby być nieprzyjemnie. Tak mogą się czuć - sprowokowani.
      Tak, jestem pewną siebie osobą w wielu sytuacjach. Mam wiele mocnych stron. Nie podejrzewałam, że to może tak przerażać. A najlepszą obroną jest atak … Więc ci ludzie chcą się przede mną obronić, zanim jeszcze zaatakuję … Jak widzą jakąś moją słabość albo niedociągnięcie, od razu mi je wytykają, żeby udowodnić, że nie jestem taka wspaniała, na jaką wyglądam. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam.
      Jak mnie inni traktują? To zależy kto. Moja siostra to taka kumpela, możemy się wygadać, pozwierzać lubimy podobne książki. Trochę się chyba boi, bo czasami pyta, ile zarabiam. Zarabiam sporo więcej, mimo że jestem sporo młodsza. Ale moja siostra nie ma w sobie zawiści, nie odczuwam tego od niej, dlatego nigdy się nie obnoszę z moją pracą. Chciałabym, aby jej się wiodło jak najlepiej, chwalę jej syna, bo jest zdolny, pracowity, bardzo dobrze się uczy i to jest w dużej mierze jej zasługa. Wiem, że ona pewnie chciałaby dużo zarabiać, być bardziej zadowolona z pracy, ale potrafi sobie z tym tak poradzić, żeby nie robić przykrości innym ludziom i im nie zazdrościć. Duży szacun!
      Moja mama – okazuje mi bardzo dużo miłości, troski, jest ze mnie zadowolona, choć nie wszystkie moje zachowania jej się podobają. Bardzo często się dzieli ze mną swoimi przemyśleniami, o wielu rzeczach mi mówi, o których innym niekoniecznie. Jest mną zachwycona i bardzo dumna, co doprowadza moją bratową (to bratowa, nie szwagierka :-D) do szału i nie może się z tym pogodzić. No ale to chyba normalne, że matka zawsze będzie kochać bardziej swoje własne dziecko, a nie synową czy zięcia.
    • ladynemeyeth 04.02.12, 18:01
      Mój brat przez wiele lat nie traktował mnie poważnie, raczej jak jakąś nieudacznicę. Kiedyś żyłam z nimi obojgiem bardzo blisko, ale w pewnym momencie moje życie się skomplikowało i ta relacja też, bo oni zaczęli moje porażki wykorzystywać przeciwko mnie i mnie bardzo oceniać, dokopywać mi w momencie, kiedy i tak mi już było bardzo ciężko. Skończyłam bardzo dobrą, renomowaną uczelnię. Ale kiedy się obroniłam, na rynku pracy było dosyć ciężko, bezrobocie 19 %, na jedno miejsce pracy po 500 CV, pracodawcy to bardzo wykorzystywali, mało płacili. Nie mogłam sobie tak od razu poradzić i na siebie zarabiać czy się usamodzielnić, a na tym mi bardzo zależało. Pracę znalazłam po 7 miesiącach i to wcale nie jakąś super hiper świetną. No ale coś tam zaczęłam. Poza tym to był dla mnie taki okres przejściowy, dowiedziałam się, że jestem dda i coś trzeba było z tym zrobić. Byłąm przerażona i załamana. Siadło mi zdrowie, wylądowałam w szpitalu z przemęczenia – magisterka, szkolenia w pracy, stresy w pracy, bo nie wypłacali mi pensji na czas i takie tam inne sensacje. W związkach nie wiodło mi się najlepiej. Postanowiłam się z nikim nie wiązać, dopóki nie ogarnę moich problemów dda. Dużo by jeszcze opowiadać, suma sumarum było mi wtedy bardzo ciężko. A mój brat mi dowalał, że jakoś sobie nie radzę z tym wszystkim i jakoś nie ogarniam. Podobnie jego żona – podsumowała, że ja to chyba zostanę starą panną (jej największa życiowa obawa – bez faceta nie jest się nic wartą) i w ogóle to sobie z życiem nie umiem poradzić, bo taka jestem niezaradna i beznadziejna. Bardzo zaczęli się w moje życie wtrącać, żeby potem jakieś niekorzystne fakty wykorzystać przeciwko mnie, aby mi udowodnić, że jestem do bani. Skończyło się po jednej z takich rozmów, kiedy niewiele tłumacząc wyszłam z ich mieszkania i nie kontaktowałam się z nimi przez około rok, a może i dłużej. Nie dzwoniłam, nie rozmawiała, wysyłałam tylko smsy z życzeniami na różne okazje, nie odwiedzałam ich, nie jeździłam do rodziców, kiedy oni tam byli, urwałam jakikolwiek kontakt. Zaczęłam żyć na własny rachunek, bez ich „pomocnych rad”, bez tłumaczenia się im, zwierzania, opowiadania o moim życiu. W międzyczasie poznałam mojego męża i zakochałam się, zmieniałam prace na coraz lepsze, zrobiłam dwie podyplomówki opłacone przez firmę– ale oni nie byli tego świadkami, bo nadal do nich nie jeździłam. Wiedzieli tylko, że się z kimś spotykam, że coś się u mnie dzieje, że kupujemy mieszkanie, samochód, że się zaręczyliśmy, bierzemy ślub, itd. Bardzo ich bolało to, że nie mogą tego komentować, bo nie są ze mną aż tak blisko i nie mogą się o tym niczego dowiedzieć. Tylko same opowieści moich rodziców. A ponieważ to pieniądze do nich przemawiają najbardziej, więc zaczęli inaczej na mnie patrzeć, choć z niedowierzaniem. Do tej pory w głowie im się nie mieści, że nam się dobrze wiedzie, no bo jak to – przecież byłam taką nieudacznicą i nie umiałam sobie poradzić z niczym, a tu nagle takie szczęście w moim życiu …
    • ladynemeyeth 04.02.12, 18:02
      Według mojej bratowej nic takiego nie powinno mi się przydarzyć, bo na to nie zasługuję. Życie powinno mnie już cały czas doświadczać i mną targać. Mój brat w sumie się z tego mojego happy endu cieszy, tak to odczuwam. Choć wkurzają mnie pewne jego zachowania, opryskliwe odzywki, to wiem, że mi dobrze życzy. Natomiast jego żona jest oburzona tym, że mi wszystko w życiu wychodzi, że jestem szczęśliwa z mężem, a miałam być starą panną przecież; że mam teraz dobrą pracę i na wiele rzeczy nas stać, a przecież początki miałam tak trudne. Ona się z tym po prostu nie może pogodzić i szuka cały czas dziury w tym szczęściu. Ostatnio taka nasza znajoma powiedziała, że młodo wyglądam – myślałam, że moja bratowa wyjdzie z siebie. Nienawidzi, kiedy mnie ktoś chwali, kiedy mi dobrze idzie, kiedy mój mąż jawnie przy wszystkich okazuje mi, jak jest we mnie zakochany (po 6 latach związku) albo kiedy mówi, jaką jestem dla niego wspaniałą i wyjątkową osobą – mój brat się z tego cieszy, jego żona nienawidzi mnie jeszcze bardziej. Ona mnie zaszeregowała już w szufladce dla ludzi skończonych i nic nie wartych. Ale to, co się dzieje w moim życiu, przeczy jej przekonaniom i jest dlatego wściekła. Jej zdaniem to ona na to wszystko zasłużyła i zapracowała, a ja byłam tylko nieudacznicą i nic mi nie wychodziło. Nieudacznicą, którą ona pogardzała, a mimo wszystko to mi się dobrze udało. Jej też, ale musi o to wszystko dużo bardziej walczyć. Ja się w tej chwili aż tak bardzo nie wysilam. W każdym razie nie tracę przez to zdrowia. Jej zdaniem mi się już nic nie powinno udać w życiu, nikt mnie nie powinien ani lubić, ani kochać, ani szanować, ani doceniać, ani mi dobrze płacić za moją pracę, a ja powinnam się czołgać przed ludźmi i zgadzać na wszystko, co oni mi oferują, jakbym nie miała w życiu żadnego wyboru ani opcji; jakbym nie miała prawa w życiu wybierać, żądać, mieć wymagań i była nikim. Przez pewien czas taka się czułam – słaba, szara, kiepska, itd., bo naprawdę było mi ciężko i nie umiałam sobie z tym dać rady. Był taki moment w moim życiu, kiedy czułam się nikim i nic mi nie wychodziło, mimo że mam silny charakter. Ona mnie w takim momencie widziała i bardzo chciała, żeby ten moment trwał wiecznie. Przykre to wszystko. Może sama w głębi serca nie wierzę, że zasługuję na więcej i nadal siebie traktuję jak nieudacznicę, dlatego tak się „podłączam” pod to myślenie mojej bratowej i tak mnie ono boli i jest mi zadrą w sercu i rysą na moim dobrym w tej chwili życiu … No ale to już mój wewnętrzny problem, muszę nad tym pomyśleć i to przepracować. Może sama wymagałam od siebie takiej perfekcji, że do tej pory nie umiem zaakceptować siebie jako nieudacznicy w ciężkich okolicznościach. Silne osoby z charakterem też sobie mogą nie radzić. Ja nie dopuszczałam takiej możliwości kiedyś. Musiałam być doskonała. Moja bratowa uważa po prostu, że jestem nikim ważnym, że jestem nic nie warta i niby dlaczego coś fajnego miałoby mi się należeć od życia? Gdyby to od niej zależało, nie udostępniłaby mi nic, tylko jakieś tam minimum socjalne i zero szczęścia. Takie życie by mi wymarzyła. Niczego by mi nie dała od siebie, bo ja na nic nie zasługuję. Miała kiedyś pretensję do moich rodziców, że mi kupili aparat cyfrowy, mimo że ja nie pracowałam – chory klimat, bo co ją to obchodzi?
    • ladynemeyeth 04.02.12, 18:07
      Ale wobec innych ludzi jest taka sama i też im żałuje szczęścia i radości w życiu. Też by im tego nie dała, gdyby to ona miała to rozdzielać. Ma pretensję do kogoś, że dostał spadek, że sobie coś za niego kupił, że ktoś dostał awans, a był tylko zwykłym asystentem … jakby asystent nie miał prawa się wybić – chore! Chora osoba, ale jej obecność i słowa są bolesne i wkurzające. Widzisz, nie jestem na tyle silna, aby znieść ten ból, bo muszę ciągle o nim wspominać. Boli mnie złe traktowanie mojej osoby – to akurat zdrowy objaw. Ale nie umiem na to zareagować tak, aby ta osoba przestała mi dokuczać i się nade mną znęcać, dowalać mi i mną pomiatać. Ona ciągle może to robić, bo nie umiem jej tego zabronić, mimo że jestem silna i wygadana. Taka sprzeczność. No ale człowiek całe życie się uczy, więc mam nadzieję, że i ja wkrótce znajdę sposób, aby sobie poradzić. Trzymaj za mnie kciuki.

      Mam nadzieję, że Cię nie wykończyłam długością wypowiedzi :-), ale to nasze pisanie bardzo mi pomaga. Już dawno nie znalazłam tak bliskiego mi tematu na forum i nie miałam tak naprawdę z kim o tym pogadać na poważnie. A to jest problem. Ten wewnętrzny strach przed innymi osobami to problem! Strach, że mi dokopią widząc moje słabości! Więc dziękuję za Twoje przemyślenia, za szczerość, zainteresowanie, wszystkie Twoje pytania - są dla mnie bezcenne. Czuję się dużo lepiej już przez samo to, że mogę to z siebie wyrzucić przed osobą, która wie, o co chodzi i którą to interesuje. Dzięki Krey, jesteś nieoceniona!
    • krey83 05.02.12, 21:25
      kurcze dziewczyno z tego co opisujesz masz wspaniałe, szczęśliwe życie, a Twoja bratowa to zakompleksiona, niewierząca w siebie istotka, nie chce jej bronić ale taka jaka jest w pewnym stopniu wyniosła ze swojego domu, miała pewne wzorce niekoniecznie dobre, nikt jej nie nauczył inaczej, w pewnym stopniu przypomina mnie ja też zazdroszcze innym przecież fajnym dziewczyną które są dobre i zasługują na szczęście - próbuje to jak moge w sobie zwalczyć żeby cieszyć się ze szczęścia innych i przede wszystkim ze swojego mam nadzieje kiedyś mi się to uda. Cały czas piszesz że ona uważa ze jesteś nikim, że nie zasługujesz na szczęście że jej obecnosć sprawia Ci" ból". Mam teraz pytanie czy ona w Twojej obecności przy innych okazuje Ci to?w jaki sposób? odnosi się do Ciebie z pogardą? dogryza Ci? no bo sama napisałaś Ze to chora osoba może też dda i ma ze sobą problemy ale dlaczego to Cie tak boli ona przecież zazdrosci Ci wszystkiego mi na Twoim miejscu nawet w pewnym stopniu sprawiało by to radość bo ona ewidentnie chiałaby by być Tobą miec wszystko co Tobie udało się osiągnąć masz przeciez wspaniałego meża który Cie bardzo kocha, dobrą prace dzieki której możesz pozwolić sobie na wiele przyjemności jesteś szczęsliwa pewna siebie mądra inteligentna masz niemalże idealne życie... a jej pewnie dużo brakuje spójrz na nią może troche z politowaniem jako słabą, mniej szczęśliwą osobę ... nierozumiem dlaczego to Cię tak boli skoro reszta rodziny jest z Ciebie dumna , zazwyczaj boli nas niesprawiedliwa ocena kogos dla nas ważnego np. gdyby Twoj brat tak reagowa czy mama cały czas miała jakieś ale .. ale to tylko bratowa no niby już rodzina ale czy ona jest dla Ciebie taka ważna że aż tak strasznie boli Cie jej osąd. Dobrym sposobem byłoby według mnie o ile jest taka mozliwość porozmawiać z nią szczerze zapytać dlaczego jest dla Ciebie taka, co jej w Tobie przeszkadza i jednocześnie uświadomić jej że ona też ma dobre zycie ( no bo chyba dobrze jej sie układa w małzeństwie i w ogóle praca, warunki materialne nie są zle? ) zwrócić jej na to uwagę, może jej też bardzo zależy na Twojej opini, moze jak by taka osoba jak Ty jej autorytet gdybyś jej powiedziała że ona też ma zalety, dobre życie może coś by się zmieniło...
      Dla mnie równiez to nasze pisanie wiele znaczy, mogę sie w pewnym stopniu wygadać z tego co akurat w danym dniu się zdarzyło nie czekając na odpowiedni umówiony dzień w poradni zastepujesz mi w pewnym stopniu psychologa :)

    • krey83 05.02.12, 21:48
      i jeszcze jedno pisalaś że gdy tylko ktoś zobaczy jakieś słabości wykorzystuje je, jakie są to słabości? rozumiem że ludzie najbardziej boją sie Twojego ciętego języka ale to dotyczy tylko pracy czy równiez życia prywatnego? z jakich cech według Ciebie musiałabyś zrezygnować żeby mieć wiecej przyaźnie do Ciebie nastawionych osób? i najważniejsze czy chciałabyś z nich zrezygnoać dla zwiększonej liczy dobrych znajomych, koleżanek,itp.
    • ladynemeyeth 05.02.12, 22:30
      No widzisz, sama sobie zadaję te pytania - czemu to dla mnie takie ważne i czemu mnie to boli, że jakaś tam bratowa jest dla mnie wredna ... Może dlatego, że umniejsza, szydzi i pogardza tym, co jest dla mnie takie ważne, a ja chcę tego bronić. Nie życzę sobie takiego traktowania i szydzenia ze mnie w towarzystwie. Ostatnio byliśmy na jakiejś imprezie (rzadko ich odwiedzamy, bo to żadna przyjemność), no i były tam inne osoby, przy których ona z nas szydziła. Głupio mi było jej odpalić jakąś ripostę, bo nie chciałam bratu psuć urodzin, no ale jej się to należało.
      Z jakich cech musiałabym zrezygnować?
      Musiałabym być tolerancyjna dla spraw, które godzą w moje wartości. Mam w pracy koleżankę, która toleruje zdradę w małżeństwie i uważa, że to taka ludzka rzecz, błąd pod wpływem chwili. Ja myślę inaczej. Myślę, że biorąc ślub trzeba być w porządku wobec siebie i męża/żony i nie pozwalać sobie na takie chwile słabości, bo nie jesteśmy bezrozumnymi zwierzątkami. Powiedziałam swoje zdanie i ona już mnie za to nienawidzi. NIe za cięty język, bo w niczym jej nie ubliżyłam, powiedziałam, jak uważam. I nie zależy mi na tym, aby ona była moją koleżanką, bo gardzę nią za to, co ona myśli. Tak jest w wielu przypadkach z innymi ludźmi - po prostu nie podoba mi się ich niemoralne myślenie bądź zachowanie, relatywizm moralny i usprawiedliwanie swoich brudnych sprawek jakimiś tam wymówkami. NIe powinnam może być sędzią, ale mam pewne odczucia co do nich i nie umiem ich tolerować. NIe chcę się nawet znajdować w ich obecności ani z nimi rozmawiać, a muszę, bo na przykład pracujemy razem. Oni się nie kryją z takimi tekstami, mówią o tym wszystkim otwarcie, jakby to była bułka z masłem, a mi chce się wymiotować. NIe mogę nic na to poradzić, że czuję wrogość i pogardę i nie muszę nic mówić, aby oni odczuli moją dezaprobatę, bo nie mam ochoty z nimi gadać. W życiu prywatnym nie mam takich znajomych, bo łatwiej ich wybierać. W pracy jest naprawdę keipsko, bo trzeba z tymi ludźmi współpracować :-(
      Mojej bratowej nie chcę mówić nic miłego, bo ona nie jest szczerą osobą. Jest zakłamana, obrabia innych za ich plecami i tak naprawdę nie umie nikogo uszanować. Nie ma takich szczerych znajomych, tylko tych, z których ma jakieś korzyści. Jako o człowieku nie myślę o niej dobrze. Ty piszesz, że zazdrościsz innym, ale nie widzę u CIebie takiej chęci zepsucia im czegokolwiek. Raczej chciałabyś u seibie coś poprawić i to jest dobry kierunek i jedyna słuszna droga - skupić się na swoich celach i pracować nad sobą. A to, że czujesz takie ukłucie przykrości czy smutku, jak ktoś ma więcej niż Ty i jest w lepszej sytuacji, to chyba takie ludzkie. Grunt, żeby robić swoje i mu tego nie zepsuć w żaden sposób. Mojej bratowej nie wystarcza to, że coś osiągnie - ona by chciała, żeby inni wokół niej nie mieli nic i nie znaczyli nic, dlatego nie oceniam jej dobrze jako człowieka. Przegięła z tą zachłannoscią i zawiścią. Jezeli jej się dobrze wiedzie, to czemu do cholery czepia innych, że mają coś dobrego w życiu? To chyba chore! Nie można być najlepszym ze wszystkich. Trzeba też innym pozwolić być w czyms dobrym i się z tym pogodzić. Chwilowo drażni mnie ta jej nienawiść do ludzi i po prostu mam o niej złe zdanie, bo czuję, że nie życzy mi dobrze.
    • krey83 06.02.12, 20:26
      no cóż ja też jestem osobą która mówi szczerze co myśli bynajmniej staram się to robić choć najdelikatniej jak tylko potrafię, co do Twojej sytuacji w pracy no cóż mówi się trudno, nic na siłę.. szkoda tylko że ta druga strona nie jest zbyt tolerancyjna i nie potrafi zrozumiec że ktoś może miec inne zdanie.. to mi trochę przypomina jak moja siostra czasem wyśmiewa to co ja robię bo uważa że jestem na to za dorosła ale potrafię sie bronić i w końcu przyznaje mi racje a ja już się do tego w jakimś stopniu przyzwyczaiłam i nie sprawia mi to aż tak dużej przkrości tylko bardziej złości.
      Jeśli chodzi o Twoją bratową pisałaś że choć jesteś wygadana to jej jakoś nie możesz dopiec ale tak sobie myślę jeśli Ty nie masz takiej odwagi to może mąż by coś jej odpowiedział może jak raz czy drugi ktoś by jej też przygryzł choc w małym stopniu odechciałoby jej się , a poza tym nawet gdybyś Ty to zrobiła to wydaje mi się że nikt nie miałby do Ciebie żalu i brat równiez by zrozumiał bo przecież na pewno widzi że to ona ewidentnie prowokuje a Ty byś się tylko broniła, a ona pewnie wykorzystuje Twój stosunek do brata i co ma być bezkarna ona moze się wyśmiewć a wy macie jej po prostu na to pozwalać?...
    • ladynemeyeth 07.02.12, 10:34
      No właśnie, o tolerancję tu chodzi. A Ty na co według siostry jesteś zbyt dorosła? Na fitness czy naukę języka? Jak będę wychowywać dzieci, to tez będę chodzić na fitness, uczyć się jeszcze jednego języka, może pójdę na kolejną podyplomówkę, na pewno będę podróżować i robić jeszcze różne inne, niedorosłe rzeczy, bo mi sprawiają przyjemność. Nie całe życie dzieci potrzebują ciągłej uwagi, więc potem można się zająć po prostu sobą.
      Jeśli chodzi o moją bratową, to mam opory przed zwróceniem jej uwagi właśnie ze względu na mojego brata, na moją mamę, która nie chce awantur w domu. Ale powoli dorastam do tego, aby jednak zareagować, bo tak dalej być nie może, żeby jedna osoba obrażała wszystkich. Jeżli tak gardzi moją rodziną, to niech do nas nie przyjeżdża - nic na siłę. Mój brat jest tak samo złośliwy jak i ona. Obydwoje mają taki charakter i chyba myślą, że to jest dla wszystkich zabawne. Oni to traktują jako poczucie humoru, rodzaj żartu, a w odbiorze jest to po prostu obrażanie ludzi. Także mój brat pewnie też się na mnie obrazi, no ale trudno.
    • krey83 08.02.12, 17:01
      Ty masz fajna, dobrze płatną prace ale współpracownicy nie bardzo ja trochę odwrotnie osoby na dziale są całkiem w porządku i w ogóle w miarę fajna ekipa czasem ktoś mnie zdenerwuje ale ogólnie jest ok, natomiast są małe zarobki i mało interesująca i rozwijająca praca ... jestem na rozdrożu bo w pracy z jednej strony boję się boli mnie brzuch, czasem jestem zestresowana, ale z drugiej strony czuję się bezpieczna bo wiem na czym stoje sama nie wiem czy spróbować wykrzesać jeszcze z siebie siły ( pokazać innym że ja też mogę, potrafię? tylko kurcze nie chce mi się za te marne grosze nie mam w ogóle motywacji) żeby jakoś wytrzymać ten czas bo w przyszłym roku chcemy zdecydowac się na dziecko choć w tym momencie jeszcze nie jestem gotowa to mam nadzieje zmieni się to... jutro jadę na szkolenie byłoby wszystko fajnie gdzyby nie to że szef tez stwierdził że pojedzie , przy nim jestem taka sztywna jakby ktoś mi język związał, czuję blokadę od razu wszystko jakoś mi się plącze, często jak rozmawiąjąc z klientem jestem wyluzowana a wystarczy ze on wejdzie już się blokuję, ogólnie boję się bogatych ludzi tz. czasem jak podjedzie jakiś wypasiony samochód czuję strach, czasem ludzie są bardzo oczytani i choć wiem jak im odpowiedzieć to też sie zaczynam robic czerwona, mało pewna siebie i wychodzi tak jakbym tego nie wiedział. W ogóle to moja siostra wie niewiele więce niż ja czasem nawet mi się wydaje że wiem więcej tylko mój problem polega na tym ze jak coś mówie to konkretnie a jak niewiele wiem na dany temat to się nic nie odzywam a siostra umie jakoś tak wybrnąć z sytuacji jak by sie znała co prawda nie zawsze jej to wychodzi bynakmniej ja to widzę ale nie zdarza jej się to często no i umie rozmawiac z szefem czy z osobami wysoko postawionymi.. o ile życie było by łatwiejsze gdybym wszystkim się tak nie przejmowała, gdybym bardziej wierzyła w siebie a tak zawsze będę ta małą głupiutką dziewczynką.. no to wyżaliłam się:) w ogóle to przydałby mi się urlop najlepiej miesięczny ale to oczywiście nierealne może w najbliższym czasie odbiorę chociaż tydzień
    • ladynemeyeth 08.02.12, 20:16
      To chyba normalne, że nieswojo się czujesz przy ludziach bogatych, jeśli niezbyt dobrze zarabiasz. Ja też miałam taki strach w sobie i wstyd, ale powiem Ci, że warto się go pozbywać. A pozbywać się go można, jeśli będzie się coraz więcej zarabiać, a do tego trzeba się postarać. Jeśli chodzi o stresowanie się przy klientach czy szefie, to pewnie Twoja siostra ma dłuższy staż, więcej doświadczenia. Popracujesz dłużej, to też się nauczysz. Ja jestem w swoim dziale tylko dwa lata. Kiedy zaczynałam, oni mieli już wieloletni staż, byli strasznie wygadani, nie mieli skrupułów, żeby mi czy sobie nawzajem dowalać. Kiedyś się stresowałam, płakałam, dzis potrafię robić to samo i odpowiedzieć równie trafnie. Nauczyłam się i dzisiaj się cieszę z tego, że umiem się bronic. Ty też się nauczysz, tylko bardziej siebie obserwuj. No i najważniejsze - jeśli chcesz uwierzyć bardziej w siebie, to musisz na sobie bardziej skupiac uwagę, zamiast oglądać się na innych i do nich porownywac. Jesli widzisz, ze w czyms masz braki, a jest Ci to potrzebne do szczescia, zacznij nad tym pracowac. Moze mają to Twoje tzw. "rywalki" - mozesz podpatrzec, jak to zdobyly. NIe ma w tym nic zlego, jesli masz byc szczesliwa i jest Ci to naprawdę potrzebne i zgodne z Tobą. Bo taki pęd i sciganie sie dla samego scigania to chyba nie jest dobry pomysl. No ale jesli np. ja zazdroszcze komus, ze sie ladnie ubiera, to czemu mam sie nie zainteresowac modą i podpatrzec, jak ta osoba dobiera stroje, gdzie robi zakupy, itd? Przeciez w tej zazdrosci chodzi o to, zebym lepiej wyglądała. Kiedy sie juz naprawi ten brak, nie ma potrzeby zazdroscic innym, no bo sama sie dobrze czuje z tym jak wygladam. To chyba taki najbardziej konstruktywny sposob na wykorzystanie swojej zazdrosci - uczenie sie od rywali tego, co im tak dobrze wychodzi.
      Nigdy nie nalezy przestac pracowac nad soba, a rywale są chyba po to, aby pokazywac nam, co jest jeszcze do zrobienia :-) takie ostatnio odnoszę wrażenie.
      Trzymaj sie na szkoleniu! Przyjdzie czas, ze wyluzujesz!
    • krey83 10.02.12, 20:09
      jak Ty wiesz co napisać żeby do mnie trafiło:) po szkoleniu rewelacyjnie nie tylko dlatego ze było konkretne i faktycznie sporo sie dowiedziałam ale również dla tego że o dziwo rozmowa z szefem bardzo fajnie nam sie układała pośmialismy się pożartowaliśmy na różne tematy i muszę przyznać że było naprawdę sympatycznie nie czułam się jakoś tam zestresowana.. kurcze więc tak też mozna:) oby to nie był tylko taki pojedyńczy incydent - zobaczymy.. w ogóle postanowiłam że uzupełnie a bynajmniej postaram się uzupełnić braki mojej wiedzy w pracy bo to mnie przede wszystkim blokuje przecież to nie jest nic takiego trudnego muszę tylko trochę popytać, podpatrzeć, poczytać i udowodnić sobie i innym że można, bo nie wiem czy Ci pisałam ja teraz przez najbliższe parę m-cy będę zastępować moją siostrę a ona była kierowniczką wiec pasowałoby żebym się jakoś wykazała tak? :) absolutnie nie chcę zająść jej miejsca ale przez ten czas godnie ją zastąpić.. no zobaczymy pisze się łatwo gorzej z wykonaniem, ale jak to mówią dla chcącego nic trudnego i ze mną tak jest ale w życiu prywatnym to co zakładam to mi się udaje ale to jest łatwiejsze bo to moje życie czyli czy prawko , studia, język, remont, samochód, wyjazd itp. to ja o tym decyduje i dąże do tego a w pracy to już ktoś nade mną stoi juz nie zawsze mi po drodze.. no cóż dostałam urlopik naładuję akumulatory i wezmę sie do dzieła po powrocie co prawda pieniadze liche ale zawsze jakies poza tym przede wszystkim chodzi o mnie tak sobie myślę jeśli teraz mi się uda to jakos ogarnać bo jakby nie patrzec to jestem odpowiedzialna za wszystko i jak za jakiś czas sama przed sobą przyznam że podołałam to w kazdej innej pracy też dam rade.:)
    • ladynemeyeth 11.02.12, 09:47
      No właśnie, poza tym to fajna szansa dla Ciebie, bo będziesz miała co wpisac do CV - byc kierownikiem to juz cos! Fajnie też, że Cię wysyłają na szkolenia, bo to tez zawsze mozna sobie wpisac. Chyba nie warto myśleć kategoriami jednej pracy, bo na niej zycie sie nie skonczy. Teraz jest mnostwo roznych mozliwosci i nalezy z nich korzystac.
      Kupilam sobie wczoraj taką fajną gazetkę - Coaching i znalazłam ciekawe artykuły na temat rozwoju zawodowego, osobistego, sporo o tym, jak sobie przeszkadzamy sami w tym rozwoju, jak mamy wydobywac swoje mocne strony. Polecam w ramach ładowania akumulatorów :-)
    • krey83 19.02.12, 22:26
      tak, urlopi się kończy w trakcie odpoczynku czułam się szczęsliwa, chciałam jak najbardziej odpocząć nabrać sił ( gazetkę kupiłam chociaż z trudem bo mieszkam w nieduzej miejscowości i mało kto o niej słyszał ja z resztą też no ale udało się :) . Jutro poniedziałek a ja czuję strach, znów ten straszny strach, nie wiem przed czym, czemu on mnie nie opuszcza bardzo często w różnych okolicznosciach mnie dopada, bardzo często okazuje się że jest tak naprawdę bezpodstawny, wyolbrzymian go sama gdzieś w głowie a później okazuje sie że nie taki diabeł straszny jak go malują... Chociaż ostatnio pokonałam jeden z nich taki naprawdę błachy wręcz smieszny a mianowicie parę domów ode mnie jest sklep, mamy mojej koleżanki która w jakimś stopniu też jest moją rywalką i mimo że mieszkamy niedaleko nie widziałysmy się kilka lat a ja przestałam chodzić tam do sklepu chociaż sprzedaje tam jej mama , bałam się że kiedyś może wejść tak na chwilę czy ją zastępować i tak oto jak miałam potrzebę jeżdziłam samochodem gdzieś dalej. Kilka razy już się jakoś próbowalam przełamać tak dla samej siebie, żeby pokonać ten głupi i śmieszny wręcz strach ale zawsze tchurzyłam a 3 dni temu wyjechałam samochodem z zamiarem pojechanioa do dalszego sklepu i w sumie samą siebie zaskoczyłam bo zatrzymałam się przy tym niemalże sąsiednim sklepie i nic sie nie stało wszystko wyszło normalnie cieszyłam się że to zrobiłam teraz tylko muszę tam zagladać żeby ten strach znów gdzieś się nie pojawił. Lekarstwem na mój strach dotyczący wszechstronnych dziedzin mojego życia to konfrontacja z nim pewnie nie zawsze będzie wynik tak pozytywny jak w przypadku tego sklepu ale jak nie spróbuje zmierzyć się z nim to gdzieś zawsze bedę się tego bała, także spokanie z moimi rywalkami to najlepsza terapia choć na samą myśl już mnie brzuch rozbolał ale to nie uniknione... Cieszę się że mogę napisać co mnie trapi, co cieszy wyrzucając to z siebie czuję sie lepiej, myślę ze tak naprawdę każdy z nas mając jakiś problem wie jak go rozwiązać tylko ten klucz do naszej świadomości jest gdzieś ukryty na samym dnie i właśnie przez takie pisanie, czy rozmowę odnajdujemy go...
    • ladynemeyeth 21.02.12, 15:10
      A tak z ciekawości - czemu ta koleżanka jest Twoją rywalką? O co rywalizujecie?
    • krey83 21.02.12, 23:12
      w sumie to z nią o nic szczególnego nie rywalizuję po prostu gdzieś tam kiedyś zazdrosciłam jej że znalazła sobie chłopaka a ja wtedy byłam sama poczulam się tak trochę gorsza że mnie nikt nie chce , zazdrościłam jej tego i jakoś unikałam spotkań z nią,nie chciałam słuchać jak opowiadała o swoim szczęściu ona też miała mniej czasu dla mnie no i tak się przyjażń skończyła... a teraz boję się w jakimś stopniu spotkania z nią nie wiem może boję się że wyładniała, ze bedzie się ładniej wysławiać nie wiem ...
      inna znów młodsza dziewczyna przed którą też czuję strach to nauczycielka jezyka którego sie uczę raz poprosiłam ją o takie dodatkowe lekcje a właściwie skończyło sie na jednej bo czułam, że się przed nią zbłaźniłam czułam się upokorzona , tz. nic mi nie powiedziała tylko coś tłumaczyła , źle też mi nie szło, ale jak pytała o różne rzeczy które nie dokońca umiałam zaczełam się stresować , zaczął boleć mnie brzuch byłam czerwona nie potrafiłam racjonalnie myśleć tyko chciałam uciekać ( po prostu chodzi o to że zobaczyła we mnie tą nieśmałą, mało pewną siebie dziewczynkę a wcześniej myślę odbierała mnie jako stanowczą, wygadaną osobę) i od tamtej pory jak mogę to jej unikam ale niestety w najbliższym czasie nasze spotkanie bedzie nie uniknione... i choć ostatni raz widziałm ją chyba 2 lata temu albo i wiecej nadal to gdzieś we mnie siedzi i czuję jakby było wczoraj...
      Jeszcze inna młodsza dziewczyna której najbardziej zazdrościłam tego jaka jest bo dużo nie miała pochodziła z raczej biednej rodziny, ale przez pewien krótki czas pracowała dorywczo razem ze mną na szczęście odeszła bo stać ją było na coś lepszego i dobrze o tym wiedziała w tej aktualnej firmie jak już wcześniej pisałam nie ma zbyt dużych perspektyw.. a jaka była bardzo ładna młodsza chyba 4 lata wszyscy współpracownicy ją zagadywali mnie również ale czułam sie odsunieta na bok oczywiscie to były takie tam pogawędki wiekszosć chłopaków już miała zony ale chodzi o takie zainteresowanie, poza tym zdecydowanie lepiej już wtedy znała język obcy którego ja nieudolnie próbuję się uczyć , studiowała na uniwersytecie chyba nawet 2 kierunki, była ineligentna i bystra jak coś robiła to tak od a do z powierzone jej zadania raczej zawsze dobrze były wykonane no i szef był nią zachwycony jakby mógł całowałby ja po stopach.. w sumie nie dziwie się.. po prostu zabolało mnie to że młodsza a tak naprawdę we wszytkim lepsza ode mnie czułam się taka głupia no i byłam dla niej niemiła wykorzystywałm to, że miałam wieksze prawa bo dłużej pracowałam a ona nie skarżyła się i była naprawdę fajną dziewczyną, czasem denerwowało mnie to bo sie trochę wywyższała no i wykorzystywała to ze szef ja uwielbiał choć pracowała tylko jako pomoc jak tylko poprosiła o podwyżkę szef sie godził, zarabiała niewiele mniej ode mnie i tak naprawdę dodatkowa osoba była zbędna no ale nie ja o tym decydowałam, w sumie nie dziwię sie znała swoją wartość, nie bała się i walczyła o swoje ). To by były te dziwczyny które tam gzieś długo sie utrzymuja w mojej głowie których sie boję bo takie tam pojedyńcze ze tak powiem okazy sama sobie wynajduję a tu wśród znajomych czy różnych grupach tak w sumie bez mojej zgody robie to jakos odruchowo np. w grupie tanecznej, czy na nauce jezyka, czy to znajoma znajomej zawsze jakaś dziewczyna wydaje mi sie lepsza choc to są już o wiele mniejsze emocje nie przeżywam tak tego.. Poza tym jakis czas temu zdałam sobie sprawe nie wiem jak to nazwać czy to zazdrosć bo dla mojego męza rodzina jest bardzo ważna lubi z nią spedzać czas często widze chciałby jeżdzić do swojego rodzinnego domu no i zauważyłam że denerwuje mnie teściowa choc w sumie nie mam powodów to w porządku kobietka wiadomo czasem coś zrobi nie po mojemu ale nie o to chodzi, jestem jakaś zdystansowana do niej, do miejsca gdzie mieszka , nie lubię tam jeżdzić choc jak już pojadę to jest sympatycznie , nie wiem sama jak to nazwać być może jestem zazdrosna że dla męża mama może być ważniejsza chociaż nigdy mi tego nie okazał, wiem ze bardzo liczy się ze mna po prostu lubi tam jeżdzić i to też jakoś w środku mnie złości.. on to widzi i wiem ze mu przykro ale nie potrafię tej swojej niechęci wytłumaczyć..
    • ladynemeyeth 22.02.12, 12:25
      Nie wiem, czemu tak jest. Ja też czuję podobnie i ciężko mi rozmawiać z ludźmi, którzy coś lepszego ode mnie osiągnęli. Ale warto się nad tym zastanowić, no bo to przecież jest nie zazdrość, nie rywalizacja, tylko takie poczucie wewnętrzne, że jest się gorszą i nie dość dobrą, że się nie dorasta do pięt innym ludziom. To jest taka ślepota na własne mocne strony i zalety.
      Może własciwie chodzi o to, że tamci ludzie mają uwagę innych, że ktos ich chwali, zaczepia, zauważa. Ja rzeczywiście nie byłam nigdy chwalona ani zauważona i nikt się mną nie interesował. I to mnie chyba bardzo bolało - że inni byli jakoś tak lubiani, zauważeni, docenieni za swoje zalety. Ja mogłam mieć milion zalet i nikt o nich nigdy nie mówił, nie zauważał i nie chciał ich widzieć, jakby nic nie znaczyły. I nie wiem, czemu tak było.
    • krey83 22.02.12, 17:14
      No właśnie bo to faktycznie nie jakaś zadrość czy rywalizacja.. ostatnio moja najlepsza koleżanka wyjechała na wycieczkę za granicę powiedziała dopiero jak wróciła no i w pierwszej chwili czułam trochę może nie tyle tej zazdrości co że zostaję w tyle że ona mnie w czymś wyprzedza już tam była a ja nie, chciałam cieszyć się jej szczęściem próbowałam to jakos sama sobie wytłumaczyć, że to przecież nic nie zmienia, ma prawo zobaczyć to czy tamto walczyła w jakiś sposób ze sobą przez te kilka dni no i moje uczycia sie zmieniły bynajmniej tak czuję... nie chcę zeby te nasze relacje się pogorszyły z jakiejś nieuzasadnionej przyczyny.. choć wiem i czasem tez czuję ze ona mi zazrości tego co mam.. wydaje mi sie że czasem robi coś np. wyjeżdza gdzieś żebym ja jej trochę zazdrosciła bo uwielbiam podróże i ona o tym wie.. ale nie ma w tym nic jakiegoś złego, nie wywyzsza się absolutnie, a jeśli przy tym sprawia jej to radość to nic sie nie dzieje, fajnie mam sie rozmawia, pocieszamy sie itp.
      W dzieciństwie ja też nie przypominam sobie zeby mnie ktoś chwalił no może sporadycznie ktoś cos powiedział a dla dziecka w sumie najważniejsza opinia to rodziców a moja mama z racji choroby była taka oschła, zdystansowana, tata nie mieszkał z nami mało się interesował teraz to się zmieniło i odwiedza nas my jego ale wcześniej bardzo potrzebowałam jego uwagi i w sumie teraz też lubie jak zadzwoni, przyjedzie nie czuję zadnego żalu do niego w przeciwnieństwie do siostry, choć wydaje mi siię że z nia lepiej się dogaduje i częściej dzwoni .. trochę mi przykro z tego powodu ale wiem że mnie też kocha i to w sumie jest dla mnie najważniejsze... właściwie moja siostra choć taka z pozoru pewna siebie, zdecydowana, czasem uszczypliwa to też ma takie słabsze dni widzę to w momencie kiedy ja jestem taka uśmiechnięta pełna życia, bawie się z chrześnicą wariujemy to ona czasem tak jakby czuła się trochę mniej pewna siebie, ja bynajmniej czasem to zauważam że jest tak trochę skrępowana i nawet trochę bojąca się mnie nie tyle że jej coś powiem tylko ze jestem śmielsza i szczęśliwasza od niej.. no ale to nie zdarza sie czesto a poza tym mi też jest jakoś wtedy niezręcznie.. nie chcę zeby sobie pomyslała że jak w pracy zajełam jej miejsce to pozjadałam wszystkie rozumy, bo w sumie mama też jej jakoś nie chwaliła, nie przypominam sobie bynajmniej tylko reszta rodziny uważała ja i nadal uważa za mądrzejszą chociaz od czasu kiedy ja wtedy jeszcze sama przeprowadziła poważny remont który niewiele różnił się od postanwienia nowego domu to wszyscy z podziwem i zaskoczeniem na mnie patrzyli i widziałam to zdziwienie że ja potrafiła coś takiego oj to było wspaniałe nawet ludzie na mojej wsi wprost mi to mówili to było piękne naładowałam się :) ale później myślałam że dalej muszę coś robić żeby mnie nie zapomnieli... choc teraz zrozumiałam i chce żyć tu i teraz a nie jak osiagnę to czy tamto.. tak bynajmniej cały czas próbuję żyć coraz częściej to mi się udaje czuję szczęście :)choć oczywiście są te dołki, niepewności, czasem płacze ....a Ty czujesz sie szczęśliwa?
    • ladynemeyeth 23.02.12, 14:38
      Tak, ja na tę chwilę czuję się szczęśliwa dzięki mojemu życiu prywatnemu. Jeśli chodzi o pracę, to ciągle szukam tego "ideału" i tego swojego miejsca, więć nie do końca czuję się spełniona, choć jestem zadowolona, że zrobiłam spory postęp.
      Jeśli zaś chodzi o tę "zazdrość" to dochodzę do wniosku, że to raczej takie ukłucie i smutek, że ktoś coś ma, coś sobie umiał zdobyć, a ja tego nie zrobiłam, bo nie umiałam, nie pomyślałam o tym, ominęło mnie to. Nie życzę ludziom źle i nie chce im nic odbierać. Czuję tylko taki smutek, ze oni mają czasem ode mnie więcej czegoś, czego ja na daną chwilę bardzo bym potrzebowała (na przykład jakiegoś wyjazdu i odpoczynku na tę chwilę :-)). Bardziej im zazdroszczę tych uczuć zadowolenia, satysfakcji, dumy z samego siebie, niż samego wyjazdu, sukcesu, itp. Może chciałabym po prostu więcej takich uczuć doświadczać ...
      Jeszcze z ciekawości chciałam Cię o coś zapytać - no bo obydwie piszemy na forum DDA - kto u Ciebie miał problem z alkoholem?
    • krey83 23.02.12, 21:33
      DDA tak określiła to moja pani psycholog i poleciła mi to forum ,choć nie miałam wiekszej styczności z alkoholem w domu. Mój tata lubił sobie wypić, grać w karty nami sie nie ineresował choć na szczęście nie musiałam na to patrzeć, przeżywać tego bo mama wyprowadziła się jak byłam jeszcze mała, mama została właściwie sama z dwójką dzieci, a że nie była na tyle silna, podupadła psychicznie...co z tego wynika tak naprawdę nie miałam ani ojca ani matki.. jakbym jeszcze musiała patrzeć jak mój ojciec się zatacza i robi awantury nie wiem co by teraz ze mną było... No bo ja niby miałam spokojne życie mimo biedy miałam co jeść w co się ubrać.. brakowało mi tylko wsparcia, miłości, zainteresowania takich zwykłych rodzicielskich uczuc a jak to na mnie potrafiło wpłynąć w dorosłym życiu...
      Chodziłam na roczną indywidualną terapię bardzo mi to pomogło choć wiem, że nie do końca nie czuję sie tak zupelnie wyzwolona...Powinnam ją wznowić tak dla całkowitego pożegnania się z tymi uczuciami które gdzieś tak ciągle tkwią we mnie jeśli to w ogóle możliwe ale jakoś nie wiem czasem myslę, ze na tym etapie już sama jestem w stanie sobie poradzić raz jest lepiej raz gorzej, od kiedy skończyłam tą terapię cały czas gdzieś czuję że nadal tam powinnam chodzić już nie raz w sumie próbowała się zapisać jak miałam gorszy dzień ale póżniej wracało wszystko do normy. Cieszę się ze w ogóle zdobyłam sie na ten krok pójścia po pomoc wachałam się, nie wiedziałam co mi jest czułam się taka dziwna, głupia, bałam się ze sfiksuje no bo nie mogłam zrozumieć tego nie radzenia sobie z samą sobą,tych moich lęków, płaczów, tego poczucia innosci i beznadziejnosci pamiętam pierwszą wizytę u psychologa weszłam z uśmiechem na twarzy a jak ona spytała co mnie skłoniło do przyjscia tutaj rozpłakałam się i nie mogłam nic z siebie wydusic ona mówiła a ja tylko przytakiwałam i całą godzinę płakałam.. ale co spotkanie było coraz lepiej choć łzy niemalże na każdym się pokazywały pod koniec juz żadziej aż w koncu ustały.. chodziłam tam w tajemnicy przed wszystkimi wiedział tylko mój obecny mąż, za każdym razem kiedy tam wchodzilam towarzyszył mi jakiś strach, ból brzucha nawt przy ostatniej wizycie to może informacja że jeszcze coś chce że mnie wyjśc jakieś ukryte emocje...a jak to było u Ciebie ? Chodziłaś na jakąś terapię?
    • ladynemeyeth 24.02.12, 11:34
      Ja byłam na terapii indywidualnej ok. 9 miesięcy, potem na grupowej 1,5 roku, chodziłam jeszcze na takie spotkania edukacyjne dla współuzależnionych przez ok. 3 miesiące, poza tym dużo mi dała taka własna praca, dużo czytałam na ten temat, prowadziłam dziennik uczuć, gdzie wszystko z siebie wyrzucałam. Skończyłam to jakieś dwa lata temu i bardzo mi pomogło, no ale to jeszcze nie koniec pracy. Tak naprawdę to udało mi się uporać z emocjami dotyczącymi problemu alkoholowego mojego ojca i sytuacji w rodzinie, natomiast w kwestii życia wśród ludzi, poczucia własnej wartości, pewności siebie, normalnego funkcjonowania mam jeszcze sporo roboty, duże braki. Ciężko mi idzie zwłaszcza w sytuacjach, kiedy mi ktoś dowala, nie szanuje, wykorzystuje, naśmiewa się ze mnie, szydzi, upokarza, olewa, lekceważy – w takich sytuacjach nie umiem zareagować ani się obronić, tylko niestety się na wszystko zgadzam, pozostaję jakoś tak bierna, bo wstyd mi się rozpłakać. Potem się mszczę, też dowalam, ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, żebym miała z tym spokój i czuła się silna. No więc w tym obszarze mam jeszcze sporo do zrobienia, ale tutaj to już obstawiam jakiś coaching. Pewnie moje problemy mają źródło w DDA, no ale już czegoś innego dotyczą.
    • krey83 26.02.12, 13:06
      Czasem wydaje mi się, że ja nigdy nie będę taką "normalną" dziewczyną.. bo choć widzę że się zmieniłam, zrozumiałam dlaczego tak się zachowuje to mimo wszystko cały czas stoję na niepewnym gruncie i wystarczy małe trzęsienie a rozsypuje się , co prawda poskładanie trwa o wiele krócej niż kiedyś ale jak długo można.... natomiast czytając Twoje wypowiedzi mogę śmiało napisać ze jesteś dużo mądrzejsza, pewniejsza, silniejsza a jednocześnie dobra i delikatna która bez powodu nikogo nie skrzywdzi , Twój mąż jest prawdziwym szczęściarzem :)
    • ladynemeyeth 26.02.12, 15:35
      Dziękuję Ci bardzo :-) Ty masz za to szczere i dobre serduszko i to Ci bardzo pomoże w zdrowieniu. Szczerość z samym sobą i przyznawanie się do słabości jest właściwie kluczowa w tym procesie.
      A rozsypywanie się i ponowne zbieranie? No cóż ... To już takie brzemię, można powiedzieć, że przywykłam, nie zaskakuje mnie to, choć jest mi ciężko momentami. Ale wiem, o czym mówisz. To praca na całe życie. Ale nie chce mi się narzekać, bo gdyby nie dda, pewnie miałabym jakieś tam inne problemy do rozwiązania. Każdy się z czymś tam boryka, nie ma lekko.
    • krey83 26.02.12, 21:20
      dzięki:) faktycznie osoby z dda/ddd jako dzieci ukształtowały w sobie pewne cechy żeby przetrwać, pewnie gdyby nie to bylibyśmy innymi ludzmi niekoniecznie lepszymi.. ja np. jestem zaradna, potrafię radzić sobie w życiu, potrafię dążyć do dalekosieżnych planów, mimo że w takim normalnym życiu rozsypuję się z reguły z błachych powodów typu: że powiedziałam coś nie tak,że inne dziewczyny wygądały ładniej,że nie byłam jeszcze tu czy tam,czy że ktoś krzywo sie na mnie spojrzał... to na przekór właśnie w trudnych sytuacjach potrafię się wziąść w garść jestem silna i pewna swego, potrafię być zawzięta, pyskata i nie odpuszczam... może właśnie dlatego, że w dzieciństwie nie miałam takiego sielankowego życia musiałam stawiać czoła trudnym z perspektywy dziecka sytuacją to gubię sie w takim sielankowym, szczęśliwym życiu może na siłę wynajduję błache powody żeby mieć możliwość zapłakania żeby w jakiś sposób cofnąć się do tych uczuć z dzieciństwa, które są mi bardziej znane..
    • ladynemeyeth 01.03.12, 16:28
      w sumie to jestem przerażona tym, ile jeszcze się po drodze okazuje rzeczy nieprzepracowanych i tym, jak łatwo sie wraca do tych "znanych " uczuć i sytuacji. Ostatnio mam parę spraw na tapecie i przecieram oczy ze zdumienia ...

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka