Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    wierzycie ?

    10.11.07, 20:24
    Piszcie czy wierzycie w Boga. Czy chodzicie o kościoła. Może być z uzasadnieniem.
    Edytor zaawansowany
    • anciax 10.11.07, 22:56
      no dobra, ja pierwsza

      Wierzyłam zawsze. Były pielgrzymki piesze, roraty, Triduum Paschalne, itp itd...
      Aż pewnego dnia (oczywiście nie z dnia na dzień) a właściwie od pewnego momentu
      odkąd moje plany zaczęły sie sypać, przestało mi sie układać po mojej myśli,
      wtedy zaczęłam wątpić.
      Wcześniej też miałam okresy zwątpienia, ale nie aż tak intensywne.
      Nikt z zewnątrz nie miał wpływu na to, że przestałam praktykowanie. Nie czułam
      sie ani lepiej ani gorzej gdy przestałam się modlic i łazic co niedzielę na msze.

      To moja historia.
    • korena37 11.11.07, 11:18
      ... bardzo ładna historia to tak jak z kwiatem w doniczce i z
      ciętym; ten cięty na początku może i wygląda lepiej ale to ten w
      doniczce ma większe szansze do przetrwania ... potrzebujemy korzeni,
      potrzebujemy wiary aby przeżyć abyżyć i aby przetrwać to co takie
      trudne w życiu; może jesteś pięknym kwiatem ciętym i nawet nie wież
      że nie żyjesz ... ja też mam problem z wiarą, nie nie z wiarą ale
      bardziej z relacją do Boga w którego całym sercem wierzę i chyba
      dlatego jestem na forum dla DDA bo to właśnie od rodziców nie miałam
      szansy nauczyć się jak budować relacje te ludzkie ale i tą
      najważniejszą z Bogiem. Nie chcę aby chodzenie do kościoła było dla
      mnie przymusem jakim kolwiek ale potrzebą miłującego serca chcę iść
      do Kościoła na spotkanie z Bogiem jak się idzie na rantkę i wierzę
      że to jest możliwe choć u mnie jeszcze dalekie... A Ty dlaczego
      jesteś na tym forum ??? POZDROWIONKA
    • anciax 11.11.07, 12:41
      Szczerze podziwiam Cie, skoro jesteś na tym forum żeby podbudowac swoja wiarę.
      Podziwiam, bo jakoś nie roi się tu od watków o wierze (dlatego założyłam swój bo
      nie znalazłam innych n/t), ale być może jestem z błędzie.

      Pytasz dlaczego jestem na FDDA. Otóż ja z domu wyniosłam wiarę, praktykowanie,
      itp. Tylko powuiedz mi ja można pogodzic chlanie i coniedzielna msze? Do
      normalnych zachowań to nie należy.
      A wiedziałaś o tym, że mozna być prawym, uczciwym i dobrym człowiekiem bez
      chodzenia do kościoła?

      U mnie jest tak, że poprzednie kryzysy wairy przechodziłam dosć szybko, w
      sensie, że szybko mijały.
      Ten obecny kryzys, to chyba zakrsawa na duższy. Pewnie wierzacy nazwaliby go
      jakoś... nie wiem, może poszukiwanie Boga (?). Na razie zastanawiam sie czy w
      to, w co wierzyłam na prawdę istnieje..., wiec nie zaliczam sie ani do
      wierzacych ani do niewierzacych i wiem, że w oczach wierzacych wiele straciłam.
      Jednak w życiu nie da się polegać na tym, co mówią inni, muszę sama szukać
      potwierdzenia różnych zjawisk.
      Szukam..., może znajdę a może nie.
      Pozdr :)
    • korena37 11.11.07, 19:40
      nie powiedziałam że jestem na tym forum aby podbudować swoją wiarę
      ale ucieszyłam się z tego pytania na tym forum ...
      wiesz co wcale nic u mnie nie straciłaś przeciwnie zyskałaś ...
      szukaj a znajdziesz ... tak wiem o tym, że mozna być prawym,
      uczciwym i dobrym człowiekiem bez chodzenia do kościoła ! Czy znasz
      historię św. Augustyna, św. Edyty Stein i wielu innych oni szukali
      Prawdy a nie wiary i znaleźli - dlatego jest to możliwe tylko musisz
      szukać naprawdę a nie tylko tłumaczyć szukaniem swoje wygodnictwo -
      przepraszam nie chciałam Cię urazić ale chciałam powiedzieć dosadnie
      abyś lepiej zrozumiała o co mi chodzi, mam nadzieję że zrozumiałaś.
      piszesz że ... "Na razie zastanawiam sie czy w
      to, w co wierzyłam na prawdę istnieje..." - te wątpliwości są
      całkowicie normalne i chyba muszą być aby nasza wiara nie pozostała
      na etapie podstawówki, po prostu przychodzi czas że mówiąc znów
      dosadnie mając 18 lat wyrastamy ze spodni w których dobrze się
      czuliśmy będąc 10 -latkiem - to jest dla Ciebie szansa na wzrost
      albo okazja do porzucenia Boga na zawsze jak się wyrzuca stare
      spodnie ...
      Życzę Ci odwagi w poważnym poszukiwaniu Prawdy !!!
      POZDROWIONKA
    • log222 11.11.07, 12:46
      Dlaczego relacja z Bogiem jest dla Ciebie taka ważna?
    • katia2902 11.12.07, 12:32
      Nie wierze w Boga i nie chodze do kościoła. Gdy bylam dzieckiem wierzylam i
      chodzilam ale kiedy dziecko powtarza latami tylko jedna prosbe (o to by tatuś
      przestal pić)a bóg nie reaguje to znaczy ze jest z nim cos nie tak albo go nie
      ma. Od tego sie zaczelo watpienie w istnienie sily wyzszej a potem doszedl
      rozsadek i przekonanie ze wiara jest bez sensu.
    • log222 11.11.07, 12:34
      Nie i nigdy nie wierzyłam.
    • anciax 13.11.07, 19:20
      A mogę wiedzieć jakiego jesteś wyznania? luteranie, katolicy, inna wiara? :)
      Jak nie hcesz, to nie pisz. Pytam z ciekawości.
    • log222 11.12.07, 18:17
      > A mogę wiedzieć jakiego jesteś wyznania? luteranie, katolicy, inna wiara? :)

      Ja się tam na tym nie znam :) Ateizm zdaje się. W każdym razie miałam chrzest i
      bierzmowanie... :/
    • anoosha 11.11.07, 19:25
      W Boga wierzylam zawsze i nadal wierze. Co więcej - ja czuję Jego
      działanie w moim życiu na zasadzie "gdzie DDA nie może, tam Boga
      pośle" ... Wiele rzeczy udalo mi sie dzieki Niemu i dzieki
      modlitwie. Ostatnio zaczęłam sie modlic do JP II i prosic Go o
      nieustanne wstawiennictwo. Pomaga jeszcze bardziej, zwlaszcza w
      okresie terapii. Prosze Go, zeby mi pozwolil zrozumiec wszystkie
      mechanizmy, ktore mna steruja, a ktore nabylam wychowujac sie w
      takim, a nie innym domu. Prosze Go, zeby mi pomogl te
      mechanizmy "rozpuscic", zeby przestaly mna sterowac.
      Na msze zas uczeszczac nie moge, bo mnie tam krew zalewa ...
      Sama jeszcze nie moge rozgryźć tej sprzecznosci ...

      Czuje tez cos takiego, jak wielkie powatpiewanie ... po prostu odkad
      pamietam bylam bombardowana ciężkimi doswiadczeniami. Zrodzilo sie
      we mnie silne zwatpienie, ze Bog sie w ogole interesuje moim
      istnieniem, bo przeciez nie przyszedl i mnie przed tym nie obronil.
      Ludziom nie ufam, wiec i Bogu mi jakos trudno ... Trudno mi byc
      wobec Niego taką ufną i tak od razu Mu zawierzyc. Zajmuje mi to
      troche czasu.
    • log222 11.11.07, 20:00
      A sobie co przypisujesz? W ogóle coś?
    • anoosha 11.11.07, 20:10
      Owszem: sobie inicjatywę i dzialanie. Jemu silę do przeprowadzenia
      moich zamierzen.
    • anciax 13.11.07, 19:34
      Pięknie piszesz.

      Widzę, że jest wiecej osob, które wierzą, umieją pomóc innym, nie są zadufane w
      sobie, i nie odczuwają przymusu chodzenia na mszę. Może to zabrzmi infantylnie,
      ale dla mnie kiedyś nie było do pomyślenia, że wsród moich znajomych będą osoby
      niewierzące, a w 'najlepszym' wypadku jedynie niepraktykujące.

      Otwarłam się na studiach, jakoś wtedy dotarła do mnie wolniejsza wolność (masło
      maślane). Poczułam, że tolerancja (paradoksalnie z domu jej nie wyniosłam) jest
      ważna, ze nie można szufladkować ludzi. A jak 'na złość' ludzie wierzacy i
      uczestniczący we mszach nie dawali swiadectwa wiary po wyjsciu z murów koscioła,
      a wręcz przeciwnie (przypadek cięzki, pochodzący z domu). I chociaż Bóg
      doświadczył mnie bardzo ciężko zaraz po maturze, to nie starciłam wiary wtedy,
      tylko teraz- po kilku latach wzlotów i upadków (z naciskiem na upadków).

      Aha, odkąd zaczęłam zmieniać stosunek do istnienia Boga, to poczułam, że
      wreszcie moje życie jest w moich rękach. To wielka odpowiedzialność, ale równie
      wielka satysfakcja. (w domu jestem jedynie miotłą, swoje zdanie muszę forsować,
      walczyc o każdą 'głupotę'). Wiec dlatego odczuwa wielką przyjemność, że wreszcie
      za moje życie Ja jestem odpowiedzialna, a nie Ktoś czy ktoś :)

      Pozdro :)
    • yuraathor 11.11.07, 20:29
      Jestem AA ale czasem tu zaglądam bo moi starzy są DDA choc o tym nie
      wiedzą a ja to chyba DDD.
      wierzyłem, potem piłem i nie wierzyłem. w AA odnalazłem wiarę ale
      oddzieliłem ją od religii i od budynku kościoła.
      "Królestwo Boże jest w każdym z was" to słowa Jezusa.
      do kościoła idę czasem, bo żona idzie? bo syn jest w wieku
      pierwszokomunijnym? bywa że "prawdy" które tam słyszę działają na
      mnie negatywnie.
      a niedawno przechodziłem i weszłem do kancelarii parafialnej i dałem
      na mszę na 02.12 w podzięce za 5 trzeźwych lat, bo jak mój Bóg
      pozwoli to tyle będzie drugiego grudnia.
      pokręcony jak trzeźwiejący alkoholik
    • anciax 11.11.07, 21:35
      Yura, my sie 'spotkaliśmy' na FU :) tzn stamtąd Cie kojarze.


      > pokręcony jak trzeźwiejący alkoholik

      Fajne stwierdzenie ;) Widzisz, na mnie te prawdy nie działały negatywnie, ja po
      prostu przestałam wierzyć, ze on istnieje. Aczkolwiek ludzie którzy mówią, że
      wierza a swoim życiem nie dają temu potwierdzenia najb. mnie drażnią...

      Szerzej skomentuję Wasze posty innym razem i moze dopiszę coś od siebie i o
      sobie (choć tego 2-go nie lubię za bardzo).

      Dzięki za wasze posty. Czekam na dalsze.
    • lmlenartowicz 13.11.07, 12:23
      Najpierw poznałam Chrystusa, później dowiedziałam się, że jestem DDA. Mam
      świadomość, że jedynie moja relacja z Bogiem nie jest zaburzona, bo tylko On zna
      mnie zupełnie. Mogę modlić się milcząc i tak samo rozmawiać.
      Bóg daje mi siłę do pokonywania trudności w pracy, w małżeństwie, w przyjaźni.
      Nie jest łatwo,nie jest kolorowo, ale inaczej sobie nie wyobrażam. Nie
      potrafiłabym nie wierzyć, bo próbowałam i było jeszcze gorzej. W Nim mogę być
      bezsilna.
      --
      zamiastdepresji.blox.pl
    • lmlenartowicz 13.11.07, 12:26
      Acha, chodzę do kościoła ale nie jestem wyznania Rzymsko-Katolickiego
      --
      zamiastdepresji.blox.pl
    • anciax 13.11.07, 17:06
      > Najpierw poznałam Chrystusa, później dowiedziałam się, że jestem DDA.

      U mnie w życiu też była taka kolejność.

      Ale czy niewiara jest gorsza albo niższą kategorią człowieczeństwa? Duchowość
      jest ważnym elementem człowieka, ale jakoś nie czuję się inaczej niż wtedy gdy
      wierzyłam :)
    • kajda28 13.11.07, 22:35
      ja wierzę w Boga, w kilku momentach bardzo mi pomógł, bez Niego
      pewnie nie poradziłabym sobie psychicznie, zawsze kiedy go
      potrzebowałam dał poznać że jest i odpowiadał - brzmi mało
      wiarygodnie, ale tak to odczuwam. Jednak zwracam sie do niego tylko
      jak mi bardzo źle, na codzień wstydzę się Go. Popełniam wiele
      grzechów, wiele chce popełnić. Wiele razy prosiłam Go abym była
      dobra, ale to już tylko ode mnie zależy, niestety. Proszę go aby
      była Jego wola, bo moja jest przeważnie sprzeczna z jego
      przykazaniami.
      Nie chodzę do kościoła z lenistwa, nie przestrzegam jego zasad z
      wygodnictwa. Jakaś słaba to moja wiara...
      Ale dobrze wiedzieć że jest Ktoś, kto zawsze wysłucha, myśli i nas
      kocha.

      --
      Udawaj, że się udaje, aż się uda.
    • anciax 13.11.07, 23:01
      Ale czy Tobie (wam) wydaje sie życie bardziej różowe, gdy modlicie sie albo gdy
      mówicie, ze fajnie jak ktos nade mną czuwa? wiem, ze to głównie chodzi o
      podporę, brak osamotnienia...

      PS: Kajda, apropo jak tam terapia (pytanie w ramach brania życia w swoje ręce:) ).

      --
      DDA
    • zozulla 14.11.07, 00:12
      dla wszystkich niewierzących i wierzących, szukających, wątpiących
      i tych, co już znaleźli lub stwierdzili, że szukania mają dosyć -
      "Władcy ciemności" Frank E.Peretti, Oficyna Wydawnicza Vocatio, W-
      wa. Genialna książka!! Zaczyna się może i mało atrakcyjnie, ale
      warto przez początek przebrnąć;) Być może to tylko naiwna
      opowiastka, bajeczka,literaturka z nienajwyższej półki, ale jest
      GENIALNA:)
      Stawia na nogi jak mało co!:)) zwłaszcza, gdy akurat tego potrzeba:)
      POLECAM!:)))))
    • anoosha 14.11.07, 08:47
      Zycie nie wydaje mi sie bardziej rozowe, ale jakos takie pelniejsze.
      Boga nie sposob jest odrzucic, dla mnie przynajmniej. Natomiast
      kosciol i ksieza nie sa dla mnie zadnymi autorytetami i nie mam
      ochoty ich sluchac. Ksiezy z prawdziwego zdarzenia, ktorych poznalam
      w ciagu calego mojego zycia, mozna policzyc na palcach jednej ręki.
      O calej reszcie szkoda gadac. Wkurza mnie to, ze zamiast byc
      przewodnikami duchowymi, oni roszcza sobie prawo do osądzania ludzi,
      jakby sami byli ponad prawem i to Bozym, wg ktorego wszyscy sa
      przeciez rowni. Brak u nich nastawienia na czlowieka i pomoc dla
      niego. Brak przygotowania (a przydlaoby sie psychologiczne), zeby te
      pomoc niesc. Brak wspolczucia dla ludzkiego cierpienia i ulomnosci,
      ktore przeciez z cierpinia wynikają. Za duza nagonka na gejow,
      lesbijki i seks w ogole. A przeciez seksualnosc jest nieodlaczna i
      naturalna czescią czlowieka, tak samo jak duchowosc. Po co ja
      odrzucac i negowac?
      Tak sie zastanawialam .... czy jesli Chrystus zechcialby przyjsc na
      ziemie kolejny raz, czy nie przebywalby przy tych, ktorych swiat
      odrzuca: czyli wlasnie gejach, lesbijkach, chorych na aids, itd, tak
      jak kiedys leczyl tredowatych, przebywal wsrod faryzeuszy i nie
      rzucil kamieniem w kamienowaną ....
      Tak sobie mysle, ze na wielu plaszczyznach kosciol sobie, a Bog
      sobie i ja wybralam jednak Boga. Nie czulabym sie zle nie chodzac do
      kosciola. Czuje sie wkurzona, ze kosciol chce "naprawiac" takich,
      jak ja.
    • kajda28 14.11.07, 22:39
      > PS: Kajda, apropo jak tam terapia (pytanie w ramach brania życia w
      swoje ręce:)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25314&w=71568776&a=71911029
      Różowe? Jak się wali świat na głowe, i człowiek chciałby już nic nie
      słyszeć,nie myśleć, nic nie czuć, odpłynąć gdzieś daleko, to nie
      myśli się żeby było dobrze tylko żeby sie już skończyło.
      Najgorzej że się zaczynam starzeć i już sie boje dni które będą za
      miesiąc, a będą złe, inaczej być nie może. Ale że strach przed bólem
      jest gorszy niż sam ból, więc dam sobie radę- jakby co to mam
      psychologa.

      --
      Udawaj, że się udaje, aż się uda.
    • anciax 18.12.07, 21:07
      Przestałam chodzić do kościoła, bo tam nie ma miejsca dla takich ja Ja. Nie
      mozna kochać Boga i jednocześnie nienawidzić ludzi. Tzn można -jestem żywym tego
      przykładem- i dlatego nici z praktykowania wiary. Mam spokój, bo wreszcie żyję
      po swojemu i nikomu nie wadzę swoim życiem.
    • zozulla 18.12.07, 23:00
      a CHCESZ nienawidzić?
    • anciax 18.12.07, 23:12
      Zozulla, ja do końca nie jestem przekonana czy to jest nienawiść czy cos innego.
      Może jak skończę terapię, to będe umiała nazwać to uczucie. Jak narazie nie umie
      go nawzac - wersja robocza to nienawiść.

      A pytasz czy chcę? Tak mi łatwiej, a nie zastanawiałam się czy to kwestia chęci.
    • zozulla 19.12.07, 00:58
      hmm...wiesz, czasem tak sobie myślę, że tak naprawdę nie chcemy
      nienawidzić, że ta wściekłość czy nienawiść po pierwsze, wbrew
      pozorom strasznie nam ciąży(mimo, że czasem daje niezłego kopa i
      jest jedynym bodźcem motywującym do działania) i marzy nam się(no
      mi przynajmniej;)w końcu przestać się wściekać a raczej przestać
      POTRZEBOWAĆ tej złości. A po drugie zastanawiam się, czy ta
      nienawiść nie jest jedynie przykrywką dla złości na siebie samego,
      za totalną bezsilność, wobec zachowań naszych pijących rodziców,
      mężów, żon itd.,bo żebyśmy nie wiem jak stawali na głowie, to nie
      jesteśmy w stanie zmienić chorego człowieka, sprawić, że nagle
      zacznie nas zauważać, szanować, kochać, tak jak na to zasługujemy,
      czy jak nam się marzy. A bezsilność bardzo potrafi boleć, nie do
      zniesienia..więc czasem łatwiej się wściec czy znienawidzić - to
      uczucie przynajmniej daje trochę energii;)i poczucia, że nie
      jesteśmy bezradni.Tylko czy można tu mówić o jakiejś świadomej
      decyzji czy pragnieniu? wydaje mi się, że to nigdy nie jest czysta
      wyrachowana nienawiść, tylko rozpaczliwy krzyk zmęczonego,
      bezsilnego i doprowadzonego do ostateczności człowieka a
      najczęściej dziecka (choćby i nawet po 60tce;) o miłość (choćby nie
      wiem jak banalnie to zabrzmiało).
      chyba przestaję stopniowo siebie nienawidzić i obwiniać(i to daje
      ulgę), że się wściekam, ze czasem własnie potrzebuję
      nienawidzić=potrzebuję "wykrzyczeć" w ten sposób, ze mam dość i
      myślę, ze Kościół to jak najbardziej mce dla nas...ostatecznie Bóg
      też się czasem wściekał;)wręcz czasem to dla mnie jedyne mce, gdzie
      mogę odpocząć...Kościół nie w sensie biura usługowego, instytucji,
      ale jako miejsce, w którym zawsze jest ten Ktoś, kto czeka tam
      absolutnie zawsze-to daje swojego rodzaju poczucie
      przewidywalności, bezpieczenstwa, stałości...
      Myślę, że Bóg jest od nas zdecydowanie mądrzejszy, widzi tę naszą
      szarpaninę i jak przystało na Dobrego Ojca, na pewno nie
      wyrzuca nas z kościoła, tylko tym bardziej nas tam chce, żeby
      przyjść, wdrapać się mu na kolana,posiedzieć z nim nawet bez słowa
      albo wyryczeć albo wygarnąć wstko, co nam ciąży, może przytulić się
      wreszcie do Kogoś kto nie odepchnie
      i ...najtrudniejsze;)-spróbować zaufać - a potem pozwolić sobie
      jakoś pomóc - nie jakoś spektakularnie, w naszym ludzkim pojęciu, w
      mgnieniu oka, z fajerwerkami, ale tak na
      spokojnie, bez wstrząsów (bo tych już mamy dość)np przez trafienie
      po wielu próbach wreszcie na dobrego terapeutę, przez przyjaciół,
      czasem
      przez obcych ludzi, czasem przez takie forum jak to - jak tak sobie
      czasem czytam, to chyba wielu osobom sporo ono daje?
      ufff...ale się nagadałam! mam nadzieję, ze nie namąciłam za
      bardzo..takie tam luźne przemyślenia wieczorową porą;)
      pozdrawiam.
      ps.myślę, że można kochać Boga i nienawidzić ludzi, czy może
      bardziej tego, co robią - można, nie w sensie, że to pożądane i
      uznania godne, ale że to się zdarza i to bardzo często, tylko nie
      każdy sobie uświadamia, ze nienawidzi lub nawet temu zaprzecza,
      mimo że z tej nienawiści kogoś np krzywdzi. I może warto mu=Bogu to
      oddać - a niech se robi co chce z tą naszą zlością, skoro my już
      nie dajemy rady...czasem wychodzą z tego dobre rzeczy;)ostatecznie
      Lekarz jest dla chorych i zmęczonych a nie dla chodzących ideałów;)
      (choć doskonale wiem, jak takie gadanie może wkurzać, kiedy wstko
      wkoło się akurat wali...przerabiałam;)
      spokojnej nocy.
    • anoosha 19.12.07, 09:48
      Do Boga modlę się codziennie. Inaczej bym to nazwala - ja po prostu z Nim
      rozmawiam. Natomiast w kościele na mszy nie moge sie odnaleźć!
      A czy nienawidze ludzi?
      Chyba nie jest az tak zle... ja po prostu nie lubie za bardzo z nimi przebywac.
      Nie lubie gadac o pierdolach i pierdół sluchac. Wolalabym byc sama. Nie lubie,
      kiedy ludzie czegos ode mnie chca, bo czuje, ze ten czas, ktorego oni ode mnie
      chca ja z kolei chce poswiecic sobie, bo jest mi zle. Poza tym boje sie ludzie,
      bo niewielu z nich w ciagu mojego zycia bylo dla mnie dobrych.
      Jesli chodzi o Boga - jest mi bardzo potrzebny i pomocny. Mam nadzieje, ze
      reszte (tzn. moja niechec do przebywania z ludzmi) zrozumiem na terapii.
      Pozdrawiam !
    • anciax 19.12.07, 13:52
      No widzisz, a ja do tych celów potrzebuję tylko obecnosci żywego człowieka,
      który przytuli albo poklepie mnie po ramieniu i powie, że rozumie mnie.
      Potrzebuję namacalnej, fizycznej obecności przyjaciela, a nie Boga.
    • chill.out 22.12.07, 23:26
      Jestem ateistą - co ciekawe, dokładnie odkąd przystąpiłem
      bierzmowania :-) Jako młodsze dziecko wierzyłem w pana boga,
      chodziłem do kościoła i bałem się, że za moje dziecięce grzeszki
      czeka mnie kiedyś straszliwa kara ;-)

      Trudno mi obiektywnie ocenić wpływ mojej sytuacji rodzinnej na mój
      światopogląd. Sam chciałbym wiedzieć, czy gdybym był z tzw.
      normalnej rodziny, to czy też byłbym ateistą, czy może nadal
      wierzącą, posłuszną owieczką podążającą drogą wyznaczoną przez
      kościół (jakich, szczególnie w Polsce, nie brakuje).

      Jedno jest pewne, jestem zadowolony z obecnego stanu rzeczy, nie
      modlę się i nie mam nadziei, że dobry pan bóg mi pomoże w trudnych
      chwilach, tylko staram się brać za siebie i samemu sobie pomagać.
      Nie potrzebuję kapłana ani mądrości zapisanych w starożytnych
      książkach, by wiedzieć jak żyć. Kieruję się własną intuicją, uczę
      się na własnych błędach i zmierzam ku mojemu szczęściu.
    • rraszka 24.12.07, 00:58
      wierząca, niepraktytująca. zapasy dziecinnej religijności wyczerpały
      się, a potem wspomniana na wątku nienawiść sprawiła, ze praktyki
      religijne wydały się bezsensowne. kiedy ojciec umarł myślałam tylko
      o tym, jak długo czekałam na jego śmierć i życzyłam mu tej śmierci.
      jak można przed Bogiem udawać, że nic się w tobie nie stało. do tego
      trochę pretensji do chrześcijaństwa jako takiego. no wiadomo o co.
      taka niczeańska pretensja o drugi policzek i to wszystko. o
      postawienie ideału któremu nie można sprostać i nawet się nie chce.
      i który jest jawnie sprzeczny z innymi ideałami w których też się
      było wychowanym (sprzeczność między ideałami chcieścijaństwa a
      europejsko-środziemnomorskim ideałem indywidulalizmu). albo
      pretensja o zbyt ciężki krzyż. wszystko na raz. nie przestałam
      wierzyć w Boga, ale dałam mu urlop. nie ma do niego siły.
    • isiafisia 07.02.08, 20:03
      Nie wierzę. Religia do niczego nie jest mi potrzebna.
      --
      Popełniłem najcięższy grzech, jaki człowiek może popełnić. Nie byłem szczęśliwy.
      J. L. Borges
    • oxal-a11 21.02.08, 01:02
      Chciałabym, ale już nie potrafię...do pewnego momentu czułam (czułam, nie czułam
      już nie wiem jak to nazwać)radość, że On jest i nazwijmy to "więź" czy tęsknotę
      i gotowa byłam wziąć na siebie cierpienie całego świata, byle dla Niego
      (hm...ale mała wtedy byłam i kokardy nosiłam we włosach).No tak, wtedy jeszcze
      nie rozumiałam, czemu tata nie bierze mnie na kolana, czemu zapomina o moich
      urodzinach, czemu mnie okłamuje, czemu wraca pijany i nie ma go , gdy jest
      potrzebny, dlaczego udaje , że nie było awantury poprzedniego dnia i dlaczego
      mnie wtedy uderzył? I tak pewnego dnia zaczęłam odchodzić, a On nie słyszał jak
      płaczę i proszę i jak się boję.. nie zatrzymał.Kościół omijałam szerokim
      łukiem,stałam się duchowo nieobecna...na 10 lat.Po 10 latach "posuchy"
      zamieszkałam w czasie studiów w jednym pokoju z osobą wierzącą i praktykującą
      (bo jak to mówią widział kto żyjącego niejedzącego).Codzienna modlitwa (nie
      moja)na kolanach , msze, spotkania oazowe,rekolekcje itp.... i ja niemy świadek
      tego , czego nie znałam. I ten ból i żal, że nie mogłam i nie umiałam się modlić
      tak jak ona i wracać z kościoła szczęśliwa.Marzyłam, żebyśmy się na chwilę
      zamieniły i żeby to ona raz poczuła nienawiść do własnego ojca
    • oxal-a11 21.02.08, 01:47
      ...wtedy nic nie jest takie oczywiste i proste.Tyle prosiłam i płakałam , żeby
      się zmienił i...nic.Brnie dalej i dalej i ciągnie mnie za sobą jak
      topielec.Wiecie co...podobno DDA to skarb Kościoła, bo niezawinione cierpienie
      itp. ...a ja mogłabym być ziarenkiem piasku wśród tych skarbów, byle nie
      przechodzić przez to wszystko. Tyle nas zresztą na tym świecie,że jak jedna owca
      zwieje, to się świat nie zawali?!
      Zawalczysz o mnie raz jeszcze , skoro sama nie potrafię...

      "Jestem sobie prawdą, fałszem i zagadką, jestem sobie ojcem, sobie matką, sobie
      bratem(...)wyrokiem, nawet sędzią , nawet katem.
      Jestem wszystkim , nawet Bogiem...tylko sobą,sobą być nie mogę(...)
    • dnhl 14.08.08, 21:50
      ot cala istota istnienia. Jesli potrzebuje wierzyc-wierze. Nie
      potrzebuje-nie wierze. Wiara w Istnienie Boga nigdy nie byla
      obiektywna, swiadectwa nigdy nie byly obiektywne, i pewnie ludzie
      nie potrafia byc absolutnie obiektywni.
    • antykret_live 18.08.08, 17:40
      Bo wiara nie ma nic wspólnego z obiektywizmem. Trzeba ją czuć - albo
      nie. Spekulacje na ten temat nie prowadzą do niczego.
      A czy widziałas kiedys prąd elektryczny albo atom? A pewnie w nie
      wierzysz, chociaz widzisz tylko pośrednie efekty ich istnienia....
    • anciax 17.03.08, 11:28
      Pierwsze Triduum Paschalne w moim zyciu beze mnie.
      Pojdę posłuchac [być może] Męki Pańskiej w Wielki piatek tylko w
      zwiazku z tym, że lubie takie utwory.
      Jakoś wydaje mi sie bezsensowne uczestnictwo w Triduum bez samego
      poczucia wiary i tajemnicy zmartwychwstania.
      Zmieniłam poglady na wiarę przez ostanich kilka miesięcy i ciekawa
      jestem reakcji samej siebie.
      Dziwna taka niedziela palmowa jaką wczoraj spędziłam... Dziwne te
      najbliższe dni, które przede mną...
    • kajda28 21.03.08, 21:02
      > Pierwsze Triduum Paschalne w moim zyciu beze mnie.
      > Pojdę posłuchac [być może] Męki Pańskiej w Wielki piatek tylko w
      > zwiazku z tym, że lubie takie utwory.
      > Jakoś wydaje mi sie bezsensowne uczestnictwo w Triduum bez samego
      > poczucia wiary i tajemnicy zmartwychwstania.

      a ja szłam do sklepu dzisiaj (Wielki Piątek) i zobaczyłam że ludzie idą do
      kościoła, więc i ja poszłam. Pierwszy raz od komunii chrześniaka, która była 2
      lata temu, pierwszy raz w Wielki Piątek. I postanowiłam zmienić to co uważam że
      robię źle, tam wtedy, teraz w domu to już nie jest takie mocne, ale dlaczego
      miałabym w tym trwać, dlaczego dalej miałabym krzywdzić ludzi, i siebie? będzie
      to wymagało ode mnie pewnego wysiłku, będę musiała wypowiedzieć moje zdanie,
      moje odczucia, które raptownie dla kilku osób będą całkiem inne jak 2 godz.
      wcześniej. Ale czuje że ja się będę z tym lepiej czuła, wstydzę się nawet tutaj
      napisać o tym, więc jest to ewidentnie złe. następny krok do uzdrowienia.
      --
      Nie traćcie głowy! Życie chce was po niej pogłaskać.
    • anciax 24.03.08, 15:04
      A po kiego grzyba iść do kościoła, a po wyjściu z niego kłócić się, nienawidzić,
      nie mieć ochoty wybaczania. Po kiego grzyba?

      Mnie mój sposób życia [na ten czas] odpowiada.

      Fakt, bałam się moich reakcji na to, ze to 1-sze święta które przebiegną jakby
      obok mnie.
      Ale jakoś nic nie zmieniły one w moim życiu do tej pory: kończyły sie, a ja
      wracałam zdezorientowana do rzeczywistości, widziałam obłudę ludzi, którzy w
      święta byli przesadnie mili, a po ich zakończeniu zrzucali pogodne maski. Mijały
      Wielkanoce, Boze narodzenia i co one mi dały? Nic dobrego dla mnie. Dały mi
      poczucie, ze pomimo, iż ja chcę być lepsza, to inni mnie krzywdzą, sami
      powołując się na chodzenie do kościoła itp. Byłam zawsze w takich chwilach
      zdezorientowana.
      Dziś mam do tamtych sytuacji dystans.
    • lmlenartowicz 28.03.08, 12:14
      Czytam tak sobie i myślę, że jesteście cudne, wyjątkowe. Dobrze mi tu czytać :)
      Pozdrawiam.
    • kajda28 28.03.08, 13:56
      lmlenartowicz napisała:

      > Czytam tak sobie i myślę, że jesteście cudne, wyjątkowe. Dobrze mi tu czytać :)
      > Pozdrawiam.

      A ty co Pan Bóg?

      --
      Nie traćcie głowy! Życie chce was po niej pogłaskać.
    • melba_piszczykowa 28.03.08, 20:24
      fajnie ze pojawil sie watek o wierze :)
      aktualny to dla mnie temat.
      raczej bylam niewierzaca gdy juz doroslam (dziecinstwo sie nie liczy
      bo to mama mi kazala chodzic wtedy do kosciola).
      potem sobie pomyslalam ze mozna oddzielic kosciol od Boga i to mi
      szaleeeeenie pomoglo. :) nadal pomaga :)
      kosciola nie cenie i nie szanuje, a Boga owszem.
      zauwazylam ze im dalej ide w terapie, tym mi latwiej uwierzyc ze Bog
      mnie kocha, tak naprawde, zaczelam odczuwac jego cieplo (no dziwnie
      to brzmi, ale tak to odbieram), w te swieta po raz pierwszy czulam
      sie dobrze wychodzac z kosciola i wiedzialam ze to dzieki tej
      wizycie wlasnie mi dobrze :)
      nadal nie lubie wspolnych modlitw, spedow, rozancow, nie chodze w
      niedziele do kosciola, ale to wspaniale uczucie wiedziec ze do Boga
      mozna sie zawsze zwrocic i ze on kuma wszystko w moim zachowaniu o
      wiele lepiej niz ja i moze mi cos doradzic :)
      relacja z Bogiem jest dla mnie tak intymna rzecza ze wstydze sie
      jakos tak namacalnie dzielic ja z innymi ludzmi. chce miec prawo sam
      na sam z nim rozmawiac.

      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • antykret_live 05.08.08, 14:53
      Wiara, religia i życie duchowe to bardzo ważne tematy i mają wielkie
      znaczenie dla naszego rozwoju duchowego, który jest przeciez
      głównycm celem naszej ziemskiej egzystencji. Religii jest wiele -
      wiara tylko jedna. Wiara w Boga jako wszechmocną siłę sprawczą i
      twórcę praw duchowych bardzo pomaga w procesie zdrowienia. Bo gdy
      zrozumiemy podstawowy sens życia wtedy wszystko zaczyna układać się
      w logiczną całość. I jest łatwiej borykac się z rzeczywistością.

    • anciax 05.08.08, 15:23
      > I jest łatwiej borykac się z rzeczywistością.

      no to jestem wyjatkiem, bo borykanie sie z codziennoscia idzie mi teraz tak samo
      jak wtedy, kiedy jeszcze chodzilam co niedziele do kosciola, itp.
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • antykret_live 05.08.08, 15:43
      Bo w życiu duchowym nie chodzi przeciez tylko o chodzenie do
      kościoła. Praktyki religijne sa potrzebne do utrzymania dyscypliny
      duchowej, ale nie załatwia podstawowego problemu: wiary w BOGa i w
      Jego wszechmoc.
    • ladynemeyeth 05.08.08, 15:51
      To fakt! Mi też wiara niewiele pomagała, kiedy ją rozumiałam jako
      samo chodzenie do kościoła, pierwsze piątki miesiąca, oazy, itd.
      Pomogło mi bezpośrednie zwracanie się do Boga, zwykła rozmowa, tzw.
      modlitwa. Ja naprawdę zaczęłam prowadzić dialog, jakby On był obecny
      w pokoju. I mimo, że usłyszałam tylko ciszę, po jakimś czasie
      otrzymywałam odpowiedzi, które przerosły moje oczekiwania w bardzo
      pozytywnym sensie! Trzeba tylko wierzyć, że On rzeczywiście jest
      obok zawsze gotowy pomóc. On jest tak naprawdę moim jedynym
      prawdziwym Rodzicem, takim z prawdziwego zdarzenia i to do Niego
      mogę się z ufnością zwrócić o wszystko. On zawsze jest dla mnie w
      każdym momencie.
    • estutweh 06.08.08, 21:20
      Nie wierze.

      Tak samo jak Ty - prosba powtarzana przez te wszystkie lata, i nic. Jesli Bog
      istnieje, to nie rozumiem, jak moze patrzec na te wszystkie nieszczescia, bol,
      cierpienie, i nic nie robic. Niech zrozumie, ze sa granice wytrzymalosci.
    • antykret_live 07.08.08, 11:26
      Bóg nie jest przecież skrzynką życzeń i zażaleń... Daje Ci do
      przerobienia odpowiednie lekcje życiowe - czasem trudne i bolesne,
      ale mają one głębszy sens i są potrzebne do twojego rozwoju:
      emocjonalnego i duchowego. Przechodząc przez różne doświadczenia
      oczyszczasz swoją podświadomość z negatywnych energii, i tym samym
      zwiększasz swój pozytywny potencjał. Idziesz w górę po "drabinie
      energetycznej", a im wyżej zajdziesz, tym bardziej zbliżysz się do
      Boga. Będziesz więc wtedy miała z nim bliższy i lepszy kontakt.
    • estutweh 07.08.08, 13:31
      Nie jestem krolikiem doswiadczalnym.

      Nie kazdy jest tak silny, zeby "przerabiac odpowiednie lekcje zyciowe". Skoro
      Bog istnieje, i jest wszechwiedzacy, to powinien znac granice wytrzymalosci
      czlowieka, ktorego doswiadcza. Ma na sumieniu osoby, ktore przez te jego zyciowe
      lekcje odebraly sobie zycie?

      Dlaczego niektorzy takich lekcji nie dostaja? Maja jakby wszystko podane na
      tacy, a jeszcze marudza, ze musza po to siegnac.
    • ladynemeyeth 07.08.08, 13:41
      O to chodzi, że Bóg podsyła tylko takie lekcje, z którymi sobie
      można poradzić. To nie jest winą Boga, że ludzie myślą o sobie, że
      są zbyt słabi i nawet nie chcą spróbować powalczyć.
      Są tacy, którzy odbierają sobie życie, ale są i tacy, którzy
      podejmują walkę i to życie wygrywają - wygrywają z chorobami:
      rakiem, alkoholizmem, boreliozą, wygrywają z syndromem dda, ddd, itd.
      Wszystko jest kwestią wyboru - albo się chce podjąć odpowiedzialność
      za swoje życie w całosci - również z całym jego syfem, albo nie.
      Podjęcie odpowiedzialności i przerabianie lekcji życiowych to
      jednakże jedyna droga do uzdrowienia, sukcesu, szczęścia, czy co tam
      kto sobie stawia za cel. I nad tym się trzeba niestety potrudzić.
    • log222 09.08.08, 17:25
      Jakie lekcje masz na myśli?
    • antykret_live 12.08.08, 12:06
      Np. lekcje samodzielności, samowystarczalności, odporności na
      stress, asertywności, wyrozumiałości dla innych, współczucia,
      radzenia sobie z negatywnymi emocjami, dystansowania sie od emocji
      itp. Jest ich mnóstwo, i dostajemy je w zależności od energetycznego
      stanu naszej DUSZY.
    • log222 12.08.08, 13:51
      Pytanie skierowane do estutweh
    • antykret_live 12.08.08, 14:57
      A dlaczego piszesz tak bezosobowo?...
    • log222 12.08.08, 15:02
      Tzn.?
    • antykret_live 14.08.08, 15:32
      Cbdo.... ;-))
    • log222 14.08.08, 17:47
      Pomidor :/
    • estutweh 13.08.08, 12:20
      "trudne lekcje zyciowe" jak np. ojciec/matka/maz alkoholik.
    • log222 14.08.08, 12:55
      I co ma z tym wspólnego Bóg?
    • estutweh 14.08.08, 15:04
      Chodzilo mi o komentarz ladynemeyeth.
    • log222 14.08.08, 18:00
      A mi chodziło o Twój...
    • log222 09.08.08, 17:29
      To raczej ten drugi człowiek ma zrozumieć

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka