Dodaj do ulubionych

Wegetarianizm raz jeszcze

25.08.07, 12:54
Wiem, ze byl juz watek o wegetarianizmie. Dyskusja dotyczyla glownie tego, ze
rezygnacja z mieska moze byc pomocna w duchowej wspinaczce.
Ja jednak chce poruszyc ten watek z nieco innej strony.

Wszelkie moje proby przejscia na wegetarianizm spalily na panewce. Glownie
dlatego, ze bardzo lubie mieso, poza tym latwiej jest byc miesozerca niz wege.
Akurat z tymi dwoma czynnikami moglabym sobie jakos poradzic w imie wyzszego celu.
Moj glowny problem jednak tkwi gdzie indziej. Za kazdym razem, gdy rezygnuje z
miesa zauwazam znaczaca zmiane w mojej osobowosci. Tzn robie sie jakas taka
slaba psychicznie, jestem wtedy taka pokorna, gdy ktos mi cos zlego powie,
chowam glowe w piasek albo przynajmniej ja spuszczam. Natomiast gdy jem mieso
nie mam takich problemow. Czuje w sobie sile, by moc stawic czolo wszelkim
przeciwnosciom, kazdemu, nawet najbardziej chamskiemu czlowiekowi. Czuje, ze
tkwi we mnie jakas bestyjka.

Mieszkam za granica, w bardzo duzym miescie, gdzie czesto idzie sie po
trupach, aby cos w zyciu osiagnac. Stosunki miedzyludzkie pozostawiaja wiele
do zyczenia. Trzeba byc zawsze czujnym, aby sie nie dac innym, bo naprawde
niektorzy potrafiliby cie zniszczyc. To pewnie znak naszych czasow, ale tu
gdzie mieszkam naprawde jest ekstremalnie pod tym wzgledem.

Dlatego mnie osobiscie trudno by bylo zostac wegetarianka. Niektorzy pomysla
pewnie, ze to tylko wymowka, ale dla mnie mieso jest dosc wazne pod tym
wzgledem. Daje mi jakas psychiczna sile. A moze macie jakies pomysly, jak by
je zastapic, aby nie wystapil o mnie problem, o ktorym pisze wyzej.

I co w ogole o tym myslicie? Czy mieso ma podobny wplyw na Was?

Edytor zaawansowany
  • daaar0 25.08.07, 14:51
    Rzeczywiście coś takiego może mieć miejsce. Mówię to nie z własnego
    doświadczenia, nie jestem wegetarianinem, choć bez mięsa myślę mógłbym się
    obejść. Byłem dawno temu w Indiach z facetem, który był wegetarianinem i to
    takim najbardziej radykalnym. Faktycznie emanował z niego taki spokój, taka
    łagodność, że jak do tej pory nie spotkałem drugiej takiej osoby. Pytaliśmy skąd
    bierze się u niego ten spokój. Odpowiedział, że właśnie stąd, że nie je mięsa.
  • halev 25.08.07, 22:23
    Po mięsie człowiek jest oczywiście bardziej agresywny, "nabuzowany, trudniej mu
    się wyluzować, stąd "pomoc" wegetarianizmu w rozwoju. Im bardziej jesteśmy
    odprężeni, tym lepiej dla nas. Prawdziwe Życie to nie jest walka o byt.

    Co wcale nie znaczy, że wszyscy mają być wegetarianami. Niektórzy ludzie mają
    np. genetycznie uwarunkowane kiepskie przyswajanie żelaza ("za mało elementu
    ziemi" - jak by powiedzieli na Wschodzie) i jedzenie mięsa jest dla nich wręcz
    konieczne. Z tego, co piszesz, myślę że możesz mieć właśnie coś takiego. Po
    mięsie jesteś mocniej "ugruntowana".

    Rób to, co Ci podpowiada intuicja. Żaden owczy pęd nie jest dobry. Nawet do
    marchewki wink

  • i33 28.08.07, 00:26
    a to ciekawe mam problemy z żelazem ---ale za mięchem nie przepadam
    szkoda tych drastycznie raktowanych zwierząt, nienormalnie
    hodowanych..
    ale ja nie o tym, bo już wcześniej bojówki toczyłam wegetariańskie
    a że musze rodzinie coś wrzucić z mięcha--to stwierdziłam że to
    obłuda..
    zmieniłam zdanie w kwestii-czy można narzucać komukolwiek zasady
    jedzenia skoro jesteśmy bardzo różni to i te potrzeby mogą być
    skrajnie zróżnicowane
    jest teoria o ewolucji człowieka i przechodzenia z elementu ziemi
    który jest przypisany miesożerstwu[czytałam tylko steinera coprawda]
    a im wyżej to i moeko jaja są pomoędzy---nie mówi się jednak o
    wymogu a o przywiązaniu większym lub mniejszym do ziemi, w sensie
    nie roli oczywiście a duchowej pępowiny-tak bym to nazwała
    .......
  • mskaiq 26.08.07, 02:23
    Mieso woluje toksycznosc w naszym ciele a to ma wplyw na nasza
    emocjonalnosc ktora podnosi sile uczuc. Pod wplywem emocjonalnosci
    sila strachu, zalu i zlosci jest znacznie wyzsza, czesto trudna do
    opanowania. Jesli chodzi o milosc to przy wysokiej emocjonalnosci
    zamienia sie ona w euforie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • agnitum 26.08.07, 19:45
    Witajcie smile

    Ja natomiast ewoluuje. Jak wiele osób zauważy byłem niedawno temu ZDECYDOWANYM
    przeciwnikiem jedzenia mięsa.

    Obecnie... uważam że niejedzenie czy jedzenie mięsa nie ma wpływu na tzw. RD
    cokolwiek oczywiście to oznacza smile

    Dlaczego zmieniłem front?

    Zadecydowało o tym wiele czynników - też troche związanych z kuchnią pięciu
    przemian. Ale jeden z najważniejszych brzmi:

    Naczelnym argumentem za wegeterianizmem jest "niekrzywdzenie zwierząt".
    Hmm NA podstawie wielu źródeł i własnych obserwacji (!smile) uważam, że oprócz
    ludzi i zwierząt również i rośliny posiadają "duszę".

    Insekty posiadają duszę zbiorową - cała reszta posiada indywidualną.
    Nauka udowodniła m.in empatie roślin związaną np. z nastrojem danego człowieka
    przebywającego DŁUGO w poblżu tej rośliny.
    Doszedłem do wniosku, że wyrywając i jedząc marchewkę również krzywdze ją w
    takim samym zakresie jak jedząc królika czy kaczkę.

    Chyba nikt z nas nie zabawi się w stopniowanie czy ten królik jest bardziej
    światły czy ważniejszy! niż marchewka czy groszek.

    Idąc dalej tym tropem mamy do wyboru - nie jeść nic albo... przestać wiązać
    jedzenie czy niejedzenie tego czy tamtego z RD.

    I jeszcze jedno.
    Skoro zwierzęta posiadają duszę i jedzą nie tylko rośliny... ale i inne
    zwierzęta to również pokazuje że moja teoria nie jest zbyt naciągana i warta
    przemyślenia.

    Reasumując, spójrzcie na powyższe rozważania i zastanówmy się czy w RD chodzi o
    tworzenie jakichś "tajemnych" rozwiązań prowadzących naprzód typu: jedz to czy
    tamto, rób to czy tamto czy też wygląda to nieco inaczej niż nam, ludziom
    przyzwyczajonym przez wiele lat naszej obecnej i poprzednich inkarnacji do
    narzucania prawideł (jak powinniśmy żyć) - się wydaje.

    Pozdrawiam smile
    Agnitum

    Ps.
    Mskaiq zdziwiłbyś ilu oprawców z SS było wegetarianami...


    --
    Moja muzyka
  • halev 27.08.07, 15:43
    Agnitum, z argumentem o cierpieniu roślin się absolutnie zgadzam! Uważam, że
    niejedzenie mięsa jest korzystne ze względu na toksyczność niektórych substancji
    w nim zawartych (wydzielanych głównie z powodu stresu przed ubojem). Osoby które
    są wyjątkowo mięsożerne, bywają też agresywne, a to może mieć wpływ na RD,
    cokolwiek to oczywiście oznacza smile. Poza tym wieprzowina, płastugi, halibuty
    itp. mają "ciężką energię" i na przykład dla bioterapeuty to dość istotna
    informacja.

    Optymalnym rozwiązaniem byłoby przestawienie się na totalne niejedzenie, ale
    ciężko o tym myśleć mając w lodówce tartę z malinami... wink

    Pozdrowienia!

    Halev
  • tlingel 27.08.07, 21:59
    Wiesz, nie mam ochoty na udowadnianie wyższości królika nad groszkiem…
    Jednak różnice pomiędzy rośliną z zwierzęciem widać chyba od razu (przynajmniej
    ja widzę).
    Najważniejsze z punktu widzenia tego wątku to chyba zdolność do odczuwania
    emocji (i co za tym posiadanie ciała astralnego) i znacznie wyższa świadomość
    swego życia/bycia czy jakkolwiek to nazwać, z której wynika m.in. chęć przetrwania.

    Jeśli dodać do tego fakt, że emocje odkładają się w mięśniach i ogólnie w ciele,
    które następnie ma się stać naszym pożywieniem to wychodzi na to, że jednak
    warto przejmować się cierpieniem innych. I je minimalizować.

    Piszesz:
    „Doszedłem do wniosku, że wyrywając i jedząc marchewkę również krzywdze ją w
    takim samym zakresie jak jedząc królika czy kaczkę.”
    Rozumiem więc, że nie ma dla Ciebie znaczenia czy dziś wieczorem zarżniesz
    królika czy zrobisz sałakę owocową? I nie odczuwasz różnicy pomiędzy energiami,
    jakie panują w rzeźni czy masarni a jakie panują w sadzie owocowym albo na polu?

    Choć faktycznie efekty końcowe są te same – nie ma króliczka i nie ma marchewki
    to jednak to w jaki sposób do tego dochodzi to różnica raczej kolosalna. A z pkt
    widzenia RD to właśnie te „doświadczenia” i reakcje na nie zarówno marchewki czy
    to królika są ważne. Gdyż one decydują o tym co potem jemy. Jakiej jakości
    energiami się faszerujemy.

    Co do empatii roślin i ludzi – to działa na poziomie energetycznym i jest
    faktem, który dla mnie przemawia na korzyść wegetarianizmu. Otóż marchewka
    naładowana miłością nie traci swoich właściwości w momencie wyrwania z ziemi i
    zjedzenia.
    Za to wypieszczony króliczek, którego potem się zabija… no cóż. Jak ktoś lubi
    emocje w formie stałej to życzę smacznego wink


    A co do ostatnie akapitu...
    Wiesz, moda modą, wytyczne wytycznymi a praktyka praktyką.
    Spotkałem nie tak dawno ludzi, którzy twierdzili podobnie jak Ty
    że w RD nie chodzi o tworzenie jakichś "tajemnych" rozwiązań czy też
    przywiązywanie się do nakazów, zakazów zaleceń i naginanie swego trybu życia do
    "wytycznych zewnętrznych".
    Ludzie Ci twierdzili że warto sobie strzelić ze dwie "setki" przed medytacją bo
    to ułatwia rozluźnienie. Albo sobie zapalić marihuane.
    Przecież oni nie będą słuchać jakiejś pseudo-duchowej propagandy.

    Mają do tego prawo. Tylko dokąd to prowadzi ?

    Może jednak warto czasem posłuchać mistrzów/nauczycieli. I zastanowić sie
    dokładnie o co im chodzi?
  • agnitum 28.08.07, 08:19
    Cóż za manipulacja smile Emocje odkładają się w mięśniach i w ciele?
    Emocje odkładają się w psychicznych częściach - w ciele eterycznym.
    Jak już to masz chyba na myśli prace Tombaka na temat hormonów "ucieczki i
    strachu" - ale sam Tombak przyznaje, że nie wszystkie zwierzęta w momencie
    śmierci je wydzielają - i na 100% nie jest w stanie tego powiązać.

    Piszesz:
    "Jednak różnice pomiędzy rośliną z zwierzęciem widać chyba od razu"

    I tym się różnimy smile Ja dostrzegam życie wszędzie i go nie stopniuje.

    W dalszym akapicie o marchewce... No cóż. Tylko Ci się wydaje, że ważne jest JAK
    a nie CO. Nie ma znaczenia JAK coś przestaje istnieć na planie fizycznym tylko
    CO - czyli sam fakt nieistnienia.

    Piszesz:
    "Rozumiem więc, że nie ma dla Ciebie znaczenia czy dziś wieczorem zarżniesz
    królika czy zrobisz sałakę owocową?"

    Primo) Nie napisałem że jestem wegetarianinem.
    Secundo) Stosujesz typowe manipulacje tekstem - wyniesione z "dobrej" literatury.
    Tertio) Nie zabijam królików a sałatki owocowe nie jem bo mają naturę
    wychładzającą i powinno się je unikać w naszej strefie klimatycznej (kuchnia
    pięciu przemian)

    Piszesz:
    "Otóż marchewka naładowana miłością nie traci swoich właściwości w momencie
    wyrwania z ziemi i zjedzenia. "

    Cóż za bzdura smile Marchewka naładowana miłością? To jest takie czcze gadanie, że
    coś nie traci a coś traci - nie masz na to żadnego dowodu. A jeśli masz to
    chętnie posłucham.

    Piszesz:
    "
    Wiesz, moda modą, wytyczne wytycznymi a praktyka praktyką.
    Spotkałem nie tak dawno ludzi, którzy twierdzili podobnie jak Ty
    że w RD nie chodzi o tworzenie jakichś "tajemnych" rozwiązań czy też
    przywiązywanie się do nakazów, zakazów zaleceń i naginanie swego trybu życia do
    "wytycznych zewnętrznych".
    Ludzie Ci twierdzili że warto sobie strzelić ze dwie "setki" przed medytacją bo
    to ułatwia rozluźnienie. Albo sobie zapalić marihuane.
    Przecież oni nie będą słuchać jakiejś pseudo-duchowej propagandy.
    "

    To już jest czysta manipulacja - mógłbyś również dodać że dla Hansa Franka czy
    Himmlera strzelenie sobie do Żyda po wegetariańskim obiadku było miłym
    przerywnikiem "nie krzywdzenia" zwierząt.
    Manipulacji Ci się zachciewa? smile. Jeśli wrzucasz do jednego worka pijaków i
    jedzących mięso to tylko pogratulować wyczucia

    RD z Mistrzami? Większość Mistrzów tylko na tym świetnie zarabia że są tacy,
    którzy nie mogą się bez Nich obejść.
    To daje doskonale relacje mistrznauczyciel-uczeń i przynosi rozczarowanie po
    jakimś czasie dla obydwu stron
    Mistrza każdy ma w sobie i tylko z nim warto się konsultować.

    Są liczne przekazy w tym channelingi: z Kasjopeji, Plejad - tam conieco o
    zakazach i nakazach jest mowa - poczytaj - zrozumiesz (nawet o samym
    wegeterianiźmie).

    --
    Moja muzyka
  • agnitum 28.08.07, 08:22
    Pomyłka:

    JEST:
    "Primo) Nie napisałem że jestem wegetarianinem"

    MA BYĆ:
    "Primo) Nie napisałem że nie jestem wegetarianinem"

    --
    Moja muzyka
  • tlingel 28.08.07, 09:23
    cóż za intrygująca pomyłka smile

    no cóż, pozostaje mi życzyć smacznego wink
  • agnitum 28.08.07, 09:43
    Pomyłka nie jest intrygująca, po prostu piszę szybko smile

    Tak jak napisałem w moim pierwszym poście - moje przemyślenia ewoluują. O ile
    kategorycznie kiedyś byłem za Wegeterianizmem (możesz poszperać w historii na
    forum) o tyle teraz NIE MAM na ten temat żadnego zdania.

    Nie jestem za ani przeciw. Wolę zachować tu dystans do formułowania ostatecznych
    wniosków.

    Już niedługo okaże się, że na tej planecie nie wszystko wygląda tak jak...
    wygląda (już opracowuję pewne teksty)

    Pozdrawiam smile
    Agnitum
    --
    Moja muzyka
  • tlingel 28.08.07, 10:02
    <przytul>
  • erzulie27 28.08.07, 10:42
    Kiedys pewnie nabierzesz tez dystansu do kuchni pieciu przemian Agnitum i nie
    bedziesz sie tak scisle tego stosowal smile

    A poglad z sprawie wege mam podobny do Ciebie. Tez uwazam, ze zycie jest jedno.
    Co wiecej nie mozna go zabic. Mozna tylko zniszczyc jego fizyczna manifestacje a
    boski pierwiastek, ktory jest zyciem, wyrazi sie ponownie w innej formie.

    Gdyby zabijanie bylo zle, to natura inaczej by to wszystko urzadzila - zwierzeta
    nie zabijalyby innych zwierzat, aby przetrwac.

    Natomiast jezeli ktos jest jeszcze na takim poziomie rozwiju duchowego, ze musi
    rezygnowac z miesa, aby poczuc sie godniejszym, bardziej niewinnym, to jest to
    jego wybor.

    Grunt to nie osadzac nikogo smile
  • tlingel 28.08.07, 18:57
    Zacząłem tę dyskusję, gdyż dość regularnie spotykam się ze sposobem myślenia,
    który prezentujesz.
    Przyznaję, że go nie rozumiem. I chciałbym to zmienić.
    W wielu kwestiach wydaje mi się on dziwny, logicznie nie spójny, miejscami wręcz
    absurdalny czy śmieszny…
    Niestety dostosowanie Twoich reakcji na moje wypowiedzi leży poza zakresem moich
    możliwości. Myślę jednak że byłoby z korzyścią dla wszystkich gdybyś postarał
    się doszukać w moich wypowiedziach bardziej pozytywnych aspektów niż totalna
    manipulacja wink
    Ja po prostu staram sobie wyrobić zdanie (podobnie jak Ty), szukam odpowiedzi na
    nurtujące mnie pytania.

    A więc do rzeczy.
    1. Kwestia emocji odkładających się w ciele. Mam tu na myśli standardowy wpływ
    emocji na ciało fizyczne. Np. stres może powodować wrzody albo spowodować atak
    serca.
    Nie jest to żadna wielka filozofia. Takie reakcje występują i u ludzi i u
    zwierząt. Zmiany fizyczne są tym silniejsze im silniejsze są emocje. I im
    częściej występują.
    Sytuacje zagrożenia życia należą należą do tych silnieszych…

    2. Kwestia marchewki i królika – dla mnie najciekawsza ze wszystkich.
    Piszesz:
    „Ja dostrzegam życie wszędzie i go nie stopniuje.”
    Ja też dostrzegam życie dookoła. Nie wartościuje je na „lepsze” i „gorsze” ,
    bardziej czy mniej cenne , bardziej czy mniej boskie.
    A jednocześnie dostrzegam różnice pomiędzy poszczególnymi formami życia.
    Widzę, że zwierzęta mają umysły, odczuwają i wyrażają emocje. Są świadome swojej
    odrębności i swego życia. Mają wolę przeżycia. Widzę też, że rośliny tego nie
    mają. Nie mowie, że są przez to gorsze. Są inne. I inne są ich reakcje i potrzeby.
    Dlatego też dla mnie zupełnie czym innym jest zabicie zwierzęcia a czy innym
    wyrwanie marchewki czy zerwanie jabłka.
    Stąd też moje pytanie, na które mi nie odpowiedziałeś – czy dla Ciebie zabicie
    królika i zrobienie sałatki (mniejsza o to czy owocowa, czy warzywna czy jaka –
    nie o tym tu mówimy) jest tym samym? Czy gdybyś miał zabić królika i zerwać
    jabłko to odczuwałbyś dokładnie to samo, co przy zerwaniu jabłka?
    Dla jasności – nie chodzi mi tu o teoretyczne spojrzenie z pkt widzenia całego
    wszechświata. Tylko o Twoje własne, subiektywne odczucie, co do każdego z tym
    dwóch czynów. Uważasz że to to samo?

    3. Kwestia marchewki naładowanej miłością. Cóż – sam powiedziałeś o wpływie
    ludzi na rośliny. Ja od zawsze wiedziałem i stosowałem podejście „z sercem” do
    roślin, które chodowałem. Czy w doniczce czy w ogródku. Troska, uwaga,
    zainteresowanie. Pozytywne myśli kierowane do roślin – to wszystko zawsze
    przynosiło mi fantastyczne efekty. Od wspaniałego wzrostu roślin w niezbyt
    przyjaznym środowisku po nadzwyczajnie smaczne owoce – to ostatnie weryfikowane
    nie tylko przeze mnie ale i przez przyjaciół i rodzinę 
    Faktycznie – innych dowodów nie mam. Ale i nie potrzebuję wink

    4. Wiesz, zupełnie nie rozumiem o co Ci chodzi z tym SS. Za to zauważyłem, że
    coś często wspominasz kolegów z SS wink
    Piszesz:
    „Jeśli wrzucasz do jednego worka pijaków i jedzących mięso to tylko pogratulować
    wyczucia”
    A dziękuję. Faktycznie w tym przypadku dokonuje takiej klasyfikacji. Wynika to z
    tego, że wszyscy Ci o których tu mówiłem używają dokładnie tych samych
    argumentów i tego samego sposobu myślenia do usprawiedliwienia swoich poczynań.
    Niezależnie od tego czy jest to picie alkoholu, zażywanie narkotyków czy
    jedzenia mięsa.
    A przytoczyłem ten wątek aby pokazać, że tego rozumowania, które przedstawiłeś
    można swobodnie użyć do „usprawiedliwienia” całkiem radykalnych pomysłów. I że
    nie jest to myślenie zupełnie nowe i odkrywcze tylko dość powszechne.

    Znam też jeden przypadek wykorzystywania tego sposobu myślenia przez pewnego
    mistrza do uzależniania od siebie swoich uczniów w celu wyciągania od nich kasy
    (tak a.d. wątku o mistrzach). I nie dziwota - w końcu motyw buntu jest bardzo
    dobrym materiałem do manipulacji...

    A skoro już o mistrzach:
    Piszesz:
    „Mistrza każdy ma w sobie i tylko z nim warto się konsultować.”
    A zaraz potem:
    „Są liczne przekazy w tym channelingi: z Kasjopeji, Plejad - tam conieco o
    zakazach i nakazach jest mowa - poczytaj - zrozumiesz (nawet o samym
    wegeterianizmie).”

    No to w końcu co mam robić? Podążać za mądrością wewnętrzną czy za Kasjopeją i
    Plejadami? wink
  • agnitum 29.08.07, 08:34
    Zacznijmy od tego - jeśli reprezentujesz tylko jedną stronę (medalu) to nie
    jesteś w stanie zrozumieć drugiej. To jest naturalne prawo. Wynika to z faktu,
    że nie dostrzeżesz obydwu stron na raz. Spróbuj oglądać monetę na raz z dwóch stron.
    Twoja podświadomość nie weźmie poważnie innych przeciwstawnych rozważań - bo
    jest to naturalny efekt obrony przed nowością

    Tylko neutralne stanowisko do wegetarianizmu dałoby Ci wgląd w obydwie strony.


    Ad.1
    Takie zmiany występują u ludzi, zwierząt i roślin.
    W swoim czasie Discovery Channel nadawał cykl reportaży na temat "odczuwania"
    dosłownie "skoszenia" jęczmienia przez same rośliny na długo przed. Testy
    robiono w Australii i zauważono dosłownie zmiany składu chemicznego płynu
    tkankowego.
    Więc Twoja teoria jest prawdziwa tylko dołącz do niej jeszcze Rośliny.
    Również mówią o tym różne channelingi: że wspomnie uporczywie przesłania z
    Kasjopeji i Plejad a i również Wingmakers.

    Ad.2

    Piszesz:
    "
    A jednocześnie dostrzegam różnice pomiędzy poszczególnymi formami życia. Widzę,
    że zwierzęta mają umysły, odczuwają i wyrażają emocje. Są świadome swoje
    odrębności i swego życia. Mają wolę przeżycia. Widzę też, że rośliny tego nie mają.
    "

    I dlatego powiadam Ci w kółko. Tym się różnimy smile Wg mojej wiedzy rośliny mają i
    swoje przeżycia! i uczucia.
    Większość filozofii New Age dostrzega duszę również w roślinie.
    O układzie nerwowym roślin również już co nieco wiadomo.
    Pojedź sobie do Azji PDWSCH lub do Indian w Ameryce Południowej i dowiesz się co
    zwłaszcza Ci ostatni myślą o "woli przeżycia" u roślin
    Szczególnie polecam Ci lektury Wojtka Cejrowskiego - który takie spotkania z
    szamanami opisał nawet dość dokładnie.

    Piszesz:
    "
    Dla jasności – nie chodzi mi tu o teoretyczne spojrzenie z pkt widzenia całego
    wszechświata. Tylko o Twoje własne, subiektywne odczucie, co do każdego z tym
    dwóch czynów. Uważasz że to to samo?
    "

    Widzisz, to jest naczelny nas wszystkich problem. Dostrzegamy wszystko tylko
    poprzez WŁASNE pojmowanie świata.
    I dla Ciebie pkt widzenia całego wszechświata jest nieistotny - ale to nie musi
    oznaczać że dla mnie jest tak samo.
    Nie oceniaj coś w co angażujesz się emocjonalnie - w takim momencie każdy
    człowiek traci obiektywność.

    Ad.3
    Piszesz:
    "
    Kwestia marchewki naładowanej miłością. Cóż – sam powiedziałeś o wpływie ludzi
    na rośliny. Ja od zawsze wiedziałem i stosowałem podejście „z sercem” do
    roślin, które chodowałem. Czy w doniczce czy w ogródku.
    "

    Pojedź sobie kilka razy na jakąś zapadła Polską wieś - tam gdzie ludzie
    korzystają z krów, hodują świnie, kury itp. Zobaczysz JAK ludzie odnoszą się z
    miłością do zwierząt. Jest to dokładne to co sam opisujesz.

    I dalej:

    "
    „Mistrza każdy ma w sobie i tylko z nim warto się konsultować.”
    A zaraz potem:
    „Są liczne przekazy w tym channelingi: z Kasjopeji, Plejad - tam conieco o
    zakazach i nakazach jest mowa - poczytaj - zrozumiesz nawet o samym >
    wegeterianizmie).”
    "

    Przeanalizuj moje teksty na forum, to dowiesz się że zawsze dla mnie ostatecznym
    rozjemcą jest Mistrz, który jest we mnie - ja sam.
    Jeśli piszę o przekazach w tym przypadku od innych istot - to piszę to dlatego,
    że dla Ciebie istnieje autorytet Mistrza Zewnętrznego - tym samym elastycznie
    podchodzę do Twojego zrozumienia.
    Próbuje zawsze wyciągać te argumenty, które mają punkt zaczepienia u osoby z
    którą dyskutuję.


    Reasumując.
    Dyskusja zakończona smile Wynika to z faktu, że nie ma sensu przerzucać sie się
    argumentami. A dlaczego? Bo nie musisz mnie do niczego przekonywać. Ja
    reprezentuje stanowisko obojętne (kiedyś zdecydowanie przyznaje prowegetariańskie).
    Tym samym zaczniesz pisać o potrzebie jedzenie mięsa to powrzucam Ci argumenty
    za wegetarianizmem.

    Tak jak pisałem wiele razy. Przestańmy oceniać. RD nie jest oparty na ocenianiu
    co jest złe a co jest dobre.

    Każdy z nas tworzy własny świat. Twoja podświadomość akceptuje fakt Twojego
    wegeterianizmu i to się tylko liczy. Co ja napiszę czy ktoś inny, za czy przeciw
    - nie ma sensu. Twoje życie rozwija się prawidłowo - ale to nie oznacza, że
    tylko Twoja droga jest prawidłowa - że może i przeciwne idee prowadzą do tego
    samego celu.

    Pozdrawiam smile
    Agnitum

    --
    Moja muzyka
  • tlingel 29.08.07, 19:36
    możesz mi podać jakiegoś linka do tego wspomnianych przekazów z kasjopei i
    plejad? Bo jedyne co znalazłem na google to następujący fragment:

    P: (L) Czy wegetarianizm jest zatem odpowiednim sposobem odżywiania się?
    O: To jest koncentrowanie się na fizyczności. Ciało nie jest ważne.
    P: (L) Czy to oznacza, że martwienie się o ciało w jakiejkolwiek sposób jest złe?
    O: Blisko. Nie koncentrujcie się na życiu w ciele. Koncentrujcie się na duchu.

    który jak dla mnie nic nie wyjaśnia. w.g. mnie odpowiedzi są wymijające. no bo
    co mam niby zrobić z tym ciałem, kiedy przestane się na nim koncentrować? wink
  • agnitum 30.08.07, 08:48
    Witaj.
    To co zacytowałeś - aczkolwiek nie ten fragment miałem na myśli - wskazuje że
    przyjęcie neutralnego stanowiska w sprawie żywienia jest jak najbardziej
    wiarygodnym kierunkiem.

    Nie wiem dlaczego to Tobie nic nie wyjaśnia skoro na pytanie o to czy
    wegetarianizm jest odpowiedni pada odpowiedź, wskazująca brak zdania na ten
    temat. Czyli ani tak ani nie.

    Również prezentuję stanowisko, że stan ducha jest ważniejszy i to on reguluje
    ciało (wiadomo skąd się biorą choroby ciała). Tym samym koncentrowanie się na
    typie spożywanego jedzenia nie jest istotne.

    Jeśli przeczytasz (rozumiem, że wygrepowałeś hasło wegetarianizm) całość
    przekazów to (nie pamiętam czy Kasjopeji czy Plejad) przekazy pokazują olbrzymią
    akceleracje RD wśród ludzi, manifestacje potężnych sił BEZ SPECJALNYCH ĆWICZEŃ,
    NAUK, NAKAZÓW/ZAKAZÓW. Akcelaracja ta następuje w latach 2001-2011 z
    logarytmicznym wzmocnieniem 2010-2012.
    Przechodzenie w iv gęstość tego wymaga.
    Tym samym niknie mit o "studiach" RD, czytaniu setek ksiażek, praktykowaniu
    setek technik aby być "dalej".
    Zasada neutralności co do spraw fizycznych przebija się też w przekazach Lucyny
    z projektu Cheops (ale akurat to może nie jest najszczęśliwszy przykład bo
    Wójcikiewicz (tak tak to ten od metody Silvy) i ekipa wyjątkowo są oszukiwani
    przez "przeciwną frakcję")

    Zasada neutralności pojawia się też w przekazach Wingmakers.

    W żadnym z powyższych przykładach nie "wskaże Ci linka". Wynika to z faktu, ze
    głębokie zrozumienie w przypadku chociażby ostatniego na liście przekazu
    (www.wingmakers.com) dopiero "wpływa" do nas po przeczytaniu pokaźnych pozornie
    "nie istotnych" esejów i tekstów.

    Odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie. Przeczytaj całość przekazów to na pewno
    będziesz wiedział "co masz z zrobić z tym ciałem, kiedy przestaniesz się na nim
    koncentrować"
    Śpiesznie odpowiadam: Nic. I na tym polega dychtomia oraz Boska neutralność.

    --
    Moja muzyka
  • agnitum 30.08.07, 08:54
    Jeszcze raz powtarzam, aby być dobrze zrozumiany.
    Wszystko z czym mam do czynienia, wskazuje na fakt, że dystans do nakazów i
    zakazów zawsze powienien być zachowany, a dróg do Boga jest tysiące.
    Wegetarianie czy Niewegetarianie idą różnymi drogami ale kierunek i zwrot jest
    ten sam.

    Moim zamierzeniem nie jest przekonanie nikogo do wegetarianizmu ani do
    mięsożerności. Tą drogę wybiera każdy sam.
    Ale jeśli ktoś uważa że dany styl życia (jedzenia) daje mu rozwój osobisty to
    powinien ten kierunek utrzymać.

    --
    Moja muzyka
  • eevvaa 30.08.07, 18:30
    agnitum napisał:

    > Jeszcze raz powtarzam, aby być dobrze zrozumiany.
    > Wszystko z czym mam do czynienia, wskazuje na fakt, że dystans do nakazów i
    > zakazów zawsze powienien być zachowany, a dróg do Boga jest tysiące.
    > Wegetarianie czy Niewegetarianie idą różnymi drogami ale kierunek i zwrot jest
    > ten sam.
    >
    > Moim zamierzeniem nie jest przekonanie nikogo do wegetarianizmu ani do
    > mięsożerności. Tą drogę wybiera każdy sam.
    > Ale jeśli ktoś uważa że dany styl życia (jedzenia) daje mu rozwój osobisty to
    > powinien ten kierunek utrzymać.
    >

    W bardzo przystępny sposób wyjaśnia to D. Walsch. w trylogii "Rozmowy z Bogiem".
    Bóg nie neguje żadnej naszej drogi, naszych wyborów.
    --
    Uśmiech wędruje daleko...
  • by_luty10 28.08.07, 12:35
    a ja zapytam - dlaczego zrezygnowalismy z kanibalizmu?
  • by_luty10 29.08.07, 11:49
    by_luty10 napisał:

    > a ja zapytam - dlaczego zrezygnowalismy z kanibalizmu?

    tak, to pytanie wydaje sie glupie, ale tylko z pozoru...

    otoz jedznie przedtawicieli tego samego gatunku nie jest dobrze
    widziane w naturze; wilk nie zjada wilka, lew lwa itd...

    najpierw ogolnie - zycie nie ma osobnych wartosci i wymiaru dla
    dla poszczegolnych gatunkow, typow czy krolestw...zycie jest jedno,
    tylko przejawy zycia sa rozne, w zaleznosci od tego
    jakie 'zamieszkuje' cialo...

    innymi slowy, zycie np. skowronka, to takie samo zycie jak
    czlowieka, tylko w ciele skowronka, przejawia sie ono skowronkowato,
    w ciele czlowieka - czlowieczo...
    nie ma osobnych kategorii zyc, sa tylko rozne ciala...

    czlowiek nie bedzie jadl drugiego czlowieka, bo sama mysl taka
    napelnia go obrzydzeniem, ale moze dla poszerzenia doznan smakowych
    skubnal by przedstawiciela naczelnych, jednak mocno w to watpie...
    (nie zjada tez zwierzat miesozernych, bo instykt nakazuje mu trzymac
    sie od miesozernych z daleka, gdyz natezenie toksyn w takim
    zwierzeciu jest ogromne i dla innego organizmu na dluzsza meta
    zabojcze, ale to juz inna bajka)...
    czlowiek z p-u widzenia zoologii nalezy do rodziny czlowiekowatych,
    podrzedu malp waskonosych, rzedu naczelnych, gromady ssakow, do
    podtypu kergowcow, typu strunowcow, krolestwa zwierzat...

    czy wyobrazacie sobie, aby czlowiek hodowal naczelne na kotlety i
    zupe? nie, bo pomijajac wszystkie inne problemy z tym zwiazane i
    niezyskownosc tego przedwsieziecia, czlowiek malpy nie moze jesc,
    gdyz przypomina ona swym cialem czlowieka...
    czyli nie jemy rodziny, rzedu i podrzedu, a w swoim wyborze jedzenia
    zatrzymalismy sie na gromadzie ssakow, z ktorej to gromady zgodnie z
    instynktem wybralismy trawozerne jak np. krowa, owca czy kon, lub
    wszystko zerne jak np. swinia...
    zjadamy tez chetnie przedstawicieli z 'nizej' polki ewolucji -
    ptaki, ryby i odchodzac od typu strunowcow w dol, siegamy po
    bezkregowce takie jak skorupiaki czy malze...

    czlowiek spozywa przedstawicieli swojej gromady - ssaki, do ktorej
    sam nalezy i mysle, ze kwestia czasu jest tylko, by w swojej
    ewolucji jedzenia, porzucil ssaki, nastepnie cieplolubne, nastepnie
    kregowce, a potem krolestwo zwierzat, bo z czasem wrazliwosc
    czlowieka osiagnie taki poziom, ze zjadanie ssakow bedzie dla niego
    rownie niemile jak zjadanie naczelnych lub zjadanie przedstawicieli
    wlasnego gatunku...im wyzej bedzie czlowiek na drabinie ewolucji,
    tym jedznie jego bedzie z nizszej, bedzie uwazal ze jedznie krowy
    jest rowniez kanibalizmem, gdyz krowa czy swinia jest ewolucyjnie
    bardzo bliska czlowiekowi...taka krowa zachodzi w ciaze, nosi swoje
    male osiem miesiecy, karmi je mlekiem, opiekuje sie swoim cielakiem
    i rozpacza, kiedy to ciele jest jej zabierane...swinia natopmiast ma
    to wszystko co krowa, a oprocz tego jeszcze ma w swojej piesi serce,
    tak podobne z anatomicznego punktu widzenia do serca czlowieka, ze
    nawet chirurg transplator serc tych nie jest w stanie
    odroznic...czlowiek w niedalekiej przyszlosci bedzie sie przed
    przebiciem serca swini wzdrygal, jak przed przebiciem serca
    czlowieka..

    nie moze na Ziemi zapanowac pokoj, dopoki krew jest przelewana i nie
    ma zadego zanczenia czyja to krew...
  • erzulie27 29.08.07, 12:37
    ok, by_luty10, ale po co ten caly wyklad? Czy myslisz, ze dzieki takim kazaniom
    sklonisz osobe, ktora lubi mieso do przejscia na wegetarianizm?

    A swoja droga, podobno mieso z malpy to swietny przysmak smile

    www.pz2.edu.pl/strony/olga/pliki/zupa.htm
    smile)
  • tlingel 29.08.07, 19:02
    by_luty10

    w nawiązaniu do ostatniej wypowiedzi erzulie27 - czy celem Twojej wypowiedzi
    jest przekonanie kogokolwiek do (nie)jedzenia mięsa?

    bo mam wrażenie, że się nam przyszywa metki kaznodziei wink
  • tlingel 29.08.07, 19:03
    rzekł bym wręcz Kaznodziei Systemu surprised
  • by_luty10 29.08.07, 21:27
    tlingel napisał:

    > by_luty10
    >
    > w nawiązaniu do ostatniej wypowiedzi erzulie27 - czy celem Twojej
    wypowiedzi
    > jest przekonanie kogokolwiek do (nie)jedzenia mięsa?
    >
    > bo mam wrażenie, że się nam przyszywa metki kaznodziei wink


    nikogo do niczego przekonywac nie zamierzam...kazdy musi sam
    chciec i rozumiec...
    podzielilem sie swoimi uwagami, a erzulie27 przeprosilem za
    udzielenie pochopnej rady...
  • luxi 30.11.07, 00:09
    Chociaz caly tok myslenia jest bez zarzutu
    generalnie sadze podobnie...

    tylko... ze bedzie to trwalo dlugo i pokoleniami...
    Nie licz na jakies radykalne zmiany jeszcze w 21.szym wieku,
    jak to niejednokrotnie czytalem.

    Beda wojny i inne nieszczescia i bedzie ich wiele...
    i krew sie bedzie lala...
    ludzka,
    nawet gdy mniej juz zwierzeca...
    (przy zabijaniu na uboj rzezny).

    Gdyz sa jeszcze ludzkie ambicje...
    zadze pieniadza...
    zadze wladzy...

    I obojetne tu jest - czy sie je mieso, czy nie smile))
  • by_luty10 26.08.07, 11:34
    nic na sile jak radzi halev...aby odzwyczajac organizm, porcje miesa
    mozna stopniowo zmniejszac i mozna stopniowo zmniejszac ilosc
    miesnych posilkow tygodniowo...i trzeba stale miec w pamieci
    cierpienie tych zjadanych przez nas stworzen, to bardzo pomaga w
    przechodzeniu na wegetarianizm...
  • erzulie27 26.08.07, 11:44
    Akurat dla mnie powodem do rezygnacji z miesa jest oczyszczenie organizmu. Nie
    uwazam, zebym krzywdzila kurczaka, ktorego biore od pani z miesnego. Rezygnujac
    ze zjedzenia tego kurczaka nie przywroce go do zycia. Wiem, wiem, zaraz wielu z
    Was sie pewnie oburzy, ale moja postawa jest wlasnie taka. Nie mam zadnych
    wyrzutow sumienia jedzac schabowego.
  • by_luty10 26.08.07, 11:59
    erzulie27 napisała:

    > Akurat dla mnie powodem do rezygnacji z miesa jest oczyszczenie
    organizmu. Nie
    > uwazam, zebym krzywdzila kurczaka, ktorego biore od pani z
    miesnego. Rezygnujac
    > ze zjedzenia tego kurczaka nie przywroce go do zycia. Wiem, wiem,
    zaraz wielu z
    > Was sie pewnie oburzy, ale moja postawa jest wlasnie taka. Nie mam
    zadnych
    > wyrzutow sumienia jedzac schabowego.

    a to przepraszam za swoje cudaczne rady...
  • oraw 26.08.07, 18:36
    Na wszystko jest rada...
    zażyj czerwoną pigułkę!
    --
    Serdecznie pozdrawiam VIATORES!
    oraw
    one taste
  • by_luty10 26.08.07, 18:51
    oraw napisał:

    > Na wszystko jest rada...
    > zażyj czerwoną pigułkę!

    rada dosc tajemnicza, ale zdradz prosze, do czego sluzy czerwona
    pigulka...
  • oraw 29.08.07, 19:02
    odsyłam do filmu MATRIX
    też nie jem mięsa
    a wyzwolenie jest blisko,tak jak i MATRIX
    --
    Serdecznie pozdrawiam VIATORES!
    oraw
    one taste
  • agnitum 30.08.07, 08:56
    Witaj oraw.
    Zwolennik idei Matrixa? Akurat jestem w temacie smile

    --
    Moja muzyka
  • oraw 30.08.07, 17:59
    a wziąłeś już pigułkę?
    --
    Serdecznie pozdrawiam VIATORES!
    oraw
    one taste
  • oraw 01.09.07, 18:21
    nie oglądałem
    kiedy juz masz swiadomość MATRIXA nic nie jest przypadkowe...
    używam pojęć z tego "filmu" w pewnym sensie jako przenośni
    bo czy mozna nazwać nienazwane , które dotykasz znikając?
    a poza tym "mówiąc" MATRIXEM jest się "tylko" lekko nawiedzonym...
    smile)
    --
    Serdecznie pozdrawiam VIATORES!
    oraw
    one taste
  • tlingel 26.08.07, 22:10
    Co do wegetarianizmu to generalnie jestem „za” ale….
    Osobiście jestem wegetarianinem praktycznym a nie ideologicznym. Innymi słowy
    nie jem mięsa bo to służy mojemu zdrowiu. Odstawienie mięsa z diety wyleczyło
    mnie z szeregu problemów z układem pokarmowym na jakie cierpiałem przez całe
    swoje wcześniejsze życie…
    A poza tym uważam, że mięso jest obrzydliwe w smaku (tak jak alkohol, papierosy
    itp.) oraz cuchnące (podobnie jak wspomniane papierosy i alkohol). I nie dziwię
    się, że ludzie z taką pasją tak wymyślnie je przyprawiają i przyrządzają na
    milion sposóbw – żeby zabić jego oryginalny smak i zapach, bo przecież nikt
    normalny by oryginału nie ruszył wink

    Myślę, że jeśli jedzenie mięsa Ci odpowiada i Twój organizm tego potrzebuje – jedz.
    A przy okazji możesz zacząć małe wewnętrzne śledztwo, dlaczego go potrzebujesz i
    do czego jest Ci potrzebne. I czy faktycznie mięso jest najlepszym sposobem na
    zaspokojenie tej potrzeby.

    Czy np. piszesz, że bez mięsie czujesz się słaba psychicznie. Potrzebujesz go
    aby przeżyć w we wrogim środowisku aby umieć walczyć o swoje. Dzięki niemu masz
    moc stawić czoła chamstwu i atakom na siebie.
    No i dobrze. Jedz. Skoro tylko to zapewnia Ci taką możliwość.
    Możesz za to zacząć się zastanawiać czy faktycznie mięso jest najlepszym i
    jedynym sposobem uzyskania tego co chcesz i obrony przed ludźmi którzy czegoś od
    Ciebie chcą.
    Czy nie lepiej np. reagować spokojnie i asertywnie . Popracować nad poczuciem
    bezpieczeństwa? Pomedytować nad tym czym jest prawdziwa Moc i Siła i co jest jej
    źródłem. Podnieść samoocenę itd. Itp. Albo zmienić środowisko...
    I kiedy się już tego nauczysz/dowiesz to może dojdziesz do wniosku, że mięso Ci
    już nie służy… i z niego zrezygnujesz. A może nie. I to też będzie ok. 
  • mskaiq 28.08.07, 14:01
    Mieso szczegolnie pieczone potrafi przebywac niestrawione ale
    zepsute w jelicie grubym do paru miesiecy, zatruwajac organizm. To
    ma bardzo wielki wplyw na nasza toksycznosc i brak kontroli nad
    soba.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 2-mona 10.09.07, 22:39
    Jestem od 4 lat jaroszem ale nie takim radykalnym. Nie jem tylko
    mie,sa (w tym i ze zwierza,t morskich). Wlasciwie zawsze bylam
    spokojna. Azkolwieg moim minusem zawsze bylo i nadal niestety
    (chociaz rzadziej) jest - zbytnia impulsywnosc, co tylko przeszkadza
    mnie. Chcialam zawsze byc wie,cej cool. Bo wiesz pod wplywem emocij
    mozna nie zle sobie zaszkodzic. A gdy sie jest opanowanym, uwazam ze
    cze,sto mozna wie,cej zyskac.
    No wie,c, bo odbieglam od tematu, za ostatnie cztery lata owszem
    stalam sie nieco wie,cej opanowana. Ale czy ja wiem, czy to jest
    konsekwencja, tego, ze nie jem mie,sa? Nie jestem tego pewna. Mysle,
    ze to raczej doswiadczenie i praca nad soba,.
    Pozdrawiam.
  • mskaiq 11.09.07, 13:33
    Mysle ze to jest konsekwencja nie jedzenia miesa. Nie jedzac miesa
    unikasz toksyn ktore sa z nimi zwiazane. Jesli chcesz kontrolowac
    Siebie lepiej musisz cwiczyc fizycznie to obniza emocjonalnosc. To
    nie znaczy ze zniknie impulsywnosc ale latwiej radzic sobie z takimi
    uczuciami jak strach, zal, zlosc, itp.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • erzulie27 11.09.07, 16:47
    Oj Mskaiq, nikt jeszcze od tych miesnych toksyn nie umarl smile

    Jak jesz marchewke, to tez nie wiesz, czym ona byla potraktowana, zeby ladnie
    rosla smile Srodowisko ogolnie jest bardzo zanieczyszczone.
  • szuwary4 17.09.07, 12:37
    Jestem wegetarianką z około 20 letnim stażem, myślałam nieraz
    o odczuciach roślin i mam na ten temat pewną teorię. Otóż o
    przynależności jakiegoś przedmiotu do bytów ożywionych, wnioskujemy
    z tego, że wykazuje zróżnicowane autonomiczne reakcje na bodźce.
    Rośliny takie reakcje wykazują zatem należą do rzeczy ożywionych. O
    tym, że byt ożywiony odczuwa ból, cierpi , wiemy na podstawie
    następujących przesłanek: 1. Sygnalizuje to za pomocą dźwięków
    artykułowanych, czyli mamy doczynienia z przekazem werbalnym i
    komunikatem bezpośrednim wyrażonym w zdaniach: "boli mnie to i to ,
    tu i tu, mocno, słabo" itp. 2. Sygnalizuje to dźwiękami
    nieartykułowanymi, przekazem niewerbalnym pośrednim: jęcząc, wyjąc,
    piszcząc, rycząc itp. 3. Podejmuje próbę znalezienia się poza
    zasięgiem oddziaływania przykrego boźca, najczęściej uciekając w
    inne miejsce. U ludzi obserwujemy wszystkie trzy typy reakcji, u
    zwierząt drugi i trzeci a u roślin żadnej lub w zaczątkowej formie
    reakcję trzeciego typu; tj. uchylanie się, wyginanie, wytwarzanie
    warstw ochronnych , trzymających napastnika na odległość kolców lub
    trucizn zniechęcających do zjadania. W, tym miejscu nawiązując do
    ostatniej uwagi ktoś może powiedzieć: " no właśnie, czyż uchylanie
    się od boźców zagrażających wegetacji, wystawianie się na te, które
    jej sprzyjają - nie jest dowodem na odczuwanie przez rośliny
    cierpienia? Na tak zadane pytaniwe odpowiem: "NIEKONIECZNIE".
    Wątpliwości swe opieram na rozumowaniu per analogiam. Otóż znamy i
    często doświadczamy sytuacji, w której organizm doznając uszczerbku
    np. rany, podejmuje wszystkie prawidłowe reakcje na ten bodziec
    dążące do zamknięcia rany, zahamowania wypływu krwi, niszczenie
    szkodliwych drobnoustrojów i nie robi tego z powodu bólu. Jest to
    znana nam sytuacja, występująca w warunkach dezaktywacji pewnych
    komórek w mózgu, pod wpływem podania narkozy czy silnych środków
    przeciwbólowych. Stąd właśnie wnioskuję, że aby działania organizmu
    przełożyły się na uczucie bólu czy przyjemności ( a uczucia należą
    do sfery psychicznej), konieczna jest aktywność komórek nie
    znajdowanych poza centralnym układem nerwowym organizmów zwierzęcych
    (człowiek do takich organizmów nalezy), a konkretnie ICH MÓZGIEM.
    Ból i przyjemność jawią się w tym kontekście, jako psychiczna
    funkcja wysoko skomplikowanej i ustrukturowanej materii jaką ten
    mózg jest. Dlatego też uważam, że roślinne organizmy funkcjonują
    tak, jak organizmy zwierzęce pod narkozą. Robią wszystko co sprzyja
    ich wegetacji, rozmanżaniu i trwaniu gatunku, ale inteligencja,
    która tym procesem kieruje nie posługuje sie bólem i przyjemnościa
    jako ich wyzwalaczem. Ktoś wrażliwy (i chwała mu za to, że taki
    jest)może wtym momencie zastanowić się czy jednak (nawet przyjmując,
    ze roślinka ta nie cierpi)jest w porządku wobec marchewki
    przerywając jej wegetację. Rozumiem tę wątpliwość i podzielam, ale
    też mam cos na pocieszenie. Otóż przerwanie wegetacji, to sytuacja
    dotycząca głównie roślin okopowych. Tymczasem znakomita większość
    naszego roślinnego pokarmu, czy to osób zjadających mięso czy
    wegetarian, pochodzi z ceraliów (zboża, kasze), strączkowych, owoców
    i części warzyw, które używamy już po okresie ich wegetacji ,kiedy
    naturalnie obumrą i zeschną, kiedy dojrzeją i spadły lub zrobią to
    lada moment, kiedy bujniej się krzewią po podcięciu gałązek,
    oberwaniu listków itp. Jest tego tyle, że można bez szkód dla
    organizmu wykluczyć okopowe z naszej diety, jeśli ich zjadaniu
    towarzyszą skrupuły. Czy dieta wegetariańska ma coś wspólnego z
    rozwojem duchowym? Tak - ma, ale jestem tu skłonna zgodzić sie z
    Agnitum, że jest raczej jego wskaźnikiem niż przyczyną. Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka