Wiecie co, natrafiłam ostatnio na swój własny prywatny mur w dążeniu do przemiany. Afirmuję pozytywnie, przemiana nie przychodzi. Przychodzi za to refleksja co jest nie tak. Staram się to rozpracować i znów afirmuję pozytywnie. Pojawiają się nowe tematy do przerobienia. Jeden po drugim i już wydaje mi się, że wszystko jest okej ... ale ... pierwotny cel nadal nieosiągnięty. Zatem czekam i czekam aż mój własny mur zacznie się kruszyć.
Tutaj natrafiłam na punkt krytyczny. Ponieważ odechciało mi się już dążyć do tego celu, oczekiwać go, starać się o niego. To takie uczucie wypalenia i hmm poddania się. Skoro pierwotny cel nieosiągnięty w zamierzonym czasie po prostu traci na wartości. Już nie jest celem skoro nie wypełnił się w ostatecznie ustalonym sobie terminie.
Ciężka to lekcja dla mnie ... już doświadczonej w afirmowaniu od dobrych 15 lat. Wiem, że niektóre sprawy potrzebują czasu aby się odmienić, ale ja mam wrażenie że nie mam go tyle.
Czy możecie się podzielić swoim doświadczeniem w walce z takim większym wyzwaniem. Jak czerpać siłę nie na parę miesięcy ale na rok, dwa?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.