Dodaj do ulubionych

Duchowy rozwoj czlowieka

07.10.05, 14:13
fizyczny rozwoj czlowieka przebiega w etapach, ktore znamy mniej wiecej i
nic nas tutaj nie zadziwia oprocz jakis anomalii...

duchowy rozwoj tez ma swoje etapy...

pierwszym etapem jest dzieciecy irracjonalizm, ktory nie kwestonuje, lecz
przyjmuje wszystko, od rodzicow, katechetow, kosciola...jest to
irracjonalizm pierwotny...
wielu, bardzo wielu ludzi, zostaje na tym etapie rozwoju duchowego...jest ich
miliony, miliardy...sa wyznawcami roznych religii...
czasem, bardziej dociekliwi, zmeczeni lub po prostu znudzeni, zamieniaja
jedna religie na druga, staja sie SW, buddystami, zenistami...jednak nie
opuszczaja obszaru irracjonalizmu dzieciecego..
aby ten obszar opuscic, musza przejsc nastepny etap rozwoju...

drugim etapem, ktory moze sie pojawic, najczesciej w okresie dojrzewania,
jest racjonalizm...mlody czlowiek przyglada sie zyciu, nic mu do niczego nie
pasuje...zostaje racjonalista...
czesto sie dzieje, ze dla swietego spokoju, powraca na lono irracjonalistow
dzieciecych...
sa to dzieciecy irracjonalisci z odzysku...
pozostali staja sie ateistami... w starszym wieku
moga, ale niekoniecznie, nawrocic sie na irracjonalizm dzieciecy...znacie
takie przypadki......

jest nieliczna grupa tych, ktorych po przejsciu na racjonalizm
mecza dalsze pytania, ktore moga doprowadzic do poszukiwan...
sa to poszukiwania na wlasna reke...szukaja...i zdarza sie, ze
niektorzy znajduja...
szukanie nie jest latwe, wymaga czasu, poswiecenia, cierpliwosci,
wytrwalosci...i przekroczenia siebie...swojego ego...
od racjonalizmu osoby te przechodza do irracjonalizmu kontrolowanego,
irracjonalizmu racjonalnego...chodzi tutaj o poglebione badania przy uzyciu
rozumu, inteligencji, wiedzy i swiadomosci, o zadnej wierze nie moze byc
mowy...niczego na tym etapie nie mozna przyjac na wiare...sa to bardzo
osobiste doswiadczenia i odkrycia...

te trzy grupy ludzi nigdy sie ze soba nie dogadaja...racjonalisci
z politowaniem patrza zarowno na irracjonalistow pierwotnych, jak i na
irracjonalistow racjonalnych, nie odrozniajac jednych od drugich, wrzucajac
cale towarzystwo do jednego wora...
irracjonalisci pierwotni sa gleboko pograzeni w dziciectwie, do nich nie
docieraja ani racjonalisci, ani irracjonalisci racjonalni, a tych ostatnich,
czesto nie interesuje dogadywanie sie z kimkolwiek...wiedza swoje...

schemat ten, pasuje do innych obszarow rozwoju czlowieka...np swiadomosci
politycznej, spolecznej, odbioru dobr kulturalnuch itd

pozdrawiam...smile





Edytor zaawansowany
  • 07.10.05, 14:23
    Sądzę że pomimo tego że istnieją jakieś podobieństwa droga każdego człowieka
    jest inna – jedni chodzą w kółko, inni o niej zapominają, jeszcze inni
    zatrzymują się w miejscu sądząc że doszli do końca - i nie da się jej opisać w
    prostych wzorach 2+2=4
    --
    <a href=http://zyciowametamorfoza.blox.pl/html>Życiowa metamorfoza</a>
  • 07.10.05, 14:38
    gallio napisał:

    > Sądzę że pomimo tego że istnieją jakieś podobieństwa droga każdego człowieka
    > jest inna – jedni chodzą w kółko, inni o niej zapominają, jeszcze inni
    > zatrzymują się w miejscu sądząc że doszli do końca - i nie da się jej opisać
    w
    > prostych wzorach 2+2=4

    droga jest indywidualna, co nie znaczy, ze nie zawiera sie w pewnych wzorach i
    schematach...
  • 08.10.05, 09:30
    Luyt 10 bardzo trafnie to ująłeś. Też mam wrażenie ,że taki właśnie schemat
    wypełniamy indywidualnymi treściami. Pozdrawiam.
  • 09.10.05, 12:39
    przyjrzyjmy sie pierwszemu etapowi naszej duchowej podrozy...

    nazwalem ten etap infantylizmem duchowym...irracjonalizmem
    pierwotnym

    jest to etap oswajania sie z duchowoscia, poznawania w ogole
    takiego zjawiska...
    etap ten scisle pokrywa sie z psychologicznym rozwojem czlowieka,
    z okresem magii - do 5 roku zycia i okresem mitycznym do
    ok 13 roku...po 13 roku zycia rozwija sie racjonalizm - tak mowi psychologia...
    rozwoj umyslowy posowa sie dalej, osiagajac pomoziom racjonalizmu,
    jednak rozwoj duchowy b. czesto zatrzymuje sie na tym etapie...

    w tej kategorii znajduja sie wszystkie religie, zaznaczam -
    religie, nie prady myslowe czy filozoficzne...
    nie znaczy to, ze zalozyciele tych religii byli poziomie
    infantylizmu duchowego...
    smiem twierdzic, z Chrystus osiagnal trascendencje...

    religie pelnia pozytywna jak i negatywna role...

    negatywne, to przywlaszczania i ubeswlasnowolnienia czlowieka,
    myslenie samodzielne nie wskazane, moze to byc odbierane jako
    bluznierstwa, sprzeniewierzanie sie Bogu, zaparcie sie Boga itd.

    uznanie siebie (czyli religii) za jedynie sluszna...

    uzasadnianie przestepstw popelnianych w imie danej religii, wola
    Boga..

    wtlaczanie w czlowieka poczucie winy, leku i nieodpowiedniosci,
    ktore moze skasowac np. w chrzescijanstwie tylko Zbawienie
    przez Chrystusa...

    dzielenie ludzkosci...

    pozytywne to, jak juz powiedzialem na poczatku, rozbudzanie w
    czlowieku duchowosci, nadawanie sensu istnienia, nadawanie
    czlowiekowi podmiotowosci...dawanie wzorcow etycznych
    (np. 10 przykazan)
    bycie rdzeniem, wokol ktorego tworzyl sie miazsz kultury...
    wiazanie wyznawcow danej religii w spolecznosc...

    na etapie tym w swiadomosci wyznawcow danej religii wystepuja
    rozpietosci od kompletnego zaslepienia, po wielkie pytania, ale nie
    wychodzace poza obreb religii...

    zdarzaja sie przypadki wyskoczenia wprost z religii w wyzsze rejony
    duchowosci, ale wydaje mi sie niemozliwoscia, by jednak krotki
    okres racjonalizmu nie poprzedzal tego wydarzenia...
    w takich przypadkach czlowiek bazuje na swojej religii, siegajac
    jednoczesnie po irracjonalizm racjonalny lub nawet transcedensje...

    ____


  • 11.10.05, 05:26
    fleuret napisała:

    zachowalbym spokojny dystans...smile
  • 11.10.05, 00:59
    Twój podzial jest chwytliwy ,bo prawdopodobny i prosty.Z wielu postaw ludzkich
    wyabstrahowaleś sobie akurat opozycję znaczeniową racjonalizm -
    irracjonalizm.Można i tak, tyle ,że ,moim zdaniem, z duchowością czy też z
    rozwojem duchowym, za dużo wspólnego nie ma.
    Prawdą jest pewnie tylko to ,że w kazdym z nas proporcje składnika racjonalnego
    i nieracjonalnego sa różne.
    Mnie o wiele bardziej interesuja definicje, pod ktorymi kryją sie jakieś prawdy
    materialne a nie tylko ,jak w twoim przypadku,formalne.
    Np bardziej mi odpowiada taka definicja rozwoju duchowego ,która okresla go
    jako postepujące przełamywanie wszystkich zakrzywień subiektywności widzenia
    siebie i świata.Dążenie do świadomości np absolutnej,ktorej nie przeszkadzalby
    w tworzonych przez nia obrazach ,przejsciowy ból zęba czy kłotnia z żoną.Pzdr
  • 11.10.05, 05:44
    krytyk2 napisał:

    > Twój podzial jest chwytliwy ,bo prawdopodobny i prosty.Z wielu postaw
    ludzkich
    > wyabstrahowaleś sobie akurat opozycję znaczeniową racjonalizm -
    > irracjonalizm.Można i tak, tyle ,że ,moim zdaniem, z duchowością czy też z
    > rozwojem duchowym, za dużo wspólnego nie ma.
    > Prawdą jest pewnie tylko to ,że w kazdym z nas proporcje składnika
    racjonalnego
    >
    > i nieracjonalnego sa różne.
    > Mnie o wiele bardziej interesuja definicje, pod ktorymi kryją sie jakieś
    prawdy
    >
    > materialne a nie tylko ,jak w twoim przypadku,formalne.
    > Np bardziej mi odpowiada taka definicja rozwoju duchowego ,która okresla go
    > jako postepujące przełamywanie wszystkich zakrzywień subiektywności widzenia
    > siebie i świata.Dążenie do świadomości np absolutnej,ktorej nie
    przeszkadzalby
    > w tworzonych przez nia obrazach ,przejsciowy ból zęba czy kłotnia z żoną.Pzdr

    takich definicji nie ma...droga rozwoju duchowego, to indywidualna droga,
    to nie autostrada wielopasmowa, dlatego tak malo ludzi na te droge wchodzi...
    ludzie chca wskazowek i definicji...nikt Cie ta droga nie poprowadzi, a jezeli
    taki sie znajdzie, to mu nie wierz...

    ale mozna dzielic sie doswiadczeniami...
    to co napisalem w poprzednich postach, to wlasnie moje doswiadczenia i wnioski,
    dlatego jest to i prawdopodobne, i zarazem proste...
  • 18.10.05, 17:43
    Ok,Luty
    Piszesz ,że nie ma takich definicji a caly Twoj początkowy post jest jedną
    definicyjną klasyfikacją/ z podzialem na 2-3 etapy rozwoju duchowego/.Fakt że
    pewne rzeczy trzeba mniej lub bardziej szczegółowo opisac, nie wyklucza wcale
    tego ,że w swoich konkretyzacjach opisywane zjawiska nie będą niepowtarzalne...
    Spróbuję b. skrótowo przedstawić swój punkt widzenia ,który mi przyświecał w
    mojej poprzedniej wypowiedzi.
    Dla mnie sciezka rozwoju duchowego wiąże sie przede wszystkim z rozwojem
    indywidualności czlowieka i rozwojem samoświadomości tej
    indywidualności.Pojęcie racjonalności,ktore implikuje częste i gęste kontakty
    ze światem /"jestem racjonalny wtedy i tylko wtedy gdy wlasciwie dobieram
    srodki do celów ,ktorymi stają sie w moim zyciu pewne stany rzeczy tworzone
    przeze mnie".W tym sensie "racjonalny" znaczy mniej więcej tyle
    co "skuteczny"/byc może należaloby rowniez wciągnąć jako skladnik znaczeniowy
    do poj. "rozwoju duchowego".Być może -bo dla mnie nie jest to konieczne.Powiem
    tak:nie wydaje mi sie prawdopodobny rozwoj duchowy osoby nieskutecznej ,czy też
    oderwanej od rzeczywistości zewnętrznej ,natomiast zakladanie ,że że taka
    racjonalnośc jest koniecznym warunkiem /np w sensie Twojego etapu /rozwoju
    duchowego też nie jest dla mnie prawdą.
    Rozwój duchowy jest dla mnie nie przede wszystkim zblizaniem sie do obiektywno-
    racjonalnych zależności we wszechświecie , w tym w szczególności mojego udzialu
    w tych zależnościach,lecz głownie /a moze jedynie/-maksymalnym rozwijaniem
    samego siebie we wszelkich możliwych warunkach ,w ktorych w naszym "wrzuceniu"
    w historyczną zmienność przyszlo nam żyć.Kończąc - w definicji rozwoju stawiam
    na element subiektywny .Pzdr.K
  • 11.10.05, 10:33
    nie rozumiem jak krytyk doszedl do tego, ze to co napisal luty10 "z duchowoscia
    czy tez rozwojem duchowym, za duzo wspolnego nie ma" ? byc moze nie odpowiada to
    twoim potrzebom, ale ma jednak ogromny zwiazek z rozwojem. oczywiscie jest ten
    opis pewnym uogolnieniem, ale takie uogolnienia pomagaja czesto zrozumiec swoj
    wlasny i innych rozwoj.

    krytyk2 czy czlowiek bedacy/pozostajacy w fazie racjonalizmu ma na celu dazenie
    do swiadomosci np. absolutnej ? i co powoduje nim, ze dozy do niej? pozdr.
  • 22.11.05, 01:12
    Pewnie nic nie da sie powiedzieć o duchowosci bez wspominania o
    racjonalności,he,he !
    Dla mnie duch czy duchowość może mieć czasem aspekt racjonalności ale -na
    Boga ! nie mogą byc przez tę racjonalność definiowana!!!To jest tak jakby Boga
    chcieć definiować przez czystą racjonalność.To przecież racjonalność jest
    narzędziem - i tylko narzędziem -w rękach Boga!Duch i duchowość przerastają
    wszelkie możliwe zracjonalizowanie czegokolwiek .Odkrycie ,że sie jest-oto
    pierwotny ,najdoskonalszy przejaw duchowości.I tu żaden racjonalny ani nic nie
    jest w stanie dodać ani ująć .To przez Lutego przemawiaja elementy wiary w
    racjonalność (pozostałości mocy ,w ktorej kiedyś tkwił?).Kto wojuje mieczem -od
    miecza ginie.Nie wolno uzywać wciąż pojęcia racjonalności a potem umywać od
    niego rączek !
    Luty -skoro tak chcesz transcendować pojecie racjonalności i racjonalność samą,
    wymyśl coś autonomicznego i oryginalnego dla zrozumienia Twojego pojęcia
    duchowości!Nie posluguj sie poj racjonalności ,ktore następnie
    odrzucasz.Negacja ta związuje Ci ręce i przywiązuje na powrót do przeklętej
    racjonalności!
  • 18.12.05, 15:59
    > Luty -skoro tak chcesz transcendować pojecie racjonalności i racjonalność
    samą,
    >
    > wymyśl coś autonomicznego i oryginalnego dla zrozumienia Twojego pojęcia
    > duchowości!Nie posluguj sie poj racjonalności ,ktore następnie
    > odrzucasz.Negacja ta związuje Ci ręce i przywiązuje na powrót do przeklętej
    > racjonalności!

    podkreslalem i podkreslac bede, ze rozwoj duchowy to sprawa indywidualnego,
    bardzo osobistego doswiadczania siebie i swiata...
    jednak trzy etapy rozwoju duchowego wydaja mi sie godne przemyslenia...
    otoz nie wierze w rozwoj duchowy wyrastajacy bezposrednio z doswiadczenia
    religijnego...dla mnie duchowosc musi wylaniac sie z racjonalizmu...

    etap racjonalizmu widze tutaj jako niezbedny 'oczyszczacz' z religijnej magii,
    ktora poczynila wielkie szkody w rozumieniu
    sensu czlowieczego istnienia...

    za Kopalinskim- racjonalizm filoz. kierunek w teorii poznania przyznajacy
    rozumowi miejsce naczelne...

    uzywanie rozumu, uwazam za podstawe w rozwoju duchowym, to musi byc fundament
    doswiadczenia, bez rozumu mozemy poginac na manowcach naszych imaginacji...




  • 18.12.05, 16:49
    Twój podział na trzy etapy bardzo przypomina podany mi w przekazie rozwój
    własnego światopoglądu. Niżej mimolek (pozdrawiam!) podaje link do mojej stronki
    na temat uniwersalnego planu życia. Tutaj przedstawię jak miałam pokazany rozwój
    światopoglądu przeciętnego człowieka. W okresie dzięcięcym i młodzieżowym
    otrzymujemy informacje od otoczenia - rodzina, znajomi, szkoła - dorośli,
    różnego rodzaju autorytety np z lektur lub religijni, księża itp. Te informacje
    w moim przekazie wygladały jak kule ukladane jedna na drugiej lub obok drugiej w
    formie piramidki. (ten okres nazwałam okresem rozwoju biologicznego - bo funkcje
    biologiczne są w nim najważniejsze)
    W miarę upływu lat a więc przybywania informacji pewne informacje-kule które
    otrzymujemy są niezgodne z tymi, są już w naszej piramidce - następuje okres
    wątpliwości. Jeśli takich informacji zbierze się więcej - nastepuje
    dezorientacja a w jej rezultacie bunt. Zaczynamy do naszej piramidki dokładać te
    nie pasujące kule, które jednak z jakichś powodów uznaliśmy za bliskie nam, a
    usuwać te, które z nimi sie nie zgadzają. Jesli taka wymiana jest na większą
    skalę piramidka zostaje zburzona.
    Ale człowiek jakąś piramidkę (jakiś system wartości musi mieć - inaczej jest
    zagubiony) dlatego w miejsce tej zburzonej zaczyna budować nową, tym razem już w
    zgodzie z własnym systemem wartości. I to można nazwać rozwojem duchowym, choć
    piramidkę swoją mogą przecież budować ludzie, którzy duchowość uważają za bzdury.

    --
    www.hurka.end.pl
  • 11.10.05, 17:25
    racjonalizm swiadomy i poszukujacy siega po wiedze...
    odpowiedzi na dreczace pytania szuka w nauce
    jest to dlugi okres, bo chcac chocby liznac tej wiedzy, trzeba duzo czytac,
    sporo myslec...
    mysle, ze szczytowym osiagnieciem racjonalizmu jest przeswiadczenie, ze malo
    wiemy, albo zgola nic, bo nauka, jakkowiek tlumaczy zjawiska, odpowidzi na
    pytania fundamentalne nie daje, ale pozwala usystematyzowac swiat, ulozyc
    zjawiska w logiczna calosc...
    jezeli nie zachlysnelismy sie nauka, jezeli wiedza nie oslepila nas i nie
    zaslepila, nie stala sie kolejna dla nas religia, dochodzimy do proby
    zsyntetyzowania naszej wiedzy,
    a wniosek moze byc jeden...mimo roznorodnosci zjawisk, wszystko
    zawarte jest w jednosci...przyczyna i skutek, gdzie skutek staje sie
    przyczyna, nieustanna zmiana w niezmiennosci...
    na tym etapie nie rozstrzygamy juz, co sluszne, a co nie, lecz dostrzegamy
    proces...
    postrzeganie to siega innych dziedzin, jak polityka, kultura, zjawiska
    psychologiczne, socjologiczne....nie pograzamy sie emocjonalnie w poszczegolnych
    wydarzeniach, umiemy objac wydarzenia w logiczna calosc przyczyn i skutkow...
    i musimy ponownie zadac sobie pytanie - kim jestesmy w obliczu tej karuzeli
    zjawisk, i tu mozemy znalezc odpowiedz - jestesmy tym...

    w tym momencie stawiamy maly krok nad swoim ego...
    jezeli odcinamy sie od swiata, lub chocby malej jego czesci, trwamy w ego...
    jezeli uznamy sie za czastke swiata, bez osadu tegoz,
    oslabiamy ego...
    oslabimy ego, jezeli szczerze powiemy sobie, ze tak naprawde znow nic nie
    wiemy, bo nie wiemy, ciagle jeszcze nie wiemy...
    ...i nie mamy juz sil na wynioslosc, nie mamy sil na pogadre, bo nie mamy
    niczego co mogloby nam dodac chwaly i splendoru...
    zostajemy w pustce.... po raz kolejny...

  • 11.10.05, 18:14
    luty10 napisał:

    oslabimy ego, jezeli szczerze powiemy sobie, ze tak naprawde znow nic nie
    > wiemy, bo nie wiemy, ciagle jeszcze nie wiemy...
    > ...i nie mamy juz sil na wynioslosc, nie mamy sil na pogadre, bo nie mamy
    > niczego co mogloby nam dodac chwaly i splendoru...
    > zostajemy w pustce.... po raz kolejny...
    >

    Tak, luty10 masz całkowitą rację wiem coś o tym i to bardzo silnie to wiem!
    Nie lgnięcie, nie zabieganie a życie w spokoju gdzie stan umysłu jest
    prwidłowy. Jest to zresztą wynik naszego myślenie i naszych emocji.
    Więc trzeba działać tak by utrzymać w dobrym stanie przede wszytskim nasz
    umysł. Ona ma być na naszych usługach ale bez uzycia siły. To jest MIłość,
    zrozumienie i ciepło i to one dają nam siłe i radość.
  • 14.10.05, 16:47
    racjonalizm, jest jedynie etapem na drodze rozwoju duchowego...
    osiagajac racjonalizm, zostawilismy za soba irracjonalizm
    pierwotny...to wielki postep...juz nie religia bedzie nam mowila, co jest
    prawda, teraz oczekujemy, ze nauka odpowie nam na to pytanie...zaglebiamy sie
    w wiedze i coz...nie ma odpowiedzi...nie jest to kwestia tylko
    ograniczen nauki, bo nawet wielki jej postep i nowe odkrycia nie doprowadza nas
    do odpowiedzi na fundamentalne pytania...moglo by sie to zdarzyc, gdyby nauka
    dopuscila do empirii rowniez intuicje...ale to przeciez niemozliwe...

    nauka i wiedza jest konieczna, odgradza nas od
    irracjonalizmu pierwotnego, to bardzo komfortowe uczucie, nic juz
    nie jest w stanie zepchnac nas w okres mityzmu
    i magii...chociaz czyhaja na nas niebezpieczenstwa, jak chocby np.
    ruch New Age, ktory wywodzi sie wprost z irracjonalizmu pierwotnego, majac
    przekonanie, ze osiaga wyzsze poziomy rozwoju duchowego...

    dochodzimy do kolejnego etapu...oczywiscie moze byc tez tak, ze
    wszystko skonczy sie na racjonalizmie i kolejny etap nigdy sie nie
    pojawi...

    a kolejny etap trudno jest opisac, bo nie jest mozliwe opisywac go
    z zewnatrz...sa to indywidualne, bardzo osobiste doswiadczenia i
    przemyslenia...

    zaczerpnawszy racjonalnej wiedzy (uwaga! dokonuje tutaj ogromnego skrutu
    myslowego) musimy dojsc do min.takiego
    wniosku, ze czlowiek w swej pierwotnej tresci jest taki sam, bez
    wzgledu na to, jaka szerokosc czy dlugosc geograficzna
    zamieszkuje...wspolna cecha wszystkich ludzi jest to, ze kazdy czlowiek pragnie
    dla siebie dobra...
    i tutaj zazwyczaj pojawia sie wspolczucie... jest to wazny moment,
    bo wspolczucie budzi w nas poczucie solidarnosci i jednosci...jednosci z drugim
    czlowiekiem, z cala ludzkoscia, a dalej jeszcze, ze swiatem i wszystkim co
    jest...
    to delikatny stan harmonii i osobistego pojednania ze
    swiatem...
    jest to przekroczenie ego...
    moga zdarzyc sie krotkie jak ulamek sekundy odczucia Jednosci, moga
    to byc stany zapadania sie w Jednosc, moga pojawic sie mistyczne stany trwania
    w Jednosci...roznie moze byc...
    czesto, jezeli nie zdarzylo sie to wczesniej, odkryta zostaje Obecnosc, ktora w
    kazdym czlowieku jest obecna...jest to 'nieruchomy punkt' czystej swiadomosci,
    swiadomosci nie znieksztalconej wyobrazeniami, myslami, nie zagraconej
    pragnieniami...ja nazywam ten punkt, a moze raczej przestrzen,
    Obserwatorem...jest to Obecnosc ktora milczy , nie ocenia, czuwa, obserwuje...
    Obecnosc jest punktem, kiedy ja w sobie postrzegam, przestrzenia
    kiedy sie w niej zanurzam...
    na tym etapie nie ma podzialow na zlo i dobro, na sluszne i niesluszne,
    prawdziwe i nieprwadziwe....wszystko co postrzegamy jest Jednym i tym samym w
    wirujacej zmiennosci i roznorodnosci...
    znikaja uprzedzenia, znika potrzeba dzielenia swiata
    na my i wy, na ja i ty, na to i tamto...teraz, jestesmy tym wszystkim, jestesmy
    onymi, jestesmy tamtym...z tej perspektywy bez trudu znajdujemy w sobie
    zrozumienie, wspolczucie i.... wdziecznosc....







  • 18.12.05, 16:06
    eevvaa napisała:

    >
    > Witaj Luty smile
    > Bardzo ciekawie piszesz. Czasami dostrzegam w sobie obserwatora, ale wiem, że
    > jeszcze prze de mną chyba długa droga...Czyżby odzywał się we mnie krytyk?
    >
    > ewa

    wylacz krytyka...zwykly darmozjad...smile
  • 18.11.05, 21:37
    Ciekawie piszesz, to fakt, ale jedno mi tu nie gra....nie jesteś w stanie
    nastawić się na odbiór i odczuwanie, nikt tego po prostu nie wytrzyma. Zważ, że
    uczucia innych to nie sielskość i anielskość. Jeżeli rzeczywiście je odbierasz i
    uważasz, że taki stan daje spokój, równowagę i brak osądu, to kpisz.
  • 18.12.05, 16:19
    kwiatywewlosach napisała:

    > Ciekawie piszesz, to fakt, ale jedno mi tu nie gra....nie jesteś w stanie
    > nastawić się na odbiór i odczuwanie, nikt tego po prostu nie wytrzyma. Zważ,
    że
    > uczucia innych to nie sielskość i anielskość. Jeżeli rzeczywiście je
    odbierasz
    > i
    > uważasz, że taki stan daje spokój, równowagę i brak osądu, to kpisz.


    ale kazde wydarzenie to okazja bycia kims w tym wydarzeniu, prawda?
    mozna byc kim sie chce, wybrac niejako siebie...wykreowac siebie, stworzyc
    siebie....
    za kazdym razem mamy wybor z wielu mozliwosci...to jest cud...smile
    nie rozumiem dlaczego ludzie tak schematycznie reaguja na wydarzenia w zyciu,
    kiedy do dyspozycji maja cale morze reakcji...graja ciagle te sama nudna
    role...smile)
    i nie chodzi tutaj o udawanie, ale o szukanie w sobie nowych srodkow wyrazu,
    i jeszcze zeby te srodki wyrazu byle coraz subtelniejsze i szlachetniejszesmile
  • 04.01.06, 23:25
    jesteś bardzo autentyczna. ty naprawdę żyjesz .podoba miśię twoja
    wypowiedz ..dużo nad sobą pracujesz.zdaje mi sę że tzw, talent duchowy jest ci
    dany.pozdrawiam serdecznie.
  • 04.01.06, 23:31
    jesteś bardzo autentyczna. ty naprawdę żyjesz .podoba miśię twoja
    wypowiedz ..dużo nad sobą pracujesz.zdaje mi sę że tzw, talent duchowy jest ci
    dany.pozdrawiam serdeczniekwiatywewłosach.
  • 18.12.05, 11:32
    Nie ma już dla tego , co mogę uważać za "ja", drogi rozwoju duchowego!
    Uwalniam się !!!!!
    Przekraczam!
    Roztapiam się w TAKOŚCI!
    Wszystko ma JEDEN SMAK!

    O N E T A S T E !!!!!!!!!!!!!

    Serdecznie pozdrawiam VIATORES!
    --
    oraw
  • 18.12.05, 16:23
    oraw napisał:

    > Nie ma już dla tego , co mogę uważać za "ja", drogi rozwoju duchowego!
    > Uwalniam się !!!!!
    > Przekraczam!
    > Roztapiam się w TAKOŚCI!
    > Wszystko ma JEDEN SMAK!
    >
    > O N E T A S T E !!!!!!!!!!!!!
    >
    > Serdecznie pozdrawiam VIATORES!


    nie wiem co to takosc, a roztapianie sie uwazam bardziej jednak
    za bycie TYM, niz roztapieniem sie w TYM...
  • 15.10.05, 20:45
    Jestem w drugim etapie.Niewybrałam powrotu dla świętego spokoju....a do powrotu
    z powodu starszego wieku jeszcze daleka droga.Trafnie ujęte.Pozdrawiam smile
    --
    kiss
  • 18.11.05, 09:42
    Czasem jestem na siebie zla.Bo jestem zbiorem przemyslen innych ludzi,ktorzy sa
    zbiorem przemyslen jeszcze innych.
    To gdzie jest ten indywidualizm?
    chyba tylko w tym ze kazdy zbior jest osobny.
    a wiec jedna wielka podswiadomosc? z ktorej mozna czerpac wiedze,czyli kolko
    sie zamyka.Ja, ty, my, wy, oni.Jestesmy caloscia podzielona na czesci.
    Inaczej tego nie potrafie zrozumiec, jak calosc dusz-pochadzacych od Boga.
    Czyli Bog w nas na ziemi.
    Zwierzeta tez sie od siebie ucza na wzajem-nie maja dusz (tak mowia-a skad
    wiedza?)
    Za to maja zycie w sobie ,instynkt,itd.Czyli Bog jest zyciem i dusza w nas na
    ziemi
    Moja swiadomosc mowi o mojej(nie indywidualnosci-a pochodzeniem od zbiorow)
    Ale podswiadomosc podszeptuje zeczy o ktorych sie wcale nie uczulam a doszlam
    do nich sama.Udowadniajac sobie po drodze ze dobrze mysle.
    Im wiecej wiem-to tym udowodnieniem,wiem ze nic nie wiem.
    Im wiecej chce wiedziec,to jak po cieniutkich nitkach nie jestem w stanie dojsc
    do wszystkiego.Kurcze lat mi zabraknie!.
    Zauwarzylam w sobie klebek z miliardami roznych niteczek-ktore prowadza do
    wiedzy na rozny temat.Uwielbiam je-ale nie dozyje,zeby dojsc do konca kazdej z
    nich.
    Jezeli jest wogole koniec???A jak koniec nitki-to koniec zycia na tym swiecie-
    albo jego poczatek? ,ktory nikt nie powiedzial ze jest odgadniony?.Tu jest ten
    punkt obserwacji chyba?A jak Bog-to zycie i dusza-to skad mamy wiedziec jaki
    jest koniec nitki przed smiercia?Nie dane to nam w tym swiecie.Poznamy Boga po
    smierci,i koniec nitki bedzie zupelnie jasny
    Ucze sie..
    ALe najpierw pragne dojsc do jak najdluzszych metrow nitek, ktore mi sa
    najbardziej potrzebne do zycia tu i teraz.

    Ps:zgadzam sie z lutym,ja w taki sposob przechodzilam( byc moze pzrechodze
    dalej)ALe wiara gra u mnie najwarzniejsza role.Mimo ze jest wybrana
    przezemnie.Jeszcze przed jakim kolwiek rozwojem.
  • 18.11.05, 11:11
    Zrozumienie ze jestem (zbiorem) czastka swiata,i w mysl.WIem ze nic nie wiem.
    Ludzie wyzbywaja sie pychy( ile zlego pochodzi od pychy?)-Czyli wyzbywaja sie
    zlych emocji, zyja w szczesciu.Mam swiadomosc ze moj zbior jest
    indywidualny,piekny,i znaczacy.A wiec oddaje poklon
    i milosc za to ze istnieje.Moj zbior musi miec warunki zeby sie rozwijal,wiec
    potrzebuje kasy-Mam prawo do kasy bo moj zbior jest znaczacy.Moj zbior musi sie
    rozwijac-a rozwijal bedzie sie tylko przy swietle ,milosci,i spokoju.Pozytywizm
    jest dla niego porzywka.Karmie go pozytywnymi myslami,slowem,i uczynkiem
    Moj zbior jest stworzony przez boga-jest godny szacunku,a wiec oddaje mu
    szacunek.Jesli oddaje mu szacunek musze o niego dbac.A wiec i dbam o moja
    zewnetrzna strone zbioru.Jesli dbam o moja zewnetrzna i wewnetrzna strone
    zbioru,nie pozwole go nikomu obrazac(tu asertywnosc sie klania),lub nie wchodze
    w zle zwiazki z facetami.
    Moje zwiazki sa szczesliwe i pelne milosci.
    Basuja na zrozumieniu,szacunku,i milosci.Dokladnie na tym co ja daje sama sobie.
    Tego lancuszka powiazanych koleczek jest o wiele wiecej,kazde jest polaczone i
    odpowiada za nastepne ogniwo.
    Podstawa jest milosc do siebie samego.Jak kochamy siebie-to potrafimy kochac i
    innych.
    A czym ze jest milosc do siebie samego jak nie miloscia do duszy? Pochodzacej
    od stworcy?
    Czyli miloscia do Boga?



    Pozdrowka
    Ide sie odprezyc,na dzis wystarczysmile)Naurony az wyskoczyly mi uszamismile
  • 18.11.05, 11:29
    Czasami milosc do Boga jest roznie rozumiana.
    W gazetach duzo pisza, na temat tego co sie dzieje na swiecie.
    Pytanie dlaczego Bog na to pozwala? jest dosc czesto slyszane.
    Ja mysle teraz tak.Kazdy czlowiek przez swoja duchowa ulomnosc,rodzi nastepnych
    inwalidow.
    Czas ktory Bog daje wszystkim ludzia.To czas na to, by zaczeli sie duchowo
    udoskonalac,a tym samym udoskonalaja nie tylko swoje potomstwo a i cale kraje.
    Moze zdaja sobie wkoncu sprawe ze to czlowiek jest wszystkiemu winien,nie Bog.
    Dlaczego On niby by mial uzdrawiac jednostki? Jak zadnej z nich nie chcialo sie
    myslec?Dostali czas i jeszcze im zle.

    Chyba tak to jest..Bo znowu nic innego nie widze.

    Uciekam i pozdrowka
  • 18.11.05, 15:32
    We wszystkim co zostało wcześniej napisane jest cząstka Prawdy ! Cząstka Prawdy
    o Bogu - Stwórcy - Duchu i o Człowieku ( przez duże C ). Podstawowa Prawda jest
    taka że macamy po omacku . Całe wieki ludzie kłócą się o to kto lepiej Poznał
    Boga - Byt Transcendentny ! Ja jestem zwolennikiem szeroko pojętej Ekumenii .
    Przecież tak naprawdę umysł Człowieka nie jest i nigdy nie będzie w stanie Objąć
    Boga !
    Przykłady opisu "Bycia" w stanie śmierci klinicznej (bez względu na wyznawany
    światopogląd , lub Religię , Wierzenie ), potwierdzają nam że "Tam" po drugiej
    stronie życia uzyskujemy Świadomość , której nie sposób opisać , czy choćby
    wypowiedzieć po powrocie do ciała !
    Niektórzy odrzucają Religię w ogóle , lub przez to że się do niej zrazili ,
    często przez obraz tej Religii dawany przez drugiego Człowieka . A Oni zwalają
    winę na Boga !
    Ja nauczyłem się Tolerancji przez zrozumienie, iż sam jestem niedoskonały, sam
    jestem w "drodze" . Tak w ogóle kieruję się naukami Jezusa Chrystusa . Uznaję
    jednak że Droga Rozwoju Ducha jest zawsze Indywidualna ! Odrzucanie Religii i
    kultury w której się wyrosło jest bardzo niebezpieczne , gdyż Wszyscy jesteśmy w
    pewien sposób zakodowani przez miejsce urodzenia , rodzinę , społeczeństwo , itp.

    --
    Jestem Cząstką Boga !
  • 18.11.05, 17:24

    Swiat jest wielki-jedynie co mamy zakodowane to czlowieczenstwo( to moje zdanie)
    Ponoc Adam i Eva pochodza z Arabi Saudyjskiej a moze z Iraku?Nie o to mi
    chodzi,nie warzne zreszta skad.Gdybym chciala isc po drzewku swojego
    kodowania.To Bog jedyny wie gdzie bym wyladowalasmile
    Cala reszta jest stereotypem-zeby cos odrzucic,trzeba cos poznac.Zeby cos
    poznac i potrafic odrzucic,trzeba pomyslec,lub sie otworzyc na zmiany.Bo
    wlasnie zmian czlowiek sie boi najbardziej-(boi sie wlasnych pomylek lub bycia
    wytykanym przez innych)
    Wlasnie to przeszlam i wiem jak to boli.Ale to nie ludzie daja mi poczucie
    satysfakcji i szczescia,a ja sama sobie.
    Bog jest jeden-a droga do niego prowadzi przez dobro.
    Pozdrawiam
  • 20.11.05, 11:40
    Dwie polkule mozgu + mozdzek=3
    Ja-swiadomosc-podswiadomosc=3
    Rodzimy sie-dorastamy-umieramy=3
    Warstwy narastajace na mozgu=3
    Proces duchowy-nieswiadomy-swiadomy-rozlaczony=3

    Czy na tych zasadach jest stworzona doktryna trojcy swietej?
    Jesli tak-to nie zle....
    Ciagle sie zastanawiam,szukam..
  • 18.12.05, 11:36
    wladi3 napisał:

    > JESTEM CZĄSTKĄ BOGA
    >
    XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
    Którą?
    Bo wszystkość jest!
    A ty i ja - nie jesteśmy!
    Więc ?
    Serdecznie pozdrawiam VIATORES

    --
    oraw
  • 18.12.05, 12:17
    Polecam stronę:
    astrologia1.w.interia.pl/astr1/index.html
    gdzie opisano rozwój człowieka:
    1. etap biologiczny - to odpowiadałoby temu dziecięcemu
    2. etap społeczny - to odpowiadałoby temu racjonalnemu
    3. etap duchowy - to odpowiadałoby temu irracjonalnemu
  • 18.12.05, 12:32
    Na tej samej stronie w innej częsci:

    astrologia1.w.interia.pl/astr2/index.html
    jest jeszcze inny podział na cztery etapy:
    1. ja nieświadome - nieświadome działanie naszego ja kształtuje nasze życie (tak
    żyjemy w okresie dzieciństwa)
    2. ty nieświadome - nieświadome dla nas działania różnych "ty" kształtują nasze
    życie (tak żyjemy w okresie młodości).
    3. ty świadome - działania naszych "ty" mają wpływ na nasze życie, ale możemy
    być tego świadomi i próbować je kształtować (budzenie dojrzałości)
    4. ja świadome - nasze świadome działania mogą mieć wpływ na nasze życie.
    (budzenie odpowiedzialności)
  • 18.12.05, 16:59
    Dzięki mimolek za odwiedzenie mojej stronki i za przytoczenie jej tutaj. Co do
    czterech etapów przytoczyłabym raczej poniższy fragment:


    Jest to w zarysie ogólny plan życia każdego człowieka. Plan ten składa się z
    czterech etapów:
    1. Najpierw człowiek żyje z nastawieniem na swoje ja i nie jest tego ja świadomy.
    2. Potem również nieświadomie poznaje swoje różne ty - rodziców, rodzeństwo,
    rodzinę, kolegów, przyjaciół, sympatie, jednym słowem różne osoby ze swego
    otoczenia, na wybór tych osób nie ma jeszcze świadomego wpływu - gdyż punkt 2 to
    punkt naszej najgłębszej nieświadomości - a więc wyborów dokonuje tu podświadomość.
    3. Punkt "ty" to punkt, w którym zaczynamy dostrzegać "źdźbło w oku bliźniego".
    To punkt uświadomienia sobie, że jeden człowiek jest taki, a drugi inny. Jest to
    więc punkt budzenia naszej świadomości ale jeszcze ciągle nasza uwaga jest
    skierowana na innych ludzi. Dostrzegamy ich wady i zalety i zaczynamy dokonywać
    pierwszych świadomych ocen i wyborów. Zebrane w ten sposób doświadczenia z
    innymi ludźmi powinny doprowadzić nas do zastanowienia się nad sobą.
    4. czyli do etapu czwartego, kiedy powinniśmy świadomie kształtować i oceniać
    swoje ja. W tym okresie powinniśmy zająć się "belką we własnym oku".
    W ten sposób człowiek ma swój krzyż do niesienia, a krzyż ten wyznaczają dwie linie:
    Serdecznie pozdrawiam!
    --
    www.hurka.end.pl
  • 18.12.05, 16:52
    Odrzucanie Religii i
    > kultury w której się wyrosło jest bardzo niebezpieczne , gdyż Wszyscy
    jesteśmy
    > w
    > pewien sposób zakodowani przez miejsce urodzenia , rodzinę , społeczeństwo ,
    it
    > p.
    >

    odrzucenie uwazam za obowiazek...
    Chrystus powiedzial przeciez: porzucisz matke swoja i ojca...



  • 18.12.05, 17:08
    Luty napisał :
    - odrzucenie uwazam za obowiazek...
    > Chrystus powiedzial przeciez: porzucisz matke swoja i ojca...

    Masz rację.
    Przeciez nie można w czymś tkwić wbrew sobie - jestesmy wolnymi ludźmi.
    Odrzucamy coś ,bo się z tym nie godzimy. Odrzucenie religii zresztą nie jest
    jednoznaczne z odrzuceniem np. Boga
    >-
    ewa
    Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
  • 22.12.05, 14:57
    Odrzucenie religii nie jest oczywiście odrzuceniem samej wiary. Jak wiadomo,
    bez wiary, religia staje się tylko mechaniczną perseweracją czynności
    symbolicznych, która degeneruje ten proces do poziomu magii. Powtarzamy
    zaklęcia zamiast poznać ich znaczenie, zaufać im i pójść właściwą drogą.
    Dodatkowo jeszcze, poszukując pozaracjonalnych wyjaśnień cofamy się na etapy
    magiczne, co słusznie nazywa Wilber błędem „pre-trans”. A mianowicie: nie
    wszystko, co nie jest racjonalne jest od razu transpersonalne. Nawiasem mówiąc,
    Wilber przejął od Geiera i Huxleya pomysł pięciostopniowego schematu ewolucji
    świadomości i uzupełnił go rozbudowując do dziesięciu etapów jej rozwoju, na
    których wyjaśnił bardzo przekonywująco błędy różnych nurtów „new age”.
  • 18.12.05, 11:39
    margaretkaberetka napisała:

    > Czasami milosc do Boga jest roznie rozumiana.
    > >
    >XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
    miłość do Boga jest odmianą ludzkiej"miłości"tzn jeszcze jednej
    EMOCJI ,maskującej nasze LĘKI!!!!
    Więc "NAZWALIŚMY " sobie NIENAZWANE ,
    co to jest
    NETI,NETI, NETI!!!!
    Serdecznie pozdrawiam VIATORES


    --
    oraw
  • 18.12.05, 18:47
    Zalozylam sobie innego nicka motyvvacja-ale jeszcze sie wpisze jako panna
    beretkasmile

    Wiecie ,dzisiaj tak jakos mi po glowie chodzilo zastanawianie sie nad Adamem i
    Ewa.
    Nad pierwszymi ludzmi tu na ziemi(zgodnie z wyznaniem 3 religii)
    Refleksja jaka mnie naszla byla by odpowiedzia do postu oraw
    Wyobrazcie sobie dwie istoty ludzkie stracone na ziemie,co one mogly czuc?
    Oczywiscie ze wytworzyl sie jako pierwszy Lek,za nim obawa,planowanie
    przyszlosci,pytania czy ja sobie poradze?(tu mozliwosc zmniejszenia sie
    samooceny)
    Znowu strach przed samotnoscia,uzaleznienie i przywiazanie do drugiej osoby.
    najprawdopodobniej z momentem stracenia na ziemie(za kare?)umysl zostal
    zdewaluowany.Ucza sie od poczatku wszystkiego sami.Pragnienie przypomnienia
    sobie straconej wszechmadrosci-poszukiwania duchowe?-Nauka.Na to sie naklada
    caly wachlasz emocji (mozliwe ze w momencie odczuwania emocji wytwarzyly sie
    unerwienia calego ciala-bole porodowe)i inne stany stresowe czy depresyjne
    prowadzace do roznych chorob.
    Fakt ze tylko i wylacznie milosc jako Milosc doskonala jest w stanie zniwelowac
    kazdego rodzaju zle emocje.
    Ale moim zdaniem milosc do Boga ,nie jest odmiana ludzkiej milosci.Milosc do
    ludzi polega mimo wszystko na emocjach,nie jest doskonala.
    Milosc do Boga to tesknota za doskonaloscia jaka bylismy w raju.
  • 18.12.05, 16:42
    Kazdy czlowiek przez swoja duchowa ulomnosc,rodzi nastepnych
    >
    > inwalidow.
    > Czas ktory Bog daje wszystkim ludzia.To czas na to, by zaczeli sie duchowo
    > udoskonalac,a tym samym udoskonalaja nie tylko swoje potomstwo a i cale kraje.

    duch w zadnym wypadku nie jest ulomny...tak naprawde nic nie jest ulomne, ale
    to inna juz sprawa...

    ulomne wydaje sie zycie w swiecie materii...
    zadaniem ducha jest dzwiganie materialnego zycia, do poziomu zycia duchowego,
    do poziomu duchowego piekna, dobra i milosci...
    to duze zadanie i wielki trud, ale tez wielka dla ducha przygoda...smile

  • 18.12.05, 18:56
    Luty przyznaje ci racje,duch nie jest ulomny.Zle sie wyrazilam.
    Kazdy czlowiek z braku duchowosci,zrozumienia lub jego checi,rodzi nastepnych
    ktorzy (moga choc z regoly to maly procent)zaczac uduchowienie.
    Dokladnie tak jak pisales na samym poczatku.Komu sie chce wystawac poza
    przyjete normy?
    Moj etap jest ostatni ,odnoszac sie do tego co napisales,naprawde sie miotamsmile
    Pewnie latwiej jest tym,ktorzy maja swoich guru.Ja nie mam i ciezko mi,ale
    zadowolenie ze cos osiagam jest wiekrze niz zadany trod
  • 18.12.05, 20:16
    margaretkaberetka napisała:

    > Moj etap jest ostatni ,odnoszac sie do tego co napisales,naprawde sie miotamsmile
    > Pewnie latwiej jest tym,ktorzy maja swoich guru.Ja nie mam i ciezko mi,ale
    > zadowolenie ze cos osiagam jest wiekrze niz zadany trod

    jak to mozliwe...?
    moim guru jest moj kot i... wieczorna godzina... i facet wyprzedzajacy mnie
    z rykiem klaksonu, pokazujacy srodkowy palecsmile moim guru sa zwloki
    przejechanego zwierzecia na drodze, szklanka goracej herbaty...radosc kochanego
    czlowieka...
    swiat jest dla mnie guru i zycie jest dla mnie guru...smile
  • 19.12.05, 08:55
    Ten guru ktorego wybrales jest najtrudniejszy,dla kogos kto zaczynasmile
    Ludzie od wiekow szukali kogos do pomocy,za ktorym by mogli podarzac,uczyc sie
    od niego.Tym samym czlowiek zapominal o sobie,a szedl wyznaczonymi kryteriami
    Dlatego tak wiele jest roznych nurtow.
    Umiec patrzec ,dostrzegac,miec otwarte receptory to najwyrzsza sztukasmile

    Pstongue_outodobno jogi potrafi stac godzinami na glowie,myslac ze uskutecznia swoja
    duchowosc,a tym samym zalewa krwia miliardy niewidocznych nerwow w
    mozgu,poprostu je zabija ,i jego receptory sa martwe.Fakt iz roznie jest z tymi
    gurusmile
    Pozdrawiam
    /Margaretka
  • 18.12.05, 19:57
    Zastanawia mnie jeszcze jedno pytanie a mianowicie:

    W Jaki Sposob slynni nauczyciele doszli do oswiecenia?Czyz nie przy pomocy Ego?
    Wyzbywaja sie go do czasu medytacji, po to zeby do niego wracac i czynic z
    niego narzedzie do zycia.Z jednego Ego wpadamy w drugie,nieustanne zmiany.Ale
    ono jest i zawsze bedzie.Na jakims topiku pisalam ze mozg i umysl jest tylko i
    wylacznie czescia ciala,(ma swoje biologiczne zadanie)i nie mozna go sobie
    odciac jak reki czy nogi.
    Tak czy inaczej trzeba do niego wrucic, a wiec modyfikacja Ego( afirmacje
    kasiory,dobrobyt,szczescie,itd) wcale nie przeszkadzaja w rozwoju
    duchowym,skoro kazdy czlowiek jak zyje wraca do Ego.Jezeli jestesmy
    podzieleni,na mozg i umysl(ktore tworza calosc)+ dusza ,ciala astralne,energia
    itd.To przeciez nie trzeba sie niczego wyrzekac,a kozystac ze wszystkiego naraz

    To dlaczego niektorzy pisza ze afirmacje i modyfikacja Ego nie ma nic wspolnego
    z rozwojem duchowym?KAzdy sobie rzepke skrobie-Ja tam wykorzystuje caloscsmile
  • 22.12.05, 16:50
    Twoje wątpliwości (podpowiadane Ci chyba przez intuicję) są uzasadnione i mają
    swoje konkretne uzasadnienie. Spróbuję to wytłumaczyć:
    Ego samo w sobie nie jest tylko i wyłącznie obiektem pogardy mistrzów
    duchowych. Jest ono m. in. podstawowym narzędziem służącym osobom przybywającym
    na ten świat, do fizycznego przetrwania w rzeczywistości materialnej. Pozwala
    orientować się w tym świecie, dbać o ciało, jego potrzeby i inne ważne cele.
    Nie stanowi ono większego zagrożenia do momentu gdy świadomie używamy go w
    celach uzasadnionych etycznie, takich jak przetrwanie własnej osoby lub innych
    bliskich osób, które kochamy. Niestety ego jest m. in. zbiorem często
    nieświadomych uwarunkowań i przywiązań, silnie łączących nas ze światem
    materialnym i dlatego uznanie ego za najwyższy priorytet zawsze będzie
    przeszkodą na drodze rozwoju duchowego.
    Z holistycznego punktu widzenia, ego jest konieczne do przejścia przez pewne
    wczesne etapy rozwoju duchowego, zaś bez niego nie byłyby możliwe np. takie
    istotne ćwiczenia, jak przebywanie w ciele, przebywanie w czasie, percepcja
    bólu czy uświadomienie emocji. Problematyczne jest jednak nieograniczone
    funkcjonowanie ego na etapie poszukiwania wartości duchowych i etycznych ,
    ponieważ przywiązania z których składa się ego „walczą o swoje prawa”. Dzieje
    się tak dlatego, że wielu z nas utożsamia się z własnym ego a nakarmiona takim
    wzorcem podświadomość odbiera próby odejścia od uwarunkowań jako „śmierć ja”.
    Wiele osób podejmujących przełomowe decyzje o własnym rozwoju duchowym natrafia
    w snach na stany lękowe i wizje śmierci. SA to obrazy śmierci fałszywego ja –
    czylu ego, które faktycznie czeka śmierć na końcu drogi.
    Niemniej jednak, to właśnie obserwacja emocji, przywiązań i uzależnień jest
    częstym początkiem drogi duchowej na której, ego odgrywa rolę dna od którego
    się odbijamy (jest to podstawą niektórych ćwiczeń tantrycznych). To między
    innymi dzięki medytacyjnej obserwacji ego można wykształcić najpierw „zmysł” a
    później „postawę” tzw. Obserwatora/Świadka. Reasumując ego stanowi niepodzielną
    całość świadomości, która na drodze swojego rozwoju coraz mniej go potrzebuje.
    Na wschodzie mawia się, że ego „rozpuszcza się” w percepcji Boga i to jest
    bardzo trafne określenie, bo dobrze oddaje ono proces powolnego zaniku,
    zapominania o sobie i odejściu ego na dalszy plan.
  • 23.12.05, 22:24
    korona racjonalnosci jest, jak mowia filozofowie, zmyslowosc. chociaz z tego co
    tu przeczytalem wynikaloby iz szczytem racjonalnosci jest agnostycyzm (wiem ze
    nic nie wiem, pustka, etc), co najwyzej, nie zadna duchowosc. Natomiast tam
    gdzie zaczyna sie instytucja religijna tam konczy prawdziwe uczucie religijne,
    a kwitnie dogmatyzm. Co do schematycznosci i hierarchii struktury rozwoju
    duchowego to zadanie to iscie filozoficznej, albo teologicznej, a nie duchowej,
    natury. Ogarnac wszystko i wszystkich, wrzucajac do jednego garnka schematu, to
    zakrawa na pyche rozumu, obojetnie jak to zwac. Bez niedoskonalosci nie ma
    zycia, roznorodnosci istnien, ani indywidualizmu, ani rozwoju, ani ruchu.
    Indywidualizm i unikalnosc wlasnej sciezki rozwija sie i doswiadcza poprzez
    praktyke, wcielanie w zycie pragnien, spelnianie siebie, czesto poprzez
    zaprzeczanie swojemu ego (np. w milosci), dzieki czemu czlowiek objawia swoja
    prawdziwa nature, jak tez jest w stanie dokonac poprawy wlasnego charakteru.
    Ale jazn jest niezbedna, gdyby dla MNIE nie bylo wazne zeby byc dobrym, to dla
    KOGO? Bez Ja nie ma zycia. Ale ja ktore nie jest juz ego, staje sie jaznia.
    Dlatego tak bardzo Bog docenial wolnosc czlowieka. Czasem lepsze aktywne zlo
    niz bierne dobro, dlatego hierarchicznosc nie ma wielkiego znaczenia, bo
    wartosciuje tych ktorzy nie sa 'rozwinieci' duchowo, podczas gdy czasem taka
    postawa 'anty-duchowa' moze sluzyc do przebudzenia ku duchowosci kogos kto
    akurat potrzebowal doswiadczyc takiej stymulacji 'anty-duchowej'. Nie wazne kto
    jest na jakim etapie, wazne zeby to kim sie jest bylo odzwierciedleniem tego w
    co sie w danym momencie zycia naprawde wierzy, czego sie pragnie, etc. Wowczas
    interakcja jest optymalnie tworcza. Bez przeciwienstw nie ma zycia, dlatego
    hierarchicznosc rozwoju duchowego jest dogmatyzmem tworzonym przez
    racjonalnosc, na uzytek dominacji racjonalnosci, ktora jeszcze do tego chelpi
    sie przy tym iz jest duchowoscia. Rozum/Racjonalnosc/ w wielu praktykach
    mistycznych jest celowo upokarzany, azeby nauczyl sie sluzyc, a nie dominowac,
    szczytowac. Dlatego 'oglupianie rozumu' daje efekt rozpuszczania pychy rozumu w
    pozostalych aspektach istnienia. Praktyka dobrych uczynkow tez daje taki efekt,
    choc prowadzi do hiobowego doswiadczenia (niesprawiedliwych krzywd pomimo
    dobrych uczynkow), co jest swietnym szokiem dla racjonalnosci, stymulujacym
    wnikliwosc intuicyjna, po osiagnieciu ktorej czlowiek przestaje 'osadzac swiat
    i uczynki ludzkie' w kategoriach czysto logicznego schematu czern/biel.
    Ekspresja artystyczna czesto obywa sie bez racjonalnosci, dlatego jest w stanie
    rozwijac duchowosc niekontrolowana przez wlasne swiadome ego, ujawniajac
    problemy i stan osobowosci, jakich swiadomosc logiczna wolalaby uniknac
    dostrzegac, gdyz logika nie potrafi akceptowac tego co nie jest uporzadkowane,
    chocby bylo czescia zycia. Potem, kiedy tresc podswiadoma zostaje juz
    uformowana bez dominujacego udzialu swiaidomosci, swiadomosc zabiera sie do jej
    porzadkowania, co czesto ma bardzo interesujacy wplyw na przemiane samej
    swiadomosci w bardziej elastyczna forme ekspresji. Prawdziwym Bogiem jest to co
    sie kocha. Racjonalnosc nie pozwala czlowiekowi wyjsc poza wlasne ego, poniewaz
    trzyma wszystko pod kontrola. Irracjonalnosc i oddawanie sie intuicji, uczy jak
    zyc ufnoscia, a nie tylko tym co JA (czyli samozachowawczy rozsadek) akceptuje
    jako prawde. Wiedza, kontrolowana przez swiadomosc, jest posiadaniem prawdy, a
    nie otwartoscia na prawde.
  • 24.12.05, 07:31
    Salam,Shalom,niech bedzie pochwalony.
    Wiec wychodzi na to ze dostalismy malego zwierzaczka ktorego trzeba tresowac.
    Nie widze innego wytlumaczenia.Im wiecej cos robisz-tym bardziej sie do tego
    przyzwyczajasz, i tym bardziej sie to samoistnie powtarza-bez wzgledu na
    sytuacje.(mozna by rzec ze przyzwyczajamy komorki do tych samych chemicznych
    skladow-wydzielanych poprzez sytuacje do ktorych sie przyzwyczajalismy)
    I tu jak powiadasz mistycyzm(biczowanie ciala w wielu religiach,glodowki,posty)
    to wszystko wlasnie ma doprowadzic do katroli ciala .Katroli komorek.Dokladnie
    sie zgadzam.Wiec Religie mimo wszystko nie sa takie glupie-moim zdaniem to
    czlowiek ktory wymyslil zbyt malo slow,nie byl w stanie wymyslic morza slow na
    kazde emocjonalne uczucie ,i stad ten ciemnogrod.Mimo ze czlowiek byl
    naprowadzany poprzez (prorokow?,mistykow?,oswieconych?)Jednak mimo lawiny
    slow,i wszelkich prob bycia zrozumianym,oczy czlowieka nie rozumialy tego co
    widza,a dusza nie czula.Trup.

    Przeciwienstwa? ...wrecz przeciwniesmile nie ma przeciwienstw..smile)))))
    Wszystko zalezy jak kto na co patrzy.Moge widziec to jako calosc zgodnosc i
    milosc, albo moge sie uzaleznic od nienawisci,i od milosci,a wtedy
    przeciwienstwa beda we mnie samej,ale w swiecie nie ma sprzeciwienstw.Bog jest
    jednoscia,my nia jestesmy,zycie jest jednoscia.A reszta to twoje oczy i wzrok

  • 24.12.05, 07:45
    Jeszcze malutkie pytanko:
    Rozumie ze czlowiek ktory przyzwyczail swoje komorki do powiedzmy :''reakcji
    lamentowania''..Lubi sobie pobiedowac-porzalic sie na swoj los,i wiecznie mowi
    ze nieszczescie sie go trzyma-Co w rzeczywistosci prowadzi do nieszczesc..
    Teraz....Jezeli On sam nie wie.Jego umysl poprostu nie mysli skad to sie
    wzielo.A mozg produkuje chemiczne zwiazki uzalezniajace lamentownika.Po jakims
    czasie staje sie on glodny lamentowania(jak palacz nikotyny).
    Ok.
    Ale sytuacje(nieszczescia) przyciagaja sie do niego-i tak szczerze mowiac On
    nie ma z tym nic wspolnego.Moze siedziec w drewnianym kosciele ,a mu celgowka
    na leb spadnie.
    Nie chodzi mi o przyzwyczajenie sie do czegos,nie chodzi mi o nasze
    cialo.Chodzi mi o ta sile magnezu,ktora powoduje przyciaganie -w tym wypadku
    nie przeciwienstw.A tego samego co w naszym ciele tkwi najwiecej.Czyli
    nieszczesc w wypadku lamentownika.
    Nie chce mowic tu o podswiadomosci.Ktora nas tam gdzies popycha i cos tam,tego
    tamtego..Zastanawiam sie nad magnezem,nad magnezem przyciagania sytuacji.

    pzd.
  • 24.12.05, 07:59
    Czy to jakas calosc morekularna? wiarzaca komorki z materialem?(celem)
    Wyglada na to ze nie ma przeciwienstw tak jak pisalam,Jest calosc wiarzaca sie
    w jedno.
  • 25.12.05, 00:19
    harmonia przeciwienstw to jednosc w roznorodnosci, a nie ujednolicanie. Noc i
    dzien, to przeciwienstwa, a nie negacje. Prawa, lewa strona, mysl i czucie,
    mezczyzna i kobieta, dwoje oczu, dwie rece, dwie nogi, dwa platy pluc. Prawa i
    lewa polkula mozgowa, jeden narzad rodny, ale dwa jajniki, dwa jadra itd.etc.
    Wszystko, nawet jednosc, zdaje sie sluzyc istnieniu dwoistosci, par. Bez
    harmonii dwoistosci nie ma Jednosci, ale ta harmonia nie jest calkowitym
    zanikiem odrebnosci. Stad jazn, a nie ego. Wolnosc i przeznaczenie,determinizm,
    jednoczesnie. Paradoksy... Milosci. Milosc czyli harmonia mysli i czucia,
    zawsze w sytuacji dynamicznego stawania sie: czujaca, wspol-odczuwajaca mysl
    (pobudzana wyobraznia, a nie czysta logika oplaca sie/nie oplaca) i myslace
    czucie (wyzbyte egoizmu zmyslowosci). Jednosc ktora nie potrafi zachowywac
    odrebnosci jest czysta pustka, a nie zyciem. Niedoskonalosc jest zawsze otwarta
    na rozwoj, na przekraczanie samej siebie, dlatego niedoskonalosc jest
    doskonalsza od jakiejkolwiek doskonalej Jednosci. Uznanie rzeczywistosci
    roznorodnosci w Jednosci, jest podstawa do praktykowania szacunku wobec kozdej
    zywej istoty, jak tez samego siebie, i Boga w Sobie. Jednosc nie jest
    abstrakcja. Jednosc ciala np. gdzie kazda czastka spelnia odrebna, indywidualna
    funkcje, bedac niezastepowalna unikalnoscia, jednoczesnie istniejac dla drugich
    i dla calosci. Sama, czysta, logiczna mysl, tego nie ogarnie. Mysl jest
    Faraonem. Mojzesz wychowuje sie na dworze Faraona bez wiedzy Faraona, ale
    czerpiac z jego najbardziej ludzkich, owocow milosci (corka Faraona) i wiedzy
    mistycznej/okultystycznej (kaplani na dworze Faraona). Kiedy Rozum wie ze
    gdzies pod nosem istnieje sila duchowa, natychmiast kaze robic rzez niewiniatek.
  • 25.12.05, 06:37
    Alez ja rozumie.Ale zobacz.Jednosc stworzyla te przeciwienstwa.One tkwia w
    jednosci.W Bogu.
    To byla moja mysl.

    Pozatym z tego co piszesz :harmonia przeciwienstw to jednosc w
    roznorodnosci.Wychodzi na to ze sie zgadzamy.Slowa sa utrudnieniem.Zawsze
    byly.Gdy pojawila sie mysl-musialam biec za znaczeniem slow,a wtedy nie jestem
    soba,jestem nazuceniem czyjegos slowa.


    Wiesz gdy patrze w niebo ,w piekny sloneczny dzien,widze tam miliony swiecacych
    punkcikow-(to nie ma nic wspolnego z okiem).Punkciki biegaja,jest ich mnustwo.
    KAzdy z nich jest inny-ale naleza do calosci.
    Niedoskonalosc wlasciwie nie.Nie ma niedoskonalosci-jest doskonalenie sie.
    Wiec to doskonalenie sie jest tu na ziemi.Dlatego ziemia jest taka
    stara,zakladajac ze rozwoj duchowy szedl w zupelnie innym kierunku niz
    naprawde powinien.

    A kim byla faraon? Tarcza obronna czarownika-wlasciwie nie czarownika a
    czlowieka oswieconego ,ktory korzystal z oswiecenia w zly i samolubny sposob.
    Nienawisc i zle mysli narodu, tylko sie wylewaly na Faraonie.A prawdziwy
    Faraon siedzial z tylu,i mial wszystkich w nosiesmile
    WIec jak ta historia z Mojzeszem naprawde wygladala?Skoro (czarownicy)
    katrolowali poddanych telepatycznie na dworze.KAzda mysl jaka nachodzila
    poddanych byla przesylana dalej(do wiekrzego ranga)Ludzie nie mogli pozwalac
    sobie na spiski-bo placili glowa.WIec gdzie ta prawda o MOJZESZU?
    CO kaplan nie wiedzial KTO sie wychowuje nadworze? CHyba ze sam chcial go
    nauczyc wiedzy-dlatego pozostal.

    Pozdrawiam
  • 25.12.05, 07:00
    A co jak BOg nie jest jednoscia.To sa tylko wyobrazenia kim on jest.A wiec tak
    jak pisalam ci na poczatku .KAzdy patrzy Jedynie przez swoje Wyobrazenia o BOgu.
    Ktore wyznaczaja mu puzniej filozoficzny kierunek myslenia
    Teraz: Buddysci mowia ze kryje sie on na ziemi.W korzeniach swiata
    Inne religie podnosza glowy i madla sie w gore-do nieba.
    On jest wszedzie-ALe nikt nie wie Kim-czym-jakim-ON jest.
    Dyskusja w tym wypadku na Jego temat jest zbedna.


    Pozdrowka shamansmile
  • 25.12.05, 13:53
    dyskusja na temat Boga dla mnie tez jest zbedna, ale skoro decydujemy sie na
    slowa, a slowa to niedoskonalosc, abstrakcja, wiec wybaczam slowom i nie
    oczekuje od nich doskonalosci. Chodzi o ustalenie jakiegos kierunku, a nie
    definiowanie. Slowa daza do zaogolnien i zawsze krzywdza. Bog jest tym co
    prawdziwie kochamy. Przedmiot milosci moze sie zmieniac, albo od/krywac, w
    miare naszych doswiadczen. Samo slowo Bog w oryginale hebrajskim zawiera w
    sobie liczbe mnoga, zenska i meska, wiec slowo Bog w wiekszosci jezykow zawiera
    w sobie historie dominacji patriarchalno-racjonalistycznej. Etymologia slowa
    Jezus oznacza 'Jazn ktora nie przemija. Etymologia slowa Budda oznacza 'umysl
    wspol-odczuwajacy'.
  • 25.12.05, 22:10
    1)Arabski: > A L L H > `allôh

    2)Hebrajski: > A L H > `eloh

    3)Aramejski: > A L H > 'alah

    > A L L H > `allôh
    > A L H > `eloh
    > A L H > 'alah


    Pisownia jest niemal identyczna.
    Wymowa w zależności od dialektu, jest prawie identyczna.
    Wszystkie pochodzą z tego samego rejonu geograficznego.
    Rdzenie tych słów (ilah, el, iil) są podobne, a ich religijne znaczenie jest
    identyczne - coś czemu oddawana jest cześć.
    Jednak nie tylko znaczenie i pochodzenie słowa Allah ma te same korzenie.
    Przesłanie wszystkich wysłanników Allaha jest jednym i tym samym przesłaniem.

    Mojżesz mówił do swego ludu:

    "Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym."
    (Ks. Powtórzonego Prawa, 6:4)

    Jezus mówił do apostołów:

    "Pierwsze (przykazanie) jest: 'Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest
    jeden.'"
    (Ewangelia wg. Marka, 12:29)

    Allah objawił Muhammedowi:

    »Powiedz, On jest Bogiem Jedynym.«
    (Surah al-Ichlaas, 112:1)
  • 26.12.05, 05:31
    Elohim znaczy Sedziowie i posiada zarowno rodzaj meski jak i zenski. Dla mnie
    Bog to metafora, wskazujaca pewna tresc. A poza tym jest wiele imion Boga w
    sameym Starym Testamencie, takich jak Elohim, Jehowa, Pahad, Shaddai. Kazdy
    moze oznaczac pewien aspekt boskosci, ktora moze byc jedna (ale wcale nie
    musi). Elohima interpretuje sie jako aspekt rozumowy. Sa tez i takie
    prawdopodobne interpretacje iz Jahwe jest pozostaloscia bostwa zenskiego,
    zmieniona po nadejsciu epoki patriarchalnej. Ahajowie zrobili to samo z
    imionami Greckich Bogin (Robert Graves - Mitologia Grecka) Nie zaprzeczam temu
    co pisze w Biblii, ale
    przedstawiam odmienny punkt widzenia, raczej nie doslowny, przy okazji
    przypomne slowa sw. Pawla iz 'Literaz zabija, Duch ozywia'. Z doslownego
    pojmowania Biblii nic
    dobrego nie wyniklo (np. zebro Adama). Biblia cala pisana jest metaformai, co
    wcale jej nie uwlacz, jak niektorzy oboroncy doslownosci biblijnej uwazaja.
    Zreszta "tam skarb gdzie serce'.


  • 25.12.05, 14:08
    Nie wiem czy jednosc je stworzyla, w kazdym razie owszem, wyplywaja one z
    samoroznicowania sie pierwotnej Jednosci. Kwestia slow, jasne. Ale oznacza to
    iz dynamika zycia jest nie w samej Jednosci lecz w procesie aktywnej przemiany.
    Zmiana jest wolnoscia, jak mawial pewien poeta. Co dzisiaj jest prawda, jutro
    staje sie pylem i podstawa do odkrycia nowej prawdy. Iluzja, czyli rowniez
    materia ma swoje swiete pochodzenie, gdyz jest projekcja Zrodla Zycia, dlatego
    cialo jest czescia duszy, ale dominacja cielesnosci, choc moze byc koniecznym
    etapem do doswiadczenia zycia, jest jednak ograniczaniem zycia i degeneracja.
    Ale coz, czasem trzeba przeciwdzialac zyciu, zeby moc sie ocucic na dobre.
    Odbicie od dna potrzebne jest tym ktorzy woleliby zyc w objeciach Wybawicieli.

    A ja wierze iz rzeczywistosc jest projekcja naszych wyobrazni, i wszystkie
    rzeczy sa eksterioryzacja naszych mysli i czuc. A jednoczesnie jest to
    interakcja z innymi wizjami innych istot, ludzi. Natomiast Jednosc naszych
    percepcji tworzy tzw. obiekktywnosc. Jednosc i roznorodnosc przenikaja sie
    nawzajem. Dobrze jest to Jednosc mojego ogladu wszechswiata, ale dopiero w
    szczegolach objawia sie prawda tej jednosci. W przeciwnym razie Jednosc jako
    taka to rowniez statystyka i komuna, gdzie jednostka jest niczym wobec potrzeb
    Panstwa, ogolu, wiekszosci. Dokad w praktyce zaprowadzilo ludzi balwochwalstwo
    wobec Jednosci? (To moja dygresja, z punktu widzenia nie-czciciela Jednosci,
    ani Jednego Jedynego Boga, skoro sam Bog mowi, moje imie Jest Jestem. Co dla
    mnie oznacza Jazn, kazda Jednostke lub tez Obecnosc Boskosci tego co
    nieprzemijalne w kazdej rzeczy i istnieniu).






  • 25.12.05, 22:18
    Elohim jest liczbą mnogą która w języku hebrajskim używana jest po to aby
    podkreślić mnogość mocy." (Hertz: The Pentateuch and Haftorahs). "Forma słowa,
    Elohim, jest mnoga. Hebrajczycy stosowali liczby mnogiej w odniesieniu do
    rzeczowników aby wyrazić wielkość lub majestat." (Flanders, Cresson:
    Introduction to the Bible). Podobnie Allah w Koranie, kiedy mówi o Sobie,
    często używa liczby mnogiej, aby wskazać Swą wielkość. Jest to pewna forma
    gramatyczna która istnieje w językach semickich, przetłumaczona zaś na inne
    języki staje się niezrozumiała.


    Dlatego uwarzam ze slowa,sa tylko slowami.Zeby zrozumiec slowa innych-nie mozna
    tylko przetlumaczyc znaczenia a zrozumiec ich tresc,ktora odnosi sie w danym
    kraju.Tu chodzi o kulture slow..Masz racje ze slowa zabijaja ducha.Bo zobacz co
    sie stalo w europie zanim zostala im przekazana religia.Wszystko sobie
    pomieszali.Albo chcieli zrozumiec inaczej????Katrola ignorantow???-najwiekrzym
    grzechem jest robienie z Boga konceptu.
  • 26.12.05, 06:37
    motyvvacja napisała:

    > Elohim jest liczbą mnogą która w języku hebrajskim używana jest po to aby
    > podkreślić mnogość mocy." (Hertz: The Pentateuch and Haftorahs). "Forma
    słowa,
    > Elohim, jest mnoga. Hebrajczycy stosowali liczby mnogiej w odniesieniu do
    > rzeczowników aby wyrazić wielkość lub majestat." (Flanders, Cresson:
    > Introduction to the Bible).

    Racjonalistyczna interpretacja, ktora akurat tu mnie nie interesuje, zreszta
    dokonywana w kazdym tzw. 'niejasnym' miejscu biblii przez teologow,
    zainteresowanych glownie w usuwaniu wiernym kamieni spod nog, i jednoczesnie
    uniemozliwiajacym ludziom indywidualna interpretacje, pod roznymi grozbami,
    nakazami i zakazami. Kaplani zawsze dbali o podtrzymywanie nienaruszalnosci
    autorytetow, dogmatow i instytucjonalnej religii, tworzac w ludziach pasywnosc
    umyslowa, podczas gdy mistycy, chocby w rodzaju Swedenborga, Bohemego czy
    Blake'a maja raczej odmienne zdanie, wcale nie negujac Jednosci. Wlasnie o to
    chodzi iz roznorodnosc wcale nie nie neguje Jednosci, poniewaz brak czerni
    wcale nie dowodzi automatycznej (logicznej) obecnosci bieli. Oczywiscie
    teolodzy pretenduja do posiadania monopolu na prawde, podczas gdy np. kabalisci
    mowia iz tyle jest interpretacji biblii ilu jej interpretatorow. Kto szuka ten
    znajduje.

    Podobnie Allah w Koranie, kiedy mówi o Sobie,
    > często używa liczby mnogiej, aby wskazać Swą wielkość. Jest to pewna forma
    > gramatyczna która istnieje w językach semickich, przetłumaczona zaś na inne
    > języki staje się niezrozumiała.


    Ladnie brzmi, ale dla mnie to jednak naciagana interpretacja
    racjonalistyczna, 'pewna forma gramatyczna'. A kto tak zadecydowac? Wedlug
    mistykow nic w Biblii nie jest bez znaczenia mistycznego, duchowego. Jest
    mistyka liczb i imion. Wszystko ma bardzo istotne i symboliczne znaczenie,
    dlatego sw.Pawel mowi o tym iz trzeba rozumiec tekst sw. nie doslownie, ale
    duchem, sercem, calym soba, a nawet swoim zyciem. Czesto poza tym autorzy
    biblii pisali sprzecznosci, ktore nota bene teologowie usiluja usunac ludziom
    spod nog, a ktorych paradoksalna wspol-obecnosc w osobie czytajacej,
    studiujacej, ma bardzo edukacyjne znaczenie, gdyz rozbudza w czlowieku
    indywidualne zdanie, bunt wobec autorytetu, po to by uaktywnic skarb wlasnego
    serca. Technika mistyki starozytnej, jak tez kazdej szczerej dzialalnosci
    tworczej. Szacunek dla Boskosci-w-Czlowieku. Jakby nie bylo czlowiek zostal
    stworzony jako mesko-zenska istota ('Bog stworzyl Czlowieka mezczyzna i
    kobieta', co racjonalistycznie tez mozna zinterpretowac tak by ten fakt
    przedstawic trywialnie jako osobno mezczyzne i osobno niewiaste). I to
    stworzony na wizerunek Boga. A czy to zwac Jednym Bogiem, czy sercem, czy
    miloscia, czy Allahem, czy Kriszna, nie upieram sie. Zarowno roznorodnosc jak i
    jednosc spelniaja tu swoja istotna role.
    >
    >
    > Dlatego uwarzam ze slowa,sa tylko slowami.Zeby zrozumiec slowa innych-nie
    mozna
    >
    > tylko przetlumaczyc znaczenia a zrozumiec ich tresc,ktora odnosi sie w danym
    > kraju.Tu chodzi o kulture slow..Masz racje ze slowa zabijaja ducha.Bo zobacz
    co
    >
    > sie stalo w europie zanim zostala im przekazana religia.Wszystko sobie
    > pomieszali.Albo chcieli zrozumiec inaczej????

    tu nie tylko chodzi o kulture narodu, bo o ile mi wiadomo narod wybrany sam nie
    wiedzial co poczac ze swoja sw.Ksiega, a nawet jak ja czytac. Pozno zdaje sie
    ze Ezdrasz wymyslil system samogloskowy. Pojmowac Duchem, a nie doslownoscia,
    to rowniez wczytywac sie w sens intuicja, cala osoba, a nie tylko samym
    rozumem. Wowczas sens duchowy slow sam sie objawia, z wnetrza czlowieka.
    Chrzescijanstwo europejskie to bardzo krotka historia w porownaniu do wiekow
    poganstwa, ktore odzywaly sie w w historii Europy niejednokrotnie jako
    zaprzeczenie ideii chrzescijanskich, niejednokrotnie pod sztandarami jezusowej
    milosci, ale nawet z tymi problemami, idee chrzescijanskie i tak oddzialywaly
    bardzo pozytywnie na przemiane Europy, czy Zachodu jako takiego, pomimo
    samobojczych zrywow ujarzmionego ducha podswiadomosci.



    Katrola ignorantow???-najwiekrzym
    > grzechem jest robienie z Boga konceptu

    owszem, choc mysle ze desakralizacja symboli religijnych, czyli pojmowanie ich
    w sensie metaforycznym, psychologicznym raczej dziala jednoczaco na ludzi,
    zwiekszajac zdolnosc do tolerancji innosci, co prawda z negatywnym skutkiem
    ubocznym wzmacniania racjonalizmu. Wszystko jest mieczem obosiecznym.


  • 25.12.05, 14:16
    czarownicy egipscy to nie tylko czarownicy. Hebrajski, Pieciokksiag wywodza sie
    z kultury egipskiej. Mojzesz zostal wtajemniczony i przerosl swoich
    nauczycieli? Ale ludek 'wybrany'i tak nie wiedzial jak czytac wlasne 'Pismo'.
    Faraon jest niby nikim, bo czymze jest sam rozum, ale rozum ktory dziala w
    polaczeniu z miloscia, dopiero staje sie tworczy. Dlatego Mojzesza, ziarno
    duchowe, ratuje corka Faraona, mysl wspol-czujaca. Pismo jest pisane przez
    poetow-prorokow, a nie teologow, jezykiem metafizycznych metafor, ktore maja na
    celu rozbudzac wyobraznie tworcza, czyli Jezusa, w kazdym czlowieku, otwartym
    na szukanie prawdy cala osoba, a nie tylko intelektem. 'Litera zabija, Duch
    Ozywia' (sw.Pawel)
  • 25.12.05, 21:50
    Faraon byl mozgiem ,ktory dziala tak jak ma za zadanie.Czyli polaczenia
    neuronow,chemiczne reakcje babardujace komorki,a w zwiazku z tym wynikajace
    emocje.ALe zobacz przeciez milosc jest tez emocja,wytworzona przez reakcje
    chemiczna w sercu mozgu.Wiec kazdy czlowiek jak naprawde chce kochac-kochal
    bedzie.Nikt nie jest stworzony zlym.Zli sami sie robimy.
    - Wola-to jest zaczarowany klucz i dar od Boga

    Pierwsza magia dostarczona byla w babilonie(Iraq),z tamtad sie wywodzi.Bylo to
    jeszcze przed Ibrahimem
  • 26.12.05, 06:56
    Moze to wlasnie wola, jakze czesto usilujaca uszczesliwiac innych na swoja
    modle, jest zrodlem zla, ktore trzeba tworzyc i doswiadczac w swiecie
    przemijalnym, czesto wbrew wlasnej intencji, azeby moc sie zmieniac i
    doskonbalic duchowo? W kazdym razie nie wierze w zlo jako ceche osobowa, tylko
    jako stan przejsciowy, doswiadczany (milosiernie) w swiecie przemijalnym, azeby
    moc sie wyzwolic z bledow/iluzji.
    Ale tak, samodyscyplina jest celem. Moralnosc z milosci, a nie z nakazu czy
    zakazu. Wyobrazniowe wspol-odczuwanie, minimalizujace konsekwencje pewnych
    czynow lub ignorancji, prowadzacych do roznych cierpien i krzywd. Prewencja.
    Daleka droga. Zdaje sie iz obecnie nastepuje odwrot od wolnosci ku moralnosci
    nakazowej. Musza objawic sie skutki, zostac strawione i wpisane w obszar
    podkorowy. Ale mamy duzo czasu. Cala nieskonczona wiecznosc. I do wyboru do
    koloru. Wierze tez w nieskonczonosc wszechswiatow, na miare pragnien. Trzeba
    sobie tylko wyobrazic w jakim swieci chcialoby sie istniec, a wszystko sie
    spelni. kwestia czasu. I przestrzeni. dla Wyobrazni.


    motyvvacja napisała:

    > Faraon byl mozgiem ,ktory dziala tak jak ma za zadanie.Czyli polaczenia
    > neuronow,chemiczne reakcje babardujace komorki,a w zwiazku z tym wynikajace
    > emocje.ALe zobacz przeciez milosc jest tez emocja,wytworzona przez reakcje
    > chemiczna w sercu mozgu.Wiec kazdy czlowiek jak naprawde chce kochac-kochal
    > bedzie.Nikt nie jest stworzony zlym.Zli sami sie robimy.
    > - Wola-to jest zaczarowany klucz i dar od Boga
    >
    > Pierwsza magia dostarczona byla w babilonie(Iraq),z tamtad sie wywodzi.Bylo
    to
    > jeszcze przed Ibrahimem

  • 26.12.05, 12:15
    nurzam się w radości istnienia!
    wszystko ma JEDEN SMAK
    O N E T A S T E !!!!!!!!!!!!!
    panteiści(jakim ongiś byłem) i buddyści (jakim ongiś bywałem) serdecznie Was
    pozdrawiam VIATORES
    --
    oraw
  • 26.12.05, 13:49
    Trzeba
    > sobie tylko wyobrazic w jakim swieci chcialoby sie istniec, a wszystko sie
    > spelni. kwestia czasu. I przestrzeni. dla Wyobrazni.

    Trzeba tylko wyobrazic sobie kim chcialo by sie byc.A moze kim sie naprawde
    jest?.Znalesc klucz do siebie samego i odkryc piekno swojego wnetrza?.Zrozumiec
    ze Bog stwarzajac czlowieka stworzyl czyste piekno i dobroc.Dlatego tak zwana
    metafora''ze dobro wygrywa'' w walce ze wszystkim,nawet z samym soba.
    Ale swiat i jego odbicie w naszych oczach-tak wyuczone,tak zrozumiane.Moze
    nawet ta nauke widzenia swiata dostalismy w genach.A to ze czlowiek pochodzi z
    malpysmile To moze chodzi o malpi rozum? ktory udoskonalamy.Nauke patrzenia na
    siebie jak na czlowieka ,a nie jak na zwierze.Znalezienie dusze i doprowadzenie
    ja do oczu,a wtedy juz wszystko zdaje sie byc mozliwe...
  • 27.12.05, 08:12
    jest taki wiersz Bly'a, a moze to tlumaczenie wiersza mistyka arabskiego
    Rumiego, juz nie pamietam: What Have I Ever Lost by Dying? Streszczajac
    chodzilo mniej wiecej o to: tysiace lat bylem kamieniem, az w koncu umarlem i
    urodzilem sie roslina/ Tysiace lat bylem roslina az w koncu umarlem i urodzilem
    sie zwierzeciem/ Tysiace lat bylem zwierzeciem az w koncu umarlem i urodzilem
    sie czlowiekiem/ I coz takiego stracilem poprzez Umieranie?
    Podoba mi sie idea wiecznego rozwoju.
  • 18.01.06, 19:32
    '''Wiesz gdy patrze w niebo ,w piekny sloneczny dzien,widze tam miliony
    swiecacych
    punkcikow-(to nie ma nic wspolnego z okiem).Punkciki biegaja,jest ich mnustwo.
    KAzdy z nich jest inny-ale naleza do calosci.'''

    co za motywacjasmile Chcialam podziekowac za ksiazki do ktorych tu dostalam
    link,poniewaz duzo mi wyjasnily ,chcociazby co do tych punkcikwsmile

    Ze względu na swą świetlistość i niezwykłą aktywność te kuleczki siły życiowej
    mogą być dostrzeżone przez każdą osobę, która zada sobie trud ich obserwowania.
    Szybują one w atmosferze w olbrzymich ilościach, szczególnie podczas
    słonecznego dnia. Najłatwiej można je dostrzec po oderwaniu wzroku od słońca i
    skupieniu go na tle czystego nieba w odległości kilku stóp od siebie.
    Świetlista kuleczka jest niemal bezbarwna i może być porównana z białym
    światłem.

    Mimo że siła ożywiająca te świetliste kuleczki jest całkiem odmienna od
    światła, to jednak nie wydaje się, by mogła przejawiać się bez niego. Gdy
    słońce świeci, siła życiowa tryska i stale się odnawia, a kuleczki rodzą się w
    niewiarygodnej ilości. Podczas złej pogody ilość kuleczek wydatnie się
    zmniejsza, a w nocy zjawisko to ulega całkowicie zawieszeniu. Oznacza to, że w
    nocy zużywamy zapas, jaki nagromadzimy w ciągu dnia. Chociaż jego całkowite
    wyczerpanie nie jest możliwe, to podczas kilku czy kilkunastu pochmurnych dni
    wyraźnie się zmniejsza.

  • 18.01.06, 19:42
    Jeszcze co do ''prany'' chcialam dopisac,ze nie tylko jest ona widoczna na
    czystym niebie,i nie przygasa czy zmniejsza sie wieczorem.(jak pisza)
    Moim zdaniem, wieczorem gdy slonce zachodzi-ona jest-ale nie ma jej co odbijac
    (bo slonce zaszlo).
    Wytlumaczeniem bylo by to-ze ja ja pod solarka widze rowniez,jak sie opalam.smile
    Wiec wieczorem ona jest jakby poprostu mniej widoczna..
  • 26.12.05, 17:46
    Lezalam w wannie.rozluznilam sie.Czulam sie jak dziecko w lonie matki.
    Czulam sie tak blogo,zrelaksowana.Mogla bym tak trwac wieki.
    Jak to jest jak wychodzi sie na swiat?Jak to sie czuje?
    Wyciagnelam korek.Pozwolilam wodzie swobodnie odejsc.Zimno.Nieprzyjemnie.Cialo
    zdatne na samego siebie.Teraz twoja kolej.No dalej... rusz sie.
    Nastepny etap rozwoju ,juz tu na ziemi.Dziecko sie rodzi,rozwija -dorasta.
    A gdzie dusza?zastanawialam sie kiedy dusza laczy sie z cielem.Mowia ze w 4
    tygodniu-bo serce NARZAD zaczyna bic-A skad to wiedza?Bo mowia? he!
    Przykro mi-ale wydaje mi sie ze nie w lonie matki.I nawet nie w okresie wyjscia
    na swiat.Nawet nie w okresie dorastania.Wydaje mi sie ze czlowiek dostaje dusze
    jak juz jest dorosly,Okolo 35 lat.Moze wiecej -nie wiem..
    Tak przypuszczam.Moze,a nie musi.Kto szuka to znajdzie..
  • 26.12.05, 18:02
    Znam 2 przypadki, ze dusza weszła do ciała w 5 miesiącu ciazy.....smile
    Pozdrawiamsmile
  • 26.12.05, 19:06
    a co sadzisz o blizniakach jednojajowych?
  • 26.12.05, 19:07
    lolsmile
  • 27.12.05, 08:41
    dwoistosc jednosci? a zwiazki bliskiego pokrewienstwa? dlaczego owocuja brakiem
    harmonii przeciwienstw? Wybaczenie, czyli akceptacja innosci jako innosci.
    Tolerancja, demokracja. Wspol-istnienie przeciwienstw. Koegzystencja
    odrebnosci. Uprzejmosc - malutka smierc ego. 'Wodoglowie - Przeduchowienie'
    (J.Slowacki) Ujednolicenie, jak kultura masowa, tworzy pasywnosc umyslowa, i
    tyranie.


  • 27.12.05, 08:24
    od/krywanie (co za slowo!) duszy to jednoczesnie odslanianie tego co jest i
    bylo, i jednoczesnie tworzenie nowej istoty. Nie wiem, ale czuje sie tak jakbym
    pierwszy raz w zyciu zaczal latac, wiec nawet jesli istnialem jako dusza w
    przeszlosci, kiedys bylem chyba bardziej zniewolony przy/ziemnoscia niz teraz.
    Takie mam wrazenie. Ale woda koi mnie. Szczegolnie ta monotonia ogromu. Wody na
    gorze, wody na dole. Potopy nieba. Nauczyc sie chodzic po wodzie. Zyc w
    materii, nie dajac sie jej calkowicie pochlonac. Osobowosc na pewno rodzi sie
    znacznie pozniej. U mnie bylo to wtedy kiedy calkowicie zrezygnowalem z
    wlasnego istnienia, gdzies okolo 30-tki (33?) Wowczas Zycie samo zdecydowalo
    wziac mnie w posiadanie. Od tamtej chwili czuje sie jakbym nosil skarb w
    srodku, za ktory jestem odpowiedzialny. Niespelniane pragnienia zamieniaja sie
    w cien zycia.
  • 27.12.05, 14:58
    Odkrywac dusze-myslec.Kierowac mysli.Urzywac wlasnego Ego.
    Medytacja jest ciezka,naprawde bardzo ciezka.Bo skad bedziesz wiedzial czy nie
    wdziera sie do niej umysl?Skad bedziesz mial pewnosc czy to nie jest
    wizualizacja umyslu.?
    Pojawilo sie slowo,natychmiast pojawil sie obraz.Po tym obrazie ogarnelo mnie
    uczucie(fajne uczucie).To sa sekundy.Zeby je zlapac,trzeba byc rowniez szybkim.
    Zrozumiec mysl,ktora samowolnie laczy sie z obrazem-powodujac emocje w
    ciele.Smieszne to.Ale to nie moja wina.Mozg tak juz jest skonstrulowany.Dlatego
    Ego trzeba ''zasmiecac''jak juz to robic,to czyms pozytywnym,zeby mialo sie
    czego chwytac,i jak juz cos czuc,to przynajmniej ''fajnego''Choc fakt,iz wiecej
    smieci tym trudniej o pustke.
    A jesli czasu nie ma?To nie byla zadna szybkosc-a nawal innych mysli.Morze
    mysli.Potop.Moze ten czas polega na uswiadamianiu sobie,zasmieconego umyslu.Po
    czym robienie sobie miejsca na pustke.Nie jestem w stanie tego katrolowac,to
    przebieg samoistny.Moge obserwowac,i wsomie troche zalowac siebie,tych
    przezyc,tych obrazow ogladanych,tego co czytam.Tego o czym mysle.
    Bo to wszystko-te smiecie,oddzialowuja na moje samopoczucie bez mojego udzialu.
    To niesprawiedliwe.Jak tu byc panem siebie-jesli nawet nie mam wplywu na swoje
    wlasne mysli a puzniej emocje.Wiec kiedy jestem panem siebie?tylko wtedy gdy
    staje sie obserwatorem tego co sie dzieje we mnie?
    Ale ja chce zeby Pan zrzadzal domem.Bo jesli nie bedzie.To jaka roznica
    pomiedzy mna a zwierzeciem?.

    Jesli tylko stane sie zarzadzajaca.Wtedy wiem.Ze bede mogla byc i zarzadzajaca
    na ziemi.Tak tak.to samolub ego teraz napisal.Ale czy to nie piekne,dawac tej
    czesci mnie to co najlepsze?
  • 27.12.05, 15:09
    w mozgu mozez zrobic wszystko.Mozesz nawet rozmawiac z kims,i slyszec jego
    glos.Tak-jego glos.Gdy jestes czlowiekiem niepewnym siebie-smialo mozesz
    uwierzyc ze jestes nawiedzonysmile Moze to byc osoba pomagajaca.Jakis Aniol stroz.
    Ale skad ma sie pewnosc siebie ze to umysl nie bawi sie z nami w ciuciubabke?.
    Sila wizualizacji,percepcja sluchu.Nazucanie sobie mysli.Moze to moja mysl byla
    pierwsza,uformowalam ja szybciudko w szaty glosowe -tego komu powiedzmy ufam?
    i lubudubu.Slysze rozmowe-mogla bym ja nawet nagracsmile.
    Dlatego ta szybkosc jest warzna.Bo puzniej mozna usiasc i nabijac sie ze
    smiechu z tego jakie umysl plata figle.smile
  • 27.12.05, 18:33
    a po co pewnosc siebie, pewnosc ze nie iluzja? O taka pewnosc pyta rozum, ktory
    jest pytaniem bez odpowiedzi, czyli wiecznym watpieniem. Jak sie dotyka prawdy
    to sie czuje, a nie wie.
    Gdyby slonce nie wierzylo to by dawno nie swiecilo.
  • 27.12.05, 20:15
    Mowisz o prawdzie szamanie,a czy ty ja znasz?Czy byles kiedys sloncem zeby
    powiedziec jak ono sie czuje?.Czy byles kiedys miloscia zeby powiedziec jak
    sie kocha?Czy byles kiedys prawda-zeby rozroznic falsz?

  • 28.12.05, 02:29
    nie tylko bylem, ale jestem mikrowszechswiatem. A zreszta nawet na lekcjach
    biologii uczyli mnie, nie wiem jak teraz, ze czlowiek jest wszystkim. Cala
    struktura komorkowa wymienia sie co siedem lat. A czlowiek ktory wchodzi w
    wizyjna ekstaze i JEDNOSC z wszechswiatem doswiadcza obecnosci ze wszystkimi i
    wszystkim jednoczesnie, nie tracac siebie. Czlowiek jest wszystkim, m.inn. i
    prawda i falszem. Do tego nie trzeba wielkiej wiedzy. A pokarm ktory jemy pelen
    jest slonca i nocy i wiatru i dusz i cial, itd.,itp. Jak to zobaczyc? Najlepiej
    oczyma wyobrazni (czyli jednoscia rozumu i czucia), nie tracac wewnetrznej
    intencji szukania prawdy. Kto puka ten znajduje. Czego sie pragnie to sie
    spelnia. Co sie kocha temu sie sluzy.
  • 28.12.05, 10:48
    Oczywiscie ze masz racje.Co siedem lat umieramy i odradzamy sie na nowo
    chociazby fizycznie.Jestesmy wszystkim-ale pomiedzy tym musimy nauczyc sie
    wybierac.
    Wyobraznia i wizualizacja napedza cialo.Powoduje w nim zmiany.Jakie tylko sobie
    bedziesz zyczyl.
    Spelnia sie wszystko-wszystko co chcemy goraco.Predzej czy puzniej.
    Chcesz natchnienia-uznaj ze juz je masz

    Pozdrawiam
  • 28.12.05, 02:51
    a co do pychy, to rozum ktory watpi, i tak gladko wszystko potrafi
    kwestionowac, swoimi pytankami bez odpowiedzi, nie wysciubijac nosa poza swoje
    wlasne dominujace ograniczenie 'a skad wiesz?', ktore nazywa prawda obiektywna
    (czyli bezosobowa), a wszelka inna percepcja gardzac i ja wyszydzajac (a nawet
    oskarzajac o pyche) jest najwiekszym zalosnym monopolista. Jasne ze znam prawde
    jaka jest mi dana w szczegolach mego istnienia, jasne ze jestem sloncem, skoro
    bez slonca nie ma zycia, i moge je czuc a nawet byc jego percepcja, jego
    swiadomoscia, wszyscy pochodzimy z milosci, i zywimy sie miloscia zycia, a
    dzieki milosci zycia, obecnej w kazdej istocie, w kazdym tchnieniu, ten swiat
    jeszcze istnieje, Jasne ze nie znam calej prawdy, a po co zreszta? zeby z
    Bogiem konkurowac? Zreszta wowczas nie bylaby mozliwa wymiana ani milosc ani
    wspol-istnienie. Powiedzialem juz zreszta, iz lubie wieczny rozwoj. Taka jest
    moja wola i milosc zycia. Kazdemu zycze wlasnej. Az do rozkoszy roz-czarowania
    i odkrycia/stworzenia Nowej Prawdy, Nowoego Wszechswiata. Asymptota. Zreszta
    ten kto probowal sobie wyobrazic swiat doskonaly, w jakim chcialby istniec, ten
    wie iz nie jest to proste. Wieczne zblizanie sie. Bog staje sie czlowiekiem po
    to by czlowiek mogl sie doskonalic. A potem mozna zaczac od Nowa. W mitologii
    hinduskiej Bog Indra jak juz przeszedl przez wszystkie mozliwe ziemskie
    wcielenia, a potem przerozne wcielenia Bogow i Bogin w swiatach duchowych,
    znudzony wlasna boskoscia, postanowil zaczac od Nowa i wcielil sie w mrowke. A
    czasem dobrze jest przeczekac kilka kwiatow-wszechswiatow w nicosci. Dusza
    wie...kiedy i gdzie. Rozumek malorolny niech sie trzyma swojej ziemi i wlada.
    Moje krolestwo nie z tego swiata, jak mawial Przyjaciel Czarnych O/wie/czek.


    motyvvacja napisała:

    > Mowisz o prawdzie szamanie,a czy ty ja znasz?Czy byles kiedys sloncem zeby
    > powiedziec jak ono sie czuje?.Czy byles kiedys miloscia zeby powiedziec jak
    > sie kocha?Czy byles kiedys prawda-zeby rozroznic falsz?
    >
  • 28.12.05, 10:41
    Rozumek malorolny trzyma sie swojej ziemi i wlada.Ale skad u ciebie taki brak
    szacunku dla malorolnego rozumku.Czyz nie Bog go stworzyl dla nas jako
    narzedzie,zebysmy mogli korzystajac z niego przedostac sie na druga strone?.
    Czyz bys urzyl tego narzedzia i kopnal je, jako nic juz nie znaczace dla ciebie
    poniewaz dostales to ( co wydaje ci sie ze masz?)

    Kazdy rozum watpi-Bo jest rozumem. Jedynie Koza przestaje watpic.

    Jestes i sloncem i ksiezycem-ale pomiedzy nimi jest twoj (malorolny rozumek).

    Spojrz teraz na niego.JAsne ze nie zna calej prawdy,po co? zeby z Bogiem
    kakurowac?..Coz za pomysl,skad ta mysl?..

    Nie chce zebys czasami pomyslal ze krytykuje Nie.Ucze sie od ciebie wiele.Sama
    sie krytykuje rowniez-poniewaz i ty i ja mamy wlasnie ten sam(malorolny
    rozumek) ktory czasem jest bardziej zaorany czasem mniej.KAzdy orze jak mozesmile

    Pozdrawiam cie
    Ps: poczuj sie caloscia-bo nia jestes-to sie nazywa harmonia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.