Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Polonia   Holandia-Polska bez cenzury   Babinda

Babinda

Autor: mister1 05.09.09, 08:23
[b]Opuszczamy Koombooloombe i jedziemy znowu jakies 30 km przez Rain
Forest. Pogoda przepiekna i sloneczko pokazuje nam co moze zrobic z
zielenistymi cieniami tego pierwotnego lasu.Gama tej zielonosci jest
tak niesamowicie piekna i roznorodna,iz wypada ja tylko
obserwowac.Obserwujemy. Na ktoryms zakrecie natykamy sie na dzika z
mlodymi.Wszystkie umykaja pospiesznym truchtem do bezpiecznego
lasu.Dzik w Australii jest naprawde dziki i trzeba byc bardzo
ostroznym w kontaktach z ta dzika swinka.Jest to jedno z najbardziej
destruktywnych zwierzat przywiezionych na ten Kontynent i oprocz
polowania,lapie sie je w bardzo solidne klatki podsypujac jakas
pasze,godna ich podniebienia. Widzialem cala rodzine-lacznie z
mlodymi- zlapana w taka klatke. Dwa dorosle dziki atakowaly ryjem,z
rozpedu, te klatkowe kraty z taka sila ,jakby mialy te ryje ze
stali. Byly dzikie,chyba, ze zlosci na siebie i te cholerne klatke,
i te agresje czulo sie na odleglosc.Gdyby taka krata
poddala sie tej dzikosci dziczej agresji, to drzewo byloby
jedynym,rozsadnym ratunkiem.Dziki,oprocz rujnowania wszelakiej
roslinnosci w Rain Forest, podjadaja cassowar'iemu rozne
nasiona,orzeszki i owoce lesne,ktore moga wykielkowac tylko po
przejsciu przez zoladek cassowar'iego, a on,pomimo mocnej glowy, z
ktorej moze dzikowi przylac,jak rowniez posiadania olbrzymich
pazurow zdolnych do zadawania ran otwartych,jest zwykle ofiara
dzikowskiej nienazartosci.Slepota Rzadow Stanowych w kontrolowaniu
populacji dzikiej swini doprowadzila do tego,iz liczba dzikow w
Australii osiaga cyfre okolo 23 milionow,a okazy po 150 kilo nie sa
czyms nadzwyczajnym.Kilka lat temu ,wedlug National Geographic,
zastrzelony dzik-Hogzilla( Wieprzozilla) wazyl 362 kg i mial ponad
2.20cm dlugosci. 150 kilogramowe osobniki zjadaja psy,owce i inne
zywe zwierzeta,a i z naszym cialem nie mialyby specjalnego problemu.
Podobno najwieksza swinia na swiecie, o nazwie Big Bill, wazyla
900kg i byla "pochodzenia"... polsko/chinskiego.Chcielismy jechac
do Tully ,ale zablokowano nam droge oznajmiajaca tabliczka
informacyjna,iz ta droga moze jezdzic tylko miejscowy lesniczy, i
ekipa lesniczowskich pracownikow.Musimy zawracac,gdyz nie
podchodzimy pod zadna kategorie drogowej uzywalnosci.Mkniemy przez
pasy dzungli,a w bezdzunglowych przecinkach uprawianego
sadownictwa,w samoobslugowych, przydroznych straganach kupujemy
wspaniala papay'e i owoce czekoladowe,zwane tutaj "owocami
puddingowymi".Na poludniowa kawe zatrzymujemy sie w miejscowym
Henry'kowie,przeuroczym miejscu z kamienno/piaszczystym strumieniem
gorskiej wody o czystosci krysztalu.Kombinujemy ,jakby sie tam
gdzies ladnie rozstawic,ale miejscowy ranger przeprasza nas za
niemozliwosci lesnego kempingowania,poniewaz ostatnio-roczny huragan
porwal,i zdemolowal,miejscowa toalete,a bez toalety nikt ludzki nie
moze tutaj zostac ze wzgledu na mozliwosc narobienia smrodu w
pierwotnosciach
dzunglowych.Zgadzamy sie z
ranger'em co do pozostalosci niemilych zapachow beztoaletowego
przebywania, i po kubeczku kawusiowym udajemy sie bezszmerowo w
dalsza droge.Babinda jest malym ,uroczym miasteczkiem artystow i
pracownikow pobliskiej cukrowni.Przemykamy powoli jedyna glowna
ulica i kierujemy sie na The Boulders i dziewiczy Babinda's
Creek.Oba cuda polozone sa w poblizu najwyzszej gory w
Kwinslandii,Mt. Bartle Frere (1657m).Zdjecia z The Boulders ( Glazy)
i Babinda's Creek zamiescilem w 2 poprzednich emaiach.Na
wyznaczonych pieciu miejscach kempingowania nie ma wolnego miejsca
wiec zastanawiamy sie co robic dalej.Po drugim przejezdzie wzdluz
ladnie utrzymanej drogi decydujemy zapytac sie jednego goscia o
mozliwosc 2 dniowego wspolistnienia na jednym,duzym,czesciowo
zajetym polu kempingowym.John,podrozujacy Szwajcar z Australii
Zachodniej nie ma nic przeciwko naszej,wspolne egzystencji wiec
robijamy sie prawnie na Jego,czesciowo zajetym,poletku i zapraszamy
Go na
kociolek warzywno-rybnej duszonki.Nie odmawia.Jestesmy w okolicy o
opadach rocznych przekraczajacych 8 metrow i to sie od razu czuje w
powietrzu.Jak mozna opisac komus pierwotny Rain Forest,Forest tych
dzwiekow cudownych,grajacych w harmonii ze wszystkimi dzwiekami tego
cudownego,bezkolizyjnego,dzwiekowego wspolistnienia,komus kto nigdy
tego nie widzial i nie slyszal? Ciezko.Wsluchuje sie w cykanie
cykad.Cykaja do siedmiu;cyk cyk cyk cyk cyk cyk cyk ,krotka przerwa
i znowu siodemka,a pozniej 13 razy i powrot do siodemki.Jak to
mozliwe,zeby te tysiace cykad cykaly te sama liczbe cykniec w takim
samym czasie, z takimi samymi interwalami w tak fantastycznej,
cykaniowej synchronizacji? Jak to jest mozliwe,ze to milionowe
cykanie, w tej deszczowej dzungli,wspolpracuje przepieknie z
innymi,milionowymi odglosami nocnego istnienia nie powodujac
zaklucania naszej tzw.ciszy nocnej? Orkiestra symfoniczna ze 150-ma
instrumentalistami potrzebuje setek prob,zeby
zgranie muzyczne bylo prawie perfekcyjne,a tutaj, PIERWOTNY LAS
gra, bez potrzeby zgrania, fantastycznie zgrana melodie
nocnego ,wielomilionowego wystepu roznorodnosciowego, dzwiekowego
wygrywania.Cudo,nieprawdaz? John,przed nocna wizyta w dzungli,zjada
z nami kociolkowa kolacje.Jest milym kompanem i rozmawiamy o
ewolucji amazonskiego wyjca.Zastanawiamy sie czy ten wyjec to tak
sobie wyl od chwili,kiedy zostal stworzony, czy moze najpierw wyl
sobie od czasu do czasu,cicho,a pozniej,podczas ewolucyjnego
procesu, i przybywania wyjcowych rywali,zaczynal wyc mocniej niz
inne wyjce, angazujac te inne do wspolrywalizacji w wyciu? Zgadzamy
sie wszyscy,ze wyjec zostal stworzony z mozliwoscia wycia pelna
para,ale pelnej pary uzywa/l w zaleznosci od ewolucyjnych
okolicznosci.John chodzi w nocy po dzungli z jakims czerwonym
swiatlem na glowie i..boso. Chodzi wprawdzie po znaczonych
sciezkach,ale cholera wie co tam moze byc na tych wedrownych
szlakach w
mokrosciach deszczowych lasow kwinslandzkich.Ja chodze w
sandalach.Raniutenko,nastepnego dnia,biegne do The Boulders zrobic
poranne zdjecia i udaje mi sie sfotografowac Cme Herkulesowa-
Hercules Moth- siedzaca na ogrodzeniu toaletowym w kontemplacji
porannego planowania i rogrzewania sie po nocnych spadkach
temperatur.Ta cma,z rozpietoscia skrzydel do 36 cm ( ten najwiekszy
okaz pojmano w 1948 roku w Innisfail,kilkanascie kilometrow od
naszego miejsca przebywania) jest najwieksza cma na swiecie, a jej
gasiennica osiaga dlugosc 10 cm i wyglada impnujaco. Ta,ktora
sfotografowalem,jest jeszcze w wieku dzieciecym z rozpietoscia
skrzydelek gdzies kolo 12-13cm.Trzecie zdjecie pokazuje motyla o
ladnej,i calkowicie adekwatnej nazwie odnoszacej sie do tego
gatunku,Ulisses.Ulisses "skolonizowal" prawie caly swiat,oprocz
Antarktyki. Ten piekny motyl zamiast pluc ma male otwory, po obu
stronach swojego korpusiku, przez ktore wspaniale oddycha,posiada
zielona
krew,tysiace malutenkich soczeweczek w kazdym oku,nog uzywa jako
sens smaku ,a antenki,jako sensu wechu.Ma cztery skrzydelka
nachodzace na siebie i w powietrzu moze wyprawiac przedziwne
ewolucje bedac ciezkim osobnikiem do zlapania przez wszelkich
smakoszy motylkowego pozywienia. Takie male cialko-10/13 cm- a ile w
nim tworczej inwencji. Babinda's Creek, i caly ten tropik, jest
cudem natury i nawet w porannym chlodzie wedrowka wokolo tych
cudownosci jest niesamowita przyjemnoscia.Woda jest chlodna i
krystaliczna,a w niektorych miejscach ma glebokosc 4-6m i dno widac
z lornetkowa klarownoscia obserwowania.Gigantyczne bambule tworza
niepowtarzalna scenerie dzikosci i moje mysloksztalty nabieraja
innej,pierwotnej wyrazistosci. Diabelska Dziura,w dolnej czesci
strumienia,pochlonela 9 mlodych,niedoswiadczonych amatorow
strumieniowych kapieli.Nie wzieli poprawki na niesamowicie silny
prad wody kaskadowego ,przyspieszonego spadania.Ide jakies 10km przez
dziewiczy las przeskakujac dzies
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.