Dodaj do ulubionych

Refleksja wysoce filozoficzna

09.09.09, 22:45
Jakby tak się człowiek urodził... już nawet nie Brazylijczykiem...
choćby Włochem. Holendrem. Niemcem. Anglikiem. To by człowiek nie
musiał wyć do ekranu, obserwując zjawisko pt. własna reprezentacja w
piłce kopanej.
No ale człowiek się urodził między Odrą a Bugiem, nie ma lekko.
PS. Ale i tak będziemy tu komentować Mundial za rok, prawda?
Edytor zaawansowany
  • andrzej585858 10.09.09, 06:10
    Po palpitacjach serca w trakcie meczu naszych siatkarzy postanowiłem że meczu
    naszych piłkarzy oglądać nie będę. I całe szczęście - bo być może moje sterane
    serce tego by nie wytrzymało.
    Moze rzeczywiście ci którym pierwszy raz zdarzyło się oglądać piłkę nożna mieli
    nieszczęście trafić na podobny mecz? Niestety, nie można było znależć żadnego
    sensu i logiki w poczynaniach naszych piłkarzy.
    Całe szczęście że w eliminacjach do Mistrzostw Europy nie musimy brać udziału.

    Ale mundial oglądać trzeba będzie obowiązkowo :-)))
  • mamalilki 10.09.09, 11:01
    Ile Wy macie stresów! Ja w tym czasie oglądałam "Przystanek Alaska" i dopiero z
    przekleńst od sąsiadów zorientowałam się że nastąpiła jakaś narodowa klęska :-)
    --
    Lilka
    Ewa
    Mania
  • ananke666 10.09.09, 11:20
    ...która dogłębnie mi zwisa...
    --
    Tupecik
  • the_dzidka 10.09.09, 12:28
    jako i mnie.
    Przyznam się, że kompletnie nie mogę zrozumiec, dlaczego mając w
    pamięci ostatnie mecze, ktokolwiek jeszcze w ogóle toto ogląda,
    denerwuje się czy o zgrozo ma nadzieję na wygraną.
    Za zaistniały stan rzeczy winię media. To one każdy, słabiutki,
    wymęczony remisik czy jednobramkowe zwycięstwo nad Wyspami Owczymi
    traktują jako ogromny sukces i wpadają w dziką histerię, euforycznie
    wieszcząc dalsze sukcesy. A potem zonk. Albo "przegrali mecz jakis
    tam, ale jak pieknie grali!" Co to, qwa, kogokolwiek obchodzi? To
    jest piłka nożna, nie jazda figurowa na lodzie i tu nie dostaje się
    punktów za piękny styl gry, tylko za wynik po gwizdku końcowym!
    Polscy piłkarze to cieniasy i patałachy. I to się kochani nie
    zmieni, jako że wszelkie próby zreformowania piłki są ucinane w
    zalążku. Więc nie miejcie nadziei, że się cokolwiek zmieni.
    Póki co można sobie powspominać takiego Donarskiego :-P Co mnie
    zresztą strasznie śmieszy - bezustanne przypominanie JEDNEGO gola
    strzelonego TRZYDZIEŚCI PIĘĆ LAT TEMU - i to w meczu, który nawet
    nie zakończył się wygraną Polaków..

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • ananke666 10.09.09, 13:38
    A ja obrazoburczo dodam, że kilkunastu dorosłych facetów ganiających za jedną
    piłką w ogóle nie wzrusza mego serca, głowy ani żadnej innej anatomii...
    --
    Tupecik
  • turzyca 10.09.09, 15:43
    ananke666 napisała:

    > A ja obrazoburczo dodam, że kilkunastu dorosłych facetów ganiających za jedną
    > piłką w ogóle nie wzrusza mego serca, głowy ani żadnej innej anatomii...

    A Ty obejrzalas choc jeden mecz tak porzadnie? Od poczatku do konca i bez przymusu?
    Bo mi tam w niektorych czesciach anatomii cos drga. Szczegolnie podczas wymiany
    koszulek. ;)
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • sowca 11.09.09, 12:54
    Nooo, ja się zgadzam z Turzycą :D anatomia wariuje, zwłaszcza w
    czasie gry Włochów albo innych nacji o ciemnej karnacji (nawet nie
    czuję, kiedy rymuję :D). Ach, te cudowne łydki...
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • tygrys2112 15.09.09, 17:46
    Mnie Włosi z reprezentacji nie ruszają kompletnie. Jedynym, który mi
    się podobał był Christian Vieri w ściętych włosach. Za to coś rusza
    mnie na widok trenera Barcelony w jego garniturku (zawsze kochałam
    tę drużynę, a teraz jeszcze bardziej :D)
  • ananke666 13.09.09, 21:58
    turzyca napisała:

    > A Ty obejrzalas choc jeden mecz tak porzadnie? Od poczatku do konca i bez przym
    > usu?

    Oglądałaś. Nudząc się. Ożywiając się najwyżej przy szczególnie efektownych
    akcjach. Najgorsze były z reguły mecze finałowe, bo strasznie drętwe.
    Piłka nożna nudzi mnie i nic nie poradzę. Z dwojga złego wolę mecze bokserskie.
    W ogóle nie przepadam za grami zespołowymi, jeśli już, to siatkówka albo ręczna.
    Bo tam się _dzieje_. Ostatnie mecze polskich siatkarzy oglądałam z wielkim
    zadowoleniem.

    --
    Tupecik
  • croyance 16.09.09, 21:24
    Jak to powiedzial o pilkarzach nasz Mlody, ogladajac mecz (zmuszony
    przez ojca, hihi): dlaczego nie znajda sobie prawdziwej pracy? :-D
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • tygrys2112 15.09.09, 17:29
    Nie wszyscy to cieniasy, problem z tym, że trener też ma wpływ na
    to, kogo wystawia i w jakim momencie. Benhacker chyba nie ma
    pojęcia, kto kogo zna z jakiej drużyny, kto jest w formie, z kogo
    stworzyć zespół.

    jak patrzyłam na grę Lecha z Belgami, to widziałam, że piłkarze
    potrafili grać ze sobą, tak żeby stwarzać sytuacje. W ich przypadku
    problem był taki, że kilka jednostek psuło sytuacje wypracowane
    przez całą drużynę. Kurka wodna. I dlatego Lecha było mi
    autentycznie szkoda, bo tamten mecz MÓGŁ być wygrany. Poza tym
    jestem patriotką lokalną, więc już w ogóle nie muszę tłumaczyć jak
    bolesny to był dla mnie cios.
  • plecha1 10.09.09, 12:07
    Żebyś wiedziała. Niewiele brakowało, a podczas tie-breaku obgryzłabym sobie ręce
    do łokci ;) Pozostałe mecze sobie darowałam i włączyłam Star warsy :P
  • marslo55 10.09.09, 12:47
    A ja byłam podczas upiornego meczu ze Słowenią w Hiszpanii i o
    naszej sromotnej porażce dowiedziałam się z SMSa. Też oszczędziłam
    sobie nerwów..
    A gdyby się człowiek urodził Włochem lub Holendrem - to jeszcze
    gorzej czasem. Bo dla nas porażka w piłce nożnej to chleb powszedni,
    dla nich - rozpamiętywana latami trauma nie do przebolenia.
  • tygrys2112 15.09.09, 17:33
    Och, ja się boję mówić moim włoskim znajomym, co myślę o ich
    reprezentacji, bo by mnie rozszarpali. Oni są fanatykami.
  • turzyca 10.09.09, 12:55
    eeee tam, po obserwacjach z bliska wcale nie podzielam tego pogladu. Taki np.
    2006 rok: potrzymalam kciuki bez jakiejs wiekszej nadziei, przedluzyli mecz,
    dwie bramki i spokoj, mozna sie rozkoszowac reszta mistrzostw, zachwycac pilka
    na swiatowym poziomie, oblizywac na widok ksztaltnych ciach placzacych sie po
    boisku i w ogole miec radoche. A byc Niemcem? Czlowiek drze sie przez prawie
    caly miesiac "Berlin, Berlin, wir fahren nach Berlin!" a potem oglada mecz
    berlinski w wykonaniu zupelnie kogo innego.
    Czym innym jest porazka od razu na wstepie i jak czlowiek i tak nie mial
    nadziei, a czym innym po miesiacu entuzjazmu i w dzikiej nadziei. Tak wiec
    calkiem niezle mi jako Polce, wole rozczarowania mniejszego kalibru.

    A mundial chetnie pokomentuje, polubilam pilke od czasu przeprowadzki do Niemiec
    (zapewne na zasadzie osmozy ;]).
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • ding_yun 10.09.09, 13:28
    Szczerze mówiąc ja nigdy nie rozumiałam takiego emocjonowania się jakimkolwiek
    sportem. Po prostu nie mogę i już, nie mam tej części mózgu, coś mi nie łączy na
    synapsach, nie mam pojęcia po jaką cholerę w ogóle oglądać zmagania naszej
    reprezentacji w jakimkolwiek sporcie i komentować wyniki poszczególnych
    zawodników w jakichkolwiek dyscyplinach. Owszem, miło by było, gdyby Kubica
    dostał się do jakiegoś porządnego teamu albo gdyby Agnieszka Radwańska osiągała
    dalsze sukcesy, ale myślę o tym tylko i wyłącznie w kontekście tych ludzi -
    wydają się sympatyczni, ambitni, mają pasję, dobrze jakby im się udało. Ale
    absolutnie nie potrafię tego zobaczyć w kontekście reprezentowania naszego
    kraju, dumy czy wstydu z osiągnięć polskich piłkarzy/siatkarzy/koszykarzy i tak
    dalej. Jaka duma do diabła? Jaki wstyd? To nie JA coś osiągnęłam, tylko oni i
    nie ja coś spartoliłam tylko ONI. Nie mam w tym najmniejszego udziału, dzieje
    się to zupełnie poza mną i nie wiem, czemu niby miałabym na to tracić czas,
    energię i nerwy. Wczoraj poszłam sobie na Krakowskie Przedmieście, połazić i
    pocieszyć się ostatnimi dniami moich wakacji przed powrotem do krainy
    deszczowców i nigdzie nie dało się spokojnie usiąść bo w każdej knajpie tłumy
    jakiś kibiców dmuchających w te kretyńskie plastikowe trąbki plus płacz dzieci
    słusznie tym dźwiękiem rozdrażnionych. Jakieś szaleństwo zbiorowe, słowo daję.
    --
    Angielskiego uczą metodą Callana, a chińskiego metodą Konfucjusza. Tao miliona
    powtórzeń.
  • aganoreg 10.09.09, 13:59
    Nie rozwazam ogladania meczu czy zawodow w kategoriach dumy
    narodowej. Lubie po prostu dobra pilke nozna, siatkowke czy
    lekkoatletyke. Niekoniecznie Polacy musza tam brac udzial. Ale nie
    zgodze sie ze stwierdzeniem, ze nie ma sie czym emocjonowac. Akurat
    w przypadku polskiej siatkowki i pilki recznej mecze bywaja po
    prostu piekne. I moze to nie jest duma (ze NASI), ale jakos inaczej
    to odbieram, niz nawet najpiekniejszy mecz portugalczykow na
    mistrzostwach swiata.

    --
    Rozmiar ma znaczenie

    moje smoki
  • wushum 10.09.09, 14:26
    W ramach refleksji - być może nie dosięgam innym do pięt intelektualnie, bo
    lubię mecze piłki nożnej. Podobno jestem pesymistką, ale zawsze oglądam z
    drobiną nadziei, czającą się pod pokładami pesymizmu, grubości skóry nosorożca.
    Wiem, że nie wygramy, że "nasza drużyna" potrafi biegać w normalnym tempie przez
    pierwsze 15 minut za zawodnikami przeciwników, którzy mają piłkę. Ale mimo
    wszystko - jestem osobą, która wierzy tym bardziej, im mniej coś jest możliwe do
    zrealizowania:)
    Zawsze gramy żałośnie i to już norma. Gdyby piłkarze byli zmotywowani... gdyby
    postanowiono przejechać autobusem przez Polskę i skompletować drużynę z
    utalentowanych ludzi - amatorów, sądzę, że nasza gra byłaby znacznie lepsza. Im
    by zależało, a piłkarzom po prostu nie zależy. Nie wysilają się,a pieniądze
    dostaną - tak, czy tak.
  • ginny22 10.09.09, 15:29
    > W ramach refleksji - być może nie dosięgam innym do pięt
    intelektualnie, bo lubię mecze piłki nożnej.

    No w końcu ktoś :) Zaczęłam się czuć samotna... Też lubię. Futbol
    jest dla mnie fajni i ciekawy. I lubię, gdy nasi wygrywają.
    Utożsamianie się ze sportowcami jest naturalnym procesem w mózgu i
    kibica i nie zamierzam się tego wypierać. Mówię "my
    wygralismy/przegraliśmy", odczuwam to dość osobiście. Poza tym lubię
    piłkę jako taką i patrzenie, jak nasi ją mordują, jest torturą. Na
    szczęście mam dwie inne drużyny, którym kibicuję, co mi trochę
    osładza gorycz takich dni jak dziś.

    > Zawsze gramy żałośnie i to już norma.

    Podobno kiedyś, dawno dawno temu, w epoce pierwszych mamutów, bywało
    inaczej ;)
  • ginny22 10.09.09, 15:35
    > absolutnie nie potrafię tego zobaczyć w kontekście reprezentowania
    naszego kraju, dumy czy wstydu z osiągnięć polskich
    piłkarzy/siatkarzy/koszykarzy i tak dalej. Jaka duma do diabła? Jaki
    wstyd? To nie JA coś osiągnęłam, tylko oni i
    > nie ja coś spartoliłam tylko ONI. Nie mam w tym najmniejszego
    udziału, dzieje
    > się to zupełnie poza mną i nie wiem, czemu niby miałabym na to
    tracić czas, energię i nerwy

    Bo nie masz tej części mózgu, jak sama zauważasz ;) Ciebie to nie
    kręci. Mnie i owszem. Sport (oglądany w tv) był kiedyś nazywany
    telenowelą dla mężczyzn i coś w tym jest. Zżywasz się z bohaterami i
    chcesz, by im wyszło. Żyjesz przez jakiś czas ich życiem, a ich
    sukcesy i porażki odczuwasz jako własne. Nie wiem, czy tak to działa
    przy telenowelach, ale przy sporcie jak najbardziej.
    Korci mnie, by zrobić wykład, ale się hamuję, bo nie chcę zanudzić ;)
  • turzyca 10.09.09, 15:41
    > Korci mnie, by zrobić wykład, ale się hamuję, bo nie chcę zanudzić ;)

    Wal, najwyzej nie przeczytamy. ;)
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • veranillo 10.09.09, 15:43
    > Sport (oglądany w tv) był kiedyś nazywany
    > telenowelą dla mężczyzn i coś w tym jest. Zżywasz się z bohaterami i
    > chcesz, by im wyszło. Żyjesz przez jakiś czas ich życiem, a ich
    > sukcesy i porażki odczuwasz jako własne.

    Ja mam to samo, a szczególnie w moich ukochanych sportach zimowych - gdy np.
    patrzę, kto wrócił po nieudanym sezonie, urodzeniu dziecka czy kontuzji i cieszę
    się, jakbym widziała starych znajomych ;) Sport bardzo lubię, wiernie kibicuję,
    ale uznaję, że są ludzie, których to po prostu "nie kręci" (żeby daleko nie
    szukać ;)
  • andrzej585858 10.09.09, 16:55
    wiecie że dzisiaj jest rocznica historycznego pierwszego sukcesu polskiej piłki
    nożnej? 10 września 1972 r. zdobyliśmu złoty medal na olimpiadzie w Monachium.
    Deyna strzelil dwie przepiekne bramki w strugach deszczu.
    Należę do pokolenia mamutów które dobrze pamięta transmisję a także pożniejszą
    bramkę Domarskiego w meczu którego nie wygraliśmy a który do dzosiaj jest legendą.
    Jak mozna ciągle to rozpamiętywać? Tego nie da się wytłumaczyć, bo to byly inne
    czasy, wtedy naprawdę ludzie utożsamiali się z sportowcami. Nigdy nie zapommnę
    mistrzostw grupy A w hokeja ktore odbywały się w Polsce i jedynej wygranej
    naszych hokeistów z ZSRR 6:4. Nieważne było ze spadliśmy ale wygraliśmy z Ruskimi.

    A że to nie ja gralem? Nie grałem fizycznie ale czułem jednośc psychiczną.
    Prawdę mówiąc jest to pewien rodzaj patriotyzmu - bo nie mówię to oni przegrali
    ale my przegraliśmy. Tak samo i w życiu - to nie oni żle rządzą - ale to my żle
    rządzimy bo takich wybieramy do rządzenia.
    Sport uczy także odpowiedzialności za drugiego człowieka, pracy w kolektywie co
    przekłada się także na życie.
    Owszem można nie być kibicem a być porządnym obywatelem, ale patrzenie na sport
    i w ogóle na kibicowanie przez pryzmat burd to trochę nieporozumienie.
    Tylko jak wytłumaczyć urok nieprzespanych nocy? Jak nasi siatkarze zdobyli złoto
    na olimpiadzie to mecz skonczył się o 5 rano, pamiętam że mój ojciec wstawał do
    pracy i patrzył na mnie jak na wariata - tez nie rozumiał jak mozna całą noc
    gapić się na telewizor.
    Może teraz będzie też medal?
    Załujcie młodzieży że nie oglądaliście tych wielkich meczy naszych piłkarzy -
    wspomnienia bezcenne :-))) To mówię ja :-)))
    Ale może jeszcze kiedyś powtórzą się te same emocje :-)))
  • wushum 10.09.09, 17:48
    Ja akurat zawsze lubiłam piłkę nożną - jako dziewczę podrastające, jeśli nie
    łaziłam po drzewach, to grywałam w piłkę. Pamiętam, że jako 5-latka rysowałam
    piłkarzy np Zico, Bońka itp. Teraz już nie mogę grać w piłkę - niestety kolano
    nie pozwala:(- więc oglądam, jak grają. Oczywiście "nasi" budzą raczej żenadę,
    ale jednak to "nasi". Wiadomo, że najlepsze mecze to w czasie Mistrzostw itp,
    kiedy grają Brazylie, Anglie itp:)
  • andrzej585858 10.09.09, 20:06
    Ucieszyłem się bardzo widząc że wushum pojawiła się :-)) Bardzo się cieszę -
    gdyż lubię czytać Twoje teksty no a poza tym miłość do piłki nożnej - dodatkowa
    zaleta :-)))
  • jota-40 11.09.09, 14:53
    A ja się załamałam, bo nie wiem, który to był Domarski. Szlag by to trafił - a przecież, jako mamut-bis, powinnam go pamiętać? To były te pradawne, dobre czasy, kiedy jeszcze coś znaczyliśmy w piłce nożnej. Nie pojmuję tylko, dlaczego wtedy można było, a teraz już nie. Deyna, Lubański... a te słynne rzuty rożne Gadochy... Hy hy hy.
  • jottka 11.09.09, 14:59
    eno, sport do oglądania fajny jest, tyle że nie rozumiem, czemu to musi być
    koniecznie piłka nożna. no czasem mogę obejrzeć, finał mistrzostw świata dajmy
    na to:), ale poza tym po co sie katować patrzeniem na grę naszych orłów, kiedy
    można na us open popatrzeć? albo nawet na curling czy inne dyscypliny oparte na
    co dziwniejszych regułach:) tylko skoków narciarskich na igelicie nie lubię, bo
    podfałszowane, śnieg ma być, o.
  • andrzej585858 11.09.09, 16:14
    Domarski to był ten co strzelił słynną bramkę w meczu na Wembley co to ciągle
    jest wspominany.
    Czemu piłka jest tak popularna? - bo jest nieprzewidywalna, mimo wszystko ciągle
    nawet nasi mogą wygrać z Brazylią. w ogóle sport jest piękny po prostu a
    zwłaszcza słynne rzuty rozne Gadochy no i rogale Kazia Deyny :-))
  • andrzej585858 13.09.09, 16:59
    Cisza zapadła w temacie sportowym a mnie dzisiaj z emocji to aż nosi. Może w
    końcu będzie złoto dla siatkarzy?
    Tylko żeby nikt tu nie życzył przypadkiem klęski tylko dlatego że wszędzie
    będzie pełno kibiców i wrzeszczeć będą :-)))
  • ginny22 13.09.09, 18:10
    Siatka mnie nie interesuje, ale - oczywiście - naszym chłopcom złota
    życzę najszczerzej :)
  • the_dzidka 14.09.09, 11:02
    > wiecie że dzisiaj jest rocznica historycznego pierwszego sukcesu
    polskiej piłki
    > nożnej? 10 września 1972 r. zdobyliśmu złoty medal na olimpiadzie
    w Monachium.
    > Deyna strzelil dwie przepiekne bramki w strugach deszczu.

    No własnie. Piękne potwierdzenie moich spostrzeżeń.
    *wzdycha, kręcąc z niedowierzaniem głową*

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • ginny22 14.09.09, 11:12
    > No własnie. Piękne potwierdzenie moich spostrzeżeń.

    No ale czekaj. Bitwa pod Grunwaldem była nawet dawnej niż medal w
    Monachium, a do dziś się o niej mówi ;) Ba, nawet celebruje się jej
    rocznicę przez organizowanie imprezy plenerowej.
  • the_dzidka 14.09.09, 12:00
    Zabiłaś mnie tym porównaniem :D
    Bitwa pod Grunwaldem, jednakowoż, podobnie jak inne rozmaite wielkie
    bitwy, miała wpływ na historię i taki a nie inny rozwój państw,
    czego o nawet najbardziej emocjonującym meczu nie da się powiedzieć.

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • turzyca 14.09.09, 12:40
    > Bitwa pod Grunwaldem, jednakowoż, podobnie jak inne rozmaite wielkie
    > bitwy, miała wpływ na historię i taki a nie inny rozwój państw,
    > czego o nawet najbardziej emocjonującym meczu nie da się powiedzieć.

    Bledne twierdzenie. :)
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • the_dzidka 14.09.09, 13:45
    Wojna futbolowa lub Wojna stu godzin – krótkotrwały konflikt zbrojny
    między Salwadorem a Hondurasem, który miał miejsce w 1969 roku.
    Określenie "wojna futbolowa", rozpowszechnione przez mass media,
    wywodzi się z przekonania, że powodem wybuchu wojny był przegrany
    przez Honduras 15 czerwca 1969 mecz w czasie eliminacji do
    mistrzostw świata. W rzeczywistości stosunki między państwami były
    napięte już znacznie wcześniej, sam mecz stał się niejako punktem
    kulminacyjnym fali nacjonalizmu i nienawiści rozpętywanej przez obie
    strony.

    Konflikt między Salwadorem a Hondurasem, ho, hooo! Chyba jednak
    odrobinę mniej brzemienny w skutki niz dajmy na to takie Pearl
    Harbour ;-)))

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • turzyca 14.09.09, 18:19
    No faktycznie, 2 tysiace zabitych to taki pikus, o ktorym nie warto wspominac. ;P
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenieciekawy wątek. ;)
  • ananke666 14.09.09, 22:01
    No, ale ta wojna była wywołana futbolem podobnie, jak druga wojna światowa
    polskim atakiem na radiostację w Gliwicach :p
    --
    Tupecik
  • ginny22 14.09.09, 13:31
    > Zabiłaś mnie tym porównaniem :D

    A dzięki.
    A co znaczenia: mniemam, że dla wielu kibiców złoto w Monachium czy
    cholerny mecze na Wembley (który i mnie uszami wychodzi) są
    ważniejsze niż Grunwald czy inne Psie Pole. Zresztą przed meczami
    Polska-Niemcy pojawiają się hasła w rodzaju: Cedynia 972-Grunwald
    1410-Klagenfurt 2008, więc sama rozumiesz, że rzecz jest poważna ;)
  • andrzej585858 14.09.09, 15:40
    the_dzidka napisała:

    > Zabiłaś mnie tym porównaniem :D
    > Bitwa pod Grunwaldem, jednakowoż, podobnie jak inne rozmaite wielkie
    > bitwy, miała wpływ na historię i taki a nie inny rozwój państw,
    > czego o nawet najbardziej emocjonującym meczu nie da się powiedzieć.

    Akurat z tym stwierdzeniem nie mogę się zgodzić. Owszem nie za bardzo można
    porównywać zwycięstwo w meczu do zwycięstwa w botwie ale wyniki sportowe jak
    najbardziej mają swoje wpływ na rozwój państwa. Nawet w sferze gospodarczej.
    Nie potrafię teraz znależć żródeł ale wiem że prowadzono jak najbardziej poważne
    badania dotyczące wplywu wyniku spotkań sportowych na wydajność pracy.
    Choć najważniejsze jest chyba oddziaływanie w sferze psychicznej, mozna to było
    odczuć zwłaszcza w latach 70-tych.
    Na tle ogólnej szarzyzny życia sukcesy sportowe naszych zawodników w sporcie -
    nie tylko w piłce nożnej - pozwalały na jak najbardziej prawdziwe stwierdzenie -
    "Polak potrafi". Sport był w pewien sposób katalizatorem nastrojów społecznych -
    z jednym wyjątkiem.
    Wszelkiego rodzaju zwycięstwa nad Związkiem Radzieckim miały znaczenie daleko
    wykraczające poza ramy stadionów. A juz słynny gest Kozakiewicza - to było
    dopiero szaleństwo :-))
    LUdzie potrzebują igrzysk - jest to prawda stara jak świat a także identyfikacji
    ze zwycięzcą, zwłaszcza jak jest to rodak. I wcale nie jest to nacjonalizm -
    owszem niektórzy perfidnie potrafią na tej bazie rozniecać niebezpieczne
    nastroje - czego przykładem jest właśnie słynna "wojna futbolowa".
    Tak więc nie lekcaważyłbym wpływu sportu zarówno na historię jak i rozwój
    gospodarczy społeczeństwa.
    To że do rangi legendy urosły nasze dawne futbolowe wygrane to tylko z braku
    innych sukcesów w sporcie - no a poza tym futbol chyba zawsze będzie miał palmę
    pierwszeństwa jezeli chodzi o wpływ na emocje.
    Ale czy nie są to piekne emocje jak nasi wygrywają? - przecież to się będzie
    pamiętać , tak jak mecze piłki ręcznej i słynna bramkę z ostatniej minuty :-))

  • the_dzidka 14.09.09, 23:25
    > Akurat z tym stwierdzeniem nie mogę się zgodzić. Owszem nie za
    bardzo można
    > porównywać zwycięstwo w meczu do zwycięstwa w bitwie ale wyniki
    sportowe jak
    > najbardziej mają swoje wpływ na rozwój państwa.

    Jak wyniki sportowe mają wpływ na rozwój państwa? Konkrety proszę.

    > Wszelkiego rodzaju zwycięstwa nad Związkiem Radzieckim miały
    znaczenie daleko
    > wykraczające poza ramy stadionów.

    Jakie znaczenie miały te zwycięstwa poza ramami stadionów? Poza
    radosnym, triumfalnym rechotem rodaków padającym sobie w objęcia?

    A juz słynny gest Kozakiewicza - to było
    > dopiero szaleństwo :-))

    Było! W dodatku był to gest odważny. Ale jakie ten gest miał
    znaczenie poza stadionem, poza radosnym, triumfalnym rechotem
    rodaków padającym sobie w objęcia?





    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • andrzej585858 15.09.09, 06:35
    the_dzidka napisała:


    >
    > Jak wyniki sportowe mają wpływ na rozwój państwa? Konkrety proszę.

    Pozytywne nastawienie i dobre samopoczucie obywatela. To chyba ma wpływ na
    wydajność w pracy i na rozwój państwa?
    Pomijam juz fakt oszczędności w wydawaniu pieniędzy na szkolenia dotyczące
    motywacji, kontaktów interpersonalnych tak bardzo modnych ostatnio - które
    jednak jakoś mały wpływ mają na realne rzeczywiste stosunki.
    Pominę także legendarny już spadek wydobycia węgla w poniedziałek po przegranych
    meczach Górnika czy też Ruchu :-))

    >
    > Jakie znaczenie miały te zwycięstwa poza ramami stadionów? Poza
    > radosnym, triumfalnym rechotem rodaków padającym sobie w objęcia?

    No cóż - mozna widzieć tylko ten rechot i tłumy pijanych kibiców. Kwestia optyki.
    Nie da się tego wytłumaczyć, jeżeli samemu tego się nie czuje. Chciałbym zwrócić
    uwagę na słowo "rodaków" - to jest jeden z tych elementów który nadaje sens i
    znaczenie tym zwycięstwom.
    >

  • the_dzidka 15.09.09, 09:06
    Kompletnie nie rozumiesz, o czym mówię.
    Może tylko zwrócę twoją uwage, że określenie "radosny rechot
    rodaków" ma u mnie wydźwięk pozytywny i nie nalezy go kojarzyć
    z "tłumami pijanych kibiców".

    > Pozytywne nastawienie i dobre samopoczucie obywatela. To chyba ma
    wpływ na
    > wydajność w pracy i na rozwój państwa?

    Buchacha! I jeszcze raz buchacha! Ty chyba w jakiejś alternatywnej
    rzeczywistości zyjesz.
    Może jeszcze usłysze od Ciebie, że to super, że mamy Euro 2012 w
    Polsce, że to będzie wielkie święto, sukces i w ogóle?*

    Szkoda z Tobą dyskutować, naprawdę.
    * to a propos dzisiejszej rozmowy w Trójce - remontów nie będzie,
    dróg nie będzie, lotnisk nie będzie, nie będzie nawet odnowienia
    żadnego dworca w Warszawie, zaplecze hotelarskie nie rozszerzy się
    na ten czas ani trochę - będzie tylko tych kilka stadionów, i to
    samych stadionów, bez żadnego zaplecza (sklepów, restauracji,
    rozbudowanych parkingów). Wszystkim hurraoptymistom (takim jak
    naczelny idiota Tomasz Zimoch na przykład) życzę udanej podróży z
    Warszawy na Ukrainę, przez rondo w Kołbieli i modlę się, żeby
    odebrano nam tę "organizację" i ustrzezono w ten sposób przed
    gigantyczna kompromitacją.


    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • andrzej585858 15.09.09, 15:48
    Fakt - no cóż nie da się wytłumaczyć odczuć kibica komuś kto tego nie czuje.
    Dodam tylko że mówie o sporcie a nie tylko o piłce noznej.
    Zresztą sprowadzania sportu do pseudo-kibiców świadczy o elementarnym braku
    zrozumienia dla sportu a to rzeczywiście uniemożliwia jakąkolwiek
    dyskusję.
    Fakt przyznania Euro Polsce jest jak najbardziej pozytywnym faktem tylko że
    impreza sportowa o niewywiązywanie się z podjetych zobowiązań gospodarczych to
    kompletnie dwie różne sprawy.
  • dakota77 15.09.09, 15:55
    Nie, Andrzeju, to nie brak zrozumienia dla sportu uniemozliwia
    dyskusje. Uniemozliwia ja po raz kolejny twoje rzucanie haselek,
    ktore tobie sie podobaja i ktore tym samym uwazasz za jedynie
    sluszne, a ktorych w zaden sposob nie potrafisz uzasadnic.
    Ja chetnie poczytam o wplywie wynikow sportowych na gospodarke.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 15.09.09, 16:15
    Przecież to nie jest mierzalne !! Czy poczucie radości, dumy nie wpływa na
    wydajnośc pracy? czy pracownik zadowolony - obojetnie z jakiego powodu - nie
    jest lepszym pracownikiem niz ten co mu tak żle w "tym kraju" co nagminnie sie
    słyszy?
    No a juz argumenty o kacu na drugi dzień są w ogóle ponizej krytyki.

    Pamiętam że byly prowadzone badania związane z wpływem sukcesów sportowych na
    wydajność - ale nie potrafię znależć w tej chwili żródeł - więc rzeczywiście
    posłużyłem się hasełkiem.

    Zresztą o ile pamiętam to chyba wszystkie kluby angielskie są spółkami akcyjnymi
    notowanymi na giełdzie więc ich osiągnięcia sportowe przekładają się na
    gospodarkę - ceny ich akcji idą w górę.
  • lezbobimbo 15.09.09, 16:26
    andrzej585858 napisał:
    > Przecież to nie jest mierzalne !!

    No ale twierdzisz, ze jest :)

    >Czy poczucie radości, dumy nie wpływa na> wydajnośc pracy? czy
    >pracownik zadowolony - obojetnie z jakiego powodu - nie> jest
    >lepszym pracownikiem

    A czy poczucie porazki i kleski z powodu przegranej nie powoduje, ze
    pracownik jest gorszy tego dnia? Bosz, pracuj tu z takim emo, ktory
    ma cykle zalezne od sezonu futbolowego ;) W Polsce wiec tacy
    pracownicy powinni byc caly czas na chorobowym.. :P

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • andrzej585858 15.09.09, 16:37
    lezbobimbo napisała:

    > andrzej585858 napisał:
    > > Przecież to nie jest mierzalne !!
    >
    > No ale twierdzisz, ze jest :)
    >
    Manchester United w 1991r. po raz pierwszy wszedł na Londyńska Giełdę
    Kapitałową z wycena 47 milionów funtów. Na koniec 2008 roku wartośc klubu
    wynosiła 897 milionów.
    Oczywiście wyniki sportowe nie mialy żadnego wplywu na wzrost wartości - tylko
    ciekawe co?
    Ciekawe czy posiadacze akcji MU tez nie widza wpływu wynikow druzyny na ich
    portfele a co za tym idzie a gospodarkę.

    Poza tym zaś czy to co piszesz to naprawdę nie jest szukaniem argumentów na
    siłę? Czy też będziesz twierdzić że samopoczucie pracownika nie ma wpływu na
    jego wydajność?
    Na to samopoczucie maja wpływ różnorodne czynniki - z tego zaś co ironizując
    piszesz wynika że zadowolenie z meczu nie ma prawa mieć wpływu na samopoczucie
    kibica bo zadowolenie z tego powodu jest godnym tylko tłuszczy? zwłaszcza tej
    skacowanej?
  • lezbobimbo 15.09.09, 20:06
    andrzej585858 napisał:
    > Ciekawe czy posiadacze akcji MU tez nie widza wpływu wynikow druzyny na ich>
    portfele a co za tym idzie a gospodarkę.

    Jak gospodarka Anglii korzysta na wynikach druzyn - czy akcje ida w gore za
    kazda wygrana (i czy spadaja za kazda przegrana?) i czy aby na pewno cokolwiek z
    tych gigantycznych zarobkow przeplywa w ogole na podatki?
    I jak gospodarka polska korzysta z kaszlacych orlikow naszych pilkonoznych?
    Ujemnie w takim razie, jak rozumiem?

    zadowolenie z meczu nie ma prawa mieć wpływu na samopoczucie
    > kibica bo zadowolenie z tego powodu jest godnym tylko tłuszczy? zwłaszcza tej>
    skacowanej?

    Co Ty z tym kacem ciagle, o rany??? Gdzie ja o kacu pisalam? He?
    I gdzie ja pisalam o jakiejs tluszczy?
    Ja sie moge zgodzic, ze kibic sie czuje szczesliwy po meczu, gdzie inni wygrali
    na jego czesc, ale zeby jego zadowolenie wplywalo na wydajnosc i pozytywnie na
    gospodarke calego kraju, to ja nie uwierze. Skoro pila nozna to ma byc
    telenowela dla mezczyzn, to dlaczego telenowele dla kobiet nie maja rownie
    wielkiego znaczenia dla gospodarki? :D
    Czy sam jako kibic podczas meczu myslisz wiecej o pracy? Czy na stadion bierzesz
    powiedzmy laptopa, zeby nawet tam moc pracowac? (o ile pracujesz przy
    komputerze) Czy raczej odwrotnie, przerywasz sobie prace, bo nadal myslisz o
    meczu z wczoraj? :D

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • ananke666 15.09.09, 20:30
    O kacu napisałam ja. Z powodu czterech zapalonych kibiców, którzy po ważnych
    meczach rankiem mieli tajemnicze dolegliwości i dziwne zmęczenie wyzierało im z
    kaprawych oczek. Nie twierdzę, że każdy tak ma, ale i nie przypuszczam, żeby to
    było rzadkie zjawisko.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 15.09.09, 20:32
    Akurat faktycznie to nie Ty pisałaś o kacu - tylko nie wiem czemu ludzie którzy
    nie lubią sportu lub też zanim nie przepadają używaja pijanych kibiców jako
    argumentu o wymiarze prawie anty-sportowym? Pomijam też często stosowany
    argument o rozrywce dla plebsu i innych tego typu stwierdzeniach.

    Poza tym te odniesienia gospodarcze zaczynają nabierać karykaturalnego kształtu.
    Pewnie że nie maja az tak decydującego wpływu, ale powiedzenie że zadnego to tez
    przesada.
    Wystarczy nawet to że kluby dają zatrudnienie dużej ilości pracowników - wpływ
    na mniejsze bezrobocie. Zawody sportowe zwłaszcza te o randze mistrzostw świata
    rozbudzają handel - napływ dużej ilości kibiców - czy tego nie ma?
    Przecież nigdzie nie piszę że to ma duże znaczenie dla gospodarki - jakoś jednak
    organizatorzy tych imprez dobrze na tym wychodzą i nie dopłacają a wręcz przeciwnie.


    Poza tym - przypominam jeszcze raz - sport - to nie tylko piłka nożna.
    Chyba jednak prościej było napisać - nie rozumiem sportu i całej tej atmosfery-
    a poza sport jako telenowela? ciekawe podejście
  • ananke666 16.09.09, 00:39
    andrzej585858 napisał:

    > Akurat faktycznie to nie Ty pisałaś o kacu - tylko nie wiem czemu ludzie którzy
    > nie lubią sportu lub też zanim nie przepadają używaja pijanych kibiców jako
    > argumentu o wymiarze prawie anty-sportowym?


    PRAWIE robi wielką różnicę. Po prostu nie rozumiem za bardzo, jak letko
    skacowany pracownik, żeby nie wiem jak zadowolony z wyniku meczu, ma pracować
    lepiej (pod moim domem przy finałach mundialu trudno było cokolwiek szybko
    kupić, bo ciągle formowały się kolejki po piwo). I pierwsze słyszę, żeby takie
    zadowolenie utrzymało się na tyle długo, aby dać jakikolwiek wymierny efekt. Jak
    dla mnie taki argument można włożyć sobie w buty.

    Co do reszty, to bogate, a co za tym idzie najlepsze kluby są traktowane
    podobnie jak duże firmy. IMHO wpływ na rozwój państw to nieco więcej niż
    działalność jakiejś firmy. Zatem jak dla mnie kolejny argument do włożenia w buty.

    > Poza tym - przypominam jeszcze raz - sport - to nie tylko piłka nożna.

    Oczywiście. Tylko to jest chyba jedyny sport, który aż tak buduje jakąś
    ogólnonarodową, ba, ogólnoeuropejską panikę. Przy siatkówce na przykład nie było
    wywieszania flag. Choć z przyjemnością zarejestrowałam telebim we Wrocku. O
    mistrzostwach świata w żużlu w ogóle mało kto wie, choć Polacy są w ścisłej
    czołówce i zdobyli tytuł mistrzowski, nie po raz pierwszy zresztą.
    Przyjmuję fenomen piłki nożnej, chociaż nie rozumiem go ni w ząb. Zaznaczam,
    fenomen piłki, a nie fenomen sportu. I nie rozumiem, czemu dopisuje się mu
    znaczenia, których w zasadzie nie ma, a co poniektórzy drażliwi na punkcie
    akurat tego sportu jak stara panna na punkcie swojej cnoty.
    --
    Tupecik
  • ananke666 16.09.09, 00:42
    Aha - żeby nie było niejasności - ostatnie zdanie nie jest do Ciebie, Andrzeju,
    ani do nikogo na tym forum. Nie wątpię jednak, że większość takich widziała i
    wie, o co chodzi.
    --
    Tupecik
  • dakota77 15.09.09, 23:42
    No tak, to sa wymierne dowody na plyw sportu na finanse, ale zaden
    argument na poparcie twojej tezy:). Pozwole sobie przypomniec ci, ze
    wczesniej twierdziles, ze zadowolenie kibicow z wynikow w ogladanej
    przez nich dyscyplinie przeklada sie na lepsze wyniki ich pracy, a
    przez to na lepsza kondycje gospodarki.
    Tymczasem kluby sportowe i ich wyniki gieldowe trzebatraktowac
    dokladnie tak jak wyniki finansowe firm produkujacych kafelki czy
    traktory.


    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 16.09.09, 06:37
    dakota77 napisała:

    > Tymczasem kluby sportowe i ich wyniki gieldowe trzebatraktowac
    > dokladnie tak jak wyniki finansowe firm produkujacych kafelki czy
    > traktory.

    Chyba tak nie do końca. Niestety klub sportowy bez kibica traci rację bytu a
    zaden kodeks pracy nie zmusi go do ogladania "miernot" co widać właśnie na
    naszych stadionach piłkarskich.
    W firmie produkującej traktory niestety muszę przychodzić do pracy pomimo tego
    że szef jest "miernotą". - jak nie przyjdę to nie będę miał za co pójść na mecz.
    A łaska kibica na pstrym koniu jeżdzi :-))
  • dakota77 16.09.09, 09:06
    Zle porownanie. Piszesz, ze w firmie produkcyjnej musisz przychodzic
    dfo pracy, bo nie zarobisz. Klub tutaj jest odpowiednikiem firmy
    produkcyjnej, a pilkarz twoim. I tez musi przychodzicm do pracy i
    robic swoje, zeby zarobic.
    I wciaz nie wiem, jak twoim zdaniem wyniki sportowe przekladaja sie
    na krajowa gospodarke. Bo owszem, kluby oddaja panstwu podatek, no
    ale ile jest tych klubow sportowych w porownaniu do innych firm. Poza
    tym ty argumentowales, ze zadowolony z meczu pracownik lepiej pracuje
    i to sie odbija na gospodarce, No i ja bardzo chetnie zobacze
    uzasadnienie. Sensowne. I nie z emocji, a z argumentow zbudowane:)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 16.09.09, 16:17
    Powtórzę - kibic nie ma obowiązku przychodzenia na mecze - nie myl kibica z
    piłkarzem który owszem jest pracownikiem, tylko że jego zarobki są uzaleznione
    od łaski kibica.
    To kibic jest pracodawcą każdego sportowca.
    Następnie - pisałem że pracownik zadowolony to bardziej efektywny pracownik -
    zadowolenie ma różne żródła - takze sportowe.

    Nigdzie nie stwierdziłem że jest to jakiś znaczący wpływ na gospodarkę - ale
    jednak istnieje.
    Dobrze że choć tyle jest dostrzegane.
    Przecież nigdzie nie stwierdziłem że ma to jakieś kolosalne znaczenie dla
    gospodarki ale jakieś jednak chyba ma? Sport to nie tylko pilka nożna - czy
    nawet zawody Formuły nie maja wpływu na jakies tam wskażniki gospodarcze?
    Tysiące ludzi zatrudnionych wokół samej Formuły to nie jest wpływ sportu na
    gospodarkę?
    Jezeli to są emocjonalne argumenty to już nie wiem jakie mogą być żeby poza
    niechęcią albo do sportu albo do istniejących niestety - negatywnych zjawisk -
    mogłyby wpłynąć na spostrzeżenie że jakiś tam wpływ jednak istnieje.
  • ananke666 16.09.09, 19:46
    Wcześniej napisałeś:
    "Owszem nie za bardzo można
    porównywać zwycięstwo w meczu do zwycięstwa w botwie ale wyniki sportowe jak
    najbardziej mają swoje wpływ na rozwój państwa. Nawet w sferze gospodarczej."
    Teraz okazuje się, że jest to wpływ znikomy, taki sam, jak każdej jednej dużej
    firmy, zatrudniającej sporą liczbę ludzi. Jeśli chodzi o rozwój państwa - to
    żaden wpływ. Poza tym dałoby się pewnie udowodnić tezę odwrotną - gospodarka ma
    wpływ na wyniki sportowe, ponieważ zwykle najbogatsze kluby są najlepsze, stać
    ich na płace dla najlepszych zawodników, wsadzają potężne pieniądze w szkolenie
    i, jak w przypadku F1 dajmy na to, w technologię. Zespół, który ma sukcesy, nie
    musi martwić się o łaskę kibica. Kibic poleci za nim, bo w sporcie kocha się
    przede wszystkim zwycięzców.
    --
    Tupecik
  • dakota77 16.09.09, 20:11
    Otoz to.

    A dyskusja wyglada jak zawsze- czy to o sporcie, czy o religii.
    Andrzej czuje, ze cos tak wyglada, i uwaza, ze to prawdy uniwersalne.
    O dowody mniejsza, kogo to interesuje.

    Naprawde trudno mi uwierzyc, ze kibic idzie do pracy z piesnia na
    ustach i ze zdwojonma energia zabiera sie za obowiazki tylko dlatego,
    ze jego druzyna tydzien czy rok wczesniej cos tam wygrala.
    Na dodatek twierdzenie, ze kibic zadowolony to produktywniejszy
    pracownik jakos mi pachnie prl-owska retoryka.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • ananke666 16.09.09, 21:18
    Ej no, nie jeździj po chłopaku jak walcem, bo nam ucieknie!
    --
    Tupecik
  • dakota77 16.09.09, 21:21
    Mam nadzieje, ze nie ucieknie, tylko pomysli o argumentowaniu;)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 16.09.09, 21:46
    Ja nie z takich co to sie obrażaja i uciekają :-)) Tylko że dla mnie akurat to
    znowu pachnie nie przyjmowaniem cudzych argumentów do wiadomości.
    To ja jeszcze raz - pytanie - jaki pracownik jest bardziej wydajny zadowolony
    czy zdenerwowany?
    Ja uważam że zadowolony i jeżeli choćby wynik meczu mial wpłynąć na jego lepsze
    samopoczucie to chyba dobrze ?
    Nie mogę tez zrozumieć dlaczego ciągle nie bierzecie pod uwagę że - o czym
    zresztą pisałem już kilkakrotnie - klub sportowy mały czy też duży zależy od
    kibiców!!
    Nie będzie miała Barcelona ani Real milionów jeżeli nie będzie miała tysięcy
    kibiców !!!
    Swego czasu - no właśnie nie podam znowu żródła - ale była informacja podana
    przez władze Chicago że w tym czasie gdy Jordan gral w Chicago Bulls = własnie
    jego obecność i gra w tym klubie przyniosła dla miasta dochód kilkudziesięciu
    milionów - no ale to chyba tez nie jest argument.
    Kibic odwróci się od klubu bez wyników i nie będzie pieniędzy a nie ma siły
    która by zmusiła kibica do płacenia jak nie chce.
    Poza tym - czy ja upierałem sie gdziekolwiek że to ma jakiś decydujący wpływ na
    gospodarkę? Po prostu twierdzę że ma i ciągle podaję powyższe argumenty.
    Teraz okazuje się że maja zbyt mały wpływ.

    Ja też czasem mam dziwne wrażenie że nie ma argumentów które byłyby w stanie
    obalić tezę co do której nie mam wątpliwości - zwłaszcza jak coś jest niemierzalne.
    Choc akurat w przypadku klubów angielskich to gdyby podliczyć ich wartość
    rynkowa to podejrzewam że niejeden bank nie obraca takimi pieniędzmi bo to będą
    juz wartości w miliardach.
    Ale to chyba ciągle za małe wartości?

  • dakota77 16.09.09, 21:56
    Ale Andrzeju, jak dlugo trwa to zadowolenie pracownika po meczu,
    ktorego wynik go ucvieszyl? Dzien? Jak to sie odbija na wynikach
    gospodarczych? Twierdzisz, ze to ma wplyw na gospodarke, ale nie
    podajesz ZADNYCH argumentow. Bo to co piszesz to nie argumenty na
    poparcie twojej tezy.
    Owszem, brytyjskie kluby robia duze pieniadze. Ale co to ma do
    rzeczy? Jak pisalam, nalezy je traktowac z punktu widzenia gospodarki
    tak samo jak producentow kafelkow. Ok, zadwoloneni fani to wieksze
    przychody, wieksze podatki, ale czy to ma az tak ogromny wplyw na
    stan gospodarki krajowej? No bez przesady.
    No i jak zadowolenie szarego Kowalskiego przeklada sie dlugofalowo na
    wyniki jego wlasnego zakladu pracy?

    PO co uzywasz tylu wykrzyknikow? To pensjonarskie. Wolalabym, zebys
    zastanowil sie spokojnie i sprobowal nam wyjasnic ten zagadkowy wplyw
    kibicowskiej radosci na panstwowa gospodarke. Aha, i jeszcze chetnie
    sie dowiem, dlaczego nalezy kibicowac reprezentacji narodowej
    koniecznie. Bo z tego watku zaczelo wynikac, ze jak sie nie kibicuje
    rodzimym sportowcom, to sie nie jest porzadnym kibicem;)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 16.09.09, 22:10
    No tak, tylko wychodzi na to że powinienem teraz stworzyć jakąś wielką teorię
    ekonomiczną - niestety nie potrafię :-((
    Ale mimo wszystko jeszcze raz sie pytam - a gdzie ja napisalem że to ma mieć
    ogromny lub chociażby duży wpływ?
    Statystyczny Kowalski nie ma prawie zsdnego ale tysiące raczej już ma - zresztą
    na miejsce meczu mozna wstawić koncert, książkę - jakakolwiek czynność która
    jest rozrywką a która powoduje lepsze samopoczucie i zadowolenie.
    Traktujesz kluby jak przedsiębiorstwa - owszem teraz one nimi się stały - ale
    to są ciągle kluby sportowe których racja bytu opiera się na kibicach,
    zadowolonych kibicach.
    Dla mnie jest to właśnie ten zagadkowy wpływ kibicowskiej radości na gospodarkę.

    No i jeszcze jednym mnie zaskoczyłaś - pierwsze słyszę że aby byc kibicem to ma
    się obowiązek kibicować rodzimym sportowcom. Ja jestem kibicem sportowym i
    naprawdę wiele dyscyplin oglądam czy też raczej oglądałem , bo teraz to już nie
    chce mi sie po prostu . Owszem czuje sie sentymentalnie bardziej związany z
    narodową reprezentacją nawet jeżeli żle gra ,ale żeby nie widzieć poza nią
    świata? To nie jest wtedy kibic tylko właśnie kibol
  • dakota77 16.09.09, 22:14
    Traktuje kluby jakm przedsiebiorstwa, bo to sa przedsiebiorstwa.
    Zawlascza te bedace spolkami gieldowymi, ktorych ty sam uzywales jako
    przykladu.
    Hmm, moze ja jestem dziwna, ale jak sie ma mala wiedze o ekonomii, to
    na moj chlopski rozum nie wysuwa sie o niej teorii.

    W tym watku i w jakims poprzednim napisalam, ze widze sensu
    kibicowanoa np. naszej reprezentacja pilkarskiej, bo to marna
    reprezentacja. I wychodzilo, ze nie rozumiem ducha sportu. Rozumiem,
    tylko takiego, w ktorym sama wybieram, komu kibicowac.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • ginny22 16.09.09, 22:34
    > W tym watku i w jakims poprzednim napisalam, ze widze sensu
    > kibicowanoa np. naszej reprezentacja pilkarskiej, bo to marna
    > reprezentacja. I wychodzilo, ze nie rozumiem ducha sportu.

    Bo drużynie nie kibicuje się dlatego, że jest mocna, tylko dlatego,
    że się ją lubi z tego czy innego powodu. Nie ma natomiast (wg mnie)
    obowiązku lubienia koniecznie kadry narodowej czy klubu piłkarskiego
    z miasta, w którym mieszkamy.
    Sama kibicuję dwóm reprezentacjom piłkarskim poza polską - a
    kibicowanie jednej z nich prawdziwi Polacy uznaliby pewnie za zdradę
    narodową. Ale mam to w nosie :)
  • ananke666 16.09.09, 22:35
    Ruskie czy Niemcy?
    --
    Tupecik
  • ginny22 16.09.09, 22:51
    Niemcy :)
  • lezbobimbo 17.09.09, 12:56
    andrzej585858 napisał:
    > No tak, tylko wychodzi na to że powinienem teraz stworzyć jakąś
    wielką teorię> ekonomiczną - niestety nie potrafię :-((

    To po co zaczynasz sie wypowiadac na temat gospodarki i co na nia
    wplywa?

    > Ale mimo wszystko jeszcze raz sie pytam - a gdzie ja napisalem że
    to ma mieć> ogromny lub chociażby duży wpływ?

    Przed chwila pisales, ze kibicowa radocha ma wplyw na gospodarke
    CALEGO kraju. To bylby ogromny wplyw, tylko ciekawe, ze nikt inny nie
    widzi tego poza Toba.

    > Traktujesz kluby jak przedsiębiorstwa - owszem teraz one nimi się
    stały - ale> to są ciągle kluby sportowe których racja bytu opiera
    się na kibicach,> zadowolonych kibicach.

    He? Racja bytu klubow opiera sie na tym, czy ma dosc zawodnikow do
    grania i trenerow do trenowania. Gracze nie graja, aby zadowolic
    kibicow, tylko zeby grac, bo to lubia. Potem kluby staja sie wieksze,
    z wiekszym zapleczem i zaczynaja zarabiac - wtedy graja tez dla forsy
    i sponsorow. Jak juz klub stanie sie slawny, to ma sponsorow coraz
    wiecej a gracze moga tez zarabiac na swojej slawie, n.p. reklamujac
    dowolne produkty (Beckham i inne takie).
    Kibice to tylko efekt uboczny i gracze moga grac nawet bez nich. A
    jak sie upra, to tez bez nich zarabiac ;)

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • tygrys2112 17.09.09, 19:55
    > Kibice to tylko efekt uboczny i gracze moga grac nawet bez nich. A
    > jak sie upra, to tez bez nich zarabiac ;)

    Z tym się nie zgodzę. Piłka nożna zarabia na kibicach przychodzących
    na stadion Weźmy na przykład Bayern Monachium. Przykładowo opłaty za
    wstęp na mecze ligii mistrzów 10-80 euro. Żródło:
    www.fcbayern.t-
    com.de/media/native/ticketing/preislisteucl0910_280809.pdf Za mecze
    ligowe 5-60 euro: www.fcbayern.t-
    com.de/media/native/ticketing/preisliste030709.pdf
    Tu dane na temat pojemności stadionu, kart rocznych itp, po czym też
    można wywnioskować, jakie dochody ma Bayern z kibiców:
    www.fcbayern.t-com.de/media/native/ticketing/ticketinfo100909.pdf
    Do tego dochodzą opłaty za wysyłkę biletu, parkowanie itp.
    Popularność klubu mogę potwierdzić naocznie, bowiem w dniach
    rozgrywek Bayernu linia metra U6 w stronę Allianz Areny była
    doszczętnie zatłoczona przez kilka godzin. Wszędzie ludzie w
    czerwono-niebieskich szalikach.

    Główny powód, dla którego kluby nie dają rady bez kibiców to jednak
    nie bilety, a sponsorzy. jeśli drużyna nie ma kibiców, to nie ma
    sponsorów, bo jaka firma chce się reklamować, wiedząc, że jej
    reklama do nikogo nie trafi?
  • lezbobimbo 17.09.09, 13:07
    andrzej585858 napisał:
    > No i jeszcze jednym mnie zaskoczyłaś - pierwsze słyszę że aby byc
    kibicem to ma> się obowiązek kibicować rodzimym sportowcom.

    Wlasne wypowiedzi Cie zaskakuja? ;)
    To Ty sam pisales, ze radosc kibicow po grze RODAKOW wplywa
    pozytywnie na caly kraj :D I ze to przez to, ze to rodacy, to tak
    wplywa na gospodarke :D

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • andrzej585858 17.09.09, 15:28
    Według mnie jest to już czepianie się - nigdzie nie twierdzilem że jest to
    znaczący wplyw - tylko ze wpływ istnieje, nie stwierdzilem że istnieje obowiązek
    kibicowania narodowego - chyba że juz jesteśmy tak eurpoejscy ze nic mnie nie
    obchodzi czy Polak wygrywa lub nie - ja taki europejski nie jestem i mam
    nadzieje nigdy nie będę.

    Poza tym twierdzenie że sport moze obyc się bez kibica jest dość kuriozalnym
    stwierdzeniem no ale powoli przestaje mnie już cokolwiek dziwić zwłaszcza jak
    przeczytalem ze ateiści sa dyskryminowani bo nie mają co wpisać w rubryce
    wyznanie czego podobo od nich się żąda.
    Tylko żeby nie było zaraz pytania co to ma wspólnego jedno z drugim .
    Jedno ma wspólne - oba stwierdzenia mają tyle samo wspólnego z rzeczywistością-
    jak to ze piłkarz będzie grał dla pustych trybun.
  • ananke666 17.09.09, 17:17
    > Jedno ma wspólne - oba stwierdzenia mają tyle samo wspólnego z rzeczywistością
    > jak to ze piłkarz będzie grał dla pustych trybun.

    Ja tam twierdzę, że nie będzie i nie będzie musiał. Jeśli będzie dobry, przyjdą.
    Jeśli będzie bardzo dobry, o bilety wręcz się pogryzą. Co nie znaczy, że czysty
    dochód z biletów będzie jedynym środkiem utrzymania.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 17.09.09, 18:29
    ananke666 napisała:

    > .
    > Jeśli będzie bardzo dobry, o bilety wręcz się pogryzą. Co nie znaczy, że czysty
    > dochód z biletów będzie jedynym środkiem utrzymania.

    Oczywiście, ze nie jest i nigdzie tego nie stwierdziłem, choć jakoś znam trochę
    sekcji sportowych które utrzymują się wyłącznie z łaski kibica i z łaski
    sponsorów którtmi najczęściej są sami zainteresowani i ich rodziny - taka bieda
    też jeszcze istnieje.
  • ananke666 17.09.09, 19:01
    Nie wątpię, że znajdą się i takie kluby, w których kibicami są wyłącznie
    przyjaciele i sąsiedzi, którzy przychodzą popatrzeć, jak mleczarz Wasiak strzela
    gola małorolnemu Bączakowi, ale nie o takich klubach obecnie rozmawiamy.
    --
    Tupecik
  • dakota77 17.09.09, 18:59
    Andrzeju, nie wykrecaj sie sianem. Znowu cala wielka dyskusja po nic,
    bo udajesz, ze nie napisales tego, co napisales. Mam wrazenie, z
    ekolejny raz nie potrafisz sie przyznac, ze sie zagalopowales w
    swpich twierdzeniach, wolisz udawac, ze ich nie bylo.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 17.09.09, 21:12
    Tym razem nie zagalopowałem się. Stwierdziłem tylko tyle że "Wyniki sportowe
    maja jak najbardziej swój wpływ na rozwój pastwa. Nawet w sferze gospodarczej."
    Napisałem "nawet" - nie stwierdziłem że duży, ale ze mają, No i to zdanie
    wywołało całą burzę.
    Całe szczęście że choć uznany został fakt ze duże kluby maja wpływ na rozwój
    gospodarki. Mam nadzieję że jeszcze trochę a stwierdzenie że sport bez kibica
    byłby martwy tez doczeka się uznania.
    Sport to nie tylko Maradona i Ronaldo to także i Wasiak - o tym nie należy
    zapominać.
    Tak więc żadnym sianem się nie wykręcam a raczej powiedziałbym odwrotną
    tendencję obserwuję.
  • dakota77 17.09.09, 22:04
    Duze kluby maja taki sam wplyw na rozwoj gospodarki, jak kazda inna
    przynoszaca kase w podatkach firma. Uwazasz swoja teze za udowodniona?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 18.09.09, 06:40
    Wcale nie miałem zamiaru niczego udowadniać -stwierdziłem istnienie zjawiska
    którego wpływ na różne dziedziny istnieje, w tym takze na gospodarkę - no ale
    każdy ma prawo tego nie dostrzegać i już.
    Może ten choc fragment z dokumentów unijnych zostanie uznany za jakiś choc
    minimalny argument?:

    ec.europa.eu/sport/white-paper/doc/wp_on_sport_pl.pdf
  • dakota77 18.09.09, 08:18
    Chwila, chwila. Zjawisko, ktorego istnienie oglosiles na poczatku
    bylo nastepujace: zadowolony z wyniku meczu KIBIC pracuje lepiej, a
    tym samym przyczynia sie do rozwoju gospodarki. W toku dyskusji w
    zaden sposob nie potrafiles wyjasnic, w jaki sposob mialoby sie to
    odbywac i co z sytuacja, w ktorej kibic cierpi na skutek marnych
    wynikow. Proszony o wyjasnienia zaczales przytaczac przyklady KLUBOw
    sportowych i ich dochodow. A to zupelnie co innego. Te kluby owszem
    wnosza finansowy wklad w gospodarke jak kazda inna zatrudniajaca
    ludzi i generujaca przychody firma.

    Klub a jego kibic- chyba jest roznica?

    Jezeli to nie jest wykrecanie sie sianem, to ja nie wiem, co nim
    jest. Wroc do swoich wczesniejszych postow i zobacz, ze czarno na
    bialym widac, ze wczesniej mowiles o czyms innym. Mnie wciaz
    interesuje kwestia wplywu na gospodarke dobrego pomeczowego humoru
    Kowalskiego, ale wiem, ze nie doczekam sie od ciebie rozwiniecia
    tematu.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • ginny22 18.09.09, 10:43
    Ja potraktowałam stwierdzenie Andrzeja o tym, że zadowolony z
    wyników drużyny kibic pracuje lepiej i wpływa na gospodarkę, jako
    tekst pisany na poły żartobliwie. Późniejsza sieriozna ekonomiczna
    dyskusja mnie zaskoczyła.
  • dakota77 18.09.09, 12:52
    No ja tez uwazam, ze taka tez to calkiem niezly zarcik:).
    Tylko jesli to bylo zartobliwe, wystarczylo napisac potem, ze
    niepotrzebnie potraktowalysmy to powaznie, zamiast sie rozpisywac o
    tym, ze takie stwierdzenie nigdy nie padlo.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 18.09.09, 19:30
    ginny22 napisała:

    > Ja potraktowałam stwierdzenie Andrzeja o tym, że zadowolony z
    > wyników drużyny kibic pracuje lepiej i wpływa na gospodarkę, jako
    > tekst pisany na poły żartobliwie. Późniejsza sieriozna ekonomiczna
    > dyskusja mnie zaskoczyła.

    Brawo! Jednak kibic na kibica w trudnych sytuacjach może liczyć. Dla mnie było
    to stwierdzenie typu - człowiek zadowolony po prostu lepiej pracuje i nie jest
    istotne z jakiego powodu jest zadowolony. Moze być takze z meczu.
    Pomimo iz ciągle wracałem do tego stwierdzenia to żadano ode mnie dowodów - stąd
    też póżniejsze quasi-ekonomiczne argumenty.
    Ale ja tam lubię udowadnianie że nie jestem wielbłądem :-))) Przynajmniej
    towarzystwo nie gnuśnieje :-)))
  • dakota77 18.09.09, 19:49
    No i co? Popracuje jeden dzien lepiej i co to w wiekszej skali
    zmieni?

    Ja tez jestem kibicem, to o niczym nie przeswiadcza. Jak piszesz
    metnie i sam nie wiesz, co sie starasz udowodnic, efekt jest jaki
    jest. Ale milej ci myslec, ze to ci inni, gorsi, co nie kibicuja temu
    co trzeba i tym co trzeba nic nie kumaja, prawda?
    Z udowodnieniem, ze nie jestes wielbladem, mialbys powazne klopoty
    logiczne, tak swoja droga;-P
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 18.09.09, 20:04
    dakota77 napisała:

    > No i co? Popracuje jeden dzien lepiej i co to w wiekszej skali
    > zmieni?
    >
    > Ja tez jestem kibicem, to o niczym nie przeswiadcza. Jak piszesz
    > metnie i sam nie wiesz, co sie starasz udowodnic, efekt jest jaki
    > jest. Ale milej ci myslec, ze to ci inni, gorsi, co nie kibicuja temu
    > co trzeba i tym co trzeba nic nie kumaja, prawda?
    > Z udowodnieniem, ze nie jestes wielbladem, mialbys powazne klopoty
    > logiczne, tak swoja droga;-P

    O rany - ile razy mam pisac że niczego nie starałem sie udowodnić?
    Kiedy użyłem sformułowania że są jacyś gorsi kibice?? To chyba jest juz
    nadinterpretacja co najmniej.
    Niech juz będzie że mętnie napisałem iż człowiek zadowolony po prostu lepiej
    pracuje i to że jego lepsza praca nie ma wpływu na gospodarkę. Czy jest to mętne
    sformułowanie?
    Trudno - ja z natury człowiek zgodny więc przyjmuje że myslę nieco fantazyjnie
    powiedzmy - całe szczęście że moge to na wiek choc trochę zwalić :-)))
  • dakota77 18.09.09, 20:18
    O rany, znow mnozysz pytajniki jak pensjonarka;-). OK, dawno powinnam
    wycofac sie z tej dyskusji i zostawic cie z twoimi socjoekonomicznymi
    teoriami. Czynie to niniejszym, po co ja sie szarpie:)
    Nie, to nie ejst metne sformulowanie, To jets nieprawdzwie
    stwierdzenie, bo napisales cos innego, nawet ktos, chyba Lezbobimbo,
    ci to cytowal. To, ze wypierasz sie wlasnych slow wkurza mnie
    bardziej niz dziwne teorie. Ale co mi tam, EOT.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 18.09.09, 20:31
    Trudno ich nie mnozyć - zwłaszcza jak coś pisze sie po raz setny co najmniej.
    Jakoś Ginny potrafiła bez problemu zrozumieć o co mi chodziło.
    No cóż z jednego zdania zrobił się problem - szkoda.
  • dakota77 18.09.09, 23:58
    Jakbys przemyslal to jedno zdanie zanim je napisales, i jakbys sie
    pozniej przy nim bezsensownie nie upieral, problemu by nie bylo.
    Zadnego.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 19.09.09, 11:23
    W związku z powyższym przyjmuję do wiadomość że pozytywne nastawienie i dobre
    samopoczucie pracownika nie ma żadnego wpływu na jego wydajność w pracy podobnie
    jak depresja, zniechęcenie itp.
    Co oczywiście w żaden sposób nie przekłada się na gospodarkę, bo cóż znaczy
    jeden mizerny osobnik wobec i jego samopoczucie wobec budżetu państwa?
    Argumentów na słuszność tego twierdzenia nie wymagam.
    Po prostu można mieć taka opinię, ja mam nieco inną niestety.
    Swoją drogą było to fascynujące doświadczenie jak można z jednego zdania uczynić
    coś na miarę tragedii greckiej prawie.
  • dakota77 19.09.09, 18:58
    Nie pochlebiaj sobie tak Andrzeju z ta grecka tragedia, naprawde.

    I dokladnie tak- samopoczucie jednego osobnika ani nie naprawi, ani
    nie zepsuje gospodarki, to jednak troszke bardziej skomplikowany
    mechanizm.Wplywu samopoczucia na wydajnosc nie podwazam, za to wplyw
    tegoz samopoczucia na PKB juz tak;-)

    EOT tym razem juz calkiem.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • the_dzidka 20.09.09, 17:31

    > W związku z powyższym przyjmuję do wiadomość że pozytywne
    nastawienie i dobre
    > samopoczucie pracownika nie ma żadnego wpływu na jego wydajność w
    pracy podobni
    > e
    > jak depresja, zniechęcenie itp.
    > Co oczywiście w żaden sposób nie przekłada się na gospodarkę, bo
    cóż znaczy
    > jeden mizerny osobnik wobec i jego samopoczucie wobec budżetu
    państwa?
    > Argumentów na słuszność tego twierdzenia nie wymagam.
    > Po prostu można mieć taka opinię, ja mam nieco inną niestety.
    > Swoją drogą było to fascynujące doświadczenie jak można z jednego
    zdania uczyni
    > ć
    > coś na miarę tragedii greckiej prawie.

    Fajnie tak się kreować na skrzywdzonego bohatera, prawda?
    Szkoda, że to nie robi na nikim wrażenia.

    --
    Dzidka
    --------------
    Codziennie budzę się piękniejsza, ale dziś to już chyba
    przesadziłam.
  • dakota77 20.09.09, 18:52
    Otoz to, zwlaszcza ze juz wczensiej byli tu tacy (takie) to co lubili
    kreowac sie na meczennikow, kiedy im argumentow zabraklo.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 19:17
    A gdzie to ja kreuje się na tego męczennika? Napisałem zdanie w sumie jedno i
    nie myślałem że z tego powodu rozpęta się taka burza - więc jeszcze raz - tak
    uważam że zadowolony pracownik jest wydajniejszy i że z tego powodu ma to wpływ
    na gospodarkę.
    Nigdzie nie twierdziłem że ma to duży i tyle.
    Cała reszta dyskusji to jakoś zmierzała do tego że mam to udowodnić a
    doprowadziła nawet do stwierdzenia ze sport moze istnieć nawet bez kibiców.
    Tak się składa że potrafię przyznać się do błędu - co uczyniłem w trakcie
    dyskusji o istnieniu wrodzonej zdolności rozpoznawania dobra i zła - czego
    empirycznie nie jestem w stanie udowodnić.
    Tutaj natomiast napisałem jedno zdanie w którym nie widzę nic błędnego gdyż tak
    uważam, a ze ktoś ma inny pogląd - może mieć i wcale nie chcę zeby go udowadniał.
    Tak na koniec to może ja poproszę o argumenty przeczące temu że samopoczucie
    pracownika nie ma wpływu a jego wydajność?
    Nawet jeżeli to samopoczucie wynika z radości kibica?
  • dakota77 20.09.09, 19:32
    Zdanie, ze potrafisz przyznac sie do bledu setnie mnie ubawilo. W
    dyskusji swiatopogladowej dluugo nie potrafiles tego zrobic, a
    przyparty do muru twierdziles, ze nigdy pewnych rzeczy nie mowiles i
    wykrecales sie jak mogles.

    Nikt nie przeczy, ze samopoczucie pracownika ma wplyw na wydajnosc.
    Chyba kazdy to widzi po sobie. Ale mocno dyskusyjna rzecza jest wplyw
    humoru pojedynczego czlowieka na stan gospodarki. Z tym ze dalsza
    dyskusje o gospodarce nie zamierzam sie wdawac, jako ze taka dyskusja
    z toba jest pozbawiona sensu. I tak bedziesz sie wykrecal sianem.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 19:48
    dakota77 napisała:

    .
    >
    > Nikt nie przeczy, ze samopoczucie pracownika ma wplyw na wydajnosc.
    > Chyba kazdy to widzi po sobie. Ale mocno dyskusyjna rzecza jest wplyw
    > humoru pojedynczego czlowieka na stan gospodarki.

    Ciekawe - jak na początku napisałem ze tak samo uważam to wywołało to odzew w
    postaci stwierdzeń - że żyję w alternatywnej rzeczywistości, futbolowym
    matrixie i rzucam hasełka bez pokrycia a teraz nikt temu nie przeczy?
    Nadal to samo twierdzę i mie wykręcam się z powyższych sformułowań.
    Nigdzie nie pisałem ze ma to duży wpływ.

  • dakota77 20.09.09, 20:08
    O nie nie, to nie to samo. To, ze czlowiek w dobrym humorze sprawniej
    pracuje, a w zlym czy chory gorzej, nie oznacza od razu, ze w
    pierwszym przypadku gospodarka kwitnie, a w drugim jest bliska
    zawalenia sie. A tak mozna bylo interpretowac twoje opinie i nie
    tylko ja je tak odebralam.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 20:21
    Oczywiście że nie - no i własnie cały problem w tym jednym sformułowaniu "tak
    można było interpretować" no i tak interpretujecie, a to że chodziło mi tylko o
    nie negowanie istnienia tego wpływu - to jakoś ciągle umyka.
    Chciałem też zauważyć że jednak były tez osoby które jakoś wiedziały co miałem
    na myśli.
    Tak poza tym, to też nie pierwszy raz widzę tutaj skłonności do skrajnych
    interpretacji - ale to chyba dlatego ze jest to bardziej widowiskowe i przyciąga
    większą ilość kibiców - czyli w pewien sposób zawody sportowe :-))
  • dakota77 20.09.09, 20:28
    Osoby, ktore "jakos wiedzialy, co masz na mysli" to te, ktore nie
    negowaly wplywu kibicow na dochody druzyny.
    Co do wplywu Kowalskiego- kibica na kondycje krajowej gospodarki nie
    zdolales nikogo przekonac, z tego co widzialam.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 20:38
    Czyli dużo pracy jeszcze mnie czeka :-)))
    No cóż pojedynczy Kowalski - jako taki to rzeczywiście minimalny wpływ ale
    społeczeństwo to przecież suma Kowalskich.
    Tak przy okazji to wydaje mi się że istnieje dosyć ciekawe zjawisko. Z jednej
    strony kazdy chce być zauważony jako ten właśnie Kowalski, a jednocześnie w
    skali makro gdzieś ten Kowalski ginie, pozostają tylko wskażniki. Ale to taka
    lużna uwaga.
  • dakota77 20.09.09, 20:40
    I kazdy z nich kibicuje tej samej druzynie, temu samemu sportowi i tego
    samego dnia przyczynia sie do wzrostu/pogorszenia gospodarki?:)
    Zmieniasz zdanie w stosunku do swoich wczensiejszych wypowiedzi, ale
    pewnie tak nie uwazasz, co?:)

    --
  • andrzej585858 20.09.09, 21:04
    A co to za różnica komu i czemu kibicuje? Dla mnie bez znaczenia - podobnie jak
    to z jakiej przyczyny jest w dobrym lub złym nastroju.
    Czy jest to zmiana w stosunku do mojej pierwszej wypowiedzi : - "wyniki sportowe
    jak najbardziej mają wpływ na rozwój państwa. Nawet w sferze gospodarczej".
    Drugie zdanie to było doprecyzowanie - wpływ ten "określam jako pozytywne
    nastawienie i dobre samopoczucie obywatela".
    Owszem, w stosunku do tych zdań od których zaczęła się burza nie uważam że coś
    się zmieniło w moich poglądach.
  • kebbe 20.09.09, 20:33
    Czytam ten wątek, o pokrętnym tytule...i cóż, moje refleksje wysoko filozoficzne
    nie będą. Uprzedzając ewentualne komentarze zaznaczam, że być może nie będę
    potrafiła niczego później rozwinąć, uściślić i doprecyzować. Pewnie i tak
    okazałbym się w tym cienka jak zupa więzienna... czyli zupełnie jak Andrzej,czyż
    nie?
    Oto moje niegłębokie przemyślenia: napisał facet luźny komentarz, coś mu
    przyszło do głowy ad hoc i napisał-w moim odczuciu z przymrużeniem oka,
    żartobliwie, na wesoło. I co mu nierozsądnemu z tego przyszło? Kolejny dzień
    tłumaczy, wyjaśnia, prostuje, a każdy jego post jest poddawany, delikatnie
    mówiąc, niedelikatnej krytyce. WSZYSTKO co pisze, nawet okraszone :) czy
    ;)traktowane jest ze śmiertelną powagą,analizowane jak bakteria pod mikroskopem,
    a on sam zmuszony do tłumaczenia się jak podejrzany na komendzie. I te "świetne"
    i to już na wstępie podsumowania jego wypowiedzi jak: "buahahaha! i jeszcze raz
    buahahaha!" czy coś w tym stylu, wyszydzanie, sugerowanie, że kreuje się na
    męczennika...kurde, naprawdę uważacie, że wszystko jest w porządku? Ja rozumiem,
    że to jest forum dyskusyjne, że należy swoje stanowisko argumentować, ale do
    cholery, to chwilami przypomina mi jakieś polowanie z nagonką, wyczekiwanie, czy
    i kiedy ktoś się potknie. Sorry, ale odnoszę wrażenie,że niektóre z Was traktują
    Andrzeja ze zwyczajną wrogością, nie rozumiem kompletnie dlaczego. Może jestem
    zbyt tępa.
  • dakota77 20.09.09, 20:38
    Twoierdzenie, ze nie napisalo sie tego, co sie napisalo drazni mnie
    jeszcze bardziej niz nieumiejtnosc poparcia argumentami wydumanych
    teorii, ktore sie wyglasza.
    Mamy teraz pospieszyc z zapewnieniami, ze nikt cie za tepa nie uwaza?
    Andrzej niczego nie prostuje, tylko wypiera sie wlasnych slow. Ja tu
    widze roznice.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 20:45
    Ależ dla mnie wcale to nie przeszkadza :-)) Naprawdę, uważam że jak to mowi
    Pospieszalski "Warto rozmawiać" a że takie a nie inne reakcje występują?
    Ja tam starej daty jestem i staram się być grzeczny i przynajmniej próbować
    wytłumaczyć o co mi chodziło - może i niepotrzebnie i z błędami - no ale już
    taki jestem.
    Poza tym - mam i tak dług wdzięcznosci wobec forum bo dzięki takim dyskusjom cos
    sam sobie układam no i poznaje trochę ludzi, co na pewno nie jest na ostatnim
    miejscu jeżeli chodzi o sens tej dyskusji.
  • kebbe 20.09.09, 23:47
    Ale Andrzeju,możesz sobie robić co chcesz, jak Ci tu dobrze. Ja po prostu mówię
    o swoich odczuciach względem tego wątku i tej dyskusji.Dakoto, nie zrozum mnie
    źle-dostrzegłam agresywny i złośliwy ton niektórych wypowiedzi, tyle. To są moje
    osobiste wrażenia. Zwykle nie zajmuję stanowiska w forumowych sprzeczkach,co
    wynika być może z mojej mało konfliktowej natury. Tu jednak zwyczajnie się
    wkurzyłam się, bo uważam, że pewnych uwag i uszczypliwości można było sobie
    oszczędzić. Ale przyznaję, że z kolei ja prawdopodobnie powinnam była darować
    sobie ostatnie zdanie w poprzednim wątku.
  • dakota77 20.09.09, 23:53
    O, to ta cala liczba mnoga wczesniej oznaczala tylko mnie?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • kebbe 20.09.09, 23:58
    Nie, Dakoto. Nawiązałaś do mojego postu, Ty oraz Andrzej, więc do Was się
    zwróciłam z następnym wpisem.
  • dakota77 21.09.09, 00:02
    kebbe napisała:

    > Ale Andrzeju,możesz sobie robić co chcesz, jak Ci tu dobrze.

    Innym tez tu dobrze, wiec rozumiem, ze tez ich to dotyczy?
    Wypominanie innym, ze nie biora odpowiedzialnosci za wlasnie slowa,
    wypieraja sie tego, co czarno na bialym napisali jest niedobre, a
    samo wypieranie sie i udawanie, ze nigdy sie tak nie mowilo, jest OK,
    rozumiem?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • kebbe 21.09.09, 00:14
    Dakoto. Wyraziłam swoją opnię na temat przebiegu dyskusji w wątku. Wg
    mnie Andrzej został tu potraktowany bardzo ostro z buta. Nawet jeżeli średnio
    argumentuje swój (w moim widzeniu żartobliwie tu wyrażony) punkt widzenie, to
    nie zasłużył na takie kąśliwe uwagi.Nie tyle o treść mi chodzi, co o formę.
    Oczywiście, że jak na każdym otwartym forum, każdy może napisać, co chce.I
    zostać "jak mu dobrze". W tym, mam nadzieję i ja z moimi uwagami. Pozdrawiam.

  • kebbe 21.09.09, 00:16
    *"w moim odczuciu" miało być
  • andrzej585858 21.09.09, 06:34
    To ja juz tylko z pewną nieśmiałością zapytam się po raz któryś a w którym
    momencie wypieram się własnych słów? Doszło juz do tego że sam siebie cytuję i nic.
    Ciągle zaś dyskusja kręci się wokół dowolnej interpretacji a nie wokół tego co
    napisałem.
  • ananke666 19.09.09, 00:05
    Przeczytałam, całe pół strony jest. Nie znalazłam tam jednak tego, czego szukam.
    O ile się orientuję, tam jest mowa o sporcie jako całokształcie działań
    związanych ze sportem, a o tym nie rozmawiamy. Do sportu w szerokim znaczeniu
    można zaliczyć wszystko od drobiazgów w stylu szkolnego kółka sportowego
    względnie sprzedaży piłek do ping ponga i wypożyczalni trzech kajaków nad
    bajorem, aż do olimpiady. O wiele za szerokie pole działania. Rozmowa dotyczyła
    tylko wycinka sportu na poziomie zawodowym, czy jak tam to określić. Poza tym
    mamy tam coś takiego:

    "Coraz większa część wartości gospodarczej sportu związana jest z prawami własności
    intelektualnej. Prawa te dotyczą praw autorskich, informacji handlowych, znaków
    towarowych oraz ochrony wizerunku i praw medialnych." (s. 12)

    Czyli dotyczy to tego, o czym mówione było kilka razy, mianowicie o sponsoringu
    i reklamie, czyli machinie finansowej, z której pochodzi potężna część przychodów.
    Zmęczyło i zniechęciło mnie to rozjeżdżanie się tematu na różne mniej lub
    bardziej bezsensowne strony, więc ja sobie zwyczajnie odpuszczam ;) Niedługo
    siatkarki ruszą, szczęścia babeczkom!
    --
    Tupecik
  • dakota77 17.09.09, 22:05
    Nie wykrecasz sie sianem, tylko ochoczo i sensownie argumentujesz?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • ananke666 18.09.09, 00:54
    > Tym razem nie zagalopowałem się. Stwierdziłem tylko tyle że "Wyniki sportowe
    > maja jak najbardziej swój wpływ na rozwój pastwa. Nawet w sferze gospodarczej."
    > Napisałem "nawet" - nie stwierdziłem że duży, ale ze mają, No i to zdanie
    > wywołało całą burzę.
    > Całe szczęście że choć uznany został fakt ze duże kluby maja wpływ na rozwój
    > gospodarki. Mam nadzieję że jeszcze trochę a stwierdzenie że sport bez kibica
    > byłby martwy tez doczeka się uznania.

    Fajnie, tylko zaczęło się od rozmowy o rozwoju państwa. Do tego
    dołączyłeś "nawet" sferę gospodarczą. Czyli poza sferą gospodarczą co jest? Owo
    mityczne zadowolenie kibica, trwające nie wiadomo jak długo i dające nie wiadomo
    co? Nawiasem mówiąc, w meczu ktoś wygrywa i ktoś przegrywa, czyli ktoś będzie
    zachwycony, a ktoś przybity, niczem ten górnik, co wydobył po przegranym meczu
    mniej. Czyli ogólny rachunek wychodzi na zero.

    Wiesz, ja akurat pod hasłem "rozwój państwa" mam nieco więcej na myśli.

    > Mam nadzieję że jeszcze trochę a stwierdzenie że sport bez kibica
    > byłby martwy tez doczeka się uznania.

    W kółko trąbię, że sport na dobrym poziomie sam sobie załatwia kibica. Może w
    końcu to należałoby uznać. Zwyciężając robi za magnes, bilety na porządny mecz
    mimo cen rozchodzą się na pniu. Nigdy w życiu nie słyszałam o drużynach na
    wysokim poziomie, które nie miałyby tabunów kibiców. Kiedy Małysz zaczął latać,
    w którymkolwiek miejscu by nie startował, zawsze były tam biało-czerwone flagi.
    Nie mówiąc o tym, że machina finansowa też ruszyła. Reklamował jakieś syfiaste
    dania 5 minut, czekoladę i pocztę, a jego żona ziołowy lek na uspokojenie
    bodajże, albo może coś innego, nie pamiętam. Gdyby nie zwyciężał, to ludzie nie
    jeździliby za nim z czystego patriotyzmu "pacz pan, Polak skacze, nic to, że
    kiepsko, ale zawszeć Polak", a reklamować mógłby co najwyżej lokalną jadłodajnię.

    Nie chcę się czepiać stylistyki, ale wyrażenie "jak najbardziej mają wpływ"
    sugeruje niemały ów wpływ. Potem okazuje się, że on maniuni jest w zasadzie.
    Tego, że za sportem stoi potężna forsa, nikt chyba nie negował. Taka forsa się
    kręci, tego też chyba nikt nie negował? Ale to będzie dokładnie to samo, co
    stwierdzenie, że producent szyb samochodowych, papieru toaletowego i bułek do
    hamburgera wpływa na rozwój państwa. Czyli tak samo, jak każdy jeden duży biznes.

    > Sport to nie tylko Maradona i Ronaldo to także i Wasiak - o tym nie należy
    > zapominać.

    Aha. Tyle, ze dla Wasiaka przyjdzie żona, szwagier i sąsiad zza płotu, bo nie ma
    nic lepszego przy niedzieli do roboty. Rzeczywiście, gigantyczny wpływ na rozwój
    państwa a "nawet" na sferę gospodarczą :)
    --
    Tupecik
  • ananke666 16.09.09, 22:23
    Nie, ale to idzie chyba jednak w odwrotną stronę. Niemałe pieniądze -> budowanie
    dobrej drużyny (czytaj: m.in. kupowanie dobrych zawodników!) -> sukcesy ->
    kibice -> jeszcze większa forsa. Z imprez, transmisji, reklam.
    Schumacher i Brawn poszli do Ferrari nie ot tak sobie. Poszli za forsą. Była
    forsa, znaleźli się ludzie, poszły sukcesy. Jordan w Chicago Bulls też nie grał
    jeno dla rozrywki niewinnej. Powtarzam: dobry klub nie musi się starać o kibica
    ani jego łaską przejmować. Kibice kochają zwycięzców i sami za nimi pójdą. Masz
    dobrą obsadę, masz sukces, masz kibiców, proste.


    Zadowolony pracownik to nie tylko taki, który cieszy się z wyniku meczu. Dzisiaj
    rozrywka jest czymś dostępnym i tanim. Przecież wzrost nastroju takiego kibica
    jest krótki! czyli nie może mieć żadnego większego znaczenia. Ile kibice chodzą
    w euforii po wygranej? Jeden dzień, trzy? Na pewno nie więcej.
    --
    Tupecik
  • dakota77 16.09.09, 22:25
    No to jest to pytanie, ktore calyn czas zadaje, w nadziei, ze kiedys
    uzyskam cien odpowiedzi chociaz. Na ile ma starczac ta pomeczowa
    radosc? Czy mecze trzeba ogladac codziennie, zeby efektywnie pracowac?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 16.09.09, 22:39
    Z tego wszystkiego to zaczyna wychodzić ciekawa teoria - bo okazuje się że kibic
    żyje tylko kibicowaniem :-))

    Dla mnie to był tylko jeden z elementów który też ma wpływ na samopoczucie a
    wychodzi że jest to jedyny element czyli całkiem odwrotnie niż zamierzenia.
    Poza tym bogate kluby nie były bogate od zawsze - był czas kiedy nie było
    Manchesteru. Teraz to owszem są to już samonapędzające się firmy.
    Czasem jednak i pieniądze wyników nie zapewniają oraz kibiców.
  • dakota77 16.09.09, 22:41
    No i?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • ananke666 16.09.09, 22:44
    > Poza tym bogate kluby nie były bogate od zawsze - był czas kiedy nie było
    > Manchesteru.

    No, jakoś tak w XIX wieku to było. Chyba, że masz na myśli katastrofę z 58, ale
    dość szybko klub odbudowano.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 16.09.09, 22:53
    Oj zaraz zaczne się bać , jak padnie pytanie a dlaczego akurat Manchester mialem
    na myśli :-)))

  • lezbobimbo 17.09.09, 13:24

    ananke666:
    >Zadowolony pracownik to nie tylko taki, który cieszy się z wyniku
    >meczu. Dzisiaj >rozrywka jest czymś dostępnym i tanim.

    Tu nie moge sie powstrzymac, zeby dodac, ze w dawniejszych czasach
    (n.p. kiedy nie bylo Manchesteru:) rozrywka potrafila byc wrecz
    darmowa (egzekucje publiczne na ten przyklad, com je wczesniej
    przytaczala)..

    Przecież >wzrost nastroju takiego kibica
    >jest krótki! czyli nie może mieć żadnego większego znaczenia. Ile
    >kibice chodzą w euforii po wygranej? Jeden dzień, trzy? Na pewno nie
    >więcej.
    dakota77 napisała:
    > No to jest to pytanie, ktore calyn czas zadaje, w nadziei, ze
    kiedys > uzyskam cien odpowiedzi chociaz. Na ile ma starczac ta
    pomeczowa > radosc? Czy mecze trzeba ogladac codziennie, zeby
    efektywnie pracowac?

    WLASNIE. I zapytuje rowniez ponownie, co w takim razie sie tez ma
    dziac z kibicami po przegranej ich ulubiencow? Wtedy jak
    rozumiem gospodarka kuleje, bo kibice odchorowuja to w domu? :P

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • lezbobimbo 17.09.09, 13:02
    andrzej585858 napisał:
    >klub sportowy mały czy też duży zależy od
    >kibiców!! Nie będzie miała Barcelona ani Real milionów jeżeli nie
    >będzie miała tysięcy
    >kibiców !!

    Sponsorow, nie kibicow. Nawet najmniejszy klub nie zalezy tak bardzo
    od kibicow (beda sie chcieli spotykac zawodnicy, to beda grali nawet
    i za darmo, dla siebie i dla gry, bez kasy za bilety) tylko od
    sponsorow.

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem
    Ona nas zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • ananke666 17.09.09, 13:19
    Czy ktoś myśli, że 90 mln euro za Ronaldo to był dochód z bilecików li i jedynie?
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 17.09.09, 13:32
    ananke666 napisała:
    > Czy ktoś myśli, że 90 mln euro za Ronaldo to był dochód z bilecików
    li i jedyni>e?

    Najwidoczniej Andrzej tak mysli..
    Tak jakby to, czy pojdzie kibic ogladnac mecz mialo odczuwalne
    znaczenie dla gracza, zwlaszcza slawnego milionera :)

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • ananke666 17.09.09, 13:38
    Nie, no nie przesadzajmy. Ma znaczenie i to dość podstawowe. Ale powtarzam:
    dobre kluby mogą mieć to w d..., nie muszą zabiegać, bo to za nimi polecą
    kibice, a nie odwrotnie. Dla zwycięzców znajdą się tłumy kibiców, sponsorzy,
    reklamodawcy itd.
    --
    Tupecik
  • tygrys2112 17.09.09, 20:07
    Hm, nie bierzesz pod uwagę jednego wielu kibiców traktuje swój
    zespół jak życiową miłość niemal. I są jej wierni w sukcesach i
    porażkach, choćby bluzgali, gdy zespół przegrywa. To zjawisko jest
    chyba widoczne najbardziej wśród mężczyzn. A u niektórych przybiera
    chorobową formę i wtedy się biją po "twarzach"...
  • ananke666 17.09.09, 20:25
    Z zadziwiającego repertuaru lokalnego:

    Róże czerwone, biało kwitnie bez,
    nic tak nie śmierdzi, jak leszczyński pies.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 17.09.09, 21:16
    ananke666 napisała:

    > Z zadziwiającego repertuaru lokalnego:
    >
    > Róże czerwone, biało kwitnie bez,
    > nic tak nie śmierdzi, jak leszczyński pies.

    No i właśnie - ciągłe patrzenie na sport poprzez pryzmat głośnych ale w sumie
    marginalnych zjawisk. Przecież w kazdej grupie można znależć zachowania które
    będą chamskie - tylko czy z tego powodu ta opinia musi przechodzić na wszystkich?
    Juz nie chcę podawać dosadnych przykładów.
  • ginny22 17.09.09, 14:17
    > Czy ktoś myśli, że 90 mln euro za Ronaldo to był dochód z
    bilecików li i jedynie?

    W ogóle nie z bilecików, tylko z kredyciku. Kibice zaś spłacą ten
    dług, kupując koszulki C-Rona w tempie trzy na minutę ;)
  • ananke666 17.09.09, 17:28
    O, nie tylko kibice spłacą w koszulkach ;) nie wiem, kto tam kogo teraz
    sponsoruje, ale te znaczki, co oni na koszulkach mają, to też nie z uprzejmości.
    Puma dajmy na to, kupię dziecku kochającemu znaczek Pumy choćby i skarpetki w
    outlecie i już dokładam odrobinkę. Któryś piłkarzyk zeżre w TV chipsy albo
    napije się pepsi i pieniążki płyną. Nieważne, czy chipsy zeżre w czasie meczu
    rozżarty kibic, czy kupi wnusiowi moherowa babcia. Producent telewizorów pokaże,
    jak ładnie w jego wyrobie piłkarzyka widać... Producent oprogramowania leci na
    wyprzódki, żeby znanej paszczy w grze komputerowej użyć... i tak dalej...
    --
    Tupecik
  • tygrys2112 17.09.09, 20:00
    Sponsorów nie ma, gdy nie ma kibiców.
  • ananke666 17.09.09, 20:04
    Nie słyszałam jeszcze o dobrej drużynie bez kibiców. Dobre zawsze ich mają.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 17.09.09, 21:18
    ananke666 napisała:

    > Nie słyszałam jeszcze o dobrej drużynie bez kibiców. Dobre zawsze ich mają.
    Dobrą drużyną była Stal Mielec. Nie ma śladu po drużynie zostało tylko
    wspomnienie. A grał w niej chociażby Lato - obecny prezez PZPN.
  • ananke666 17.09.09, 22:34
    > Dobrą drużyną była Stal Mielec. Nie ma śladu po drużynie zostało tylko
    > wspomnienie. A grał w niej chociażby Lato - obecny prezez PZPN.

    Mam rozumieć, że byli dobrzy, wygrywali, i nagle, ni z tego ni z owego, stracili
    kibiców? Przestali przychodzić na mecze i drużyna zdechła? Bo nie bardzo
    rozumiem, o co chodzi z tym przykładem.
    --
    Tupecik
  • mmaupa 15.09.09, 20:40
    the_dzidka napisała:
    > Może jeszcze usłysze od Ciebie, że to super, że mamy Euro 2012 w
    > Polsce, że to będzie wielkie święto, sukces i w ogóle?*

    Ja np. się cieszę, że mamy Euro, bo w Gdańsku akurat coś drgnęło. Widać remonty,
    widać pomysły, Letnica i Dolne Miasto odżywają, stacje SKMki zaczynają wyglądać
    po ludzku, w ogóle fajnie jest. Może to również ma związek z kandydaturą na
    Stolicę Kultury 2016? W każdym razie serce mi roście jak wracam w rodzinne
    pielesze.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • lezbobimbo 15.09.09, 21:06
    mmaupa napisała:
    > Ja np. się cieszę, że mamy Euro, bo w Gdańsku akurat coś drgnęło.

    To ja zycze jak najwiecej takich Gdanskow calej reszcie naszego ahem, odrapanego
    kraju :)
    A nawet jak bedzie kompletny obciach, to mozemy sie pocieszyc, ze te puste
    stadiony potem przydadza sie na wielkie bazary jak ten 10-lecia :)

    --
    specjalnie dla Was stękała
    Jęcząca Marta
  • the_dzidka 15.09.09, 21:27
    > Ja np. się cieszę, że mamy Euro, bo w Gdańsku akurat coś drgnęło.

    Tyle tylko, droga mmaupo, we wrześniu 2009 roku to nie powinno0 być
    żadne drgnięcie" - tylko w 3/4 przygotowana, zorganizowana impreza.
    A nie zostało zrobione NIC.
    Och ja wiem, robi się, drogi buduje, autostradę tu i ówdzie... Tylko
    że tego w ogóle nie widać. To kropla wody w morzu potrzeb. Czego to
    miało nie być na to Euro, mujeju! A kończymy na tym, że Dworca
    Wschodniego nawet nie będą odnawiać na ten przykład.
    To będzie wstyd i jedna wielka kompromitacja. Wyślij proszę kibiców
    z Warszawy do Gdańska drogą krajową numer siedem. Jestem ciekawa,
    ilu cudzoziemców straci za 3 lata życie na naszych drogach. Wsadź
    ich do jadącego 60 km/h pociągu.
    UEFA musiała upaść na głowę.
    Cały czas mam nadzieję, że zdarzy się coś, co pozwoli na odebranie
    Polsce tych mistrzostw. Mowię to z pełną premedytacją. Ja kocham mój
    kraj, ale bez złudzeń.
    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • mmaupa 15.09.09, 21:45
    Spoko, spoko, będzie dobrze. UEFA widać wiedziała, że w porównaniu z olimpijskim
    Londynem nawet Polska z Ukrainą będą superzorganizowane.
    --
    Don't panic, it's organic!
  • tygrys2112 15.09.09, 23:44
    W Poznaniu też trawa rozbudowa stadionu, trochę z tym było
    problemów, ale idziemy do przodu.

    Co do innych spraw - cały czas są jakieś remonty dróg, ale poza tym
    nie zauważyłam niestety ważniejszych ulepszeń. Przydałaby się
    wprowadzenie szybkiej kolei na odcinku Berlin-Poznań-Warszawa, ale
    na to nikt nie wpadł. Dworzec jest też niestety obskórny, a ulice są
    w niektórych miejscach tak brudne, że mi wstyd. Ale do Euro jeszcze
    trochę czasu, więc może coś jeszcze zmienią w mieście.
  • the_dzidka 16.09.09, 09:50
    > Co do innych spraw - cały czas są jakieś remonty dróg, ale poza
    tym
    > nie zauważyłam niestety ważniejszych ulepszeń.

    Remonty, generalnie remonty wszystkiego, w PL zaczęły się na dużą
    skalę po wejściu do UE. Euro 2012 nie ma z tym nic wspólnego.

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • ananke666 16.09.09, 10:51
    > Remonty, generalnie remonty wszystkiego, w PL zaczęły się na dużą
    > skalę po wejściu do UE.

    Przy czym zwykle przebiegają podobnie. We Wrocku mam szczęście do wykopków,
    gdzie bym nie zamieszkała, tam trafią roboty drogowe. Najpierw obijanie się i
    dookoła pełno pustych butelek po piwie i małpek po gorzkiej żołądkowej - Bóg
    raczy wiedzieć, czemu akurat tej - a potem, krótko przed terminem, zawalanie
    nocami z wywieszonym jęzorem.

    --
    Tupecik
  • ananke666 15.09.09, 10:00
    > Pozytywne nastawienie i dobre samopoczucie obywatela. To chyba ma wpływ na
    > wydajność w pracy i na rozwój państwa?

    O rany. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Mam rozumieć, że jak Polacy mecz
    wygrają, to firmy oszczędzą na szkoleniach dot. motywacji? pomijam fakt, że w
    życiu takowego na oczy nie widziałam, ani nie słyszałam, żeby ktokolwiek znajomy
    w czymś takim uczestniczył, co oznacza, że nie taki znowu to jest częsty ptak.
    Zapomniałeś dodać - dobre samopoczucie _kibica_. Który całkiem możliwe, że
    pójdzie do pracy na kacu.
    Mam rozumieć też, że to dobre/niedobre samopoczucie jest odczuwalne tak długo,
    żeby mieć jakikolwiek realny wpływ na rozwój państwa? Bo ja przepraszam, ale
    kilka lepszych czy kiepskich dni w produkcji/wydobyciu/whatever to nijakiego
    takowego wpływu nie ma.
    I to wszystko miałoby być z powodu jednego tylko sportu? Tylko piłeczki nożnej?
    Bo jakoś po zdobyciu mistrzostwa świata w żużlu żadnego wzrostu nie odnotowano
    chyba. Po olimpiadzie i kupce medali też nie...

    Żyjesz w futbolowym matrixie.

    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 15.09.09, 15:11
    andrzej585858 napisał:
    > Pominę także legendarny już spadek wydobycia węgla w poniedziałek
    po przegranych> meczach Górnika czy też Ruchu :-))

    To znaczy, ze jesli sport wplywa na rozwoj panstwa i wydajnosc to
    jedynie negatywnie (podlozyles tutaj sam sobie noge:)
    Jesli uzalezniasz swoja pracowitosc od tego, czy nasze polskie
    orliki slepowronie wygraja cos, to kiedy wlasciwie pracujesz? Masz
    wiec duzo wolnego czasu? :D

    >Chciałbym zwrócić> uwagę na słowo "rodaków" - to jest jeden z tych
    >elementów który nadaje sens i> znaczenie tym zwycięstwom.

    He he to zwlaszcza tlumaczy wieloletnia milosc miedzy poszczegolnymi
    klubami miastowymi Polski. Jakze kochaja sie rodacy, jak bardzo
    czuja wspolnote i jak wzrasta im wydajnosc, kiedy tak sie uchleja
    patriotycznym trunkiem, umowia na ustawke i daja wpiernicz innym
    rodakom o niewlasciwym kolorze szalika. RODAKOM!
    Igrzyska wspolne i wspolne przygladanie sie temu "co sie dzieje"
    przemawiaja do dosc pierwotnej czesci naszego mozgu, wiec nie ma co
    tutaj lopotac szumnymi slowy :) To tak jak egzekucje publiczne,
    walki kogutow czy teatr elzbietanski - takie szopki na oczach tlumu,
    przed powstaniem telewizji, byly najpopularniejszymi rozrywkami
    (najlepiej wlasnie, jak sie przy tym przelewala czyjas krew albo
    byla chociazby sugestia seksu i golych cial :)

    --
    specjalnie dla Was stękała
    Jęcząca Marta
  • ginny22 15.09.09, 16:01
    > He he to zwlaszcza tlumaczy wieloletnia milosc miedzy
    poszczegolnymi klubami miastowymi Polski.

    A co ma piernik do wiatraka? Mowa tu o sporcie reprezentacyjnym, nie
    klubowym. I przyznać trzeba, że kibice różnych klubów na mecze kadry
    zapominają o podziałach.

    > Igrzyska wspolne i wspolne przygladanie sie temu "co sie dzieje"
    > przemawiaja do dosc pierwotnej czesci naszego mozgu, wiec nie ma
    co tutaj lopotac szumnymi slowy

    Socjologie mają inne zdanie ;)
  • lezbobimbo 15.09.09, 16:32
    ginny22 napisała:
    > > He he to zwlaszcza tlumaczy wieloletnia milosc miedzy
    > poszczegolnymi klubami miastowymi Polski.

    > A co ma piernik do wiatraka? Mowa tu o sporcie reprezentacyjnym,
    nie klubowym. I przyznać trzeba, że kibice różnych klubów na mecze
    kadry zapominają o podziałach.

    Acha, wiec jak rodak rodakowi daje w morde, bo klub tamtego brzydki,
    to jest to dopuszczalne w patriotyzmie? Czy na codzien inne miasto
    czy nawet inny klub w tym samym miescie to nie rodacy, tylko od
    swieta? :)

    > > Igrzyska wspolne i wspolne przygladanie sie temu "co sie dzieje"
    > > przemawiaja do dosc pierwotnej czesci naszego mozgu, wiec nie ma
    > co tutaj lopotac szumnymi slowy
    > Socjologie mają inne zdanie ;)

    Jakie? Przytocz :)
    Igrzyska i przypatrywanie sie im nie przemawia wiec do naszych
    pierwotnych uczuc? :)

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • ginny22 15.09.09, 17:01
    > Acha, wiec jak rodak rodakowi daje w morde, bo klub tamtego
    brzydki, to jest to dopuszczalne w patriotyzmie?

    A jak rodak rodakowi daje w mordę, bo tamten nie chciał mu dać 5 zł
    pod sklepem, to jak to mówi o patriotyzmie tych dwóch miłych rodaków?

    > Czy na codzien inne miasto
    > czy nawet inny klub w tym samym miescie to nie rodacy, tylko od
    > swieta?

    Jakby to ująć... Istnieją patriotyzmy lokalne. Związane z piłką albo
    niezależne od niej. Zjawisko ani nowe, ani polskie.
    W ostatnim Superpucharze Hiszpanii (bodaj) w finale spotkały się dwa
    kluby, z których żaden za hiszpański się nie uważa.

    > Igrzyska i przypatrywanie sie im nie przemawia wiec do naszych
    > pierwotnych uczuc? :)

    Przemawiają. Ale też łopocą wzniosłymi słowy, bośmy sami (tzn.
    ludzkość) je uwznioślili. Choćby przez patriotyczną oprawę wręczania
    medali (flaga na maszcie, hymn grają etc.) czy inne zachowania
    (hymny przed meczami, całowanie godła na koszulce po golu).
    Zrobiliśmy też ze sportu wojnę zastępczą, nadając mu dodatkowe
    znaczenie, a zwycięzców traktując jak bohaterów narodowych (i
    zapraszając do prezydenta, khekhe). Mamże zaprzestać czy też mówić
    dalej? ;)
  • lezbobimbo 15.09.09, 20:55
    ginny22 napisała:
    > > Acha, wiec jak rodak rodakowi daje w morde, bo klub tamtego
    > brzydki, to jest to dopuszczalne w patriotyzmie?
    > A jak rodak rodakowi daje w mordę, bo tamten nie chciał mu dać 5 zł
    > pod sklepem, to jak to mówi o patriotyzmie tych dwóch miłych rodaków?

    Tak samo zle jak o poprzednich rodakach, oczywiscie :)
    Ja nie rozumiem po prostu, ze gdy tak sie szumi i bulgocze patosem niestrawnym o
    ojczyznie, chwale i rodakach od swieta, to dlaczego na codzien daje sie synom
    swej ojczyzny po mordzie, dewastuje powiedzmy przestrzen publiczna (ktoraz
    wspolnym naszym domem i ojczyzna, co wykarmia krwawiaca piersia, nieprawdaz) i
    nienawidzi tychze samych rodakow gorzej chyba niz wroga-agresora z zewnatrz.. i
    to na zwykly codzien!
    Najwiekszym patriotyzmem wydaje mi sie wlasnie jednak NIEDANIE komus po mordzie
    i n.p. w zamian za to wrzucaniem smieci na recykling, aby ojczyznie dobrze robic
    kazdym czynem :)

    > Przemawiają. Ale też łopocą wzniosłymi słowy, bośmy sami (tzn.
    > ludzkość) je uwznioślili. Choćby przez patriotyczną oprawę wręczania> medali
    (flaga na maszcie, hymn grają etc.) czy inne zachowania> (hymny przed meczami,
    całowanie godła na koszulce po golu).> Zrobiliśmy też ze sportu wojnę zastępczą,
    nadając mu dodatkowe> znaczenie, a zwycięzców traktując jak bohaterów narodowych
    (i> zapraszając do prezydenta, khekhe).

    Rozumiem, z rozrywki zrobilismy megaszopke, megarytualy i jeszcze okraszamy jom
    calym patosem na jaki stac nasza spolecznosc plemienna :)
    Btw. jakze ja bym chciala, zeby wszystkie wojny rzeczywiste zastapiono
    bezkrwawymi sportami i tak rozwiazywano wszelakie konflikty.. n.p. terytorialne
    czy ekonomiczne.. Wyobrazacie sobie, jakby pieknie bylo? Ach utopio, przybywaj
    :) N.p. zamiast rozrzucac miny przeciwpiechotne, trzebaby bylo kazdy splachetek
    ziemi wygrywac od okolicznych tubylcow za pomoca zawodow puszczania latawcow
    albo baletem wokol pilki (o ile w ogole tubylcy chcieliby grac o swa ziemie :)
    I co roku trzeba byloby wygrywac ponownie, aby zatrzymac pas ziemi wygranej
    przedtem :D

    Mamże zaprzestać czy też mówić> dalej? ;)

    Mozesz mowic dalej jesli masz ochote :)

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • andrzej585858 15.09.09, 21:05
    lezbobimbo napisała:



    , to dlaczego na codzien daje sie synom
    > swej ojczyzny po mordzie, dewastuje powiedzmy przestrzen publiczna (ktoraz
    > wspolnym naszym domem i ojczyzna, co wykarmia krwawiaca piersia, nieprawdaz) i
    > nienawidzi tychze samych rodakow gorzej chyba niz wroga-agresora z zewnatrz.. i
    > to na zwykly codzien!

    Bo tacy też jesteśmy i nie ma co sie oszukiwać że nigdy nie będzie draństwa. Ale
    jeżeli choć jeden taki nawet dzięki temu patosowi cos zrozumie - to chyba ma to
    sens? Myślenie życzeniowe? - być może, ale wolę tak myśleć niż patrzeć przez
    pryzmat jednak mniejszości tylko dlatego że jest hałaśliwa.



    > Btw. jakze ja bym chciala, zeby wszystkie wojny rzeczywiste zastapiono
    > bezkrwawymi sportami i tak rozwiazywano wszelakie konflikty.. n.p. terytorialne
    > czy ekonomiczne.. Wyobrazacie sobie, jakby pieknie bylo? Ach utopio, przybywaj

    Właśnie, czyz nie jest to piękny obrazek? Pokój olimpijski? Chocby na te kilka
    dni - warto pomarzyć.
  • ananke666 14.09.09, 12:20
    Proszę? Zestawiasz Grunwald z 22 facetami i nadmuchaną zabawką?? o_O
    --
    Tupecik
  • ginny22 14.09.09, 13:27
    Czy niezbędne jest stawianie na końcu zdania emotki, by było widać,
    że porównanie miało charakter nie całkiem serio?
  • ananke666 14.09.09, 22:05
    Nie, ale poziom absurdu w tym zdaniu mnie przytłoczył ;) Poza tym w oczach i
    uszach od razu stanęły mi nader podobne poglądy, wygłaszane serio przez
    niektórych powiedzmy, że kibiców. Przepraszam Cię.
    --
    Tupecik
  • tygrys2112 15.09.09, 23:54
    To są tylko moje własne przemyślenia, ale reakcje mężczyzn na sport
    przypominają mi raczej reakcje dziewczyn na widok boy-bandów. I na
    meczach, i na koncertach grup takich jak Backstreet Boys czy Take
    That w ludziach budzi się poczucie zbiorowości. Wydaje mi się, że
    różnica między obiema płciami ma tu podłoże kulturowe - wśród
    chłopców kładzie się nacisk na sport, ruch, rozwój fizyczny, podczas
    gdy dziewczynki bawią się laleczkami i mają być uczuciowe. Tak więc
    faceci kwiczą i bluzgają jak gra reprezentacja, a kobiety mdleją jak
    słuchają Nicka. Oczywiście jest to duże uogólnienie i jak widać po
    dykusji, wiele z nas, kobiet również lubi sport, ale nie da się
    ukryć, że to mężczyzni głównie chodzą na mecze, a kobiety na
    koncerty boy-bandów.
  • dakota77 16.09.09, 00:05
    Ja chodze na mecze, byleby nie byla to pilka nozna;-). Lubie
    kibicowac, tylko nie lubie wpadac w tryb :obowiazkowo musisz
    kibicowac rodzimym patalachom, bo sa rodzimi". Wiernie dopinguje
    ulubionych sportowcow czy druzyny, nawet jak sa akurat w marnej
    formie, ale jednak lubie miec prawo wyboru, kim sa moi ulubiency.
    Na koncerty tez chodze, choc nie boysbandow;-)

    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • tygrys2112 16.09.09, 00:15
    Widzisz, a ja tylko piłkę nożną zniosę. ;)

    > Na koncerty tez chodze, choc nie boysbandow;-)
    Ja też. Chociaż gdyby taki East 17 przyjechał w pełnym składzie, to
    może bym poszła. Ale jak na razie na pełny skład się nie zanosi, o
    przyjeździe do Polski nie wspominając. No i East 17 nie był całkiem
    boy-bandem, od tego należy zacząć ;)
  • ginny22 16.09.09, 21:31
    Sprowokowałaś mnie ;)

    > faceci kwiczą i bluzgają jak gra reprezentacja, a kobiety mdleją
    jak słuchają Nicka

    Bo sport (uprawiany czy oglądany) to jest jedno z niewielu miejsc,
    gdzie faceci mogą okazywać emocje, także w sposób, na który z reguły
    nie mają społecznego przyzwolenia (ściskać się, całować, rzucać się
    na siebie itd.). A piłka nożna to w ogóle jest spowita kłębami
    homoerotyzmu.
    <musiałam to powiedzieć, no>
  • tygrys2112 16.09.09, 22:27
    > Sprowokowałaś mnie ;)

    hihi. właśnie o to mi chodziło ;)

    > Bo sport (uprawiany czy oglądany) to jest jedno z niewielu miejsc,
    > gdzie faceci mogą okazywać emocje, także w sposób, na który z
    reguły
    > nie mają społecznego przyzwolenia (ściskać się, całować, rzucać
    się
    > na siebie itd.). A piłka nożna to w ogóle jest spowita kłębami
    > homoerotyzmu.
    > <musiałam to powiedzieć, no>

    Zgadzam się w 100%.
  • ginny22 16.09.09, 22:36
    > Zgadzam się w 100%.

    O, jak miło :) Z reguły ludzie łypią na mnie dziwnym wzrokiem, jak
    to mówię. A ja zamierzam kiedyś artykulik o tym machnąć ;)
  • dakota77 16.09.09, 22:38
    Ja tez sie zgadzam:)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • ginny22 16.09.09, 22:52
    OK, czyli nie jestem nienormalna. Uff.
  • kkokos 18.09.09, 09:58
    bardzo aktualna fotka na ten temat:

    www.derf.com.ar/despachos.asp?cod_des=290561&ID_Seccion=17
    dwóch graczy klubu w hondurasie cieszy się po strzelonym golu. obaj
    zastrzegają, że mają żony i dzieci i że nic z tych rzeczy, to tylko
    pogolowa radość
  • ginny22 18.09.09, 10:48
    Mocne! Aż takiej pogolowej radości jeszcze nie widziałam (na razie
    największy hardkor to głaskanie kolegi po, ekhem, męskości).
    Dziękuję i włączam do archiwum.
  • andrzej585858 18.09.09, 19:33
    Faktycznie bardzo ciekawe zdjęcie. Widzę że jest to temat co najmniej na
    habilitację a i profesurę gdzieś tam widać w oddali :-)))
    Ze tak powiem - dziewiczy temat :-)))
  • andrzej585858 16.09.09, 23:01
    Nigdy w ten sposob nie myślałem o sporcie ale cos w tym jest rzeczywiście.
    Płaczący facet po przegranym meczu nie budzi politowania wśród kolegów.
    Natomiast o tych kłebach homoerotyzmu to głosno lepiej nie mów - bo jak się nasi
    pilkarze o tym dowiedzą to w ogole przestaną grac a zajmą się czym innym i wtedy
    naprawdę zabiorą nam Euro :-)))
  • dakota77 16.09.09, 23:05
    Nie wiem, czym zajmuja sie teraz, ale na pewno nie sa to przygotowania
    do Euro, sadzac po ich formie...
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • ginny22 16.09.09, 23:06
    > Płaczący facet po przegranym meczu nie budzi politowania wśród
    kolegów.

    Chyba że jest to Cristiano Ronaldo (tfu), to budzi politowanie mas.
    Ale każdy inny piłkarz już nie.
    Tak samo nie budzi niczyjego zdziwienia czy zgorszenia facet, który
    wskakuje na kolegę z drużyny i obejmuje go czule nogami w talii.

    > Natomiast o tych kłebach homoerotyzmu to głosno lepiej nie mów -
    bo jak się nasi
    > pilkarze o tym dowiedzą to w ogole przestaną grac a zajmą się czym
    innym i wtedy naprawdę zabiorą nam Euro :-)))

    Znaczy co sugerujesz? :) I czy uważasz naszych piłkarzy za istoty
    zdolne do czytania zdań złożonych?
  • aganoreg 17.09.09, 14:16
    ginny22 napisała:

    > > Płaczący facet po przegranym meczu nie budzi politowania wśród
    > kolegów.
    >
    > Chyba że jest to Cristiano Ronaldo (tfu), to budzi politowanie
    mas.
    > Ale każdy inny piłkarz już nie.
    > Tak samo nie budzi niczyjego zdziwienia czy zgorszenia facet,
    który
    > wskakuje na kolegę z drużyny i obejmuje go czule nogami w talii.

    Nie zapomnijmy o reakcjach kibicow, bo to nie tylko o pilkarzy
    chodzi :)

    >
    > Znaczy co sugerujesz? :) I czy uważasz naszych piłkarzy za istoty
    > zdolne do czytania zdań złożonych?

    Ginny, a co np. z siatkarzami? Bo oni po udanym zagraniu najczesciej
    klepia sie po tylkach. Ale nie odmawiaj im inteligencji!

    --
    Rozmiar ma znaczenie

    moje smoki
  • ginny22 17.09.09, 14:20
    > Ginny, a co np. z siatkarzami? Bo oni po udanym zagraniu
    najczesciej klepia sie po tylkach.

    Na siatkarzach się nie znam, ale dobrze wiedzieć :D O ich
    inteligencji też złego słowa nie powiem (bo się nie znam), ale
    myślisz, że przestaną to robić, jak się im powie, że to, panie tego
    zachowanie homoerotyczne i łamanie tabu kulturowego jest?
  • aganoreg 17.09.09, 15:14
    ginny22 napisała:

    > Na siatkarzach się nie znam, ale dobrze wiedzieć :D O ich
    > inteligencji też złego słowa nie powiem (bo się nie znam), ale
    > myślisz, że przestaną to robić, jak się im powie, że to, panie
    tego
    > zachowanie homoerotyczne i łamanie tabu kulturowego jest?


    Nie uwazam, zeby mieli przestac to robic, to najczesciej madre
    chlopaki sa. A pytanie bylo do ciebie, czy to tez pod zachowanie
    homoerotyczne podpada :)
    --
    Rozmiar ma znaczenie

    moje smoki
  • ginny22 17.09.09, 19:53
    Podpada - w sytuacjach pozaboiskowych faceci rzadko klepią się po
    tyłkach.
    Ale to dobrze, że nie przestaną ;)
  • lezbobimbo 17.09.09, 12:48
    andrzej585858 napisał:
    > Natomiast o tych kłebach homoerotyzmu to głosno lepiej nie mów - bo
    jak się nas> i> pilkarze o tym dowiedzą to w ogole przestaną grac a
    zajmą się czym innym

    Czym sie zajma i dlaczego nie wolno im byc homo? Na pewno jacys
    polscy pilkarze som, a reszta chociaz hetero, tez pewnie korzysta z
    przyzwolenia na milosc meskom :) Tak jak w wojsku czy w wiezieniu..
    :)

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • andrzej585858 17.09.09, 16:18
    lezbobimbo napisała:


    Na pewno jacys
    > polscy pilkarze som, a reszta chociaz hetero, tez pewnie korzysta z
    > przyzwolenia na milosc meskom :) Tak jak w wojsku czy w wiezieniu..
    > :)

    Nie wiem jak w więzieniu ale w wojsku to bym nie radził ujawniać się z tym
    przyzwoleniem na miłość męską - wojsko nie jest zbyt tolerancyjną instytucją.
    Mimo wszystko to nie jest aż tak często spotykane zjawisko jak mówią o tym sami
    zainteresowani.
  • ananke666 17.09.09, 17:19
    > Nie wiem jak w więzieniu ale w wojsku to bym nie radził ujawniać się z tym
    > przyzwoleniem na miłość męską - wojsko nie jest zbyt tolerancyjną instytucją.

    Zresztą na komisjach ponoć zaglądali panom w kuperek, aby wstępnie odsiać tych
    kochających.

    W zmaskulinizowanych, długo odosobnionych dużych grupach podobno różnie bywa -
    gdy nie ma bab, w majtkach mogą zbudzić się demony.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 17.09.09, 18:26
    ananke666 napisała:


    >
    > Zresztą na komisjach ponoć zaglądali panom w kuperek, aby wstępnie odsiać tych
    > kochających.
    >
    O mamuś to dopiero jest dla mnie rewelacja - muszę się zastanowić czy aby na
    pewno bylem na komisjach wojskowych - gdyż jako zywo niczego takiego sobie nie
    przypominam :-))
    Ale ja moze juz sklerozę mam?
  • ananke666 17.09.09, 18:32
    Może zależy od regionu albo wieku. Świadków mam paru, mówili o tym
    nieszczególnie chętnie, ale i niezależnie od siebie. Wszyscy w wieku 25-35 lat.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 17.09.09, 21:23
    Będę musiał syna zapytać się. Za moich czasów czegoś takiego nie było i nie
    słyszałem nawet - tylko że to jeszcze za Gierka było :-)))

    Jednak dzieki forum coraz mniej rzeczy mnie dziwi - widac edukuje się powoli
    choć opornie.
  • tygrys2112 15.09.09, 17:42
    Ja też tak myślałam, do momentu, aż nie znalazłam się z grupą kilku
    Polaków w sali, gdzie było jakichś 150 Niemców na meczu Polska-
    Niemcy. Zaczęli śpiewać zbiorowo wszyscy hymn, to czułam się tak
    stłamszona, że o ile normalnie nie mam specjalnie jakichś silnych
    uczuć patriotycznych w tym wypadku jakoś się identyfikowałam z
    reprezentacją. Poza tym grało dwóch byłych Lechitów i dwóch
    ówczesnych :> O rany, co ja tam wykrzykiwałam :O na Schweinsteigera
    czy jak on się tam zwie, byłam zła na Podolskiego (potem mi
    przeszło) itd. Potem było mi tak wstyd. Sama nie miałam pojęcia, że
    jestem zdolna do tak silnych emocji.
  • plecha1 13.09.09, 21:43
    Zdarłam sobie gardło, ale jestem szczęśliwa nieprzyzwoicie :D Booorze zielony i
    szumiący, mamy złoto! Stan przedzawałowy odszedł w niepamięć ;) Uwielbiam
    naszych siatkarzy :D
  • ananke666 13.09.09, 21:49

    --
    Tupecik
  • ginny22 13.09.09, 22:01
    Szczerze i gorąco gratuluję siatkarzom! :)
  • kebbe 13.09.09, 22:15
    Oglądam wszystkie mecze. Nie mam paznokci. Dziś przy trzecim secie zgorszyłam
    moimi wrzaskami mojego osobistego psa :P. Ale było warto,SUPER!!!!!
  • plecha1 13.09.09, 23:02
    Ja zgorszyłam swoją osobistą matkę i babcię. Sąsiadów zapewne też :P Aczkolwiek
    potrafiłam oglądać w ciszy. Za czasów Jordana wkradałam się nocami do pokoju
    rodziców i oglądałam mecze NBA :P
  • ananke666 13.09.09, 23:18
    A ja zadziwiłam podskokami siedzące mi na kolanach dziecko. Czemu mama nagle tak
    fika i o co chodzi?
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 13.09.09, 22:16
    Czyż sport nie jest piękny? :-)))) A jeszcze Gruszka został najlepszym
    zawodnikiem - co to znaczy miec ambicje - pięknie :-)))
  • sowca 13.09.09, 22:43
    Hura! Cieszmy się wszyscy, bo to szczęsliwy, ach, jaki szczęsliwy
    dzień! Gratulacje dla fantastycznych naszych siatkarzy!
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • aganoreg 13.09.09, 22:46
    Tez sie strasznie ciesze i gratuluje, zwlaszcza Gruszce i Zagumnemu :) I
    zazdroszcze szczesliwcom, ktorzy mogli to ogladac, bo mnie tylko czytanie
    relacji z czuba pozostalo.

    Andrzeju, chyba juz nie masz watpliwosci, ilu forumowiczow jest kibicami?
    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • plecha1 13.09.09, 23:12
    Ja już chyba tu z Wami zostanę na dobre :P Tylko jeszcze powinnam zacząć
    udzielać się w tematach okołojeżycjadowych, a nie offtopikowych ;)
  • marslo55 14.09.09, 11:50
    Pierwsze złoto ME w historii, pięknie!
    Chłopaki na zwycięstwo zasłużyli, na wyróżnienia też. Zdziwiona
    trochę byłam tylko organizacją części "honorowo-dekoracyjnej", kiedy
    to najpierw długo nie grano hymnu, a potem zagrano go w takim
    momencie, że nasi wyróżnieni musieli galopować w kierunku podium..
  • wushum 19.09.09, 19:41
    M... miło, ale we mnie to jakoś nie budzi dzikiej dumy.
    Wolę piłkę nożną i najbardziej mnie zachwyca, kiedy jeden piłkarz potrafi
    mistrzowsko "okiwać" 4 zawodników, prowadząc piłkę w zaskakujący sposób i
    strzelić jeszcze zadziwiającego gola z przewrotki:)

    Hymny wszelakie mnie ściskają za gardło - oczywiście, przy rozdaniu medali -
    kiedy widzę zawodników pći i maści wszelakiej, drobnych, czy tęgich, którzy - ni
    to się cieszą, ni to chcą płakać, bo im się udało zrobić coś, o czym marzyli.

    Siatkówka, czy kosz - mało mnie emocjonują, tak jak tenis, czy ping-pong.
    Ale godzinami potrafię się gapić na zawody w skokach do wody /nie mam pojęcia,
    czemu to u mnie takie wybiórcze/.

    Błagam, nie przeliczajmy radości, czy wszelakich uczuć. Może dla kogoś to
    "mierzalne", ale mnie przeraża /tak jak uznawanie, że skoro średnia wykazuje że
    statystycznie będzie "tak", to tak będzie/.
    W tym wszystkim gubi się "podstawa" - czyli człowiek, indywidualność itp.

    Swoją drogą ostatnio mówi się o dyskwalifikacji osoby, która wygrała wyścig
    /biegi na ileś metrów - kobiet/. Podobnież to, bodaj, osoba płci obojga. Czy
    zamiast dyskwalifikacji, nie powinno się pozwolić na uczestniczenie i w biegach
    kobiet i mężczyzn? Zamiast odbierać prawo do uczestniczenia?
  • kkokos 19.09.09, 19:55
    najbardziej mnie zachwyca, kiedy jeden piłkarz potrafi
    > mistrzowsko "okiwać" 4 zawodników, prowadząc piłkę w zaskakujący sposób i
    > strzelić jeszcze zadziwiającego gola z przewrotki:)

    a potem kamery pokażą zbliżenie jego buźki nieskażonej myślą i ten cudowny gest
    soczystego splunięcia na murawę... taaak, fajna ta piłka nożna

    to ja jednak wolę inteligentne twarze siatkarzy i ich sztuczki przechytrzenia
    przeciwnika
  • wushum 19.09.09, 22:22
    Dla mnie wszyscy sportowcy mają podobne miny i podziwiam to przeświadczenie, że
    wiesz, kogo osądzić, jako "nieskażonego myślą", a kogo, jako człowieka o
    "inteligentnej twarzy".
    Chociaż nie zazdroszczę takiego przeświadczenia, że się wszystko wie o innych i
    może oceniać ich inteligencję, oraz szacować wartościowość i IQ tak "na oko".
  • dakota77 19.09.09, 23:55
    Wiesz, zwykle w parze z tymi minami sportowcow ida ich wypowiedzi i
    calosc zachowania, ktore jednak wskazuja na to, ze te miny nie myla.
    To czesto ludzie, ktorzy z trudem zdali mature, i to wiele lat po
    terminie. I zwykle nie potrafia zlozyc jednego zdania w ojczystym
    jezylu. Nie wszyscy rzecz jasna, ale jednak.

    Jedni "wiedza wszystko o innych" na podstawie miny, inni na podstawie
    jednego zdania. Czy ta druga postawa na pewno jest lepsza, tak swoja
    droga?
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • ginny22 20.09.09, 00:02
    Dakota, na brodę Merlina... Piłkarz ma miec inteligencję w nogach.
    Błyskać intelektem nie musi. To są często całkiem proste chłopaki,
    ale czy to ma mi przeszkadzać w patrzeniu na to, co umieją zrobić na
    boisku? Ja z moimi dwoma fakultetami tak bym nie umiała :)
  • dakota77 20.09.09, 08:36
    Przeciez nie uwazam, ze to ma znaczenie na boisku:). To znaczy ma, byle
    potrafil myslec taktycznie:). I nie ja pierwsza poruszylam temat
    inteligencji sportowcow, ja sie tylko do sprawy odnioslam.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • kkokos 20.09.09, 11:11
    zdaje się, że ja pierwsza poruszyłam temat inteligencji

    i tak, dla mnie istnieje coś takiego jak inteligentna twarz i twarz
    prostacka, oczywiście nie dotyczy to tylko sportowców - i nie
    wierzę, wushum, że dla ciebie nie. być może nie ma to dla ciebie
    znaczenia, jeśli chodzi o sport - dla mnie ma. wolno mi?
    prostactwo większości piłkarzy mnie odrzuca, zwyczaj plucia na
    murawę, szeroko i spontanicznie przenoszony poza nią, mnie mierzi.
    być może ty tego po prostu nie zauważasz zachwycona kiwaniem - i też
    ci wolno :) mnie kiwanie nie rusza.

    a co do wypowiedzi sportowców - po odsianiu tych udzielanych zaraz
    po wyścigu czy grze, kiedy po prostu nie mogą być mądre, bo ciało
    jest śmiertelnie zmęczone i mózg nie ma szans na zebranie myśli,
    więc wszystkie te próby wywiadów uparcie podejmowane przez telewizję
    są w oczywisty sposób skazane na porażkę - to niestety świadczą
    często przeciwko wypowiadanym. ale nie wszystkim.

    i tak, dla mnie inteligencja ma znaczenie na boisku, właśnie ze
    względów estetycznych. wolno mi, mam nadzieję, czerpać więcej
    przyjemności z oglądania fajnej, sprawnej gry inteligentnych ludzi
    od równie sprawnej gry ludzi nieinteligentnych?
  • andrzej585858 20.09.09, 12:03
    Tak z ciekawości, jak mozna odróżnić, nie znając biografii chociażby ,zawodników
    inteligentnych od tych nieinteligentnych?
    Był taki okres ze w drużynie Brazylii oboik siebie grali ludzie niepismienni i
    zawodnicy posiadający wykształcenie medyczne a nawet doktorat.
    Wszyscy pluli i smarkali na murawę - tez to mi sie nie podoba - ale rozumiem ze
    to z wysiłku - i teraz pytanie czym różnił się na boisku doktor medycyny od
    niepiśmiennego?
    Dla ścisłości Socrates - posiadał doktorat z medycyny a był bodajże
    stomatologiem, podobnie Tostao - z tym że on po zakończeniu kariery, Pele -
    natomiast bodajze grając juz w reprezentacji nauczył się dobrze pisać.
    Chyba jednak tutaj umiejętność kiwania jest podstawowym walorem.
    Jakoś ocena drugiego człowieka tylko po wyglądzie lub po poziomie wypowiedzi to
    trochę zbyt mało.
    Najważniejsze chyba jest - jakim jest człowiekiem.
  • kkokos 20.09.09, 12:30
    andrzej585858 napisał:

    > Tak z ciekawości, jak mozna odróżnić, nie znając biografii
    chociażby ,zawodnikó
    > w
    > inteligentnych od tych nieinteligentnych?

    jeśli twierdzisz, że nie da się zauważyć inteligencji w twarzy, to
    usiłujesz się przedstawić jako świętszy niż jesteś :)

    > Był taki okres ze w drużynie Brazylii oboik siebie grali ludzie
    niepismienni i
    > zawodnicy posiadający wykształcenie medyczne a nawet doktorat.
    > Wszyscy pluli i smarkali na murawę - tez to mi sie nie podoba -
    ale rozumiem ze
    > to z wysiłku -

    nie wierz w to. obrzydliwy nawyk plucia jest jak namiastka
    obsikiwania swojego terenu. widziałam piłkarzy (oraz sędziów i
    działaczy, to taka wspólnota zachowań) plujących obok autokarów oraz
    przed knajpą, w sytuacjach wcale nie związanych z wysiłkiem.

    i teraz pytanie czym różnił się na boisku doktor medycyny od
    > niepiśmiennego?
    > Dla ścisłości Socrates - posiadał doktorat z medycyny a był bodajże
    > stomatologiem, podobnie Tostao - z tym że on po zakończeniu
    kariery, Pele -
    > natomiast bodajze grając juz w reprezentacji nauczył się dobrze
    pisać.

    a co mnie to obchodzi? chwała pelemu, że się pisać nauczył - ale czy
    to wpłynie na fakt, że nie czerpię przyjemności z patrzenia
    zawodników o prostych twarzach? podobnie jak maserak, pięknie
    tańczy, ale prostactwo bije z niego każdym porem, więc wolę patrzeć
    na innych. mogę?


    > Chyba jednak tutaj umiejętność kiwania jest podstawowym walorem.


    może i jest. zbyt mnie odrzuca prostactwo zawodników, bym obejrzałą
    jeszcze ileś tam meczów (ponad te, które obejrzeć musiałam) i się do
    tego przekonała. wolno mi tak na to patrzeć?


    > Jakoś ocena drugiego człowieka tylko po wyglądzie lub po poziomie
    wypowiedzi to
    > trochę zbyt mało.
    > Najważniejsze chyba jest - jakim jest człowiekiem.

    co za piękna, wzniosła a głęboka wypowiedź. no łzy mi z oczu
    wycisnęła, naprawdę. poprosze o jeszcze.
  • wushum 20.09.09, 12:59
    Osądzanie, z poniżeniem, innych zawsze mnie zadziwia.
    Z czego to się bierze? Jakiś mechanizm obronny?
    Ja nie wymagam, żeby ktoś coś/kogoś lubił, ale zastanawia mnie,po co takie
    uzasadnienia? Lubimy tych, bo mają doktoraty, inteligentne twarze itd, a inni to
    "prostaki"...
    Lubimy, to lubimy. I już.
    To coś daje, jeśli umniejszy się czyjąś wartościowość?

    Ironia ironią, ale skoro taka "walka o poziom", to wyśmiewanie czyichś przekonań
    wydaje się "nie przystawać" wielbicielom kolumnowych sklepień czół:)
  • andrzej585858 20.09.09, 13:25
    kkokos napisała:

    >
    > co za piękna, wzniosła a głęboka wypowiedź. no łzy mi z oczu
    > wycisnęła, naprawdę. poprosze o jeszcze.

    A proszę bardzo :-))
    Będzie - jak zwykle u mnie nie na temat - :-)) Podobnie wzniosła wypowiedż
    zauważyłem w opisie konfliktu lekarzy z dyrektorem szpitala wojewódzkiego w
    Krośnie, który aby zdyscyplinować lekarzy wprowadził po prostu karty które
    musieli podbijać aby mozna było na ich podstawie stwierdzić rzeczywisty czas pracy.
    Nie wiem jak w tej chwili konflikt przebiega ale w pierwszym momencie ok. 100
    lekarzy złożyło wymówienia - no bo jakże to - szykany, inwigilacja itp.
    Najbardziej zaś rozbawiła mnie wypowiedz tez na forum - jak tak można traktować
    najbardziej wykształconą i inteligentną część społeczeństwa .
    Pewnie wymagać pracy przez 8 godzin to szczyt wszystkiego:-))

    Podejrzewam że na pierwszy rzut oka każdy z panów doktorów ma inteligentną twarz
    tylko że czasem zapomina że składał przysięgę Hipokratesa a nie Hipokryty.

    Konkludując, może czasem lepszym człowiekiem jest ten piłkarz o tępym wyrazie
    twarzy, pomimo ze soczyście splunie na trawę niż osobnik o wyglądzie
    uwznioślonego aniołka na którym widniej IQ powyzej 200.
    To tez jest wypowiedż z gatunku wzniosłych oczywiście.
  • kkokos 20.09.09, 19:56
    andrzej585858 napisał:

    > Konkludując, może czasem lepszym człowiekiem jest ten piłkarz o
    tępym wyrazie
    > twarzy, pomimo ze soczyście splunie na trawę niż osobnik o
    wyglądzie
    > uwznioślonego aniołka na którym widniej IQ powyzej 200.
    > To tez jest wypowiedż z gatunku wzniosłych oczywiście.

    a niech sobie będzie ten plujący piłkarz dobrym człowiekiem. czy ja
    muszę go oglądać? no bardzo mi przykro, nie będę patrzyła na
    prostackie twarze i uwznioślała się szlachetną myślą, że być może to
    dobrzy ludzie, skoro mogę w tym samym czasie popatrzeć na
    inteligentne twarze siatkarzy. i mam gdzieś, że być może niektórzy z
    nich wredni są. co mnie to obchodzi? ważne, ze jest co oglądać, gdy
    grają. powtórzę: wolę oglądać inteligentne twarze niż
    nieinteligentne. taki mam kaprys w kwestii sportu. mogę?
  • dakota77 20.09.09, 20:17
    Pewnie, ze inteligencja nie przesadza o wartosci czlowieka. Ale ja
    prostactwa nie trawie, niezaleznie od tego, w jakiej branzy czlowiek
    dziala.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 20:30
    Ale chyba żeby wydać taki osąd trzeba poznać człowieka? Przykładowo, ja nie
    trawię Wojewódzkiego, mimo ze człowiek inteligentny i szczerze mówiąc, wcale nie
    podobam się sam sobie z tym osądem - bo być może to tylko poza na uzytek mediów.
    Po prostu dla mnie to prostak, choć moze powyższe stwierdzenie wywoła zaraz
    burzę protestów - i właśnie na podstawie czego tak go oceniam?
    Właściwie tylko na podstawie wizerunku medialnego - a to chyba nie jest
    miarodajne jednak.
  • dakota77 20.09.09, 20:34
    Nie spotkalam sie nigdy z prostakiem, ktory po blizszym poznaniu
    okazalby sie porzadnym czlowiekiem.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • ateh7 20.09.09, 21:17
    A ja się spotkałam. Wszyscy mówili o tym chłopaku "prostak" właśnie.
    Ale on jako jedyny pomagał mi, gdy miałam trudności na uczelni i w
    życiu osobistym, wspierał mnie, chociaż wcale nie musiał. Było to w
    tym czasie, gdy moi inteligentni i obyci znajomi wypięli się na
    mnie.

    Mało inteligentny pozer i prostak był wtedy przy mnie. Mogę go
    nazwać moim przyjacielem.
  • tygrys2112 20.09.09, 17:39
    Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że piłkarze są mniej inteligentni od
    siatkarzy. Widziałaś miny wszystkich piłkarzy na świecie, żeby tak
    uogólniać?
  • kkokos 20.09.09, 19:23
    tygrys2112 napisała:

    > Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że piłkarze są mniej inteligentni
    od
    > siatkarzy. Widziałaś miny wszystkich piłkarzy na świecie, żeby tak
    > uogólniać?


    nie, nie widziałam. wystarczy mi to, co widziałam. ty sobie kochasz
    piłkę nożną, a ja uważam ją za nudną grę. ty sobie uważasz piłkarzy
    za fajnych, ja za niefajnych, wolę siatkarzy. wolno mi? dziękuję
  • tygrys2112 21.09.09, 01:13
    Wolno, mnie nudzi siatkówka. Ale ja nie "jadę" po siatkarzach, że
    wyglądają na idiotów, bo mnie nudzi ta gra. To chyba jest różnica,
    prawda?
  • kkokos 21.09.09, 06:48
    tygrys2112 napisała:

    > Wolno, mnie nudzi siatkówka. Ale ja nie "jadę" po siatkarzach, że
    > wyglądają na idiotów, bo mnie nudzi ta gra. To chyba jest różnica,
    > prawda?

    bo nie wyglądają :) :) :)

    ok, ok, idę sobie, przepraszam, że świętość w postaci piłkarzy ośmieliłam się
    dotknąć.
    miłego współplucia.
  • tygrys2112 21.09.09, 11:17
    > bo nie wyglądają :) :) :)
    zapewne są tacy, którzy wyglądają.

    > ok, ok, idę sobie, przepraszam, że świętość w postaci piłkarzy
    ośmieliłam się
    > dotknąć.
    > miłego współplucia.

    kto pisze o świętości? tylko o to, że ty obrażasz innych ludzi. nie
    chodzi o świętości, bo piedestałów nie uznaję. mieszając z błotem
    całą dyscyplinę mieszasz też jej kibiców. Ja nie obrażam twojej
    ulubionej chociaż mnie nudzi.

    Aha i jeszcze jedno - dobrze że sobie idziesz. Wreszcie będzie
    spokój.
  • tygrys2112 21.09.09, 11:21
    i jeszcze jedno, żeby zapobiec wielkiej dyskusji i fali komentarzy -
    owszem ostatnie zdanie piszę z pełną odpowiedzialnością. jest mi
    obojętne, jak zostanie odebrane przez innych na forum.
  • kkokos 21.09.09, 19:30
    tygrys2112 napisała:

    > i jeszcze jedno, żeby zapobiec wielkiej dyskusji i fali komentarzy -
    > owszem ostatnie zdanie piszę z pełną odpowiedzialnością. jest mi
    > obojętne, jak zostanie odebrane przez innych na forum.

    kochana, za dobrze mi tu i za długo jestem, żebym sobie przez plujących piłkarzy
    miała pójść z tego forum :)))
    obiecuję więcej do tego wątku nie zajrzeć. w innych będziesz mnie czytać jeszcze
    z pewnością bardzo długo :)

  • tygrys2112 22.09.09, 00:22
    Ależ ja wcale nie mam zamiaru wyrzucać cię z forum! Wyraziłam
    jedynie zadowolenie z faktu, że nie zamierzasz pisać w tym wątku -
    nie przyszło mi nawet do głowy, że może chodzić o opuszczanie forum.
  • tygrys2112 21.09.09, 01:19
    A tak w ogóle, co Wy takie agresywne jesteście? Jak Was nudzi piłka
    nożna to powiedzcie to spokojnie, a nie na zasadzie, piłkarze to
    prostacy, kibice kretyni itp.
    Poza tym to jest dyskusja o kibicowaniu i sporcie - rozrywkach.
    Wrzućcie na luz do jasnej ciasnej. Mam już dość kłócenia się i
    ostrych dyskusji. Kiedyś mi to odpowiadało, teraz coraz bardziej
    mnie wkurzają agresywne spory i mam ich szczerze dość.
  • wushum 20.09.09, 00:12
    Nie wiem, kto jest "lepszy".
    I nie oceniam nikogo.
    Lubię oglądać piłkę nożną.
    I tyle.
    Nie daj Boziu, oceniać innych i być jeszcze osobą pewną swoich racji. Można się
    np pomylić. Mnie wszystko jedno, czy ktoś zdał maturę, czy jest profesorem z
    wielu dziedzin. Słowa "wiem" i "na pewno" to zgubno-grząski grunt.
  • dakota77 20.09.09, 08:38
    O, to zawsze jest dobre, jak oosby, ktore same pisza w bardzo
    oceniajacym tomie pisza, ze nikogo nie oceniaja.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • andrzej585858 20.09.09, 12:06
    Wydaje mi się, że czym innym jest ocenianie osoby a czym innym błędów
    stylistycznych lub merytorycznych.
    Jakoś nie zauważyłem aby Wushum oceniała osoby.
  • wushum 20.09.09, 12:43
    Ja nie mierzę niczyich czaszek, nosów, rozstawu oczu itp itd aby stwierdzić
    czyjąś "wartość". Nawet wypowiedź pełna błędów i bełkotania od rzeczy - mnie nie
    zraża.
    Nie da się nikogo wymiernie i "prawdziwie" ocenić.
    Pozdrawiam
  • andrzej585858 20.09.09, 13:29
    No jak to się nie da :-)))
    Jakże trafnie na podstawie wyglądu ocenił Nikodema Dyzmę hrabia Żorż Ponimirski
    - podczas gdy wszyscy widzieli w Dyzmie męża stanu.
    Zresztą byli chyba także inni zwolennicy anatomicznej analizy osobowości - tylko
    ze oni to w czyn takze wprowadzali.
  • kkokos 20.09.09, 21:08
    wushum napisała:

    > Ja nie mierzę niczyich czaszek, nosów, rozstawu oczu itp itd aby
    stwierdzić
    > czyjąś "wartość".

    a to już, droga wushum, kłamstwo jest i tyle. jest coś takiego jak
    pierwsze wrażenie, choćbyś się nie wiem jak zapierałą, nie jesteś od
    niego wolna i podświadomie się nim sugerujesz, a to, czy ktoś
    wygląda mądrzej albo głupiej jest tego pierwszego wrażenia
    częścią.:)))

    Nawet wypowiedź pełna błędów i bełkotania od rzeczy - mnie ni
    > e
    > zraża.

    co to się z tymi ludźmi porobiło, same anioły obiektywizmu i
    szlachetnej wyrozumiałości dla bliźnich.
    ja się tam nie boję ani wstydzę przyznać, że oceniam ludzi po ich
    wypowiedziach na forach, zarówno po treści, jak i formie.


    > Nie da się nikogo wymiernie i "prawdziwie" ocenić.

    no nie da. ale nie dla wymiernej i prawdziwej oceny obiektywnej
    wartości gracza jako człowieka ogląda się mecze, prawda?
  • wushum 21.09.09, 01:01
    Kkokos - o co Ci chodzi?

    Nie posądzaj mnie o kłamstwo, bo ja nie posądzam Cię o poszukiwanie Aryjczyków
    itp. :)
    Skoro jesteś nieomylną osobą, z pełnym przekonaniem, że tak jest, to nie wiem,
    czy zazdrościć, czy przeciwnie.
    Ja nie jestem aniołem, jestem bardzo przeciętnym człowieczkiem, który nie jest
    lepszy od nikogo.

    Ostatnie zdanie w Twojej wypowiedzi, zdaje się zaprzeczać całej Twojej
    wcześniejszej tezie.
    Wobec tego hm...:) pozdrawiam
  • kkokos 21.09.09, 06:46
    wushum napisała:


    >
    > Ostatnie zdanie w Twojej wypowiedzi, zdaje się zaprzeczać całej Twojej
    > wcześniejszej tezie.
    > Wobec tego hm...:) pozdrawiam


    > Kkokos - o co Ci chodzi?

    już o nic. okazuje się, że nie wolno napisać, że brzydzi się plującymi
    piłkarzami o prostych twarzach, bo wkrótce dostaje się odpowiedź w stylu "ja - w
    domyśle: w przeciwieństwie do ciebie - nie mierzę nikomu czaszek, nosów itd. dla
    określenia wartości człowieka".
    rzeczywiście - pozdrawiam i kończę.
    ironia, to była ironia!!!
  • kkokos 21.09.09, 06:47
    ucięło mi

    > wushum napisała:
    >
    >
    > >
    > > Ostatnie zdanie w Twojej wypowiedzi, zdaje się zaprzeczać całej Twojej
    > > wcześniejszej tezie.

    to ironia była, to zdanie!
  • tygrys2112 20.09.09, 17:52
    Osobowość da się często częściowo wyczuć z twarzy. Ale primo - i tak
    można się pomylić i bardzo sparzyć, secundo - generalizacja w stylu
    wszyscy piłkarze są tępi, wszyscy siatkarze inteligentni jest
    śmieszna.
    A propos żałosnej dyskusji:
    www.wprost.pl/ar/157338/Inteligencja-w-miesniach/?I=1369

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka