Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Odpychanie i przyciagnie

    29.10.08, 19:47
    To ja samotna DDA....
    Jakis czas temu poznałam faceta. Stwierdziłam, ze nie jest dla mnie.
    Zakochałam sie jednak (chyba? Bo DDA nie odrózniają miłosci od zauroczenia).
    Robiłam wszystko, by go do siebie zniechęcic, bo nie miałam odwagi, by go po
    prostu rzucic. Jednoczesnie nie chciałam, by odchodził, ale porzuciłam, a on
    dalej pisał. Nie potrafiłam po prostu przestac sie do niego odzywac. Był dla
    mnie bardzo dobry. Kilka dni temu, powiedziałam w koncu "odejdz" i od tej pory
    cisza. A ja wyje:-((( Chce, by był, by znów był, a jednoczesnie wiem, ze jak
    wroci to znów bede chciała by odszedł. Płacze.., bo chyba kocham, no chce i
    nie chce i walcze z myslami. Odpycham i przyciągam. I pije:-(( jestem taka
    samotna. Żal mi siebie:-(((
    --
    To ja jestem obrońcą mych braci. I będę za nich walczyć.
    I wymawiać słowa w imieniu zwierząt i ptaków.
    Aż świat naprawi ten stan rzeczy.
    Edytor zaawansowany
    • megg2003 30.10.08, 07:27
      Zaczęłaś już terapię?? Jeśli nie, to jak najszybciej zacznij, bo sytuacja będzie
      się powtarzać w nieskończoność. Tylko faceci będą inni...
    • magnetx 30.10.08, 08:20
      Hej

      A jednak nie wszystkie uwazacie, ze wszyscy faceci sa tacy sami. Uff :p

      Pozdrawiam
    • agaks5 30.10.08, 08:30
      Może szukasz "mocnych wrażeń", stąd to przyciąganie i odpychanie.
      Może faktycznie terapia? Poznasz wówczas mechanizmy działania takich
      zachowań...pozdr:)
      Ps. Jestem w miarę uporządkowana i myślę, że miłość to coś co trwa,
      polega na wzajemnej trosce,braniu i dawaniu przez obie strony tego,
      co najlepsze, a reszta to kompromis. Odnoszę wrażenie, że jesteś
      osobą bardzo młodą?
    • megg2003 30.10.08, 09:00
      Chodziło mi o to, że sytuacja będzie wyglądać z każdym facetem po kolei tak
      samo. Każdego będzie traktować w taki sam sposób, jeśli niczego nie zmieni w sobie.
    • evula 30.10.08, 14:17
      Zgadza się. Z każdym z nich było identycznie. Tylko jeszcze nigdy
      nie rzuciłam żadnego w tak krótkim czasie. Z tymi co byli żli,
      wypaczeni i emocjonalnie niedostępni było mi o wiele trudniej się
      rozstac. Ten był dobry, za dobry.. denerwowało mnie to, a
      jednocześnie bardzo potrzebowałam tej jego dobroci.
      --
    • megg2003 30.10.08, 14:34
      Tym bardziej rozpocznij jak najszybciej terapię, bo będziesz cierpiała całe
      życie. Twoja samotność, frustracja, smutek będzie się pogłębiać. Nie daj się!!
      Wiele osób takich jak Ty dało sobie radę, więc Ty też będziesz szczęśliwa, jesli
      dasz sobie szansę. Taką szansą niewątpliwie jest terapia. Powodzenia! :)
    • ladynemeyeth 30.10.08, 14:43
      Tym bardziej, że stworzenie szczęśliwego związku daję niesamowitą
      siłę napędową do życia, do naprawiania innych jego sfer!
      Naprawdę chce się żyć!
      --
      “Stawiaj czoła trudom, gdy jeszcze są proste. Dokonuj wielkich zadań
      poprzez serię drobnych działań”.
    • evula 30.10.08, 14:40
      Dokładnie. Niestety obawiam się, że jestem uzależniona od miłości.
      Całe życie byłam w toksycznych związkach.

    • desy 30.10.08, 10:43
      A dlaczego stwierdzilas, ze nie jest dla Ciebie? Dlatego, ze byl za
      dobry, a Ty uwazasz, ze nie zaslugujesz na nic dobrego?
      Chcesz by byl, ale chcesz jego konkretnie czy po prostu dlatego, ze
      jestes samotna i fajnie by bylo miec kogos kolo siebie?
      Jesli to za nim tesknisz, to czy nie warto sie zmusic, powalczyc
      sama ze soba i sprawic by wrocil?
      Tez raz rzucilam kogos takiego a teraz jestem z kims kto jest chyba
      troche podobny, tyle ze zrozumialam, ze ja tez zasluguje na kogos
      takiego. Nadal zdarzaja sie okresy, kiedy testuje te jego milosc i
      robie prawie wszystko, zeby mnie zostawil :( Jednoczesnie nie
      wyobrazam juz sobie, ze moglibysmy nie byc razem. Takie sprzecznosci
      jakze typowe dla DDA :)
    • evula 30.10.08, 14:29
      > A dlaczego stwierdzilas, ze nie jest dla Ciebie? Dlatego, ze byl
      za dobry, a Ty uwazasz, ze nie zaslugujesz na nic dobrego?

      Podświadomie uważam, że nie zasługuje na nikogo dobrego. Bo uczucie
      dobroci doświadczane od innej osoby jest mi obce... nie potrafie sie
      z tym obchodzić, irytuje mnie.

      > Chcesz by byl, ale chcesz jego konkretnie czy po prostu dlatego,
      ze jestes samotna i fajnie by bylo miec kogos kolo siebie?

      Chcę jego. Ale ja go ranię. Mam wybuchowy charakter. On jest bardzo
      cierpliwy, a ja mam wyrzuty sumienia, że ranię go swoimi
      zachowaniami.

      > Jesli to za nim tesknisz, to czy nie warto sie zmusic, powalczyc
      > sama ze soba i sprawic by wrocil?

      Nie mogę. Zrobiłam to już dwa razy. Walczył o mnie ile sił, ale w
      koncu sie poddał. Nie mogę manipulować, ani bawić się jego
      uczuciami. Nie chce go ranic, boje się też, ze tym razem to on by mi
      odmówił, a z takim ciosem cięzko byloby mi sie pogodzić:-(





    • desy 30.10.08, 17:08
      :( Kurcze no. Przeciez zaslugujesz na to co dobre! Rozumiem
      doskonale, ze moze Cie irytowac, bo tez mi sie wydawalo, ze to
      niemozliwe, ze ktos jest dla mnie taki dobry i to bezinteresownie!
      Poza tym denerwuje ta ich przewidywalnosc a my przeciez
      przyzwyczajone do zycia z adrenalina :( Ale przeczekalam i nie dalam
      sie tym razem wewnetrznemu glosowi! Ja chyba dorastam ;) Gdyby ten
      moj nie byl taki cierpliwy, juz dawno by mnie pogonil, bo
      charakterek to ja tez mam ;)
      Musi dac sie jeszcze cos zrobic !!! Skoro juz Ci z tym zle :(
    • ddddalinka 26.02.09, 20:00
      Hej Evula!
      ja mam podobnie z moim facetem, tzn on jest DDa i zachowuje się wobec
      mnie podobnie jak Ty...staram się być cierpliwa ale nie rozumiem,
      rani mnie to, że jak jestem za blisko to mówi mi "odejdź", a jak chcę
      odejść, to w jakiś sposób chce mnie zatrzymać...
    • holenderka83 16.11.09, 11:27
      ja juz bylam porzucana tyle razy, albo poprzez zerwanie, albo
      poprzez kompletny brak kontaktu z jego strony, a potem wracanie
      jakby nigdy nic. W ogole nie rozumialam tego mechanizmu w NIM.
      Teraz, gdy troche poczytalam an ten temat, to czuje sie silniejsza i
      podjelam decyzje o rozstaniu. Juz troche rozumiem, ze to co sie
      stalo nie bylo dowodem tego ze ja ejstem beznadziejna (non stop mnie
      obwinial), ale dowodem tego, ze on byl slaby. Troche odżywam. Mam
      nadzieje, ze On sie tam gdzies odplacze. Wciaz Go kocham i zycze mu
      dobrze. Ale juz za bardzo mnie zranił. czasem jest za pozno. Bledne
      zalozenie ze partner zawsze bedzie moze czasme prowadzic do zgubnych
      zachowan i wnioskow. Jezeli partner dojrzeje to zrozumie, ze milosc
      osoby doroslej nie moz ebyc miloscia dziecka. Milosc dwojga
      doroslych ludzi nie jest bezwarunkowa.Nauczylam sie rpzestac kochac
      kogos, kto mnie non stop odrzuca i sprawia ze czuje sie malutka...:(
    • anonim_ka 30.10.08, 17:34
      www.kobieceserca.pl
      evula podczytaj prosze uwaznie ... moze zrozumiesz mechanizmy ktore generuja
      Twoje zachowanie .


    • evula 30.10.08, 18:43

    • mskaiq 31.10.08, 02:20
      W kazdym czlowieku jest milosc i strach. Przyciagala Cie Jego
      dobroc, budzil w Tobie milosc. Kiedy zaczyna dominowac milosc,
      znikaja problemy, czlowiek nie czuje sie wiecej DDA, zaczyna wracac
      do normalnosci.
      Masz rowniez w sobie strach, on torpeduje i podwaza milosc. Czesto
      sluchamy strachu i niszczymy to z czym czulismy sie dobrze, to co
      mialo sens i to co potrzebowalismy.
      Kiedy pozbywamy sie tego sensu wtedy wraca beznadziejnosc, depresja
      i wtedy bardzo trudno sie zyje.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • permutant86 08.03.09, 11:19
      mskaiq napisał:

      > W kazdym czlowieku jest milosc i strach. Przyciagala Cie Jego
      > dobroc, budzil w Tobie milosc. Kiedy zaczyna dominowac milosc,
      > znikaja problemy, czlowiek nie czuje sie wiecej DDA, zaczyna wracac
      > do normalnosci.
      > Masz rowniez w sobie strach, on torpeduje i podwaza milosc. Czesto
      > sluchamy strachu i niszczymy to z czym czulismy sie dobrze, to co
      > mialo sens i to co potrzebowalismy.
      > Kiedy pozbywamy sie tego sensu wtedy wraca beznadziejnosc, depresja
      > i wtedy bardzo trudno sie zyje.
      > Serdeczne pozdrowienia.

      u mnie bardzo podobnie to działa jak opisujesz :( i naprawdę bardzo ciężko z tym
      walczyć. dziwię się że dziewczyna wytrzymala ze mna te 1,5 roku, az sie boje co
      bedzie dalej...
    • anonimowa85 26.03.09, 16:45
      Wszystko można rozłożyć na czynniki pierwsze i zrozumieć tylko dlaczego tak
      trudno to zmienić.
      Moja historia wyglada tak: raz jedyny przeżylam w swoim dwudziestokilkuletnim
      życiu, nazwijmy to "zauroczenie" mężczyzną. W dodatku przez internet :-/
      sytuacja wymknela się spod kontroli i nawet nie zauwazylam kiedy się totalnie
      uzaleznilam od tego czlowieka.
      Oczywiście do spotkania nie doszlo bo niby chcialam i nie chcialam, nie moglam
      się zdecydować (chyba nie muszę opisywać tego mechanizmu). z jednej strony
      odrzucalam go, ale z drugiej chcialam żeby bardziej się staral, pokazał że mu
      zalezy.
      Sprawa obecnie wygląda tak, ze jet już "po ptokach" a ja ciągle analizuję i
      myślę o głupim żalosnym zauroczeniu.

      I wcale nie jest mi lepiej po napisaniu tego:(
    • ivek15 27.03.09, 10:10
      Cholera ..no skąd ja to znam ..też byłam w podobnej sytuacji ..Od pewnego czasu bardziej przyglądam się sobie ,analizuję swoje zachowanie ..ale jest bardzo ciężko .Najbardziej męczy mnie moja nadzwyczaj wybujała wyobraźnia ..czasem jest nawet tak że wyobraźnia bierze górę nad rzeczywistością i jak okazuje się że rzeczywistość jest całkiem inna to nieźle wtedy dostaję w d... ;) No cóż,optymizm u mnie zawsze działał :) Ponadto zauważyłam w ostatnim czasie że "siedzi" we mnie bardzo dużo strachu,lęku i niepokoju ...Boję się kontaktów damsko-męskich ,boję się ogólnie facetów a z drugiej strony ciągnie mnie do nich ..( ? ) .No i oczywiście dopowiadanie sobie czegoś..analizowanie ..Zamiast zapytać wprost to nie robię tego ..Wolę sobie dopowiedzieć bo tak jest łatwiej ..Bo wszystko sprowadza się do jednego ..strachu przed odrzuceniem ..Źródło to oczywiście dzieciństwo ...Czasem już mnie to przerasta a to dopiero zaledwie początek ..Czasem żałuję że jest tak jak jest ..Ale przecież nie wolno użalać się nad sobą ..Pozdrawiam :)
    • filetta 16.11.09, 13:34

      > W kazdym czlowieku jest milosc i strach. Przyciagala Cie Jego
      > dobroc, budzil w Tobie milosc. Kiedy zaczyna dominowac milosc,
      > znikaja problemy, czlowiek nie czuje sie wiecej DDA, zaczyna
      wracac
      > do normalnosci.
      U mnie tak to się odbywał. Wracałam do normalności poprzez miłość,
      bo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że powinnam iść na terapię.
      > Masz rowniez w sobie strach, on torpeduje i podwaza milosc. Czesto
      > sluchamy strachu i niszczymy to z czym czulismy sie dobrze, to co
      > mialo sens i to co potrzebowalismy.
      > Kiedy pozbywamy sie tego sensu wtedy wraca beznadziejnosc,
      depresja
      > i wtedy bardzo trudno sie zyje.
      U mnie strach i lęki po części równiez pokonała miłość. Zdaję sobie
      sprawę, że poczucie własnej wartości powinno zależeć od nas samych.
      Ale moje poczucie własnej wartości znacznie wzrosło, gdy pokochałam,
      a jeszcze bardziej, gdy moja miłość została odwzajemniona. Dzięki
      miłości poczułam, że żyję, chociaz jeszcze zdarza mi sie odpychać
      mojego partnera, a gdy ten odepchnięty, odchodzi do swoich spraw,
      buntuję się i bardzo chce go miec wtedy przy sobie. Uczę się nad tym
      panować.
    • e_m_86 16.11.09, 14:02
      Ja też właśnie teraz przez to przechodzę, kocham go ale bez przerwy
      sprawdzam jego miłość do mnie.Kłócę się z nim o takie głupoty, że
      szok, później przepraszam. Ale nie wiem jak długo On ze mną
      wytrzyma. Już mnie to tak męczy, juz mam tego serdecznie dosyć. I
      nie wiem co mam robić, chciałabym normalnie żyć. :(
    • grosik68 17.11.09, 08:28
      Az za dobrze znam te mechanizmy przyciagania i odrzucania :(
      Mowiac "odejdz" mysle "staraj sie o mie jeszcze bardziej". Tez irytowaly mnie
      komplementy i ze ktos byl dla mnie dobry, absolutnie nie umialam sie z tym
      obchodzic. Najlepiej umialam funkcjonowac w ekstremalnych sytuacjach. Gdy bylo
      dobrze, budzilo sie we mnie zwierze. Zrobilam juz chyba wszystko, co moze zrobic
      kobieta, zeby facet ja rzucil. Nie rzucil i jestesmy razem juz ponad 20 lat. Nie
      wiem, czy to z powodu jego niezachwianej milosci i cierpliwosci, czy tez to ja
      jestem (poza tym ze wiedzma) taka cudowna.
      Po latach terapii potrafie analizowac i jako tako kontrolowac moje reakcje i
      zachowania, ale odruchy sa ciagle jeszcze. Szybko wracam do rownowagi (teraz
      bardziej to wszystko jest w sferze emocji a nie dzialania) i jestem dla niego
      kochana. Teraz czasem potrafie mojemu mezowi powiedziec, ze mu takiej zony
      zazdroszcze ;) Mysle, wlasciwie wiem, ze jest mu ze mna dobrze. Ale to byly lata
      nauki.
      Polecam terapiie, wyprostowanie skrzywionej duszy dda - u mnie zadzialalo.
    • filetta 20.11.09, 11:58
      Ja juz powoli odchodzę od tego mechanizmu, chcę spokoju. Mój facet
      też bardzo dużo ze mną przeszedł, nie zostawił i twierdzi, że nie
      zostawi (pozyjemy zobaczymy ;) ). Ostatnio usłyszałam od niego, że
      bardzo dobrze mu ze mną, żebym tylko jeszcze zapanowała nad
      swoimi "wybrykami". Może dlatego, że wytłumacyzłam mu, na czym te
      moje "wybryki" polegają. Najpierw zanalizowałam je na własny użytek,
      a później podzieliłam się z nim tą wiedzą. To nam bardzo pomogło.
    • anamijka 20.11.09, 22:03
      hej!
      niedawno odkrylam ze moj facet jest DDA. jego ojciec pije prawie odkad
      A.pamieta, a teraz od kilku lat sie do niego nie odzywa, a A.malo mowi o swoim
      ojcu,dopiero niedawno mi sie przyznal co do jego alkoholizmu.

      A.rowniez sie zachowuje tak jak tutaj opisujecie. boi sie zwiazku, nie chce
      naszej relacji okreslic stalym zwiazkiem, mimo ze nie spotykamy sie z nikim
      innym na gruncie innym niz kolezenski, jest bardzo czuly i widac po nim ze
      jestem dla niego bardzo wazna.

      przez te 2 lata bylo pare przykrych sytuacji ale po kazdej zblizalismy sie do
      siebie i ogolnie jest coraz lepiej chociaz A. nadal ma momenty gdy mnie odpycha.

      byc moze niedlugo podejmie terapie ae jeszcze sie waha, boi sie wszystko rozgrzebac.

      czy moglibyscie dac mi jakies rady jak ja powinnam sie zachowywac wobec A.zeby
      nasza relacja byla jeszcze lepsza?przyznam ze czasem boli mnie to jego
      odpychanie, mysle wtedy ze moz ejednak mnie nie kocha.

      na koniec dodam ze jestem dziewczyna z ktora A. jest zwiazany najdluzej.
      jego wczesniejsze relacje byly krotkie, najdluzsza z nich trwala niespelna pol
      roku. oczywiscie kazdej z nich A. bal sie okreslic stalym zwiazkiem.

      z gory wielkie dzieki :)
    • filetta 21.11.09, 13:17
      Być sobą.
      Być cierpliwą.
      Nie brać do siebie jego odpychania i decyzje o odejsciu (nawet
      chwilowym) po kłótniach, awanturach traktowac z przymruzeniem oka.
      Ja np. naprawdę nigdy tego nie chcę, tylko sama siebie mam tak
      serdecznie dość, że sądzę, ze nie mam prawa żyć w normalnym związku.
      Pozwalać na przyciąganie i wierzyć, że uczucia w tym momencie
      okazane są prawdziwe.
    • anamijka 22.11.09, 18:14
      dzieki Ci wielkie :)
      wlasnie tak staram sie postepowac choc czasem przyznaje ze boli mnie gdy on mnie
      odpycha i zastanawiam sie czy wtedy gdy z kolei nastepuje przyciaganie to czy
      jego milosc jest szczera czy udaje (choc z drugiej str to malo mozliwe zeby
      udawal bo jego zachowania wtedy wygladaja na 100% szczere).

      tylko czemu skoro mu na mnie zalezy to boi sie czasem bardziej do mnie zblizyc i
      twierdzi ze nie umie budowac stalego zwiazku?
    • filetta 23.11.09, 14:35
      Ja bałam sie zbliżenia bardzo długo. Ale to było przed moim
      partnerem. wydaje mi się, że wynikało to z niedowartościowania, ze
      wstydu, że jestem taka jaka jestem.
      Twierdzi, że nie umie budowac stałego związku. Chyba tak faktycznie
      jest; cały czas próbuje i cały czas popełnia karygodne błędy. To nie
      podnosi jego samooceny.
      Poradź się jeszcze kogoś, bo ja jestem dda uświadomioną od niedawna
      i piszę tylko o sobie. Nigdy nie byłam na terapii i nigdy nie
      spotkałam osób podobnych do mnie, więc mój zakres doswiadczeń i
      porad jest bardzo powierzchowny.
    • anamijka 23.11.09, 15:03
      dziekuje za pomoc i rady!
      z ta bliskoscia to rzeczywiscie zdaje sobie sprawe ze on sie tego boi,widze tez
      postepy z jego strony w porownaniu do tego co bylo na poczatku zwiazku. widze
      tez ze ma niskie poczucie wlasnej wartosci, czesto wyolbrzymia swoje wady i mowi
      ze jest okropnym czlowiekiem, podczas gdy ja widze jego dobroc i wrazliwosc,
      czasem skrywana za oschloscia...

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka