Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wrogość w związku

    25.08.08, 15:05
    Mój partner zaczął od pewnego czasu, po tym jak zamieszkaliśmy ze
    sobą i pojawiły się sprzeczki, traktować mnie jak wroga.

    W każdej sytuacji nawet zwykłej rozmowy uważa, ze go atakuję, a
    naprawde uważam, zeby tak nie było. Każdą sprzeczkę (naprawdę o
    pierdoły) uważa za kłótnię i początek końca związku. Ja myślę, że to
    poprostu docieranie się.

    Nasz związek zrodził się na 3-letniej przyjaźni, teraz jednak nie
    umiemy ze sobą rozmawiać.
    Partner w wielu błahych sytuacjach uważa, ze go atakuję.
    Nawet jak na wyjezdzie zwróciłam się do niego o pomoc w czymś, co
    było pilne, a on akurat robił w tym czasie co innego, uznał tę
    sytuację za atak na siebie. Bardzo zdziwiła mnie jego aż taka
    emocjonalna - negatywna reakcja, poczułam się jakbym coś mu
    strasznego zrobiła.

    Próbowałam rozmawiać z nim wielokrotnie, jednak on zbywa to na
    zasadzie: "czego Ty ode mnie chcesz?".

    Dodam, ze nasza wcześniejsza znajomość opierała się m.in. na
    wielogodzinnych rozmowach i wzajemnym zrozumieniu. To on był stroną
    zabiegająca o nasz związek (czekał na to rok, bo ja byłam z kimś
    innym).
    Teraz doszło trochę problemów życia codziennego, ostatnio żyjemy w
    stresie, ale nie wiem czemu on mnie postrzega jako wroga, a próby
    rozmowy jako atak na jego osobę.

    Czy to może być związane z Syndromem DDA? Mój partner jest dzieckiem
    alkoholika. Poza tym, to jego pierwszy poważny związek, zawsze był
    samotnikiem.

    Co robić? Pomóżcie:(


    Edytor zaawansowany
    • asiulka-22 26.08.08, 01:17
      witaj. Wiesz moj zwiazek z mezczyzna ktory jest DDa zakonczyl sie
      wlasnie z powodu sprzeczki. Osoba ktora kocham uznala ta sprzeczke
      za koniec zwiazku. przestraszyl sie ze nie wyjdzie ze bedziemy sie
      klocic,ze zawsze bedzie tak samo i nie dojdziemy do porozumienia
      jesli chodzi o nasze oczekiwania wobec siebie, zachowal sie
      niepowaznie bo jesli postanowilismy sie zejsc (bo raz juz to zrobil)
      to trzeba pielgnowac to co sie ma. bylismy ze soba 4 lata.
      masz rzeczywiscie trudna sytuacje. Moze on chcialby zeby nie bylo
      sprzeczek, nawet tych o byle co, boi sie klotni i nieporozumien,
      nawet te male wywoluja u niego strach. Mysle jest to strach przed
      zwiazkeim na powaznie, na bycie i mieszkanie ze soba na dobre i
      zle,na lata... A jak pjawia sie sprzeczka lub male nieporozumienie
      to jeszce bardziej sie boi. Spruboj z nim porozmawiac, wyjasnij mu
      ze kazdy ma prawo do bledu, ze swiat nie jest idealny, ze to jest
      normalne. Ze kobieta i mezczyzna to istoty z dwoch roznych planet i
      czasem poprostu inaczej postrzegaja pewne rzeczy. okazuj mu duzo
      ciepla i uczucia, pokaz jak bardzo ci na nim zalezy i jak bardzo go
      kochasz. Ja np. bardzo teraz cierpie, bo mezczyzna ktorego kocham
      bardzo odszedl wlasnie z tego powodu co ci opisalam powyzej, strach
      przed byciem z kims na lata, nie byl pewien czego chce i odszedl.
      Moj facet ma teraz 28 lat i ja jestem jego pierwsza dziewczyna na
      powaznie, na dodatek nie mial wczesniej zwiazkow. Na mnie padlo,
      bardzo mu na mnie zalezalo i mi na nim. to byla piekna dla mnie
      milsoc. Bardzo mnie to boli wszystko. Trudno zyc i dogodzic ludziom
      DDA. Pisz jesli masz pytania. Moze ktos jeszce ci cos napisze, jakas
      rade. mi pare osob udzielilo fachowych i madrych bardzo rad na
      forum, ktorzy znaja dobrze cechy i problemy ludzi z DDA. Pozdrawiam
      cie i zycze rozwiazania dylematu, duzo szczescia i milosci.
    • anciax 26.08.08, 09:04
      Bambi29, czytajac zachowanie twojego partnera, jakbym czytala o sobie.
      Nie jestem w prawdzie w zwiazku, bo boje sie go stworzyc, ale w kontaktach z
      domownikami tak wlasnie sie zachowuje.
      Dziekuje, ze zalozylas ten temat, bo uswiadomilas mi moje wrogie nastawienie do
      ludzi "boguduchawinnych".
      Szczerze mowiac nie wiem jak sobie z tym poradzic. Mnie sie nie chce byc mila
      dla innych, bo latwiejsze jest wszstko inne niz bycie mila.
      --
      "między niebem a piekłem spotkamy się"
    • ladynemeyeth 26.08.08, 09:24
      Ja też tak miałam - wrogość do ludzi to kiedyś był stały element
      moich z nimi relacji. Wynikało to z różnych powodów, ale najczęściej
      z kompleksów i wstydu. Wstydziłam się na przykład tego, że u mnie w
      domu jest syf, że mój ojciec jest obleśnym syfiarzem i pijakiem i
      nie mogę nikogo do siebie zaprosić. Poza tym wstydziłam się tego, że
      mój ojciec jest dla ludzi chamski i agresywny, wredny i co by wtedy
      pomyśleli o mnie moi znajomi, gdyby do nich się zaczął tak odnosić?
      Ale wstyd i kompleksy to nie jedyny powód.
      Jestem dalej wrogo nastawiona do mojego ojca i brata, ponieważ z ich
      strony doświdczyłam najwięcej agresji, podłości, złośliwości,
      przymusu, wyzwisk i innych "ciekawostek".
      Jestem wrogo nastawiona do kobiet, które chcą ze mną rywalizować i
      starają się mi udowodnić, że są we wszystkim ode mnie lepsze,
      docinają mi, dogryzają i wytykają wrednie moje braki na zasadzie
      szukania dziury w całym i dowalenia mi na maxa.
      Wrogość uaktywnia sie u mnie z wielu przyczyn:
      przymusu i narzucania mi swojego zdania; zmuszania mnie do robienia
      rzeczy, na które wcale nigdy nie miałam ochoty; nie szanowania i nie
      liczenia się z moim zdaniem; olewanie mojej opinii; naśmiewania się
      ze mnie; traktowania mnie z góry (to wszsytko oczywiście dotyczy
      przeszłości, ale uaktywnia się teraz w niektórych sytaucjach;
      niektóre udało mi się już rozpoznać).
      Rzeczywiście jest we mnie taka część, która njie chce być miła dla
      innych osób, nie chce sie im tłumaczyć z niczego, ani niczego
      wyjaśniać, nie chce w ogóle gadać. Ale jest taka część, która chce
      być sprawieliwie traktowana i chce sprawiedliwie traktować innych.
      Bardzo mi pomogło to, że mój mąż chciał ze mną nawiązać otwarty,
      uczciwy dialog i poznać powody mojego dziwnego zachowania. Tak
      naprawdę to tylko on jest w stanie ze mną normalnie rozmawiać. Beż
      osądzania. Po prostu, żeby poznać prawdę.
      Na moją rodzinę strasznie się wkurwiam i nie chcę z nimi nic
      wyjaśniać. Po prostu uważam, że po tym, co mi zrobili, nie zasługują
      na porządne traktowanie. Oni nadal są debilami i traktują ludzi jak
      śmieci. Nie mają żadnych wartości ani świętości. Dalej czuję do
      większości z nich wrogość.
      Natomiast wrogość w związku u mnie nie istnieje. Mój mąż dał i daje
      mi tyle razy do wiadomości, że mnie kocha, że się mną opiekuje i o
      mniedba, że chce wiedzieć o mnie jak najwięcej i że chce mnie
      zrozumieć, że nie mam wobec niego żadnego uzbrojenia. Jest dla mnie
      tak dobry i kochany, że po prostu pozbyłam się wszelkich
      agresywnych "akcesoriów" przy nim i jest mi tak dobrze.
    • megg2003 26.08.08, 09:44
      No i znów mi się wyć chce, zwłaszcza po tekście o mężu. Mój mąż jest też DDA i
      też ze sobą walczy. Wciąż mnie boli bardzo, kiedy się "zapomina" i oddala ode
      mnie oskarżając o Bog wie co. Wciąż przy nim wyję chociaż obiecałam sobie że
      nigdy już tego nie zrobię. I tak kurwa do zajebania! Przepraszam. ;)
    • ladynemeyeth 26.08.08, 12:35
      To rzeczywiście bardzo ciekawy wątek ... Jakieś klapki się
      pootwierały ...
      Wrogość wynika też ze strachu. Chyba w dużej mierze ze strachu, że
      osoba, która chce z Tobą rozmawiać, wyciągnie z ciebie informacje,
      aby je wykorzystać przeciwko tobie i wyrządzić ci krzywdę. Bo na tym
      polegały "rozmowy" w domu - kto komu najmocniej dowali! Zero
      litości! Każdy intymny szczegól został przeinaczony, wypomniany,
      wykorzystany, żeby niszczyć. Nic dziwnego, że ktoś zupełnie tego
      nieświadomy nie ma ochoty rozmawiać ani się za bardzo otwierać czy
      zwyczajnie zaufać.
      Ja mojej rodzinie nie ufam i się im za bardzo nie zwierzam. Mężowi
      jak najbardziej, bo jest inny niż oni wszyscy i dał mi wiele razy
      odczuć, że chce dla mnie jak najlepiej. Nigdy się na nim nie
      zawiodłam.
    • bambi29 26.08.08, 13:40
      Dziękuje wszystkim za te wypowiedzi. Dam mu je do poczytania.
      Znalazłam ostatnio artykuł o odczuciach i zachowaniach DDA i
      podsunęłam mu go, zauważył wiele podobieństw do swoich zachowań, sam
      zaczyna widzieć swój problem.

      Pierwszym szokiem dla mnie była sytuacja sprzed kiloku miesięcy,
      kiedy jeszcze razem nie mieszkaliśmy. Ja chciałam kupic mu sweter,
      ot w prezencie. Iść do sklepu i mu go wybrać (sam nie umie dobierać
      sobie pasujących mu ubrań). ona zareagował na to strasznie, odwołał
      nasze spotkanie i obraził się, wręcz to fizycznie odchorowywał.
      Samą myśl, że podjęłabym za niego taką decyzję - jak kupno swetra.

      Ostatnio kolejna sytuacja. Przygotowałam ostatnio specjalny obiad,
      mięsko, które najlepiej smakuje z warzywami. On ma nawyk jedzenia
      wszystkiego z talerza osobno. Teraz prosiłam go, żeby zjadł to
      razem, ze to inny smak, ze sie starałam, żeby ten jeden raz to
      zrobił.
      Juz nawet nie chodzi o samą sytuację, ale o jego zachowanie.
      Wyolbrzymił całą sytuację. Posądził mnie o to, że nawet nie daję mu
      jeść tak jak lubi (a pierwsszy raz go o to prosiłam). Cała sytuacja
      przerodziła się w kłótnię. Ja tłumaczyłam, ze chciałam dobrze, że
      przygotowałam obiad, ze zależało mi na tym. Usłyszałam, że on nie
      potrzebuje, zebym mu prała czy gotowała, skoro go żle w tym momencie
      (według niego) traktuję.
      Takich sytaucji jest wiele.

      Obawiam się, że niedługo nie będę miała ochoty wogóle się odzywać i
      wyrażać własnego zdania, w obawie, ze on to odbierze jako atak.
    • ladynemeyeth 26.08.08, 13:56
      To też może odebrać jako atak na siebie i może mieć do Ciebie
      pretensję, że zwróciłaś się do obcych ludzi i że go obgadujesz na
      forum.
      Powiedz mi bambi - czy jesteś z nim szczęśliwa?
      Bo jeśli koleś nie potrafi docenić czegoś, na co musiał czekać rok w
      niepewności ... To kiepsko to wygląda.
      Czy on pracuje nad sobą w sensie terapii, czytania książek, itd?
      Powiem Ci, że kiedy na mojej drodze stanęła miłość mojego życia,
      postanowiłam zrobić wszsytko, żeby się ze mną nie męczył (albo się
      chociaż męczyła jak najmniej). Bardzo mi zależało i nadal zależy,
      żeby ten związek utrzymać i żeby był to związek szczęśliwy.
      A jaki jest pod tym względem Twój partner?
    • anciax 26.08.08, 14:20
      Tak, u mnie wynika ona ze strachu... niestety i jeszcze z nieufnosci...

      Mysle, ze pomogla bymi obecnosc osoby, ktora troszczyla by sie o mnie i dawalaby
      mi poczucie bezpieczenstwa, spokoju.
      ...ale boje siue, ze w pewnym momencie znudziloby mi sie bycie dobra (juz tak
      czasem miewam) i wtedy co...koniec.
      Bez sensu to wszystko...
      --
      "między niebem a piekłem spotkamy się"
    • ladynemeyeth 26.08.08, 14:22
      A czemu miałoby Ci się to znudzić?
      W pewnym momencie, kiedy trafiasz w odpowiednie środowisko, bycie
      dobrą, miłą, uprzejmą staje się normą i nie potrafisz już inaczej
      funkcjonować. Tylko w ten sposób możesz się dogadać z ludźmi i to
      jest przyjemne.
    • anciax 26.08.08, 14:54
      Bo ja mam bardzo blisko siebie nawet kilka dobrych osob: z jedna mieszkam, z
      pozostalymi spotykam sie, a mimo to tylko dla nich jestem mila a dla reszty
      swiata juz nie bardzo...bo nudzi mi sie bycie mila "tout le monde" - czyli {z
      fr.} dla wszystkich.

      ----

      Boje sie tez, ze nikt nie pokocha takiej osoby jak ja. Patrze na to z tej
      pozycji: ze ja nie chailabym byc z kims, kto przejawia moje cechy. Bo to bylaby
      istna meczarnia :(


      --
      "między niebem a piekłem spotkamy się"
    • log222 26.08.08, 18:07
      > ja nie chailabym byc z kims, kto przejawia moje cechy.

      Czyli jakie?
    • anciax 27.08.08, 07:13
      Pisalam juz - postepuje podobnie (o ile nie tak samo) jak partner Bambi29.
      --
      "między niebem a piekłem spotkamy się"
    • ladynemeyeth 27.08.08, 08:57
      Ja miałam podobne obawy i stąd tez się brał strach przed
      odrzuceniem. Niestety na początku naszego związku wiele z tych cech
      wykazywałam, a mój partner nie omieszkał mnie o nich informować. Jak
      również o tym, że mu się nie podobają.
      Tak bliskie spotkanie z moją ciemną stroną było dla mnie bolesne,
      przerażające i cały czas odczuwałam niepewność, czy wytrzymamy taką
      próbę, czy uda mi się na czas to wszystko zmienić. I udało się!
      Konfrontacja z własną wrogością, z brakiem umiejętności tworzenia
      prawdziwej więzi jest konieczna, bo tylko wtedy można coś z tym
      zrobić. Nie można tego tak po prostu upchnąć gdzieś tam na dnie
      podświadomości, bo to i tak wróci i się uaktywni.
      Do dzisiaj zmieniłam u siebie tę sprawczą część, zmieniłam
      nastawienie do ludzi, zweryfikowałam moje poglądy na ich temat i
      relacji z nimi. Jest jeszcze wiele spraw do przerobienia, ale sporo
      mi się udało.
      Związek wyciąga z człowieka te najciemniejsze sekrety, ale to po
      prostu konieczne i trzeba się z tym zmierzyć. A warto, naprawdę
      warto! Poza tym ta nasza ciemna strona wcale nie chce nam szkodzić -
      ona tylko czeka, aż ktoś ją przygarnie, zaakceptuje i wprowadzi na
      właściwe tory. Krótko mówiąc - aż się nią dobrze zajmiemy!
    • megg2003 27.08.08, 09:29
      Jak Ty mądrze piszesz :) Po lekturze Twoich postów dociera do mnie, ile jeszcze
      pracy i zrozumienia przede mną ;)
      Tak serio to wiem, jak mocno można skrzywdzić bliską osobę wrogim nastawieniem i
      ciągłymi atakami. To bardzo bolesne i krzywdzące zwłaszcza jeśli ma się
      świadomość, że obwinianie jest nieuzasadnione
    • ladynemeyeth 27.08.08, 10:25
      Cieszę się, że Ci się to przydaje. Nie wiem, czy to mądre - to po
      prostu jakieś moje bieżące tematy, nad którymi pracuję i też mi nie
      jest łatwo.
      Moja wrogość w związku zniknęła, ale to była zasługa i moja, i
      mojego męża, bo on nigdy nie zaprzestał okazywania mi dobroci, mimo,
      że ja bywałam okropna. To wstyd krzywdzić człowieka, który tak
      bardzo mnie kocha i wobec tej miłości jest bezbronny. Było mi
      cholernie wstyd, że przez całe życie nie widziałam swojej agresji i
      nie znalazłam motywacji, żeby ją zmienić. Ale mój mąż dał mi szansę,
      ja się postarałam i jakoś to wyszło.
    • anciax 27.08.08, 10:53
      Ladynemeyeth, jak sie ciesze, ze piszesz! :*
      Pisz pisz pisz, prosze :]
      --
      "między niebem a piekłem spotkamy się"
    • ladynemeyeth 27.08.08, 10:57
      Cmokas ;-***
    • megg2003 27.08.08, 13:24
      Tym większy Twój sukces
    • bambi29 26.08.08, 14:26
      Moja koleżanka - pedagog uważa, ze ja sama mam problem DDD. Mam
      toksyczną matkę, która od dziecka mnie krytykuje.
      W skrócie powiem tyle, że jak rozstałam się z mężem, który odszedł
      do innej, to mama potrafiła mi powiedzieć, że dobrze zrobił, bo
      tamta jest szczuplejsza, ładniejsza itp.
      Mówi nawet beznadziejne rzeczy o mnie mojemu 5-letniemu synkowi,
      typu.: "Masz głupią mamę" itp.

      Czy w takim razie mając sama zaniżoną samoocenę mogę stworzyć
      szczęśliwy związek z DDA?
    • ladynemeyeth 26.08.08, 14:42
      Bez fachowej pomocy będzie trudno.
      A interesujesz się w ogóle tym tematem? Czytasz coś?
      Na pewno by Ci bardzo pomogło. Na początek bym poleciła "Toksycznych
      rodziców" Susan Forward.
      Zajmij się sobą bambi. Zresztą sam fakt, że piszesz na tym forum
      świadczy o tym, że odczuwasz pewien niedosyt i szukasz pomocy.
      Bardzo Ci współczuję takich cierpkich słów ze strony matki, a teraz
      i partnera ... Musisz jednak wziąć sprawy w swoje ręce i
      przynajmniej uświadomić sobie, co Ci jest. Na początek książki -
      czytać, czytać i jeszcze raz czytać!
      I przeglądaj forum, pisz z czym Ci źle - tu zostaniesz zrozumiana.
    • mena-5 05.06.09, 14:23
      Kto to jest DDD?-twój przykład trochę mi przypomina moją sytuację-ja
      jestem DDA, mam wiele cech wymienionych wcześniej, od niedawna
      chodzę na terapię bo w moim młodym małżeństwie robi się coraz gorzej-
      normalnie rozsypuje mi się ono w rękach-ja do wszystkich naszych
      problemów podchodzę bardzo powaznie, wręcz dostaję histerii,
      wszystko przeżywam, każda srzeczka to dla mnie porażka, ale problem
      też jest w moim mężu-bo włąsnie mam czasem wrażenie ze mnie traktuje
      jak wroga, jest ostry, niechętnie mi pomaga, coraz częście mnie
      krytykuje, trudno nam rozmawiać, jest bardzo nerwowy. Dodam że w
      dzieciństwie był "zdradzony" przez ojca, a nadmierna opiekuńczość
      matki chyba wyzwoliła w nim jakieś poczucie niechęci do kobiet, nie
      wiem...spotkały się dwa dziwne charaktery... i się męczymy. Bardzo
      mi cięzko, bo nie wiem czy mam siebie zmieniać, czy sobie odpuścić...
    • antykret_live 25.09.08, 15:06
      anciax napisała:

      > w pewnym momencie znudziloby mi sie bycie dobrą...
      Przypominam starą mądrość mojego dziadka: "Kobieta piękna może się
      szybko znudzić, mądra czasem, a dobra nigdy!"

    • madzionek 24.09.08, 23:56
      moi drodzy, chciałabym wam wkleić mojego posta sprzed kilku dni z nieoficjalnej
      strony dda, bo w tej materii nic się nie zmieniło, poza nowym stwierdzeniem, że
      dwa tygodnie temu to mnie kochał, a teraz jest mu obojętne ;)
      ja jestem w totalnej kropce, zupełnie nie wiem co mam zrobić z moim chłopem dda,
      kocham go bardzo i bardzo chciałabym, żeby mi wystarczyło cierpliwości na jego
      fochy i jazdy (właśnie jesteśmy w trakcie i lecą teksty: jeszcze mnie nie znasz,
      przekonasz się jaki jestem naprawdę niedobry, jak ci źle, to ja cie nie trzymam,
      jeszcze się nie nauczyłaś, że ja się o nikogo nie troszczę, a potem jak już się
      uspokoi to będzie, że to są tylko słowa, że czyny się liczą i to nimi mi
      okazuje, że jednak jestem ważna), ale powoli ją tracę i zaczynam sama się
      wciągać w jego humory i kłócić się z nim na równi... jesteśmy ze sobą ponad rok,
      a mniej więcej pół roku temu zaczęłam szukać informacji na temat dda i trafiłam
      na tą stronę... zaniepokoiły mnie nasze regularne kłótnie o nic, poza nimi jest
      idealnie, zgadzamy się we wszystkim, spędzamy razem czas, nie nudzimy się... a
      kłótnie zaczynają się zazwyczaj od tego, ze nie na czas albo nie na temat go
      zaczepię, że chciał rozmawiać krócej, a wyszło dłużej, albo odwrotnie (nie
      mieszkamy razem i widujemy się w weekendy, więc zostają telefony i internet), że
      go nie wysłuchałam, albo że za bardzo go słuchałam i teraz za dużo wiem,a już
      najgorzej jest, jak widzę, że ma podły humor i zapytam, czy wszystko jest w
      porządku, to wtedy nakrzyczy na mnie, że u niego zawsze jest wszystko w
      porządku, że on się niczym nie przejmuje i jest twardy, bo zahartowało go
      dzieciństwo... w każdym razie kiedy powoli zaczął mi opowiadać, że w domu nie
      było i nie jest dobrze (ojciec pił i stosował przemoc psychiczną na nim, bracie,
      mamie, mieszka z nimi do tej pory i nadal zdarzają się awantury i ganianie z
      nożem) zaczęłam mu powoli podsuwać linki do tej i podobnych stron, sugerować, że
      może znajdzie tu coś dla siebie, nie mówiłam, że jest dda i że terapia jest mu
      koniecznie potrzebna, podsuwałam mu też książki, które polecaliście tu na
      forum... sam z czasem przyznał, że coś w tym jest, że w tym co czyta jest dużo
      prawdy o nim, jego dzieciństwie i tym jak się teraz zachowuje... po każdej
      większej kłótni przyznaje, że coś jest nie w porządku, że postara się nad sobą
      pracować, że jak mu samemu nie wyjdzie, to pomyśli o terapii, że wie, że na moją
      pomoc może zawsze liczyć... i na tym się kończy i tak od kilku miesięcy,
      obiecuje sobie i mnie, że coś z tym zrobimy, ja czekam, wyciągam rękę, ale nie
      naciskam... a tu wystarczy kilka spokojnych tygodni i on uznaje chyba, że już
      nie trzeba nic robić... do następnego złego humoru... i nie wiem co ja mam z nim
      i ze sobą zrobić, bo z jednej strony wiem, ze to jest dobry chłopak, tylko
      potrzebuje pomocy i na pewno nie mojej, bo sami sobie z tym nie poradzimy, tylko
      przynajmniej terapii grupowej (u nas w mieście są dwie grupy wsparcia, jak mu o
      nich powiedziałam, to stwierdził, że jedna jest w kościele, a druga u aa, i
      dlatego do żadnej nie pójdzie), ale nie wiem jak sprawić, żeby sam chciał po tą
      pomoc gdzieś pójść, jak go pokierować, co zasugerować... a z drugiej strony jak
      to będzie tak dalej trwało, to ja sama będę potrzebowała terapii, bo za każdym
      razem, kiedy w kłótni mówi, ze nigdy mnie nie kochał, że troszczy się tylko o
      siebie, a mojego zainteresowania nie potrzebuje a w trudnych chwilach nie może
      na mnie liczyć itp. to ja w to wszystko wierzę, i to mnie bardzo boli za każdym
      razem, chociaż oczywiście zawsze potem przeprasza, tłumaczy, że nie mówił tego
      serio, i żebym nie wierzyła we wszystko, co mi w złości wykrzyczy
      echh
      ale się pożaliłam... ale może znajdzie się tu jakaś inna kobitka, która walczyła
      o swojego upartego dda i jej się udało... może poradzi mi co z takim gagatkiem
      zrobić, żeby nie szarpał się tak przez całe życie sam ze sobą i ze mną
    • ladynemeyeth 25.09.08, 09:56
      Ja nie walczyłam o związek z dda. Sama jestem dda, bardzo jasno
      postawiłam sprawę przed moim mężem (jeszcze wtedy moim chłopakiem),
      kiedy stwierdził, że się bardzo zaangażował. I porządnie się wzięłam
      za terapię, kiedy mnie o to poprosił. Bo w tym jeseście podobni - on
      tez przyznał, że nie jest w stanie mi fachowo pomóc.
      Madzionku, nie chcę Cie martwić, ale dopoki Twój facet sam się nie
      zabierze za terapię i na obietnicach się kończy, Twoja miłość go nie
      uzdrowi. Nie można mu pozwalać na takie jazdy i nie można się nad
      nim litować tylko dlatego, że mu było źle w dzieciństwie. Jeśli mu
      pozwolisz źle się traktować, będziesz cierpiała.
      Mojemu mężowi i mnie zdarzały się kiedyś kłotnie o nic i ja wiem, że
      to wynikało z tego, że jestem dda i jak zbyt długo jest dobrze, to
      znaczy, że nudno. Ale teraz ja się 500 razy zastanawiam, zanim
      wylecę do niego z twarzą o byle co - bo za mało mnie słuchał, bo za
      dużo mnie słuchał, bo klamki są nie w tę stronę, itd.
      Jeśli masz być z dda, to niech on się ogarnie i weźmie do ciężkiej
      roboty, bo inaczej zafunduje Ci koszmarne życie i - ewentualnie -
      Waszym dzieciom.
      Mój mąż z takimi rzeczami trzyma mnie krótko - mogę spokojnie tak
      powiedzieć.
      On jest człowiekiem szanującym się bardzo i nie pozwoli sobie wmówić
      jakichś bzdur, które ja sobie uroiłam (bo często powody kłotni są
      urojone). Nie jest mi jakoś z tym łatwo,ale cieszę się, że mi nie
      ustępuje i nie daje po sobie jeździć! Jego zachowanie tez jest dla
      mnie drogowskazem, na ile sobie mogę pozwolić zarówno z nim, jak i z
      innymi ludźmi.
      Nie było to może dla mnie miłe, ale patrząc z perspektywy mogę
      śmiało powiedzieć, że odniosłam korzyści z tej jego "surowości" w
      pewnych sytuacjach.
      Więc jeśli jesteś w kropce, to przede wszystkim szanuj siebie -
      wtedy i on będzie Cię musiał szanować. Taka pomoc, jaką chcesz mu
      zaoferować, jest bezcenna!! Niech to doceni, bo może mu się to nigdy
      nie przydarzyć! I niech się weźmie porządnie do roboty, zamiast się
      użalać, obwiniać i ranić osobę, która go kocha.
      Pozdrawiam!!!

      --
      "Są trzy drogi do mądrości: przez naśladowanie - ta jest
      najpiękniejsza, przez rozmyślania i medytacje - ta jest
      najwznioślejsza i przez doświadczenie - ta jest najbardziej gorzka."
    • ladynemeyeth 25.09.08, 10:00
      Ja nie walczyłam o związek z dda. Sama jestem dda, bardzo jasno
      postawiłam sprawę przed moim mężem (jeszcze wtedy moim chłopakiem),
      kiedy stwierdził, że się bardzo zaangażował. I porządnie się wzięłam
      za terapię, kiedy mnie o to poprosił. Bo w tym jeseście podobni - on
      tez przyznał, że nie jest w stanie mi fachowo pomóc.
      Madzionku, nie chcę Cie martwić, ale dopoki Twój facet sam się nie
      zabierze za terapię i na obietnicach się kończy, Twoja miłość go nie
      uzdrowi. Nie można mu pozwalać na takie jazdy i nie można się nad
      nim litować tylko dlatego, że mu było źle w dzieciństwie. Jeśli mu
      pozwolisz źle się traktować, będziesz cierpiała.
      Mojemu mężowi i mnie zdarzały się kiedyś kłotnie o nic i ja wiem, że
      to wynikało z tego, że jestem dda i jak zbyt długo jest dobrze, to
      znaczy, że nudno. Ale teraz ja się 500 razy zastanawiam, zanim
      wylecę do niego z twarzą o byle co - bo za mało mnie słuchał, bo za
      dużo mnie słuchał, bo klamki są nie w tę stronę, itd.
      Jeśli masz być z dda, to niech on się ogarnie i weźmie do ciężkiej
      roboty, bo inaczej zafunduje Ci koszmarne życie i - ewentualnie -
      Waszym dzieciom.
      Mój mąż z takimi rzeczami trzyma mnie krótko - mogę spokojnie tak
      powiedzieć.
      On jest człowiekiem szanującym się bardzo i nie pozwoli sobie wmówić
      jakichś bzdur, które ja sobie uroiłam (bo często powody kłotni są
      urojone). Nie jest mi jakoś z tym łatwo,ale cieszę się, że mi nie
      ustępuje i nie daje po sobie jeździć! Jego zachowanie tez jest dla
      mnie drogowskazem, na ile sobie mogę pozwolić zarówno z nim, jak i z
      innymi ludźmi.
      Nie było to może dla mnie miłe, ale patrząc z perspektywy mogę
      śmiało powiedzieć, że odniosłam korzyści z tej jego "surowości" w
      pewnych sytuacjach.
      Więc jeśli jesteś w kropce, to przede wszystkim szanuj siebie -
      wtedy i on będzie Cię musiał szanować. Taka pomoc, jaką chcesz mu
      zaoferować, jest bezcenna!! Niech to doceni, bo może mu się to nigdy
      nie przydarzyć! I niech się weźmie porządnie do roboty, zamiast się
      użalać, obwiniać i ranić osobę, która go kocha.
      Pozdrawiam!!!
      --
      "Są trzy drogi do mądrości: przez naśladowanie - ta jest
      najpiękniejsza, przez rozmyślania i medytacje - ta jest
      najwznioślejsza i przez doświadczenie - ta jest najbardziej gorzka."
    • madzionek 25.09.08, 23:43
      ladynemeyeth, dziękuję za przeczytanie mojego posta i odpowiedź... wiesz, ja już
      zaczynam złościć sama na siebie, że powoli tracę siły, że powoli już przestaje
      mieć cierpliwość na tłumaczenie mu, że kłótnia, to nie początek końca, że ludzie
      się kłócą przecież czasem...
      jest dużo racji w tym co mi napisałaś o szanowaniu siebie, zresztą nie pierwszy
      raz widzę taka wypowiedź, kiedyś na forum dda ktoś napisał coś podobnego: że
      trzeba wyznaczyć granice, chronić swoją godność, bo inaczej dda może, cytuję,
      "zajechać" partnera...
      z jednej strony przemawia przeze mnie rozsądek i wiem, że nie zdecydowałabym się
      teraz na przykład na dzieci z moim "chłopem", chociaż nie ukrywam, że czasem o
      tym rozmawiamy (ja mam 28 lat, on 25), bo za duży bałagan między nami panuje,
      zanim zdecydowalibyśmy się wziąć odpowiedzialność za kogoś, powinniśmy
      uporządkować swoje sprawy... a z drugiej strony po prostu kocham go całą sobą, a
      wtedy rozsądek schodzi na drugi plan ;)
      czasami mam ochotę kopnąć go w dupę i zaciągnąć za ten jego czarny łeb ;) do
      psychologa, zanim ojciec spieprzy mu nie tylko dzieciństwo, ale i dorosłe życie
      ale wiem, że siłą i groźbą nic nie zdziałam
      chociaż zdarzają się momenty i liczę, że będą zdarzać się coraz częściej, które
      dają nadzieję: dziś na przykład był dobry dzień, spotkaliśmy się na randce (bo
      my tak sobie lubimy odświętnie iść nad Wisłę na spacer, na dobry obiad,
      posiedzieć w kawiarni)i rozmawialiśmy, powiedział, że czasem wbrew sobie nie
      pozwala sobie na więcej zaufania do mnie, nie pozwala mi zbliżyć się do siebie,
      bo boi się, że wykorzystam kiedyś przeciw niemu to, co mi o sobie powie... albo
      żeby uniknąć kłótni w trudnej, albo stresującej sytuacji (przecież każdemu się
      takie w życiu zdarzają, nie tylko dda) woli się wcale nie odzywać, nie rozmawiać
      o niczym, byleby by był spokój... ale wie też, że nie tędy droga
    • ladynemeyeth 26.09.08, 09:19
      Madzionku,
      bądź ostrożna z tą pomocą. Wiem, że w miłości wszystko schodzi na
      drugi plan, ale dda czy nie dda - też musi się starać i pokazać, że
      kocha i myśli o Tobie poważnie.
      Ja miłość do mojego męża odmierzam kolejnymi etapami zdrowienia.
      On kiedyś powiedział mi, że chciałby stworzyć rodzinę, w której
      zapanuje miłość, nie będzie krzyków i kłotni, a dzieci nie będą
      patrzeć na skłoconych i wzajemnie obwiniających się rodziców.
      Powiedział też, że tylko taka rodzina go interesuje. Powiedział, że
      pomimo moich problemów on we mnie wierzy i wie, że będę odpowiednią
      żoną i matką dla takiej rodziny. Jednym słowem - postawił przede mną
      cel! Dosyć trudny jak na dda.
      Ale daję radę, tylko muszę przyznać, że cholernie się spięłam, żeby
      to osiągnąć i jest to dla mnie absolutny priorytet!

      Madzionku, bądź ostrożna ze swoja pomocą dla partnera i postaraj się
      ocenić, na ile on jest wobec Ciebie w porządku. Bo rzeczywiście
      jeśli pozwolisz na zbyt wiele, on Cię może zajechać! I bądź świadoma
      tego, jakie masz oczekiwania od swojego życia, od swojego przyszłego
      męża, rodziny, czego w życiu chcesz i trzymaj się tego kursu.
      Jeśli będziesz widziała u niego wdzięczność za Twoje wsparcie,
      szczere starania o wyzdrowienie, pracę nad sobą - możesz być
      bezpieczna.
      Ale jeżeli będziesz widziała tylko odrzucenie, pomiatanie Tobą i
      Twoją miłością, pretensje i roszczenia, teksty w stylu "mam to w
      dupie, nie zależy mi" - nie tędy droga i trzeba panu pokazać, gdzie
      sobie wyznaczył miejsce w Twoim życiu.
      Piszę to, bo ja miałam takie zagrania wobec facetów! Byłam okropna!
      Jak poznałam męża, to mi przeszło, bo naprawdę chciałam z nim być
      ponad wszystko i wzięłam się za robotę!
      Mam nadzieję, że Twój chłopak okaże się rozsądnym i mądrym
      człowiekiem!
      --
      "Są trzy drogi do mądrości: przez naśladowanie - ta jest
      najpiękniejsza, przez rozmyślania i medytacje - ta jest
      najwznioślejsza i przez doświadczenie - ta jest najbardziej gorzka."
    • ladynemeyeth 26.09.08, 09:43
      I jeszcze jedno ...
      W oryginale tekst, który zaraz zamieszczę odnosi się do alkoholików,
      ale można go odnieść również do tych, których niszczą nasze życie
      ogólnie:

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ UCIEKAĆ OD CHOROBY
      Zacznij się uczyć wiedzy opartej na faktach na temat alkoholizmu

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ OBWINIAĆ Alkoholika, DDA czy kogoś, kto zatruwa Ci
      życie
      Zacznij się koncentrować na własnych działaniach, to dzięki nim
      możesz podnieść się lub załamać.

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ PRZYCHODZIĆ Z “POMOCĄ” ALKOHOLIKOWI, DDA, itd.
      Zacznij pozwalać mu na cierpienie i ponoszenie odpowiedzialności za
      każde następstwo jego picia.

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ INTERESOWAĆ SIĘ POWODAMI JEGO PICIA
      Zacznij powracać do wzorów normalnego życia.

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ GROZIĆ
      Zacznij mówić to co myślisz i robić to, co mówisz.

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ PRZYJMOWAĆ LUB WYŁUDZAĆ OBIETNIC
      Zacznij odrzucać je i przestań liczyć się z nimi w realnym życiu.

      NIE MUSISZ DŁUŻEJ NARZEKAć , GDERAć, WYGŁASZAĆ KAZAŃ, PRZYMILAĆ SIĘ
      Zacznij informować go rzeczowo o jego niewłaściwym postępowaniu i
      traktuj go jak dorosłą osobę.

      NIE MUSISZ DłUŻEJ POZWALAĆ ALKOHOLIKOWI (czy komukolwiek innemu) NA
      ATAKOWANIE CIEBIE
      Zacznij ochraniać siebie, nie pozwalaj na destrukcję.

      NIE MUSISZ BYĆ MARIONETKĄ, ZACZNIJ ŻYĆ SWOIM ŻYCIEM!!!

      Jestem w związku z człowiekiem bez problemów alkoholowych. Pracuję
      wśród ludzi bez tychże problemów. Na początku było mi bardzo trudno
      się przystosować, a warunki, które ci ludzie mi stawiali, wydawały
      mi się wręcz bezlitosne i nieludzkie!
      Jak to? Oni ode mnie tego wymagają?
      Przecież ja jestem taka biedna dda!!! To okrucieństwo!! Oni powinni
      się nade mną zlitować i zawsze się ze mną obchodzić jak z jajkiem!
      Przecież ja nie dam rady!
      Ale dałam radę. Postawienie twardych warunków, dotyczących
      szczególnie wytyczania i szanowania granic i okazywania szacunku,
      wykonywania swoich obowiązków bez migania się chorobą społeczną,
      narzuciło mi sporą dyscyplinę, która miała zbawienny wpływ na moje
      zdrowienie.
      Do normalnych warunków można się tak samo "przystosować", jak do
      tych dysfunkcjonalnych. Tak samo się można tego nauczyć i dla
      własnego dobra nawet trzeba!
      Nikt nie ma obowiązku mi pomagać, zwłaszcza jeśli tej pomocy ja nie
      chcę docenić i nią pomiatam, jeśli pluję na pomocne dłonie i
      odrzucam kochające osoby.
      Myślę, że to też jest niezwykle skuteczna terapia dla dda - życie
      wśród nieustępliwie szanujących siebie ludzi! Mi ona bardzo dużo
      pomogła, odkąd zaczęłam tych lduzi traktować jak nauczycieli, a
      siebie przestałam uważać za ofiarę okoliczności!

      --
      "Są trzy drogi do mądrości: przez naśladowanie - ta jest
      najpiękniejsza, przez rozmyślania i medytacje - ta jest
      najwznioślejsza i przez doświadczenie - ta jest najbardziej gorzka."
    • ladynemeyeth 26.09.08, 13:36
      Tekst w moim powyższym poście pochodzi ze strony Joanny Dudniczenko:

      ddablog.wordpress.com/

      Asiu, właśnie zdałam sobie sprawę, że powinnam była Cię zapytać, czy
      mogę to umieścić i zacytować.
      Przepraszam, że nie zapytałam!

      --
      Kocham Siebie z wzajemnością!
    • 7monly 30.09.08, 19:11
      Witam.Jestem DDA. Mój ojciec jest alkoholikiem(obecnie nie pije)moja matka też jak zdążyłam zauważyć ma problemy z alkoholem.Moi rodzice rozwiedli się kiedy byłam dzieckiem(mam 29 lat).Jednak z dzieciństwa gorzej wspominam właśnie matkę.Od zawsze ciągnęło ją do alkoholików.Jak nie rodzony ojciec który robił sobie tygodniówkii wtedy moja mama go szukała,bardzo często opiekowała się mną i moim bratem babcia.To następny frajer również alkoholik który katował ją fizycznie a ona nie mogła się od niego przez wiele lat uwolnić. I było jeszcze paru takich aż szkoda słów na to wszystko.Jak skończyłam już 18 lat chciałam się wyrwać z tego domu.Poznałam swojego obecnego męża,dość szybko się pobraliśmy.Z początku układało nam się dobrze ale po jakimś czasie zaczeliśmy się kłócić z byle jakich powodów.Z czasem nasze kłótnie przybierały ostrzejszą formę,przeżyliśmy sporo trudnych chwil ,myślałam nawet o rozwodzie.Jednak kryzys minął i postanowiliśmy się jednak nie rozstawać ale mam chwilami taki niepokój że to wróci.Boje się teraz czasami odezwać kiedy mi coś nie pasuje np.nie mam ochoty wyjść do znajomych bo jestem zmęczona po pacy i wolę posiedzieć z mężem w domu.Mąż też ma wybuchowy charakter i czasami mam wrażenie że on też jest dda choć nie ma rodziców alkocholików
    • guzmania 30.09.08, 19:25
      Mam ten sam problem. Wrogośc do ludzi uaktywnia się u mnie
      często,brak sympatii, niezasadniona złośc często zastanawiałam się z
      czego to wynika. Po przeczytaniu Waszych postów jestem już tego
      świadoma. Często się kłóce z moim mężem, on bywa wybuchowy i często
      się unosi a mnie to tylko nakręca. Potrafię się czepiac dosłownie o
      bzdety, wyrzywam się, złoszcze a ta złośc wrosła już w moje życie.
      Wierze,że może byc lepiej kiedy takie osoby jak my zaczną pracowac
      nad sobą. Ja zaczynam...
    • madzionek 30.09.08, 22:51
      a ja moje panie ;) jestem z tej drugiej strony, ale w żadnym wypadku nie mam na
      myśli tego, że z tej pokrzywdzonej przez dda
      bardzo dużo do myślenia dały mi posty ladynemeyth i nieoficjalna strona dda, a
      na niej książki, linki... powoli czytam
      nie wiem czy mam rację, mam nadzieję, że tak jest, ale myślę, że nad tym, żeby
      dobrze działo się miedzy mną a moim chłopakiem powinniśmy pracować razem
      ja chciałabym być bardziej cierpliwa i konsekwentna, wymagać od niego
      dotrzymania obietnic, że zacznie nad sobą pracować i nie tłumaczyć sobie każdego
      "focha o nic" trudnym dzieciństwem
      na razie staramy się dużo rozmawiać, zmarnowaliśmy całe wakacje na kłótniach i
      rozstaniach, których żadne z nas nie chciało
      mam nadzieję, że te rozmowy są właśnie początkiem pracy mojego chłopa nad sobą,
      bo dowiadujemy się z nich oboje na przykład tego, że nikt nigdy się o niego nie
      troszczył, nie pytał o szkołę studia, nastrój dziś i wszystkie inne codzienne
      sprawy, dlatego czasem trudno jest mu zaakceptować to, że mnie obchodzi jak mu
      minął dzień... zawsze musiał sobie radzić sam, więc teraz też trudno jest mu się
      przyzwyczaić, że nie musi już liczyć tylko na siebie, że niektóre sprawy, i te
      małe i te duże, możemy rozwiązywać razem (bo czasem dochodzi w tym samodzielnym
      radzeniu sobie do absurdalnych wniosków, jak na przykład, że jakimś cudem uda mu
      się ukryć kilkanaście szwów na łydce i że nie domyślę się, że ma je po sprzeczce
      z ojcem)
      liczę na to, że to jest właśnie początek jego pracy nad sobą, że dojrzeje powoli
      do poszukania pomocy u specjalisty
      i nie ze względu na mnie, ale na to, że jest inteligentnym i bardzo wartościowym
      człowiekiem i szkoda, żeby mu się w życiu nie ułożyło tak jak on tego by chciał,
      dlatego, że w domu nauczył się nie ufać ludziom
    • ladynemeyeth 01.10.08, 09:42
      Podoba mi się Twój tok rozumowania :-)
      --
      Nie ma głupich pomysłów, są tylko doświadczenia cenniejsze od
      najmądrzejszych rad.
    • madzionek 27.03.09, 19:25
      o kurcze, znalazłam ten wątek przez przypadek... tyle miesięcy minęło i tyle się
      pozmieniało... ja już ze swoim dda nie jestem o kilku tygodni, nie daliśmy rady,
      ale nadal go kocham i nadal się nim przejmuję niestety...
      a mój dda stwierdził, że wraz ze przypływem nowych cech charakteru, typu
      śmiałość, bezczelność i arogancja dda odpływa, że nie będzie rozpamiętywał
      dzieciństwa... i umawia się teraz z gimnazjalistką (a ma lat prawie 27) nie
      widząc w tym nic złego (a jak innym to nie pasuje to trudno, nie obchodzi go to)
      i w pełni satysfakcjonuje go robienie i podawanie kawy, a studia to był błąd
      (skończył dobre studia na dobrej uczelni, świetnie mu szło i lubił je chyba), a
      mi przy rozstaniu wypomniał grzechy z pierwszych tygodni naszego związku, które
      według niego są przeszkodą dla dalszego bycia razem, a ja nic a nic z tego nie
      rozumiem, bo wszystko co najważniejsze między nami zdarzyło się potem, a on
      trzymał w sobie gniew przez prawie dwa lata...
      a ja na to wszystko patrzę i się denerwuję, że to na serio wartościowy,
      inteligenty i dobry człowiek, a tak się miota teraz
      jak to jest z wami dda, czy rzeczywiście musicie sięgnąć dna, żeby zacząć robić
      coś dla własnego szczęścia?
    • michalina2001 26.04.09, 22:30
      Hej! Już kiedyś, chyba w lutym pisałam na tym forum. Wtedy to był mój debiut. Miałam problemy z moim mężem (już od prawie 8 lat)- DDA. Wtedy w lutym to dopiero był początek drogi. Mój mąż rozpoczął wtedy terapię. Dla mnie był to okres nadziei na lepsze jutro w związku. Ja, wychowana w tzw. "normalnej rodzinie" oczekiwałam po terapii wielkich zmian w naszym związku, oczywiście na lepsze. Teraz nie mam już złudzeń. Mój małżonek po 2 miesiącach terapii chce odejść. We mnie widzi źródło swoich problemów i nieszczęśliwego życia. Ja nadal go kocham. Trudno mi tak bezczynnie trwać wobec jego decyzji o rozwodzie. A najgorsze jest to, że on upatruje właśnie we mnie przyczynę swoich problemów. Byłam raz z nim na terapii. W sumie wprosiłam się, bo on sam mnie nie zapraszał. Jego terapeutka nie miała nic przeciwko temu, ale w trakcie rozmowy zabiła mnie pytaniem: "Dlaczego nie chce walczyć o męża?". Wiedziała o jego postanowieniu w sprawie naszego małżeństwa i na tym skoczyła się jej pomoc. Wkurza mnie to, bo jak mam o Niego walczyć, skoro on sam podjął taką decyzje i jak sam mówi nieodwołalnie. Wkurza mnie, ze moje uczucie zostało złożone w ofierze. On chce uporać się e swoją przeszłością domu alkoholowego kończąc związek ze mną. Może i nie byłąm idealną żoną, ale zawsze Go szanowałam. Najgorsze, że nadal Go kocham i ta decyzja tak nardzo boli. To niesprawiedliwe, że mnie obarcza się odpowiedzialnością za przeszłość. Z mojej miłości się rezygnuje w imię szczęśliwego życia a ojcu wybacza się wszystko, mimo ze to on był źródłem problemu. Mój mąż zapytany o swoje wyobrażenie o szczęśliwym życiu powiedział mi, że chciałby być wolny, jeździć na desce snowboardowej, kupić sobie motor i odwiedzać przyjaciół. To dla mnie koniec świata. Czuję się odrzucona. Aż wstyd mi się przyznać, ale błagałam Go o szansę dla naszego małżeństwa. Jest nieugięty, okrutny, mówi że mnie juz dawno nie kocha. Nie potrafię tak żyć. Mam pretensję do całego świata a najbardziej do jego terapeuty, chociaż on w sumie może też i ją okłąmywać i robić tak jak jemu wygodniej. Pomóżcie, jak żyć? Może ktoś przeżył coś takiego? To okropnie boli, człowiek czuje się jak nic nie warty wyrzucony śmieć. W sumie nawet nie chce mi się żyć z tym wszystkim. Jak przestać kochać, żeby było lżej?
    • pielgrzym_dnia_wczorajszego 05.05.09, 10:36
      Usłyszałaś, że Cię nie kocha, że chce inaczej żyć - czego jeszcze chcesz? Zajmij się sobą, buduj życie oparte na sobie, nie na związku z facetem, który Cię nie kocha i nie chce.
    • konstatacja 07.05.09, 03:57
      Pielgrzymie, to bardzo okrutny i chyba niesprawiedliwy komentarz.
      Nie klika sie palcem i wskakuje na konika "zyj dla siebie."
      Malzenstwo i inwestowanie w zwiazek to tez zycie dla siebie; poza
      tym po dwoch miesiacach terapii trudno powiedziec, ze jest sie
      madrzejszym. Najpierw zazwyczaj jest gorzej, pozniej lepiej.
      Dwa miesiace w terapii - teraz dopiero pewne rzeczy sie ujawniaja i
      wychodza na swiatlo dzienne. Miedzy innymi gniew czy poczucie
      niespelnienia.
      Jezeli przypuszczasz, ze maz Cie kocha i chcesz z nim szczesliwego
      zwiazku; co ja bym zrobila; pozwolila na ten proces. Niech robi co
      chce, przy czym ustalila sobie na co na pewno sie nie zgodzisz - na
      przyklad zdrade, albo wykorzystanie waszych zasobow finansowych -
      nie musisz mu o tym mowic od razu. Zdecyduj co jest dla Ciebie rana
      nie do zagojenia.
      A on niech szuka, niech sie o sobie dowiaduje rzeczy. Ty tez zadaj
      sonie pytanie czemu sie zwiazalas z kims takim jak on, czy
      rzeczywiscie kierowala toba tylko bezinteresowna milosc.
      Nie bylas idealna zona i nie wybralas sobie idealnego meza. Wybralas
      sobie na malzonka w duzej mierze niedoskonaly produkt.
      Niekoniecznie to, co teraz mowi o tobie, to prawda. Jak
      powiedzialam, na poczatku terapii jest najczesciej konfuzja i
      ogromny zamet emocjonalny.
      Tylko on sam sie musi przez niego przebic.
      Ogromnie Ci zycze powodzenia i sily...

      --
      DDA

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25314
    • pielgrzym_dnia_wczorajszego 09.06.09, 09:43
      Czy pisząc na forum ktokolwiek oczekuje sprawiedliwych komentarzy, czy raczej zwrotów opartych na cudzych doświadczeniach? Ja się boleśnie przekonałem, że w takich sytuacjach nie warto tracić siebie. W żadnych tak naprawdę.

      A to, co Ty napisałaś - niestety nie ma prawa się sprawdzić. Jak można sobie zaprogramować "ta rana będzie za ciężka, po czymś takim na pewno odejdę"? Da się tak zrobić? Moim zdaniem nie.
    • katasza100 10.06.09, 09:35
      Witam wsyztskich,

      mam dzisiaj straszny dzien,wczoraj moj partner jestesmy ponad rok
      razem,poaiedział,ze on nie chce zeby jego zycie tak wygladalo (ze ja
      krzycze,płacze i rzucam ksiazkami) i ze on juz chyba nie chce ze mna byc.

      Jestem dda,i wszytskie Wasze komentarze-doswiadczenia sa mi nieobce.
      Teraz czuje sie bardzo samotna i opuszczona,bo liczylam,ze on mi pomoze ze soba
      poradzic,ze nie powie ze ma mnie dość...
      Myslalam ze nie zabije uczucia a jednak chyba do tego doprowadzilam.

      Wiele razy mowil ze mam sie zmienic,ze on tak zyc nie bedzie,ale ja czasem sie
      starajac zmienic potem znow zapominajac... wierzylam,ze sie uda,ze on albo
      "przywyknie" albo ja jakims cudem sie zmienie.

      Nie wiem czy mam walczyc (bo jak kobieta walczy o faceta??)czy to zostawic i juz
      go nie dreczyc...

      Jak Wam udalo sie uratowac ziwazek?
      Czy w ogole mozna sie zwiazac z kims i zyc normlanie jako dda?
      Wszyscy moi przyjaciele,znajomi niedlugo sie zenia,wychodza za maz, a mi szykuje
      sie samotnosc...

      Juz chyba nie wierze ze to wychodzi.
      Mimo ze widze ,ze jedna uzytkowniczka forum pisze o tym jak fantastycznie maz
      jej pomogl...Widac milosc byla silniejsza!Gratuluje!
    • pielgrzym_dnia_wczorajszego 10.06.09, 18:59
      "Pomógł" - nie rozwiązał problemy. Sama musisz to zrobić, nikt inny tego nie zrobi. Nikt.
    • ladynemeyeth 10.06.09, 22:36
      Święte słowa - pomógł. A żeby stworzyć szczęśliwy związek, trzeba
      się zmienić i nad sobą popracować.
      --
      "Poznaj swoje ograniczenia, nie po to, by je uszanować, lecz by
      rozbić je na kawałki i sięgnąć po wspaniałość."
      Cherie Carter-Scott
    • katasza100 11.06.09, 22:27
      Wiem wiem,bardzo dziekuje Wam za szczera i prawdziwa odpowiedz.
      Wiem,ze samemu trzeba ze soba zrobic porzadek. I nikt tego poza mna nie zrobi.
      Ja dopiero zaczynam...
      Jest ciezko,bardzo ciezko. Nie wiem jak dam rade,bo czuje sie slaba i nie mam
      silnej woli.Ale wiem,ze przez to duzo moge stracic.

      Dziekuje Wam bardzo i pozdrawiam

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka