· Stosowany na całym świecie i promowany szczególnie w ochronie roślin zmodyfikowanych genetycznie (GMO) herbicyd Roundup, do niedawna uznawany za mało szkodliwy, okazał się groźny dla rozwoju łożyska kobiecego i niszczący układ endokrynologiczny człowieka. W Stanach Zjednoczonych stwierdzono, ze Roundup w stężeniach dużo niższych od stosowanych w rolnictwie blokował rozwój łożyska kobiecego i wywoływał poronienia i przedwczesne urodzenia płodu o małej masie.
· Co gorsza w stężeniach nietoksycznych Roundup wpływa na aktywność aromatazy, enzymu regulującego miejscową produkcję estrogenów, co może zaburzać rozwój zdrowego gruczołu piersiowego a nawet na powstawanie raka sutka.
· Roundup jest trwały pod ziemią i w wodach, jest bardzo śmiercionośny dla płazów i ma dużo szersze oddziaływanie niż przypuszczano.
· W Polsce Roundup jest powszechnie stosowany do zwalczania perzu a nielegalnie także do opryskiwania rzepaku w celu przyspieszenia jego dojrzewania, co zwiększa jego wnikanie do łańcucha żywnościowego.
· Hiszpania jako pierwszy kraj Unii Europejskiej zezwoliła na uprawę roślin zmodyfikowanych genetycznie pomimo coraz większego oporu ze strony społeczeństwa. W roku 2005 w ramach kontroli 10 pól (5 konwencjonalnych i 5 ekologicznych) aż 6 okazało się zanieczyszczonych GMO w wyniku zapylenia roślin sąsiadujących. Po kontroli upraw w Katalonii stwierdzono zanieczyszczenie roślin w 12,5% GMO, podczas gdy prawo zobowiązuje już do znakowania produktów konwencjonalnych zawierających zanieczyszczenie 0.9% GMO.
· W styczniu 2006 roku rolnik ekologiczny Enric Navarro, którego pole zostało zanieczyszczone GMO zdecydował się zniszczyć swoje plony kukurydzy, która nie mogła otrzymać eko-atestu i poinformował o tym opinię publiczną. Rolnik stracił 2000 Euro, lecz nie wini on z tego powodu sąsiadujących rolników tylko rząd kataloński.
· Pierwszy światowy raport dotyczący GMO z marca 2006 przygotowany w Wielkiej Brytanii przez Greenpeace i Genewach stwierdza 113 przypadków zanieczyszczeń GMO innych upraw aż w 39 krajach (choć tylko połowa z tych krajów oficjalnie zezwoliła na uprawę GMO), oraz wiele nielegalnych upraw i negatywne skutki uboczne upraw GMO. Stwierdza ponadto, że: większość przypadków zanieczyszczeń pozostała nieujawniona, ponieważ aktualne kontrole GMO są nieskuteczne; ani kraje ani firmy produkujące GMO nie są w stanie zapobiec nielegalnej sprzedaży GMO; nie istnieją niezależne systemy kontroli skażeń GMO ani nielegalnych upraw ani negatywnych skutków ubocznych GMO; wiele krajów nie wypełnia swoich zobowiązań wynikających z Protokołu Bezpieczeństwa Biologicznego z Cartageny w zakresie informowania o nielegalnym eksporcie/imporcie GMO; potencjalnie niebezpieczne geny mogą zostać wprowadzone do łańcucha żywnościowego i środowiska w rezultacie słabej kontroli i komercyjnych ograniczeń w dostępie do informacji; koszty ekonomiczne zanieczyszczeń i dotychczasowych awarii będą wysokie w przyszłości; potencjalnie koszty zdrowotne, środowiskowe i społeczne są przeogromne. Raport wymienia także najbardziej bulwersujące przykłady: wieprzowina ze stada świń GMO została sprzedana konsumentom; naturalne rośliny zostały zanieczyszczane roślinami GMO zawierającymi w sobie farmaceutyki; rozpowszechniane są nielegalne uprawy kukurydzy odpornej na antybiotyki; uprawiane są szmuglowane rośliny GMO wyjęte spod prawa; żywność kierowana do spożycia lub w ramach darów jest zanieczyszczona niepewnymi roślinami GMO; w doświadczeniach naukowych dochodzi do przemieszania różnych nasion GMO. · Najczęściej wymienia się przeniesienie nieznanych cech na inne organizmy (poprzez swobodne krzyżowanie), oraz przeniesienie na organizmy dziko żyjące, w tym chwasty odporności na środki ochrony roślin, np. na Roundup. Zwalczanie ich staje się bardzo trudne i wymaga zastosowania wielu środków chemicznych bardzo szkodliwych dla środowiska i zdrowia.
· W uprawie roślin transgenicznych (GMO) wykorzystuje się nabytą cechę rośliny – odporność na herbicyd Roundup, co prowadzi w praktyce do dramatycznego wzrostu zużycia ilości tego środka i skażenia środowiska i całego łańcucha żywnościowego.
===================================================================
Mariann Fischer – Boel, komisarz ds. rolnictwa jest oskarżana w Danii o posiadanie cichych udziałów w wielkich ferm tuczu trzody chlewnej, także i w Rosji. Dzisiaj pani komisarz tworzy kierunek „rozwoju” rolnictwa w UE, który to kierunek może być bardzo niebezpieczny dla gospodarstw rodzinnych. Wielkie koncerny zajmujące się tuczem trzody chlewnej blisko współpracują z koncernami biotechnologicznymi, ponieważ podstawą żywienia w takich fermach jest soja genetycznie modyfikowana. W przypadku Polski soja GMO sprowadzana jest z Argentyny. Według informacji udzielonej BBC przez szefa polskiego oddziału amerykańskiej firmy Cargill Polska od dłuższego czasu sprowadza rocznie około 1,5 mln ton śruty pochodzącej z soi genetycznie modyfikowanej. Z 1,5 mln ton sprowadzanej śruty sojowej – jak wynika z wypowiedzi szefa Cargilla – 0,5 mln ton zużywa Cargill. Pasza z soją GMO stosowana jest przede wszystkim w wielkich fermach tuczu świń, gdyż przyśpiesza ona przyrost wagi ciała świni. Jednak śruta sojowa GMO jest niebezpieczna dla środowiska. Jeżeli w paszy trafi się ziarno w całości i takie zostanie wydalone przez świnie trafiając do środowiska, to może wyrosnąć z niej transgeniczna roślina i skazić środowisko. Nadto notuje się olbrzymią ilość szkodliwego azotu w odchodach świń karmionych paszą wysokobiałkową. Azot, w formie amoniaku obok siarkowodoru rozprzestrzenia się wokół wielkich ferm i mieszkańcom przychodzi żyć niemal w piekle trujących gazów. Ograniczenie podawania pasz wysokobiałkowych podawanych zwierzętom, zmniejszyłoby wydzielanie niebezpiecznych gazów, a same odory byłyby mniej szkodliwe i dokuczliwe. Odchody tradycyjnie karmionych zwierzęt nie wydzielają takich odorów, jak dzieje się to w wielkich fermach, dlatego tradycyjne rolnictwo jest optymalne w warunkach polskich.
Problem jest taki, że w tradycyjnym żywieniu świń stosuje się zboża, ziemniaki i na cały cykl do osiągnięcia przez świnię wagi ubojowej potrzeba około 6 miesięcy. Przy stosowaniu pasz ze śrutą sojową, antybiotyków jako promotorów wzrostu, przy zastosowaniu metali ciężkich swinie osiągnie wagę ubojowa nawet w ciągu trzech miesięcy. Zatem widzimy tutaj ten element nieuczciwej konkurencji ze strony ferm , które używają przyspieszaczy. Tradycyjne gospodarstwa rolne nie maja szans wytrzymać konkurencji cenowej z kimś, kto hoduje tysiące świń i które na dodatek rosną dwa razy szybciej. Czyli soja GMO została użyta w Polsce do wygrywania konkurencji z polskimi rolnikami. !,5 mln ton soi sprowadzanej do Polski oznacza, że 1,5 mln rolników nie sprzeda po jednej tonie ziarna paszowego, ponieważ ich produkcję zastępuje import. Dlaczego polski rolnik nie może sprzedawać własnej paszy w swoim kraju? Parasol ochronny nad argentyńską soją ze strony WTO powinien być zlikwidowany ponieważ jest bardzo krzywdzący dla polskich rolników.
Zakłady Mięsne „Sokołów” kontrolowane przez duńskiego giganta mięsnego Danish Crown podpisują kontrakty hodowlane z rolnikami. Rolnik otrzymuje prosięta i pasze na cały okres chowu i ma zakaz stosowania własnej paszy. W kontraktach, jaki podpisuje „Sokołów” amerykański gigant Cargill jest jedynym dostawcą paszy dla rolnika, który zawiera taki kontrakt z tym zakładem. Oczywiście pasze z Cargila składaja się w części z soi transgenicznej. Powstaje tutaj pytanie – w czyim interesie leży, aby polscy rolnicy zaprzestali używać własnych pasz, przestali hodować własne świnie, bo rolnik podpisujący kontrakt otrzymuje prosięta od zakładów? Tutaj polskie pasze zastępuje się śrutą sojową GMO z Ameryki Południowej, prosięta są z Danii lub z Francji, używa się przemysłowych metod hodowli obcych polskiemu rolnictwu. Czy polski rolnik