Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Polonia   Holandia-Polska bez cenzury   Koombooloomba

Koombooloomba

Autor: mister1 23.08.09, 17:55
Rozbijamy obozowisko pomiedzy drzewami na srodku
duzego,kempingowego miejsca, i jestesmy znowu sami. Sami, moze
dlatego,iz skonczyly sie szkolne wakacje i jest srodek tygodnia wiec
rodziny zaczely pracowac,a dzieci w szkolach.Nie protestujemy,gdyz
jestesmy ze wszystkich stron otoczeni przez tropikalna dzungle i
dzwiek tego tropiku nie brzmialby zbyt dobrze w polaczeniu z
krzykiem dzieci.Okolica jest jedna z najbardziej deszczowych w calej
Australii,ale nam jakos pogoda dopisuje.Pomimo cieplych wod jeziora
Koombooloomby(czy. Kumbulumby), i goracych dni,noce sa cholenie
zimne.Wstajac rano musze uwazac,zeby czasami nie dotknac glowa
namiotowego sufitu,poniewaz wygladalbym tak jak po poranym
prysznicu,gdyz stalaktytowe krople czekaja tylko na takich
gapiow,jak ja.Wszystko jest mokre, lacznie z podpinka ,i pomimo
mocnego,tropikalnego slonca musimy czekac gdzies do 10-tej rano,
zeby wszystko wyschlo.Rano biegne do jeziora i myje sie ,lacznie z
glowa, we mgle
rozrzedzonego swiatla slonecznego wyparowywujacej mgly.Paruje
wszystko,lacznie ze mna,i ten widok jest podobny do porannej
Amazonii odparowywujacej nocne spadki temperatur, okraszonych wodnym
prezentem nocnego chlodu.Stojac w tej cieplej wodzie z widokiem
zamglonego slonca, i para parujaca ze wszystkiego, nie dziwie sie
ludom tropikow kochajacych ten swoj mokry,rodzinny kraj.Jest
przepieknie,a dzwieki dziennych ptakow, i roznych innych stworzen,
dodaja okrasy tej pieknosci naturalnego, parowego oddechu
ziemskiego.Dopoki slonce nie zacznie swojej goracej operacji ,siadam
na kamieniach i wsluchuje sie w dzwieki spokojnie falujacego
jeziora,wspolpracujacego z reszta otoczenia w porannej symbiozie.Po
godzinie takiej ciszy, i spokoju dzunglowo-wodnego ukojenia,jestem
tak doenergetyzowany,jakbym byl na-drug'owany.Urok tego miejsca jest
niesamowity, a naturalna czystosc ciszy koi wszelkie dolegliwosci
miejskiego nadwyrezenia organizmu.Ide po drzewo na ognisko
i mam nadzieje znalezc peripatusa ( zwanego rowniez welwetowcem-
velvet worm-ale to raczej moje tlumaczenie),uwazanego za jednego z
najdziwniejszych robaczkow na swiecie. Peripatus ma nogi i rogi
podobne do ludzkich kikutow po amputacji,ale moc w tym dziwnym ciele
jest niesamowita.Jadlo swoje peripatus atakuje kleistoscia
wystrzeliwana z tych rogow,aby po zniewoleniu ofiary wyssac slodka
miekkosc, zostawiajac twardy odwloczek dla kogos innego.Seksualnie
peripatus tez jest dziwny,gdyz sperme,ktora gromadzi we wglebieniu
glowy,przy spotkaniu z odpowiednia panienka,zostawia w poblizu jej
narzadow kobiecych.Panieneczka peripatusowa,z kolei, sklada jajeczka
lub rodzi male peripatuski przyczepione ,jakby ,do jej
lozyska.Pomimo buszowania po lesie w poszukiwani suchego drzewa,a to
jest niezmiernie ciezkie do znalezienia,nie udalo mi sie trafic na
tego goscia ukrytego pewnie gdzie indziej niz miejsca mojego
odwiedzania.Nawet nie zdawalismy sobie sprawy,ze
jest tak niezmiernie ciezko trafic tam na jakis suchy opal
ogniskowy.Korzystamy z "odpadow" innych,opuszczonych obozowisk, i
jakos nasza zbiorka zaczyna przybierac ksztalt sterty.Jestesmy w
krainie kangura drzewnego,betonga,posuma(oposa), nietoperzy i ...
antechinusa,seksualnego guinness'enczyka przypominajacego z wygladu
myszke,ale bedacego bezwzglednie torbaczem. Antechinus jest
niezrownanym kopulantem w swiecie wszystkich znanych nam zwierzat i
inych zywych istot.Malutenki,ale w czasie godow wykazujacy sie
agresywnoscia T Rex'a w stosunku do swoich rywali.Po walkach z
przeciwnikami potrafi kopulowac po 6 godzin dziennie przez dwa
tygodnie po czym,doslownie,odchodzi z tego swiata z
wycienczeni.Panienka antechinusowa,pomimo dlugosci milosnych
swawoli,wiaze sie rowniez ,w miedzyczasie,z innymi
chlopakami,gromadzac sperme ich wszystkich,a sperma najmocnieszego z
nich wygrywa walke o zaplodnienie.Niesamowite,plemniki biora rowniez
udzial w tej
seksualnej drace o pierwszenstwo w narodzinach potomstwa.Niezmiernie
ciekawy rodzaj torbaczy.Kto to wszystko powymyslal? Nietoperze w
tropikach sa nieodlaczna czescia tego wielomilionowego,wilgotnego
zycia,a ich roznorodnosc jest fantastyczna. Od Flying Fox'a z
rozpietoscia skrzydel do 1 metra do malutenkich,cztero
gramowych ,echosondowych miniaturek.Czy wiesz,ze kwakanie kaczki nie
powoduje echa i naukowcy do tej pory nie wiedza dlaczego? Na
kempingu sasiaduja nam 3 dorodne ,tropikalne kruki wyczulone na
zapachy,i odpadki,kuchennego przygotowywania.Staramy sie je
zniechecic do homo sapiens'kiego jadla,ale jest to ciezka sprawa.
Ktos je karmil przed nami i chyba to polubily. Jedzenie, to cieple,
jest zwykle przygotowywane w tzw. kociolku,a szybkosc kociolkowego
gotowania jest zaskakujaca.Kociolek jest zrobiony przez Eryka z 20
litrowego,blaszanego pojemnika po oleju.Musial gdzies podejrzec te
konstrukcje,ale nie chce sie do niczego przyznac. W
pojemniku ruszt jest zrobiony z 2 grubych stalowych pretow ,a
ponizej rusztu jest palenisko z drzwiczkami.Drugie drzwiczki sa
umieszczone bardzo fachowo przy ruszcie i sluza do cugu.Na ruszcie
ustawia sie zeliwny kociolek z pokrywka bedaca prawie na poziomie
konca pojemnika. Pod rusztem rozpala sie drewienka,niezaleznie od
pogody, i perkolacyjne odglosy zaczynaja sie juz po 2-3 minutach od
rozpalenia plomienia.Mieso,nawet najbardziej lykowate, podobno, po
25 minutach kociolkowania zaprasza miekkoscia godna podniebienia
bezzebnego dziecka; tak przynajmniej twierdzi konstruktor
kociolka.Malutenka szparka pomiedzy pojemnikiem ,a zeliwnym
kociolkiem pozwala tylko na minimalne straty ciepla wiec stad taka
niesamowita ,gotowalna wydajnosc. Jedyny mankamet to to,iz kociolek
troche przypala i jest sakramencko ciezki do umycia,poniewaz tlusta
sadza jest jakby przyklejona na stale do zeliwnej powierzchni
kociolka.Bez rekawic nie mozna nawet podejsc do
mycia tego sadzowego garnka i zastanawia mnie to ,jak polscy
kominiarze radzili sobie z sadza po wpuszczeniu do komina drucianej
kuli? Czy oni w ogole prali te swoje czarne ubranka, a jezeli prali
to po co? Kociolek,po
spelnieniu swojego zadania,byl zawsze pakowany przez Eryka tez
operujacego w recznej ochronie skorzano-rekawicowej.Trzeciego dnia
opuszczamy Koombooloombe i mkniemy do Babindy,malutenkiego
miasteczka polozonego u podnoza najwyzszej gory w Kwinslandii.
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.