Dodaj do ulubionych

Miłość/podświadomość/przeznaczeni e

27.08.06, 19:24
Nie wiem, na ktorym forum najwłaściwiej byłoby umieścić ten wątek, dlatego
umieściałm go na kilku forach. Jestem ciekawa, czy ktos z Was gdy spotkał
poraz pierwszy swoją drugą połowę, to w jakiś sposób świadomy lub podświadomy
czuliście, że to właśnie Ten, z którym spędzicie życie...? Co wtedy czuliście
podając na przywitanie rękę tej drugiej osobie, czy podświadomość coś Wam
podpowiadała, że los Was zwiąże z tą osobą?
Ja do tej pory nie spotkalam tej właściwej osoby, ale według jednej wróżki
powinnam niedługo spotkać, ale nie wiem po czym ją poznam, bo wokół tylu
fałszywych przyjaciół i adoratorów...A może to porostu się wie? A może nie ma
czegoś takiego jak Przenaczenie, i tak do końca nigdy niewiadomo, czy będziemy
z daną osobą czy nie, bo wszystko zależy od nas samych lub jak ktoś woli - od
kapryśnych i zmiennych sił wyższych? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii,
piszta proszę
Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • agnitum 27.08.06, 19:49
    Cześc smile

    Moge zacząć ja? Ja ja! smile
    Musze Cie rozczarować. Mój punkt widzenia jest taki, że nie ma "połówek na całe
    życie" (Alkoholicy nie mylić! smile ).

    Są ludzie, którzy nam się wydają być stworzeni "na zawsze". Ale wynika to z:
    - wibracji podświadomośći w danej chwili lub okresie
    - zgodności na wielu płaszczyznach
    - pokrewieństwa dusz
    - przyrzeczeń preinkarnacyjnych itp
    I nie jest sensem na pewno życia czy zamysłem Boga abyśmy byli z jednym
    partnerem/partnerką do końca tego wcielenia.

    Również śmiem twierdzić, że jesteśmy na tyle zmienni (np. wewnętrznie), że może
    okazać się że po 10, lub n-stu latach wielka miłość już nią nie jest i to mimo
    najszczerszych chęci.
    To oczywiście nie zmienia faktu, że o związki trzeba dbać, w ten sposób znacząco
    zwiększamy szansę jego przetrwania, może nawet "do końca".
    Oczywiście że nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie i to w każdym aspekcie
    życia, również jeśli chodzi o związki.

    Kiedyś sądziłem inaczej...

    Ps.
    Często zdarza się że wiele osób na tej planecie zbyt mocno temat "związków" ma
    przerobiony by szukać podświadomie drugiej połówki mimo... swoich najczystszych
    chęci świadomych jej posiadania. To tzw. opinia publiczna i narzucony
    filozoficzno-egzystencjonalny tryb życia narzuciło ludziom, że jeśli nie łączą
    się w pary to coś jest z nimi nie tak. Jest to złudne. Bo naszym celem nie jest
    szukanie drugich połówek, tylko ... dojście do sensu z samym ze sobą...
    Stąd też w przeważającej ilości... "produkuje się ludzi wyłączających" swoje
    dążenie, naukę zaraz po ślubie/potomku?

    Agnitum
  • loveley 27.08.06, 20:52
    Przyznam się szczerze, że osobiście nie mam wyrobionego zdania w tej kwestii,
    czasami wierzę w przeznaczenie a czasami nie więc ciągle się waham...Wierzę
    wtedy gdy coś przeczuwam jakiś czas a nic nie wskazuje na to, że tak będzie, a
    to się potem dzieje...Ale z drugiej strony poznałam człowieka, czułam, że to ten
    mi przeznaczony, na początku było super, ale rozpadło się z głupiego powodu, a
    tak poza tym to "coś" istaniało tylko w mojej wyobraźni, on tego tak nie
    czuł...Ale do tej pory czujemy przyciaganie, nie potrafimy zerwać kontaktu
    korespondencyjnego i zwierzamy się sobie z problemów...
    A z tym co napisałeś w pełni się zgadzam, tylko dlaczego tak czasem dziwnie się
    w życiu układa, że robimy coś, czego nie da się racjolnie wytłumaczyć, że
    kończymy udany związek a pakujemy się w związek bez przyszłości zupełnie nie
    wiedząc dlaczego tak postępujemy, może to właśnie przeznaczenie? Może takie
    doświadczenia są nam w jakiś sposób potrzebne by coś zrozumieć? Przeznaczenie na
    ogół kojarzy się nam z czymś dobrym, ale często bywa inaczej... Dlaczego jeden
    ma taka rodzinę a nie inną, jednym się w życiu udaje a innym nie? Ktoś by
    odpowiedział, że każdy jest kowalem swego losu, ale ja się nie zgodzę bo
    wszytsko zależy od tego, kto jaki start miał w życiu, dzieciństwo jest tu bardzo
    ważne oraz na jakich ludzi w życiu trafiał...
  • agnitum 28.08.06, 08:01
    Witam smile
    Weszłaś na dalszą część tematu. Znacznie obszerniejszą...
    Istnieją wytłumaczenia i to sensowne wszystkiego co się nam w życiu przydarza smile
    Czy to ze strony rodziny, czy partnera/partnerki, innych ludzi.
    Jeśli nie zaczynamy pracować nad sobą, uświadamiać sobie swoje energie to nie
    zapanujemy nad skutkami. Wówczas dość często jest to nazywane "przeznaczeniem".

    Ale tak naprawdę przeznaczenie, to wyłącznie cecha ludzi, płynących z rzeką, bez
    jakichkolwiek prób zrozumienia, inicjacji zmian.
    Gdyby każde zdarzenie miało nas czegoś nauczyć to biorąc pod uwagę czasami
    kilkaset wcieleń jakie średnio każdy z nas ma za sobą, to łatwo ten mit obalić.
    Otóż nie wydaje Ci się, że wiele zdarzeń już się odegrało w naszym życiu? i to
    nie raz? A dlaczego nieraz?

    Piszesz: "Ktoś by odpowiedział, że każdy jest kowalem swego losu, ale ja się nie
    zgodzę bo wszytsko zależy od tego, kto jaki start miał w życiu, dzieciństwo jest
    tu bardzo ważne oraz na jakich ludzi w życiu trafiał..."

    Każdy jest kowalem swojego losu, bez względu w jakiej rodzinie się urodził,
    jakie ma dzieciństwo, na jakie wydarzenia/ludzi trafiał. A nie pomyślałaś że jak
    nowo wrodzone dziecko obrałaś sobie taką a nie inną drogę? Takich a nie innych
    ludzi? Takie a nie inne wydarzenia? Należy zacząć od czestego zadawania sobie
    takich pytań. Odpowiedź na 100% nadejdzie.
    Odpowiedź pozwoli sterować własnym życiem, dogłębnie poznać przyczyny swoich
    niepowodzeń/powodzeń. I zmienić to dowolnie na własną potrzebę smile

    Pozdrawiam,
    Agnitum
  • tlingel 29.08.06, 10:24
    > tylko dlaczego tak czasem dziwnie się
    > w życiu układa, że robimy coś, czego nie da się racjolnie wytłumaczyć, że
    > kończymy udany związek a pakujemy się w związek bez przyszłości zupełnie nie
    > wiedząc dlaczego tak postępujemy, może to właśnie przeznaczenie?

    jak dla mnie to nie 'przeznaczenie' tylko 'popieprzenie' w kwesti związków.
    pomieszaknie w umyśle na temat tego po co tu jestem, jak ma wyglądać moje
    życie, na co zasługuję a na co nie i 'gdzie jest moje miejsce' na tym świecie
    tudzież w związku smile
    a przyanajmniej tak było w moim przypadku - z moją ukochaną rozstawaliśmy się
    kilka razy, wlaśnie z powodu takiego popieprzenia i lgnięcia do innych,
    destrukcyjnych związków. Ale na szczęście mamy to już zasobą i wkońcu możemy
    się cieszyć tym co boskiego, konstruktywnego i budującego daje nasz związek.

    Pozdrawiam i powodzenia smile
  • wandal1 28.08.06, 12:51
    chyba nie ma takiego czegos jak druga polowka ( mi sie w zyciu wydawalo juz z
    3 razy- pomimo ze nieskromnie powiem ze mam dobra intuicje). sa natomiast
    bratnie dusze. a ich moze byc kilka ( kilkanascie ? ). osoby w towarzystwie
    ktorych dobrze sie czujesz ( w sensie samopoczucia ), lubisz spedzac duzo
    czasu, dobrze sie rozumiesz - moga pretendowac na taka osobe. i jesli serce
    mowi tak- to warto sprobowac stworzyc zwiazek z taka osoba. taka jest moja
    opinia.
    przeznaczenie istnieje w sensie ogolnym - tzn. zadan zyciowych jakie osoba ma
    do przepracowania w danym zyciu i trudow zyciowych jakie przyjdzie nam przejsc
    ( stad rodzimy sie w takim a nie innym srodowisku, rodzinie ). to czy bedziemy
    podazac sciezka, ktora sobie wybralismy przed wcieleniem, czy z niej zbladzimy,
    to juz nasza indywidualna sprawa. dlatego tez twierdze ze kazdy jest kowalem
    wlasnego losu ( ale w warunkach jakie przyszlo nam zyc ), bo mamy wolna wole i
    mozemy wybierac. dlatego tez pewnie osiaganie doskonalosci nie jest takie
    proste..

  • wandal1 28.08.06, 12:55
    "Co wtedy czuliście podając na przywitanie rękę tej drugiej osobie, czy
    podświadomość coś Wam podpowiadała, że los Was zwiąże z tą osobą?"

    gdy pierwszy raz sie spotkalem z kobieta ktora jest teraz moja zona, pomyslalem
    sobie - moglaby byc moja partnerka zyciowa. no i sie stala smile

    PS. mamy oboje wrazenia ze znamy sie jakby od wiekow, ale to przeciez moze byc
    tylko subiektywne odczucie.
  • sanyu 28.08.06, 12:54
    ja tak mamsmile po kilku latach prób wprawdzie ale w końcu wiem że to już TEN! to
    się czuje wiesz trudno wyjaśnić racjonalnie smile sposób w jaki się dopełniacie,
    jak na patrzycie w tym samym kierunku itp..to trzeba poczućsmile
  • loveley 28.08.06, 18:47
    Przyrwacacie mi wiarę w przeznaczenie smile ale wciąż się waham, czasem wydaje mi
    się, że życie to jeden wielki przypadek eksperymentalny, a istota, która nas
    "programuje" stale ulepszając nasz kod genetyczny, nie jest wcale doskonała bo
    stale uczy się na błędach, i nie wie do końca, do czego zmierza i co chce
    osiągnąć...Tylko bawi się światem i ludźmi jak marionetkami, dlatego świat jest
    pełen chaosu...To tak na marginesie, aczkolwiek narazie poznaje różne teorie i
    ciągle się waham, która jest prawdziwa...
    A wracając do przeznaczenia, to u mnie było tak...Poznałam gościa, nie
    przypadliśmy sobie początkowo do gustu, ale coś mi podpowiadało, żelos nas
    połączy, i może to zabrzmi głupio - ale, ze zostanie moim mężem...I faktycznie
    po roku takiej "przymusowej" niezbyt udanej zanjomości zbliżyliśmy się do siebie
    i zaczęłam czuć, że to ten mi przeznaczony...Odtąd wszędzie byliśmy razem i nie
    wyobrażałam sobie, jak mogliśmy wcześniej nie cierpieć siebie na wzajem...Nasza
    znajomość ciągle zmienia charakter ale nie jesteśmy już parą, to była totalna
    pomyłka, człowiek nie dla mnie i jakby z nie tego świata...Czy ktoś potrafi mi
    wytłumaczyć, dlaczego ludzie idąc za głosem intuicji czasami padają ofiarami
    takich totalnych pomyłek...? Może komuś przydażyło się to co mi, bo wcześniej
    moja intuicja mnie nie zawiodła sad
  • motyvvacja 28.08.06, 21:05
    a istota, która nas
    > "programuje" stale ulepszając nasz kod genetyczny, nie jest wcale doskonała bo
    > stale uczy się na błędach, i nie wie do końca, do czego zmierza i co chce
    > osiągnąć...Tylko bawi się światem i ludźmi jak marionetkami, dlatego świat
    jest
    > pełen chaosu.

    Hje hje hje.Tez tak kiedys myslalam i bylam pelna oburzeniasmile
    Ale czlowiek jest processem,processem wychodzacym ze swiata zwierzecegosmile
    Taki pomost laczacy swiat duchowy ze swiatem zwierzecym.
    Dlatego tyle dolkow ,i wpadek.Dlatego czasem mecza nas rozne intencje ze swiata
    zwierzecegosmile
    DLatego tyle kompleksow ,ktore sie wziely z mowienia NIE cialu-bo z drugiej
    strony to robic co by sie chcialo to 'sodoma i gomora' smile
    ..a my przeciez.....jestesmy ludzmitongue_out''czlowiek to brzmi dumnie''i caly rekaw
    kompleksowsmile)
    wiec sie krecimy wokol zwierzecej czesci,pomalu urabiajac nasze instynkty.
    A wszystko to bo ciebie kocham...lecz nie wiem jak ma z toba dluzej zycsmile
    i kompleks nienawisci do samej siebie bo nasze cialo pozada cos co jest
    grzechem.. o i nastepny kompleks bo cialo duzo je,, o i jeszcze jeden..jest
    zachlanne...

    Zaakceptowac cialo jako czesc swiata zwierzecego,potraktowac uprzejmie i
    serdecznie,aczkolwiek nie dac sie jemu ponosic,a bedzie dobrzesmile

    Faceci to w 3/4 zwierzeta udomowione,ja nie szukam takiej polowki!
    Po co ci facet?,ja mam kota.
  • loveley 28.08.06, 21:23
    Wiem, że to zabrzmi staroświecko, ale nie potrafię samotnie normalnie
    funkcjonować. O ile mam przy sobie chopa, to mi wszystko w życiu przychodzi
    łatwiej, mam motwacje do działania. Nie potrafię istnieć sama dla Ciebie, i może
    to zabrzmo dziwnie, ale całe życie odczuwam brak tej drugiej połowy, jakbym była
    jakaś wybrakowana i potrzebowała połączyc się ze swoją zagubiona drugą półówką,
    tą silniejszą i twardo stapającą po ziemi, bo ja za bardzo bujam w obłokach i
    potrzebuje kogos trzeźwo myślącego...Czuje, że gdzieś jest, ale nie potrafię Go
    odnaleźć, nie zaznam w życiu szczęścia, dopóki Go nie odnajdę...Być może On
    istnieje tylko w wyobraźni, ale myśl o Nim pozwala mi przetrwać w tym okrutnym
    świecie, on jest moją nadzieją na szczęście. Nie wiem, czy ktoś z Was czuł to
    samo co ja, snuł o nim plany, rozmawiał w myśli, mam nadzieję, że to nie jakaś
    choroba psychiczna typu schizofrenia...?
    A kociaka miałam cudownego przez chwilę, i przepadł...Do tej pory mam po nim
    żałobę, poza tym całymi dniami pracuje i nieraz muszę wyjechać na kilka dni, i
    biedaczysko męczyłby się tylko tak sam w zamknęciu...A nie lubie więzić
    zwierząt, co innego gdybym miała więcej czasu...Ale z drugiej strony z kotem nie
    pogadasz, a facet a i owszem się czasem przydaje smile
  • motyvvacja 28.08.06, 21:34
    nie zaznam w życiu szczęścia, dopóki Go nie odnajdę...

    to mozesz miec troche klopotow,bo to jest odwrotnie.Jak zaznasz w zyciu
    szczescie,to dopiero go odnajdziesz(swojego ksiecia)..Lekcje zregoly tak
    wygladaja.

    Ten twoj wymarzony jest reprezentantem twoich wlasnych ukrytych TALENTOW-ktore
    opierasz na obiekcie ksiecia.
    Ty to masz w srodku,wydobadz to bez potrzeby koronowania nimi faceta.
    Bo on tak wlasciwie nic nie robi.To nie rob.Wszystko wychodzi z ciebie.
    Uwierz w siebie i swoja moc.To wszystko.
    Ksiaze przyjdzie-ale taki z ktorm sie bedziesz dzielic moca.
    A przedewszystkim obydwaj bedziecie wiedzieli ze nie potzrebujecie sie
    wzajemnie.
    Jestescie tylko dlatego ze tak chcecie.

    Inaczej bedziesz sie zle czula,i zawsze mniejsza-pamietaj!
    smile
    pzdr.

  • loveley 28.08.06, 22:05
    To fakt, faceci lgną jak pszczoły do miodu do optymistek, wiecznie uśmiechnętych
    i z wszystkiego zadowolonych...i najlepiej do tego jeszcze ładnych i
    niewymagających...smile A kobieta to przecież też człowiek i nie może być idealna i
    wiecznie taka, jaką chcą ją widzeć mężczyźni...Ja tam jednak wolę być sobą bo
    dobrze mi z tym. Między innymi pwowodem rozpadu mojego ostatniego związku było
    to, że nie zachowywałam się tak jak on chciał, tzn. jak jego ideał kobiety
    (macochy), do której stale mnie przyrównywał i zaczęły się kłótnie...A ja
    chciałam być tylko sobą...A gdybym była szczęśliwa i zdowolona z życia, to facet
    nie byłby mi już do nieczego potrzebny, skupiłabym się na sobie i mógłby być
    ewentualnie dodatkiem do mnie...Oj, wszystko wskazuje, że będe sama bo nie dąże
    do ideału każdego meżczyzny sad ale co mi tam, może jednak przygarnę kota, jest
    łatwiejszy w obyciu? smile
    Dzięki za mądre rady, i na pewno coś jest w tym, co piszesz, bo szukam kogoś
    podobnego z charakteru do mnie, kogoś na wzór ojca, kto mnie poprowadzi przez życie.
    Ale jak to jest? - na brak powodzenia nie narzekam, ale każdy facio chce ze mnie
    odrazu zrobić nałożnicę więc ewentualni kandydaci po przejściu krótkiego testu
    odpadają na starcie, a pozostałych przeraża moja silna osobowość i dają
    nogę...Ale nie poddaje się i czekam dlaej na nadejście "księcia" z bajki smile

    Pozdrawiam serdecznie
  • tlingel 29.08.06, 10:40
    oj tak.... sprostanie wygamaniom bycia idealną kobietą czyli "taką jak mama" to
    ciężki orzech do zgryzienia tongue_out
    Podobnie jak rola bycia idealnym mężczyzną, "takim jak tata"...
    No właśnie. Nie chcesz być "mamą" dla partnera, wkurza Cię to. A jednocześnie
    chcesz by on był "na wzór ojca"... czy to aby nie brak konsekwencji ?

    Jeśli chodzi o "prowadzenie przez życie" to polecam intuicje/boga/wyższe ja*
    *)niepotrzebne skreślić wink

    > A gdybym była szczęśliwa i zdowolona z życia, to facet
    > nie byłby mi już do nieczego potrzebny, skupiłabym się na sobie i mógłby być
    > ewentualnie dodatkiem do mnie..
    Smutna (dla podświadomości) prawda jest taka, że facet nie jest do niczego
    potrezbny kobiecie (ani kobieta facetowi). I tak, jest tylko dodatkiem. A
    raczej "AŻ" dodatkiem wink
    Związek to pozwolenie aby druga osoba wniosła do naszego życia to na co się
    otwieramy, to czego chcemy doświadczać.
    Może to być czułość, troskliwość, delikatność, łagodność, życzliwość.
    A mogą to być presje, wymagania, pretensje, oczekiwania....
    tak czy inaczej, związek jest tylko jednym z możliwych sposobów doświadczania
    tego, czego doświadczyć chcemy smile
  • wandal1 29.08.06, 13:33
    >Smutna (dla podświadomości) prawda jest taka, że facet nie jest do niczego
    >potrezbny kobiecie (ani kobieta facetowi). I tak, jest tylko dodatkiem. A
    >raczej "AŻ" dodatkiem wink

    a mi sie wydaje ze ludzie boja sie samotnosci i to jest chyba naturalny odruch
    ludzki ( podobno Bog stworzyl czlowieka bo nie mial sie kim swoja wspnialoscia
    dzielic )
  • tlingel 29.08.06, 20:24
    a paradoksalnie to właśnie 'samotność', przebywanie sam-na-sam z sobą prowadzi
    do szczęścia smile

    iluzje iluzje iluzje
    iluzja że jesteś sam, iluzja że to jest straszne, iluzja że świat jest "tam" a
    nie "tu"... ech... smile
  • wandal1 29.08.06, 22:46
    > a paradoksalnie to właśnie 'samotność', przebywanie sam-na-sam z sobą
    prowadzi do szczęścia smile

    to zalezy na jakim poziomie rozwoju- slyszalem o ludziach ktorzy przebywajac w
    klasztorach popadali w glebokie depresje
  • agnitum 29.08.06, 08:11
    No wiesz Kochana Motywacjo smile Kot nie we wszystkim się sprawdzi, w czym się
    sprawdzi facet smile

    Agnitum
  • motyvvacja 29.08.06, 10:30
    No jasne.ALe przynajmniej macie podobna ceche-chodzicie wlasnymi
    sciezkami.Dumnie mruczycie ,laszac sie z ogonkiem w gorzesmile
    Ja naprawde nie widze roznic
    Kochany Agnitum smile
  • agnitum 29.08.06, 08:09
    Ale po co Ci wiara w przeznaczenie? Czyżby dla Ciebie było to tak ważne? Czyżby
    zmysł asekuracyjny?

    smile
    Agnitum
  • loveley 29.08.06, 19:27
    Wiara w przeznaczenie pomaga mi wierzyć, że światem nie żądzi chaos, że skoro
    istnieje przeznaczenie to wszystko z czym się spotykamy w ciągu życia ma jakiś
    sens, a wydarzenia, które nas spotykają to nie tylko zwykły przypadek lub zbieg
    okoliczności... Bo skoro jest przeznaczenie, to jakaś istota wyższa musiała nam
    wyznaczyć nasz los, a to, że bardzo cierpimy lub spotyka nas nieszczęście ma
    wówczas jakiś głębszy cel a nie cierpienie dla samego cierpienia...Podobnie gdy
    spotykasz miłość swego życia i wierzysz, że jest ci ta osoba przeznaczopna, to
    nie obawiasz się tak samotności i odrzucenia, jesteś spokojny, że zwykły
    przypadek nie odbierze ci twego szczęścia.
    A tak posumowując, to od zawsze mimo moich usilnych prób jestem w życiu zupełnie
    sama, pewna mądra osoba przepowiedziała mi, że samotność to moje przeznaczenie,
    ale odmieni się mniej więcej w wieku, który osiagnęłam, i stworzę wówczas udany
    związek z mężczyzną o podobnym pobelmie do mojego, zostanie moim mężem i
    założymy szczęśliwą rodzinę...Może brzmi to śmiesznie, że uwierzyłam obcej
    osobie i tylko wiara w tę jej przepowiednię sprawia się, że jakoś sie trzymam.
    Mama nadzieje, że to nie tylko utopia i nie wierzę w coś, co nie nastąpi...
  • agnitum 29.08.06, 21:14
    Ech tyle źle pojętych rzeczy - moim zdaniem.

    _Niewiara_ w przeznaczenie nie oznacza że światem rządzi chaos. Oznacza, że
    każdy z nas odpowiada za swoje czyny, każdy w sposób świadomy i to co
    najważniejsz - nieświadomy kreuje swoją rzeczywistość a przez to przyszłość..
    Żadna istota wyższa czy to Bóg czy kto inny nie wyznacza nam drogi. To MY ZAWSZE
    JĄ WYZNACZAMY.
    Proponuje Ci lekture jednego watku... (pisałem go jako sc200):
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25670&w=23502687&v=2&s=0
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&w=17317073&v=2&s=0
    To co dana osoba Ci kiedyś powiedziała, to była interpretacja pewnej drogi
    życiowej, nakreślanej w czasoprzestrzeni przez Twoje podświadome pragnienia (bo
    zakładam że świadomie nie chciałaś dopiero mając dokładnie x lat spotkać
    partnera). Ta interpretacja mogła się zmienić już na wiele sposobów.
    To że teraz czytasz ten tekst (uświadamiając, budząc się do poznania niższego
    ja) zmienia już Twoje "przeznaczenie" czyli prawdopodobny przebieg wydarzeń.

    Zacytuje to co pisałem jako sc200:
    "Współczuje (mówie to całkowicie poważnie) że masz takie przekonanie o
    "zaplanowaniu swojego życia". Oczywiście skoro w to wierzysz, to jest to Twoja
    prawda smile a co więcej będzie zawsze się ona sprawdzała w Twoim życiu (do czasu
    aż się uwolnisz od tej iluzji rzecz jasna smile )

    Piszesz:
    "Nasze życie jest z góry dokładnie zaplanowane!Nie ma w życiu przypadków. Ale
    nie będę cię przekonywać o moich racjach, bo wtedy musiałabym wyjawiać źródła
    mojej wiedzy, a tego nie wolno mi robić."

    Drugie zdanie nie zaprzecza i nie potwierdza pierwszego.
    Nie ma w życiu przypadków smile oczywiście. Wszystko co się dzieje wynika z naszych
    intencji do siebie i do życia.

    Jeszcze raz to powoli wyjaśnie.
    Nasze życie można porównać do rejsu na dużym oceanie.
    Jeśli kapitan (My) podejmie decyzje że płynie na wschód, to jest jasne, że tam
    płyniemy - to jest nasz cel. oczywiście kapitan może sobie wyciągnąć los z
    wielkiego kapelusza gdzie płynie (jest to analogia do działania podświadomosci,
    jeśli nie żyje się świadomie). I w jego mniemaniu zdaje się wówczas na ten
    przysłowiowy "los". Ale oczywiście nie ma tu przypadku.
    Płynąc oglądamy horyzont. Horyzont jest słabiej widzialny, choć pewnie duże
    obiekty będa (duże obiekty = ważne wydarzenia w analogii) wyraźne i co wiecej
    będzie można dość dokładnie określić czas spotkania się z nimi. To bliższe jest
    widoczne coraz lepiej i coraz trudniej jest to wyminąć...
    Tak samo działa tarot. Widzi wyraźnie to co blisko, i mało wyraźnie to co dalej
    ( z wyjątkiem teo "dużego obiektu". Wszelkie metody prekognicyjne tak działają.
    Każda dobra wróżka zaczyna tekst od "To są tendencje do wystąpienia określonych
    zdarzeń, jeśli pan/pani nic nie zrobi aby było inaczej". Magii to tu za bardzo
    nie ma. To są podstawowe prawa wszechświata. Każdy z nas ma ten program
    podświadomościowy na życie. Tarot znajduje ten element w nas (Zauważ: że to MY
    SAMI WYBIERAMY (przeważnie) KARTY, My = nasze niższe Ja) i wyciąga niejako na
    powierzchnie.
    Oczywiście, że tarot jest doskonałym narzędziem (mam na myśli w działaniu
    prekognicyjnym tylko!!!) dla ludzi, którzy mają zakłóconą bądź wręcz zablokowaną
    komunikacje między trzema składnikami swojego jestestwa. Jeszcze raz powtarzam,
    dyskutujemy o tarocie w kontekście prekognicji (spełnia bowiem też inną role).

    To co piszesz, można niejako potwierdzić od jednej strony. Otóż to nasza
    podświadomość zna skutki obecnego programu i to ona jest skarbnicą naszej
    przyszłości (oczywiscie myślokształty oraz kreacje astralne odbywają się na
    poziomie innego swiata a dopiero później spływają jako kreacje fizyczne np. na
    ziemie --> polecam lekture Osho). Mając tak blisko źródło jesteśmy go w stanie
    indywidualnie zmienić.

    Einstein już kiedyś powiedział, że tylko głupcy wierzą w przeznaczenie.
    na wszystko w życiu mamy wpływ. A jeśli nawet ktoś tego nie rozumie, to i tak
    nie zmieni jednego z podstawowych praw wszechświata.
    "

    Pozdrawiam smile
    Agnitum
  • motyvvacja 30.08.06, 02:54
    Jeszcze mi powiedz agnitum,ze na tej oazie dzieci bozych byles w Rafaczowkachsmile
  • agnitum 30.08.06, 09:38
    ? smile

    Agnitum
  • motyvvacja 30.08.06, 11:26
    Yep.Czytalam w twoim poscie-fakt ze na pol spiaco juz.ALe pisales cos o
    odwiedzaniu klasztorow uczestniczac w oazie.smile
    Przypomnialam sobie ze jako malutka dziewczynka bynajmniej przed
    komunia.Wyslali mnie na ta oaze dzieci bozych w gory.Przyjechalam
    znerwicowana,budzilam sie w nocy,plakalam.Film 'saun' zrobil na mnie takie
    wrazenie ze mialam zwidysmile.bylem pewna ze widzialam diablasmile
    Horror dla dziecka a nie oaza.

    ....hmm agnitum ,a moze ty byles ministrantemsmile
    przyznaj sie smile
    Podkladajac tacke pod zaslinione usta wiernychsmile lol
    przepraszam musialam to napisacsmile
  • agnitum 30.08.06, 14:07
    Aaa to był cytat smile z tekstu kiedyś pisanego.

    Mam podobny pogląd. Uważam Oazy za niezłe pranie mózgu.

    Ps.
    Nie byłem nigdy ministrantem smile Jako dziecko raczej mnie od KK odstrączało.
    Najbardziej jak pamiętam przeszkadzał mi fakt straszenia mnie karą za grzechy
    oraz mówienia o jedynie słusznej drodze... smile Ach te czasy... kontrowersyjne
    rozmowy z księdzem na obowiązkowej religii.

    Agnitum
  • motyvvacja 30.08.06, 17:35
    Ja mialam siostre Loyole-i nigdy nie potrafilam wypowiedziec jej imienia.
    No powiedz Loyola? no powiedz...widzisz...nie da sie smile

    A co do prania mozgu,to tak sobie czasami mysle jak to jest.
    Jezeli czlowiek ma wolna wole,i jest w stanie zmienic swoje wnetrze,zrozumiec
    kim naprawde jest:cialem powiazany ze swiatem zwierzat,ogolnie zeby zyc tu na
    ziemi.Psychika ktora jest czystym programem i mozna ja zmienic (odkompleksic-
    zrozumiec swoje schematy,odpowiedziec sobie dlaczego?to czy tamto.
    I duchem czyli miloscia-zakochaniem-kochaniem-odczuwaniem milosci.
    Bez obiektu-czyste uczucie biorace sie znikad i do nikogo szczegolnego,ktore po
    rozlaniu sie na nasze (cialo i psyche) zmienia nas do cna.
    Promieniujemy(jak to zakochani czynia) .Z tym ze promienie te zostana juz na
    zawsze-poniewaz milosc gdy zaczela sie rozchodzic,samoistnie zlikwidowala
    kompleksy,agresje,zazdrosc,potzrebe drugiego czlowieka do wlasnych celow.
    Jednym slowem WOLNOSC.Dlatego duch daje o sobie znac gdy jestesmy zakochani.
    A ze czlowiek ma wprogramowany swoj system ,milosc poprostu umiera zdeptana
    emocjami lub wykorzystana do wlasnych celow.Milosc to magnez-ale dosc czesto
    ludzie chca nia uzupelniac swoje wlasne braki,o dziwo nie swoja miloscia do
    siebie,lecz czyjassmile..I zawsze kwituja z niczymsmile.Bo wiecej maja emocji niz
    czystej milosci,i tak naprawde to nie maja sie czym dzielic-klamczuchy
    wstretne!smile

    Pozatym ja tak sobie mysle ze przekaz chrystusa byl ok.ALe ludzie zaczeli zla
    interpretacje,zaczeli nasladowac,a nie starac sie odkryc go w srodku siebie.
    Manipulacja wziela gore i wladza kk.

    A tym straszeniem za grzechy to tylko powodowali strach pzred bogiem,a nie
    milosc.Cialo ze jest zwierzece ,ma instynkty i hormony-hmm.Trudno utrzymac na
    wodzy taka sile zwierzecego swiatasmile
    No i zwierz swoje, rozum swoje, i poczucie winy gwarantowanesmileBo pzreciez tak
    nie mozna!! swintuszko tysmile lol
    Pzdr

  • mskaiq 29.08.06, 14:12
    Mysle Loveley ze bardzo czesto zakochujemy sie i obie strony zaczynaja kochac
    tak jak umieja.
    Zwykle kiedy nie umiemy kochac siebie wtedy nie umiemy kochac partnera. Po
    prostu nie rozumiemy co rani a co zachowuje milosc. tego musimy nauczyc sie na
    sobie.
    Bez zrozumienia na czym polega milosc nasze dzialania nie maja nic wspolnego z
    miloscia. Potrafimy sie klocic, nie potrafimy wybaczyc, chcemy miec zawsze
    racje, chcemy ulegac partnerowi, itp.
  • loveley 29.08.06, 19:13
    W moim przypadku problem polegał raczej na braku uczucia i zaangażowania w
    "związek" ze strony partnera. Ja go kochałam i kocham, ale mam swoje granice
    wytrzymałości i w końcu wybuchłam, gdy poraz enty wypomniał mi, czemu nie
    zachowuje się jak jego ideał kobiety (znajoma). W moim przypadkun kłótnie nie
    były spowodowane brakiem uczucia, ale ciągłą krytyką i odrzuceniem. Wybaczyłam
    mu to, ale nie potrafię o tym zapomnieć,a z jego strony jest tylko chłodna
    obojętność
  • mskaiq 30.08.06, 12:32
    A jednak byl z Toba. Mogl Cie kochac, tylko w taki sposob jak piszesz. To
    bardzo trudny sposob kochania, wszystko co robil bylo przecieko Tobie.
    Kiedy spotykam sie z takim zachowaniem czlowieka to wiem ze zachowuje sie
    podobnie w stosunku do Siebie.
    Kiedy czlowiek potrafi kochac siebie wtedy rozdaje milosc bo ja ma, kiedy jej
    brak rozdaje to co jest w nim, czesto jest to cierpienie.

  • loveley 30.08.06, 17:11
    Tak, i zdawało mi się przez pewien czas, że kocha, wyczuwałam od niego uczucie,
    ale egoizm zwyciężył, przestałam to czuć, nie mógł znieść, że miewam swoje
    zdanie. Dodam, że jest człowiekeim, który nie potrafi kochać, sam to przyznał,
    że życie w parze go męczy i lubi samotność, a zrywając powiedział, że to m.in.
    dla mojego dobra. Poza tym bardzo szybko się zniechęca niepowodzeniami lub tym,
    że coś nie idzie po jego myśli i rezygnuje z tego...Fakt, nie wszyscy są jednak
    stworzeni do miłości, może ja też nie, ale potzrebuje jej jak ryba wody żeby istnieć
  • motyvvacja 30.08.06, 23:03
    To dlaczego nie zrozumiesz ze ja masz ,skoro kogos kochalas, musialas go czyms
    kochac z siebie samej.Nie spadlo to z nieba(a moze).A Ty to czulas,zabieraj sie
    za czytanie ,za rozwoj duchowy.A znajdziesz ja w sobie ,i zaczniesz byc jak
    woda ktora pozwala ryba zycsmile

    i musze cie zasmucic faktem ze to my kochamy z siebie,a czlowiek jest tylko
    obiektem ktorego obdarowujemy miloscia(bo glupio bylo by ponoc kochac bez
    obiektu nie?).Ta druga osoba tez-dlatego bedac razem odbijacie swoje cechy jak
    w lustrze.
    Poczytaj sobie na poczatek pia melody-'toksyczna milosc',znajdziesz ja na
    emule.smile
    Poprowadzi cie od poczatku uzaleznienia.
    Puzniej susan forward 'toksyczni rodzice' -odpowie ci jak do tego uzaleznienia
    doszlas.
    A puzniej cos duchowego-co udowodni ci ze to tylko programysmile
    ...a puzniej wszystko wywal i szukaj w sobiesmile
    pozdrawiam
  • monami5 30.08.06, 12:54
    Hmm moze to zabrzmi dziwnie, ale ja, majac juz pewien "bagaz doswiadczen" w dziale zwiazkow
    niedawno poznalam kogos - przez internet - i moge rzec, iz niemalze od pierwszego maila wiem..... ze
    to chyba "ten". Nasze spotkanie w realu - zarowno to pierwsze, decydujace ponoc, jak i kolejne (nie
    bylo tego wiele na razie, oczywiscie) - tylko to odczucie potwierdza i wrecz rozwija, jesli tak moge to
    ujac..... Podajac mu reke, usmiechajac sie i spogladajac sobie w oczy po raz pierwszy wlasnie poczulam
    jakby....hmm... rozpoznanie. Ze to "on"..... Tak naturalnie..... smile

    Z jego strony jest chyba tak samo..... podejrzewam, nie pytalam bo o takich rzeczach chyba sie nie
    rozmawia?... - ale sie czuje. Mam wrazenie, ze jestesmy sobie po prostu przeznaczeni. Aha, wazna
    sprawa jest, ze oboje jestesmy w zyciu w ogole bardzo szczesliwymi ludzmi..... Tzn. nawet zanim sie
    poznalismy tak bylo. I dlugo bylismy takze sami...... smile
    Od zawsze w to wierzylam - ze spotkam "tego jedynego"..... Mam nadzieje, ze to on. Trzymajcie kciuki
    prosze!.... smile

    Pozdrawiam i mimo wszystko - zycze " niedowiarkom" tego typu spotkan, bo to cos pieknego.


    --
    Nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę; postrzegamy je w zależności od tego, kim sami jesteśmy. (Anais Nin)
  • loveley 30.08.06, 17:05
    Widzisz moja droga, nie to abym chciała Cię zdołować, ale ja czułam to samo co
    Ty, stąd ten wątek o przeznaczeniu...Tyle, że nie od pierwszego spotkania, ale
    mniej wiecej po roku znajomości, po prostu nie potrafię teraz uwierzyć (chociaż
    pół roku już nie jesteśmy razem), że serce mogło się pomylić, i przeczucia też
    zawiodły... Naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim myśleć...sad
    Ale z Wami to pewnie inna styuacja, jeśli mówicie sobie wszystko wprost i nie ma
    niedomówień, to znaczy że wszystko gra, mnie mój były długo trzymał w
    niepewności, aż w koncu stwierdził, że mnie nie kocha. W przeciwięństwie do Was
    my z kolei byliśmy bardzo nieszczęśliwymi w życiu ludźmi i to nas połączyło
    Trzymam kciuki i dużo szczęścia życzę, fajnie jest wierzyć w przeznaczenie
    choćby to nawet była bajka
    Pozdrawiam serdecznie
  • oldpiernik 02.09.06, 11:52
    Nie wierzę w przeznaczenie.
    Spotkałem moją wybrankę na schodach szkoły, bo na jej piętrze zepsuła się
    spłuczka. Właściwie nie tyle spotkałem, co zobaczyłem. Piękne dziewczę z długim
    warkoczem, zbiegające (w pośpiechu) po schodach. Zjawiło się i znikło.
    Szczęśliwie spłuczka psuła się regularnie, więc zjawisko powtórzyło się kilka
    razy... Później ustało. I nic.
    Minął może rok, albo trochę więcej.
    Przy okazji jakiegoś towarzyskiego spotkania miałem okazję porozmawiać z
    interesującą dziewczyną. Było w niej coś znajomego, lecz nie od razu pojąłem,
    że to właśnie ona, była właścicielka warkocza. :0)
    Jesteśmy razem od ćwierćwiecza, formalnie nieco krócej.
    Mamy diametralnie odmienne temperamenty, co sprawia, że wciąż pracujemy nad
    naszym związkiem, bo razem jest lepiej, niż osobno.
    Mam nadzieję na kolejne, wspólne ćwierćwiecze. :0)

    Myślisz, że zepsuta spłuczka to przeznaczenie?
    Jakoś bardziej pasuje mi do tego leniwy konserwator.
    Jednak to lenistwo dawno mu wybaczyłem, hehe...

    OLDPARTNER
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • i33 02.09.06, 12:26
    szcęściarz! Old..
    ja wciąż czekam--aż przy okazji prozaicznej naprawy lub innego codziennego
    wydarzenia-a najlepiej żeby to był "złota rączka"---spotkać i usidlić "połówka"-
    i niech tam mówi sobie kazdy co chce,że nie ma połówek albo że ich jest
    dużo,lub że dopóki-nie będziemy szczęśliwi sami ze sobą -to nie ma co oczekiwać
    spotkania I stopnia--i iskrzenia na całej podwójnej linii
    ...ja żyję tą nadzieją że jest ktoś dla mnie i ja dla niego-
    byleby sie tylko nie minąć
    a tak poza tym--samowystarczalność w kwestii męskich zajęć-typu hydraulika itd-
    nie wchodzi w rachubę------więc czekam---z pękniętą uszczelką
    -bo co to byłoby za życie-bez nadziei na WIELKĄ MIŁOŚC
    życzę wszystkim poszukującym obu płci znalezienia partnerów z odpowiednimi
    wibracjami
  • wandal1 02.09.06, 15:41
    alez to wlasnie jest przeznaczenie, to ze wybraliscie to sama szkole
    podswiadomie ( intuicyjnie ), to ze urodziliscie sie w ym samym miescie itd.
    ( w tym sensie przeznaczenie nie oznacza czego z gory okreslonego ). nie
    oznacza to wcale ze tak musialo dojsc, poprostu istnialo wysokie
    prawdopodobienstwo tego spotkania. smile
  • wandal1 02.09.06, 16:00
    w ten sam sposob spotkalem swoje trzy polowki ( to juz chyba cwiartki tongue_out )
    a z czwarta sie ozenilem wink
  • motyvvacja 02.09.06, 17:11
    no tak,ja nie wiem jak tam z tymi polowkami,ale facet raczej bardziej sie do
    stada nadaje smileALez oczywiscie wybaczcie panowie,nie chcialam was urazic,choc i
    tak wiem ze malo w was urazy-raczej duma, ze kazdy sprawdzil by sie jako pan i
    wladca..Zeby jeszcze tylko kasy bylo wbrod,to kazdy z was polowke odnajdywal by
    co 10 minut:
    ... i prosze nie zaprzeczac
    nieznosze klamstwsmile

    to tyle jesli chodzi o cielesnosc,o morale was nie podejrzewamsmile
  • wandal1 03.09.06, 00:18
    trafials w sendo. nic ujac moze troche dodac.
    z biologicznego punktu widzenia facet ma naturalna ( tzn. biologiczna )
    sklonnosc do bycia z wieloma partnerkami. tak przynajnmniej czytalem w jednym z
    wydan Gazety Wyborczej dlaczego faceci zdradzaja. i nic na to nie poradzimy.
    zastanawiam sie, gdyby wprowadzono ( i zalegalizowano ) poligamie, to ilu
    facetow okreslajacych sie jako monogamistow pozostaloby z jedna partnerka..
    PS. luknalem sobie na mapke panstw w kotrych poligamia jest zalegalizowana..
    pl.wikipedia.org/wiki/Grafikatongue_outolygamy_world_map.png
  • motyvvacja 03.09.06, 02:07
    JAsne wandal.Bo ludzie zapomnieli ze ciala pochodza ze swiata zwierzat.
    Walka z cialami trwa i dlatego kompleksow cala masa.Sa dumni Egowo ze swojej
    ludzkosci
    Zamiast sie nauczyc kierowaniem procesu (wzrastania -wychodzenia ze swiata
    zwierzat)Sluchali nauk KK i omotali sie jak choinka lancuszkiem,niskich
    samoocen,poczucia winy itd.Zdanie sobie sprawy z ciala ktore ma
    hormony,instynkty i swoje potzreby -a nie dumnie sie wypierac i zaprzeczac temu
    ze jestesmy rodzina ze zwierzetami.
    Poto dostalismy ciala zeby nimi kierowac-madrze,a nie pluskac sie w poczuciu
    winy ze je wogle mam ,i ze ono ma taka sile.
    -nie bzykaj sasiadki bo pojdziesz do piekla
    niezle wytlumaczenie-akurat cialo cie posluchasmile
    a ty ze to twoje cialo,za bzykanie sasiadki sie obwiniaszsmile,bo powiedzmy masz
    zone,i to jeszcze jeden grzech.
    To nie grzech a uleganie instynktom,niepotrzebne uleganie.
    Ale jak tu nie ulegac skoro Ego teraz ci otworzy nastepna perespektywe drugiej
    polowki,zebys nie musial sie moralnie taplac w poczuciu winy?smile
    I tak sie bawimy,raz tak, raz inaczej,oklamujac siebie zeby sie lepiej poczuc.
    A nie lepiej sie zastanowic skad to sie wogle wzielo?Sama swiadomosc prawdy juz
    zmiensza intensywnosc wielu rzeczysmile
    ALe przeciez tak milo ulegac cialu,a przy tym jeszcze sobie dodamy historie
    milosna i juz mozna sie bzykac smialo tongue_outsmile
    W tym kontekscie wydaje mi sie ze kobieta ma wiekrze poczucie winy-bo i nawet
    samo jej cialo odmawia szybkiego sexu.Samiec musi sie starac i spelniac jakies
    warunki.Wiec opowiesci jak z bajki,o milosci zyciasmileZeby bylo lzej ulegac-bo
    tak malo w nas poczucia wartosci i tym samym zagluszony zwierzecy instynkt
    kobiecy.Poplatanie z pomieszanymsmile
    Ale czyz to nie jest cudowne,a ile emocji przy tymsmile
  • motyvvacja 03.09.06, 02:19
    a co do tych poligamistow,to oni akurat z powodu bzykania innej (a musi to byc
    1,2,3 lub 4 zona)poczucia winy nie maja.
    Zobacz jak sie roznia od siebie cosmile.
    Ops wygladalo by to na to, ze socjalizacja jest odpowiedzialna za poczucie
    winysmile
    A ktoz by innysmile
    Szkoda tylko ze tam kobieta nie ma takich prawsmileTroche nie fairsmile

    Programy programy i jeszcze raz programy,fajnie bylo by sie odprogramowac zeby
    zaczac sluchac siebie samego.Ale najpierw trzeba sie poznac,kim sie jest bez
    oprogramowania.
  • p-marian 02.09.06, 23:31
    Też podzielę się swoim zdaniem na ten temat.
    Po pierwsze uważam, że sami kreujemy swój los i mamy wolną wolę, więc
    kwestia "losu" jest wyłącznie naszą zasługą. Co do podświadomości to ponieważ
    jest ona zbiornikiem naszych emocji - przeżyć i wzorców można logicznie
    wywnioskować, że by zaufać podświadomości trzeba by mieć tylko pozytywne wzorce
    w umyśle.
    Świadomość zaś oparta o logikę nie pomoże nam w kwestii uczuć aczkolwiek może
    stanowić pomoc gdy emocje nie powoduja całkowitego zaślepiania.
    Co do wróżek to zakładając, że jest jasnowidzem to może coś tam widzieć (czyli
    naszą przyszłość na daną chwilę), aczkolwiek my decydujemy jaką drogą idziemy i
    w każdej chwili możemy zrobić zwrot i przestjemy podlegać wróżkom, horoskopom
    itp.
    Co zaś się tyczy Sił Wyższych wg mnie zawsze nam sprzyjają jeśli tylko
    potrafimy z nich skorzystać.

    P.S.
    loveley - wysłałem Ci wiadomość na priv, może Cię zainteresuje
  • ollaboga77 02.09.06, 23:59
    A jak odciąć się od kogoś kto był moim przeznaczeniem? Jak o nim zapomnieć?
    Jak poukładac sobie życie kiedy nie cziuke soę wew rónowagi hm?

  • vestalinka 03.09.06, 12:26
    Prawda jest taka, że nie wiemy na 100 procent co kieruje naszym życiem - z góry
    ustalone przeznaczenie czy nasza wolna wola,a może jedno i drugie przenikając
    się wzajemnie.Nie mamy tej pewności bo nie jesteśmy wszechwiedzący.Stwierdzenia
    typu:rządzi przeznaczenie,rządzi wolna wola, są tylko domysłami. Jak jest
    naprawde wie tylko TEN na górze,nie musimy i nie będziemy wiedzieć wszystkiego.
    Uważam że nasze wybory i wolna wola są mocno ograniczone...
  • motyvvacja 03.09.06, 12:39
    Jasne vestalinka -Ten na Gorze wie wszystko,a my jestesmy malymi wijacymi sie
    robakami,przybitymi szpilka do tarczy na ktorej pisze wolna wola,i
    przeznaczenie.
    Coz my poczeci z grzechu mozemy wogole wiedziec o zyciu...
  • vestalinka 03.09.06, 13:21
    TEN na górze wie wszystko,co nie znaczy że my jesteśmy wijącymi się robakami,o
    grzechu mówi żydowska biblia,a ENERGIA która stwarza życie jest miłością.Wolna
    wola powoduje że przed narodzeniem wybieramy sobie swój plan życia,gdzież tu
    przyszpilenie szpilką do tarczy? Jedynie taka teoria wydaje mi sie
    sprawiedliwa,ale pozostaje jedynie teorią dopóki sama nie sprawdzę jej w praktycesmile

  • loveley 03.09.06, 15:19
    Witam smile Odpisałam na WP. Serdecznie pozdrawiam
  • loveley 03.09.06, 14:32
    Po przeczytaniu wszystkich odpowiedzi na mój wątek, umieszczony na 3 forach,
    nadal się waham, czy przeznaczenie jest czy go nie ma sad Jedni twierdzą, że
    jest, inni że go nie ma, zdania są podzielone mniej więcej jak 1:1...Nasuwa mi
    się wniosek, że to czy jest przeznaczenie czy go nie ma zależy od naszego punktu
    widzenia, bo myśl ma moc sprawczą, nasz świat jest taki jakim go widzimy, a
    nasza przyszłość jest sumą naszych pragnień, obaw, wzorców postępowania, złych
    lub dobrch uczynków itd...Sami sobie kreujemy swój świat, a to jakim go widzimy,
    zależy od mnóstwa czynników, m.in. dzieciństwa, wpojonych nam zasad moralnych,
    zakazów i nakazów, wpływu ludzi, z jakimi mieliśmy w życiu styczność...
    Może Ktoś z Was potrafi mi odpowiedzić na jedno pytanie...Otóż (nie pamiętam czy
    już o tym pisałam wcześniej), raz w życiu czułam, że mój znajomy to osoba mi
    przeznaczona, nie odrazu ale po jakimś czasie...Byliśmy krótko razem, ale on
    zerwał bo mnie nie kochał i zaczęło się źle dziać między nami, nawet nie wiem
    kim dla niego byłam, bo jest bardzo skryty, ale mamy ze sobą regularny kontakt
    "wirtualny" i to wszystko...Próbuje o nim zapomnieć, czasami myślę, że już nic
    nie czuje, gdy dowieaduje się, że wokół niego kręci się jakaś kobita, to
    wszystko powraca, uczucie odżywa, staram się wtedy zapomnieć, ale nie mogę bo On
    wysyła mi emaile a ja nie potrafię Go ot tak poprostu zignorować...Co dziwne,
    nic nie wskazuje na to, abyśmy byli kiedyś jeszcze razem, nie łudzę się, że
    wrócimy do siebie bo nawet nie jest to wskazane z uwagi na to, że zaczynał się
    do mnie źle odnośić, ale ja nadal czuje, że to Ten mi przenaczony...Uwierzcie
    mi, że próbuje ułożyć sobie życie bez Niego, zapomieć, obiecuje sobie, że więcej
    nie zajrzę do poczty, ale to jest silniejsze ode mnie...Coś wewnątrz mnie
    krzyczy, że będziemy razem i to tylko kwestia czasu, żebym nie wdawała się w
    chwilowe związki bo to nie przetrwa... Jednak są dni, że przestaje już w to
    wierzyć, próbuje poznać ludzi i znowu to samo...To takie dziwne przyciąganie,
    jakbym była od Niego uzależniona jak od narkotyku, jakaś siła pcha mnie w Jego
    strone i nie potrafię jej się przeciwstawić...
    Może Ktoś z Was potrafi mi wytłumaczyć, co to takiego, dlaczego nie mogę się od
    Niego uwolnić? Do tej pory jeśli ktoś wyrządził mi wielka krzywdę, zrywałam
    znajomość natychmiast bez żadnych wyrzutów sumienia, szybko zapominałam o nim,
    ale tym razem tak nie potrafię, chociaż bardzo bym chciała...Co się ze mna
    dzieje, chciałabym skończyć z tym raz na zawsze i poznać kogoś z kim będe
    szczęśliwa, ale myśl o Nim mi nie pozwala...Myślałam o tym, żeby zmienić miejsce
    zamieszkania, numer telefonu, adres email ale to trochę głupie, łatwiej jest
    powiedzieć, żeby do mnie nie pisał, ale też pewności tej nie mam i z tęsknoty
    pewnie napisałabym pierwsza do Niego..Poza tym nie mam za bardzo dokąd wyjechać,
    tak w ciemno, bez pracy?
  • wandal1 07.09.06, 12:55
    przejdzie z czasem, jesli nic z tego nie wyjdzie lepiej oficjalnie
    zakonczyc znajomosc ( po co sie meczyc ? ), przy okazji powiedziec ( napisac )
    mu co w Tobie siedzi, wyrzucuc wszystkie zale i smutki. zrzucisz ciezar swoj, a
    do poczty juz nie bedziesz zagladala bo znajomosc bedzie juz finalnie
    zakonczona. a z czasem przestaniesz o nim myslec. takie jest moje zdanie
  • nadia338 03.09.06, 16:28
    loveley napisala gdzies wyzej, cyt: Widzisz moja droga, nie to abym chciała Cię
    zdołować, ale ja czułam to samo co
    Ty, stąd ten wątek o przeznaczeniu...Tyle, że nie od pierwszego spotkania, ale
    mniej wiecej po roku znajomości, po prostu nie potrafię teraz uwierzyć (chociaż
    pół roku już nie jesteśmy razem), że serce mogło się pomylić, i przeczucia też
    zawiodły... Naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim myśleć...sad

    u mnie bylo podobnie. wiedzialam, ze to TEN i tak bylo przez kilka lat, potem
    nasze drogi sie rozeszly. na poczatku jak ty, nie moglam zrozumiec, jak moglam
    sie tak pomylic. zrozumialam jednak, ze to bylo TO, moje uczucia mnie nie
    zawiodly, po prostu po kilku latach obydwoje bylismy na innych etapach rozwoju,
    zrozumienia i juz nie moglismy byc razem. co nie oznacza, ze w momencie, gdy
    sie poznalismy, nie bylismy bratnimi duszami, bo tak bylo. czy zwiazek musi byc
    na cale zycie?? mysle ze nie, niektore zwiazki sa po to, zeby nas czegos
    nauczyc, potem sie rozchodzimi aby poznac kogos innego. nie zapominaj, ze gdy
    zamykaja sie jedne drzwi, otwieraja sie inne. i to jest piekne.


    --
    If you look after the root of a tree, the fragrance and flowering will come by
    itself. If you look after the body, the fragrance of the mind and spirit will
    come of itself

    B.K.S. Iyengar
  • wandal1 03.09.06, 17:11
    bo poczatek milosci to poprostu... chemia ciala ( lub inaczej hormony ).
    chyba juz kazdy slyszal o tym doswiadczeniu przeprowadzonym przez naukowcow
    na probce ilus tam kilkuset par zakochanych. zakochanie ma mniej metafizyki niz
    nam sie wydaje, a wiecej chemi, biologi ciala. owe zakochanie trwa do 1 roku (
    dla par mocno zabujanych w sobie ), lub 2 lat dla mniej zabujanych, a czesto
    sie i zdarza ze nawet do 4 lat. Zastanawialiscie sie skad sie biora kryzysy
    malzenskie po 4-5 latach ?
    Milosc przechodzi a zostaje szara rzeczywistosc - walka o lepszy byt ( ktorej
    skutkiem jest czesto harowa w pracy a przez to i "wypalanie sie" ), wrzeszczace
    dziecko i pieluchy ( jak tu sie wyspac do pracy jak maly drze sie cala noc ),
    odmienne punkty widzenia na pewne sprawy ( a przeciez tak sie doskonale
    dogadywalismy przed i zaraz po slubie ) a przez to klotnie, wrogosc, poczucie
    osamotnienia ..itd.
    Stad czesto zdrawdy i nowe kobiety - zrodla nowych fascynacji a moze i nawet
    zakochania.. Czy tak w kolko, chyba nie..bo przeciez zwiazek powininnem chyba
    byc partnerski i opierac sie takze na przyjazni..a ta moze trwac nawet do konca
    zycia.
  • i33 03.09.06, 19:20
    jakoś tam się grupują,przyciągając bardziej lub mniej,a że w chemii istnieją
    systemy-parowania się, tzn. dobierania się i pewnej symbiozy i współpracy lub
    też odpychania i niszczenia,weżmy np.teorię naszego rodaka Grzeszczuka-o
    haptenach,gdzie autor twierdzi-iż niektóre typy antygenów są wrecz smiertelne
    dla partnera-tym tłumaczy wiele przypadków nieudanych,toksycznych związków...i
    chorób...............
    a co do 2-letnich okresów miodowego miesiąca-to owszem racja to że ogien
    miłośći różnie płonie----a i nalezy go podtrzymywać-raczej razem-bo jak 1 gasi
    dugie wznieca-to o dobraniu nie ma mowy...
    a tak z własnych obserwacji i doświadczenia----zdradę chwilowe upadki można
    wybaczyć-----------ale totalnej nielojalności, a wręcz niszczenia, czy walki w
    związku nie ma co na siłę utrzymywać--ale myślę że jak 2 ludzi pod wieloma
    względami są dopasowani---to utrzymanie związku ma duże szanse[ze swego
    podwórka wiem że duży wpływ często mają osoby 3 i one skuteczniej od
    zainteresoawanych zalewają ognisko]----
    natomiast jeśli chodzi o związki--gdzie ludzie są na innym poziomie i pod
    większąścią względów inaczej widzą świat, swoje role w zwiąku, sposób
    wychowywania dzieci itd itp-----to nie sa one ewidentnie sparowane,nawet jak
    sie utrzymają---sa martwe
    nie jestem zdania że możemy tworzyć udane związki prawie z każdym,raczej wydaje
    mi się--że w dużej mierze ma tu wpływ karma, a szcególnie to co nie
    zostało "dokończone", no i wzorce z dzieciństwa...
  • i33 03.09.06, 19:30
    często też-kształtujęc czy rozwijając siebie-zmieniamy poglądy na świat...i
    okazuje się że potrzebujemy innego partnera niż 10 lat wcześniej lub inaczej--
    dobiero uświadamiamy sobie co jest dla nas ważne, z kim tak naprawdę
    chcielibyśmy być do końca, poszukujemy bardziej trwlszej przyjażni niż
    wielkiego iskrzenia------ale jakże cudownie by było
    żeby wbrew "wyborczej" i chemii--iskrzenie było co 2 miesiace przyjażń
    dozgonna....
    a tak naw.-ktoś tam kiedyś powiedział--że każdą miłość dobrze jest traktować
    zawsze jak 1 i największą...
  • oldpiernik 05.09.06, 22:14
    Męski szowinista powinien zrejterować po Waszych wpisach.
    Dramatyczne oskarżenie KK (kukułek?) o wszystko, powinno zniechęcić ornitologa.
    Analiza odzwierzęcych instynktów podparta nutką fizjologii mogłaby odstręczyć
    pięknoduchów.
    Więc co u licha ja tu robię?
    Nadal nie wierzę w przeznaczenie. :0)
    Wolno mi, nieprawdaż?
    Podtrzymywanie zauroczenia związkiem (partnerskim) wykracza daleko poza
    feromony, genotyp, kodeks karny czy kanoniczny. Możecie się ze mną nie zgodzić.
    Wolność jest atropiczna. :0)

    Wystarczy chcieć, oczywiście razem.
    OLDWYRWANYZKONTEKSTU?!
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • i33 06.09.06, 07:56
    wolną wolę rozumiem jako możliwość sterowania czy przesterowania swego życia...
    nie zawsze sprzyja aura i czasem trzeba mieć siły i nadzieje przeprowadzic
    statek przez szkwały i nawałnice-każdemu inna nauka w rejsie...
    sa kapitanowie z fajką w zebach i są z odciskami na rękach od trzymania steru...
    doświadczenie jest drugą naturą człowieka...
    ale czasem bruzd za dużo i wypacza nature...
  • i33 06.09.06, 08:55
    czy wystarczy chcieć?
    o ile sęp zrozumie delikatność kolibra...
    czy kukułki
    i czy koliber jest w stanie zostać padlinożercą
    czasem trzeba chcieć-a czasem nauczyć się nie chcieć
    z tolerancją mają problem i szowiniści i pięknoduchy chcące na siłę coś tam
    gdzieś na siłę naprawić
  • oldpiernik 06.09.06, 12:10
    Zgoda.
    Nic na siłę.
    Od samego początku.
    Jak często widzę polowanie na partnera/kę za wszelką cenę.
    Pośpieszne szukanie szczęścia.
    Równocześnie wielu zrezygnowanych, bo to i tamto.
    Co chcę powiedzieć?
    Korzystanie z doświadczeń, własnych i cudzych, daje możliwość przewidywania.
    Nic nie daje pewności.
    Próbować warto.

    OLDCOMAŁATWO ;0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • i33 07.09.06, 09:49
    tak -zawsze warto próbować...
    doświadczenie uczy też szacunku do siebie i..reakcji na jej brak w stosunku do
    siebie---i pobiezne być może mylne i co gorsza krzywdzące sądy...

    nie sądze by byli tacy co mają wszystko i zawsze "łatwo"
    mamy różnie
    doświadczamy i radości i trosk-trudów, mamy różne predyspozycje-na indywidualny
    sposób- i zgadzam się z tym że czerpać można i z cudzego doświadczenia--
    pokonywania trudów----... ale i też umiejętności cieszenia się życiem-----
    to tez sztuka!
    pozdrawiam
  • wandal1 07.09.06, 13:01
    oldpiernik zapomniales jeszcze o karmie i bratnich duszach wink ( nie tylko w
    sensie ezoterycznym ale takze psychologii spolecznej )
  • i33 07.09.06, 14:15
    czy-nie odnosisz wrażenia,że karma--jest dla wielu czymś wątpliwym
    bo skoro--przyczynę i skutek[nieodwołalny---do odpracowania,chyba że zniesie
    prawo miłość,o ile dobrze wiem]---możemy traktować jako przeznaczenie-bo
    przecież jak nie odrobimy to jeszcze bardziej gmatwamy i sobie i nast.
    pokoleniu---więc dobrowolna zgoda na mus...[nieunikniony]

    a wielu jak widze nie wierzy w przeznaczenie....!

    a może do pewnego stopnia w pewnym względzie ..lub do czasu az z pokorą i
    miłością "zrobimy porządek"--wtedy dopiero mamy pełne pole do działania z wolną
    wolą, a jeśli...
    zanim pojawimy się na ziemi wybieramy sobie "roboty naziemne"bojowe zadania itd
    to czemu----u licha----nie wiemy czy już tego dokonaliśmy, odrobiliśmy...
    i czy----można zapędzić się w "odrabianiu" doświadczaniu-------ZA DALEKO?

    powiem może inaczej--jak odczuć---że dość--że czas na kreację---czy wtedy kiedy
    opada poczucie winy a wzrasta----"zaraz mnie też coś sie należy"?
  • i33 07.09.06, 14:21
    a i jeszcze jedno mnie nurtuje
    może ktoś coś na ten temat wie,czuje----
    przy "okazji" czyszczenia rodu-wolno komuś zwalić na głowę-trochę za dużo do
    odrobienia----jeśli tak to czemu -czyżby to ktoś kto najwięcej narozrabiał?
    pytam z pokorą...
  • motyvvacja 08.09.06, 02:08
    Czesc iczkasmile
    Tak mi sie wydaje ze szukasz wytlumaczenia na to co nas spotyka.Szukasz jakiej
    klamki,drzwi przez ktore mogla bys przejsc i najchetniej zmienic wszystko,bez
    uszczerbku.(Takmi sie wydaje-moge sie mylic).Ale wytlumaczyc mozemy tylko sobie
    sami,to czym sie otaczamy,jak przyszlo nam zyc.Odpowiedz znajdziesz w srodku
    siebie.Oczywiscie jesli zadasz odpowiednie pytanie.Bo wszystkie odpowiedzi
    sa,problem w tym ze nie ma odpowiednio zadanych pytan.Polepszenie zachodzi
    tylko i wylacznie wtedy,gdy kierujemy sie do srodka nas samych.Jedna jedyna
    droga na zmiane.

    Co do 'oczyszczania rodu',to moje zdanie na ten temat jest takie.
    Cialo dostalam rodowe,ale tylko cialo.Za co dziekuje serdecznie moim pra,pra.
    A oczyszczic to ja musze sie sama.Z oprogramowan destrukcyjnych,ktore mi
    chciano,lub nie chciano-wprogramowano.Zycie i rozne sytuacje,socjalizacja i
    moje oceny,sprawily ze mialam o sobie takie a nie inne zdanie.Zazwyczaj
    falszywesmile No coz tym falszowanym zdaniem czlowiek sie kierowal,i natrafial na
    swojej drodze na ludzi rowniez do nas samych podobnych..
    Trudno po rozpoznaiu ROZWALIC cale ulozone zycie,i zaczac fruwac ze szzcescia
    ze zrozumielismy swoja falszywke.Na wszystko przychodzi czas.
    AKcja-reakcja.Cala karma.
    Dlatego wiem i pewna jestem,ze proces karmiczny u mnie sie dopiero zaczyna.I
    jestem pewna ze bedzie to cudowny czas smile
    Dlatego poznawanie siebie jest tak cudownie exscytujace.Bo widzisz na wlasne
    oczy ze masz moc kreowania zyciem.
    Zmien akcje-a zmienisz reakcje.
    Zamien strach na milosc,a miloscia bedziesz zyc.Milosc rozdawac,milosc odbierac.
    To jest najtrudniejsze,ale pod kazda nasza akcja ktora wprowadza nas w tarapaty
    znajduje sie strach.Pomysl ile mogla bym w zyciu zrobic gdybym sie nie bala?
    Ile nowych drog by sie otwarlo,ile nowych pomyslow?.Mowila bym co czuje bez
    krepacji,stawala bym we wlasnej obronie.Byla bym otwarta na ludzi.
    Nie bala bym sie zmian,a tym samym poczucie bezpieczenstwa wzroslo by.
    Te niewidzialne granice podsycane sa niczym innym niz strachem.
    Modlmy sie o milosc,a strach odejdzie.Zmiany nadejda w nas,a tym samym powoli i
    w naszym zyciu.Musza !-bo takie jest prawo zycia,karmy:jest akcja-musi byc
    zyciowa reakcja.

    z pozdrowieniami i promykiem szczescia dla ciebie dobra duszyczko iczko smile
  • i33 08.09.06, 21:53
    Moti---mnie się wydaje że ja sie niczego już nie boję,i nawet osłabły ucichły
    popędy i chcenia-bardziej nazwałabym swój stan wypalaniem się -zmęczeniem,ja
    tylko rzucam hasła i ciekawa jestem doświadczem poglądów ,,nie szukam
    rozwiązania dla siebie ---cały czas próbuje rozwiązywać swoje supły--całkiem
    realnie i racjonalnie-może tylko za mało satysfakcji...
    pozdrawiam
  • wandal1 11.09.06, 13:25
    te zadania bojowe wypelniamy cale zycie i tylko smierc je zakancza.
    na pocieszenie powiem ze swojego doswiadczenia ze nigdy nie jest pod gorke, a i
    moze byc juz do konca z gorki wiec glowa do gory smile
    skad wiadomo ? chyba po tym ze czujesz sie pod kazdym wzgledem spelniona, ale
    jesli juz jest to po czesci to juz duzy sukcessmile
  • oldpiernik 08.09.06, 08:38
    przecież nie zapomniałem
    bratnie dusze karmią się sobą ;0)

    nie przywiązuję być może odpowiedniego znaczenia do nazw
    odpowiedniego w sensie ważności
    no ale - patrz sygnaturka :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • wandal1 09.09.06, 22:44
    z tego co wiem ludozerstwo wyszlo juz z mody wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka