Dodaj do ulubionych

Zaraz coś mnie trafi...

06.11.09, 12:04
Stronę MM czytam tylko i wyłącznie dla masochistycznej przyjemności, ale tym
razem poziom zadufania, hipokryzji, ego i moralizatorstwa przeszedł moje
najśmielsze oczekiwania. Spójrzcie sami zresztą na tłumaczenia autorki,
dlaczego nie pisze o zwierzętach.

--
Don't panic, it's organic!
Edytor zaawansowany
  • dakota77 06.11.09, 12:30
    Zwierzatka zapewnemaja osobowosc? Moje koty zostaly wlasnie
    obrazone. One na pewno maja osobowosc, kazdy inna i wyraznie
    zaznaczona. Do tego znakomicie potrafia sie z nami porozumiewac. No ale
    zeby takie rzeczy wiedziec, trzeba zwierzeta znac i lubic, a MM wlasnie
    udowodnila, ze ich nie lubi.
    Wkurzajacy tekst.
  • iwoniaw 06.11.09, 12:47
    w Jeżycjadzie miał na myśli sceny z gadającymi psami i kotami tak swoją
    drogą? Albo, na ten przykład, narrację z perspektywy psa czy rybek?

    No, jako czytelniczka, na którą autorka spogląda, jak sama twierdzi, z
    uśmieszkiem, czuję się - no cóż, niezachęcona, powiedzmy eufemistycznie.
    Uśmieszek, jak pani MM zapewne wie, to nie uśmiech; uśmieszek to może być
    ironiczny, pogardliwy, z wyższością. No więc jeśli to dlatego, że najpierw sobie
    kota pogłaszczę, a potem zjem kotleta (i jeszcze wspomnianemu kotu dam),
    zasługuję na TAKIE potraktowanie, to nie potrzebuję tego protekcjonalizmu i
    pretensji, że śmiem zadawać pytania nt. rozwiązań fabularnych i ich uzasadnień.
    I myślę, że moje 30 PLN czy tam ile to będzie kosztować, znajdzie w przyszłości
    lepsze zastosowanie niż zakup Mc Dusi (a mam wszystkie dotychczasowe części). Za
    własne pieniądze nie muszę być obrażana, w dodatku bezpodstawnie i bez polotu.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • dakota77 06.11.09, 13:06
    Otoz to. Zaraz przestanie nam sie chciec utrzymywac wrednie, patrzace
    na wszystkich z gory babsko, przekonane o wlasnej wielkosci. Pani MM
    cos latwo zapomina, dzieki komu zarabia na zycie.
  • iwoniaw 06.11.09, 13:20
    jesteśmy niszową elitą ;-) (w sensie fanów drążących i analizujących), ale inni
    - kupią. No ale ja do tego ręki nie muszę przykładać, nieprawdaż?

    Swoją drogą, kto jest zatem targetem? Skoro nie Kopiec Esmeraldy i nie stare
    baby po 20., kto jest adresatem powieści o bohaterkach 20-50-letnich i ich
    ojcu/dziadku?

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • dakota77 06.11.09, 13:26
    Tego chyba nikt nie wie. Moge zrozumiec jeszcze, ze autorka sie w tym
    pogubila, ale w wydawnictwie chyba ktos powinien zaczac sie
    zastanawiac, dla kogo sa te ksiazki i co dalej? Nas te ksiazki draznia,
    mlodziez nudza, nie wiadomo, jak beda sie za jakis czas sprzedawac.
  • the_dzidka 06.11.09, 13:30
    Zaczynamy zgadzać się nawet w detalach :)
    Kilka dni temu wyjasniając na zaprzyjaźnionym forum TWCh, dlaczego
    krytykujemy ostatnio wszystko, co tylko krytykować się da, ujęłam
    rzecz w te słowa:
    "Jedziemy po Musierowicz z lubością i
    złośliwością, po prostu odpłacając jej pięknym za nadobne - otóż z
    pani Musierowicz przez lata zrobiło się (powiem to!) nadęte,
    zarozumiałe i zapatrzone w siebie babsko, które nie daje prawa do
    istnienia osobom mających inne niż ona zdanie i światopogląd."

    Czy to już wojna, dziewczyny? ;)

    --
    Dzidka
  • dakota77 06.11.09, 13:34
    Dla mnie tak. Ja juz od dawna nie mam dla niej cienia szacunku, powiem
    to wprost. A w wywiadach sprzed lat jawila sie jako taka mila osoba. Az
    tak sie zmienila, czy to byla poza? Chociaz ksiazki z tamtego czasu
    byly inne, moze to jednak zmiana charakteru.
  • ding_yun 06.11.09, 12:41
    To tłumaczenie jest tak pokrętne, że nie potrafię zrozumieć, o co chodzi
    autorce. Natomiast wkurza mnie powtarzane znowu, po n-ty i w coraz bardziej
    nieuprzejmy sposób zdanie: "Obawiam się, Drodzy Czytelnicy, że nie macie innego
    wyjścia, niż pogodzić się z faktem, że to ja wiem najlepiej, jak powinny
    wyglądać moje książki. Pardon."
    Obawiam się, droga autorko, że my jako czytelnicy mamy prawo dociekać, być
    ciekawymi i zadawać pytania. A autorka powinna być z tego jak najbardziej
    zadowolona, bo to znaczy, że nadal czytamy jej książki wnikliwie i uważnie. I
    niech droga autorka zapamięta, że dzień, w którym czytelnicy przestaną być
    ciekawi, przestaną o cokolwiek pytać i przestaną mieć uwagi, to będzie dzień, w
    którym Tobie, droga autorko, zabraknie pieniążków na chlebek.

    Powiem tak: temat zwierząt średnio mnie interesuje i jak dla mnie MM może sobie
    spokojnie o nich nie pisać. Ale wkurzam się, jak człowiek, miast wykonywać swój
    zawód, pozuje na wielkiego artystę. Naprawdę nie wiem, czemu ktoś z wydawnictwa
    Akapit Press nie kopnie MM w zadek, bo ona strzela samobója sobie i im. Ona może
    być kim chce i pisać o czym chce, ale zdaje się, że w wydawnictwach pracują
    jacyś ludzie od PR. Nie wiem, czemu nie chcą się tym zająć. Być może ktoś powie,
    że przesadzam i MM nie zwraca się do czytelników wcale tak źle. Otóż na tle
    całej naszej rzeczywistości jej uwagi może rzeczywiście wypadają blado, ale
    słyszałam kiedyś takie trafne spostrzeżenie: słowo k.... inaczej brzmi w ustach
    Maleńczuka, a inaczej w ustach Kasi Cichopek. I fani również na nie inaczej
    zareagują. MM najwidoczniej uważa, że nie musi się przejmować takimi rzeczami
    jak fani, PR, target czy zarobki i prezentuje rozkoszną pozę "jestem ponad to".
    A to jest właśnie ta poza, której ja nie toleruję.

    Na marginesie: ogólnie bardzo irytuje mnie taki właśnie sztucznie luźny stosunek
    jaki ludzie mają np do pieniędzy i sposobów ich zarabiania, taka poza, a nie
    rzeczywisty brak zainteresowania. On dowodzi tylko tego, że ktoś nigdy nie
    musiał się o to martwić i po tyłku odpowiednio nie dostał.
  • mama_kotula 06.11.09, 15:20
    Ha. To trafne spostrzeżenie to moje, moje!!! :D:D:D:D
    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,81050563,98779274,Re_Oficjalna_strona_MM.html
    I zgadzam się co do joty, niesmak czuję ten sam, traktowanie czytelników jak idiotów i granie samemu idioty doprowadza mnie do odruchów wymiotnych i poczucia zażenowania.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • lacitadelle 06.11.09, 14:15
    Wow - dawno nie czułam takiego niesmaku.

    Sprężynę kupiłam pod wpływem dyskusji na forum (i smutków poporodowych), ale oto
    uroczyście deklaruję, że więcej żadnej książki pani MM nie zakupię. A jakby ktoś
    chciał dostać w prezencie części od Trolli wzwyż - zapraszam do kontaktu.
  • kkokos 06.11.09, 14:27
    rzeczywiście, niesmaczne.
    a wystarczyło odpowiedzieć "uważam, że moi bohaterowie i tak mają
    wystarczająco skomplikowane życie, by nie komplikowac go jeszcze
    spacerami z psem pięć razy dziennie".

    to bardzo ładne, gdy zarzuca się innym tani sentymentalizm, a samemu
    uprawia się jakże tanie moralizatorstwo i równie tanie udawanie
    głupszej niż się jest - bo dokonale ona wie, ta pani MM, że wołanie
    o obecność zwierząt nie oznacza wołania o opis ich przeżyć
    wewnętrznych.
  • verdana 06.11.09, 15:38
    Czyli jestem - hipokrytka, bo trzoszcze się o psa i kota, a zjadam
    rybkę. MM nie jest hipokrytka, rybki nie zjada - choc jej
    bohaterowie jedza z apetytem mięsko, a więc propaguje zabijanie
    zwierzatek. Dalej - nie lubie ludzi, poniewaz posuadam zwierzeta, a
    to jest podejrzane - albo jedno albo drugie. Gorzej, ja się panosze
    w ich życiu, wydajac psu polecenia, a kotu nie pozwalajac zezreć
    calej mojej ryby (gdyby sobie zdechl na wolnosci mialby lepiej).
    Powiem więcej, ja nawet panoszę się w życiu dzieci, wydając im
    polecenia i to znacznie ostrzejszym tonem niz psu...
    Cóż, znowu to samo - jest jedna sprawiedliwa i uczciwa osoba na
    świecie -MM. Reszta to zabojcy(jedza zwierzęta), psychopaci (więżą i
    znecają się nad swoimi zwierzetami), we. idioci, ktorzy nie
    rozumieja, ze psy powinny wyginąc, bo trzymanie ich w domu na
    kanapie jest nieludzkie.
    Obawiam się, ze stan psychiczny i umyslowy MM powinien być
    monitorowany, bowiem to co pisze - to sa kompletne bzdury, nie
    mowiąc już o tym, ze banalene bzdury.
    A Hitler tez zwierzątek nie jadał...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kajaanna 06.11.09, 15:30
    W całym tym artykule jedna uwaga jest wyjątkowo celna:

    > Nasza Mama bowiem, która lubiła zadawać nam literackie łamigłówki i zagadki
    oraz wysoko stawiać tzw. Poprzeczkę, zleciła w tamtym czasie swym dziwnym a
    posłusznym dzieciom napisanie nowelki, złożonej wyłącznie z banałów. Te, jak
    ustaliliśmy, rodzą się z lenistwa umysłowego, braku starania i braku wyobraźni.
    Każde z nas napisało po zamówionej nowelce i niemal równocześnie odkryliśmy, co
    to jest Tani Chwyt, czyli Samograj.

    ********
    Ten fragment powinna pani MM powiesić sobie nad biurkiem i wczytywać się w niego
    uważnie, gdy tylko siadać będzie do kolejnego opisu owego ciepełka, emanującego
    z oczu zgromadzonych wokół stołu Borejków.
  • skrzydlate.bobry 06.11.09, 15:32
    Czytam sobie, co piszecie, i naszły mnie dwie refleksje. Zacznę od mniej ważnej.
    A co, jeśli ten wpis był obliczony na taki właśnie efekt? "Niech te (...) baby
    przestaną czytać i krytykować. Niech zostanie tylko bezrefleksyjny target."
    Przecież bezrefleksyjnych czytelników jest pod dostatkiem. A nawet gdyby nie -
    może różnica w obecnym i wcześniejszym podejściu MM do czytelników wynika z
    tego, że teraz już się nie musi starać? Może jest już "ustawiona"? No i nie
    brakuje ponoć szkół zapraszających ją na spotkania. Wystarczy, że w każdej
    dostanie trzy murzynki (każdy w innym smaku) i babkę-puchatkę - poza drobną
    monotonią żywieniową i cukrzycą nic jej nie grozi.
    Refleksja druga - na stronę MM zajrzałam parę razy, żeby sprawdzić, czy nie ma
    czegoś o terminie wydania kolejnej części. Przyznaję - trochę z tego stanu,
    który się przed komputerem czasem osiąga, że nie ma już nic rozsądnego do roboty
    (albo wprost przeciwnie - praca czeka), a odejść się nie chce. Nie bardzo się
    przejęłam tym, co ona tam sobie wypisuje. Jeśli jednak nie kupię "McDusi", to
    nie z powodu wpisu o zwierzątkach. Jak dla mnie to pani MM mogłaby sobie nawet
    twierdzić, że jest przedstawicielem kosmicznej inteligencji znacznie
    przewyższającej ludzką, a pomysły na książki otrzymuje drogą telepatyczną od
    Latającego Potwora Spaghetti, nas natomiast uważa za idiotów onanizujących się
    butelką piwa w Internecie (co w tym w końcu złego, się pytam, jeśli człowiek ma
    też inne zainteresowania... A, i przepraszam niewinne lelije, jeśli jakaś akurat
    przeczytała), BYLEBY KSIĄŻKI BYŁY DOBRE. Tak samo nie interesuje mnie operacja
    piersi Amy Winehouse, z kim sypia Kasia Cichopek itd. Wyrosłam z wieku, kiedy
    utożsamiałam dzieło z autorem (pamiętam szok, jaki przeżyłam, zobaczywszy Pana
    Zygmunta obsadzonego w roli niemieckiego oficera w "Stawce większej niż
    życie"...). Problem polega na tym, że ostatnie książki pani MM się nie bronią. W
    tej sytuacji to, co pani MM pisze na swojej stronie, może być co najwyżej
    gwoździem do trumny.
    A przecież Wy też nie oddacie "Szóstej klepki" na cele charytatywne po
    przeczytaniu tego wpisu.
  • iwoniaw 06.11.09, 15:50
    Cytatw tej sytuacji to, co pani MM pisze na swojej stronie, może być co
    najwyżej gwoździem do trumny.


    Oczywiście, że idea niekupienia McDusi zalęgła mi się, gdy mi się przelało to,
    co wypisuje autorka na blogu.

    CytatA co, jeśli ten wpis był obliczony na taki właśnie efekt? "Niech te (...)
    baby przestaną czytać i krytykować. Niech zostanie tylko bezrefleksyjny
    target."


    Myślisz? Aż tak? Woleć świadomie odegnać od siebie czytelników
    analizujących, zadających pytania i komentujących - nie zawsze pochlebnie -
    ale wiernych i kupujących książki (książki w ogóle, więc nie jest tak, że
    nic sobie nie znajdą, bo nie ma alternatywy), byle tylko mieć poczucie, że cały
    świat nas wielbi i podziwia bezkrytycznie? To to horror jakiś...



    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • pola_lawendowe 06.11.09, 17:14
    ( po przeczytaniu wpisu na stronie MM)

    O! Dawno mnie nic tak nie ucieszyło, jak obietnica, że MM nie nie
    będzie
    swoich bohaterów uszczęśliwiać zwierzętami.

    Ktoś, kto nie lubi i nie rozumie zwierząt, powinien się trzymać od
    nich z daleka, również twórczością. Inaczej, pisząc o nich, choćby
    marginalnie, zaczyna brzmieć jak panna służąca, która wyobraża sobie
    bycie panią hrabiną.

    Scena w Sprężynie, gdzie psy Patrycji goniąc zająca po sadzie uczą
    się kłusownictwa w stadzie w najlepszym stylu jest tego doskonałym
    przykładem.

    Pani Autorko, ależ TAK! Proszę nie pisać o zwierzętach. Nigdy.

    Jedynym wątkiem ze zwierzętami w roli głównej w pani książkach
    powinna być scena, w której Patrycji zostaną zabrane wprawiające się
    w kłusownictwie psy i oddane do domów, gdzie nie będzie się ich
    karmić przy stole "czekającymi na nich niespodziankami"

    Swoją drogą.
    Rozumiem, że można nie lubić zwierząt. Ale nie znosić ich do tego
    stopnia, żeby ich nie jeść?:P
    To nawet, zdaje się, ma nazwę kliniczną :)

    pozdrawiam wszystkie Panie bardzo, rzadko piszę, ale czasami
    człowiek musi, inaczej się udusi :)
  • andrzej585858 06.11.09, 17:20
    pola_lawendowe napisała:

    >
    > pozdrawiam wszystkie Panie bardzo, rzadko piszę, ale czasami
    > człowiek musi, inaczej się udusi :)

    Jeszcze trochę popiszę na tym forum i będę musiał poddać sie chyba operacji
    zmiany płci :))) - może powinienem powaznie nad tym sie zastanowić?
  • pola_lawendowe 06.11.09, 17:28
    I wszystkich Panów równie serdecznie ! :)
  • andrzej585858 06.11.09, 17:42
    pola_lawendowe napisała:

    > I wszystkich Panów równie serdecznie ! :)

    Ależ nie urażony :-)) Bardziej chęć zauważenia to była.
  • ready4freddy 08.11.09, 12:20
    pola_lawendowe napisała:

    > Pani Autorko, ależ TAK! Proszę nie pisać o zwierzętach. Nigdy.

    i nie ilustrowac! nalezy zaprzestac czynienia rzeczy, o ktorych nie ma sie
    absolutnie pojecia i zostawic to innym, lepszym :)

    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
    live dead alien body.
  • aganoreg 08.11.09, 12:22
    ready4freddy napisał:

    > i nie ilustrowac! nalezy zaprzestac czynienia rzeczy, o ktorych nie ma sie
    > absolutnie pojecia i zostawic to innym, lepszym :)
    >

    Ekhem, ponoc to zawod wyuczony :D Biednej kobiecie nic nie zostanie. Emerytura i
    zgadywanki :D

    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • ananke666 08.11.09, 12:49
    A właśnie, że ilustrować. Mniej meneli, więcej twardzieli. Ja tam lubię
    ilustracje MM.
    --
    Tupecik
  • ready4freddy 08.11.09, 13:28
    ano, co kto lubi :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
    live dead alien body.
  • andrzej585858 06.11.09, 17:16
    Odkąd pamiętam, czyli praktycznie od zawsze w moim domu byly jakięs zwierzęta -
    co prawda głównie koty i psy choc i zdarzyły się papugi w towarzystwie kota.
    Teraz mam jamnika który ostatnio już nawet nie pozwala mi sie przykryć kołdrą
    bo ją zaanektował dla siebie.
    Muszę więc stwierdzić że z dużą dozą przykrości przeczytałem wpis na stronie MM
    - choc tak naprawdę megalomania jest głównym powodem tej przykrości.
    Niestety sformułowanie - "A ja nadal będę pisała tak, jak mi się podoba" - jest
    czymś wyjątkowo przykrym - niestety.

    Podejrzewam że tez się narażę teraz, co prawda nie pierwszy raz - ale pod jednym
    względem MM ma dużo racji.
    Zdanie - "widziałam w swoim życiu czułych właścicieli piesków i kotków, którzy
    byli nieczuli, a nawet podli względem ludzi" - jest bardzo prawdziwe.
    Właśnie dobro człowieka i szacunek wobec niego powinno być celem nadrzędnym.
    Choć przyznaję - zdanie jak najbardziej prawdziwe kłóci się z postawą autora
    tego zdania - niestety.
  • verdana 06.11.09, 17:27
    A ja sluszalam tez o czulych ojcach, ktorzy bez wahania i z
    satysfakcją kierowali obozami zaglady.
    I o ludziach, ktorzy kochali innych ludzi, ale nosili wszianka z
    kocich skorek.
    I o takich, co lubili tylko członkow własnej rodziny, a innym
    podstawiali noge na kazdym kroku. I o "dobrych paniach", dbających
    naprawdę o innych ludzi, ktore stawialy trutki, by koty w piwnicy
    zdechly.
    To nie jest tak, ze akurat ludzie lubiący zwierzęta częściej nie
    lubią ludzi. Po prostu swiat jest tak skonstruowany, ze ludzie nie
    sa jednoznacznie dobrzy ani źli - czesto o jednych dbaja, a o
    innych - wcale.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 06.11.09, 17:40
    verdana napisała:
    .
    > To nie jest tak, ze akurat ludzie lubiący zwierzęta częściej nie
    > lubią ludzi. Po prostu swiat jest tak skonstruowany, ze ludzie nie
    > sa jednoznacznie dobrzy ani źli - czesto o jednych dbaja, a o
    > innych - wcale.

    Zgadzam się całkowicie z powyższym sformułowaniem.
    Miałem po prostu na myśli odpowiednie zachowanie proporcji - po prostu trzeba
    być czlowiekiem zarówno w odniesieniu do ludzi jak i do zwierząt - li i jedynie.
  • jottka 06.11.09, 17:41
    verdana mnie uprzedziła w odpowiedzi, ale właśnie jasna krew miała mnie zalać -
    kurde, andrzej, co to ma niby znaczyć, że człowiek ponad wszystko??? to
    megalomania kliniczna w połączeniu z głupotą, choć przypuszczam, że
    bezrefleksyjnie powtarzasz popularne hasło. prostą konsekwencją takiej postawy
    jest monstrualne zniszczenie planety, na której żyjemy, bo czymże jezioro,
    drzewo, żaba czy kot wobec Korony Stworzenia! a chcąc chronić nasz własny tyłek,
    powinniśmy ze wszystkich sił dbać o dobro, excusez le mot, naszych braci
    mniejszych! niezależnie od wyznawanych przekonań tworzymy bowiem fatalnie ścisły
    system biologiczny.

    a prawdziwe człowieczeństwo objawia się względem tych, którzy są słabsi - może
    to być inny człowiek, a może być zwierzę lub kawałek skały, która zapewnia
    przetrwanie innemu żyjątku.
  • andrzej585858 06.11.09, 17:50
    jottka napisała:
    .
    >
    > a prawdziwe człowieczeństwo objawia się względem tych, którzy są słabsi - może
    > to być inny człowiek, a może być zwierzę lub kawałek skały, która zapewnia
    > przetrwanie innemu żyjątku.

    Alez ja wcale tego nie neguję! Tylko krew mnie zalewa właśnie jezeli
    zdeklarowany miłośnik przyrody , głoszący szczytne hasła na zewnątrz w warunkach
    domowych okazuje się bestią w stosunku do dzieci itp. - takie , nie przeczę
    skrajne, przypadki miałem na myśli.
    Może mam pecha, ale kilka takich osob niestety znam.
    Podejrzewam że MM też na podstawie znajomosci takich osob oparła swoj wpis.
  • jottka 06.11.09, 17:58
    nie, osobiście nie wierzę, że ktoś, kto okazuje ludzkie uczucia wobec zwierząt i
    z szacunkiem traktuje przyrodę, będzie bestią wobec swoich bliźnich. postawa
    pełna względów dla otoczenia zwykle z kulturą i rozumem idzie w parze, bestia
    nie zmienia tak łatwo charakteru.

    a jeśli mówisz o ekstremach lub sądzisz, że pani mm o nich mówi, to prosta
    uczciwość nakazuje podkreślić, że to są właśnie ekstrema, a nie prawa ogólne.
    jakoś tego nie zauważyłam w twojej wypowiedzi, a szkoda. w społeczeństwie naszym
    boleśnie brakuje bowiem świadomości, że nie żyjemy sami na świecie, dominuje
    radosna głupota, której skutki jeszcze dzieciom i wnukom dadzą ostro w kość.
  • andrzej585858 06.11.09, 18:33
    jottka napisała:

    > nie, osobiście nie wierzę, że ktoś, kto okazuje ludzkie uczucia wobec zwierząt
    > i
    > z szacunkiem traktuje przyrodę, będzie bestią wobec swoich bliźnich. postawa
    > pełna względów dla otoczenia zwykle z kulturą i rozumem idzie w parze, bestia
    > nie zmienia tak łatwo charakteru.

    Niestety, moim zdaniem nie jest tak pieknie. Naprawdę wolalbym żeby tak było
    >
    > a jeśli mówisz o ekstremach lub sądzisz, że pani mm o nich mówi, to prosta
    > uczciwość nakazuje podkreślić, że to są właśnie ekstrema, a nie prawa ogólne.
    > jakoś tego nie zauważyłam w twojej wypowiedzi, a szkoda.

    Tutaj muszę rzeczywiście przeprosić. Powinienem rzeczywiście dodać ze są to
    ekstremalne sytuacje - zgadzam się że tak jest uczciwie.Co prawda osobiście
    uważam że dość często spotykane, ale jednak stanowią zdecydowany margines.
    Niestety czasem rozpędzam się - za co przepraszam.


    w społeczeństwie naszy
    > m
    > boleśnie brakuje bowiem świadomości, że nie żyjemy sami na świecie, dominuje
    > radosna głupota, której skutki jeszcze dzieciom i wnukom dadzą ostro w kość.

    Nic dodać, nic ująć.
  • mmaupa 06.11.09, 17:44
    > Zdanie - "widziałam w swoim życiu czułych właścicieli piesków i kotków, którzy
    > byli nieczuli, a nawet podli względem ludzi" - jest bardzo prawdziwe.
    > Właśnie dobro człowieka i szacunek wobec niego powinno być celem nadrzędnym.
    > Choć przyznaję - zdanie jak najbardziej prawdziwe kłóci się z postawą autora
    > tego zdania - niestety.

    A mnie to zdanie chyba najbardziej zirytowało. Bo co z niego wynika? Ja
    widziałam ludzi cmokających z zachwytu nad niemowlęciem i kopiących szczeniaki,
    widziałam też pijanych muzułmanów, inteligentne blondynki, hojnych Szkotów i
    spóźnialskich Niemców. Hoho, dużo ludzi widziałam!
    O czym to świadczy? Li i jedynie o tym, że ludzie są różni, głupi i mądrzy,
    szczerzy i pełni hipokryzji. I to, że ktoś lubi psy, NIE GWARANTUJE że będzie
    nienawidził ludzi. Pani MM karmi nas dość obrzydliwymi uogólnieniami. Wypowiedź
    nie świadczy o niej najlepiej również dlatego, że czytelnicy dopytujący się o
    brak zwierząt w powieściach zapewne je lubią i odczuwają ich brak. Tymczasem
    zamiast spokojnej odpowiedzi i zwięzłego wytłumaczenia ("nie mam doświadczenia w
    opisywaniu zwierząt", "Borejkowie są uczuleni na sierść") dostają kopa w tyłek.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • meduza7 06.11.09, 19:10
    A ja bym to podsumowała takimi banałami jak: rozmawiała gęś z prosięciem, dziad
    o gruszce, baba o pietruszce i co ma piernik do wiatraka?
    Bo cały czas, czytając odpowiedź, miałam wrażenie, że pytanie dotyczyło jednak
    zupełnie czego innego. To znaczy, pytanie było normalne, proste: dlaczego w
    Jeżycjadzie nie pojawiają się zwierzęta, dlaczego żaden z bohaterów nie ma psa,
    kota, rybek? Odpowiedź natomiast... Odpowiedź brzmiała tak, jakby ktoś postawił
    jej zarzut, dlaczego właściwie pisze o ludziach, a nie o gąsce Balbince i
    jelonku Bambim. Ekskjuze mła, do czego właściwie odnosiły się te uwagi o
    uczłowieczonych zwierzętach, które to są chwytam tanim i banalnym? Ależ ja nie
    chcę uczłowieczonych zwierząt. Ja chcę mysich myszy Bobcia i psiego Lucypera. I
    naprawdę nie wymagam od niej, aby wczuwała się w psychikę zwierzęcia i próbowała
    nam przekazać jego myśli i emocje. I bez tego wiemy, że pies pomalowany na
    zielono musiał czuć się fatalnie, a w tamtej pamiętnej scenie i tak
    najważniejsze było to, co się działo WOKÓŁ psa, reakcja Idy i tak dalej.
    No i po co ten ton wyższości?
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • dakota77 06.11.09, 19:15
    Ton wyzszosci stad, ze MM inaczej nie potrafi. Borejom przeciez tez
    dala to poczucie bycia lepszymi od ludzi z blokow lub nie majacych
    obsesji na punkcie Mickiewicza. Znikad to sie nie wzielo.
  • nikadaw1 06.11.09, 19:48
    nie wiem czy zauwazyliscie, ze zniknęła z wpisu "wieś Mogiła". została sama Mogiła.
    efekt protestów tu czy w księdze gości?
    --
    Spacerowiczka
  • mug75 06.11.09, 19:57
    witam,
    No i nadszedł dzień, w którym i ja się wypowiem, bo naprawdę szlag jasny mnie
    trafił jak przeczytałam dzisiejszy wpis na stronie pani MM.Myślałam sobie dotąd,
    że jest ona po prostu na starość coraz bardziej roztargniona- stąd jej pomyłki i
    nieścisłości w powieściach,coraz bardziej oderwana od rzeczywistości- bo warunki
    materialne mocno jej się zmieniły,bo robi się zramolała jak to bywa na starość i
    ględzi, stąd jej nierealne zestawy nazwiskoimion, ckliwe opowieści, które już
    nie mają tego klimatu co kiedyś. No ale to wszystko jakoś, wobec tylu miłych
    wcześniejszych książek, które nam dała, znosiłam dzielnie, cichutko przyznając
    rację małym złośliwostkom, niemniej jednak nie rozstrząsając za długo tematu.
    Zakupywałam nową część, czytałam jeden raz, potem co najwyżej wracałam do
    jakiegoś maleńkiego fragmentu, który choć trochę pzrypomniał dawną MM.
    Dziś jednak jest mi przykro.Kiedyś tak marzyłam, by wpaść do MM, poznać tę
    cudowną atmosferę, przeżyć jej herbatkę itd. A dziś? dziś, to byłaby
    nieprzyjemna wizyta i wcale bym nie chciała, nawet gdybym dostała zaproszenie;)
    Nie pasują mi bardzo te kilkakrotnie już pisane zdania, że " ona ma prawo", "ona
    wie sama" itd.Brzmi to fatalnie.Czy ktoś jej takie prawo odbiera, że wiecznie
    takie rzeczy pisze? Miałam wrażenie, że lubiąc tzw KC ( kochane
    czytelniczki)rozumny autor nie neguje ich potrzeby pytań czy też ciekawości
    zwykłej, ani nie dziwi się, że zwłaszcza jakas 13-latka ma ochotę zaistnieć być
    może na łamach powieści choćby w ten sposób jak rzucając swój pomysł, który
    akurat się przyjmie ( czyż nie sama MM przynała, że wykorzystała ich kilka?).
    Mam wrażenie, że jeśli tego wszystkiego autor nie rozumie,a wręcz wydaje się
    wkurzony "wiecznymi" sugestiami, to może powinien się zastanowić po co mu taka
    strona, wpisy w Księdze Gości, skoro tak go to denerwuje? Przecież chyba nikt mu
    nie kazał??
    I wiecie, jeszcze jedno mnie strasznie męczy.Może dlatego, że ja uważam się za
    osobę leniwą i zawsze myślę, ilu rzeczy nie zrobiłam, bo sobie odpuściłam i
    zwyczajnie mi się nie chciało.
    Otóż męczy mnie, że MM non stop stawia się za wzór pracowitości, wiecznie o tym
    pisze, że jest taka zarobiona, że dużo pracuje, a wg mnie, nie pracuje więcej
    niż przeciętna kobieta ( nie urażając panów) mająca dom, ogród i męża i
    odwiedzającą ją rodzinę.Sama mam dom, męża, ogród i odwiedzającą rodzinę,pracę
    zawodową na zwykły etat i wiele rzeczy, które robię do tego. I do głowy by mi
    nie przyszło tak się chełpić, że jestem pracowita, bo mam posprzątane,wyprane,
    ugotowane,upieczone, w ogrodzie wysiane i wypielone, w dodatku nad czymś- jak
    pisanie- pracuję.
    Za to nie bawię się z KC w zgadywanki, nie siedzę codziennie przed komputerem
    (prywatnie), czytanie książek,rozwiązywanie krzyżówek, czytanie i pisanie na
    forum to przyjemny ale zawsze jednak rozrywkowy czas. Śmieszy mnie zatem, że ona
    taka zajęta, bo maluje, pisze i nie wie kiedy skończy Mcdusię, bo jest taka
    zajęta i nie wolno tak się dopytywać, bo ona się nie leni i sama wie kiedy ma
    pisać.Przecież wiadomo, że nikt jej prawa do rozywki nie zabrania, ale założę
    się, że pani MM o zarządzaniu czasem nie słyszała, o tym, że wystawanie pod
    płotem z sąsiadem, to jednak trochę zmarnowany czas ( gdzieś kiedyś na stronie
    swej wspomniała, że rozmowy z sąsiadami musi przecież toczyć- mieszkam na wsi
    teraz i wiem jak to wygląda, jak próbuję coś zrobić po pracy w ogródku, a sąsiad
    przechodzi drogą i stanie czekając, aż przyjdę pogadać,życzliwy sąsiad, a jakże,
    pełno jest życzliwych sąsiadów, ale jak się chce coś zrobić, to nie da się tak
    podchodzić na długo do kazdego...)
    A teraz to najważniejsze- widocznie pani MM żadnej krytyki nie przyjmuje i
    musiała się oburzyć, że ktoś jej śmiał o tych zwierzętach wytknąć, stąd ten
    dzisiejszy pogląd wyrażony. Jaki żałosny! Naprawdę tym mnie ostatecznie
    zniesmaczyła. Nie poradzę nic na to, że nie będę się nigdy zachwycać bardziej
    śliniącym dzieckiem niż innym małym ssakiem, bo uważam, że naprawdę człowiek z
    małych ssaków wcale taki piękny nie jest, popatrzmy na kotki, pieski i
    króliczki. Nawet to, ze spodziewam się dziecka, nie zmieni mego poglądu, ja wolę
    zwierzęta,niż ludzi i wcale się tego nie wstydzę. Dla mnie zwierzę jest po
    prostu niewinne i dobre samo z siebie, dopiero człowiek potrafi wyrządzić mu
    krzywdę, złamać, zastraszyć.
    I nie boję się zwierząt, a ludzi już teraz tak.
    Zresztą na ten temat napisała wszystko zgodne z moim poglądem JCHmielewska,
    swoją drogą, to chciałabym ją posłuchać, co ma do powiedzenia pani MM na
    żywo:)Musiałaby to być pasjonująca wypowiedź!Niestety na żywo pani MM pewnie
    wypadłaby blado, albo nawet czerwono i by się zacukała, jestem pewna, w takiej
    konfrontacji.
    Szanuję czyjeś odmienne poglądy, doświadczenia, przedkładanie dzieci nad
    zwierzęta, ale te poglądy MM są naprawdę jakieś niespójne i w dodatku
    infantylne, nawet czarno-białe.
    Myślę też, że ok, fajne jej dzieci miały dzieciństwo z tymi książkami,ale czy
    miały jakieś zwierzątko? czy poznały czym jest taka przyjaźń, czy uczyły się
    odpowiedzialności za drugą istotę?
    I co, mam uwierzyć w to, że nie poznały, ale i tak je kochają, tylko na
    odległość. I pewnie od mamusi mięska nie dostawały? I skórzanych torebek i
    bucików nie nosiły? A MM to co? W trampeczkach chodzi? Portfelik nosi z ceratki?
    Buciczki ma taniutkie z CCC, taka seria ze sztuczną wkładką? Czy takie z Tesco,
    sam skaj?
    Ciekawa jestem, a wy nie?
    Ja niestety, jestem smutna, że moje niejedzenie mięsa, trwało tylko 2 lata, a i
    tak to hipokryzja, bo buty w tym czasie kupowałam niestety takie, w ktorych
    stopa oddycha np.Gdyby tak większość ludzi nie jadła mięsa, przemysł być może
    przestałby się opłacać. Ale czy to znaczy, ze jak jem kurczaka, bo przy drobiu
    zostałam, to jakim prawem pani MM uważa, że mi jest z tym miło. Otóz nie jest mi
    miło. I dziękuję temu kurczakowi w myślach, ze oddał swe życie, a ja go zjadam.
    Człowiek jest podły. I ja jestem takim człowiekiem. Co jednak mogę, to dla
    zwierząt robię i kocham je, więc choć tak mogę im pomóc na tym świecie.
    ps- Zważywszy, że forum podczytuję z raz na 2 m-ce i że to chyba ma pierwsza
    wypowiedź akurat tu, uprzejmie proszę o wyrozumiałość co do przydługiego i
    monotonnego tekstu.
    Pozdrawiam serdecznie KC tego forum;p
  • onion68 06.11.09, 20:10
    Witaj, Mug :-)
    Miło mi się czytało Twój post.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • alitzja 06.11.09, 20:21
    mug75, witaj pięknie:-)
    A ja się zastanawiam, czy pani MM zastanawia się choć trochę nad
    tym, co pisze. Tak sobie myślę, że pożądany, 13-letni target i
    potencjalne wierne fanki zarówno Jeżycjady, jak i jej autorki
    powinny dramatycznie (czyli zgodnie z prawem wieku) wpaść teraz w
    anoreksję tudzież wykazać w mniej lub bardziej dramatyczny sposób
    swoje burzliwe uczucia względem wrednych rodziców, karmiących ich
    dotąd biednymi kurczaczkami. Powinny również rządkiem ustawić się w
    kolejce do schroniska, żeby oddać tam ulubionego pieska, bo przecież
    zdarzyło im się pewnie wydać ostrym tonem polecenie (a fe!), więc
    nie nadają się na opiekuna, oj nie.
    Dzieci to dzieci, różnie myślą, a jak im ulubiona autorka, autorytet
    być może, poleci takimi tekstami, to kto wie, co takiemu do głowy
    wpadnie.

    --
    "Jestem teraz jak wypalony fajerwerk, ale przynajmniej byłem
    fajerwerkiem" (Robert Frobisher)
  • mama_kotula 06.11.09, 22:26
    CytatAle czy to znaczy, ze jak jem kurczaka, bo przy drobiu
    zostałam, to jakim prawem pani MM uważa, że mi jest z tym miło. Otóz nie jest mi miło. I dziękuję temu kurczakowi w myślach, ze oddał swe życie, a ja go zjadam.



    A tak mi się jakoś skojarzyło, bo dzisiaj czytałam Kroniki Smoczej Lancy - można i inaczej podejść do tego (proszę z góry o niedokonywanie analizy mojej osoby w odniesieniu do cytowanego niżej fragmentu, bo nie jestem ani związana, ani niezwiązana z takim podejściem, w ogóle nie mam wyklarowanego zdania, mięsa nie jadam nie z przyczyn ideologicznych, ale dlatego że nie lubię).

    "Caramon wbił widelec w pieczeń i z rozkoszą powąchał parę i sok, które trysnęły z mięsa. Nagle zdał sobie sprawę, że wszyscy mu się przypatrują. Zatrzymał się i rozejrzał wokół.
    – Co jest? – zapytał, mrugając oczami. Wtedy jego wzrok spoczął na Pani Lasu. Zaczerwienił się i pośpiesznie odłożył widelec. – Ja... błagam o wybaczenie. Ten jeleń musiał być kimś, kogo znałaś – to znaczy – jednym z twoich poddanych.
    Pani Lasu uśmiechnęła się łagodnie.
    – Nie frasuj się wojowniku – rzekła. – Jeleń wypełnia swoje życiowe przeznaczenie, dając pokarm łowcy – czy będzie nim wilk, czy człowiek. Nie opłakujemy straty tych, którzy umarli, spełniając swe przeznaczenie."

    Margaret Weis, Smoki jesiennego zmierzchu



    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • onion68 06.11.09, 22:42
    > "Caramon wbił widelec w pieczeń i z rozkoszą powąchał parę i sok, które try
    > snęły z mięsa. Nagle zdał sobie sprawę, że wszyscy mu się przypatrują. Zatrzyma
    > ł się i rozejrzał wokół.
    > – Co jest? – zapytał, mrugając oczami. Wtedy jego wzrok spoczął
    > na Pani Lasu. Zaczerwienił się i pośpiesznie odłożył widelec. – Ja... bł
    > agam o wybaczenie. Ten jeleń musiał być kimś, kogo znałaś – to znaczy 
    > 211; jednym z twoich poddanych.
    > Pani Lasu uśmiechnęła się łagodnie.
    > – Nie frasuj się wojowniku – rzekła. – Jeleń wypełnia swoje ż
    > yciowe przeznaczenie, dając pokarm łowcy – czy będzie nim wilk, czy człow
    > iek. Nie opłakujemy straty tych, którzy umarli, spełniając swe przeznaczenie."

    No tak, przecież tak toczy się świat. Każdy organizm w jakiś sposób służy innym
    organizmom. Zabijane aby być pokarmem zwierzę cierpi, ale przecież schodząc w
    sposób naturalny także się cierpi.
    Muszę powiedzieć, że ja nie widzę sprzeczności w tym, że ktoś kocha swego
    zwierzęcego pupila i jada mięso. W końcu jednych ludzi kochamy, innych lubimy, a
    jeszcze inni wraz z ich losem są nam obojętni, podobnie może być ze zwierzętami.
    I tak też po prostu jest.
    Podobnie jak Kotula nie jadam ptaków i ssaków, bo nie lubię, ale jadam ryby i
    owoce morza - bo lubię, a w sumie ta kombinacja służy mi. Szanuję jednak bardzo
    osoby, które ze współczucia są w stanie całkowicie zrezygnować z produktów,
    których wytworzenie wiąże się ze śmiercią zwierzęcia.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • ssssen 09.11.09, 14:14
    Niestety, mięso, które jemy nie pochodzi od brykającego po lesie jelenia, tylko
    od kurczaków/świń/krów/innych które hodowane są w celu zabicia. Nikt się nie
    przejmuje tym, że taki kurczak w sowim krótkim życiu ani razu nie widzi nieba.

    Jeden brutalny przykład (wrażliwi niech nie czytają) - oficjalnie świnie zabija
    się humanitarnie prądem. Jak jednak wiadomo martwe ciało nie krwawi - a ze świni
    trzeba wytoczyć krew. Rozwiązanie jest proste trzeba prądem tę świnię jedynie
    ogłuszyć. Nikt się _potem_ nie przejmuje, kiedy dokładnie następuje moment śmierci.

    PS. Mięso lubię i jem, choć rzadko - choć rzadko, bo nie mogę sam takowego
    przyrządzać - podczas jedzenia w wyobraźni widzę je w formie surowej. Błe.
  • ding_yun 09.11.09, 15:47
    No ale to co proponujecie w taki razie, miłośnicy zwierząt, w sprawie ich
    zabijania i jedzenia? Ja też lubię zwierzęta, uważam, że mają osobowość, moja
    kotka była jedna z najbardziej charakternych osóbek jakie w życiu poznałam, ale
    jednak jem te rybki, kuraki, świnki i krówki. Nie jeść w ogóle? Jakoś nie wydaje
    mi się, żebyśmy nie byli przystosowani do jedzenia zwierząt. Jeść tylko ze
    sprawdzonych hodowli? Można się starać, ale nierealne. Jeść z poczuciem winy i
    świadomością krzywdy? Zupełnie bez sensu.
  • anutek115 07.11.09, 09:15
    andrzej585858 napisał:

    > Zdanie - "widziałam w swoim życiu czułych właścicieli piesków i kotków, którzy
    > byli nieczuli, a nawet podli względem ludzi" - jest bardzo prawdziwe.

    Jakże często, jako wegetarianka, slysze to zdanie pod własnym skierowane
    adresem. Jest to, rzekłabym, sztandarowy zarzut - "Nie lubię wegetarian (nic
    osobistego, to nie do ciebie, taka ogólna uwaga, nie czuj się urażona), bo to
    ludzie, którzy wola zwirzeta niż ludzi". Zawsze odpowiadam ze słodkim uśmiechem,
    że jak słysze to zdanie, to owszem, zdecydowanie wolę zwierzęta :-).

    > Właśnie dobro człowieka i szacunek wobec niego powinno być celem nadrzędnym.

    Nie zgadzam się - troska o ludzi i o zwierzeta powinna byc czymś RÓWNORZĘDNYM.

    > Choć przyznaję - zdanie jak najbardziej prawdziwe kłóci się z postawą autora
    > tego zdania - niestety.

    Otóż to. Wolę być wredną wegetarianką, która rzekomo, w oczach "pani ałtorki",
    woli zwierzeta niz ludzi, niż nią samą, która najwyraźniej nie lubi i nie
    szanuje ani jednych, ani drugich.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • andrzej585858 07.11.09, 09:50
    anutek115 napisała:

    >
    > Jakże często, jako wegetarianka, slysze to zdanie pod własnym skierowane
    > adresem. Jest to, rzekłabym, sztandarowy zarzut - "Nie lubię wegetarian (nic
    > osobistego, to nie do ciebie, taka ogólna uwaga, nie czuj się urażona), bo to
    > ludzie, którzy wola zwirzeta niż ludzi". Zawsze odpowiadam ze słodkim uśmiechem
    > ,
    > że jak słysze to zdanie, to owszem, zdecydowanie wolę zwierzęta :-).

    To można wysuwać taki zarzut? Kompletnie bzdurny - akurat nie wyobrażam sobie
    klasyfikowania ludzi na podstawie tego czy są wegeterianami czy też nie są.
    To co napisała NN jest niezręczne i faktycznie zbytnio uogólniła - ja zresztą
    też. W każdym bądż razie ja powyższe zdanie odbieram w ten sposób - często wśród
    tych ktorzy uważają siebie za miłośników następuje dziwne zjawisko - do ludzi
    podchodzą agresywnie.
    Ostatnia obserwacja - małzeństwo w którym oboje są wielbicielami psów, posiadają
    rasowe, piękne psy z ktorymi jezdzą na wystawy. Problem w tym, że właściciel
    wychodzi na spacer do lasu z mastiffem i puszcza go luzem, bez kagańca.
    Fakt pies jest wyszkolony i reaguje na komendy, ale chyba nie można dziwić się
    ludziom że na widok takiego psa są wystraszeni?
    Jednak na zwróconą uwagę przez starszą kobietę - dlaczego puszcza pan psa bez
    kagańca? odpowiedż brzmi - "Sp... stara babo". Odpowiedż standardowa zresztą.
    Uważa siebie za miłośnika zwierząt a psów zwłaszcza. Coś tutaj jednak się kłóci?
    Oczywiście nie rozciągam tego na wszystkich miłośników zwierząt - zresztą siebie
    do takowych, ale nie wszyscy ci co tytułują sie nimi = faktycznie nimi są.




    > > Właśnie dobro człowieka i szacunek wobec niego powinno być celem nadrzędn
    > ym.
    >
    > Nie zgadzam się - troska o ludzi i o zwierzeta powinna byc czymś RÓWNORZĘDNYM.

    Owszem - masz rację, jest tylko jedno ale, to człowiek obdarzony jest duszą lub
    też rozumem, jak kto woli
    >
    > > Choć przyznaję - zdanie jak najbardziej prawdziwe kłóci się z postawą aut
    > ora
    > > tego zdania - niestety.
    >
    > Otóż to. Wolę być wredną wegetarianką, która rzekomo, w oczach "pani ałtorki",
    > woli zwierzeta niz ludzi, niż nią samą, która najwyraźniej nie lubi i nie
    > szanuje ani jednych, ani drugich.

    No cóż, mając na uwadze całość wpisu - nie dziwię się takiej konkluzji - choc
    stwierdzam to z przykrością.
  • anutek115 07.11.09, 11:16
    andrzej585858 napisał:

    > To można wysuwać taki zarzut? Kompletnie bzdurny - akurat nie wyobrażam sobie
    > klasyfikowania ludzi na podstawie tego czy są wegeterianami czy też nie są.
    > To co napisała NN jest niezręczne i faktycznie zbytnio uogólniła - ja zresztą
    > też.

    No bo ja tego nie pisałam do ciebie, tylko do MM właśnie :-). A zarzut, owszem,
    mozna przedstawiać, ja go naprawdę słyszę doś często, teraz rzadziej, bo po
    pierwsze większość znajomych wie od wieków, a po drugie - z nieznajomymi nie
    jadam i problem ustalania menu (przy którym to zdanie wypływało zazwyczaj ot,
    tak sobie a muzom rzucane w przestrzeń) upada.

    W każdym bądż razie ja powyższe zdanie odbieram w ten sposób - często wśró
    > d
    > tych ktorzy uważają siebie za miłośników następuje dziwne zjawisko - do ludzi
    > podchodzą agresywnie.

    Ja zaś z przykrością zauważam zjawisko odwrotne - i to pani MM jest tego
    niestety przykładem - ludzie, którzy deklarują się jako ciepli, wyrozumiali i
    pełni empatii dla ludzi, dla zwierząt nie mają jej wcale.

    W wypadku pani MM zaś, jak napisałam wyżej, i co podtrzymuję, nie ma jej także
    dla ludzi, których deklaratywnie jakże bardzo lubi :-(.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • onion68 07.11.09, 11:53
    > Owszem - masz rację, jest tylko jedno ale, to człowiek obdarzony jest duszą lub
    > też rozumem, jak kto woli

    Skąd ta pewność?
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • the_dzidka 07.11.09, 13:26
    > Owszem - masz rację, jest tylko jedno ale, to człowiek obdarzony
    jest duszą lub
    > też rozumem, jak kto woli

    Twój jamnik, Andrzeju, nie posiada duszy ani rozumu?

    --
    Dzidka
  • aganoreg 07.11.09, 13:32
    the_dzidka napisała:

    > > Owszem - masz rację, jest tylko jedno ale, to człowiek obdarzony
    > jest duszą lub
    > > też rozumem, jak kto woli
    >
    > Twój jamnik, Andrzeju, nie posiada duszy ani rozumu?
    >

    Kocham cie Dzidko!
    Gdyby ktos mi powiedzial, ze moj, niestety, niezyjacy juz ukochany wyzel, nie ma
    rozumu i duszy, to zostalby, lekko mowiac, wysmiany.
    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • ananke666 07.11.09, 13:41
    O ile mogę zrozumieć, że z powodów religijnych ktoś akceptuje tezę o braku duszy
    zwierząt, o tyle wiary w brak zwierzęcego rozumu nie pojmuję :)
    --
    Tupecik
  • verdana 07.11.09, 13:45
    Z powodów niereligijnych akceptuję teze u braku duszy zwierzat,
    ludzi zresztą też:).
    A zwierzeta posiadaja roum, wyłączajac moze z tej puli mojego
    ukochanego mopsa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 07.11.09, 14:03
    the_dzidka napisała:

    >
    > Twój jamnik, Andrzeju, nie posiada duszy ani rozumu?

    Nie posiada duszy . Natomiast ludzie, pomimo tego że uważają iz czegoś takiego
    nie ma - jednak ja posiadają.
    Co zaś tyczy się rozumu - hmm, to sądząc po odgłosach dobiegających do mnie spod
    kołdry - można domniemywać że jednak posiada w jakimś stopniu
  • the_dzidka 07.11.09, 23:02
    Hm, OK, kwestię duszy u zwierząt ujęłam nieprecyzyjnie, wybacz.
    Chodziło mi bardziej o coś takiego:
    Jeszcze kiedy byłam osobą wierzącą, jedna z pierwszych wątpiących
    myśli, jaka się mi pojawiła, brzmiała:
    - Jeżeli po śmierci trafię do nieba czy gdzieś tam, i nie będzie tam
    mojego psa - to co to za Bóg coś takiego wymyślił? :)

    W sieci jakiś czas temu pojawił się taki wiersz - bardzo piękny, i
    chciałabym, żeby to właśnie tak miało być...

    Modlitwa za kota

    Panie Boże, nie jestem aniołem
    dziś niewielu jest takich na świecie,
    może ci, co na ziemskim padole
    pokochali zwierzęta i dzieci.

    Panie Boże, powiedziałeś "proście",
    rzekłeś "proście, a będzie wam dane"
    wiesz, że wczoraj po Tęczowym Moście
    poszedł do Ciebie mój kot ukochany?

    Panie Boże, poznasz go z łatwością,
    miał sierść jedwabistą, cztery łapki, ogon,
    proszę o Panie, zawołaj go głośno,
    bo miał w zwyczaju nie słuchać nikogo.

    Panie Boże, nie proszę dla siebie,
    znajdź mu jakąś osobę przyjazną,
    by głodny i smutny tam nie był, i żeby
    mógł sobie przy kimś spokojnie zasnąć.

    Panie Boże, a gdy tak się stanie,
    że i mnie kiedyś do siebie zawołasz,
    pozwól mu proszę wyjść mi na spotkanie,
    jeśli oczywiście zostanę aniołem.

    --
    Dzidka
  • andrzej585858 08.11.09, 11:04
    the_dzidka napisała:

    > Hm, OK, kwestię duszy u zwierząt ujęłam nieprecyzyjnie, wybacz.
    > Chodziło mi bardziej o coś takiego:
    > Jeszcze kiedy byłam osobą wierzącą, jedna z pierwszych wątpiących
    > myśli, jaka się mi pojawiła, brzmiała:
    > - Jeżeli po śmierci trafię do nieba czy gdzieś tam, i nie będzie tam
    > mojego psa - to co to za Bóg coś takiego wymyślił? :)

    A dlaczegóż by go nie miało tam być? Wiersz piękny bardzo mi się podoba :-)))
    Tak przy okazji pozwolę sobie na cytat z homilii św. Bazylego Wielkiego - IV
    wiek. Można znależć w nim współczucie dla zwierząt - ofiar ludzkiego łakomstwa.
    Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest jakby nie patrzeć jednym z głównych
    grzechów. Co prawda fragment powyższy pochodzi z homilii zatytułowanej "O
    poście" więc nie jest deklaracja wegetarianizmu:

    "Niczego nie zabraknie w domu z powodu postu. Żadne zwierzę nie opłakuje
    śmierci, nigdzie nie ma krwi, nigdzie zwierzęta nie wnoszą oskarżenia przeciwko
    nieubłaganemu brzuchowi. NOż rzeżniczy został odłożony, stół zadowala się tym co
    samo rośnie".

    Stosunek do przyrody najpełniej jest opisany w dziele poświęconym opisowi
    biblijnych sześciu dni stworzenia. Można w nim znależć następujący fragment:

    "Pomnij na siebe samego, kim jesteś, czym zarządzasz, od kogo otrzymałeś,
    dlaczego zostałeś wyróżniony spośród wielu. Nie sądż, że wszystko zostało
    stworzone dla twojego brzucha. Tym, co masz w rękach zarządzaj, jak cudzą
    własnością. Cieszyć cie to będzie przez krótki czas, potem sie rozplynie i
    przepadnie, a ty będziesz musiał zdać dokładny rachunek ze swej działalności".

    Szacunek do przyrody i do zwierząt nie jest więc jak widać wynalazkiem
    dzisiejszym także chrześcijaństwo od początku podchodziło z wielkim szacunkiem
    do przyrody - przecież to też są dzieła Stwórcy.
    To że człowiek nie szanuje praw natury - jego wolna wola z ktorej tez będzie
    zdawał sprawozdanie.
    Pesymistyczny obraz działalności człowieka zawarty jest w innym fragmencie w
    pism św. Bazylego:

    "Tniemy ziemię, przyłączamy dom do domu i pole do pola, aby coś uszczknąć
    bliżniemu. Wieloryby szanują prawa natury i nie przekraczają ustanowionych przez
    nią praw, lecz my, ludzie, niestety ciągle to czynimy".

    Mam nadzieję że tym razem wybaczone zostaną mi te cytaty. Pomimo tego że
    istnienie duszy rezerwuję tylko dla człowieka, to wcale nie oznacza to że jest
    to jednoznaczne z brakiem szacunku dla każdego stworzenia. Zresztą z drugiej
    strony mówi sie także, ze po stosumku do zwierząt mozna poznać jaki stosunek
    dana osoba ma do ludzi.
    Przychylam się jak najbardziej do powyższego zdania.
  • aadrianka 08.11.09, 12:16
    Wiersz przeczytałam wczoraj wieczorem i rozpłakałam się jak dziecko.
    Przeczytałam go dziś rano i znów łzy. Piękne i ujęte dokładnie tak,
    jak trzeba.
    --
    załóż stanik...poprawnie
  • dakota77 08.11.09, 18:28
    Ja tez poplakalam sie, czytajac go.
  • meg_mag 08.11.09, 19:16
    piekne, wzruszajace

    ja przestalam byc osoba wierzaca, kiedy moj kolega ze studiow, ksiadz, przyznal
    sie, ze lubi "dla odprezenia" pojedzdzic sobie swoja wypasiona fura po wsi i
    zabic jakiegos psa na przyklad albo kota, tylko stara sie bic tak, zeby zderzaka
    nie poniszczyc........
    bo przeciez zwierze to jak roslina albo gorzej nawet.......
    --
    przysiądę Ci na kołdrze i w żagle z prześcieradła otulę Twoje sny:)
  • ginny22 08.11.09, 21:19
    Ja też... I się w dodatku wstydziłam przyznać.
  • mmaupa 08.11.09, 23:33
    Ja bym się może popłakała, gdyby nie błędne metrum wiersza. Po korekcie się
    popłaczę.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • dakota77 08.11.09, 23:47
    Ii, przeciez tu nie chodzi o wybitne wartosci literackie.
  • mmaupa 08.11.09, 23:57
    Tak, ale tego typu błędy działają na mnie jak dzwonek telefonu podczas seksu.
    Niby nic, ale atmosfera już nie ta.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • ginny22 09.11.09, 11:30
    Zawsze uważałam, że poetyka to zło... ;)
  • slotna 13.11.09, 22:13
    Oooo, mmaupo, jak ja cie dobrze rozumiem!

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • lezbobimbo 13.11.09, 23:47
    > the_dzidka napisała:
    > > Twój jamnik, Andrzeju, nie posiada duszy ani rozumu?
    andrzej585858 napisał:
    > Nie posiada duszy . Natomiast ludzie, pomimo tego że uważają iz czegoś
    takiego> nie ma - jednak ja posiadają.

    Andrzeju, nie masz prawa decydowac, kto ma dusze, a kto nie. Nikt nie ma takiego
    prawa.
    Kazdy, kto smie dyktowac kto ma co, a kto nie, dzieli po prostu swiat na
    lepszych i gorszych (oczywiscie przyznajac sobie samemu i swej grupie
    automatycznie bycie z tych lepszych). Wynikaja z tego tylko same nieszczescia.
    N.p. pewien zapewne znany Ci kosciol i jego wyznawcy uwazali do calkiem
    niedawna, ze duszy nie maja Murzyni, Indianie, Aborygenowie lub Zydzi i inni
    "innowiercy" lub "heretycy". To nastawienie blogoslawilo tych lepszych "z dusza"
    kiedy wyrzynali w pien lub wykorzystywali jako niewolnikow tych "bez duszy".
    Tak samo jak teraz, kiedy ludzie twierdza, ze zwierzeta stoja nizej od nich, nie
    maja "duszy" czy uczuc, to usprawiedliwa tez ich obrzydliwe zachowanie w
    stosunku do nich lub wyrzynanie w pien.

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • andrzej585858 14.11.09, 09:43
    lezbobimbo napisała:


    > Andrzeju, nie masz prawa decydowac, kto ma dusze, a kto nie. Nikt nie ma takieg
    > o
    > prawa.

    Ja nie decyduje - ja tak uważam. Masz pełne prawo uważać inaczej oczywiście.

    > Kazdy, kto smie dyktowac kto ma co, a kto nie, dzieli po prostu swiat na
    > lepszych i gorszych (oczywiscie przyznajac sobie samemu i swej grupie
    > automatycznie bycie z tych lepszych). Wynikaja z tego tylko same nieszczescia.
    > N.p. pewien zapewne znany Ci kosciol i jego wyznawcy uwazali do calkiem
    > niedawna, ze duszy nie maja Murzyni, Indianie, Aborygenowie lub Zydzi i inni
    > "innowiercy" lub "heretycy".

    Hmm, to chyba czegoś jednak nie wiem. Poprosiłbym o jakiś oficjalny dokument
    znanego mi Kościoła, w którym takie stwierdzenia występują. Moim skromnym
    zdaniem chrześcijaństwo w swoich założeniach nigdy czegoś takiego nie uważałó a
    to co mówili i czasem nauczali, nawet bardzo prominentni jego przedstawiciele,
    to nie jest równoznaczne z doktryną .
    Ciekawe dlaczego na stwierdzenie że wszyscy partyjni to dranie, podnoszą się
    glosy oburzenia? Zresztą, calkiem słusznie.

    To nastawienie blogoslawilo tych lepszych "z dusza
    > "
    > kiedy wyrzynali w pien lub wykorzystywali jako niewolnikow tych "bez duszy".

    No cóż, pozwolę sobie na przypomnienie choćby filmu "Misja" - jednak nie wszyscy
    wyrzynali tylko w pie tubylców. Co zrobili jednak w imię wolności, równości i
    baterstwa francuscy bojownicy o tolerancję z ludnością Wandei - o czym dość
    chętnie zapomina się. A to tylko 200 lat temu zdarzyło się.

    > Tak samo jak teraz, kiedy ludzie twierdza, ze zwierzeta stoja nizej od nich, ni
    > e
    > maja "duszy" czy uczuc, to usprawiedliwa tez ich obrzydliwe zachowanie w
    > stosunku do nich lub wyrzynanie w pien.

    Zana religia, ani ideologia nie usprawiedliwia bestialstwa - zarowno w stosunku
    do drugiego człowieka jak i w stosunku do przyrody, to robia konkretni ludzie,
    ktorzy nieraz w sposob bardzo cyniczni wykorzystują zarówno religię jak i tak
    popularne teraz hasła o tolerancji i równości, tylko i wyłącznie do swoich celów.
    Tutaj jest największe zagrożenie - a nie w religii jako takiej.
  • paszczakowna1 16.11.09, 11:50
    > > N.p. pewien zapewne znany Ci kosciol i jego wyznawcy uwazali do calkiem
    > > niedawna, ze duszy nie maja Murzyni, Indianie, Aborygenowie lub Zydzi i i
    > nni
    > > "innowiercy" lub "heretycy".
    >
    > Hmm, to chyba czegoś jednak nie wiem. Poprosiłbym o jakiś oficjalny dokument
    > znanego mi Kościoła, w którym takie stwierdzenia występują.

    Też z zapartym tchem czekam na źródła. Ja przypominam sobie oficjalne dokumenty
    Kościoła Katolickiego (a może to nie o niego chodzi?) głoszące coś wręcz
    przeciwnego. Bulla Sicut Dudum Eugeniusza IV w sprawie tubylczych mieszkańców
    Wysp Kanaryjskich z 1437 roku, dekret Pawła III z 1537 roku w sprawie
    południowoamerykańskich Indian.
  • andrzej585858 16.11.09, 19:10
    Jakoś specjalnych nadziei na uzyskanie konkretnej odpowiedzi to ja nie mam, a
    ciekawy tez jestem niemożebnie.
    Zresztą nie pierwszy już raz.
  • verdana 16.11.09, 19:26
    Yyyyy...
    Uprzejmie prosze o umozliwienie wolnosci slowa. Oswiadczenie "Kazdy
    czlowiek ma dusze, a pies nie" nie jest wyrazem pogladow i obraxliwe
    nie jest. Podobnie jak moje oswiadczenie, ze ni czlek ni pies duszy
    nie posiadaja, bowiem takowa nie istnieje jest wyrazem pogladow, a
    nie obraza chyba osob, głeboko przekonanych, ze dusze posiadają. Nie
    jest tez IMO zadną oznaką poczucia wyższosci, podobnie jak
    oswiadczenie Andrzeja, ze sadzi, jakobym jakąś tam dusze jednak
    miała stawie mnie raczej na równi z nim, ktory mi te duszę
    przydzielił.
    Nie bardzo rozumiem oburzenia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • onion68 16.11.09, 19:44
    > Yyyyy...
    > Uprzejmie prosze o umozliwienie wolnosci slowa. Oswiadczenie "Kazdy

    Nie zauważyłam, aby kogoś tu kneblowano albo prześladowano za poglądy ;-)

    Pogląd to np. zdanie "uważam, że zwierzęta duszy nie mają". Andrzej zaś podał to
    jako bezsporny fakt.
    BTW, ja również uważam, że ani ludzie, ani zwierzęta duszy nie mają. Natomiast
    znane mi bliżej zwierzęta nie różnią się zbytnio od ludzi w zakresie
    przejawiania emocji, charakteru, logiki, myślenia, zdolności obserwacji i
    wnioskowania. A jeśli, to zazwyczaj na korzyść.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • andrzej585858 16.11.09, 20:17
    onion68 napisała:

    > > Yyyyy...

    >
    > Pogląd to np. zdanie "uważam, że zwierzęta duszy nie mają". Andrzej zaś podał t
    > o
    > jako bezsporny fakt.

    Fakt, znowu z rozpędu zapomniałem dodać że to jest mój pogląd. To, co dla mnie
    jest bezsporne nie musi być tym samym dla kogoś innego.
  • lezbobimbo 16.11.09, 20:30
    Verdano, eee pardon, bo sie pogubilam. Jaka jest roznica miedzy oswiadczeniem a
    pogladem? :)
    Uwazam, ze wystarczajaca wolnoscia slowa jest to, ze nie zaprosilam dotad
    samej siebie i innych pragnacych dyskutowac o duszyczkach - do watku
    Proponuje ;P Byc moze powinnam to zrobic, miast sama zywic offtop religijny..
    Andrzej napisal pierwszy o duszach, to mu odpowiedzialam.. zapewne bardzo
    radykalnie mi wyszlo, ale czy stlamsilam Andrzeja tym samym i jego wolnosc?
    Andrzeju?

    P.S. pardon, ze dopiero teraz odpowiadam, i za moment znow tez pojde, sila wyzsza..

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • andrzej585858 16.11.09, 20:34
    Mnie to raczej ciezko byloby stłamsić zwłaszcza że z wygladu to naszego mistrza
    kulomiota przypominam. Także i duchowo cięzko mnie stłamsić.
    Wolalbym natomiast uzyskac odpowiedż na moje pytanie - to mnie najbardziej ciekawi.
  • lezbobimbo 16.11.09, 20:41
    andrzej585858 napisał:
    > Wolalbym natomiast uzyskac odpowiedż na moje pytanie - to mnie >najbardziej
    ciekawi.

    Nie ma takiej odpowiedzi :)
  • andrzej585858 16.11.09, 21:01
    lezbobimbo napisała:
    .
    >
    > Nie ma takiej odpowiedzi :)

    Ciekawe, dlaczego wcale mnie to nie dziwi?
    A ciekawy byłem bardzo - ale nic to.
  • dakota77 16.11.09, 21:05
    A oczekiwales, ze ktos przedstawi ci dowod na istnienie duszy? Do tej
    pory nikt czegos takiego nie przedstawil. To wciaz tylko i wylacznie
    kwestia wiary, a nie kazdemu to wystarczy. Nikt nie ma obowiazku
    brania wszystkiego na wiare.
  • andrzej585858 16.11.09, 21:20
    Jaki dowod? Pytalem sie o przedstawienie zrodel na podstawie ktorych Lezbobimbo
    stwierdzila ze Kosciol uwazał iz przykladowo Indianie nie maja duszy.
    Czasem jednak nie czytasz dokladnie. Nie oczekiwałem dowodu na istnienie czy tez
    nieistnienie duszy.
  • dakota77 16.11.09, 21:35
    Lezbobimbo mogla nie widziec twojego pytania, a zrodla podala
    Paszczakowna.
  • andrzej585858 16.11.09, 23:42
    dakota77 napisała:

    > Lezbobimbo mogla nie widziec twojego pytania, a zrodla podala
    > Paszczakowna.

    Owszem, tylko że te żródła o ile pamięć mnie nie myli mówią właśnie o czymś
    diametralnie innym. Tak więc pytanie pozostało bez odpowiedzi.
    Ale jutro jeszcze sprawdzę dla ścisłości.
  • lezbobimbo 17.11.09, 06:54
    dakota77 napisała:
    > Lezbobimbo mogla nie widziec twojego pytania, a zrodla podala
    > Paszczakowna.

    Dakoto droga, dzieki, Lezbobimbo widziala, tylko jest obecnie wsciekla na sama
    siebie i na swa glupote! Ruszylam temat Andrzejowy o duszach i sama pociagnelam
    w sina dal koscielna bez sensu, a nie powinnam tego robic. Sama prosilam
    Andrzeja kiedys o "niereligiowanie" tutaj pod kazdym watkiem, ale teraz mu sie
    wypslo, a ja glupia sama podciagnelam.. FORUMIE WYBACZ! To sie nie powtorzy.
    Gdzie moje opiekuny?

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • paszczakowna1 17.11.09, 10:57
    > dakota77 napisała:
    > > Lezbobimbo mogla nie widziec twojego pytania, a zrodla podala
    > > Paszczakowna.

    Paszczakowna owszem, podała źródła, natomiast swiadczą one o czyms zupełnie
    przeciwnym - że Kosciol Katolicki od początku uznawał zarówno 'dzikich' Murzynow
    (bo mam nadzieję, że nie ma wątpliwosci co do np. czarnych mieszkańców Afryki
    Północnej, z których się niejeden wczesnośredniowieczny biskup wywodził) jak i
    Indian za ludzi obdarzonych duszą, i potępiał głoszacych pogląd przeciwny.

    > Dakoto droga, dzieki, Lezbobimbo widziala, tylko jest obecnie wsciekla na sama
    > siebie i na swa glupote! Ruszylam temat Andrzejowy o duszach i sama pociagnelam
    > w sina dal koscielna bez sensu, a nie powinnam tego robic. Sama prosilam
    > Andrzeja kiedys o "niereligiowanie" tutaj pod kazdym watkiem, ale teraz mu sie
    > wypslo, a ja glupia sama podciagnelam.. FORUMIE WYBACZ! To sie nie powtorzy.
    > Gdzie moje opiekuny?

    Czyli: źródeł nie podamy, bo i takowe nie istnieją, natomiast za nic się nie
    przyznamy, żeśmy to z palca wyssali. To zresztą nie jest bynajmniej temat
    religijny, a historyczny.
  • lezbobimbo 17.11.09, 13:06
    paszczakowna1 napisała:
    > Czyli: źródeł nie podamy, bo i takowe nie istnieją, natomiast za nic się nie>
    przyznamy, żeśmy to z palca wyssali. To zresztą nie jest bynajmniej temat>
    religijny, a historyczny.

    Przyznamy sie, ze nie mamy zrodel na internecie, ale z palca nie ssalam :)

    --
    Trochę nam image psują te rozważania o, pardon, dupie. (c) jota-40
  • meduza7 17.11.09, 14:05
    Szukając odpowiedzi na pytanie, czy Kościół uznawał "dzikich" za ludzi mających
    duszę, czy za zwierzęta nie posiadające tejże, wystarczy uświadomić sobie jeden
    fakt - że gdziekolwiek dotarli europejscy odkrywcy, tam natychmiast wysyłano
    misjonarzy w celu nawracania miejscowych. Czy ktokolwiek zawracałby sobie tym
    głowę, gdyby uznano, że nie mają oni duszy? Byłoby to całkowicie pozbawione
    sensu z punktu widzenia religii. Tyle.
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • dakota77 17.11.09, 14:35
    No coz, czasem nie czyta sie uwaznie;-)
  • andrzej585858 17.11.09, 15:42
    paszczakowna1 napisała:

    >
    > Czyli: źródeł nie podamy, bo i takowe nie istnieją, natomiast za nic się nie
    > przyznamy, żeśmy to z palca wyssali. To zresztą nie jest bynajmniej temat
    > religijny, a historyczny.

    Prawdę mowiąc to ja miałem świadomość że takowe żródła nie istnieją, ale chyba
    już trzeci raz próbuję dociec skąd urocza skądinąd Lezbobimbo bierze swoje
    informacje , które z wielką swoboda nam tu podaje - no i odpowiedzi uzyskac nie
    mogę.
    Ale w ferworze dyskusji mozna różne gafy popełniać, czego ja osobiście jestem
    znakomitym przykładem.

    Poza tym, ja też nie uważam że jest to wątek religijny, no i zawsze milo czegoś
    nowego dowiedzieć się
  • anutek115 16.11.09, 21:30
    andrzej585858 napisał:

    > Mnie to raczej ciezko byloby stłamsić zwłaszcza że z wygladu to naszego mistrza
    > kulomiota przypominam.

    Andrzeju!!! TERAZ DOPIERO NAPRAWDĘ chcę cię zobaczyć w tych podkolanówkach! I
    kokardkach wna warkoczykach!!! I spódnisi na szeleczkach! Śpiewającego "Wciąż
    jesteśmy usmiechnięte, my, dziewczynki" :D!!!

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • lezbobimbo 17.11.09, 06:57
    anutek115 napisała:

    > andrzej585858 napisał:
    > > Mnie to raczej ciezko byloby stłamsić zwłaszcza że z wygladu to naszego
    mistrza> > kulomiota przypominam.

    > Andrzeju!!! TERAZ DOPIERO NAPRAWDĘ chcę cię zobaczyć w tych podkolanówkach! I>
    kokardkach wna warkoczykach!!! I spódnisi na szeleczkach! Śpiewającego "Wciąż>
    jesteśmy usmiechnięte, my, dziewczynki" :D!!!

    Ach :)))) Anutku, obraz jakze radosny :) Czy moge zamiescic powyzsze w Forumnej
    Ksiedze Cytatow? :)))))))))))))))))
  • andrzej585858 17.11.09, 15:47
    anutek115 napisała:


    >
    > Andrzeju!!! TERAZ DOPIERO NAPRAWDĘ chcę cię zobaczyć w tych podkolanówkach! I
    > kokardkach wna warkoczykach!!! I spódnisi na szeleczkach! Śpiewającego "Wciąż
    > jesteśmy usmiechnięte, my, dziewczynki" :D!!!

    O rany! Wizja jest porażająco-przerażająca !!! Czy masz świadomość co czynisz?
    To chyba ogolić będę musiał się jakoś starannie przed występem, mam nadzieję że
    depilacji nog nie trzeba będzie dokonywać i odpowiednio wypomadować?

    Mam nadzieję że będzie to występ dla jednoosobowej publiczności? - dla szerszej
    to wstydzę się jako ten lilij niewinny -))
  • pola_lawendowe 17.11.09, 16:19
    Ależ panie Andrzeju, co też pan! ;)

    Stanowczo protestuję przeciwko jednoosobowej widowni twoich
    podkolanówek ;)) " Boże, Boże, kto widział podobną zbrodnię? Chyba
    tylko Szekspir! " ( TiR)

    Protestuję tym bardziej, bo czuję niejasno, że moja wrodzona dzikość
    ma swoje granice i wychynęło z niej, tej dzikości, pragnienie
    uczestniczenia w którymś z forumowych zlotów* :)

    * nie, żeby kolanówki były tu spirytusem **

    ** nie, żeby spirytus był spirytusem :)

    Krótko mówiąc i wystawiając łeb spod przypisów : jadę i nawet nie
    myślcie, że spóźnię się na wielki pokaz podkolanówek :)

    ( poznacie mnie, mam tak jak pan Gruszka, któremu z licznych
    kieszeni sterczały w różnych nieoczekiwanych miejscach paczki
    papierosów) :)
  • skrzydlate.bobry 17.11.09, 17:02
    pola_lawendowe napisała:

    > ( poznacie mnie, mam tak jak pan Gruszka, któremu z licznych
    > kieszeni sterczały w różnych nieoczekiwanych miejscach paczki
    > papierosów) :)

    Być tam, zawsze tam, gdzie ty...
    Z fałszywym śpiewem na uściech podążę w Twe ślady, chyba że to nie mentolowe.

    Ale pod protestem w sprawie jednoosobowej widowni i tak się podpisuję, a co.
  • lezbobimbo 17.11.09, 18:00
    skrzydlate.bobry napisała:
    > pola_lawendowe napisała:
    > Z fałszywym śpiewem na uściech podążę w Twe ślady, chyba że to nie mentolowe.

    Skrzydlate bobry zostawialy mentolowe slady, gdy od czasu do czasu opadaly na
    pola lawendowe :) Ale ladnie Wam te mnogosci wyszly :)))))

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • anutek115 17.11.09, 17:42
    pola_lawendowe napisała:

    > Protestuję tym bardziej, bo czuję niejasno, że moja wrodzona dzikość
    > ma swoje granice i wychynęło z niej, tej dzikości, pragnienie
    > uczestniczenia w którymś z forumowych zlotów* :)

    Pola_lawendowe, sprawdź, proszę, pocztę :).

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • ananke666 18.11.09, 00:58
    > ( poznacie mnie, mam tak jak pan Gruszka, któremu z licznych
    > kieszeni sterczały w różnych nieoczekiwanych miejscach paczki
    > papierosów) :)


    Ooo! jak nic inkarnacja Wrednych Bab policyjno-pociągowych!
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 17.11.09, 18:03
    andrzej585858 napisał:
    >mam nadzieję że> depilacji nog nie trzeba będzie dokonywać i >odpowiednio
    wypomadować?

    Koniecznie upomaduj wlosy na nogach w takie jezyki gesto kolo siebie :))))))))


    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • skrzydlate.bobry 17.11.09, 18:25
    Ach, ach! Się mi było przypomniało i fala wzruszeń zalała mnie rzewna, że aż ze
    śmiechu kwiczę, jak to w czasach młodości, gdym pracowała w biurze w pewnej
    instytucji, co mi się wtedy jeszcze wydawała poważna, kolega w tymże biurze
    postanowił poświęcić się dla dobra eksperymentu i w nieobecności szefów (w
    każdej chwili mogli przyjść, podobnie jak jakieś inne osoby), ale w obecności
    kilku koleżanek wypróbowywał na sobie plastry do depilacji, takie woskowe,
    nabyte zresztą przeze mnie, przyznam się bez bicia (w razie potrzeby mogę pociąć
    to zdanie na krótsze). Najpierw chciał do tego celu użyć swej dumnej i bladej
    łydki, ale potem gestem Rejtana rozpiął był koszulę na równie dumnej i bladej
    piersi i tamże depilacji niezbyt udanej dokonał. Też mu Andrzej było. A jeden z
    szefów miał potem pretensję, że nikt mu nie chce powiedzieć, dlaczego cały
    sekretariat dostał głupawki. Ach, dawnych wspomnień czar...
  • andrzej585858 17.11.09, 19:42
    lezbobimbo napisała:

    >
    > Koniecznie upomaduj wlosy na nogach w takie jezyki gesto kolo siebie :))))))))
    >
    Proszę przestać mnie prowokować!! O rany, bo zaraz będę miał dziwne wizje ,
    wystarczy że mój jamnior łypie na mnie podejrzliwym okiem widząc że rechoczę się
    do monitora !!!
  • lezbobimbo 17.11.09, 19:52
    andrzej585858 napisał:
    > lezbobimbo napisała:
    > > Koniecznie upomaduj wlosy na nogach w takie jezyki gesto kolo siebie :))))))))

    > Proszę przestać mnie prowokować!! O rany, bo zaraz będę miał dziwne wizje,>
    wystarczy że mój jamnior łypie na mnie podejrzliwym okiem widząc że rechoczę
    się> do monitora !!!

    Jakie dziwne wizje, jezykow nie widziales? :) A jamniora, skoro zachecajaco
    lypie tez trza ukukardkowac i upojnie pomadowac :)
  • mama_kotula 18.11.09, 01:20
    CytatJakie dziwne wizje, jezykow nie widziales? :)

    Kocham osoby nieużywające polskich fontów.

    Ja dobre kilka razy to wszystko czytałam w sensie, że Andrzej ma mieć na nogach gęste języki i kurna nic nie mogłam zrozumieć jak.
    I jakie ja miałam wizje, to wolę nie przytaczać. Wizje gęstych języków są bardzo hard, coś w rodzaju tentacle hentai.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • lutecja4 18.11.09, 08:25
    i ja się dopisuje do chętnych do nabycia wejściówki na widownię, tylko poproszę
    w sektorze dla niepalących ;)
    mnie wystarczą podkolanówki i kokardki (nie żeby wyłącznie one, no chyba że
    sytuacja się tak rozwinie :)), spódniczki nie musi być ;)
    --
    http://img503.imageshack.us/img503/5900/pakrowka.gifhttp://www.glitter-graphics.com/images/empty.gif
  • pola_lawendowe 18.11.09, 16:28
    OT wszystkich OTów :)

    anutku115 : odebrałam, dziękuję bardzo – bardzo, wysłałam mail
    zwrotny :)


    skrzydlate.bobry : ależ podążaj, podążaj, mentolowe również ! :) Co
    prawda, w rankingu o łeb zwyciężają znacznie mocniejsze, mentolowe
    palę kiedy już palić nie mogę, wnoszą taki powiew świeżości ;)) (
    co ciekawe, większa ilość mentolowych mi szkodzi, czuję się po
    nich, jakbym pożarła młodą sosnę )


    lezbobimbo : jamniora upojnie pomadować ? :)) Lisieccy, Lisieccy
    wokół mnie, słoniocy ! :))
    Na policję zapodam ! ( wrzasnęła pawlaczym głosem )


    ananke666 : ja wam dam, panie tego, inkarnację Wrednych Bab :) Z
    wszystkich Papierosianych Kobiet Jeżycjady zamawiam ( pierwsza,
    moje, moje!) :) ciotkę Lilę :)

    Pozwoliłam sobie sprawdzić jeżycjadowe papierosy pod kątem kobiet :)

    Zdziwniej i zdziwniej, powiadam wam :)

    W Kłamczusze papieros jest czymś w rodzaju znaku firmowego ciotki
    Lili, ciotka za nałóg nikotynowy nie zostaje spostsponowana,
    przeciwnie, siedząc w Merkurym nad „ Ekspressem Poznańskim” , w
    oczekiwaniu na koleżankę 'paliła sobie miło papieroska'. Wyglądając
    też niczego sobie :)

    W Idzie sierpniowej siostra Lisieckiej, Teresa, postać już
    niepiękna, ale jeszcze nie wpisana przez MM w galerię
    potworów 'zaciągnęła się dymem z carmena i wypuściła z umalowanych
    ust zgrabne kółeczko ' ( - wypuszczać zgrabne kółeczko nic złego –
    wypowiedziała się ze znawstwem pl i popiła nieumalowanymi usty
    herbatkę, siorbiąc jak te, co dostają po torbie ):)


    W Dziecku piątku już gorzej. Jankowiak ' z miejsca' uprzedził się
    do 'tej jego Moniki' Jedwabińskiego, bo ' bardzo mu się nie
    podobało, jak kobiety paliły. Uważał, ze kobieta z papierosem
    wygląda jakoś agresywnie, jakby chciała koniecznie i na siłę coś
    udowodnić'

    ( nigdy, przenigdy nie uwierzę, że Monika wychodząc z domu 'wsadziła
    papierosa w zęby' już zapalonego, zresztą :) Się nie pali, się nie
    pisze. Bo chce się dobrze a wychodzi jak zawsze ) :)

    W NiN papieros staje się rekwizytem podkreślającym wyjątkowe
    chamstwo i zupełny brak ogłady bojowej trzydziestolatki ostrzyżonej
    na jeża, zdobnej w metalowe okulary i zaczepne spojrzenie.
    Wielki kłąb dymu kieruje na Laurę, później formuje długi oblok dymu
    i znowu celuje nim prosto w Laurę, następnie okadza ją kolejnym
    obłokiem i 'kopci jej w te biedne, chore oczy ', po czym,
    obsobaczona przez Pyzę zaciąga się raz jeszcze i w niepodległy
    sposób dymi wszystkich wokół.
    W wagonie dla niepalących, co zostaje podkreślone więcej niż raz! (
    MM pani Barbary jeszcze tylko dzieciobójstwem nie uraczyła, może
    dlatego że nie zdążyła? Podła ifatalnie wychowana 'feminizująca'
    palaczka wysiadła w Gnieźnie )

    W Córce Robrojka zaś to pani Karina trzyma w politurowanej szkatułce
    papierosy Jak wiemy, Karina Majchrzak jest muskularną istotą o
    niewyraźnej twarzy z pomarańczowymi ustami i włosach jak drewniane
    wióry. No i ma ( patrząc z pozycji Robrojka) wyjątkowo brzydkie
    nogi. Papieros w CR odegrał rolę gwoździa do trumny, choćby i przy
    dźwiękach 'Dla Elizy'. Ale w wersji silnie uproszczonej ! :)

    A w Czarnej polewce nie dość, że policjantka ( oschła pani o
    rzadkich, pomalowanych na wiśniowo włosach, nie to, co bombki z
    podgolonym karczkiem, prawda!) nie ma własnych dzieci i praca
    zawodowa jest dla niej ważniejsza niż wszystko inne , to jeszcze
    rozsiewa dotkliwą woń papierosów !:)

    Od palącej miło papieroska Ligi Muszyńskiej, dowcipnej, bystrej i
    zadbanej starszej pani malującej gasiennice kopcące nargile do
    marnowłosej, wyznającej w sposób radykalny, bezdzietnej ( ojejku!)
    policjantki rozsiewającej woń, oto, do czego doszliśmy :))


  • ananke666 19.11.09, 12:30
    pola_lawendowe napisała:

    > ananke666 : ja wam dam, panie tego, inkarnację Wrednych Bab :) Z
    > wszystkich Papierosianych Kobiet Jeżycjady zamawiam ( pierwsza,
    > moje, moje!) :) ciotkę Lilę :)

    Przysiądę się ze swoją granatową paczką... bo niestety też palę.
    --
    Tupecik
  • skrzydlate.bobry 19.11.09, 15:53
    Hehe, ja niemiętuski tylko z głodu, na przykład jak akurat rzucam, a pod ręką
    tacy z niemiętuskami...
    Całkiem silne już z nas grono pod wezwaniem ciotki Lili, same sobie będziemy
    kopcić w te biedne chore oczy, jeno dajcie znać, kiedy i w którym przedziale...
    Lojalnie uprzedzam, że do Białegostoku nie dam się zaciągnąć.
  • lezbobimbo 19.11.09, 13:49
    pola_lawendowe napisała:
    > ananke666 : ja wam dam, panie tego, inkarnację Wrednych Bab :) Z
    > wszystkich Papierosianych Kobiet Jeżycjady zamawiam ( pierwsza,
    > moje, moje!) :) ciotkę Lilę :)

    O nie, nie odbierzesz mi onej! Moja ci jest Lila i ani sie waz róz du..!

    > Pozwoliłam sobie sprawdzić jeżycjadowe papierosy pod kątem kobiet :)>
    Zdziwniej i zdziwniej, powiadam wam :)

    Zapomnialas jeszcze o Szostej Klepce, gdzie ciocia Wiesia, postac skromnej
    niewolnicy, kopci papierosa, wsciekle elektroluksujac fotele :D Za to tylko ja
    lubie, to takie Zyciowe :D (chociaz zdziebko niepraktyczne, zawsze wyobrazam
    sobie jak jej ten popiol musialby spadac prosto na to, co wlasnie sprzatnela :)
    w SK ma tez ochote zapalic w klasie przy ufnych molodyciach Dmuchawiec, ale sie
    w pore reflektuje. Gdzies po drodze potem pali sam Ignac Borejko, chyba w KK?

    A to zdziwniej sie robi i zdziwniej, bo pewnie MM kiedys sama palila i wtedy
    ciotka Lila mogla sobie milo palic papieroska. A potem przestala, ale
    najwyrazniej nie z powodow zdrowotnych czy smrodzacych, tylko dlatego, ze
    "kobiecie nie wypada czegos udowadniac" tym kopceniem niby, tak (co za pogiety
    poglad) :D

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • meduza7 20.11.09, 10:39
    Ja tylko tak sobie przypomnę, że palił kiedyś nawet Ignacy! W KK albo może w IS
    jest taka scena, kiedy to "ojciec Borejko flegmatycznie zaciągnął się papierosem".
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • jamniczysko 20.11.09, 11:04
    A w pełnej wspomnień "Sprężynie" serce Ignaca odgrywało się za
    nadmierne ilości wypalonych w młodości papierosów. Z kolei Gabriela
    wspominała cudowne chwile z dzieciństwa, kiedy siedziała na kolanach
    ojca wtulona w jego "pachnącą papierosami" czy też "przesiąkniętą
    nikotyną" marynarkę i zadawała pytania.
  • andrzej585858 18.11.09, 18:49
    Podejrzewam że nasza droga Lezbobimbo miala na myśli języki ogniste w sensie
    religijnym -0 czyli te ktore widnialy nad Apostolami w chwili gdy otrzymali dar
    języków - czyli lekki wtręt religijny że tak powiem. I to mi się podoba właśnie.

    Wszelkie inne wizje są rzeczywiście bardzo oj wole juz nie myśleć nawet jakie
    :-))) chociaż ....
  • lezbobimbo 18.11.09, 19:02
    andrzej585858 napisał:
    > Podejrzewam że nasza droga Lezbobimbo miala na myśli języki ogniste w sensie>
    religijnym -

    :-D
    Oj Andrzeju strasznie sie ucieszylam :D
    Niestety musze Cie rozczarowac, zadne plonace krzaki ani ogniki sw. Elma nie
    przeszly przez ma leniwa mysl strukture..
    A wszystko przez moja klawiature - nie języki mialam bowiem na mysli,
    tylko takie niesamowicie skromne i niewinne jeżyki.. (teraz skopiowalam i
    wkleilam specjalnie).
    Wiesz, takie jeżyki, co mozna zrobic z ciasta czy kremu gestego, n.p. Nivei.. i
    wyobrazilam sobie, ze moglbys zageszczajac oną pomadą swe szanowne wlosy na
    nogach, ukladac je wlasnie w taka zjeżona palisade :))))))) Mozesz ewentualnie
    je tez posrebrzyc czy pochromolic chromem w spreju i mloteczkiem potem wyklepac
    w takie luski migoczace na piszczelach, z ta spodnisia komponowalyby sie zaiste
    godnie :))))

    --
    Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę. Wolę z
    chrzęstem odgryzać nóżki.
    (c) mmmaupa
  • the_dzidka 19.11.09, 10:55
    > w takie luski migoczace na piszczelach

    Przypomniał mi się mój dzisiejszy sen! Nowe samochody na rynku - z
    karoserią stylizowana na rybią łuskę!

    --
    Dzidka
  • croyance 08.11.09, 19:39
    Ja mysle, ze duszy (a i rozumu) to wiekszosc ludzi nie ma ...
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • anutek115 08.11.09, 20:05
    croyance napisała:

    > Ja mysle, ze duszy (a i rozumu) to wiekszosc ludzi nie ma ...

    A ja, że są ludzie duszy pozbawieni i zwierzeta, które ją na pewno mają.

    Skłonna jestem zwierzętom przypisywać ją bez porównania częściej.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • croyance 08.11.09, 20:11
    No, ja zdecydowanie wyzej cenie swojego ex-kota (a raczej kota na
    odleglosc) niz niejednego czlowieka.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • andrzej585858 08.11.09, 20:21
    anutek115 napisała:

    >
    > Skłonna jestem zwierzętom przypisywać ją bez porównania częściej.

    Tez bym czasem chciał sobie pogadać z swoim jamnikiem , a właściwie jamniczycą
    :-)) tym bardziej ze ostatnimi czasy ciągle sam jestem w domu - ale niestety tak
    się nie da.
    W ogóle to chcecie aby nasze koty i psy zaczęły to samo mówić o ludziach?
  • vauban 08.11.09, 20:45
    No. Ja z kolei chciałbym, żeby moje koty mówiły coś bardziej złożonego niż
    "jeść", "na kolana", "na balkon", "dobrze" itp. proste odmiany słowa "miau". Ale
    cieszę się tym, co mam...
    --
    Inteligentne szyderstwo gwarancją zdrowia psychicznego
  • aganoreg 08.11.09, 20:52
    vauban napisał:

    > No. Ja z kolei chciałbym, żeby moje koty mówiły coś bardziej złożonego niż
    > "jeść", "na kolana", "na balkon", "dobrze" itp. proste odmiany słowa "miau". Ale
    > cieszę się tym, co mam...

    A moze czas przylozyc sie do nauki? To, ze rozumiesz kilka slow, nie znaczy, ze
    opanowales jezyk koci.
    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • vauban 08.11.09, 20:58
    mam uzdolnienia do języków. Pokażę małżonce ten post na dowód, że jednak NIE !
    Może przestanie mnie wypychać na te kursy i twierdzić, że mam robić papiery -
    skoro nawet kociego nie pojmuję...

    Hy hy hy... ;)
    --
    Inteligentne szyderstwo gwarancją zdrowia psychicznego
  • croyance 08.11.09, 19:30
    Inna rzecza jest to, ze nie kazdy wegetarianin kieruje sie motywami
    ideologicznymi/dobrem zwierzat. Ja bylam wegetarianka przez 12 lat
    dlatego, ze uwazalam to za zdrowa diete, a nie dlatego, ze nie chcialam
    jesc/zabijac zwierzat.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • ginny22 06.11.09, 21:59
    Na stronę MM to ja zaglądam, jak Wy mi tu powiecie, że trzeba. No to
    zajrzałam. A nie powinnam, bo to zaszkodziło mojej psychice jak nic.
    Co to w ogóle było? Nie na temat (przecież pytanie o brak zwierząt w
    Jezycjadzie nie oznacza, że łakniemy przeczytania "Lucyfera
    sierpniowego"). Hipokryzja aż buzuje - ten wtręt o paskudnych
    osobnikach, co to zwierzęta kochają, a ludzi nie - albo drugi: o
    jedzących mięso posiadaczach pieska/kotka. I ten ton, ten
    usmieszek... Brr. Przykre to.
  • sowca 06.11.09, 22:48
    Mam uczucie niesmaku.
    Raz, że ów banał wymieniony przez panią MM, czyli opisywanie stanów
    ducha piesków, kotków i pajączków, nijak ma się do tego, o co (jak
    sądzę) chodzi czytelnikom. Czy MM naprawdę myśli, że jej czytelnicy
    chcieliby, żeby znienacka opisała świat Borejków oczami pajączka
    tkającego pajęczynę w kącie za biblioteką albo oczami motylka, który
    wleciał do pokoju Laury?
    Tekstu o ludziach, którzy kochają zwierzęta, a nie lubią ludzi, nie
    komentuję, bo mi słów brak.
    Natomiast skomentuję słowa, które mnie osobiście, jako czytelniczkę
    MM, uraziły. Mam na myśli ten słynny tekst:
    Obawiam się, Drodzy Czytelnicy, że nie macie innego wyjścia, niż
    pogodzić się z faktem, że to ja wiem najlepiej, jak powinny wyglądać
    moje książki. Pardon.

    Fakt jest niewątpliwy. Sposób jego wyrażenia oraz przesłanie
    niedopuszczalne. Szczerze mówiąc, takie zamknięcie się na
    jakiekolwiek sugestie czy opinie jest trochę przerażające.


    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • onion68 06.11.09, 22:53
    > Fakt jest niewątpliwy. Sposób jego wyrażenia oraz przesłanie
    > niedopuszczalne. Szczerze mówiąc, takie zamknięcie się na
    > jakiekolwiek sugestie czy opinie jest trochę przerażające.

    Najbardziej przerażający jest uwidoczniony tu kompletny brak dystansu i poczucia
    humoru :-(
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • mama_kotula 06.11.09, 23:16
    CytatSzczerze mówiąc, takie zamknięcie się na
    jakiekolwiek sugestie czy opinie jest trochę przerażające.


    Ależ pani MM jest jak najbardziej otwarta na sugestie!! Toż za namową jakiejś Kochanej Czytelniczki W Bardzo Młodym Wieku wprowadziła postać ulewacza Ziutka, podług sugestii innej Kochanej Czytelniczki na okładce pojawiły się kluczyki.

    Ja się jak najbardziej zgadzam, że to AUTOR książkę pisze, i to AUTOR wie najlepiej CO ma być w tej książce, a czego nie będzie. Jak również się zgadzam, że autor jak najbardziej może mieć w doopie sugestie czytelników (znaczy, propozycje tematów na przykład), i szczerze mówiąc, jak mi ktoś rzucał w komentarzu do bloga "a napisz o tym, tamtym i siamtym" to tupałam, gryzłam i wyłam, ALE - ale nie spuszczałam pana sugerującego na drzewo, co najwyżej ignorowałam propozycję.
    Ja, ja ignorowałam, mimo że cierpię przeważnie z powodu zbyt wyszczekanego ryja i absolutnie nie deklarowałam szacunku i sympatii dla moich czytelników, wyznając wówczas zasadę "na bloxie jest kilkaset tysięcy blogów, nie musisz mojego czytać, wypad i nie pokazuj mi się tu więcej, jak zamierzasz marudzić niekonstruktywnie tudzież narzucać mi o czym mam pisać".

    A mimo wszystko no ludzie, kultura zobowiązuje...
    Kreowanie się nagle w pewnym ekhem wieku i w pewnych ekhem okolicznościach (podpowiedź: spadający poziom książek) na kontrowersyjną artystkę "mamwszystkichwaswdupieirozdmuchaneegoitojestmójimidż" jest niestety żenujące.

    A niech to, uleje mi się.
    Żenujące jest traktowanie protekcjonalne czytelniczek strony, wymiotu doznaję jak tam wchodzę - nie, już nawet nie z powodu lukru i budyniu, bo jego tam nie ma, tam są twarde kawałki dziegciu pociągnięte na zachętę cienką warstewką miodu. Wymiotu doznaję poprzez nachalny dydaktyzm, nie potrafię tego opisać - takie nauczanie duszyczek, a stąd wynika morał, że przyszła koza do ... króla, coś jak Księżna z Alicji w Krainie Czarów, że każda okazja jest dobra do wygłoszenia morału, nauki, do wciśnięcia w główki jakiejś mądrej naukowej prawdy, a główki łykają, łykają, łykają... jest nauczyciel na piedestale i są te duszyczki dzieciąt wiedzy pragnących (czyżby? ja bym raczej pragnęła kontaktu z takim nauczycielem, a nie nauczania ex cathedra). Jednocześnie cała strona jawi mi się jako nadęte, nadmuchane monstrum, które się rozpycha i przytłacza czytelników.

    I NIE, nie ma nic w tym złego! Ale nie u kogoś, kto ponad wszystko wysławia ciepełko Borejkowskie, a w swoich własnych czterech kątach w sieci trzyma rozdętego potwora, który ślini się, zatacza na boki i rozgniata wszystkich po kątach. No jakaś konsekwencja powinna być, jednakowoż.



    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • wushum 07.11.09, 00:15
    No i przeczytałam, idąc po linku tekst "tragicznej MM".

    Po 1 - uhaha - czyli, jak to jest - MM twierdzi, że nie śmie, jak inni, wtykać
    infantylnych domysłów, w usta i umysły "zwierzęcych bohaterów", a że nikt
    przecie nie jest w stanie domyślić się, co myśli zwierzę, to to wszystko są brednie.
    "Okej" - skoro tak, to z jakiej "paki" pani MM twierdzi, że wie jakie uczucia i
    myśli, mają bohaterowie "ludzcy"???
    To w główkach kotków, piesków, tudzież ptaszyn - wróblewskich, nie jest w stanie
    czytać, a w ludzkich zdecydowanie tak???!!!!
    Ludzie, trzymajcie mnie bo...nie wytrzymam.

    W nie-jedzenie zwierzątek pani MM - nie wierzę. Czemu? "A bo tak":) Jeśli
    posądza się właścicieli zwierząt, że są agresywni wobec ludzi /i to jest właśnie
    powodem!/, to powiem, że tym MM przecięła jakąkolwiek nić mojej sentymentalnej
    sympatii.
    Andrzeju skoro popierasz, to lepiej uważaj, masz do czynienia z wieloma
    właścicielami zwierząt na tym Forum:)
    Skoro tak jest wg MM, mogłabym napisać, że katolicy, to okrutni i zakłamani
    ludzie - chcecie powiedzieć, że nie znajdę przykładu??? /Sama zdaje się jestem:)/
    Że, jeśli ktoś jest rodzicem, to jest katem swojego dziecka - większość dzieci
    przecież tak uważa, a z pewnością wiele z nich może to udowodnić.
    Mogłabym to napisać, ale wiem, że uogólnianie i mówienie, że "na pewno", bo
    przecież "wiem wszystko" to smutne bredzenie. Ciekawe, jak się poczują nieletnie
    dziunie, czytelniczki pani MM, skoro są wredne z zasady, bo mają pieska, czy kotka.
    Złamana psychika, a potem, kto wie, jakie skutki?

    To, co pisze pani MM dalej w tekściku, to - niestety - żałosne, napuchnięte z
    niezdrowej dumy, bardziej niesmaczne niż 100 Ulejów, strzelenie sobie w stopę,
    tudzież wbicie gwoździa do trumny, lubo - ukręcenie pętelki...
    Ja obiecuję - ani ćwierci książki jej nie kupię.
    Gdyby była na Targach Książki w Krakowie, zachęcałabym do przyjścia i
    zaprotestowania, ale zdaje się, że nie będzie. Aczkolwiek akcja np przyjścia na
    spotkanie liczną grupą i np oblężenie wszechwiedzącej artystki w milczeniu
    posępnym /jak stado Buk z Muminków/ może spowoduje gęsią skórkę na szlachetnej
    skórze autorki?;)

    Tak, czy tak - żal...że nie jestem "hakerem":)
    Już się zastanawiam, czy nie pozbyć się starych książek Nie-Bosskiej Autorki. A
    nic więcej nie kupię, choćbym czytała "piejące" recenzje. Żadnej McDusi. Niech
    się MM dusi w samo-uwielbiennym sosie.
  • rozdzial43 07.11.09, 11:17
    wushum napisała:

    > np oblężenie wszechwiedzącej artystki w milczeniu
    > posępnym /jak stado Buk z Muminków/

    Wizja, jaką wywołałaś w mojej głowie tym sformułowaniem wbiła mnie w krzesło
    iiiihiiiiihiiiiii. Dawno się tak nie uśmiałam, dzięki, że to wymyśliłać Wushum.
  • ananke666 07.11.09, 02:32
    W ogóle nie rozumiem tego ostatniego wpisu ze strony. Nic a nic.
    1. Jak to nie lubi zjadać? Przecież w książkach pełno pieczeni, kiełbas, rosołów
    itp. W książce kucharskiej też, a przecież czarno na białym napisane, że te
    właśnie dania jada rodzina.

    2. Do listy samograjów dopisałabym pełno motywów jeżycjadowych, jak ciepła,
    prosta acz pełna mądrości życiowej babunia, opowieść o wpływie Wigilii czy
    innego święta na ludzkie losy, przemianę brzydkiego kaczątka w cholerną
    królewnę, zła siostra-dobra
    siostra, dzielna sierotka/dziecię porzucone, nawet mi się wymieniać dalej nie
    chce...

    3. Zaraz. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie żądał zwierzęcia jako
    bohatera myślącego jak człowiek. Przypuszczam, że Wam, tak samo jak mi,
    wystarczyliby w zupełności bohaterowie tacy, jak kot Feluś albo Lucyper. Jest,
    lubi się go, pogłaszcze się go, otrze się o nogi. Finito. Można zgonić z kanapy.
    Skąd pomysł, że miałby być to "bohater powieściowy, który myśli i czuje jak
    człowiek"???

    4. Rozumiem, że pani MM jest weganką i nosi plastikowe obuwie. No chyba, że
    wierzy, że krówka jak podrośnie samoczynnie daje mleko, ma dożywocie na łące
    zielonej, a skóra, której nadmiaru chętnie się pozbywa, ładnie i szybko jej odrasta.
    Na temat ludzi, co to zwierzątka lubiący katami, nawet mi się pisać nie chce.
    Bez sensu to kompletnie.

    5. Och, co za straszna rzecz wydać zwierzęciu polecenie. Traumatyczna. Co
    dopiero wydać owo polecenie dziecku, moje ani chybi wyląduje u psychoanalityka,
    kiedy już w akcie zemsty odrąbie mi głowę. To ja prosiłabym jeszcze o
    ustosunkowanie się do tych wszystkich psów-ratowników wysokogórskich,
    psów-tropicieli policyjnych, psów-przewodników ociemniałych, koni do hipoterapii
    itp. Oraz tych wszystkich zwierząt, które niekiedy osładzają samotność ludziom,
    zwłaszcza starszym.
    Mój pies był zachwycony, kiedy ostrym tonem kazałam mu przynosić patyk. Z
    radości pożądał tej niewolniczej rozrywki wielokrotnie, o czym informował mnie,
    namolnie podtykając pod ręce ów patyk, wymachując ogonem. Jak to możliwe?


    6. Tego, że to autor wie najlepiej, jak ma jego książka wyglądać, nie
    kwestionuję. Razi mnie tylko forma wypowiedzi. Bardzo nieprzyjemna, naprawdę.

    7. Bardzo dobrze, że w książkach nie będzie zwierząt. To oznacza brak
    idiotyzmów, typu pszczeli trup odkładany troskliwie do ula, wiejskie psy
    przyuczone do ganiania zwierzyny, zyskowna hodowla koni bez porządnego wybiegu,
    ziemi pod paszę ani stodoły plus koń głupio patrzący na oprysk w ciągu dnia, w
    sąsiedztwie pasieki. Gdyby ktoś nie wiedział - koń to wbrew pozorom delikatne
    zwierzę, a opary i zjedzenie opryskanej rośliny może się dla niego skończyć
    fatalnie. Dwa, że opryski powinno się wykonywać wieczorem, ponieważ powinna
    zostać zachowana kilkugodzinna karencja dla pszczół, którym kontakt z opryskiem
    może nie wyjść na zdrowie. Nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę na drobiazg:
    szerszenie są naturalnymi wrogami pszczół, potrafią wyżreć całe gniazdo.
    Normalny pszczelarz raczej pozbyłby się ich ekstracugiem.

    Tyle nieprzyjemnego tekstu, tyle tej nieuzasadnionej wyższości, tyle wzgardy,
    tylko po to, żeby powiedzieć, że opisywanie zwierząt autorce nie leży i woli
    pisać o ludziach i cześć. Przykro mi się zrobiło.
    --
    Tupecik
  • dakota77 07.11.09, 09:25
    Woli pisac o ludziach, ale nie wiem, czy powinna to robic, sadzac po
    tym, ile w niej pogardy dla innych.
  • aganoreg 07.11.09, 13:10
    Wlasciwie wszystko zostalo juz napisane, wiec pozostaje mi tylko razem z wami
    zalamac rece. Najwyrazniej MM zapomniala o zerowym tomie Jezycjady, gdzie
    Malomowny gral glowna role. A co do opisow udzcow baranich, rosolkow wolowych
    itd - odnosze wrazenie, ze dla autorki kawalek miesa jest czyms innym niz
    fragmentem zywego zwierzecia. Nie "utluklaby karpia", ale tuszke lososia to juz
    zje? Joey z Przyjaciol tez uwazal, ze emu sie uprawia jak ogorki...

    Hipokryzja. Zaluje, ze nie bylam w moim rodzinnym miescie, ktore z niewiadomych
    powodow pani MM odwiedza cyklicznie. Poszlabym na to spotkanie w bibliotece,
    moze by mnie spacyfikowali za zadawanie niewygodnych pytan.

    A skoro nie zyczy sobie zadawania pytan, skoro mamy sie wszyscy odczepic bo ona
    wie, jak powinno byc, to radze zlikwidowac strone. Publikujac ksiazki,
    felietony, prowadzac otwarta strone, daje pozwolenie na wtracanie sie i
    zadawanie pytan. Chyba ja to przeroslo.
    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • meduza7 07.11.09, 15:21
    W tych deklaracjach o niejedzeniu mięsa widziałabym typową gorliwość neofity.
    Jeśli faktycznie została wegetarianką, musiało to nastąpić niedawno, bo jak ktoś
    słusznie zauważył, książki są pełne potraw mięsnych (zaraz, czy tam gdzieś nie
    było kuriozalnej sceny z Grzesiem-wegetarianinem, co serwował rodzince spaghetti
    po bolońsku?).
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • aganoreg 07.11.09, 15:50
    meduza7 napisała:

    czy tam gdzieś nie
    > było kuriozalnej sceny z Grzesiem-wegetarianinem, co serwował rodzince
    spaghetti po bolońsku?).

    Grzesia nie pamietam, ale wielokrotnie wspominany rosol wolowy gotowany przez
    Nutrie - tak :) I to w Sprezynie - czyli rok temu - bylo remedium na zlamane
    kosci. Czyzby biedne krowki, poswiecajace swe zycie, by uleczyc swieta Gabriele,
    to nie zwierzeta?
    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • ready4freddy 08.11.09, 12:19
    meduza7 napisała:

    > (zaraz, czy tam gdzieś nie było kuriozalnej sceny z Grzesiem-wegetarianinem,
    co serwował rodzince spaghetti po bolońsku?).

    pewnie ragu' bylo z tofu, hyhyhy :) a jesli tak, to Grzegorz powinien dostac co
    najmniej dozywotni zakaz wjazdu do Wloch (moze z wyjatkiem mediolanskiego
    hinterlandu, tam moznaby go zeslac za kare) i zapomniec o weneckich
    romantycznosciach z Gabryjela.
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • szprota 07.11.09, 17:01
    Rzuciłam okiem.
    I tak: bronić M.M. nie zamierzam, bo ton, jakiego użyła w tym wpisie, rozdrażnił
    i mnie. Pójdźcie dzieci, zaś ja Wam skazku skażę.

    Mam jednak małe przeczucie, skąd jej się to mogło wziąć.

    Niekiedy zachodzę do kina na filmy adresowane do publiczności dziecięcej. I
    wiecie co, nie pamiętam, kiedy ostatni raz zdarzyło mi się oglądać film z tego
    nurtu bez zgrai zantropomorfologizowanych, gadających zwierzaków. OK, Epoka
    Lodowcowa była śmieszna, Madagaskar niezły, Shrek fantastyczny, no ale - ile
    można? Niewykluczone, że M.M. też doznała przesytu gadających zwierzaków i w
    rzeczonym wpisie dała temu opór. I oczywiście, że da się pisać o zwierzętach bez
    ich uczłowieczania na siłę, ale na to trzeba je bardzo dobrze znać, a mnóstwo
    wskazuje na to, że taką znajomością M.M. poszczycić się nie może.

    Zatem, zamiast z jajem napisać "Kochani - nie znam się na zwierzakach, wyjdzie
    mi sztucznie, więc się za to nie biorę, a poza tym mam dość opowieści o
    zwierzętach serwowanych w kinach" M.M. dorobiła ideologię i popełniła
    wpisisko-straszydło.
    Ja też sobie lubię zideologizować i zracjonalizować to i owo, zawsze się potem
    lepiej czuję ;)

    Drugi wątek poruszył już tu Andrzej. Dla mnie wpisy Andrzeja są bardzo cenne,
    jako osoby najmniej spośród aktywnych forumowiczów oderwanej od ideologii
    chrześcijańskiej i pomimo przeważnego braku zgodności w poglądach zawsze czytam
    je z zainteresowaniem. Zatem, postulat "człowiek ponad wszystko", "tylko
    człowiek ma duszę", obecny w tej ideologii, na pewno jest również
    zinternalizowany przez M.M. Ona naprawdę, jak sądzę, myśli, że człowiek jest
    najważniejszy, a równorzędne traktowanie istot żyjących i akceptacja praw natury
    (w tym prawa selekcji, łańcucha pokarmowego czy też faktu, że zwierzęta
    udomowione nie są zwierzętami dzikimi i jako takie wymagają opieki człowieka) to
    wymysł alterglobalistów i ekstremalnych ekologów. To drugi pomysł na to,
    dlaczego powiązała pisanie o zwierzętach z koniecznością zaglądania w ich (hu,
    hu) dusze czy (hu, hu) osobowości.

    A swoją drogą fakt, że Kota jest inteligentna i kapryśna, zaś Kotangens łagodny
    i głupkowaty, to chyba coś więcej niż zestaw odruchów i biologia, nespa?
    --
    Czy ty ewoluujesz? Bo ja wyewoluowałam z czegoś pełzającego do pterodaktyla, a
    następnie do małpy. I nie wiem, co o tym myśleć :p © Kotbert
  • mama_kotula 07.11.09, 17:47
    CytatI wiecie co, nie pamiętam, kiedy ostatni raz zdarzyło mi się oglądać film z tego nurtu bez zgrai zantropomorfologizowanych, gadających zwierzaków.

    W Koralinie nie było zgrai, tylko jeden zantropocośtam kocurek :>

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • szprota 07.11.09, 18:06
    Koraliny nie widziałam. W Opowieści Wigilijnej, mniemam, że nie będzie, o.
    --
    My tu gadu gadu, a orgazmy się same nie osiągną.
  • mama_kotula 07.11.09, 23:07
    szprota napisała:

    > Koraliny nie widziałam. W Opowieści Wigilijnej, mniemam, że nie będzie, o.

    I w Autach. Zdecydowanie :>

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • yowah76 08.11.09, 03:19
    Szproto, akurat kwestie roznic w charakterze Twoich kotow moge Ci
    pogrubnie wyjasnic ;) otoz na moim kursie behawiorystycznym mię
    uswiadomiono, ze kocieta biora charakter raczej po tatusiu, stad
    czasem slodka kicia domowa rodzi male dzikie bestie (jesli ma
    sklonnosc do zlych chlopcow z okolic smietnika i uda jej sie maly
    wypadzik w te strone) i na odwrot.
    --
    ----------------*----------------
    A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
    A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
  • meduza7 08.11.09, 11:16
    >Mam jednak małe przeczucie, skąd jej się to mogło wziąć.

    Niekiedy zachodzę do kina na filmy adresowane do publiczności dziecięcej. I
    wiecie co, nie pamiętam, kiedy ostatni raz zdarzyło mi się oglądać film z tego
    nurtu bez zgrai zantropomorfologizowanych, gadających zwierzaków.

    Ok, ale MM z założenia pisze powieści realistyczne i nie sądzę, żeby ktokolwiek
    wymagał od niej scenariusza kolejnej części Madagaskaru, nieprawdaż?
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • szprota 08.11.09, 11:51
    meduza7 napisała:

    > Ok, ale MM z założenia pisze powieści realistyczne i nie sądzę, żeby
    ktokolwiek wymagał od niej scenariusza kolejnej części Madagaskaru, nieprawdaż?

    Prawdaż. To może tłumaczyć niechęć do wprowadzania do narracji zwierzaków w
    kontekście ogólnego przesytu li i jedynie.
    --
    My, Szprota, musimy trzymać się razem!
  • meduza7 08.11.09, 16:14
    A wiecie co? Smutno mi się zrobiło, jak tak zajrzałam, poczytałam...

    Gdy zaglądamy do Księgi Gości, na dzień dobry wita nas przypomnienie, że to nie
    forum. No, w pewnym sensie nie, nie ma tylu funkcji, co forum, ale czy naprawdę?
    Normalnie Księga Gości służy temu, żeby w nią wpisać jakieś swoje "tu byłem". U
    MM natomiast w Księdze toczą się dyskusje, zgadywanki itepe - a zatem w
    rzeczywistości spełnia ona rolę forum, prawda? Po co więc to przypomnienie? Może
    po to, by uświadomić czytelnikom, że jeśli nawet będziemy toczyć dyskusje, to
    nie na każdy dowolny temat, jaki wam się zamarzy, a jedynie na te odgórnie
    zaakceptowane.

    Druga rzecz: czytelnik, który nieopatrznie zadał pytanie o zwierzęta, kajał się
    później, że wyszło nieporozumienie, ale już nic nie będzie pisał, bo czujne oko
    Administracji czuwa. No i znowu: nad czym czuwa? Czytając jego wypowiedzi, można
    zauważyć, że to nie żaden troll, który wlazł nasmrodzić, tylko osobnik, który
    cokolwiek napisze i o co zapyta, zrobi to kulturalnie i spokojnie. W imię czego
    zatem ciąć?
    W sąsiednim wątku towarzyszka Jeffi żałowała, że MM nie może nam tego forum
    zamknąć. Oburzyliśmy się, że mimo wszystko nie uważamy jej (MM, nie Jeffi) za
    zwolenniczkę zamordyzmu i cenzury. No cóż, wydaje się jednak, że na jej własnym
    poletku nożyczki szaleją...


    Przepraszam za nieskładność postu, jestem na lekkim kacu...
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • soova 08.11.09, 16:26
    Do kwestii "księga gości czy forum" pani MM po prostu ma podejście Misia
    Puchatka podczas zabawy w chowanego: "schowam głowę pod poduszkę, jak ja nikogo
    nie widzę, to znaczy, że inni mnie też nie". A tymczasem nie można zapominać o
    Szekspirze: "Cokolwiek jest różą, pod inną nazwą równie by pachniało." :)
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • croyance 08.11.09, 20:10
    Przeczytalam sobie ostatnio biografie Agathy Christie, i och, jakze
    inne miala podejscie do swojego fachu ..!

    Wpis MM w ogole mnie nie dziwi, ale przeraza mnie ten brak
    profesjonalizmu. Nie zawsze czlowiek ma ochote odpisywac milo, ale
    jednak to robimy: piszemy do znajomych, na spotkanie z ktorymi sie
    spoznimy, do szefa, ktorego nie lubimy, do klientow, chociaz myslimy
    swoje ... Przeciez czytelnicy to jej klienci wlasnie, w glowie nie
    miesci mi sie taka arogancja. Powinnismy ja zwolnic.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • dakota77 08.11.09, 20:11
    Sadzac po rekacji ogromnej czesci forum na ten wpis MM i deklaracje
    mowiace o zamiarze niekupowania nowego tomu, wlasnie ja zwalniamy.
  • croyance 08.11.09, 20:12
    I bardzo dobrze.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • andrzej585858 08.11.09, 20:23
    dakota77 napisała:

    > Sadzac po rekacji ogromnej czesci forum na ten wpis MM i deklaracje
    > mowiace o zamiarze niekupowania nowego tomu, wlasnie ja zwalniamy.

    Przysługuje zgodnie z kodeksem pracy okres wypowiedzenia.
  • dakota77 08.11.09, 20:25
    To zalezy od typu umowy. U mnie miala umowe o dzielo:P)
  • meduza7 09.11.09, 01:31
    A w ogóle to jesteście wszyscy Wstrętne Psuje Atmosferowe, o!

    "Jeszcze tylko mała uwaga: ucieszyło mnie to, co napisano w KDM-ie na temat
    atmosfery panującej w Księdze Gości- że różni się ona od tej, która panuje na
    forach dyskusyjnych. Tak, nie kłócimy się tutaj, staramy się o kulturalne
    zachowanie i dobre maniery."

    Chrząkacie, jecie palcamy i źwirzontka menczycie, o!
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • mama_kotula 09.11.09, 12:09
    [quote]"Jeszcze tylko mała uwaga: ucieszyło mnie to, co napisano w KDM-ie na temat
    atmosfery panującej w Księdze Gości- że różni się ona od tej, która panuje na
    forach dyskusyjnych. Tak, nie kłócimy się tutaj, staramy się o kulturalne
    zachowanie i dobre maniery." {/quote]


    ...i tniemy wszystko, co zaburza nam ten miły porządek. Na przykład wszelkie
    uwagi krytyczne, nawet wyrażone kulturalnie i podlug zasad savoir vivre.
    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • sowca 08.11.09, 22:51
    Croyance, przyznaj się offtopowo, jaką biografię Agathy czytałaś? Ja
    czytałam tylko autobiografię, żadnej biografii nie znam, a może
    warto poznać, może mi coś polecisz?
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • croyance 09.11.09, 15:51
    Juz mowie: autorka jest pani Janet Morgan

    www.amazon.co.uk/Agatha-Christie-Biography-Janet-Morgan/dp/0006369618

    Bardzo zachecila mnie do przeczytania autobiografii; kupilam ja w
    charity shopie za 50p, zeby miec co czytac w samolocie, i nawet nie
    spodziewalam sie, ile tam ciekawych informacji!
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • rudzik85 09.11.09, 13:23
    Cóż, powiedziane było już chyba wszystko pozostaje mi tylko
    solidaryzować się z Wami. A każdy, kto posądzi moje zwierzaki o brak
    charakteru & osobowości zapraszam na weekend z moim jamnikiem -
    zobaczymy kto prędzej się wykończy :P
    Mam wrażenie, ze MM zwierząt po prostu nie zna- nikt, kto miał z
    nimi do czynienia nie zastanawia sie, czy mają charakter. Toż to
    widać gołym okiem- 2 sierściuchy tego samego gatunku, płci- a
    zachowanie i temperament -różne. Czym to tłumaczyć? Pogodą?
    No i rzecz jasna- ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem :P

    P.S. Wiersz piękny- skopiuje sobie i wydrukuje
  • rudzik85 09.11.09, 13:34
    Poszukałam sobie cytatów (potęga internetu :) )

    Zarozumiałością oraz bezczelnością człowieka jest mówienie, że
    zwierzęta są nieme, tylko dlatego że są nieme dla jego tępej
    percepcji.
    — Mark Twain (1835-1910)


    Zwierzęta mają takie samo prawo do świata (jak ludzie), skoro na nim
    są, świat do nich należy. Noe do swojej arki wziął nie samych ludzi.
    — Wiesław Myśliwski

    Nawet zwierzę może być głębsze od filozofa, to znaczy może mieć
    głębsze odczucie życia.
    — Emil Cioran (1911-1995)


    Zwierzęta istnieją dla siebie samych. Nie stworzono ich dla ludzi,
    tak samo jak czarnych nie stworzono dla białych, a kobiet dla
    mężczyzn.
    -Alice Walker

    To by było na tyle :) Jak widać, postawy są różne
  • wushum 09.11.09, 19:44
    Oto cytat ze "Sprężyny" - jak widać, pełen szacunku dla głębi umysłu "braci
    mniejszych", oraz nie usiłujący niczego przypisać zachowaniu tychże.
    "...Teraz przyglądał się czytającej jedynie pewien kos, podskakujący na trawie.
    Kosy mają wyraźną skłonność do pilnej obserwacji, z czego na ogół niewiele
    wynika. Niewiele wynikło także i tym razem. Dziewczyna bowiem podniosła znad
    listu gniewne czoło i spiorunowała ptaszka takim spojrzeniem, jakby przybył on
    tu prosto z filmu Hitchcocka. (Nie każda żyjąca istota potrafiłaby wytrzymać
    taki stalowy wzrok. Kos też umknął oczami i zaczął udawać, że interesuje go
    raczej dżdżownica)."
    Czyli MM jednak opisuje zmieszanie kosa złym spojrzeniem podłej Laury, czyli
    czyta w myślach żyjątek.
    Dla mnie to istna hipokryzja - zachowania i myśli ludzkich bohaterów MM zna na
    wylot, nawet, jeśli książki te coraz bardziej przypominają Fantasy i z realizmem
    nie mają nic wspólnego, aż tu nagle twierdzenie, że zgadywanie, co odczuwa
    zwierzę, to bzdet i zamach na godność zwierzęcia, tudzież banał. A co robi MM?
    Zaczyna od Małomównego, którego nie dałam rady przeczytać, właśnie przez natłok
    zwierzęcego pola widzenia i to napisanego - wg mnie - niestrawnie, potem pisze
    przekonana o swej wszech-wiedzy dotyczącej umysłów zarówno dorastających
    nastolatek, jak i umęczonych matek utytłanych w mydlinach /podobno to pasja ich
    życia/, oraz jest pewna, że bogaci, czy robiący karierę naukową, to podli
    ludzie. A już samotne kobiety, palące papierosy, to istne zło:)
    Ja się zastanawiam, co to jest? Hipokryzja, czy zaślepienie?
    Bo, że samouwielbienie, to widać ewidentnie.
    A skąd bierze się wiedza, o przemyśleniach śliniących się osesków?
    Bo ja bardzo bym chciała wiedzieć. Skoro domyślanie się, co kryje się w łebku
    kocim, psim, czy ptasim, to "Fantasy", czym więc jest raczenie nas opisami
    dotyczącymi wszelakich Ulejów?
    Niedługo Jeżycjada zamieni się tylko w romanse 2-3 latków o umysłach głębokich,
    przepełnionych cytatami z łaciny, błyskotliwym dowcipem na tematy polityczne
    itp. - jak to więc jest?
    Bo ja widzę tu nieścisłość.
  • andrzej585858 09.11.09, 19:55
    wushum napisała:

    > Bo ja widzę tu nieścisłość.

    Są tacy którzy twierdzą że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze -
    podobno.
  • onion68 09.11.09, 20:12
    > Oto cytat ze "Sprężyny" - jak widać, pełen szacunku dla głębi umysłu "braci
    > mniejszych", oraz nie usiłujący niczego przypisać zachowaniu tychże.
    > "...Teraz przyglądał się czytającej jedynie pewien kos, podskakujący na trawie.
    > Kosy mają wyraźną skłonność do pilnej obserwacji, z czego na ogół niewiele
    > wynika. Niewiele wynikło także i tym razem. Dziewczyna bowiem podniosła znad
    > listu gniewne czoło i spiorunowała ptaszka takim spojrzeniem, jakby przybył on
    > tu prosto z filmu Hitchcocka. (Nie każda żyjąca istota potrafiłaby wytrzymać
    > taki stalowy wzrok. Kos też umknął oczami i zaczął udawać, że interesuje go
    > raczej dżdżownica)."

    Tak, mnie też ten fragment dosyć zniesmaczył - za pierwszym i drugim czytaniem.
    Postawa bardzo wygodna, że jeżeli ja czegoś nie rozumiem, to widocznie nie ma
    czego rozumieć.
    Pycha, pycha.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • ding_yun 09.11.09, 23:03
    Przesadzacie już z tym fragmentem moim skromnym zdaniem. Mnie też zdenerwowała
    nieuprzejma reakcja MM na powtarzające się pytania czytelników, ale nie zgodzę
    się z twierdzeniem, że jest osobą, która naturą i zwierzętami pogardza, nie
    szanuje ich i nie próbuje zrozumieć. Wnioskuję o tym z "Frywolitek". Pojawiło
    się tam wiele wzmianek o zwierzętach w kontekście działkowego życia MM - wiele
    tam jest o ptakach, MM zawsze pisała, że bardzo lubi ich śpiew, opisywała jak
    zachowują się w ogrodzie, pojawił się cały felieton poświęcony nawet tak
    niewdzięcznemu (dla mnie) tematowi robali żyjących w glebie, MM opisywała jak
    zaskoczona była gdy dowiedziała się ile tam żyje stworzonek, że jest to po
    prostu osobny mikrokosmos. Także może Borejków zwierzętami hojnie nie obdarza (i
    dobrze, bo ja bym padła jak w tym kołchozie na Roosevelta jakiś pies się jeszcze
    pojawił) ale w jej felietonach jest o tym sporo. Przytoczona tu scena z kosem ma
    dla mnie wydźwięk ewidentnie humorystyczny, podobnie jak jamniczek z samego
    początku "Sprężyny", który ogląda się zaciekawiony za rozzłoszczoną Laurą i
    psina pana Maciołki, co ma w oczach wścibstwo. Moim zdaniem są ta zabawne
    fragmenty i pokazują, że MM też dostrzega pewna osobowość w zwierzakach i
    obserwuje ich zachowania. Rozpatrywanie zabawnego tekstu, że z pilnej obserwacji
    kosa niewiele na ogół wynika w kategoriach "wstrętna i głupia MM nie zna się na
    zwierzętach, nie rozumie ich i nie wie, co one potrafią, głupia stara bezczelna
    baba" trąci po prostu groteską i niczym więcej. Ludzie! Trochę poczucia humoru,
    trochę dystansu! Chyba traktujecie (niektórzy) cały ten temat zwierząt zbyt
    poważnie a - uwaga, teraz powiem bluźnierstwo, można mnie wyszarzyć - to tylko
    zwierzęta! W kontekście Jeżycjady nie są najważniejsze, a ich istnienie pokazane
    jest wystarczająco - jest Lucyper, jest kot Feluś, obaj pupile, jest przesłanie,
    żeby zwierząt nie męczyć, jest parę surrealistycznych psin i okej, wystarczy.
    Zostawcież kosa w spokoju, zostawcie, do jasnej cholery.
  • dakota77 09.11.09, 23:19
    Moze ja juz nie rozumiem co czytam ze zmeczenia, ale moim zdaniem
    fragment z kosem nie zostal tu przytoczony dla potwierdzenia tezy, ze
    MM nie zna sie na zwierzetach i ich nie rozumie ( chyba nikt nie
    twierdzil, ze zachowanie kosa zostalo niepoprawnie opisane), a na
    potwierdzenie dosc mocno nasuwajacego sie faktu, ze MM juz sama sobie
    zaprzecza. Bo na stronie twierdzi, ze nie cierpi, kiedy w ksiazkach
    zwierzetom daje sie osobowosc i przypisuje ludzkie mysli, a tu
    prosze, wlazi w glowke kosa i interpretuje jego zachowania, jakby byl
    czlowiekiem. I niech sobie tak pisze, tylko po co te jej cale tyrady?
  • iwoniaw 09.11.09, 23:35

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • aganoreg 10.11.09, 00:00
    Moge jeszcze cytacik?

    Ze strony:

    I z lekkim uśmieszkiem spoglądać będę na wielbicieli zwierząt, którzy, utuliwszy
    pieska i kotka, podniósłszy z ulicy rannego gołębia, w następnym epizodzie bez
    mrugnięcia okiem skonsumują kurczaka lub zatłuką karpia. („I zwierząt, młodszych
    swoich braci, przenigdy nie bił on po głowie…” - Sergiusz Jesienin. Pamiętam ten
    cytat jeszcze z lat szkolnych).

    Ze Sprezyny:

    Florian właśnie wynosił z kuchni dzbanek świeżej kawy, bowiem chciał się nieco
    pokrzepić, psychicznie i fizycznie, przed egzekucja (element bazowy rosołku
    biegał jeszcze po trawie, dziobiąc pędraki).

    Kloci mi sie to z pogladami autorki, ktora wedlug mnie zawsze lubila Bobcia vel
    Baltone vel Floriana.
    --
    Rozmiarma znaczenie

    moje smoki
  • ananke666 10.11.09, 00:59
    Zdanie w kwestii kosa popieram. W ogóle opisywanie ptaków MM wychodzi dobrze.
    Sroka np. Sama lubię ptaki. Niektóre także jeść, choć nie więzić. Mój kot też je
    lubił. Jeść.
    --
    Tupecik
  • onion68 10.11.09, 07:14
    Ja odebrałam właśnie tak, cóż poradzę. Co czytelnik, to odbiór. To, że z
    obserwacji kosa niewiele wynika dla ludzi, nie oznacza tego samego dla kosa.
    Ponadto, wydaje mi się, że dziko żyjące ptaki nie mają raczej skłonności do
    obserwacji ludzi, raczej odwrotnie. Fragment zaś z piorunowaniem kosa wzrokiem
    uważam za sztuczny.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • toja737 10.11.09, 08:30
    Sztuczny, bo i bohaterowie MM są sztuczni... Od czasów "Imienin" co najmniej :( Laura przypomina mi Barbie w wersji dark. Babcia Jedwabińska i pan Jankowiak - oddzielnie do strawienia, razem do ulania. Plastikowa Pyza i plastikowy Miągwa. Za to papierowa Łusia. Wszelkie próby "ożywienia" i "uczłowieczenia" pozostałych - starych bohaterów kończą się karykaturalnie :(
    Rzeczywiście, lepiej trzymać żywe stworzenia z daleka od tej bajki ;)
  • wushum 10.11.09, 18:08
    Ding_yun wybacz, ale to Ty przesadzasz, wciskając w moją wypowiedź domniemany
    cytat, który wymyśliłaś.
    NIE NAPISAŁAM /żeby było jasne/ tego co zacytowałaś jako moją wypowiedź - czyli
    - "wstrętna i głupia MM nie zna się na
    > zwierzętach, nie rozumie ich i nie wie, co one potrafią, głupia stara
    bezczelna baba"

    Cytat o kosie miał na celu ukazać, że genialna autorka sama sobie zaprzecza.
    Nie wciskaj kitu, bardzo Cię proszę.
  • wushum 10.11.09, 18:11
    Poprawka...miał na celu ukazanie, że...

    Dla mnie wypowiedzi MM na jej stronie internetowej, to mówienie /jak sama kiedyś
    opisywała/ tonem pani przedszkolanki do dzieciaczków.
  • onion68 12.11.09, 16:38
    wushum napisała:

    > Poprawka...miał na celu ukazanie, że...
    >
    > Dla mnie wypowiedzi MM na jej stronie internetowej, to mówienie /jak sama kiedy
    > ś
    > opisywała/ tonem pani przedszkolanki do dzieciaczków.

    To raz, dwa scena jest bez sensu. Zadałam sobie trud i poczytałam o obyczajach
    kosów. O tej porze roku kos nie miałby czasu na podziwianie zaczytanej niuni -
    zbyt by był zaabsorbowany seksem, zdobywaniem pożywienia dla siebie i rodziny
    lub pilnowaniem gniazda.
    Według mnie poczucie wyższości wobec świata zwierząt w tej scenie też daje się
    odczuć, ale nie upieram się, że każdy musi podzielać tę opinię :-)
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • ding_yun 13.11.09, 19:30
    wushum napisała:

    > Ding_yun wybacz, ale to Ty przesadzasz, wciskając w moją wypowiedź domniemany
    > cytat, który wymyśliłaś.
    > NIE NAPISAŁAM /żeby było jasne/ tego co zacytowałaś jako moją wypowiedź - czyli
    > - "wstrętna i głupia MM nie zna się na
    > > zwierzętach, nie rozumie ich i nie wie, co one potrafią, głupia stara
    > bezczelna baba"
    >
    > Cytat o kosie miał na celu ukazać, że genialna autorka sama sobie zaprzecza.
    > Nie wciskaj kitu, bardzo Cię proszę.

    To o wrednej i głupiej babie to nie był wyimaginowany cytat z Ciebie, Wushum,
    tylko moje subiektywne podsumowanie klimatu tej dyskusji. Po prostu - jak już
    napisałam - za daleko to moim zdaniem ta afera zwierzątkowa zaszła. Jednostronna
    krytyka - wszyscy w zasadzie zgodzili się co do tego, że wypowiedź MM o
    zwierzętach jest pozbawiona szacunku - doprowadziła do tego, że teraz każdy
    fragment, jaki MM napisała o zwierzęciu w Jeżycjadzie można odczytać na jej
    niekorzyść.

    Odnosząc się już tylko do Twojej wypowiedzi, Wushum: zasadniczy problem, imho,
    leży w interpretacji słów z MM. Ty piszesz: "(...)aż tu nagle twierdzenie, że
    zgadywanie, co odczuwa
    zwierzę, to bzdet i zamach na godność zwierzęcia, tudzież banał." W tym
    kontekście krytykujesz króciutki ustęp na temat zachowania kosa, który umknął
    przed spojrzeniem wzburzonej Laury, twierdzisz, że MM w ogóle powinna
    powstrzymać się od napisania czegoś takiego bo to jest czytanie w myślach
    zwierząt. Po pierwsze, moim zdaniem, to wcale nie jest czytanie w myślach
    zwierząt, tylko raczej obserwacja ich zachowania - siedzi sobie kos, siedzi
    sobie Laura, Laura patrzy, kos sie płoszy, może spłoszył się przez nią, bo nic
    innego w otoczeniu nie zaszło, co mogłoby go przestraszyć. Po drugie, nawet
    jeśli odczytamy ten fragment jako próbę zgadnięcia tego, co myśli i czuje
    zwierzę, to nie możemy odmówić MM do tego prawa, bo ona sama NIE NAPISAŁA na
    swojej stronie, że nigdy najmniejszej aluzji ani wzmianki do tego nie stworzy.
    MM pisze: "nie przepadam za dziełami literackimi, w których opisuje się stany
    ducha piesków, kotków, zajączków, papug", "autor, pragnący opisać życie
    wewnętrzne zwierzaka, zmuszony jest, siłą rzeczy, do snucia domysłów i
    przypuszczeń; nieliczni tylko, wybitni pisarze, sprostali temu trudnemu
    zadaniu", "Niestety, wielu mniej wybitnych autorów ma sentymentalną skłonność do
    odczytywania drgnień duszy zwierzęcia przez pryzmat własnych, tanich sentymentów
    i do przypisywania zwierzęcym bohaterom ludzkich myśli, intencji, pragnień i
    zachowań. Takie przeniesienie jest na ogół działaniem nieuczciwym i chybionym
    artystycznie". Moim zdaniem MM chodzi przede wszystkim o sytuacje w których
    takie metafory mają charakter rozbudowany i o metafory w których zwierzę myśli i
    czuje TAK JAK CZŁOWIEK, ma takie same problemy, rozterki, intencje etc - takich
    rzeczy autorka pisać nie chce, bo uważa podobne próby literackie za bardzo
    trudne i rzadko udane. Nie pisze nigdzie natomiast, że ani słowem nie zająknie
    się o jakimś tam zachowaniu zwierzęcia, które sobie zaobserwowała. Czyli, innymi
    słowy, nie będzie tu opisywała tęsknot kosa za jego rodziną, ale nie odbiera
    sobie prawa do pisania o zwierzętach, o ile nie będą to opisy czysto ludzkich
    zachowań, reprezentowanych przez zwierzęta. MM, moim zdaniem, sprzeciwia się
    tylko zabiegom naiwnej antropomorfizacji i automatycznemu przeniesieniu zachowań
    ludzkich na zachowania zwierząt. I to jest bardzo uczciwe podejście, bo trzeba
    wielkiej wiedzy i pewnego daru, żeby zwierzęta rozumieć. Tylko o to tu chodzi,
    według mnie.

    Co do noworodków i osesków, to nie przypominam sobie, żeby gdzieś w Jeżycjadzie
    opisywane były ich myśli. Najbardziej szczegółowo jest potraktowany Ignacy
    Grzegorz, ale opisy koncentrują się na tym, jakie myśli przypisuje mu Gabriela,
    więc to zupełnie coś innego. reszta niemowląt tylko ryczy i ulewa.
  • anutek115 13.11.09, 20:04
    Bo, Ding_yun, jak ty piszesz, to jest jasne, zrozumiałe, i z wszystkim się można
    zgodzić, a jak pisze MM - to sie człowiekowi krew w żyłach burzy i szlag go
    trafia oraz jasna cholera, pardon za maj frencz. Nie pierwszy raz to zauważyłam,
    juz kiedyś nam tłumaczyłaś "z musierowiczowskiego na grzeczne", i do twojej
    wypowiedzi nie sposób się było przyczepić nawet, jeśli się z nią nie zgadzało.

    Porównajmy:

    MM - "Niestety, wielu mniej wybitnych autorów ma sentymentalną
    skłonność
    do odczytywania drgnień duszy zwierzęcia przez pryzmat
    własnych, tanich sentymentów i do przypisywania zwierzęcym bohaterom
    ludzkich myśli, intencji, pragnień i zachowań. Takie przeniesienie jest na ogół
    działaniem nieuczciwym i chybionym artystycznie".

    Ty - MM chodzi przede wszystkim o sytuacje w których
    takie metafory mają charakter rozbudowany i o metafory w których zwierzę myśli i
    czuje TAK JAK CZŁOWIEK, ma takie same problemy, rozterki, intencje etc - takich
    rzeczy autorka pisać nie chce, bo uważa podobne próby literackie za bardzo
    trudne i rzadko udane.

    Juz mniejsza o zwierzęta i ich stany duchowe. Z powyższej wypowiedzi można
    wywnioskować, że MM;
    a) nie sądzi, by była "mniej wybitnym autorem"
    b) ktoś, kto się usiłuje wczuc w drgnienia duszy zwierzęcia, o ile nie jest
    wybitnym artystą, posiłkuje sie swym tanim sentymentalizmem
    c) będzie to chybione artystycznie (o ile nie obcujemy z noblistą).

    Ja się w tym watku mało udzielałam, napisałam tylko, że moim zdaniem MM nie lubi
    też ludzi - i nadal tak myślę. Jej odpowiedź jest po prostu arogancka,
    niegrzeczna i czytelnik, który zadał pytania o zwierzęta, po prostu na nią nie
    zasłużył (bowiem, jeśli jest wrażliwym cłowiekiem, NA PEWNO weźmie do siebie
    uwagi o tanim sentymentaliźmie i uśmieszki na myśl o opisywaniu "kotków, piesków
    i myszek". Ja nie jestem może szczególnie wrażliwa, ale czułam się dotknięta
    czytając o tępych ludziach z bloku - a przecież nie była to odpowiedź na
    personalnie zadane przeze mnie pytanie. Taka odpowiedx pogrążyłaby mnie w
    depresji, gdybym ją odczytała w nastoletnich leciech).

    Wniosek - pani MM powinna zatrudnić cię, Ding_yun, jako redaktorkę jej własnych
    wypowiedzi i do tłumaczenia wiernym czytelnikom "co autor miał na myśli" Nie
    kpię, pisząc to. Zupełnie serio tak myślę. I oczywiście wiem, że to zupełnie
    nierealne.

    > Co do noworodków i osesków, to nie przypominam sobie, żeby gdzieś w Jeżycjadzie
    > opisywane były ich myśli. Najbardziej szczegółowo jest potraktowany Ignacy
    > Grzegorz, ale opisy koncentrują się na tym, jakie myśli przypisuje mu Gabriela,
    > więc to zupełnie coś innego. reszta niemowląt tylko ryczy i ulewa.

    Są chyba opisy tego, co myślał Józinek, będąc dziesięciomiesięcznym
    niemowlakiem, ale ręki sobie uciąć nie dam...


    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • ding_yun 13.11.09, 21:27
    anutek115 napisała:

    > Wniosek - pani MM powinna zatrudnić cię, Ding_yun, jako redaktorkę jej własnych
    > wypowiedzi i do tłumaczenia wiernym czytelnikom "co autor miał na myśli" Nie
    > kpię, pisząc to. Zupełnie serio tak myślę. I oczywiście wiem, że to zupełnie
    > nierealne.
    >
    Mnie już kiedyś Andrzej chciał zatrudnić do tłumaczenia swoich wypowiedzi :)
    Jednak powinnam była chyba iść na prawo, tam pokrętne gadanie jest w cenie, ehhh...
  • anutek115 14.11.09, 11:10
    ding_yun napisała:

    > Jednak powinnam była chyba iść na prawo, tam pokrętne gadanie jest w cenie, ehh
    > h...

    Ja nie miałam na myśli pokrętnego gadania. Przeciwnie. Miałam na mysli dar
    grzecznego i jasnego wyjaśniania, co ma się na myśli (w tym wypadku - co
    MM ma na myśli ;)).

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • szarania 12.11.09, 15:54
    "Miłe te stworzenia Boże mają zapewne duszę, osobowość i
    charakter; możemy też przypuszczać, że cieszą się posiadaniem
    wspomnień, nadziei, tęsknot, myśli etc., słowem - życia
    wewnętrznego.
    Cóż z tego, kiedy nie potrafią o nim mówić ani pisać.


    Cholernie przykro mi się zrobiło. Nie kupię ani jednej powieści.

    --
    Kot, jak sama nazwa wskazuje, służy do głaskania. :)

    mirmilowo.blogspot.com/
  • mmaupa 12.11.09, 16:22
    szarania napisała:

    > "Miłe te stworzenia Boże mają zapewne duszę, osobowość i
    > charakter; możemy też przypuszczać, że cieszą się posiadaniem
    > wspomnień, nadziei, tęsknot, myśli etc., słowem - życia
    > wewnętrznego.
    > Cóż z tego, kiedy nie potrafią o nim mówić ani pisać.
    >


    To samo można napisać o niemowlętach.


    --
    Don't panic, it's organic!
  • marslo55 13.11.09, 16:04
    mmaupa:
    "To samo można napisać o niemowlętach."
    Święta prawda! Skoro więc można pisać o czymś, co nie mówi i nie
    pisze, to ja bym wolała zwierzątka od ulewających niemowlaków. Ale
    jest jeden problem - dzieci u MM są już tak mądre, że za chwilę
    niemowlaki w jej książkach BĘDA mówić i pisać.
  • wushum 13.11.09, 16:38
    Bo niemowlęta rodu B mają głębokie przemyślenia i rodzą się z Marsowym czołem,
    oraz profilem psychicznym Juliusza Cezara - nie zdziwię się jeśli narratorem
    kolejnej części będzie /np połowicznie bo u MM to się zazwyczaj dzieli/ 2 letni
    syn Laury, przeżywający uniesienia miłosne, oraz snujący wewnętrzne traktaty
    filozoficzne.
    Ale - dla mnie powinno być konsekwentnie - skoro wiemy co myśli rosła Garyjela,
    co wije się we łbie Sprężyny, oraz jak starczo mądry jest Józinek, czy inne
    dziecię, to czemu twierdzić, że tego samego nie można napisać o zwierzętach?
    /Tym bardziej - skoro coś tam jednak się pisze, czy o kosie, czy o wścibstwie na
    pyszczku psiny Maciołków/.
    Już lepiej napisać - nie opisuję tego, bo nie i taki jest mój wybór - czy
    gorszy, czy lepszy, niech oceni czytelnik, niż usprawiedliwiać się tak
    chwiejnymi powodami.
    :)
  • szarania 13.11.09, 21:00
    Dobija mnie też argument o niejedzeniu zwierząt w kontekście np.
    karpii leżących na śniegu, gdy Cesia nabywała rybkę.
    Kupowanie żywych ryb jest humanitarne, szastanie nimi po śniegu też,
    ale jedzenie mięsa już nie. No za cholerę nie rozumiem tej pokrętnej
    logiki.
    --
    Kot, jak sama nazwa wskazuje, służy do głaskania. :)
  • mmaupa 13.11.09, 22:38
    I inne czasy. Karpie ciekły w pierwszym tomie, a marchewka miała duszę zdaje się
    dopiero w "Imieninach".
    --
    Don't panic, it's organic!
  • lezbobimbo 13.11.09, 23:54
    verdana napisała:
    > Bo to logika neofity.

    Nie uwierze ani na sekunde, ze MM przeszla na rzeczywisty wegetarianizm
    (zwlaszcza, ze taka n.p. Nutrie karmila ryba po grecku, Rojkowa kuchnia wloska i
    w jej usciech wkladala pochwale dla kosci wolowych). Jakby przeszla, to by sie
    tez tym chwalila na swej stronie..
    Po prostu MM lubi sie wywyzszac nad te mile - acz glupiutkie - stworzenia jakimi
    sa dla niej nie tylko zwierzeta, ale i najwyrazniej czytelnicy, nawet wierni
    fanowie z ksiegi gosci. Oj, jeszcze troche, a calkiem serio ukreci sobie sznur
    (z flaka po leberce) na wlasny portfel ;>

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • ananke666 14.11.09, 00:45
    E tam, ukręci. Myślę, że w portfelu jest dość na resztę życia.
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 14.11.09, 00:52
    ananke666 napisała:
    > E tam, ukręci. Myślę, że w portfelu jest dość na resztę życia.

    To po co pisze dalej? Nie dosc, ze McDusia, to czai sie tez juz MM wielkanocna
    (czyli nasze narzekania przy poprzednich sezonowych "dzielach" stana sie
    cialem). Moze musi reszte rodziny tez utrzymywac czy cus..

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • ananke666 14.11.09, 01:56
    Nigdy nie ma się tak dużo, żeby nie chcieć więcej. Poza tym pisarze lubią pisać
    ponoć.
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 14.11.09, 02:13
    ananke666 napisała:
    > Nigdy nie ma się tak dużo, żeby nie chcieć więcej.

    No to jak bedzie dalej tak pouczac mile czytelniczki o milych zwierzatkach i
    inne takie, to tego grosiwa wiecej moze zabraknac..

    >Poza tym pisarze lubią pisać> ponoć.

    No to MM nie lubi.. Okreslila sie tez jako: "najpierw jestem czlowiekiem, potem
    kobieta (tu miala na mysli, ze zajmuje ja gotowanie dla rodziny) a potem dopiero
    pisarzem".
    A nie lubi pisac, bo jak Sprezyne plodzila, to narzekala wciaz w swym blogu, ze
    uwiazana za noge do tego klaptopa i jak sie meczy, a wolalaby wszak polazic po
    ogrodzie, poczytac ksiazki.. jeczala, ze ona przykuta, wydawnictwo czeka, "a tu
    znikad ratunku, znikad pomocy" ..

    --
    specjalnie dla Was stękała
    Jęcząca Marta
  • ananke666 14.11.09, 02:34
    > A nie lubi pisac, bo jak Sprezyne plodzila, to narzekala wciaz w swym blogu, ze
    > uwiazana za noge do tego klaptopa i jak sie meczy, a wolalaby wszak polazic po
    > ogrodzie, poczytac ksiazki.. jeczala, ze ona przykuta, wydawnictwo czeka, "a tu
    > znikad ratunku, znikad pomocy" ..

    Kokieteria.
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 16.11.09, 01:48
    ananke666 napisała:
    > > A nie lubi pisac, bo jak Sprezyne plodzila, to narzekala wciaz w swym blogu,
    ze> > uwiazana za noge do tego klaptopa i jak sie meczy, a wolalaby wszak
    polazic po> > ogrodzie, poczytac ksiazki.. jeczala, ze ona przykuta, wydawnictwo
    czeka,"a tu
    > > znikad ratunku, znikad pomocy" ..

    > Kokieteria.

    Ach wiec to tak :D A z drugiej strony jednoczesnie kokieteria wrecz przeciwna
    czyli "jestem bardzo pracowita, dbam o jakosc, o zapiecie na ostatni guziczek,
    sonety innych musza byc doskonale abym je zamiescila" :PPP

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • idomeneo 16.11.09, 10:31
    Lezbobimbo, no dobra, ale nie wolałabyś też wąchać krzaczków, zamiast wykonywać
    jakąś niewdzięczną a gniotliwą robotę? Tak, wiem, PR czytelnicy i może nie do
    końca wypada autorowi pisać o tym z tak rozbrajającą szczerością...
    --
    And Mathilda asks the sailors "Are those dreams or are those prayers?"
  • ananke666 16.11.09, 11:04
    A jaka tam ona niewdzięczna. Stanowczo twierdzę, że MM lubi pisać. Dalej - tłumy
    wielbicieli różnej daty - nooo na spotkaniach autorskich to pustki nie ma;
    nagrody literackie i wyróżnienia - jak dotąd 31, więc niemało, utrzymywanie się
    w czołówce najlepiej sprzedawanych autorów. Plus niezłe pieniądze. To ma być
    niewdzięczna praca?!
    --
    Tupecik
  • idomeneo 16.11.09, 11:18
    no właśnie nie wiem, czy teraz lubi i czy to jest coś, co robiłaby i tak, bo
    jest fajne. Gratyfikacje i głaski w ego to jednak coś z trochę innej beczki - a
    jeśli się wyraźnie oświadcza, że trza się najpierw do nich żmudnie i niechętnie
    przedrzeć przez opór materii? Dla mnie to nie kokieteria tylko akurat szczery
    komunikat: doceńcie oto należycie, jak się musiałam poświęcić by wam ten tom
    wyszykować.
    --
    And Mathilda asks the sailors "Are those dreams or are those prayers?"
  • mmoni 14.11.09, 11:58
    Barańczak kiedyś wypowiedział się (zabijcie mnie, nie pamiętam gdzie), że
    pisanie sprawia przyjemność tylko grafomanom.
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no
    border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s
    no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • ananke666 14.11.09, 12:44
    Bzdurę powiedział wobec tego. Lepiej ujęła to Samozwaniec, której IMO do
    grafomanii blisko - tylko grafoman pisze dla samej rozkoszy pisania.
    --
    Tupecik
  • jottka 14.11.09, 13:00
    nie, samozwaniec cytuje swoją siostrę - w "marii i magdalenie", jest opis, jak
    lilka czy jej ówczesny mąż, jaś pawlikowski, tłumaczą młodej głupiej, że tylko
    grafoman pisze dla przyjemności, artysta chce za swoją robotę otrzymać pieniądze.

    głęboka to prawda i od dziecka się nią przejęłam:)
  • szprota 14.11.09, 18:01
    jottka napisała:

    > nie, samozwaniec cytuje swoją siostrę - w "marii i magdalenie", jest opis, jak
    lilka czy jej ówczesny mąż, jaś pawlikowski, tłumaczą młodej głupiej, że tylko
    grafoman pisze dla przyjemności, artysta chce za swoją robotę otrzymać pieniądze.
    >
    > głęboka to prawda i od dziecka się nią przejęłam:)

    Ja tę frazę zapamiętałam raczej w kontekście, że Lilka wzywała Madziusię, by ją
    zabawiła, Madziunia odpowiadała, że nie może, bo ma akurat dobrą fazę na pisanie
    i na to padały słowa, że tylko grafoman pisze dla przyjemności.
    Co dla mnie oznacza tylko takie domowe powiedzonko, traktowane z dużym
    dystansem. Rzecz jest pewna, że grafoman ma przyjemność z pisania i łatwość
    pisania. Od dobrego pisarza dzieli go dużo pracy, potu, krwi i bicia w twarz ;)
    --
    My, Szprota, musimy trzymać się razem!
  • mmoni 14.11.09, 21:54
    Dr Johnson wygłosił zbliżoną myśl "No man but a blockhead ever wrote, except for
    money".
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no
    border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s
    no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • lezbobimbo 14.11.09, 12:57
    mmoni napisała:
    > Barańczak kiedyś wypowiedział się (zabijcie mnie, nie pamiętam gdzie), że>
    pisanie sprawia przyjemność tylko grafomanom.

    No tak, po co lubic to co sie wykonuje, rzekl wieszcz. Jak cierpimy, to wiadomo,
    ze piszemy dobrze i wybitnie, nieprawdaz :)

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • szprota 14.11.09, 17:55
    lezbobimbo napisała:



    > No tak, po co lubic to co sie wykonuje, rzekl wieszcz. Jak cierpimy, to
    wiadomo, ze piszemy dobrze i wybitnie, nieprawdaz :)

    No, bo tylko praca wykonywana bez przyjemności jest pracą. Osobnik lubiący swoją
    pracę jest wszak wysoce podejrzany.

    --
    "Jakby Cię zamkli w kartonie, też byś nie miała sumienia. Normalka,
    mieszczuchu." © Dzidka
  • toja737 14.11.09, 09:51
    Tak! Właśnie przeglądałam JT i trafiłam na taki przeoczony fragment:
    "wsypał trochę pokarmu swoim rybkom (trzymał je w pięknym akwarium, z muszlami i
    roślinnością podwodną)". Naprawdę!!! W moim egzemplarzu na stronie 108 ;) Ach, i
    jeszcze akurat ta strona - 108 jest paciorków w różańcu buddyjskim czyli mali.
    Ale to już chyba przypadek ;)
  • anutek115 14.11.09, 11:15
    toja737 napisała:

    > Tak! Właśnie przeglądałam JT i trafiłam na taki przeoczony fragment:
    > "wsypał trochę pokarmu swoim rybkom (trzymał je w pięknym akwarium, z muszlami
    > i
    > roślinnością podwodną)". Naprawdę!!! W moim egzemplarzu na stronie 108 ;)

    No, ale skoro nie ma wewnętrznego monologu rybek, to chyba nie naruszyliśmy
    zasad, które są jak granit, i nie dalismy się ponieść taniemu sentymentalizmowi
    ;))))).

    Ach,
    > i
    > jeszcze akurat ta strona - 108 jest paciorków w różańcu buddyjskim czyli mali.
    > Ale to już chyba przypadek ;)

    To niewątpliwie przypadek :).


    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • lezbobimbo 14.11.09, 11:28
    anutek115 napisała:
    > No, ale skoro nie ma wewnętrznego monologu rybek, to chyba nie naruszyliśmy>
    zasad, które są jak granit, i nie dalismy się ponieść taniemu sentymentalizmowi
    > ;)))))

    No takie mile stworzenia boze to musza znac swe miejsce, czyli pachniec, glowy
    nie zawracac i pieknie wygladac, wtedy spelniaja swa funkcje.

    OT: Anutku, pozwol ze sie do Cie radosnie pomizdrze! Tiu tiuuu :)))))))

    No i co to bylo na pierwszej czy juz drugiej stronie Sprezyny z poblazliwym
    opisem uczuc kosa? Zapewne nie tani sentymentalizm? Tylko drogi antropomorfizm?
    (z jakiegos pokreconego wzgledu Lusia z kolei uwaza w tej koszmarnej rozmowie z
    Ignacem, ze antropomorfizm to cos brzydkiego, a malpy sa w ogole nudniejsze od
    slownikow i podmiotow.. )
    Rozumiem, ze wg MM tenze poblazliwie opisany kos to byla wiec metafora czlowieka
    przebranego za kosa; metafora antropomorficzna takiego tyci czlowieczka, co
    cichy jak to kos ;) i spokojny i spozywajacy dzdzownice, a tu go okrutna Laura
    spopielila straszliwym wzrokiem! Czyli nastepny dowod na to, jaka ona straszliwa
    i pelna zua. Nawet czlowieczkom w przebraniu nie przepusci.

    --
    specjalnie dla Was stękała
    Jęcząca Marta
  • szprota 14.11.09, 17:47
    A ja powiesiłam komentarz:
    "Niestety, wielu mniej wybitnych autorów ma sentymentalną skłonność do
    odczytywania drgnień duszy zwierzęcia przez pryzmat własnych, tanich sentymentów
    i do przypisywania zwierzęcym bohaterom ludzkich myśli, intencji, pragnień i
    zachowań. Takie przeniesienie jest na ogół działaniem nieuczciwym i chybionym
    artystycznie. Mija się z prawdą Biologii. Bywa też niezamierzenie komiczne".
    Primo, pani Małgosiu, a cóż to za niechlujność stylistyczna, ta sentymentalna
    skłonność do tanich sentymentów? Oj, oj!
    Secundo jednak: nie trzeba antropomorfizować zwierząt, by o nich pisać. Trzeba
    je tylko znać. I kochać, nie deklaratywnie, tylko po prostu. Parafrazując
    profesora Dmuchawca, ja zwierząt nie kocham. Wielu z nich, na przykład os albo
    rozpieszczonych piesków to ja nawet nie lubię, o. Ale żyję z nimi i są częścią
    mojego życia.

    Ciekawe, jak długo powisi i czy mnie zakrzyczą :D
    --
    My, Szprota, musimy trzymać się razem!
  • anutek115 14.11.09, 20:22
    szprota napisała:
    >
    > Ciekawe, jak długo powisi i czy mnie zakrzyczą :D

    Nie zakrzyczą. Tam się nie krzyczy. Zignorują, jak wcześniej Ding_yun. Wspomnisz
    moje słowa.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • szprota 14.11.09, 20:43
    anutek115 napisała:


    > Nie zakrzyczą. Tam się nie krzyczy. Zignorują, jak wcześniej Ding_yun.
    Wspomnisz moje słowa.
    >

    Już wspominam. Faktycznie, pełen ignor.
    --
    My tu gadu gadu, a orgazmy się same nie osiągną.
  • lezbobimbo 14.11.09, 21:00
    Zalalo Cie jak jasna cholera tsunami zagadek, wierszykow i laurek :D Nec
    Hercules contra sweet, sweet plumkes plures

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • szarania 15.11.09, 13:02
    Oj, dziewczyny, tam się nie krzyczy. Tam się potrząsa grzywką i
    dzielnie uśmiecha.
    --
    Kot, jak sama nazwa wskazuje, służy do głaskania. :)
  • anutek115 15.11.09, 13:48
    szprota napisała:

    > Już wspominam. Faktycznie, pełen ignor.

    Serio? Patrz, a myślałam, że z Ding_yun to przypadek, bo się w zły dzień
    dziewczyna dopisała... Ale zaskoczona nie jestem, na pewno :).

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • mmaupa 16.11.09, 11:34
    Szprociku, coś mi się wydaje, że to do Ciebie:

    "Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa, za serdeczność i życzliwość. Trafiły się
    też w KG głosy, wyrażające dezaprobatę z okazji poprzedniego wpisu szóstkowego,
    tego o zwierzętach (podobno obraża ich osobiście). O, pardon. Doprawdy, nie to
    było moją intencją. Hej, ale przymrużcie oko! - naprawdę, naprawdę będzie Wam
    się milej żyło."

    No i wyszłaś na obrażalską bez poczucia humoru :/...

    --
    Don't panic, it's organic!
  • szprota 16.11.09, 20:28
    mmaupa napisała:

    > Szprociku, coś mi się wydaje, że to do Ciebie:
    >
    > "Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa, za serdeczność i życzliwość. Trafiły
    się też w KG głosy, wyrażające dezaprobatę z okazji poprzedniego wpisu
    szóstkowego, tego o zwierzętach (podobno obraża ich osobiście). O, pardon.
    Doprawdy, nie to było moją intencją. Hej, ale przymrużcie oko! - naprawdę,
    naprawdę będzie Wam
    > się milej żyło."
    >
    > No i wyszłaś na obrażalską bez poczucia humoru :/...
    >
    Jak mrużę oczy, to przypominam żmiję. W skoku ;)
    Cóż, potwierdziła tylko tym samym, że jest kompletnie nieprzemakalna na słowo
    krytyczne. No szkoda.

    --
    My, Szprota, musimy trzymać się razem!
  • lezbobimbo 17.11.09, 08:23
    szprota napisała:
    > Jak mrużę oczy, to przypominam żmiję. W skoku ;)

    :)))) nastepna sygnaturka gotowa :))))
    Bo widzisz, jak mruzysz, to Ci sie wyobraznia robi gumowa i bezkrytyczna :)

    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • plecha1 22.11.09, 14:14
    No cóż, dzięki mojemu wpisowi w Księdze Gości dowiedziałam się, że:
    Uprzejmie informujemy, że wszelkie wypowiedzi o charakterze nieuprzejmym lub
    obraźliwym będą z księgi gości usuwane.

    Wszystkich odwiedzających, bez względu na samopoczucie czy wyrażany punkt
    widzenia, prosimy o zachowanie zasad dobrego wychowania i o kulturę osobistą.

    Administracja

    Chyba mam ochote pokłócić się z adminką na privie, bo jeśli obraźliwe jest
    napisanie, że nie podoba mi się stosunek autorki do czytelnika, to ja już nie
    wiem, jak ma wyglądać uprzejma krytyka. Poza tym, że zapewne nie powinno jej być :P
  • anutek115 22.11.09, 18:48
    plecha1 napisała:

    > Chyba mam ochote pokłócić się z adminką na privie, bo jeśli obraźliwe jest
    > napisanie, że nie podoba mi się stosunek autorki do czytelnika, to ja już nie
    > wiem, jak ma wyglądać uprzejma krytyka. Poza tym, że zapewne nie powinno jej by
    > ć :P


    Znaczy się, bardzo dobrze rozumiesz, o co chodzi, tylko udajesz ;D. Albo się
    lubisz z Administracją kłócić, o.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • meduza7 22.11.09, 23:15
    Aczkolwiek kłótnia z administracją Księgi Gości (która w żadnym wypadku nie jest
    forum) przypomina nieco spór gołej dupy z batem, bądź pragnienia ze Spritem ;)
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • mama_kotula 22.11.09, 23:29
    Bat? ktoś powiedział: "goła dupa" i "bat" w jednym zdaniu?

    Wiedziałam, wiedziałam w który wątek mam kliknąć :>:>

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • melmire 23.11.09, 01:33
    Jak to mowila szprota-kladz sie Kotula, tylko nogi szeroko? :D
    --
    Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się
    chrzamotać.
  • lutecja4 23.11.09, 08:28
    goła dupa, bat i nogi szeroko-chyba zboczyliśmy z tematu :)
    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gifhttp://www.sesja.neostrada.pl/image011.gifhttp://www.sesja.neostrada.pl/image021.gif
  • meduza7 23.11.09, 08:54
    Bardzo przepraszam za zboczenie. To się więcej nie powtórzy, będę trzymać się
    Jedynie Słusznej Linii :D
    Melmire, masz piękną sygnaturkę i nawet wiem, skąd ona pochodzi :D
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • melmire 25.11.09, 21:08
    Nie dziwie sie ze wiesz, ty, ty....ty analizatorko bezduszna , co to mlodym
    aLtorom podrzyna skrzydla (i tetniczki) :)
    --
    Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się
    chrzamotać.
  • ready4freddy 08.12.09, 13:44
    ale ta poprzednia w zagranicznym jezyku byla jeszcze fajniejsza :O o ile dobrze
    pamietam, ze to byla Twoja :)
    --
    miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza,
    korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
  • ewaty 30.11.09, 22:33
    "Administracja strony czuwa nad tym by nie pojawiały się tu złe
    obyczaje, brzydkie słowa, obraźliwe uwagi. Jest na nie dosyć miejsca
    w innych obszarach internetu. A poza tym - staramy się zachowywać
    kulturalnie, po prostu dla zasady. Człowiek kulturalny wyraża się
    starannie, poprawnie, jeśli się pomyli - szybko swój błąd prostuje, a
    jeśli kogoś niechcący urazi - przeprasza. To takie proste!"- to z
    ostatniego wpisu na stronie MM.

    No i ja nie wiem, czy to znowu do forum degeneratów nie pite? No
    wiem, wiem, niby uderz w stół, ale poczułam się jak element "innego
    obszaru internetu".
  • wushum 30.11.09, 22:58
    "...a
    > jeśli kogoś niechcący urazi - przeprasza."

    A jeśli urazi "chcący"?
    ;)
  • plecha1 03.12.09, 00:55
    Tak mi się offtopowo nasunęło. Jak urazi "chcący", to od razu wiadomo, że nie
    lubi Mickiewicza, bo człek wrażliwy na piękno dzieł Wielkiej Literatury nie
    zachowałby się tak haniebnie :P
  • lezbobimbo 03.12.09, 22:56
    plecha1 napisała:
    > Tak mi się offtopowo nasunęło. Jak urazi "chcący", to od razu wiadomo, że nie>
    lubi Mickiewicza, bo człek wrażliwy na piękno dzieł Wielkiej Literatury nie>
    zachowałby się tak haniebnie :P

    Nie nie, pytanie raczej jest zadane, co ma oznaczac, kiedy MM urazi chcacy ;>
    Wtedy to, mocium ja panie, trzeba dzielnie, milo i z humorem przymruzyc oczy na
    jej pisaniny, bo w wyobrazni wszak wszystko sie miesci :>

    --
    Czy zeruje na
    nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • skrzydlate.bobry 04.12.09, 11:39
    lezbobimbo napisała:

    > Nie nie, pytanie raczej jest zadane, co ma oznaczac, kiedy MM urazi chcacy (...)

    Mylisz się, Moja Droga, już na wstępie. MM z założenia nie uraża. Kropka. A
    jeśli ktoś tym, co MM pisze, czuje się urażony, to oznacza, że (ten ktoś,
    nie MM - rzecz jasna) nie ma poczucia humoru i dystansu do siebie. Czy jakoś
    tak. Było przy okazji wpisu o zwierzętach.
  • klymenystra 04.12.09, 13:31
    A ja sobie z ciekawosci czytam strone MM i teraz i sie rozkladam na lopatki oraz
    zapiecie od Masquerade Nashira:

    "Nawiasem mówiąc, w domu Helenki nie ma telewizora, toteż jej Tatuś bez trudu
    znalazł czas, żeby po pracy zająć się światem wyobraźni swojej córeczki" - sama
    TV nie ogladam jakos strasznie czesto, ale wkurza mnie generalizowanie, ze jak
    jest tv, to nie ma czasu dla bliskich. Czlowiek rozsadny umie sobie dozowac. A
    moze Tatus Helenki rozsadny nie jest i jakby mial telewzor, to cale dnie by przy
    nim spedzal. Niech zyje czarno-biale widzenie swiata!


    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • limotini 04.12.09, 15:33
    Zagalopowałaś się. To że ludzie często nie myślą logicznie, to nie powód,
    żebyśmy i my na tym forum popełniali takie błędy.

    "Jeśli w domu nie ma telewizora, to tatuś ma więcej czasu dla córki" NIE OZNACZA
    "Jeśli w domu jest telewizor to nie ma czasu dla dzieci."

    Tak samo jak "Jeśli idziesz do MediaMarktu, to nie jesteś idiotą" nie oznacza że
    "Jak nie idziesz do MediaMartktu to jesteś idiotą.", że się posłużę starą reklamą.

    Bardziej oczywiste przykłady:

    "Jeśli nie masz w domu komputera/maszyny do pisania, to listy piszesz ręcznie"
    nie oznacza że "Jeśli masz w domu komputer, to nie piszesz listów ręcznie" (ja
    na przykład piszę)

    "Jeśli ktoś nie ma w bloku windy, to codziennie wchodzi po schodach" (prawda)
    "Jeśli ktoś ma w bloku windę, to nie wchodzi codziennie po schodach" (nieprawda,
    niektórzy robią to dla zdrowia).

    "Jeśli wzięłaś ślub ze swoim partnerem, to mówicie do siebie po imieniu"
    (mówicie prawda?)
    "Jeśli nie wzięłaś ślubu ze swoim partnerem, to nie mówicie do siebie po
    imieniu" (że co?!!!)

    Nie można brać czyichś słów, wyciągać z nich niepoprawnych wniosków, a następnie
    wyklinać tej osoby, bo nam się nasze, źle wyciągnięte i zupełnie niezgodne z tym
    co owa osoba powiedział, wnioski nie podobają.

  • klymenystra 04.12.09, 15:44
    Wybacz, ale moj tok myslenia jest dla mnie jasny - Sytuacja X zachodzi, bo nie
    ma sytuacji Y. Mozna wiec zalozyc, ze gdyby sytuacja Y istniala, sytuacja X by
    nie zaszla. W tym kontekscie nieposiadanie telewizora staje sie warunkiem sine
    qua non poswiecania czasu dziecku. Ja ten tekst rozumiem wlasnie w ten sposob.
    Nikogo nie wyklinam - uzylam jakis obrazliwych slow?
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • lezbobimbo 04.12.09, 16:03
    limotini napisała:
    > "Jeśli w domu nie ma telewizora, to tatuś ma więcej czasu dla córki" NIE
    OZNACZA> "Jeśli w domu jest telewizor to nie ma czasu dla dzieci."

    > "Jeśli ktoś nie ma w bloku windy, to codziennie wchodzi po schodach" (prawda)
    > "Jeśli ktoś ma w bloku windę, to nie wchodzi codziennie po schodach" (nieprawda)

    Hmm moze moja logika jest na bakier, ale ze slow MM dla mnie wynika, ze twierdzi
    ona: jesli jest w domu telewizor, to przeszkadza tatusiom znalesc czas dla
    wyobrazni córeczek.
    Tak jakby mówila - poniewaz w domu tatusia nie ma windy (tv), znalazl on z
    latwoscia czas dla wchodzenia po schodach (coreczki) :) Wniosek odwrotny az
    przeswieca spod spodu - jakby telewizor (lub winda) byl w domu, to tatus bylby
    nim zajety i mialby trudnosci w znalezieniu czasu dla corki (schodów) :)
    MM niechec do telewizji nie jest bynajmniej tajemnica, i to od lat. Oczywiscie w
    tivi leci czesto plynne guano, ale czasem zdarzaja sie interesujace rzeczy i
    telewizory nie odbieraja przeciez wszystkim wyobrazni, jak sugeruje MM wciaz a
    wciaz.
    Nie mowiac o kanalach specjalizujacych sie a to w samych filmach, a to w
    dokumentalnych ciekawostkach, a czasem nawet i takie dziwo jak dobra reklama sie
    zdarzy, ktora moze byc wrecz pozywka dla fantazji :) Do tego dzisiaj dochodzi
    internet i DVD, ktore rozszerzaja nasza wladze nad materialem, ktory
    rzeczywiscie chcemy ogladac w pudle :)

    A teraz pardon, mam pare codziennych pornosow dla mego mózgu do obgladniecia
    (przed reklamami mam bron nad Bronie, czyli guzik mutacyjny :)

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • limotini 04.12.09, 16:30
    Czekaj.

    A gdyby napisała "Ponieważ jest jej ojcem, więc oczywiście nie mówi do niej
    >proszę pani<" zinterpretowałabyś jako "Gdyby nie był jej ojcem, to mówiłby do
    niej >proszę pani<"?
  • limotini 04.12.09, 16:47
    Albo, za wikipedią:

    Gdyby MM napisała, komentując na przykład swoją najnowszą powieść SF: "Na
    szczęście X jest mężczyzną. To znacza bowiem, że na pewno jest człowiekiem",
    zarzuciłabyś jej, że mówi "Jeśli ktoś nie jest mężczyzną, to na pewno nie jest
    człowiekiem"?
  • klymenystra 04.12.09, 17:08
    Limotini, mieszasz kategorie.
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • limotini 04.12.09, 17:09
    Jakie kategorie pomieszałam?
  • klymenystra 04.12.09, 16:49
    No a jak inaczej?
    Logike mialam sto lat temu i niezbyt zaawansowana, ale jednak... Wyobraz sobie
    konteskt - facet mowi do kobiety po imieniu w sytuacji formalnej. Ktos obok sie
    oburza - wtedy ktos inny wyjasnia - jest jej ojcem, wiec nie mowi do niej
    "prosze pani". Gdyby ojcem nie byl, to by mowil.
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • limotini 04.12.09, 16:55
    No nie. Mógłby być jej bratem. Mężem. Kolegą z przedszkola. Nieprawda, że gdyby
    nie był ojcem, to by nie mówił do niej "proszę pani".
  • limotini 04.12.09, 16:58
    Chciałam napisać:
    Nieprawda, że gdyby nie był ojcem, to by mówił do niej "proszę pani". (bez "nie").

    Chodziło mi o to, że bycie ojcem jest bardzo dobrym powodem do mówienia "na ty".
    Ale jak ktoś mówi do kogoś po imieniu, to nie znaczy, że jest ojcem, jest
    jeszcze wiele innych możliwości.
  • klymenystra 04.12.09, 17:08
    Totez nalezy podawac kontekst, zawsze. Zdanie zawsze istnieje w kontekscie - i w
    kotekscie.
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • limotini 04.12.09, 17:13
    Czekaj, ale to jest ten sam kontekst. Formalne spotkanie. Jedne pan mówi, do
    jednej pani "słonko". Ktoś inny tłumaczy "On tak mówi, bo jest jej ojcem".
    Nieprawda, że gdyby nie był ojcem, to mówiłby "proszę pani".
    a) mógłby być jej bratem itd.
    b) może on do wszystkich kobiet mówi "kotuś", "słonko", itp. bo jest prostakiem?
    Może jakby nie był ojcem, to też by tak mówił?
  • limotini 04.12.09, 17:26
    Wydaje mi się, że to jest ogólne pytanie o to, ile możemy sobie dopowiadać z
    kontekstu. Czy możemy założyć, że ktoś kto mówi "on powiedział tak, bo jest
    ojcem" ma na myśli "on powiedział tak tylko i wyłącznie dlatego, że jest ojcem"?

    Czy jak ktoś, kto nie lubi telewizji na pisze na blogu "widziałam dziś w
    telewizji fantastyczny program" to możemy od razu założyć, że pisze to
    ironicznie i stwierdzić, że znowu się naigrywa z TV?

    Nie wiem. To chyba mocno zależy od tego, jak bardzo jesteśmy pewni tych intencji.
  • klymenystra 04.12.09, 17:53
    Obok kontekstu jest tez kotekst i implicyt.
    A poglady MM na tv sa znane, nizej o tym pisze Kotula..
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • mama_kotula 04.12.09, 18:29
    Bo to zdanie o TV nie jest konieczne w temacie: "zobaczcie jaką fajną zabawkę zrobił tatuś córce". Równie dobrze tekst mógłby się obyć bez niego i nie straciłby na wartości informacyjnej.

    Dlatego wysuwam tezę, że zdanie to jest mimochodem wyrażającym zawoalowany pogląd "zobaczcie, jak ładnie zajmują się dziećmi rodzice, którzy nie mają TV".
    A jak już pisałam niżej, życie to nie jest logika formalna i takie zdanie od razu nasuwa zdanie nieformalnie przeciwstawne "rodzice którzy mają TV, mają problem ze znalezieniem czasu dla dziecka" oraz wskazuje na silną korelację między posiadaniem TV a odpowiednim poświęcaniem czasu dziecku.



    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • mama_kotula 04.12.09, 17:43
    No więc dokonajmy zaprzeczenia poprzednika tejże implikacji:
    "Jeśli w domu nie ma telewizora, to tatuś ma więcej czasu dla córki"

    A: w domu nie ma telewizora
    B: tatuś ma więcej czasu dla córki

    W tym momencie mamy:

    jeśli A(1) to B(1)

    Kiedy A będzie fałszywe - czyli w domu jest telewizor, to nadal B może być prawdziwe.
    Czyli:
    jeśli A(0) to B(1)

    (a) Jeśli w domu jest telewizor, to tata ma więcej czasu dla córki.

    Natomiast! prawdą nie jest w tym przypadku tylko to, że
    jeśli A(1) to B(0)
    czyli

    (b) Jeśli w domu nie ma telewizora, to tata nie ma dużo czasu dla córki.


    Tak to wygląda z punktu widzenia logiki formalnej.
    Cały problem w tym, że życie nie jest ułożone wg zasad logiki formalnej (nad czym bardzo ubolewam).
    Gdyż ponieważ! czas który tata poświęca córce w niewielkiej mierze zależy od tego, czy jest telewizor, a w dużej mierze od 150 innych czynników. Np. od tego, czy tatuś aby nie pracuje 12h na dobę albo czy tatuś nie jest zwyczajnym dupkiem i despotą, ktory wprawdzie nie ma telewizora, ale córeczkę ma w głębokim poważaniu.


    Jaka moja konkluzja: nadal uważam, że zdanie o tatusiu i telewizorze to mimochód z drugim dnem. C.B.D.O :P:P:P




    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • kolczykizoldy 04.12.09, 18:12

    "Nawiasem mówiąc, w domu Helenki nie ma telewizora, TOTEŻ jej Tatuś bez trudu
    znalazł czas, żeby po pracy zająć się światem wyobraźni swojej córeczki". Gdyby
    oba zdania współrzędne były oddzielone kropką, przekaz o negatywnym wpływie
    posiadania telewizora na czas poświęcany dziecku byłby mniej wyraźny. Tutaj
    jednakże są one połączone 'toteżem' (rownie dobrze mogłoby być: a więc, z tego
    powodu, dlatego, w związku z tym), co jasno implikuje związek przyczynowy
    pomiędzy pierwszym a drugim.
  • mama_kotula 04.12.09, 18:21
    Tu nie jest mowa wprost o negatywnym wpływie posiadania telewizora. Jest mowa o pozytywnym wpływie braku telewizora.

    W logice formalnej te zdania nie są równorzędne, ale w potocznym rozumieniu i w potocznie rozumianej logice są. Czyli ze zdania: "jeśli nie masz telewizora to masz więcej czasu dla dzieci" wynika "jeśli masz telewizor, to masz mniej czasu dla dzieci". Czyli - zaprzeczamy zarówno poprzednik, jak i następnik implikacji, tworząc nową, prawdziwą implikację. Można tak zrobić, ale poza przypadkiem gdy pierwsze zdanie jest fałszywe, a drugie prawdziwe, bo wówczas (nA)->(nB) wygląda (1)->(0) i prawdziwe nie jest.
    Zatem zaprzeczanie obu zdań implikacji aby utworzyć implikację równorzędną jest błędem.


    No ale ja do znudzenia będę powtarzać - to nie jest logika formalna, to mimochód jest, no!

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • kolczykizoldy 04.12.09, 18:46
    mama_kotula napisała:

    > Tu nie jest mowa wprost o negatywnym wpływie posiadania telewizora. Jest mowa o
    > pozytywnym wpływie braku telewizora.

    O tak, mnie chodziło o przekaz nie wprost o negatywnym wpływie posiadana
    telewizora, który to przekaz wyłania się zza przekazu przedstawionego wprost o
    pozytwynym itd...

    Uff, wyrazić się jasno i płynnie... ja się po prostu całkowicie z tobą zgadzam,
    o tych mimochodach, wiesz.
  • kolczykizoldy 04.12.09, 18:21
    Urwało mi.
    Nie wiemy, czy MM ten związek przyczynowo - skutkowy przypisuje li i jedynie
    indywidualnej sytuacji w domu rodzinnym Helenki, możemy się jednak domyślać, że
    jest to po prostu generalizacja na przykładzie.
  • mankencja 04.12.09, 15:45
    no wlasnie, tez na to zwrocilam uwage jakis czas temu. i od razu przypomniala mi
    sie sygnaturka Kotuli o kablówce
    --
    kot
    deviantart
  • mama_kotula 04.12.09, 17:32
    mankencja napisała:

    > no wlasnie, tez na to zwrocilam uwage jakis czas temu. i od razu przypomniala mi sie sygnaturka Kotuli o kablówce

    Bo w przypadku interpretacji zdania o tatusiu i telewizorze trzeba brać pod uwagę kontekst oraz to, co już wiemy w temacie poglądów pani MM na telewizję. Nie można tego zdania analizować, wyrywając z kontekstu.

    Nota bene jest to dla mnie takie niby rzucone mimochodem "ooo, nie ma telewizora, więc to oczywiste że znalazł czas dla córeczki". Niestety, jestem bardzo wyczulona na rzucanie mimochodów. Bo w 99% mimochody są bardzo trudne do interpretacji i w 99% mają drugie dno.

    W tym przypadku nie mam najmniejszych wątpliwości, że drugim dnem tegoż mimochodu jest "telewizor to zabójca relacji rodzinnych", "telewizor to pożeracz czasu, przez co cierpią dzieci".
    I oczywiście znienacka atakuje domowników.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • rozdzial43 04.12.09, 19:17
    mama_kotula napisała:

    > W tym przypadku nie mam najmniejszych wątpliwości, że drugim dnem tegoż mimocho
    > du jest "telewizor to zabójca relacji rodzinnych", "telewizor to pożeracz czasu
    > , przez co cierpią dzieci".
    > I oczywiście znienacka atakuje domowników.
    >

    Cóż, zabrzmi to może nieodpowiednio i niewiarygodnie, ale mnie właśnie wczoraj
    zaatakował. Telewizor.

    A było to tak: późnym popołudniem w domu tylko ja, za oknem zmrok, domownicy na
    długotrwałych zakupach. Cisza, półmrok, lśniące powierzchnie pustych blatów i
    przestrzeni,których nikt jeszcze nie zdążył zastawić, zarzucić i zająć. Pustka.
    No raj po prostu, nie mogę się nacieszyć.

    Z zasłużoną kawą zapadłam się w fotelu, a tu jak nagle nie ryknie: CZŁOWIEK MUSI
    BYĆ CZŁOWIEKIEM!!!! Jezus Maria, prawie zawał i udar w jednym.

    Po prostu usiadłam na pilocie i dlatego zostałam zaatakowana. Przez telewizor.
    Także nie ma co sobie kpić :))

  • mama_kotula 04.12.09, 19:21
    Ha!!! Jakby ktoś na mnie usiadł, też bym wrzasnęła!! ;-)

    Nie ma wymówek, telewizor niesprowokowany NIE atakuje, koniec kropka ;)


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • skrzydlate.bobry 04.12.09, 19:51
    Borze szumiący, ależ to bosko być kobietą! Gdybym była płci odmiennej, raczej
    nie trafiłabym na Jeżycjadę, na to forum i na tekst o telewizorze, co zaatakował
    znienacka. Właśnie nieprzytomnie ryczę przed monitorem, a domowa płeć odmienna
    nijak tego nie potrafi pojąć.

    A na temat - od lat nastu nie mam telewizora, najpierw z przypadku, potem z
    wyboru, ale nie mam go właśnie dlatego, że uważam się za osobę o słabym
    charakterze. I takie teksty, jak ten cytowany o tatusiu Helenki, to dla mnie
    zawierają nie tylko drugie dno (czyli - ci, co mają telewizory, nie mają czasu
    dla dzieci), ale i trzecie - facet jest takim wymoczkiem, że z telewizorem by
    sobie nie poradził. I zupełnie mi to nie imponuje. Zapewne wbrew intencjom autorki.
  • iwoniaw 04.12.09, 22:25
    CytatI takie teksty, jak ten cytowany o tatusiu Helenki, to dla mnie
    > zawierają nie tylko drugie dno (czyli - ci, co mają telewizory, nie mają czasu
    > dla dzieci), ale i trzecie - facet jest takim wymoczkiem, że z telewizorem by
    > sobie nie poradził. I zupełnie mi to nie imponuje. Zapewne wbrew intencjom auto
    > rki.


    Dokladnie to samo pomyślałam, gdy tylko przeczytałam na stronie wspomniny
    passus. I również miałam skojarzenie natychmistowe z sygnaturką Kotuli.
    I nie, nie uważam, że to fantastyczne, iż niektórzy tausiowie to muszą być
    odcięci od wszelkich rozrywek, żeby dopiero z braku innego zajęcia zająć
    się dzieckiem i dlań zabawkę nawet sporządzić. Super by było, gdyby czynili to
    niezależnie od okoliczności.

    I niech mi nikt nie mówi, że tv w tym wpisie MM nie jest przedstawiony jako zło
    tego świata i oppositum do szlachetnego i twórczego zajmowania się potomstwem.
    Otóż gdyby nie był, to w ogóle by się tam nie pojawił. Albowiem żeby się
    zachwycić domkiem z pnia i cudownością tatusia-artysty informacje o obecności w
    gospodarstwie domowym takich czy innych sprzętów AGD czy RTV są zupełnie zbędne.
    Normalnie zły wpływ zmywarki na człowieczeństwo przedstawiony w filipice Ignaca
    w Imieninach mi się przypomniał ;-)

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • andrzej585858 04.12.09, 22:37
    skrzydlate.bobry napisała:

    > Borze szumiący, ależ to bosko być kobietą! Gdybym była płci odmiennej, raczej
    > nie trafiłabym na Jeżycjadę, na to forum i na tekst o telewizorze, co zaatakowa
    > ł
    > znienacka.

    Jako płeć odmienna stanowczo protestuje !!! Trafiłem na Jeżycjadę i trafiłem -
    akurat tutaj dość póżno - na to forum - i czuję sie bosko jako płeć odmienna
    chociaż ukukardkowiona - li i jedynie.


  • jota-40 04.12.09, 23:47
    Iiii tam, płeć odmienna... Musisz się jeszcze zadeklarować, jaki jest Twój stosunek do telewizora ;)).
    A ja na przykład posiadam - okropnie wypasiony, duży i co tam jeszcze - a nie oglądam, taka mam siłę! ;)
    Telewizja okropnie mnie nuży.
  • andrzej585858 05.12.09, 00:04
    Proszę bardzo - deklaruję.
    Mój stosunek do telewizora - też mi dwumian Newtona - otóz jest on odwrotnie
    proporcjonalny w stosunku do odległości - nawias otworzyć(tutaj wstawić
    odpowiednie dane) nawias zamknąć.
    Jednym słowem - telewizor mam w głębokim poważaniu:-) co nie zmienia faktu iz
    nadal uwazam się za płeć odmienną.
    Na dodatek sceptycznie nastawioną do jedności europejskiej w wydaniu
    brukselskim, co jest też jednym z głównym powodów unikania telewizora jako
    takiego - otóż to.
  • dakota77 05.12.09, 04:09
    Moze trzeba bylo postawic na japonska marke, nie musialbys unikac
    telewizora jako takiego.
    A TV to na szczescie nie tylko polityka, ja ogladam glownie telewizje
    edukacyjna typu Discovery i tym podobne.
  • wushum 05.12.09, 22:33
    Zabawne, bo gdybyż ten sam ojciec, zajęty był czytaniem Mickiewicza /tudzież
    jakich Seneków/ to, że nie zajmuje się wtedy dzieckiem, nie wzbudziłoby,
    ukrytego w 2giej warstwie potępienia /przez MM/.
    Bo czytać i olewać dzieci, rodzinę, można, a nawet trzeba - patrz -
    światło-czoły Ignac. Ale, gdyby Ignac, z równym uporem, żył przyssany do świata
    telewizji, byłby przeklętym Majchrzakiem. Tudzież innym wymoczkiem.

    Czy to nie ciekawe? :)
  • kkokos 05.12.09, 22:56
    wushum napisała:

    > Zabawne, bo gdybyż ten sam ojciec, zajęty był czytaniem
    Mickiewicza /tudzież
    > jakich Seneków/ to, że nie zajmuje się wtedy dzieckiem, nie
    wzbudziłoby,
    > ukrytego w 2giej warstwie potępienia /przez MM/.
    > Bo czytać i olewać dzieci, rodzinę, można, a nawet trzeba - patrz -
    > światło-czoły Ignac. Ale, gdyby Ignac, z równym uporem, żył
    przyssany do świata
    > telewizji, byłby przeklętym Majchrzakiem. Tudzież innym wymoczkiem.
    >
    > Czy to nie ciekawe? :)


    święta racja, pani dobrodziko.
    wasze wywody na temat logiki, implikacji i innych dziwnych słów są
    dla mnie za trudne na tę porę doby i drugi kieliszek wina, ale
    intencje zdania z toteżem są dla mnie dramatycznie jasne i w ogóle
    nie pojmuję (jutro, jak przetrę oko, też nie pojmę), jak można to
    odczytać inaczej. telewizor zabija rodzinę. na śmierć.

    zabawne są takie koincydencje: godzinę temu się dowiedziałam, że mój
    kumpel nie znajduje już czasu dla swojej córki, bo znalazł sobie
    nowszy model. kobiety, nie córki. i nie jest to kobieta z
    telewizora. powiem więcej, on jakoś nigdy tej telewizji pasjami nie
    oglądał - a czasu dla córki nie ma...
  • lezbobimbo 30.11.09, 23:49
    Znowu maksymalna arogancja, to takie proste! :)
  • mama_kotula 06.12.09, 01:25
    A tak mnie naszło na noc.

    Bo tak sobie myślę rozpaczliwie, że autentycznie na tej stronie pani MM brakuje miejsca na jakąkolwiek polemikę, dyskusję. Na to, aby się odnieść do danego wpisu, na litość, choćby na to, aby napisać, że się dany wpis zajebiście podoba i że się zgadzam z nim.
    Nie ma. Można pisać niejako konfidencjonalnie, na priv.


    Czego pani MM się boi? Że wpadnie tam stado bydła i nawyzywa od różnych? Nie sądzę, aby stada bydła czytywały takie strony, to nie onet. Poza tym istnieje coś takiego jak administracja, która może ciąć co wulgarne, niekulturalne, offtopikujące, no cokolwiek.

    Ale tak by chciał człowiek naprawdę na spokojnie napisać, co mu leży, jak on to postrzega, jaki on ma punkt widzenia i dupa. Nie może. Może sobie napisać tu na forum, a potem zostaje oskarżony o szkalowanie za plecami.

    To jakieś takie... takie przykre :(
    Bo może i dzięki takim dyskusjom dałoby się panią MM jakoś "oswoić", może dałoby się dowiedzieć, dlaczego takie, a nie inne poglądy, dlaczego takie zmiany, dlaczego to, a nie tamto. Zupełnie inaczej jest, jak człowiek oficjalnie ex cathedrae wygłasza referat w temacie "jest tak, bo tak mi się podoba", a zupełnie inaczej to wychodzi w toku dyskusji, gdzie jest kontekst, gdzie jest informacja zwrotna, gdzie jest argumentacja, przerzucanie się opiniami, no tak bardziej interaktywnie jest.
    No kurde no! smutno mi się zrobiło. Idem spać.




    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • lezbobimbo 06.12.09, 04:59
    mama_kotula napisała:
    > Bo tak sobie myślę rozpaczliwie, że autentycznie na tej stronie >pani MM
    brakuje> miejsca na jakąkolwiek polemikę, dyskusję.

    E tam - przeciez w umysle MM nie istnieje miejsce na polemike z nia - dostaniesz
    "jedynie ja wiem, co mam pisac, jestem samowolna etc, wpisy sa takie BO
    TAK". Nic, tylko oczy przymruzaj, to takie proste! Dyskusje bylyby pewnie zadne, bo
    ona nawet zwykle zapytanie o cos w swoich tekstach odbiera jako atak na swoja
    osobe i sie ciezko obraza (nie tylko na upierdliwych fanów ;> ale i wczesniej,
    na niepochwalne recenzje w gazetach).

    > Ale tak by chciał człowiek naprawdę na spokojnie napisać, co mu >leży, jak on
    to> postrzega, jaki on ma punkt widzenia i dupa. Nie >może. Może sobie napisać
    tu na forum, a potem zostaje oskarżony o >szkalowanie za plecami.

    E tam, oskarzony zaraz.
    Za to mam wrazenie, ze czasem MM na swej stronie kieruje swe pouczenia i szpile
    do publicznosci zupelnie innej, niz ta, ktorej wolno sie wypowiadac na owych
    lamach. N.p. to niedawne obwieszczenie o wypowiedziach czlowieka kulturalnego?
    Do kogo ona z tym tekstem? Przeciez nie do tych poslusznych dzieci i rozmaitych
    grzecznych trusi, chwalacych KA pod niebiosa i zgadujacych zagadki literackie w
    ksiedze?

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • kaliope3 06.12.09, 10:21
    Mi się wydaje że to jest trochę tak (chyba nawet Anutek już o tym pisała), że
    pani MM, pogodziwszy się z tym że istnieje internet i niestety go nie zamkną w
    najbliższej przyszłości i chcąc jednak(choć z niechęcią)iść z duchem czasu,
    łaskawie "udostępniła"się swoim wielbicielom,oczywiście tylko w takim zakresie
    na jaki mogła się bez uczucia wstrętu zgodzić.Dlatego tam nigdy nie będzie
    miejsca na jakąkolwiek polemikę bo ona wcale tej polemiki z nikim nie chce a
    nawet boi się jej.Świat wielbicieli to dla niej (moim zdaniem)taka sama mętna
    woda jak świat wszystkich innych internautów,no ale skoro teraz każdy ma swoją
    stronę i ta strona się może w jakiś sposób przydać no to czemu,ostatecznie,nie.
  • skrzydlate.bobry 06.12.09, 12:07
    A mnie właśnie przyszła do głowy przewrotna myśl, że pani MM jak najbardziej
    udziela się na naszym forum. Np. pod pseudonimem Wushum albo Lesbobimbo. A może
    Dakota? Chyba nie Andrzej? Bo wreszcie tutaj może się powyżywać i wyzwolić z
    gorsetu. I że ma przy tym całkiem niezłą zabawę.
  • anutek115 06.12.09, 14:59
    skrzydlate.bobry napisała:

    > A mnie właśnie przyszła do głowy przewrotna myśl, że pani MM jak
    najbardziej
    > udziela się na naszym forum. Np. pod pseudonimem Wushum albo
    Lesbobimbo. A może
    > Dakota? Chyba nie Andrzej? Bo wreszcie tutaj może się powyżywać i
    wyzwolić z
    > gorsetu. I że ma przy tym całkiem niezłą zabawę.

    Myśl przewrotna, ale bardzo fajna - podobałaby mi się wizja pani MM
    buszujacej po naszym forum i podpuszczającej nas do różnych
    różności :)))). I wylewającej z siebie niechęć do Borejków, którzy
    już dawno ją meczą i nudzą, a czytelnicy wciąż "jeszcze! jeszcze!" i
    się uwolnić nie dają, więc nasze forum to wentyl jest :))). Z tym,
    że obawiam się, że w to nie wierzę. No, chyba, że Andrzej. Bo nie
    Dakota i nie Lezbobimbo (tak wincy niepodobne na oko, Andrzeja nie
    widziałam i póki nie zobaczę, to ziarenko niepewności
    kiełkuje... ;)).


    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his
    sleep -- not screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • andrzej585858 06.12.09, 17:08
    Dobre!! No to doczekałem się mozliwości nobilitacji na sławną autorkę.
    Szkoda że to nierealne z bardzo prozaicznego powodu. Podejrzewam że MM nawet w
    przebraniu potrafi stawiać przecinki w odpowiednim miejscu.
    Tak więc musicie szukać dalej.
  • verdana 06.12.09, 15:03
    Niedobrze, niedobrze.
    wczoraj wlasnie nabylam telewizor. Nabylam go - co gorsza - w trosce
    o wlasne dziecię oraz spoistość rodziny, ktora integruje się przy
    telewizorze, ogladająć program jednym okiem, a za to kłócąc się
    zawzięcie o to co niem widzi.
    I po to by moje dziecie, aczkolwiek nieco starsze, mialo szanse nie
    tylko podlubać artystycznie w drewnie, ale obejrzeć "12 gniewnych
    ludzi", albo co gorsza wraz z wlasnym, uzaleznionym od telewizora
    ojcem opere na Mezzo.
    Bez telewizora kazdy by siedzial u siebie i czytał, bowiem to
    najbarziej zabiera czas przeznaczony dla rodziny.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ding_yun 06.12.09, 17:51
    kaliope3 napisała:

    > Mi się wydaje że to jest trochę tak (chyba nawet Anutek już o tym pisała), że
    > pani MM, pogodziwszy się z tym że istnieje internet i niestety go nie zamkną w
    > najbliższej przyszłości i chcąc jednak(choć z niechęcią)iść z duchem czasu,
    > łaskawie "udostępniła"się swoim wielbicielom,oczywiście tylko w takim zakresie
    > na jaki mogła się bez uczucia wstrętu zgodzić.Dlatego tam nigdy nie będzie
    > miejsca na jakąkolwiek polemikę bo ona wcale tej polemiki z nikim nie chce a
    > nawet boi się jej.Świat wielbicieli to dla niej (moim zdaniem)taka sama mętna
    > woda jak świat wszystkich innych internautów,no ale skoro teraz każdy ma swoją
    > stronę i ta strona się może w jakiś sposób przydać no to czemu,ostatecznie,nie.

    Tak jest, ja się zgadzam najzupełniej z tą nieco tylko spiskową teorią. Tylko ja
    tego nie widzę jakoś bardzo negatywnie. Nie oczekuję, że MM będzie miała takie
    samo podejście do życia i internetu jak my. Ona wszak nie buszowała od małego na
    różnych forach, zaprawiając się w mniej lub bardziej rzeczowych, ale zawsze
    zapalczywych dyskusjach, ona nie obrastała w grubą skórę, która pozwala już
    nawet czasem ignorować wszechobecne na forach chamstwo, ona nie miała do
    czynienia jednocześnie z gromadą jednostek ludzkich, która różniąc się między
    sobą tylko nickami, musi wszak jakoś dać się odróżnić i zauważyć, więc robi to
    na najróżniejsze, nie zawsze przyjemne sposoby. Więc naprawdę takie zderzenie
    się ze światem internetu mogło być zaskoczeniem, jeśli nie szokiem. MM znalazła
    po prostu swoisty sposób na poradzenie sobie z tą sytuacją.

    Zresztą powiem wam jedno, a ważkie będą to słowa - może i my byśmy bardziej
    sobie życzyły, żeby MM wyszła do ludzi, stanęła i przyjęła na klatę całą
    krytykę, jaka ją spotyka. Żeby zmierzyła się z zarzutami, odpowiadając na nie na
    przykład na swojej stronie. Żeby te odpowiedzi były jednocześnie kulturalne,
    sensowne, inteligentne, błyskotliwe i wyczerpujące. Żebyśmy my, czytelnicy,
    mogli non stop polemizować, dyskutować, wytykać błędy, a nawet niedociągnięcia w
    tych wypowiedziach. Żeby dostęp do tej polemiki był otwarty dla każdego, a więc
    żeby MM akceptowała to, że mogą na nią wylać wiadra pomyj, dopuścić się ataków
    ad personam, wyśmiać wszystko, co dla niej się liczy. Może i my mogłybyśmy wtedy
    pokiwać głowami i powiedzieć - tak, to jest to, co należało zrobić. Ale ja się
    MM wcale nie dziwię, że ona czegoś takiego nie chce. To jest kobieta dojrzała,
    która sporo już w życiu osiągnęła. Jakoś tam zapisze się w historii literatury
    polskiej, a i materialnie pewnie nieźle się jej powodzi. To jest kobieta, która
    chce już w zaciszu własnego ogrodu pisać takie książki, jakie jej się podoba,
    dla ludzi, którzy nadal chcą je czytać, nawet jeśli nie będą to masy. Ona nie
    musi już walczyć o uwagę mediów, czytelników, krytyków, ma to już za sobą. Nie
    dziwię się, że nie pragnie znowu ruszać w bój i stawać do nierównej walki - bo
    ona jest jedna, a nas są tysiące. Nie musi tego robić. Ja jej nawet zazdroszczę
    i wiem, ze gdybym była w jej sytuacji, zachowałabym się podobnie.
  • rozdzial43 06.12.09, 18:29
    ding_yun napisała:

    Nie
    > dziwię się, że nie pragnie znowu ruszać w bój i stawać do nierównej walki - bo
    > ona jest jedna, a nas są tysiące. Nie musi tego robić. Ja jej nawet zazdroszczę
    > i wiem, ze gdybym była w jej sytuacji, zachowałabym się podobnie.

    Brawo Ding Yun.

    Bardzo trafnie to wyśpekulowałaś, panie tego. Idąc dalej, można jeszcze
    dopowiedzieć, że jest już ona w takiej sytuacji, że może powiedzieć do
    krytycznych: wyluzujcie się, przymrużcie się, a jak nie umiecie, to fora ze
    dwora, czy też dwora na fora, czy też dworum na forum.

    Tyle tylko, że nieprzemakalność, sytość i samoszczęśliwość zabija w człowieku
    czujność i dążenie do jakości, a w artyście nadto stępia pazur do wygrzebywania
    z siebie talentu i w efekcie tworzy on dzieła coraz mniej i mniej udane. Więc
    czasem widocznie jest tak, że mimo że się czegoś nie musi, to jednak powinno się
    zmusić celem dostrzeżenia nowych istotnych spraw i przestrzeni, co z kolei winno
    znaleźć przełożenie na twórczość i jej jakość.

    Skoro się jednak nie zmusza i zmusić się nie da, to adoratorom i fanom jej
    talentu we wczesnej Jeżycjadzie pozostają trzy drogi:
    - droga porzucenia i odtrącenia pani MM (fan kategoryczny);
    - droga fana zażarcie krytycznego i nieustająco rozżalonego (fan niepogodzony),
    -wreszcie droga fana rozumiejącego mechanizm sytości i tępienia pazura i w imię
    dawnej miłości z dobrą wolą poszukującego tych rzadkich nawrotów formy i
    perełek, mającego przy tym dobrą zabawę w analizowaniu wesołych odstępstw,
    niekonsekwencji i słabostek (fan zmrużony).

    Ja jestem z trzeciej grupy. Ja jestem fan zmrużony ;).
  • andrzej585858 06.12.09, 19:02
    rozdzial43 napisała:

    >
    > Skoro się jednak nie zmusza i zmusić się nie da, to adoratorom i fanom jej
    > talentu we wczesnej Jeżycjadzie pozostają trzy drogi:
    > - droga porzucenia i odtrącenia pani MM (fan kategoryczny);
    > - droga fana zażarcie krytycznego i nieustająco rozżalonego (fan niepogodzony),
    >
    > -wreszcie droga fana rozumiejącego mechanizm sytości i tępienia pazura i w imię
    > dawnej miłości z dobrą wolą poszukującego tych rzadkich nawrotów formy i
    > perełek, mającego przy tym dobrą zabawę w analizowaniu wesołych odstępstw,
    > niekonsekwencji i słabostek (fan zmrużony).
    >
    > Ja jestem z trzeciej grupy. Ja jestem fan zmrużony ;).

    O bardzo mi się podoba taki podział fanów - też z chęcią zapisuję się do grupy
    fanów zmrużonych. Lepiej jednak pamiętać te dobre chwile mimo wszystko.
    Swoja drogą gratuluję ding_yun niezwykle cennej analizy !!!
  • lezbobimbo 06.12.09, 19:20
    rozdzial43 napisała:
    > Bardzo trafnie to wyśpekulowałaś, panie tego. Idąc dalej, można jeszcze>
    dopowiedzieć, że jest już ona w takiej sytuacji, że może powiedzieć do>
    krytycznych: wyluzujcie się, przymrużcie się, a jak nie umiecie, to fora ze
    > dwora, czy też dwora na fora, czy też dworum na forum.

    No i tez mowi. Zero polemiki i dyskusji. Przymruz sie albo spadaj, mowi nasza
    nieoceniona autoreczka.

    > Skoro się jednak nie zmusza i zmusić się nie da, to adoratorom i fanom jej>
    talentu we wczesnej Jeżycjadzie pozostają trzy drogi:
    > - droga porzucenia i odtrącenia pani MM (fan kategoryczny);
    > - droga fana zażarcie krytycznego i nieustająco rozżalonego (fan niepogodzony),
    > -wreszcie droga fana rozumiejącego mechanizm sytości i tępienia pazura i w imię
    > dawnej miłości z dobrą wolą poszukującego tych rzadkich nawrotów formy i>
    perełek, mającego przy tym dobrą zabawę w analizowaniu wesołych odstępstw,>
    niekonsekwencji i słabostek (fan zmrużony).

    O ja piernicze, znowu to samo - albo odrzucenie calkowite albo zmruzenie sie i
    wielbienie jak dawniej.
    Nadal zero miejsca na fana dyskutujacego, rozmawiajacego z MM o
    jej tekstach. MM reaguje histeria na nawet propozycje takiej dyskusji i traktuje
    krytyke swoich (z czasem coraz bardziej niedorobionych, niestety) tekstow jako
    obraze majestatu - a Ty proponujesz na to dalej przymruzac oko?

    Na dobra wole dla wypocin tej pani juz nie mam forsy. Moja dawna milosc konczy
    sie na portfelu.

    --
    nasze Mazury to SIÓDMY SCIEK SWIATA czyli jachty sru, prosto do jezior.
  • lezbobimbo 06.12.09, 19:08
    ding_yun napisała:
    > Nie oczekuję, że MM będzie miała takie
    > samo podejście do życia i internetu jak my. Ona wszak nie buszowała od małego
    na> różnych forach, zaprawiając się w mniej lub bardziej rzeczowych, ale zawsze
    > zapalczywych dyskusjach, ona nie obrastała w grubą skórę, która pozwala już>
    nawet czasem ignorować wszechobecne na forach chamstwo,

    Pardon, ale nie wszyscy z tych krytycznych fanow dorastali z internetem od
    malego :-) Wiekszosc fanow krytycznych w momencie odkrycia wszechobecnego
    chamstwa, jak to nazywasz, byli juz dorosli :) Osoby dorosle potrafia sobie dac
    rade z internetem, a MM nie?
    Powiem tak: MM nie dawala sobie rady z krytyka swoich tekstow juz wczesniej, o
    wiele wczesniej niz istnial internet w Polsce (na ktory weszla dopiero
    niedawno). Wypowiedzi krytyczne na temat jej ksiazek wychodzily w gazetach, na
    co MM zakopywala sie pod koldra, rozzalona i obrazona (czytalam jej felieton,
    bodajze jakas Frywolitke, w ktorej sie tak zwierzala).

    > Zresztą powiem wam jedno, a ważkie będą to słowa - może i my byśmy >bardziej>
    sobie życzyły, żeby MM wyszła do ludzi, stanęła i >przyjęła na klatę całą>
    krytykę, jaka ją spotyka. Żeby dostęp do >tej polemiki był otwarty dla każdego,
    a więc> żeby MM akceptowała >to, że mogą na nią wylać wiadra pomyj, dopuścić się
    ataków> ad >personam, wyśmiać >wszystko, co dla niej się liczy.

    Dlaczego uwazasz, ze polemika z MM to zawsze wiadro pomyj, ataki ad personam czy
    wysmiewanie? Myslisz, ze n.p. Kotula chce sie wysmiac z osoby MM czy tez
    polemizowac na temat ksiazek, a moze nawet cos pochwalic?
    MM ma klientów w glebokim zaiste powazaniu, mimo ze daja jej zarobic, wiec to
    ona wlasciwie wysmiewa czytelnikow.

    >Ale ja się> MM wcale nie dziwię, że ona czegoś takiego nie chce. To >jest
    kobieta dojrzała,> która sporo już w życiu osiągnęła.

    Ja tam nie wiem, z wypowiedzi na jej stronie i w jej tekstach wychodzi raczej,
    ze jest dojrzala jedynie wiekowo. MM reaguje emocjonalnie na sprzeciw, krytyke
    lub nawet niewinne zapytanie (i to od wielbiacych ja nastolatków) jak male
    dziecko. Juz ja widze, jak tupie nózka, krzyczac przez lzy "BO TAK! pisze jak mi
    sie podoba!" Jakby nigdy nie chodzila do szkoly, gdzie nauczyciele wymagali
    minimum jakosci i spojnosci od jej wypracowan czy rysunkow na plastyce.

    >Jakoś tam zapisze się w historii literatury> polskiej, a i >materialnie pewnie
    nieźle się jej powodzi.

    W historii literatury polskiej dla bezkrytycznej mlodziezy i dzieci, ktorym
    mozna wcisnac cokolwiek, kazdy chlam i niechlujne odcinanie kuponow od dawnej
    marki? ;>
    Materialnie to owszem, she laughs all the way to the bank, wiec tak, pokazuje
    czytelnikom srodkowy palec i nie musi z nimi wcale polemizowac. Ale po co w
    takim razie ta strona na jakze chamsko krytycznym internecie? Rozumiem, ze tylko
    po to aby zbierac wyrazy uwielbienia i hold bezkrytyczny - gdzie tu dojrzalosc?
    :) Skoro wyszla z bukoliki swego ogrodu, to musi sie liczyc z braniem na klate
    chociazby zwyklych PYTAN od czytelnikow.

    >To jest kobieta, która> chce już w zaciszu własnego ogrodu pisać >takie
    książki, jakie jej się podoba,> dla ludzi, którzy nadal chcą >je czytać, nawet
    jeśli nie będą to masy.

    Masy czytelnikow mlodocianych sa zmuszone do czytania jej ksiazek, bo to juz
    lektury szkolne. Zatem chcac nie chcac, czytelnicy sa z nia zaznajamiani.
    Wypadaloby wiec sie obudzic, otrzezwic z zacisza ogrodu i starac sie o minimum
    jakosci i dopracowania, skoro ma sluzyc dzieciom i mlodziezom. Czy nie wstydzi
    sie pchania dowolnych zbuków tym biedakom?
    Pisac to nie wiem czy ona nadal CHCE czy musi, aby wiecej zarabiac. Wychodzi na
    to, ze samego pisania coraz bardziej nie lubi (znikad ratunku, znikad pomocy -
    cycat z jej strony o tym, jak przykro jej pisac zamiast hasac po ogrodzie) ani
    tez ni chce ni lubi czytac swoich wlasnych ksiazek (bledy na bledach), jak to
    zauwazyla Praktykarz w watku Nie wierze.

    >Ona nie> musi już walczyć o uwagę mediów, czytelników, krytyków, ma >to już za
    sobą. Nie> dziwię się, że nie pragnie znowu ruszać w bój >i >stawać do nierównej
    walki - bo> ona jest jedna, a nas są tysiące. >Nie musi tego robić.

    To po cholere sie pchala na ten internet? Tak to by sobie dalej bezpiecznie
    istniala w zacisznej monadzie swego ogrodu i nie musiala sie niczym przejmowac.
    A tu, o zgrozo, rzeczywisty glos czytelnikow i zazalenia jakies, ktorym nie umie
    dac rady. Nawet jesli to niewinne pytania od lubiacych ja dzieci - czemu Baltona
    tak wyglada strasznie na rysunku albo czemu Borejkowie nie maja zwierzat?
    Btw. wiadra pomyj i ataki ad personam itd internetowe chamstwo mozna wyciac, co
    zapewne juz czyni w swej ksiedze gosci. Ale na polemike sie obrazac?
    Problem w tym, ze MM traktuje kazda polemike, niezgode, krytyke lub nawet
    absolutnie niewinne kwestionowanie jej tekstow jako wiadro pomyj na jej osobe.

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • mama_kotula 06.12.09, 19:25
    CytatProblem w tym, ze MM traktuje kazda polemike, niezgode, krytyke lub nawet absolutnie niewinne kwestionowanie jej tekstow jako wiadro pomyj na jej osobe.

    O to to.
    I tu - przykro mi to przyznać, naprawdę przykro - tu, w tym aspekcie niestety pani MM jest bardzo podobna do ałtoreczek słit blogasków tudzież fanfików, które z marszu hurtowo banują nawet za rzeczowe krytyczne komentarze (bo za bluzgi i personalne drwiny nie związane z topikiem to ja też banowałam, to akurat jest całkiem zrozumiałe). Tyle, że te ałtoreczki mają lat 13, 14, 15, a to jest wiek kiedy świat cię nie rozumie, albo co gorsza, świat cię nienawidzi i kiedy wszystko bierze się personalnie, wyłącznie z racji tego, że jest się 13, 14, 15-latką.

    Problem cały w tym, że pani MM nie jest 14- czy 15-latką. Co więcej, chce mieć dobry kontakt z czytelnikiem, propaguje ciepło, rodzinną atmosferę, i inne bla bla bla.
    Ale na stronie rodzinna atmosfera sprowadza się do zabawy w zagadki kilka razy w tygodniu. Nie ma najważniejszego imho - rozmowy. Takiej zwyczajnej rozmowy.

    Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że ja może za dużo wymagam, zupełnie poważnie to piszę. W końcu każdy sam decyduje o kształcie swojej strony internetowej.

    Tyle - że wiem, że istnieją fora, gdzie naprawdę nikt na nikogo nie wylewa wiader pomyj, dyskusje się toczą kulturalnie, mimo odmienności zdań. I takie strony tętnią życiem, są odwiedzane, są po prostu lubiane. I mają o wiele dłuższy żywot niż enklawy pt. "jeden artykuł raz na tydzień i kontakt na priv".




    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ding_yun 06.12.09, 19:59
    lezbobimbo napisała:

    > Pardon, ale nie wszyscy z tych krytycznych fanow dorastali z internetem od
    > malego :-) Wiekszosc fanow krytycznych w momencie odkrycia wszechobecnego
    > chamstwa, jak to nazywasz, byli juz dorosli :) Osoby dorosle potrafia sobie dac
    > rade z internetem, a MM nie?

    Z tym "od małego" to była metafora. Chodziło mi o to, że raczej każdy z nas ma
    już długi kontakt z internetem i specyfiką dyskusji na forach, bierze poprawkę
    na to, że inaczej ludzie (na ogół) wyrażają swoje opinie na żywo, a inaczej na
    forum. Większość z nas odkrywała brutalność anonimowej krytyki w sposób łagodny,
    nie w odniesieniu do siebie. Podejrzewam, że MM nie miała tej "rozbiegówki"
    Weszła do netu i odkryła całkowicie inny świat - bo on jest inny - w dodatku
    bezpośrednio do odniesieniu w swojej osoby.

    Wypowiedzi krytyczne na temat jej ksiazek wychodzily w gazetach, na
    > co MM zakopywala sie pod koldra, rozzalona i obrazona (czytalam jej felieton,
    > bodajze jakas Frywolitke, w ktorej sie tak zwierzala).

    Tego nie wiem, nie trafiłam na taki felieton.

    > Dlaczego uwazasz, ze polemika z MM to zawsze wiadro pomyj, ataki ad personam cz
    > y
    > wysmiewanie?

    Nie, absolutnie tak nie myślę i tak nie napisałam. Napisałam, że jeśli polemika
    jest otwarta dla wszystkich do obok konstruktywnej krytyki pojawiają się wiadra
    pomyj - ZAWSZE.

    > MM ma klientów w glebokim zaiste powazaniu, mimo ze daja jej zarobic, wiec to
    > ona wlasciwie wysmiewa czytelnikow.

    No ja już coś takiego pisałam. Na początku tego wątku jest mój post, napisany
    pod wpływem emocji, że MM zupełnie nie szanuje nas jako klientów. Ja tego nie
    pochwalam i nie uważam, że to dobra postawa, ja tylko staram się znaleźć powody,
    które autorką kierują, wejść w jej tok myślenia.

    > Ja tam nie wiem, z wypowiedzi na jej stronie i w jej tekstach wychodzi raczej,
    > ze jest dojrzala jedynie wiekowo. MM reaguje emocjonalnie na sprzeciw, krytyke
    > lub nawet niewinne zapytanie (i to od wielbiacych ja nastolatków) jak male
    > dziecko. Juz ja widze, jak tupie nózka, krzyczac przez lzy "BO TAK! pisze jak m
    > i
    > sie podoba!" Jakby nigdy nie chodzila do szkoly, gdzie nauczyciele wymagali
    > minimum jakosci i spojnosci od jej wypracowan czy rysunkow na plastyce.

    Chyba po prostu nie chce sobie pozwolić nawet na szczelinę, bo jedna uwaga-jedna
    odpowiedź, pociągnie za sobą więcej pytań i lawina pójdzie, nie do opanowania.
    MM swoją stronę traktuje jak twierdzę bo po prostu nie ma opcji, żeby dała radę
    odeprzeć całą krytykę, jaka na nią mogłaby spaść.


    > W historii literatury polskiej dla bezkrytycznej mlodziezy i dzieci, ktorym
    > mozna wcisnac cokolwiek, kazdy chlam i niechlujne odcinanie kuponow od dawnej
    > marki? ;>

    Bimbo, niezależnie od tego, co Ty o niej sądzisz, to mało ludzi analizuje jej
    literaturę tak wnikliwie jak my i mało ma o tym pojęcie. Poza tym, jakkolwiek ja
    też kocham śledzić niespójności, to nie do końca precyzja decyduje o wielkości
    pisarza. Zostanie zapamiętana jako autorka powieści dla młodzieży, popularnych
    szczególnie w PRL.

    Ale po co w
    > takim razie ta strona na jakze chamsko krytycznym internecie? Rozumiem, ze tylk
    > o
    > po to aby zbierac wyrazy uwielbienia i hold bezkrytyczny - gdzie tu dojrzalosc?
    > :) Skoro wyszla z bukoliki swego ogrodu, to musi sie liczyc z braniem na klate
    > chociazby zwyklych PYTAN od czytelnikow.

    Jak pisałam - ja nie uważam, że teoretycznie MM robi dobrze. Bardzo łatwo jest
    obalić taką tezę. Ja po prostu staram się odgadnąć jej tok rozumowania. I idąc
    za tym - zdecydowała się na stronę, bo pewnie chciała jakieś rozwiązanie
    pośrednie. Nie odrzuca internetu, ale i nie przyjmuje wszystkiego, co tam jest.
    To bardzo ludzkie kombinowanie.

    >
    > Masy czytelnikow mlodocianych sa zmuszone do czytania jej ksiazek, bo to juz
    > lektury szkolne.

    Tylko niektóre i to w dodatku jedne z najlepszych - OwR i Noelka. Poza tym to
    nie są lektury obowiązkowe, bo ja żadnej książki MM w szkole nie musiałam
    czytać, to wybór nauczyciela. Co więcej, nie MM żądała umieszczenia jej książek
    na liście lektur, żeby sobie zwiększyć target.

    Zatem chcac nie chcac, czytelnicy sa z nia zaznajamiani.
    > Wypadaloby wiec sie obudzic, otrzezwic z zacisza ogrodu i starac sie o minimum
    > jakosci i dopracowania, skoro ma sluzyc dzieciom i mlodziezom. Czy nie wstydzi
    > sie pchania dowolnych zbuków tym biedakom?

    Na siłę są zaznajamiani z tymi starszymi książkami, więc się niewiele już w nich
    da zmienić. Zresztą nie o dopracowywaniu nowych książek tu mowa, a o braniu
    krytyki na klatę.


    > Pisac to nie wiem czy ona nadal CHCE czy musi, aby wiecej zarabiac.

    Pojęcia nie mam, w konto jej nie zaglądam.

    Wychodzi na
    > to, ze samego pisania coraz bardziej nie lubi (znikad ratunku, znikad pomocy -
    > cycat z jej strony o tym, jak przykro jej pisac zamiast hasac po ogrodzie) ani
    > tez ni chce ni lubi czytac swoich wlasnych ksiazek (bledy na bledach), jak to
    > zauwazyla Praktykarz w watku Nie wierze.

    Zawsze tak pisała, już we Frywolitkach z połowy lat 90. Dla mnie to normalne -
    każdy, choćby nie wiem jak kochał swoją pracę, czasem ma ochotę pirzgnąć
    wszystko w kąt.

    > To po cholere sie pchala na ten internet? Tak to by sobie dalej bezpiecznie
    > istniala w zacisznej monadzie swego ogrodu i nie musiala sie niczym przejmowac.
    > A tu, o zgrozo, rzeczywisty glos czytelnikow i zazalenia jakies, ktorym nie umi
    > e
    > dac rady. Nawet jesli to niewinne pytania od lubiacych ja dzieci - czemu Balton
    > a
    > tak wyglada strasznie na rysunku albo czemu Borejkowie nie maja zwierzat?

    Na to już odpowiedziałam wyżej.

    > Btw. wiadra pomyj i ataki ad personam itd internetowe chamstwo mozna wyciac, co
    > zapewne juz czyni w swej ksiedze gosci. Ale na polemike sie obrazac?
    > Problem w tym, ze MM traktuje kazda polemike, niezgode, krytyke lub nawet
    > absolutnie niewinne kwestionowanie jej tekstow jako wiadro pomyj na jej osobe.

    Ale ja nie pisałam wyłącznie o pomyjach. Nawet i konstruktywna krytyka może być
    trudna do odparcia przede wszystkim ze względu na jej ilość - o tym właśnie był
    prawie cały mój post. Jakby MM chciała odpowiadać na każdy nas konstruktywny
    zarzut, to by rychło padła na dziób. Nie da się.
  • anutek115 06.12.09, 19:46
    ding_yun napisała:

    Za pozwoleniem, czy:

    Żeby te odpowiedzi były jednocześnie kulturalne,
    > sensowne, inteligentne, błyskotliwe i wyczerpujące. Żebyśmy my,
    czytelnicy,
    > mogli non stop polemizować, dyskutować, wytykać błędy, a nawet
    niedociągnięcia
    > w
    > tych wypowiedziach. Żeby dostęp do tej polemiki był otwarty dla
    każdego,

    równa się dla ciebie:

    a więc
    > żeby MM akceptowała to, że mogą na nią wylać wiadra pomyj,
    dopuścić się ataków
    > ad personam, wyśmiać wszystko, co dla niej się liczy.

    ???

    Kto tu na tym forum domagał się, by pani MM odpowiadała mu
    kulturalnie, a sam pragnął wylewać wiadra pomyj? Ja nie czytuję
    strony pani MM, chyba, że ktoś z was coś tu zalinkuje, ale z tego,
    co zauważyłam, to jest raczej odwrotnie - na stronie rozkochani
    czytelnicy zadają niewinne pytania typu "Czemu Baltona jest taki
    brzydki?" albo "Czemu Aniela nie zatrzymała się u Józefiny tylko u
    Kowalików?", a autorka odpowiada im opryskliwie, niegrzecznie, za
    jedyny argument mając "Bo ja tak chcę!", po czym rozkochani
    czytelnicy już o nic nie pytają, uszy kładą po sobie, już
    przyuczeni, że "Administracja czuwa".

    Ponadto pisałam to już dwa razy, ale chętnie napiszę raz jeszcze:
    dlaczego na forum Chmielewczyków nikt nie, jak to ujęłaś, wylewa
    wiader pomyj, chociaż książki Joanny Chmielewskiej również pikują w
    dół? Oto dlatego, że JCh odnosi się do swoich czytelników z
    sympatią
    . Też nie wyrastała z internetem, tez się go początkowo
    obawiała, też mogło ją zaskoczyć w nim to i owo, ale to nie zmienia
    faktu, że swoich czytelników lubi, szanuje, i nie ustawia się wobec
    nich na kontrze, piedestale, oraz za szklaną ścianą. A pani MM tak
    czyni.

    . To jest kobieta, która
    > chce już w zaciszu własnego ogrodu pisać takie książki, jakie jej
    się podoba,
    > dla ludzi, którzy nadal chcą je czytać, nawet jeśli nie będą to
    masy.

    I tu zakwitł na mych ustach, nieprawda, usmieszek. Ona może i chce
    pisać dla ludzi, którzy chcą ją czytać. Tyle, że aby żyć na poziomie
    do którego przywykła, powinna pisać jednak dla mas. Lepiej, żeby
    sobie jednak zdała sobie sprawę, że ci czytelnicy, którymi gardzi,
    utrzymują ją. I mogą przestać... (ja przestałam).

    Ja jej nawet zazdroszczę
    > i wiem, ze gdybym była w jej sytuacji, zachowałabym się podobnie.

    Ja jej też zazdroszczę, ale mam nadzieję, że gdybym znalazła się w
    jej sytuacji, nigdy bym się tak nie zachowała - chociaż też nie mam
    grubej skóry wyhodowanej na kontakcie z internetem od małego. Ale aż
    tak znielubić ludzi? Tak źle o nich myśleć? Mam nadzieję, że mnie to
    nigdy nie spotka...

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his
    sleep -- not screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • andrzej585858 06.12.09, 21:05
    anutek115 napisała:


    >. Ale aż
    > tak znielubić ludzi? Tak źle o nich myśleć? Mam nadzieję, że mnie to
    > nigdy nie spotka...

    Naprawdę tak uważasz? Ze MM nie lubi ludzi i żle o nich myśli? Nie chodzi mi w
    tej chwili o wszelkie mniej lub bardziej racjonalne argumenty na poparcie tej
    tezy. Tylko o wewnętrzne przekonanie, emocjonalne - czy autorka SK mogła
    znielubić ludzi? Czy może raczej trochę przestała ich rozumieć?
  • dakota77 06.12.09, 21:50
    A nie widac tego na kazdym kroku w jej ksiazkach i wypowiedziach-
    czy to wywiadach, czy to na jej stronie?
  • andrzej585858 06.12.09, 22:46
    dakota77 napisała:

    > A nie widac tego na kazdym kroku w jej ksiazkach i wypowiedziach-
    > czy to wywiadach, czy to na jej stronie?

    Nie, ja tego w tak bardzo ostrej formie nie widzę. Aby nie powtarzać się to
    zgadzam się mniej więcej z tym co niżej napisała ding_yun.
    To, że MM nie przepada za az nadto drobiazgową krytyką jest dość ludzką cechą,
    owszem mozna mieć dużo zastrzeń zarówno do braku chęci stanięcia twarzą w twarz
    z krytyką jak i pewnego braku chęci nawiązania kontaktu z tymi co są krytycznie
    nastawieni.
    Ale, ja akurat poniekąd rozumiem to że nie chce wdawać się w polemiki zwłaszcza
    w internecie, zbyt łatwo korzysta się tutaj z anonimowości kryjąc się za różnego
    typu nickami. POdejrzewam że spotkanie w rzeczywistości miałoby bardziej
    konstruktywny przebieg niż w sieci.
    Dlatego też uważam iż teza o nielubieniu ludzi jest tezą nieco przesadzoną.

  • anutek115 07.12.09, 20:22
    andrzej585858 napisał:

    > Naprawdę tak uważasz? Ze MM nie lubi ludzi i żle o nich myśli? Nie
    chodzi mi w
    > tej chwili o wszelkie mniej lub bardziej racjonalne argumenty na
    poparcie tej
    > tezy. Tylko o wewnętrzne przekonanie, emocjonalne - czy autorka SK
    mogła
    > znielubić ludzi? Czy może raczej trochę przestała ich rozumieć?

    Ja się nad tym poważnie zastanawiałam. Alternatywą dla nielubienia
    ludzi byłoby, moim zdaniem, banie się ich - osoba bojąca się ludzi
    często jest postrzegana jako wyniosła, ponieważ mało się odzywa, na
    przykład, nie zachowuje jak "swój chłop/baba", dystansuje od
    towarzystwa, choćby marzyła nie wiem jak bardzo, by rzucić się w wir
    rozrywki.

    Jednakże osoba bojąca się ludzi jest postrzegana jako wyniosła, a
    nie pełna pogardy, moim zdaniem jest to dość łatwo wyczuwalna
    różnica. Pani MM nie jest wyniosła. Pani MM odnosi się do swoich
    czytelników i forumowiczów pogardliwie, pogardliwie też traktuje
    niektórych swoich bohaterów, odbiegających jej zdaniem od wzorca z
    Sevres, czyli Borejków.

    Słowem, tak, uważam, że pani MM nie lubi ludzi. Może teraz jest to
    bardziej widoczne, może kiedyś ich lubiła, a teraz jej przeszło, nie
    wnikam, ale nie lubi ich naprawdę. Uderzające jest przy tym to
    plemienne myślenie "My kontra obcy", my - porządni, oczytani,
    uprzejmi i dyskretni, oni - ordynarni, prostaccy, niedokształceni (w
    najlepszym wypadku), chamsy i plugawi (w najgorszym), wielbiciele
    telewizji, "Pudelka" i Kuby Wojewódzkiego.

    Przykre bardzo.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his
    sleep -- not screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • rozdzial43 07.12.09, 20:55
    anutek115 napisała:

    > Uderzające jest przy tym to
    > plemienne myślenie "My kontra obcy", my - porządni, oczytani,
    > uprzejmi i dyskretni, oni - ordynarni, prostaccy, niedokształceni (w
    > najlepszym wypadku), chamsy i plugawi (w najgorszym), wielbiciele
    > telewizji, "Pudelka" i Kuby Wojewódzkiego.
    >
    > Przykre bardzo.
    >

    Nie, no zaraz, za pozwoleniem, bo już nie rozumiem jaki ma właściwie płynąć z
    tej wypowiedzi wniosek.

    Czy zarzucasz MM, że w sposób nieuprawniony dostrzega chamstwo i prostactwo,
    głupotę i powierzchowność? Czy mamy rozumieć, że dostrzeganie tego jest
    niezasadne, bo chamskich, prostackich i głupich ludzi nie ma?

    Czy może nie masz pretensji, że MM dostrzega, tylko zarzucasz jej, że się
    dystansuje i odcina? A Ty lubisz przestawać z ludźmi chamskimi bądź głupimi?
    Lubisz przebywać w towarzystwie ludzi, których zachowania nie akceptujesz i
    wyznajesz inny system moralny?

    A jeśli Ty nie lubisz, to dlaczego wymagasz od MM, żeby lubiła wszystkich po
    kolei i bez wyjątku?

    A może należy odmówić MM prawa do własnych osądów zachowania standardów kultury
    i moralności?

    Wybacz, jeśli zabrzmi to szorstko, ale czytając Twój post nie mogę się oprzeć
    myśli (nie pierwszy raz zresztą), że stosowany jest tu sposób myślenia, którego
    praktyczną konsekwencją jest "jak nie kijem, to pałką". Czyli jednak radykalny
    subiektywizm, bez próby wyważenia racji.
  • anutek115 07.12.09, 21:44
    rozdzial43 napisała:

    > anutek115 napisała:
    >
    > > Uderzające jest przy tym to
    > > plemienne myślenie "My kontra obcy", my - porządni, oczytani,
    > > uprzejmi i dyskretni, oni - ordynarni, prostaccy,
    niedokształceni (w
    > > najlepszym wypadku), chamsy i plugawi (w najgorszym),
    wielbiciele
    > > telewizji, "Pudelka" i Kuby Wojewódzkiego.
    > >
    > > Przykre bardzo.
    > >
    >
    > Nie, no zaraz, za pozwoleniem, bo już nie rozumiem jaki ma
    właściwie płynąć z
    > tej wypowiedzi wniosek.
    >
    > Czy zarzucasz MM, że w sposób nieuprawniony dostrzega chamstwo i
    prostactwo,
    > głupotę i powierzchowność? Czy mamy rozumieć, że dostrzeganie tego
    jest
    > niezasadne, bo chamskich, prostackich i głupich ludzi nie ma?
    >
    > Czy może nie masz pretensji, że MM dostrzega, tylko zarzucasz jej,
    że się
    > dystansuje i odcina? A Ty lubisz przestawać z ludźmi chamskimi
    bądź głupimi?
    > Lubisz przebywać w towarzystwie ludzi, których zachowania nie
    akceptujesz i
    > wyznajesz inny system moralny?
    >
    > A jeśli Ty nie lubisz, to dlaczego wymagasz od MM, żeby lubiła
    wszystkich po
    > kolei i bez wyjątku?
    >
    > A może należy odmówić MM prawa do własnych osądów zachowania
    standardów kultury
    > i moralności?
    >
    > Wybacz, jeśli zabrzmi to szorstko, ale czytając Twój post nie mogę
    się oprzeć
    > myśli (nie pierwszy raz zresztą), że stosowany jest tu sposób
    myślenia, którego
    > praktyczną konsekwencją jest "jak nie kijem, to pałką". Czyli
    jednak radykalny
    > subiektywizm, bez próby wyważenia racji.

    Nie mam co prawda szczególnej ochoty wdawać się z tobą w polemiki,
    odpowiem jednak - zarzucam pani MM, że chamstwo, prostactwo i
    wszelkie zło widzi wszędzie, a wolni od tego są wyłącznie jej
    bliscy. To własnie jest moim zdaniem myślenie plemienne. Tak, wokół
    jest chamstwo. Tak, wokół jest prostactwo. Nie, nie tylko i
    wyłacznie, nie, nie tylko moja rodzina/przyjaciele/klan są od tego
    wolni. I nie, nie podoba mi się, dziwi mnie i jest dla mnie dowodem
    na nielubienie ludzi, jeśli hasła o wszechobecnym buractwie głosi na
    Dzielnej i Miłej stronie osoba kreująca się na serdeczną i życzliwą
    ludziom, a rzeczywiście np. sprawiająca innym przykrość ("niechcący
    urażając", oczywiscie, jakżeby inaczej).

    O tym, czy sama lubię ludzi chamskich pisałam. Nie lubię. Nie zadaję
    się, w miarę możliwości. Świat wokół mnie jest pełen, po prostu
    pełen, ludzi serdecznych, otwartych, życzliwych, pełnych dobrej woli
    i prawdziwie ciepłych. Nie należących do mojego klanu. Będących po
    prostu wszędzie.

    Ach, i nie wymagam, by pani MM lubiła wszystkich i bez wyjątku. Sama
    nie wszystkich lubię, a niektórych nawet bardziej niż nie lubię. Ale
    ja nie piszę powieści, w których upowszechniam wizję świata jako
    serdecznego i pełnego ludzi życzliwych, myślących i
    bezinteresownych - po czym zadaję jej fałsz własnym postępowaniem.
    Pani MM pisze powieści pełne przekazów o serdeczności ludzi - i na
    własnej stronie je przekreśla. Ja to tylko ja - zwykła
    forumowiczka. Czyż od autorki poczytnych dzieł nie powinno się
    jednak wymagać odrobinę więcej?

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his
    sleep -- not screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • lezbobimbo 07.12.09, 21:58
    rozdzial43 napisała:
    > Czy zarzucasz MM, że w sposób nieuprawniony dostrzega chamstwo i >prostactwo,>
    głupotę i powierzchowność? Czy mamy rozumieć, że >dostrzeganie tego jest>
    niezasadne, bo chamskich, prostackich i >głupich ludzi nie ma?>

    MM sama potrafi byc chamska, prostacka i zadufana w sobie, ale z uporem
    propaguje siebie sama jako dobrotliwa i kulturalna babunie. No sorry, tak jak
    zwyklym ludziom daleko jej
    do idealu, nawet swego wlasnego (zapracowana, dokladna, staranna, oczytana,
    obyta w swiecie, mila dla dzieci, grzeczna dla czytelników - he he he ;>
    Nasza dama MM naprawde wyraznie nie lubi ludzi nie czytajacych tak jak ona kaze,
    nie kochajacych Mickiewicza czy sluchajacych nie tej muzyki co ona. Takie to
    straszne przestepstwa ci chamscy ludzie wokól niej popelniaja. Nie lubia tego
    samego co ona!
    To w jej wypowiedziach widac na kilometr i to wylazi coraz bardziej w
    Neojezycjadzie. MM coraz bardziej pisze i zachowuje sie jak snobka przerazona
    swiatem poza jej domem i tyle. Byc moze to ja odmladza, bo zazwyczaj takie
    rozczarowanie innymi i odrzucenie ludzi za sam gust albo za kolor wlosów
    nastepuje w wieku nastoletnim. Ten slynny instynkt stadny, kiedy musimy nalezec
    do tej samej grupy, nosic te same ciuchy, sluchac tej samej muzyki oraz
    oczywiscie pogardzac innymi ugrupowaniami kolegów sluchajacych czegos innego. No
    emo totalne.

    > Czy może nie masz pretensji, że MM dostrzega, tylko zarzucasz jej, >że się>
    dystansuje i odcina? A Ty lubisz przestawać z ludźmi chamskimi bądź głupimi?>
    Lubisz przebywać w towarzystwie ludzi, których zachowania nie akceptujesz i
    > wyznajesz inny system moralny?

    Wlasnie Anutek napisala, ze co jak co, ale nasze forum wcale nie jest chamskie
    ani glupie i MM traci na odtracaniu takich fanów :-)
    Zreszta, racz zauwazyc, ze caly czas piszemy o tym, jak wspaniale i z jakim
    przymruzeniem reaguje MM na zwykle pytania co do jej tekstu czy krytyczne
    spojrzenie na smigajaca w dól jakosc - czy chociazby zwykla propozycje rozmowy.
    A Ty twierdzisz, ze to nieakceptowalne zachowania?? Halo?? Analize tekstu czy
    poprawianie wypracowania w szkole tez uwazasz za zly system moralny? Dbalosc o
    produkt albo zadanie rzetelnej pracy zamiast niechlujstwa to glupie chamstwo?
    Kubek w kubek jak sama tez MM twierdzi - krytyka czy nieco wnikliwe czytanie jej
    tekstów to osobista obraza jej samej. Skoro nie kochamy jej tekstów
    bezkrytycznie i nie stawiamy zawsze na pomnikach za te ostatnie opery mydlane,
    to nie kochamy MM i ona sie za to obraza. Dojrzalosc emocjonalna az po oczach
    histeria chlusta :-)
    Moze powinnyscie wziasc sie obie z Ukochana Autorka za raczki i uciec w zdobne
    rózanymi chmurami zacisze jej ogrodu - jak najdalej od tej strasznej czelusci
    chamstwa, jaka jest kazdy klient smiejacy wysnuwac niejakie zazalenia albo
    zapytania co do jakosci produktu mu podanego.

    > A jeśli Ty nie lubisz, to dlaczego wymagasz od MM, żeby lubiła wszystkich po>
    kolei i bez wyjątku?

    Skoro taka wlasnie postawe propaguje w swych ksiazkach i na swej stronie, to
    czemu nie ma wymagac tego od siebie samej? No ale jak wiemy, MM nic od siebie
    nie wymaga. No dobrze, nie musi lubic i kochac wszystkich
    fanów ani jakis tam wiernych od lat czytelników, ale moglaby chociaz kurde
    troche uszanowac, miast uwazac ich za nieoskrobane chamidla i osobistych wrogów.
  • andrzej585858 07.12.09, 20:55
    anutek115 napisała:


    >
    > Słowem, tak, uważam, że pani MM nie lubi ludzi. Może teraz jest to
    > bardziej widoczne, może kiedyś ich lubiła, a teraz jej przeszło, nie
    > wnikam, ale nie lubi ich naprawdę. Uderzające jest przy tym to
    > plemienne myślenie "My kontra obcy", my - porządni, oczytani,
    > uprzejmi i dyskretni, oni - ordynarni, prostaccy, niedokształceni (w
    > najlepszym wypadku), chamsy i plugawi (w najgorszym), wielbiciele
    > telewizji, "Pudelka" i Kuby Wojewódzkiego.
    >
    > Przykre bardzo.

    Owszem, masz bardzo dużo racji, tylko że dla mnie jednak bardziej przypomina
    taka postawa syndrom oblężonej twierdzy. Sposób myślenia podobny do tego jaki
    cechuje przykładowo środowisko związane z toruńskim radiem. Ludzi którzy nie
    rozumiejąc zmian jakie zachodzą w świecie, nie chcą włączyć się w nurt tych
    zmian, gdyż uważają że jakakolwiek akceptacja tych zmian może zaszkodzić ich
    postawie, zasadom.
    Tylko że ja w pewien sposób nie dziwię się takiej reakcji, proszę o wybaczenie
    ale posłużę się przykładem politycznym. Pomimo popełniania katastrofalnych
    błędów notowania PO nadal są bardzo wysokie, dlaczego? Stworzono pewnego rodzaju
    atmosferę że nie wypada przyznawać się do zamiaru głosowania na inna partię.
    Światły, inteligentny człowiek ma wręcz obowiązek popierać tego typu
    ugrupowanie. Pomimo że czasem po cichu widzi że inni nie mają może aż tak złych
    pomysłów tylko trochę na bakier są z tak modnym teraz PR. Znowu zdecydowani
    zwolennicy innych ugrupowań zaczynaja się czuć jak ta nieco głupsza część
    społeczeństwa co powoduje bądż izolowanie się, bądż ucieczkę itd. itd.
    Wracając do MM wydaje mi się że jednak to nie jest nielubienie ludzi, raczej
    brak chęci zrozumienia świata - pogarda? być może . Pogarda dla gloryfikowania
    słabości ludzkich.
    W trakcie jakiejś dyskusji telewizyjnej dotyczącej Polańskiego padło
    sformułowanie że na pewno w żadnym z jego przyszłych filmów nie zagra żaden z
    tzw. rygorystów moralnych i bardzo dobrze bo coż może on twórczego wnieść?
    Czyli co? Automatycznie osoba która ma konkretne ukształtowane poglądy została
    zdefiniowana jako ta mniej twórcza, to ona musi się zmienić. Czy tego typu
    opinie nieraz wygłaszane w komunikatorach i to jeszcze w ramach szczytnych haseł
    o tolerancji nie powodują że ludzie o nazwijmy to konserwatywnych poglądach
    czują się w jakis sposób zagrożeni?
    Zresztą - dla mnie etykieta konserwatywne poglądy jest przykładem jak świadomie
    został temu określeniu przypisany pejoratywny wydżwięk.

    Tak mi się wydaje że MM stanęła przed tego typu dylematem - albo podejmie
    wyzwanie i wda się w polemikę z otaczającym światem, albo też uznała że wdawanie
    się w tego typu dyskusje mija się z celem i po prostu omija każdą mozliwość
    próby takiej dyskusji milczeniem.
    W zamian za to stworzyła swoje podwórko na którym trzeba bawić się według reguł
    tam panujących gdyż inaczej trzeba zabierać swoje zabawki.
    Nie podoba mi się taka postawa od razu zaznaczam - ale nie nazwałbym tego
    nielubieniem ludzi.

  • ding_yun 06.12.09, 21:48
    anutek115 napisała:

    > Za pozwoleniem, czy:
    >
    > Żeby te odpowiedzi były jednocześnie kulturalne,
    > > sensowne, inteligentne, błyskotliwe i wyczerpujące. Żebyśmy my,
    > czytelnicy,
    > > mogli non stop polemizować, dyskutować, wytykać błędy, a nawet
    > niedociągnięcia
    > > w
    > > tych wypowiedziach. Żeby dostęp do tej polemiki był otwarty dla
    > każdego,
    >
    > równa się dla ciebie:
    >
    > a więc
    > > żeby MM akceptowała to, że mogą na nią wylać wiadra pomyj,
    > dopuścić się ataków
    > > ad personam, wyśmiać wszystko, co dla niej się liczy.
    >

    Pisałam już w odpowiedzi do Bimbo, ale powtórzę: jako żywo nic takiego nie
    napisałam. MM otwierając podwoje dla polemiki musiałaby się liczyć z dwoma
    rodzajami odzewu
    1.wiadrami pomyj, z którymi trudno sobie poradzić z wiadomych względów
    2.konstruktywną krytyką, z którą trudno sobie poradzić ze względów o których
    pisałam w swoim poście - przede wszystkim ze względu na jej ilość.
    >
    > Kto tu na tym forum domagał się, by pani MM odpowiadała mu
    > kulturalnie, a sam pragnął wylewać wiadra pomyj?

    Ci co wylewają pomyje, pragną nie wiem czego. Ci, co krytykują konstruktywnie,
    ale jednocześnie bezlitośnie i niesłychanie drobiazgowo zapewne pragną aby
    odpowiedzi były kulturalne, wyczerpujące etc, już pisałam. A to jest po prostu
    fizycznie dla autorki mało możliwe, żeby na każdy konstruktywny nawet zarzut
    odpowiedziała.


    Ja nie czytuję
    > strony pani MM, chyba, że ktoś z was coś tu zalinkuje, ale z tego,
    > co zauważyłam, to jest raczej odwrotnie - na stronie rozkochani
    > czytelnicy zadają niewinne pytania typu "Czemu Baltona jest taki
    > brzydki?" albo "Czemu Aniela nie zatrzymała się u Józefiny tylko u
    > Kowalików?", a autorka odpowiada im opryskliwie, niegrzecznie, za
    > jedyny argument mając "Bo ja tak chcę!", po czym rozkochani
    > czytelnicy już o nic nie pytają, uszy kładą po sobie, już
    > przyuczeni, że "Administracja czuwa".

    Też mi się nie podoba ten sposób komunikacji, już o tym kilka razy na forum
    wspominałam. MM po prostu IMHO broni się przed zalewem polemiki i krytyki i daje
    wyraźnie do zrozumienia, że ona tego nie chce.

    > Ponadto pisałam to już dwa razy, ale chętnie napiszę raz jeszcze:
    > dlaczego na forum Chmielewczyków nikt nie, jak to ujęłaś, wylewa
    > wiader pomyj, chociaż książki Joanny Chmielewskiej również pikują w
    > dół? Oto dlatego, że JCh odnosi się do swoich czytelników z
    > sympatią
    . Też nie wyrastała z internetem, tez się go początkowo
    > obawiała, też mogło ją zaskoczyć w nim to i owo, ale to nie zmienia
    > faktu, że swoich czytelników lubi, szanuje, i nie ustawia się wobec
    > nich na kontrze, piedestale, oraz za szklaną ścianą. A pani MM tak
    > czyni.

    Być może J. Chmielewska ma zupełnie inne podejście do czytelników, tego nie
    wiem, nie znam jej ani TWCh. Ale mam wrażenie, ze to jakoś działa dwustronnie.
    Na pewno postawa MM powoduje, że na naszym forum spotyka ją coraz więcej krytyki
    - i jej książki i ją jako osobę. Może gdybyśmy znali ją osobiście to nie
    chciałoby nam się tak krytykować tylko przerodzilibyśmy się w coś w stylu forum
    JCh. Ale przyznasz, że krytyka u nas bywa strasznie zajadła, imho czasem posuwa
    się za daleko. Tak zupełnie polucku jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla MM
    to mało przyjemne i nie zachęca do zacieśniania więzi. Ja nie zwalam na nikogo
    winy, ale to działa w dwie strony.

    > . To jest kobieta, która
    > > chce już w zaciszu własnego ogrodu pisać takie książki, jakie jej
    > się podoba,
    > > dla ludzi, którzy nadal chcą je czytać, nawet jeśli nie będą to
    > masy.
    >
    > I tu zakwitł na mych ustach, nieprawda, usmieszek. Ona może i chce
    > pisać dla ludzi, którzy chcą ją czytać. Tyle, że aby żyć na poziomie
    > do którego przywykła, powinna pisać jednak dla mas. Lepiej, żeby
    > sobie jednak zdała sobie sprawę, że ci czytelnicy, którymi gardzi,
    > utrzymują ją. I mogą przestać... (ja przestałam).

    To fakt, sama pisałam te słowa, bo ja mam do życia podejście więcej
    pragmatyczne. Ale z drugiej strony przemyślałam to sobie później. I w sumie nie
    wiem, ile MM ma pieniędzy na koncie, ile zarabia jej mąż, i czy może nie
    poinwestowała sobie sprytnie dotychczasowego kapitału w taki sposób, że przychód
    pasywny pokrywa jej koszty życia na poziomie do jakiego przywykła, a ona sobie
    może pisać niszowo. Ja jestem księgowa in spe, nie gadam o pieniądzach, póki nie
    mam przed oczami konkretnych liczb.

    > Ja jej nawet zazdroszczę
    > > i wiem, ze gdybym była w jej sytuacji, zachowałabym się podobnie.
    >
    > Ja jej też zazdroszczę, ale mam nadzieję, że gdybym znalazła się w
    > jej sytuacji, nigdy bym się tak nie zachowała - chociaż też nie mam
    > grubej skóry wyhodowanej na kontakcie z internetem od małego. Ale aż
    > tak znielubić ludzi? Tak źle o nich myśleć? Mam nadzieję, że mnie to
    > nigdy nie spotka...

    Nie wiem, czy MM aż tak nie lubi ludzi i czy to jej podejście jest aż tak
    niezrozumiałe. Ostatecznie jak łażę czasami dla masochistycznej przyjemności po
    różnych forach internetowych, to mnie nachodzą ponure refleksje na temat ludzi
    jako takich. Skoro na każdym forum znakomita większość wątków kończy się
    pyskówkami, a już niemal każdy wątek ma przynajmniej kilka postów mniej lub
    bardziej szyderczych czy wręcz obraźliwych, to jak to o nas świadczy? Panujemy
    nad sobą w realu bo musimy, a w necie, rozkosznie anonimowi, pokazujemy
    prawdziwe oblicze?
  • wushum 06.12.09, 23:17
    Przepraszam, ale mnie zastanawia kilka spraw:

    czy MM urodziła się wczoraj, czy trzymano ją w wieży do czasu, gdy nastał
    internet? Chyba miała już styczność z ludźmi i sądzę, że zauważyć zdążyła, iż
    poza głaskaniem po główce, bywają jeszcze inne ludzkie zachowania. I nie mówię
    tu o wiadrach pomyj, którymi podobno zalewana jest autorka:)
    Przecież nie hibernowała do tego czasu. Z pewnością spotykała ludzi, otrzymywała
    też dużo listów. Papierowych, nie maili. I co? Ani jednego pytania w życiu nie
    usłyszała? Nikt niczego nie zakwestionował? Nie zapytał, czemu tak, a nie inaczej?

    Po 2 - skoro MM chce żyć w świecie ułudy i przekonania o swej doskonałości,
    nieomylności, oraz geniuszu, to po jakie licho "Forum" na stronie? Tylko błagam,
    niech mi nikt nie mówi, że dorosła kobieta, zakładając forum, na własnej
    "stronie", nie liczyła się, że pojawi się coś, poza "słodkimi lizusami" ze
    strony czytelników.
    Przecież wie, jak wygląda świat.
    Kiedy tak się zastanawiam, to wygląda na to, że MM jest Ignacym. Li i jedynie. A
    to smutne jest.
  • mama_kotula 06.12.09, 23:51
    CytatPo 2 - skoro MM chce żyć w świecie ułudy i przekonania o swej doskonałości, nieomylności, oraz geniuszu, to po jakie licho "Forum" na stronie? Tylko błagam, niech mi nikt nie mówi, że dorosła kobieta, zakładając forum, na własnej "stronie", nie liczyła się, że pojawi się coś, poza "słodkimi lizusami" ze strony czytelników.


    ????????
    Gdzie na stronie MM jest forum?

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • taria 07.12.09, 00:09
    Prawdziwego forum chyba nie ma. Jest za to Księga Gości, która spełnia
    podobną rolę: ludzie dyskutują też między sobą.
  • mama_kotula 07.12.09, 00:14
    CytatPrawdziwego forum chyba nie ma. Jest za to Księga Gości, która spełnia podobną rolę: ludzie dyskutują też między sobą.

    Jeśli to, co się odbywa w Księdze Gości, to jest dyskusja, to ja jestem Pepe Pan Dziobak.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • lezbobimbo 07.12.09, 01:40
    taria napisała:
    > Prawdziwego forum chyba nie ma. Jest za to Księga Gości, która >spełnia>
    podobną rolę: ludzie dyskutują też między sobą.

    Na wejsciu do Ksiegi jest podkreslone, ze to nie forum. Ludzie tez nie
    dyskutuja, tylko dzieci i mlodzieze zgaduja zagadki literackie oraz polecaja
    sobie ksiazki do czytania. Mowia tez sobie dobry wieczór i dobranoc.

    --
    Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę. Wolę z
    chrzęstem odgryzać nóżki.
    (c) mmmaupa
  • anutek115 07.12.09, 20:06
    ding_yun napisała:

    > Pisałam już w odpowiedzi do Bimbo, ale powtórzę:

    No wiem, wiem, że pisałaś, ale ja nie czytałam twojej odpowiedzi gdy
    się dopisywałam :)).

    > Być może J. Chmielewska ma zupełnie inne podejście do czytelników,
    tego nie
    > wiem, nie znam jej ani TWCh. Ale mam wrażenie, ze to jakoś działa
    dwustronnie.

    No dokładnie. Jestem najgłębiej, do szpiku kości przekonana, że
    gdyby odpowiedzią autorki na krytykę czy tylko na pytanie było
    grzeczne lub/i dowcipne "Pomyliłamm się, bo...., " nigdy, NIGDY nie
    doszłoby do eskalacji krytyki czy wręcz krytykanctwa, ponieważ lubi
    się ludzi, którzy nas lubią.

    Ale przyznasz, że krytyka u nas bywa strasznie zajadła, imho czasem
    posuwa
    > się za daleko.

    Przyznaję, tyle, że zauważam również, że to się nasilało z biegiem
    czasu. Ja na tym forum jestem od 3,5 roku, i gdy tu "nastałam",
    forum było raczej wyważone. To wyważone forum też nie znalazło łaski
    w oczach autorki (która nas, nieprawda, nie czyta, he, he), po
    prostu jest tak, jak napisała któraś z dziewczyn - dyskusja zdaniem
    pani MM to jest zgadzanie się z panią MM plus traktowanie jej jako
    opoki i wzorca postępowania, wtedy jest cacy i tak, jak być powinno.

    Tak zupełnie polucku jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla MM
    > to mało przyjemne i nie zachęca do zacieśniania więzi. Ja nie
    zwalam na nikogo
    > winy, ale to działa w dwie strony.

    Teraz! Teraz nie zachęca! Ja doskonale pamiętam pomysły, by panią MM
    zaprosić na zlot forumowy, oraz list do niej zbiorowy stworzyć, tu
    było bardzo dużo takiej własnie chmielewczykowskiej chęci, by
    ulubioną autorkę poznać bliżej (i żeby nie było, mówimy o autorce,
    która zamieściła w "Filipince" swój adres, czyli nie wzdragała się
    na myśl o kontaktach z czytelnikami). Ilu z nas, z ręką na sercu,
    chciałoby pójść teraz na spotkanie z MM? Ja nie, i nie dlatego, że
    ją oblewam wiadrami pomyj i boję się konsekwencji lub się wstydzę
    ujawnić.

    Ostatecznie jak łażę czasami dla masochistycznej przyjemności po
    > różnych forach internetowych, to mnie nachodzą ponure refleksje na
    temat ludzi
    > jako takich. Skoro na każdym forum znakomita większość wątków
    kończy się
    > pyskówkami, a już niemal każdy wątek ma przynajmniej kilka postów
    mniej lub
    > bardziej szyderczych czy wręcz obraźliwych, to jak to o nas
    świadczy? Panujemy
    > nad sobą w realu bo musimy, a w necie, rozkosznie anonimowi,
    pokazujemy
    > prawdziwe oblicze?

    Już wczoraj chciałm to napisać, ale mnie od komputera przepędzono,
    więc teraz napiszę - nasze miejsce w internecie zależy też od nas, i
    to konkretne miejsce w internecie to jest wspaniałe miejsce. Pewnie,
    wzorem Andrzeja, powinnam o tym napisać w "Sygnałach dobra", ale tu
    napiszę - ilość bezinteresownej życzliwości, której doznałam ja
    osobiście od tutejszych forumowiczów nie da się niczym zmierzyć -
    począwszy od dodających otuchy maili, gdy miałam trudny okres, po
    propozycję pracy, która przyjęłam i która dała mi masę frajdy, byłam
    obdarowywana prezentami (nieoczekiwanie) i sama obdarowywałam, byłam
    też swiadkiem akcji, których osoba w potrzebie była nieswiadoma,
    pt. "Zróbmy coś, by pomóc!". Dla mnie to jest prawdziwe oblicze
    internetu
    (innej twarzy internetu nie przyjmuję do wiadomości,
    podobnie jak w realu nie przebywam w towarzystwie ludzi chamskich
    czy okrutnych) - jestem bowiem swiadoma, że bez internetu te
    wszystkie dobre rzeczy by mnie nie spotkały. Powiem szczerze i
    megalomańsko - uważam, że na tym forum zebrały się świetne osoby,
    życzliwe bezinteresownie i pełne dobrej woli, najdoskonalej
    wcielające w życie zasady wczesnej Jeżycjady typu "każda dobra myśl
    i uczynek wrócą do ciebie". To bezie mega megalomańskie - ale
    uważam, że pani MM traci, nie chcąc przyjąć do wiadomości istnienia
    i uczestniczyć choćby i w pyskówkach z takimi fanami.

    Jeśli pani MM woli widzieć w internecie źródło zła, brzydoty i
    plugastwa, żal mi jej.


    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his
    sleep -- not screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • andrzej585858 07.12.09, 20:27
    Jeżeli na forum powstanie pomysł - który podrzucam - aby utworzyć fan-club
    Anutka to pierwszy się zapisuję co potwierdzam własnoręcznym podpisem, no i - a
    co mi tam - nawet papiloty pozwolę sobie założyć.

    No podobało mi się to co napisałaś - po prostu podobało.
  • wushum 07.12.09, 21:33
    Witam.

    A więc, już mnie poprawiliście - nie Forum, a Księga Gości.
    Dobrze.
    Rozumiem, że "Gość" to definicja człowieka, który wielbi bezkrytycznie i nie
    posiada własnego "rozumku"/?/:)

    Rozumiem też, że udajemy, że MM nie mogła się spodziewać, pozwalając się
    "wypowiedzieć" "gościom", że istnieje coś, poza peanami, ku jej czci?
    Rozumiem, że waga słowa jest wielka, ale dla mnie - zwał, jak zwał - ja jestem
    prosty, możliwe, że głupi człowieczek, ale wiem, że skoro decyduję się na
    "kontakt" - to, czy na Forum, czy w Księdze Gości, pojawią się ludzie różni. A
    nie same Łusie i Gaby, które będą "słodzić".
    /Swoją drogą, to Gaba, sprzed epoki zfiranienia, zdaje się, że powiedziała by
    Autorce, iż trza brać "na klatę" co niesie życie... A pominę stosownym
    milczeniem dialog przejrzystego Dmuchawca i tejże G, na temat wychowania syna,
    żeby doświadczał nie tylko głaskania po główce i wygód bo wyrośnie z niego...
    wiadomo co/. Konkluzja - chyba warto, żeby MM czytała, co wytworzyła. Bo mam
    wrażenie, że od pewnego czasu, sama sobie, w pewien sposób, zaprzecza.

    Ja powiem tak, wg mnie po BBB, duch miłości do świata, oraz bliźniego - choćby
    podłego - wyraźnie uciekł MM, z sykiem i prędkością balonika puszczonego po
    nadmuchaniu. Już tam jest takie zdanie, które ostatnio mnie zdziwiło, /na miarę
    Laury buntowniczo jedzącej/ - wybaczcie, wiem, że dokładność jest dla niektórych
    najważniejsza, ale nie mam przy sobie książki, więc pozwolę sobie na
    świętokradztwo, czyli zacytuję tak "około". Było to zdanie na kształt "a tory
    wiodły beznadziejnie w przód/nieznane/przyszłość" czy coś takiego.
    Siedziałam i gapiłam się w to zdanie z niebotycznym zdziwieniem, a potem
    uznałam, że prawdopodobnie, to tam jest zarys szczeliny pęknięcia Jeżycjady na
    pół. Na Pół odważne, z beretem na bakier, które kochało człowieka, niezależnie
    jaki był, wiedziało, że nikt nie jest doskonały, miało poczucie humoru, które
    znosiło ciężkie chwile, bo tak bywa w życiu i starało się iść dalej - oraz na
    Pół, które mieszka w wieży, w której zamknęło się samo, tuż po obrażeniu się na
    świat, oraz ze strachu przed wszystkim. Tam żyje, w swoim odrealnionym świecie,
    a nocami widzi cienie smętnych firan, którym życie złamało się 30 lat temu, a
    one nadal wyją. Ludzi, którzy wołają je z dołu wieży, uznaje, za wrogie siły -
    don Kichot mógłby się schować, ze swą ubogą fantazją - więc patrzy na nich "z
    góry" i nie chce uznać, że istnieje coś poza pokojem na wieży i że wcale "inne",
    nie musi być złe, podłe itp.
    Kończę, bo się za bardzo rozpisałam.
    Pozdrawiam
  • wushum 07.12.09, 22:05
    Ps.: Przypomina mi się kolejny cytat - bodaj Nutria, czy Pulpa "rzucały nim" -
    jakoś mi pasuje do tematu "nie ten ptak gniazdo kala, co je kala, lecz ten, co o
    kalaniu mówić nie pozwala"
  • ding_yun 07.12.09, 22:12
    Piszę posta ogólnego, bo nie mam teraz czasu odpowiedzieć z osobna na fragmenty
    konkretnych postów, ale obiecuję nadrobić straty.

    Widzę, że nastąpiło pomieszanie pojęć. Ja napisałam wyraźnie: postawa MM nie
    jest dobra i bardzo łatwo jest znaleźć tysiąc powodów dla których powinna ona
    jednak zmierzyć się z CAŁA krytyką, jaka ją spotyka. Wushum wymieniła zdaje się
    kilka, min fakt, że nie jest małą dziewczynką i powinna wiedzieć, że w życiu nie
    zawsze jest miło oraz to, że kiedyś sama promowała w książkach postawę "stawię
    życiu czoła". Takie powody można mnożyć i nadal utrwalać się w przekonaniu o
    słuszności swoich żądań. Nie o to jednak chodzi. Chodzi o to, że przyjęcie
    postawy "krytykujcie ile wlezie, a ja na wszystko odpowiem" jest niezbyt możliwe
    do zrealizowaniu w realu. Nie będę trzeci raz pisać dlaczego. Swoimi uwagami na
    stronie MM daje wyraźnie do zrozumienia, że ona takiej postawy nie przyjmie i
    nie chce odpowiadać nawet na jedno pytanie bo wie, że to pociągnie za sobą kolejne.

    Zamiast potępiać w czambuł jej postępowanie opierając się wyłącznie na
    teoretycznych etyczno-moralnych przesłankach, spróbujcie sobie wyobrazić, co by
    się stało, jakby MM na to pozwoliła. Wstaje kobieta rano, odpala kompa, a tam
    wiadomości nieprzeczytanych 150 albo kilkadziesiąt nowych postów na forum
    wytykających jej każdą pomyłkę i domagających się wyjaśnień w sposób
    natychmiastowy. A ona siada i odpisuje, odpisuje, odpisuje niestrudzenie na
    każde pytanie począwszy od "czemu Łusia jest ruda" do "mnie wyszło, że Nora nie
    może mieć zielonych oczu, załączam diagram na którym rozpisałam możliwe genotypy
    i fenotypy tej bohaterki, wynika z nich jasno, że to Pani błąd, zalecam więcej
    ostrożności i konsultowanie się z fachowcami w tego typu sprawach". Ona jest
    jedna, nas jest wielu. Przecież to jest zupełnie niemożliwe, do jasnej Anielki.

    Jeszcze jedna kwestia: zgadzam się, że każda osoba działająca w przestrzeni
    publicznej musi się liczyć z tym, że spotka ją krytyka. Jakby MM się nie
    liczyła, to już dawno przestałaby w ogóle publikować, stałaby się emo i
    siedziała na trawie w ogródku roniąc łzy i tnąc się żyletką. Jednak żaden
    muzyk/pisarz/autor nie ma obowiązku otwierania sobie na przykład strony
    internetowej na której każdy może się wpisać i przedstawić swoje zażalenia, a on
    na nie odpowie. Jak człowiek ma ochotę zjechać jakiegoś celebrytę to idzie na
    pudelka, a nie domaga się bezpośrednio od tegoż celebryty wyczerpujących
    wyjaśnień, czemu założył on kapelusik na bakier, a nie prosto. Jak człowiek
    łaknący nieco innych rozrywek pragnie sobie rzucić jakąś uwagę o książkach MM,
    to idzie na to czy inne forum i sobie dyskutuje. Naprawdę aż tak wam brakuje
    dodatkowego miejsca w sieci, gdzie będziecie mogli ponawiać swoje zarzuty co do
    książek MM i walić autorce krytyką bezpośrednio w oczy, a potem krytykować
    jeszcze jej odpowiedzi i odpowiedzi do tych odpowiedzi?

    Najlepiej z PRowego i realnego punktu widzenia byłoby pewnie jakby ktoś MM co
    jakiś czas streszczał najczęściej powtarzające się zarzuty pod adresem jej
    książek, a ona na swej stronie mogłaby wystosować wyczerpującą, acz zbiorową
    odpowiedź. To by stanowiło tak tu pożądaną platformę komunikacyjną. I byłoby
    poprawnie, bo MM by się z nami komunikowała, a nasz głos byłby usłyszany. Tylko
    wiecie co, ja się nawet cieszę, że są na tym świecie jeszcze ludzie, co nie
    muszą postępować ściśle według zasad PRu, marketingu i jak skutecznie sprzedawać
    siebie. MM nie musi, to oczywiste. Jej strona MM to nie blog kand