Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Cechy charakterystyczne DDA i DDD

    01.02.06, 17:54
    .Oto cechy charakterystyczne dla DDA ,pamiętam że ja sam byłem zdziwiony i
    zaskoczony -------- 1. Lęk przed utratą kontroli a) Staram się nie
    reagować zbyt emocjonalnie. b) Lubię, kiedy wszystko jest na swoim miejscu.
    c) Czuję się zaniepokojony ,kiedy mam świadomość, że nie panuję nad
    wszystkim. d) Czułbym się znacznie lepiej, gdybym miał większy wpływ na to,
    co się dzieje. e) Ktoś w mojej rodzinie nie panował nad sobą. f) W mojej
    rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna. g) W mojej rodzinie chaos wybuchał
    zupełnie niespodziewanie. 2.Lęk przed uczuciami . a) Trudno mi wyrażać
    uczucia, b) Często nie jestem świadom swoich uczuć. c) Czasem myślę że
    uczucia są wyłącznie ciężarem. d) Przeraża mnie, czego mógłbym się
    dowiedzieć ,gdybym pozwolił sobie na jakiekolwiek uczucia e) W mojej
    rodzinie nie należało wyrażać takich uczuć jak : wina --lęk -- miłość --
    skrucha -- radość -- złość -- wstyd -- ból -- smutek. 3. Lęk
    przed konfliktem. a) Jeżeli pojawia się konflikt, staram się rozładować
    sytuację. b) Za wszelką cenę staram się unikać konfliktów. c) Konflikt w
    mojej rodzinie oznaczał przemoc, oznaczał ,że ktoś się na kogoś
    wydzierał ,oznaczał ,że ktoś mógł mnie opuścić fizycznie /
    emocjonalnie. 4. Nadmierne rozwinięte poczucie odpowiedzialności.
    a) Trudno mi odmówić ,kiedy ktoś prosi mnie o pomoc. b)Często zgłaszam sie
    na ochotnika. c)W mojej rodzinie chwalono mnie gdy zachowywałem się jak
    dorosły. e)Mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko. f)
    Troszczyłem się fizycznie i emocjonalnie o ojca / matkę. 5.Poczucie
    winy. a)Czuję się winny za odczuwanie jakichkolwiek potrzeb. b)Często się
    czuję winny za bycie ciężarem dla innych. c) Ciągle za wszystko przepraszam.
    d)Przepraszam za rzeczy, które nie wymagają przeprosin. e)W mojej rodzinie
    ktos zawsze był obwiniany d)W mojej rodzinie to właśnie mnie obciążano
    odpowiedzialnością za rzeczy, za które nie powinienem odpowiadać, f) W mojej
    rodzinie brałem na siebie winę ,po to jedynie ,by zakończyć kłótnię..........
    6. Niezdolność do odprężenia się oraz spontanicznej zabawy. a) Zabawa jest
    dla mnie trudnym zadaniem. b)Kiedy ludzie śmieją się zbyt głośno zaczynam
    odczuwać niepokój. c) W znacznej mierze jestem samotnikiem. d)mam
    skłonność, by nie śmiać się bez uprzedniego spradzenia czy inni sie tez
    śmieją. e) W mojej rodzinie, kiedy tylko się odprężyłem ,zawsze zdarzało się
    cos złego. d) W mojej rodzinie głośny śmiech oznaczał że sprawy wymykały się
    spod kontroli. e) W mojej rodzinie zabawa zawsze oznaczała picie. 7.
    Ostra, bezlitosna(niszcząca)samokrytyka. a)Jestem dla siebie najsurowszym
    krytykiem. b) Zbyt szybko się osądzam. c) Jestem swoim najgorszym wrogiem.
    d) W mojej rodzinie nigdy niczego nie robiłem dobrze e) Naturalna reakcją
    na problemy w mojej rodzinie było obwinianie ,"ciche dni" i odrzucenie. e)
    W mojej rodzinie za każdy błąd ponosiło sie straszne konsekwencje. 8.
    Życie w świecie zaprzeczeń a) Nie stosuje żadnych zaprzeczeń b) Kiedy czuję
    się zagrożony ,przyjmuję pozycję obronną. c)W mojej rodzinie nikt nie
    przyznawał się, że ma jakieś problemy. d) W mojej rodzinie nigdy nie
    wiedziałam, czego ode mnie chcą. 9. Trudności w utrzymywaniu bliskich
    kontaktów a) Im blizej z kimś jestem , tym większy ogarnia mnie niepokój
    b) Najczęściej nie dopuszczam do powstania większej bliskości w związkach.
    c)Nigdy z nikim nie czułem się naprawdę bezpiecznie. d) W mojej rodzinę nikt
    z nikim nie był blisko. 10. Pozostawanie w roli ofiary. a) Często czuje
    sie bezradny. b) Mam wrażenie ,że cokolwiek bym nie zrobił ,niczego to nie
    zmieni. c) Zawsze sprzątną mi sprzed nosa to czego potrzebuję d) W mojej
    rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna. e)W mojej rodzinie na porządku
    dziennym były wrzaski, krzyki ,wzajemne obwinianie. f) W mojej rodzinie
    miało miejsce wykorzystywanie seksualne. 11.Zachowania kompulsywne. Mam
    nałogowy stosunek do : a) punktualności b) seksu c) jedzenia d)alkoholu /
    innych środków d) pracy e )robienia zakupów f) gromadzenia majatku g)
    hazardu h ) praktyk religijnych 12. Tendencja do mylenia miłości z
    litością a) Przyciągaja mnie ludzie, którym mogę pomóc lub którychh mogę
    wyleczyć. b) Mam skłłonność do nawiązywania bliższych znajomości z osobami,
    które zostały zranione lub są trudno dostępne c)W mojej rodzinie byłem dla
    wszystkich powiernikiem. 13. Lęk przed porzuceniem. a)Odejście jest dla
    mnie niezwykle trudne. b) Nienawidzę mówić żegnaj. c) Pozostawałam w
    związkach o wiele za długo, niż powinienem. d) Kiedy ktoś bliski
    wyjeżdża,boję się, że go nigdy nie zobaczę. e) W mojej rodzinie ojciec /
    matka odeszli prawie bez słowa. f) W mojej rodzinie byłem pozostawiony sam
    sobie. 14. Myślenie kategoriami "białe" lub "czarne" a) Gdy staję wobec
    jakiegoś, trudno mi wymyślec więcej niż jedno rozwiązanie. b) Mam skłonność
    do myślenia w kategoriach dobro - zło. c) Zawsze zdaje mi sie ,że tylko jedna
    odpowiedż jest prawidłowa d) Jeżeli ty masz racje,to ja sie mylę. e) Życie w
    mojej rodzinie było ; albo martwą ciszą , albo piekielnym sztormem f) W mojej
    rodzinie stale posługiwalismy się takimi terminami, jak
    zawsze,nigdy,bezwzględnie,całkowicie. 15. Zalegajacy żal. a) Kiedy
    opowiadam historie o mojej przeszłości,mam tendencje do odcinania się od
    swoich uczuć. b) Staram się unikac mówienia o swojej rodzinie. c) Często
    myślę:" przeszłość jest już zamknieta, nie warto się nią zajmować" d)Tak
    bardzo próbuję nie myśleć o przeszłości,a ona mnie prześladuje. e)
    Pamiętaj ,jak mi mówiono "Nie denerwuj się" f) W mojej rodzinie smutek był
    zabroniony g) W mojej rodzinie smutek był uważany za przejaw słabosci.
    16. Zdolność przetwania a) Często czuję się jak bojownik, kóremu udało się
    przetrwać. b) Czesto mam wrażenie,że po tym, co przetrwałem w dzieciństwie
    dam sobie radę z każdą sprawą. c) W mojej rodzinie wróg był w domu. d)
    Przetrwanie umożliwiła mi moja niezależność. e) Pomimo moich gorących
    modlitw,nikt w mojej rodzinie nie przyszedł mi z pomocą. The End .
    Edytor zaawansowany
    • scarlet111 01.02.06, 20:59
      A gdzie cechy DDD????? Januszku dopisz prosze te drugie.
    • uhu_an 01.02.06, 21:17
      to to samo. wymienil i jedno i drugie. poza tym DDA sa jednoczesnie DDD dlatego
      tez te dwa pojecia lacza sie ze soba tak scisle. ja jestem DDD a chodze na
      terapie z DDA i uwierz mi, ze 'ich' problemy sa moimi.;o)

      DDA-dorosłe dzieci alkholikow
      DDD-dorosle dzieci dysfunkcyjne- z rodzin dysfunkcyjnych- gdzie problem nie
      lezy w alkoholu, ale np. w niepelnosprawnosci rodzicow itd. moze to byc przemoc
      psychiczna, fizyczna.
    • kwiaaatek1 13.02.06, 21:28
      dodam jeszcze jedną cechę,o której dowiedziałam się dziś na terapii-mieszanka
      megalomanii z komplekasmi,uczucie wyższości wobec rodziców,które przenosi się na
      uczucie wyższości wobec innych ludzi,taki paradoks,DDA,DDD byli przez rodziców
      poniżani a czują się od rodziców lepsi i traktują ich z góry.dziś na terapii
      musiałam klękać przed koleżanką,która grała moją matkę,aby...zaniżyć trochę swój
      ''poziom''

      i kolejna cecha-zmrożenie.to koszmarna cecha,której mam już dość:-((((zamrożona
      miłość i czułość wobec innych ludzi.matak mnie przytula a ja jestem sztywna i
      chcę,aby to się skończyło.ach...szkoda gadać:-(

      mam prośbę do Was Forumowicze,napiszcie o swoich cechach,które w sobie widzicie
      i jak Wam utrudniają egzystencję?
    • wera11 13.02.06, 22:08
      Co utrudnia?
      Kompleksy (poczucie niższości).
      Tępię, aczkolwiek w niezbyt zastraszjącym tępie.
      Zamrożenie z tym się zgodzę, ciężkie do przejścia cholernie.
      Mam tak samo.
      Poczucie żalu jakoś nie chce wyleźć ze mnie, niby wybaczyłam, lecz jest to
      takie wybaczenie na "pół gwizdka".
      --
      Uwielbiam stokrotki.
    • nikas10 13.02.06, 23:54
      Witam, dziś po 4 latach wróciłam na terapię. Znowu indyidualną. Psycholog z
      którym rozmawiałam uświadomił mi ważną cechę z której nie zdawałam sobie
      sprawy - ucieczka. Jestem w stanie w ciągu jednej chwili uciec z otoczenia, z
      dnia na dzień zostawić coś. Porzucić znajomych, przestać rozmawiać. Czy Wy
      macie podobnie? Czy jest to cecha związana z moimi stanami depresyjnymi (znowu
      leki....) ???
    • konstatacja 14.02.06, 15:36
      Ja mam podobnie ;). Zostawienie wszystkiego z dnia na dzien to moj uniwersalny
      lek na wszystko.
      --
      DDA

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25314
    • mw233 17.02.06, 10:46
      U mnie:
      - poczucie niższości
      - niewiara w siebie
      - przejmuję się głęboko tym co ktoś o mnie sądzi
    • karo74 28.02.06, 14:50
      to co najbardziej utrudnia życie to nieumiejętność wyrażania własnych emocji. w
      dzieciństwie nie było dla nich miejsca, nie mogło być, bo najważniejsze były
      problemy dorosłych, problem picia. Moje emocje musiały zostać w środku, a ja
      musiałam stać się dzielną dziewczynką, która pokaże wszystkim że jest dzielna i
      nie poddaje się. Nie opowiadać nikomu co się dzieje w domu, nie mówić, lepiej
      udawać że wszystko jest OK. Po awanturze w domu umyć twarz i wyjść do szkoły z
      podniesioną głową, ukrywając problem. Bo to że ojciec pił mogło być moją winą
      Tak żyję do dziś, nie potrafię mówić o swoich emocjach, o tym co we mnie
      siedzi. Boję się odrzucenia, niezrozumienia. Łatwiej jest przyjąć
      postawę "twardziela": ze wszystkim sobie radzę, nie potrzebuję niczyjej pomocy,
      nie przejmuję się porażkami
      trudno z tym żyć, a jeszcze trudniej to zmienić...
    • s.vera 25.02.06, 19:48
      TAK TAK TAK
      Przy okazji sie przywitam.
      czytam dzisiaj forum juz od godziny, bo postanowilam ze trtzeba sie jednak soba zajac, czyli jest to moja 3 proba podejscia do problemu w grupie. Samej mi nie dzie.
      Pozdrawiam wszystkich przy okazji.
      Sylwia
    • lavaa 17.02.06, 12:12
      Jakbym czytała o sobie
      ,,Życie w
      mojej rodzinie było ; albo martwą ciszą , albo piekielnym sztormem'' to zdanie
      jest to prostu odzwierciedleniem tego życia w dzieciństwie
      W mojej rodzinie wróg był w domu
      Pomimo moich gorących
      > modlitw,nikt w mojej rodzinie nie przyszedł mi z pomocą (modliłam się do Boga
      i teraz nie chodze do kościoła, tylko ew. na śluby)
      Jestem swoim najgorszym wrogiem.- tak te zamartwianie się i myślenie o sobie
      negatywnie. Ile razy w tamtym okresie myślałam o samobójstwie, ale zawsze
      tchórzyłam, niestety. Były też fajne sytuacje, nie tylko złe ale niestety nie
      związane z rodzicami( jak zgubił sie mój pies i pózniej znalazł czułam sie taka
      szczęśliwa), z nimi nie pamietam. Jestem DDA i DDD. Kurcze czuje się tak
      pokręcona. Uzależniam sie od innych -od dziecka, siedze z nia w dmu, czasami
      mam dość tej ciąglej obecności ale boję się z nia rozstawać, na wakacje
      zabieram kota i zabierałam psa (nie żyje) bo bałam się zostawić pod czyjąś
      opieką, bo nikomu nie ufam. Zwierzęta też uzależniły sie odemnie bo jak
      wychodzę to wyją. Sama sobie utrudniam życie, nie załątwiam wielu rzeczy do
      końca i pózniej wisi to nademną i myślę o tym. Mam ciągły żal do matki, że go
      nie zostawiła i nie pozwalam Jej wtrącac się do wychowywania mojego dziecka, bo
      to żaden autorytet - w końcu nie ochroniła nas. Czuję sie zaborcza w stosunku
      do mojego dziecka, jak się urodziło, nie pozwoliłam mojej matce brać Jej na
      ręce. Najgorsze jest to że to wszystko wyszło po urodzeniu dziecka, wcześniej
      zdawałąm sobie sprawę z tego ale jak gdyby objawy odczuwam właśnie
      teraz..Kocham swoje dziecko i dzieki niej uczymy się miłości, mówić że Ją
      kochamy, przepraszać gdy zrobimy cos żle, nie boję się powiedzieć swojemu
      dziekcku, że przepraszam że zrobiłam to czy tamto. Traktuję Ją jak dziecko, ale
      nie jak ,,Tylko'' dziecko. u mnie w rodzinie panowała zasada ,,ryby i dzieci
      głosu nie maja''Nawet teraz gdy mówię matce co o tym wszystkim myślę oburza
      się, zero krytyki, i jeszcze każe sie przepraszać - jakbym była jakiś małym
      głupkiem. Mam dzisiaj doła (aby tylko dziś) więc rozpisałam się, może trochę
      chaotycznie, ale jest mi cholernie smutno i wkurza mnie to że żyję tylko dla
      dziecka a nie również dla siebie, bo nie czuje radości z życia.
    • emluka 11.03.06, 13:03
      A gdzie DDR:)) Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców, skutki uboczne jak
      powyzej..... jak ja tegfo nieznosze czasem
    • januszek96 11.03.06, 13:32
      Jejku..... też się mieścisz....... wszyscy którzy mieli psychotraumatyczne
      rozpieprzone dzieciństwo...... a niepełna rodzina jak najbardziej jest tego
      przyczyną ..... W DDA chodzi o leczenie skutków stresu pourazowego i rozpoznanie
      wyżej wymienionych dysfunkci , które prowadzą do stanów depresji zgłupienia i
      śmierci...... DDD a DDR i nawet DDA to to samo ......jak najbardziej się
      kwalifikujesz :))
    • puszka.z.kawa 01.06.06, 04:03
      Coooool... Podpadam prawie pod wszystko, ale przy niektórych punktach mogę
      szczerze dorzucić: "tak bylo, ale pracuję nad tym i zdarza sie coraz rzadziej
      albo od jakiegos czasu już wcale" - aż się poczułam dumna, bo chyba o to chodzi.
      Dorzucę od siebie bardzo paskudną rzecz (z którą walczę chyba najdłużej i
      najwcześniej ją sobie uświadomiłam, kilkanaście lat temu): złe myślenie o
      ludziach. W moim domu wszystko, co na zewnątrz (czyli w sumie wszystko poza
      sobą) matka definiowała jako złe. Zli byli jej i moi znajomi, zly byl ustrój,
      złe pomysły jej kolegów po fachu - taki stan permanentnej walki ze wszystkim i
      wszystkimi, nieustanna i totalna krytyka, złośliwe komentarze chwilę po wyjściu
      znajomych, ferowanie absolutnych ocen, no i do tego straszny wyraz pogardy na
      twarzy - usta zaciśnięte w kreskę, mimika jak z niemych filmów (z biegiem lat ta
      maska się utwaliła, ale złamana chyba jeszcze straszniejszym grymasem "usta w
      podkówkę" - też makabrycznie teatralnym KWILENIEM skrzywdzonej dziewczynki,
      która chwilę później bluzga stekiem najgorszych przekleństw, brrrrrrrrrrrr).
      Najprościej mówiąc, nieustanne udowadnianie sobie i innym, że jest się lepszym,
      bo cała reszta świata i każdy znajomy z osobna to dno. Kiedy skończyłam 18 lat,
      dostałam do łapy świadectwo maturalne i dowód osobisty i natychmiast wyjechałam
      w ciemno, bez niczego, byle dalej, dość szybko zorientowałam się, że jednak coś
      ze sobą zabrałam - właśnie to chore myślenie (i mówienie) o wszystkich i
      wszystkim źle.
      Aj, robi się jasno i pies domaga się spaceru - spadam na chwilę :)
    • puszka.z.kawa 01.06.06, 06:07
      No więc to poprawianie sobie samooceny wieszaniem psów (z całym szacunkiem dla
      mojego wyspacerowanego już psa) na innych bardzo szybko zaczęło mi przeszkadzać.
      Mimo ortodoksyjnego samotnictwa i introwertyzmu kiedy już spotykam się z ludźmi,
      zazwyczaj mnóstwo gadam i robię za duszę towarzystwa (też fajny paradoks), ale
      na początku takie imprezy bardzo często sprowadzały się prędzej czy później do
      złośliwego obgadywania znajomych. I kiedy zaczynałam kpić i obgadywać, nagle
      łapałam się na tym, że mówię głosem własnej matki... Horror. Długie lata uczyłam
      się, że ludzie naprawdę potrafią być szczerze życzliwi (na szczęście przykładów
      trafiało mi się od metra, mam wielkie szczęście do przyjaciół i znajomych) i że
      ja też tak potrafię(!). I że to jest w sumie jedna z najfajniejszych rzeczy w
      życiu - życzliwość i wspieranie, zamiast kurczenia się i szczerzenia zębów w
      oczekiwaniu na cios. Żeby nie było tak znów hurraoptymistycznie, dodam, że
      skłonność do złośliwych docinków i plotkowania została mi do dziś, ale staram
      się ja na bieżąco kontrolować. Coraz częściej też, jeśli mam do kogoś jakieś
      "ale", zanim zacznę obgadywać, gnam (albo dzwonię) do głównego zainteresowanego
      i wyjaśniam sprawę w 4 oczy/dwoje uszu. Ale skłonność została i konieczność
      ciągłej autocenzury jest mocno uciążliwa.
      Podsumuję: mimo wczesnego uświadomienia sobie, że układ "pełen wrogów świat vs.
      my, czyli matka i ja" jest układem chorym, i że moim jedynym poważnym wrogiem
      jest ta część mnie, która nawykowo kisi w sobie zaszczepiony przez matkę jad (18
      pierwszych lat życia dzień w dzień tylko we dwie w jednym domu, w nieustannych
      erupcjach i ciekach zlych emocji i pogardy dla ludzi i świata - taka matrycę
      naprawdę cholernie trudno zdrapać, bo razem z nią trzeba właściwie zniszczyć
      samą siebie w tych latach, całe dzieciństwo, wszystkie zatrute okresy formowania
      psychiki, i potem zaczynać od nowa - jakby człowiek w wieku 30 lat od zera uczył
      się chodzić, widzieć, dotykać itd.) - otóż mimo kilkunastu lat ciężkiej,
      konsekwentnej i bolesnej jak diabli pracy TEN PROCES NADAL TRWA! I końca nie
      widać!!! Podświadomie - choćby czysto somatycznie - dalej, kurde, nie ufam
      ludziom: siadam możliwie daleko od rozmówcy, sztywnieję obejmując znajomych na
      pożegnanie, niepokoją mnie i irytują kilkudniowi goście. Z tym ostatnim akurat
      walczę na całego, tj. z pełną perfidią prowadzę dom otwarty, średnio przez 30%
      dni w roku ktoś u mnie pomieszkuje w trybie "przejazdem", "z dłuższą
      przyjacielską wizytą" itp.; co więcej, w ramach prywatnej terapii informuję
      tychże pomieszkujących, że mnie niepokoją i irytują, bo zwyczajnie i niezależnie
      od dobrych chęci boję się wszelkich "obcych elementów" w moim domu i rozkładzie
      dnia, i żeby się tym nie przejmowali - tak już mam i z ich pomoca z tym walczę
      :DDDDD O dziwo, jakoś ich to nie zniechęca i mam nadzieję, że nie za bardzo
      stresuje. Wybaczcie, że sie tak rozpisałam (taaa, to wszystko a propos "twój
      najgorszy wróg był w twoim domu"), ale stosunkowo niedawno zrobiłam "coming out"
      w stosunku do przyjaciół i znajomych, czyli zaczęłam im otwarcie (acz zwięźle,
      żeby nie zanudzić) mówić o swoich fobiach i potrzebach, i nadal mnie dziwi i
      wściekle cieszy, że świat się z tego powodu nie zawalił, a oni akceptują i nie
      uciekają z dzikim wyciem. To tyle.
    • kwiatek.anyzku 01.06.06, 15:56
      Puszko.z.kawa- Twoja mama byłaby idealna zona mojego ojca- mogliby sie upajac
      swoja spiskowa teoria dziejow.

      Poza tym, moglabym sie podpisac pod tym, co napisalas o sobie.

      --
      DDD
    • grzegorz961 11.02.07, 14:32
      uff, niestety ale wiekszosc cech/zachowan mam identycznych. Uderzylo mnie to, ze
      tez starasz sie byc dusza towarzystwa. Mam to samo! Z tego tworza sie dziwne
      sytuacje, ludzie mnie ciagle gdzies zapraszaja, na kazda impreze itd, a ja
      dostaje torsji, bo wolalbym posiedziec z ksiazka w samotnosci i coraz czesciej
      to robie.

      Najbardziej, poza bezsennoscia, doskiera mi wieczne poczucie ZAGUBIENIA. Mam 4
      dychy i wciaz nie moge znalezc sobie pasji, zajecia dajacego satysfakcje itd.
      Popadam w biernosc, to degraduje mi zycie.

      Ale ten rok musi cos zmienic radykalnie, musze postawic na nogi swoja mala
      firme, zwalczyc niespanie i ustabilizowac zycie somatyczne ze tak powiem.
      Tabletki tez lecą, bo męczyć się z dołami i niespaniem nie zamierzam.

      No ogolnie tak sobie, co nie znaczy ze b źle, ale tak sobie.

      Chetnie wymienilbym z Toba kilka zdan gg 3702876
      grzegorz

    • forewer_young 01.06.06, 13:13
      " ZAZDROŚĆ"

      dzisiaj przeczytane " ....Jest pewna grupa ludzi, którym szczególnie trudno
      uwierzyć w miłość - to ci, którzy zostali zranieni w dzieciństwie, gdy
      najbardziej byli zdani na miłość i dziecięco jej ufali. Ciągle nie dowierzają,
      że są kochani, ciągle szukają potwierdzeń, każdy znak, że może być inaczej
      przeraża ich albo nawet daje pewność, że już są odrzuceni. Szczególnie w
      przypadku tych ludzi ukazuje się przewrotna, demoniczna natura zazdrości, która
      niszczy to, co pragnie za wszelką cenę ocalić "....

      !!
    • januszek96 01.06.06, 13:44
      Ciekawe kto to taki ? ;-)
    • tooinvolved 01.06.06, 14:31
      ja strasznie zawsze bałam sie odrzucenia, potrzebowalam okazywania mi uczuc na
      kazdym kroku i potwierdzania uczuc, ale nie bylam zazdrosna.
      --
      Jak mogłoby Ci się coś nie udać, skoro stoi za Tobą tysiące słońc!
    • anis79 01.06.06, 14:46
      A ja byłam/jestem. Ale można to zmienić. Chyba najłatwiej wraz ze wzrostem
      poczucia własnej wartości.
    • forewer_young 01.06.06, 21:54
      A ja jestem zazdrosny - nie zawsze to dostrzegam, bo to ukrywa się gdzies w
      tle, chowa sie przedemną, zwodzi mnie. Ale stale jest przy mnie i przeżera
      moje serce na wylot. Kiedy patrze na moja przeszłosc i na czyny niedokonane,
      jest przy mnie. Kiedy żyję jak codzień, nie zapomina o mnie. Kiedy spotkam
      kogos miłego na drodze, a iść z nim dalej nie moge, wtedy sie ujawnia w swej
      mocy. Podobno lęka sie tylko... miłosierdzia i przebaczenia. ...:)
    • mskaiq 03.06.06, 08:53
      Czesto zycie przynosi cierpienie i to z rak osob ktore powinny nas kochac i
      pokazywac milosc. Pokazuja zupelnie cos innego, pokazuja strach i ucza go.
      Nie robia tego zeby nas zranic, robia bo inaczej nie umieja patrzec na swiat.
      Przekazuja obraz swiata taki jaki widza, nie ma tam nic dobrego jest tylko
      strach, smutek, walka, bol. Ich zycie jest pieklem i dlatego przekazuja to
      pieklo. Kiedy czlowiek ma w sobie wiele milosci przekazuje milosc, dobroc i
      wybczenie.
      Kiedy zyjemy przeszloscia, naszym bolem, niesprawiedliwoscia to cale nasze
      przeszle zycie jest ciagle z nami, przynoszac nieustannie bol, strach,
      niezrozumienie, placz, zlosc. To wywoluje nieustannie doly, czesto depresje.
      Jest tylko jeden sposob aby pozbyc sie tego bagazu, trzeba wybaczyc tym ktorzy
      przekazali nam pieklo.
      Jesli tego nie zrobimy to przeszlosc bedzie zyla w nas dokonca zycia, nigdy nie
      pogodzimy sie, ciagle wszystko wokol bedzie widziane przez przeszle przezycia.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • moschie 17.10.06, 18:00
      Czytajac uswiadomilam sobie ze moja mama jest tez DDD.

      "Osoby, ktore zyly przed nami istnieja w nas niezaleznie od tego czy je
      pamietamy i czy znamy ich losy.Ich doswiadczenia skladaja sie na to, kim
      jestesmy"
    • lulu81 03.12.06, 20:03
      DOKŁADNIE TAK.
      Dodam poczucie ciagłej samotności, choc jestem otoczona ludzmi, czasem mam wrazenie ze zyje w jakiejś szklanej bańce, i nie potrafię się przebić do realnego świata, tatalne zamkniecie w sobie.
      Brak pewności siebie, uciekanie przed każdym problemem- ja nie potrafie ich rozwiazywać.Zamrożenie jak najbardziej nie cierpie tego, staram się odmrażać zle średnio mi to idzie:)
      Aha wieczne stany depresyjne, uciekanie w swiat marzeń, i duzo by się jeszcze nazbierało ale szkoda gadac.......

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka