Przy stole,pani Gienia stala sie bardzo rozmowna.Stwierdzila,ze zupy grzybowej jesc nie bedzie,ryby tez,a nad ciastem sie zastanowi.Zaspiewala cos co pamietala,a pamiec do piosenek i wierszykow ma dalej niesamowita.Pozniej zmienila zdanie i zajela sie zupa,ale stwierdzila,ze grzybow,w tej zupie grzybowej,nie
ma,a te ktore sa,to to nie sa grzyby.Na rybe tez ruszyla dzielnie,ale nagle,bez podnoszenia glowy do gory,zaczela krzyczec-"aaaaaaaaaa-aaah"!!!-jakby sie dlawila oscia bezoscijnej,filetowej ryby,po czym nagle przestala,zeby szybko zaspiewac-"Chrystus sie rodzi..."-i zrobila to z taka moca,ze wszyscy zamilklismy,a proboszcz,w
jakiejkolwiek parafii,dalby duzo,zeby miec taka zapiewajlowke.
Nikt nic nie mowil dopoki nie skonczyla.Jezu kochany,co to byl za wystep!!!Po "Chrystusie"-juz urodzonym- skrytykowala kapuste poszatkowana ciut za grubo,jak na Jej przelyk,ale makowiec pochwalila,chociaz ta ciastowa kratka,na wierzchu makowczyka,nie wprawila Jej w najlepszy humor.Moze to byl Jej ostatni,taki swiateczny "wystep" w zyciu-w tak "mlodziezowym" gronie-wiec pozegnalismy Ja serdecznie sciskajac i calujac w poliki.Chichotala smiesznie.Eryk odwiozl Ja do domu garbuskiem,ale w drodze powrotnej zazadala,zeby kupil sobie nowy smochod,gdyz stac go na to,a nie jezdzil takim gruchotem.Obiecal Jej,ze sie nad tym zastanowi.Nie obchodze wigilii i Swiat ze wzgledu na komercjonalnosc i zaklamanie tych dni,ale nie mam nic przeciwko towarzyskim spotkaniom,nawet z alkoholem i ... starszymi osobami.Nastepnego dnia idziemy w gosci do polsko/nowozelandzkiego malzenstwa z dwojka przepieknych corek,z ktorych jedna jest przepiekna,6 letnia blondynka,a druga,5
letnia,przesliczna brunetka.Obie wygladaja tak przepieknie,ze nie mozna sie na Nie napatrzyc.Tereska,Nowozelandka,mowi troszeczke po polsku z przepieknym,slodkim akcentem,i te 3 "kobiety" tworza
niesamowity urok tej swiatecznej przyjeciowosci.
Buzia Zbyszek