Dodaj do ulubionych

Potęga Teraźniejszości

03.04.11, 11:05
Witam, czy ktoś z Was przeczytał tę książkę E. Tolle i chciałby się podzielić ze mną swoimi wrażeniami lub choćby wrażeniem? smile
Edytor zaawansowany
  • iluzja3 05.04.11, 18:05
    A Ty czytales? Czy zastanawiasz sie czy warto? Mi sie bardzo podobalasmile
  • mieszko.l 05.04.11, 18:53
    Sęk w tym, że kończę ją czytać tylko po to by zacząć od początku... i zacząłem się zastanawiać czy wszystko jest w porządku smile
  • anl77 06.04.11, 19:43
    Witam, na mnie ta książka też zrobiła ogromne wrażenie, wpadła mi w ręce kilka miesięcy temu, myślałam, że po jej przeczytaniu nic już nie będzie takie same...Tak też było przez pewien czas, ale teraz...siła przyzwyczajenia ... W każdym razie dla mnie książka rewolucyjna, potężna ...Pozdrawiam
  • mieszko.l 06.04.11, 23:44
    Anl77, na siłę przyzwyczajenia znalazłem sposób. Minutnik 960! razy w ciągu dnia przypomina mi, że żyję tu i teraz. Bez tego byłoby tak jak dawniej, czyli wspominki, potencjalne rozmowy... fikcja zrodzona w umyśle byłaby moją rzeczywistością. Minutnik zdaje egzamin smile
  • iluzja3 06.04.11, 19:49
    hahaha rozbawiles mnie mieszko.I swoim wpisemsmile)) ja czytalam te ksiazke kilka razy plus pozostale tego autora plus filmiki na youtubie i innych portalach. jesli jest cos nie w porzadku... to w kazdym razie ze mna tezsmile
  • mieszko.l 06.04.11, 23:49
    Iluzja, jeżeli uda nam się w pełni odrzucić zazdrość, manipulacje, krytykę, obwinianie, gniew lęk itd... to czy nie staniemy się nienormalni? Ale z drugiej strony, dla nienormalnego nienormalny będzie całkiem normalny smile
  • wystarczykroplawody 08.04.11, 09:37
    Podzielę się swoimi wrażeniami - nic nowego pan Toll nie odkrył.
    Po prostu trochę inaczej przedstawił starą myśl, którą kiedyś nazywano np. gnozą (poczytaj Uspieńskiego - odnajdziesz dokładnie te same przesłania i namowy do "bycia tu i teraz").

    Jak dla mnie -dobre gdy się ma lat 20 i kilka więcej, głowę pełną nadziei i żadnych problemów.
    Potem...gdy dopadają prawdziwe nieszczęścia już się nie sprawdza.
    Spróbuj powiedzieć rodzicom, którym umiera właśnie dziecko na raka aby byli "tu i teraz" i niczego nie oczekiwali.
    Te wszystkie piękne zdanka są fajne gdy jedynym twoim problemem jest "odnaleźć samego siebie" i możesz sobie pozwolić na tę fanaberię.

  • wladi3 08.04.11, 10:47
    Ale dlaczego dopadają nieszczęścia ? Dlaczego małe i niewinne dzieci muszą umierać ? Dlaczego my wszyscy musimy cierpieć i umierać ? Czy na pewno musimy ?... .
    Zerwaliśmy więż ze Stwórcą i nie widzimy Jego znaków , nie słyszymy Jego Głosu , nie słuchamy Dobrych Rad .
    Cała ludzkość powiela zmutowaną , zawirusowaną Świadomość .
    Jak wrócić do "Korzeni" ? Jak Odnależć Drogę powrotu do Domu ?
    Przez porównanie z komputerem trzeba by się "zresetować" ?
    Przez Podłączenie się do Stwórcy - uruchomione zostają natychmiast programy ochronne i naprawcze . Nie musimy wiedzieć jak to się dzieje ale się Dzieje . Jego Światło - Jego Energia , Jego Miłość sama nas Uzdrawia .
    Nic jednak bez naszej zgody się nie stanie . Od chwili podjęcia Decyzji , wszystko nam sprzyja i żadna rozmowa , spotkana osoba , przeczytana książka , napotkana Myśl nie jest przypadkowa .
    To że tutaj jesteśmy , tutaj i gdziekolwiek indziej , nie jest przypadkiem . Z każdej informacji dla każdego z nas Indywidualnie płynie wskazówka i Pomoc . Należy tylko Kochać , tylko Pragnąć Miłości , tylko Pragnąć szukać , Przebaczać , Oczyszczać się , Przebaczać i jeszcze raz Przebaczać i nade Wszystko Kochać najpierw Stwórcę , potem Siebie i dopiero dalej umiejąc i mając w Sobie "Kod Miłości i Przebaczenia" , Kochać i Przebaczać Innym .
    Niech każda Moja Myśl Was Wspiera Kochani Forumowicze , Ukochane Siostry i Bracia . Władek .

    --
    Kocham Cię Boże Ojcze . Władek .
    Jesteśmy cząstką Boga !

  • wystarczykroplawody 08.04.11, 11:05
    Kolejne śliczne słowa... słowa i słowa.
    Człowieku, prosta sprawa - żyjemy na Ziemi, tu się ludzie rodzą i umierają, tu cierpią i są szczęśliwi, mają problemy - jedni duże, inni małe.
    Tak się składa, że to, co Ty nazywasz Stwórcą wymyślił nas jako istoty czujące (a więc też i cierpiące). Ja to wolę nazywać siłą natury i ewolucją.
    Nawet jak skupie się maksymalnie i "podłączę do Stwórcy" jak Ty to ładnie piszesz to nie zmienię praw tego świata.
    Wszystkie piękne słowa działają... do czasu aż coś mocno nie walnie kogoś po głowie.
    Bardzom ciekawa co by gadał pan co nawołuje do "bycia tu i teraz" gdyby nagle ucięło mu nogi? Albo zgwałcono córkę?
    Tu trzeba czegoś więcej, głębiej niż "bycie tu i teraz", bo to za mało.
  • wladi3 08.04.11, 12:42
    Nieporozumienie polega na tym , że ja nie wypowiadam się w temacie bycia tu i teraz , lecz cierpienia człowieka . Uważam i jestem o tym głęboko przekonany że Stwórca ,Który nas Stworzył - Wymyślił , nie chciał nas Stworzyć ani chorującymi ani cierpiącymi ani umierającymi .
    Stworzył nas na swój Obraz i Podobieństwo i Obdarzył Mocą Podobną do Swojej . Człowiek u zarania dziejów miał Moc Kreowania Rzeczywistości i miał zakodowane tylko Dobre Wzorce . Pod namową Sił przeciwnych Dobru zaczął eksperymentować ze złem i zmienił swój Program . Zdeprawował się i już nie pamięta Kim Był - Kim Jest i jaką Miał Moc , jaką Ma Moc .
    Wierzy że jest tylko Ciałem i istnieje tylko Prawo i Materia tego Świata , który widzi i czuje Ciałem i zmysłami Ciała .
    Nie Wierzy że Jest Istotą Duchową i że ma Moc Kierowania swoim Życiem ani jego warunkami , a już o sterowaniu materią nie wspominając .
    Z tych to założeń wychodząc i żyjąc taką Świadomością Człowiek podlega słabości i cierpieniu bo Nie Wierzy że może być inaczej . Wtedy dosięga Go i Jego Rodzionę ból i cierpienie .
    Czy to znaczy że ja jestem ponad tym ?
    Nie , lecz wyrywam się z tej zawirusowanej i zdeprawowanej Świadomości i Staram się Myśląc Pozytywnie blokować stare schematy Myślenia i Kreowania . Bedąc tu i teraz , kochając , czując - miłując cieleśnie Moją Ukochaną , wychowując dzieci i nieraz czując ból niezrozumienia , lub nieposłuszeństwa dzieci - Nigdy nie poddaję się zwątpieniu i Nigdy nie pozwalam sobie na ani jedną Negatywną Myśl Sprawczą . Pokonuję Przeszkody Myślą Ufną i Pozytywną Opartą na Wierze O Miłości Boga Stwórcy jako Najlepszego Ojca i Kreuję tylko Pozytywne i Dobre warunki bytu i zdrowia dla Siebie i dla Moich Najbliższych . Jestem Przekonany że tak Myśląc można Powstrzymać i dalej cofnąć zakodowane systemy starzenia się Ciała , nie mówiąc o Pozytywnym Kreowaniu Bardzo Dobrych i Godnych warunków życia .
    Chcę tego i Wierzę i już Wiem że To Jest Możliwe .
    Sytuacje zaś tragiczne i nieszczęścia jakie przytoczyłaś spotykają ludzi tylko wtedy , gdy Wierzą że mogą ich takie rzeczy spotkać . Ja nie wierzę w zło i negatywne myślenie i Kreuję Tylko Dobro . Zło kreują ludzie sami sobie i nie mając Mocy Obrony ,dokłada się do tego zło kreowane przez innych .
    Dajmy przykład ; zwyrodnialec i zboczeniec chce wykreować dla siebie przyjemność kosztem innej osoby . On szuka sposobności aby swoje zdeprawowane myśli wprowadzić w życie .
    Osoba Pozytywnie Myśląca i Kreująca dla Siebie tylko Dobro - Nigdy nie spotka zboczeńca . Bo taka osoba ocierając się nawet fizycznie na ulicy o tegoż zboczeńca - nigdy nie dopuszcza aby w swoim Świecie takie zło się stało . Pozytywna i Dobra Myśl - Blokuje złą myśl .
    Zoczeniec znajdzie więc ofiarę tylko w śród osób , które dopuszczają gdzieś w podświadomości że takie zło może ich spotkać . Znajdzie ofiarę dodatkowo wśród ryzykujących i beztroskich i nieostrożnych .Te i wiele innych elementów sprawiają że osoba stanie się ofiarą . Podstawowym zaś elementem będzie brak Ochrony Stwórcy - brak wyczulenia na podszepty Nadświadomości , własnego Wyższego Ja , Boga .

    --
    Kocham Cię Boże Ojcze . Władek .
    Jesteśmy cząstką Boga !

  • wladi3 08.04.11, 12:57
    Na koniec żeby było jasne , nie czytałem żadnej z książek cytowanego w tytule autora lub innych . Moja Droga jest całkiem inna . Do wszystkiego dochodziłem sam przez lata , Szukając Boga ,Modląc się i medytując .Nauczycielem moim jest Duch Święty i Jezus Chrystus . Ćwiczyłem jedynie jako samouk Jogę . Uznaję też że w każdej z Religii , lub wierzeniu zawarta jest Cząstka Prawdy o Bogu . Pozdrawiam . Władek .
    --
    Kocham Cię Boże Ojcze . Władek .
    Jesteśmy cząstką Boga !

  • dharmajoga 19.05.12, 00:57
    PO RAZ PIERWSZY W POLSCE

    Najstarsza Buddyjska Szkola Mantrayany zaprasza na publiczną mowę dharmy, leczenie przez medytacje oraz naukę prostej techniki medytacyjnej.

    Sobota, 16 czerwca, godz. 13.15 - 16
    Warszawa, ul. Wiolinowa 14 (Metro Ursynów)

    Czy chcesz zrozumieć swoją prawdziwą naturę?
    Czy chcesz żyć w harmonii ze wszechświatem?
    Czy chcesz doświadczyć wewnętrznego spokoju?

    Codzienna medytacja jest podstawą fizycznego i mentalnego zdrowia oraz duchowego rozwoju. Podnosi poziom świadomości eliminując potrzebę doświadczenia choroby, cierpienia i nieszczęścia. Poprzez codzienną praktykę możliwe jest osiągnięcie wewnętrznej równowagi, spokoju, czystości umysłu, polepszenie zdrowia i zrozumienie własnej natury.

    Mądrość osiągnięta poprzez medytację jest trwałym skarbem duchowym, niezniszczalnym diamentem.

    Nauczycielka dharmy Maria Werbik, VajraAcharya ZhiWu otrzymała pozwolenie na nauczanie ezoterycznej dharmy od chińskiego mistrza, MahaVairocana Dechan Jueren.

    informacja na stronie internetowej: www.yogadiamond.net
    diamondyoga@yogadiamond.net

    Zapisy: yogazapisy@gmail.com

    cena: 60 zł

    Serdecznie zapraszamysmile
  • princesswhitewolf 30.01.12, 22:37
    Podzielę się swoimi wrażeniami - nic nowego pan Toll nie odkrył.
    Po prostu trochę inaczej przedstawił starą myśl, którą kiedyś nazywano np. gnozą (poczytaj Uspieńskiego - odnajdziesz dokładnie te same przesłania i namowy do "bycia tu i teraz").

    > Te wszystkie piękne zdanka są fajne gdy jedynym twoim problemem jest "odnaleźć
    > samego siebie" i możesz sobie pozwolić na tę fanaberię.



    Dokladnie. Nic nowego, bo i Budda o tym mowil. A tak naprawde to dla mnie bzdura. Wiele ludzi przetrwalo momenty strasznego bolu i cierpienia wlasnie nie skupiajac sie na TU I TERAZ BOLU ale myslac o cudownych momentach z przeszlosci albo o swoich celach na przyszlosc.
    Serio okrawanie zycia z planowania i wspomnien to jakis eskapizm pozbawiajacy glebi zycia.

    > Potem...gdy dopadają prawdziwe nieszczęścia już się nie sprawdza.

    Bingo. I moze dzieki Bogu bo ciepienie uszlachetnia i nie jedemu czlowiekowi dokreca srubki w glowce i serduszku
  • mieszko.l 08.04.11, 11:28
    Mnie bardzo podoba się ten fragment:
    Wszelki opór wewnętrzny odczuwa się jako rodzaj negatywizmu. Istnieje szeroki wachlarz postaw negatywnych - od irytacji lub zniecierpliwienia aż po wściekłą furię, od przygnębienia czy ponurej urazy aż po samobójczą rozpacz. Kiedy pod wpływem oporu dochodzi do głosu ciało bolesne, byle drobnostka potrafi wywołać silną reakcję negatywną: gniew, depresję lub głęboki żal.
    Gdy już utożsamiłeś się z czymś negatywnym, nie chcesz wyrzec się tego utożsamienia, a na głęboko nieświadomym poziomie wcale nie pragniesz pozytywnej zmiany. Zagroziłaby ona bowiem twojej tożsamości, zgodnie z którą masz być przygnębiony, wściekły i skrzywdzony. Wszelkie pozytywne wpływy, jakie pojawią się w twoim życiu, będziesz więc ignorował, negował lub sabotował. Jest to częste zjawisko. A zarazem zupełny obłęd.
  • wystarczykroplawody 08.04.11, 11:50
    Nie wiem czy te słowa mają być m. in. odpowiedzią na moje zastrzeżenia, ale jeśli tak to raczej jest to słabe pocieszenie czy wytłumaczenie dla tych prawdziwie cierpiących wink
    "Kiedy pod wpływem oporu dochodzi do głosu ciało bolesne, byle drobnostka potrafi wywołać silną reakcję negatywną: gniew, depresję lub głęboki żal." - otóż nie chodzi o drobnostkę.
    "Gdy już utożsamiłeś się z czymś negatywnym, nie chcesz wyrzec się tego utożsamienia"
    A skąd - rodzice, którym umiera dziecko chętnie wyrzekną się tego doświadczenia i "utożsamienia z nim".

    W tym właśnie problem - uciekacie w tej dyskusji od odpowiedzi na postawiony przeze mnie problem i zauważone braki w koncepcji pana T.
    Trywializujesz cytując coś o "byle drobnostkach".
    Nie chodzi o byle drobnostki.
    Do drobnostek system się sptrawdza jak najbardziej smile
    A co dalej?...
    Może ja czegoś nie wyłapałam? Może coś przeoczyłam w tym jego "oświeceniu"?
    wink
  • mieszko.l 08.04.11, 16:11
    Może "nie wyłapałaś" tego:
    ...skoro wiesz, że tego, co j e s t, nie da się odczynić (ponieważ właśnie to, a nie co innego już j e s t), przytakujesz temu, co j e s t, lub godzisz się z brakiem czegoś, czego nie ma. Jeśli trwasz w tym stanie zgody, nie przysparzasz światu ani odrobiny negatywizmu, cierpienia, nieszczęścia. Żyjesz, nie stawiając oporu, wolny od wszelkich zmagań.
    Ilekroć ci się to nie udaje, stwarzasz ból. Na pozór może się wydawać, że stwarza go sytuacja, lecz w gruncie rzeczy sprawcą jesteś ty sam, a raczej twój opór.
    I właśnie wtedy znowu masz szansę się poddać. Skoro nie umiesz pogodzić się z tym, co się dzieje na zewnątrz, zgódź się na to, co tkwi w tobie samym. Skoro nie możesz zaakceptować stanu zewnętrznego, zaakceptuj wewnętrzny. Innymi słowy: nie wzbraniaj się przed bólem. Pozwól mu zaistnieć. Poddaj się żalowi, rozpaczy, lękowi, osamotnieniu - cierpieniu we wszelkich postaciach. I zobacz, jak cud poddania przeistacza głębokie cierpienie w głęboki spokój...
  • wystarczykroplawody 12.04.11, 09:12
    Mieszko, przepraszam - ile Ty masz lat?
    Bo wydaje mi się, że dość młody jeszcze jesteś.

    Widzisz, ja juz trochę przeżyłam, widziałam.
    Możesz moje pisanie odebrać jako podkopywanie czyjejś wiary czy też jego pozytywnego myślenia. Może rodzić się w Tobie chęć pokazania takim jak ja, że bardzo są w błędzie, że wystarczy, że zrobią to czy tamto i osiągną spokój i ukojenie czy jeszcze coś innego, równie fajnego i znajdą odpowiedzi na swoje pytania.
    Moja teza jest taka, że... nie ma odpowiedzi na pewne pytania i ja - pełna pokory zauważam to, nie obawiam się tego zauważyć.
    A widząc to nie oznacza, że się z tym nie godzę.
    Nie oznacza też, że - po ludzku - tego nie przeżywam.
    I bardzo "po człowieczemu" widzę cierpienie innych, na które nic nie mogę poradzić a jedynie być i widzieć je oraz nie zaprzeczać temu cierpieniu.
    Nie będę miała odwagi powiedzieć cierpiącej matce, której zmarł syn po 20 latach kalectwa i ciągłych chorób, oraz mąż zaraz po synu, aby "godziła się i przytakiwała swojemu bólowi i nie stwarzała swoim negatywnym nastawieniem kolejnego bólu i cierpienia"...
    Albo powiedzieć jej "Skoro nie umiesz pogodzić się z tym, co się dzieje na zewnątrz, zgódź się na to, co tkwi w tobie samym."
    No sorry, ale jakoś nie przeszłoby mi to przez usta.

    Dlatego zostanę przy swoim - w życiu każda piękna teoria działa do pewnego momentu - potem pozostaje już tylko... samo życie i potęga samotności człowieka.
  • mieszko.l 12.04.11, 21:19
    Szukasz gotowych formułek, które mogłabyś zacytować cierpiącym? Tolle ma dla Ciebie kilka propozycji, jedną z nich Ci zacytuję: "Na przestrzeni wieków byli ludzie, którzy w obliczu ogromnej straty, choroby, uwięzienia, czy niechybnej śmierci zaakceptowali coś, co wydaje się nie do zaakceptowania i tym samy znaleźli "spokój, który przerasta wszelkie zrozumienie."" (To słowa Jezusa, jak widać też doceniał wagę spokoju).
    "Akceptacja nie akceptowalnego jest najpotężniejszym źródłem uczucia czystej wdzięczności na tym świecie. Są sytuacje, gdzie wszelkie odpowiedzi i wyjaśnienia zawodzą. Życie nie ma już sensu. Albo ktoś zrozpaczony prosi cię o pomoc, a ty nie wiesz, co zrobić, czy powiedzieć. Kiedy całkowicie zaakceptujesz to, że nie wiesz, przestajesz się szamotać, szukając odpowiedzi w ograniczonym umyśle i wtedy dopiero potężniejsza inteligencja może poprzez ciebie działać. Nawet myśl może na tym skorzystać, bo potężniejsza inteligencja może w nie wniknąć i zainspirować."
    I ostatni cytat, ciekawe czy kogoś rozpoznajesz... "Czy znasz ludzi, których podstawowym działaniem jest unieszczęśliwianie siebie i innych, rozprzestrzenianie cierpienia? Przebacz im, bo oni też biorą udział w przebudzaniu ludzkości. Rola, którą grają jest wzmocnieniem koszmaru świadomości ograniczonej do ego, stanu nie-poddania. Nie ma w tym nic osobistego. To nie są oni."
  • wystarczykroplawody 13.04.11, 09:04
    mieszko napisał - "Szukasz gotowych formułek, które mogłabyś zacytować cierpiącym?"
    A gdzieś coś takiego napisałam???
    Wkładasz w moje usta słowa, których nie wypowiedziałam, myśli, których nie pomyślałam - zastanów się po co to robisz...

    Cytujesz, cytujesz, raz lepiej, raz jakoś "od czapy" wink
    Pisałam o "akceptacji nieakceptowalnego" i właśnie o takie sytuacje mi chodzi.
    Natomiast nie zgadzam się na "nieszukanie odpowiedzi" i zdanie się na "potężną inteligencję".
    Szukać trzeba zawsze. Dopóki nie znajduje się odpowiedzi godzić się na to a nie wciskać innym gotowych oklepanych formułek dla własnego spokoju...
    A gdy napotykasz coś, co Cię uwiera - niekoniecznie musisz cytować rzeczy o tym, iż ktoś pragnie "kogoś" unieszczęśliwić wink
    Pisząc o cierpieniu człowieka i związanej z tym bezradności nie siejemy nieszczęścia i nie rozprzestrzeniamy cierpienia. Osoby, które rzeczywiście cierpią pragną aby ich ból i rozpacz była zauważona.
    Ale do tego potrzeba dojrzałości i odwagi.
    Niejeden doświadczony psychoterapeuta mówi, że najtrudniejszym doświadczeniem dla niego było stanąć przed ogromnym cierpieniem drugiego człowieka i bycie w tym z nim
    Bo tyle "tylko" można. [
    A wszelkie słowa w stylu "bądź całym sobą w tej chwili", "zaakceptuj ten ból i sytuację" , "zdaj się na potężną inteligencję" - są dla tych ludzi jak policzek...




  • mieszko.l 13.04.11, 18:55
    A może ten fragment nie będzie do czapki (czy jakoś tak) big_grin
    "Bronisz swojego prawa do nieświadomości i cierpienia? Nie martw się, nikt ci go nie odbierze. Mniejsza o to, czy twoje myśli i emocje związane z daną sytuacją są uzasadnione, czy nie. Ważne, że stawiasz opór temu, co j e s t. Z obecnej chwili robisz sobie wroga. Sama jesteś sprawcą nieszczęścia, konfliktu między wnętrzem, a zewnętrznością. Twoja zgryzota plugawi nie tylko wnętrze twoje i otaczających cię ludzi, lecz także zbiorową psychikę ludzką, której stanowisz nieodłączną część. Negatywne podejście nigdy nie jest najlepszym sposobem radzenia sobie z sytuacją. Wręcz przeciwnie: zazwyczaj przykuwa cię do niej, uniemożliwiając prawdziwą zmianę. Każde działanie, w które człowiek wkłada negatywną energię, zostanie nią zatrute i prędzej czy później znowu wyniknie z niego ból i nieszczęście..."
  • wystarczykroplawody 14.04.11, 08:21
    Fragment nie wnosi w Twoje wypowiedzi niczego nowego - powtarzasz w kółko to samo.
    Na zakończenie również dam Ci cytat - w odróżnieniu od Twoich krótki wink za to treściwy:
    "Porządek jest uznaniem granic".
  • mieszko.l 14.04.11, 12:48
    Szkoda, że na zakończenie. W innym temacie z pewnością byśmy znaleźli więcej wspólnego. O porządku, i dla porządku, też na zakończenie zacytuję pana woźnego z mojej podstawówki: "Porządek musi być!"
  • iluzja3 14.04.11, 21:45
    Z pewnoscia nie mam 20 latsmile)
    W sumie to zazdroszcze ludziom ktorzy juz w tym wieku czytaja takie czy inne podobne ksiazki (bo w gruncie rzeczy wszystkie one rzeczywiscie prawia o tym samym, lacznie z takimi nauczycielami duchowumi jak Jezus czy Budda). Ja musialam niestety troche sie nacierpiec zeby dotarly do mnie pewne prawdy. Tak wiec mam zupelnie inne wrazenia i odczucia niz ty wystarczykroplowodysmile
    Z mojego doswiadczenia wynika iz niektorzy ludzie taka obecnosc w sobie, kontakt ze swoimi uczuciami, swiadomosc, bycie tu i teraz po prostu maja. I nie musza medytowac, szukac, chodzic na terapie, czytac E.T. Po prostu to maja. Moze ty do takich ludzi sie zaliczasz. Ja niestety musialam skorzystac ze wszystkich tych sposobow by znalezc sposob zeby w moim umysle zrobilo sie cicho i pusto zebym w koncu mogla odpoczac od negatywnych mysli, od wyobrazen, koncepcji, sadow. Zebym przestala czuc lek ktory byl obecny w moim zyciu od zawsze, bezsensowny lek. I zebym mogla poczuc taka wszechogarniajaca milosc.
    Cierpienie, choroby sa i nie chodzi o to zeby temu zaprzeczac. Tylko nie dodawac do tego calej tej nadbudowy, cierpienia do cierpienia, niepotrzebnego cierpienia wytwarzanego przez umysl, przez ego. Nie umiem tego wytlumaczyc slowami ale gleboko w to wierze, sprawdza sie to w moim zyciu i jestem bardzo wdzieczna ze sa takie ksiazki jak potega terazniejszosci.
    W kazdym razie teraz budze sie rano i jestem szczesliwa. Zycie jest jakie jest. Chodzi o to by trwac i w radosci i w cierpieniu. I akceptowac zycie w calosci takie jakie jest. By przestac uciekac w rozne rzeczy byle tylko nie czuc. Teraz gdy czuje lek to czuje, jestem tego swiadoma...ok stop bo moglabym tak pisac do ranasmile
    W glebokim gassho
    i.
  • wystarczykroplawody 15.04.11, 18:11
    Iluzjo - moja uwaga o wieku była skierowana do mieszka!
    I chyba była trafna wink
  • szizumami 14.04.11, 22:02
    kropelkowody chyba podzielam twój pogląd...
    dla mnie bóg przekracza granice cierpienia
  • oldpiernik 10.05.11, 12:04
    Niewolnicy gotowych recept łatwo wpadają w zachwyt nad oczywistością ujętą w nowe słowa.
    Boli?
    "Weź pigułkę!"

    Kropelko i szi, mam wrażenie, że to, co piszecie znacznie jest mi bliższe od abstrakcji tak zwanego "tu i teraz".
    "Lecz na szczęście wszelakie serce ma być jednakie." Pisał młody zdolny dworak.
    A później napisał Treny.
    Samo życie.

    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sneer76 04.11.11, 13:32
    Tolle twierdzi żeby przyjąć życie takim jakie jest, nie buntować się bo każdy opór prowadzi do cierpienia. Czy to nie prowadzi np. do ubóstwa materialnego ?
    Wyobraźmy sobie ze szef przychodzi i mówi: "od dzisiaj nie masz premii". Czy mam to przyjąć do siebie i żyć dalej biedniej ? bez reakcji czyli oporu do obecnej sytuacji ?

    Tolle twierdzi żeby żyć tu i teraz, nie myśleć o przyszłości i przeszłości. Weźmy np. taką sytuację. Widzę od jakiegoś czasu ze ktoś się kręci obok mojego domu, przez okno, że często obok niego przechodzi i go obserwuje. I że baczenie przygląda się moim dzieciom. Czy jak nie będę myślał o przyszłości, o tym że taka sytuacja może spowodować tragedię, gdy nie będę przewidywał, kalkulował, czy jeśli nie będę łączył się z przyszłym domniemanym skutkiem obecnej sytuacji, to czy swoim zaniechaniem nie przyczyniam się do tragedii ?

    pozdrawiam
  • mieszko.l 21.11.11, 18:28
    Niektórych ludzi ogarnia gniew, gdy dowiadują się, że problemy są urojeniem. Boją się, że zostaną pozbawieni poczucia tożsamości. A przecież tyle czasu zainwestowali w swoje fałszywe poczucie ,ja". Przez wiele lat bezwiednie definiowali własną tożsamość, oglądając ją przez pryzmat swoich problemów i cierpień. Kim byliby bez niej?
    Znaczna część tego, co ludzie mówią, myślą i robią, motywowana jest lękiem, który zawsze bierze się oczywiście stąd, że człowiek skupia się na przyszłości i nie ma kontaktu z teraźniejszością. A ponieważ w teraźniejszości nie istnieją problemy, nie istnieje też w niej lęk.
    Jeśli powstanie sytuacja, z którą będziesz musiał na bieżąco się uporać (szef nie dał premii, ktoś obserwuje dom itp), postąpisz w sposób przejrzysty i celny - pod warunkiem, że twoje działania wynikną ze świadomego kontaktu z teraźniejszością. Będą też wtedy zapewne skuteczniejsze. Twoja reakcja nie będzie efektem musztry, którą w przeszłości odbył umysł, lecz intuicyjnym odzewem na teraźniejszą sytuację.
    Pozdrawiam smile
  • oldpiernik 22.11.11, 14:36
    Świadomość określa siebie przez doświadczenie, a to jest zakotwiczone w przeszłości.
    Świadomość trwa w kontynuacji obecnego - antycypuje przyszłość.
    Odcinając się od przed i po przestaje być potrzebna.

    Nie ma jakiegoś oderwanego teraz.
    Jest wieczność.
    I w niej możliwe jest istnienie.

    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • mieszko.l 23.11.11, 12:00
    Świadomość doświadcza, a zakotwiczenie w przeszłości jest jej zbędne.
    "Przed" i "po", wspomnienia i oczekiwania nie istnieją, to umysłowa projekcja.
    Istnieje tylko wieczne teraz.
    I jedynie w nim możliwe jest istnienie.
  • oldpiernik 24.11.11, 12:55
    Teraz nie istnieje samo w sobie.
    Teraz jest aktem doświadczania.
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • mieszko.l 12.12.11, 14:30
    Ten fragment też mi się podoba:
    "Kiedy nie utożsamiasz się już z umysłem, to, czy masz rację, czy nie, w żaden sposób nie wpływa na twoje poczucie "Ja", przestajesz więc odczuwać potężny i zupełnie nieświadomy przymus dowodzenia własnej słuszności - który jest wszak formą przemocy".
    Dla mnie przykładem takiej osoby, która wypowiada się jasno, a jednocześnie bez śladu agresji jest Władek (wladi3), pewnie dlatego tak lubię go czytać smile

    --
    Każda chwila jest najpiękniejsza.
  • caraia 13.12.11, 12:45
    Czytałam tę książkę kilka razy, za każdym razem inne fragmenty mi się "podświetlały", myślę, że będę często do niej wracać.
    Poddanie się, obecność, swiadomość to moim zdaniem są stany, których trzeba doświadczyć, właściwie nie da się o nich dyskutować. Albo są naszym doświadczeniem, albo nie. Myślę też, że jeżeli w danej osobie brak jest samoistnej potrzeby czy tęsknoty za świadomością, poddaniem, uwolnieniem się od cierpienia, to nikt z zewnątrz takiej drogi nie może narzucić. Bezcelowe wydaje się być "przekonywanie" innych do sięgniecia głębiej.
    Nie wiem czy komukolwiek pomoże opisywanie tych stanów. Jeżeli świadomość dojrzała do przebudzenia to się przebudza, jeżeli nie dojrzała to nie dojrzała.
    Z moich wspomnień wynika natomiast, że pomocne bywa przebywanie w otoczeniu osoby świadomej, jeżeli już dojrzałeś/dojrzałaś w wystarczającym stopniu.
  • mieszko.l 13.12.11, 15:17
    Również uważam, że przekonywanie jest zbędne. Powiem więc bez przekonywania, choć z przekonaniem, że bardzo chętnie wracam do pięknego zdania wypowiedzianego przez Iluzję (iluzja3) - "W kazdym razie teraz budze sie rano i jestem szczesliwa". Ach, ta potęga teraźniejszości smile
    --
    Każda chwila jest najpiękniejsza.
  • anl77 16.12.11, 11:49
    Hym...chciałam podzielić się swoimi refleksjami jeszcze ( ponieważ kilka miesięcy temu wtrąciłam swoje zdanie smile... Kiedy czytałam tę książkę jakiś czas temu bardzo ją czułam, to było takie proste i oczywiste, lekkie, jasne, nie wiem sama jak to określić. Dużo słuchałam wywiadów E.Tolle, bardzo mi pasowały, pomagały...Potem jednak przyszły problemy, z którymi nie umiałam sobie poradzić, głównie z dzieckiem, co mnie na ogół rozwala kompletnie, no i teraz nie dociera do mnie nic z tego co mówi E.Tolle, nie ogarniam tego, wkurzam się nawet na niego, że jak siedział na tej ławce i nie był za nikogo odpowiedzialny ( tu oczywiście matka się we mnie odzywa smile) to miał super komfort aby spokojnie do pewnych spraw sobie dochodzić i wcielać je w życie...Nie wiem na ile jasno się wyrażam, no ale chodzi mi chyba o tę świadomość właśnie, o to że jest różny czas...że czasem jesteśmy otwarci na pewne sprawy, a czasem nie współgra to z nami... Nie wiem. A chciałabym wiedzieć...smile pozdrawiam serdecznie
  • oldpiernik 16.12.11, 13:25
    "Przekonywanie jest zbędne."
    "Pustka jest formą, forma jest pustką."
    Sama teraźniejszość nie wystarcza na chwytliwy tytuł, a powinna.
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • mieszko.l 16.12.11, 15:44
    Anl77 trafiłaś w sedno sprawy. Właśnie o to mi chodziło, czy to działa, czy bycie "tu i teraz" gwarantuje życie spokojne i radosne. Ciekawi mnie, czy obecna radość i spokój wynika z wykorzystania potęgi teraźniejszości, czy może z faktu, że chwilowo nie występują żadne sytuacje, które ten spokój mogłyby zakłócić. Z Twojego opisu wynika, że uśmiech z twarzy jednak znika, gdy pojawiają się problemy. Wprawdzie Iluzja napisała, że budzi się szczęśliwa, co napawa otuchą, ale rozumiem, że na ten stan ducha pracowała dłużej i nie tylko "Potęga teraźniejszości" ma w tym swój udział.
    Tolle twierdzi, że trudności są naszym sprawdzianem, a to jak sobie z nimi radzimy wskazuje na poziom naszej świadomości. Ale co ma powiedzieć człowiek, dla którego los jest tak okrutny, że właśnie tych trudności mu skąpi? Życzliwy by poradził - czekaj cierpliwie, jeszcze Ci życie da kopa. Sęk w tym, że w Teraźniejszości nie ma miejsca na oczekiwanie, jest tylko tu i teraz.
    Pozdrawiam smile

    --
    Każda chwila jest najpiękniejsza.
  • pambuk87 17.12.11, 21:09
    To była pierwsza książka nt. rozwoju duchowego, którą przeczytałem jak miałem 22 lata (a miałem sporo ciężkich doświadczeń za sobą już wtedy). Od pierwszej strony "skumałem", że wszystko co pisze ten facet jest prawdą, a raczej wskazuje na prawdę - i to nie na zasadzie, że uwierzyłem (tak jak wierzą chrześcijanie,muzułmanie,żydzi - w ogóle żadna religia w formie doktryn do mnie nie trafiała), tylko po prostu zrozumiałem, doświadczyłem na sobie i stwierdziłem, że tak właśnie jest. Potem czytałem Nowy Testament, wiele tekstów mistrzów zen i różnych szkół buddyzmu, torę, koran, innych tzw. nauczycieli duchowych (ramana maharishi, krishnamurti itd.), wiele książek popularnonaukowych nt. śmierci klinicznej itd. i wszystko współgra w jedną całość. Nie jesteśmy ciałem ani umysłem smile A wracając do książki Eckiego to jest dosłownie - potężna. Cierpienie sami sobie stwarzamy i jest to fakt (tak zostaliśmy zaprogramowani przez społeczeństwo). Trudny do zrozumienia, ale jednak fakt. Jeśli skupiamy uwagę na cierpieniu i dajemy mu "zasilanie" to cierpimy. Cierpienie jest stanem umysłu. Przykład - jeżeli mam depresję i poświęcam jej całą swoją uwagę, analizuję przeszłość i wybiegam w przyszłość - cierpię. W teraźniejszym momencie depresja nie ma racji bytu, bo w "teraz" nie istnieją problemy. Wszystko się po prostu dzieje. Kiedy coś nie idzie po naszej myśli - robimy co jesteśmy w stanie zrobić aby sytuacji zapobiec a jak nie mamy na coś wpływu to trzeba się po prostu poddać. Każda inna postawa powoduje cierpienie. Proste i trudne zarazem smile Rzeka płynie w dół, jeżeli płyniemy pod prąd, cierpimy, bo prąd prędzej czy później i tak zabierze nas ze sobą. Czasem życie daje srogie kopy w d..., po to, żebyśmy zrozumieli kim/czym tak naprawdę jesteśmy (a czym nie jesteśmy) i dokąd zmierzamy. Można je odebrać jako niechciane i spotęgować nasz lęk, ale można je potraktować jako lekcje. Fajnie jest osiągnąć coś w życiu, mieć tzw. "fun" i zarobić parę złotych, ale jeżeli przywiązujemy się do ludzi, czy rzeczy materialnych, lgniemy do nich- prędzej czy później zakończy się to frustracją. Materia z gruntu rzeczy jest pusta i nietrwała wink Ktoś wspominał o umierającym dziecku - matka ma wybór - albo pogodzić się z tym i zrozumieć, że jest jak jest i ten fakt zaakceptować, albo stawiać opór, załamać się i pogrążyć w ciężkiej depresji smile Wszystko zależy od naszej percepcji zjawisk. Znam gościa, który stracił wszystko - żona i dzieci zginęli w wypadku. Załamał się kompletnie aż w końcu cud się zdarzył i koleś lata teraz po różnych dziwnych miejscach i głosi Pismo Świetę i opowiada jak Jezus go kocha. Pomaga ludziom i jest mega szczęśliwy chociaż nie ma nic, rodziny, domu ani pieniędzy, nic. Oznacza to, że szczęście nei jest tym, czym myślimy, że jest, nasz rozumek tego nie ogarnia. Bóg jest obecny w ostatnim miejscu, w którym podejrzewalibyśmy, że jest. Jest czystą świadomością i cierpienie nas do niego zbliża. Przemawia do nas cały czas, ale my nie chcemy z nim rozmawiać, bo mamy ważniejsze sprawy. Prędzej, czy później nadejdzie jednak taki moment, że kompletnie się mu poddamy. Nie da się przed nim uciec, i to jest najlepsze co może nas spotkać, wbrew pozorom, pozory myląsmile
  • princesswhitewolf 30.01.12, 22:40
    anl 77: od cierpienia psychicznego nie da sie uciec przez jakas maniere eskapizmu" jestem tu i teraz i nic wiecej mnie nie obchodzi".

    Wszystko nalezy przezyc by dojrzec w danym zakresie, by sie znieczulic na pewne dramaty i potrafic sobie lepiej z nimi radzic. Najlepszym lekiem jest doswiadczenie.
  • mieszko.l 16.03.12, 14:26
    Zainteresowanym przypominam, że już czas pójść krok dalej i osiągnąć stan, w którym nie tworzymy więcej negatywnych emocji. "Jeśli nie zrobisz tego kroku, rzekoma akceptacja pozostanie jedynie umysłową etykietką, dzięki której twoje ego będzie mogło nadal delektować się własnym nieszczęściem..." smile

    --
    Każda chwila jest najpiękniejsza.
  • szizumami 16.03.12, 20:21
    myslisz,że pora?

    moje ego sie nie delektuje a boi raczej
    bo- a nuż bedzie naprawde dobrze!

    takie porównanie usłyszałam-że zamiast podkopywac pod murem
    i ciagle to samo zastajac,..ciagle nie to
    warto przeskoczyć mur
    a ja sie boje
  • mieszko.l 16.03.12, 21:07
    Oczywiście, że pora. Można to zrobić albo Teraz albo nigdy. Jeżeli nie zgadzasz się na to co jest, to albo daną sytuację w pełni zaakceptuj i przestań stawiać jej wewnętrzny opór, albo ją zmień, czyli skacz śmiało. Z pewnością dasz radę, nawet nie będę Cię musiał łapać. Dostrzeganie strachu to już dużo, nie wolno tylko dopuścić by lęk Tobą zawładnął. I przestań już ten ciężar ze sobą nosić smile
    --
    Każda chwila jest najpiękniejsza.
  • szizumami 22.03.12, 21:39
    za ciezka jestem do łapania
    i za stara--nie chciałbys!
    he he
    a do tem-żeby to było takie proste-wiecej z nas byłoby spełnionych
    no i tez niektórzy wola drobne kroczki od skakania
    i bywaja tez duze uwikłania.zyciowe
    moze i wtedy przydałby sie plan!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka