Dodaj do ulubionych

moje afirmacje się sprawdzają

08.01.07, 09:29
chciałam się pochwalić, że od 10 lat korzystam z magicznej mocy afirmacji i
widzę niesamowite efekty.
Gdy zaczynałam, byłam nastolatką - bieda w domu, rodzice po rozwodzie, który
trwał ponad 4lata, zakompleksiona na punkcie swojego wyglądu, bez
przyjaciół...
teraz od paru lat jestem szczęśliwą mężatką, stać mnie na wszystko co
potrzebne, rodzice choć nie są razem - pogodzili się i potrafią ze sobą
rozmawiać, mam wiarę w siebie i w przyszłość.
Kiedyś ktoś (lekarz oczywiście) powiedział mi, że będę miała problem z
zajściem w ciążę - dzięki afirmacjom udało się po 3 miesiącach starań Teraz
jestem matką cudownego, pięknego dzidziusia.
Przykłady mogę mnożyć.
Książki, które zmieniły moje życie to Moc pozytywnego myślenia, Możesz
uzdrowić swoje życie, Potęga podświadomości i wiele innych
Dziękuję opatrzności i Bogu, że trafiłam na nie w odpowiednim czasie, miejscu
i przestrzeni smile zanim moje dorosłe życie ukształtowało się.
Edytor zaawansowany
  • motyvvacja 08.01.07, 11:31
    Pozdrawiam cie norkana i ciesze sie razem z toba.
    Oby i inni mieli na tyle szczescia by potrafili sie nim z toba podzielicsmile
    pozdrowka
    --
    Secundum non datur
  • maya2006 08.01.07, 21:12
    norkana- podobnie jak ty- od lat wlasnie afirmacje steruja moim zyciem. zaczelo
    sie od broszurki "lecz sie sam"- czy jakos tak. afirmacja jest w stanie zmienic
    pozytywnie zycie i czlowieka- a moze wszystko naraz?
    pozdrawiam bardzo cieplo
  • norkana 09.01.07, 11:07
    moi znajomi podchodzą do tych teorii bardzo sceptycznie, niektórym nawet nie
    mówię i nie tłumaczę, o co chodzi - i tak nie zrozumieją. Tak na prawdę nie
    chcą rozumieć sad
    Część z nich czyta książki o afirmacjach, ale po odłożeniu na półkę zapominają.
    Uważają takie lektury za chwilowe poprawiacze nastroju i
    ewentualnie "teoretyczne szanse" na polepszenie, ale w ich życiu dominuje
    raczej tzw realistyczne podejście do sytuacji.
    Ja wyszłam z założenia, że warto spóbować, bo i tak nic nie stracę, a mogę dużo
    zyskać. Najtrudniej było na początku, kiedy nie można było liczyć na szybkie
    efekty. Pracowałam nad jedną afirmacją, nie zastanawiając się co przyniesie i w
    jaki sposób. Chodziło mi o wybaczenie danej osobie. Bardziej skupiałam się na
    własnych odczuciach do kogoś niż na późniejszych relacjach. Okazało się że
    przyszło i przebaczenie i zmiana toksycznej relacji w bardzo pozytywną. Ale
    czekać musiałam parę lat smile - właściwie nie czekałam, bo zapomniałam o tej
    afirmacji hi hi hi. Dopiero gdy przyszła pozytywna zmiana uzmysłowiłam sobie,
    że przecież o to właśnie się "modliłam".
    Dla wzmocnienia wiary w pozytywne myślenie, za każdym razem, kiedy wydarzyło
    się coś radośnie oczekiwanego, stawiałam plusa na dużym arkuszu papieru
    powieszonym nad łóżkiem. Nie minęło parę miesięcy, kartka się zapełniła w
    całości. To dało mi namacalny dowód, ile fajnych rzeczy się dzieje wokół i
    trzeba je doceniać.
  • eevvaa 09.01.07, 11:56

    Jak miło poczytać.Taki wątek jest tutaj bardzo potrzebny.

    Serdecznie pozdrawiam smile)
    -
    Uśmiech wędruje daleko...

    ewa
  • c.kapturek 09.01.07, 22:36
    o oo o coś w tym jest coś napisała. też własnie czasami mam takie podejscie,
    że "jako chwilowy poprawiacz nastroju" sad
    muszę wziaśc się za siebie i nad tym popracowaćbig_grin
    dzięki wam ludziki, za te wasze ciekawe i madre posty tutajsmile
    pozdrawiam

    ps. ale przynajmniej kilka rzeczy w tym roky z mapy marzen mi się chyba ziściło
    hihihihi wink
  • princesswhitewolf 09.01.07, 12:08
    Wiesz norkana gdyby tak bylo ze wystarczy wierzyc i afirmowac to swiat bylby
    pelen szczesliwych i zdrowych wiecznie zyjacych ludzi, masy b bogatych ludzi, bo
    kazdy ludzi marzy i wielu modli sie, wielu wierzy ze czeka ich co najlepsze i
    wielu tez afirmuje wyobrazajac sobie swoja swietlana przyszlosc.
    Ale przychodzimy tutaj aby odbyc pewna lekcje i niestety nie ma gwarancji ze po
    tlustych latach beda nastepne tluste a nie chude.
    Zycie jest dlugie norkana i wiele jeszcze przezyjesz glebokich doswiadczen
    wszelakiego typu, bo kiedys nas choroba czy smutek zawsze dopada. smile Zreszta i
    dobrze bo bez chudych lat nie bylibysmy madrzejsci i bardziej doswiadczeni.

    W kazdym razie dolaczam sie do grona cieszacych sie twoim szczesciemsmile
  • lilith_6 09.01.07, 16:26
    Zreszta i
    > dobrze bo bez chudych lat nie bylibysmy madrzejsci i bardziej doswiadczeni.

    Princess... mowisz i masz wink
    Ty wierzysz, że po latach tłustych przychodzą chude. No i do Ciebie przychodzą.
    Norkana zmieniła swój sposób myślenia, i jeśli nic/nikt jej nie "zdołuje", nie
    "sprowadzi na ziemię" dalej będzie pławić się w swoim szczęściu. Bo tak to
    działa. Każdy ma to, czego oczekuje, co zna, co jest w stanie zrozumieć (to tak
    w wielkim uproszczeniu).
    Pozdrawiam smile
  • princesswhitewolf 09.01.07, 17:28
    Podam przyklad filmu znanego powszechnie gdy wiara byla tak MOCNA i AFIRMACJA w
    uzdrowienie syna ze rodzice zabili wlasne dziecko nie podajac insuliny. Bo
    wierzyli ze w koncu jak afirmuja to na pewno wyzdrowieja.

    Ludzie w roznych sektach bardzo bardzo silnie wizualizuja i wierza.Ale czy
    przedmiot ich wiary i wizualizacji jest realny i sprawdzaja sie ich afirmacje ze
    tak i tak bedzie?

    Male dzieci zawsze wierza w bajki z happy endem i duzo marza i afirmuja
    naturalnie....ale zdarza sie ze ciezko choruja.

    Znam niejedna zone ktora cale lata pobita przez meza chodzila afirmujac i modlac
    sie aby sie zmienil, ale niestety ciezko jej sie jest jej w glowie pogodzic z
    faktem ze realia sa takie ze on nie jest idealny i wysniony i ze sie nie zmieni
    tak latwo. Trzeba w pewnym momencie spojrzec realnie na zycie.
    Eh pokolenia marzyly i wierzyly i polegly. Jedni to otrzymali inni nie.

    lilith_6 napisała:
    > Princess... mowisz i masz wink
    > Ty wierzysz, że po latach tłustych przychodzą chude. No i do Ciebie przychodzą.
    he he a coz ty dobry czlowieku mozesz wiedziec na moj temat aby tak sadzic? Nic
    nie wiesz o mnie no chyba ze jasnowidzisz ale tez jakos nietrafniewink

    >Każdy ma to, czego oczekuje, co zna, co jest w stanie zrozumieć (to tak
    > w wielkim uproszczeniu).
    Naprawde to wygodna teoria , ale zycie jest zaskakujace i fascynujaco
    nieprzewidywalne. Sadzisz ze ludzie sa wieczni i z metalu? NAle mowie tez o
    zyciu jakim ono jest, bo zyje juz troche i wiem ze kazdy z nas kogos tam kiedys
    traci i nikt nie jest wieczny. Jak bylam mala dziewczynka to myslalam ze jak
    zamkne oczy i jesli nie wierze w cos to to cos zniknie. No ale niestety tak nie
    jest. Nie znam ludzi cale zycie szczesliwych. Nawet jesli byli szczesliwi to
    okupili to ciezka praca, jakas wczesniejsza tragedia.


    Ja mysle ze odrobina pokory i wiara ze Bog nam zsyla doswiadczenia jakie nas
    ucza czegos nie zaszkodzi. Ja wiem ze ludzie bardzo chca szczescia w milosci i
    zdrowia i bogactwa itd i nie daj aby ktos to podwazyl.

    Nie mowie o jakims dolowaniu kogos. Uwazam ze afirmacja jest wspaniala technika
    psychologiczna i ja tez afirmuje i planuje i realizuje to realnie , ale nie
    oznacza ze nie widze faktu ze czasem mi moze sie zdawac ze cos jest dla mnie
    dobre i moge afirmowac a wcale nie byloby co pokazuje sie pozniej w wydarzeniach.
    Ponoc nie zawsze dostajemy to co chcemy, ale zawsze dostajemy co potrzebujemy.
  • lilith_6 09.01.07, 16:29
    Dzięki, że o tym napisałaś. Taki tekst wspaniale motywuje do chwycenia za
    pióro... Pozdrawiam smile))
  • norkana 10.01.07, 11:07
    myślę, że to co nas spotyka jest jak lustro. Mamy się w tym przejrzeć i
    ZOBACZYĆ. Albo wyciągniemy wnioski, albo się poddamy i załamiemy, sądząc "życie
    się pieprzy"
    Jeżeli czegoś nie otrzymuję to znaczy, że wewnętrzny głos mówi NIE ZASŁUGUJESZ!
    Ewentualnie trzeba godzić się z tzw wolą bożą, bo czasem te dobre rzeczy wcale
    nie wychodzą nam na dobre (trzeba mieć pokorę w prośbach i nie życzyć sobie
    fury złota tylko dlatego, że sąsiad ma). Z perspetkywy czasu widzę, że zło
    przychodzi aby mnie czegoś nauczyć.
    Parę lat temu miałam doczynienia z ludźmi mnie upokarzającymi i upodlającymi.
    Jak nie jedni to drudzy takie błędne koło. Okazało się, że to we mnie był
    problem a nie w nich, że się pojawiali. Myślałam o sobie "jestem nic nie warta,
    nudna" więc tak mnie traktowano. Musiało minąć wiele lat, zanim zwalczyłam
    negatywną myśl i zastąpiłam ją czymś pozytywnym. Moje życie nie jest pasmem
    szczęścia i skakania w obłoczkach. Jednak spełniają się moje marzenia o domu
    rodzinie. to jest najważniesze.
    Wymyślając afirmację, wiele się nad nią zastanawiam, czy nie jest "złą prośbą"
    często modlę się o zdrowie, dobrobyt, dobrą drogę dla innych kończąc
    słowami "bądź wola Twoja" Skąd mam wiedzieć czy Bóg nie ma innego planu dla
    danej osoby/dla mnie. Czasem choroba potrafi być oczyszczeniem - więc
    odmawiając jej komuś, odmawiam oczyszczenia. Jedni rozumieją bez bicia innym
    trzeba wlać ostro w dupę - żeby pewne rzeczy zrozumieli.

    Druga sprawa, trzeba umieć się dzielić dobrą energią, nie skupiać się wyłącznie
    na sobie.
    Według mnie to Bóg ma ostatnie zdanie, ja sama z siebie nie mogę nic, ale z Nim
    mogę wszystko. Pokora jest kluczowym motywem w afirmowaniu do szczęścia i daje
    mi równowagę. Nie chcę być rozkapryszoną księżniczką z zachciankami.

    Pozytywne myślenie to baaaardzo złożony temat. Ktoś kto jest optymistą nie
    znaczy że jest ześwirowanym skakaczempochmurkach. Uśmiecham się do siebie do
    innych, modlę się za trudną młodzież, chorych starców - jestem pośrodku bagna
    zwanego życiem i widzę, że można je zmienić.
    Podoba mi się jedno powiedzonko z jakiejśtam książki "dajcie mi sęki, a zrobię
    z tego sękacz".

    P.S. moim wyzwaniem narazie nie do przejścia jest prowadzenie samochodu. Zdałam
    za pierwszym razem (afirmacja podziałała) ale boję się jeździć. Coś we mnie
    bardzo boi się do tego stopnia że nawet afirmacji do tego nie ułożyłam.
  • motyvvacja 10.01.07, 12:55
    Norkana ja mysle zebys afirmowala -wiare w siebie-
    Taka afirmacja ma skutek kuli snieznej.
    wydaje mi sie ze 90% strachu ma swoja przyczyne i skutek w braku wiary w siebie.
    Ps: jazda samochodem tez z tamtad sie wywodzismile

    pozdrawiam
    --
    Secundum non datur
  • motyvvacja 10.01.07, 13:01
    oprucz mozliwosci traumy,lub jakis dzieciecych przezyc.
    -co i tak afirmacja wiary pokona.no i oczywiscie TOPIENIE MARZANNY
    Czyli pozegnanie sie z przeszloscia..Warto sobie taka marzanne zrobicsmile)
    Caly strach,bol,,pamiec przeszla..Uformowac jej wlosy,podebrac kolor..smile
    Mozna sie pobawic...
    puscic na wode podpalic i utopic upiorasmile)

    hje hje
    --
    Secundum non datur
  • czakra_serca 10.01.07, 14:41
    wiele razy próbowałam afirmować.. nawet nagrywałam sobie afirmacje śpiewane.. i
    wydawalo mi się, że to takie proste.. niestety bardzo szybko się poddawalam i
    los szybko pokazywał mi, że nic z tych afirmacji nie wychodziło... ostatnio
    przezyłam coś, co zamknęło mnie na wszystko dookoła.. teraz szukam w sobie siły
    do pójścia do przodu... narazie czuję zmęczenie ale i wielką chęć poprawy
    swojego życia... ale nie mam zupelnie pojęcia od czego zacząć... skąd mam
    wiedzieć, jakiej afirmacji użyć na początek? może mi pomożesz?

    pozdrawiam

  • princesswhitewolf 10.01.07, 15:37
    czakra_serca:
    Poczekaj az przejdziesz ten okres smutku i "zaloby". Nic na sile. Jak juz
    zregenerujesz sie psychicznie to dopiero zastanow sie: czego cie to
    doswiadczenie nauczylo? Co Bog chcial ci pokazac? Jak powinnas zmienic postepowanie?

    No i dopiero wtedy ustal swoje cele, afirmuj czy po prostu realizuj praktycznie
    swe marzeniasmile
    Powodzenia
  • czakra_serca 10.01.07, 15:51
    myślę, że znam już odpwoiedź na to pytanie.. nie wiem tylko, czy afirmując
    konkretnie to nie ominę czegoś, co spowoduje, że afirmacja nie zadziala tak,
    jak powinna..?
  • norkana 10.01.07, 16:56
    czakra_serca napisała:

    > wiele razy próbowałam afirmować.. nawet nagrywałam sobie afirmacje śpiewane..
    i
    > teraz szukam w sobie siły
    > do pójścia do przodu... narazie czuję zmęczenie ale i wielką chęć poprawy
    > swojego życia... ale nie mam zupelnie pojęcia od czego zacząć... skąd mam
    > wiedzieć, jakiej afirmacji użyć na początek? może mi pomożesz?
    >
    > pozdrawiam
    >


    trzeba afirmować o tym czego się potrzebuje np:
    - mam siłę, odważnie idę do przodu, odczuwam harmonię i równowagę itp...
    moje pierwsze afirmacje były:
    -kocham i jestem kochana (zasługuję na miłość)
    -wierzę w siebie, (jestem wartościowym człowiekiem)
    od tego wyszłam, bo to było dla mnie najważniejsze w życiu
    jest pewna teoria o blokowaniu afirmacji, podobno gdy zaczynamy skupiać się np
    na zdrowiu to wtedy zaczynamy bardziej chorować lub gdy myślimy o pieniądzach
    to biedniejemy
    podobno nasz wewnętrzny człowieczek nagle czuje się zagrożony dlatego jego głos
    na chwilę staje się ważniejszy głośniejszy. Trzeba wziąć go na przetrzymanie i
    pokazać kto tu rządzi. Jak w superniani smile Każdy z nas widzi jak zachowuje sie
    dziecko gdy nagle zabraniamy mu czegoś co do tej pory było normalne. Jest krzyk
    na maxa!!!
    Trzeba sobie wyobrazić ile lat mieliśmy chore myślenie a w ile dni chcielibyśmy
    je zwalczyć?
    Druga moja rada dla początkujących, pochodzi z książki Potęga podświadomości.
    Nie wysilać się z afirmacjami. Mają być naturalne i wypowiedziane jakby już sie
    spełniły. Skupianie się na nich caaałym umysłem i ciałem tylko przeszkadza,
    zatrzymuje pozytywny obrót wydarzeń. Ja najpierw wymawiam afirmację (dla
    porównania) o czymś co już faktycznie mam
    np: jestem zdrowa/mam 100zł w portfelu
    wtedy wyczuwam jak intonuję zdanie i tym samym tonem i sposobem wymawiam nową
    myśl o czymś czego jeszcze nie mam. (bo czy ktoś skupia się nad pomyśleniem o
    czymś oczywistym? hi hi hi)
  • princesswhitewolf 10.01.07, 15:34
    norkana napisała:
    >myślę, że to co nas spotyka jest jak lustro.

    Przykladowy jakis niemowlak ujrzal siebie w lustrze i umarl po paru dniach.
    Powinien wyciagac wnioski? ha ha

    Ja uwazam ze zagadnienie zycia jest o wiele trudniejsze.
  • norkana 10.01.07, 16:43
    kwestia chorób niemowląt:
    - one reagują na myśli matki; jeszcze nie mają wielu własnych przeżyć, więc
    żywią się myślami matki. Gdy kobieta jest w ciąży przekazuje swoją traumę
    płodowi poprzez stres szybsze bicie serca itp i w ten sposób uniemożliwia
    zdrowy rozwój ... tak mi się wydaje
    (teorie teoriami zawsze się znajdzie przeciwnik który wyjaśni po swojemu)
  • eevvaa 10.01.07, 16:50
    norkana napisała:

    > kwestia chorób niemowląt:
    > - one reagują na myśli matki; jeszcze nie mają wielu własnych przeżyć, więc
    > żywią się myślami matki. Gdy kobieta jest w ciąży przekazuje swoją traumę
    > płodowi poprzez stres szybsze bicie serca itp i w ten sposób uniemożliwia
    > zdrowy rozwój ... tak mi się wydaje
    > (teorie teoriami zawsze się znajdzie przeciwnik który wyjaśni po swojemu)

    -Na pewno coś w tym jest Norkana.Między moimi dziećmi jest osiem lat
    różnicy.Drugie dziecko chowało mi się zdrowiej, a urodziłam mając 30 lat.Moje
    myślenie wtedy zaczynało się zmieniać na bardziej pozytywne i to znalazło
    odbicie w córeczce.
    -
    Uśmiech wędruje daleko...

    ewa
  • princesswhitewolf 10.01.07, 20:34
    1. Statystyki psychologiczne nie udowodnily nasuwajacej sie po twoim wniosku
    jakze oczywistej korelacji miedzy stresem matki w ciazy a tym np ze dziecko
    umiera w 1 roku zycia np. na ospe. Umieraja niemowlaki szczesliwych par jak i
    klocacych sie. Zycie nie jest takie proste bo gdyby bylo to przecietny
    psycholog by zauwazyl ta korelacje.

    2 Twoja teoria sugeruje ze na czlowieka nie dzialaja tylko jego afirmacje ale
    rowniez i ma wplyw najblizsze otoczenie, A NA PEWNO MATKA. Zatem coz po
    afirmacjach jesli ktos zyje np z osoba ktora jest np chora i dlatego cierpi. W
    takim wypadku moze sobie afirmowac w brod ale i tak to nie zadziala.

    ( teorie teoriami ale zawsze sie znajdzie przeciwnik majacy swoje
    uzasadnieniesmile)... ale ja w koncu po to tu przychodze aby z nim rozmawiac i nie
    oczekuje tylko wygodnie poklasku i chce dyskutowac i analizowac cudzy poglad
    tezsmile) )


  • princesswhitewolf 10.01.07, 20:35
    P.S. Teoria afirmacji oczywiscie gdyby byla 100% sprawdzajaca sie dla kazdego
    ktory uczciwie i serioafirmuje to krylaby pewne niebezpieczenstwa:

    1. Wiekszosc ludzi afirmowaloby bycie milionerami. Ciekawe jakby to mialo
    wygladac realistycznie z perspektywy co mozliwe w ekonomiismile) Miliony bylby
    prezydentami oczywiscie i rzadzilby nie wiem gdziesmile)Co by bylo gdyby afirmacja
    bycia liderem kraju, prezydentem sprawdzila sie komus a okazalby sie malo
    empatyczny osobnik i osiagnawszy pozycje urzadzil kolejny faszyzm?


    2. W spoleczenstwie AFIRMATOROW , osoby nieszczesliwe skazane by byly na
    ostracyzm,i uznano za sama sobie winna i pogardzana niekiedy przez radykalow
    afirmacji, bo uznanoby, ze (cyt osobe z powyzej) " Afirmujesz to wierzysz i
    masz, a nie afirmujesz to nie masz" .

    3. Czlowiek uczy sie przez doswiadczenia, a w calkowicie wyidealizowanym
    swiecie ludzie by byli niewinni jak baranki i niestety glupawi, niezbyt
    rozumiejacy innych ludzi w potrzebie, bo empatia to wspolczucie jakie wynika z
    tego ze rozumiemy sytuacje tamtej osoby bo podobne doswiadczenie juz przezylismy
  • ciapcius.ciaputkiewicz 10.01.07, 20:52
    princesswhitewolf napisała:
    >Wiesz norkana gdyby tak bylo ze wystarczy wierzyc i afirmowac to swiat bylby
    >pelen szczesliwych i zdrowych wiecznie zyjacych ludzi

    Wlasnie. Gdyby to tylko zalezalo od wyobrazen to wojen i masowych kataklizmow
    by nie bylo bo masowe szczescie pewno nie jeden afirmuje.

    Czytam te wpisy ze zdumieniem. Czy naprawde pisuja tu same niedojrzale i
    niedoswiadczone zyciowo egzaltowane 20 i 30 latki ktore mysla ze czlowiek nie
    choruje i nie umiera bo wystarczy ze afirmuje to bedzie zyc wiecznie? Siedzi
    taka kura domowa i tak sie boi doswiadczen zyciowych i bzdurzy na forum o
    wiecznym szczesciu jakie sobie wyafirmuje. Trzesie portkami bo tak sie boi
    cokolwiek przezyc innego niz cukierkowe marzenia.

    Zaraz rzuca sie na mnie te rozmarzone kury domowe bo przeciez zabieram im ich
    iluzje wiecznego szczescia.
  • ciapcius.ciaputkiewicz 10.01.07, 20:57
    Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli się
    w łazience, przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy.
    Potem, gdy całuje mnie w czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę
    dzieciaczków, jedno po drugim, robię im zdrowe śniadanie i głaszcząc po
    główkach żegnam w progu, gdy idą do szkoły.
    Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe piosenki.
    Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku,na który stać nas
    dzięki pracy Mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W
    międzyczasie dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie Swojego
    dziubdziusia. Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką, znalazłyśmy wiec
    wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i
    sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach,
    idę do kuchni i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca,
    który jest podporą naszej rodziny i dla naszych pięciu pociech.
    Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste,
    pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na
    drutach sweterki i śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w
    drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas mimo przestrzeganego kalendarzyka,
    co jest jawnym znakiem Jego woli.
    Nie włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby
    zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny. Czasami haftuję tak,
    jak nauczyłam si ę z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem
    kobieta nie umiejąca haftować nie może się wpełni spełnić życiowo. Kiedy moje
    dzieci wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego
    dziś nauczyły się w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w
    rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka
    różańcowego. Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą
    być prawdziwymi kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek
    magazynów, chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią
    tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie będą
    oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie
    o rzeczach obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie
    uchroni moich dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją. Mój maż wraca
    z pracy po południu. Witamy go wszyscy w progu, poczym myje on ręce i zasiada
    do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siłę do pracy.
    Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a
    ja zmywam talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z
    uśmiechem odgłosów meczu sportowego w telewizji. Wieczorem kąpię nasze
    pociechy ikładę je spać. Kiedy wykąpiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia
    swój obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze spokojem
    i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie
    tych nieszczęsnych istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność
    Szatana rzuciła się na mózgi, które w obowiązku szukają wstrętnych i
    grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej modlitwie i tak mija kolejny
    szczęśliwy dzień mojego życia.

    A teraz pytanie za 3 punkty - co to do ch...jest ?
    Odpowiedź poniżej.

    FRAGMENT Z KSIĄŻKI: "Przygotowanie do życia w rodzinie" -
    autor Maria Ryś - podręcznik dla gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej o
    miłości, małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez MEN i opłacony z Twoich
    podatków. Cena detaliczna 12pln. Możesz ją znaleźć na
    www.edukacyjna.pl/ksiazka.php?id=4897
  • krysiulka 12.01.07, 18:01
    > FRAGMENT Z KSIĄŻKI: "Przygotowanie do życia w rodzinie" -
    > autor Maria Ryś - podręcznik dla gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej o
    > miłości, małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez MEN i opłacony z Twoich
    > podatków. Cena detaliczna 12pln. Możesz ją znaleźć na
    > www.edukacyjna.pl/ksiazka.php?id=4897

    kliknęłam w link, a tam wyjaśnienie:
    "OŚWIADCZAMY, że krążące w internecie informacje o zawartości książki, pod
    śmiesznym tytułem "Jestem kobietą szczęśliwą..." są nieprawdziwe. "
    i dalej:
    "Komentowanie krążących po sieci bzdur na łamach naszego forum dyskusyjnego
    oraz wpisywanie recenzji przez osoby nie znające książki a które opierają się o
    internetową propagandę jest bezsensowne i traktowane jako fałszywka."

    Ciapciusiowi GRATULUJEMY ciasnoty umysłowej.
  • motyvvacja 10.01.07, 21:30
    Czytam te wpisy ze zdumieniem. Czy naprawde pisuja tu same niedojrzale i
    > niedoswiadczone zyciowo egzaltowane 20 i 30 latki ktore mysla ze czlowiek nie
    > choruje i nie umiera bo wystarczy ze afirmuje to bedzie zyc wiecznie? Siedzi
    > taka kura domowa i tak sie boi doswiadczen zyciowych i bzdurzy na forum o
    > wiecznym szczesciu jakie sobie wyafirmuje. Trzesie portkami bo tak sie boi
    > cokolwiek przezyc innego niz cukierkowe marzenia.
    >
    > Zaraz rzuca sie na mnie te rozmarzone kury domowe bo przeciez zabieram im ich
    > iluzje wiecznego szczescia.

    Moze nie kury domowe sie na ciebie rzuca a moderatorzy.
    Prosze nie obrazac naszych forumowiczow,nie krytykowac,nie atakowac,nie
    dogryzac,nie wyzywac i pzredewszystkim nie obrazac.
    Kazdy na tym forum ma sie czuc bezpiecznie-wyrazajac swoje opinie i tak sie
    bedzie czul.
    Juz ja sie o to postaramsmile
    --
    Secundum non datur
  • motyvvacja 10.01.07, 21:37
    >trzesie portkami bo tak sie boi co innego pzrezyc niz cukierkowe marzenia<

    Pimpus czy pumpus mam dla ciebie dobra wiadomosc i
    ...jeszcze lepsza
    A) strach tzreba pokonac ,by spojrzec w podswiadomosc i zmierzyc sie z
    lekiem,ktory jest przyczyna danego problemu
    B) dopiero wtedy mozna afirmowac zmiany

    Troche psychologi i edukacji ,chocby na temat afirmacji drogi kolego/kolezankosmile
    --
    Secundum non datur
  • ciapcius.ciaputkiewicz 10.01.07, 21:52
    nie obrazilem nikogo konkretnie bo nie zwracalem sie do nikogo ale wyrazilem
    opinie ogolnie o wniosku moim z wypowiedzi wypowiedzi wrecz odwrotnie ty mnie
    obrazasz celowo przekrecajac moj nick. Czy jako moderator nie powinnas siebie
    tutaj ukarac?

    Jestem magisterem pedagogiki. Pracuje w logistyce. Seminariow na temat
    afirmacji, NLP przeszedlem sporo jak wiekszosc forumowiczow tu podstawowke
    konczyla.
  • motyvvacja 11.01.07, 01:32
    tak masz racje,wiekszosc tutaj skonczyla tylko podstawowke
    ALe dzieki Bogu jest to forum duchowego rozwoju,a nie wymiany prac
    magisterskichsmile
    ciapciusiu.ciaputkiewiczu,prosze o wybaczenie jesli naruszylam cienka strune
    twojego wewnetrznego krytyka,i zareagowal on krzyczac i tlupiac nozkami w
    podest stolka od komputera-jesli przekrecilam tak wszakze prostego w pisowni
    nicka.To wybacz mi,i ukaraj,jak najbardziej tylko potrafisz..smile

    ale jakos wiesz...ochota do karania siebie mi przeszla..Mnie mozna tylko
    nagradzacsmile
    Ps: Pan magister musi sie zgodzic z tym ze asertywnie zachowujemy sie tylko i
    wylacznie wtegy gdy nie ranimy innych.Umiejetnosc wyrazania swoich opini i
    racji bez potrzeby deptania praw innych.to tak pol na pol duchowosmile
    --
    Secundum non datur
  • lilith_6 11.01.07, 12:00
    > Jestem magisterem pedagogiki.

    No to już wiem skąd się biorą Twoje kompleksy, którymi podszyte są powyższe ataki.
    smile)))
  • princesswhitewolf 10.01.07, 22:07
    ciapcius.ciaputkiewicz napisała:
    > Czytam te wpisy ze zdumieniem. Czy naprawde pisuja tu same niedojrzale i
    > niedoswiadczone zyciowo egzaltowane 20 i 30 latki ktore mysla ze czlowiek nie
    > choruje i nie umiera bo wystarczy ze afirmuje to bedzie zyc wiecznie?

    No ale czemu piszesz to jako odpowiedz na moje wpisy? Chyba nie do konca
    czytales o czym pisze.

    Widzisz to co ludzie w wiekszosci pisza w ksiazkach o afirmacji to niezachwiana
    wiara w nia jest potrzebna. A obsesyjna wiara w cokolwiek odrealnia i prowadzi
    do ortodoksyjnych zachowan. Na swej drodze poznalam ludzi ktorzy tak uwierzyli
    w cos ze jest stworzyli swoj wlasny swiat i sa szczesliwi, chocby to byl
    szpital dla ludzi psych. chorych

    ALE. I tu jest wazny szczegol=>

    Na kursach Silvy, NLP, afirmacji itp jakie ja przeszlam, zaden z wykladowcow
    nie zachecal do tego by bezkrytycznym byc wobec rzeczywistosci ani nie
    gwarantowal 100% rezultatow ani nie mowil ze jak afirmuja to zadne cierpienie
    ich nie dotknie.

    Otoz mowili ze Afirmacja czy Tworcza Wizualizacja to technika psychologiczna
    ktora pozwala ludziom uaktywnic ich ukryte talenty, spowodowac ze pokonaja
    niesmialosc, ze w ogole uwierza ze warto gdzies pojsc i cos zrobic.
    Wniosek
    Cudow nie ma ciapcius. To my jestesmy motorem wszelkich zmian i dzieje sie to
    dzieki naszym lapkom i naszym glowom. To my jestesmy cudem.

    No i wlasnie w swietle tego uwazam ze nie mozemy tak do konca stwierdzac ze
    afirmacja to tylko marzenia. To rowniez technika terapeutyczna w koncu ale bez
    gwarancjismile
  • grazynka_70 10.01.07, 22:53
    kiedys szukalam pracy po skonczeniu studiow jak wielu z nas ciezko bylo z
    dostaniem pracy. trwalo to 2 lata. Wiele miesiecy afirmowalam z gleboka wiara i
    modlitwa. bez skutku. znajoma powiedziala mi ze po prostu za bardzo mecze
    sprawe i mam przestac afirmowac i pogodzic sie z tym ze moze pracy dlugo nie
    dostane. Wiec olalam sprawe i przestalam. 9 miesiacy pozniej od zakonczenia
    afirmowania co wieczor i upartych modlitw, jak juz sie zupelnie pogodzilam ze
    nie mam pracy i przestalam afirmowac praca sie pojawila. moje zycie sie
    poprawilo od chwili jak pogodzilam sie z zyciem i nic nie afirmuje.

    Nauczylo mnie to ze po prostu nie nalezy zameczac glowy afirmacjami i dac
    sprawie" odpoczac".

    Afirmacja jest tez sprzeczna,jak mi sie wydaje z tego co czytam, z naukami
    wschodu i buddyzmu gdzie istnieje pojecie karmy ktora trzeba odpracowac i
    cieszyc sie ze ma sie mozliwosc nauki i nic nie pomoga afirmacje.

    No moze u chrzescijan tylko laska boska pomaga. Ale to w wyniku modlitwy a nie
    afirmacji. Afirmacja wg chrzescijanstwa bylaby pycha bo wielu nie afirmuje jak
    norkana tylko szczesliwej rodziny ale wielu afirmuje ze sa naj we wszystkim
    polbogami. To bylaby pycha
  • amm06 11.01.07, 07:11
    Sadze ze przede wszystkim rozchodzi sie tu o wiare. Przeciez w rzeczywistosci
    nieustannie cos afirmujemy i manifestujemy, na dobre lub na zle, jesli nie
    poprzez slowa to poprzez mysli/oczekiwania gdyz kazda mysl to
    modlitwa/komunikacja z sila wyzsza. Duzo lepiej jest tworzyc/manifestowac
    swiadomie niz nieswiadomie.

    --
    "Circumstances do not make the man, they reveal him" - James Allen
  • norkana 11.01.07, 10:09
    ło matko ...
    człowiek chce się podzielić swoim szczęściem, a go zaraz błotem obrzucą. Mi to
    zwisa, już wiele się nasłuchałam. Poza tym chciałabym sprostować po raz
    kolejny, że nie jestem jakimśtam świrem mającym obsesję na punkcie pięknych
    książek o miłości. Przeciwnie, mam wyższe wykształcenie i jestem mgr inż.
    matematyki stosowanej i paru tam fakultetów z bankowości, co nijak się ma do
    moich zainteresowań smile Twardo stąpam po ziemi i nie bujam w obłokach.
    Moim zdaniem pozytywne myślenie nie jest tematem do dyskusji ... co innego
    polityka, czy film, więc nie będę polemizować (...)
    ufff
    swoją drogą mam koleżankę, która chyba nie stosowała afirmacji, może w życiu
    nie jest zbyt szczęśliwa, ale drobiazgami zupełnie nie musi się przejmować jak
    np kupno biletu na właśnie nadjeżdżający pociąg sekundę przed zamknięciem kas,
    zapomnieć zamknąć rower na klucz - bo i tak z jej szczęściem nikt go wtedy nie
    ukradnie, albo dostać pracę nie szukając jej, rozkochać w sobie wspaniałego
    mężczyznę zupełnie przypadkiem hi hi hi
    nie wiem jak ona to robi ale chyba ktoś nad nią czuwa z góry lub modli się, bo
    to rozkojarzona, wiecznie zapędzona dziewucha jest. Mogłaby zgubić własną głowę
    i nie zauważyć.
    Najdziwniejszy zbieg okoliczności jaki ją spotkał, to historia następująca:
    (Powiedzmy nazywa się renata)
    Renata zawsze ma przy sobie pęk kluczy od domu od roweru od domofonu od piwnicy
    od biura gdzie pracuje itp. Zawsze jest taka zakręcona, że w torbie bałagan i
    tysiąc innych rzeczy. Gdy przychodzi pora wyjąć klucze od domu to mijają wieki
    zanim znajdzie klucz i to właściwy.
    Pewnego dnia wkurzyła się że stoi pod domofonem długo i grzebie bez sensu w
    szpargałach no więc zaznaczyła sobie klucz od głównego wejścia tzn do domofonu
    taką plastikową nakładką.
    Następnego dnia wieczorem wyjęła klucze wcześniej z torby i trzymała je w
    dłoni. Gdy szła przez ciemną strefę parkowo zagajnikową przyczepił się do niej
    podejrzany typ i szedł coraz szybciej ZA NIĄ! Dobiegła do klatki schodowej
    szybko otworzyła drzwi i zatrzasnęła za sobą. Gdy wbiegła na piętro to on już
    się dobijał ale drzwi nie wywalił więc zrezygnował. Ona szczęśliwie dotarła do
    mieszkania i z przerażeniem pomyślała CO BY BYŁO GDYBY NIE ZAZNACZONY KLUCZ I
    DZIWNA INTUICJA ŻEBY SZYBCIEJ WYGRZEBAĆ GO Z TOREBKI.
  • princesswhitewolf 11.01.07, 11:06
    norkana napisała:
    > ło matko ...
    > człowiek chce się podzielić swoim szczęściem, a go zaraz błotem obrzucą.
    Mam nadzieje ze to nie dotyczy moich wypowiedzi tylko ciapciusia bo moja
    intencja nie jest cie obrzucac niczym tylko dyskutuje kwestie afirmacji jako
    ciekawy problem.
    Alesmile) wracajac do tematu. To co mowisz o kolezance nie udowadnia ze to skutek
    afirmacji przeciez. W ogole to co piszesz to temat intuicja a nie afirmcja. Ja
    znam wielu ludzi ze swietna intuicja ktorzy wcale nie afirmuja. Intuicja byc
    moze da sie jakos... rozwinac na skutek medytacji etc. ( nie znam badan
    statystycznych na ten temat i czy sa) ale zapewniam ze sa ludzie z intuicja
    wrodzona. Sama mam Neptuna na ascendencie wiec intuicje i sny prorocze i
    symboliczne od urodzenia, ktore zawsze przed niespodziewanym waznym wydarzeniem
    do tego stopnia ze je zapisuje lub szybko rano mowie paru osobom aby potem
    porownali z wydarzeniami.

    Pewno ze myslenie pozytywne jest skuteczne w zyciu, nikt nie lubi zrzed i to
    oddala ale to jak sama stwierdzilas nie temat: afirmacja.

    > swoją drogą mam koleżankę, która chyba nie stosowała afirmacji, może w życiu
    > nie jest zbyt szczęśliwa,
    To zabrzmialo jakby szczesliwi byli tylko afirmujacy a nie-afirmujacy oczywiscie
    nie sa szczesliwismile))))) Nie moge podac swojego przykladu tu bo ja afirmuje
    niekiedy, ale moja rodzona siostra jest b szczesliwa zona i matka dwojga 12 i 13
    letnich corek i dyr swojej apteki. Nie afirmuje, w ogole uwaza to za glupoty,
    wysmialaby to ze draze takie tematy na forum jak przykladna pragmatyczka.
    Obawiam sie ze szczesliwi nie tylko sa wsrod afirmatorowsmile))

  • princesswhitewolf 11.01.07, 11:08
    Zgadzam sie amm06. Nieustannie cos afirmujemy nawet niektorzy nie majac tej
    swiadomoscismile Kazdy od dziecka marzy
  • szuwary4 11.01.07, 13:31
    Prawdą jest, że wykorzystujemy nasz mózg w zaledwie kilku procentach i bardzo
    mało go znamy. Od czasu do czasu zadziwiają nas zjawiska i sytuacje wskazujące
    na drzemiące w nim niezwykłe, sprawcze moce. Skarby, do których chcielibyśmy
    jakoś dotrzeć i swiadomie z nich] korzystać. W tym celu Jedni afirmują, inni sie
    modlą, jeszcze inni przyjmują luzacka postawę "co ma być, to będzie", a są i
    tacy którzy z niezłomną wiarą oczekują rezultatów swej cięzkiej pracy, które w
    ich mniemaniu przyjść muszą właśnie dlatego że się tak napracowali a
    sprawiedliwośc musi być... I co? Okazuję się, że w każdej, z tych grup są tacy u
    których to bardzo często działa. Wydaje mi się, że osoby z najczęstszym
    sukcesem to te, którym udało się osiagnac jakiś niezwykły stan relaksu opartego
    na zaufaniu, że to co robią co najmniej nie może im zaszkodzić, a może
    pomóc...określiłabym to jako radosne wyczekiwanie pozbawione przymusu i
    napięcia. Afirmacje, modlitwy, wiara w godziwą nagrodę za pracę... to różne
    drogi wejścia w ten stan świadomości. To, że jednym sie udaje innym nie - to
    inna sprawa, uzalezniona od doboru własciwej metody i indywidualnych zdolności.
    Dobrze Norkano,ze wspomniałaś o swym matematycznym wykształceniu. Myslę, że w
    tym również tkwi tajemnica twych rezultatów afirmacyjnych, bo matematykę uważam
    nie tylko za królową nauk ale zajmowanie się jej zagadnieniami za niezwykle
    skuteczne narzędzie dyscyplinowania i wysubtelniania umysłu. Pozdrawiam
  • maya2006 11.01.07, 19:19
    1) nie starczy "marzyc"- afirmacja to nie marzenie, lecz przekonanie ze
    zaslugujemy na to o czym marzymy.

    3) afirmacja to nie zakup w sklepie. jesli afirmujesz sie np. dziedzinie
    finansowej, to nie wygrasz odrazu miliona w totolotku. to moze sie dziac
    niezauwazalnie, jakis prezent, nowa praca itd. trzeba tylko widziec i cieszyc
    sie tym i pracowac dalej.
    jesli otwierasz sie na milosc, to byc moze zacznie sie od zawarcia jakiejs
    przyjazni, cieplym gescie ze strony jakiegos czlowieka. potem coraz wiecej.

    3) jezeli afirmujemy sie, ze "wszytko zdaza ku mojemu dobru", nie oznacza to, ze
    to "dobro oznacza nieskonczona smuge sprzyjajacych nam przypadkow. nasze dobro
    to tez rozwoj poprzez doswiadczenia zyciowe. przechodzac przez nie swiadomie
    dochodzimy do szczescia.


  • princesswhitewolf 11.01.07, 21:46
    maya2006 napisała:

    maya2006 napisała:

    > 1) nie starczy "marzyc"- afirmacja to nie marzenie, lecz przekonanie ze
    > zaslugujemy na to o czym marzymy.

    Zapewniam, ze zaklady dla psychicznie chorych sa pelne niebezpiecznych ludzi
    afirmujacych czyli planujacych swoja swietlana przyszlosc jako prezydenci i inne
    slynne postaci. O nie, pewnosci siebie im nie brakuje bo paranoia i schizofrenia
    to nie nerwica. Tu poczucie EGO pewnosci siebie (i niestety czesto znieczulenie
    na innych) jest ogromne. Jakos ich afirmacje nie spelniaja sie jednak... Jest o
    wiele wiecej czynnikow prowadzacych do szczesciasmile

    3) jezeli afirmujemy sie, ze "wszytko zdaza ku mojemu dobru", nie oznacza to, z
    > e
    > to "dobro oznacza nieskonczona smuge sprzyjajacych nam przypadkow. nasze dobro
    > to tez rozwoj poprzez doswiadczenia zyciowe. przechodzac przez nie swiadomie
    > dochodzimy do szczescia.

    ....i harmonii ze soba samym jakie daje nam szczescie. Tak to co piszesz to
    swiete slowa.
    >
  • amm06 12.01.07, 07:54
    norkana napisała:
    > ło matko ...
    > człowiek chce się podzielić swoim szczęściem, a go zaraz błotem obrzucą.

    Norkana, jestes na wlasciwej sciezce - gratuluje i zycze wielu dalszych
    sukcesow tworczych! Sadze ze powyzsza dyskusja ukazuje przede wszystkim
    dlaczego istnieje potrzeba okrywania wszelkich prob manifestacji tajemnica az
    do czasu ich urzeczywistnienia.
    Pozdrowienia smile

    --
    "Circumstances do not make the man, they reveal him" - James Allen
  • princesswhitewolf 12.01.07, 11:08
    3) jezeli afirmujemy sie, ze "wszytko zdaza ku mojemu dobru", nie oznacza to, z
    > e
    > to "dobro oznacza nieskonczona smuge sprzyjajacych nam przypadkow. nasze dobro
    > to tez rozwoj poprzez doswiadczenia zyciowe. przechodzac przez nie swiadomie
    > dochodzimy do szczescia.

    ....i harmonii ze soba samym jakie daje nam szczescie. Tak to co piszesz to
    swiete slowa.

    Tu jak widzisz sie z toba zgodzilam. Czytaj uwaznie, a nie tylko te "Przeciw"
    watpliwosci i ciesz sie ze ktos potrafi widziec i za i przeciw bo dzieki temu
    mamy ciekawe forum. Pozdrawiam i zycze naprawde szczerze wszystkiego dobrego smile
  • iguana1978 12.01.07, 08:04
    Od dłuzszego czasu szukam jakieś odpowiedniej formy dla mnie no oczyszczanie
    włsnego życia, jednej próbowałam ale chyba dla mnie nie była najlepszym
    sposobme... niedawno w internecie natknęłam się na pewna stronę gdzie właśnie
    miedzy innymi pisze się o afirmacjach, kiedyś myślałam, ze afirmacje to stek
    bzdur, ze to tylko takie pleplanie ale ostatnio głębiej się wczytałam co tam
    pisze... moje zdumienie było wielkie kiedy się okazało, że to właśnie tego
    szukam smile prosta metoda dla poczatkujących a przy okazji można wiele lęków
    przepracować i wiele w życiu oczyścić... z tego co wyczytałam podstawą udanych
    afirmacji jest wałśnie na poczatku formuowanie krótki afirmacji typu "kocham
    siebie", "jestem godna miłości" itp. w zalezności od tego z czym mamy
    najwiękaszy problem smile
    Twój post jest dla mnie niejako znakiem, ze zapewne tędy też moja droga za co
    dziękuję

    Opiniami innych się nie przejmuj komu miałaś pomóc tym postem pomogłaś
    dzięki wink
  • maya2006 12.01.07, 10:37
    princesswhitewolf napisała:

    > Zapewniam, ze zaklady dla psychicznie chorych sa pelne niebezpiecznych ludzi
    > afirmujacych czyli planujacych swoja swietlana przyszlosc jako prezydenci i inn
    > e
    > slynne postaci. O nie, pewnosci siebie im nie brakuje bo paranoia i schizofreni
    > a
    > to nie nerwica. Tu poczucie EGO pewnosci siebie (i niestety czesto znieczulenie
    > na innych) jest ogromne. Jakos ich afirmacje nie spelniaja sie jednak... Jest o
    > wiele wiecej czynnikow prowadzacych do szczesciasmile
    >

    zaklady dla psychicznie chorych sa tez pelne ludzi z innymi zaburzeniami
    pschicznymi.

    princesswhitewolf strasznie agresywnie tutaj dyskutujesz... mam wrazenie, ze
    spotkalas jakichs calkowicie pojechanych ludzi na swojej drodze. ale stawianie
    wszystkoch pod jedna kreska jest wbrew jakiejkolwiek logice. to, ze ktos
    codziennie rano medytuje (bo tym tez jest afirmacja) i nastawia sie swiadomie
    pozytywnie do zycia i wierzy w szczescie- to nie oznacza, ze jest psychicznie
    chory czy fanatyczny. opisujesz ekstermalne przypadki-niepodanie lekarstwa za to
    leczenie afirmacja. to chyba nie mial byc argument przeciw afirmacji?

    troche cie jednak rozumiem. podam przyklad:
    kiedys postanowilam w ramach czasu wolnego nauczyc sie masazu polinezyjskiego.
    warsztaty, uduchowieni ludzie, medytacje, afirmacje-peace na calej linii- a tu
    posilek- ja jestem miesozerna i uwazam to za wlasciwe. reszta
    wegetarianie-wojowniczy wegetarianie. skonczyla sie harmonia. byli werbalnie
    agresywni (co oczywiscie mnie doprowadzilo do przekory, bo uwielbiam jesc sery
    itd., wiec moglam nie jesc miesa). no i wyobraz sobie, ze ze dwa lata slyszac
    slowo wegetarianin i jogin kojarzylam je z agresja, brakiem tolerancji dla
    innych. no i unikam zbiorowisk takich pseudooswieconych ludzi.

    ale afirmuje sie- szczegolnie w trudnych chwilach-kontrola oddechu, pozytywne
    nastawienie- to zmienia moja postawe i czesto wplywa na okolicznosc. to ostatnie
    to wiara, czyli sprawa indywidualna- a kazdy ma prawo wierzyc w to co chce.

    wierz mi, twoimi slowami nikogo nie przekonalas, a chyba pare osob zranilas. po
    co? to naprawde nic nie daje. wierzw co chcesz, rob co chcesz i daj innym to
    samo prawosmile


    pozdrawiam
  • princesswhitewolf 12.01.07, 11:04
    Dyskusje bylyby nudne gdyby wszyscy ludzie to samo mysleli i sobie tylko
    przytakiwali. Jak rozumiem to forum daje ludziom o roznych pogladach sie
    wypowiedziec. Za i przeciw. Przeciez celem dyskusji jest wymiana pogladow.
    Jesli przesledzisz watek uwaznie a nie tendencyjnie zauwazysz ze paru osobom
    przyznalam racje ze sie z nimi zgadzam. Pewno ze nikogo nie zmienie i nie mam
    zamiaru. Uwierz swiat bylby nudny gdyby wszyscy byli taki sami

    >Princesswhitewolf strasznie agresywnie tutaj dyskutujesz... mam wrazenie, ze
    > spotkalas jakichs calkowicie pojechanych ludzi na swojej drodze. ale stawianie
    > wszystkoch pod jedna kreska jest wbrew jakiejkolwiek logice

    Zapewniam cie ze nie przejmuje sie az tak forum i wypowiedziami aby stac mnie
    bylo na jakakolwiek agresje. ha ha cos ty. Przeciez nie zarzucam nikomu ze jest
    tu chory.. no cos ty smile)) To nie o to chodzi
    Pewno ze podaje ekstremalne przypadki bo takie przychodza mi do glowy- staram
    sie wyobrazic sytuacje co sie dzieje gdy ktos maksymalnie uwierzy np ze bedzie
    prezydentem. Po prostu wysuwam logiczne wnioski i sama sie zastanawiam nad waska
    granica miedzy pozytywnymi skutkami afirmacji a uciekaniem w nierelanosc Po
    prostu duzo w zyciu sie naogladalam ludzi ktorzy uwierzyli ze moga wszystko
    wystarczy ze uwierza. Jezeli chcesz wysnuwac pochopne i wygodne mysli ze otaczam
    sie dziwnymi ludzmi tylko to sie grubo pomyliszsmile Jestem realistka. Duzo
    przezylam, poznalam wielu ludzi. ( przeczytaj moja wizytowke tu) Znam wielu tez
    ezoterykow na calym swiecie i zdaje sobie sprawe ze czesc z nich nie jest idealna.

    > wierz mi, twoimi slowami nikogo nie przekonalas, a chyba pare osob zranilas.
    po co?
    No tu jestem zdumiona bo nikogo nie obrazalam niczym. Chyba ze ktos
    nadwrazliwy nie moze sie pogodzic z tym ze ktos ma odmienne zdanie. Ale po cos
    jest forum no nie? Co da twoj wpis? Przeciez tak samo jak ja nie zmienisz
    zdania, poza tym jeszcze raz zachecam do lektury uwaznej. Napisalam w paru
    miejscach o zaletach afirmacji rowniez. Jak sie dobrze wczytasz to przeczytasz
    ze przyznalam ze czasem i afirmuje. Ale nie znaczy ze nie mam watpliwosci i je
    wyrazam. Po to jest ten watek chyba no nie? Chyba ze ktos oczekiwal tylko
    zachwytow...?

    P.S. Z tego co ja wycztytalam afirmacja to wyobrazanie sobie sytuacji z
    przyszlosci i wiara ze tak bedzie. Medytacja niekoniecznie jest tym samym. To
    wyciszanie i zglebianie wnetrza raczej niz wyobrazenia i podniety o
    osiagnieciach w materialnym swiecie. Buddysci np staraja osiagnac w medytacji
    umysl tzw "cwierkajacego ptaka" czyli wolny od mysli. Dla mnie medytacja a
    afirmacja to nie to sama. Na marginesie dodam ze jestem wegetariankasmile) od 13
    lat ....ale to a propos twojego wtraconego watku.

  • princesswhitewolf 12.01.07, 11:50
    na marginesie juz tego tematu interesuje mnie pewna sprawa i jest ona troche
    odchodzaca od naszego tematu w ogole o skutecznosci afirmacji. Ale nadal dotyczy
    samej afirmacji

    Otoz bardzo aktywnie sie teraz rozwija techonologia wirtualnych rzeczywistosci
    np secondlife.com I tak sobie mysle ze dziala to troche jak afirmacja tzn ludzie
    tam moga budowac swoja wymarzona "wirtualna rzeczywistosc" i ja realizowac. Jak
    za pare lat technologia sie posunie do przodu i beda tzw kombinezony czuciowe i
    z okularami ludzie beda wchodzic w idealna rzeczywistosc.Pewno wielu sie od tego
    uzalezni.
    Tego typu witualne symulacje ktore moga byc bardzo skuteczna pomoca w afirmacji
    tego co chcemy sobie wyobrazic jesli dodamy intencjonalna wiare ze kiedys co
    wirtualnie zaprojektujemy zrealizujemy realnie

    Przytaczam ta sprawe bo zastanawiam sie na ile tego typu witualne symulacje
    ktore moga byc bardzo skuteczna pomoca w afirmacji tego co chcemy sobie
    wyobrazic, na ile beda one mialy skutek na rzeczywistosc bo na pewno ludzie
    masowo tego urzywac. czyli:
    Na ile ta forma afirmacji zmieni nasza realnosc. Co myslicie? Zastanawiam sie
    nad tym...
  • norkana 12.01.07, 13:15
    tak właśnie wychwyciłam ten wątek co by było gdyby ktoś miał marzenie
    afirmację, że chce być prezydentem. No i pomyślałam że czasoprzestrzeń nie
    zostałaby z długiem i spowodowała, że ten ktoś napotykałby na swojej drodze np
    polityków, albo dziwne znaki pt"idź na studia związane z polityką" itd itp
    W tym momencie osoba zostaje postawiona przed dylematem CZY NA PRAWDĘ CHCĘ BYĆ
    PREZYDENTEM czy np posłem, burmistrzem, arcybiskupem ? Odnajduje swoją właściwą
    drogę poprzez zetknięcie się fizyczne ze swoim marzeniem. Pan Wałęsa nijak nie
    przystawał 30 lat temu do roli prezydenta a jego losy potoczyły się właśnie w
    tym kierunku hmmm

    WIRTUALNA PRZESTRZEŃ ja widziałam zastosowanie tego w walce z fobiami np
    arachnofobią. Człeczek dotyka wyimaginowanego pajączka który jest najpierw
    malutki a potem większy i bardziej przypomina żywego
    Jednak wirtualność jeszcze dłuuugo nie zastąpi rzeczywistości

    A co do bogactwa, mi większą frajdę sprawia otrzymanie WĘDKI niż RYBY. Chodzę
    do pracy zarabiam spełniam się poznaję nowych ludzi wyjeżdżam na wakacje.
    Normalne życie może być fajne, wtedy bardziej doceniam czas wolny. Fakt, że
    egzystencja w codziennym kieracie praca dom praca dom może ogłupić i wyprać z
    wszelkich ideałów, ale jak sobie ten kierat umościmy tak będziemy mieć.
    Moja ostatnia praca może nie dawała kokosów, jednak poznałam tam prawdziwych
    przyjaciół i świetnie się bawiłam. Może to dziwne, ale właśnie w pracy
    spędziłam moje najbardziej rozbrykane lata z ostatnich powiedzmy 10ciu.
    Potrafiłam spędzać z współpracownikami 8-10 godzin dziennie a potem umówić się
    na weekend na disco i nadal mieć z nimi o czym rozmawiać hi hi hi

    Piszę o swoich doświadczeniach aby dać świadectwo tym, którzy szukają takich
    właśnie słów pocieszenia. To jest moje własne świadectwo, że Bóg działa w moim
    życiu. Jestem osobą wrażliwą i gdyby nie wiara, być może dziś nie byłoby mnie
    tu i teraz. Upadam i podnoszę się dzięki Niemu.
    Pierwszą książką jaką przeczytałam z cyklu o mocy afirmacji była "Moc
    pozytywnego myślenia" Wcześniej byłam katoliczką wśród stada owieczek,
    pędzących stadnie na paciorki różańcowe. Nie widziałam w tym głębszego sensu,
    nie czułam tego. Po przeczytaniu książki moja wiara stała się głębsza. Do dziś
    zastanawiam się czy to był przypadek, że trafiłam na taką książkę, czy Bóg
    widział we mnie potencjał smile

    Niesamowite, że ta sama książka u jednych jest rewolucją życiową, a u drugich
    podkładką pod krzywą nogę stołu ...

    Dziękuję forumowiczom za wsparcie, to bardzo budujące
  • princesswhitewolf 12.01.07, 14:15
    Norkana ze w twoim przypadku afirmacja dotyczy dosc realistycznych pragnien i na
    pewno nikomu nie szkodzismile nie ma wiec niz z jakiegos rozdmuchanego ego i co
    dobre duzo mowisz o Jego Woli czyli bez wzgl na wiare jest tu element pewnej
    pokory duchowej i zalozenia ze niech sie afirmacja zrealizuje jesli nie jest w
    sprzecznosci z Jego Planem. Ja to popieram jak najbardziej.
    W swoich wywodach staralam sie pokazac przypadki raczej ludzi, ktorzy stosuja
    taka pozbawiona elementu duchowego afirmacje. Co by bylo gdyby co drugi stal sie
    prezydentem na skutek sukcesow w afirmacji? Miejsce jest dla jednego na dany
    czas. Dla mnie takie stanowiska sa rowniez z Jego Woli a nie tylko naszej
    afirmacji. Bo tu wchodzi w role i wiecej niz personalny plan

    Kolega informatyk z pracy niedawno mi pokazal SpaceLife i opowiadal o
    kombinezonach czuciowych jakie nad jakimi juz pracuja. Obawiam sie ze Wirtualna
    Przestrzen to kwestia technologii do osiagniecia i rozprzestrzenienia w
    przeciagu 4 lat. Troche mnie przygniotla wizja negatywnych skutkow tego ale No
    wirtualna rzeczywistosc faktycznie moze tez byc i pomocna terapia.To dobry
    argument i pocieszajacy.
  • radosc_w_sercu 19.01.07, 13:23
    Dziękuję Ci bardzo bo było mi to właśnie potrzebne.
    Fajnie,że napisałaś ten post.
    P.
  • maya2006 12.01.07, 14:26
    princesswhitewolf napisała:

    princesswhitewolf napisała:

    Na marginesie dodam ze jestem wegetariankasmile) od 13
    > lat ....ale to a propos twojego wtraconego watku.


    no wiec ostatecznie mnie przekonalas, ze wegetarianizm powoduje u ludzi
    wzmozona agresje i mesjanizm pod przykrywka dyskusjiwink



    co do techonologii wirtualnych rzeczywistosci- od tysiecy lat szukaja ludzie
    zapomnienia i ucieczki od rzeczywistosci. kolejny narkotyk i juz.



  • princesswhitewolf 12.01.07, 14:53
    > no wiec ostatecznie mnie przekonalas, ze wegetarianizm powoduje u ludzi
    > wzmozona agresje i mesjanizm pod przykrywka dyskusjiwink

    ja bym sie nie odwazyla na takie uwagi tu wobec kogokolwiek, jest zbyt
    agresywnesmile Stac mnie na takt Mesjanizm? eeee 2000 lat po Mesjaszu? cos
    wymyslasz zlosliwie.
    Peace! Pozdrawiam serdencznie
  • norkana 19.01.07, 20:51
    ... jak znalazłam pracę...
    po skończeniu pierwszego etapu studiów miałam zamiar kontynułować edukację, ale
    musiałam szybko znaleźć pracę, żeby zarobić na opłaty. Bałam się, że zacznę
    studia, a pracy jeszcze nie będzie. Wyobraziłam sobie własne biurko, komputer,
    klawiaturę. Myślałam w co się ubiorę na pierwszy dzień do biura itp. Szukałam
    ok. 4-5 tyg. i zaczynałam się załamywać. W działach rekrutacji spotykałam po 20-
    50 osób takich jak ja ale z lepszymi referencjami i stażem. A ja bidula ledwo
    po studiach nigdzie nie pracująca jeszcze w życiu nawet przy hamburgerach!
    No nic pomyślałam, życie sobie a marzenia sobie. Obmyśliłam plan że jak nikt
    mnie nie zechce za pieniądze to idę za darmo na praktyki albo staż gdziekolwiek
    (np biuro rachunkowe czy cóś podobnego).
    Dalej uparcie wierzyłam, że znajdę pracę. Jednak smuciłam się coraz bardziej a
    czas leciał. Wyobraziłam sobie, że to właśnie takiego kogoś jak ja szukają
    gdzieś w mieście. Takiego jak JA - bez doświadczenia, z ambicjami,
    dyspozycyjnego i trochę naiwnego gotowego na wszystko smile
    Nie mineło 6 tyg. odkąd zaczęłam szukać, zadzwonili do mnie że mam pracę. SZOK
    normalnie. Faktycznie poszukiwali młodych do prac biurowych i nikomu nie
    przeszkadzało że nigdzie nie pracowałam.
    Rzucili mnie i jeszcze jedną taką dziewczynę jak ja na głęboką wodę. Trochę
    było strasznie jednak warto było. Super się zaaklimatyzowałyśmy i pracujemy tam
    do dziś. Minęły trzy lata już!!! Mimo że dostałyśmy miejsce po dziewczynie
    którą zwolnili (jak trzy pozostałe jej poprzedniczki) nam jednak się udało i
    nikt nie chciał żebyśmy odeszły. Dziwne bardzo. Szef się bał trochę żebyśmy
    same się nie zwolniły bo tyle osób co przeleciało przez to stanowisko było
    przesadą. Zatem dostałyśmy chronioną posadę, obchodzili się z nami jak z
    jajkiem smile Mimo że poprzedniczki mieszali z błotem i niektóre same nie
    wytrzymywały presji i uciekały.


    Wniosek jeden - zawsze jest ktoś kto ciebie potrzebuje do pracy. I choćby
    sytuacja wydawała się beznadziejna, a konkurencja była niesamowita - jest
    miejsce właśnie dla ciebie - tylko musisz w to uwierzyć.

    Ja byłam bardzo przezorna i nie zaczęłam studiów zanim nie znalazłam pracy.
    Przez moje niedowiarstwo w afirmacje przebimbałam jeden semestr i skończyłam
    studia trochę później niż rówieśnicy. Dziś z moim doświadczeniem poszłabym na
    żywioł smile

    Ciąg dalszy pozytywnych zbiegów okoliczności nastąpi.
  • wandal1 25.01.07, 19:06
    miło czytać o tym jak pozytywne afirmacje się sprawdzają.
    i choćby niektórzy pisali i tysiąc postów do tego wątku że afirmacje są bee i
    tak tych co wierzą w nie je nie przekonają. odnoszę też wrażenie, że jak ludzie
    piszą o tym jak są szczęśliwi i jak doszli do szczęścia to zaraz posypuje się
    na nich grad krytyki. taka już chyba ludzka natura.
    a poprostu każdy ma swoje własne doświadczenia.

    chciałbym od siebie doadać że afirmacje są skuteczniejsze jeśli je się
    wypowiada i wizualizuje w stanie umysłu wyciszonego ( stan alfa ), koniecznie
    w czasie teraźniejszych , nie zawierające negacji, słów "nie" które łączą się z
    przymiotnikami, czasownikami czy rzeczownikami, ani słów które kojarzą nam się
    negatywnie.
    afirmacje są też skuteczne jesli poprosimy naszego partnera aby nam ją powtarzał
    ( np. kobiety która ma kompleks swojego wyglądu - jesteś atrakcyjną kobietą )
    gdyż większą wagę przyjmujemy do słów wypowioadanych przez drugich ludzi.
    można również nagrać głos swojego parnera z takimi afirmacjami na kasiecie czy
    płycie CD i puszczać sobie jak najczęściej.
    no i ostatecznie praca z afirmacjami może być żmudną pracą. ludzie często
    porzucają afirmacje , bo klepią je bez zaangażowania, czy z lenistwa bo na
    skutki działania afirmacji czasami trzeba czekać nawet kilka miesięcy , ale
    jeśli spełnia się wiekszość zasad prawidłowej afirmacji i poświęca się im
    wystarczająco dużo czasu w dniu, to skutki jego stosowania mogą już wystąpić po
    2 miesiącach, a czasami nawet po miesiącu.
  • taka.jedna1 25.01.07, 22:06
    Kilka lat temu tzn. dokładnie 4 lata, spróbowałam afirmacji, choć wcześniej
    nigdy się z nią nie zetknęłam. Paliłam nałogowo papierosy (ok. 1 paczki
    dziennie) przez okres 10 lat. Próbowałam różnych metod rzucenia tego wstrętnego
    nałogu poprzez plastry, gumy do żucia, homeopatię, bicom, silną wolę..ale bez
    rezultatu. Kilka dni i znowu wracałam z jeszcze większą ochotą do smaku
    papierosa. Przypadkowo w jednym z czasopism natknęłam się na artykuł o afirmacji
    (choc nic tam nie było o paleniu). Zupełnie z niedowierzaniem, że zadziała i
    lekką ironią ułożyłam sobie afirmację "czuję wstręt i obrzydzenie do papierosa".
    Codziennie przed snem kilka razy sobie powtarzałam ją, tak samo po obudeniu. W
    ciagu dnia wogóle o tym nie myślałam. Minął miesiąc, drugi, trzeci, paliłam
    jeszcze więcej. W końcu się wkurzyłam i przestałam powtarzać, bo widziałam jakby
    odwrotny skutek. Pamiętam - kilka dni po tym, gdy przestałam ją powtarzać w
    środku dnia chcąc zapalić papierosa poczułam taki wstręt do niego, że mało nie
    zwymiotowałam. Myślałam, że to chwilowe, ale po godzince znowu chiałam zapalić..
    i znowu nie mogłam. Papierosy miałam w torebce jeszcze 2 m-ce bo nie wierzyłam.
    Od tamtej pory nie tknęłam papierosa i w dalszym ciagu czuję wstręt na samą myśl
    o nim. Tak to wyglądało u mnie. Opowiadając komuś o swoim rzuceniu palenia, nikt
    nie chce słuchac o takiej metodzie, a była ona "bezbolesna" bo nie czułam głodu
    nikotynowego wogóle. Jestem wdzięczna losowi za ten artykuł. Polecam więc
    afirmację, bo sama doświadczyłam jej działania, choć uprzednio drwiłam sobie z
    takich różnych "bzdur".
    Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
  • ma-la 26.01.07, 23:09
    Moje afirmacje sprawdzaja sie rowniez. Co prawda afirmowalam kilka razy-z wiara
    i przekonaniem i stalo sie to na co czekalam.
    --
    mój suwaczek
  • norkana 06.02.07, 16:35
    aż miło czytać że innym też się udaje smile
  • audi21 02.03.07, 21:15
    Norkana smile - też przeszłam długą drogę, dzięki zmianie myślenia, sprecyzowaniu
    planów stworzyłam coś z niczego - dziś mam sklep(mój), tematyka =
    zainteresowaniom, czyli robię to co lubięsmile, z czasem oczywiście będę
    modyfikować, już mi się coś marzy. Zatoczyłam wielkie koło - wróciłam do wiary,
    raczej odkryłam swoja autentyczną. Odpowiedziałam sobie na wiele pytań, zyskałam
    SPOKÓJ. To wszystko zajęło mi tylko -aż? dwa lata. Byłam - realnie patrząc bez
    szans na pracę (wiek)ale też nie chciałam etatu, więc pracuję u siebie.
    Pozdrawiam serdeczniesmile, może mój wpis też kogoś zmotywuje, ja czytałam podobne
    z wypiekami i podbudowałm się w taki sposób. Na poczatku drogi, a chyba nie
    tylko - takie dowody, świadectwa sa bardzo cennesmile
  • no_nie_wiem1 04.03.07, 20:47
    Witam,

    słyszałam kiedyś o tych afirmacjach od koleżanki, i mam mgliste pojęcie, że to
    polega na wielokrotnym powtarzaniu tego samego zdania, ale nie wiem nic więcej,
    dlatego chciałabym zadać kilka pytań i liczę nie-skrycie, że osoby pozytywnie
    tym doświadczone mi odpowiedzą, jeśli chcą 'nawracać' innych na to afirmowanie wink

    Po pierwsze, czy mogę prosić o kilka zdań wstępu, o co w tym w ogóle chodzi?

    Po drugie, nie wiem, czy to jest dla mnie. Generalnie mam całkiem - i Bogu
    dzięki - nieźle w życiu, ale niestety ostatnio spotkał mnie spory problem, i
    szukam możliwej drogi rozwiązania tego.
    Problem jest natury osobistej, przeszkód jest mnóstwo, a ich niwelacja w
    zasadzie nie zależy od moich działań.
    Poznałam kogoś na wyjeździe kilkudniowym i doszło do takiego szybkiego romansu;
    w czasie, kiedy on trwał, myślałam, że o tym b. szybko zapomnę i będzie po
    sprawie, że nie angażuję w to żadnych emocji. Ale było totalnie na odwrót, o
    czym zdałam sobie sprawę już później. No i generalnie do tej pory nie mogę
    przestać myśleć o tej osobie, a minęło już prawie pół roku!, zależy mi bardzo,
    straszliwie wprost, żeby ją odzyskać. Jest to w tej chwili mój główny problem,
    który mnie bardzo rozprasza, a za dwa miesiące matura i nie mogę wziąć się w
    garść i do pracy, a przecież egzamin to cholernie ważna sprawa.
    Ale problemów i przeszkód jest mnóstwo, w zasadzie w tej chwili wygląda to
    BEZNADZIEJNIE
    - mieszkamy w innych miastach
    - jemu podoba się ktoś inny, osoba, z którą ma styczność niemal codziennie (nie
    wiem nawet, czy w grę nie wchodzą poważniejsze uczucia, ale jak dotąd bez
    wzajemności)
    - zobaczę go najprędzej w maju
    - mamy ograniczony kontakt
    - nie jestem szczególnie atrakcyjna
    ... a to i tak chyba tylko początek listy crying
    Czy w tego typu sytuacjach tez sie stosuje te afirmacje? Jeśli tak, to w jaki
    sposób?

    Moje trzecie pytanie skierowane jest do osób wierzących odwiedzających to forum;
    mam wrażenie, że te afirmacje mają coś wspólnego z irracjonalnym postrzeganiem,
    ale nie bardzo to rozumiem, a przy tym nie wiem, jak się mają do modlitwy i
    praktyki katolickiej, bo trochę mi się to kojarzy z 'zaklęciami'. Jakkolwiek
    moja sprawa jest dla mnie ważna, to nie chciałabym postępować wbrew swojemu
    światopoglądowi, a jestem katoliczką, dlatego tu też proszę o wskazanie.

    Proszę o radę i życzliwość, pomimo iż 'wywnętrzyłam' się tu bardzo, ale naprawdę
    bardzo zależy mi na wyjściu z tej sytuacji. Wiem, że realistycznie rzecz biorąc
    nie mam żadnych szans, dlatego chwytam się innych metod i proszę o pomoc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka