Codzienne życie z partnerem z DDA
Witam Wszystkich! Jestem początkującym forumowiczem i przyznam szczerze że mam tremę. Zalogowałam się, bo chyba muszę uzyskać odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Od prawie ośmiu lat jestem żona DDA. O tym że mój mąż jest DDA domyślałam się od pewnego czasu, jednakże dopiero tydzień temu on mi to osobiście oświadczył. Ktoś z internetowych "przyjaciół" otworzył mu oczy. Nasze życie nigdy nie było "nudne". Emocje w związku zobrazowałabym graficznie sinusoidą. Wzloty i upadki poniżej normy. Teraz, kiedy wiem na pewno z kim mam do czynienia, zaczynam analizować pewne sytuacje z przeszłości. Wystarczy tylko wspomnieć nasz poślubny wyjazd, na który mąż zaprosił koleżankę i kolegów, aby spędzali czas z nami. Teraz myślę że nigdy w tym związku nie byłam szczęśliwa. Mąż zawsze miał czas dla znajomych i przyjaciół, dla mnie nigdy. Kiedy robiłam o to awanturę, mówił że się zmieniłam i że przed ślubem znał mnie inną. Dwa lata po ślubie mąż mnie zdradził. Miał romans ze swoją pracownicą. Sam oczywiście się nie przyznał. Kłamał, mino że się domyślałam i zadawałam dziesiątki pytań. Skapitulował, kiedy ona, zraniona jego odejściem przysłała mi dowody. Wybaczyłam mu ale chyba niczego w życiu tak nie żałuję. Teraz kiedy wiem, z kim mam do czynienia, dowiedziałam się od niego że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochał. Ożenił się ze mną nie z miłości, tylko dlatego że byłam dla niego tzw. "towarem luksusowym". Mógł pochwalić się mną znajomym. Nikt z nich nie miał tak wykształconej żony. Teraz mąż podjął terapię. Mną targają sprzeczne myśli. Z jednej strony chcę mimo wszystko być z nim, z drugiej boję się, że kiedy przejdzie terapię, stanie się innym człowiekiem i zwyczajnie ode mnie odejdzie. Nikt nie zagwarantuje mi, że moja pomoc w czasie walki z uzależnieniem, nie pójdzie na marne. Może myślicie, ze jestem wyrachowana, że oczekuję czegoś w zamian za pomoc. To nie tak. Boję się poświęcenia, zaangażowania uczuciowego, a potem odrzucenia. Co robić? Co zrobić ze swoim życiem? Jak nim pokierować? Na razie jestem na etapie rozterek emocjonalnych. Mam do niego żal, a jednocześnie dalej go kocham. Ale czy miłości wystarczy na długo? Poza tym mam wrażenie, ze te osiem lat związku z DDA poczyniło ogromne spustoszenie w mojej głowie. To co dla mnie jest teraz normą zachowania partnera, dla moich znajomych jest nie do pomyślenia. Trudno mi tak żyć. Może ktoś miał, bądź ma podobne doświadczenia? Pozdrawiam.