Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    DDA a rodzeństwo

    12.09.05, 00:05
    To jest mój ostatni temat rozważań... Wiadomo, że DDA grają w rodzinie różne
    role. Fachowcy je zdefiniowali i wyróżnili 4 typy: a) bohater rodzinny, b)
    kozioł ofiarny, c) zagubione dziecko i d) maskotka. Pewnie wiecie, czym się
    one charakteryzują, ale jeśli nie, to przypomnę:
    a) - tę rolę grajączęsto najstarsze lub jedyne dzieci. To rodzinne "gwiazdy",
    zachowują się wzorowo i przynoszą chlubę rodzinie dzięki osiągnięciom
    szkolnym, a także zbierają pochwały podejmując się "dorosłych" zadań, jak
    przygotowywanie posiłków i opieka nad młodszym rodzeństwem. Bohaterowie są
    zdolni, utalentowani i dodają rodzinie blasku. Dzieci grające tę rolę są
    przedsiębiorcze i działają niezwykle skutecznie. Sprawiają wrażenie
    dojrzałych i odpowiedzialnych. Płacą one jednak cenę, którą są często
    samotność i strach, a także wyrażony lub ukryty gniew. Jako "bohaterowie"
    zawsze muszą czegoś dokonać.
    b) Sprawiają bezustanne kłopoty. Tę rolę przybierają często kolejne młodsze
    dzieci. Łamią prawo, zachodzą w ciążę (lub sprawiają, że ktoś inny zachodzi),
    przyjaźnią się z podejrzanymi osobami, także wcześnie zaczynają przyjmować
    narkotyki i alkohol. Kozły ofiarne poszukują potwierdzenia własnej wartości
    poza kręgiem rodzinnym. Jeśli przybrałeś tę rolę, prawdopodobnie trudno było
    cię zrozumieć i narzucić ci dyscyplinę. Najprawdopodobniej rzadko słuchałeś
    innych. Sprawiając kłopoty, odwracałeś ogólną uwagę od alkoholu w rodzinie,
    by skierować ją na siebie. Żądałeś uwagi, choćby negatywnej, gdyż zaspokajała
    ona twoje życiowe potrzeby.
    c) W ramach samoobrony izoluje się od rzeczywistości. Często żyje w świecie
    fantazji, jest spokojne, marzycielskie i eteryczne. Większość zagubionych
    dzieci, pragnąc za wszelką cenę spokoju, staje się ugodowa i ustępliwa. Jeśli
    byłeś zagubionym dzieckiem, broniąc się szukałeś bezpieczeństwa w samotności.
    A co znalazłeś?
    d) Rozśmieszają innych i sprawiają, że jest wesoło. Wciąż grają, bawiąc
    wszstkich i rozładowując napięcie, jakie wytwarza wokół siebie alkoholik.
    Kiedy uwaga skupia się na błahostkach, problemy zdają się znikać. Jeśli byłeś
    rodzinną maskotką, grałeś główną rolę w domowym jednoosobowym przedstawieniu.
    Byłeś wystraszony i samotny, lecz przedstawienie musiało trwać bez chwili
    przerwy.
    Jeśli macie rodzeństwo, jakie role graliście w rodzinie Wy, a jakie Wasze
    rodzeństwo (Napiszcie, ile macie rodzeństwa i w jakim wieku)? Jacy oni są?
    Jakie panują między Wami układy - jesteście w ciągłym konlikcie?
    Współpracujecie? Mcie ze sobą dobry kontakt? Jakieś inne spostrzeżenia?
    Zaczynam: mam jednego, starszego brata i jest on typowym bohaterem rodzinnym.
    W szkole zawsze świetne wyniki, świadectwa z czerwonym paskiem, dpbre liceum,
    prestiżowe studia. Kilka języków obcych biegle, super praca, kasy jak lodu.
    Był (i nadal jest) typem imprezowicza, szerokie grono przyjaciół. Jeśli
    chodzi o jego układy z płcią przeciwną, to wiązał się zawsze z silnymi i
    pewnymi siebie kobietami. Z taką też się ożenił - nowoczesną, wyzwoloną, a
    zarazem apodyktyczną i upartą kobietą. Wewnętrznie jest chyba słaby, ulega
    presji żony, nie umie się postawić i zadbać o swoje podwórko. Ucieka w pracę,
    w której siedzi cały dzień. Poza tym lubi sobie wypić i niewykluczone, że sam
    się też uzależni.
    Ja sama jestem typowym zagubionym dzieckiem, zamkniętym w sobie, żyjącym we
    własnym świecie. Nabieram fałszywych wyobrażeń na temat realnego świata.
    Moje kontakty z bratem są trudne. Nigdy nie było między nami żadnej głębszej
    więzi, były za to nieustanne wojny; w pamiętniku nieraz pisałam, że go
    nienawidzę i napluję na jego grób... Często łapię się na tym, że mu
    zazdroszczę, choć sama również jestem utalentowana i gdyby nie moje lenistwo
    i szybkie zniechęcanie się, osiągnęłabym znacznie więcej w życiu. Czuję, że z
    moim bratem nie da się szczerze porozmawiać, nie jest on osobą, której bym
    sie zwierzała, którą mogłabym obdarzyć zaufaniem.
    Mój były chłopak też jest DDA i ma czworo rodzeństwa (dwóch starszych braci i
    młodszą siostrę), w swoim życiu również grał rolę zagubionego dziecka. Jego
    rodzeństwo to moim zdaniem fenomen, są bardzo zżyci ze sobą, pomagają sobie
    nawzajem, razem się bawią, wygłupiają... prawdziwie się kochają i mogą na
    siebie liczyć. Bardzo mi to imponuje i wiele bym dała za to, żeby mieć taki
    dobry kontakt z moim bratem.
    Z moich obserwacji wynika, że wśród moich znajomych DDA (a mam ich mnóstwo)
    ci, którzy są ze swojego rodzeństwa najstarsi lub go nie mają, bardzo dobrze
    sobie radzą w życiu, bez trudu się wiążą z płcią przeciwną, osiągają dobre
    wyniki w nauce i w pracy. Tym młodszym zaś się układa gorzej.


    --
    Dzień bez papierosa uczczono minutą niepalenia.
    Edytor zaawansowany
    • monis_g 12.09.05, 17:07
      Ja niestety odgrywałam i odgrywam role bohaterki rodzinnej. I strasznie dużo
      mnie to kosztuje... Mojej starszej siostrze została "przydzielona" rola kozła
      ofiarnego. Drugiej siostry i brata raczej nie da się "zaszufladkować".
      Co dziwne najlepszy kontakt mam z siostrą, która jest tym kozłem ofiarnym, mimo
      że wiele razy bardzo cierpiałam przez jej zachowanie. Natomiast gorszy kontakt
      mam z drugą siostrą, która zawsze mnie wspierała. No ale w moim życiu wszystko
      jest pokręcone:)
    • szczepan9 12.09.05, 21:30
      monis_g napisała:

      > Ja niestety odgrywałam i odgrywam role bohaterki rodzinnej. I strasznie dużo
      > mnie to kosztuje... Mojej starszej siostrze została "przydzielona" rola kozła
      > ofiarnego.

      U mnie starszy brat był chyba tym kozłem ofiarnym,mimo iż życie rodzinne
      sobie chyba poukładał to jednak i jego dosięgły "zmory":(



      Drugiej siostry i brata raczej nie da się "zaszufladkować".
      > Co dziwne najlepszy kontakt mam z siostrą, która jest tym kozłem ofiarnym, mimo
      > że wiele razy bardzo cierpiałam przez jej zachowanie.

      Ja miałem podobnie-nie wiem dlaczego?


      Natomiast gorszy kontakt
      > mam z drugą siostrą, która zawsze mnie wspierała. No ale w moim życiu wszystko
      > jest pokręcone:)

      Ja miałem podobnie ,teraz dopiero po ....latach zaczynam mieć jakiś kontakt
      z młodszym bratem....może dlatego ,że jesteśmy w "krytycznej sytuacji"?



    • scania81 13.09.05, 09:07
      Jesli chodzi o mnie i mojego 6 lat młodszego brata to on w domu był bohaterem,
      oboje rodzice go bronili, po za domem za to diabeł wcielony, szpaner i
      krymainalista (ma juz wyrok w zawieszeniu) ale przeciez to kochany synek! Ja
      całe życie sie starałam zadowolic rodziców, ale nigdy mi się to nie udało, tak
      samo jak z reszta pomóc matce wyjść z nałogu. W końcu zaczęłam uciekac, z domu,
      ze związków,od samej siebie... nawet moje małzeństwo (nieudane z reszta, i co
      sie dziwić) było ucieczka z domu, moja terapeutka nazwała mnie outsiderem, więc
      chyba raczej nie łapie sie do rzadnej z ww grup, ponieważ starałam się zawsze
      byc najlepsza jak bohater rodzinny, ale byłam traktowana jak kozioł ofiarny,
      byłam strasznie w sobie zamknieta i czułam sie jak zagubione dziecko, a żeby
      zakamuflować te wewnetrzne strachy to wśród znajomych zachowywałam sie jak
      maskotka, z reszta do tej pory jestem dusza imprez...

      i co mam zrobić? całe życie nie pasuje do rzadnych szablonów:(
      --
      Forum dla mam dzieci z roku 2001-zapraszam!!

      Na topie:
      Polskie drużyny w Lidze Mistrzów są jak jądra, zawsze biorą udział a nie
      wchodzą...
    • anis79 13.09.05, 09:19
      scania81 napisała:
      > i co mam zrobić? całe życie nie pasuje do rzadnych szablonów:(

      E tam nie pasuje. ZTCW rzadko "typy" występują w czystej postaci, zazwyczaj mówi
      się o cechach dominujących...
      Ja byłam bohaterem rodzinnym. I byłam przekonana, że mojego młodszego o prawie
      14 lat brata problem wcale nie dotyczy, ale czytając wasze posty pomyślałam, że
      on jest kozłem ofiarnym. I to rodzina (juz bez alkoholika) narzuca mu tę role.
      On taki biedny, mało zdolny, nie potrafi się sam nauczyć, sam zrobić sobie jeść,
      sprzątać też nie może... strasznie mnie to wkurza. Nasze stosunki układają się
      najlepiej, jak jesteśmy sami i Młody "wychodzi z roli".
    • scania81 13.09.05, 19:15
      glista_ludzka napisała:

      > To jest mój ostatni temat rozważań...

      tzn ostatni w sensie ostatni na jaki wpadłaś i aktualnie na stole, czy chcesz
      przestać rozważać na tym forum?!
      to byłoby straszne... coraz więcej osób stąd znika i nie pisuje... :(
      --
      Forum dla mam dzieci z roku 2001-zapraszam!!

      Na topie:
      Polskie drużyny w Lidze Mistrzów są jak jądra, zawsze biorą udział a nie
      wchodzą...
    • glista_ludzka 13.09.05, 21:42
      scania81 napisała:

      > glista_ludzka napisała:
      >
      > > To jest mój ostatni temat rozważań...
      >
      > tzn ostatni w sensie ostatni na jaki wpadłaś i aktualnie na stole, czy chcesz
      > przestać rozważać na tym forum?!

      To pierwsze :). Nie mam zamiaru znikać z tego forum, bo za bardzo je lubię ;)
      Szkoda, że mało kto tu zagląda, na "Wszystko o imionach" to tłok jest, a tu
      puchy. Dzielenie się doświadczeniami i przemyśleniami z Wami wszystkimi jest
      dla mnie bardzo cenne. A że mam naturę filozofa... ;) Pozdrawiam!
    • scania81 14.09.05, 12:50
      no niestety, nasze społeczeństwo ubozeje intelektualnie, woli czytac cosmo niż
      w poszukiwaniu utraconego czasu;)
      ale mi się napisało, ło:):):)
      a tak serio, to kazdemu czasem się przyda odskocznia od problemów i rozwazań
      filozoficzno-egzystencjalnych, i tak np własnie czyatm Pratchetta którego
      polecam wszystkim, którzy maja dość ponurej rzeczywistości (i sie nie zrażać na
      poczatku, ja sie za jego książki brałam 3 razy, a za czwartym zajarzyłam o co
      chodzi i przebrnęłam przez pierwszy rozdział, hihi, warto było!! teraz czytam
      go regularnie, wciąż od nowa i czekam na nowe książki:)
      --
      Forum dla mam dzieci z roku 2001-zapraszam!!

      Na topie:
      Polskie drużyny w Lidze Mistrzów są jak jądra, zawsze biorą udział a nie
      wchodzą...
    • inna.basia 24.01.06, 23:38
      Odkopuję wątek.

      Mam trzech starszych braci. Najstarszy - ni to bohater (najzdolniejszy, ale
      nieodpowiedzialny), ni maskotka (ciągle bawi towarzystwo), bywało ze kozioł
      ofiarny. Obecnie sam uzależniony, singiel. Mamy dobry kontakt, ale nie umiem
      uzdrowić tej relacji (żyjemy w tej alkoholicznej ułudzie ze wszystko jest ok,
      do rozmów dochodzi sporadycznie i wtedy cały się trzęsie).

      Sredni - bohater, bo odpowiedzialny i chyba zagubione dziecko, kontakt między
      nami był taki sobie - miałam wrażenie, że ma mnie za zawsze młodszą a przez to
      głupią... Nie czułam jego akceptacji, ale od niedawna (od kiedy ma poważną
      partnerkę) na szczęście to się zmienia.

      Młodszy - kozioł ofiarny, ale bywało że maskotka. Relacja była dobra,
      powiedziałabym, że najzdrowsza, teraz z powodu odległości nieco kuleje.

      A ja najbardziej byłam zagubionym dzieckiem. Jak próbowałam być maskotką nikt
      mi nie przyklaskiwał, jak bohaterem - nie doceniał. Ale, pomimo to, to ja byłam
      powiernikiem mamy. I, w swej naiwności, nazywałam to prawdziwą przyjaźnią...
      W końcu, mimo młodego wieku, jako pierwsza w rodzinie - choć dużo młodsza,
      związałam się. Klasyczne, uciec w inny związek, no nie? Pojawiły się dzieci,
      mimo wszystko studia na tym nie ucierpiały, no i powoli zmieniła się moja
      pozycja w rodzinie, bo nagle wyszłam na pierwszy plan, ale bohaterem nie
      zostałam - co i rusz ktoś powątpiewał we mnie, że podołam, choć wszystkie znaki
      na niebie i ziemi... i czasem mam o to żal - o ten brak docenienia ze strony
      najbliższych.

      BTW - Cieszę się, że mogę tu pobyć :)
    • jazz-use1 25.01.06, 02:41

      scania81 napisała:

      > Jesli chodzi o mnie i mojego 6 lat młodszego brata to on w domu był bohaterem,
      > oboje rodzice go bronili, po za domem za to diabeł wcielony, szpaner i
      > krymainalista (ma juz wyrok w zawieszeniu) ale przeciez to kochany synek! Ja
      > całe życie sie starałam zadowolic rodziców, ale nigdy mi się to nie udało, tak
      > samo jak z reszta pomóc matce wyjść z nałogu. W końcu zaczęłam uciekac, z domu,
      >
      > ze związków,od samej siebie... nawet moje małzeństwo (nieudane z reszta, i co
      > sie dziwić) było ucieczka z domu, moja terapeutka nazwała mnie outsiderem, więc
      >
      > chyba raczej nie łapie sie do rzadnej z ww grup, ponieważ starałam się zawsze
      > byc najlepsza jak bohater rodzinny, ale byłam traktowana jak kozioł ofiarny,
      > byłam strasznie w sobie zamknieta i czułam sie jak zagubione dziecko, a żeby
      > zakamuflować te wewnetrzne strachy to wśród znajomych zachowywałam sie jak
      > maskotka, z reszta do tej pory jestem dusza imprez...
      >
      > i co mam zrobić? całe życie nie pasuje do rzadnych szablonów:(



      coś o tym wiem
      ja miałem dwie role: bohatera i kozła na przemian...
      całe życie byłem zastraszony i bity przez matke, a jednocześnie pilnowałem w domu podstawowych rzeczy, żeby przed otoczeniem udawać, że wszystki w porządku..
      kiedy miałem 10 lat urodizł się mój młodszy brat, któym sie musiałem opiekować praktycznie od początku, on z kolei został"maskotką".
      miałem niecałe 18 lat, kiedy zostałem ojcem..oczywiście , w ogóle sobie z tym nie poradziłem, efektem czego do dzisiaj mam niesmak w ustach i jakieś 30tyś długu w ZUSie
      bywało różnie, giganty, wyrzucenia z domu, nocowanie po klatkach schodowych, wszystko to, co robi dzieciak, który za wszelką cenę chce się wykończyć, albo stoczyć na samo dno.....jakimś tylko cudem( nie wiem jakim) nie było alkoholu, ani narkotyków, chociaż, tak jak dzisiaj na to patrzę to sie po prostu panicznie bałem,że jak sie matka dowie, to mnie spierze....
      mój dom wyglądał jak melina, wieczny syf, sterty ciuchów leżące na podłodze, kiepy w talerzach i resztki jedzenia na podłodze, ciągle jacyś ludzie, którzy sie przez dom przewijali, z flaszką....kiedy miałem 15 lat, ojczym, który jakoś scalał dom, żeby miał ręce i nogi zginął w wypadku samochodowym, jadąc po pijaneu po wódkę.Od tego czasu zaczęło się piekło: matka już wogóle zatraciłą hamulce, zaczęłąsię strasznie kurwić, znikała na kilka tygodni zostawiając mnie z małym, który wtedy miał 6 lat.Musiałem ciagle kombinować, skądwytrzasnąć forsę na jedzenie i takie różne..

      Potem pojawił sie Witek
      Matka była zauroczona, znikała trochę rzadziej i tym razem mieliśmy zapewnione żarcie, Witek ją trochę w karbach trzymał. Trochę mniej piła, zaczęła o siebie dbać, poszła do pracy...Z Witkiem świetnie się rozumiałem, znalazłem w nim kumpla i opiekuna, On jako jedyny spokojnie ze mną porozmawiał, kiedy moja ówczesna dziewczyna zaszłą w ciążę, od wszystkich inny słyszałem tylko wrzaski i oskarżenia....
      Pewnego dnia, kiedy wracałem z małym z przedszkola, znalazłem Go wiszącego w przedpokoju...Wiecie jaki sztywny jest nieboszczyk, który wisi 6 godzin? Jak kłoda...I strasznie ciężki...Próbowałem Go ratować, oczywiście było za późno..
      Po tym wydarzeniu, matka zaczęła kompletnie szaleć, coraz rzadziej bywała w domu, coraz bardziej była agresywna....W domu zrobiła się kompletna melina, byłem szczęśliwy, kiedy jej nie było, mieliśmy wtedy odrobinę spokoju. Poza tymi okresami w domu trwała jedna wielka balanga, jacyś ludzie wchodzzili, wychodzili, wielokrotnie znajdywałem obcych ludzi w swoim łózku.Mały zapytał kiedyś, dlaczego matka śpi ciagle z innym "wujkiem", nie pamiątam co odpowiedziałem....Był 97-my.Moja była wytoczyła mi (z resztą słusznie) sprawę o alimenty, zaczęłą się moja przygoda z funduszem alimentacyjnym. Zacząłem pakować się w kłopoty, kupiłem motocykl ( bez papierów) kilkukrotnie miałem kolegium za jeżdżenie bez prawa jazdy i ubezpieczenia, rósł dług w funduszu alimentacyjnym....W 98-mym poznałem Magdę, moją obecną partnerkę, Wiktoria urodziła się dwa lata później. Wyprowadziliśmy się do wynajmowanego mieszkania które musieliśmy opuścić pół roku później ze względu na moje ciągłe utraty pracy. Kiedy jakąś znajdowałem, wyrzucali mnie z różnych powodów po maks 3-4 miesiącach....Przez pewien czas mieszkaliśmy na działce Magdy, domek był murowany, miał prąd i bierzącą wodę, więc nie było tak strasznie. Potem był kryzys małżeński. Wróciłem
      "do mamy".
      Pół roku trwała nasza separacja, matka w międzyczasie wyprowadziła się do jakiegoś faceta, przestałą pić...Ściągnąłem Magdę z Wiktorią do siebie, zamieszkaliśmy w czwórkę z moim bratem, miałem nadzieję, że koszmar się skończył...
      Sielanka trwała pół roku, matka ostro zachlała w święta bożego narodzenia...
      To miały być nasze pieerwsze normalne święta, pierwsze, od któych nie uciekłem, przyjechał teść z babcią.....Usłyszałem dźwięk otwieranego domofonu, trzy krótkie piknięcia, od których do dzisiaj cierpnie mi skóra, trzy krótkie piknięcia, które usłyszę podczas najgłębszego snu, podczas najgłośnieszej imprezy, trzy krótkie piknięciaa, które moga oznaczać tylko jedno:
      ONA IDZIE

      wyskoczyłem na klatkę, wyprowadziłem ją na dwór, wyglądałą strasznie, pijana, zarzygana, pobita....Ubłagałem ją jakoś, żeby poczekała 15 min aż teść z babcią wyjdą...Udało się, jeszcze raz AKCJA MASKOWANIE zakończona sukcesem...
      Siedziała u nas tydzień, nie piła, myślałem, że będzie w porządku, że zacznie się nowe życie....Po tygodniu poszłą zpowrotem do swoego gacha...od tego czasu regularnie co akiś czas przychodziła pijana robić awanturę...W końcu Policja wystąpła do prokuratury z zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa porzucenia dziecka..Po jakimś pół roku uzyskałem status rodziny zastępczej dla swojego brata...dziś Młody ma 17 lat, a to było pół roku temu....
      Dziś mam jakieś 30-35 tyś długu w funduszu alimentacyjnym, mieszkanie jest zadłużone na jakieś 10 tyś, prąd ciągnę na lewo...Boję się, że lada dzień przyjdzie nakaz eksmisji...Mieszkanie wygląda doklądnie tak, jak wyglądało przez lata-odrapane ściany, sterty brudnych ciuchów, jakieś niezmywane gary od tygodnia w zlewie, poniszczone meble..W takich warunkach mieszka moja rodzina,chociaż to kamienica na Saskiej Kępie...Alkoholu co prawda nie piję, ale za to odwalam co jakiś czas numer, żeby, jak powiedzaiała opiekunka grupy:
      " mieć kontrolę" ...Rozbijam sie po nocy motorem ( choć nie mam nadal prawa jazdy, a pracowałem jako kurier-paranoja), jakieś takie akcje różne wyczyniam, które raczej nie przystoja facetowi w moim wieku. Zasrałem sobie życie tak, że bardziej już chyba nie można, ciągle zmieniam pracę, szkołę rzuciłem przez wojsko, potem już zabrakło zapału... Nie mam już siły skłądać swojego życia do kupy, pojutrze mam ostatnią sesję, boję się co dalej...
      Mam rodzinę na utzrymaniu i czujężejestem dla nich strasznym ciężarem.Ciągle jakieś takie sytuacje sie powtarzają niezdrowe, że nie ma co jeść itd..
      Znowu nie pracuję, to sie ppewniee zmieni na dniach, ale co z tego..I tak mnie wyrzucą pojakimś czasie...
      Nie wiem kompletnie, co dalej mam robić za swoim życiem, jak wyjść z tego dołu kloacznego w któym się znalazłem. Wiem, że powinienem się gdzieś o jakąs pomoc zgłaszać, jakieś podania pisać, jednak zostałem tak zastraszony przez matkę ( byłem bity do 17 roku życia!!) że dziś mam stracha, jak mam sie upomnieć o reszty w kasie sklepowej...a ha, do tego jeszcze dojdzie pewnie coś za te alimenty w końcu, na razie dostałem 10 mieś ograniczenia wolności, i jakieś prace społeczne mam wykonać, ale w związku z tym, że nadal nie płacę, pewnie się na tym nie skończy...

      Oto moja historia....Miało być o rolach w rodzinie i jakoś tak popłynęło samo....
      --
      Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi!
    • inna.basia 27.01.06, 00:01
      Możesz o tym wszystkim myśleć bez tego typowego spokoju?
      Ja o mojej rodzinie tez tak myśle i mówię, rzadko się zastanawiam, że ten
      spokój nie jest normalny. Że to obrona.
      Wstrząsnęło mną to, co napisałeś.

      Basia.

      BTW - zawsze miałam słabość do motorów, choć nie mam nawet prawa jazdy i
      jeżdziłam tylko jako pasażer z bratem, ale ta namacalna wolność...
      Na mniejszą skalę to uczucie daje choćby i rower (jeżdziłam jak szatan), myślę,
      że jazda konna też (chciałabym spróbować). Tez tak macie?
    • gooch 27.01.06, 23:01
      Przeczytałam Twój post i zrobiło mi się bardzo smutno. Nie wiem, jak przetrwałeś
      te wszystkie lata. Nie wiem skąd bierzesz chęc do życia. Chętnie dałabym Ci
      jakąś świetną radę, tylko nie wiem jaką. Mam nadzieję, że skoro przetrwałeś
      tyle, to dasz radę jeszcze trochę i że wszystko się odmieni. Znajdź dla siebie
      terapeutę i grupę wsparcia. Nie miałam tak drastycznych doświadczeń jak ty, ale
      potrzebowałam pomocy i znalazłam ją dla siebie. Powodzenia, bede trzymać za
      Ciebie kciuki
    • jazz-use1 28.01.06, 01:47

      dziękuję
      ps.
      ja już po (terapii) i wcale nie jest lepiej...
      --
      Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi!
    • koronka27 30.04.06, 01:58
      Nas jest piątka. Dwoje bohaterów, jedno zagubione, jeden kozioł i jeden
      rozśmieszacz. Dopiero tu zaczynam rozmumieć, dlaczego w wieku 26 lat miałam
      skończone 4 faktulety....
      --
      Oto cała prawda o mnie:)
    • krey83 29.12.17, 13:57
      Czytam co napisałeś i szkoda mi tego mądrego, skrzywdzonego chłopaka przez los a właściwie matkę która nie radziła sobie z choroba, nałogiem. To co przeżyłeś tego już niestety nie da się cofnąć można to tylko przepłacać , wygadać , psycholog też myślę że na pewno coś da. Ty jesteś silny ja po takim dzieciństwie chyba balabym się oddychać, w stosunku do Twojego ja miałam sielankę a też chodzę do psychologa mam ciągle jakieś problemy nie wiem czy to co robię jest ok czy nie, nie miałam wzorców moja mama choruje na schizofrenię nie miałam awantur itp... no ale nie o mnie teraz. Co się dzieje teraz z Twoją matką? Dlaczego ciągle wyrzucają Cię z pracy? Co takiego robisz? Nie pozwól żeby Twoje dziecko czy dzieci też miały takie wypaczone dzieciństwo, masz problemy jak każdy, finansowe jak pisałeś też ale to nie grube miliony ze wszystkiego da się wyjść. Najważniejsze jednak są te stałe dochody, stabilizacja. Masz dach nad głową, wiem że ciężko w domu zawsze była jak pisałeś melina ale teraz to Ty jestes ojcem zadbaj o swoje dziecko, żonę . Nie musi być juz meliny tak jak to było u Ciebie, wystarczy pozmywać wszystkie naczynia, sterty ubrań poukładać, resztę niepotrzebnych wyrzucić. Malowanie zrobić jak tylko odłożysz trochę grosza tak żeby przyjemnie wracało się do tego mieszkania, żeby nie przypominało już tego z Twojego dzieciństwa. Są też różne zapomogi , postaraj się zamknąć ten trudny rozdział i rozpocznij kolejny lepszy...Nie pozwól żeby to co było odebrało Ci to co może się stać. Wiem że to się łatwo pisze sama mam dużo problemów a raczej sama je sobie stwarzam. Chodzi mi o to że czasem wystarczy zacząć od tych prostych rzeczy a po woli jakoś reszta będzie łatwiejsza ... Trzymaj się
    • uhu_an 25.01.06, 12:28
      mozna by powiedziec, ze przybieralam wszystkie role-to sie zmienialo w roznych
      etapach mojego zycia-, ale najczesciej to dziecka niewidzialnego.
      i tak zyje czesto w swiecie fantazji. sfiksowac mozna. moj brat jesli
      przybieral jakas role to moge mu 'przydzielic' kozla ofiarnego lub maskotke.
      moje relacje z bratem kiedys byly bardzo dobre, i w jakis sposob bylam od niego
      uzalezniona, choc bil mnie i ze mnie szydzil. pozniej te relacje ulegly
      rozluznieniu, chocby z tego wzgledu, ze mialam dosc szykan z jego strony, a
      teraz sa bardzo slabe te wiezi. widujemy sie raz na "ruski miesiac" i to mi
      doprawdy wystarcza. nie mam szczegolnie zadnych ambicji aby sie z nim spotykac
      lub cokolwiek naprawiac. to samo z ojcem. chce zyc wg wlasnych zasad.
    • wera11 25.01.06, 20:56
      U mnie też było różnie, różne role w zależności od okoliczności i sytuacji.
      Mam jednego brata, starszy o 4 lata.
      Relacje z bratem nie należą do udanych.
      Nigdy takie nie były, nie trzymaliśmy się razem, nie było zatargów ale
      zażyłości także.
      W wieku 15 lat otrzymał szansę, tzn. poszedł do liceum w Warszawie, kontakty
      jeszcze bardziej się rozluźniły. Otrzymał szansę, którą według mnie
      zaprzepaścił, powiela zachowanie obojga Rodziców.
      Ja?
      Nie mam żadnych ambicji by się z nim widzieć, a wręcz jestem zła i czasem
      wściekła na niego.
      On w roli ofiary, On taki biedny, Jemu się nic nie udaje, Jemu się życie wali.
      Pije, właśnie się rozwodzi.
      Ja?
      Ja, za to mam dobrze, mnie jest dobrze, ale tylko w jego mniemaniu.
      Moje życie to nic innego jak tylko praca, praca i jeszcze raz praca nad sobą.
      Zasługuję na kawałek szczęścia, czekam, może.
      Nie jest źle, lecz brakuje tego, który zrozumie.
      A Brat?
      Potwornie ciężko wyciągnąć rękę, żeby mu pomóc.
      Wyciągam, pomagam ale to wszystko na nic.
      Sama się zastanawiam pomagać, nie pomagać?
      Jak będzie lepiej?
      Nie wiem.
      Mam dość opiekowania się wszystkimi.
    • inna.basia 26.01.06, 23:52
      Ja tez mam dość opiekowania sie wszystkimi, aż mnie to przeraża. I się szarpię.

      A myślałam, że już całkiem dobrze ze mną, i fakt - o wiele lepiej niz kiedyś.
      Ba.
    • occidio 02.10.16, 13:43
      Ja zdecydowanie byłam bohaterem rodzinnym..Zawsze świadectwa z czerwonym paskiem, dyplomy za wzorowe zachowanie, dobre liceum, studia, rodzice zawsze mnie chwalili. Mój młodszy o 8 lat to kozioł ofiarny, ale za to ukochany synek dla mojej mamy. W dzieciństwie go nienawidziłam, byłam zazdrosna o to, że to jemu poświęca się całą uwagę. Teraz mam 27 lat, on 19 i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest jedyną osobą na świecie, za którą bez chwili zawahania oddałabym życie. Płakać mi się chce jak tylko pomyślę, że mogłaby mu się dziać jakaś krzywda. Jak jest z nim? Jest cholernie pozamykany w sobie, mimo że na zewnątrz sprawia zupełnie inne wrażenie. Ma całą masę znajomych, jest typem imprezowicza, zawsze rozkręca towarzystwo. Ale wiem, że też mnie kocha i jestem osobą, której najprędzej posłucha.
    • palladium88 21.10.17, 01:36
      Odgrzewam.
      Zaczynam sobie ukladac pewne sprawy, bo stanelam w krytycznym punkcie i nie daje sobie rady z zyciem.
      Jestem starsza. Do liceum bylam bohaterem, tzn takim pozornym, zawsze idealnie uczesana, pieknie inrana, swiadectwo z paskiem, wszystkie akademie moje. Ale rodzice nie byli z tego dumni, to zawsze bylo malo.
      W liceum sie pogubilam w swojej roli, mysle zo bylam zagubionym dzieckiem. Oceny coraz gorsze. Kontakt z ludzmi coraz gorszy, a we mnie coraz wiecej marzen i strachu jednoczesnie. Coraz wiecej smutku.
      Moj mlodszy brat to troche maskotka troche koziol ofiarny. Rozsmieszal rodzicow, wiedzial jak ich podejsc, zeby zlagodnieli, matka zachowtwala sie jakby miala tylko jego, zakochana na zaboj, ja mialam byc grzeczna o nie zawracac glowy.
      Mlody w gimnazjum zaczal popalac to czego nie powinien, coraz czescoej popojac.
      Ostatnio trafil do sadu za pobicie, ale rodzice twierdza, ze dlatego ze ten pobity jakis msciwy i wredny, przeciez samo pobicie obcego czlowieka jest ok.
      Mieszka z nimi, pracuje u wujka, jest alkoholikiem i narkomanem. Dlugo nie moglam o nim myslec bez placzu, tak bylo mi go zal, ze tam zostal i ze go zniszczyli. Ale teraz wyglada jak wrak czlowieka, od dragow zeby mu wypadaja, twarz zapadnieta, wzrok tepy lub skolowany, nie da sie juz z nim porozmawiac. I odcinam sie po raz kolejny, zeby nie oszalec.


    • magdalenapsychot.bak 29.03.18, 15:23
      Witam. Organizuję nową grupę DDA i osób współuzależnionych, także rodzeństwa, terapeutyczną w Łodzi. Chętne osoby proszę o zgłoszenie mailem na adr: kontakt@psychoterapeutka.net.pl
      Na wszystkie pytania odpowiem w informacji zwrotnej. Pozdrawiam. Psycholog i psychoterapeuta, Magdalena Bąk.
    • morae 14.09.18, 12:09
      Życie w rodzinie z problemem z alkoholem to silny balast, takim samym balastem może być życie w rodzinie, w której oczekiwania wobec dziecka są zbyt wysokie lub zbyt niskie, w rodzinie, w której jest przemoc i w wielu innych przypadkach.. Moja mama piła, a w domu była nie do zniesienia i odbiło się to na mnie i na mojej siostrze. Często wspominam czasy dzieciństwa i analizuję nasze wzajemne stosunki. Widzę jaki wpływ miała na nas ta sytuacja. Ona zresztą też i nienawdno zdecydowaliśmy się na wspólną terapię. Podrzucam artykuł naszej poradni w Warszawie www.psychologgia-pl.... Jest wiele sposobów na poprawienie jakości swojego życia. Stawianie własnych diagnoz i w ogóle stawianie diagnoz i nakręcanie się odradzam. Wizytę u terapeuty polecam. Czasami odpowiedzią są jakieś zajęcia relaksacyjne, autorefleksja - terapia w Psychologgii uświadomiła mi wiele istotnych rzeczy, których do tej pory do siebie nie dopuszczałem.

    • autotrailer73 19.09.18, 18:15
      Polecam terapię:
      wojciech-falkowski.pl/terapia-dda-i-ddd/

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.