Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    oszczerstwa

    30.07.08, 11:41
    jak znosicie oszczerstwa pijanego rodzica?

    chodzi o to, ze znowu dostalo mi sie za cos, czego nie zrobilam. zareagowalam
    natychmiast (choc ofocjalnie sie do niego nie odzywam), ale nie mialam zadnego
    swiadcza na swoje popracie, a nawet gdyby ktos widzial, ze jestem niewinna to
    i tak nie stanal by w mojej obronie.

    oczywiscie nie mogl sie pohamowac i zmienil temat (tak jakby oczernianie mnie
    mialo juz mniejsze znaczenie), potem ja nie wytrzymalam i nadalam mu od tych,
    ktorych na leczenie juz za pozno.
    kurde, mialam sie hamowac, ale mialam takie cisnienie, ze nie dalam rady
    zahamowac.

    nie, nie mam poczucia winy, ale mam dosc takich sytuacji, w ktorych on jezdzi
    po mnie. niby wiem ze nie powinnam reagowac na zaczepki pijanego, ale umiam
    tego przemilczec (moze jednak nie do konca dobrze zrobilam?)
    --
    "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
    a mimo to cie lubi"
    Edytor zaawansowany
    • megg2003 30.07.08, 11:47
      Mi na terapii tłumaczyli, że z pijanym sie nie dyskutuje, bo to tak jak byś z
      dupą rozmawiała. Pijany nie nadaje się do rozmowy, bo jest pod wpływem alkoholu
      a nie rozumu. Dopiero jak wytrzeźwieje, to można próbować. Inaczej szkoda
      energii i szarpania nerwów.
    • anciax 30.07.08, 11:54
      jakbym sie w ogole nie odezwala, to w mysla przyslowia: milczenie oznacza zgode;
      reszta domownikow wtedy obecnych w domu dalaby soebie pocisnac bajeczke ze
      jestem zlosliwcem, a tak skoro sie odezwalam to przynajmniej widzieli, ze nie
      dam robic z siebie szamty.

      > Dopiero jak wytrzeźwieje, to można próbować

      nie, bo wogole nie rozmawiam z nim.
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi"
    • ladynemeyeth 30.07.08, 11:58

      a tak skoro sie odezwalam to przynajmniej widzieli, ze nie
      > dam robic z siebie szamty.

      Przerobisz to jeszcze - ja tez tak myślałam, że jak się nie odezwę,
      to będzie dla mnie dyshonor. Ciężko mi się było uwolnić od tego
      przekonania. Nie będę Cię teraz przekonywać, bo sama to przerobisz i
      zrozumiesz.
      Buźka ;-*
    • ladynemeyeth 31.07.08, 19:49
      Bardzo się zastanawiałam nad tym stwierdzeniem, że jak człowiek nie
      odpuści, to czuje się jak szmata.
      Ja mam to samo, dla mnie to też dyshonor, jeśli się nie odezwę.
      Mój ojciec się mnie nie czepia, ale zawsze czepiał się mnie mój
      starszy brat. Zawsze mi dowalał, zawsze dokuczał, a że był starszy,
      to do pewnego czasu sprawiało mi wielką trudność, żeby się bronić –
      on miał większy zasób słownictwa, no i był bardziej wyćwiczony w
      dowalaniu. Nie wiedzieć czemu mój brat uwielbiał pokazywać w ten
      sposób swoją siłę. Uwielbiał sytuacje, kiedy kogoś zgnębił
      psychicznie do samego dna, kiedy ktoś był słaby i bezbronny tak, że
      już nic nie mógł powiedzieć ani zrobić, tylko płakać, wyć, krzyczeć
      czy czuć się totalnie zbitym, martwym. Wtedy mój brat czuł się jak
      bóg – jak tylko kogoś zniszczył. A miał do tego i ma wyjątkowy
      talent.
      Jak już wcześniej napisałam, do pewnego czasu nie potrafiłam się
      bronić, ale potem ja też nabyłam odpowiednie słownictwo i byliśmy na
      wyrównanym poziomie. Ale pomimo tego, że potrafiłam skutecznie
      pyskować, mój problem i cały ból, ogromny ból związany z tą sytuacją
      nie zniknął. Niby nie dawałam siebie traktować jak szmaty, ale jak
      szmata się czułam. To dziwne …
      W tym cały szkopuł. Nienawiść, którą okazywał mi mój brat była
      niczym w porównaniu z nienawiścią, którą czułam ja sama do siebie.
      Bo co ja tak naprawdę myślę o osobach, które dają się tak traktować?
      Całe życie patrzyłam, jak moja mama daje po sobie pojeżdżać i nie
      potrafi się obronić ani nawet nic powiedzieć i co czułam?
      Gardziłam takimi osobami, nie miałam do nich szacunku, nienawidziłam
      ich nawet, nie współczułam im i nawet myślałam, że zasłużyły sobie
      na to przez tę swoją wkurzającą pierdołowatość i brak zaradności.
      Sama miałam ochotę im dowalić, bo po prostu nimi gardziłam i
      uważałam, że są nędzną imitacją człowieka. Ich słabość i cierpienie
      nie robiły na mnie wrażenia. Ja po prostu nimi pogardzałam. Gdy więc
      znalazłam się nagle w roli takiej właśnie ofiary, podświadomie
      czułam do siebie taką samą nienawiść i pogardę. Nie potrafiłam
      siebie zaakceptować jako szmaty, ofiary, pierdoły życiowej, za którą
      się uważałam. Nie potrafiłam zaakceptować u siebie takiego
      zachowania. Wewnętrznie tak sobie dowalałam, że mój brat i stu jemu
      podobnych nie byli mi potrzebni do tego, żebym się czuła jak szmata,
      bo sama siebie nie szanowałam i sobą pogardzałam. Zero szacunku dla
      siebie, zero współczucia i wsparcia. Nienawiść w czystej postaci. I
      może dzisiaj jeszcze też nie jestem do końca przekonana, że takie
      ofiary zasługują na mój szacunek. Dzisiaj jeszcze mam do siebie
      zajebiste pretensje, że byłam taka głupia, bezbronna i pierdołowata
      i nie potrafię sobie tego wybaczyć. Ale dzisiaj zrozumiałam, że
      jestem dla siebie największym katem, a mój brat to przy mnie pikuś!
      Że tak naprawdę to ja siebie nie akceptuję i siebie nienawidzę.
      Mojego brata nie zmienię, bo nie mam wpływu na jego życie. Ale na
      moje mam i być może już jutro albo pojutrze, albo po po, nauczę się
      sobie współczuć, zmienię zdanie o ludziach ,których się maltretuje i
      którzy są słabi i nie potrafią się bronić, może mi się uda wszystko
      w sobie zaakceptować - nawet siebie wtedy, kiedy nie walczę. Proces
      się zaczął, rozumienie nadeszło, teraz pozostało tylko przetrawić
      przykre uczucia: bólu, cierpienia, goryczy, rozczarowania,
      nienawiści, chęci zemsty i ukarania winowajców, żalu, pretensji,
      bezsilności, słabości, bezradności, strachu, poniżenia, upokorzenia,
      złości, gniewu, wściekłości, nawet furii, agresji, chęci użycia
      przemocy, a nawet zabicia winowajcy, pogardy dla siebie, itd.
      Ciężki orzech do zgryzienia.
    • ladynemeyeth 05.08.08, 16:05
      Ale to jednak możliwe, żeby go rozgryźć!
      Od jakiegoś czasu miałam problem z oszczerstwami, które
      rozbrzmiewały w mojej głowie od lat. Zwłaszcza te dotyczące mojej
      przydatności do pracy, mojej inteligencji, wartości jako pracownika,
      itd.
      Pod wpływem tej straszliwej, napastliwej krytyki ze strony mojego
      brata wykształciła się we mnie taka postawa pod tytułem „muszę być
      doskonała za wszelką cenę, żeby nie dostać od niego po głowie. Muszę
      krytykować wszystkich i wszystko, co jest głupie, beznadziejne, mało
      inteligentne, każdego, kto sobie nie radzi, kto nie potrafi, nie
      umie, kto musi się nauczyć”. Na swoją zgubę.
      Moje wewnętrzne dziecko okropnie na tym wszystkim ucierpiało. Ono
      cały czas musiało praktycznie stać na baczność, uważać na to, co kto
      od niego wymaga i od razu sprostać tym wymaganiom, bo jeśli nie, to
      było beznadziejne! I aż do dzisiaj bardzo cierpiało! Przez ostatnie
      lata głównie przeze mnie samą, ponieważ z moim bratem już się nie
      widuję i nie mam okazji być przez niego krytykowaną.
      Okazało się, że moje dziecko nie ma się do kogo zwrócić o pomoc,
      kiedy chce się czegoś nauczyć. A przywilejem dzieci jest to, że
      ciągle się uczą i że mogą pytać. Rodzą się w końcu jako nie zapisane
      tablice, jako niczego nieświadome istotki, które wszystkiego muszą i
      chcą się nauczyć.
      Kiedy byłam mała, nikt nie spełnił tej mojej dziecięcej potrzeby,
      aby mnie nauczać z miłością, aby mnie po tym świecie „oprowadzić”,
      pokazać mi różne rzeczy i bardzo mnie przy tym wszystkim kochać.
      Kochać mnie za moją dziecięcość, za moją ciekawość, chęć nauki, za
      zadawane pytania. Ta niespełniona potrzeba odezwała się intensywnie
      po latach i dzisiaj ją sobie uświadomiłam.
      Kiedy to się stało, poczułam niesamowitą ulgę…
      Dzisiaj to ja mogę być dla siebie kochającym rodzicem, opiekunem,
      który mnie poprowadzi przez życie za rączkę, odpowie na moje pytania
      albo poszuka razem ze mną odpowiedzi, jeśli czegoś nie będzie
      wiedzieć; który będzie we mnie wierzył i tłumaczył mi wszystko z
      ufnością i miłością, który się mną zaopiekuje.
    • megg2003 30.07.08, 11:58
      Milczenie wcale nie musi oznaczac zgody. A jak się nie odzywasz to mozesz
      zaznaczyc, że Ty już przestalas mowic w jego kierunku i nie życzysz sobie zeby
      on mowil w Twoim, odwrocic sie na piecie i tyle. Z drugiej strony to bardzo
      przykre, z czym sie teraz spotykasz. Mieszkacie razem?
    • anciax 30.07.08, 12:09
      > Mieszkacie razem?

      niestety tak
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi"
    • megg2003 30.07.08, 12:19
      A jakie są szanse na wyprowadzkę?
    • anciax 30.07.08, 12:52
      nie stac na samodzielne wynajecie mieszkania
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi"
    • megg2003 30.07.08, 13:03
      A nie mozna nic zrobic zeby bylo stac, wiesz, dodatkowa praca
    • anciax 30.07.08, 13:12
      u mnie wszelkie zmiany zachodza bardzo powoli. byc moze za jakis rok, czy nawet
      pol roku wyjasni sie sprawa z wyprowadzka - tzn, ze zacznie mnie stac na
      mieszkanie :)
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi"
    • anciax 30.07.08, 11:49
      nie swiadcza, tylko swiadka
      --
      "Przyjaciel to ten, który zna wszystkie twoje wady,
      a mimo to cie lubi"
    • ladynemeyeth 30.07.08, 11:52
      Wiesz co ... na zaczepki jestem w stanie nie reagować, jak sama z
      soba jestem spokojna. Jak wywalę całą złość i inne emocje dotyczące
      sytuacji. Wtedy jestem w stanie zlać głupie teksty. I niestety
      wykrzyczenie ich pijakowi czy komukolwiek, na kogo jest się złym,
      niezbyt pomaga, jeśli ta rozmowa z gruntu nie jest i nie ma być
      konstruktywna. Jeśli się rozmawia z pijanym czy głupim, to rozmowa
      będzie polegała tylko na oszczerstwach. Ty swoje wykrzyczysz, a
      potem ta druga strona powie Ci jeszcze gorsze rzeczy, żeby mocniej
      dowalić. Bo tylko o dowalenie tu chodzi, nie o powiedzenie prawdy i
      dojście do porozumienia. Więc trzeba to załatwić samej z sobą i
      gdzieś te emocje wyładować - nawet jeśli to ma być worek treningowy.
      Można wejść do jakiegoś pomieszczenia lub na odludzie i zacząć
      krzyczeć, wyć, tę osobę nawet wyzywać, jeśli czuje się taką
      potrzebę. Najpierw trzeba sobie ulżyć, żeby móc potem zacząć
      konstruktywnie działać i myśleć.
      Ja w ten sposób działałam i przynosi to efekty. Choć takich sytuacji
      przeżyłam mnóstwo i teraz też nie zawsze jestem w stanie się
      pohamować. Ale na pewno jest mi łatwiej.
    • siska_0 30.07.08, 14:32
      moze nie dotyczy tego samego ale porownywalne

      jak mialam nascie lat klociclam sie z rodzicami o wszytsko bo bili
      dosc bardzo czepiajacy sie, nie moglam tego nigdy wytrzymac i zawsze
      im cos odpowiadalaam

      az pewnego pieknego dnia dobry kolega powiedzial mi ze jak oni cos
      do mnie mowia mam zaczac myslec o czyms innym w ogole nie sluchajac
      ich - I TO ZADZIAŁAŁO! JAK NIC INNEGO

      moze warto sprobowac?
    • little_emma 30.07.08, 20:24
      Wiesz anciax, właśnie jestem po wczorajszej kłótni między rodzicami, która polegała mniej więcej na tym. Ojciec (pod wpływem) zarzucił coś mojej mamie. Na przykładzie własnej rodziny świetnie wiem, że z pijanym po prostu sie nie dyskutuje, bo to nie ma sensu. Nic mu nie przetłumaczysz, a on się tylko zacietrzewi. Bo on nie myśli racjonalnie. Ja akurat z ojcem się nie kłócę, bo w ogóle mało ze sobą rozmawiamy, a w kłótnie rodziców sie nie wtrącam więc kwestia reakcji jest głównie po stronie mojej mamy. I ona też stopniowo uczy się milczeć i nie reagować na zaczepki ojca. Czasem próbuje mu coś racjonalnie wytłumaczyć, ale zazwyczaj nie przynosi to efektu. Bo przecież on wie swoje najlepiej. Rozpisałam się a chciałam napisać tylko, że dyskusja z pijanym to nie zawsze jest dobry pomysł.
      Ja również mieszkam z rodzicami także dobrze Cię rozumiem anciax:(
      Emma
    • anciax 31.07.08, 08:38
      zamknelabym sie, gdyby w domu byl tylko on i ja. ale byli jeszcze inni
      domownicy. powod dlaczego podjelam rozmowe napisalam
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • fajny.piotrek25 30.07.08, 20:28
      Ja jak mnie ojciec zaczepia to staram sie byc stanowczy i rzeczowy i mowie krotko i na temat jdsli widze ze to tylko puste slowa to daze do tego zebx mnie zostawil i ucinam rozmowe
    • anciax 31.07.08, 08:26
      mowilam krotko, na poczatku, potem znowu sie rozgadalam i zcaelam prowadzic ten
      gowniany dialog, kt do niczego nieprowadzi :/
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • anciax 31.07.08, 08:29
      zeby bylo smiejszniej, wywalilam go z mojego pokoju i trzasnelam za nim drzwiami
      :)))
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • moniczka72 31.07.08, 08:30
      anciax, Ty jeszcze mozesz zwalic wine na to ze Twoj rodzic jest pijany i
      wymysla. Mnie czasem moja trzezwa matka oskarza o cos (glupoty wlasciwie), potem
      okazuje sie ze to nie byla ani moja wina, ja tego czegos nie zrobilam. Wiesz ze
      nigdy mnie za te niesluszne oskarzenie nie przeprosila? Nigdy nie umiala sie
      przyznac ze nie ma racji. I to mnie wkurza na maksa...
    • megg2003 31.07.08, 08:42
      Moja matka nawet jak mnie - 15-letnią - od kurew wyzywała to też nie umiała
      przeprosić. Nienawidziłam jej wtedy do tego stopnia, że życzyłam jej śmierci
    • moniczka72 31.07.08, 09:06
      megg2003, ja tylko szmata bylam :) Ale pamietam jej do tej pory. Tlumilam te
      wszystki emocje w sobie dluzej niz Ty. Jak mialam 34 lata to taka mi zlosc,
      gniew i agresja w stosunku do matki zaczela wychodzic, ze nie potrafilam 5 minut
      z nia posiedziec. Jak nigdy na nikogo nie wrzeszczalam, tak zaczelam na nia
      krzyczec. Teraz wiem ze to co tlumilam tyle czasu w koncu musialo w jakis sposob
      sie wydostac ze mnie, bo bym zwariowala. Taki wentyl bezpieczenstwa
      Niektorzy ludzie nie powinni miec dzieci, tak po prostu.
    • ladynemeyeth 31.07.08, 09:13
      Oj, takie jazdy to i ja sobie przypominam. Może nie od kurew, ale na
      przykład mnie oskarżała, że wzięłam coś, czego nie wzięłam. No i w
      ogóle ja i moja siostra dorastałyśmy w klimacie, ze córki to są
      wredne dla matki, a synowie to anioły, kobiety się do niczego nie
      nadają, a chłopak to sobie zawsze poradzi i w ogóle mężczyzna jest w
      domu najważniejszy. Masakra! Poza tym moja matka traktowała nas jak
      swoje młodsze rodzeństwo, zwierzała się nam z rzeczy, które powinna
      zachować dla siebie albo je powierzać jakiejś swojej przyjaciółce
      (której nigdy nie miała), albo też załatwiać je z mężem,
      rywalizowała z nami i za wszelką cenę chciała z nami rywalizować,
      żeby pokazać, że jest lepsza. Więc zawierzenie jakiegokolwiek
      problemu mojej matce czy ojcu było dosyć ryzykowne, ponieważ nie
      zależało im, żeby mi pomoc - wykorzystywali moje słabości, żeby
      udowodniać, jacy sami są wspaniali, bo oni przecież w takie kłopoty
      by się nie wpakowali. Nigdy nie przepraszali, bo rodzice są w domu
      bogami i nie musza przepraszac ani traktowac nas jak ludzi. W koncu
      maja władzę absolutną, a my przez szacunek nie powinniśmy się nawet
      odezwać ani zaprotestować.
    • moniczka72 31.07.08, 09:20
      taaaa, skad ja to znam. Przez pewien czas nie umialam w ogole powiedziec
      przepraszam, nawet jak mocno komus zainilam. Na szczescie potem sie nawrocilam
      na dobra droge :). Ale w koncu powielalam schemat wyniesiony z domu.
      Do dzis jak robie sobie jakis test skojarzen w ktorym jest pytanie co ludzie
      moga o mnie pomyslec, automatycznie odpowiadam ze jestem wredna. Tak mi to matka
      wpoila do glowy, ze jestem wredna :)
      Choc nie jestem :)
    • ladynemeyeth 31.07.08, 09:23
      Oj, z tym przepraszaniem to i ja mam zajebisty problem niestety ...
      Mój mąż nie potrafi tego zrozumieć, dlaczego go nie przepraszam, jak
      coś jest z mojej winy. Dlaczego się nie przyznam tak od razu. No to
      już wiem, dlaczego ... :-(
      Dzięki za posta.
    • megg2003 31.07.08, 09:40
      Koszmarne te opwieści nasze domowe.. :(
      Ja natomiast przepraszam za siebie, za matkę i za to, że żyję
    • anciax 31.07.08, 13:44
      > przykład mnie oskarżała, że wzięłam coś, czego nie wzięłam. No i w
      > ogóle ja i moja siostra dorastałyśmy w klimacie, ze córki to są
      > wredne dla matki, a synowie to anioły, kobiety się do niczego nie
      > nadają, a chłopak to sobie zawsze poradzi

      no ja ten bigos mam za kazdym razem, jak stary jest nawalony.
      i niestety on bajki, ktore dobie stwarza w tym pustym lbie, sprzedaj innym =
      zrobil mi juz odpowiednio zla opinie a ja, wariatka, nadla sie przejmuje tym, co
      on ludziom o mnie opowiada, jakie nowe niestworzone historie o mnie kraza.
      mam tylko jedna Osobe, ktora wie o mnie na prawde jaka jestem i licze, ze ta
      Osoba nie bedzie wierzyla w bajki mojego ojca-alkoholika!!!!
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • moniczka72 31.07.08, 14:20
      anciax, moze i ktos uwierzy w takie bajki ale to bedzie chwilowe. Ktos kto
      dobrze i dlugo Cie zna wie ze to wyssane z palca bzdury. Ja bym nie wchodzila w
      sytuacje kiedy sie z tego tlumaczysz, tylko stwierdzila ze na to co klepie
      alkoholik po pijaku to ja wplywu nie mam, a jesli ktos wierzy to jego sprawa.
    • anciax 31.07.08, 14:44
      ha, tylko ze on sprzedaje te bajki ludziom, ktorzy nie zdazyli mnie poznac a
      przychodza do naszego domu. po takich akcjach nie mam ochoty poznawac tych
      ludzi, bo wyszlabym do nich w przeswaidczeniu, ze moj fspanialy ojciec juz mnie
      im przedtawil. rozumiesz?
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • moniczka72 31.07.08, 14:50
      Rozumiem, tylko widzisz, jesli ktos tak na podstawie slow czlowieka pijanego
      wyrabia sobie opinie na Twoj temat i nie jest w stanie jej zmienic, to ja bym z
      takim czlowiekiem aklurat nie chciala miec do czynienia. Anciax nie kazdy musi
      mnie lubic i nie kazdy musi o mnie dobrze myslec. To nastepna cecha DDA ze chca
      byc wspaniali wobec wszystkich, a traca na tym oni sami.
    • anciax 31.07.08, 20:35
      pewnie masz i racje
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • ladynemeyeth 31.07.08, 14:54
      ja pierdzielę .. .to musi być cholernie krzywdzące! Tak naprawdę nie
      masz nawet szansy się sama zaprezentować i pokazać tego, co w Tobie
      najlepsze, bo ktos już Cię zawczasu przed innymi skreśla.
      Zajebiście niesprawiedliwe, a kołka wbić w ziemię tam, gdzie jego
      miejsce!
    • anciax 31.07.08, 20:36
      :*
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • ladynemeyeth 31.07.08, 09:21
      Myślę, że oszczerstwa w ogóle się źle znosi - czy od pijanego, czy
      nie od pijanego. W sumie fajny wątek anciax zaczęłaś, bo zdałam
      sobie sprawę, ile oszczerstw na swoj temat musiałm się nasłuchać,
      kiedy dorastałam. A mistrzem w ich wymyślaniu był mój brat rodem ze
      straży obozu koncentracyjnego! Ile on się nawymyślał, ile mi
      nadokuczał - i wcale nie jest alkoholikiem. On po prostu lubi jechać
      po ludziach, bo tylko tak może się wyżyć! Wszyscy to debile,
      kretyni, jelenie, obleśne grubasy, idioci! Wszyscy są źli,
      beznadziejni, głupi, bez sensu, tylko on jest najmądrzejszy i
      najwspanialszy na świecie. Z drugiej strony sam ma takie mega
      kompleksy, że głowa mała!
      Chyba jedynym sposobem na takiego gada jest wypracowanie wysokiej
      samooceny i bardzo pewnego poglądu na swój temat, że nic go nie
      ruszy. Oczywiście pozytywnego poglądu.
      Jestem na etapie konfrontacji z gadami. Znaczy - czuję MOC :-)
      Czuję, że mnie niedługo arkusze zasypią :-)
    • moniczka72 31.07.08, 09:27
      widzisz, zawsze cos tam sie przypomni co to trzeba komus wybaczyc :) Sobie tez,
      ze kurcze pozwolilysmy sobie na to zeby dac sobie wmowic takie glupoty do glowy
      i przyjac jako swoje !!!
    • megg2003 31.07.08, 09:42
      To teraz trzeba je sobie sobie wybić... z dupy gumowym młotkiem :) jak mawiał
      ś.p. Marek Kotański
    • ladynemeyeth 31.07.08, 09:53
      Tak! Bo i te wszystkie teksty są rodem z dupy właśnie ;-)
    • megg2003 31.07.08, 09:59
      Takie gówniane bardzo i gówno warte :)
    • anciax 31.07.08, 13:34
      i smierdzace bardzo :/
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • log222 01.08.08, 17:53
      No o dziecku raczej nie można powiedzieć, że pozwoliło sobie wmówić takie głupoty. Ono nie wiedziało, czy to jest głupota czy nie, było w pełni zależne od opiekunów i to od nich zależało, co ten malec przyjmie jako swoje. Więc przynajmniej temu dziecku, którym kiedyś byliśmy, nie ma czego wybaczać, bo nie jest winne, nie zrobiło nic złego, nie miało żadnego wpływu, żadnej mocy, żeby się uchronić. Pozostaje je przytulić : ) i otoczyć opieką
    • log222 01.08.08, 18:11
      He, no w sumie na końcu wyszło na to samo, ale chodzi mi głownie o to, że nie
      można mówić o dziecku, że ono "pozwala", w sensie, że niby ma jakiś wybór, że
      dokonuje wyborów, że daje sobie wmówić
      Dobra, podsumowując: chodzi o wybaczenie "to nie Twoja wina", a nie "pozwoliłaś
      to sobie zrobić". Bo tak post moniczki mi zabrzmiał, jak taki "zawiniony"
    • log222 01.08.08, 17:34
      Odnośnie "co pomyślą inni". Może spróbuj postawić się na miejscu obserwatora, widza. Popatrz na ojca z punktu widzenia sąsiada, przechodnia. Jak jest taki pijany /śmierdzący/brudny/przeklinający/ - czy to jest wiarygodna osoba, której warto słuchać? Czy jej słowa idealnie odzwierciedlają rzeczywistość? A przede wszystkim, pomyśl o dzieciach/dziecku tej osoby, o sytuacji w domu - że się tak wyrażę... czyją stronę "trzymasz"?

      Jego zachowanie świadczy o nim, nie o Tobie.
    • anciax 01.08.08, 17:47
      sprostowanie:

      syt., gdzie on sprzedaje bajki innym na moj temat - nie jest wtedy pijany.
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • mskaiq 02.08.08, 13:41
      Po co reagowac na zlosc albo niepoczytalnosc drugiej osoby tym
      samym. Kiedy nie wybuchne wtedy zachowam moj dobry nastroj. A
      uczucie ze brak reakcji oznacza ze przegralem jest zludzeniem.
      Zawsze prezgrywa osoba agresywna.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • estutweh 06.08.08, 21:29
      Zle znosze. Po pijaku lepiej, ale nie moge zniesc, jak jest trzezwy i mnie
      wyzywa. Ile wyzwisk sie nasluchalam przez te wszystkie czasy, to moglabym
      wypisywac do nocy i bym nie skonczyla.

      Mowicie, ze z pijanym sie nie dyskutuje. Tylko ze ja mam tak, ze nie wiem, kiedy
      moge cos powiedziec. Czasem jak cos ze spokojem powiem, to go bardziej wkurzy
      niz jakbym sie wydarla. I byc tu madry i czytaj w myslach. Kiedys mialam taka
      sytuacje, ze sie nie odzywalam po prostu, to i tak mnie wytargal.

      Mowie mu, ze po pijaku nie bede z nim rozmawiac, a ten zaczyna swoje wywody
      dotyczace zycia. Ze on pokazuje, co alkohol robi z czlowiekiem (tak, prawie ze
      od slubu mamy). No po prostu jak tego slucham to sie nie da nic nie powiedziec,
      a najchetniej to bym przywalila w ten glupi leb, bo takie glupoty gada, taki
      czysty hipokryta.

      Kiedys darl sie na mnie, ze na dworze jest 12 stopni. No mowie wam, psychiczny
      jakis. Moja wina, ze na dworze jest 12 stopni...

      Dzisiaj zaczal sie wydzierac, ze nie ma jakiegos tam dokumentu i pewnie ja go
      wzielam. Mowie mu piec razy, ze go nie wzielam, bo jakbym wziela, to bym miala.
      A ten nic, dalej z ryjem. Ale w koncu znalazl i co? Nawet nie przeprosil.

    • anciax 07.08.08, 09:23
      > Dzisiaj zaczal sie wydzierac, ze nie ma jakiegos tam dokumentu i pewnie ja go
      > wzielam. Mowie mu piec razy, ze go nie wzielam, bo jakbym wziela, to bym miala.
      > A ten nic, dalej z ryjem. Ale w koncu znalazl...

      u mnie takie sytuacje trwaja od 8 lat (moze wczesniej tez byly, ale tego nie
      jestem w stanie powiedziec, bo jesli byly - to mam je wysluchiwala a nie ja).
      i wyjezdza na mnie z morda, ze to ja na pewno mu TO COS ukradlam, a jak TO COS
      znajdzie, to przeprasza (choc ostanio nie przeprasza, bo ja z nim nie gadam,
      wiec nie ma zywej duszy na horyzoncie) i... jak sie trafi nastepne szukanie TEGO
      CZEGOS, to znowu ja jestem ta, ktora ukradla... i tak w kolko.

      pierdolony alkoholik!
      --
      "sam nie zatrzymam rzeki czarnych kłamstw"
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 10:12
      ja tez tak mam anciax,nierozmawiam z nim zeby nie dawac mu powodow do myslenia ze jest ok bo rozmawiam ale on i tak sie co jakis czas na mnie wydziera o pierdole jakas bo zaczepki szuka bo nie lubi spokoju .a ja juz tak mam popaprane mysli ze nic nie robie bo sie zapetlam myslac ze nic nie ma sensu,ale samotnosc mnie pograza ale zdrugiej strony niechce byc wsrod ludzi bo jestem za slabx i psychicznie i fizycznie
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 10:21
      ja ciagle mam do siebie wyrzuty jak o sobie pisze bo mi sie wydaje ze to glupoty ze to na pokaz ale ja chce sie przed kims otworzyc bo musze.jestem 25 letnim dzieckiem ktore siedzi w domu i sie patrzy kiedy pijak przyjdzie bo do sklepu poszedl,mialem rente po mamie ktora mi sie skonczyla w ub.miesiacu i teraz to co zarobie to mam nazycie a zarabiam od przypadku do przypadku a jak nie mam to biore to co pijak kupil za to co mu ze swojej renty zostanie to czego nie przepil
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 10:28
      Boli mie to ze tak jest.jak wstaje rano to sprzatam po pijaku bo jak jedzenie rńbil to porozwalal wszystko gdzie popadnie a ja nie mogd na to patrzec i sie lapie na tym ze mysle-po co mi to,ale za chwile-ale ja tak nie moge nie jestem brudasem tak jak on,ale w tym uczestnicze jestem w interakcji z nim niestety,niech nikt sie tego nie wazy traktowac jako narzekania bo to JEST MOJE ZYCIE I TO JEST PRAWDA.
    • ladynemeyeth 07.08.08, 10:31
      Szczerze Ci współczuję :-(
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 11:06
      Niewiem juz co mam pisac bo nic mi nie przynosi ulgi
    • ladynemeyeth 07.08.08, 11:23
      Ja ostatnio tez tak mam, że nic mi nie przynosi długotrwałej ulgi.
      Wkurzam się i żyję dalej. Mam taki problem do rozwiązania i niestety
      to wymaga czasu, cierpliwości, odporności na ból ... A ja już powoli
      mam dosyć, bo to zajebiście długo trwa. Wkurza mnie to!
      Załatwiam to etapami, coraz więcej rozumiem, ale nie na tyle dużo,
      by to całkowicie rozwiązać.
      Coż, show must go on ...
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 11:31
      Tylko to forum daje mi mozliwosc podzieldnia sie tym co mnie boli .czuje teraz frustracje
    • log222 09.08.08, 16:52
      Może ograniczyć ilość dostępnego jedzenia?
      Ja chowałam lub wyrzucałam jedzenie, inaczej całe mieszkanie uwalone w makaronie, kiełbasie, wyplutych pomidorach, jabłkach, czy innych produktach spożywczych
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 10:32
      ciagle popelmiąm bledy ktorych zaluje i to jest dla mnie ciezarem ktory mnie pzygniata i wbija w ziemie,czym ze jest moje zycie
    • estutweh 07.08.08, 13:29
      "Boli mie to ze tak jest.jak wstaje rano to sprzatam po pijaku bo jak jedzenie
      rńbil to porozwalal wszystko gdzie popadnie a ja nie mogd na to patrzec i sie
      lapie na tym ze mysle-po co mi to,ale za chwile-ale ja tak nie moge nie jestem
      brudasem tak jak on,ale w tym uczestnicze jestem w interakcji z nim
      niestety,niech nikt sie tego nie wazy traktowac jako narzekania bo to JEST MOJE
      ZYCIE I TO JEST PRAWDA."

      Ja mam w domu 50-letnie dziecko, ktore nie dosc, ze pije, to nie dba o higiene
      (czasem o prysznic trzeba go prosic), chodzi w przepoconych ciuchach (wczoraj
      szlam obok wieszaka na garderobe, tak przechodze i sie zastanawiam co tak
      smierdzi. Okazalo sie, ze to jego wiszace koszule. Nawet ich do kosza na brudne
      ciuchy nie wrzucil, pewnie same pojda), zebow nie myje pasta, oplukuje - woda.
      Raz widzilam, jak odkurzyl, raz na ponad 17 lat mojego zycia. Obiadu sobie sam
      nie wezmie jak ktos jest w domu, tylko trzeba mu pod nos podac, a pozniej
      jeszcze wziac talerze i umyc, choc nie powiem, czasami mu sie zdarza umyc po
      sobie talerz. Obsranego za przeproszeniem kibla czasami nie umyje, bo ciezko
      siegnac po szczotke. Umywalka jest oblepiona jego smarkami, prochem od papierosa
      (jezu, na smierc zapomnialam jak sie na to mowi, sory), czesto do niej rzyga. Po
      prostu brzydze sie wchodzic do swojej wlasnej lazienki. I tak jak Ty Piotrek,
      czasem wole to posprzatac bo nie rozumiem jak mozna zyc w takim brudzie (Ja tez
      jestem balaganiara, ale sa pewne granice).

      A jak mu sie zwroci uwage, zeby umyl umywalke, sprzatnal z polki zgolone wlosy,
      czy umyl kibel, to od razu z morda. Ostatnio podszedl do mnie i mnie zaczal
      szczypac, przytulac, itd., a ja mowie spokojnie odejdz, bo smierdzisz. Moglbys
      sie ukapac. Ale sie wkurzyl, myslalam, ze ogluchne. Odpowiedz w stylu:
      wyimaginowalas to sobie, masz jakies KOSMICZNE wymysly.

      No po prostu rece i nogi opadaja. Mama czasem spi osobno, bo sie nie da zniesc
      tego smrodu. Drzwi do swojego pokoju zamykam.

      I do tego alkoholik i damski bokser. I przez niego mam IBS.

      boze, boze, nawet nie wiecie jak bardzo sie bede cieszyc, kiedy sie stad
      wyprowadze! to bedzie najszczesliwszy dzien w moim dotychczasowym, zasranym zyciu.
    • fajny.piotrek25 07.08.08, 19:42
      nieumiem nie narzekac siedze w tym po uszy niewiem co moze mnie uratowac
    • mskaiq 09.08.08, 13:26
      Kiedy narzekasz wtedy czujesz sie jeszcze gorzej, od nowa przezywaz
      Swoja krzywde i zlo i wtedy znow przezywasz agresje i zlosc tego
      czlowieka od nowa.
      Jesli wybaczysz, wtedy znika bol, przestajesz zyc krzywda, jestes w
      stanie zyc Swoje zycie, nie zyjesz krzywda ktora zostala Ci
      wyrzadzona.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • estutweh 09.08.08, 23:56
      Ile razy mozna wybaczac? Ile, powiedz mi? Jak mozna wybaczyc komus, kto tak
      krzywdzi drugiego czlowieka? Kto byc moze nigdy nie zrozumie swojego bledu i
      zachla sie na smierc?
    • mskaiq 10.08.08, 11:17
      Wybaczenie jest przede wszyustkim dla Ciebie. Kiedy wybaczasz
      pozbywasz sie bolu, nienawisci i stanow depresyjnych.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • estutweh 10.08.08, 16:26
      Nie jestem taka dobra i na ta chwile sadze, ze nie wybacze nigdy.
    • ladynemeyeth 10.08.08, 21:15
      Tak, znam ten etap i te uczucia. Jeszcze parę miesięcy temu moja
      terapeutka też mi mówiła, że wybaczenie jest raczej po to, żeby to
      mi ulżyło, a nie krzywidzicielowi. Nie mogłam tego słuchać!
      Strasznie mnie to wkurzało! Nawet nie chciałam na sesji wykrzyczeć,
      co mi leży na wątrobie, bo tak się brzydziłam tym człowiekiem. A
      potem odkryłam coś takiego, jak arkusz radykalnego wybaczania.
      Musiałam wypełnić ich dziesiątki, żeby zrozumieć, że wybaczanie jest
      naprawdę dla mnie dobrodziejstwem, a nie dla krzywdziciela. To mi
      przynosi ulgę, a nie temu człowiekowi. W moich początkach nie
      wypełniałam arkuszy w sytuacjach z moim ojcem, dopiero później, jak
      wypełniłam ich już wiele i poczułam się silniejsza. Efekty
      wybaczania przerosły moje najśmielsze wyobrażenia ...

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka