Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    samotność (żalę się)

    17.06.08, 12:53
    Gdzie się nie obejrzę to albo pary, albo małże.
    W pracy (siedząc na jednej z imprez) każdy mówił o rodzinie, dziewczynie,
    żonie, itp. Tylko ja nie mamo czym /o kim opowiadać. Jestem sama jak palec.
    Jak skończyłam studia, to myślałam, że bedzie łatwiej znaleść chłopaka (nic
    bardziej mylnego).
    Potraciłam znajomości ze studiów (po części też na własne życzenie), bo
    przestałam imprezować z tymi ludźmi.
    Jedyna koleżanka jaką mam w 90% odrzuca moje zaproszenia, wykręcajac się
    tysiacem wymówek.
    Nie chodzę na piwo, na imprezy, w pracy spędzam 5 na 7 dni. Nie jestem żadną
    super-laską, jestem mało-interesujaca. Do końca życia bedę sama.
    Edytor zaawansowany
    • anoosha 17.06.08, 14:09
      Andziula,

      wysłałam Ci maila na gazetowego - pozdro i się nie przejmaj!!!
    • anciax 17.06.08, 22:17
      Jesteś kochana :*
    • anoosha 18.06.08, 09:10
      Kochana to Ty jesteś Słodziaku!! Niech Ci się szczęści!
    • anciax 18.06.08, 09:13
      Kotku, chciałbym Ci odp. na @, ale nie umiem ubrac tego w słowa. A z drugiej
      strony nie chcę sie żalić i "zwalać" na Ciebie moich niepowodzeń.

      Dziękuję że jesteś :***
    • zawszepoprostu_ja 24.06.08, 00:17
      Znam to uczucie, kiedy czujesz sie samotna i wydaje ci sie ze wszyscy wokół są
      radośni i tylko ty jesteś jakaś dziwna.. Uwierz jednak ze mnóstwo ludzi boryka
      się z tym.. Patrzysz na ludzi, którzy myślisz ze dobrze sie bawią, ale to
      wszystko pozory.. Mało jest ludzi, których kontakty są prawdziwe.. Ale naprawdę
      warto szukać.. Mało jest takich ludzi, ale istnieją:D Powodzenia.
    • kajda28 18.06.08, 08:22
      > Jedyna koleżanka jaką mam w 90% odrzuca moje zaproszenia,
      wykręcajac się
      > tysiacem wymówek.

      ja mam taką która w 100 % odrzucała moje zaproszenia, bo albo
      pracowała albo właśnie wczoraj była gdzieś z kimś i ma zaległości w
      domu. :(
      Ja w pracy spędzam 6 na 7 dni:( ale mam bezpośredni kontakt z ludźmi
      i to mi dużo daje, zaczynam się bardziej otwierać, rozmawiać,
      słuchać. Niestety z moich obserwacji wszyscy interesujący faceci są
      już zaobrączkowani:(. A dzięki dzieciakom nie mogę się po pracy
      zamknąć w domu, chociaż i na placu zabaw nikogo spotkać się nie da :(
      dobrze że net jest, od czasu do czasu można sie z kimś umówić i
      urozmaicić plan dnia.
      --
      I cóż po wariackich papierach. Szaleńcy ich nie uznają.
    • melba_piszczykowa 18.06.08, 18:08
      no coz, ja tez sama jak paluch, z tym ze nie mam poczucia ze tak
      bedzie do konca zycia ;) co jednak w tej wlasnie chwili malo mi
      pomaga. coz zrobic.
      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • anciax 18.06.08, 22:01
      Cóż, ja nie tylko mam poczucie, ze tak będzie cały zcas, co gorsza życie jakoś
      tego nie prostuje - ciągle trafiam na tych, co nie trzeba: zajetych albo -ików.
      Mam wrażenie, ze cały wszechświat sprzeciwił się mi w tej kwestii.

      Wiem, że ludzie boja się mnie, tylko nie wiem jak sobie z tym poradzić. Podobno
      jestem fajną dziewczyną, ale co z tego skoro ludzie nie zbliżają się do mnie?!

      Nigdy w życiu nie usłyszałam od trzeźwego faceta zaproszenia na spotkanie, wiesz
      jak to boli? Nikt się mną nie intaresuje, niczym śmieć albo zepsuta zabawka (jak
      była potrzebna, to się ciągnęło ile wlezie).

      Nie chcę reszty życia spędzić jako stara panna. czym sobie zasłużyłam an samotność?

      Ktoś mądry powiedział, ze net nie zastąpi reala i miał, skubany, rację! Co mi po
      klikaniu? Tak bardzo chciałabym móc sie przytulić do kogoś, do fgaceta.
    • melba_piszczykowa 19.06.08, 17:34
      nie wiem czy ci to pomoze, ale ja tez bym chciala.

      tak sobie spekuluje, ze skoro ta moja samotnosc to dla mnie teraz
      taki duzy problem, to znaczy ze tak bedzie dopoki sie czegos na tej
      podstawie nie dowiem, nie naucze. mam taka pokretna spiskowa
      teorie ;)
      wiec oprocz tego ze mnie ssie w srodku to goraczkowo sie rozgladam i
      nadstawiam czujnie uszu - co to ma byc za lekcja dla mnie? co mam
      zobaczyc? i tylko to dazenie mnie teraz ochrania przed totalnym
      rozklejeniem sie.
      tylko moim kotom sie to podoba, bo poswiecam im teraz wiecej czasu i
      uwagi :)
      --
      kocie muzeum
      kilka f(k)otek
    • aniluna 19.06.08, 23:41

      > Podobno jestem fajną dziewczyną, ale co z tego skoro ludzie nie
      zbliżają się do mnie?! <

      O! Jakbym czytała o sobie. Jestem wprawdzie mężatką (mąż też jest
      DDA), ale moje życie towarzyskie to muliste dno.
    • anciax 20.06.08, 10:52
      Wiesz, ja często też rozwalam kontakty: ktoś pyta czy nie przyjde tu i tu (przy
      czym jest to dla mnie najczęściej nieciekawy koncert; nieulubiona muzyka;
      nieulubiony film itp). No ale nie lubię się męczyć na jakimś koncercie np:
      reggae (stałabym na nim jak kołek). Po prostu mam znajomych, których pasji nie
      podzielam - takiego mam pecha do ludzi. I vice-versa - moi znajomi nie lubią
      tego co ja :/

      Poza tym to chyab serio jestem nieciekawa (mam monotonne hobby), zwykle mam mało
      pieniążków na jakieś większe eskapady (wyjazdy wakacyjne, nawet 2-dniowy wypad
      do innego miasta), imprezować przestałam rok temu, itp.
    • aniluna 20.06.08, 12:20
      Ja też często zaniedbuję, bądź zrywam kontakty z ludźmi. Problem polega chyba na
      tym, że nie mogę być przy nich sobą, nikomu prawie nigdy nie mówię, że jestem DDA.
      Na pewno nie jesteś nieciekawą osobą i co to właściwie jest to monotonne hobby.
      Jeżeli chodzi o większe eskapady, to mnie też nie stać, nie jestem również typem
      imprezowiczki. Ale i tak do końca nie znam odpowiedzi na pytanie, dlaczego
      ludzie szybko znikają z mojego życia
    • anciax 20.06.08, 12:55
      Wiesz, ja nie zaniedbywałam - do czasu jak zaczęłam węszyć, że delikwentowi zależy na moim towarzystwie gdy coś ode mnie potrzebuje. Takich kontaktów juz nie podtrzymuję (bolą mnie stanowiska takich ludzi).

      Teraz mam znajomych w necie na forach, w realu ludzie z terapii to moi przyjaciele (oni wiedzą, że jestem DDA) i mam jeszcze tę koleżankę o której pisałam, ze odrzuca moje zaproszenia - ona też wie, że jestem DDA. Ludzie ze studiów nie intersuja mnie - oni jeszcze żyją taką 'jakością' życia, która mnie już nie odpowiada.
      Ale póki nie zbudowałam nic nowego w dziurę, jaką pozostawiło mi porzucenie imprezowego stylu życia, czuję się samotna: nie należę już do beztroskich studentek, które oblewają każdy zdany egz., a nie należę jeszcze do osób, które cieszą się życiem bez dopalaczy...
      Wiszę zawieszona w "próżni" towarzyskiej i jakoś niezadobrze mi z tym. Niby wolę samotność ale na dłuższą metę ta samotność nie jest do zniesienia :(

      > Na pewno nie jesteś nieciekawą osobą i co to właściwie jest to monotonne hobby.

      jeden rodzaj ulubionego gat. filmowego i literatury (niekoniecznie lubiany w szerszych kręgach), sposób spędzania wolnego zcasu - też monotonny (opalanie się - znam jedna osobę, która to lubi - w/w koleżanka)
    • aniluna 20.06.08, 23:42
      anciax, ile masz lat? skąd jesteś?
    • akoya-blue 13.07.08, 13:39
      Wiesz co, wiele lat byłam w takiej sytuacji. Wówczas wypracowałam sobie taki
      sposób na radzenie z samotnością, zapisałam się do szkoły tańca tam poznałam
      bardzo fajnych ludzi i mojego dozgonnego przyjaciela którego znam od 10 lat,
      taniec bardzo zbliża uwierz mi, potem jeden z partnerów, z którymi tańczyłam
      oświadczył mi się ale już byłam zaręczona, ale do czego dążę, w każdym tym dniu
      starałam odnaleźć się choćby jedną dobrą rzecz, która pozwalała mi się cieszyć z
      tego, ze żyję, że świat nie jest taki zły, zadbałam o siebie i chociaż nie
      należę do piękności to wierzyłam, że jest ktoś kto czeka na mnie i dla niego
      jestem piękna.... i choć zabrzmi to banalnie tak się stało. Teraz wiem, słyszę
      każdego dnia od 7 lat że jestem piękna,seksowna i bardzo kochana i wiem, że
      czekać się opłacało... Moją dewizą jest> wszystko co najlepsze jest jeszcze
      przed Tobą< i tego się trzymaj, ja życzę Ci szczeci o jakim nawet nie marzyłaś.
      Buźka
    • anciax 13.07.08, 20:27
      To, co piszesz o szkole tańca, ja mam na terapii :) Tam w grupie sa ludzie
      którzy są mi bardzo potrzebni! odnajduje tam siebie powoli. Ciesze się, że
      zdecydowałam sie na tę terapię.
      Dzięki za posta:)!
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi."
      by antykret_live
    • estutweh 22.06.08, 10:56
      Mam to samo, tylko tylko, ze mam IBS. I siedze calymi dniami w domu jak ten debil..
    • antykret_live 23.06.08, 14:35
      Po to ludzie zakładają rózne grupy wsparcia, zeby poradzić sobie z
      tym problemem.
    • czar-na70 23.06.08, 23:00
    • ladynemeyeth 24.06.08, 09:36
      Ja na samotność skazuję siebie sama. Nie, że tego bardzo chcę, bo mi
      z tym źle. Ale bardzo się ludzi boję. Wiem, że nie umiem korzystać z
      mojego systemu granic, a bez zdrowych granic kontakty z ludźmi są
      dla mnie niebezpieczne, zwłaszcza po dawce bólu z dzieciństwa i
      okresu dorastania. Nie potrafię jeszcze zaufać ludziom, zbliżyć się
      do nich, otworzyć się na nich … Póki co bardzo się tego boję. Nie
      mam też zbyt pozytywnych doświadczeń, a więc i wyobrażenia o
      ludziach.
      Jestem w trakcie czytania książki PII Mellody – „Toksyczne
      związki” : bardzo mądrze i na temat o problemie dysfunkcjonalnego
      dzieciństwa, między innymi o granicach …
      Wczoraj na sesji terapeutycznej miałam takie zadanie, żeby
      powiedzieć mojemu ojcu (który tak na niby tam miał siedzieć), że mu
      nie pozwalam na to czy na tamto. Potem terapeutka zapytała mnie, czy
      to, co powiedziałam miało dla mnie jakąś moc.
      Otóż nie miało żadnej. Ja nie czuję swoich granic, nie umiem z nich
      korzystać, nie czuję swojej mocy, nie czuję tego, że mam jakiś wpływ
      na moje relacje z ludźmi, że mogę na coś nie pozwolić lub pozwolić.
      I nie wiem, co z tym zrobić. Jedyne rozwiązanie, jakie widzę, to
      dalej uczęszczać na terapię.
      Jak się do tego zabrać?
      Cholernie mi dzisiaj z tym ciężko …
    • anciax 24.06.08, 12:27
      Heh, tez mam problem z granicami.
    • ladynemeyeth 01.07.08, 14:30
      Minął ciężki tydzień od ostatniej sesji, coś tam się przejaśniło w
      głowie, ale nie do końca. Ogólnie rzecz biorąc z granic ciągle nie
      potrafię korzystać, a kiedy je stawiam, to aż za mocno - krzykiem,
      wrzaskiem, awanturą, byciem nieprzyjemną.
      Ale w mojej rodzinie inaczej się nie da (ja nie potrafię). Oni nie
      rozumieją co to poszanowanie granic, nie wtrącanie się, itd. W mojej
      rodzinie ciężko jest być indywidualną jednostką, bo ja nie mam prawa
      do własnych relacji z ludźmi, własnych pomysłów, własnego zdania,
      własnego życia - wszystko to musi być zgodne z moją rodziną. Wtedy
      jestem jej częścią. Kiedy nie jestem zgodna, to występuję przeciw
      rodzinie, a presja rodziny jest bardzo silna. Wtedy ja jestem tą
      najgorszą, co to wszystko psuje i sprawia, że rodzina jest zagrożona.
      W taki oto sposób wczoraj uświadomiłam sobie, co to jest miłość
      warukowa i jak naprawdę działa: kochamy cię, dopóki robisz to, co my
      chcemy. A jak nie, to cię potępiamy dotąd, ąz nie wytrzymasz presji
      i zaczniesz robić, to, czego od ciebie chcemy!
      Nie wiem, jak to działa u Was ... Ja się wyłamuję z tego schematu,
      ale powoduje to u mnie ogromny dyskomfort. Naprawdę czuję się tak,
      jakbym zdradzała rodzinę!! Ale robię to, ponieważ stoję przed
      wyborem "moje życie albo oni", więc wybieram moje życie.
      Trudne to wszystko ....
    • estutweh 06.07.08, 17:48
      Ja sie nie wylamuje poki co.. wylamalabym sie, jakbym miala kogos obok siebie,
      kogos, kto rowniez tego chce tak jak ja. A co ja mam poczac z glupia i naiwna
      matka, ktora nawet na straz boi sie zadzwonic, a co dopiero policje wezwac? Ja
      bym wezwala, gdybym miala pewnosc, ze pozniej jak odjada, nie dostane jeszcze
      bardziej. I wlasnie dlatego w tym tkwie, bo boje sie cholernie, cholernie sie
      boje, ze ojciec mnie albo mame pobije.

    • myszkon 07.07.08, 00:46
      Witam , rozumię Cie dokładnie bo jako dziecko najważniejsza u nas w
      domu była Matka kochało się ja i nienawidsziło.Co gorsza moje 2
      siostry potrafiły stworzyc zdrowe relacje z mężczyzami, odejsc od
      domu.A JA która w dziecinstwie mowiła ze kłotnie rodzicolw jej nie
      ruszają i nigdy nie płakałam, byłam TWARDA.nIE POTRAFIE BYC DOROSŁYM
      Aktualnie jestem po toksycznym związku, nie potrafie oderwać sie od
      rodziców czuję sie za nich odpowiedzialna i nie mam ustalonych
      granic co do siebie i co do ludzi.
    • ladynemeyeth 10.07.08, 10:00
      Od kilku tygodni konfrontuję się z uczuciami samotności,
      bezradności ... Nie wynikają one z sytuacji bieżących; mam po prostu
      kupę wspomnień o tym, kiedy byłam tak bardzo osamotniona.
      Jest ich naprawdę mnóstwo. Tak naprawdę nie mogłam się nigdy do
      nikogo zwrócić o pomoc, bo zawsze był wrzask, że ktoś się musi mną
      zając, że znowu czegoś nie potrafię, że znowu coś spieprzyłam (tekst
      do 9-latki, któa prosi o wytłumaczenie czegoś do szkoły...) Ręce
      opadają ...
      Już nie wspomnę, jakie to ma teraz odbicie w mojej pracy, jak bardzo
      się boję mojego szefa, jak bardzo się boję pokazać, że czegoś nie
      umiem, z czymś sobie nie radzę ... Nie potraifę poprosić, bo to
      takie upokarzające!
      Czuję się strasznie wyizolowana i wobcowana, czuję, że wszyscy są
      przeciwko mnie i w pewnym momencie mnie po prostu zwolnią - tak bez
      ostrzeżenia, na chłodno!
      Mam ogromny żal do mojego ojca, że mnie traktował, jak gówno, że
      robił mi łachę, że daje mi pieniądze na szkołę, że w ogóle daje mi
      pieniądze ... bo po prostu żyję!
      Czuję, że nie mogę o nic nigdy poprosić, bo mi się to nie należy.
      Nie mam prawa domagać się czegoś dla siebie i kiedy jest jakaś
      sytuacja awaryjna, ja sama siebie skazuję na samotność. NIe potrafię
      nawet powiedzieć o tym, co się stało i tego wytłumaczyć. Potrafię
      tylko płakać.
      Dzis tak rzewnie, ale tak bywa ...
    • kajda28 10.07.08, 20:37
      a ja nie pamiętam czy mogłam czegoś nie wiedzieć, czy ktoś na mnie krzyczał, czy
      mogłam się poskarżyć. Pamiętam jak mama kazała mi samej zrobić sobie kanapkę,
      nie chciałam, płakałam - ale od tamtej pory już sama robiłam sobie kanapki.
      Pamiętam ja w pierwszej klasie mama siedziała ze mną po 4 godziny nad lekcjami
      (miałam wadę wymowy, b. długo chodziłam do logopedy) i jak już w drugiej klasie
      nikt się nie zainteresował czy mam odrobione lekcje. Pamiętam jak poprosiłam o
      nowe spodnie i moje wielkie zdziwienie że tak od razu zgodzili się mi je kupić.
      Ale co było pomiędzy, czy naprawdę po lekcji robienia kanapek robiłam je już
      sama, czy pytali o odrabianie lekcji, czy kiedykolwiek odmówili mi kupienia
      odzieży- tego nie pamiętam.

      byłam dzisiaj na randce, i cholera znowu mur, nie umiem o nic zapytać, boję się
      aby nie wziął mnie za wścibską, boję się okazać zainteresowanie. Cały czas
      gadał, nawet napomknął o swoich problemach z mamą (jest DDA:(). nie umiałam
      podtrzymać tematu- tak jakbym to olała, jakby było dla mnie nie ważne- a może
      tak jest?

      pisz lady, :) po twoich postach wraca mi ochota na terapię, czytam je i
      zazdroszczę że umiesz nazwać problem, że wiesz skąd się biorą poszczególne
      zachowania- a to pierwszy krok do "wyzdrowienia".

      i tulę b. mocno.

      P.S. sorry za niepamięć, ale ty już mężatka jesteś?
      --
      Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
    • ladynemeyeth 10.07.08, 21:37
      Ano jestem już mężatką :-) Mój mąż podczytuje to forum. Sam nie miał
      takich problemów jak my. Mówi, że wielu rzeczy i zachowań nie
      rozumie. Bardzo się tym przejmuje, że nie umie mi pomóc.
      Cieszę się, że czyta i że chce wiedzieć, choć nie wymagam, aby mnie
      rozumiał i zbawiał. Sama muszę się tego nauczyć - a to jego prośba
      była tym ostatecznym argumentem za tym, żebym podjęła terapię i będę
      mu za to wdzięczna do końca życia! Więc jednak trochę mnie zbawił,
      mimo że nie umiał ... :-) Życie wyciąga do nas rękę w najmniej
      oczekiwanych momentach, na najmniej oczekiwane sposoby ... :-)
    • ladynemeyeth 11.07.08, 14:40
      Z ostatniej chwili:
      dzwoniłam do matki i zamiast normalnie porozmawiać, musiałam
      wysłuchać, co się dzieje u mojego rodzeństwa, u ich dzieci, itd,
      itp. Zawsze tak jest, że to inni sa bohaterami moich rozmów z matką,
      natomiast o sobie nic nie moge powiedzieć. A kiedy zaczynam coś
      mówić tak ogólnie, ona musi akurat włączyć czajnik elektryczny,
      puścić wodę w kranie, zacząć zmywać naczynia (o ile rozmawiamy w
      kuchni) ... No totalny olew!!! Wszystko, żeby mnie zagłuszyć!!!
      Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale przez takie rzeczy ja tez się
      czuję samotna. Czy moje sprawy nie są ważne?
      I nie zdawałam sobie sprawy, że wykształciłam taki mechanizm, że
      zanim zacznę rozmowę albo z matką, albo z ojcem, albo zanim się
      odezwę na forum rodziny, już jestem zdrowo wpieniona na to, że oni
      mnie nie wysłuchają, ze mnie zagłuszą, oleją, zlekceważą ... W
      kontaktach z innymi ludźmi też jestem wycofana - z góry zakładam, że
      to, co ja mam do powiedzenia, pewnie jest niewiele ważne i nikt tego
      nie chce słuchać. Zawsze ktoś inny jest ode mnie akurat ważniejszy.
      Masakra.
      No i wychodzi ze mnie taki właśnie mały, niedopieszczony dzieciak.
      To też mnie przeraża - trzydziecha na karku i takie numery! Tyle, że
      wcześniej nie miałam okazji dać dzieciakowi zaistnieć, to się teraz
      rozpycha :-)
    • log222 11.07.08, 19:44
      > dzwoniłam do matki i zamiast normalnie porozmawiać, musiałam
      > wysłuchać, co się dzieje u mojego rodzeństwa, u ich dzieci, itd,
      > itp.

      Co to znaczy, że musiałaś?
      ;)
      Serio, jak ten dialog wyglądał?
      brzmiał
    • estutweh 11.07.08, 12:34
      Fajnie masz, ze masz sie do kogo przytulic, masz kogos, kto Ciebie przytula,
      wspiera.

      Ja to se moge najwyzej do misia sie przytulic. Mimo, ze mam rodzine i jakichs
      tam znajomych, to czuje sie sama jak palec.
    • anciax 12.07.08, 01:00
      > Fajnie masz, ze masz sie do kogo przytulic, masz kogos, kto Ciebie przytula,
      > wspiera.

      właśnie za bardzo nie mam...
    • anciax 12.07.08, 00:49
      Zupełnie nie wiem, co mi do łba strzeliło zeby żalić sie na samotność.
      Codziennie sama się na nią skazuję robiąc różne rzeczy, które wyprowadzają
      innych z równowagi, potem ja ich nie przepraszam, bo uważam że jestem niewinna a
      potem to juz mi wszystko jedno.
      Ale jedno wiem na pewno - mnie jest dobrze samej.
      Tylko szkoda, że do sexu trzeba dwojga..., bo marniusie szanse, że kiedyś będę
      miała mój pierwszy raz...
    • anciax 12.07.08, 00:52
      anciax napisała:

      > Zupełnie nie wiem, co mi do łba strzeliło zeby żalić sie na samotność.
      > Codziennie sama się na nią skazuję robiąc różne rzeczy, które wyprowadzają
      > innych z równowagi, potem ja ich nie przepraszam, bo uważam że jestem niewinna
      > a
      > potem to juz mi wszystko jedno.
      > Ale jedno wiem na pewno - mnie jest dobrze samej.
      > Tylko szkoda, że do sexu trzeba dwojga..., bo marniusie szanse, że kiedyś będę
      > miała mój pierwszy raz...

      Przecież to nie musi być od razu obciach, ze kwalifikuję się do odludków
      społecznych. Że sama sobie dają radę, a z jedynym moim partnerem będzie łączyło
      mnie łóżko. Taki "gatunek" ludzi też chyba istnieje, nie?
    • ladynemeyeth 18.07.08, 12:45
      Istnieje duże ryzyko, że taki układ Ci się może znudzić. Łożko nie
      zastąpi miłości, bliskości, wspólnego śmiania się z różnych rzeczy i
      wpólnego płakania.
      Ale przez etap pt. "jest mi dobrze samej" ja też przechodziłam i był
      dla mnie bardzo twórczy. Bardzo wiele się o sobie dowiedziałam.
      Poświęciłam ten czas całkowicie na mój rozwój duchowy - a więc
      książki, warsztaty (wtedy nie wiedziałam, że jestem dda),
      autoterapię (metoda zeszytowa :-D). Bardzo potrzebowałam takiego
      czasu w moim życiu. Wielokrotnie też mnie nachodziły myśli, jak
      osiągnę to, żeby mieć rodzinę, skoro jestem takim samotnikiem? A
      przecież rodzina to coś, czego w życiu bardzo mocno chciałam!
      Z jednej strony byłam z siebie zadowolona, że z nikim nie jestem, bo
      musiałabym być na siłę i bez przekonania, aby być.
      Z drugiej strony bałam się, że nie spotkam kogoś wyjątkowego, z kim
      będę chciała dzielić życie. Ale taki ktoś się pojawiłw moim życiu
      bardzo nieoczekiwanie. Przyszedł czas i na małżeństwo. Małżeństwo to
      również czas pracy nad sobą, bo ta druga Połóweczka też wyciąga z
      człowieka różne rzeczy. Bycie z drugim człowiekiem jest bardzo
      rozwijające, bo możńa na siebie spojrzeć innymi oczami. No więc
      korzystam i dalej nad sobą pracuję i to w jak miłym towarzystwie! :-)
      Anciax, jeśli mogę Ci doradzić i się nie obrazisz, to po prostu żyj
      i rób to, co jest w tej chwili dla Ciebie najważniejsze. Reszta też
      do Ciebie przyjdzie. Jest jakaś magia w cytacie z Biblii: "Ale
      szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a
      wszystko inne będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o dzień
      jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć
      ma dzień swego utrapienia." Mat.6,33-34
    • anciax 23.07.08, 09:30
      > Istnieje duże ryzyko, że taki układ Ci się może znudzić. Łożko nie
      > zastąpi miłości, bliskości, wspólnego śmiania się z różnych rzeczy i
      > wpólnego płakania.

      Owszem, zgadzam sie z Toba, wiele rzeczy szybko mi sie nudzi. Tak samo byloby
      pewnie z "lozkowa znajomosica", ale tak samo jest z ludzmi z ktorymi kontaktuje
      sie na /ze tak powiem/ poziomie.
      I tu klops - skoro normalne, glebokie kontakty z ludzmi po pewnym czasie mnie
      nuza, to wynika z tego, ze w zyciu wszyskto mi sie predzej czy pozniej zmierzi.
      Mam problem ze znalezieniem siebie w swiecie. Tak bardzo chce to zrobic, bo
      odnalezienie siebie ulatwiloby mi wiele, a jak na zlosc nie udaje mi sie to
      (stad pomysl na "lozkowe partnerstwo" ajko zwiazek z mezczyzna).
      A naj naj przeraza mnie normalnosc, np: spokojony dom, poukladane towarzystwo,
      zorganizowane zycie... piekielnie sie tego boje. Nienormalnoscia wrecz jest dla
      mnie dzien bez awantury, itp.
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi"
    • fajny.piotrek25 22.07.08, 13:37
      ja tez nie kochalem sie jeszcze niemialemd dziewczyny nie bylem z nikim blisko mam tylko znajome przez sms ale to takie dziecinne nie chodze na impreźy nie pije nie pale nie pracuje na studiach wzialem dziekanke i mialem sie leczyc chcialme isc na terapie dda moj ojciejc pije ja niechce byc jak on mam dosc bylejakosci i tego swojego glupiego zycia samotnika
    • ladynemeyeth 22.07.08, 13:59
      Plan z dziekanką i leczeniem bardzo dobry! Co Ci przeszkodziło?
    • fajny.piotrek25 22.07.08, 14:10
      -brak wytrwalosci-brak wsparcia-brak spokoju-brak nadziei-jestem troche leniwy -bylem u psychologja i mi powiedziala ze za slaby jestem na grupe dda ,bralem leki a pozniej przestalem,byle u niej ostatnio w grudniu,mam brzdkie zeby i bede mial w ciagu miesiaca moze wiecej kase na leczenie bo jakbym nimezdarzyl przed pazdziernikiem wyleczyc to niewiem jak sie w szkole pokaze po dwńch latach przerwy ,ja niechce tego samego jdszcze raz tego osamotnienia wsrod ludzi ktorz maja mnie w dupie
    • ladynemeyeth 22.07.08, 14:39
      Musisz się sobą zająć, musisz się leczyć. Wytrwałość trzeba znaleźć
      w sobie i się zawziąć. Tyczy się to zarówno terapii, jak i
      konfrontacji z osamotnieniem wśród ludzi. Wiem, że Cię nie pocieszam
      w tej chwili, ale przechodziłam przez to samo i nie ma innej drogi -
      trzeba przyjąć na siebie trud, konfrontować się z ludźmi i
      jednocześnie pracować nad sobą. Efekty przyjdą. Trzeba się pogodzić
      z tym, że będzie ciężko i wziąć to na siebie. Jak uciekniesz przed
      życiem, nic się nie zmieni. Zresztą te ucieczki są zgubne, bo w
      końcu to, co Cie tak bardzo boli, i tak Cię dopadnie. Więc lepiej
      być gotowym.
      Wiem, że to nie pocieszające, ale zdobądź się na ten trud dla
      własnego dobra!
    • fajny.piotrek25 22.07.08, 14:54
      tak masz racje nie pocieszasz mnie
    • fajny.piotrek25 23.07.08, 20:49
      Jestem smutny i tyle i nawet jakby tu lataly dwumetrowe motyle to mam to w tyle

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka