Re: Korespondencja z Australii
Wczoraj w nocy obudzilem sie w kompletnie innym swiecie.O 4
rano ,pomimo,ze slonce wschodzi o 5.40,cale niebo bylo pomaranczowo-
czerwone.Wygladalo to tak, jakbysmy cala Ziemia wyladowali na
Marsie.Widok byl tak niesamowity,jak przed apokaliptycznym
zniszczeniem,a wszystko to przez niesamowite wiatry z Poludniowej, i
Centralnej Australii, porywajace miliony ton czerwonego kurzu,
przenoszonego pozniej na wysokosci kilku kilometrow i powodujacego
czesto prawie calkowite zaciemnienie miast i okolic.Okolo 3 ml km2
zostalo pokryte warstwa kurzu,a teraz to wszystko przemieszcza sie
do Nowej Zelandii.Cale wschodnie wybrzeze,od Melbourne do Zatoki
Karpenteria,dostalo swoja doze kurzu, a glowna "chmura" miala okolo
400km szerkosci i 2000 km dlugosci wznoszac sie na wysokosc 7 km.Ja
nigdy nic takiego nie widzialem,a przeciez rozne kurzawki nie sa mi
obce. Wszystko trwalo gdzies do 1.30 PM ,a swiatla jarzeniowe
swiecily w tej kurzawicy z niebieska poswiata. Oprocz
tego w czesci NSW spadl grad wielkosci pilek tenisowych, demolujac
domy i samochody w jednakowej proporcji.Sydney doswiadczylo 12
godzinnej kurzawicy,ale niektore miasta sa zaciemnione przez 2-3 dni
podczas takich dziwnosci pogodowych.Kurz jest zwykle konsystencji
maki i w dotyku troche "tlusty" wiec zmywanie mokra scierka powoduje
raczej lekkie blotko.Takie chmury kurzowe zbieraja sie przez 2-3
dni, wznoszac sie w poczatkowej fazie na kilkaset metrow, i
wygladaja podobnie do gigantycznych fal morskich przed uderzeniem w
brzeg.Caly widok jest kompletnie surrealistyczny, i jakby wyjety z
innej planety.Podobno w te niedziele bedziemy mieli powtorke.Tym
razem zamkne wszystkie okna.