Duchowy rozwoj czlowieka Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • fizyczny rozwoj czlowieka przebiega w etapach, ktore znamy mniej wiecej i
    nic nas tutaj nie zadziwia oprocz jakis anomalii...

    duchowy rozwoj tez ma swoje etapy...

    pierwszym etapem jest dzieciecy irracjonalizm, ktory nie kwestonuje, lecz
    przyjmuje wszystko, od rodzicow, katechetow, kosciola...jest to
    irracjonalizm pierwotny...
    wielu, bardzo wielu ludzi, zostaje na tym etapie rozwoju duchowego...jest ich
    miliony, miliardy...sa wyznawcami roznych religii...
    czasem, bardziej dociekliwi, zmeczeni lub po prostu znudzeni, zamieniaja
    jedna religie na druga, staja sie SW, buddystami, zenistami...jednak nie
    opuszczaja obszaru irracjonalizmu dzieciecego..
    aby ten obszar opuscic, musza przejsc nastepny etap rozwoju...

    drugim etapem, ktory moze sie pojawic, najczesciej w okresie dojrzewania,
    jest racjonalizm...mlody czlowiek przyglada sie zyciu, nic mu do niczego nie
    pasuje...zostaje racjonalista...
    czesto sie dzieje, ze dla swietego spokoju, powraca na lono irracjonalistow
    dzieciecych...
    sa to dzieciecy irracjonalisci z odzysku...
    pozostali staja sie ateistami... w starszym wieku
    moga, ale niekoniecznie, nawrocic sie na irracjonalizm dzieciecy...znacie
    takie przypadki......

    jest nieliczna grupa tych, ktorych po przejsciu na racjonalizm
    mecza dalsze pytania, ktore moga doprowadzic do poszukiwan...
    sa to poszukiwania na wlasna reke...szukaja...i zdarza sie, ze
    niektorzy znajduja...
    szukanie nie jest latwe, wymaga czasu, poswiecenia, cierpliwosci,
    wytrwalosci...i przekroczenia siebie...swojego ego...
    od racjonalizmu osoby te przechodza do irracjonalizmu kontrolowanego,
    irracjonalizmu racjonalnego...chodzi tutaj o poglebione badania przy uzyciu
    rozumu, inteligencji, wiedzy i swiadomosci, o zadnej wierze nie moze byc
    mowy...niczego na tym etapie nie mozna przyjac na wiare...sa to bardzo
    osobiste doswiadczenia i odkrycia...

    te trzy grupy ludzi nigdy sie ze soba nie dogadaja...racjonalisci
    z politowaniem patrza zarowno na irracjonalistow pierwotnych, jak i na
    irracjonalistow racjonalnych, nie odrozniajac jednych od drugich, wrzucajac
    cale towarzystwo do jednego wora...
    irracjonalisci pierwotni sa gleboko pograzeni w dziciectwie, do nich nie
    docieraja ani racjonalisci, ani irracjonalisci racjonalni, a tych ostatnich,
    czesto nie interesuje dogadywanie sie z kimkolwiek...wiedza swoje...

    schemat ten, pasuje do innych obszarow rozwoju czlowieka...np swiadomosci
    politycznej, spolecznej, odbioru dobr kulturalnuch itd

    pozdrawiam...smile





    • Sądzę że pomimo tego że istnieją jakieś podobieństwa droga każdego człowieka
      jest inna – jedni chodzą w kółko, inni o niej zapominają, jeszcze inni
      zatrzymują się w miejscu sądząc że doszli do końca - i nie da się jej opisać w
      prostych wzorach 2+2=4
      --
      <a href=http://zyciowametamorfoza.blox.pl/html>Życiowa metamorfoza</a>
      • gallio napisał:

        > Sądzę że pomimo tego że istnieją jakieś podobieństwa droga każdego człowieka
        > jest inna – jedni chodzą w kółko, inni o niej zapominają, jeszcze inni
        > zatrzymują się w miejscu sądząc że doszli do końca - i nie da się jej opisać
        w
        > prostych wzorach 2+2=4

        droga jest indywidualna, co nie znaczy, ze nie zawiera sie w pewnych wzorach i
        schematach...
    • Luyt 10 bardzo trafnie to ująłeś. Też mam wrażenie ,że taki właśnie schemat
      wypełniamy indywidualnymi treściami. Pozdrawiam.
    • przyjrzyjmy sie pierwszemu etapowi naszej duchowej podrozy...

      nazwalem ten etap infantylizmem duchowym...irracjonalizmem
      pierwotnym

      jest to etap oswajania sie z duchowoscia, poznawania w ogole
      takiego zjawiska...
      etap ten scisle pokrywa sie z psychologicznym rozwojem czlowieka,
      z okresem magii - do 5 roku zycia i okresem mitycznym do
      ok 13 roku...po 13 roku zycia rozwija sie racjonalizm - tak mowi psychologia...
      rozwoj umyslowy posowa sie dalej, osiagajac pomoziom racjonalizmu,
      jednak rozwoj duchowy b. czesto zatrzymuje sie na tym etapie...

      w tej kategorii znajduja sie wszystkie religie, zaznaczam -
      religie, nie prady myslowe czy filozoficzne...
      nie znaczy to, ze zalozyciele tych religii byli poziomie
      infantylizmu duchowego...
      smiem twierdzic, z Chrystus osiagnal trascendencje...

      religie pelnia pozytywna jak i negatywna role...

      negatywne, to przywlaszczania i ubeswlasnowolnienia czlowieka,
      myslenie samodzielne nie wskazane, moze to byc odbierane jako
      bluznierstwa, sprzeniewierzanie sie Bogu, zaparcie sie Boga itd.

      uznanie siebie (czyli religii) za jedynie sluszna...

      uzasadnianie przestepstw popelnianych w imie danej religii, wola
      Boga..

      wtlaczanie w czlowieka poczucie winy, leku i nieodpowiedniosci,
      ktore moze skasowac np. w chrzescijanstwie tylko Zbawienie
      przez Chrystusa...

      dzielenie ludzkosci...

      pozytywne to, jak juz powiedzialem na poczatku, rozbudzanie w
      czlowieku duchowosci, nadawanie sensu istnienia, nadawanie
      czlowiekowi podmiotowosci...dawanie wzorcow etycznych
      (np. 10 przykazan)
      bycie rdzeniem, wokol ktorego tworzyl sie miazsz kultury...
      wiazanie wyznawcow danej religii w spolecznosc...

      na etapie tym w swiadomosci wyznawcow danej religii wystepuja
      rozpietosci od kompletnego zaslepienia, po wielkie pytania, ale nie
      wychodzace poza obreb religii...

      zdarzaja sie przypadki wyskoczenia wprost z religii w wyzsze rejony
      duchowosci, ale wydaje mi sie niemozliwoscia, by jednak krotki
      okres racjonalizmu nie poprzedzal tego wydarzenia...
      w takich przypadkach czlowiek bazuje na swojej religii, siegajac
      jednoczesnie po irracjonalizm racjonalny lub nawet transcedensje...

      ____


    • Twój podzial jest chwytliwy ,bo prawdopodobny i prosty.Z wielu postaw ludzkich
      wyabstrahowaleś sobie akurat opozycję znaczeniową racjonalizm -
      irracjonalizm.Można i tak, tyle ,że ,moim zdaniem, z duchowością czy też z
      rozwojem duchowym, za dużo wspólnego nie ma.
      Prawdą jest pewnie tylko to ,że w kazdym z nas proporcje składnika racjonalnego
      i nieracjonalnego sa różne.
      Mnie o wiele bardziej interesuja definicje, pod ktorymi kryją sie jakieś prawdy
      materialne a nie tylko ,jak w twoim przypadku,formalne.
      Np bardziej mi odpowiada taka definicja rozwoju duchowego ,która okresla go
      jako postepujące przełamywanie wszystkich zakrzywień subiektywności widzenia
      siebie i świata.Dążenie do świadomości np absolutnej,ktorej nie przeszkadzalby
      w tworzonych przez nia obrazach ,przejsciowy ból zęba czy kłotnia z żoną.Pzdr
      • krytyk2 napisał:

        > Twój podzial jest chwytliwy ,bo prawdopodobny i prosty.Z wielu postaw
        ludzkich
        > wyabstrahowaleś sobie akurat opozycję znaczeniową racjonalizm -
        > irracjonalizm.Można i tak, tyle ,że ,moim zdaniem, z duchowością czy też z
        > rozwojem duchowym, za dużo wspólnego nie ma.
        > Prawdą jest pewnie tylko to ,że w kazdym z nas proporcje składnika
        racjonalnego
        >
        > i nieracjonalnego sa różne.
        > Mnie o wiele bardziej interesuja definicje, pod ktorymi kryją sie jakieś
        prawdy
        >
        > materialne a nie tylko ,jak w twoim przypadku,formalne.
        > Np bardziej mi odpowiada taka definicja rozwoju duchowego ,która okresla go
        > jako postepujące przełamywanie wszystkich zakrzywień subiektywności widzenia
        > siebie i świata.Dążenie do świadomości np absolutnej,ktorej nie
        przeszkadzalby
        > w tworzonych przez nia obrazach ,przejsciowy ból zęba czy kłotnia z żoną.Pzdr

        takich definicji nie ma...droga rozwoju duchowego, to indywidualna droga,
        to nie autostrada wielopasmowa, dlatego tak malo ludzi na te droge wchodzi...
        ludzie chca wskazowek i definicji...nikt Cie ta droga nie poprowadzi, a jezeli
        taki sie znajdzie, to mu nie wierz...

        ale mozna dzielic sie doswiadczeniami...
        to co napisalem w poprzednich postach, to wlasnie moje doswiadczenia i wnioski,
        dlatego jest to i prawdopodobne, i zarazem proste...
        • Ok,Luty
          Piszesz ,że nie ma takich definicji a caly Twoj początkowy post jest jedną
          definicyjną klasyfikacją/ z podzialem na 2-3 etapy rozwoju duchowego/.Fakt że
          pewne rzeczy trzeba mniej lub bardziej szczegółowo opisac, nie wyklucza wcale
          tego ,że w swoich konkretyzacjach opisywane zjawiska nie będą niepowtarzalne...
          Spróbuję b. skrótowo przedstawić swój punkt widzenia ,który mi przyświecał w
          mojej poprzedniej wypowiedzi.
          Dla mnie sciezka rozwoju duchowego wiąże sie przede wszystkim z rozwojem
          indywidualności czlowieka i rozwojem samoświadomości tej
          indywidualności.Pojęcie racjonalności,ktore implikuje częste i gęste kontakty
          ze światem /"jestem racjonalny wtedy i tylko wtedy gdy wlasciwie dobieram
          srodki do celów ,ktorymi stają sie w moim zyciu pewne stany rzeczy tworzone
          przeze mnie".W tym sensie "racjonalny" znaczy mniej więcej tyle
          co "skuteczny"/byc może należaloby rowniez wciągnąć jako skladnik znaczeniowy
          do poj. "rozwoju duchowego".Być może -bo dla mnie nie jest to konieczne.Powiem
          tak:nie wydaje mi sie prawdopodobny rozwoj duchowy osoby nieskutecznej ,czy też
          oderwanej od rzeczywistości zewnętrznej ,natomiast zakladanie ,że że taka
          racjonalnośc jest koniecznym warunkiem /np w sensie Twojego etapu /rozwoju
          duchowego też nie jest dla mnie prawdą.
          Rozwój duchowy jest dla mnie nie przede wszystkim zblizaniem sie do obiektywno-
          racjonalnych zależności we wszechświecie , w tym w szczególności mojego udzialu
          w tych zależnościach,lecz głownie /a moze jedynie/-maksymalnym rozwijaniem
          samego siebie we wszelkich możliwych warunkach ,w ktorych w naszym "wrzuceniu"
          w historyczną zmienność przyszlo nam żyć.Kończąc - w definicji rozwoju stawiam
          na element subiektywny .Pzdr.K
      • nie rozumiem jak krytyk doszedl do tego, ze to co napisal luty10 "z duchowoscia
        czy tez rozwojem duchowym, za duzo wspolnego nie ma" ? byc moze nie odpowiada to
        twoim potrzebom, ale ma jednak ogromny zwiazek z rozwojem. oczywiscie jest ten
        opis pewnym uogolnieniem, ale takie uogolnienia pomagaja czesto zrozumiec swoj
        wlasny i innych rozwoj.

        krytyk2 czy czlowiek bedacy/pozostajacy w fazie racjonalizmu ma na celu dazenie
        do swiadomosci np. absolutnej ? i co powoduje nim, ze dozy do niej? pozdr.
        • Pewnie nic nie da sie powiedzieć o duchowosci bez wspominania o
          racjonalności,he,he !
          Dla mnie duch czy duchowość może mieć czasem aspekt racjonalności ale -na
          Boga ! nie mogą byc przez tę racjonalność definiowana!!!To jest tak jakby Boga
          chcieć definiować przez czystą racjonalność.To przecież racjonalność jest
          narzędziem - i tylko narzędziem -w rękach Boga!Duch i duchowość przerastają
          wszelkie możliwe zracjonalizowanie czegokolwiek .Odkrycie ,że sie jest-oto
          pierwotny ,najdoskonalszy przejaw duchowości.I tu żaden racjonalny ani nic nie
          jest w stanie dodać ani ująć .To przez Lutego przemawiaja elementy wiary w
          racjonalność (pozostałości mocy ,w ktorej kiedyś tkwił?).Kto wojuje mieczem -od
          miecza ginie.Nie wolno uzywać wciąż pojęcia racjonalności a potem umywać od
          niego rączek !
          Luty -skoro tak chcesz transcendować pojecie racjonalności i racjonalność samą,
          wymyśl coś autonomicznego i oryginalnego dla zrozumienia Twojego pojęcia
          duchowości!Nie posluguj sie poj racjonalności ,ktore następnie
          odrzucasz.Negacja ta związuje Ci ręce i przywiązuje na powrót do przeklętej
          racjonalności!
          • > Luty -skoro tak chcesz transcendować pojecie racjonalności i racjonalność
            samą,
            >
            > wymyśl coś autonomicznego i oryginalnego dla zrozumienia Twojego pojęcia
            > duchowości!Nie posluguj sie poj racjonalności ,ktore następnie
            > odrzucasz.Negacja ta związuje Ci ręce i przywiązuje na powrót do przeklętej
            > racjonalności!

            podkreslalem i podkreslac bede, ze rozwoj duchowy to sprawa indywidualnego,
            bardzo osobistego doswiadczania siebie i swiata...
            jednak trzy etapy rozwoju duchowego wydaja mi sie godne przemyslenia...
            otoz nie wierze w rozwoj duchowy wyrastajacy bezposrednio z doswiadczenia
            religijnego...dla mnie duchowosc musi wylaniac sie z racjonalizmu...

            etap racjonalizmu widze tutaj jako niezbedny 'oczyszczacz' z religijnej magii,
            ktora poczynila wielkie szkody w rozumieniu
            sensu czlowieczego istnienia...

            za Kopalinskim- racjonalizm filoz. kierunek w teorii poznania przyznajacy
            rozumowi miejsce naczelne...

            uzywanie rozumu, uwazam za podstawe w rozwoju duchowym, to musi byc fundament
            doswiadczenia, bez rozumu mozemy poginac na manowcach naszych imaginacji...




            • Twój podział na trzy etapy bardzo przypomina podany mi w przekazie rozwój
              własnego światopoglądu. Niżej mimolek (pozdrawiam!) podaje link do mojej stronki
              na temat uniwersalnego planu życia. Tutaj przedstawię jak miałam pokazany rozwój
              światopoglądu przeciętnego człowieka. W okresie dzięcięcym i młodzieżowym
              otrzymujemy informacje od otoczenia - rodzina, znajomi, szkoła - dorośli,
              różnego rodzaju autorytety np z lektur lub religijni, księża itp. Te informacje
              w moim przekazie wygladały jak kule ukladane jedna na drugiej lub obok drugiej w
              formie piramidki. (ten okres nazwałam okresem rozwoju biologicznego - bo funkcje
              biologiczne są w nim najważniejsze)
              W miarę upływu lat a więc przybywania informacji pewne informacje-kule które
              otrzymujemy są niezgodne z tymi, są już w naszej piramidce - następuje okres
              wątpliwości. Jeśli takich informacji zbierze się więcej - nastepuje
              dezorientacja a w jej rezultacie bunt. Zaczynamy do naszej piramidki dokładać te
              nie pasujące kule, które jednak z jakichś powodów uznaliśmy za bliskie nam, a
              usuwać te, które z nimi sie nie zgadzają. Jesli taka wymiana jest na większą
              skalę piramidka zostaje zburzona.
              Ale człowiek jakąś piramidkę (jakiś system wartości musi mieć - inaczej jest
              zagubiony) dlatego w miejsce tej zburzonej zaczyna budować nową, tym razem już w
              zgodzie z własnym systemem wartości. I to można nazwać rozwojem duchowym, choć
              piramidkę swoją mogą przecież budować ludzie, którzy duchowość uważają za bzdury.

              --
              www.hurka.end.pl
    • 11.10.05, 09:34
    • 11.10.05, 17:25
      racjonalizm swiadomy i poszukujacy siega po wiedze...
      odpowiedzi na dreczace pytania szuka w nauce
      jest to dlugi okres, bo chcac chocby liznac tej wiedzy, trzeba duzo czytac,
      sporo myslec...
      mysle, ze szczytowym osiagnieciem racjonalizmu jest przeswiadczenie, ze malo
      wiemy, albo zgola nic, bo nauka, jakkowiek tlumaczy zjawiska, odpowidzi na
      pytania fundamentalne nie daje, ale pozwala usystematyzowac swiat, ulozyc
      zjawiska w logiczna calosc...
      jezeli nie zachlysnelismy sie nauka, jezeli wiedza nie oslepila nas i nie
      zaslepila, nie stala sie kolejna dla nas religia, dochodzimy do proby
      zsyntetyzowania naszej wiedzy,
      a wniosek moze byc jeden...mimo roznorodnosci zjawisk, wszystko
      zawarte jest w jednosci...przyczyna i skutek, gdzie skutek staje sie
      przyczyna, nieustanna zmiana w niezmiennosci...
      na tym etapie nie rozstrzygamy juz, co sluszne, a co nie, lecz dostrzegamy
      proces...
      postrzeganie to siega innych dziedzin, jak polityka, kultura, zjawiska
      psychologiczne, socjologiczne....nie pograzamy sie emocjonalnie w poszczegolnych
      wydarzeniach, umiemy objac wydarzenia w logiczna calosc przyczyn i skutkow...
      i musimy ponownie zadac sobie pytanie - kim jestesmy w obliczu tej karuzeli
      zjawisk, i tu mozemy znalezc odpowiedz - jestesmy tym...

      w tym momencie stawiamy maly krok nad swoim ego...
      jezeli odcinamy sie od swiata, lub chocby malej jego czesci, trwamy w ego...
      jezeli uznamy sie za czastke swiata, bez osadu tegoz,
      oslabiamy ego...
      oslabimy ego, jezeli szczerze powiemy sobie, ze tak naprawde znow nic nie
      wiemy, bo nie wiemy, ciagle jeszcze nie wiemy...
      ...i nie mamy juz sil na wynioslosc, nie mamy sil na pogadre, bo nie mamy
      niczego co mogloby nam dodac chwaly i splendoru...
      zostajemy w pustce.... po raz kolejny...

      • luty10 napisał:

        oslabimy ego, jezeli szczerze powiemy sobie, ze tak naprawde znow nic nie
        > wiemy, bo nie wiemy, ciagle jeszcze nie wiemy...
        > ...i nie mamy juz sil na wynioslosc, nie mamy sil na pogadre, bo nie mamy
        > niczego co mogloby nam dodac chwaly i splendoru...
        > zostajemy w pustce.... po raz kolejny...
        >

        Tak, luty10 masz całkowitą rację wiem coś o tym i to bardzo silnie to wiem!
        Nie lgnięcie, nie zabieganie a życie w spokoju gdzie stan umysłu jest
        prwidłowy. Jest to zresztą wynik naszego myślenie i naszych emocji.
        Więc trzeba działać tak by utrzymać w dobrym stanie przede wszytskim nasz
        umysł. Ona ma być na naszych usługach ale bez uzycia siły. To jest MIłość,
        zrozumienie i ciepło i to one dają nam siłe i radość.
    • racjonalizm, jest jedynie etapem na drodze rozwoju duchowego...
      osiagajac racjonalizm, zostawilismy za soba irracjonalizm
      pierwotny...to wielki postep...juz nie religia bedzie nam mowila, co jest
      prawda, teraz oczekujemy, ze nauka odpowie nam na to pytanie...zaglebiamy sie
      w wiedze i coz...nie ma odpowiedzi...nie jest to kwestia tylko
      ograniczen nauki, bo nawet wielki jej postep i nowe odkrycia nie doprowadza nas
      do odpowiedzi na fundamentalne pytania...moglo by sie to zdarzyc, gdyby nauka
      dopuscila do empirii rowniez intuicje...ale to przeciez niemozliwe...

      nauka i wiedza jest konieczna, odgradza nas od
      irracjonalizmu pierwotnego, to bardzo komfortowe uczucie, nic juz
      nie jest w stanie zepchnac nas w okres mityzmu
      i magii...chociaz czyhaja na nas niebezpieczenstwa, jak chocby np.
      ruch New Age, ktory wywodzi sie wprost z irracjonalizmu pierwotnego, majac
      przekonanie, ze osiaga wyzsze poziomy rozwoju duchowego...

      dochodzimy do kolejnego etapu...oczywiscie moze byc tez tak, ze
      wszystko skonczy sie na racjonalizmie i kolejny etap nigdy sie nie
      pojawi...

      a kolejny etap trudno jest opisac, bo nie jest mozliwe opisywac go
      z zewnatrz...sa to indywidualne, bardzo osobiste doswiadczenia i
      przemyslenia...

      zaczerpnawszy racjonalnej wiedzy (uwaga! dokonuje tutaj ogromnego skrutu
      myslowego) musimy dojsc do min.takiego
      wniosku, ze czlowiek w swej pierwotnej tresci jest taki sam, bez
      wzgledu na to, jaka szerokosc czy dlugosc geograficzna
      zamieszkuje...wspolna cecha wszystkich ludzi jest to, ze kazdy czlowiek pragnie
      dla siebie dobra...
      i tutaj zazwyczaj pojawia sie wspolczucie... jest to wazny moment,
      bo wspolczucie budzi w nas poczucie solidarnosci i jednosci...jednosci z drugim
      czlowiekiem, z cala ludzkoscia, a dalej jeszcze, ze swiatem i wszystkim co
      jest...
      to delikatny stan harmonii i osobistego pojednania ze
      swiatem...
      jest to przekroczenie ego...
      moga zdarzyc sie krotkie jak ulamek sekundy odczucia Jednosci, moga
      to byc stany zapadania sie w Jednosc, moga pojawic sie mistyczne stany trwania
      w Jednosci...roznie moze byc...
      czesto, jezeli nie zdarzylo sie to wczesniej, odkryta zostaje Obecnosc, ktora w
      kazdym czlowieku jest obecna...jest to 'nieruchomy punkt' czystej swiadomosci,
      swiadomosci nie znieksztalconej wyobrazeniami, myslami, nie zagraconej
      pragnieniami...ja nazywam ten punkt, a moze raczej przestrzen,
      Obserwatorem...jest to Obecnosc ktora milczy , nie ocenia, czuwa, obserwuje...
      Obecnosc jest punktem, kiedy ja w sobie postrzegam, przestrzenia
      kiedy sie w niej zanurzam...
      na tym etapie nie ma podzialow na zlo i dobro, na sluszne i niesluszne,
      prawdziwe i nieprwadziwe....wszystko co postrzegamy jest Jednym i tym samym w
      wirujacej zmiennosci i roznorodnosci...
      znikaja uprzedzenia, znika potrzeba dzielenia swiata
      na my i wy, na ja i ty, na to i tamto...teraz, jestesmy tym wszystkim, jestesmy
      onymi, jestesmy tamtym...z tej perspektywy bez trudu znajdujemy w sobie
      zrozumienie, wspolczucie i.... wdziecznosc....








      • Witaj Luty smile
        Bardzo ciekawie piszesz. Czasami dostrzegam w sobie obserwatora, ale wiem, że
        jeszcze prze de mną chyba długa droga...Czyżby odzywał się we mnie krytyk?

        ewa
        Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
        • eevvaa napisała:

          >
          > Witaj Luty smile
          > Bardzo ciekawie piszesz. Czasami dostrzegam w sobie obserwatora, ale wiem, że
          > jeszcze prze de mną chyba długa droga...Czyżby odzywał się we mnie krytyk?
          >
          > ewa

          wylacz krytyka...zwykly darmozjad...smile
      • Ciekawie piszesz, to fakt, ale jedno mi tu nie gra....nie jesteś w stanie
        nastawić się na odbiór i odczuwanie, nikt tego po prostu nie wytrzyma. Zważ, że
        uczucia innych to nie sielskość i anielskość. Jeżeli rzeczywiście je odbierasz i
        uważasz, że taki stan daje spokój, równowagę i brak osądu, to kpisz.
        • kwiatywewlosach napisała:

          > Ciekawie piszesz, to fakt, ale jedno mi tu nie gra....nie jesteś w stanie
          > nastawić się na odbiór i odczuwanie, nikt tego po prostu nie wytrzyma. Zważ,
          że
          > uczucia innych to nie sielskość i anielskość. Jeżeli rzeczywiście je
          odbierasz
          > i
          > uważasz, że taki stan daje spokój, równowagę i brak osądu, to kpisz.


          ale kazde wydarzenie to okazja bycia kims w tym wydarzeniu, prawda?
          mozna byc kim sie chce, wybrac niejako siebie...wykreowac siebie, stworzyc
          siebie....
          za kazdym razem mamy wybor z wielu mozliwosci...to jest cud...smile
          nie rozumiem dlaczego ludzie tak schematycznie reaguja na wydarzenia w zyciu,
          kiedy do dyspozycji maja cale morze reakcji...graja ciagle te sama nudna
          role...smile)
          i nie chodzi tutaj o udawanie, ale o szukanie w sobie nowych srodkow wyrazu,
          i jeszcze zeby te srodki wyrazu byle coraz subtelniejsze i szlachetniejszesmile
        • jesteś bardzo autentyczna. ty naprawdę żyjesz .podoba miśię twoja
          wypowiedz ..dużo nad sobą pracujesz.zdaje mi sę że tzw, talent duchowy jest ci
          dany.pozdrawiam serdecznie.
        • jesteś bardzo autentyczna. ty naprawdę żyjesz .podoba miśię twoja
          wypowiedz ..dużo nad sobą pracujesz.zdaje mi sę że tzw, talent duchowy jest ci
          dany.pozdrawiam serdeczniekwiatywewłosach.
      • Nie ma już dla tego , co mogę uważać za "ja", drogi rozwoju duchowego!
        Uwalniam się !!!!!
        Przekraczam!
        Roztapiam się w TAKOŚCI!
        Wszystko ma JEDEN SMAK!

        O N E T A S T E !!!!!!!!!!!!!

        Serdecznie pozdrawiam VIATORES!
        --
        oraw
        • oraw napisał:

          > Nie ma już dla tego , co mogę uważać za "ja", drogi rozwoju duchowego!
          > Uwalniam się !!!!!
          > Przekraczam!
          > Roztapiam się w TAKOŚCI!
          > Wszystko ma JEDEN SMAK!
          >
          > O N E T A S T E !!!!!!!!!!!!!
          >
          > Serdecznie pozdrawiam VIATORES!


          nie wiem co to takosc, a roztapianie sie uwazam bardziej jednak
          za bycie TYM, niz roztapieniem sie w TYM...
    • Jestem w drugim etapie.Niewybrałam powrotu dla świętego spokoju....a do powrotu
      z powodu starszego wieku jeszcze daleka droga.Trafnie ujęte.Pozdrawiam smile
      --
      kiss
    • Czasem jestem na siebie zla.Bo jestem zbiorem przemyslen innych ludzi,ktorzy sa
      zbiorem przemyslen jeszcze innych.
      To gdzie jest ten indywidualizm?
      chyba tylko w tym ze kazdy zbior jest osobny.
      a wiec jedna wielka podswiadomosc? z ktorej mozna czerpac wiedze,czyli kolko
      sie zamyka.Ja, ty, my, wy, oni.Jestesmy caloscia podzielona na czesci.
      Inaczej tego nie potrafie zrozumiec, jak calosc dusz-pochadzacych od Boga.
      Czyli Bog w nas na ziemi.
      Zwierzeta tez sie od siebie ucza na wzajem-nie maja dusz (tak mowia-a skad
      wiedza?)
      Za to maja zycie w sobie ,instynkt,itd.Czyli Bog jest zyciem i dusza w nas na
      ziemi
      Moja swiadomosc mowi o mojej(nie indywidualnosci-a pochodzeniem od zbiorow)
      Ale podswiadomosc podszeptuje zeczy o ktorych sie wcale nie uczulam a doszlam
      do nich sama.Udowadniajac sobie po drodze ze dobrze mysle.
      Im wiecej wiem-to tym udowodnieniem,wiem ze nic nie wiem.
      Im wiecej chce wiedziec,to jak po cieniutkich nitkach nie jestem w stanie dojsc
      do wszystkiego.Kurcze lat mi zabraknie!.
      Zauwarzylam w sobie klebek z miliardami roznych niteczek-ktore prowadza do
      wiedzy na rozny temat.Uwielbiam je-ale nie dozyje,zeby dojsc do konca kazdej z
      nich.
      Jezeli jest wogole koniec???A jak koniec nitki-to koniec zycia na tym swiecie-
      albo jego poczatek? ,ktory nikt nie powiedzial ze jest odgadniony?.Tu jest ten
      punkt obserwacji chyba?A jak Bog-to zycie i dusza-to skad mamy wiedziec jaki
      jest koniec nitki przed smiercia?Nie dane to nam w tym swiecie.Poznamy Boga po
      smierci,i koniec nitki bedzie zupelnie jasny
      Ucze sie..
      ALe najpierw pragne dojsc do jak najdluzszych metrow nitek, ktore mi sa
      najbardziej potrzebne do zycia tu i teraz.

      Ps:zgadzam sie z lutym,ja w taki sposob przechodzilam( byc moze pzrechodze
      dalej)ALe wiara gra u mnie najwarzniejsza role.Mimo ze jest wybrana
      przezemnie.Jeszcze przed jakim kolwiek rozwojem.
    • Zrozumienie ze jestem (zbiorem) czastka swiata,i w mysl.WIem ze nic nie wiem.
      Ludzie wyzbywaja sie pychy( ile zlego pochodzi od pychy?)-Czyli wyzbywaja sie
      zlych emocji, zyja w szczesciu.Mam swiadomosc ze moj zbior jest
      indywidualny,piekny,i znaczacy.A wiec oddaje poklon
      i milosc za to ze istnieje.Moj zbior musi miec warunki zeby sie rozwijal,wiec
      potrzebuje kasy-Mam prawo do kasy bo moj zbior jest znaczacy.Moj zbior musi sie
      rozwijac-a rozwijal bedzie sie tylko przy swietle ,milosci,i spokoju.Pozytywizm
      jest dla niego porzywka.Karmie go pozytywnymi myslami,slowem,i uczynkiem
      Moj zbior jest stworzony przez boga-jest godny szacunku,a wiec oddaje mu
      szacunek.Jesli oddaje mu szacunek musze o niego dbac.A wiec i dbam o moja
      zewnetrzna strone zbioru.Jesli dbam o moja zewnetrzna i wewnetrzna strone
      zbioru,nie pozwole go nikomu obrazac(tu asertywnosc sie klania),lub nie wchodze
      w zle zwiazki z facetami.
      Moje zwiazki sa szczesliwe i pelne milosci.
      Basuja na zrozumieniu,szacunku,i milosci.Dokladnie na tym co ja daje sama sobie.
      Tego lancuszka powiazanych koleczek jest o wiele wiecej,kazde jest polaczone i
      odpowiada za nastepne ogniwo.
      Podstawa jest milosc do siebie samego.Jak kochamy siebie-to potrafimy kochac i
      innych.
      A czym ze jest milosc do siebie samego jak nie miloscia do duszy? Pochodzacej
      od stworcy?
      Czyli miloscia do Boga?



      Pozdrowka
      Ide sie odprezyc,na dzis wystarczysmile)Naurony az wyskoczyly mi uszamismile
    • Czasami milosc do Boga jest roznie rozumiana.
      W gazetach duzo pisza, na temat tego co sie dzieje na swiecie.
      Pytanie dlaczego Bog na to pozwala? jest dosc czesto slyszane.
      Ja mysle teraz tak.Kazdy czlowiek przez swoja duchowa ulomnosc,rodzi nastepnych
      inwalidow.
      Czas ktory Bog daje wszystkim ludzia.To czas na to, by zaczeli sie duchowo
      udoskonalac,a tym samym udoskonalaja nie tylko swoje potomstwo a i cale kraje.
      Moze zdaja sobie wkoncu sprawe ze to czlowiek jest wszystkiemu winien,nie Bog.
      Dlaczego On niby by mial uzdrawiac jednostki? Jak zadnej z nich nie chcialo sie
      myslec?Dostali czas i jeszcze im zle.

      Chyba tak to jest..Bo znowu nic innego nie widze.

      Uciekam i pozdrowka
      • We wszystkim co zostało wcześniej napisane jest cząstka Prawdy ! Cząstka Prawdy
        o Bogu - Stwórcy - Duchu i o Człowieku ( przez duże C ). Podstawowa Prawda jest
        taka że macamy po omacku . Całe wieki ludzie kłócą się o to kto lepiej Poznał
        Boga - Byt Transcendentny ! Ja jestem zwolennikiem szeroko pojętej Ekumenii .
        Przecież tak naprawdę umysł Człowieka nie jest i nigdy nie będzie w stanie Objąć
        Boga !
        Przykłady opisu "Bycia" w stanie śmierci klinicznej (bez względu na wyznawany
        światopogląd , lub Religię , Wierzenie ), potwierdzają nam że "Tam" po drugiej
        stronie życia uzyskujemy Świadomość , której nie sposób opisać , czy choćby
        wypowiedzieć po powrocie do ciała !
        Niektórzy odrzucają Religię w ogóle , lub przez to że się do niej zrazili ,
        często przez obraz tej Religii dawany przez drugiego Człowieka . A Oni zwalają
        winę na Boga !
        Ja nauczyłem się Tolerancji przez zrozumienie, iż sam jestem niedoskonały, sam
        jestem w "drodze" . Tak w ogóle kieruję się naukami Jezusa Chrystusa . Uznaję
        jednak że Droga Rozwoju Ducha jest zawsze Indywidualna ! Odrzucanie Religii i
        kultury w której się wyrosło jest bardzo niebezpieczne , gdyż Wszyscy jesteśmy w
        pewien sposób zakodowani przez miejsce urodzenia , rodzinę , społeczeństwo , itp.

        --
        Jestem Cząstką Boga !

        • Swiat jest wielki-jedynie co mamy zakodowane to czlowieczenstwo( to moje zdanie)
          Ponoc Adam i Eva pochodza z Arabi Saudyjskiej a moze z Iraku?Nie o to mi
          chodzi,nie warzne zreszta skad.Gdybym chciala isc po drzewku swojego
          kodowania.To Bog jedyny wie gdzie bym wyladowalasmile
          Cala reszta jest stereotypem-zeby cos odrzucic,trzeba cos poznac.Zeby cos
          poznac i potrafic odrzucic,trzeba pomyslec,lub sie otworzyc na zmiany.Bo
          wlasnie zmian czlowiek sie boi najbardziej-(boi sie wlasnych pomylek lub bycia
          wytykanym przez innych)
          Wlasnie to przeszlam i wiem jak to boli.Ale to nie ludzie daja mi poczucie
          satysfakcji i szczescia,a ja sama sobie.
          Bog jest jeden-a droga do niego prowadzi przez dobro.
          Pozdrawiam
          • Dwie polkule mozgu + mozdzek=3
            Ja-swiadomosc-podswiadomosc=3
            Rodzimy sie-dorastamy-umieramy=3
            Warstwy narastajace na mozgu=3
            Proces duchowy-nieswiadomy-swiadomy-rozlaczony=3

            Czy na tych zasadach jest stworzona doktryna trojcy swietej?
            Jesli tak-to nie zle....
            Ciagle sie zastanawiam,szukam..
        • wladi3 napisał:

          > JESTEM CZĄSTKĄ BOGA
          >
          XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
          Którą?
          Bo wszystkość jest!
          A ty i ja - nie jesteśmy!
          Więc ?
          Serdecznie pozdrawiam VIATORES

          --
          oraw
          • Polecam stronę:
            astrologia1.w.interia.pl/astr1/index.html
            gdzie opisano rozwój człowieka:
            1. etap biologiczny - to odpowiadałoby temu dziecięcemu
            2. etap społeczny - to odpowiadałoby temu racjonalnemu
            3. etap duchowy - to odpowiadałoby temu irracjonalnemu
            • Na tej samej stronie w innej częsci:

              astrologia1.w.interia.pl/astr2/index.html
              jest jeszcze inny podział na cztery etapy:
              1. ja nieświadome - nieświadome działanie naszego ja kształtuje nasze życie (tak
              żyjemy w okresie dzieciństwa)
              2. ty nieświadome - nieświadome dla nas działania różnych "ty" kształtują nasze
              życie (tak żyjemy w okresie młodości).
              3. ty świadome - działania naszych "ty" mają wpływ na nasze życie, ale możemy
              być tego świadomi i próbować je kształtować (budzenie dojrzałości)
              4. ja świadome - nasze świadome działania mogą mieć wpływ na nasze życie.
              (budzenie odpowiedzialności)
              • Dzięki mimolek za odwiedzenie mojej stronki i za przytoczenie jej tutaj. Co do
                czterech etapów przytoczyłabym raczej poniższy fragment:


                Jest to w zarysie ogólny plan życia każdego człowieka. Plan ten składa się z
                czterech etapów:
                1. Najpierw człowiek żyje z nastawieniem na swoje ja i nie jest tego ja świadomy.
                2. Potem również nieświadomie poznaje swoje różne ty - rodziców, rodzeństwo,
                rodzinę, kolegów, przyjaciół, sympatie, jednym słowem różne osoby ze swego
                otoczenia, na wybór tych osób nie ma jeszcze świadomego wpływu - gdyż punkt 2 to
                punkt naszej najgłębszej nieświadomości - a więc wyborów dokonuje tu podświadomość.
                3. Punkt "ty" to punkt, w którym zaczynamy dostrzegać "źdźbło w oku bliźniego".
                To punkt uświadomienia sobie, że jeden człowiek jest taki, a drugi inny. Jest to
                więc punkt budzenia naszej świadomości ale jeszcze ciągle nasza uwaga jest
                skierowana na innych ludzi. Dostrzegamy ich wady i zalety i zaczynamy dokonywać
                pierwszych świadomych ocen i wyborów. Zebrane w ten sposób doświadczenia z
                innymi ludźmi powinny doprowadzić nas do zastanowienia się nad sobą.
                4. czyli do etapu czwartego, kiedy powinniśmy świadomie kształtować i oceniać
                swoje ja. W tym okresie powinniśmy zająć się "belką we własnym oku".
                W ten sposób człowiek ma swój krzyż do niesienia, a krzyż ten wyznaczają dwie linie:
                Serdecznie pozdrawiam!
                --
                www.hurka.end.pl
        • Odrzucanie Religii i
          > kultury w której się wyrosło jest bardzo niebezpieczne , gdyż Wszyscy
          jesteśmy
          > w
          > pewien sposób zakodowani przez miejsce urodzenia , rodzinę , społeczeństwo ,
          it
          > p.
          >

          odrzucenie uwazam za obowiazek...
          Chrystus powiedzial przeciez: porzucisz matke swoja i ojca...



          • Luty napisał :
            - odrzucenie uwazam za obowiazek...
            > Chrystus powiedzial przeciez: porzucisz matke swoja i ojca...

            Masz rację.
            Przeciez nie można w czymś tkwić wbrew sobie - jestesmy wolnymi ludźmi.
            Odrzucamy coś ,bo się z tym nie godzimy. Odrzucenie religii zresztą nie jest
            jednoznaczne z odrzuceniem np. Boga
            >-
            ewa
            Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
            • Odrzucenie religii nie jest oczywiście odrzuceniem samej wiary. Jak wiadomo,
              bez wiary, religia staje się tylko mechaniczną perseweracją czynności
              symbolicznych, która degeneruje ten proces do poziomu magii. Powtarzamy
              zaklęcia zamiast poznać ich znaczenie, zaufać im i pójść właściwą drogą.
              Dodatkowo jeszcze, poszukując pozaracjonalnych wyjaśnień cofamy się na etapy
              magiczne, co słusznie nazywa Wilber błędem „pre-trans”. A mianowicie: nie
              wszystko, co nie jest racjonalne jest od razu transpersonalne. Nawiasem mówiąc,
              Wilber przejął od Geiera i Huxleya pomysł pięciostopniowego schematu ewolucji
              świadomości i uzupełnił go rozbudowując do dziesięciu etapów jej rozwoju, na
              których wyjaśnił bardzo przekonywująco błędy różnych nurtów „new age”.
      • margaretkaberetka napisała:

        > Czasami milosc do Boga jest roznie rozumiana.
        > >
        >XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
        miłość do Boga jest odmianą ludzkiej"miłości"tzn jeszcze jednej
        EMOCJI ,maskującej nasze LĘKI!!!!
        Więc "NAZWALIŚMY " sobie NIENAZWANE ,
        co to jest
        NETI,NETI, NETI!!!!
        Serdecznie pozdrawiam VIATORES


        --
        oraw
        • Zalozylam sobie innego nicka motyvvacja-ale jeszcze sie wpisze jako panna
          beretkasmile

          Wiecie ,dzisiaj tak jakos mi po glowie chodzilo zastanawianie sie nad Adamem i
          Ewa.
          Nad pierwszymi ludzmi tu na ziemi(zgodnie z wyznaniem 3 religii)
          Refleksja jaka mnie naszla byla by odpowiedzia do postu oraw
          Wyobrazcie sobie dwie istoty ludzkie stracone na ziemie,co one mogly czuc?
          Oczywiscie ze wytworzyl sie jako pierwszy Lek,za nim obawa,planowanie
          przyszlosci,pytania czy ja sobie poradze?(tu mozliwosc zmniejszenia sie
          samooceny)
          Znowu strach przed samotnoscia,uzaleznienie i przywiazanie do drugiej osoby.
          najprawdopodobniej z momentem stracenia na ziemie(za kare?)umysl zostal
          zdewaluowany.Ucza sie od poczatku wszystkiego sami.Pragnienie przypomnienia
          sobie straconej wszechmadrosci-poszukiwania duchowe?-Nauka.Na to sie naklada
          caly wachlasz emocji (mozliwe ze w momencie odczuwania emocji wytwarzyly sie
          unerwienia calego ciala-bole porodowe)i inne stany stresowe czy depresyjne
          prowadzace do roznych chorob.
          Fakt ze tylko i wylacznie milosc jako Milosc doskonala jest w stanie zniwelowac
          kazdego rodzaju zle emocje.
          Ale moim zdaniem milosc do Boga ,nie jest odmiana ludzkiej milosci.Milosc do
          ludzi polega mimo wszystko na emocjach,nie jest doskonala.
          Milosc do Boga to tesknota za doskonaloscia jaka bylismy w raju.
      • Kazdy czlowiek przez swoja duchowa ulomnosc,rodzi nastepnych
        >
        > inwalidow.
        > Czas ktory Bog daje wszystkim ludzia.To czas na to, by zaczeli sie duchowo
        > udoskonalac,a tym samym udoskonalaja nie tylko swoje potomstwo a i cale kraje.

        duch w zadnym wypadku nie jest ulomny...tak naprawde nic nie jest ulomne, ale
        to inna juz sprawa...

        ulomne wydaje sie zycie w swiecie materii...
        zadaniem ducha jest dzwiganie materialnego zycia, do poziomu zycia duchowego,
        do poziomu duchowego piekna, dobra i milosci...
        to duze zadanie i wielki trud, ale tez wielka dla ducha przygoda...smile

        • Luty przyznaje ci racje,duch nie jest ulomny.Zle sie wyrazilam.
          Kazdy czlowiek z braku duchowosci,zrozumienia lub jego checi,rodzi nastepnych
          ktorzy (moga choc z regoly to maly procent)zaczac uduchowienie.
          Dokladnie tak jak pisales na samym poczatku.Komu sie chce wystawac poza
          przyjete normy?
          Moj etap jest ostatni ,odnoszac sie do tego co napisales,naprawde sie miotamsmile
          Pewnie latwiej jest tym,ktorzy maja swoich guru.Ja nie mam i ciezko mi,ale
          zadowolenie ze cos osiagam jest wiekrze niz zadany trod
          • margaretkaberetka napisała:

            > Moj etap jest ostatni ,odnoszac sie do tego co napisales,naprawde sie miotamsmile
            > Pewnie latwiej jest tym,ktorzy maja swoich guru.Ja nie mam i ciezko mi,ale
            > zadowolenie ze cos osiagam jest wiekrze niz zadany trod

            jak to mozliwe...?
            moim guru jest moj kot i... wieczorna godzina... i facet wyprzedzajacy mnie
            z rykiem klaksonu, pokazujacy srodkowy palecsmile moim guru sa zwloki
            przejechanego zwierzecia na drodze, szklanka goracej herbaty...radosc kochanego
            czlowieka...
            swiat jest dla mnie guru i zycie jest dla mnie guru...smile
            • Ten guru ktorego wybrales jest najtrudniejszy,dla kogos kto zaczynasmile
              Ludzie od wiekow szukali kogos do pomocy,za ktorym by mogli podarzac,uczyc sie
              od niego.Tym samym czlowiek zapominal o sobie,a szedl wyznaczonymi kryteriami
              Dlatego tak wiele jest roznych nurtow.
              Umiec patrzec ,dostrzegac,miec otwarte receptory to najwyrzsza sztukasmile

              Pstongue_outodobno jogi potrafi stac godzinami na glowie,myslac ze uskutecznia swoja
              duchowosc,a tym samym zalewa krwia miliardy niewidocznych nerwow w
              mozgu,poprostu je zabija ,i jego receptory sa martwe.Fakt iz roznie jest z tymi
              gurusmile
              Pozdrawiam
              /Margaretka
    • Zastanawia mnie jeszcze jedno pytanie a mianowicie:

      W Jaki Sposob slynni nauczyciele doszli do oswiecenia?Czyz nie przy pomocy Ego?
      Wyzbywaja sie go do czasu medytacji, po to zeby do niego wracac i czynic z
      niego narzedzie do zycia.Z jednego Ego wpadamy w drugie,nieustanne zmiany.Ale
      ono jest i zawsze bedzie.Na jakims topiku pisalam ze mozg i umysl jest tylko i
      wylacznie czescia ciala,(ma swoje biologiczne zadanie)i nie mozna go sobie
      odciac jak reki czy nogi.
      Tak czy inaczej trzeba do niego wrucic, a wiec modyfikacja Ego( afirmacje
      kasiory,dobrobyt,szczescie,itd) wcale nie przeszkadzaja w rozwoju
      duchowym,skoro kazdy czlowiek jak zyje wraca do Ego.Jezeli jestesmy
      podzieleni,na mozg i umysl(ktore tworza calosc)+ dusza ,ciala astralne,energia
      itd.To przeciez nie trzeba sie niczego wyrzekac,a kozystac ze wszystkiego naraz

      To dlaczego niektorzy pisza ze afirmacje i modyfikacja Ego nie ma nic wspolnego
      z rozwojem duchowym?KAzdy sobie rzepke skrobie-Ja tam wykorzystuje caloscsmile
      • Twoje wątpliwości (podpowiadane Ci chyba przez intuicję) są uzasadnione i mają
        swoje konkretne uzasadnienie. Spróbuję to wytłumaczyć:
        Ego samo w sobie nie jest tylko i wyłącznie obiektem pogardy mistrzów
        duchowych. Jest ono m. in. podstawowym narzędziem służącym osobom przybywającym
        na ten świat, do fizycznego przetrwania w rzeczywistości materialnej. Pozwala
        orientować się w tym świecie, dbać o ciało, jego potrzeby i inne ważne cele.
        Nie stanowi ono większego zagrożenia do momentu gdy świadomie używamy go w
        celach uzasadnionych etycznie, takich jak przetrwanie własnej osoby lub innych
        bliskich osób, które kochamy. Niestety ego jest m. in. zbiorem często
        nieświadomych uwarunkowań i przywiązań, silnie łączących nas ze światem
        materialnym i dlatego uznanie ego za najwyższy priorytet zawsze będzie
        przeszkodą na drodze rozwoju duchowego.
        Z holistycznego punktu widzenia, ego jest konieczne do przejścia przez pewne
        wczesne etapy rozwoju duchowego, zaś bez niego nie byłyby możliwe np. takie
        istotne ćwiczenia, jak przebywanie w ciele, przebywanie w czasie, percepcja
        bólu czy uświadomienie emocji. Problematyczne jest jednak nieograniczone
        funkcjonowanie ego na etapie poszukiwania wartości duchowych i etycznych ,
        ponieważ przywiązania z których składa się ego „walczą o swoje prawa”. Dzieje
        się tak dlatego, że wielu z nas utożsamia się z własnym ego a nakarmiona takim
        wzorcem podświadomość odbiera próby odejścia od uwarunkowań jako „śmierć ja”.
        Wiele osób podejmujących przełomowe decyzje o własnym rozwoju duchowym natrafia
        w snach na stany lękowe i wizje śmierci. SA to obrazy śmierci fałszywego ja –
        czylu ego, które faktycznie czeka śmierć na końcu drogi.
        Niemniej jednak, to właśnie obserwacja emocji, przywiązań i uzależnień jest
        częstym początkiem drogi duchowej na której, ego odgrywa rolę dna od którego
        się odbijamy (jest to podstawą niektórych ćwiczeń tantrycznych). To między
        innymi dzięki medytacyjnej obserwacji ego można wykształcić najpierw „zmysł” a
        później „postawę” tzw. Obserwatora/Świadka. Reasumując ego stanowi niepodzielną
        całość świadomości, która na drodze swojego rozwoju coraz mniej go potrzebuje.
        Na wschodzie mawia się, że ego „rozpuszcza się” w percepcji Boga i to jest
        bardzo trafne określenie, bo dobrze oddaje ono proces powolnego zaniku,
        zapominania o sobie i odejściu ego na dalszy plan.
        • korona racjonalnosci jest, jak mowia filozofowie, zmyslowosc. chociaz z tego co
          tu przeczytalem wynikaloby iz szczytem racjonalnosci jest agnostycyzm (wiem ze
          nic nie wiem, pustka, etc), co najwyzej, nie zadna duchowosc. Natomiast tam
          gdzie zaczyna sie instytucja religijna tam konczy prawdziwe uczucie religijne,
          a kwitnie dogmatyzm. Co do schematycznosci i hierarchii struktury rozwoju
          duchowego to zadanie to iscie filozoficznej, albo teologicznej, a nie duchowej,
          natury. Ogarnac wszystko i wszystkich, wrzucajac do jednego garnka schematu, to
          zakrawa na pyche rozumu, obojetnie jak to zwac. Bez niedoskonalosci nie ma
          zycia, roznorodnosci istnien, ani indywidualizmu, ani rozwoju, ani ruchu.
          Indywidualizm i unikalnosc wlasnej sciezki rozwija sie i doswiadcza poprzez
          praktyke, wcielanie w zycie pragnien, spelnianie siebie, czesto poprzez
          zaprzeczanie swojemu ego (np. w milosci), dzieki czemu czlowiek objawia swoja
          prawdziwa nature, jak tez jest w stanie dokonac poprawy wlasnego charakteru.
          Ale jazn jest niezbedna, gdyby dla MNIE nie bylo wazne zeby byc dobrym, to dla
          KOGO? Bez Ja nie ma zycia. Ale ja ktore nie jest juz ego, staje sie jaznia.
          Dlatego tak bardzo Bog docenial wolnosc czlowieka. Czasem lepsze aktywne zlo
          niz bierne dobro, dlatego hierarchicznosc nie ma wielkiego znaczenia, bo
          wartosciuje tych ktorzy nie sa 'rozwinieci' duchowo, podczas gdy czasem taka
          postawa 'anty-duchowa' moze sluzyc do przebudzenia ku duchowosci kogos kto
          akurat potrzebowal doswiadczyc takiej stymulacji 'anty-duchowej'. Nie wazne kto
          jest na jakim etapie, wazne zeby to kim sie jest bylo odzwierciedleniem tego w
          co sie w danym momencie zycia naprawde wierzy, czego sie pragnie, etc. Wowczas
          interakcja jest optymalnie tworcza. Bez przeciwienstw nie ma zycia, dlatego
          hierarchicznosc rozwoju duchowego jest dogmatyzmem tworzonym przez
          racjonalnosc, na uzytek dominacji racjonalnosci, ktora jeszcze do tego chelpi
          sie przy tym iz jest duchowoscia. Rozum/Racjonalnosc/ w wielu praktykach
          mistycznych jest celowo upokarzany, azeby nauczyl sie sluzyc, a nie dominowac,
          szczytowac. Dlatego 'oglupianie rozumu' daje efekt rozpuszczania pychy rozumu w
          pozostalych aspektach istnienia. Praktyka dobrych uczynkow tez daje taki efekt,
          choc prowadzi do hiobowego doswiadczenia (niesprawiedliwych krzywd pomimo
          dobrych uczynkow), co jest swietnym szokiem dla racjonalnosci, stymulujacym
          wnikliwosc intuicyjna, po osiagnieciu ktorej czlowiek przestaje 'osadzac swiat
          i uczynki ludzkie' w kategoriach czysto logicznego schematu czern/biel.
          Ekspresja artystyczna czesto obywa sie bez racjonalnosci, dlatego jest w stanie
          rozwijac duchowosc niekontrolowana przez wlasne swiadome ego, ujawniajac
          problemy i stan osobowosci, jakich swiadomosc logiczna wolalaby uniknac
          dostrzegac, gdyz logika nie potrafi akceptowac tego co nie jest uporzadkowane,
          chocby bylo czescia zycia. Potem, kiedy tresc podswiadoma zostaje juz
          uformowana bez dominujacego udzialu swiaidomosci, swiadomosc zabiera sie do jej
          porzadkowania, co czesto ma bardzo interesujacy wplyw na przemiane samej
          swiadomosci w bardziej elastyczna forme ekspresji. Prawdziwym Bogiem jest to co
          sie kocha. Racjonalnosc nie pozwala czlowiekowi wyjsc poza wlasne ego, poniewaz
          trzyma wszystko pod kontrola. Irracjonalnosc i oddawanie sie intuicji, uczy jak
          zyc ufnoscia, a nie tylko tym co JA (czyli samozachowawczy rozsadek) akceptuje
          jako prawde. Wiedza, kontrolowana przez swiadomosc, jest posiadaniem prawdy, a
          nie otwartoscia na prawde.
          • Salam,Shalom,niech bedzie pochwalony.
            Wiec wychodzi na to ze dostalismy malego zwierzaczka ktorego trzeba tresowac.
            Nie widze innego wytlumaczenia.Im wiecej cos robisz-tym bardziej sie do tego
            przyzwyczajasz, i tym bardziej sie to samoistnie powtarza-bez wzgledu na
            sytuacje.(mozna by rzec ze przyzwyczajamy komorki do tych samych chemicznych
            skladow-wydzielanych poprzez sytuacje do ktorych sie przyzwyczajalismy)
            I tu jak powiadasz mistycyzm(biczowanie ciala w wielu religiach,glodowki,posty)
            to wszystko wlasnie ma doprowadzic do katroli ciala .Katroli komorek.Dokladnie
            sie zgadzam.Wiec Religie mimo wszystko nie sa takie glupie-moim zdaniem to
            czlowiek ktory wymyslil zbyt malo slow,nie byl w stanie wymyslic morza slow na
            kazde emocjonalne uczucie ,i stad ten ciemnogrod.Mimo ze czlowiek byl
            naprowadzany poprzez (prorokow?,mistykow?,oswieconych?)Jednak mimo lawiny
            slow,i wszelkich prob bycia zrozumianym,oczy czlowieka nie rozumialy tego co
            widza,a dusza nie czula.Trup.

            Przeciwienstwa? ...wrecz przeciwniesmile nie ma przeciwienstw..smile)))))
            Wszystko zalezy jak kto na co patrzy.Moge widziec to jako calosc zgodnosc i
            milosc, albo moge sie uzaleznic od nienawisci,i od milosci,a wtedy
            przeciwienstwa beda we mnie samej,ale w swiecie nie ma sprzeciwienstw.Bog jest
            jednoscia,my nia jestesmy,zycie jest jednoscia.A reszta to twoje oczy i wzrok

            • Jeszcze malutkie pytanko:
              Rozumie ze czlowiek ktory przyzwyczail swoje komorki do powiedzmy :''reakcji
              lamentowania''..Lubi sobie pobiedowac-porzalic sie na swoj los,i wiecznie mowi
              ze nieszczescie sie go trzyma-Co w rzeczywistosci prowadzi do nieszczesc..
              Teraz....Jezeli On sam nie wie.Jego umysl poprostu nie mysli skad to sie
              wzielo.A mozg produkuje chemiczne zwiazki uzalezniajace lamentownika.Po jakims
              czasie staje sie on glodny lamentowania(jak palacz nikotyny).
              Ok.
              Ale sytuacje(nieszczescia) przyciagaja sie do niego-i tak szczerze mowiac On
              nie ma z tym nic wspolnego.Moze siedziec w drewnianym kosciele ,a mu celgowka
              na leb spadnie.
              Nie chodzi mi o przyzwyczajenie sie do czegos,nie chodzi mi o nasze
              cialo.Chodzi mi o ta sile magnezu,ktora powoduje przyciaganie -w tym wypadku
              nie przeciwienstw.A tego samego co w naszym ciele tkwi najwiecej.Czyli
              nieszczesc w wypadku lamentownika.
              Nie chce mowic tu o podswiadomosci.Ktora nas tam gdzies popycha i cos tam,tego
              tamtego..Zastanawiam sie nad magnezem,nad magnezem przyciagania sytuacji.

              pzd.
              • Czy to jakas calosc morekularna? wiarzaca komorki z materialem?(celem)
                Wyglada na to ze nie ma przeciwienstw tak jak pisalam,Jest calosc wiarzaca sie
                w jedno.
                • harmonia przeciwienstw to jednosc w roznorodnosci, a nie ujednolicanie. Noc i
                  dzien, to przeciwienstwa, a nie negacje. Prawa, lewa strona, mysl i czucie,
                  mezczyzna i kobieta, dwoje oczu, dwie rece, dwie nogi, dwa platy pluc. Prawa i
                  lewa polkula mozgowa, jeden narzad rodny, ale dwa jajniki, dwa jadra itd.etc.
                  Wszystko, nawet jednosc, zdaje sie sluzyc istnieniu dwoistosci, par. Bez
                  harmonii dwoistosci nie ma Jednosci, ale ta harmonia nie jest calkowitym
                  zanikiem odrebnosci. Stad jazn, a nie ego. Wolnosc i przeznaczenie,determinizm,
                  jednoczesnie. Paradoksy... Milosci. Milosc czyli harmonia mysli i czucia,
                  zawsze w sytuacji dynamicznego stawania sie: czujaca, wspol-odczuwajaca mysl
                  (pobudzana wyobraznia, a nie czysta logika oplaca sie/nie oplaca) i myslace
                  czucie (wyzbyte egoizmu zmyslowosci). Jednosc ktora nie potrafi zachowywac
                  odrebnosci jest czysta pustka, a nie zyciem. Niedoskonalosc jest zawsze otwarta
                  na rozwoj, na przekraczanie samej siebie, dlatego niedoskonalosc jest
                  doskonalsza od jakiejkolwiek doskonalej Jednosci. Uznanie rzeczywistosci
                  roznorodnosci w Jednosci, jest podstawa do praktykowania szacunku wobec kozdej
                  zywej istoty, jak tez samego siebie, i Boga w Sobie. Jednosc nie jest
                  abstrakcja. Jednosc ciala np. gdzie kazda czastka spelnia odrebna, indywidualna
                  funkcje, bedac niezastepowalna unikalnoscia, jednoczesnie istniejac dla drugich
                  i dla calosci. Sama, czysta, logiczna mysl, tego nie ogarnie. Mysl jest
                  Faraonem. Mojzesz wychowuje sie na dworze Faraona bez wiedzy Faraona, ale
                  czerpiac z jego najbardziej ludzkich, owocow milosci (corka Faraona) i wiedzy
                  mistycznej/okultystycznej (kaplani na dworze Faraona). Kiedy Rozum wie ze
                  gdzies pod nosem istnieje sila duchowa, natychmiast kaze robic rzez niewiniatek.
                  • Alez ja rozumie.Ale zobacz.Jednosc stworzyla te przeciwienstwa.One tkwia w
                    jednosci.W Bogu.
                    To byla moja mysl.

                    Pozatym z tego co piszesz :harmonia przeciwienstw to jednosc w
                    roznorodnosci.Wychodzi na to ze sie zgadzamy.Slowa sa utrudnieniem.Zawsze
                    byly.Gdy pojawila sie mysl-musialam biec za znaczeniem slow,a wtedy nie jestem
                    soba,jestem nazuceniem czyjegos slowa.


                    Wiesz gdy patrze w niebo ,w piekny sloneczny dzien,widze tam miliony swiecacych
                    punkcikow-(to nie ma nic wspolnego z okiem).Punkciki biegaja,jest ich mnustwo.
                    KAzdy z nich jest inny-ale naleza do calosci.
                    Niedoskonalosc wlasciwie nie.Nie ma niedoskonalosci-jest doskonalenie sie.
                    Wiec to doskonalenie sie jest tu na ziemi.Dlatego ziemia jest taka
                    stara,zakladajac ze rozwoj duchowy szedl w zupelnie innym kierunku niz
                    naprawde powinien.

                    A kim byla faraon? Tarcza obronna czarownika-wlasciwie nie czarownika a
                    czlowieka oswieconego ,ktory korzystal z oswiecenia w zly i samolubny sposob.
                    Nienawisc i zle mysli narodu, tylko sie wylewaly na Faraonie.A prawdziwy
                    Faraon siedzial z tylu,i mial wszystkich w nosiesmile
                    WIec jak ta historia z Mojzeszem naprawde wygladala?Skoro (czarownicy)
                    katrolowali poddanych telepatycznie na dworze.KAzda mysl jaka nachodzila
                    poddanych byla przesylana dalej(do wiekrzego ranga)Ludzie nie mogli pozwalac
                    sobie na spiski-bo placili glowa.WIec gdzie ta prawda o MOJZESZU?
                    CO kaplan nie wiedzial KTO sie wychowuje nadworze? CHyba ze sam chcial go
                    nauczyc wiedzy-dlatego pozostal.

                    Pozdrawiam
                    • A co jak BOg nie jest jednoscia.To sa tylko wyobrazenia kim on jest.A wiec tak
                      jak pisalam ci na poczatku .KAzdy patrzy Jedynie przez swoje Wyobrazenia o BOgu.
                      Ktore wyznaczaja mu puzniej filozoficzny kierunek myslenia
                      Teraz: Buddysci mowia ze kryje sie on na ziemi.W korzeniach swiata
                      Inne religie podnosza glowy i madla sie w gore-do nieba.
                      On jest wszedzie-ALe nikt nie wie Kim-czym-jakim-ON jest.
                      Dyskusja w tym wypadku na Jego temat jest zbedna.


                      Pozdrowka shamansmile
                      • dyskusja na temat Boga dla mnie tez jest zbedna, ale skoro decydujemy sie na
                        slowa, a slowa to niedoskonalosc, abstrakcja, wiec wybaczam slowom i nie
                        oczekuje od nich doskonalosci. Chodzi o ustalenie jakiegos kierunku, a nie
                        definiowanie. Slowa daza do zaogolnien i zawsze krzywdza. Bog jest tym co
                        prawdziwie kochamy. Przedmiot milosci moze sie zmieniac, albo od/krywac, w
                        miare naszych doswiadczen. Samo slowo Bog w oryginale hebrajskim zawiera w
                        sobie liczbe mnoga, zenska i meska, wiec slowo Bog w wiekszosci jezykow zawiera
                        w sobie historie dominacji patriarchalno-racjonalistycznej. Etymologia slowa
                        Jezus oznacza 'Jazn ktora nie przemija. Etymologia slowa Budda oznacza 'umysl
                        wspol-odczuwajacy'.
                        • 1)Arabski: > A L L H > `allôh

                          2)Hebrajski: > A L H > `eloh

                          3)Aramejski: > A L H > 'alah

                          > A L L H > `allôh
                          > A L H > `eloh
                          > A L H > 'alah


                          Pisownia jest niemal identyczna.
                          Wymowa w zależności od dialektu, jest prawie identyczna.
                          Wszystkie pochodzą z tego samego rejonu geograficznego.
                          Rdzenie tych słów (ilah, el, iil) są podobne, a ich religijne znaczenie jest
                          identyczne - coś czemu oddawana jest cześć.
                          Jednak nie tylko znaczenie i pochodzenie słowa Allah ma te same korzenie.
                          Przesłanie wszystkich wysłanników Allaha jest jednym i tym samym przesłaniem.

                          Mojżesz mówił do swego ludu:

                          "Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym."
                          (Ks. Powtórzonego Prawa, 6:4)

                          Jezus mówił do apostołów:

                          "Pierwsze (przykazanie) jest: 'Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest
                          jeden.'"
                          (Ewangelia wg. Marka, 12:29)

                          Allah objawił Muhammedowi:

                          »Powiedz, On jest Bogiem Jedynym.«
                          (Surah al-Ichlaas, 112:1)
                          • Elohim znaczy Sedziowie i posiada zarowno rodzaj meski jak i zenski. Dla mnie
                            Bog to metafora, wskazujaca pewna tresc. A poza tym jest wiele imion Boga w
                            sameym Starym Testamencie, takich jak Elohim, Jehowa, Pahad, Shaddai. Kazdy
                            moze oznaczac pewien aspekt boskosci, ktora moze byc jedna (ale wcale nie
                            musi). Elohima interpretuje sie jako aspekt rozumowy. Sa tez i takie
                            prawdopodobne interpretacje iz Jahwe jest pozostaloscia bostwa zenskiego,
                            zmieniona po nadejsciu epoki patriarchalnej. Ahajowie zrobili to samo z
                            imionami Greckich Bogin (Robert Graves - Mitologia Grecka) Nie zaprzeczam temu
                            co pisze w Biblii, ale
                            przedstawiam odmienny punkt widzenia, raczej nie doslowny, przy okazji
                            przypomne slowa sw. Pawla iz 'Literaz zabija, Duch ozywia'. Z doslownego
                            pojmowania Biblii nic
                            dobrego nie wyniklo (np. zebro Adama). Biblia cala pisana jest metaformai, co
                            wcale jej nie uwlacz, jak niektorzy oboroncy doslownosci biblijnej uwazaja.
                            Zreszta "tam skarb gdzie serce'.


                    • Nie wiem czy jednosc je stworzyla, w kazdym razie owszem, wyplywaja one z
                      samoroznicowania sie pierwotnej Jednosci. Kwestia slow, jasne. Ale oznacza to
                      iz dynamika zycia jest nie w samej Jednosci lecz w procesie aktywnej przemiany.
                      Zmiana jest wolnoscia, jak mawial pewien poeta. Co dzisiaj jest prawda, jutro
                      staje sie pylem i podstawa do odkrycia nowej prawdy. Iluzja, czyli rowniez
                      materia ma swoje swiete pochodzenie, gdyz jest projekcja Zrodla Zycia, dlatego
                      cialo jest czescia duszy, ale dominacja cielesnosci, choc moze byc koniecznym
                      etapem do doswiadczenia zycia, jest jednak ograniczaniem zycia i degeneracja.
                      Ale coz, czasem trzeba przeciwdzialac zyciu, zeby moc sie ocucic na dobre.
                      Odbicie od dna potrzebne jest tym ktorzy woleliby zyc w objeciach Wybawicieli.

                      A ja wierze iz rzeczywistosc jest projekcja naszych wyobrazni, i wszystkie
                      rzeczy sa eksterioryzacja naszych mysli i czuc. A jednoczesnie jest to
                      interakcja z innymi wizjami innych istot, ludzi. Natomiast Jednosc naszych
                      percepcji tworzy tzw. obiekktywnosc. Jednosc i roznorodnosc przenikaja sie
                      nawzajem. Dobrze jest to Jednosc mojego ogladu wszechswiata, ale dopiero w
                      szczegolach objawia sie prawda tej jednosci. W przeciwnym razie Jednosc jako
                      taka to rowniez statystyka i komuna, gdzie jednostka jest niczym wobec potrzeb
                      Panstwa, ogolu, wiekszosci. Dokad w praktyce zaprowadzilo ludzi balwochwalstwo
                      wobec Jednosci? (To moja dygresja, z punktu widzenia nie-czciciela Jednosci,
                      ani Jednego Jedynego Boga, skoro sam Bog mowi, moje imie Jest Jestem. Co dla
                      mnie oznacza Jazn, kazda Jednostke lub tez Obecnosc Boskosci tego co
                      nieprzemijalne w kazdej rzeczy i istnieniu).






                      • Elohim jest liczbą mnogą która w języku hebrajskim używana jest po to aby
                        podkreślić mnogość mocy." (Hertz: The Pentateuch and Haftorahs). "Forma słowa,
                        Elohim, jest mnoga. Hebrajczycy stosowali liczby mnogiej w odniesieniu do
                        rzeczowników aby wyrazić wielkość lub majestat." (Flanders, Cresson:
                        Introduction to the Bible). Podobnie Allah w Koranie, kiedy mówi o Sobie,
                        często używa liczby mnogiej, aby wskazać Swą wielkość. Jest to pewna forma
                        gramatyczna która istnieje w językach semickich, przetłumaczona zaś na inne
                        języki staje się niezrozumiała.


                        Dlatego uwarzam ze slowa,sa tylko slowami.Zeby zrozumiec slowa innych-nie mozna
                        tylko przetlumaczyc znaczenia a zrozumiec ich tresc,ktora odnosi sie w danym
                        kraju.Tu chodzi o kulture slow..Masz racje ze slowa zabijaja ducha.Bo zobacz co
                        sie stalo w europie zanim zostala im przekazana religia.Wszystko sobie
                        pomieszali.Albo chcieli zrozumiec inaczej????Katrola ignorantow???-najwiekrzym
                        grzechem jest robienie z Boga konceptu.
                        • motyvvacja napisała:

                          > Elohim jest liczbą mnogą która w języku hebrajskim używana jest po to aby
                          > podkreślić mnogość mocy." (Hertz: The Pentateuch and Haftorahs). "Forma
                          słowa,
                          > Elohim, jest mnoga. Hebrajczycy stosowali liczby mnogiej w odniesieniu do
                          > rzeczowników aby wyrazić wielkość lub majestat." (Flanders, Cresson:
                          > Introduction to the Bible).

                          Racjonalistyczna interpretacja, ktora akurat tu mnie nie interesuje, zreszta
                          dokonywana w kazdym tzw. 'niejasnym' miejscu biblii przez teologow,
                          zainteresowanych glownie w usuwaniu wiernym kamieni spod nog, i jednoczesnie
                          uniemozliwiajacym ludziom indywidualna interpretacje, pod roznymi grozbami,
                          nakazami i zakazami. Kaplani zawsze dbali o podtrzymywanie nienaruszalnosci
                          autorytetow, dogmatow i instytucjonalnej religii, tworzac w ludziach pasywnosc
                          umyslowa, podczas gdy mistycy, chocby w rodzaju Swedenborga, Bohemego czy
                          Blake'a maja raczej odmienne zdanie, wcale nie negujac Jednosci. Wlasnie o to
                          chodzi iz roznorodnosc wcale nie nie neguje Jednosci, poniewaz brak czerni
                          wcale nie dowodzi automatycznej (logicznej) obecnosci bieli. Oczywiscie
                          teolodzy pretenduja do posiadania monopolu na prawde, podczas gdy np. kabalisci
                          mowia iz tyle jest interpretacji biblii ilu jej interpretatorow. Kto szuka ten
                          znajduje.

                          Podobnie Allah w Koranie, kiedy mówi o Sobie,
                          > często używa liczby mnogiej, aby wskazać Swą wielkość. Jest to pewna forma
                          > gramatyczna która istnieje w językach semickich, przetłumaczona zaś na inne
                          > języki staje się niezrozumiała.


                          Ladnie brzmi, ale dla mnie to jednak naciagana interpretacja
                          racjonalistyczna, 'pewna forma gramatyczna'. A kto tak zadecydowac? Wedlug
                          mistykow nic w Biblii nie jest bez znaczenia mistycznego, duchowego. Jest
                          mistyka liczb i imion. Wszystko ma bardzo istotne i symboliczne znaczenie,
                          dlatego sw.Pawel mowi o tym iz trzeba rozumiec tekst sw. nie doslownie, ale
                          duchem, sercem, calym soba, a nawet swoim zyciem. Czesto poza tym autorzy
                          biblii pisali sprzecznosci, ktore nota bene teologowie usiluja usunac ludziom
                          spod nog, a ktorych paradoksalna wspol-obecnosc w osobie czytajacej,
                          studiujacej, ma bardzo edukacyjne znaczenie, gdyz rozbudza w czlowieku
                          indywidualne zdanie, bunt wobec autorytetu, po to by uaktywnic skarb wlasnego
                          serca. Technika mistyki starozytnej, jak tez kazdej szczerej dzialalnosci
                          tworczej. Szacunek dla Boskosci-w-Czlowieku. Jakby nie bylo czlowiek zostal
                          stworzony jako mesko-zenska istota ('Bog stworzyl Czlowieka mezczyzna i
                          kobieta', co racjonalistycznie tez mozna zinterpretowac tak by ten fakt
                          przedstawic trywialnie jako osobno mezczyzne i osobno niewiaste). I to
                          stworzony na wizerunek Boga. A czy to zwac Jednym Bogiem, czy sercem, czy
                          miloscia, czy Allahem, czy Kriszna, nie upieram sie. Zarowno roznorodnosc jak i
                          jednosc spelniaja tu swoja istotna role.
                          >
                          >
                          > Dlatego uwarzam ze slowa,sa tylko slowami.Zeby zrozumiec slowa innych-nie
                          mozna
                          >
                          > tylko przetlumaczyc znaczenia a zrozumiec ich tresc,ktora odnosi sie w danym
                          > kraju.Tu chodzi o kulture slow..Masz racje ze slowa zabijaja ducha.Bo zobacz
                          co
                          >
                          > sie stalo w europie zanim zostala im przekazana religia.Wszystko sobie
                          > pomieszali.Albo chcieli zrozumiec inaczej????

                          tu nie tylko chodzi o kulture narodu, bo o ile mi wiadomo narod wybrany sam nie
                          wiedzial co poczac ze swoja sw.Ksiega, a nawet jak ja czytac. Pozno zdaje sie
                          ze Ezdrasz wymyslil system samogloskowy. Pojmowac Duchem, a nie doslownoscia,
                          to rowniez wczytywac sie w sens intuicja, cala osoba, a nie tylko samym
                          rozumem. Wowczas sens duchowy slow sam sie objawia, z wnetrza czlowieka.
                          Chrzescijanstwo europejskie to bardzo krotka historia w porownaniu do wiekow
                          poganstwa, ktore odzywaly sie w w historii Europy niejednokrotnie jako
                          zaprzeczenie ideii chrzescijanskich, niejednokrotnie pod sztandarami jezusowej
                          milosci, ale nawet z tymi problemami, idee chrzescijanskie i tak oddzialywaly
                          bardzo pozytywnie na przemiane Europy, czy Zachodu jako takiego, pomimo
                          samobojczych zrywow ujarzmionego ducha podswiadomosci.



                          Katrola ignorantow???-najwiekrzym
                          > grzechem jest robienie z Boga konceptu

                          owszem, choc mysle ze desakralizacja symboli religijnych, czyli pojmowanie ich
                          w sensie metaforycznym, psychologicznym raczej dziala jednoczaco na ludzi,
                          zwiekszajac zdolnosc do tolerancji innosci, co prawda z negatywnym skutkiem
                          ubocznym wzmacniania racjonalizmu. Wszystko jest mieczem obosiecznym.


                    • czarownicy egipscy to nie tylko czarownicy. Hebrajski, Pieciokksiag wywodza sie
                      z kultury egipskiej. Mojzesz zostal wtajemniczony i przerosl swoich
                      nauczycieli? Ale ludek 'wybrany'i tak nie wiedzial jak czytac wlasne 'Pismo'.
                      Faraon jest niby nikim, bo czymze jest sam rozum, ale rozum ktory dziala w
                      polaczeniu z miloscia, dopiero staje sie tworczy. Dlatego Mojzesza, ziarno
                      duchowe, ratuje corka Faraona, mysl wspol-czujaca. Pismo jest pisane przez
                      poetow-prorokow, a nie teologow, jezykiem metafizycznych metafor, ktore maja na
                      celu rozbudzac wyobraznie tworcza, czyli Jezusa, w kazdym czlowieku, otwartym
                      na szukanie prawdy cala osoba, a nie tylko intelektem. 'Litera zabija, Duch
                      Ozywia' (sw.Pawel)
                      • Faraon byl mozgiem ,ktory dziala tak jak ma za zadanie.Czyli polaczenia
                        neuronow,chemiczne reakcje babardujace komorki,a w zwiazku z tym wynikajace
                        emocje.ALe zobacz przeciez milosc jest tez emocja,wytworzona przez reakcje
                        chemiczna w sercu mozgu.Wiec kazdy czlowiek jak naprawde chce kochac-kochal
                        bedzie.Nikt nie jest stworzony zlym.Zli sami sie robimy.
                        - Wola-to jest zaczarowany klucz i dar od Boga

                        Pierwsza magia dostarczona byla w babilonie(Iraq),z tamtad sie wywodzi.Bylo to
                        jeszcze przed Ibrahimem
                        • Moze to wlasnie wola, jakze czesto usilujaca uszczesliwiac innych na swoja
                          modle, jest zrodlem zla, ktore trzeba tworzyc i doswiadczac w swiecie
                          przemijalnym, czesto wbrew wlasnej intencji, azeby moc sie zmieniac i
                          doskonbalic duchowo? W kazdym razie nie wierze w zlo jako ceche osobowa, tylko
                          jako stan przejsciowy, doswiadczany (milosiernie) w swiecie przemijalnym, azeby
                          moc sie wyzwolic z bledow/iluzji.
                          Ale tak, samodyscyplina jest celem. Moralnosc z milosci, a nie z nakazu czy
                          zakazu. Wyobrazniowe wspol-odczuwanie, minimalizujace konsekwencje pewnych
                          czynow lub ignorancji, prowadzacych do roznych cierpien i krzywd. Prewencja.
                          Daleka droga. Zdaje sie iz obecnie nastepuje odwrot od wolnosci ku moralnosci
                          nakazowej. Musza objawic sie skutki, zostac strawione i wpisane w obszar
                          podkorowy. Ale mamy duzo czasu. Cala nieskonczona wiecznosc. I do wyboru do
                          koloru. Wierze tez w nieskonczonosc wszechswiatow, na miare pragnien. Trzeba
                          sobie tylko wyobrazic w jakim swieci chcialoby sie istniec, a wszystko sie
                          spelni. kwestia czasu. I przestrzeni. dla Wyobrazni.


                          motyvvacja napisała:

                          > Faraon byl mozgiem ,ktory dziala tak jak ma za zadanie.Czyli polaczenia
                          > neuronow,chemiczne reakcje babardujace komorki,a w zwiazku z tym wynikajace
                          > emocje.ALe zobacz przeciez milosc jest tez emocja,wytworzona przez reakcje
                          > chemiczna w sercu mozgu.Wiec kazdy czlowiek jak naprawde chce kochac-kochal
                          > bedzie.Nikt nie jest stworzony zlym.Zli sami sie robimy.
                          > - Wola-to jest zaczarowany klucz i dar od Boga
                          >
                          > Pierwsza magia dostarczona byla w babilonie(Iraq),z tamtad sie wywodzi.Bylo
                          to
                          > jeszcze przed Ibrahimem

                          • nurzam się w radości istnienia!
                            wszystko ma JEDEN SMAK
                            O N E T A S T E !!!!!!!!!!!!!
                            panteiści(jakim ongiś byłem) i buddyści (jakim ongiś bywałem) serdecznie Was
                            pozdrawiam VIATORES
                            --
                            oraw
                          • Trzeba
                            > sobie tylko wyobrazic w jakim swieci chcialoby sie istniec, a wszystko sie
                            > spelni. kwestia czasu. I przestrzeni. dla Wyobrazni.

                            Trzeba tylko wyobrazic sobie kim chcialo by sie byc.A moze kim sie naprawde
                            jest?.Znalesc klucz do siebie samego i odkryc piekno swojego wnetrza?.Zrozumiec
                            ze Bog stwarzajac czlowieka stworzyl czyste piekno i dobroc.Dlatego tak zwana
                            metafora''ze dobro wygrywa'' w walce ze wszystkim,nawet z samym soba.
                            Ale swiat i jego odbicie w naszych oczach-tak wyuczone,tak zrozumiane.Moze
                            nawet ta nauke widzenia swiata dostalismy w genach.A to ze czlowiek pochodzi z
                            malpysmile To moze chodzi o malpi rozum? ktory udoskonalamy.Nauke patrzenia na
                            siebie jak na czlowieka ,a nie jak na zwierze.Znalezienie dusze i doprowadzenie
                            ja do oczu,a wtedy juz wszystko zdaje sie byc mozliwe...
                            • jest taki wiersz Bly'a, a moze to tlumaczenie wiersza mistyka arabskiego
                              Rumiego, juz nie pamietam: What Have I Ever Lost by Dying? Streszczajac
                              chodzilo mniej wiecej o to: tysiace lat bylem kamieniem, az w koncu umarlem i
                              urodzilem sie roslina/ Tysiace lat bylem roslina az w koncu umarlem i urodzilem
                              sie zwierzeciem/ Tysiace lat bylem zwierzeciem az w koncu umarlem i urodzilem
                              sie czlowiekiem/ I coz takiego stracilem poprzez Umieranie?
                              Podoba mi sie idea wiecznego rozwoju.
                    • '''Wiesz gdy patrze w niebo ,w piekny sloneczny dzien,widze tam miliony
                      swiecacych
                      punkcikow-(to nie ma nic wspolnego z okiem).Punkciki biegaja,jest ich mnustwo.
                      KAzdy z nich jest inny-ale naleza do calosci.'''

                      co za motywacjasmile Chcialam podziekowac za ksiazki do ktorych tu dostalam
                      link,poniewaz duzo mi wyjasnily ,chcociazby co do tych punkcikwsmile

                      Ze względu na swą świetlistość i niezwykłą aktywność te kuleczki siły życiowej
                      mogą być dostrzeżone przez każdą osobę, która zada sobie trud ich obserwowania.
                      Szybują one w atmosferze w olbrzymich ilościach, szczególnie podczas
                      słonecznego dnia. Najłatwiej można je dostrzec po oderwaniu wzroku od słońca i
                      skupieniu go na tle czystego nieba w odległości kilku stóp od siebie.
                      Świetlista kuleczka jest niemal bezbarwna i może być porównana z białym
                      światłem.

                      Mimo że siła ożywiająca te świetliste kuleczki jest całkiem odmienna od
                      światła, to jednak nie wydaje się, by mogła przejawiać się bez niego. Gdy
                      słońce świeci, siła życiowa tryska i stale się odnawia, a kuleczki rodzą się w
                      niewiarygodnej ilości. Podczas złej pogody ilość kuleczek wydatnie się
                      zmniejsza, a w nocy zjawisko to ulega całkowicie zawieszeniu. Oznacza to, że w
                      nocy zużywamy zapas, jaki nagromadzimy w ciągu dnia. Chociaż jego całkowite
                      wyczerpanie nie jest możliwe, to podczas kilku czy kilkunastu pochmurnych dni
                      wyraźnie się zmniejsza.

                      • Jeszcze co do ''prany'' chcialam dopisac,ze nie tylko jest ona widoczna na
                        czystym niebie,i nie przygasa czy zmniejsza sie wieczorem.(jak pisza)
                        Moim zdaniem, wieczorem gdy slonce zachodzi-ona jest-ale nie ma jej co odbijac
                        (bo slonce zaszlo).
                        Wytlumaczeniem bylo by to-ze ja ja pod solarka widze rowniez,jak sie opalam.smile
                        Wiec wieczorem ona jest jakby poprostu mniej widoczna..
    • Lezalam w wannie.rozluznilam sie.Czulam sie jak dziecko w lonie matki.
      Czulam sie tak blogo,zrelaksowana.Mogla bym tak trwac wieki.
      Jak to jest jak wychodzi sie na swiat?Jak to sie czuje?
      Wyciagnelam korek.Pozwolilam wodzie swobodnie odejsc.Zimno.Nieprzyjemnie.Cialo
      zdatne na samego siebie.Teraz twoja kolej.No dalej... rusz sie.
      Nastepny etap rozwoju ,juz tu na ziemi.Dziecko sie rodzi,rozwija -dorasta.
      A gdzie dusza?zastanawialam sie kiedy dusza laczy sie z cielem.Mowia ze w 4
      tygodniu-bo serce NARZAD zaczyna bic-A skad to wiedza?Bo mowia? he!
      Przykro mi-ale wydaje mi sie ze nie w lonie matki.I nawet nie w okresie wyjscia
      na swiat.Nawet nie w okresie dorastania.Wydaje mi sie ze czlowiek dostaje dusze
      jak juz jest dorosly,Okolo 35 lat.Moze wiecej -nie wiem..
      Tak przypuszczam.Moze,a nie musi.Kto szuka to znajdzie..
      • Znam 2 przypadki, ze dusza weszła do ciała w 5 miesiącu ciazy.....smile
        Pozdrawiamsmile
      • od/krywanie (co za slowo!) duszy to jednoczesnie odslanianie tego co jest i
        bylo, i jednoczesnie tworzenie nowej istoty. Nie wiem, ale czuje sie tak jakbym
        pierwszy raz w zyciu zaczal latac, wiec nawet jesli istnialem jako dusza w
        przeszlosci, kiedys bylem chyba bardziej zniewolony przy/ziemnoscia niz teraz.
        Takie mam wrazenie. Ale woda koi mnie. Szczegolnie ta monotonia ogromu. Wody na
        gorze, wody na dole. Potopy nieba. Nauczyc sie chodzic po wodzie. Zyc w
        materii, nie dajac sie jej calkowicie pochlonac. Osobowosc na pewno rodzi sie
        znacznie pozniej. U mnie bylo to wtedy kiedy calkowicie zrezygnowalem z
        wlasnego istnienia, gdzies okolo 30-tki (33?) Wowczas Zycie samo zdecydowalo
        wziac mnie w posiadanie. Od tamtej chwili czuje sie jakbym nosil skarb w
        srodku, za ktory jestem odpowiedzialny. Niespelniane pragnienia zamieniaja sie
        w cien zycia.
        • Odkrywac dusze-myslec.Kierowac mysli.Urzywac wlasnego Ego.
          Medytacja jest ciezka,naprawde bardzo ciezka.Bo skad bedziesz wiedzial czy nie
          wdziera sie do niej umysl?Skad bedziesz mial pewnosc czy to nie jest
          wizualizacja umyslu.?
          Pojawilo sie slowo,natychmiast pojawil sie obraz.Po tym obrazie ogarnelo mnie
          uczucie(fajne uczucie).To sa sekundy.Zeby je zlapac,trzeba byc rowniez szybkim.
          Zrozumiec mysl,ktora samowolnie laczy sie z obrazem-powodujac emocje w
          ciele.Smieszne to.Ale to nie moja wina.Mozg tak juz jest skonstrulowany.Dlatego
          Ego trzeba ''zasmiecac''jak juz to robic,to czyms pozytywnym,zeby mialo sie
          czego chwytac,i jak juz cos czuc,to przynajmniej ''fajnego''Choc fakt,iz wiecej
          smieci tym trudniej o pustke.
          A jesli czasu nie ma?To nie byla zadna szybkosc-a nawal innych mysli.Morze
          mysli.Potop.Moze ten czas polega na uswiadamianiu sobie,zasmieconego umyslu.Po
          czym robienie sobie miejsca na pustke.Nie jestem w stanie tego katrolowac,to
          przebieg samoistny.Moge obserwowac,i wsomie troche zalowac siebie,tych
          przezyc,tych obrazow ogladanych,tego co czytam.Tego o czym mysle.
          Bo to wszystko-te smiecie,oddzialowuja na moje samopoczucie bez mojego udzialu.
          To niesprawiedliwe.Jak tu byc panem siebie-jesli nawet nie mam wplywu na swoje
          wlasne mysli a puzniej emocje.Wiec kiedy jestem panem siebie?tylko wtedy gdy
          staje sie obserwatorem tego co sie dzieje we mnie?
          Ale ja chce zeby Pan zrzadzal domem.Bo jesli nie bedzie.To jaka roznica
          pomiedzy mna a zwierzeciem?.

          Jesli tylko stane sie zarzadzajaca.Wtedy wiem.Ze bede mogla byc i zarzadzajaca
          na ziemi.Tak tak.to samolub ego teraz napisal.Ale czy to nie piekne,dawac tej
          czesci mnie to co najlepsze?
          • w mozgu mozez zrobic wszystko.Mozesz nawet rozmawiac z kims,i slyszec jego
            glos.Tak-jego glos.Gdy jestes czlowiekiem niepewnym siebie-smialo mozesz
            uwierzyc ze jestes nawiedzonysmile Moze to byc osoba pomagajaca.Jakis Aniol stroz.
            Ale skad ma sie pewnosc siebie ze to umysl nie bawi sie z nami w ciuciubabke?.
            Sila wizualizacji,percepcja sluchu.Nazucanie sobie mysli.Moze to moja mysl byla
            pierwsza,uformowalam ja szybciudko w szaty glosowe -tego komu powiedzmy ufam?
            i lubudubu.Slysze rozmowe-mogla bym ja nawet nagracsmile.
            Dlatego ta szybkosc jest warzna.Bo puzniej mozna usiasc i nabijac sie ze
            smiechu z tego jakie umysl plata figle.smile
            • a po co pewnosc siebie, pewnosc ze nie iluzja? O taka pewnosc pyta rozum, ktory
              jest pytaniem bez odpowiedzi, czyli wiecznym watpieniem. Jak sie dotyka prawdy
              to sie czuje, a nie wie.
              Gdyby slonce nie wierzylo to by dawno nie swiecilo.
              • Mowisz o prawdzie szamanie,a czy ty ja znasz?Czy byles kiedys sloncem zeby
                powiedziec jak ono sie czuje?.Czy byles kiedys miloscia zeby powiedziec jak
                sie kocha?Czy byles kiedys prawda-zeby rozroznic falsz?

                • nie tylko bylem, ale jestem mikrowszechswiatem. A zreszta nawet na lekcjach
                  biologii uczyli mnie, nie wiem jak teraz, ze czlowiek jest wszystkim. Cala
                  struktura komorkowa wymienia sie co siedem lat. A czlowiek ktory wchodzi w
                  wizyjna ekstaze i JEDNOSC z wszechswiatem doswiadcza obecnosci ze wszystkimi i
                  wszystkim jednoczesnie, nie tracac siebie. Czlowiek jest wszystkim, m.inn. i
                  prawda i falszem. Do tego nie trzeba wielkiej wiedzy. A pokarm ktory jemy pelen
                  jest slonca i nocy i wiatru i dusz i cial, itd.,itp. Jak to zobaczyc? Najlepiej
                  oczyma wyobrazni (czyli jednoscia rozumu i czucia), nie tracac wewnetrznej
                  intencji szukania prawdy. Kto puka ten znajduje. Czego sie pragnie to sie
                  spelnia. Co sie kocha temu sie sluzy.
                  • Oczywiscie ze masz racje.Co siedem lat umieramy i odradzamy sie na nowo
                    chociazby fizycznie.Jestesmy wszystkim-ale pomiedzy tym musimy nauczyc sie
                    wybierac.
                    Wyobraznia i wizualizacja napedza cialo.Powoduje w nim zmiany.Jakie tylko sobie
                    bedziesz zyczyl.
                    Spelnia sie wszystko-wszystko co chcemy goraco.Predzej czy puzniej.
                    Chcesz natchnienia-uznaj ze juz je masz

                    Pozdrawiam
                • a co do pychy, to rozum ktory watpi, i tak gladko wszystko potrafi
                  kwestionowac, swoimi pytankami bez odpowiedzi, nie wysciubijac nosa poza swoje
                  wlasne dominujace ograniczenie 'a skad wiesz?', ktore nazywa prawda obiektywna
                  (czyli bezosobowa), a wszelka inna percepcja gardzac i ja wyszydzajac (a nawet
                  oskarzajac o pyche) jest najwiekszym zalosnym monopolista. Jasne ze znam prawde
                  jaka jest mi dana w szczegolach mego istnienia, jasne ze jestem sloncem, skoro
                  bez slonca nie ma zycia, i moge je czuc a nawet byc jego percepcja, jego
                  swiadomoscia, wszyscy pochodzimy z milosci, i zywimy sie miloscia zycia, a
                  dzieki milosci zycia, obecnej w kazdej istocie, w kazdym tchnieniu, ten swiat
                  jeszcze istnieje, Jasne ze nie znam calej prawdy, a po co zreszta? zeby z
                  Bogiem konkurowac? Zreszta wowczas nie bylaby mozliwa wymiana ani milosc ani
                  wspol-istnienie. Powiedzialem juz zreszta, iz lubie wieczny rozwoj. Taka jest
                  moja wola i milosc zycia. Kazdemu zycze wlasnej. Az do rozkoszy roz-czarowania
                  i odkrycia/stworzenia Nowej Prawdy, Nowoego Wszechswiata. Asymptota. Zreszta
                  ten kto probowal sobie wyobrazic swiat doskonaly, w jakim chcialby istniec, ten
                  wie iz nie jest to proste. Wieczne zblizanie sie. Bog staje sie czlowiekiem po
                  to by czlowiek mogl sie doskonalic. A potem mozna zaczac od Nowa. W mitologii
                  hinduskiej Bog Indra jak juz przeszedl przez wszystkie mozliwe ziemskie
                  wcielenia, a potem przerozne wcielenia Bogow i Bogin w swiatach duchowych,
                  znudzony wlasna boskoscia, postanowil zaczac od Nowa i wcielil sie w mrowke. A
                  czasem dobrze jest przeczekac kilka kwiatow-wszechswiatow w nicosci. Dusza
                  wie...kiedy i gdzie. Rozumek malorolny niech sie trzyma swojej ziemi i wlada.
                  Moje krolestwo nie z tego swiata, jak mawial Przyjaciel Czarnych O/wie/czek.


                  motyvvacja napisała:

                  > Mowisz o prawdzie szamanie,a czy ty ja znasz?Czy byles kiedys sloncem zeby
                  > powiedziec jak ono sie czuje?.Czy byles kiedys miloscia zeby powiedziec jak
                  > sie kocha?Czy byles kiedys prawda-zeby rozroznic falsz?
                  >
                  • Rozumek malorolny trzyma sie swojej ziemi i wlada.Ale skad u ciebie taki brak
                    szacunku dla malorolnego rozumku.Czyz nie Bog go stworzyl dla nas jako
                    narzedzie,zebysmy mogli korzystajac z niego przedostac sie na druga strone?.
                    Czyz bys urzyl tego narzedzia i kopnal je, jako nic juz nie znaczace dla ciebie
                    poniewaz dostales to ( co wydaje ci sie ze masz?)

                    Kazdy rozum watpi-Bo jest rozumem. Jedynie Koza przestaje watpic.

                    Jestes i sloncem i ksiezycem-ale pomiedzy nimi jest twoj (malorolny rozumek).

                    Spojrz teraz na niego.JAsne ze nie zna calej prawdy,po co? zeby z Bogiem
                    kakurowac?..Coz za pomysl,skad ta mysl?..

                    Nie chce zebys czasami pomyslal ze krytykuje Nie.Ucze sie od ciebie wiele.Sama
                    sie krytykuje rowniez-poniewaz i ty i ja mamy wlasnie ten sam(malorolny
                    rozumek) ktory czasem jest bardziej zaorany czasem mniej.KAzdy orze jak mozesmile

                    Pozdrawiam cie
                    Ps: poczuj sie caloscia-bo nia jestes-to sie nazywa harmonia

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.