Dodaj do ulubionych

Dołujący starzy rodzice.

20.10.05, 20:53
Macie jakieś metody, jak rozmawiać z negatywnie dołującymi rodzicami,
chorymi, pełnymi pretensji do całego świata, siebie(bo się zestarzeli),
zmuszajacymi całą rodzinę do włóczenia ich po rozmaitych lekarzach; rodzicami
pielęgnującymi swoje choroby, traktującymi świat jak jeden wielki dopust
Boski, przeraźliwie bojącymi się śmierci i nie dającymi sobie powiedzieć nic
pozytywnego (reakcja: młodym to dobrze, zobaczysz na starość!).
Mają po 80 lat.
Edytor zaawansowany
  • reed28 21.10.05, 11:13
    Niewiem co ci doradzic z perspektywy czasu wiem tylko tyle ze zaluje ze w
    ostatnim roku przed smiercia uciekalam od mojej chorej Babci teraz zaluje wiele
    bym dala aby posluchac jej narzekan i popatrzec na nia przynajmniej . Mysle ze
    corpie diem w tym przypadku ciesz sie z ich obecnosci i nie przejmuj sie.Gdy
    zmarla miala 82 lata.
    --
    "Jezeli ktos obgaduje Cie za twoimi plecami to znaczy ze jestes dwa kroki przed
    nim" A. Lincoln

    Nataniel
  • deja.vu 21.10.05, 14:26
    Ciezko podac pewnie jakis zloty srodek... sad Pierwsze co mi przyszlo na mysl to
    to, ze tacy ludzi maja klopoty po smierci zeby opuscic otoczenie i... wolaja po
    niej pomocy. I tak sobie pomyslalem czy to ich zachowanie nie jest wlasnie juz
    takim wolaniem o pomoc?

    Pzdr
    DejaVu
  • pasior76 21.10.05, 19:32
    Taki stan psychiczny starego czlowieka powodowany jest zmianami maiżdżycowymi w
    mózgu, zatem z dośwaidczenia wiem,ze farmakologia bardzo tu może pomóc, nawet
    krople nalewki z miłorzębu japonskiego i inne.A moze się nudzą? Z nudow można
    umrzeć w każdym wieku)).Obserwowałem ,ze znakomicie dzial aobecnośc, kota,
    malego pieska, jesli są warunki.Wnuczek raczej męczy)).Pozdrawiam!!
  • joanna_nowicka 21.10.05, 19:55
    Żadnych zwierząt nigdy nie chcieli i nie chcą. Lekarstwa jedzą
    nałogowo. "Wszyscy są beznadziejni i do niczego się nie nadają".
    Deja-vu napisz bliżej, co masz na myśli.
  • deja.vu 21.10.05, 23:40
    Nie mialem na mysli ze juz umieraja - zeby nie bylo niedomowien... Chodzi mi o
    to, ze zwykle jak gdzies straszy (pod tym pojeciem kryje sie wiele czynnosci)
    to duch manifestuje potrzebe pomocy. No i zastanawia mnie czy my jako dusze W
    CIELE nie zachowujemy sie czasem podobnie wolajac bez pomocy glosu: 'pomocy!'?

    DejaVu
  • ambosz 22.10.05, 17:36
    Pomyśl i policz na palcach kto naprawdę należy do Twoich bliskich. Takich
    którym możesz powiedzieć co chcesz, obrazić się kiedy chcesz, pozłościć się
    kiedy chcesz - bez żadnych konsekwencji poza ewentualnym pomarudzeniem. Na
    pewno nie jest takich osób wiele. A teraz policz ile Twoi rodzice mają takich
    osób wokół siebie. Bardzo trudno jest żyć na świecie samemu, nie mieć się komu
    wyżalić, pomarudzić, pochwalić jak coś się uda. A życie upływa i osób ubywa.
    Potem zostaje tylko ŻAL, że już nic się nie da cofnąć.Więc nie żałuj rodzicom
    uśmiechu (swojego)i pogody ducha. Oni tylko tego tak naprawdę potrzebują.
    Kochaj ich tak jak potrafisz.Ich świat zawęził się do chorób i starości.
    Postaraj się wnieść do tego świata chociaż mały promyczek swojego
    zainteresowania Ich potrzebami. Wiem, że to trudne, ale odznaczaj sobie złotymi
    zgłoskami w kalendarzu życia każdą udaną rozmowę z Nimi. Ty też kiedyś będziesz
    miała takie myśli, potrzeby i lęki.Jeśli postarasz się zrozumieć je przy
    rodzicach, łatwiej Ci będzie przeżywać swoje własne. Pozdrawiam, życzę duuuużo
    cierpliwości.
  • pasior76 22.10.05, 22:27
    Tak, tak trafione w sedno!!Cierpia poniewaz NIKT ich juz nie zauwaza!!
    Marudzeniem jak dzieci, chca przykuc Twoja uwage!!!
  • tom40gda 25.12.05, 02:25
    Dlaczego piszecie, ze kazdy z nas w tym wieku bedzie zachowywał sie podobnie?
    Ericson opisał fazy rozwoju człowieka, i takie zachowanie jak opisala eevvaa
    jest zachowaniem zaburzonym.... Kilka pytań. Czy maja zakieś zainteresowania,
    czy są czynni fizycznie, czy dbaja o forme intelektualna? Najprawdopodobniej
    odpowieź bedzie NIE. Znam ludzi starszych, którzy nawet nie mają pojecia, ze
    maja 80-90 lat, bo nie maja czasu na choroby ( co nie znaczy, ze nie chorują!),
    a nie maja czasu, bo COS ROBIA!
    Rada. Nie tyle rozmowy, bo jest juz za póżno i Ciebie to zdołuje, ale poszukaj
    dla rodziców jakiejś formy aktywności. Porozmawiaj z lekarzem prowadzącym, niech
    wymysli jakies schorznie, które bedzie wymagalo np wizyty na basenie 2 razy w
    tygodniu, spacery codziennie i łykanie ziól.... no i intelekt. Karty, cokolwiek,
    co zmusi ich do myslenia! Mózg nie traci szarych komórek, jak jeszcze niedawno
    nas uczono!!!!!
    Najlepiej Klub Seniora, brydż, albo tai-chi.....
    Pozdrawiamsmile
  • kiwi28 23.10.05, 00:21
    Rozumiem Cię. Mam takich dziadków. Moi do tego wszystkiego narzekają, że mają
    złe wnuki, dzieci a inni - obcy są SUPER. To bardzo przykre- nieraz wracałam od
    nich i płakałam. Opowiadają mi przeróżne historie rodzinne. Trudno tego słuchać.
    Jadę tam, bo chcę ich odwiedzić, bo wiem, że są starzy, samotni, chorzy - szkoda
    mi ich z tego powodu.Z drugiej strony mam żal do nich, że nie potrafią okazać
    ciepła serdeczności. Teraz staram się mówić jak najmniej, bo w każdym zdaniu
    doszukują się podstępu.Poprostu ich słucham. Zastanawiam się, czy ciężki życie
    (wojna, bieda i ciężka praca)może usprawiedliwić ich postępowanie. Dzisiaj
    niedziela - jadę do nich, ale z duszą na ramieniu. Niewiem, co wymyślą.
  • sopcia 23.10.05, 01:50
    Ech... ja też mam takich dziadków. Od kiedy pamiętam, babcia kłóciła się z
    dziskiem o to kto będzie na kim leżał (w trumnie). Poza tym jak u nich jestem
    to ciągle słyszę "nie mogę spać bo boli ...", "nie mogę jeść bo boli ...", "nie
    mogę chodzić bo ...". Dawniej słuchali Radia Maryja i próbowali mi narzucić
    swoje poglądy. Też kilka razy płakałam wychodząc od nich - bo powiedzieli że
    skoro nie byłam w kościele na mszy, a poszłam po niej ot tak wejść i
    porozmawiać ze sobą to nie wierzę w Boga i nie jestem dobrym człowiekiem ...
    nie próbowałam im nawet tłumaczyć swoich poglądów.
    Mimo wszystko kocham ich bardzo i szanuję...

    Pozdrawiam


    --
    "Jeśli nie wchodzisz w siebie,
    to z siebie wychodzisz"
  • eevvaa 23.10.05, 12:07

    Ja mam w rodzinie też starszych ludzi i wiem, ze tych ludzi już nie zmienimy,
    powinniśmy ich przyjąc takimi jakimi są. Nauczyć możemy ich swoim postępowaniem,
    swim ciepłem - obserwując nas też mogą się czegoś nauczyć. Możemy im pomóc
    jedynie poprzez przesyłanie ciepłych myśli. Wyobrażajmy sobie ich zawsze jako
    pogodnych, miłych, zdrowych ludzi ( chociaż jest to dalekie od rzeczywistości).
    Ta energia pozytywna naszych myśli z czasem zadziała i nas zadziwi. smile
    ewa
    Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
  • elijana 26.10.05, 11:13
    Moja kochana babcia jest teraz w szpitalu , po operacji była świdoma przez parę
    dni a teraz leży w jakimś letargu,miała jakiś mały udar mózgu na dodatek ,nie
    kontaktuje.Chodzę prawie codziennie do szpitala ,mogę tylko popatrzeć .Ile bym
    dała żeby odzyskała świadomość ,trochę pomarudziła,poplotkowała bo to lubi wink
    Nie jest marudzącą osobą ,wiadomo jakieś takie przestarzałe zasady ma ale to
    jej prawo. Jest wspaniałym człowiekiem mimo podeszłego wieku /82 lata/ i tak
    bardzo chcę żeby jeszcze swiadomie pożyła.....Nie wiem na ile jest to możliwe
    ale staram się głeboko w to wierzyć .Nie wiem jak to się stało ale babcia jest
    i zawsze była dla mnie bliższa niż matka. W dzieciństwie była jedyną moją
    przyjaciółką. Jak wiele bym dała ........
  • olek13 28.10.05, 14:59
    "Macie jakieś metody, jak rozmawiać z negatywnie dołującymi rodzicami,
    chorymi, pełnymi pretensji do całego świata"...

    Jak rozmawiać? Nie rozmawiać wcale, jeśli mają ochotę tylko narzekać i dołować.
    Zaakceptuj ich wybór drogi zyciowej, to że są chorzy i niedołężni. To w końcu
    tylko ich własna kreacja!
    Mam coś podobnego i nie daję się wpędzić w poczucie winy. Nie mam obowiązku
    wysłuchiwać utyskiwań, nie uważam, by narażanie się na to miało cokolwiek
    wspólnego z miłością. Można pomagać, ale pomoc to podanie ręki, by ktoś
    WYSZEDŁ z problemu, a nie bezustanne robienie z siebie ofary manipulacji.
    Jeśli zechcą zmian - to pomóż. Ja kilkakrotnie pomagałem w chorobie w ten
    sposób, by nauczyć mamę energetyzacji i wizualizacji uzdrawiających. Pomagało
    na parę dni, a gdy po kilku podejściach pytałem, czy robi to sama, dowiedziałem
    się że nie, bo... no własnie nie wiadomo dlaczego smile
    A skutek też był taki, że już teraz mama nie narzeka mi, bo piłka jest krótka:
    już umiesz, to pomóż sobie... wink
    Życzę im jak najlepiej, ale nie zmienię ich życia wbrew ich intencjom.

    Pozdrawiam
  • astro14 22.11.05, 21:40
    Witajcie

    Słuszny wywód mam podobną sprawę.Trudno jest zmienić starsze osoby a jak ktoś
    nie chce to tymbardziej.Jednak myślę że bardzo ważną sprawą być w razie
    potrzeby i służyć pomocą a w końcowym etapie obowiązkowo.Dla niektórych z nas
    trudno jest opuszczać ten świat.Strach jak się nie zna co po drugiej stronie
    jest rzeczą normalną.jak wcześniej nie wypracuje człowiek podejścia do swojej
    starości i czasu odejścia to później jest naprawdę trudno.Jednak myślę że
    obojętnie jaka osoba jest czy narzekająca czy nie to trzeba podejść do sytuacji
    w taki sposób aby nie dać się wykorzystywać i wpędzać w poczucie winy i
    emanować dużą dawką miłości To zmienia wszystko nawet najbardziej zgorzkniałych
    ludzi.Naprawdę to działa. big_grin
    Pozdrawiam
  • kiwi28 22.11.05, 23:17
    >jak wcześniej nie wypracuje człowiek podejścia do swojej
    > starości i czasu odejścia to później jest naprawdę trudno.
    Nie jestem pewna czy to zalezy tylko od "wypracowania podejścia do starości".
    Wg. mnie w dużej mierze zalezy od charakteru człowieka. Jesli za młody jesteś
    (hipotetycznie)upierdliwy to na starość tym bardziej. Podobno nasze negatywne
    cechy charakteru uwydatniają się z biegiem lat.

    > emanować dużą dawką miłości
    czy także wb. osób, które tej miłości ci nie dawały, kiedy ty jej potrzebowałeś?
    i czy wszystkie negatywne zachowania możemy tłumaczyć - starością?
  • astro14 23.11.05, 09:10
    Tym bardziej trzeba do nich podejść z miłością.Myślę że to że nie dawali
    miłości jest powodowane iż sami nie otrzymali i się to powiela.Jednak spróbuj
    spojrzeć na to nie co ktoś może dać dla Ciebie ale co Ty możesz dać dla
    kogoś.negatywne zachowania są spowodowane brakiem równowagi.każdy z nas ma w
    sobie te dobrą stronę i tą mroczną.Jeśli zaczyna brakować tej dobrej w tym
    przypadku miłości to wychodzi ta trudniejsza we współpracy czyli negatywna.
    Wiem że to jest trudne jednak jak się uda nam w sobie osiągnąc patrzenie na
    świat miłością nie będziemy wtedy się przejmować takimi rzeczami a i starsi
    ludzie będą mogli wiele skorzystać przed odejściem z tego świata z miłości
    którą ich obdarzymy.Być może oni po prostu tego nie znają.
    Któż wie może jak się znowu narodzą będzie im łatwiej się odnaleźć i sami wtedy
    staną się źródłem miłości a przynajmniej będą do tego dążyć.
    Ostatnio pomyślałem że może takie sytuacje to dla nas wyzwanie byśmy i my mogli
    się czegoś nauczyć.może jest to też lekcja dla nas???
    Przecież co może zmieniać jak nie miłość.A jest to przecież źródło nieskończone.
    Nie jest to ważne czy oni dawali Ci miłość czy nie czy mają taki czy inny
    charakter.Myślę że najlepszą sprawą jest wyjść powyżej tego i nie osądzać
    innych.Patrzeć na nich z miłością tym większą im więcej negatywnych rzeczy
    dociera do nas od nich.
    Wychodzę z założenia jeśli za młodych lat pomyślę o tym jak żyć aby na starość
    patrząc wstecz być z tego zadowolny to myślę że starość czy odchodzenie z tego
    świata będzie lżejsze nie tylko dla mnie ale i moich najbliższych.Bardzo ważna
    jest tu świadomość.Chodzi o to by nie uciekać od tych problemów bo się jest
    młodym.To poprostu się skumuluje potem.Przecież pocoś jesteśmy postawieni w
    takiej a nie innej sytuacji.Można naprawdę się wiele nauczyć.
    Mi bardzo pomocne stały się książki Dalajlamy - Ścieżka do spokoju, Uzdrawianie
    gniewu, Radość życia i umierania w pokoju, Moc współczucia i kilka innych.Przy
    wyborze podejdź intuicyjnie.Dzięki temu wybierzesz to co najbardziej będzie Ci
    potrzebne w danej chwili.Dostępne w większych księgarniach.
    Myślę Dalajlama w piękny, a przedewszystkim jasny sposób przekazuje jak należy
    postępować i żyć aby rozwijać siebie i pomagać innym. A dzieki temu w takich
    sytuacjach będziemy mogli sobie poradzić.W swoich książkach dotyka problemów
    codziennych takich z jakimi każdy człowiek spotyka się na codzień.Serdecznie
    polecam
    Podsumowując myślę że nadszedł czas na dawanie a zbiory będą w przyszłości z
    tego co zasiejemy.
    Życzę powodzenia i dużo dużo big_grin
  • margaretkaberetka 23.11.05, 09:50
    Obraz pierwszy:
    Podchodzi policjant z rodzicami do malej dziewczynki ,widzi jak ona trzyma w
    reku kwaitka.
    Jej oczy sa swiecace jak gdyby znalazla cos czego nigdy w zyciu nie
    ujrzala.Jest zafascynowana kwiatkiem,jego pieknem i urokiem- szczescie az
    promieniuje z jej calego ciala

    Obraz drugi: policjant i rodzice sa zdenerwowani tym zajsciem,zakladaja
    dziewczynce kajdany na pol nagi mozg-oczy dziecka staja sie smutne ,zatrworzone
    i zastraszone calym tym zajsciem,kwiatek ktory trzymala w rece ma spuszczona
    pol zdechla glowke.Dziewczynka ze strachu i goryczy-mysli ze ona spowodowala
    to, ze kwiat zdycha.Wini sie za to cale zajscie, i tym samym ma sie za zla
    osobe.Jako zla osoba-ma niska samoocene


    Obraz trzeci: dziewczynka stala sie kobieta.Na pol nagim mozgu zwisaja
    kajdany.Jej postawa jest pewna siebie i stanowcza.Jej glowa uniesiona wysoko i
    dumna.Kwiat ktory trzymala w rece ,ledwo wystaje z pod buta.Jest zdepniety

    Obraz 4: Kobieta dostaje po lbie od zycia-zalamuje sie.Zastanawia sie nad
    kwiatem,gdzie on jest?Dlaczego nie daje jej tyle szczescie i blasku co dawal
    jak byla dzieckiem.Jesli jest madra-to znajdzie go pod butem, i zda sobie
    doskonale sprawe z tego -dlaczego go nie widzi.Jesli ma tyle determinacji zeby
    go ujzec zerwie kajdany otaczajace jej pol nagi mozg.
  • margaretkaberetka 23.11.05, 09:53
    Jak rozmawiac z rodzicami? wybaczyc sobie i im.Oni dostali dokladnie to samo co
    dawali nam.
  • astro14 23.11.05, 15:05
    Potwierdza się.
    Pięknie ujęte.
    dodam tylko iż każdy z nas może to w każdej chwili zminić gdy zaczrpniemy ze
    źródła by być drogowskazem dla innych.
    Pozdrawiam
  • kiwi28 23.11.05, 22:45
    To co piszecie jest dla mnie ujęte zbyt filozoficznie i górnolotnie.
    Nie sądzę abym miała ochotę dawać miłość komuś, kto sam mi jej
    szczędził.Poprostu byłoby to wbrew samej sobie. Moim zdaniem na miłość należy
    sobie w pewnym sensie zapracować. Myślę inaczej, że właśnie równowaga to zarówno
    uczucia negatywne jak i pozytywne - w niczym nie mozna przesadzać, także w
    podążaniu za książkowym myśleniem wyznawców różnych religii. Pozdro
  • astro14 24.11.05, 08:06
    Oczywiście że nie należy Jednak prawdziwą miłość każdy z nas otrzymuje darmo i
    nie ma tam mowy o zapracowaniu na nią czy coś za coś. Prawdziwa miłość do
    drugiego człowieka musi wyjść powyżej takich rzeczy a co zrobi z nią drugi
    człowiek to już należy do niego
    To co przedstawiasz być może wynika z przyczyn stawiania siebie na
    wysokości "pracodawcy" lub co gorsza sędziego ale czy nam dano wydzielać miłość
    i osądzać innych?
    Nie ma tu nic religia czy ich wyznawcy Jednak zrozumienie postępowania innych
    daje nam przybliżanie się do źródła a tym samym odnalezienia własnej drogi
    Oczywiście kiedy przyjdzie prawidłowe rozpoznanie.Gdyż często jest duża różnica
    miedzy tym co głosimy a tym co robimy.
    Tutaj tak mi się przynajmniej wydaje że wyznajesz zasady które obowiązywały w
    starożytności ząb za ząb.
    Wychodzi na to że również chcesz powielić błędy swoich poprzedników.Jedynym
    rozwiązaniem aby tego nie robić musi przyjść zrozumienie a dalej zmiana
    postawy. Wtedy można zacząć iść ścieżką miłości i prawdy.
    Być może dalsze takie postępowanie doprowadzi do tego samego - że również nie
    bedziesz umiała przekazywać miłości a dalej za parę lub parenaście lat czeka
    cię to samo.Chyba tego nie chcesz????
    Wiele rzeczy jak sama juz piszesz wynika z równowagi A gdzie jest ta równowaga
    jak chcesz stawiać się na wysokości Boga i odgórnie dyktować innym że na miłość
    muszą zapracować.Myślę że od tego jest Bóg a nie my
    Nie wiem jak sądzisz skąd bierze się milość????
    Uważam że otrzymujemy ją darmo od Boga bez żadnych podtekstów że musimy na nią
    zapracować czy że dostaniemy ją wtedy czy wtedy. To jest ta czysta miłość
    Oczywiście to jest ogólny schemat.
    Wiadomo że gdy nastąpi zmiana naszej postawy musimy zacząć nad sobą pracować
    ale to musi wypłynąć z nas samych a nie z dyktowania warunków przez inne osoby.
    Być może ta cała sytuacja jest i drogowskazem dla ciebie do zastanowienia i
    przemyśleń.
    nie należy uciekać od problemu a siłą go się nie rozwiąże.To tak z własnego
    doświadczenia.
    Pozdrawiam serdecznie
  • margaretkaberetka 24.11.05, 09:41
    astro14 dokladnie zrozumienie ,a za tym zmiana postawy.
    Zal mi moich rodzicow w tym momencie.Dzialali oni na zasadzie lancuszka.
    Mimo iz kazdy jest inny,ale podswiadomie niesie to co dostal w wianie,od swoich
    rodzicow.Gdy pojdziemy scieszka swojego genetycznego drzewa,zrozumiemy ze to
    jak wychowywala babcia ,moja mame,ma duzo do zyczenia.A moja prababcia?Biedna
    przezyla traume wojny.Wiec jesli moja prababcia przezywala strach i traume
    wojny jak jej postawa zutowala na moja babcie-a w pozniejszym wydaniu na moja
    mame?.
    Nie chodzi o wojne-czy zycie w innym kraju.Chodzi o lancuszek.Zeby go
    przerwac ,trzeba sobie uzmyslowic ze on istnieje.Znajdywac siebie na zasadzie
    wlasnie reakcji lancuchowych.Odrzucac co jest moje a co przyodziane w okresie
    dziecinstwa.Starac sie zrozumiec kim naprawde jestem,same te starania powoduja
    rozpad oczek.

    Jezeli chodzi o podazanie za ksiazkowym mysleniem,czy z drugiej strony nie jest
    to doskonalosc ludzi myslacych? Przeciez my sie rozwijamy z dnia na
    dzien,staramy sie zrozumiec nasze postepowania-pomagajac sobie na wzajem,piszac
    ksiazki,wynalazki,itd.To sa instrukcje zycia.Od nas zalezy w jaki sposob
    bedziemy je wykorzystywali.

    Gdy nauka i duchowosc rozwina sie na najwyrzszym poziomie czlowieczenstwa,i
    wpadly by w niepowolane rece,wtedy moim zdaniem zaczyna sie katastrofa calej
    ludzkosci.Tak sobie mozna wytlumaczyc rozne pokolenia ludzi,po ktorych cos
    zostalo ''dziwnego'' i nie odgadnionego.Zostaje to tajemnica i zostanie tak
    dlugo,az ktos na to nie wpadnie.(a moze juz wpadl).Jak ze lepiej jest zadzic
    krajem slepcow-poniewaz nie sa oni gronzi.Dlatego jest tak duzo roznych
    dziedzin ,ktore przecza innym.Sami musimy wybierac.Kolowanie jest po to
    wlasnie,zebys ty i ja nie zauwarzyla prawdy.Paradoks ,bo wyglada to na swiatowa
    manipulacje,a czy tak wlasnie nie jest?
  • astro14 24.11.05, 11:15
    Dzięki Margaretkabaretka Piękne podsumowanie.Tylko mogę się uczyć takich
    wypowiedzi.
    Chętnie dorzucę do tego fakt że największą trudność sprawia fakt wejścia na
    nową ścieżkę.Nie powielanie już tych samych schematów jest rzeczą
    trudniejszą.Zmiany pociągają pewną niewiadomą, nieraz strach lub inne
    niepotrzebne rzeczy które tylko zaciemniają nam obraz działania.
    Zgodzę się z tym że nieraz coś tworząc nowego czy wprowadzając jakieś zmiany
    zostajemy "sami" jednak jeśli są to dążenia do rozwijania nie tylko siebie ale
    swoją postawą także innych otrzymujemy ogromne wsparcie we wszystkim co jest
    nam do tego potrzebne.

    To co mogę podpowiedzieć to wgląd w siebie a wiele będziemy mogli zrozumieć.
    Oczywiście każdy może znaleźć swoją ścieżkę jednak narzekanie nic nie zmieni a
    przecież można to wykorzystać do rozwoju.Szukajmy i uczmy się od tych co już
    coś osiągnęli i chcą nam coś przekazać.Być może są to drogowskazy na naszej
    drodze.

    Podsumowując apel do wszystkich nie dajmy się wyleczyć z myślenia.
    Będzie to tragiczne w skutkach. Łatwo będziemy mogli stać się źródłem szeroko
    rozumianego zła.
    Potwierdzam i w pełni przyłączam się do wypowiedzi Margaretkaberetka

    życzę miłych przemyśleń i dużo big_grin
  • couleur3 24.11.05, 11:13
    Mam podobny problem. Matka pochłania niezliczone ilości tabletek , wyniki badań
    krwi wcale nie są takie złe, ale stałe narzekanie na dosłownie wszystko i
    wszystkich mnie nieco dołuje. Mam teraz dziecko i chciałbym być pogodnym ,
    cierpliwym ojcem ale (matkę niestety muszę widywać codziennie , oprócz
    weekendów) ciężko mi strząsnąć całą tą negatywną masę codziennie. Sam przez to
    czuję się zmęczony. Jesteśmy z całkiem innego świata , można by rzec. Gdybym nie
    musiał jej codziennie widywać ... od razu poczułbym się lepiej. Niestety ale tak
    jest.
  • wladi3 06.12.05, 14:58
    Ktoś już to tutaj napisał - nasi nieco starsi bliscy -często czują się
    opuszczeni ! Dzieci i wnuki o nich zapomnieli ! Nie okazują im Miłości i tego że
    są Im potrzebni ! W tym czasie gdy na chwilę ich odwiedzacie , wylewaja swoje
    żale na cały świat - bo tak naprawdę Każdy Potrzebuje tylko Jednego - MIŁOŚCI !
    Aby cokolwiek zmienić - trzeba uznać że Tym , którzy dali nam życie Potrzebni
    jesteśmy tylko my i nasza Miłość ! Ciepło Obecności ! Wysłuchanie Ich ,
    wysłuchanie ich wspomnień i opowieści . Potrzymanie za rękę ! Ucałowanie tej
    spracowanej dłoni , która nas pieściła , gdy byliśmy dziećmi , choć może i
    nieraz dała w skórę .
    Wiele bym dał , abym mógł ucałować spracowaną i pomarszczoną dłoń Mego Ojca ,
    który zmarł 10 lat temu !
    Nic zaś nie zabierze mi Uśmiechu Mej Matki ,i łez Miłości, i Jej Ufnego
    spojrzenia Dziecka ! Jej radości z Jej odwiedzenia ! Och jak chciałbym być z Nią
    zawsze aby Jej Pomagać wstać z łóżka ! Tak Jej ciężko - jest po wylewie ! Mam
    swoje życie i mieszkam daleko , ale staram się Być z Nią jak najczęściej !
    Kocham Cię Boże Ojcze w Moich Rodzicach ! Uwielbiam Cię w Ich dzięcięcej
    nieporadności ! Czyż gdy ja byłem nieporadnym dziecięciem to Oni mnie zostawili
    bez opieki ?
    Zostawiam Was z tymi myślami ... .
    Kocham Cię Boże Ojcze ! Twoj Syn Władek !
    --
    Jestem Cząstką Boga !
  • margaretkaberetka 07.12.05, 13:30
    Czesc wszystkim
    wsumie tak sobie dzisiaj mysalam,na temat dolujacych rodzicow,dolujacych
    kolezanek,dolujacych otaczajacych nas ludzi.Fakt ze najlepsze wyjscie z
    sytuacji to urwac wszelkie katakty,a co jesli to sa rodzice?.To wlasnie jest
    najtrudniejsze,dlatego ze jest najtrudniejsze mozemy sprawdzic swoje
    duchowe ,emocjonalne swiadome zmiany.Najlatwiej jest uciekac(czasami nawet
    trzeba, od ludzi dla nas nic nieznaczacych,dla ktorych powolaniem zyciowych
    jest zdolowac innych)
    Moje wlasne zmiany(zmodyfikowanego Ego) widze juz teraz,wlasnie po zmianach
    otaczajacych mnie ludzi.Potrafie widziec jak na mnie wplywaja, na poczatku
    odczuwalam to po przyjsciu do domu,pewien niesmak zostaje.Wiec mimo ze to byla
    przyjazn 8 letnia,nic mi nie zaoferowala dobrego oprucz niesmaku,zlego
    samopoczucia,i glupich negatywnych mysli.Nie dziekuje.Juz lepiej mi jest samej
    z soba.Pozatym i tak nigdy nie jestem sama.Jestem zawsze z soba.
    Natomiast do rodzicow nalezy sie szacunek,mimo tego ze czlowiek zdaje sobie
    sprawe ile bledow wychowawczych popelnili nasi rodzice,mimo tego ile krzywdy
    nas spotkalo.Mimo nawet tego ze teraz mamy duzo do roboty sami z soba.Mimo tego
    ze teraz my musimy sie wychowac na nowo,i ze tyle do zrobienia nam teraz
    zostaje.Ale to ze mamy tyle do zrobienia,zawdzieczamy wlasnie Im-Naszym
    rodzica.Przez ich system biologiczny przecisnelismy sie na swiat.Napewno kazdy
    z nas ma duzo do zrobienia,najwarzniejsze odkryc to jaki sie mialo plan ,po co
    przyszlismy.Cos tam bylo planowane przed podroza,a puzniej zapomniane.To trzeba
    sobie przypomniec,a rodzica podziekowac.
    Gdyby nasi rodzice podazyli naszym krokiem,starali sie myslec tak jak my
    teraz.Napewno nie bylo by problemow z dolowaniem,ale jak widac nie kazdemu jest
    to dane.Czasami starosc i choroby rujnuja caly system.Swoich wlasnych dzieci za
    choroby nie karcimy,trzeba zrobic to rowniez w druga strone,w strone rodzica.
    Latwo sie pisze a trudno robi-no ale choc praktykowac mozna
    wyrozumialosc.Praktyka czyni mistrza,a puzniej wchodzi w krew.smile
    Pozdro.
  • deis 04.03.06, 10:56
  • deis 04.03.06, 10:58
  • hannabarbara 17.12.05, 13:25
    Są dla Ciebie egzaminem. Bo ich starość nie powinna Cię dołować, choć rozumiem,
    że to może być dla Ciebie trudne doświadczenie.
    Serdecznie pozdrawiam.
    --
    www.hurka.end.pl
  • kol.3 17.12.05, 20:05
    Starzy rodzice niekoniecznie bywają dołujący. Jak człowiek był za młodu taki
    będzie na stare lata. Są ludzie, którzy uważają że "im się należy" (innym nie)
    i powinni być pępkiem świata, wszystko powinno kręcić się wokół nich.
    Miałam bardzo mi bliską ciotkę. Umarła w wieku 90 lat, ale duchem całe życie
    miała 16 lat. Otwarta,łatwo nawiązująca konakty, skora do śmiechu, psikusow,
    błyskotliwa. Była niezamężna, ale całe życie otoczona ludźmi, którzy ją kochali
    i potrzebowali jej, bo ona potrafiła wyjść do nich, nawiązać z nimi kontakt.
    I jako przeciwieństwo - ciotka mojego męża. Egoistka zapatrzona w siebie i
    zajęta wyłącznie sobą. Wiecznie nieszczęśliwa, odtrącana przez otoczenie, bo
    toksyczna, złośliwa, izolująca się momentalnie, jak widzi, że ktoś mógłby od
    niej coś chcieć, staranie uważająca by nikomu nie podać przysłowiowej szklanki
    wody.Pielęgnująca starannie swoje liczne depresje, nieznosząca, jeśli ktoś
    usiłuje ją z tej depresji wyciągnąć. Cokolwiek się zrobi i tak będzie źle. Nie
    bywamy u niej tak często jak ona by chciała - źle. Zapraszamy do siebie -źle,
    bo nie rozumiemy, że jak ona wyjdzie z domu, to ją okradną.

  • cetka 24.12.05, 20:22
    ja swoich wyciagnelam z domu. do kina, teatru, na basen. namowilam na kupno
    dzialki. na spacer, na rower. rozkwitlismile nie bylo latwo ich przekonac, ale
    teraz jest super.
  • barts77 25.12.05, 17:12
    Zaakceptuj że oni są tacy jacy są.
    Ty bądź taką jaką chcesz być
    Ty i Oni (i wszyscy inni) macie takie samo prawo bycia sobą - zaakceptuj to
    Nie pomożesz nikomu kto tego nie chce
    Nie myśl o innych, tylko o sobie - tak jest najzdrowiej (to nie egoizm)
    Najpierw zajmij się sobą smile - przyniesiesz sobie korzyść i radość !
    pozdrawiam
    Bart
  • lilian79 25.12.05, 19:39
    Rozmawiać? Oni się już nie zmienią. W tym wieku wynikająca z charakteru
    skłonność do opisanego zachowania ulga wyolbrzymieniu, a nawet przechodzi w stan
    demencji. Jeśli włóczycie ich po lekarzach, może pora na psychiatrę ? Babci
    mojego kuzyna lekarz przepisał jakieś kropelki które podziałały w tym sensie,
    że przestała się kłócić z całą rodziną, wypominać jakieś historie sprzed 50 lat,
    okladać ich laską itd.

    Starość ma swoje prawa, ludzie na ogół robią się nieznośni, złośliwi,
    zazdroszczą młodym i chcą żeby koło nich skakać. Można skakać, ale wtedy stajemy
    się niewolnikiem chaotycznych zmian nastroju takiego człowieka. Natomiast
    odradzam racjonalizowanie tego co mówią, tłumaczenie im że źle postrzegają świat
    - to walka z wiatrakami. Nie będą go już inaczej postrzegać, mózg im na to nie
    pozwoli. Jak powiedział tamten psychiatra, będzie tylko gorzej.

    Chcieliśmy żeby medycyna wydłużyła życie, to mamy. Człowiek przypuszczalnie nie
    jest predysponowany (są wyjątki) do sprawnego funkcjonowania psychicznego do aż
    tak późnego wieku. Sypie się i ciało - stąd pielgrzymki po lekarzach - i umysł
    (czyli de facto mózg). Współczuję, sorry za pesymistyczny choć w moim mniemaniu
    realistyczny zarys sytuacji. Chyba nie pozostaje Ci nic innego, jak tylko to
    zaakceptować i trochę się odseparować od nich zanim Cię zdołują kompletnie.
    Mieszkają sami czy z Tobą ?
  • mamosz 13.04.14, 09:33
    Trudno się tym nie zgodzić ,chociaż strasznie trudno to przyjąć .Ale chyba tylko spokój może nas uratować .A także pilna obserwacja naszych starych rodziców ,żeby dzieciom przynajmniej zagładzić objawy naszej starości .Moja mama nie może dojść do siebie po śmierci taty ,z którym spędziła właściwie cale życie w dobrym związku . Minął już rok ,a ona po prostu zostala sama na ruinach .Mimo troski mojej i brata .I niestety ja jestem workiem treningowym dla jej frustracji ,smutku ,rozpaczy ,zagubienia co u mojej mamy objawia się złością ,czepianiem sie ,awanturami bez powodu ,jest mi jej zal ,ale przyznaję ,że jestem wykończona ,trudno sjest skorzystać z pomocy psychiatry np. bo ma silny charakter i nie pozwoli zaprowadzić się do żadnego nieznanego jej lekarza.Ale chyba jedyne wyjście to postawić jednak jakieś granice i nie wchodzić na zaminowany teren starć się zacisnąć zęby i wprowadzać w miarę miły i pogodny nastrój.,Najśmieszniejsze jest to ,że "dzieci" osiemdziesięciolatków to dla większości wypowiadających się tu owi właśnie "starzejący się rodzice" czyli ok 60 -latkowie smile - objawy opisane przez autora wątku mający w zasięgu wzroku niemalże .Pilnujmy się bo to przychodzi szybciej niżbyśmy chcieli i nigdy nie wiadomo jak nam będzie szlo smile
    --
    Bo jeśli kochać to nie indywidualnie.....
  • lukasgld 25.12.05, 22:34
    w porównaniu z tobą mam super dziadków moja babcia jest chora ale sie nie skarży
    tryska humorem jest mocna jeden z dziadków podczas II wojny światowej pracował
    przez 3 lata w niemczech jako robotnik przymusowy drugi też ciężko pracował obaj
    mimo swojego wieku wyglądają młodo i młodo myślą mają umysły doświadczonego 20
    latka są super nie chorują poważnie na szczęście dogaduje sie z nimi lepiej niż
    z ojcem jestem bardziej podobny do nich niż do ojca w końcu podobno geny
    dziedziczymy co drugie pokolenie mam 21 lat
  • agata781 26.12.05, 14:36
    Moja babcia ma 85 lat.Jeszcze kilka lat temu szło z nią naprawdę pogadać o
    wszystkim.Teraz(5 lat po śmierci syna)zmieniła się
    strasznie,marudzi,narzeka,jest kłótliwa,uparta.No niestety to jest jeden z
    wielu"uroków"starościtrzeba ją brać taką jaka jest.Biorąc pod uwagę jej wiek
    doskonale zdaję sobie sprawę że bliżej jej do"końca"życiowej drogi niż do
    początku.Choidzi do klubu seniora,należy do stowarzyszenia ludzi
    niepełnosprawnych i chyba własnie dzięki temu jest"na topie"Nie przeraża jej
    wizja wnuczki(mnie)żyjącej bez ślubu czy tylko ze ślubem cywilnym(moja teściowa
    jest bardziej rygorystyczna pod tym względem a młodsza o 30 lat)
    Ja i moja mama staramy się jak najbardziej nastawić ją optymistycznie do życia
    choć czasami jest cięzko.Bardziej kocha wnuki i dzieci które mieszkają 80 km. od
    niej ale słyszałam że to zdaża się często że fajniejsi są ci których nie ma na
    codzień(w końcu pojawiaja się tylko od święta a my jesteśmy od codziennych
    problemów i kłopotów)
    Do takich zachowań naszych dziadków i rodziców chyba...musimy się przyzwyczaić,w
    końcu my też nie jesteśmy cały czas idealni,kochani i niezmienni nastrojowosmile
    --
    "Panowie!Panowie!Kolega nam się rozładował!!!"
  • evito 22.02.06, 11:55
    a moze pomysl ze oni nosili ciebie na rekach jak byles maly i chory oni znosili
    twoj wiek dorastania i nie zalili sie na forum co by tu zrobic z nieznosnym
    nastolatkiem , czy ty uwazasz ze jestes taki znosny dla wszystkich a moze zauwaz
    ich 80 lat dzwigania calego cizaru na swoich plecach zycia , pieknych i smutnych
    chwil , to oni od ciebie oczekuja teraz moze radosci , milosci i pomocy .
    Dzwigaj ich na swoich barkach dali tobie zycie , przyjmij ich starosc i nie
    czekaj ze otzrymasz cos w zamian . Moze czuja sie chorzy. Odwagi ci zycze , moze
    kiedys twoje dzieci powiedza o tobie ze jestes nie do zniesienia . Nie krytykuj
    ich szkoda twojej energii tylko mysl o nich z miloscia dali ci zycie .

    > Macie jakieś metody, jak rozmawiać z negatywnie dołującymi rodzicami,
    > chorymi, pełnymi pretensji do całego świata, siebie(bo się zestarzeli),
    > zmuszajacymi całą rodzinę do włóczenia ich po rozmaitych lekarzach; rodzicami
    > pielęgnującymi swoje choroby, traktującymi świat jak jeden wielki dopust
    > Boski, przeraźliwie bojącymi się śmierci i nie dającymi sobie powiedzieć nic
    > pozytywnego (reakcja: młodym to dobrze, zobaczysz na starość!).
    > Mają po 80 lat.
  • mrall 23.02.06, 23:59
    Rob to, co bys chciala, zeby Twoje dzieci robily, gdybys byla w wieku swoich
    starych rodzicow.
    --
    ----
    ALOHA
    CZeswink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka