Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Problem w związku z DDA - pomocy!

    06.01.09, 18:54
    Witam serdecznie!
    Przepraszam, że pomarudzę o swoich problemach, ale się zapętliłam. Postaram
    się w miarę jasno.
    Od 1,5 roku jestem w związku z mężczyzną DDA. Jego reakcje od początku były
    dziwne dla mnie, np. starał się zawsze super świetnie wypaść w moich oczach,
    nie dawał sobie prawa do błędu, jeśli (w swoich oczach) zrobił coś źle, to
    zamiast normalnie pogadać, potrafił zniknąć na tydzień-dwa, a potem udawać, że
    nic nie było.
    Przy nawet drobnych nieporozumieniach (nie robiłam awantur, tylko czasem, jak
    to w związku, miewaliśmy inne zdanie) natychmiast zamykał się w sobie i robił
    się zły. Nie wiem, czy to wynika z DDA?
    Teraz do rzeczy: tuż przed świętami dość ostro mi dokopał. Przyznaję,
    zareagowałam nerwowo - nie opanowałam emocji i wysłałam mu oficjalnego maila z
    żądaniem zwrotu pożyczonych książek. Odesłał mi przez pracownika swojej firmy
    nie tylko pożyczone, ale również te, które dostał ode mnie w prezencie. Załamka...
    Dwukrotnie wyciągnęłam rękę na zgodę, prosząc o rozmowę - w Wigilię i tuż
    przed Sylwestrem - na pierwszego smsa nie odpisał, na maila z życzeniami
    noworocznymi odpisał, na prośbę o rozmowę już nie.
    No i teraz nie wiem, co jest grane: czy znowu przeczekuje, bo się zamknął, czy
    po prostu zakończył znajomość? Kiedyś powiedział, że jak kończy, to mówi o
    tym, ale to przecież tylko słowa....
    Proszę, nie potraktujcie mnie jak rozhisteryzowanej nastolatki (oj, wiele już
    lat więcej mam), ja po prostu chciałabym go zrozumieć, no i oczywiście jakoś
    to wszystko naprawić, bo źle mi bez niego.
    Edytor zaawansowany
    • mamamisiasia 06.01.09, 19:19
      Nie wiem czy wszyscy DDA tak maja, ale ja na pewno tak. Tez kiedys w ten sposob
      zakonczylam zwiazek- po prostu przestalam sie odzywac do drugiej strony. W moim
      wypadku byl to po prostu brak jakichkolwiek umiejetnosci w rozwiazywaniu takich
      rzeczy i brak umiejetnosci we wspolzyciu- zawsze bylam wycofana osoba, ktore nie
      lubila (i nie lubi) kontaktow spolecznych. A jak sie nie trenuje, to sie nie
      potrafi. Zreszta do tej pory nie potrafie rozmawiac. Wszystkiego musialam sie
      sama uczyc, bo w domu mialam tylko agresje i awantury. Dopiero teraz zaczynam
      przyuwazac jak sie powinnam zachowywac, a juz troche lat mam. Ale to nie znaczy,
      ze takie zachowanie nalezy tolerowac. Nie moze byc tak, ze tylko jedna osoba
      zabiega o zwiazek, bo to nie ma sensu. Na szczescie moj maz nie tolerowal much
      w nosie i mojego obrazania sie, dopiero teraz zaczynam to doceniac. Twoj
      mezczyzna po prostu musi dojrzec, oby zdazyl do starosci :)
    • blekitny_nietoperz 06.01.09, 19:39
      Zakończenie związku, mówisz... hmmm, nie brzmi to optymistycznie :-(
      Tylko ja widzę, że nie napisałam jednej ważnej rzeczy: po naszych różnych
      nieporozumieniach, jak mu się zdarzało "popadać w niebyt", to jak już wyciągałam
      rękę do zgody i z oporami ją przyjmował, to potem wyduszał z siebie teksty w
      stylu "dobrze, że znowu jesteś", "dobrze cię znowu widzieć" i takie tam. Po
      jakiejś przedostatniej szczepie wiesz co zrobił? Założył mi w tajemnicy kołpaki
      na koła, a potem zwiał!
      I te jego teksty, które zduszonym głosem biedak wygłaszał, wciąż jakąś cichutką
      nadzieję mi podsycają, że może jednak nie wszystko stracone, ale może, cholera,
      ja się tylko tak głupio pocieszam?
    • mamamisiasia 06.01.09, 22:14
      niestety czesto DDA popada w skrajnosci w czasie klotni. Zdarzalo mi sie, ze
      przyslowiowa klotnia o szklanke w zlym miejscu konczyla sie myslami o rozwodzie
      z mojej strony. Moze stad ta sytuacja z ksiazkami. Nigdy nie bralam pod uwage,
      ze moga byc sytuacje posrednie i ze to jest normalne, ze sa klotnie w zwiazku. W
      takiej sytuacji potrzebna jest szczera rozmowa- a jezeli sprawia to twojemu
      przyjacielowi trudnosc, to moze piszcie listy, albo maile. I koniecznie go
      zapewnij, ze to, ze masz jakies watpliwosci, to nie znaczy, ze on jest
      beznadziejny i chcesz skonczyc z nim i ze to, ze masz odmienne zdanie, to nie
      znaczy, ze jestes przeciwko niemu.
    • kajda28 06.01.09, 23:40
      >Na szczescie moj maz nie tolerowal much
      > w nosie i mojego obrazania sie, dopiero teraz zaczynam to
      >doceniac.

      i wg. mnie to jest najlepsze co można zrobić dla drugiej osoby, nie
      koniecznie DDA. Nie tolerować "złych" zachowań.
      Wiem to po sobie, mi jeden pozwolił na to abym robiła co chciała, i
      stałam się takim rozbestwionym dzieckiem, a co najważniejsze
      przestałam go szanować, no bo po co i dlaczego? Jeżeli on sam się
      nie szanuje, i pozwala abym ja się tak zachowywała.

      Wiem że to trudno zrobić, dodatkowo jak dochodzą emocje.
      --
      Sumienie miał czyste. Nie używane.
    • mskaiq 07.01.09, 02:03
      bardzo wielu DDA albo DDD maja problem z perfekcjonizmem. To bierze
      sie sie z tego ze nie potrafia sobie wybaczyc tego co robia zle.
      Nauczeni zostali tego przez rodzicow, kazda rzecz zrobiona zle
      wymaga kary dlatego probuja za wszelka cene nie popelnic bledu, byc
      perfekt.
      Jesli chodzi o nieporozumienia to kazda proba wytkniecia czegos
      oznacza poczucie winy u takiej osoby, wywoluje zlosc, on nie potrafi
      zaakceptowac innego zdania bo czulby sie winny tego ze zrobil zle a
      to wymaga kary.
      Jesli chodzi o Wasz zwiazek to poczekaj, nie narzucaj sie Jemu. Po
      jakims czasie sam sie odezwiej do Ciebie i wtedy bedziesz miala
      szanse naprwic ten zwiazek jesli chcesz z Nim byc.
      Z osoba DDA czy DDD musisz unikac negatywnosci. Taka osoba ma
      bardzo wiele wlasnej negatywnosci, jesli dolozysz Swoja wtedy
      wywolujesz bardzo silna reakcje u takiego czlowieka, potrafi ona
      zniszczyc zwiazek.
      Takiego czlowieka mozna zmienic, nauczyc wybaczania sobie co jest
      podstawowym warunkiem nauczenia go tolerancji.
      Kiedy sie nie zgadzasz z czyms co On robi wtedy badz bardzo
      pozytywna, podkreslaj to ze jest fantastycznym facetem i ostroznie
      przekazuj Mu co Cie rani albo chcialabys zmienic.
      Nie probuj Go rowniez przekonywac albo zmienic Jego zdanie bo to
      wywola negatywnosc. Zakomunikuj Mu co jest problemem i daj czas
      czasowi, On to zrozumie samemu.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • blekitny_nietoperz 07.01.09, 06:22
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, widzę, że muszę zachować spokój i poczekać,
      innej rady nie ma.
    • blekitny_nietoperz 14.01.09, 15:22
      Kochani,
      chciałam prosić o trzymanie kciuków. Po miesiącu milczenia mój DDA wreszcie
      odpowiedział na maila. Jak zrozumiałam, wszystkie moje próby kontaktu traktował
      jako atak na siebie i czuje się bardzo skrzywdzony. Postanowiłam nie wnikać
      teraz, kto zaczął całą aferę, bo to nie ma sensu (ja jestem DDD więc też nie
      reaguję normalnie). Zadzwoniłam do niego i podziękowałam za maila (choć był
      przykry i agresywny), powiedziałam, że najwyraźniej wszystko się bardzo
      poplątało i narosło wielkie nieporozumienie. Kiedy zobaczył, że nie atakuję,
      wyraźnie odtajał i sam zaproponował spotkanie celem wyjaśnienia nieporozumień.
      Mamy się zobaczyć jutro. Postaram się być bardzo spokojna i o nic go nie
      oskarżać, dam mu się wygadać, bo na ewentualne mówienie o tym, jak ja się
      czułam, przyjdzie kiedyś czas. Czy dobrze rozumuję? Pozdrawiam - Nietoperz
    • madzionek 17.01.09, 19:47
      nietoperzu, spotkaliście się, pogadaliście?
    • blekitny_nietoperz 18.01.09, 09:42
      madzionek napisała:

      > nietoperzu, spotkaliście się, pogadaliście?

      Spotkaliśmy się, ale ja nie wiem, czy to można nazwać rozmową?
      Ja spokojnie przedstawiłam moje racje, idąc za Waszą radą w ogóle go nie
      oceniałam, nie atakowałam, raczej podkreślałam że cieszę się, że wspólnie chcemy
      wyjaśnić nieporozumienie.
      A on... gadał jakieś bezsensy zupełne, kręcił, wmawiał mi np. że przecież to
      normalne, że się miesiąc nie odzywał, bo nigdy się częściej nie widywaliśmy
      (sic!), na pytanie, czemu nie odpisywał na maile, najpierw powiedział, że może
      zapomniał, potem, że nie wie, potem, że może olał (!!!), potem, że mu było
      głupio - a to wszystko w jednym zdaniu...
      Ogólnie miałam wrażenie, że każdym słowem chce mi dokopać, sprawić przykrość.
      Nie dałam się sprowokować i zakończyliśmy to spotkanie spokojnie, niby to
      pogodzeni, ale strasznie mi teraz przykro i smutno. Nie wiem, może on nie umie
      rozmawiać o emocjach?
      Czasem zdaje mi się, że ja już nie mam siły i cierpliwości do tego.
    • kachaa17 18.01.09, 10:44
      ja myślę, ze jeśli coś przeszkadza ci tak bardzo to nie ma co patrzeć czy to z
      powodu bycia dda czy nie. Facet nie odzywa się miesiąc i nawet nie dąży do
      pojednania to ja nie wiem czy mu na tobie zależy. Ja też jestem dda ale w życiu
      tak nie postępuję. Wiem, że każdy jest inny ale czy on jakoś pokazuje, że mu na
      tobie zależy?
    • blekitny_nietoperz 18.01.09, 18:02
      Kachaa, do tej pory (czyli do ostatniej kłótni) było naprawdę b. w porządku,
      duża bliskość, duże zaangażowanie z jego strony. Pierwszy raz taki poważny numer
      odwala. No i pierwszy raz kłamie.
      W sumie mam niesmak i szczerze mówiąc teraz to ja się zastanawiam, czy ja chcę
      to ciągnąć.
    • kajda28 19.01.09, 08:40
      >ale czy on jakoś pokazuje, że mu na
      > tobie zależy?

      tak jak tata, on też przecież kochał swoje dziecko ale tylko czasami
      jakoś to pokazywał.
      Chyba przestanę mówić swoim dzieciom że je tata kocha, bo nauczą sie
      że właśnie tak wygląda miłość mężczyzny.

      Nietoperz jeżeli jest Ci dobrze w tym związku to trwaj w nim, jak
      nie, i rozmowy nie dają rezultatu to rzuć. Ale chyba najpierw
      spróbuj naprawić, tak jak robisz teraz. Postaw sobie tylko granice,
      kiedy skończysz walczyć, co musi się stać że powiesz pas. Bez jasno
      określonej wcześniej granicy możesz ją naginać, przekraczać,
      ustawiać inne- a to już byłoby źle.

      --
      Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.
    • s0ber 22.01.09, 19:31
      Niestety to dosyć częste. Ja sam jestem DDA i jestem w związku z kobietą, która
      też jest DDA. Z tym, że ja rozpocząłem terapię, a ona jest krok wcześniej. Wie z
      czego wynika jej problem, ale boi się i uważa, że terapii nie potrzebuje, bo to
      nic nie da.

      Nie jest łatwo. Kilka dni temu sam jej dopiekłem, bo nie potrafiłem się
      opanować. Za to na ostatnim spotkaniu dowiedziałem się o mechanizmie wahadełka.
      Innymi słowy o tym, że osoby takie, jak Twój mężczyzna zazwyczaj reagują
      skrajnie; np. albo się zamykają w sobie dość mocno i na długo, albo zupełnie
      odwrotnie - robią awanturę. Ja robiłem i jedno, i drugie.

      No ale czego się dowiedziałem? Dowiedziałem się o czymś, jak "Praca z
      przekonaniami w programie Simontona".

      Na czym to polega? Trzeba zacząć od modelu powstawania emocji ABCD.

      A - to aktywujące WYDARZENIE, którego doświadczyłeś, które zobaczyłeś, usłyszałeś

      B - Twoja szczera MYŚL, przekonanie czy postawa względem tego wydarzenia.

      C - EMOCJA, którą czujesz jako wynik Twoich myśli, przekonań czy postaw.

      D - DZIAŁANIE, jakie podejmujesz pod wpływem odczuwanych emocji

      --
      Opowiem, jak to wykorzystać na moim autentycznym przykładzie.

      A --> Otóż, chciałem spotkać się z moją dziewczyną, ale nie mogłem się z nią
      umówić, bo ona zawsze mówiła, że nie wie, czy będzie miała jutro czy kiedyś tam
      czas, nie chciała dać konkretnej odpowiedzi i nie umiała tego uzasadnić (pewnie
      część z Was to zna).

      B --> Irytowało mnie to, no więc pomyślałem sobie, że mnie olewa, że jej na mnie
      nie zależy, bo jestem beznadziejny itd. itp.

      C --> Poczułem się źle, było mi smutno, przykro, odczuwałem złość z powodu
      rzekomej porażki.

      D --> Pierwszym razem zamknąłem się. Stwierdziłem, że jak Ty mnie olewasz, to ja
      oleję Ciebie i zobaczymy! Czyli rodzaj zemsty. Oczywiście pogorszyło to
      sytuację. Drugim razem wylałem swoje żale i smutki, występując w roli ofiary,
      biednego pokrzywdzonego chłopca, który tak się stara, a kładzie się na niego
      lachę. Skutek - odwrotny od zamierzonego.

      No i teraz trzeba się odwołać do 5 Zasad Zdrowego Myślenia (5 ZZM).

      1. Zdrowe myślenie jest oparte na oczywistych faktach.
      2. Zdrowe myślenie najskuteczniej pomaga nam chronić nasze życie i zdrowie.
      3. Zdrowe myślenie najskuteczniej pomaga nam osiągać nasze bliższe i dalsze cele.
      4. Zdrowe myślenie najskuteczniej pomaga nam unikać najbardziej niepożądanych
      konfliktów lub rozwiązywać je.
      5. Zdrowe myślenie najskuteczniej pomaga nam czuć się tak, jak chcemy się czuć
      bez nadużywania żadnych substancji.

      Cechy zdrowego myślenia:

      - zdrowe myślenie spełnia co najmniej trzy z tych pięciu zasad
      - wszystkie zasady są równoważne
      - niektóre zasady nie mają zastosowania w pewnych sytuacjach
      - to, co jest zdrowe dla jednej osoby, nie zawsze jest zdrowe dla innej
      - to, co jest zdrowe w danej chwili, niekoniecznie jest zdrowe w innym czasie

      Jak się z tym pracuje?

      1. Zapisz w skali 1-10 natężenie obecnego bólu emocjonalnego (bo warto pracować
      wówczas, kiedy takowy najsilniej daje o sobie znać).
      2. Weź kartkę papieru i narysuj pośrodku linię dzielącą kartkę na dwie kolumny.
      3. W lewej kolumnie zapisz przynajmniej pięć przekonań, które wydają się
      wywoływać te emocje. Zapisz je tak, jak pojawiają się w Twojej głowie, bez
      autocenzury i oceniania czy mają lub czy nie mają jakiegokolwiek sensu.
      4. Sprawdź każde przekonanie za pomocą 5 ZZM; odnośnie każdego z przekonań zadaj
      pytanie:
      a) Czy to przekonanie jest oparte na faktach?
      b) Czy to przekonanie pomaga mi chronić moje życie i zdrowie?
      c) Czy to przekonanie pomaga mi osiągać bliższe i dalsze cele?
      d) Czy to przekonanie pomaga mi rozwiązywać najbardziej niepożądane konflikty z
      innymi lub unikać ich?
      e) Czy to przekonanie pozwala mi czuć się tak, jak chciał(a)bym się czuć?

      Jeśli możesz odpowiedzieć "tak" na co najmniej trzy z tych pytań, to oznacza, że
      przekonanie jest niezdrowe.

      Pracując z moją sytuacją, opierając się na tym modelu doszedłem do następujących
      wniosków:

      Myślałem, że jestem olewany itd. - to co napisałem wyżej. Gdy zacząłem udzielać
      odpowiedzi na te 5 pytań, to musiałem 5 razy odpowiedzieć "nie".

      Nie było to oparte na faktach, bo ona wcale mnie nie olewała. Podobnie, jak ja
      nie umiała jedynie powiedzieć "tak" ani "nie". Znam to doskonale. To nie
      oznacza, że jej nie zależy. Spotyka się ze mną, jest najbliżej jak może, mimo
      strachu, więc jej zależy!

      Drugie pytanie; takie myślenie prędzej wpędziłoby mnie w nerwicę niż sprawiło,
      że będę zdrowszy.

      Trzecie: Czy osiągnąłem cel? Już wiecie, że nie.

      Czwarte: Czy rozwiązałem konflikt? Nie! Nie dość, że nie rozwiązałem, to jeszcze
      go pogłębiłem.

      Piątek: Czy czułem się tak, jak chciałbym sie czuć, czyli dobrze? Jak
      najbardziej nie. Czułem się jeszcze gorzej.

      Po co się tyle naprodukowałem. Ano po to, by przekonać nieprzekonanych, że
      terapia jest jedynym wyjście. Wszystko z czym mam do czynienia to owoc pracy
      naukowców, to metody, które pozwalają uzdrowić nasze myślenie.

      Zacząłem trochę od tyłka strony, bo powinienem na początku zapytać, czy Twój
      mężczyzna odbywa terapię. Jeśli nie, to mam nadzieję, że to co napisałem
      przynajmniej da mu do myślenia, że powinien. By mógł chociaż dowiedzieć się, co
      nim powoduje.

      Życzę Wam wszystkiego dobrego!
      --
      Last.fm
    • blekitny_nietoperz 27.01.09, 06:40
      S0ber, wielkie dzięki za ten tekst, że Ci się chciało tak obszernie napisać.
      Bardzo uważnie przeczytałam i pasuje jak ulał do reakcji mojego partnera.
      Niestety, odpowiedź na Twoje pytanie brzmi - nie, nie chodzi na terapię. Ja już
      nie raz myślałam, jak mu to delikatnie zasugerować, ale nie mam odwagi, on
      fatalnie reaguje na wszelkie słowa krytyczne - a tak by to odebrał. Nawet proste
      powiedzenie mu, że za dużo pracuje (wynikające ze zwykłej troski) spowodowało
      zamknięcie a potem wykład, że nie, że on wcale nie pracuje za dużo, że się
      czepiam itd.
      Obawiam się, że z terapii będą nici, bo nawet jak mu to powiem, to i tak uzna,
      że marudzę bo przecież "on nie ma problemu".
      Ale dziękuję Ci bardzo!
    • s0ber 30.01.09, 20:26
      No widzisz, chciało mi się, choćby po to, by przeczytać Twoje miłe słowo. :)

      A co do Twojego faceta... hmm... sam taki jestem. To jest taka paranoja, że jak
      patrzę na to z boku, to sam bym pomyślał: Kurczę, co za koleś?!

      Ale widzisz, to teraz, kiedy dowiedziałem się co nieco na terapii. Naprawdę
      byłoby super, gdyby i on się zdecydował, niemniej jednak wiem, jakie to trudne,
      aby się zdecydować i wiem jakie to trudne, by namówić kogoś.

      Ta moja dziewczyna już moją nie jest. Powiedziała mi, że nie umie i nie chce
      kochać. Teraz już praktycznie w ogóle nie mam szans, by ją na cokolwiek namówić,
      mimo, że nadal mamy kontakt. Nawet gdy przestawiałem jej materiały i różne
      metody, to nie przekonywało ją to. Tak więc widzisz, chciałbym dać Ci więcej
      nadziei, ale nie mogę. On musi się sam zdecydować.

      Pozdrawiam Cię serdecznie!
      --
      Last.fm
    • blekitny_nietoperz 31.01.09, 13:29
      S0ber, przepraszam, że Cię jeszcze powykorzystuję, ale ja kompletnie niezorientowana jestem - tzn. nie wiem, co może wynikać z DDA, a co jest po prostu życiem.
      Po tamtej trudnej rozmowie, gdzie mi dowalał, nie ukrywam, mocno zamknęłam się w sobie (ja jestem DDD, nieśmiała, łatwo mnie zranić itd.), kilkukrotnie byłam wobec niego miła, ale chłodna. On teraz mam wrażenie "odgrywa się" na mnie - dzwoni do mnie tylko w sprawach służbowych, udaje niedostępnego.
      Jednocześnie, kiedy mnie spotka, to nie może przestać gadać, ma przymus opowiedzenia mi o wszystkim, co się aktualnie u niego dzieje.
      Ja nic z tego nie rozumiem - przy spotkaniu roześmiane oczy i relacja ze wszystkiego, oczekiwanie porady, wysłuchania, a z drugiej strony próby pokazania jak bardzo mu na mnie nie zależy - czyżby odgrywanie się za moje kilka dni chłodu?
      Ja kompletnie nie rozumiem DDA, kocham tego faceta, ale czasem wysiadam psychicznie, czy nie można by usiąść i porozmawiać jak ludzie? Dlaczego on wciąż ucieka?
      S0ber, czy Ty też przed terapią robiłeś takie numery?
      Ja wysiadam, jest mi źle, nie wiem, czego ten człowiek ode mnie oczekuje.... kim dla niego jestem...
      Sama mam swoje problemy z dzieciństwa i chyba robi się tego za dużo wszystkiego na mnie :-(
    • bilcia 31.01.09, 16:34
      Błękitny nietoperzu
      Ja sama mam problem z DDA i często takie zachowania o których
      piszesz- raz wylewność raz zamknięcie w sobie - jest spowodowane
      strachem przed odrzuceniem. Uważam , że powinnaś zrozumieć , iż
      osoby z DDA bardzo często zgadują jak powinny się zachować. Raz może
      się więc On zachowywac normalnie czyli mówić Ci wszystko a raz dojść
      do wniosku, że nic Ci nie powinien mówić bo albo go nie zrozumiesz ,
      albo nie jesteście aż tak blisko, albo coś mu się przypomni , że
      właściwie mężczyzna powinien się tak zachować - ja sama mam bardzo
      często problemy. Chodzi tu o to , że na pewno w dzieciństwie
      cokolwiek by zrobił to był odrzucony emocjonalnie przez rodziców a,
      że oni własnie stanowią nasz pierwszy i właściwie bazowy wzorzec to
      potem jest strach przed odrzuceniem z każdej następnej strony, Nie
      wiem czy to co pisze jest dla Ciebie jasne bo moje mysli są tak samo
      chaotyczne jak i ten post :-)
    • blekitny_nietoperz 01.02.09, 14:26
      No właśnie Bilciu, ja mam wrażenie, że on ma obłędną potrzebę akceptacji,
      podziwiania, że nawet taki mój kilkudniowy lekki chłód spowodował u niego
      poczucie totalnego odrzucenia, jakbym mu nie wiem co zrobiła. No ale przecież to
      nie może tak być, że ja zawsze "głaszczę po główce", jeśli czasem coś jest nie
      tak, to przecież ja też mam prawo do swoich odczuć, do powiedzenia, że coś mi
      nie pasuje, nie mogę się z nim obchodzić, jak z jajkiem...
      Na razie mam wrażenie, że on mnie usiłuje "ukarać" za to, że w jego mniemaniu go
      odrzuciłam tym chłodem, że było mu przez to źle.
      No i kółko się zamyka, bo ja się też z tym czuję źle, też się czuję odrzucona i
      nieakceptowana i mam coraz mniejszą ochotę na rozmowę.
      Ale chyba będę musiała być mądrzejsza, no ktoś musi ten zaklęty krąg przełamać.
      To jest dobry, wartościowy i bardzo wrażliwy człowiek, ale tak porąbany, że mi
      czasem ręce opadają :-( A moje kompleksy i potrzeba akceptacji też tu nie
      pomagają, o nie. Cholera, oboje się na terapię nadajemy.
    • mskaiq 01.02.09, 04:01
      Mysle ze nie potrafi Ci wybaczyc tego co sie wydarzylo w
      przeszlosci, to bardzo czesto pojawia sie u DDA albo DDD. On nie
      odgrywa sie sie, On nie umie Ci wybaczyc i dlatego boi sie byc z
      Toba i stara Ci sie to pokazac.
      Z drugiej strony nadal Cie kocha, stad te rozesmiane oczy, dlatego
      opowiada, cieszy sie z tego ze Cie spotkal.
      Ucieka bo sie boi, On sie boi byc zranionym. DDA i DDD potrafia sie
      bac milosci bo kiedy otrzymywali "milosc" jak byli dziecmi to
      wiazala sie ona zawsze z bolem i cierpieniem.
      To moze zmienic tylko cierpliwosc, ten strach zacznie zanikac z
      czasem i wtedy moze powrocic zwiazek.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • blekitny_nietoperz 03.02.09, 19:13
      s0ber napisał:

      > Ta moja dziewczyna już moją nie jest. Powiedziała mi, że nie umie i nie chce
      > kochać.

      No i widzisz, S0ber, to jedziemy na tym samym wózku :-( Wczoraj usłyszałam, że
      on nie umie kochać, że jest poraniony i że tak w ogóle to nigdy nic do mnie nie
      czuł (a przysięgam, nie wymyśliłam sobie przez różowe okulary zakochania jego
      uczuć do mnie).
      No cóż, dałam mu ostatni cmok w policzek na pożegnanie i zamknęłam za sobą
      drzwi, co innego mogłam zrobić...

      > Pozdrawiam Cię serdecznie!
      I ja Ciebie. Trzymajmy się optymistycznie, mimo wszystko. Czas leczy rany,
      banalne, ale prawdziwe, choć ciężko mi teraz bardzo.
    • cimka1 03.02.09, 21:07
      No coż ja sama jestem DDA. Tym, którzy kochają DDA, mogę poradzić tylkko jedno -
      jak najwięcej dowiedzcie się o syndromie DDA. Polecam np artykuł
      www.wyspa-kobiet.pl/sekrety_szczescia/psyche/84.html Bycie z DDA nie jest
      łatwe, a najtrudniejszą sprawą jest przekonać taką osobę, że coś jest z nią nie
      tak i że powinna sięgnąć porady specjalisty.
    • artuana 03.02.09, 21:59
      Jestem tu nowa, tzn od 2 tygodni czytam wszystko o DDA. Za późno
      odkryłam, że mój mąż jest DDA. Nasz związek się rozpadł parę
      miesięcy temu. Mąż przez wiele lat małżeństwa nie przyznał się do
      tego, że był alkohol w jego rodzinie. W naszym związku były ciągle
      problemy z komunikacją, ciągłe sprzeczki, które brały się
      z "niczego", no i to ja zawsze podejmowałam próby pojednania. Było
      wszystko tak, jak piszecie w swoich postach. Ja w końcu nie dałam
      rady i przestałam zabiegać o małżeństwo - i ono się rozpadło. Żałuję
      tylko tego, że tak długo trwało, bo było dla mnie coraz większą
      męką. Tak, że jesteś w dużo lepszej sytuacji, bo Twój związek nie
      trwał tyle lat i chyba nie byliście małżeństwem. Mogę Ci powiedzieć
      jedno: nie wiąż się z DDA , bo zmarnujesz sobie życie.
    • anet-ta 12.02.09, 09:30
      To co napisałaś artuana , jest trochę krzywdzące dla nas DDA, nie każdy kto wiąże się z dda marnuje sobie życie. Najważniejsze jest właśnie uświadomienie sobie, że jest się dda i potrzebuje się pomocy. Chodzę na terapię blisko rok, a jeszcze zdarza mi się dokuczyć partnerowi. Mam to szczęście, że mój partner wspiera mnie ogromnie, dużo czyta, wie skąd mi się biorą takie idiotyczne zachowania. Wiem, że DDA to nie jest usprawiedliwienie, które upoważnia do poniewierania drugiego człowieka, ale gdyby każdy miał takie podejście "nie wiąż się z dda" to 30-40% społeczeństwa musiałoby żyć samotnie.
    • blekitny_nietoperz 12.02.09, 11:31
      Ja myślę, że przez Artuanę przemawia rozgoryczenie i ból, trzeba o zrozumieć.
      Wtedy się uogólnia.
      Jeśli chodzi o mnie, to nie mam żalu do "mojego" DDA, raczej mi go szkoda, bo to
      wartościowy, wrażliwy człowiek, który chrzani sobie życie, nie dając sobie pomóc.
      NB, teraz udaje, że nic się nie stało i usiłuje się umówić na spotkanie...
      kolejny dowód dla mnie, że u niego naprawdę coś jest nie tak z emocjami. No ale
      ja już jestem poza tym.
    • artuana 12.02.09, 22:29
      Przepraszam, że napisałam takie mocne słowa, ale wynikają one z
      mojego doświadczenia. Na pewno nie wszyscy DDA są tacy jak mój mąż.
      Mój główny problem brał się z tego, że NIE MIAŁAM pojęcia, dlaczego
      tak źle się układa w naszym związku: kłótnie z "niczego", jego
      obrażanie się i wmawianie mi stale, że to ja "wymyślam" sobie
      problemy. Sama już nie wiedziałam skąd się to wszystko bierze i
      dlaczego nie możemy się dogadać. Czy może sobie ktoś z Was
      wyobrazić, żeby zyć w małżeństwie przez 20 lat i nie przyznać się
      żonie do tego, że był problem alkoholowy w domu rodzinnym? Ja przez
      przypadek dowiedziałm się o wszystkim już po rozstaniu z mężem.
      Natrafiłam potem w internecie na stronę o DDA i dopiero po tym
      dowiedziałam się, że jest w ogóle coś takiego jak syndrom DDA !!!
      Czytałam Wasze posty na tym forum przez pół nocy i coraz bardziej
      rozjaśniało mi się w głowie. Ale to wszystko za późno, jak dla mnie.
      Przypuszczam, że mój mąż doskonale sobie zdawał sprawę, że jest DDA,
      ale to ukrywał przede mną. Czy DDA tak mają, że nie przyznają się do
      niczego? Czy przerzucają odpowiedzialność za związek na partnera?
      Nie widzą swojej winy tylko cudzą? Mam dużo pytań tego rodzaju. Wy
      wszyscy piszecie o jakiejś terapii, a więc też mam pytanie: czy BEZ
      tej terapii można żyć w normalnym, szczęśliwym związku małżeńskim?
      Mnie się to nie udało i stąd sie bierze moje rozgoryczenie.
      Pozdrawiam wszystkich DDA
    • anet-ta 12.02.09, 22:51
      Dokładnie DDA tak mają, ciężko przyznać się i najwygodniej zrzucić winę na partnera, ale to nie jest tak, że swojej winy nie widzą. Widzą ją aż za bardzo wyraźnie i może w ten sposób próbują się rozgrzeszyć.
      Wątpię, że Twój mąż wiedział, że jest DDA. Na pewno wiedział z jakiej rodziny pochodzi, ale o syndromie DDA mógł nie słyszeć. A nie przyznał się pewnie dlatego, że się wstydził, może bał się odrzucenia.
      Ten strach przed odrzuceniem jest ogromny, ale przy tym sami odrzucamy kochaną osobę (sama tego czasem nie rozumiem)
      Jeżeli chodzi o szczęśliwe życie bez terapii, to na swoim przykładzie mogę śmiało stwierdzić, że mój związek by nie przetrwał. W końcu bym go rozwaliła.., ale na szczęście jestem w trakcie i świat mi się powoli rozjaśnia.
      Uwierzyłam w końcu, że mogę być kochana:)
    • madzionek 18.02.09, 10:14
      Kiedy byłam zapytać o grupę dda, to w ośrodku powiedziano mi, żebym dala sobie
      spokój z takim człowiekiem, jeśli nie podejmie leczenia, sam nie da rady.
      Po pół roku od tamtej wizyty w ośrodku jestem skłonna w to uwierzyć.
    • pear-10 28.06.09, 10:49
      Związek z DDA na pewno nie jest marnowaniem sobie życia.Ja jestem w takim związku od ponad dwóch lat,niedawno zamieszkałam z moim mężczyzną, który jest DDA po terapii.Co jakiś czas wchodziłam na to forum ale dopiero dziś postanowiłam założyć sobie konto.Jest mi ciężko i tli się we mnie nadzieja,że ktoś może przeczyta tych kilka słów..
      Mam wspaniałego mężczyznę,wielkiego i mądrego przyjaciela,od początku wiedziałam o jego "problemie" i sama namówiłam go na terapię,z której był bardzo zadowolony.Ja z kolei miałam za sobą bardzo nieciekawy,toksyczny związek i ten obecny był dla mnie jak wejście w zupełnie inny,piękny świat pełen ciepła,zrozumienia i spokoju.Zdarzały się oczywiście także sprawy niejasne,małe nieporozumienia a nawet kłótnie,których mój facet piekielnie się boi,zawsze jednak rozmawialiśmy ze sobą szczerze i wyjaśnialiśmy sobie wszystko.Od pewnego czasu zauważyłam jednak,że nasze sprzeczki są jak walka.Każde moje słowo jest bombardowane tysiącami jego słów,ponad to w jego odczuciu ja nigdy nie mam racji i z reguły cała kłótnia to moja wina-to ja mam zły humor i dążę do konfliktu albo to ja nie rozumiem jego argumentów i nie umiem rozmawiać spokojnie.Dodam,że zawsze bardzo uważałam w naszych wzburzonych rozmowach na słowa i nigdy celowo nie sprawiam nikomu nimi bólu.Ale ja też jestem tylko człowiekiem,mam prawo zostać wyprowadzona z równowagi i nie daję rady ciągle tłamsić w sobie nerwów,żeby tylko nie urazić mojego mężczyzny.Niezwykle rzadko płaczę (muszę być już skrajnie bezsilna) ale gdy już mi się zdarzy, mój facet zachowuje się wtedy jakby go piorun poraził,wkurza się,chce wychodzić z mieszkania,zarzuca mi szantaż emocjonalny.To przykre ponieważ czuję się wtedy jak jakiś przestępca,kombinator choć wiem,że nim nie jestem.Takie sytuacje strasznie mieszają mi w głowie.Dziś stwierdził,że może nie dorósł do związku z taką kobietą jak ja..I że traktuję go jak terrorystę a ja tylko chciałabym mieć taką samą możliwość wypowiadania się jak on,takie same w tym względzie prawa.Bardzo go kocham i bardzo mi na nim zależy ale uważam,że on trochę manipuluje emocjami i mną w takich sytuacjach.Wiem,że jemu też jest ciężko,rozmawiamy o tym ale dlaczego mamy skupiać się tylko na jego odczuciach??Dlaczego moje odczucia są gorsze?Czuję się niesprawiedliwie oceniana przez niego i czuję się już teraz po prostu źle.Co robię nie tak?
    • ladynemeyeth 29.06.09, 09:29
      NIe umiem Ci odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo pewnie wszystko
      robisz tak jak trzeba, w końcu w związku są dwie równe sobie osoby i
      każda ma prawo powiedzieć, co ją boli.
      W moim związku ja jestem DDA, mój mąż jest jakby na tym miejscu co
      Ty. On tez mi zarzuca, że w sytuacjach różnicy zdań albo kiedy mi
      mów, że czymś go zraniłam, ja nie potrafię rozmawiać. Albo płaczę,
      albo zarzucam go tysiącem słów, albo chcę wyjść, zamykam się w sobie
      i zamiast rozmawiać, coś sobie piszę ... Nie można mnie skrytykować,
      nie można nic do mnie powiedzieć, zwrócić mi uwagi, bo zachowuję się
      tak, jakby mnie ktoś atakował i to mocno ...
      Bóg mi świadkiem, że bardzo się staram to zmienić. Rzadko się
      kłócimy, ale wiem, że to nie w porządku, że tak się zachowuję, kiedy
      do kłotni już dochodzi. Że ciężko mi przeprosić, pierwszej wyciągnąć
      rękę, przyznać się do błędu, nie obrażać się, nie rzucać, itd.
      Napisałaś bardzo ważne zdanie

      "ale dlaczego mamy skupiać się tylko na jego odczuciach??"

      Prawdopopdobnie dlatego, że nikt nigdy wcześniej tego nie robił,
      więc Twój partner będzie tego od Ciebie wymagał podświadomie, zeby
      to było ważne dla Ciebie. Ja tego wymagam od moego męża i robię mu
      tym krzywdę ponieważ jak napisałaś, liczą się dwie osoby i ich
      uczucia na równi.
      Uświadomiłąm sobie, jaka jestem egoistką w takich sytuacjach, bo
      niby czemu ktoś ma mi ciągle ustępować? Bo miałam ciężkie
      dzieciństwo?
      Jestem w trakcie terapii, bardzo dużo już za mną rozpracowanych
      tematów, ale bardzo dużo przede mną. Ciągle popełniam błędy, Twój
      post uzmysłowił mi, jakie. Ciągle jeszcze napotykam w sobie opór
      wobec zmian ...
      Trzymam kciuki za Twój związek i za to, żeby Twój partner też się
      ocknął z tego egoizmu ... bo to jest egoizm ...
      A Ty trzymaj kciuki, żebym ja się tego egoizmu wyzbyła ...
      --
      "Poznaj swoje ograniczenia, nie po to, by je uszanować, lecz by
      rozbić je na kawałki i sięgnąć po wspaniałość."
      Cherie Carter-Scott
    • tussinka 06.07.09, 14:09

      Ja tez mam problem z rozmowami z partnerem na trudne tematy. Przeważnie płaczę i nie potrafię przestać. Kiedy mi zwraca uwagę na jakieś moje zachowanie, które mu przeszkadza albo choćby na jakiś strój, który mu się nie podoba...
      Oczekuję i wymagam pełnej i absolutnej akceptacji mojej osoby. To chyba utopia, prawda? Choć z drugiej strony pytam go, dlaczego jest z kimś, kto mu się nie podoba (tak interpretuję krytykę). Do jakiego stopnia jest to normalne i słuszne, a kiedy toksyczne????? Krytyka bliskich jest dla mnie bólem niemal fizycznym. Nie potrafię tez ocenić, na ile mam pozwolić partnerowi :((( ja uwazam w takich chwilach, ze mnie specjalnie rani, ze sam jest niepozbierany itd I zastanawiam sie nad sensem brania slubu. Nie wiem, kiedy ja przesadzam, a kiedy on... A potem wszystko jakos opada.

      > W moim związku ja jestem DDA, mój mąż jest jakby na tym miejscu co
      > Ty. On tez mi zarzuca, że w sytuacjach różnicy zdań albo kiedy mi
      > mów, że czymś go zraniłam, ja nie potrafię rozmawiać. Albo płaczę,
      > albo zarzucam go tysiącem słów, albo chcę wyjść, zamykam się w sobie
      > i zamiast rozmawiać, coś sobie piszę ...

      Jak wychodzicie z takich sytuacji? jak wracacie do normalnej atmosfery?


      --
      life is good :)
    • pear-10 17.07.09, 20:54
      Droga Ladynemeyeth,dziękuję za posta,który odczytałam dopiero dziś ale w dobrym
      momencie, bo po kolejnej sprzeczce z moim mężczyzną.Dziękuję za podzielenie się
      ze mną przemyśleniami,które również pomagają mi w zrozumieniu świata DDA.
      To co piszesz o krytyce to wypisz wymaluj mój "ogródek".Mój mężczyzna także nie
      znosi i nie potrafi przyjmować krytyki, traktuje ją tak jak Ty czyli jak
      atak,jak napaść na jego niezależność.Ponad to czasami stosuje też wobec mnie coś
      co rozumiem jak szantaż emocjonalny,np.zostawia mnie na środku ulicy (bo właśnie
      coś go dotknęło w mojej wypowiedzi) po czym oczekuje, że ja za nim popędzę bo
      przecież powinnam.Jeśli tego nie robię tylko czekam aż ochłonie i wróci mówi mi,
      że jego ojciec też kazał po siebie wracać albo szukać się albo gonić i ja robię
      tak samo.Nie cierpię takich sytuacji,czuję się wtedy jak jakiś spiskowiec z jego
      ojcem-alkoholikiem choć zupełnie nie próbuję nawet swoim zachowaniem nawiązywać
      do zachowania jego ojca.
      Co do odczuć,to odczucia mojego partnera są dla mnie równie ważne jak moje
      własne,no i właśnie to jest sedno sprawy-równie ważne a nie ważniejsze co
      oznacza,że ja dla siebie samej także jestem ważna i uważam,że tak powinno
      być.Jeśli nie będę dbała o siebie to nie będę umiała zadbać o kogokolwiek innego
      a poza tym mój facet musi o moich uczuciach wiedzieć i stale pamiętać o tym,że
      one także się liczą.
      Straszne jest to,że tak Ty jak i mój facet musicie mierzyć się z potworami
      przeszłości a to jest bardzo trudna walka i dodatkowo trzeba jeszcze umieć żyć
      tu i teraz,mieć w sobie empatię,otwierać się na bliskich itd.
      Mój chłopak na przykład dużo się denerwuje,szybko wybucha,intensywnie przeżywa
      sytuacje,które według mnie nie są warte jego nerwów.Ale mam na to swoją
      teorię-on musi skanalizować jakoś swoje frustracje i myślę,że nadal jest w nim
      bardzo dużo gniewu i żalu do ojca o utracone dzieciństwo.Ja znam całą tę
      historię i często o tym rozmawiamy,czasami on płacze.Czasami też płacze w
      sytuacjach gdy się sprzeczamy,jest jak zagubione dziecko,bezsilny i
      wystraszony,potem opowiada mi,że boi się braku kontroli nad sytuacją.Ja to
      rozumiem,zawsze wtedy tonuję ponieważ nie chcę,żeby on musiał przeżywać tak
      skrajne emocje ale z drugiej strony nie "ustępuję" z byle powodu bo on musi
      rozumieć,że kłótnie to nie koniec świata ale czasem początek czegoś innego.Poza
      tym-masz rację-jest w tym trochę egoizmu mojego chłopaka.I ten upór w
      niewyciąganiu ręki na zgodę...Mechanizm zwykle jest ten sam - moje słowa-foch
      mojego chłopaka-jego nieodzywanie się-czasem moja "wygrana" czyli np.obrócenie
      sytuacji w coś niegroźnego i spokojna rozmowa a czasem narastające nerwy mojego
      faceta i kłótnia.Nigdy nie dochodzimy do porozumienia w trakcie sprzeczek
      ponieważ wtedy wszystko jest moją winą (choć de facto nie zawsze tak jest a ja
      raczej nie mam problemów z przyznaniem się do błędu).
      Uważam,że trzeba koniecznie ze sobą rozmawiać w związku,świat osoby DDA jest
      przecież tak głęboki,bogaty i mocno ukryty,że nie ma innej opcji.Wiem,że umiecie
      (przepraszam za tę generalizację) ukrywać emocje,czasem nimi manipulować a
      czasem się od nich odciąć,wiem też,że Wam trudno zacząć trudną rozmowę.Ale to
      jest bardzo ważne i warto przekraczać kolejne granice jeśli tylko trafi się na
      właściwego partnera do takiej rozmowy.
      Polecam książkę,którą być może znasz,ma tytuł "Lęk przed bliskością",niestety
      nie pamiętam autora a obecnie wśród sterty naszych książek nie mogę jej
      "namierzyć".Jest dobra i wiele wyjaśnia i jednej i drugiej stronie.
      Trzymam mocno kciuki za Ciebie,ta wyboista droga "zdrowienia" jest moim zdaniem
      warta wysiłku:)Poza tym to świetnie,że sama zauważasz wiele rzeczy,nad którymi
      można pracować samodzielnie lub wspólnie z mężem.Mało napisałaś o jego
      postawie,o tym jak on podchodzi do Twojego "problemu",jak go rozumie.Jeśli
      będziesz jeszcze miała ochotę napisać o tym czy czymkolwiek innym rób to bez
      oporów:)Pozdrawiam!

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka