Re: Korespondencja z Australii
Pomimo,ze w nocy wpadlem w taneczny uklad tropikalnej choreografii,to
raniutenko,o 6.30, bylem na nogach pierwszym domownikiem.Slucham przepieknie
mocnego pohukiwania olbrzymiego,bialawego,australijskiego golebia siedzacego
gdzies w poblizu kokosa,i mimo iz jest to niesamowicie rozchodzacy sie
glos,to jednak nie powoduje jakiegos dysonansu w tym porannym,dzwiecznym
odglosie wszystkiego co zyje.Golebiowe pohukiwanie jest po prostu mocniej
zaznaczone niz jakikolwiek inny dzwiek,i slychac je wszedzie.Nawet nie
wiedzialem,ze mamy takiego golebia o glebi glosu odbowiadajacej
didzuridu.Stoje cichutenko pod prysznicem,on pohukuje,a ja mu odpowiadam
i,co dziwne,nikogo tymi odglosami nie budzimy.Widzialem go kilka razy,ale
jest bardzo plochliwy i nie daje do siebie podejsc zbyt blisko.Przy
sniadaniu wszyscy mamy usmiechy na twarzach,jakbysmy przed momentem ockneli
sie z przepieknego snu i wiedzieli cos,ale nie chcieli o tym mowic.Robimy
ostatnie zakupy,gdyz ma
byc nas osmioro plus-Pani Gienia.Pada,ale to nie jest specjalna przeszkoda
w kupowaniu lub
przyrzadzaniu czegokolwiek.Gospodarze racza sie piwnym oczyszczaczem
nerek,ale ja zostaje przy wodzie.Alkoholi,tak jak ostatniej nocy,nie
mieszalem juz od kilkunastu lat.Nie zebym pil duzo,ale zmieszalem slabiutkie
z mocniejszymi,i w tych mieszankach zabraklo madrosci bylej,wieloletniej
degustacji."Klina" tez nie uzywam,ale mam specjalna wode z miejscowego
zrodla,ktora wspomagam odrobinka heksagonalnosci,wodno-technologicznego
produktu reklamowanego przez Masaru Emoto,japonskiego,fantastycznego
specjaliste od wody.Szklanka rano i chwile po 10-tej i czuje,ze moge zaczac
tanczyc od nowa.Kolo 14 wyruszamy z Erykiem po pania Gienie,ktora Jej
wnuczka,Sonia, umiescila w domu starcow,kilka miesiecy temu.Sonia
przeprowadzila sie z Adelajdy do Cairns,kupujac,z finansowa pomoca babci
Gieni,piekny domek z duzym ogrodem na przedszkolny wybieg.Zamieszkali
wszyscy razem:Sonia,Jej maz Jacek,babcia Gienia i dwojka fajnych
dzieciaczkow.Sonia otworzyla przedszkole,ktore
przepieknie operowalo,a majac niesamowita zylke do biznesu,stworzyla z tego
przedszkola bardzo ladnie prosperujaca instytucje.Jej maz,Jacek,nie pracowal
od lat,ale korzystal ze zdolnosci Soni w biznesowym swiecie.Ona prowadzila,i
zajmowala sie wszystkim,natomiast On zajmowal sie sprawami finansowego
wydawania.Mianowal siebie,za swoja,i jedyna zgoda,dyrektorem
przedszkola,wyrobil sobie swoje wizytowki zarzadcy przedszkolnego biznesu
i... zajmowal sie internetowska aktywnoscia.Rente babci Gieni,Jacek
przejmowal i wydawal rowniez twierdzac,iz babcia nie potrzebuje az tak duzej
gotowki,gotowki,ktorej On,bedac dyrektorem przedszkola,potrzebowal bardziej
niz Ona na roznego rodzaju rozchody.Konikiem Jacka byly ebay'owskie,tanie
transakcje.To pasjonowalo Go najbardziej.Kupowal rzeczy dlatego,ze byly
tanie,a takiej okazji-jak taniosc-dyrektor Jacek odposcic nie mogl.Dom mieli
zawalony roznego rodzaju rzeczami,ktore,czasami,udawalo Mu sie sprzedac
znajomym taniej
niz je kupil.To bylo ryzyko,ktore bylo wkalkulowane w tego rodzaju
ebay'owska aktywnosc.Ta idylla trwala kilka lat,az w koncu Sonia miala
wszystkiego dosyc i zarzadala
rozwodu.Jacek jednak nie akceptowal takiej sytuacji,gdyz taka decyzja
pozbawiala Go dyrektorskiego"stolka",wiec awanturowal sie o rozne roznosci,a
poniewaz mieszkanie bylo zapisane na Sonie,a pieniadze pochodzily w duzej
mierze ze szkatulki babci Gieni,wiec podzial majatku stanowil dosyc trudna
sprawa do rozwiazania. Sonia rozwiazala ten problem,kupujac Jackowi
duzy,mieszkalny,mercedesowski autobus,taki jaki chcial,i kiedy wydawalo
sie,ze wszystko sie juz jakos unormowalo i zostalo zaakceptowne przez obie
strony,to Jacek,dobrze po alkoholu,wdarl sie kiedys w nocy do domu Soni,i o
malo co nie udusil Jej w Jej wlasnym lozku.Gdyby nie interwencja
starszego,osmioletniego syna,ktory slyszac jakies dziwnie glosne odglosy
wszedl od matczynej sypialni,powodujac ucieczke ojca/rowiedzionego meza,to
Sonia pewnie juz by nie zyla.Policja pojmala Jacka po kilku dniach
poszukiwan,i teraz czeka do rozprawy majac na koncie jakies inne,rozne
machlojki z
Adelajdy.Sonia,kilka miesiecy temu,zdecydowala sie przeniesc babcie do domu
starcow,gdyz nie dawala sobie rady z osoba wymagajaca stalej opieki,a z
Cairns chciala sie rowniez wyprowadzic ze wzgledu na nieustajace konflikty z
bylym mezem.Z tego Domu Starcow mielismy zabrac pania Gienie na kilka godzin
wigilijnej przezywalnosci.Przyjechalismy garbuskiem,niezbyt zrecznym
pojazdem do zabrania tak wiekowej osoby,ale innego nie mielismy.Weszlismy do
pokoju pani Gieni,ktora siedziala w wozku inwalidzkim,a zabaczywszy Eryka,a
moze nawet i mnie,krzyknela-"Bede plakac,bede plakac.Wlasciwie to juz
plakalam,ale bede jeszcze raz".Eryk,znajac Jej zachowanie,przedstawil mnie
spokojnie,nie zwracajac uwagi na Jej chec placzu,i powiedzial,ze poznalismy
sie kilka lat temu,kiedy odwiedzilismy Ja i Sonie w Ich bylym domku.A
Ona,nie zwracajac najmniejszej uwagi na to co On mowi,i z reka w gorze,jak
zwycieski sportowiec na podium, wykrzykuje,ze juz myslala,ale zle myslala,iz
nie przyjedziemy,ale rozumiala nasza nieobecnosc,gdyz pogoda tak straszna,a
ta Ewka,ktorej Ona nie lubi,przygotowala Jej nawet ubranie wyjsciowe,tylko
ze Ona nie ma jeszcze stanika na sobie,wiec cos trzeba z tym niezalozonym
stanikiem zrobic.Patrzy sie na nas wyczekujaco,jakbysmy to my mieli podjac
decydujaca decyzje stanikowej ubieralnosci.Proponujemy,ze zawieziemy Ja do
tej toalety w Jej pokoju i tam moze sie rozebrac i zalozyc ten nieszczesny
stanik."Ty jedz"-krzyczy pani Gienia,wskazujac palcem na Eryka-"a ty do
pokoju.Tylko nic tam nie ruszaj.Broszki juz nie mam".Przysiegam Jej,ze nic
nie rusze,wiec mnie lustruje czy aby to co mowie jest prawda,i wyglada na
to,ze mi wierzy.W miedzyczasie Eryk wymanewrowal juz ten wozek i jada oboje
do duzej lazienki,przystosowanej do wozkowej operacyjnosci.Tam,pani Gienia
zada,zeby Eryk rozebral Ja do pasa i nalozyl Jej ten cholerny stanik,ktory
ja mam doniesc z krzeslowego wieszaczka znajdujacego sie w pokoju,w
ktorym nie ma juz broszki.Dostarczylem ten stanik,a On rozebral Ja do pasa i
jakos wepchnal Jej te piersi w ten wcale niemaly stanik,zakladajac,z Jej
pomoca,nowe,goscinne ubranie przygotowane przez nielubiana,mlodsza
Polke,Ewke.Ruszylismy do wyjscia,ale w miedzyczasie przyszla do pani Gieni
osrodkowa pielegniarka,wiec wytlumaczylismy Jej spokojnie nasze tam
przebywanie,zyczac Jej,i drugiej,nadchodzacej pielegniarce,pieknych swiat i
duzo spokoju.Pani Gienia,z nasza pomoca,przeniosla sie z tego wozka na
podloge,wspomagana bezkolkowym chodzikiem,i nagle,pomimo 45 lat pobytu w tym
Kraju,krzyczy do tych pielegniarek po polsku-"Tylko pilnujcie mojego domu! I
zeby mi nic z niego nie zginelo"!!!.A my z Erykiem,zeby juz nic nie
krzyczala,jeszcze raz zyczymy Im pieknych swiat,obiecujac odwiezc Ja do tego
osrodka kilka godzin pozniej.Uffff,jedziemy,ale musimy wylaczyc radio,gdyz
muzyka jest za glosna,a Ona chce mowic."Jedzenie maja w tym osrodku do
dupy.A te
pielegniarki zjadaja wszystko z tej kuchni-wszystko!!!A ja prawie nic nie
jem"-ale nie wyglada na zaglodzona-"Niedobre to wszystko.Czym oni,do
cholery,sie tutaj zywia? Ta Ewka-tfffu-potrafi zjesc wszystko i ... och ,tak
pada i pada.A ta droga,to Sonia mnie tu przywiozla.Jacek nie byl taki
zly,ale to waaariat!!! Pieniadze bral,i owszem,ale wydawac to
umial-uuuuuu-uuh".Cale szczescie,ze w tym Cairns nigdzie nie jest
daleko.Dojechalismy.Posadzilismy pania Gienie na kanapie,a Eryk zrobil Jej
masaz bateryjnym masazysta,i na moment przysnela,ale przedtem kazala
wylaczyc nam muzyke,wiatraki i zapalic wszyskie lampy,gdyz chcialaby
wszystko lepiej widziec.Przy stole,pani Gienia stala sie bardzo
rozmowna.Stwierdzila,ze zupy grzybowej jesc nie bedzie,ryby tez,a nad
ciastem sie zastanowi.Zaspiewala cos co pamietala,a pamiec do piosenek i
w