17.01.06, 17:24
Znajomy mojego taty jechał pociągiem w delegację do Szczytna. Siedzi sobie w
puściutkim przedziale, pociąg rusza. Luz... Lecz nie dane mu było długo się
cieszyć spokojem. Wpadają dwie... a jakże, babcie. Taszczą jakieś wieńce,
siadają zajmując 4 miejsca, coś tam szepcą, że ledwie zdążyły i w ogóle. Po
chwili pytają wspomnianego sąsiada z przedziału:
- Ten pociąg jedzie do Krakowa?
- Nie, do Szczytna.
- Jak to? Na pewno???
- Jasne, proszę spojrzeć na mój bilet - faktycznie jak byk stoi
napisane "stacja docelowa: Szczytno".
Babcie w panikę, że mają jakieś spotkanie, że muszą zdążyć...
- Dobrze proszę się nie martwić, trzeba wysiąść na następnej stacji, wrócić
na Warszawę Wschodnią i pojechać następnym do Krakowa.
Babinki wylewają się w podziękowaniach, facet jeszcze pomógł im wysiąść i
wraca zadowolony do przedziału. Po wyjeździe z Wawy przychodzi kanar. Wiadomo
bilet proszę i jak zawsze... Jednak nie tym razem. Tak patrzy jakoś dziwnie
na faceta i mówi:
- Panie, pan zgłupiał? Do Krakowa pan jedzie na bilecie do Szczytna??

Edytor zaawansowany
  • 17.01.06, 17:25
    Lata osiemdziesiąte, wczesne na dodatek. Nasze nowe osiedle, telefonów co kot
    napłakał, możliwości załatwienia - wiadome. Moja mama, dysponując rozległymi
    znajomościami, pomknęła raz do tepsy z kawą, ciastkiem, czymś tam jeszcze.
    Poświergotały z urzędniczkami jak te majowe słowiki, po czym padła propozycja
    na uszko:
    - Niech pani idzie w stronę małego kościółka, monter, gruby Stefan, będzie tam
    jechał rowerem, taki z dużą torbą z narzędziami (hm?), on zaraz ma wracać. No
    to niech mu pani da adres i no... trzeba coś będzie wrzucić w sakwę. Na pewno
    przyjedzie i zamontuje telefonik.
    Moja mama pomknęła rączo niczym gazela naprzeciw wyzwaniu łapówkarsko -
    telefonicznemu i błyskawicznie dostrzegła nadjeżdżającego na rowerze grubego
    montera. Zaczepiła chłopa i pomna pouczeń (dzisiaj noszących znamiona
    przestępstwa) zaoferowała:
    - Proszę pana, tu jest mój adres, proszę tam pojechać i na mnie zaczekać, ja
    zaraz dojadę.
    Chłop spojrzał z ukosa, ale z roweru zszedł.
    - O co chodzi? - spytał.
    - Ha ha ha - nieco nerwowo zaśmiała się mama, niezwyczajna wręczać korzyści
    finansowych. - Rozumiem, ale wszystko dogramy. Proszę tylko na mnie poczekać w
    domu. Wiem, co pan ma na myśli. Obiecuję, że się dogadamy, a pan nie pożałuje.
    Chłop zrobił oczy jeszcze większe.
    - No, niech pan nie udaje niewiniątka - matka nie spodziewała się, że opór
    będzie aż tak duży. - Przecież mówię, że pan nie pożałuje.
    - Widzę, że nie będę żałować - wystękał wreszcie gruby Stefan.
    - Ale ja mam żonę, mam dzieci...
    - Boże, co mnie jakaś pana obchodzi, niech pan już przestanie udawać, że panu
    też nie zależy - mama się wyraźnie wk**wiła. - Dostanie pan tyle, ile pan
    będzie chciał, ok?
    Gruby Stefan zrobił się czerwony jak arbuz i zaryczał w końcu.
    - ALE O CO CHODZI KONKRETNIE?!
    - No, o montaż telefonu...
    - To niech pani idzie do jakiegoś montera, bo ja milicjant jestem, z komendy
    jadę.
    I gdy matka spieprzała jak dziad Kaczyńskiego, dogoniły ją jeszcze słowa:
    - Ale ta pani oferta aktualna?!

    ( z joe monster)

  • 17.01.06, 17:29
    Szczęśliwa nowina, moja żona powiła mi... córeczkę.
    I opowiedziała mi historyjkę, którą usłyszała od sąsiadki w pokoju. Otóż: Ta
    sąsiadka miała okazję rodzić za wschodnią granicą. Tam obowiązuje zasada, iż
    mąż nie może odwiedzić żony w szpitalu, dlatego komunikacja odbywa się dzięki
    krzykom przez okna. Świeżo upieczony ojciec, chciał od żony się dowiedzieć czy
    bardzo ją bolało podczas porodu, jaki to ból. Traf chciał, że przechodził
    akurat ordynator i usłyszał to pytanie. Podszedł do okna, otworzył i odkrzyknął:
    - Wsadź se pan w d**ę parasol i otwórz, to k**wa będziesz wiedział.
  • 17.01.06, 19:36
    WYCIECZKA PO MIEJSCACH PRACY

    Byłem jeszcze w szkole podstawowej i w Warszawie pojawiałem się co najwyżej 2
    razy do roku. Za każdym razem opiekę nade mną przejmował wujek, który mieszkał
    tu na stałe. Wujek ów był między innymi doktorantem, zajmował się jakąś pracą
    naukowo-badawczą na Politechnice i dorabiał w hotelu. Dnia pewnego jedziemy
    dokądś, Warszawy nie znałem wówczas prawie wcale, więc wujek opowiada mi, co
    właśnie mijamy. Przejeżdżamy obok Politechniki:
    - O, tu pracuję - powiedział wujek, wskazując na gmach.
    Po paru minutach milczenia mijamy hotel Sobieski:
    - O, a tu zarabiam.

    * * * * *

    NIECHĘĆ DO ROSJAN

    Znajomi znajomych tegoż wujka, stanowili małżeństwo mieszane polsko-japońskie,
    które dorobiło się było latorośli. Latorośl owa historią w wieku szczenięcym
    pasjonować się poczęła, później zaś, zainteresowanie z wiekiem rosło,
    wiadomości również. Pewnego dnia, przeczytawszy kolejny rozdział jakiejś
    historycznej książki, młody człowiek wszedł do pokoju i pełnym oburzenia tonem
    stwierdził:
    - Jak ja strasznie nie znoszę Ruskich!
    - A dlaczego?
    - Bo oni nam zabrali Lwów i Kuryle.

  • 17.01.06, 19:53
    Biba w akademiku, 15 osób w 3-osobowym pokoju. Alkohol się leje (głównie między
    panami, bo dziewczyny po piwku). Dzwoni telefon... Agata wychodzi na korytarz,
    po czym wraca cała zapłakana i duka, że mama ją skrzyczała, że w tym Krakowie
    to tylko pije i się puszcza. Zrobiła się cisza, na co kumpel (kilian),
    napełniając kieliszek, z pełną powagą wypalił:
    - PRZECIEŻ NIE PIJESZ.
  • 17.01.06, 21:03
    PRAWDZIWY "PRZYJACIEL" ZAWSZE DORADZI

    Wyczytałam na jednym z forów, że jakiś koleś nie chce iść do woja. I prosi o
    pacyfistyczne porady. Odpowiedź uczonego:
    - Weź powiedz, że jesteś pacyfistą a twoje ulubione zajęcie to pacyfikacja.

  • 17.01.06, 22:15
    NIEUCZCIWY ARGUMENT ALE DLA DOBRA NARODU

    W ostatnią niedzielę, kumpel wraz z małżowiną odwiedzili jej babcię. Starsza
    dama, lat ponad osiemdziesiąt, miała ściśle ugruntowane poglądy polityczne w
    kwestii obsadzenia stanowisk parlamentarnych (NIE BĘDĘ GŁOSOWAŁA BO TO JEDNA
    BANDA ZŁODZIEJI!),lecz z niezrozumiałych dla nikogo (z nią samą włącznie)
    przyczyn, głęboką i szczerą miłością pałała do Endrju Leppera. Kumpel rozpoczął
    więc pełną zaangażowania agitację antylepperowską. Stwierdził jednak, że ponad
    godzina agitatorskich zabiegów, setki wytoczonych argumentów nie były w stanie
    zmienić babcinych poglądów.
    - Więc co?. Babcia odda głos na Leppera? – spytałem.
    - Na szczęście nie. – Odparł kumpel chytrze się uśmiechając. – Na koniec
    powiedziałem, że jest Żydem. I dla tego ma takie dziwne nazwisko, bo wcześniej
    nazywał się Lepersztajn.

  • 27.01.06, 11:20
    TO, CO W KOBIECIE JEST NAJWAŻNIEJSZE DLA MĘŻCZYZNY

    Pewnego razu na imprezie bajerowaliśmy z kumplem laseczkę. Jakaś gadka, ona
    zalana totalnie i przeszliśmy do naszych wartości życiowych. Więc kumpel mówi,
    że dla niego ważne jest tu (i pokazuje serce), a ona na to:
    - Wiem, wiem, ja mam małe piersi.

    (JM)
  • 27.01.06, 11:29
    NO NUDA PANIE…

    Kolega mój obsadzał sobie ostatnio w domu nowe okna. Mieszka na parterze, więc
    okraczył sobie parapet i walczy z tą pianką i z ościeżnicami. W pewnym momencie
    patrzy idą sobie chodnikiem dwie małolatki (takie około 17/18 lat) i rozmawiają.
    Akurat przechodziły koło jego okna gdy do jego uszu dotarł strzęp ich rozmowy:
    - Wiesz, chyba zerwę z Robertem...
    - Dlaczego?
    - A przyjeżdża do mnie, nie porozmawia, tylko laska i laska...
    Biedny jak siedział na parapecie tak wpadł do mieszkania...

    by Kolleck
  • 27.01.06, 11:41
    Stoję sobie ze znajomymi w pracy, rozmawiamy, jak to w pracy, o pierdołach. Do
    naszej grupki podchodzi koleżanka i przez moment przysłuchuje się naszej
    rozmowie by w chwili przerwy wtrącić do rozmowy zdanie skierowane do mnie:

    - Ty wiesz... Jak mi ostatnio wsadziłeś, to w zasadzie nic nie odczułam...

    Nastąpiła drobna konsternacja, zdziwienie w oczach moich znajomych
    bezpośredniością i bezpruderyjnością koleżanki, którzy przy tej okazji
    popatrzyli na mnie z politowaniem. No i nastąpiło to co musiało nastapić czyli
    ROTFL wszystkich, który był autentyczny i prawdziwopodłogowy.
    Dopiero po kilku minutach kiedy przestali się ryć i udało się z nimi ponownie
    nawiązać kontakt wyjaśniłem wspólnie z koleżanką, że chodziło o...

    ...wsadzenie dodatkowej plytki pamięci do komputera...

  • 27.01.06, 11:55
    OPANOWANIE I REFLEKS TO PODSTAWA

    Mój ojciec jest kadrowcem, bywa z tej racji na szkoleniach m.in. nt. jak
    prowadzić rozmowy kwalifikacyjne. Jednym z elementów tego szkolenia było, jak
    badać odporność kandydatów na stres, zaskoczenie, poniżenie i... no właśnie.
    Ten element szkolenia wyglądał tak, że najpierw wykładowca omawiał ogólnie dane
    zagadnienie, po czym z jednym z kursantów przeprowadzał "ćwiczebną" rozmowę, a
    dokładniej jej fragment ogniskujący się na danym aspekcie.
    Rozmowa zaczyna przypominać walkę, w pewnym momencie prowadzący szkolenie,
    uznając, że sytuacja dojrzała do kulminacji, wypalił:
    - A kiedy się pan po raz ostatni onanizował?
    Kursant na to:
    - Jak wychodziłem niezadowolony z sypialni pana żony.
    (uprzedzałem, że drastyczne?)

    by Peppone
  • 27.01.06, 12:38
    Do oddziału banku w trakcie remontu wchodzi zdenerwowany klient i od drzwi już
    krzyczy na dysponenta:
    - Co to jest, co to ma znaczyć?!
    Pracownik banku nie wie co jest grane, jednak grzecznie podpytuje:
    - W czym mogę pomóc?
    - Co to za remonty i malowanie? Po jaką cholerę pomalowano cały budynek?
    Pracownik:
    - Dzięki temu nasza placówka wygląda ładniej, schludniej, aby nasi klienci
    czuli się lepiej.
    Klient:
    - Może i tak, tylko tam przy bankomacie miałem zapisany na ścianie numer PIN i
    za cholerę nie mogę teraz wypłacić...
  • 27.01.06, 14:05
    To juz konkurencje robisz forum humorum. Przylacz sie Mister do nas na
    forum Zamieszkalismy w Holandii.
  • 27.01.06, 14:07
    moze sie nie przylacze, ale dam fajnego autentyka w prezencie
  • 30.01.06, 20:20

    Znajomi jechali z córeczką Wiktorią (lat 3). Zajechali na stację benzynową na
    kawę. Tak sobie siedzą, dysputują... W pewnym momencie otworzyły się drzwi i do
    środka weszło trzech "niebieskich". Reakcja Wiki była natychmiastowa:
    - Mamo, tato, pieski przyszły!
    Jakby tego było mało, za chwilkę bachorek podchodzi do polismenów i pyta:
    - Na kawkę się przyszło, zamiast porządku pilnować, tak?
    Rodzice podejrzanie szybko skończyli kawę i wyszli...
  • 30.01.06, 20:29
    Osobnik (nazwijmy go Maciek) udał się na egzamin prawa jazdy w Walentynki.
    Zakupił kartkę z życzeniami dla swojej lubej przed "zdawką". Zapakował ją w
    kopertę i schował do kurtki. Gdy już zasiadł do samochodu egzaminacyjnego,
    wyjął podarek, gdyż mógłby się pomiąć i położył go w schowku na desce
    rozdzielczej. Po około 5 minutach jazdy lekko zdenerwowany Maciek spostrzegł,
    że nie włączył świateł, ale z miną pokerzysty twardo kontynuował. Panowie
    szczęśliwie dotarli do celu, Maciek zaparkował samochód, a pan egzaminator, jak
    gdyby nigdy nic, wziął kopertę i :
    - Gratuluje, zdał pan.
    wyszedł z samochodu...
  • 01.02.06, 17:34
    W Realu na warszawskim Okęciu.
    Dwie kobiety, jedna około czterdziestki, pięknie utrzymana, super figurka.
    Druga jakieś dwadzieścia lat, figura modelki, długie blond włosy - no cud miód
    i orzeszki mówię wam. Położyły na taśmie kilkanaście sztuk bielizny, takiej
    lepszej. Kasjer całą tę bieliznę zaczął układać w kupki według kodów. Starsza
    pani się zdenerwowała:
    - Co pan tak grzebie w tych majtkach?
    - Bo to jest jedyna szansa na to, żebym sobie pogrzebał w pani majtkach -
    odpalił kasjer.
    - Ale to nie tylko moje majtki, ale także mojej córki - odrzekła pani wskazując
    młodszą kobietę.
    - No to mam fart, trzymam łapy w majtkach dwu niezłych lasek naraz.

  • 02.02.06, 20:14
    Wracałem z pracy parę dni temu tramwajem.
    Przy środkowych drzwiach stał lekko nawiany budowlaniec.
    W pewnym momencie do tramwaju wsiadła pani, która miała na twarzy chyba litr
    kremu i kg pudru, jednym słowem tapeta. Z pogardą spojrzała na zmęczonego
    życiem robotnika i zaczęła się przeciskać w stronę kasownika. Mijając naszego
    bohatera, usłyszała jego mrukliwe słowa:
    - Chce pani kielnie?
  • 02.02.06, 20:16
    Ogłoszenie na stronie giełdy pracy "Magiczny Kraków":
    Branża: BUDOWNICTWO, NIERUCHOMOŚCI
    "Przyjmę do pracy samodzielnego parkieciarza, takiego co potrafi układać
    samodzielnie parkiet, a nie takiego, co układał ze szwagrem lub widział, jak
    brat układa."

  • 02.02.06, 20:33
    Narzeczona mojego brata [blondynka] wybrała się ze swoim kotem do weterynarza.
    Ten zaczyna zakładać kotu coś w rodzaju książeczki zdrowia i pyta się jej:
    - Imię kota?
    - Kacka.
    - Pani nazwisko?
    - R**a
    - Kod pocztowy?
    - Nie, zwykły, dachowiec...
    Podobno weterynarz umarł ze śmiechu na stole...

  • 08.02.06, 10:53
    Miało to miejsce jakieś -naście lat temu w pewnej małej mieścinie. Miasteczko
    było małe, ale na tyle duże, że miało swój sąd rejonowy. Nieduży, ale był. Był
    też w tym sądzie kiedyś proces, nie pamiętam o co, ale z prawa karnego.
    Oskarżony został uniewinniony. Po wysłuchaniu wyroku powiedział z całym
    szacunkiem:
    - A teraz Wysoki Sąd może mnie pocałować w d**ę.
    Oczywiście natychmiast kolejny proces, o obrazę sądu tym razem. Także z prawa
    karnego. Ale jest problem: obrażony sędzia nie ma prawa prowadzić tego procesu,
    a innego sędziego specjalizującego się w prawie karnym nie ma, bo to miasteczko
    małe i sąd też mały.
    Poradzono sobie z problemem w ten sposób, iż prowadzenie procesu powierzono
    pewnemu starszemu już sędziemu, który zęby zjadł na prawie cywilnym. Od wielu
    lat prowadził on wyłącznie sprawy z prawa cywilnego.
    Efekt?
    Oskarżony i tym razem został uniewinniony, gdyż, cytuję:
    "Nie doszło do obrazy majestatu, ponieważ oskarżony złożył Wysokiemu Sądowi
    jedynie ofertę, z której ten mógł skorzystać lub nie."
  • 08.02.06, 12:29
    Mój znajomy pracował dwa lata w Niemczech. Językiem obowiązującym w biurze był
    angielski, ale część pracowników to oczywiście Niemcy - wliczając w to głównego
    szefa. Mój znajomy uparcie migał się od uczenia się niemieckiego, co raz na
    jakiś czas denerwowało Jego szefa, który w takich sytuacjach strasznie się
    denerwował (po angielsku):
    - Tyle czasu jesteś w Niemczech, mógłbyś się już, Ty ******, chociaż trochę
    tego niemieckiego nauczyć!!!
    Na co mój znajomy, ze stoickim spokojem, odpowiadał:
    - Ależ troszkę to ja umiem... "Raus, raus, du Polnische Schweine"...
    I to kończyło wszelką dyskusję...

  • 15.02.06, 17:41
    Rzecz działa się w czasach gdy zgłębiałem wiedzę na polibudzie w Gliwicach.
    Zawsze gdy wracałem do domu na weekend miałem kilka świeżych dowcipów.
    Akurat na topie były kawały o blondynkach. Opowiedziałem kilka w domu przy
    całej rodzinie i wieczorem poszedłem się rozerwać na miasto. Oczywiście
    spotkałem kolegów , posunąłem im te dowcipy (była to nowość więc byli uhahani).
    W knajpce już w mieszanym towarzystwie kolega mówi :
    - Misiek , opowiedz te kawały ...
    Ja mówię :
    - Nie, bo jak opowiedziałem je przy mamie to stwierdziła że jestem
    antyfeminista ...
    A na to jedna z niewiast (blondynka naturalna jak najbardziej) :
    - To ty naprawdę nie lubisz żydów ?

  • 15.02.06, 17:47
    W Anglii, kto jest absolwentem jakiej uczelni, poznaje się po krawacie. W
    Polsce, gdy ktoś rzuci nazwisko Omelan, Kuźma, Kucejko, wiadomo, że studiował
    na Uniwersytecie Warszawskim. Nazwiska oficerów studium wojskowego – jak i samo
    studium – przeszły do legendy.

    (...)

    Absolwenci każdego rocznika UW od lat 50. po 80. twierdzą, że słyszeli na
    własne uszy opowieść płk. Omelana o tym, jak został dowódcą plutonu: „ Działo
    się to w czasie działań II wojny światowej. Pewnego razu siedzimy sobie w
    okopie pod kulami. Wtem dowódca mówi mi: Omelan, wyjrzyjcie no, sprawdźcie, co
    tam dzieje się na przedpolu. To ja mu na to: Sami sobie, obywatelu plutonowy,
    wyjrzyjcie. No i on wyjrzał. W ten sposób zostałem dowódcą plutonu ”


  • 15.02.06, 17:51
    Legendarny mjr Kuźma niemal na początku szkolenia wojska Czesia wykonał swój
    popisowy numer. Wszedł do sali wykładowej i bez zbędnych wstępów zapytał: „Kto
    w kiblu napisał major Kuźma jest chuj? Nie ma odważnego celem przyznania się?
    To ja wam zrobię niespodziewankę. Pierwsza niespodziewanka – wyjąć kartki.
    Druga niespodziewanka – wyjąć ołówki. Trzecia niespodziewanka – napisać major
    Kuźma jest... Czwarta niespodziewanka – zebrać kartki. Ja to oddam do grafomana
    i będzie wiadomym, któż to tak popisał się”.

  • 15.02.06, 17:52
    Pokolenia studentów pamiętają też opowieści płk. Fałata (niski, siwy, łysawy,
    poczciwa rumiana twarz i niebieskie oczy, spokojny, jak na wojskowego łagodny,
    lubiany, trochę zaciągał). Starał się on wpoić przekonanie, że z każdej
    sytuacji frontowej jest jakieś wyjście: „Leżę kiedyś w śniegu i prowadzę ogień
    ciągły. Nagle pepeszka zacięła się. Nu, na szczęście – rumiana twarz pułkownika
    rozpromienia się – zabiło kolegę koło mnie. Wziąłem więc jego pepeszkę i dalej
    prowadzę ogień ciągły”.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.