Pierwsze, co mi się nasuwa po przeczytaniu Twojego postu, to myśl -
"Skąd ja to znam?!" :)
Po pierwsze - też ranię swojego partnera epitetami, które nie dość,
że niezgodne z prawdą to jeszcze bardzo bolą.
Po drugie- po takiej awanturze też mi się dochodzę do wniosku, że
nie wszystko jest takie czarne, jak mi się wydaje.
Po trzecie -nasze zimne dni też długo trwają; on zazwyczaj stara się
byc miły, uczynny i robi mi niespodzianki typu "ciepły obiad na
stole"; ja nie wiem, jak go przeprosić i powiedzieć, że to nie tak,
ale nigdy nie robię
Po czwarte - zawsze czuję się winna; im bardziej uczynny jest
partner, tym bardziej czuję się winna;
Po piąte - co do niezrównoważenia emocjonalnego - mój partner wie,
że mam problemy, ale nie zdaje sobie sprawy, jakiego typu
Po szóste - myslę, że on też nie wytrzyma, już ze cztery razy
byliśmy na granicy rozstania,
Po siódme - nie zachowywałam się w ten sposób, od czasu wyprowadzki
z domu.
Jak reaguje mój partner, jak mu cos wypominam? Wystarczy, że zapytam
się go, kiedy zrobi to czy tamto, wpada w złość. Po paru uwagach
obraża się. Tak jest zazwyczaj. Dlatego też staram sie nie
wypominać, ględzić i narzekać.
Jednak nie zawsze tak jest. Czasem przyjmuje to spokojnie, z
uśmiechem, żartem itd.
Skąd ta różnica? Podejrzewam, że niektóre moje wypowiedzi on też
uogólnia, szczególnie gdy ma gorszy dzień. Gdy powiem, że cos tam
zostawił, nie posprzatał po sobie, mysli, ze jest leniem. Za kilka
dni mi o tym powie. Ja tylko się zastanawiam, czy to uogólnianie to
jego nawyk, czy przejął mój tok myslenia na temat swojej osoby.