07.04.2009 Ciekawy wywiad... Szczepienia cz III
JR: Zachwyt nad szczepionką przeciwko żółtaczce typu B wydaje się być dobrym
przykładem.
MR: Też tak uważam. Powiadają, że dzieci muszą dostać tę szczepionkę i po chwili
przyznają, że ktoś zaraził się żółtaczką typu B w następstwie kontaktu
seksualnego lub poprzez wspólną igłę. To naprawdę zabawne zestawienie. Władze
służby zdrowia starają się zabezpieczyć, mówiąc, że co roku około 20000 dzieci w
Stanach Zjednoczonych zaraża się żółtaczką typu B z „nieznanych powodów", i
dlatego każde niemowlę musi być przeciwko niej zaszczepione. Uważam, że te 20000
i tak zwane potwierdzające tę liczbę badania są wyssane z palca.
JR: Andrew Wakefield, brytyjski doktor medycyny, który odkrył związek między
szczepionką MMR i autyzmem, został niedawno wyrzucony z pracy w londyńskim szpitalu.
MR: Tak. Wakefield dokonał wielkiej rzeczy. Przedstawione przez niego korelacje
między tą szczepionką i autyzmem są szokujące.
JR: Wiem, że pewna znakomitość z Hollywood, która oświadczyła publicznie, że nie
podda się szczepieniu, popełniła zawodowe samobójstwo.
MR: Hollywood ma bardzo silne związki z kartelem medycznym. Wynika to z całego
szeregu przyczyn. Jedną z nich jest to, że sławny aktor przemawiając może
przyciągnąć uwagę dużej liczby ludzi. W roku 1992 byłem w centrum Los Angeles na
demonstracji przeciwko FDA. Jeden lub dwóch aktorów przemawiało przeciwko tej
agencji. Od tamtego czasu byłoby bardzo trudno znaleźć aktora, który chciałby
występować przeciwko medycznemu kartelowi.
JR: Jakie są nastroje w Krajowych Instytutach Zdrowia? Co myślą pracujący w nich
ludzie?
MR: Konkurują o pieniądze na badania. Ostatnia rzecz, o jakiej myślą, to zmiana
istniejącego status quo. Toczą wewnętrzną wojnę o pieniądze. Nie chcą
dodatkowych kłopotów. To bardzo izolowany układ. Tkwią w przekonaniu, że
współczesna medycyna odnosi sukcesy w każdej dziedzinie. Przyznanie, że gdzieś w
tym układzie coś zgrzyta, oznacza rozbudzenie wątpliwości co do wartości całego
przedsięwzięcia. Stąd NIH jest ostatnim miejscem, w którym należałoby szukać
gotowych do sprzeciwu i demonstracji. Jest wręcz przeciwnie. Gdyby pojawiło się
tam pięć tysięcy ludzi i zażądało rozliczenia faktycznych korzyści z
prowadzonych przez nich badań, zażądało podania konkretnych korzyści
zdrowotnych, jakie odniosło społeczeństwo w wyniku przekazania tej instytucji i
zmarnowania przez nią miliardów dolarów, to może coś by się zaczęło. I może ta
iskra przeskoczyłaby dalej. Być może wraz z tą falą doszłoby do kolejnych
demonstracji, całego szeregu efektów ubocznych. I może w końcu niektórzy badacze
zaczęliby mówić prawdę.
JR: Dobry pomysł.
MR: Ludzie w garniturach stojący tak blisko budynków, jak tylko pozwoli na to
policja. Ludzie w eleganckich garniturach, w dresach, matki z dziećmi na ręku.
Ludzie zamożni i biedni. Wszelkiego rodzaju.
JR: A co z połączoną niszczącą siłą wielu szczepionek podawanych obecnie
niemowlętom?
MR: To farsa i zbrodnia. Nie ma żadnych prawdziwych badań. Znowu wychodzi się z
założenia, że szczepionki są bezpieczne, a więc dowolna liczba podanych razem
szczepionek jest również bezpieczna, ale prawda jest taka, że szczepionki nie są
bezpieczne i stąd podając ich większą liczbę w krótkim czasie zwiększa się
potencjalne ryzyko uszkodzeń z ich powodu.
JR: Potem mamy sezon jesiennej grypy.
MR: Tak, jakby zarazki przenosiły się z Azji do Stanów Zjednoczonych tylko
jesienią. Społeczeństwo stale się na to nabiera. Jeśli do epidemii dochodzi w
kwietniu, wówczas chodzi o silne przeziębienie, a jeśli w październiku, to jest
to grypa.
JR: Nie żałuje pan tych lat przepracowanych przy szczepionkach?
MR: Owszem, żałuję. Ale po tym wywiadzie będzie mi trochę lżej. Pracuję też nad
tym w inny sposób. Przekazuję informacje pewnym ludziom i myślę, że zrobią z
nich właściwy użytek.
Brzemię dowodu i potrzeba badań bezpieczeństwa szczepionek
JR: Co chciałby pan przekazać społeczeństwu?
MR: To, że brzemię dowodu koniecznego do ustalenia bezpieczeństwa i skuteczności
szczepionek spoczywa na ludziach, którzy je produkują i posiadają licencje na
wprowadzenie ich do obiegu. Tylko tyle. Brzemię dowodu nie spoczywa ani na panu,
ani na mnie. Aby uzyskać taki dowód, trzeba prowadzić dobrze zaplanowane,
długoterminowe badania. Potrzeba rozległych badań potwierdzających. Istnieje
konieczność prowadzenia wywiadów z matkami i zwracania uwagi na to, co mówią o
swoich dzieciach, i to, co się z nimi dzieje po szczepieniu. To wręcz niezbędne,
ale nikt tego nie robi.
JR: Nikt tego nie robi.
MR: Tak.
JR: Aby uniknąć nieporozumień, chciałbym, żeby wyszczególnił pan jeszcze raz
problemy chorobowe, jakie mogą powstawać z powodu szczepionek - jakie choroby i
jak to się dzieje...
MR: W zasadzie chodzi o dwa potencjalnie groźne skutki. Pierwszy z nich to
zapadnięcie osoby szczepionej na chorobą, przeciwko której jest szczepiona,
ponieważ pewna jej wersja jest w szczepionce. Drugi to niezachorowanie na
chorobę, przeciwko której ma chronić szczepionka, ale rozwinięcie się u
szczepionego jakiś czas później, a możliwe że natychmiast, innego procesu
patologicznego spowodowanego przez szczepionkę. Ten proces może być na przykład
autyzmem lub zapaleniem opon mózgowych, w wyniku którego ofiara może stać się
umysłowo upośledzona, albo jeszcze inną chorobą.
JR: Czy jest jakiś sposób umożliwiający porównanie częstotliwości występowania
tych dwóch skutków?
MR: Nie, ponieważ brak jest dalszych obserwacji. Możemy tylko zgadywać. Brak na
przykład wiarygodnej odpowiedzi na pytanie, ile ze stu tysięcy szczepionych
przeciwko odrze dzieci zapadnie na tę chorobę, a u ilu pojawią się inne problemy
będące skutkiem szczepienia. Szczepionki są przesądami, a w przypadku przesądów
nie można uzyskać faktów, którymi można się posługiwać. Można uzyskać tylko
opowieści, z których większość jest tak pomyślana, by wzmocnić przesądy.
Niemniej możemy zestawić wyniki wielu kampanii szczepień, które ujawniają bardzo
niepokojące sprawy. Ludzie doznali uszkodzeń. Uszkodzenia są realne i bywają
bardzo głębokie, a nawet śmiertelne. I nie są ograniczone do kilku przypadków,
jak się usiłuje nam wmawiać. W Stanach Zjednoczonych są grupy matek, które
zeznają w sprawie autyzmu i szczepionek. Występują otwarcie w czasie spotkań.
Starają się wypełnić pustkę stworzoną przez naukowców i lekarzy, którzy
odwrócili się plecami do tego problemu.
JR: Pozwoli pan, że zapytam o następującą sytuację. Wyobraźmy sobie dziecko,
powiedzmy z Bostonu. Dziecko to jest chowane w dobrych warunkach, jest dobrze
odżywiane, codziennie wykonuje odpowiednią porcję ćwiczeń, jest kochane przez
rodziców i nie zostało zaszczepione przeciwko odrze. Jaki będzie stan jego
zdrowia w porównaniu z przeciętnym dzieckiem z Bostonu, które źle się odżywia,
przez pięć godzin dziennie ogląda telewizję i jest szczepione przeciwko odrze?
MR: To zależy od wielu czynników, ale osobiście stawiałbym na lepszy stan
zdrowia pierwszego dziecka. Jeśli zapadnie na odrę, powiedzmy w wieku dziewięciu
lat, istnieją duże szansę na to, że jej przebieg będzie znacznie lżejszy od
odry, jaką może zarazić się drugie dziecko. Zawsze stawiałbym na pierwsze dziecko.
JR: Ile czasu pracował pan przy szczepionkach?
MR: Bardzo długo. Ponad dziesięć lat.
JR: Czy spoglądając wstecz, może pan wskazać jakiś fakt, który by świadczył, że
szczepionki są udanym pomysłem?
MR: Nie, nie mogę. Gdybym miał teraz dziecko, to ostatnią rzeczą, na jaką bym
zezwolił, byłoby poddanie go szczepieniom. Gdybym musiał, wyniósłbym się nawet z
tego stanu. Zmieniłbym nazwisko. Zniknąłbym z całą rodziną. Nie twierdzę, że do
tego by doszło, ponieważ są inne zgrabniejsze sposoby ominięcia systemu, jeśli
ktoś wie, jak to zrobić. W każdym stanie są respektowane wyjątki ze względu na
religię i wyznawany światopogląd, ale gdyby przyszło co do czego, to poszedłbym
na całość.
cd ...