Dodaj do ulubionych

status majątkowy vs status duchowy

18.04.05, 20:39
Padły na tym forum zabawne dość słowa o jego uczestnikach.
Klasyfikacje ze względu na to i owo.
Przywiodło mi to na myśl zagadnienie roli zamożności, w opóźnianiu lub
przyspieszaniu duchowych wzlotów.
Chcę zapytać o Wasze przemyślenia na ten temat.

OLD smile
--
...ale kogo to obchodzi...
Edytor zaawansowany
  • llukiz 18.04.05, 22:04
    uregulowany status finansowy, umożliwia zajęcie sie rozwojem duchowym...
    cokolwiek to by miało oznaczać
    --
    Lukiz
    gg 8105004
  • sc200 18.04.05, 22:42
    Old witaj smile

    Ja bym to odwrócił...
    Moim zdaniem zamożność czy też inne dążenia na planie fizycznym mogą być(lub nie
    muszą na wyraźne ŻYCZENIE zainteresowanego) skutkiem "rozwoju duchowego"

    Rozwój duchowy to nie jest coś ulotnego. Nie jest to coś co prowadzi do odlotów.
    To po prostu m.in. lepsze wykorzystanie swoich talentów, dobrych stron we
    współpracy ze sobą i z innymi dla dobra wszystkich nas.
    To pwooduje, że pieniądz nie jest celem samym w sobie, tylko skutkiem
    wykonywania rzeczy, która nas pasjonuje (przykładowo).

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • llukiz 18.04.05, 23:22
    proste pytanie... Gdy zająłeś się rozwojem duchowym to nie miałeś na głowie
    problemów finansowych, czyż nie tak? nie musiałeś się martwić o przetrwanie i
    pieniądze... nieprawdaż?
    --
    Lukiz
    gg 8105004
  • comma 18.04.05, 23:32
    Ojej, próba jasnowidzenia? Jestem doprawdy pod wrażeniem ;-/
    --
    On ne voit bien qu'avec le coeur. L'essentiel est invisible pour les yeux.
  • llukiz 19.04.05, 17:19
    każdy może
    --
    Lukiz
    gg 8105004
  • anahella 19.04.05, 03:06
    Rozwoj duchowy jest opisany zodiakiem. Weres znaki zodiaku nazywa fazami (a
    wiec formami przejsciowymi). Drugim znakiem jest znak Byka, ktory mowi o
    dobrach przez nas wypracowanych. To taki krotki astrologiczny wstep, teraz beda
    konkretywink

    Jezeli czlowiek w kolejnych wcieleniach przechodzi przez rozne fazy,
    wypracowuje rozne zdolnosci to miedzy innymi musi zdobyc "karminczna sprawnosc"
    zarabiania pieniedzy ale i zycia w biedzie.

    Poniewaz nie mamy mozliwosci weryfikacji z poprzednimi wcieleniami (w
    regresingi nie wierze), wiec nie wiemy tak naprawde w jakiej kolejnosci
    zdobywamy umiejetnosci zachowan zyciowych.

    --
    Forum o astrologii dla astrologow /
    Opowieści z Trydium
  • allija 19.04.05, 07:06
    Moim zdaniem stan majątkowy ma sie nijak do rozwoju duchowego. Oczywiście może
    przyspieszać ten rozwój z prozaicznego powodu, mamy wiecej czasu, jesteśmy
    wypoczęci i zrelaksowani, mamy ochote zajac sie sprawami duchowymi bo nie
    musimz gonic za chlebem.
    Na pewno bogactwo nie jest naganne, jest jak najbardziej ok w kontekscie
    rozwoju duchowego.
  • sc200 19.04.05, 07:51
    Hej allija.
    Nie podoba mi się to stwierdzenie "gonić za chlebem"
    A może tak chleb goni za nami?

    Jan A.P. Kaczmarek na pytanie w jaki sposób tworzy tak wspaniałą muzykę i na
    niej zarabia powiedział m.in tak
    "Tworzenie to moja pasja, to mój rozwój wewnętrzny, a końcowy efekt czyli
    zarabianie - o to się już nie troszczę - to przychodzi samo"

    Moim zdaniem nadmiar wolnego czasu nijak ma się do zwiększonego % ludzi którzy
    będą go wykorzystywali na Rozwój Duchowy.
    Gdyby tak było to pomyśl. Wszyscy Ci, którzy mają miliardy euro, dolarów czyli
    Ci co należą do elity planety byliby... uduchowieni na maxa smile a tak do końca
    chyba nie jest. Popatrzmy na tych większych jak i "mniejszych" milionerów...

    Tak przy okazji. Na pewnych zajęciach poznałem ludzi intensywnie rozwijających
    się - biednych i bogatych, i często Ci ostatni są na początku drogi poznawania
    siebie...
    Nie mozna generalizować smile

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • allija 19.04.05, 08:13
    Hej, nie lap mnie za slowka. Ja nie twierdze, ze kazdy kto ma duzo wolnego
    czasu rozwija sie. Raczej ze ktos kto go nie ma ma klopoty z rozwojem bo nie ma
    kiedy, bo jest zmeczony, bo zasypia przy pierwszej probie relaksu. A
    stwierdzenie "gonic za chlebem" potraktuj jako obiegowe stwierdzenie, nic nie
    znaczace.
    I jeszcze raz podkreslam to co napisalam wyzej, bogactwo ma sie nijak do
    rozwoju. A wiec mozna byc bogatym i daleko w rozwoju, rownie dobrze mozna byc
    biednym. No chyba nie uwazasz biedy za chlube na sciezce rozwoju?
    Ale pogadamy pozniej bo wlasnie pedze do pracy, za tym chlebem, no wiesz.
  • sc200 19.04.05, 09:56
    Życzę powodzenia dzisiaj smile Przynajmniej w piekarni świeże dają smile
    (oczywiscie z Tobą się zgadzam)

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 19.04.05, 08:22
    Nie można generalizować. Zgoda.
    Sc200, nie miałem na myśli odlotów, tylko wzloty, wznoszenie, jeśli wolisz, na
    wyższy pułap. smile
    Co zatem skłania ludzi na ścieżce ku doskonałości, by głosili poglądy o zbędnym
    bagażu bogactwa?
    Mam na myśli eremitów różnych orientacji, od Tybetu po Chalkidiki.
    Jak do tego ma się kastowa społeczność hinduska?
    Chrześcijański wielbłąd przechodzący przez ucho igielne jest mi znany.
    Temat nie jest wcale banalny, jak sądzę.
    Miałem nadzieję na rozwój wątku.

    OLD smile
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 20.04.05, 08:56
    old odpowiem Ci co ja o tym sądze.

    Piszesz: "Co zatem skłania ludzi na ścieżce ku doskonałości, by głosili poglądy
    o zbędnym bagażu bogactwa?"

    Wymieniam w punktach (niepotrzebne skreślić suspicious)

    1. Przekazy zakodowane w podświadomości w różnych religiach że Biedni są bliżsi
    Bogu i inne podobne bzdety suspicious (oczywiscie wszyscy zawsze są jednakowo bliżsi Bogu)

    2. Tzw. brak czasu. Wielu ludzi uważa, że rozwijając się duchowo zajmuje im to
    tak dużo czasu że nie ma już czasu na tzw. fizyczność życia. Stąd też później
    chorują, biedują i nie wiem czy są tak szczęśliwi

    3. Tzw. filozofia cierpienia jako zbliżającego do Boga. Biedni cierpią bo np.
    nie mają co do garnka włożyć (są głodni). Ale jeśli w jednym miejscu zapewnia
    się im, że tfffu... "cierpienie uszlachetnia" (smile) to nie widzą niczego w tym
    drożnego - tzn brak im podświadomego bodźca, kopa do próby zmiany tej sytuacji.
    Albo się z tym pogodzą, albo niezdarnie próbują błąkać się po padole ziemskim w
    poszukiwaniu czegoś lepszego.

    4. Wyrzeczenie się dóbr ziemskich w imie lepszego życia "tam" tzn w Niebie czy
    gdzie tam dana religia opowiada, powoduje również realizowanie takich
    antyafirmacji przez swoje życie

    Old pamiętajmy, że od dziecka kodujemy wiele śmieci, bezwartościowych myśli. Jak
    mamy to łatwo wykorzenić? Nie jest tak łatwo.

    Wątek się rozwija suspicious

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • comma 20.04.05, 10:30
    Dobrze, dołożę 3 grosze z mojego podwórka. Moje zainteresowania nie
    przeszkadzają mi w pracy, ani praca nie przeszkadza mi w zajmowaniu się tym, co
    mnie interesuje. Swój status materialny uważam za średni, ale kiedy NAPRAWDĘ
    bardzo czegoś chciałam - środki i możliwości osiągnięcia tego znajdowały się.
    Może nie na ulicy, ale bez dramatycznego wysiłku. Dotyczyło to tak pragnień
    natury materialnej, jak i duchowej. Szczerze mówiąc, nigdy nie zastanawiałam
    się nad zależnością między bogactwem a duchowością. Przypuszczam, że osobom
    znającym techniki relaksacyjne, koncentracji uwagi, medytacyjne, itp. - jest
    łatwiej, pod wieloma względami. Ale z tym też nie można generalizować. Poza tym
    czy znajomość takich technik przesądza o wysokim stopniu rozwoju duchowego
    stosującej je osoby?
    --
    On ne voit bien qu'avec le coeur. L'essentiel est invisible pour les yeux.
  • pjopaw 20.04.05, 14:20
    sc200 napisał:

    > Wymieniam w punktach (niepotrzebne skreślić suspicious)
    >
    > 1. Przekazy zakodowane w podświadomości w różnych religiach że Biedni są bliżsi
    > Bogu i inne podobne bzdety suspicious (oczywiscie wszyscy zawsze są jednakowo bliżs
    > i Bogu)

    Chyba nie rozumiesz tych religii. Wezwanie do ubóstwa w wielu religiach nie jest
    "bzdetą" - tylko wiąże się z całkiem realnym zagrożeniem jakim jest przywiązanie
    do materii. I nie dlatego, że materia sama w sobie jest zła, tylko dlatego, że
    odwodzi od tego, co naprawdę istotne: od Boga. Ludzie bardzo mocno przywiązują
    się do gadżetów różnego rodzaju - w większości wypadków są one materialne, ale
    równie dobrze takim gadżetem może być wiedza czy też umiejętności. Te wszystkie
    rzeczy (rzeczy niekoniecznie, jak pokazałem wyżej, w sensie materialnym) mogą
    być - i zazwyczaj są przydatne w rozwoju, jako swego rodzaju narzędzia. Ale
    przychodzi czas, że narzędzie trzeba odłożyć na bok. I to dla wielu bywa
    najgorszą próbą, bo często nie do przejścia. Bo przywiązujemy się do tych
    naszych narzędzi, traktujemy je jako część samych siebie. Dla kogoś (najczęstszy
    wypadek) będą to rzeczy materialne, dla innych własna wiedza albo umiejętności.
    I taki jest sens tych przekazów. Uważam, że są one mądre, nie głupie.

    Pozostałe skreślam. wink Chciałem odwołać się tylko do tego.
  • sc200 21.04.05, 08:38
    Witaj pijopaw smile

    Piszesz: "tylko wiąże się z całkiem realnym zagrożeniem jakim jest przywiązanie
    do materii. I nie dlatego, że materia sama w sobie jest zła, tylko dlatego, że
    odwodzi od tego, co naprawdę istotne: od Boga"

    Acha fajna filozofia smile
    Materia nie pochodzi od Boga i pewno Bóg wzywa aby zwracać uwagę na to co
    niewidzialne a nie na reszte.
    Niestety sam tego nie rozumiesz (moim zdaniem) wink
    To poprzez to co niewidzialne panuje się nad tym co widzialne.
    I to nie są moje wymyśly ani moje słowa wink

    Jeśli ktos odgranicza rozwój duchowy od rozwoju w materii (mam tu na myśli
    szeroko rozumianą materie) to mimo tego, że dla Boga jest zawsze tak samo bliski
    , to robi krzywdę sobie. Robi krzywdę swojej fizyczności.
    I nie mam tu na myśli pogoń za pieniędzmi tylko coś o wiele bardziej większego.

    Kodowania jakie przedstawiają religie prowadzi to nabycia nawyków
    odgraniczających od całości Stworzenia.

    A to że ludzie się przywiązują do materii no cóż, to jest indywidualna sprawa.
    Każdy orze jak może suspicious

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • pjopaw 22.04.05, 18:38
    Witaj, smile

    sc200 napisał:

    > Materia nie pochodzi od Boga i pewno Bóg wzywa aby zwracać uwagę na to co
    > niewidzialne a nie na reszte.

    Nie powiedziałem tego. Chyba nie rozumiesz, albo nie chcesz rozumieć tego, co
    napisałem. Materia jest częścią stworzenia tak samo jak duch. Tyle, że często
    ludzie na niej poprzestają, albo traktują jak cel sam w sobie coś, co jest tylko
    narzędziem.

    > Niestety sam tego nie rozumiesz (moim zdaniem) wink

    Wolno Ci mieć zdanie jakie chcesz. smile

    > To poprzez to co niewidzialne panuje się nad tym co widzialne.
    > I to nie są moje wymyśly ani moje słowa wink

    Ok, zgoda. A czy ja temu przeczę? (Faktycznie, nie Twoje)

    > Jeśli ktos odgranicza rozwój duchowy od rozwoju w materii (mam tu na myśli
    > szeroko rozumianą materie) to mimo tego, że dla Boga jest zawsze tak samo
    > bliski, to robi krzywdę sobie. Robi krzywdę swojej fizyczności.

    Zgoda, człowiek powinien się rozwijać na wielu płaszczyznach. Lecz każdy ma
    inną, swoją indywidualną ścieżkę. I jeszcze raz mówię: materii nie należy
    odrzucać, ale należy uważać, bo stwarza liczne niebezpieczeństwa. Do pewnego
    etapu. A potem to duch stwarza dużo liczniejsze niebezpieczeństwa (dlatego
    "błogosławieni ubodzy w duchu"). Jedno i drugie to są narzędzia, a nie cel, więc
    od celu są mniejsze.

    > I nie mam tu na myśli pogoń za pieniędzmi tylko coś o wiele bardziej większego.

    To powiedz, co konkretnie masz na myśli. smile

    > Kodowania jakie przedstawiają religie prowadzi to nabycia nawyków
    > odgraniczających od całości Stworzenia.

    Może tak być. Ale mogą też prowadzić prosto do Niego. Podobnie jak z innymi
    ścieżkami. Nie ma rozwiązań uniwersalnych.

    > A to że ludzie się przywiązują do materii no cóż, to jest indywidualna sprawa.
    > Każdy orze jak może suspicious

    A jak nie może to - mimo wszystko - też orze. wink
  • sc200 23.04.05, 16:06
    Materia nie stwarza żadnych niebezpieczeństw smile jeśli tak uważasz
    a) w swoim imieniu
    to pora wykorzenić tą zaszłość
    b) w mieniu innych
    to zaręczam Cie, że nie ma sensu się w Ich imieniu wypowiadać... bo później
    generuje się tabuny biednych i niezadowolonych z życia.

    Jeśli ktoś uważa że z czymś może przesadzić... to musi nad tym przekonaniem
    głęboko popracować.

    A propo:
    "
    > > Kodowania jakie przedstawiają religie prowadzi to nabycia nawyków
    > > odgraniczających od całości Stworzenia.
    >
    > Może tak być. Ale mogą też prowadzić prosto do Niego. Podobnie jak z innymi
    > ścieżkami. Nie ma rozwiązań uniwersalnych.
    "

    Skłaniam się do mojej opinii, dlaczego? Bo wystarczy że sie obrócisz i
    zobaczysz co się dzieje (tv/środowisko własne/radio/internet itp) dookoła.
    To co widzisz to skutki tego co stworzyły wielkie religie wink I nie ma co temu
    zaprzeczać, nawet nie ma co to roztrząsywać. Musimy wspólnie wszyscy zabrać się
    za to co jest spiep*ane od setek lat...

    Ścieżki być może są różne w drodze do Boga. Ale tą prowadzącą na manowce już
    poznaliśmy suspicious

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • llukiz 20.04.05, 15:56
    > " bo nie jesteś jeszcze gotowy to otrzymać !
    A ci co otrzymali to niby byli gotowi by to otrzymać?
    Bardzo mierna teoria, mająca się nijak do rzeczywistości.
    A właśnie... Bo biedne dzieci w Afryce też nie są gotowe by dostać jedzenie.
    --
    Zanim podzelisz się swoimi przemyśleniami, zastanów się czy...
    Lukiz
    gg 8105004
  • comma 20.04.05, 16:24
    A ty, zanim skomentujesz - uwaznie przeczytaj. Najlepiej ze zrozumieniem. Twój
    przedmówca wyraznie pisze, ze nie generalizuje, a dzieli sie OSOBISTYM
    doswiadczeniem.
    --
    On ne voit bien qu'avec le coeur. L'essentiel est invisible pour les yeux.
  • llukiz 23.04.05, 15:36
    dzielenie się doświadczeniami, które dotyczą tylko jednej osoby i nie
    przekładają się na innych, całkowicie mija się z jakimkolwiek sensem. W swojej
    ignorancji wogóle nie przyszło mi do głowy, że ktoś może wpaść na tak kretyński
    pomysł.
    --
    Lukiz
    gg 8105004
  • eevvaa 23.04.05, 15:57

    Czasami lubię poczytać Twoje przemyślenia, ale tym razem nie mogę się zgodzić.
    Nie możesz wiedzieć, że przemyślenia tej jednej osoby nie przekładają się na
    innych - może ktoś z nich skorzysta i będzie zadowolony. Nie możemy tego
    wiedzieć co jest dobre dla innych.
    Jak nie nasz pomysł, to nie musi być zaraz kretyński? wink- nie chciałbyś , zeby
    Twoje pomysły ktoś uważał za kretyńskie, ale mogę się mylić wink

    Pozdrawiam smile
    ewa
    Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
  • llukiz 23.04.05, 21:00
    > może ktoś z nich skorzysta i będzie zadowolony
    mam nadziej że czytałaś te przemyślenia. Przeczyta je ktoś biedny i pomyśli:
    "nie jestem gotowy na pieniądze, nie mam co narzekać, jak będę gotowy to bóg mi
    je ześle". HA Ha. Może i ktoś skorzysta, ktoś bogaty i zepsuty. Pomyśli sobie:
    "Mam pieniądze, to znaczy że jestem na nie gotowy. Hmm."
    > Jak nie nasz pomysł, to nie musi być zaraz kretyński?
    W dzisiejszych czasach bardzo trudno o własny pomysł. Prawie zawsze pomysł jest
    wtórny. Cała sztuka to nauczyć się odrożniać dobre pomysły od złych.
    > nie chciałbyś , zeby
    > Twoje pomysły ktoś uważał za kretyńskie
    zależy kto
    --
    piąte piwo
    Lukiz
    gg 8105004
  • eevvaa 20.04.05, 17:02

    Witaj smile

    Wydaje mi się, że szukasz dziury w całym. Dzieci w Afryce nie są może świadome,
    że można żyć inaczej i zadawalają się takim życiem. Jeżeli ktoś wierzy w
    reinkarnacje to wie, że te dzieci same wybrały sobie taką Afrykę chociaż nie
    musiały. Może w którymś życiu nie nakarmiły takich dzieci?
    U nas też w Polsce rozpoczęły się zmiany od kiedy ludzie zaczęli wyjeżdżać za
    granicę i zobaczyli, że można inaczej żyć - zmieniły się poprostu marzenia.
    Może jest trudno uwierzyć, że nasze zycie zależy od nas, bo jeszcze nie mamy
    tego efektów. Jest to jednak łatwe do sprawdzenia ( sama tak robię). obejrzeć
    się do tyłu, przypomnieć sobie co spowodowało, że znajdujemy się w życiu właśnie
    w tym miejscu. Na pewno nie wszystko sobie przypomnimy, ale na pewno można sobie
    przypomnieć jakie było nasze myślenie, marzenia i jakie nasze życie ( ważne
    momenty).

    Pozdrawiam smile
    ewa
    Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
  • oldpiernik 22.04.05, 09:56
    Wladi3, spojrzenie na uwarunkowania, które wymieniasz, jak widać z wpisów są
    tak różne, jak tylko mogą być. Tak się składa, że moje spojrzenie jest zbliżone
    do Twojego. Wierzę, że jesteśmy kształtowani przez otoczenie do chwili, kiedy
    uświadomimy sobie możliwość samodzielnego działania w tej dziedzinie.
    Okazuje się, że goście tego forum miewają na ten temat pogląd odmienny. Jednak,
    w każdym przypadku, odniesienie spraw materialnych do praktych duchowych
    wywołuje niejakie zamieszanie.

    O ile skłonny jestem zgodzić się z poglądem, że zamożność i głębokość
    autorefleksji nie są związane prostą zależnością, dostrzegam coś innego.
    Emocje okazywane przy wyrażaniu opinii na ten temat wydają się znamienne.
    Mało tego, głównie są to emocje mało budujące. Tak je odbieram.
    Więc chyba jednak "vs".

    Z drugiej strony, głodnemu w brzuchu, nie w głowie gra...
    Co jednak nie musi zagłuszać muzyki duszy smile

    Nie przekonuje mnie do końca stwierdzenie, że biedny ma tak, bo tak sobie
    wybrał. Żadną miarą. Oczywiście duskusja o "kodowaniu" i przekonaniach na temat
    pochodzenia świadomego ducha nie na ten wątek...
    Czy jednak różnice w tych poglądach nie wykluczają szansy wzajemnego
    zrozumienia?
    Bogactwo nie podnosi wszak wrażliwości na piękno, harmonię, nie poprawia
    słuchu. Ułatwia, być może, dostęp do obszarów dla niego (bogactwa)
    zarezerwowanych, ale, prawde mówiąc, jakakolwiek rezerwacja mnie zwyczajnie
    wkurza (w teatrze teżwink).
    Mało tego. Uważam, że zamożność skłania w kierunku rytuału (i tylko rytuału -
    pustego celebrowania). Może się mylę, jednak blichtr i konwencje zachowań są
    silniejsze wśród ludzi o wysokim statusie majątkowym. Piszę to bez zazdrości,
    bo biedny nie jestem. smile
    Stać mnie nawet na ględzenie na forum wink

    Czy pozbywając się przypisania do majętności nie zyskujemy swobody ruchów?
    Tych refleksyjnych również.

    OLDZAMYŚLONYIECO
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 23.04.05, 16:17
    Wladi smile

    Piszesz: " Prawda :" Sprawiedliwi posiądą ziemię " "

    Żadna to tam prawda. I wkładanie to w usta Bogu jest jawnym robieniem sobie z
    Niego jaj wink

    Bo któż są Ci sprawiedliwi? Kto będzie oceniał kto jest sprawiedliwy a kto nie?
    I niby ziemia ma być im dana? Od zarządcy? Nawet Bóg nie jest zarządcą ziemi,
    więc kto by to był? Bo w posiadanie czegoś moze dać.. poprzedni właściciel.
    Sam się wcześnie zgodziłeś z tym że Bóg jednakowo wszystkich kocha i nigdy nas
    nie ocenia... Więc termin... sprawiedliwosć dla Boga nie istnieje. Tzn. wszyscy
    są sprawiedliwi i nie ma tych innych (to taka analogia do istnienia stanu dobra
    bez zła).

    Będe czytał z uwagą cytaty jakie cytujesz, bo robią niektóre perełki niezłe
    zamieszanie. Ciekawe jestem czy Ty weźmiesz odpowiedzialność za to co wynika z
    słów które cytujesz. Czy ktokolwiek weźmie za to odpowiedzialnosć. Raczej nie.
    Piszmy i cytujmy z głową. Pamiętajmy, że każde słowo jest czytane i analizowane.
    I potencjalnie kodowane...
    Oczywiście to co piszesz dalej o ufności w Boga jest całkowicie prawdą. ale
    często mądre słowa przeplatasz (moim zdaniem) z dziwnymi cytatami wink

    Ps.
    Wladi wole osobiście jak piszesz własnymi słowami. Wybacz, ale niektóre cytaty
    które wybierasz z mojego punktu widzenia są wszechstronnymi manipulacjami. smile

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 25.04.05, 07:25
    Sc200, popełniasz ocenę, która ma się nijak do tematu wątku.
    Nawoływanie do sprawiedliwego życia uważasz za wygłup?
    Oczywiście, kwestia interpretacji... smile
    Mylisz przy okazji miłość Boga do ludzi z oceną ich postaw
    "Bóg wszystkich kocha i nigdy nas nie ocenia... (aż do <old>wink ...Tzn. wszyscy
    sa sprawiedliwi..."
    Otóż przyjmij łaskawie do wiadomości, że istnieje pogląd, że ludzie są oceniani.
    Niezależnie od miłości jaką obdarowuje nas Stwórca. Nie musisz się z nim
    zgadzać, fakt. Dlaczegóż jednak nie brać jego istnienia pod uwagę?
    Największe nawet różnice na poziomie wiary nie są jeszcze powodem do oceny
    wierzących w co innego. Chyba , że błędnie zrozumiałem nazwę forum. smile

    Wracając do stanu posiadania i wpływie tegoż na duchowość.
    Powyższe dwa posty nasunęły mi coś...
    Na ile osiągnięcie zamożności odbywa się z pogwałceniem praw, z krzywdą,
    kosztem innych, duchowy rozwój stawia pod znakiem zapytania. Gwoli skojarzeń
    tyle.

    Pozdrawiam
    OLD smile


    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 25.04.05, 09:38
    old i właśnie na tym polega cała heca smile że istnieje wiele fałszywych poglądów
    na temat tego co Bóg robi. A rzecz jest w tym, żeby sobie uświadomić, że On
    niczego nie robi. Całe teorie wymyślamy my tu na ziemi smile
    Dlatego też śmiem uważać, że ocenianie nie należy do przymiotów Boskich smile
    Im prędzej każdy to zrozumie, tym szybciej osiągnie to czego pragnie. Nie będzie
    się niczego bał, starczy mu odwagi na wszystko.

    Za bardzo Boga identyfikuje się z nauczycielami/profesorami z jakimi mieliśmy do
    czynienia na poziomie nauki od najmłodszych lat szkolnych. I to te naleciałości
    ale jakże potężne skoro tak dużo ludzi uważa inaczej.

    Wybacz mi, bo choć dróg do Boga jest wiele, ale Rozwój własny to rozróżnienie
    ograniczeń. A te ostatnie są wspólne dla nas tu większości. I nie ma prawdziwego
    rozwoju bez pełnej wolności smile
    I nie jest to sprawa gustu. To podstawowa sprawa o której wiele osób trąbi.
    Najpierw trzeba sobie uświadomić pełnie wolności, stan bez ocen, kar, pojęć typu
    zło itp. Dopiero później robi się nie krok naprzód. Po prostu już się Tam jest.
    Nigdzie nie trzeba wychodzić...

    Wydaje mi się, że forum powinno być wymianą poglądów. Ale poziom wolności
    osobistej, to nie bezładność sądów, to po prostu stan wolności ducha, a z tym
    jest ogólnie kiepsko (wystarczy zobaczyć gdzie jako naród jesteśmy a gdzie są
    inne narody). Bez tej wolności stoi się w miejscu.

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 25.04.05, 10:31
    Podstawowa różnica między nami polega na tym, że jeśli wierzymy w Boga, to
    każdy z nas wierzy inaczej. smile
    Któż powiedział Ci, że On nic nie robi?
    Na poparcie tej tezy masz jedynie swoją wiarę.
    Podobnie jak ja, na poparcie mojej opinii, że jednak coś robi, mam również
    wyłącznie swoją wiarę.
    Fajny temat do sprzeczania od zawsze do końca swiata. ;0)

    Również pojęcia "pełnej wolności" w związku z powyższym będą się nam różnić
    istotnie. Trudno będzie pogodzić nam spojrzenie na zależność (lub jej brak)
    pomiędzy majętnoścą a możliwością kształtowania życia duchowego, wobec różnic
    na tak fundamentalnym poziomie.

    Mimo to, posłucham chętnie opinii na ten temat, bo przecież poznawanie poglądów
    odmiennych od własnego był celem, dla którego wątek ten powstał. smile

    OLD smile
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • olek13 25.04.05, 11:33
    > Na poparcie tej tezy masz jedynie swoją wiarę.
    > Podobnie jak ja, na poparcie mojej opinii (...) mam również
    > wyłącznie swoją wiarę.

    Jasne.
    Jednak każde przekonanie bądź wiara niesie określone skutki. A te daje się
    obserwować i porównywać.
  • sc200 25.04.05, 18:45
    Waldi smile

    Próbujesz mnie uszufladkować ale niestety jest to mało możliwe. Czy ciężko Ci
    jest zrozumieć, że mało czytałem? (pewno 9 na 10 osób tu wchodzących czyta
    więcej w tematach o których dyskutujemy), że poglądy jakie się spotykam w
    różnych kulturach już wcześniej istniały we mnie? Nie reprezentuje żadnego
    wierzenia/religii/przewodnictwa. Ani wschodu ani zachodu a tym bardziej północy
    czy południa smile

    Piszesz:
    "A ja się nie zgadzam z takim podejściem do sprawy ! Nie uczyniły tego Religie ,
    lecz Człowiek ! Zawsze Ułomny , Ograniczony , Uwarunkowany , Egoista itd. "

    I tu tkwi problem. Problem dla Ciebie smile Do przepracowania jak najbardziej.
    Niestety Bóg stworzył człowieka doskonałym - a przez Ciebie teraz nie
    przemawiają własne przemyślenia tylko wzorce wyniesione z hmmm okolic KK smile
    To takie ugruntowywanie wizerunku człowieka jest bardzo sensowne. Bo... pozwala
    grupie ludzi sterować innymi.
    Niestety jest to iluzja. I Rozwój własny czy zwał jak zwał Duchowy to też
    pozbycie się ograniczeń tych klapek na oczach, tych "zaleceń" co wolno robić a
    czego nie.
    To jest prawdziwa wolność i tylko wówczas można poznać Jego. Jest to takie
    poznanie istoty Życia do końca. Życie = Wolność = Bóg = Miłość.

    Wybacz ale czasami mam wrażenie (Twoje wykrzykniki, ton Wołacza), że pracujesz w
    pewnym Radiu (RM) wink
    Nie wiadomo gdzie po prostu wypowiadasz się ze swoich przemyśleń, a gdzie
    cytujesz coś.

    I tak by the way. To człowiek wymyślił te Religie (r) smile więc skoro zakładasz w
    swojej iluzji że człowiek jest ułomny to pewno nie zakładasz że i jego dzieło
    jest ułomne? Pewno nie smile To taka wybiórcza teoria.

    Jeszcze raz mówię smile Weź wycisz się siądz przy świecy i zapytaj się Boga (o ile
    będziesz miał odwagę w tym temacie) czy odważył się stworzyć nas ułomnymi i
    później pociągać za sznurki czy też nabijać się z nas widząc z Jego perspektywy
    przyczyny i skutki naszych działań? Czy podejrzewasz Go bycia takim despotom,
    który jak wiesz Może Wszystko. Który Jest. I jednocześnie niczego nie zmienia?
    Nie zapobiega głodowi, wojnom, morderstwom? Zróbmy tą konfrontacje smile
    Acchhh pewno zaraz napiszesz "taki jest plan Boży"
    Jasne smile zawsze jak ktoś nie umiał czegoś sam dokonać to zwalał na spiskową
    teorie dziejów smile
    Doskonale wiadomo, że przyczyn zawsze trzeba szukać u siebie a nie u Boga - On
    nie ma z tym nic wspólnego.

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 25.04.05, 21:39
    Sc200, wybacz, teraz ja przestałem chwytać, co chcesz powiedzieć.
    Widzę to tak.
    Doskonałość otrzymaną od Stwórcy przekładasz dość swobodnie na wojnę, głód etc.
    czynioną bez Niego, bo Jego to już nie obchodzi?
    Jakże to? Stworzył wszystko i zapomniał?
    Nie ma z tym nic wspólnego? Wybacz... to mnie przerasta.
    smile

    OLZADZIWIONY :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 26.04.05, 08:43
    old to był taki skrót myślowy smile
    Zaraz Ci to rozwine.
    Aby to zrozumieć, musisz przyjąć dwa argumenty conajmniej chwilowo! za słuszne:
    1) Nie ma grzechu (zła że tak powiem w naszym języku)
    2) Bóg nie ocenia, daje powszechną wolnośc (stara jak świat zasada Wolnostojeństwa)

    Jeśli Bóg znając przyczyny i skutki naszych działań i to lepiej niż jakikolwiek
    jasnowidz nie przerywa tego, nie wtrąca się w to to mamy możliwość powiedzieć o
    Nim jedną z dwóch rzeczy:
    albo:
    1) Jest ignorantem, który bawi się naszym kosztem. Nawołuje nas nazywając siebie
    miłością i jednocześnie doprowadzając do występków ludzi przeciwko innym
    ludziom, przyrodzie itp. Czyli zaprzecza sam sobie. Więc jest skrajnym Cynikiem.
    Skrajnym, bo On zawsze wie co bedzie jak żadny cynik na ziemi smile (tu często
    pewne religie wtrącają w to teorie "Planu Boskiego" i pośmiertnego Sądu
    Ostatecznego)

    albo:

    2) Bóg nie rozróżnia grzechu (to pojęcie dla Niego nie istnieje). I jest wielką
    Mądrością. Bo wie, że wszystko wygląda inaczej niż nas tu na ziemi o Nim
    nauczono. Że nie jest istotne czy się wszyscy zniszczymy nawzajem.
    Jeśli Go poprosimy to oczywiście zgodnie z wolną wolą naszą nam pomoże rozwikłać
    problemy. Ale zawsze pozostają inne planety setki a może miliony innych
    cywilizacji w których nasza dusza potrafi inkarnować. I jesteśmy cały czas
    w tym kole. Zbieramy doświadczenia, ewoluujemy i gra toczy się dalej. Nie
    jesteśmy w stanie grzeszyć przeciwko Niemu. Nic go nie obrazi i w niczym Mu nie
    urągamy.
    W tym sensie Bóg się w to wszystko nie wtrąca. Może niezbyt fortunne jest
    określenie że Go nie obchodzimy, ale chciałem ukazać Jego ambiwaletny stosunek
    do tego co tu wyprawiamy smile
    Chcecie zniszczyć planete - prosze bardzo.
    Chcecie niszczyć sie nawzajem zamiast cieszyć sie sobą - prosze bardzo.
    Co chcecie to macie.

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • allija 26.04.05, 12:21
    W zasadzie to zgadzam sie ze wszystkim. Jednak doswiadczyłam na własnej skórze,
    i to byc może nadawałoby sie na osobny wątek, że jednak nie do końca możemy
    robić co nam sie tylko podoba. Nie za często ale jednak Bóg (Opiekun? Anioł
    Stróż? a czy to nie wszystko jedno...) wtrąca się czasami w nasze sprawy.
    Raz w życiu wyraźnie odczułam, że uratował mnie od bardzo przykrej sprawy, byc
    może nawet ocalił życie.
    Także raz w życiu wyraźnie sprzeciwił się mojej wolnej woli. I dokładnie
    czułam, że moje działanie były stopowane niejako z góry. Uparłam się podążać
    drogą najwyraźniej nie tą. Trwało to 2 lata zanim zrezygnowałam ostatecznie. W
    tym czasie zdarzało się tyle dziwnych przypadków, które miały mnie odwieść od
    tego pomysłu, że nawet ja, osoba dosyć rozsądnie myśląca, żadna tam oszołomka,
    musze przyznać, że nie były to zwyczajne zbiegi okoliczności.
    To były bardzo ciekawe dla mnie doswiadczenia, choc musze przyznać, że w
    tamtych chwilach dosyc dramatyczne nawet.
  • oldpiernik 27.04.05, 14:45
    Aby to zrozumieć, musisz przyjąć dwa argumenty conajmniej chwilowo! za słuszne:
    > 1) Nie ma grzechu (zła że tak powiem w naszym języku)
    > 2) Bóg nie ocenia, daje powszechną wolnośc (stara jak świat zasada
    > Wolnostojeństwa)

    O`K. Skoro muszę, chwilowo... smile

    W punkcie pierwszym wlepiłeś boskiemu ignorantowi funkcję doprowadzania ludzi
    do występków przeciw innym ludziom itd. - pomijając zupełnie kwestię wolności
    człowieka, wymienioną w jednym z warunków. To mi pachnie cynizmem. wink

    W punkcie drugim brakuje mi tylko warunku 3)Bogu obce są uczucia.
    Jeśli tak, Twoja zabawa w tworzenie obojętnego Stwórcy może wciagnąć odpornych
    na emocje.

    Pozdrawiam
    OLDJUŻPOCHWILI smile
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 27.04.05, 15:13
    error detected smile

    Ad 1) od razu odrzuciłem
    Ad 2) to Ty dopisałeś ten brak uczuć - nie ja.
    Wiążesz te dwie rzeczy razem. A je się nie wiąże.
    Nie należy moim zdaniem przypisać Bogu przymiotów, któe tu na ziemi wspólnie
    wytworzyliśmy i nazwaliśmy smile

    Brak reakcji na to co robimy jest dowodem miłości do nas samych, a nie
    obojętności w negatywnym tego słowa znaczeniu.
    Musisz old wyjść z uwarunkowań tzw. matczynych. Kiedy to za młodu rodzice
    "muszą" reagować na to co zrobi dziecko i robią to "dla jego dobra".

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 28.04.05, 09:27
    Znów muszę, trudno się z Tobą rozmawia. smile

    Chodzi tylko o drobną konsekwencję założenia, że Bóg jest wszystkim, które
    często tutaj powtarzamy. Jest również, wobec tego, w tym, co uważamy za wytwór
    własny, nasz, ludzki. Dlatego ten warunek (3))uznałem za konieczny, by
    dywagować na temat koncepcji, z którą , chwilowo wink, postanowiłem zatańczyć na
    tym forum. Domyślasz się, że tylko przez wzgląd na owo "muszę". smile

    Jeśli idzie o uwarunkowania matczyne, jak je nazwałeś ( a może ojcowskiewink), to
    koncepcja Boga, który jest tak mądry, że nie musi być uczuciowy, zupełnie mnie
    nie pociąga. Miłość zaś, szczególnie rodzicielska, wiąże się z pewnymi
    konsekwencjami. Tej perspektywy odrzucać ani chcę, ani mogę.

    Patrząc z własnego punktu widzenia, nie zamierzam odrzucać, z założenia,
    fragmentu widnokręgu, tylko dlatego, że nadmiar światła razi moje oczy.

    OLD smile
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 28.04.05, 12:16
    old znowu wiążesz pewne pojęcia różne w całość.
    uczuciowości Bogu nigdy braku nie zarzucałem. To Ty łączysz uczuciowość z
    reakcją (reakcją na nasze działania)
    Dla mnie kwintensencją miłości i uczuciowości jest niereagowanie na to co czynimy.

    I jeszcze jedno, żadna miłość nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami. Miłosć
    jest czystym uczuciem bez uwarunkowań i cech z nią związanych.
    Nie jesteśmy w stanie o tym dyskutować, bo my tu na ziemi nie znamy takiej
    miłości. Takiej czystej bezwarunkowej. I w tej miłości pojawia się zrozumienie i
    akceptacja wolności - tego że Bóg nie wtrąca się w nasze życie.

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 16.05.05, 07:40
    Jeszcze raz wracamy do fundamentów...
    Głęboko wierzysz w stan, jaki opisujesz.
    Czy wyobrażasz sobie równie głęboką wiarę w stan od niego odmienny?
    Nie istnieją argumenty, które mogłyby rozstrzygnąć taką różnicę.

    No chyba, że z nieba spadnie tablica z deklaracją samego Najwyższego.

    OLD :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sc200 16.05.05, 07:48
    Old opieram się na tym co dostałem niejako w Medytacji. Nie widze pułapek (na
    razie) w stylu myślenia jaki reprezentuje.
    Oczywiście dopuszczam inne światopoglądy smile i je szanuje - co nie zmienia faktu,
    że lubie dyskutować.

    Czas pokaże kto z nas był najbliżej Prawdy smile

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • sc200 26.04.05, 08:19
    wladi niech Ci nie będzie żal za brak u mnie tolerancji smile Przede wszystkim
    możesz się martwić (każdy) tylko za siebie - o ile to się lubi suspicious

    Nie wiem gdzie się doczytałeś że jestem nietolerancyjny smile ale niech tak
    zostanie skoro Ci to pasuje smile

    Z tym radiem to jak zauważyłeś żartowałem smile Bo nie prezentujesz takiej
    skrajności jakie to akurat radio reprezentuje.
    I to że akurat odczytujesz moje posty jako atak na Ciebie niejako potwierdza
    Twoje opory wobec pojecia... pełnej wolności. My tu sobie tylko tak dyskutujemy.
    Możemy przerzucać się argumentami - jak wiesz pewnie można w dzisiejszych
    czasach udowodnić w filozofii wszystko jak i znaleźć setki argumentów
    przeciwko... Wszystko zależy od... nastroju filozofa w danym dniu smile.
    Ale oceniając owoce widać jaki był posiew. A owoce wspólnie chyba dostrzegamy
    dookoła. Jestem pewny że się to zmieni, to już się zmienia.
    Nie jestem idealistą, ale wiem, że świat będzie inny, bo taki inny chcemy tworzyć...

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • quarantina 26.04.05, 08:32
    Nie znam tego wątku w całości. Przerasta mnie jego analiza, ale Twoja wypowiedź
    wprawiła mnie w osłupienie. To jest napisane serio?? Nie wnikam w merytoryczną
    zawartość, bo chyba nie ma jej za wiele. Chodzi mi o formę. Proponuję więcej
    prostoty, a treść będzie bardziej zrozumiała. Poza tym wyznania miłosne do
    kogokolwiek zaciemniają umysł, wierz mi. W dyskusji potrzebny jest jasny umysł.
    Tak sądzę. Mogę tak sądzić?
    quar.
  • quarantina 26.04.05, 08:35
    Moja odpowiedź wstrzeliła się nie tam gdzie trzeba, więc prostuję. Dotyczyła
    ostatniej wypowiedzi wladi3.
  • oldpiernik 27.04.05, 14:48
    quarantino, czyżby skłonność do egzaltacji dyskwalifikowała rozmówcę w Twoich
    oczach?

    OLDPOGODNY smile
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • quarantina 27.04.05, 21:51
    Jeśli chodzi o rzeczową dyskusję, egzaltacja nie jest wskazana. To właśnie
    chciałam podkreślić... może trochę zbyt egzaltowanie. Luźna wymiana poglądów na
    forum nie wymaga takiego warunku, zgoda.

    -wywalą mnie stąd, w końcu mnie wywalą-
  • skrzydlate 14.05.05, 11:32
    cierpienie niekoniecznie uszlachetnia, niektorych poniza, bogactwo niekoniecznie
    oslabia, niektorym daje szanse rozwoju, to wynik moich obserwacji zyciowych,
    wszystko zalezy czy dana osoba jest otwarta, ciekawa swiata, zycia i ludzi i czy
    chce poznawac nowe, uczyc sie i ma dyscypline i zapal, amen wink
  • skrzydlate 14.05.05, 11:34
    piszac cieprpienie, mialam na mysli cierpienie biedy
  • skrzydlate 14.05.05, 18:30
    milo mi.. ja Ciebie tez witam Ewa smile))
  • oldpiernik 16.05.05, 07:49
    Jeśli idzie o osobiste obserwacje, hmmm...
    Istotnie, różni ludzie różnie "konsumują" swój status majątkowy.
    Jednak skłonność do pomocy, wspierania wzajemnego, czy jak to jeszcze nazwać,
    częściej spotykam wśród ludzi niezamożnych.
    Może nie jest to wykładnia wielkości ducha, a może jednak?
    Oczywiście "niekoniecznie" z poprzedniego postu daje ogromne pole interpretacji.
    Być może, takie właśnie "niekoniecznie", rozwiązałoby sporo, przełożone do
    inych tematów tego forum. :0)

    Pozdrawiam
    OLD :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • 99b2 18.05.05, 18:54
    Boże, jak Wy wszyscy dużo wiecie o Bogu!!

    Lepiej być młodym, zdrowym, pięknym i bogatym smile)))
  • amiga2 18.05.05, 19:14
    Jedno nie wyklucza drugiegosmile
  • sc200 18.05.05, 23:33
    Old smile A mi się wydaje że nijak nam się wypowiadać "z obserwacji" jak ludzie
    "konsumują swoje dobra materialne"
    Bo nie ocenia się ludzi po tym ile kto komu daje.
    Rozwój (wg mnie) w sensie i duchowym i materialnym to nie dawanie każdemu, choć
    jest to bardzo szlachetne. To uzmysłowienie każdemu, że sam to może "zarobić".
    Nie jest zbyt dobre dawanie ludziom chleba, ale nauczyć "jak orać, jak dosłownie
    używać tego pługa".

    I ponieważ wiele osób sądzi o mnie jako Kontrowersyjny Człek smile To dorzuce.
    Ludzie mało jak to nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) chętniej dają, ale
    dają albo z poczuciem często straty, albo poczuciem "pomocy dla biednych".
    Obydwa poczucia (pomijam to że jest to jeszcze raz mówie "szlachetne") są
    poczuciami wypaczającymi sens doskonałości każdej ludzkiej istoty. Jest to
    podobny mechanizm jak w modlitwach.

    Jeśli o coś prosisz tzn że zaprzeczasz Boskiej doskonałości świata, jeśli dajesz
    coś komuś dlatego że jest biedny, to też zaprzeczasz... Jego (tego człowieka)
    Boskiej doskonałości - i tym samym przyczyniasz się (sic!) do jeszcze większej
    "niewiary" tego człowieka w siebie. Bo jakże łatwiej brać od innych, niż
    skorzystać... z mocy własnego umysłu.
    Najlepszym rozwiązaniem jest modlitwa o oczyszczenie u innych (tych "biednych"
    choć dla mnie jest to pojęcie "tych, którzy zapomnieli o swojej istocie")
    intencji... do zarabiania i otworzenie ich na bogactwo. Każde. Materialne,
    duchowe, zdrowotne itp.


    Oczywiscie jeśli dawanie ma być czyste - to musi być bez intencji. Bez UKRYTYCH
    intencji poczucia straty u siebie i poczucia biedy u innych...
    Są na ten temat odpowiednie opracowania, w tym taki piękny pdf, którzy krąży po
    Polsce... (www.sekret.net.pl). Niniejsze opracowanie (do ściągnięcia za darmo z
    powyższej strony!) i wiele innych potwierdza moją teorie.

    Co jeszcze potwierdza? Praktyka smile

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • sc200 18.05.05, 23:38
    Napisałem:
    "I ponieważ wiele osób sądzi o mnie jako Kontrowersyjny Człek smile To dorzuce.
    Ludzie mało jak to nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) chętniej dają, ale
    dają albo z poczuciem często straty, albo poczuciem "pomocy dla biednych".
    Obydwa poczucia (pomijam to że jest to jeszcze raz mówie "szlachetne") są
    poczuciami wypaczającymi sens doskonałości każdej ludzkiej istoty. Jest to
    podobny mechanizm jak w modlitwach."

    jest: "nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) chętniej dają"
    ma być: "nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) najczęściej chętniej dają"

    I mały do tego dopisek.
    Skąd takie moje twierdzenie? Bo dlatego, zgodnie z prawem Obfitości, często
    ludzie mniej zamożni dalej pozostają mniej zamożnymi (mimo dawania! czyli prawa
    obiegu energii) - oczywiście zakładamy, że nie ma wśród nich osób, których nie
    interesuje.. Bogactwo (trzeba dość też jasno odseparować ludzi, którzy inkarnują
    z intencją "cierpietnictwa", "poświęcania się dla innych")

    --
    Pozdrawiam smile
    M.
  • oldpiernik 23.05.05, 14:34
    Nieco brakuje mi kontekstu, do klasyfikacji, którą przeprowadziłeś.
    Okazując szczodrość, według Ciebie, człowiek niezamożny leczy swoje kompleksy?
    Nie przekonuje mnie Twoja wypowiedź.

    Oczywiście, starasz się być konsekwentny w kreowaniu negatywnych (w sensie, jak
    poniżej) motywacji wszelkich działań.

    > Obydwa poczucia (pomijam to że jest to jeszcze raz mówie "szlachetne") są
    > poczuciami wypaczającymi sens doskonałości każdej ludzkiej istoty. Jest to
    > podobny mechanizm jak w modlitwach."

    Mechanizm może być podobny.
    Jednak gdzieś w tle pobrzmiewa mi sarkastyczna uwaga.
    Każda pomoc obraża tego, któremu się ją okazuje, "wypaczając sens doskonałości
    każdej ludzkiej istoty." W sensie materialnym i każdym innym, jak mi się wydaje.
    Jeśli opacznie zrozumiałem Twoje intencje, objaśnij, proszę.

    Bo jeśli zrozumiałem je właściwie... :0)

    OLDZDZIWIONY(CHYBA)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • eevvaa 23.05.05, 19:21

    Witaj Oldzie smile

    Wydaje mi się, że zawsze łatwiej jest dawać niż brać. Moim zdaniem ludzie nie
    powinni dawać biednym tak zwanych datków, bo ich tym upakarzają - jeżeli mają
    możliwość to powinni stwarzac sytuacje, żeby każdy mógł sam zdobyć potrzebne
    pieniądze.Dając poniżamy innych, więc jak możemy oczekiwać jeszcze podziękowania?

    ewa
    Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
  • oldpiernik 23.05.05, 23:22
    Popełniasz, Ewo, założenie, że dawanie wiąże się z oczekiwaniem czegoś w zamian.
    Analogiczne chyba, choć nie mam pewności, do treści zawartych w postach Sc200.
    smile

    Czy to jedyna przyczyna szczodrości, jaką potrafisz sobie wyobrazić?

    Pisząc o większej skłonności obdarowywania u niezamożnych, zastanawiałem się
    nad prostotą samego aktu. Nic nadzwyczajnego nie ma w tym, że coś komuś, ktoś
    daje. Oczywiście, każdemu można przypisać intencje według własnego widzimisię.
    Tylko po co?
    Jednak zamożność osiąga się zachowując dobra. Ten aspekt wciąz mi umyka w
    czasie rozważań na temat, jak w tytule wątku. smile
    Nie idzie bynajmniej o jałmużnę, dawaną "na odczepne".
    Czy obraziłbym Cię, zapraszając, na przykład, na kawę? smile
    Ten post nie posuwa rozmowy naprzód, więc chyba lepiej pójde się z tym
    przespać. smile
    Być może różnica w spojrzeniu na temat, tkwi istotnie w różnicy doświadczeń.
    Kolejny raz napiszę: nie wiem.
    Jednak nie daje mi spokoju myśl, że jakaś zależność między stanem ducha i
    stanem sejfu istnieje...

    Pozdrawiam
    OLD :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • krytyk2 24.05.05, 16:44
    Wydaje mi się ,że istnieje duża różnica pomiędzy bogatymi i biednymi w kwestii
    łatwości dawania i intencji dawania.
    Nic się na świecie nie dzieje bez przyczyny.
    Jeśli ktoś zgromadził pewien majątek ,to rzadko odbywało sie to przy
    okazji ,niejako "niechcący".Więc jeśli juz ktoś coś ma ,to zwykle jest to
    widomy skutek jego materialistycznego systemu wartości.A do tego systemu
    zaliczam m.in. oszczędność ,racjonalnośc inwestowania(w której to racjonalności
    dawanie jalmużny w ogóle nie ma prawa sie pojawić jako akt nieracjonalny).
    Bardzo często bogaty nie rozumie biednego albo osoby w ogole pozbawionej
    jakiegokolwiek majatku/"niech sie lepiej weźmie do roboty!""pieniądze leża na
    ulicy -wystarczy je tylko podnieść"itd/.Gromadzenie dóbr często przeradza się w
    cel sam w sobie a od strony psychologicznej skutkuje to
    kompulsywnym ,nabierającym tempa przyspieszeniu
    czynności "dobrotwórczych".Wszystko inne przestaje się liczyć.Głowną ofiarą
    tego procesu pada człowiek ,inny człowiek ale -czasem też sam
    podmiot "dorabiania się".Nie ma już ludzkich relacji i ludzkiego podejścia.
    Z biednymi jest inaczej .W ich relacji z innymi ludźmi ani pieniądz ani dobra
    materialne nie stoją na przeszkodzie.Brakuje zapośredniczenia.
    Tak jak dla bogatego funkcję bezpieczeństwa egystencjanego/oddalenie lęku
    egzystencjalnego/przejmuje pieniądz tak dla biednego funkcje tę przejmuje
    relacja z drugim człowiekiem.Dlatego biedny nie może sobie
    pozwolić/teoretycznie ,oczywiście -bo w praktyce rożnie bywa,ale mówimy
    przeciez o prawdzie jako opisie pewnej tendencji a nie o prawidle
    bezwyjątkowym/na psucie relacji z innymi ludźmi.Gdyby tak robil pozbawiłby sie
    jedynej egzystencjalnej ostoi.
    Można tutaj zapytać :co jest pierwsze -jajo czy kura?
    Czyli : czy przyjęcie systemu wartości opartego na silnych relacjach z innymi
    ludxmi prowadzi do ubostwa a brak zaufania do tych relacji do bogactwa czy też
    odwrotnie- ubostwo/bogactwo/ prowadzi do wykształtowania sie takich a nie
    innych systemów wartości.Ale to juz temat na inny wątek.Pozdrawiam K
  • oldpiernik 25.05.05, 09:18
    Przyznaję, nie myślałem o tym w takich kategoriach.
    :0)
    Mimo wszystko, związani jesteśmy ze środowiskiem, w którym żyjemy.
    Priorytety decydują o wszystkim? A może wszytko wpływa na priorytety.
    Ciekawe. To jajko i kura. :0)

    Pozdrawiam
    OLD:0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • eevvaa 25.05.05, 14:16

    Oldzie smile

    miłe zaproszenie na kawę na pewno nigdy nie mogłoby mnie obrazićwink

    Jeżeli chodzi o poruszony temat, to nie wiem czy mam rację. Ja tylko z własnych
    doświadczeń wiem, że wolę obdarowywać niż być obdarowywana, ale to mój problem
    - może do przepracowania ?
    Pozdrawiam smile
    ewa
    Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
  • oldpiernik 03.06.05, 13:37
    Jeszcze jedno. :0)
    Dawanie szansy wypowiedzi na forum stwarza również specyficzne komplikacje.
    :0)
    Nie tylko ze względu na różny poziom przemyślenia/przepracowania/przeczuwania u
    różnych uczestników rozmowy.

    Na szczęście, w tym przypadku, nie ma problemu z zamożnością... ;0)

    OLD :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • km500 07.11.05, 22:14
    Skomplikowany ten wątek. I wydaje się nierozstrzygnięty. Moim zdaniem Zamożność lub Niezamożność to jedno a Podejście do życia to drugie. Poruszyłem bliski temu wątek na forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=29864924

    km
  • entuzjazm 30.11.05, 11:49
    WoW! Naczytałem sie po uszy. Mój komentarz jest taki: w rozdowju duchowym nie
    chodzi ani o dostatek ani o niedostatek materialny, a coś zupełnie innego. Stąd
    cały problem postawioiny jest na głowie. Sc200 mysli, ze jak ktoś odrzuca
    mozliwośc dostatku to ma wkodowaną biede. Uprawia krypotodualizm myslowy
    przesloniety pseudomonizmem, hi hi hi, bo mu tak z medytacji wychodzi...
    Kiurde, prorok czy co? smile)))))))))))
  • agnitum 30.11.05, 12:46
    Niedokładnie przeczytałeś lub zrozumiałeś smile
    Nigdzie w wątku nikt nie napisał że jeśli odrzuca bogactwo ktokolwiek to dlatego
    że ma wkodowaną biede.
    Wniosek jest taki, że da się rozwijać duchowo i jednocześnie w świecie materii.

    Natomiast faktem jest że wiele osób chciało by poprawić swój status materialny,
    ale poczucie biedy (jako program niższego ja) to uniemożliwia.
    Oficjalnie kazdy chce być bogaty, ale czy daje sobie na to pozwolenie wewnętrzne?
    Jest to jedna z generalnych przyczyn różniących np. społeczeństwo Polskie (biede
    tu kodowano nagminnie poprzez media... przez wiele lat) a np. społeczeństwo
    Amerykańskie/Angielskie/inne przykłady.
    Brak świadomości tego że każdy człowiek zasługuje na bogactwo jest katastrofalny
    - wystarczy że sobie popatrzysz na stan bogactwa Polaków (no i to wieczne
    narzekanie smile).

    Agnitum smile
  • entuzjazm 30.11.05, 13:08
    Naspisałerm krótko to, co Ty teraz, moim zdaniem, potwierdzasz, pisząc co
    polskie media w nas kodują. Wątki Sc200 pocztalem dokładnie i, jak rozumiem,
    chodzi mu nie o "wkodowanie biedy", ale "wkodowanie tego, ze bieda jest
    wartoscią duchową", czemu prezeciwstawia inne "wkodowanie": tego, ze waroscia
    duchowa jest bogactwo. A ja twierdzę, ze w rozdowju duchowym nie chodzi ani o
    to, ani o to.Innymi slowy: nie chodzi o to, by sobie cokolwiek "wkodowywać".
    Np. afirmacjami bogactwa, czy jak tam je inaczej zwać... Pozdro. E.
  • agnitum 30.11.05, 15:34
    Entuzjazm zgadza się.
    W rozwoju duchowym nie chodzi o to aby sie bogacić.
    W RD chodzi o to aby być szczęśliwym też z samym sobą. Skutkiem "ubocznym" RD jest
    szczęście w świecie materialnym. Ale nikt broń Boże nie dąży do tego za wszelką
    cenę.

    Poza tym to że dla CIebie w RD nie chodzi o bogactwo to nie zmienia faktu, że
    inni chętnie by poprawili swoje bogactwo smile
    RD to wszystko.
    To bogacenie się, to zdrowienie, to kochanie innych - a wszystko to dlatego że w
    RD (w czym wszyscy chyba się zgadzają) chodzi o to aby sobie przypomnieć, jak
    jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga. Po zaakceptowaniu tego, ma się wszystko w
    KAŻDEJ dziedzinie życia.

    A naprawdę w wątku chodzi akurat moim zdaniem o to aby zaakceptować bogactwo w
    swoim życiu jako dar Boga i odrzucić błędne założenia pompowane w społeczeństwo.

    Agnitum smile
  • entuzjazm 30.11.05, 15:46
    Acha, rozumiem. Bogactwo jest "skutkiem ubocznym" RD ... smile Jesli wiec ktoś
    uważa ubostwo za swoje bogactwo, to chyba ok, nie? On po prostu nie potrzebuje
    bogactwa ( materialnego ). Wniosek: pojecie "bogactwo" i "ubóstwo" to rzecz
    wzgledna. Jedni chca RD i tego "ubocznego skutku" w postaci materialnego
    bogactwa, a inni nie, bo juz maja wszystko, wiec po kiego im jeszcze kasa?
    Akceptuję żem dziecko boże i mam wszystko, ale nie jestem do tego przywiązany,
    wiec moge wybierac: chcę czy nie chce oplywac w materialne dobra. Jedni chca,
    inni nie. Ciekawe co ich motywuje do takich wyborow.
  • agnitum 01.12.05, 08:25
    Tak można to nazwać. Że jest to "skutek uboczny". Oczywiście użyte pojęcie
    dokładnie nie odzwierciedla tego czym to jest, ale wydaje mi się blić najbliższy
    prawdzie.
    Jeśli ktos nie potrzebuje bogactwa w swoim życiu - to oczywiście Jego wybór.
    Ale wątek miał uzmysłowić droge... w której nie trzeba wybierać drogi ascetyzmu
    decydująć się na RD smile
    Dość często wiele osób (wystarczy poczytać to lub inne fora/blogi) rezygnuje z
    RD bo boją się tego, że nie da im to Bogactwa. Czyż nie znane są powiedzenia
    powszechne: "Kto nie ma szczęścia w kartach ten ma szczęście w miłości" ? smile
    Wiele takich błędnych założeń "żyje" w obiegowym światopoglądzie.
    Czy że nie można mieć wróbla w garści i... itp
    Celem wątku wydaje mi się było uzmysłowienie, że z niczego nie trzeba rezygnować
    - wprost przeciwnie korzystać z darów Boga.
    Możesz to Ty, Ja, i każdy inny człek wink

    A co ich motywuje do takich wyborów?
    Temat rzeka smile pewnie każdy musiałby napisać za siebie.

    Agnitum smile
  • entuzjazm 01.12.05, 12:01
    Gdyby faktycznie byłby to "skutek uboczny", wszyscy wielcy mistycy opływaliby w
    dostatki... Rozumiem sens wątku. Nie twierdzę zreszta, ze JEDYNIE asceza
    prowadzi do RD i ze trzeba zrezygnoweac w tym celu z dóbr materialnych. Po
    prostu uważam, ze nastawienie na Bogactwo to versus nastawienia na Asceze. W RD
    zaś, moim zdaniem, nie chodzi ani o to, ani o to, bo oba nastawienia są "chore"
    i zwodnicze. Ponadto sądze, ze RD jest drogą rezygnacji: nie z dóbr
    materialnych lecz z czegos innego. Ze złudzeń; takze tych odnoszacych się do
    RD. "Afirmacja bogactwa" wszakze nie niewczy żadnych iluzji; przeciwnie -
    utwierdza je, gdyż wmawia ludzioim, ze w RD z niczego w ogóle nie trzeba
    rezygnowac. No nie, sorki, trzeba, skoro tyle tu mowi się o wegeterianizmie i
    temu podobnych sprawach. I znowe problem postawiony na głowie. Wegetarianizm
    nie jest ani srodkiem ani celem RD. Ale ten temat chyba juzporusze w innym
    watku. Pozdr. E.
  • agnitum 01.12.05, 12:57
    Wegeterianizm to faktycznie sprawa na inny wątek smile
    Lepiej nie dyskutować nad tym czy morderstwo innych istot wpływa na nasz RD czy
    też nie tongue_out smile

    Niby z jakich złudzeń RD każe rezygnować?
    Chyba z takich, że nie kierujemy własnym losem? Chętnie podyskutuje smile Jakie?

    Agnitum smile
  • entuzjazm 01.12.05, 14:29
    Morderstwo? Cokolwiek jemy popełniamy "morderstwo". Warzywko tez byt zyjacy...
    I chce zyc. Ale faktycznie, to inny watek... smile

    RD nie każe nam z niczego rezgygnowac, bo nie ma takiej siły sprawczej. To
    raczej w drodze RD nastepują reozmaite "rezygnacje". Np. z wizji oswiecenia
    jaka sie posiada. RD moim zdaniem nie jest równoznacze z "kierowaniem swoim
    losem". To magiczna optyka RD, ktora co najwyzej udaje mistycyzm ( rzecz
    oczywiscie nie w nazwach ). Proces RD polega takze na "obaleniu falszywych
    bozków", tj. rugowaniu umyslowej ( i nie tylko umyslowej ) idolatrii. Z RD jest
    tak, ze wchodzimy weń napakowani "wiedza" o RD, ktora potem nie tylko podlega
    weryfikacji, ale i tez odrzuceniu. To mialem na mysli, piszac o rezygnacji,
    gdyż każde takie odrzucenie rozmaitych "idoli" dokonuje się jako akt wolnej
    woli.
  • margaretkaberetka 09.12.05, 23:26
    A ja sobie wlasnie tak dzisiaj myslalam o RD i o bogadztwie.Doszlam do takiego
    wniosku ze przyszlismy tu na ziemie z celem.Z celem jakim jest sukces,madrosc i
    rozwoj duchowy.Wystarczajaco jest na ziemi ludzi biednych ,i wlasnie po to
    przychodzimy zebysmy mogli im pomagac,uprzyjemnic zycie sobie i innym.A jakim
    to sposobem mial by to zrobic biedak ktory sie wyrzeka wszystkiego ,mieszka w
    drewnianym domku,medytuje i je korzonki?.Zyje w odosobnieniu i mowi ze sie
    rozwija duchowo.A co on swiatu niesie za dobrobyt ze swoich medytacji?
    Niektorym sie udalo je opisac i wniesc do psychologi,jako pomoc w terapiach czy
    w rozumieniu ludzkiego mechanizmu umyslu.ALe ta reszta pozamykanych w
    klasztorach to co robi dobrego? No co?
  • taischa 28.12.05, 21:11
    wydaje mi sie ,ze masz racje entuzjam, RD nie kaze nam z niczego rezygnowac.
    Mam wrazenie ,ze czlowiek ,ktory jest na wlasciwej sciezce duchowej po pewnym
    czasie nabywa umiejetnosci wlasciwej oceny zdarzen tego co sie wokol niego
    dzieje,a w konsekwencji potrafi to przelozyc na dzialania. Potrafi w swiecie
    materialnym dzialac w pewien okreslony sposob tzn. skuteczny, nie poswiecajac
    temu zbyt wiele swego czasu, energii czy koncentracji, a jedynie tyle ile to
    wymaga, ani wiecej ani mniej i bez zbytniego przywiazywania sie do efektow
    dzialania. Taki czlowiek doskonale potrafi poruszac sie zarowno w swiecie
    materii i ducha, ale jest wolnym od przywiazania. Efektem jest to ,ze jest
    elastycznym w dzialaniu, mysleniu i swym funkcjonowaniu. Potrafi bez zbednego
    uzalania sie nad soba i swa sytuacja przetrwac okres trudniejszy w swym zyciu
    np. biedy i wyciagnac z tego maks. korzysci ale i potrafi samodzielnie wyjsc z
    niej i jesli ma okres prosperity to potrafi w tym zachowywac wlasciwy umiar i
    docenia to ale bez zbytniego nadawaniu temu znaczenia gdyz wie ,ze nasze
    samopoczucie zalezy od naszej swiadomosci.
    Reasumujac bogactwo ani bieda nie sa ani pomocne ani zbyt przeszkadzajace w
    rozwoju duchowym, wink
  • szuwary4 29.12.05, 06:50
    Może faktycznie na rozwój duchowy stan posiadania pozostaje bez znaczenia, ale
    stagnacja i upadek mogą mieć z nim jednak cos wspólnego. Już św.Tomasz z Akwinu
    zauważył,że częściej do nędzy moralnej prowadzi nędza materialna niż bogactwo,
    a pewne odłamu protestantyzmu (Kalwinizm) uważały materialne bogactwo za
    przejaw bożej łaski.
  • tom40gda 29.12.05, 07:08
    smile)))))
    Byt jednak okresla swiadomośc?
    smile)))))
    Marks miał rację?
    Ale fakt. Kłania sie piramida Maslowasmile Jak nie ma co do garnka włozyc....To nie
    bedzie sie rozmyslać o transcendencji....Natomiast wraz z rozwojem duchowości
    zmieniaja sie potrzeby, ale, nie spotkałem jeszcze biednego (obiektywnie),
    rozwinietego duchowo człowieka. Tylko, ze taka osoba jedzie sobie do Indii na
    medytacje, a człek konsumpcji, na narty do Austrii. I jeszcze głośno o tym krzyczysmile
    Na pewnym poziomie rozwoju masz tyle, ile potrzebujesz. Ani mniej, ani wiecejsmile
    ozdrawiamsmile
  • entuzjazm 02.01.06, 23:09
    Jak powiedziałem: rzecz nie w bogaceniu sie i nie w nie bogaceniu się. Rzecz w
    braku niezdrowych pragnień. Rezygnacja z idolatrii na drodze RD jest jak
    najbardziej REZYGNACJĄ, gdyz... idolatria wbrew pozorom zubaża, a nie bogaci.
    Zatem jest też BOGACENIEM SIĘ. Zasadę: "im mniej masz tyb blizszy jesteś Bogu"
    możla łatwo wypaczyc ( asceza ). Zasadę kalwińską ( de facto
    starotestamentową ): "przejawem łaski Boga jest bogactwo", też łatwo wypaczyc,
    jesli mysli sie tylko o bogactwie materialnym. W tym wzgledzie w RD obowiazuje
    prawo równowagi, jak mi się zdaje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.