Re: kobieta DDA w sta³ym zwi±zku
nie wiem czy jest sens wakczyc ze samym soba. Mi duza ulge sprawilo
zaakceptowanie wielu rzeczy we mnie, chociaz to jest bardzo trudne,
bo sie trzeba przed samym soba przyznac ze jest sie slabym. W moim
zwiazku przechodze od euforii do mysli o rozwodzie. Dobralam sobie
partnera niestety tez toksycznego, ale gdyby nie to, to nigdy bym
nad soba nie zaczela pracowac. Ostatnio ktos mi powiedzial, ze ma
takiego partnera, bo sie uzupelniaja i dla niej niektore rzeczy
ktore w nim nie akceptuje powoduja, ze musi sobie przemyslec wiele
rzeczy. U mnie partner ma potrzebe nadmiernej kontroli (a ja jej
ulegam), ale dzieki temu jestem zmuszona do stawiania granic (jak
juz wiem jakie one sa). Na szczescie on to akceptuje i sie do tego
dostosowuje. Doszlam tez do wniosku, ze mam w stosunku do niego
takie oczekiwania jak do rodzica. A to nie tedy droga, bo nikt mi
nie bedzie matkowal. tez to ciezkie dla mnie odkrycie, ale dzieki
temu odrywam pepowine. Problem jest tez w tym, ze wiele rzeczy
powoduje we mnie niezdrowe reakcje (np. podniesiony glos), wiele
rzeczy po przeanalizowaniu sprowadza sie niestety do zlych
doswiadczen. Wiem tez, ze trudno zyc z osoba, ktora raz jest wesola,
a raz nienawistna, bo ma akurat napad zlych wspomnien. Tez sie
staram go zrozumiec, a on nie musi emocjonalnie wchodzic w moje
problemy, bo wystarczy ze jedna osoba ma problem, nie musi cierpiec
razem ze mna (tak jak np. moi rodzice zmuszali mnie, zeby tez nie
czula radosci z zycia, bo oni jej nie czuli). Tez ma swoje prawa,
czas do radosci i odpoczynku itp. Wiele razy pekam emocjonalnie, bo
nie wytrzymuje sytuacji i wtedy zaczynam odgrywac sie na otoczeniu,
na nim, czasami na dzieciach. To ze nie radze sobie z wieloma
sytuacji objawia sie jako okropna zlosc do mojego partnera- wtedy
rozkladam sytuacje na czynniki pierwsze i wychodzi swoje.