Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wytłumaczcie mi to jeszcze raz, jak krowie

    29.06.07, 19:47
    na granicy.
    Jak to się dzieje/stało, że DDA (np. DDA) mieszka we własnym mieszkaniu?
    Edytor zaawansowany
    • mskaiq 30.06.07, 11:46
      Co jest w tym zlego Log222 ze mieszkasz we wlasnym mieszkaniu, to chyba dobrze
      ze masz mieszkanie.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • log222 30.06.07, 13:15
      I jeżdżę własnym samochodem, który kupiłam za własne ciężko zarobione pieniądze.
      Porsche na niego wołają! Ale myślę jeszcze o Ferrari, już niedługo! Tylko drugi
      garaż dobuduję. Taki duuuuuużyy
    • log222 30.06.07, 13:25
      Dobra, to może inaczej: jak to się stało, że ZAMIESZKAŁO we własnym mieszkaniu.
      Że JEST NA SWOIM, jak to się ładnie mówi
    • jazz-use1 30.06.07, 22:37
      a co w tym dziwnego, niedopuszczalnego, nienormalnego - czy niewytłuamaczalnego?

      mam koleżankę w innym mieście. Kupiła mieszkanie rok temu.
      Imponuje mi straszliwie, skleja swoje życie, myślę że już skleiła.
      Poznaliśmy się na tym forum, jakieś pół roku temu.
      No i jest na swoim. Po prostu. Ale był czas, że nie kupowała tego wcale,
      dzwoniła do jedynej "kumatej" osoby i płakała, bo to że ma SWOJE - było dla
      niej nie do udźwignięcia.
      Paradoksalnie, z tego co zauważyłem - niekltóre cechy DDA pozwoliły jej
      osiągnąć to wszystko. W sumie zabawne.
      --
      Pozwól mi dojrzeć Ścieżkę - jakąkolwiek.
      I obdarz iskierką nadziei, że wytrwam w kroczeniu tą ścieżką.
    • log222 01.07.07, 10:56
      No nie, już druga osoba.
      Gdzieś Ty wyczytał te wszystkie przymiotniki? Jakaś projekcja czy kurde co? No
      czuję się wybitnie niezrozumiana
    • szarsz 02.07.07, 11:58
      ha :)
      To wytłumacz jak krowie na granicy o so chodzi?

      Ja też nie rozumiem, dlaczego DDA miałoby nie mieszkać na swoim?
    • log222 02.07.07, 17:09
      Eh :( No dooobra
      Jestem chorobliwie nieśmiała, nie umiem "załatwiać spraw", problemem jest zakup
      mydła w kiosku. Itd., itp.
      Nie twierdzę, że własne cztery kąty są niemożliwe do osiągnięcia (może kiedyś,
      baardzo kiedyś, bo z teraźniejszej perspektywy to dla mnie jak film fantasy,
      albo horror). Musiałabym mieć pisemną instrukcję obsługi, książeczkę, w której
      jest opisany każdy krok, każde słowo, które trzeba wypowiedzieć. O, to by było
      coś. I pomyślałam... ale może jednak nie będę nękać forumowiczów o takie
      pierdoły :| zastanawiam się, czy to ma sens w sumie. Ale fajnie by było! Może w
      przypływie pozytywnych myśli zabrałabym się za realizację takiej lektury! (ah,
      przepraszam za to "może" :/ )
    • log222 02.07.07, 17:16
      > Może w
      > przypływie pozytywnych myśli zabrałabym się za realizację takiej lektury! (ah,
      > przepraszam za to "może" :/ )

      Nie mogę niczego zagwarantować...
    • szarsz 03.07.07, 13:40
      log222 napisała:
      > Jestem chorobliwie nieśmiała, nie umiem "załatwiać spraw", problemem jest
      > zakup mydła w kiosku. Itd., itp.

      bo wiesz... to trzeba trenować. Nikt się nie uczy z takimi umiejętnościami i
      normalnie dzieci się ich uczą, rodzicie je wspierają, chwalą itede. Ja to
      obserwuję na swoim synku, jaki jest dumny z siebie, jak może dać Pani
      Sprzedawczyni pieniądze, jak odbiera reszę i paragon.
      Jeśli tego nie miałaś i przez lata całe nie robiłaś, to naturalne jest, że nie
      umiesz. Jesteś jak inwalida, który nagle wstał z wózka. Fajnie, tylko co dalej?

      Dla mnie takie codzienne sprawy to też był horror - nie aż taki jak u Ciebie,
      ale nie było dobrze. Ja miałam taki problem, że nie umiałam upomnieć się o
      swoje. O kiepsko pokrojoną wędlinę, o źle wydaną resztę, o nic doslownie.
      Powolutku nauczysz się, tylko bądź dla siebie dobra.
      Dziś poszlo kiepsko? Jutro uda się lepiej - to powinna być Twoja dewiza :)

      > Ale fajnie by było!

      nie, nie byłoby fajnie :) Każdy jest inny i każdy żyje po swojemu. Każdy
      inaczej mebluje mieszkanie, prowadzi inny tryb życia, inaczej płaci rachunki,
      kupuje ciuchy, jedzenie....
      No chyba że Cię źle zrozumiałam :)
    • log222 05.07.07, 17:04
      Ta, w moim tempie to... położą mnie nawet nie we własnej trumnie :|


      szarsz napisała:
      > log222 napisała:
      > > Ale fajnie by było!
      >
      > nie, nie byłoby fajnie :) Każdy jest inny i każdy żyje po swojemu. Każdy
      > inaczej mebluje mieszkanie, prowadzi inny tryb życia, inaczej płaci rachunki,
      > kupuje ciuchy, jedzenie....

      Ale jak te meble się kupuje...
    • anciax 03.07.07, 19:06
      Też mi się to wydaje snem, abstrakcją, jak zwał tak zwał - czymś dla mnie nie do
      zrobienia, aż wręcz niemożliwym, hehhhh

      Znam kilka DDA, oni odnieśli w życiu sukces (wysokie stanowisko, własny biznes,
      i inne 'duperele'). Oni przez całe lata nie mieli świadomości, ze sa DDA. Zyli
      w poczuciu, ze są 'normalnyhmi ludźmi, nooo moze trochę mniej, bo wiadaomo-
      wsztyd za dom rodzinny + nieśmiałość + inne takie tam.

      Czy zatem myślicie, ze brak świadomości bycia DDA jest lepszy? Dla nich okazał
      się być dobry w skutkach.


      --
      "...wspomnienie życia
      dowód osobisty
      24 godziny"
    • log222 03.07.07, 21:04
      > wsztyd za dom rodzinny + nieśmiałość + inne takie tam.

      Ja tam czuję się dobrze z tą świadomością, że wiem, skąd to wszystko się wzięło.
      Żal mi trochę osób, które są przekonane, że "już się takie urodziły".
      A ci, o których piszesz, w jakim poczuciu oni żyli - jakiś tam sukces, w
      porównaniu do innych, odnieśli, ale poczucie poczuciem... Poczekamy zobaczymy!
      Zawsze można jeszcze zbankrutować, wpaść w nałóg, rozwieść się... (Nie, że życzę
      im źle :] )
    • anciax 03.07.07, 21:17
      Robisz coś ku temu, żeby Ci było w życiu db ?
      Bo ja u siebie zauważam, ze wolę czasem zwalić winę na DDA (tzn na cech DAA
      jakie posiadam), byle by nie musieć poprawiac błędów.

      --
      G&D
    • joszka031 05.07.07, 01:03
      Powiedzcie mi czy znacie taką osobę osobiście,której udało się stworzyć rodzinę
      kochajacego męża i być nieświadomym tego że jest DDA?Pieniadze na kupno
      mieszkania można ukraść lub wygrać,a kto wygrał los na szcęśliwe życie w
      rodzinie.Pozdrawiam.
    • szarsz 05.07.07, 11:12
      joszka031 napisała:
      > Powiedzcie mi czy znacie taką osobę osobiście,której udało się stworzyć
      > rodzinę kochajacego męża i być nieświadomym tego że jest DDA?

      To ja się mogę po części zgłosić. Mojego męża poznałam na pierwszym roku
      studiów, trzynaście lat temu, i oboje bardzo długo nie mieliśmy świadomości
      tego, jak nasze niefajne dzieciństwo wpłynęło na nasze życie...
      Nie wiem, co mnie uratowało? Nie wiem, co uratowało mojego męża?

      On miał takie wzorce z domu, że brrr... Rodzina z tych na zewnątrz normalnych a
      w środku :( Ojciec go bił za każde przewinienie, podnosił też rękę na matkę.
      Ojciec traktował swoją żonę jak durną służącą, był niesamowicie przykry dla
      wszystkich dookoła, gdy tak siedział przy piwie i setce wódki... Tak go
      pamiętam, wielkiego Pana Inżyniera. Ale mój mąż okazał się prawie
      nieprzemakalny, czasem coś wylezie, co natychmiast korygujemy, przy czym to są
      drobiazgi, którym nigdy nie udało się urosnąć do rangi problemu. Może to ja nie
      pozwalam sobie wejść na głowę? Może paradoksalnie, dzięki temu, na co się
      napatrzyłam we własnym domu, reaguję histerycznie na wszelkie objawy braku
      szacunku, przez co duszę problem w zarodku? No i wszyscy w naszym domu mamy
      piekielnie mocne charaktery, co oczywiście nie jest naszą zasługą, ale pomaga,
      czy się jest świadomym bycia DDA (ja) czy nie (mój mąż - ja też nie jestem
      pewna czy jego ojciec był alkoholikiem czy nie, ale jego rodzina na pewno była
      dysfunkcyjna).

      O tym, że bycie dzieckiem alkoholika też jest chorobą dowiedziałam się niedawno
      i dopiero teraz potrafię docenić, ile osiągnęłam sama, bez umiejętności
      nazwania problemu. Bo jakby to nieprawdopodobnie zabrzmiało, tworzymy we
      trójeczkę (może będzie nas czworo kiedyś?) szczęśliwa rodzinę, kochamy się,
      wspieramy, czasem kłócimy, jest normalnie, jest cudownie.

      > a kto wygrał los na szcęśliwe życie w rodzinie.

      To chyba nie do końca tak. To ciężka, ciężka praca, to codzienne docieranie
      się, dyskusje, rozmowy, miłość. To błędy, które się popełnia na każdym kroku i
      do których trzeba się umieć przyznać, przeprosić i naprawić szkodę. To też
      chwile niesamowitego szczęścia, gdy po prostu jesteśmy ze sobą i nam dobrze :)
    • log222 05.07.07, 17:34
      > i dopiero teraz potrafię docenić, ile osiągnęłam sama, bez umiejętności
      > nazwania problemu.

      Eh, to ja samą wiedzę o DDA uważam za wielki sukces u siebie. Niby niewiele w
      porównaniu z Tobą, ale z drugiej strony jak tak czytam innych ludzi, młodszych
      lub starszych, w chorej zależności od rodziców, biorących na siebie winę za całe
      zło tego świata i próbujących stawiać swoich rodziców w dobrym świetle, chociaż
      dopiero co mocno oberwali, bo zupa/bo deszcz/bo trawa zielona, to naprawdę
      jestem zdumiona, że tak mi się udało... chociaż tyle...
    • szarsz 06.07.07, 12:49
      > Eh, to ja samą wiedzę o DDA uważam za wielki sukces u siebie.

      I ja też tak myślę. Dobrze, że rozumiesz, co się z Tobą dzieje i dobrze, że nie
      traktujesz tego jak wymówkę, wiesz "jestem DDA to znaczy, że nic nie osiągnę i
      kropka". Bo diagnoza pokazuje kierunek, w jakim trzeba próbować iść. Ja się
      szarpałam, miotałam, a byłam tak zablokowana uczuciowo, że zupełnie nie
      wiedziałam, co jest nie tak i jak powinno być.

      Ale powolutku, nie wymagaj od siebie za dużo na raz :)

      > Niby niewiele w porównaniu z Tobą

      no niby tak, ale nie możesz nas porówynywać. Ja mam 33 lata, wyprowadziłam się
      z domu 14 lat temu i od tej pory walczę o siebie. Mój ojciec zmarł ponad rok
      temu, a ja jeszcze dziś nie jestem pewna, czy gdyby żył, to potrafiłabym do
      niego wyciągnąć rękę, czy uczucia złości i nienawiści wygasły już czy tylko
      wytłumiły się z braku obiektu? Wydaje mi się, że tak, że mogłabym spróbować
      usiąść z nim przy stole i wyrzucić z siebie wszystkie złe i dobre uczucia...
      Ale czy na pewno? Gdy żył - nie byłam w stanie tego zrobić, a gdy zmarł -
      poczułam niepewność, ulgę i smutek po stracie ojca, którego nie miałam. Bo mam
      świadomość tego, że ojciec to człowiek, z którym buduje się jedyną w swoim
      rodzaju więź.

      > jestem zdumiona, że tak mi się udało... chociaż tyle...

      bo pewnie jesteś mądra i silna baba :)
      Nie znam Cię, ale trzeba mieć dużo siły, żeby przerwać łańcuch zła.

      Chociaż tyle - na początek - to dobry początek.


      Ja, odkąd dowiedziałam się o DDA, czytam bardzo dużo.
      Najważniejsze dla mnie były:
      "Sposób na Kaina"
      www.gwp.pl/product/1286.html
      niby zupełnie nie na temat, kupiłam ją z nadzieją, że przeczytam coś mądrego o
      wychowywaniu chłopca, ale ku mojemu zdumieniu znalazłam tam siebie.
      Przeczytałam o tym, jak ludzie uczą się rozpoznawać i nazywać uczucia, o tym,
      że to umiejętność nabyta, i że to, że ja nic nie czuję to nieprawda. Byłam
      analfabetą emocjonalnym, ale dzięki tej książce nauczyłam się zwracać uwagę i
      próbować nazywać uczucia. Pomogła mi bardzo.

      No i oczywiście
      "toksyczni rodzice"
      www.gwp.pl/product/2052.html
      Lektura obowiązkowa, tu nie ma co dyskutować. Płakałam nad tą książką, płakałam
      nad sobą i nauczyłam się kilku rzeczy, wśród nich tej, aby patrzeć na siebie z
      zewnątrz. Bo tak zawsze oszukiwałam się, że nie było mi tak źle (w końcu nic
      nie czułam) a było.
    • anciax 05.07.07, 17:05
      joszka031 napisała:

      > Powiedzcie mi czy znacie taką osobę osobiście,której udało się stworzyć rodzinę
      >
      > kochajacego męża i być nieświadomym tego że jest DDA?

      Tak, znam.
      Z tą różnicą, że dla Ciebie i na zewnątrz taka kochająca się rodzinka, to mogą
      być ich pozory. A W ich życiu moze nie być to tak bardzo kolorowe, jak dla nas
      sie wydaje że jest. Nie mniej jednak jak już pisałam wczesniej w swoim poście,
      odnieśli sukces (znaczy dalej odnoszą bez wątpienia) a o byciu DDA dowiezieli
      się niedawno.




      Pieniadze na kupno
      > mieszkania można ukraść lub wygrać,a kto wygrał los na szcęśliwe życie w
      > rodzinie.

      Myślę, ze jeśli ktoś juz jest DDA, to ma pewne cechy charakteru, które powodują,
      ze (o ile są db ukierunkowane i zwrócone w odpowiednią stronę) konsekwentne
      dążenie do celu.
      JA nie ma np szczęścia w życiu, wiec nie umiem powiedzieć jka to jest :)


      --
      G&D
    • log222 05.07.07, 17:18
      Ja nic nie wolę, nic nie muszę na nic zwalać, bo takie są fakty :] Może dla
      przykładu. Kiedy muszę coś zrobić, czego się boję, co mnie bardzo stresuje, ale
      próbuję, jednak w końcu to mi się nie udaje (np. wycofuję się, rezygnuję), to to
      nie jest tak, że ah, wolno mi, jestem DDA! Chodzi o to, że rozumiem, dlaczego
      tak się dzieje, dlaczego taka jestem, i w tym sensie stosuję "bo jestem DDA".
      Przynajmniej ja tak to widzę. A że czegoś nie zrobię to wcale nie jest fajnie.
      Atakują wtedy myśli, jaka to ja jestem beznadziejna, głupia żałosna idiotka, no
      takiej prostej rzeczy nie umieć zrobić! Wcale tego nie wolę...
    • anciax 05.07.07, 21:56
      Ehh, a ja czuję się bezsilna wobec: samotności, niesmiałości, poczucia winy,
      braku własnej wartości, idealizmu, nieumiejetnosci przyjmowania prezentów i
      komplementów, itd.
      Choć na zewnątrz gram 'herod-babę, bez kija nie podchodź!' (bo jestem DDA
      bohater), to w głębi duszy jestem słaba, jestem tchórzem. Boję się realizować
      swoje pomysły (a są niegłupie), marzenia, brak mi motywacji ---> DDA mnie blokuje: (
      Tyle już razy miałam do siebie pretensje, ze nie wykorzystuję szans, jakie daje
      mi życie! Bo w moim życiu zasada jest następująca: jak nic nie zrobię, to mam
      wyrzuty sumienia; jak zaczynam działać, to efekty końcowe są takie, ze szkoda
      gadać ===> konkluzja: lepiej dla mnie, zebym nie zabierała się za cokolwiek, bo
      wszystko psuję. Tylko teraz to już nie wiem czy to życiowy pech czy coś innego ??
      --
      G&D
    • a.zaleska 18.07.07, 22:38
      brak świadomości dda nie oznacza, że się nie jest dda, długi czas w ogóle nie
      zdawałam sobie sprawy, że istnieje taki syndrom i że można coś na to poradzić,
      natomiast jest prawdą, że jedyną dziedziną, w której dda sobie radzi jest
      często praca (zwłaszcza te dda, które w domu przyjęły rolę odpowiedzialnego,
      dobrego dziecka, które nigdy nie marti rodziny i jeszcze się nią opiekuje),
      czyli dobrze sobie radzi w stresie i realizuje wszystkie cele, tak jak nigdyś w
      szkole
    • melba_piszczykowa 05.07.07, 08:57
      noooo.... troche mnie zmusilas do myslenia :)

      ja mam wlasne mieszkanie :) a teraz nawet kupilam drugie, w innym miescie
      (gdzie obecnie mieszkam). oczywiscie na kredyt :)
      Nic nowego nie napisze, najgorzej jest zaczac :)

      tez nie mialam bladego pojecia jak co zalatwiac, w domu nie bylo jak zapytac...
      pytalam kolezanek w pracy :)
      u mnie to bylo tak ze w wieku 18 lat z hukiem wyprowadzilam sie do dziadka. tak
      sobie zylam z dziesiec lat wdrazajac sie w doroslosc, uczac ze trzeba placic
      rachunki i ze jak sie finansuje samemu wlasna szkole to czesto nie styka na
      inne rzeczy... nie chcialam nic od nikogo brac (ja jestem DDA bohater) ale
      teraz widze ile jednak dostalam :)
      przetrwalam. w miedzyczasie zmienialam stanowiska na lepiej platne. to sie
      dzialo za pomoca kolegow i znajomych z pracy czy szkoly, bo sama przeciez
      troche mialam do tego dwie lewe rece, oni mi dawali informacje gdzie mozna
      przejsc, na jakich warunkach... ja podejmowalam decyzje i to robilam.
      ciezko bylo w nowym srodowisku, owszem. raz wpadlam w takie, ze do dzis mnie
      sciska w dolku jak sobie przypomne ta atmosfere...brrr.... ale summa summarum
      sie oplacalo. i finansowo, i emocjonalnie - bo okrzeplam.

      a teraz jak juz chodze na terapie to w ogole wszytko wydaje mi sie latwiejsze
      niz do tej pory. chociaz rozne stany emocjonalne mnie nachodza to mam wieksza
      swiadomosc co jak i dlaczego. i ze to minie.

      wiec wychodzi na to ze jednak cechy DDA mi pomogly :) zawsze chcialam sama, o
      nic nie prosic i byc niezalezna. pamietam ze wolalam pozyczac pieniadze z banku
      i zyc na debecie niz od kogokolwiek ze znajomych :) i ladnych pare lat
      rzeczywiscie na tym debecie zylam. jednoczesnie male mialam pojecie o roznych
      rzeczach i kiepsko sobie radzilam z bliskimi zwiazkami... nawet z przyjaznia...
      nie lubilam pytac i popelniac bledow, bardzo nie lubilam.

      a tak technicznie to przy kupnie mieszkania pierwszego bardzo pomoglo mi forum
      zalozone przez przyszlych mieszkancow w internecie :) tam czytalam krok po
      kroku co i jak zalatwic, dowiadywalam sie o sprawach ktore mi zupelnie
      wczesniej do glowy nie przyszly... tak... to byla wlasnie taka ksiazka :)

      mnie mozesz pytac :) co bede wiedziala to ci powiem, ja jestem od urodzenia
      pomagaczka wiec sie nie krepuj :) poza tym wiele jest miejsc w internecie z
      przydatnymi informacjami :) to wszystko poskladane do kupy na pewno bardzo ci
      pomoze! :) trzymam kciuki
      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • log222 05.07.07, 17:29
      > a tak technicznie to przy kupnie mieszkania pierwszego bardzo pomoglo mi forum
      > zalozone przez przyszlych mieszkancow w internecie :) tam czytalam krok po
      > kroku co i jak zalatwic, dowiadywalam sie o sprawach ktore mi zupelnie
      > wczesniej do glowy nie przyszly... tak... to byla wlasnie taka ksiazka :)

      A taka książka skąd wziąć pieniądze, jak być samodzielnym, i ogólnie, normalnym :(

      Czuję się taką straszną łamagą, że się chyba poryczę
    • melba_piszczykowa 06.07.07, 10:11
      jesli czujesz taka potrzebe to placz. mnie to pomaga, choc ogolnie nie lubie
      sie rozklejac i trzymam bacik nad soba.... nie zawsze to dobrze.

      ja wytropilam ze glowne haslo w mojej glowie jak chce sie dobic to 'jestem
      beznadziejna'. teraz zaczelam zauwazac kiedy ono sie pojawia. a jak sie pojawia
      to zaczynam dyskutowac. tak jakbym miala rzeczywiscie rozmowce i zbijam jego
      argumenty. np. jak to beznadziejna? kazdy ma jakas wartosc. owszem, nei jestem
      doskonala i nie potrafie tego i tego, ale potrafie to i to.
      w obliczu jakiejkolwiek rzeczowej argumentacji taki glos sie poddaje. jest to
      jakis sposob na niego, chocbys miala dyskutowac piecdziesiat razy dziennie.

      sprobuj :)

      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • log222 06.07.07, 22:16
      Dzisiaj było strasznie, w związku z czym moje myśli krążą... no nie popiszę się
      niczym fajnym, więc myślę, że napiszę jednego posta, zamiast po kilka razy pisać
      to samo tylko do różnych osób.

      (bazując na poście szarsz)
      DDA wymówka czy kierunek. Nie wiem, dla mnie to na pewno nic dobrego. Choćby nie
      wiem jakie by ktoś wynajdywał argumenty na pozytywne strony w byciu DDA, to i
      tak, nie trzeba robić człowiekowi kuku, żeby był potem jakiś niesamowity, bo to
      można mieć i bez tego. Nie ma pozytywnych stron w byciu DDA (za DDA można coś
      innego podstawić), ale są pozytywne strony w człowieku (Nie wiem, może coś
      kręcę. Ale to mi jakoś nie pasuje, szukanie zalet w byciu skrzywdzonym, jakieś
      takie niehumanitarne, albo jak usprawiedliwianie zła, coś w stylu "byłem bity,
      ale wyszło mi to na dobre". Albo etykietki jakieś, czy cuś, cholera wie).
      Czasami ("czasami") właśnie myślę sobie, że nic nie osiągnę, bo jestem DDA. Ale
      teraz nie mam głowy, żeby rozwijać tę myśl...
      Co jest nie tak i jak powinno być to wiem. Oj bardzo dobrze wiem! Widzę to
      codziennie, po sobie (co jest nie tak) i po innych ludziach (jak powinno być),
      no i nie wiem, czy to dobrze. Znaczy dobrze, bo jak się to wie, to można coś
      zmienić (tutaj zapadam się pod ziemię i oby nikt mnie spod niej nie próbował
      wygrzebywać).
      Mądra silna baba - to się projekcja nazywa szarsz :P

      (anciax)
      Fajnie, że uważasz swoje pomysły za niegłupie. Warto się tego trzymać. Ja w
      miarę szybko wybijam sobie z głowy moje, i w sumie podobnie, boję się realizować
      (co do braku motywacji nie jestem pewna), bo a to zbyt odpowiedzialne, a to
      pewnie nie dam rady, albo za głupia jestem, albo za brzydka, itd.
      Życiowy pech - dla mnie "pech" istnieje tylko jako coś co się mówi w pewnych
      sytuacjach, takie powiedzenie, coś jak "o Boże" niekoniecznie dla wierzących. No
      tak się mówi i tyle. "Czy to życiowy pech czy coś innego", kwestia definicji,
      nastawienia, poglądów...
      Co to za straszne efekty końcowe jak zaczynasz działać?

      (melba)
      Ah, znam, bywa, że zastosuję. Liczę jeszcze na szybkie zapomnienie...




      No, chyba wyszło dobrze. Spodziewałam się więcej żalenia i biczowania się. No
      ale w końcu... zamiast trzech postów jest jeden! lol
    • anciax 06.07.07, 23:32
      > Fajnie, że uważasz swoje pomysły za niegłupie. Warto się tego trzymać. Ja w
      > miarę szybko wybijam sobie z głowy moje, i w sumie podobnie, boję się realizowa
      > ć
      > (co do braku motywacji nie jestem pewna), bo a to zbyt odpowiedzialne, a to
      > pewnie nie dam rady, albo za głupia jestem, albo za brzydka, itd.

      No i ja mam tak samo: prawie zawsze zabijam w sobie marzenia, bo przecież są
      ludzie lepsi ode mnie, bardziej inteligentni, bardziej kreatywni, itd., wiec po
      co ja ma robić karierę... ??



      > Życiowy pech - dla mnie "pech" istnieje tylko jako coś co się mówi w pewnych
      > sytuacjach, takie powiedzenie, coś jak "o Boże" niekoniecznie dla wierzących. N
      > o
      > tak się mówi i tyle. "Czy to życiowy pech czy coś innego", kwestia definicji,
      > nastawienia, poglądów...

      > Co to za straszne efekty końcowe jak zaczynasz działać?

      Jestem nieudacznikiem i tyle. W pracy ciągle się myliłam, poprawianie się
      zajmowało mi kupę czasu :( przez co czułam sie tą gorszą, głupią; ale nie
      umiałam nad tym zapanować :( Wciąż coś było nie tak, choć bardzo się starałam!
      Zawsze byłam dokładna, rzetelna, punktualna, ale chyba bez polotu, sprytu,
      kreatywności <-- a to bardziej się liczy niż jakaś tam dokładność.
      (Już w ogóle pomijam fakt, ze znajomi odbierają mnie jako osobę otwartą,
      sprytną, operatywną - totalny misz masz - z jednej strony oni i ich przekonanie
      o mojej osobie, a z drugiej strony moje przekonanie o mnie).
      Często efekty końcowe moich poczynań sa beznadziejne: np po drodze porobię
      jakieś błędy (o których zdaję sobie sprawę się po ptokach) i w efekcie wynik
      jest porażką - nie udane zwiazki, czy choćby zawalane po kilka razy egazaminy :(
      --
      :*
    • szarsz 08.07.07, 13:21
      log222 napisała:
      > Mądra silna baba - to się projekcja nazywa szarsz :P

      may be ;) nie znam Cię.
      Ale jak byś nazwała kogoś, kto sam, bez pomocy walczy o wyrwanie się z bagna?
      Ja doceniam, bo to piekielnie ciężka walka i myślę, że tylko ludzi mocnych na
      nią stać.

      > takie niehumanitarne, albo jak usprawiedliwianie zła, coś w stylu "byłem bity,
      > ale wyszło mi to na dobre".

      Jezu, ja takie coś napisałam???? Aż mną wstrząsnęło, w życiu świadomie bym tego
      nie zrobiła. To była dewiza mojego ojca, wiesz? I z tym przesłaniem tłukł
      mojego brata :(

      Nigdy nie będę usprawiedliwiać zła, ale nie chcę go też demonizować. To znaczy
      uważam za najwyższą wartość wyrwanie się z tego wielopokoleniowego łańcucha
      pijaństwa, bicia i braku szacunku. Ale nie chcę tym żyć. Po prostu tak zdarzyło
      się w moim życiu, że ojciec chlał i bił, że mama była słaba. To moja
      przeszłość. Nie mogę z nią walczyć, bo jej nie zmienię. Ale mogę z niej
      wyciągnąć naukę na przyszłość, mogę szanować mojego męża, moje dziecko i starać
      się żyć najlepiej, jak umiem.
      Powinno być inaczej, jasne. Ale nie było.
      Mi się DDA (czy inne DDD, nie chodzi o etykietki) kojarzy z kalectwem, które
      trzeba zaakceptować, by żyć.

      Dzięki Log :) Chyba mam trochę do przemyślenia dzięki Tobie.
    • log222 09.07.07, 19:33
      > Ale jak byś nazwała kogoś, kto sam, bez pomocy walczy o wyrwanie się z bagna?
      > Ja doceniam, bo to piekielnie ciężka walka i myślę, że tylko ludzi mocnych na
      > nią stać.

      Ale ja nie mam nic przeciwko pomocy :) W ogóle to czy ja się wyrywam? hmm...


      > > takie niehumanitarne, albo jak usprawiedliwianie zła, coś w stylu "byłem
      > bity,
      > > ale wyszło mi to na dobre".
      >
      > Jezu, ja takie coś napisałam???? Aż mną wstrząsnęło, w życiu świadomie bym tego
      >
      > nie zrobiła. To była dewiza mojego ojca, wiesz? I z tym przesłaniem tłukł
      > mojego brata :(

      Nie,nie,nie, to mnie poniosło i sobie trochę popisałam :)

      Co Ty tam masz jeszcze do przemyślenia, mądra silna babo :P
    • szarsz 12.07.07, 10:31
      log222 napisała:
      > W ogóle to czy ja się wyrywam? hmm...

      "Eh, to ja samą wiedzę o DDA uważam za wielki sukces u siebie. (...) naprawdę
      jestem zdumiona, że tak mi się udało... chociaż tyle..."

      nieno, wcale się nie wyrywasz :) wcale to a wcale :)
      Ile tych kroków i kroczków masz już za sobą? Umiesz porównać siebie dziś z sobą
      sprzed roku albo i dwóch lat?

      > Nie,nie,nie, to mnie poniosło i sobie trochę popisałam :)

      ale trafiłaś w samo sedno. Kiedy godzę się z tym, czego zmienić nie mogę, a
      kiedy głupio nadstawiam drugi policzek?
      Ty zaczynasz walkę o siebie, więc naprawdę szczerze życzę Ci wiele siły i wielu
      mądrych ludzi na Twojej drodze. Masz wszystko, by Ci się udało, potrafisz
      myśleć i wyrażać własne zdanie. Super.
      Potrafisz przemyśleć, co Ci mówią inni i odnieść do własnego życia. I zgodzić
      się albo nie. To wielka umiejętność.
      Posłuchaj mnie, bo ja patrzę na Ciebie z zewnątrz, więc widzę lepiej :)

      > Co Ty tam masz jeszcze do przemyślenia, mądra silna babo :P

      hyhy :D
    • log222 12.07.07, 20:33
      szarsz napisała:
      > log222 napisała:
      > > W ogóle to czy ja się wyrywam? hmm...
      >
      > "Eh, to ja samą wiedzę o DDA uważam za wielki sukces u siebie. (...) naprawdę
      > jestem zdumiona, że tak mi się udało... chociaż tyle..."
      >
      > nieno, wcale się nie wyrywasz :) wcale to a wcale :)
      > Ile tych kroków i kroczków masz już za sobą? Umiesz porównać siebie dziś z sobą
      > sprzed roku albo i dwóch lat?

      No chyba że o takie wyrywanie się chodzi. Ja bym chciała też tak fizycznie...


      > Masz wszystko, by Ci się udało, potrafisz
      > myśleć i wyrażać własne zdanie. Super.
      > Potrafisz przemyśleć, co Ci mówią inni i odnieść do własnego życia. I zgodzić
      > się albo nie. To wielka umiejętność.

      Wielka umiejętność, szkoda, że nie mam jej w realu. Widzisz, net ma taką fajną
      zaletę (a może to wada, nie wiem), że daje czas. Mam czas, żeby namazać,
      pomyśleć, pomyśleć, przeczytać i pomyśleć czy dobrze napisałam. A ta moja
      mazanina dużo czasu zajmuje, muszę się dobrze zastanowić, czy napisałam z
      sensem. No i cudowny klawisz backspace.
      Ok, potrafię prze/myśleć, ale co mi inni _piszą_. W realu wymiękam, jestem małym
      dzikim zwierzątkiem, takim leśnym, a tu straszna odkryta pustynna przestrzeń..
      Eh, w realu nie myślę... :( albo myślę nie tak
      A, albo pustynnym zwierzątkiem, a tu dżungla

      Patrzysz na mnie z zewnątrz, na pewno widzisz inaczej :P wiem
    • szarsz 16.07.07, 09:34
      log222 napisała:
      > No chyba że o takie wyrywanie się chodzi. Ja bym chciała też tak fizycznie...

      poczekaj, po kolei. Zobacz, jak dużo osiągnęłaś. Pracujesz, prawda? Rozumiesz,
      że trzeba żyć inaczej? No to masz wszystko, co potrzeba, żeby się wyrwać też
      fizycznie. Ale nie wszystko na raz.

      > Eh, w realu nie myślę... :( albo myślę nie tak

      każdy tak ma :)
      A w realu czy nie, większość ludzi nie ma własnego zdania albo zapiera się w
      swoich uprzedzeniach, nie przyjmując nowych idei. A Ty umiesz powiedzieć: "tak,
      masz rację" albo "nie masz racji", zależnie od tego, czy coś Ci pasuje, czy też
      nie. I na pewno w odniesieniu do siebie masz słuszność, bo coś fajnego dla
      jednego człowieka nie będzie dobre dla drugiego.
      Myślę, że nie umiesz docenić tej cechy (?), mądrości (?)

      Wiesz, ja pracuję z młodzieżą... Z młodymi dorosłymi ludźmi. I oni w swojej
      masie są straszni. Nie potrafią się sprzeciwić, wyrazić swojego zdania, boją
      się wychylić. Nie wiedzą, do czego dążyć, nie mają celu i marzeń. Dlatego
      bardzo doceniam kogoś takiego jak Ty. Serio.
    • log222 16.07.07, 19:50
      Nie lubię tej pracy.
      I nie jestem taka, jaką mnie opisujesz. No przykro mi
    • log222 13.07.07, 19:35
      "Autor wymienia w niej kilkanaście potencjalnych korzyści bycia DDA, na które
      wskazały badane kobiety. Należą do nich m.in. następujące przekonania dorosłych
      córek alkoholików na własny temat: potrafię przetrwać najcięższe życiowe
      sytuacje, doceniam moją wewnętrzną siłę, potrafię zaopiekować się sobą, umiem
      poradzić sobie w kryzysie, zdobyłam pożyteczne umiejętności w wielu dziedzinach
      życia, umiem rozwiązywać różnorakie problemy, rozwinęłam w sobie empatię,
      niełatwo mnie zniechęcić."

      Maglowały na terapii to wreszcie mają.



      (Przeczytałam)
      Eh, już nie wiem, może jednak własny tygiel czyni diamentem :/
    • melba_piszczykowa 16.07.07, 13:42
      oj maglowaly :) gdyby nie musialy to by przeciez do tego nie doszly, nie mialy
      by(śmy) motywacji :)

      z tym tyglem to cos jest, naprawde.
      Moze to i przesada z mojej strony ale zaczynam coraz bardziej sie przekonywac
      ze KAZDY czlowiek cos tam sobie przerabia w zyciu, jakas lekcje, tylko ze u
      jednych widac bardziej u innych mniej. a jak mniej widac to wcale nie znaczy ze
      jest latwiej :)
      W pewnym sensie jestesmy naprawde wszyscy rowni. to budujace, bo jak wszyscy
      rowni to wcale gorsza nie jestem :)
      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • log222 16.07.07, 20:50
      Ale czy ta lekcja, ten tygiel cierpienia i bólu, to jakiś warunek, by powstał
      diament? Może przydałaby się tutaj definicja "diamentu". W artykule to jest
      opisane jako "niesłychanie dobra, wrażliwa i silna osoba". No i co, przecież to
      jest możliwe bez patologii, nadużyć i zaniedbań. No?
      Dobro przekazuje dobro, wrażliwość przekazuje wrażliwość, siła przekazuje siłę.
      I mamy diament. Zaniedbania przekazują zaniedbania, ale to można przepracować i
      mamy diament. Niby wychodzi na to samo, a jednak są jakieś wątpliwości.

      Tak sobie myślę, że to zastanawianie się nad tym może wynika z tego, że taka
      osoba po przejściach jest bardziej wiarygodna, i człowiek ma większą pewność, że
      ona zrozumie, zachowa się "prawidłowo", że będzie już hm uwrażliwiona. A z takim
      kimś normalnym, szczęśliwym, to nie wiadomo.


      melba_piszczykowa napisała:
      > z tym tyglem to cos jest, naprawde.
      > Moze to i przesada z mojej strony ale zaczynam coraz bardziej sie przekonywac
      > ze KAZDY czlowiek cos tam sobie przerabia w zyciu, jakas lekcje, tylko ze u
      > jednych widac bardziej u innych mniej.

      Sie rozpisałam, a mam pytanie :) Co widać?
    • melba_piszczykowa 19.07.07, 14:42
      no widac co sie ma w srodku ;) chodzi mi o to na ile mozna wejrzec w swiat
      innej osoby. tak naprawde nie mozna.
      ale wierze ze jakas wieksza ode mnie sila to potrafi i ze ona ludzi traktuje
      rowno. o. i ze jak sie przezylo i popiol i diament to ma sie z pierwszej reki.
      osoby ktore nie przezyly tak naprawde nie rozumieja (wedlug mnie).

      i jakos nie mam przekonania ze sila przekazuje sile i tak dalej jak
      napisalas... raczej mam wrazenie ze takie osoby ktore niby sa juz diamentem
      (wedlug mnie czy ciebie) musza przerabiac inna lekcje, taka o ktorej nie mamy
      pojecia bo przerabiamy swoja.

      nie chce na sile cie przekonywac do moich pogladow, ja to bardziej czuje niz
      jestem w stanie ubrac w slowa.

      mozemy juz mnie nie maglowac :)?
      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • log222 19.07.07, 20:05
      > i jakos nie mam przekonania ze sila przekazuje sile i tak dalej jak
      > napisalas...

      Osoba mająca poczucie bezpieczeństwa, samoocenę w normie, empatyczna, przekaże
      to swojemu dziecku. Tak jak ktoś niedowartościowany, z lękami. DDA coś o tym
      wiedzą, czy raczej czują, bo źródło nie od razu muszą sobie uświadamiać. Rodzice
      DDA to przecież ludzie z lękami, i tą całą resztą. Ludzie, którzy też w
      dzieciństwie przeżywali stres, ciągłe zagrożenie. I to mają do przekazania swoim
      dzieciom.


      > raczej mam wrazenie ze takie osoby ktore niby sa juz diamentem
      > (wedlug mnie czy ciebie) musza przerabiac inna lekcje, taka o ktorej nie mamy
      > pojecia bo przerabiamy swoja.

      Też mam takie wrażenie. Że to coś innego, o czym nie mogę mieć pojęcia, bo moje
      życie, moje lekcje, są inne. Nie wiem co czują ludzie wychowani w normalnych
      domach. Domyślam się, że nie mają problemów z pierdołami typu zagadanie do pani
      w okienku.


      Więc twierdzisz, że bez cierpienia i bólu człowiek nie może być niesłychanie
      dobry, wrażliwy i silny? :P A jeżeli chodzi nie o ból własny?
      No dobra, już kończę :) nie musisz odpowiadać :) Może innym razem :PP
      Aha, po co przekonywać, ja tylko pytam :)
    • lukrecja07 17.07.07, 12:16
      Ja poznałam drugie DDA, zaptrzyjaźniliśmy się, pobraliśmy, wynajmowaliśmy 3
      mieszkania przez 4 lata, a potem kupiliśmy własne małe ale cudne, Jak się
      budowało to skakałam z radości. Oboje pracowaliśmy bardzo ciężko- 2 lata
      praktycznie robota, chałtury i tak w kółko. Teraz jesteśmy ze sobą 10 lat, a w
      ubiegłym roku przeprowadziliśmy się do naszego domu.
      DDA też potrafi. Dla porządku dodam , że oboje po terapii :)
    • konst.ancja 06.06.08, 14:03
      29.06.07 log222 napisała:
      > na granicy.
      > Jak to się dzieje/stało, że DDA (np. DDA) mieszka we własnym
      mieszkaniu?

      No i wytłumaczyli ci. I co, zrobiłaś coś w tym kierunku?

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka