Dodaj do ulubionych

[OT] Alternatywna Lista Lektur Szkolnych

07.03.10, 08:11
Co wrzucilibyście na listę lektur obowiązkowych? Zaczynamy od
zupełnego zera, szeregujemy epokami. Co Waszym zdaniem powinno się
tam znaleźć?
--
http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
"Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
gdzieee" /by Driadea/
Edytor zaawansowany
  • kooreczka 07.03.10, 09:04
    Starożytność zostawiam jak jest, ale
    -wspominam oo opracowaniach mitów innych niż Parandowski

    Średniowiecze
    -Dodać fragmenty kronik, coś (najlepiej o biskupie Stanisławie) z Galla,
    Kadłubka i Długosza i np. Janka z Czarnkowa żeby pokazać jak wyglądała ówczesna
    publicystyka

    -Renesans
    -Jest jak jest

    Barok
    -Więcej Paska, najlepiej fragment jak się żenił i opis Danii

    Oświecenie
    -Niech będzie jak jest, ale niech wspomną chociaż o "Wiewiórce"!

    -Romantyzm
    -Zostawiam cholerę Wertera, choć nie cierpię go straszliwie- lektury to nie
    koncert życzeń, a przegląd dzieł wpływowych w swojej epoce
    -Nie-boską też -dobrze pokazuje ówczesne poglądy. Antysemityzm Kraszewskiego
    porównać z Mickiewiczem.
    -Przy Panu Tadeuszu niech przeczytają eseje Boya

    Pozytywizm
    -Nad Niemnem leci, Lalka wystarczy
    -Fragmenty reportaży Sienkiewicza i felietonów Prusa(najlepiej ten o wieży i
    trzech ekipach budowniczych)

    Resztę zostawiam.

  • kotbert 07.03.10, 09:59
    "1984" Orwella chciałabym zobaczyć na tej liście.



    --
    kotbert
  • truscaveczka 07.03.10, 11:06
    U mnie to było obowiązkowe w liceum.
    --
    http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
    http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • verdana 07.03.10, 11:17
    Wyrzucamy połówe romantykow, pozytywistow itd., aby zrobic miejsce
    dla literatury współczesnej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ginny22 07.03.10, 11:27
    I dla światowej. Nad dokładnymi typami muszę pomyśleć, ale niemal zupełne
    wykastrowanie literatury obcej na liście lektur bardzo mnie bolało.
  • kooreczka 07.03.10, 11:36
    Nie wiem jak u innych, ale u mnie był w całości "Folwark Zwierzęcy","1984",
    "Fahrenheit 451" i "Nowy, wspaniały świat"- ten ostatni chyba wywołał największą
    dyskusję.
  • andrzej585858 07.03.10, 11:58
    kooreczka napisała:

    > Nie wiem jak u innych, ale u mnie był w całości "Folwark Zwierzęcy","1984",
    > "Fahrenheit 451" i "Nowy, wspaniały świat"- ten ostatni chyba wywołał największ
    > ą
    > dyskusję.

    Same nieprawomyślne książki w latach PRL-u!!
    Ja bym je umieścił w kanonie lektur. Dla okresu średniowiecza poleciłbym
    "Srebrne orły" Parnickiego. Trudna lektura ale bardzo dobrze oddająca realia
    tamtego okresu.
    Koniecznie też coś z literatury iberoamerykańskiej, aby poczuć to co naukowo
    określa się jako "realizm magiczny".
    Potem przy czytaniu Jeżycjady przyda się jak najbardziej.
  • kooreczka 07.03.10, 12:05
    Przepraszam, ale ja już z pokolenia które PRL zna tylko z filmów i literatury
    tudzież domowych opowieści.
    Z iberoamerykańskich miałam opowiadania Cortazara.
  • ginny22 07.03.10, 12:08
    Do jakiego liceum chodziłaś?
  • kooreczka 07.03.10, 12:37
    Najbliższego, państwowego. Dyskusja na temat totalitaryzmu miał miejsce w
    gimnazjum- też państwowym, w niewielkim miasteczku.
    Mam jednak świadomość, że wiele zawdzięczam nauczycielom i dyrektorom, którym
    się chciało organizować bibliotekę, zagraniczne wymiany, kółka i zajęcia dodatkowe.
  • ananke666 08.03.10, 00:41
    > -Nie-boską też -dobrze pokazuje ówczesne poglądy. Antysemityzm Kraszewskiego
    > porównać z Mickiewiczem.

    Kraszewskiego?... ;)
    --
    Tupecik
  • kooreczka 08.03.10, 08:49
    Zaraza, Krasiński (dobrze, że nie Krasicki). Wszystko jedno i tak obu nie lubię
    (choć Kraszewskiego bardziej).
  • verte34 03.04.10, 21:54
    > Zaraza, Krasiński (dobrze, że nie Krasicki). Wszystko jedno i tak
    obu nie lubię
    > (choć Kraszewskiego bardziej).
    Ależ Krasicki właśnie. Mylą się jak 150, ale ja mam to
    opanowane przy pomocy mnemotechniki:
    Biskup Krasicki - łapał damy za... :))
    --
    Mam ciało 18-latki - trzymam je w tapczanie.
    Mój mały interes
  • alitzja 04.04.10, 12:50
    verte34 napisała:

    > > Zaraza, Krasiński (dobrze, że nie Krasicki). Wszystko jedno i
    tak
    > obu nie lubię
    > > (choć Kraszewskiego bardziej).
    > Ależ Krasicki właśnie. Mylą się jak 150, ale ja mam to
    > opanowane przy pomocy mnemotechniki:
    > Biskup Krasicki - łapał damy za... :))


    Ależ Kooreczka pisała o "Nie-Boskiej komedii", a to Krasiński jest.
    Słusznie się więc poprawiła z Kraszewskiego. I NIE Krasicki.

    --
    "Jestem teraz jak wypalony fajerwerk, ale przynajmniej byłem
    fajerwerkiem" (Robert Frobisher)
  • marslo55 06.04.10, 10:37
    alitzja napisała:
    "Ależ Kooreczka pisała o "Nie-Boskiej komedii", a to Krasiński jest.
    Słusznie się więc poprawiła z Kraszewskiego. I NIE Krasicki."
    Trzej panowie "Kra" i tak ułatwili nam sprawę, przychodząc na świat
    w kolejności alfabetycznej. Przyznam natomiast, ze nie wiem, w czym
    tu moze pomoc mnemotechnika cyckowa, bo chyba zaden z trezch
    omawianych tu tworcow nic przeciwko cyckom nie mial?
  • yennefer_z_v 07.03.10, 12:11
    Antyk, średniowiecze i renesans bez większych zmian, chociaż może przydałoby się
    więcej ważnych tekstów filozoficznych. I właśnie zauważyłam, że ze średniowiecza
    jest tylko "Bogurodzica". Za moich czasów czytaliśmy przynajmniej jeszcze
    "Dzieje Tristana i Izoldy" - powinny zostać.
    Baroku nie lubię, więc się nie wypowiem ;)
    W oświeceniu powinni dać przynajmniej fragmenty "Rękopisu..." .
    W romantyzmie mniej Mickiewicza, więcej Słowackiego. I odejście od nastawienia,
    że romantyzm to martyrologia i wydumane miłości, li i jedynie.
    Pozytywistycznych "kobył" jest za dużo, potem brakuje czasu na współczesność.
    Tylko nie wiem, czego się pozbyć. Sienkiewicza lubię najmniej, ale chyba jednak
    trzeba znać, więc może - z bólem serca - wyciąć Orzeszkową?
    Młoda Polska - raczej w porządku.
    Może Żeromskiego powinno być mniej. Nie wiem, co z "Granicą" - ja lubię, ale
    miałam wrażenie, że omawianie tego jest bez sensu.
    A dalej: obowiązkowo Gombrowicz, Schulz, Mrożek. Mimo że cenię Witkacego, w
    liceum się z tego jeszcze nic nie rozumie (a i potem ciężko). Jeśli już, to
    lepiej na oswojenie "W małym dworku" zamiast "Szewców". Okroiłabym nieco
    literaturę lagrową i łagrową - ale nie za bardzo, bo już teraz ludzie za łatwo
    zapominają. Koniecznie Szczypiorski ("Początek" albo "Msza...").
    Więcej poezji współczesnej! Nie tylko pojedynczy wiersz wyrwany z kontekstu.
    Ze światowej koniecznie Orwell. Plus to, co jest w spisie.
  • verdana 07.03.10, 12:26
    Pamietajcie jednak, ze teraz liceum ma 3 lata, nie 4 - więc lektur
    musi być mniej. problem w tym, że powiekszanie spisu literatury z
    klasyki, to wrecz proszenie się o to, by mlodzież czytała tylko
    bryki. Albo - co gorsza - aby pilna mlodziez czytała TYLKO lektury
    szkolne, rezygnuujac z czytania dla przyjemności. To już wole tych
    leniwych z brykami.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kooreczka 07.03.10, 12:46
    Verdano,w liceum jest gorzej niż myślisz. To lektury omawiane na 2-3 godzinach
    (Chłopi!), pocięte na fragmenty, bo na nic nie ma czasu (tak na każdym
    przedmiocie, z programem wyrobił się tylko chemik, bo poświęcił wychowawcze.)

    Osobiście nie lubię poezji współczesnej, a język to IMHO raczej historia
    literatury niż czytanie modnych tekstów.
    Rękopis jako lektura odpada- zbyt zagmatwany i niejednoznaczny, choć należy
    opowiedzieć, ze istnieje i w jakich okolicznościach powstał.
  • verdana 07.03.10, 12:57
    Nie jest gorzej niz myslę - ja niestety, wiem co jest w liceum...
    Zresztą z programem nie wyrabiają się juz nauczyciele podstawówki i
    ja się nie dziwię - naszego podrecznika, ktory obejmuje tylko
    podstawy programowe, żaden nauczyciel nie zdąży zrobić, a uczeń,
    ktory mialby się tego uczyć, nie pozostalby przy zdrowych zmysłach...
    Za to ciesze się, że na lektury nie starcza czasu. Dzięki temu może
    ktos potem sięgnie po nie z przyjemnoscią:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • marajka 08.03.10, 01:10
    Starożytność- Mitologia Kubiaka(framgenty, te pikantniejsze)
    Średniowiecze- więcej poezji świeckiej
    Renesans- Biernat z Lublina, więcej fraszek Kochanowskiego
    Barok- nic
    Oświecenie- nic(najlepiej jeszcze wyciąć trochę)
    Romantyzm- Poganka, Kollokacja
    Pozytywizm- Dygasiński, GERMINAL!
    Młoda Polska- "Chłopi" w całości
    Dwudziestolecie- nic
    II wojna- Szkice Piórkiem, Buty i inne opowiadania, Czarny Potok...ale tego i tak by pewnie nikt nie przeczytał.
    Współczesność- Tokarczuk, Stasiuk, Marquez, Świetlicki, więcej uwagi dla mniej popularnej literatury np. bałkańskiej, ukraińskiej, słowackiej.
    --
    "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
    A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
  • ananke666 08.03.10, 01:49
    Starożytność - Biblia definitywnie won, zamienić Parandowskiego na Kubiaka,
    dołożyć jedną komedię Plauta albo Swetoniusza jeden opis dowolnego
    przedstawiciela dynastii julijsko-klaudyjskiej.

    (co do Biblii - omówienie Biblii powinien załatwić kompetentny katecheta. Co
    sądzę o poziomie nauki religii w polskiej szkole zachowam dla siebie, bo nie
    będę się wyrażać. Powiem krótko, że jeśli zamiast paru pogadanek o dobrych
    uczynkach na ten przykład katecheta porządnie omówi Biblię jako dzieło
    literackie, to wyjdzie uczniom tylko na dobre. Na takie lekcje może przyjść cała
    klasa, łącznie z innowiercami i ateistami, a poloniście zwolni się trochę miejsca).

    Średniowiecze - ze dwa fragmenty kronik Anonima i Długosza. Ja miałam,
    siostrzeniec już nie, reszta jak jest. Wywalić uczenie się na pamięć
    Bogurodzicy, omówienie wystarczy

    Renesans - jak jest. Powyrzucać niektóre wiersze (gwoli skrócenia listy)

    Barok - dodać Paska, popieram Kooreczkę, wsadziłabym to samo, czyli opis ożenku
    i koniecznie! opis Danii, wywalić pojedyncze wiersze za to.

    Oświecenie - jak jest.

    Patrzę na jakieś spisy lektur do liceum - nie widzę ani Balladyny, ani kawałków
    Beniowskiego - faktycznie nie ma? Dziiiwne.
    Dziady cz. II - wylot. Zostawić III. IV - wylot, najwyżej fragmenty. Lubię
    bardzo Dziady, ale cóż.
    Wywalić Pana Tadeusza. Wystarczy inwokacja, opis Soplicowa, zajazd, spowiedź
    Jacka Soplicy i koniec ks. XII. Cudowna książka, ale wiara, że przeczyta ją
    więcej niż 10% uczniów jest czczym złudzeniem.

    Nad Niemnem do wylotu. Miałam w lekturze Krzyżaków, jeśli zostali - won.
    Kamizelki, Janki Muzykanty, Tadeusze - won. Antek zostaje.

    Przedwiośnie, Noce i dnie - won.

    Reszta zostaje.

    Po wywaleniu kilku świętości polskiej szkoły, czyli długaśnych ramotów, których
    nikt nie chce czytać, zyskamy nieco miejsca na współczesność. Prywatnie mogę
    sobie te ramoty kochać, ale kurczę! Literatura polska kończy się w szkole na
    latach 60, i to z wywieszonym ozorem, a zaraz potem jest matura. A ostatnie 40
    lat - nie ma! A przy omawianiu antyutopii będzie można obok Orwella umieścić
    naszą polską - Limes inferior Zajdla.






    --
    Tupecik
  • ananke666 08.03.10, 03:38
    Dodam, że nie tak dawno temu wielokrotnie zdarzało mi się słyszeć psioczenie
    starego pokolenia na dzisiejszą edukację w przeciwieństwie do przedwojennego,
    solidnego wykształcenia. Z częścią argumentów mogę się zgodzić, ale jakoś im nie
    wpadło do głów, że dzisiejsza młodzież ma do obkucia prawie stulecie więcej.
    Część literatury międzywojnia, cała wojenna i powojenna, gdzieś to trzeba
    zmieścić, a historia, a biologia?... genetyki przed wojną nie zakuwali... itd.
    Nie ma bata, niektóre rzeczy po prostu będą musiały wylecieć. Chyba, że ktoś
    pójdzie po rozum do głowy i program klas pierwszych LO zrealizuje w gimnazjum.
    --
    Tupecik
  • kooreczka 08.03.10, 08:47
    Ile jest tej Biblii? Stworzenie świata, wygnanie z raju, jeden psalm (budowa,
    rola), Hiob, motyw vanitas, jedna przypowieść, trochę Apokalipsy frazeologizmy z
    Biblią związane, trochę o wydaniach i polskich tłumaczeniach- łącznie ze trzy
    lekcje, wszystko to do czego odwoływano się często w literaturze.

    Bogurodzicy nikt chyba nie uczy się na pamięć. Balladyna jest w gimnazjum.
    Dziady zostawić, bo ładnie komponują się z Kordianem. Kamizelki, Janki
    Muzykanty- to podstawówka. Noce i Dnie jest pierwsza część.
  • mama_kotula 08.03.10, 09:35
    CytatBogurodzicy nikt chyba nie uczy się na pamięć.

    Ja. Ja się uczyłam w pierwszej klasie ogólniaka na pamięć. Ale na muzykę :P
    Dla mnie nic takiego, ale dla reszty płacz i zgrzytanie zębów :]:]:]

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • kooreczka 08.03.10, 10:34
    Zważ jednak, że uczyłaś się długi czas temu. Program od czasów kiedy większość
    tu wypowiadających się skończyła szkołę jednak zdążył się pozmieniać.
  • mama_kotula 08.03.10, 11:35
    kooreczka napisała:

    > Zważ jednak, że uczyłaś się długi czas temu. Program od czasów kiedy większość tu wypowiadających się skończyła szkołę jednak zdążył się pozmieniać.

    Ej Kooreczka, chyba za poważnie to wszystko bierzesz :]:]:]

    Program się pozmieniał, to fakt, wszędzie - od zerówki do liceum. A jak patrzę na listę lektur podstawówkowych (tak, o podstawówce też możemy pogadać, nie tylko o liceum) mojego syna, to w 90% identyczne w klasach 1-3 miałam 22 lata temu, i moja siostra prawie 30 lat temu. I już wtedy były to przestarzałe książki, nijak nie przystające do rzeczywistości. I żeby to jeszcze była jakaś Wielka Literatura, ale nie, to nie jest nawet mała literaturka, tylko jakieś koszmarki.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • ananke666 08.03.10, 11:57
    > Ile jest tej Biblii? [...] łącznie ze trzy
    > lekcje, wszystko to do czego odwoływano się często w literaturze.

    Trzy lekcje w programie to niemało, bo zawsze, ale to zawsze ich brakuje. A te
    naprawdę może przeprowadzić kto inny i czasu będzie mieć dość. Chyba, że
    katecheta taki zdatny, że nie umie, ale wówczas nie bardzo nadaje się do tego
    zawodu... Grrrr nie będę się wdawać w naukę religii, nie będę się wdawać w naukę
    religii...

    > Bogurodzicy nikt chyba nie uczy się na pamięć.

    Ja się uczyłam. Siostrzeniec - obecnie 3 lata po maturze - też. To chyba zależy
    od szkoły i nauczyciela. Kawałków Pana Tadeusza też się uczyłam, opis puszczy
    pamiętam do dziś.
    W ogóle wyrzuciłabym wszelkie uczenie się na pamięć wierszy w liceum. Zabiera
    tylko cenny czas i niczemu nie służy.

    > Balladyna jest w gimnazjum.

    To dobrze.

    > Dziady zostawić, bo ładnie komponują się z Kordianem. Kamizelki, Janki
    > Muzykanty- to podstawówka. Noce i Dnie jest pierwsza część.

    Info brałam z internetowych spisów lektur. Wszystko to było przewidziane
    programem w liceum. Jeśli Janków nie ma, to tym lepiej.
    Jeśli Nocy i dni jest tylko pierwsza część, to tym łatwiej wyrzucić. Won, po
    trzykroć powiadam, won.
    --
    Tupecik
  • kkokos 08.03.10, 12:16
    a mnie od dawna zadziwia, że np. lektur nie da się w szkole zamienić
    na ich ekranizacje. i oczywiście nie mam na myśli durnowate
    ekranizacje typu nad niemnem (goły biust u orzeszkowej??????), tylko
    te będące również rewelacyjnymi filmami. po kiego grzyba musiałam
    się przedzierać przez faraona, z bólem zębów, skoro faraon
    sfilmowany jest filmem tak dobrym, że miał nominację do oscara i do
    złotej palmy?? w XX, a tym bardziej XXI wieku kultura wysoka, którą
    jak rozumiem szkoła ma wdrukowywać w uczniów, to już naprawdę nie
    tylko słowo pisane. i takie noce i dnie na przykład są rewelacyjnym
    filmem, a w czytaniu - wiadomo.
  • ananke666 08.03.10, 12:20
    Czyj był goły? Bo nie pamiętam, dawno oglądałam...
    --
    Tupecik
  • kkokos 08.03.10, 12:26
    justysi oczywiście, gdy dokonywała ablucji wieczornych, w obecności
    marty. towarzyszył temu jakiś tam dialog, który równie dobrze mógł
    się potoczyć przy łuskaniu fasoli
  • marslo55 08.03.10, 12:33
    kkokos napisała:
    "towarzyszył temu jakiś tam dialog, który równie dobrze mógł się
    potoczyć przy łuskaniu fasoli"
    Alez luskanie fasoli nie utrzyma ucznia przed ekranem rownie
    skutecznie, jak wyluskiwany spod koszuli biust Justysi! A ablucji
    wszak u Orzeszkowej dokonywano, cieszmy sie, ze walorow Justyny nie
    ukazano nam w bardziej kontrowersyjnych okolicznosciach!

  • mama_kotula 08.03.10, 12:31
    Cytata mnie od dawna zadziwia, że np. lektur nie da się w szkole zamienić na ich ekranizacje.

    To zależy chyba od ekranizacji. Nie jestem do końca przekonana (o rajuniu, stara się robię).

    Ja jestem przede wszystkim za tym, aby sztuki teatralne oglądać na scenie bądź w teatrze telewizji, a nie czytać.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • kkokos 08.03.10, 12:50
    > To zależy chyba od ekranizacji.

    no toż dokładnie to napisałam :)

  • andrzej585858 08.03.10, 13:26
    Nigdy nie przeczytałem "Hamleta" gdyż nie dałem radu przebrnąć przez tekst
    pisany, do czego ze skruchą się przyznaję.
    Za to nie opuściłem żadnej ekranizacji tego dzieła i do dzisiaj pamiętam
    radziecką ekranizację ze Smoktunowskim w roli Hamleta - dla mnie najlepsza!!
    Czasem jednak ekranizacje, pomimo wszelkich zastrzeżeń, bardziej przybliżają
    sztukę niż jej wersja papierowa.
  • paszczakowna1 08.03.10, 15:19
    > Ja jestem przede wszystkim za tym, aby sztuki teatralne oglądać na scenie bądź
    > w teatrze telewizji, a nie czytać.

    A to na pewno. Znacznie lepiej 'Wesele', 'Balladynę' (apocoto? Popłuczyny po
    Szekspirze, znacznie lepiej dać Szekspira, chcemy dać sztukę Słowackiego, to
    dajmy 'Fantazego' w klasie humanistycznej, bo to przynajmniej oryginalne i nawet
    fajne) czy 'Zemstę' oglądać, niż czytać. Można by tu jeszcze 'Pana Tadeusza'
    dołączyć (wiersz to wiersz, moze być ze słuchu).

    Co do powieści - to zależy, co chcemy z nimi robić. Jeżeli ważna jest warstwa
    filozoficzna czy obyczajowa, to w sumie moze byc i ekranizacja, ktora te strone
    zachowuje czy uwypukla. Jezeli konstrukcja, jezyk itp - to lektura jest
    niezastapiona.
  • croyance 09.03.10, 19:23
    O, a ja UWIELBIAM Balladyne.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • ateh7 09.03.10, 20:11
    Ja też! W 6 klasie z koleżanką czytałyśmy na role! Ale był ubaw :)
  • dakota77 08.03.10, 13:23
    Hm, nie jestem przekonana do takiej idei. Ekranizacja jako
    uzupelnienie lektury, jak najbardziej. Zamiast- niekoniecznie.
    Przeciez na lekcjach omawia sie literature, nie sztuke filmowa. Film,
    chocby dosc wierny, to wizja rezysera, nie autora ksiazki.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mmaupa 08.03.10, 13:35
    Zgadzam sie z Dakota.
    --
    Don't panic, it's organic!
  • kkokos 08.03.10, 14:49
    > Przeciez na lekcjach omawia sie literature, nie sztuke filmowa.

    i właśnie słuszność tego poddaję w wątpliwość. lekceważenie sztuki
    filmowej w szkole przy jednoczesnym nacisku na literackie ramotki
    typu krzyżacy jest chyba w XXI wieku nieporozumieniem. może zamiast
    dręczyć młódź krzyżakami jako klasyką literatury zmuśmy ją do
    obejrzenia klasyki filmowej? czy aby na pewno krzyżacy są lepszą
    strawą duchową? zmuszają do postawienia sobie jakichs ważkich pytań?
    nie, są wałkowani w szkole, bo za komuny byli jak znalazł do
    udowadnienia tezy, że niemcy są odwiecznymi wrogami polaków.

    Film,
    > chocby dosc wierny, to wizja rezysera, nie autora ksiazki.

    a mam to w nosie. mogłabym poprzestać na weselu wajdy nie czytając
    wyspiańskiego. to wielki film i po jego obejrzeniu - wraz z
    omówieniem w szkole - uczeń wcale nie będzie uboższy o wiedzę o
    dylematach młodopolskich niż po przeczytaniu i "przerobieniu na
    lekcjach" sztuki.
  • kooreczka 08.03.10, 15:09
    Bez przesady, jak ekranizacja jest warta uwagi to się ją ogląda albo o nie
    chociaż wspomina.
    Zresztą ile mamy tych świetnych ekranizacji, w których po wprowadzeniu
    koniecznych zmian które nie zmieniono sensu oryginału?
  • ananke666 08.03.10, 15:10
    To się sprawdza tylko przy dramatach. Uczeń po obejrzeniu dramatów nie zna tylko
    niektórych didaskaliów, a reszta, co do słowa, pada z ust aktorów. Tyle, że to
    wyklucza pracę na tekście.

    Ale w przypadku powieści - klapa. O fabule się dowie, o pisarstwie nic.
    --
    Tupecik
  • kkokos 08.03.10, 15:31
    > Ale w przypadku powieści - klapa. O fabule się dowie, o pisarstwie
    nic.


    to ja ponowię pytanie - czy w każdym przypadku musi? czy naprawde
    język żeromskiego w syzyfowych pracach jest aż tak niezbędny do
    życia i niezastąpiony??
  • ananke666 08.03.10, 15:41
    Ale opisy w Trylogii już niezastąpione są. W Lalce też.
    --
    Tupecik
  • yennefer_z_v 08.03.10, 21:06
    Mnie właśnie ostatnio GW zbulwersowała reklamami ekranizacji, które mogą
    zastąpić książkę. I to hasło reklamowe: "Lektury, które nie nudzą". Jestem
    jednak w tej kwestii radykalna i scyzoryk mi się w kieszeni otwiera. Jako
    uzupełnienie - jak najbardziej. Jest mnóstwo dobrych adaptacji filmowych, a
    znajomość filmu polskiego wśród studentów leży i kwiczy. Ale nigdy zamiast
    czytania.
  • kkokos 08.03.10, 21:07
    Ale nigdy zamiast
    > czytania.

    wszelki dogmatyzm jest szkodliwy, także w tej sprawie.
  • dakota77 08.03.10, 21:27
    Wiesz, ty z kolei popierasz oduczanie uczniow czytania, to tez
    dogmatyzm:).
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • kkokos 08.03.10, 21:38
    dakota77 napisała:

    > Wiesz, ty z kolei popierasz oduczanie uczniow czytania, to tez
    > dogmatyzm:).

    no dakoto, kto jak kto ale ty potrafi czytać ze zrozumieniem - gdzie ja niby
    popieram oduczanie czytania? czy gdziekolwiek napisałam "nie czytać w ogóle i
    niczego, zamiast tego oglądać choćby najkiepściejsze ekranizacje"????? wręcz
    przeciwnie, napisałam, że są ekranizacje i ekranizacje. uprę się przy tych dwóch
    przykładach - bardzo akademicka i nudna ekranizacja syzyfowych prac z
    powodzeniem zastąpi nudną książkę, której jedyna wartość leży w warstwie
    ideologicznej, jeśli z nią chcemy ucznia zapoznać. a wesele jest genialnym
    filmem, zarówno jeśli rozpatrujemy je jako dzieło samodzielne, jak i jako
    ekranizację. czy koniecznie musimy dublować je z książką? jest jakiś argument
    poza dogmatycznym "należy czytać"?
  • dakota77 08.03.10, 22:37
    Czesc dzieciakow nigdy pewnych ksiazek nie przeczyta, jak nie w
    szkole. Mnie sie twoj pomysl z filmami podoba, tylko to musialoby byc
    poza lekcjami jezyka polskiego, to mzoe byc ciezkie do zrealizowania
    w praktyce.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • kooreczka 08.03.10, 22:05
    Wybaczmy im bo wydają min. genialne "Panny z Wilka", których kopię na
    zniszczonym VHSie parę lat temu* (jeszcze przed epoką Piratów Wód Netowych)
    wychodziłam po znajomości w bibliotece w dalekim mieście, bo potrzebna była do
    konkursu, a za ChRL nie była do dostania.

    *Tuż po premierze "Kalmaburki"- knige wymagano do olimpiady, wykupiona
    dokumentnie, w bibliotece niet- pożyczałam od znajomych znajomych na dwa dni.
  • kkokos 08.03.10, 22:15
    kooreczka napisała:

    > Wybaczmy im bo wydają min. genialne "Panny z Wilka",

    a panny z wilka moja polonistka analizowała właśnie w połączeniu z opowiadaniem
    - jak bardzo jest ono niefilmowe, jak niewiele się w nim fabularnie dzieje i jak
    wiele z niego wajda wycisnął robiąc świetny film.
  • kooreczka 08.03.10, 15:53
    Akurat o "Syzyfowych Pracach" moja polonistka na szczęście "zapomniała" i chwała
    jej za to
  • kkokos 08.03.10, 17:41
    moja nawet nie udawała, że zapomniała o granicy - stwierdziła wprost, że to
    głupia książka i nie będziemy jej czytać :)

    a syzyfowe prace to jakoś koło siódmej klasy mi się kołaczą, tak jak placówka -
    czy dziś jeszcze czyta się w szkole o ślimaku?
  • kooreczka 08.03.10, 18:24
    Akurat "Granicę" uważam za jedną z mądrzejszych książek, które w szkole
    przerabiałam- zwłaszcza dla tych co "na pewno nie będą jak rodzice".
  • ateh7 09.03.10, 20:31
    Ja bardzo lubiłam Granicę, stała się ona nawet przedmiotem dość
    obszernych rozważań moich ze znajomymi. Dziwnie to pewnie wyglądało -
    z boku patrząc byliśmy bandą wyjątkowo złej młodzieży, a
    rozważaliśmy lektury szkolne.

    Ślimaka się już dziś nie czyta, za to mój tata pisał z niego egzamin
    do szkoły średniej. Mamy w domu tę pracę, stąd i do książki mam
    sentyment.
  • marajka 08.03.10, 14:58
    > a mnie od dawna zadziwia, że np. lektur nie da się w szkole zamienić
    > na ich ekranizacje.
    Bo w czytaniu książek nie chodzi tylko o znajomość ich treści. Nie da się zastąpić książki nawet najbardziej dokładną ekranizacją. Jasne, że można obejrzeć Lalkę i Faraona, ale co będzie się wtedy wiedziało o pisarstwie Prusa? O powieści?

    ? w XX, a tym bardziej XXI wieku kultura wysoka, którą
    > jak rozumiem szkoła ma wdrukowywać w uczniów, to już naprawdę nie
    > tylko słowo pisane.
    Zgadzam się. Ale to nie powód, żeby rezygnować z książek na rzecz filmów. Można w ramach WOKu zrobć trochę zajęć z filmoznawstwa.
    --
    "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
    A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
  • kkokos 08.03.10, 15:06
    Jasne, że można obejrzeć La
    > lkę i Faraona, ale co będzie się wtedy wiedziało o pisarstwie
    Prusa? O powieści
    > ?

    a czy ja w szkole naprawdę muszę znać pisarstwo prusa i z faraona, i
    z lalki? lalka jest bardzo ważna dla polskiej kultury, wchodzi do
    kodu kulturowego polaka - a faraon nie. śmiem za to twierdzić, że
    film kawalerowicza jest znacznie ważniejszy dla polskiego kina niż
    powieść dla polskiej literatury.
  • marajka 08.03.10, 20:35
    Ale dalej nie rozumiem, co ma piernik do wiatraka? Na polskim uczy się o literaturze i języku. Nauka o filmach to dobry pomysł, ale nie na polskim, a na WOKu.
    --
    "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
    A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
  • kkokos 08.03.10, 15:26
    za szybko wysłałam

    Można
    > w ramach WOKu zrobć trochę zajęć z filmoznawstwa.

    tia, trochę zajęć z filmoznawstwa w ramach WOK, przedmiotu
    pobocznego, który traktowany jest jak klasyczny michałek i który ma
    może 10, może 15 proc. licealistów. ot, taka nowinka, ciekawostka,
    eksperyment.

    tymczasem przeciętny człowiek w roku 2010 atakowany jest obrazem,
    nie słowem. może warto jednak poświęcić trochę więcej czasu w szkole
    na rozumienie tych obrazów, odróżnianie dobrych od złych.

    jest jakas przyczyna, dla której poezję barokową omawia się na kilku
    króciutkich przykładach - a wszak nie mieliśmy tylko jednego, mało
    płodnego poety. jest jakaś przyczyna, dla której nie uczymy się na
    pamięć mapy świata starożytnego w różnych okresach - a moja matka
    tuż po wojnie się uczyła i zawsze ubolewała, że ja nie. może po
    prostu nie jest nam już potrzebna tak dogłębna znajomość literatury,
    bo kod kulturowy bardzo się zmienił? odwołuje się do innych dzieł
    niż kilkadziesiąt lat temu? może więcej zyskamy, jeśli w szkole
    przemyślimy felliniego i 2001 odyseję kosmiczną niż krzyżaków?

    no cóż, głośno myślę, tak naprawdę nie wiem, czy mam 100 proc.
    racji - choć trochę na pewno :)
  • verdana 08.03.10, 21:46
    Ja się zgadzam - uwazam, ze bez znajomosci "Syzyfowych prac" mlody
    czlowiek będzie się doskonale poruszał w dzisiejszej rzeczywistosci,
    nawet jesli chce być dobrym humanista i kulturalnym borejkowcem,
    natomiast całkowity brak znajomosci klasyki kina jest takim samym
    wstydem, jak nie odróżnianie Szekspira od Słowackiego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kooreczka 08.03.10, 14:34
    Ale Biblię jako dzieło literackie powinna omówić osoba kompetentna. To nie jest
    nauka religii, ale podanie motywów i form mających w niej początek i
    przerabianych w innych epokach.
  • andrzej585858 08.03.10, 15:14
    kooreczka napisała:

    > Ale Biblię jako dzieło literackie powinna omówić osoba kompetentna. To nie jest
    > nauka religii, ale podanie motywów i form mających w niej początek i
    > przerabianych w innych epokach.

    Jest bardzo dobra książka autorstwa Bukowskieg0 "Biblia a literatura polska".
    Nie mam zbytniego przekonania to tak pobieznego zajmowania się Biblią ale
    omówienia pewnych fragmentów nie da się jednak uniknąć.

  • verdana 08.03.10, 15:20
    Biblia zostaje. nie wyobrażam sobie wyksztalcenia bez znajomosci
    zadnych psalmow.
    natomiast mnie od dawna dziwi, dlaczego człowiek wyksztalcony ma
    znać stare ksiązkowe ramoty, a może nie slyszeć o "Obywatelu
    Kane", "Dwunastu gniewnych ludziach" czy "Dybuku" (ten ostatni jest
    jedynym polskim przedwojennym filmem uznanym ówczesnie za dzieło
    sztuki - takze przez endeków...
    To jakis absurd, szkoła ignorująca ponad stuletnią tradycję kina...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 08.03.10, 15:34
    ja sie w pelni zgadzam, ale to chyba nie material na lekcje z jezyka
    polskiego? trzeba by wprowadzic zajecia o kulturze wspolczesniej,
    filmoznawstwo, cos w ten desen. Juz widze, jak kazda szkola znajduje
    nauczycieli takich przedmiotow. Ale idea super, jak najbardziej.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • filifionka-listopadowa 09.03.10, 21:23
    dakota77 napisała:
    Juz widze, jak kazda szkola znajduje
    > nauczycieli takich przedmiotow.

    Bo przecież zignorowali by tych wszystkich absolwentów filmoznawstwa lub jakiś
    okołofilmowych specjalizacji kulturoznawczych, którzy pałają ochotą by opowiadać
    o swojej pasji i związku z czym prześladują mnie na imprezach, by rozwiewać
    opary mniej ignorancji.

    --
    Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
    zdążyła dotrzeć treść jej słów.
  • dakota77 09.03.10, 21:45
    Taa, ale starczy tych pasjnoatow do kazdej szkoly? No i czy kazdy z
    nich rzuci sie do nauczania?
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • dakota77 09.03.10, 21:53
    Filmoznawstwo to nie jest kierunek, ktory mozna znalec na kazdej
    uczelni. Ile rocznie moze byc tych filmoznawcow? 120? A szkol mamy
    dosc sporo. A taki program nie moze byc przeciez oddolna rewolucja,
    musialby byc pewnie zatwierdrzony przez MEN i wprowadzony do
    wszystkich szkol srednich.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • verdana 10.03.10, 19:27
    Ależ po co komu filmaoznawca - czyż mlodzież nie może po prostu
    obejrzeć filmu, tylko musi być specjalista, ktory go omowi od
    podszewki, zanalizuje , a następnie odpyta? Chyba tylko w tym celu,
    aby mlodziez nie tylko nie chciała czytać, ale i oglądać filmów.
    Wystarczyłoby POKAZAĆ trochę dobrych filmow i dac sobie spokoj z
    naukowym ich omawianiem.
    Dlaczego w szkole nie można po prostu dac dzieciakom czegos
    ciekawego, atrakcyjnego, bez unaukowienia tego i zanudzenia na
    śmierć?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 10.03.10, 20:03
    Pewnie, ze mozna pokazac, ale moze na jakims kolku? Bo dyskusja
    Zaczela sie od lektur. Na jezyku polskim. A ciezko
    uznac taka perelke jak no. Obywatel Kane za cos, co pasuje do lekcji
    jezyka polskiego. Cos nam sie rozmywaja granice tego przedmiotu.

    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • verdana 10.03.10, 20:06
    "Mistrz i Małgorzata", czy "Antygona" to też nie język polski, tak
    patrzac na to realistycznie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 10.03.10, 20:11
    A MiM jest lektura, tak z ciekowosci?
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • kkokos 10.03.10, 20:39
    >>Cos nam sie rozmywaja granice tego przedmiotu.

    ale bo też od dawna są - albo były - rozmyte. ja pamiętam polski w liceum nie
    tylko jako historię literatury, ale też - co robił też dmuchawiec - literatura
    była pretekstem do stawiania wielkich pytań. poznawaliśmy wielkie pytania epok i
    odpowiedzi na nie, jakie dawali pisarze i poeci, sporo tych pytań jest wciąż
    aktualnych. lektura miała skłaniać do przemyśleń - bo matura była EGZAMINEM
    DOJRZAŁOŚCI, a nie testem z kluczem. egzaminem dojrzałości, czyli także dowodem
    na to, że dorastający człowiek pewne pytania już sobie zadaje i ma swoje zdanie.
    i te pytania padają także w filmach.
  • ananke666 08.03.10, 15:21
    Nie wątpię, że jest, tylko w szkole nie ma na to czasu.

    Nie chodzi mi o to, żeby Biblię wyrzucić ze szkoły. Ona jest potrzebna. Chodzi
    mi o zwolnienie kilku godzin poloniście, a w przypadku Biblii naprawdę się da.
    Nie mówiąc o tym, że katecheta czasu ma więcej. Nikt mi nie wmówi, że program ma
    napięty.
    --
    Tupecik
  • kkokos 08.03.10, 15:35
    ananke666 napisała:

    > Nie wątpię, że jest, tylko w szkole nie ma na to czasu.

    bo się go marnuje na krzyżaków :)
  • verdana 08.03.10, 20:16
    Bo go sie marnuje na wszystko. na :"Kzt=rzyzakow", na uczenie granic
    rozbicia dzielniciowego i genealogii Piastów sląskich, na uczenie
    matematyki w zakresie, ktorej nie rozumie 80% licealistów (kiedyż
    ktoś zrozumie, ze poziom matematyki jest tak niski bo jest za
    wysoki), na uczenie rocznego wydobycia czegokolwiek gdziekolwiek, na
    yczenie o UE jak niegdys o ZSRR, na opis budowy komorkowej potrzebny
    jedynie przyszłym biologom i medykom, na referaty o wykorzystanie
    gazu ziemnego, o zasadach gry w tenisa i na usiłowanie przerobienia
    z 12-13 latkami "Antygony".
    A "nie ma czasu" na absolutnie niezbędne podstawy ekonomii (i nikt
    nikt mi nie mowi, ze jest "Przedsiębiorczość", na elementarną dla
    wykształconego człowieka znajomość kultury, filozofii, podstaw
    ochrony zdrowia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 08.03.10, 20:26
    A czego uczy sie o UE? Bo po efektach sadzac, jest tych zajec o wiele
    za malo.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 08.03.10, 20:52
    dakota77 napisała:

    > A czego uczy sie o UE? Bo po efektach sadzac, jest tych zajec o wiele
    > za malo.


    Może i dobrze że za mało? Nie wiem czy uczeń pozytywnie zareagowałby na
    informację że marchewka to owoc, a ślimak to ryba?
    Jasne że kpię, ale te zachwyty nad Unią jako żywo przypominają podobne, tylko że
    nad RWPG.
  • dakota77 08.03.10, 21:26
    Wskaz prosze zachwyty nad Unia w moim poscie, dobrze?

    Unia nie zawsze dziala jak trzeba, ale to jest rzeczywistosc, w
    jakiej zyjemy, i poznanie jej czlonkow by nam nie zaszkodzilo. Duzo
    wiesz o Malcie czy Estonii?
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • verdana 08.03.10, 21:38
    Nikt dzieci nie uczy o Malcie czy Estonii, nawet takich prob nie ma
    (ciekawe to wiec zbedne) - dzieci uczą sie o strukturach Unii, o
    funduszach unijnych i o calej rozbudowanej biurokracji. Nic o Unii
    nie wiedza, bo umierają z nudów - w tym wypadku, jeśli chcemy, by
    cos wiedzialy, to trzeba mowic mniej, ale sensowniej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 08.03.10, 22:38
    W pelni popieram. Dzieci struktury nie interesuja, wolalabym zeby sie
    uczyl,y o innych krajach unijnych. tak jak dzieciaki z Unii powinny
    uczyc sie o Polsce:)
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 08.03.10, 22:13
    dakota77 napisała:

    > Wskaz prosze zachwyty nad Unia w moim poscie, dobrze?
    >
    > Unia nie zawsze dziala jak trzeba, ale to jest rzeczywistosc, w
    > jakiej zyjemy, i poznanie jej czlonkow by nam nie zaszkodzilo. Duzo
    > wiesz o Malcie czy Estonii?

    O Estonii akurat wiem sporo jak też o Malcie - przypomnę że w obu przypadkach
    były to tereny przez długi okres czasu będące we władaniu zakonów rycerskich ,
    z tego też powodu posiadam wiedzę na ten temat.

    Owszem sformułowanie dotyczące zachwytów nad Unią zostało zbyt pochopnie użyte
    gdyż w żadnym razie na pewno nie odnosi się do Twojego postu. Bardziej chodziło
    mi o podkreślenie tego że język jakim zaczyna się mówić o Unii coraz bardziej
    zaczyna mi przypominać ten znany z poprzedniego okresu.
    Pozwolę sobie na poparcie powyższej tezy na przytoczenie pewnego cytatu:

    Wypowiedź profesora Leszka Kołakowskiego z książki "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy
    i inne pytania" - „Ma się nieraz wrażenie, że tysiące urzędników sowicie
    opłacanych przez Europę i niepłacących podatków, trudni się by wymyślać coraz to
    nowe, całkiem zbyteczne, a uciążliwe przepisy i ukazy dotyczące na przykład
    ogórków, dżemów, marchwi. Co budzi podejrzenie, że po pierwsze, znaczną część
    tych urzędników, można bez szkody by się pozbyć, a po drugie zaś, są to ludzie o
    mentalności totalitarnej”.

    Z tego też powodu niezbyt podoba mi się ta zmierzająca do uniformizacji
    rzeczywistość, gdzieś ginie tutaj wizja Europy ojczyzn, a coraz bardziej pojawia
    się wizja Europy brukselskiej.


  • dakota77 08.03.10, 22:42
    Mnie o zakonach nie musisz przypominac, joannici to jeden z glownych
    powodow, dla ktorych pojechalismy z mezem na Malte:). Zreszta
    mielismy niesamowity zaszczyt stanac na wspolczesniej zakonnej ziemi,
    czyli zwiedzic fort, w ktorym miesci sie ambasada zakonu:). W ogole
    Malta to moja wielka milosc.

    Ale Andrzeju, to ze ja i ty wiemy cokolwiek o malcie nie oznacza, ze
    przecietny dzieciak cokolwiek o tym panstwie wie.

    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 08.03.10, 20:26
    Cóż dziwnego więc, ze potem pojawiają się głosy o wyrzucenia do kosza Biblii,
    Arystotelesa, Kanta?
    Zawsze mnie zastanawiało po co uczniowi potrzebna jest wiedza o tym jakie jest
    największe roczne wydobycie siarki czy tez innej kopaliny? Chociaż największa
    makabrą to jest chyba uczenie historii poprzez odklepywanie dat.
    Chociaż do dzisiaj pamiętam wyliczenia z okresu gdy byliśmy gospodarczo
    dziesiątą potęgą świata a w produkcji siarki to chyba nawet przed Związkiem
    Radzieckim?
  • ananke666 08.03.10, 21:37
    andrzej585858 napisał:

    > Cóż dziwnego więc, ze potem pojawiają się głosy o wyrzucenia do kosza Biblii,
    > Arystotelesa, Kanta?

    Jeśli z tą Biblią do mnie pijesz, to przypominam, że optowałam za wyrzuceniem
    jej z zajęć języka polskiego, a przerobieniem tego samego, dokładnie,
    spokojnie i bez pośpiechu na lekcji religii. Na którą w tym wypadku może
    spokojnie przyjść cała klasa. Innowiercy i ateiście korona ze łba nie spadnie,
    jak będzie miał w skali roku szkolnego 4-5 lekcji więcej. Polonista ma te kilka
    godzin w zapasie na coś innego, a z katechety przynajmniej będzie pożytek.
    --
    Tupecik
  • verdana 08.03.10, 21:47
    Spadnie. Bo katecheta nie będzie omawiał Biblii jako działa
    literackiego, tylko jako swiętą księgę. Różnica zasadnicza.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 08.03.10, 22:10
    A wcale nie musi tak być. Jeśli dostanie odgórny prikaz, że ma mówić o Biblii
    jako o dziele literackim, to powie właśnie tak. Chyba katecheta umie
    wytłumaczyć, co to jest parabola i psalm? Jeśli tego nie umie, to bardzo
    przepraszam, ale do tego zawodu się nie nadaje.

    --
    Tupecik
  • kkokos 08.03.10, 22:16
    ananke666 napisała:

    > A wcale nie musi tak być. Jeśli dostanie odgórny prikaz, że ma mówić o Biblii
    > jako o dziele literackim, to powie właśnie tak. Chyba katecheta umie
    > wytłumaczyć, co to jest parabola i psalm? Jeśli tego nie umie, to bardzo
    > przepraszam, ale do tego zawodu się nie nadaje.


    idealizm przez ciebie przemawia :) obawiam się, że naiwny :)
  • ananke666 08.03.10, 22:29
    Być może. W liceum miałam naprawdę dobrą katechetkę. Ona nie miała problemu z
    rozróżnieniem, kiedy mówi się o tekście literackim, a kiedy o księdze wiary.
    Niestety, była za dobra i po kilku miesiącach zastąpiono ją panią, która
    stawiała w dzienniku gwiazdki i banany. Merytoryczny poziom jej lekcji oscylował
    przy dobrych wiatrach na poziomie zero, przy gorszych na poziomie bliskim dna.
    Poszłam se i nie wróciłam :p
    --
    Tupecik
  • ananke666 08.03.10, 22:17
    Żeby nie było za różowo, uczciwie przyznam, że oprócz jednej jedynej osoby, ze
    znanych mi katechetów do zawodu nie nadawał się żaden...
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 08.03.10, 22:03
    ananke666 napisała:

    > andrzej585858 napisał:
    >
    > > Cóż dziwnego więc, ze potem pojawiają się głosy o wyrzucenia do kosza Bib
    > lii,
    > > Arystotelesa, Kanta?
    >
    > Jeśli z tą Biblią do mnie pijesz, to przypominam, że optowałam za wyrzuceniem
    > jej z zajęć języka polskiego, a przerobieniem tego samego, dokładnie,
    > spokojnie i bez pośpiechu na lekcji religii. Na którą w tym wypadku może
    > spokojnie przyjść cała klasa. Innowiercy i ateiście korona ze łba nie spadnie,
    > jak będzie miał w skali roku szkolnego 4-5 lekcji więcej. Polonista ma te kilka
    > godzin w zapasie na coś innego, a z katechety przynajmniej będzie pożytek.

    Ależ nie do Ciebie - Bimbo była łaskawa olśnić wszystkich takim pomysłem. Ja
    akurat w pewien sposób rozumiem Twój postulat, gdyż Biblia zasługuje na więcej
    miejsca niż kilka godzin, ale znowu przeniesienie omawiania Biblii na katechezę
    to jest uwypuklenie jej sakralnego charakteru o czym właśnie pisze Verdana, a
    nie da się przecież zignorować bardzo dużego wpływu Biblii a zwłaszcza Psalmów
    na literaturę.
    I tak żle i tak niedobrze.
  • kkokos 08.03.10, 20:39
    na uczenie granic
    > rozbicia dzielniciowego i genealogii Piastów sląskich,

    no własnie. historyk mojego syna robi klasówki z dat panowania królów.
    początek-koniec panowania. nie wymaga, by wiedzieć, co się za danego króla
    zdarzyło. są jakieś wydarzenia, ale wiszą w próżni, bez powiązań z innymi. w
    efekcie mój syn w drugiej klasie gimnazjum ma już świetnie opanowany system
    studenta-cwaniaczka: 3xz, zakuć, zaliczyć, zapomnieć. i nawet nie mogę mieć o to
    pretensji.
  • verdana 08.03.10, 21:21
    Bo z daty latwo sprawdzić, a myslenie trudno. W szkole w ogóle nie
    uczą historii, to mit. Uczą kalendarium. To tak, jakby uczyć na
    podstawie "Trylogii" tylko gramatyki i ortografii, po czym oznajmić,
    ze przerobiliśmy Sienkiewicza.
    Mój syn, z przyczyn dysfunkcji, dat nie zna- żadnych. Historię
    owszem, zna nieźle, ale i tak ma z niej 2-3.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kooreczka 08.03.10, 22:06
    Z drugiej strony gdyby uczyć historii jak należy nie zostałoby miejsca na nic
    innego- to samo dotyczy wszystkich przedmiotów, nie tylko
    humanistycznych(biedna, niekochana fizyka!)
  • verdana 08.03.10, 22:43
    A nie. Bo "jak się nalezy" to nie znaczy od A do Z. Wyrzucamy dla
    przykladu niemal wszystko o rozbicu dzielnicowym, podajac tylko ze
    było i dlaczego bylo( a nie biadając nad tym pożytecznym w dziejach
    zjawiskiem, jak to się dzieje teraz). Przy okazji opowiadamy, ze
    niemal cala Europa przez to przeszła i część wyszła dopiero w XIX w.
    Jedna lekcja, bez krolów, książąt i granic, bez dokladnego rodzaju
    sukcesji i podziałów - za to ciekawa.
    Przywileje szlacheckie - postrach uczniów. Jedna zwięzla lekcja z
    historii polityki - przywileje jako forma przekupstwa. Nie wazne
    ktory krol i kiedy, wazne jak stopniowo oddawał swoje prawa i
    powstawała demokracja. Daty przyblizone, niech uczeń potrafi wskazac
    epokę.
    Powstania narodowe - wylatuje cały przebieg. Przyczyny i skutki,
    znacznie ciekawsze. Z Wiosny Ludow ocaleje, ze byla i dlaczego, bez
    kto kogo lał w jakich panstwach i zaborach.
    Juz oszczędzilismy z 5-6-7 godzin. Może i więcej. A takich cięć może
    być mnostwo. Uczeń nie będziee erudytą, ale moze zrozumie jakąś
    logike dziejów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • truscaveczka 09.03.10, 15:57
    Verdano, jesteś wielka! Oczywiście - z historii trzeba wyrzucić
    przebieg, datologię do bólu, szczegółową wypiskę 25 dowódców -
    pamiętam, ze przyczyny i skutki powstania listopadowego zajmowały
    mi w notatkach mniej niz szczegółowa rozpiska ruchów wojsk :/
    --
    http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
    http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • ateh7 09.03.10, 19:38
    Tak, w taki sposób, jak opisałaś powyżej, będzie na pewno i
    ciekawiej, i znośniej dla uczniów. Ale na różnego typu testach i
    egzaminach będą wymagali odpowiedzi wg. klucza. A nauczyciel musi
    realizować program (zakładam, ze jest z tego rozliczany). I tu
    powstaje problem - jak pogodzić przyjemne i pożyteczne z biurokracją?
  • ananke666 09.03.10, 19:45
    Wywalić klucze. Jeden z najgłupszych wynalazków edukacyjnych.
    --
    Tupecik
  • ateh7 09.03.10, 19:52
    No głupie to, bo głupie. Ale na razie klucze są faktem. A uczniowie
    muszą z tymi kluczami zdawać maturę. Nauczyciel musi ich jakoś do
    tego przygotować. Czasem myślę tak: dobrze, że skończyłam już
    liceum. Dobrze, że mnie to już nie dotyczy.
  • kooreczka 09.03.10, 19:54
    W ogóle całą reformę o kant wiadomo czego rozbić.
    Na wspomnienie maturalnej "familiady" robi mi się do dziś niedobrze. Czas jaki
    spędziłam na rozwiązywaniu tych ******* zadań z biologii mogłam spokojnie
    poświęcić na rozpracowanie np. nerwów czaszkowych czy tonów serca. Układów
    autonomicznych też nie było. W ogóle nie wiem co było. Nie było togo w programie
    rozszerzonym a asystenci na anatomii bardzo się zdziwili, że nie wiemy takich
    prostych rzeczy.
  • dakota77 09.03.10, 20:27
    Ja swoja mature ( polski, historia, angielski) wspominam bardzo
    przyjemnie, ale to byla stara matura, bez glupich kluczy:). Wtedy
    trzeba bylo miec wiedze i umiec to pokazac, a nie trafiac w konkretne
    hasla z klucza.

    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • ateh7 09.03.10, 20:33
    Toś ty z tych samych przedmiotów, co ja, maturę pisała! Ja też
    dobrze wspominam, bo bez klucza i atmosfera fajna była wtedy.
  • dakota77 09.03.10, 20:37
    Ha, fajnie:). ja nie wiem, moze to z perspektywy czasu po prostu mile
    wspomnienia z mlodosci ( wczesniejszej, znaczy;-), ale to 4-letnie
    liceum bez gimnazjum wydaje mi sie o niebo lepsze niz obecny system.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • verdana 09.03.10, 20:42
    Ja Was bardzo prosze, nie piszcie o kluczach. Szkola (tu cenzura),
    nie jest (cenzura) po to, aby uczyc mlodzież do rozwiązywania
    (cenzura) testów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 09.03.10, 20:49
    Nikt tu chyba nie pochwala kluczy. Ja uwazam, ze to strasznie i
    zwalnia z myslenia, bo trzeba uczyc wiedzy, a nie rozwiazywania
    testow, ale niestety takie sa fakty o obecnym ksztalcie polskiej
    szkoly.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • kooreczka 09.03.10, 21:01
    Widzę, że nie jedno słowo na "k" podnosi ludziom ciśnienie:)
    A tak na serio- moja edukacja to ogromy chaos. podstawówka- gimnazjum w miarę
    bezboleśnie, ale liceum zaczęło się od "to czego was tam uczyli?". To samo na
    studiach, choć teoretycznie mój profil miał na nie przygotowywać. Powtarzamy to
    samo 10 razy albo pomijamy zupełnie. Kompletna paranoja.
  • ateh7 09.03.10, 21:10
    Ja bardzo miło wspominam moje liceum i maturę. Moja szkoła nie była
    placówką z jakimś nadmiernie wysokim poziomem ale uczyli tam
    myślenia. A przed maturą nauczyciele bardzo dbali, żebyśmy się nie
    stresowali i nie bali niepotrzebnie. W sumie to tłumaczyli nam, że
    taka jest kolej rzeczy, że idzie się do liceum a potem jest matura i
    trzeba ją zdać, a poza tym umiemy na tyle by zdać, bo chodziliśmy na
    fakultety, itp. itd. I właściwie takie proste tłumaczenia sprawiały,
    że stresowaliśmy się jakby mniej (nawet ja, skłonna do popadania w
    histerię z byle powodu). Z moje klasy maturę zdali wszyscy i wszyscy
    dosatli się na studia - każdy na takie, jakie sobie wybrał.
    Kiedy słucham opowieści moich znajomych o ich szkołach średnich to
    im, prawdę mówiąc, współczuję. To jest taki okres, z którego możnaby
    mieć naprawdę wspaniałe wspomnienia, a nie tylko nerwy, zamordyzm i
    bezmyślne wkuwanie.
  • paszczakowna1 08.03.10, 23:36
    > na uczenie
    > matematyki w zakresie, ktorej nie rozumie 80% licealistów (kiedyż
    > ktoś zrozumie, ze poziom matematyki jest tak niski bo jest za
    > wysoki),

    A cóż takiego jest obecnie 'za wysokiego' w poziomie matematyki, gdy wszystko,
    co wymagało myślenia, wyleciało z programu nawet klas o programie rozszerzonym?
    Nie ma całek (IMHO znakomite ćwiczenie umysłowe), granice i pochodne obcięte
    praktycznie do zera (w związku z tym nie ma badania przebiegu funkcji, w związku
    z tym nie ma szans, by później zrozumieć sens wzorów fizycznych), nie ma dowodów
    matematycznych (tak, tak, od ładnych paru lat dostaję studentów, którzy nie
    rozumieją znaczenia słowa 'dowieść', wydaje im się, że dowieść to znaczy dać
    dużo argumentów za).

    Poziom matematyki jest niski, bo drastycznie obcięto przeznaczony na nią czas -
    na jedyny przedmiot, który nie uczy ani bezmyślnego zakuwania, ani
    pretensjonalnego bełkotu, tylko precyzyjnego myślenia. Przydatnego we wszystkich
    dziedzinach życia, z filozofią i ekonomią na czele.
  • verdana 09.03.10, 16:01
    Cikolwiek by nie wyleciało i tak jest za trudne. W pierwszych trzech
    klasach szkoly podstawowej, gdzy dzieci rozumieja, ze nie rozumieja.
    Wówczas powinny być podstawy, a nie grafy (grafy podobno latwiejsze,
    tyle, ze ja widzialam pojedyncze dzieci, ktore je rozumialy). Po
    nauczaniu poczatkowym polowa dzieci już jest do matematyki zrazona.
    Wg. badań całki moga być sobie doskonalym ćwiczeniem, ale wiekszość
    populacji nie jest w stanie ich zrozumieć - myslenie matematyczne od
    pewnego poziomu jest dane, niestety, tylko niektorym. I podobno nie
    jest to wyuczalne - tzn, osobnik może się tych calek, jak musi na
    pamięć wyuczyć, ale i tak nie pojmie o co chodzi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 09.03.10, 19:04
    verdana napisała:

    > Cikolwiek by nie wyleciało i tak jest za trudne. W pierwszych trzech
    > klasach szkoly podstawowej, gdzy dzieci rozumieja, ze nie rozumieja.
    > Wówczas powinny być podstawy, a nie grafy (grafy podobno latwiejsze,
    > tyle, ze ja widzialam pojedyncze dzieci, ktore je rozumialy). Po
    > nauczaniu poczatkowym polowa dzieci już jest do matematyki zrazona.

    Po przeczytaniu tego postu zaczęłam myśleć strasznie, co to był graf :p
    Pamięć podsunęła mi zamazany obraz zeszytu, w którym widnieją wyrysowane
    dziecinną ręką dwie kropki, połączone w te i nazad wygiętymi strzałkami. A także
    dwa jajca z kropkami w środku i strzałkami. I ni cholery nie pamiętam, czemu to
    służyło :)

    Natomiast zgadzam się, że wyjątkowo łatwo zniechęcić dzieci do nauki matematyki.
    Ten przedmiot jak żaden inny wymaga naprawdę dobrego nauczyciela, który potrafi
    rzeczywiście przekazywać wiedzę, który potrafi wytłumaczyć. A to niestety jest
    rzadkość.
    --
    Tupecik
  • paszczakowna1 10.03.10, 15:21
    Zaraz, jedna rzecz to matematyka na poziomie klas początkowych podstawówki,
    druga rzecz program liceum. Matematyki w klasach 1-3 uczy się źle, zgoda. O co
    chodziło z grafami, to ja nie rozumiem do dziś. Pisało się załóżmy 5 i 7, między
    nimi dwie strzałki, nad strzałką na górze +2, na dole -2. Być może chodziło o
    to, żeby pokazać, że dodawanie i odejmowanie są działaniami odwrotnymi, ale ni
    czorta nie pojmuję, po co to tak celebrowano. W swoim czasie miałam wrażenie, że
    ktoś ze mnie głupią robi.

    > Wg. badań całki moga być sobie doskonalym ćwiczeniem, ale wiekszość
    > populacji nie jest w stanie ich zrozumieć

    Może, może. Ale ja przecież mówię o klasach z rozszerzonym programem matematyki,
    tam, gdzie uczą się przyszli fizycy, informatycy, inżynierowie... Im powinno dać
    się przyzwoite narzędzia matematyczne (i trening umysłowy), nie namiastki.
    Zresztą przy całkach się akurat nie upieram, ale analiza przebiegu funkcji, z
    ekstremami, przegięciami, miejscami zerowymi, granicami, nieciągłosciami itp
    jest absolutnie konieczna do studiowania jakiegokolwiek zmatematyzowanego
    przedmiotu. (A pochodne to akurat każdy może liczyć.) Wyrzucenie dowodów
    matematycznych (nie ma teraz metody indukcji zupełnej w rozszerzonym
    programie matematyki) to też zbrodnia - gdzie człowiek ma się uczyć logiki,
    jak nie na matematyce?
  • rozdzial43 10.03.10, 19:00
    verdana napisała:

    > Wg. badań całki moga być sobie doskonalym ćwiczeniem, ale wiekszość
    > populacji nie jest w stanie ich zrozumieć - myslenie matematyczne od
    > pewnego poziomu jest dane, niestety, tylko niektorym.

    Moim zdaniem pies jest w tym właśnie pogrzebany, że przykłada się jedną miarę do
    całkowicie różnych warunków i ustanawia się jedną normę i jeden program w
    odpowiedzi na całkowicie różne potrzeby. Wynika to - jak mniemam - z jakiegoś
    uśrednienia i nieudanej próby połączenia różnych celów i poglądów, w tzw.
    średnią, która - jak to zwykle bywa - nie jest odpowiednia dla nikogo. Dla
    niezdolnych i tak jest nie do osiągnięcia, dla zdolnych absolutnie
    niewystarczająca do rozwoju.

    A może (tak głośno wstępnie myślę) rozwiązanie tego problemu tkwi w
    uelastycznieniu systemu edukacji i wprowadzeniu różnych programów,
    uwzględniających różne możliwości percepcyjne i intelektualne uczniów, w różnych
    dziedzinach wiedzy?

    Niechby był np. program podstawowy, obowiązujący wszystkich, możliwy do
    opanowania nawet przez tych najmniej zdolnych, wyposażający ucznia w instrumenty
    samodzielnego rozwiązywania praktycznych problemów,w stylu biegłego rachowania,
    obliczania procentów, pisania podań, pitów, wiedzy o przełomowych wydarzeniach w
    dziejach ludzkości, narodu czy lokalnej społeczności itd.
    (Zgadzam się przy tym z Verdaną, że dla większości ludzi całki czy inne takie są
    nie do ogarnięcia.

    Jestem przy tym większą pesymistką i twierdzę, że większość naszej populacji nie
    rozumie i nie zna zasad ordynacji wyborczej, a to są przecież wiadomości
    naprawdę podstawowe i istotne w życiu społeczeństwa).

    I niechby sobie był program zaawansowany i program dla wybitnie uzdolnionych w
    danej dziedzinie, ewentualnie dla mających parcie na ogarnięcie danej dziedziny
    wiedzy.

    Oczywiście pojawia się tutaj ogrom problemów praktycznych, np. w jaki sposób
    przypisać określone dziecko do konkretnego programu w danej dziedzinie, ale
    chyba byłyby i na to sposoby.
  • verdana 10.03.10, 21:23
    Ja jestem socjologiem, WOS-u uczyłam, a zasad liczenia głosów tez
    nie rozumiem. A to jak najbardziej część ordynacji.
    Pewnie, ze program uśredniony od poziomu liceum jest idiotyczny -
    póki nie będzie różnych programów i różnych poziomów z
    poszczególnych przedmiotów, szkoła będzie dla nikogo. Tyle, ze na
    przeszkodzie stoją miedzy innymi rodzice... dziesiątki razy
    sluchałam argumentacji, ze wyksztalcony człowiek powinien uczyć się
    wszystkiego, bo to jest konieczne, by być kulturalnym czlowiekiem.
    Przy czym rodzice jakos nie widzą, ze można najwyraźniej byc
    kulturalnym bez filozofii, ekonomii, podstaw prawa i socjologii -
    nie ma w programie? Czyli nieważne.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 09.03.10, 18:52
    > Bo go sie marnuje na wszystko. na :"Kzt=rzyzakow", na uczenie granic
    > rozbicia dzielniciowego i genealogii Piastów sląskich, na uczenie
    > matematyki w zakresie, ktorej nie rozumie 80% licealistów (kiedyż
    > ktoś zrozumie, ze poziom matematyki jest tak niski bo jest za
    > wysoki), na uczenie rocznego wydobycia czegokolwiek gdziekolwiek, na
    > yczenie o UE jak niegdys o ZSRR, na opis budowy komorkowej potrzebny
    > jedynie przyszłym biologom i medykom, na referaty o wykorzystanie
    > gazu ziemnego, o zasadach gry w tenisa i na usiłowanie przerobienia
    > z 12-13 latkami "Antygony".


    Jeśli chodzi o szkołę średnią, to sprawa jest trudna. Musi ona dać
    wykształcenie, które będzie początkiem drogi zarówno dla matematyka, jak dla
    lekarza, polonisty i filozofa. Trudno przecież, żeby przyszły biolog słyszał
    pojęcie "mitochondrium" dopiero na studiach. Może prawdziwe fakultety w szkole
    byłyby jakimś rozwiązaniem (dajmy na to z 9 przedmiotów wszystkie na poziomie
    podstawowym plus 4-5 obowiązkowo rozszerzone), chociaż trudno też wymagać, aby
    szesnastolatek był w stanie określić, jaka dziedzina wiedzy na pewno w życiu go
    nie uszczęśliwi. A nawet jakby, to wymagałoby to potężnej i co najgorsze,
    sensownej reformy szkolnictwa, w którą ja w tym kraju nie wierzę.
    --
    Tupecik
  • verdana 09.03.10, 19:12
    Dlaczego przyszły biolog nie może mieć mitochondriów na studiach?
    przyszły historyk na pierwszym roku dowiaduje się oprzede wszystkim,
    że ma zapomniec tych bzdur, których uczyli go w szkole. Reszta
    spoleczenstwa te bzdury włącza do "wykształcenia ogólnego".
    Podejrzewam, zę i inni specjaliści mają podobne wrazenia.
    Jesli chodzi o fakultery, a zróżnicowanie poziomów szczególnie - to
    jestem za. Dołączmy do tego jeszcze zmianę programu, aby w ciągu
    roku bylo kilka przedmiotow, a nie 14.
    Tyle, ze albo karta nauczyciela, albo reforma.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 09.03.10, 19:33
    Bez budowy komórki trudno jest przejść do dalszych działów biologii. Akurat
    organella to jest prosty dział, w biologii do związku wypędzonych są lepsi
    kandydaci.

    > Tyle, ze albo karta nauczyciela, albo reforma.

    Dlaczego? Serio nie wiem, bo niuanse zawodu nauczyciela przestały mnie obchodzić
    razem z olaniem bloku pedagogicznego na studiach.
    --
    Tupecik
  • paszczakowna1 10.03.10, 15:34
    > Bez budowy komórki trudno jest przejść do dalszych działów biologii.

    Do jakich działów i dlaczego? Przypominam, że mówimy o programie szkolnym, nie
    uniwersyteckim. Biologia nigdy nie robiła na mnie wrażenia przedmiotu
    hierarchicznego.

    Moim zdaniem, biologia obok geografii jest niestety najbardziej zabagniona z
    przedmiotów matematyczno-przyrodniczych (fizyce i chemii też niewiele brakuje,
    ale tam jeszcze jakiś cień pamięci o tym, czemu to ma służyć jest jeszcze
    zachowany). Od wczesnych klas podstawówki mamy wkuwanie na pamięć absurdów w
    rodzaju przekroju pantofelka (i kupy kompletnie niezrozumiałych słów) i
    mechanizmu fotosyntezy tudzież oddychania (którego bez dość zaawansowanej wiedzy
    chemicznej pojąc nie można, równie dobrze można by się uczyć w podstawówce na
    pamięć równań relatywistycznej mechaniki kwantowej).

    Zamiast zastanowić się, jaka wiedza jest faktycznie człowiekowi na jakimś etapie
    potrzebna, robi się w liceum wyciąg z programu studiów biologicznych, w
    gimnazjum wyciąg z liceum, a w podstawówce wyciąg z gimnazjum.
  • ananke666 10.03.10, 16:35
    > Do jakich działów i dlaczego? Przypominam, że mówimy o programie szkolnym, nie
    > uniwersyteckim. Biologia nigdy nie robiła na mnie wrażenia przedmiotu
    > hierarchicznego.

    Yy a jak odróżnić komórki prokariotyczne i eukariotyczne bez ich budowy?
    Przecież biologia nie jest po to, żeby uczeń odróżniał ptaka od krowy. Poza tym
    naprawdę nie wiem, co w tym było takiego trudnego i czemu akurat to jest zbędne.
    Biologii w życiu nie poświęcałam specjalnej uwagi i uczyłam się jej jednym
    okiem, co nie przeszkodziło mi bez problemu zdać maturę z tego przedmiotu.

    Do wywałki są raczej pierduty w rodzaju uczenia się wszystkich mięśni człowieka
    na pamięć, wszystkich witamin na pamięć (po jaką cholerę, nie wiem - przydaje mi
    się wyłącznie przy czytaniu składu kremu...), piętrowych zadań z genetyki
    (strata czasu) tudzież cykli, przemian itp. do których faktycznie potrzebna jest
    niezła znajomość chemii, i które zapomina się miesiąc po klasówce.
    --
    Tupecik
  • paszczakowna1 10.03.10, 22:47
    > Yy a jak odróżnić komórki prokariotyczne i eukariotyczne bez ich budowy?

    Nie można. Ale na co uczniowi podstawówki czy gimnazjum rozróżnianie komórek
    prokariotycznych i eukariotycznych (zwłaszcza że rzadko kiedy takowe komórki
    widzi na własne oczy)? Niech lepiej odróżniają żyto od pszenicy i jodły od świerków.
  • ananke666 10.03.10, 22:57

    > Nie można. Ale na co uczniowi podstawówki czy gimnazjum rozróżnianie komórek
    > prokariotycznych i eukariotycznych

    Mowa była chyba o programie liceum? Nie przypominam sobie mitochondriów,
    retikulum czy rybosomó i aparatów Golgiego w podstawówce, tam chyba było
    omawiane z dużym uproszczeniem.
    --
    Tupecik
  • paszczakowna1 11.03.10, 10:42
    > Mowa była chyba o programie liceum?

    Ja mówię o programie podstawówki.

    > tam chyba było
    > omawiane z dużym uproszczeniem.

    I w tym właśnie problem - nie powinno być omawiane w ogóle, bo żadnemu
    pożytecznemu celowi to nie służy.
  • ananke666 11.03.10, 11:25
    paszczakowna1 napisała:

    > > Mowa była chyba o programie liceum?
    >
    > Ja mówię o programie podstawówki.

    Wcześniej wspominałaś o całkach. Czego jak czego, ale całek w podstawówce nie
    było. Verdana również wspomniała o programie liceum.

    > I w tym właśnie problem - nie powinno być omawiane w ogóle, bo żadnemu
    > pożytecznemu celowi to nie służy.

    Twoim zdaniem nie służy. Moim zdaniem owszem, jak najbardziej służy, dając
    dziecku jakieś pojęcie o budowie żywych organizmów. Nie wyobrażam sobie nauki
    biologii bez podstawowych pojęć typu komórka. Którą to dzieci mogą sobie
    obejrzeć pod szkolnym mikroskopem. Na odróżnianie trawy od kota jest miejsce na
    lekcjach przyrody.
    --
    Tupecik
  • kooreczka 10.03.10, 23:07
    Tak się składa, ze jodłę od świerka i gatunki zbóż uczy się rozróżniać jeszcze
    na przyrodzie. Herbata i kapusta czerwona były w gimnazjum, takoż skutki
    zatrucia sporyszem. Zresztą po co odróżniać zboża i drzewa, których zazwyczaj
    nie widzi się na oczy?
  • andrzej585858 10.03.10, 23:24
    kooreczka napisała:

    Zresztą po co odróżniać zboża i drzewa, których zazwyczaj
    > nie widzi się na oczy?

    To juz tak świat został zabetonowany ze zboża i drzewa to widzimy jedynie na
    filmach przyrodniczych?
    No chyba jeszcze tak zle nie jest? Ja akurat zarówno zboża jak i drzewa to mam
    wokół siebie i na tym polegają uroki mieszkania na zapadłej prowincji.
    Chociaz z drugiej strony, zdarzyło mi się juz widzieć wielkomiejskie dziecko
    które "cip, cip" do prosiaków mówiło. Żeby chociaż od biedy do gęsi.
    Cztery zaś podstawowe zboża odróżniać to jeszcze nie tak dawno do podstawowych
    umiejętności należało.
    Wsi sielska i anielska - jak to klasycy mówili!!
  • kkokos 11.03.10, 07:09
    > Chociaz z drugiej strony, zdarzyło mi się juz widzieć wielkomiejskie dziecko
    > które "cip, cip" do prosiaków mówiło. Żeby chociaż od biedy do gęsi.
    > Cztery zaś podstawowe zboża odróżniać to jeszcze nie tak dawno do podstawowych
    > umiejętności należało.

    no zaraz, ja bym się tak z tego cip cip nie śmiała, bo niejedno wiejskie dziecko
    poczułoby się zagubione w nowoczesnej windzie - po prostu żyją w innych
    światach. co złego w tym, że mały mieszczuch nie wie, jak się mówi do zwierząt w
    zagrodzie??? czy musi to wiedzieć?

    co innego te zboża i podstawowe drzewa - choćby te kilka podstawowych trzeba
    umieć odróżniać, choć też nie wiem, czy tego nie powinni uczyć rodzice, a nie
    szkoła.
  • mama_kotula 11.03.10, 08:03
    Cytatco złego w tym, że mały mieszczuch nie wie, jak się mówi do zwierząt w zagrodzie??? czy musi to wiedzieć?

    Ano, to mu właściwie do niczego niepotrzebne, bo zwierząt przywabiać nie musi :P
    Ale już np. odróżnienie kaczki od gęsi się przyda.

    Cytatco innego te zboża i podstawowe drzewa - choćby te kilka podstawowych trzeba umieć odróżniać, choć też nie wiem, czy tego nie powinni uczyć rodzice, a nie szkoła.

    Z jednej strony masz rację. Rodzice powinni rozbudzać w dziecku ciekawość świata i środowiska przyrodniczego. Z drugiej strony, dlaczego szkoła czy przedszkole ma tego nie uczyć?

    Klasa syna - odkąd nie ma śniegu i zanim jeszcze śnieg spadł - regularnie chodzi na spacery i uczą się z kluczem i atlasem roślin rozpoznawać roślinność górską - wszystkie piętra leśne, podejrzewam że w tej kwestii dziecię jest lepiej wyedukowane ode mnie. Mają na to czas - czasem są na dworze przez 3-4 lekcje, mogą spokojnie pooglądać, przerysować, porozmawiać.
    Większość rodziców nie ma na to czasu - odbiera dziecko ze szkoły czy przedszkola o 16-17, w drodze z przedszkola jadą na zakupy, a wycieczki w temacie nature study pozostają im w weekendy, kiedy też jest przeważnie mnóstwo rzeczy do zrobienia. Szkoła czy przedszkole może w tym wyręczyć.

    Jestem zdania, że w dzisiejszych czasach (lol, nie wierzę, że użyłam tego sformułowania) za mało czasu i uwagi poświęca się edukacji przyrodniczej dzieci. Ale takiej prawdziwej, czyli nie wkuwaniu cyklu rozwojowego mchu z podręcznika - tylko pójściu na wycieczkę i zobaczeniu tego mchu na żywo, na kilka wycieczek, aby zobaczyć go w różnych fazach cyklu.
    Poświęca się za mało czasu a to naprawdę daje mnóstwo radości i przyjemności. A i wiadomości same lepiej wchodzą do głowy.

    Dzisiaj córka obudziła mnie przed piątą rano, cała w euforii. Obudziła mnie po to, aby poinformować, że jej rzodkiewka w skrzynce wykiełkowała (szła do toalety i oczywiście MUSIAŁA zajrzeć do parapetowego ogródka).




    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • andrzej585858 11.03.10, 08:31
    mama_kotula napisała:


    >
    > Jestem zdania, że w dzisiejszych czasach (lol, nie wierzę, że użyłam tego sform
    > ułowania) za mało czasu i uwagi poświęca się edukacji przyrodniczej dzieci. Ale
    > takiej prawdziwej, czyli nie wkuwaniu cyklu rozwojowego mchu z podręcznika - t
    > ylko pójściu na wycieczkę i zobaczeniu tego mchu na żywo, na kilka wycieczek, a
    > by zobaczyć go w różnych fazach cyklu.
    > Poświęca się za mało czasu a to naprawdę daje mnóstwo radości i przyjemności. A
    > i wiadomości same lepiej wchodzą do głowy.

    To jest naprawdę frajda. Przy okazji samemu ile mozna się nauczyć. Od kilku lat
    małe jeziorko które mam pod blokiem upodobały sobie kaczki. Prawie codziennie
    wraz z córka liczę ile dzisiaj jest tych kaczek, potem jakie są gatunki - a jest
    ich kilka. Obowiązkowy spacer wokół jeziora przy okazji mały sprawdzian z
    ryboznawstwa itd.
    Szybko wchodzi wtedy ta podstawowa wiedza przyrodnicza do głowy. Poza tym
    naprawdę wiekszą uwagę przywiązuje się do dbania o przyrodę jeżeli wie się o
    niej cokolwiek więcej niż to że w lesie rosną drzewa, a w wodzie pływają ryby.
  • kooreczka 11.03.10, 13:40
    To zdanie o drzewach i zbożach było ironią. Ja na przyrodzie nie jedna godzinę
    spełniłam poza szkołą- łapiąc deszcz, licząc gniazda wron, odrysowywując korę,
    robiąc zielnikm (nienawidziłam tego- zawsze miiałam oryginalne, dokładnie
    opisane rośliny a na wystawę wzięli tych co im mamusie zrobiły) czy badając
    skład fauny bajorek w lesie (twardzielka byłam, wzięłam pijawkę do ręki. I
    chruściki były z d o m k a m i!)- i nie mi to nie przeszkodziło w poznaniu we
    właściwym czasie budowy komórki ( Orzęski sama hodowałam i skrętnice do
    obserwacji chloroplastów wyłowiłam z jeziora. Tylko pleśniak przebrzydły przyjąć
    się nie chciał)
  • mama_kotula 10.03.10, 23:28
    CytatZresztą po co odróżniać zboża i drzewa, których zazwyczaj
    nie widzi się na oczy?


    Żeby potem spokojnie iść z dzieckiem i z lupą do lasu i powiedzieć: o, to jest .... a to jest ...., a tu jest ......... A potem iść na pole i powiedzieć, że tu rośnie jęczmień z którego robi się kaszę, a tu pszenica, z której robi się bułki.

    Na przykład po to. Żeby umieć sie bardziej cieszyć przyrodą.

    Żeby WIEDZIEĆ. I nie zapomnieć.

    W takim razie, skoro odróżnianie drzew i zbóż jest niepotrzebne, prokariontów i eukariontów też nie - o czym proponujesz się uczyć na biologii, na przyrodzie? O odróżnianiu psa od kota?


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • mama_kotula 10.03.10, 23:30
    Aha, uprzedzam komentarze - mieszkam w sporym mieście, po drugiej stronie ulicy
    mam kerfur, a jednak w każdy weekend chodzimy do lasu, na pole, w okolicę
    ogródków działkowych i rosną tam te drzewa i inne rośliny których się ponoć na
    oczy nie widuje.

    Polecam bardzo ten blog:
    handbookofnaturestudy.blogspot.com/
    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • mama_kotula 10.03.10, 23:38
    A po ostatniej wycieczce do lasu przestudiowaliśmy w necie tak ze 20 rodzajów odchodów zwierząt i wyszło na to, że w lesie naszym (tym zabetonowanym) buszują sarny. Ale samo studiowanie tych kupek :P i przy okazji śladów było wyjątkowo przyjemne.

    I znaleźliśmy ryjówkę. Niestety zdechłą i z obgryzionym z lekka nosem. W tym samym zabetonowanym lesie, gdzie są te drzewa i zboża, co ich się na oczy nie widzi.

    I chrobotka też znaleźliśmy. I całe pole zryte norami diabli-wiedzą-kogo.



    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • ananke666 10.03.10, 23:40
    mama_kotula napisała:

    > CytatZresztą po co odróżniać zboża i drzewa, których zazwyczaj
    > nie widzi się na oczy?

    >
    > Żeby potem spokojnie iść z dzieckiem i z lupą do lasu i powiedzieć: o, to jest
    > .... a to jest ...., a tu jest ......... A potem iść na pole i powiedzieć, że t
    > u rośnie jęczmień z którego robi się kaszę, a tu pszenica, z której robi się bu
    > łki.
    >
    > Na przykład po to. Żeby umieć sie bardziej cieszyć przyrodą.

    Popieram gorąco, nie każdy rodzić na to wpadnie...
    --
    Tupecik
  • taria 10.03.10, 23:57
    > Żeby potem spokojnie iść z dzieckiem i z lupą do lasu i powiedzieć:
    o, to jest
    > .... a to jest ...., a tu jest ......... A potem iść na pole i
    powiedzieć, że t
    > u rośnie jęczmień z którego robi się kaszę, a tu pszenica, z której
    robi się bu
    > łki.
    >

    A ta chabazia wyzierająca spomiędzy płytek chodnikowych to jest
    dzikie oregano, takie jak na pizzy.
    A to coś z mięsistymi listkami pod płotem to jest mięta i pachnie tak
    jak Twoja guma do żucia:)
  • kkokos 11.03.10, 07:14
    ooreczka napisała:

    > Tak się składa, ze jodłę od świerka i gatunki zbóż uczy się rozróżniać jeszcze
    > na przyrodzie. Herbata i kapusta czerwona były w gimnazjum, takoż skutki
    > zatrucia sporyszem. Zresztą po co odróżniać zboża i drzewa, których zazwyczaj
    > nie widzi się na oczy?


    rzeczywiście kapusta była, teraz sobie przypominam! ale herbaty chyba nie było -
    może dlatego, że o modrą kapustę było wtedy łatwiej niż o herbatę, choć i tak
    tylko gruzińska ona była?
  • mmaupa 10.03.10, 16:36
    Wydaje mi sie, ze w dzisiejszym swiecie czlowiek powinien znac budowe komorki,
    zeby miec blade pojecie chocby o klonowaniu, zagadnieniach genetycznych,
    chorobach itd. Owszem, biologia jest przedmiotem zabagnionym, ale do wywalenia
    nadaja sie raczej rzeczy typu rozmnazanie glonow i mchow, nie mowiac juz o tych
    wszystkich stulbiach i chelbiach. Zostawmy komorke. A fotosynteza to raptem
    jedno banalne rownanie, do tego naprawde nie trzeba byc Einsteinem. W dobie
    zainteresowania globalnym ociepleniem uczen zdecydowanie powinien wiedziec, o co
    chodzi w fotosyntezie.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • ananke666 10.03.10, 18:21
    Dokładnie. Bez budowy komórki nie sposób wytłumaczyć różnic między organizmami,
    od najbardziej prymitywnych do wyższych. Bo co powiedzieć np. o bakteriach -
    bakteria jest - i już? Za to szczegółowe rozpatrywanie cyklu Krebsa wydaje mi
    się zbędne.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 10.03.10, 18:45
    Coś mi się wydaje że nie jest możliwe stworzenie obiektywnie dobrego programu
    szkolnego, co zresztą widać w toku całej dyskusji. Zawsze zwycięża preferencje
    osoby która ma wpływ na kształtowanie programu. Tak jak z programem nauczania
    biologii właśnie - chociaż budowa komórki to rzeczywiście absolutna konieczność,
    a matematyka? Gdyby to ode mnie zależało to nauczanie fizyki ograniczyłbym to
    minimum, zwiększając za to czas przeznaczony na matematykę.
    A tak na marginesie to co w końcu mamy, globalne ocieplenie czy też globalne
    ochłodzenie?
  • mama_kotula 10.03.10, 18:56
    CytatGdyby to ode mnie zależało to nauczanie fizyki ograniczyłbym to
    minimum, zwiększając za to czas przeznaczony na matematykę.


    Śmie pani żartować. Matematyka to teoria. Fizyka to podstawa wiedzy praktycznej, życiowej, w temacie "jak to działa".

    90% ludzi u nas na studiach nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, jak działa najprostszy termostat (ten na zasadzie bimetalu), co to jest prąd zmienny, oraz połowa z nich twierdziła, że gniazdko w ścianie zaliczamy tadaaam, do źródeł prądu :P:P.
    Większość nie potrafi zbudować prostej dźwigni w celu podniesienia szafy ani innych prostych maszyn, co by sobie życie ułatwić.
    O wyjaśnianiu zjawisk fizycznych w naturze, tych, co nas otaczają, większość też nie ma bladego pojęcia. Za to znają wzór na pierwsze prawo dynamiki Newtona i na opór elektryczny (nie wiedząc, co to jest natężenie, napięcie, gęstość prądu i tenże rzeczony opór).

    Przy całej mojej miłości do matematyki, uważam że ograniczenie fizyki to strzał sobie w piętę. Zmiana programu, totalna zmiana, mniej zadań i przekształcania wzorów, więcej eksperymentów, doświadczeń i tzw. fizyki praktycznej.
    To samo z chemią.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • mama_kotula 10.03.10, 19:00
    Śmie PAN żartować. PAN - miało być.
    Kukardka i podwiązki mnie zmyliły.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • andrzej585858 10.03.10, 19:14
    mama_kotula napisała:

    > Śmie PAN żartować. PAN - miało być.
    > Kukardka i podwiązki mnie zmyliły.
    >
    Ależ proszę bardzo - czasem mogę być panią, może to wcale nie byłoby takie
    najgorsze.
    MIałem świetnego matematyka, może stąd taka opinia wysoce subiektywna?
  • mama_kotula 10.03.10, 19:43
    CytatMIałem świetnego matematyka, może stąd taka opinia wysoce subiektywna?

    Myślę, że to przez to, że fizyka jest nauczana tak jak jest.
    Znaczy - regułka, wzór, zadanie, regułka, wzór, zadanie.

    Najbardziej zaawansowanym eksperymentem jest pocieranie pałeczki szmatką w celu wytworzenia pola elektrostatycznego. Ewentualnie wkładanie magnesu w zwojnicę (swoją drogą, to ta fizyka jest okropna - wyłącznie seks i przemoc: stosunki i siły, i jeszcze te pałeczki i magnesy w zwojnicach... :P).
    A wystarczy popatrzeć np. tutaj:
    www.arvindguptatoys.com/toys.html
    - fizyka MOŻE być ciekawa i przyjemna. Naprawdę. I praktyka z fizyki jest imho bardziej potrzebna przeciętnemu użyszkodnikowi świata, niż teoria z matematyki.




    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • aganoreg 10.03.10, 21:07
    Oczywiscie, ze fizyka, chemia, biologia itd moga byc ciekawe! Mialam przyjemnosc
    pracowac w angielskiej szkole i powiem wam, ze sama chetnie bym sie w takiej
    uczyla. Nie tylko teoria, ale i praktyka. Doswiadczenia, zabawy, pokazy. Moze i
    nie wychodza z takiej szkoly geniusze, ale na pewno wiecej im w glowach tej
    praktycznej wiedzy zostaje.
  • mama_kotula 10.03.10, 21:20
    CytatMoze i nie wychodza z takiej szkoly geniusze, ale na pewno wiecej im w glowach tej praktycznej wiedzy zostaje.

    Z polskiej szkoły też nie wychodzą geniusze, mimo że potrafią rozwiązywać zadania na równię pochyłą i z teorii względności oraz wiedzą, jaki kształt mają orbitale s i p; aaa, przepraszam, znają jeszcze szczegółowo cykl rozwojowy buławinki czerwonej i innych pasożytów.

    Za to nie wiedzą jak działa 90% urządzeń w ich otoczeniu i dlaczego nie można kłaść kasety wideo w pobliżu magnesu. Oraz spora część sądzi, że jasny kolor herbaty po dodaniu cytryny wynika z tego, że sok cytrynowy jest żółty i kolory się mieszają (serio piszę, tak uważa połowa znanych mi trzydziestolatków).




    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ananke666 10.03.10, 21:33
    Oraz spora część sądzi, że jasny kolor her
    > baty po dodaniu cytryny wynika z tego, że sok cytrynowy jest żółty i kolory się
    > mieszają (serio piszę, tak uważa połowa znanych mi trzydziestolatków).

    Może mieli o tym drobną czcionką i chemik nic nie mówił, a doświadczeń nie
    robili ;) ja tam do dziś wrzucając cytrynę do herbaty chichoczę w duchu
    "wykrywam kwas, wykrywam cytrynowy kwas".
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 10.03.10, 21:44
    Hihhhi, kwas wykrywam :D:D

    A teraz mi się przypomniał film, który oglądaliśmy hmmmm na chemii? na biologii?
    Film miał tytuł "Dlaczego Antek sapie?" i był o gorącej herbacie z cytryną,
    która powoduje sapanie. Oczywiscie, jak większość polskich fascynujących
    produkcji edukacyjnych na użytek szkolny, był jednocześnie cudownym usypiaczem.
    I przebóg, nie pamiętam, dlaczego tenże Antek sapał po herbacie. A chętnie bym
    się dowiedziała.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • portowiec83 02.01.15, 19:59
    chcialbym wiedziec co to za film :)
  • kkokos 10.03.10, 21:43
    cykl rozwojowy buławink
    > i czerwonej

    ja nie znam i chyba nigdy nie znałam, nie wmawiam mi pasożyta!

    dlaczego nie można k
    > łaść kasety wideo w pobliżu magnesu.

    bo się rozmagnesuje, jak twierdzi wiedza ludowa. ale czy muszę wiedzieć,
    dlaczego, nie wystarczy mi empiryczna (nawet jeśli to cudza empiria, nie moja),
    że dyskietek i wideo nie traktuje się magnesem, bo nie da się ich potem
    odtworzyć/odczytać?

    jasny kolor her
    > baty po dodaniu cytryny wynika z tego, że sok cytrynowy jest żółty i kolory się
    > mieszają (serio piszę, tak uważa połowa znanych mi trzydziestolatków).

    serio piszę - a tak nie jest? wszak jak dodam czerwonego malinowego, to jest
    czerwieńsza :)
  • mama_kotula 10.03.10, 22:05
    No dobrze. Ja jestem skażona i widocznie wymagam za dużo, serio mówię. Bo od mojego 7-latka wymagam, aby wiedział, dlaczego ta herbata się robi jasna, oraz jak działa proszek do prania.

    Co do buławinki, w szkole średniej musiałam znać wszystkie cykle rozwojowe grzybów, plechowców i oczywiście wszelkich pasożytów zwierzęcych. W dodatku jako osobniczka pieprznięta uczyłam się z podręczników akademickich i rzucałam hasłami typu teleutospory oraz pyknidia, których w podręczniku standardowym na biol-chem nie było.

    Ale tego nie wymagam. Ale np. fajnie byłoby wiedzieć, że jak się doda cytryny do herbaty zrobionej na wrocławskiej wodzie, to nie ma problemu z osadem na szklankach - i dlaczego tak jest.

    Ja jestem zboczona, ale ja LUBIĘ wiedzieć "dlaczego jest", a nie tylko "że jest".

    Nota bene chłop mój podrywał mnie na tematykę wzoru plamki lasera :P



    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • kkokos 10.03.10, 22:27
    mamo kotula, powiedzmy sobie szczerze i bez urazy:

    jesteś zboczona :)

    howgh.
  • kkokos 10.03.10, 22:30
    ale z tą żółtą cytryną i czerwoną herbatą to poproszę kawę na ławę, bo dalej nie
    kumam
  • ananke666 10.03.10, 22:47
    Napar herbaciany jest indykatorem kwasu cytrynowego. W obecności tego kwasu
    zmienia kolor z brązowego na... no na kolor herbaty z cytryną, złocisty taki :)
    --
    Tupecik
  • aganoreg 10.03.10, 23:23
    Nie do konca :D Tanina zawarta w herbacie reaguje na zmiane pH, a nie na kwas
    cytrynowy. Taki sam efekt uzyskasz dodajac octu. Natomiast odczyn zasadowy (np.
    soda) spowoduje przyciemnienie taniny.
  • ananke666 10.03.10, 23:29
    Łoj tam. Po siedemnastu latach mogę nie pamiętać dokładnie. Chemiczka na pewno
    mówiła o cytrynowym, resztę mogły mi lata z głowy wywiać... jak widać. Grunt, że
    herbata wykrywa kwaśne.
    --
    Tupecik
  • ananke666 10.03.10, 22:59
    > Ale tego nie wymagam. Ale np. fajnie byłoby wiedzieć, że jak się doda cytryny d
    > o herbaty zrobionej na wrocławskiej wodzie, to nie ma problemu z osadem na szkl
    > ankach - i dlaczego tak jest.

    Eeee... kwas cytrynowy rozpuszcza czy tam co innego robi z węglanem wapnia? Nic
    innego nie przychodzi mi do głowy, a woda tu, oprócz tego, że mokra ;) to
    piekielnie twarda.
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 10.03.10, 23:19
    ananke666 napisała:
    > Eeee... kwas cytrynowy rozpuszcza czy tam co innego robi z węglanem wapnia? Nic
    > innego nie przychodzi mi do głowy, a woda tu, oprócz tego, że mokra ;) to
    > piekielnie twarda.

    Nie wiem, co konkretnie jest we wrocławskiej wodzie, ale fakty są takie, że kwas cytrynowy robi z soli nierozpuszczalnej sól rozpuszczalną :D
    Przetestowane. Mieszkałam we Wro przez jakiś czas, w dodatku na slumsach w okolicy dworca Nadodrze i jedyną metodą, aby tę ohydną herbatę na tej ohydnej wodzie dało się wypić - było właśnie dodanie cytryny, dużo, dużo. I osadu nie było, i herbata smaczniejsza.

    Ale ja jestem wychowana na jeleniogórskiej wodzie, która jest cudownie miękka i można ją pić z kranu ze smakiem, bo smakuje jak przeciętna woda źródlana typu kropla beskidu.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • aganoreg 10.03.10, 23:26
    Kwas rozpuszcza weglan wapnia (i magnezu). Ale ostroznie z ta cytryna do herbaty ;)

    A zeby nie bylo osadu na szklance, mozna dodac cukru. Efekt ten sam.
  • ananke666 10.03.10, 23:32
    > A zeby nie bylo osadu na szklance, mozna dodac cukru. Efekt ten sam.

    Nie można, cukier z najlepszej herbaty zrobi mi niepijalne pomyje ;) No nie
    lubię słodkiej herbaty. Tylko do tej z cytryną sypię pół płaskiej łyżeczki.
    --
    Tupecik
  • aganoreg 10.03.10, 23:39
    Wiadomo, cukier ogolnie zmienia smak (i zapach! wiem, bo tak rozrozniam, ktora
    jest poslodzona). Ale ja to tylko w kwestii osadu napisalam :)
  • mama_kotula 10.03.10, 23:42
    Cytati zapach! wiem, bo tak rozrozniam, ktora
    jest poslodzona


    To tak jak ja.
    Ja dodatkowo rozróżniam po zapachu tę posłodzoną cukrem od tej posłodzonej
    aspartamem.
    Obie są rzyyyyg :D

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • taria 10.03.10, 23:48
    O, a mój mąż mi nie wierzy, kiedy mówię, że aspartam ma zapach! Tak obrzydliwy zresztą, że kiedy otwiera butelkę z dietetyczną kolą, ja czuję to w drugim pokoju...
  • kkokos 11.03.10, 07:10
    taria napisała:

    > O, a mój mąż mi nie wierzy, kiedy mówię, że aspartam ma zapach! Tak obrzydliwy
    > zresztą, że kiedy otwiera butelkę z dietetyczną kolą, ja czuję to w drugim poko
    > ju...

    ależ oczywiście, że capi. capi i zostawia posmak na języku.
  • paszczakowna1 11.03.10, 11:15
    > O, a mój mąż mi nie wierzy, kiedy mówię, że aspartam ma zapach! Tak obrzydliwy
    > zresztą, że kiedy otwiera butelkę z dietetyczną kolą, ja czuję to w drugim poko
    > ju...

    Mmmm, Cola light, ten chemiczny posmaczek, mniam, mniam. Oczywiście, że aspartam
    ma zapach i specyficzny smak, ja tam pijam (rzadko, bo to jednak mało niezdrowe)
    dietetyczną kolę dla tego smaku. Zwykła mi zupełnie nie smakuje.
  • truscaveczka 12.03.10, 11:46
    Cola z cukrem jest plugawa, zęby skleja. Bezcukrową bardzo lubię.
    Aspartam mi nie przeszkadza, na fenyloketonurię nie choruję.
    --
    http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
    http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • mama_kotula 12.03.10, 11:56
    CytatCola z cukrem jest plugawa, zęby skleja.

    Do tego powoduje wzdęcia i uczucie pękania jak balon, jest po niej niedobrze i ZAWSZE potem ma się hipoglikemię.
    Mogę pić tylko bezcukrową. I to nawet nie colę, bo ziemią jedzie, tylko pepsi. Najlepiej wyjebiście słodką pepsi max.

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze, mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • andrzej585858 12.03.10, 17:43
    Żadne cole i pepsi czy to w wersji light czy max - jedynie piwo, chłodne piwo o
    każdej porze dnia i nocy. Oczywiście w ilościach umiarkowanych nadmieniam :-)))
  • truscaveczka 15.03.10, 14:44
    A w mojej okolicy nie handlują pepsi max, buuuuuu :( Ani tą srebrną
    :(
    --
    http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
    http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • paszczakowna1 15.03.10, 16:24
    > Aspartam mi nie przeszkadza, na fenyloketonurię nie choruję.

    Mi też nie, ale mam schizę, że cola szkliwo na zębach rozpuszcza. (Niezupełnie
    schizę, bo faktycznie rozpuszcza.)
  • aganoreg 15.03.10, 16:28
    paszczakowna1 napisała:

    > > Aspartam mi nie przeszkadza, na fenyloketonurię nie choruję.
    >
    > Mi też nie, ale mam schizę, że cola szkliwo na zębach rozpuszcza. (Niezupełnie
    > schizę, bo faktycznie rozpuszcza.)

    Ale to ani cukier, ani aspartam czy inny slodzik, a kwas fosforowy i weglowy :)
  • truscaveczka 16.03.10, 15:02
    Ano, ano, mojemu tatusiowi rozpuściła na przykład. Dwie cole
    dziennie robią swoje.
    --
    http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
    http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • melmire 16.03.10, 15:15
    Phi, trza ino pic przez slomke, prosto do gardla :) I cola w brzuchu, i szkliwo
    cale :)
    --
    Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się
    chrzamotać.
  • kkokos 10.03.10, 19:08
    no dobra, to może się nie będę wychylać z informacją, że nie mam cienia pojęcia,
    co to jest bimetal i że jestem absolutnie przekonana, ze to nie gniazdko jest
    źródłem prądu, tylko elektrownia wodna, wiatrowa, jądrowa lub taka na węgiel
    czarny lub kolorowy :)

    a tak btw, to mój gimnazjalista - druga klasa - dziś męczył na polskim pamiętny
    utwór pt. Jaś nie doczekał.
  • rozdzial43 10.03.10, 19:18
    kkokos napisała:

    > a tak btw, to mój gimnazjalista - druga klasa - dziś męczył na polskim pamiętny
    > utwór pt. Jaś nie doczekał.

    Moje dzieci mówią na ten typ literatury zbiorczo "W piwnicznej izbie" "Jaś nie
    doczekał". Czyli w piwnicznej izbie Jaś nie doczekał :))

  • verdana 10.03.10, 19:30
    Bo to, do cholery, nigdy nie były utwory dla dzieci, tylko o
    dzieciach - majace poruszyć doroslych.
    Tak, jakby wsółczesną dawać publicystykę o hospicjach i
    niedoinwestowaniu oswiaty w podstawówce w lekturach za 100 lat.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ding_yun 10.03.10, 20:19
    A wiecie co - ja robiłam w liceum program matury międzynarodowej (IB), który
    został stworzony (przynajmniej w teorii) właśnie z myślą o wyzwaniach
    współczesności. Podstawowym założeniem jest wywalenie dość sporej dawki nauki
    pamięciowej, nauka metod badawczych i patrzenia na każdy problem z różnych
    stron. IB ma tyleż zwolenników, co przeciwników, napiszę pokrótce jak to wygląda
    w praktyce.

    IB trwa 2 lata (2i3 liceum), na początku 2 klasy wybiera się 6 przedmiotów z
    których będzie się zdawać maturę i przez kolejna 2 lata ma się tylko te 6
    przedmiotów. Trzeba wybrać jeden przedmiot z każdej z grup, 3 na poziomie
    rozszerzonym, trzy na podstawowym.

    1.Język ojczysty
    2.Język angielski.
    3.Biologia lub chemia lub fizyka
    4.Geografia lub historia (w niektórych szkołach jest jeszcze ekonomia).
    5.Matematyka zwykła lub tzw Maths Studies dla osób mniej uzdolnionych
    matematycznie, bez całek, pochodnych, macierzy etc, głównie statystyka.
    6.Język obcy lub dodatkowy przedmiot z którejś grupy

    W praktyce najczęściej wybiera się ów dodatkowy przedmiot, i tak ci idący na
    medycynę najczęściej wybierają biologię i chemię, na inżynierię chemię i fizykę,
    na ekonomię i inne nauki społeczne geografię i historię (oraz oczywiście inne
    przedmioty).

    Opiszę pokrótce te przedmioty, które ja robiłam, żeby dać wam wyobrażenie, czym
    matura międzynarodowa różni się od polskiej

    Język Polski to analiza zaledwie kilkunastu tekstów, część z literatury
    polskiej, część ze światowej. Po omówieniu każdej grupy tekstów są do zaliczenia
    konkretne zadania,które liczą się jako część egzaminu maturalnego -
    przygotowanie prezentacji na podstawie omawianych utworów na wybrany temat, esej
    porównawczy na podstawie dwóch utworów na wybrany temat, komentarz ustny
    (piętnastominutowy, nagrywany na żywo, a następnie oceniany) do wybranego
    fragmentu któregoś z omawianych tekstów plus oczywiście egzamin maturalny w
    maju,który polega głównie na krytycznym omówieniu otrzymanego fragmentu tekstu.

    Historia - na poziomie podstawowym obejmuje wyłącznie historię Europy w wieku
    20, na rozszerzonym również w wieku 19, nacisk na różne interpretacje
    historiograficzne faktów i analizę źródeł.

    Geografia - głównie społeczno-ekonomiczna, skupia się na problemach
    współczesnego świata - globalizacji, różnicach w rozwoju, populacji. Nacisk na
    znajomość różnych case studies potwierdzających obecność omawianych zjawisk w
    świecie.

    Biologia - dość przekrojowa i ogólnie podobna do polskiej, z tą różnicą, że
    przez dwa lata należy przygotować portfolio z wykonywanymi doświadczeniami i
    raportami z nich.

    Matematyka - nie pomnę wszystkich działów, ale na poziomie podstawowym obejmuje
    ciągi i szeregi, macierze, pochodne i całki, statystykę i prawdopodobieństwo.

    Innych przedmiotów nie omówię, bo ich nie robiłam, ale chyba zarysowuje się
    ogólny trend. Dodatkowo każdy musi napisać krótką pracę badawczą na wybrany
    temat (4000 słów) oraz zaliczyć 50 godzin działalności sportowej, 50
    artystycznej i 50 wolontariatu (nie jest to oceniane, musi być po prostu
    zaliczone), wszystkie przedmioty (poza polskim:)) zdaje się po angielsku.
    Generalnie jedni uważają, ze IB jest programem,który rozwiązuje masę problemów
    typowych dla polskiego programu maturalnego, inni z kolei twierdzą, że wypuszcza
    ludzi kompletnie niewykształconych - ja edukację z chemii czy fizyki zakończyłam
    na etapie 1 liceum, nie czytałam żadnych klasyków literatury polskiej (chyba że
    z własnej woli) i nie uczyłam się również polskiej historii. Tak więc jestem
    żywym potwierdzeniem faktu, że wykształcony człowiek może nie znać Trylogii, co
    większość osób nieziemsko bulwersuje.
  • kkokos 10.03.10, 20:54
    >>>i nie uczyłam się również polskiej historii.

    nie no, uczyłaś się w podstawówce i w gimnazjum. wszak głupota systemu polega na
    tym, ze trzy razy przerabia się to samo, chronologicznie, na trzech etapach
    edukacji. twoi rówieśnicy pewnie do wieku XX nie zdążyli w liceum dobiec, bo
    znów skupili się na starożytności i piastach, ty masz po prostu piastów trzeci
    raz nie powtórzonych :)

    w sumie kierunek mi się podoba. nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego z historii
    jest tylko Europa, a nie cały świat XX wieku - w końcu te wojny nazwano
    światowymi z jakiegoś powodu (broń boże nie postuluję wykuwania bitew na pamięć :).
  • ding_yun 10.03.10, 22:07
    kkokos napisała:


    >
    > w sumie kierunek mi się podoba. nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego z historii
    > jest tylko Europa, a nie cały świat XX wieku - w końcu te wojny nazwano
    > światowymi z jakiegoś powodu (broń boże nie postuluję wykuwania bitew na pamięć

    Nazywanie tego Historią Europy jest trochę uproszczeniem bo to w zasadzie
    historia Europocentryczna, a nie Europejska. Oczywiście w przypadku obu wojen
    światowych omawia się ich globalne przyczyny i skutki. Podobnie omawiając
    zagadnienia związane z Rosją nie pomija się oczywiście jej związków z krajami
    Dalekiego Wschodu. Chodzi o to, że ciężar spoczywa jednak na Europie, np omawia
    się systemy totalitarne Europejskie, a nie Chiny Maoistowskie. Podobnie wspomina
    się o USA, ale w odniesieniu do historii Europy, a nie o ich problemach
    wewnętrznych.

  • mmaupa 11.03.10, 11:36
    O, ja tez przez to przechodzilam - przedmioty te same, tylko zamiast geografii
    mialam sztuki piekne. Musialam prowadzic cos na ksztalt dziennika artysty, gdzie
    zapisywalo sie proces tworczy i inspiracje, a na koniec dwoch lat robilam
    wystawe swoich prac. W sumie fajna sprawa, jesli pominie sie fakt, ze w pracowni
    plastycznej w naszej szkole nie bylo nawet zlamanego olowka i wszystkie
    materialy musielismy zdobywac sami.
    Szczegolnie dobrze wspominam swoje pierwsze dzieciatko, czyli prace zaliczeniowa
    z historii, w ktorej analizowalam wplyw wizyty Hitlera w Gdyni we wrzesniu 1939
    r. na obrone Oksywia. Dotarlam wtedy do strasznie ciekawych zrodel - zdjec,
    mapek, rozkazow niemieckich, wywiadow z powstancami... Pierwsza samodzielna
    praca badawcza, z ktorej bylam niesamowicie dumna.
    Dobre w maturze miedzynarodowej jest to, ze na oceny pracuje sie przez dwa lata
    - prace zaliczeniowe oddaje sie czesto po pierwszym roku, sprawozdania z
    eksperymentow gromadzi sie przez caly rok itd. To wszystko wchodzi w sklad oceny
    koncowej.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • kkokos 10.03.10, 20:35
    erdana napisała:

    > Bo to, do cholery, nigdy nie były utwory dla dzieci, tylko o
    > dzieciach - majace poruszyć doroslych.
    > Tak, jakby wsółczesną dawać publicystykę o hospicjach i
    > niedoinwestowaniu oswiaty w podstawówce w lekturach za 100 lat.

    ale tez, uczciwie mówiąc, tak są dziś traktowane - znacznie mniej jako
    literatura, tylko jako przykład tego, czym i jak kiedyś twórca chciał poruszyć
    odbiorcę. za komuny traktowano to jako kontrast do "a sami widzicie, jakie
    dzieci są szczęśliwe w socjalistycznej ojczyźnie", a dziś pod tym tekstem w
    podręczniku są polecenia "zastanów się, jakie problemy mają dzieci w dzisiejszym
    świecie i jakie działania można by przeprowadzić w twojej szkole, by pomóc
    dzieciom w najtrudniejszej sytuacji - także odwołaj się do poczucia wspólnoty i
    odpowiedzialności odbiorców, postaraj się ich wzruszyć". a potem jest "obejrzyj
    w internecie kilka reklam społecznych, wpisz trzy najtrafniejsze hasła".

    natomiast polonistka mojego syna kazała napisać reportaż (!) na podstawie tego
    tekstu. może on być z punktu widzenia ojca, sąsiada, lekarza lub reportera.
  • mama_kotula 10.03.10, 21:08
    Cytatnatomiast polonistka mojego syna kazała napisać reportaż (!) na podstawie
    tego tekstu. może on być z punktu widzenia ojca, sąsiada, lekarza lub reportera.


    Dla mnie rewelacyjne zadanie, naprawdę. Na wzór wystarczy kupić Fakt, tam w co
    drugim numerze jest taki reportaż :F:F

    Ja pisałam w pierwszej klasie ogólniaka reportaż ze śmierci niejakiego Rolanda,
    co idzie i mózg uszami mu się wylewa.
    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • kkokos 10.03.10, 21:13
    > Dla mnie rewelacyjne zadanie, naprawdę. Na wzór wystarczy kupić Fakt, tam w co
    > drugim numerze jest taki reportaż :F:F

    cholera, a ja odesłałam smarkacza (bo oczywiście wiedział, że dzwoni, ale nic
    bliższego): tam leży stos "polityk", w każdym numerze na kilka stron od końca
    rubryka "na własne oczy". reakcja była: aaa, to to, co czytałem o behemocie i
    nergalu, to był reportaż! (nosz mówię prozą!)

    > Ja pisałam w pierwszej klasie ogólniaka reportaż ze śmierci niejakiego Rolanda,
    > co idzie i mózg uszami mu się wylewa.

    zazdraszczam, doprawdy!! wyobrażam sobie w swojej licealnej klasie te fajerwerki
    czarnego humoru i teksty wisielcze a prześmiewcze :)
  • marslo55 10.03.10, 21:17
    kkokos napisała:
    "zazdraszczam, doprawdy!! wyobrażam sobie w swojej licealnej klasie
    te fajerwerki czarnego humoru i teksty wisielcze a prześmiewcze :)"
    Ha, u nas w podstawówce zawsze były wypracowania pt. "co było
    dalej". Z upodobaniem uśmiercałam w nich wszystkich bohaterów
    lektur:D
  • mama_kotula 10.03.10, 21:27
    CytatZ upodobaniem uśmiercałam w nich wszystkich bohaterów
    lektur:D


    Ja uśmierciłam Zenka i Ulę z "Tego obcego", w wypracowaniu "jak wyobrażasz sobie dalsze losy Zenka". Wpadli pod pociąg. Oboje. Krwawo. Ula się zaczepiła i pociąg ją ciągnął jeszcze przez ponad kilometr.
    A ojciec Uli popełnił samobójstwo, tnąc się wielokrotnie specjalnie zakażonym skalpelem.

    Brrr, nie cierpię tej książki. Brrr i rzyg.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • truscaveczka 16.03.10, 15:04
    Nie chcecie wiedzieć, co zrobiłam Wokulskiemu. Bardzo nie chcecie
    :D Oraz Raskolnikowowi ;)
    --
    http://img.userbars.pl/52/10366.jpg
    http://img.userbars.pl/122/24382.jpg
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • mama_kotula 10.03.10, 21:24
    Cytatzazdraszczam, doprawdy!! wyobrażam sobie w swojej licealnej klasie te fajerwerki czarnego humoru i teksty wisielcze a prześmiewcze :)

    I bluzgi miotane po francusku, kiedy do Rolanda z mózgiem lejącym się z uszu podchodził nachalny papparazzi :P

    W Fakcie masz właśnie takie reportaże z cyklu "Jaś nie doczekał" (...bo wredna spółdzielnia nie chciała dać za darmo mieszkania zastępczego rodzinie Jasia, gdzie bezrobocie jest dziedziczne, matka rozmnaża się jak królik, i Jaś nie doczekał! a podłe urzędasy i darmozjady moszczą się na salonach i jedzą obiady za 700zł).

    Mąż mojej mamy regularnie kupuje Fakt, zawsze jak mam okazję gdy tam jestem, to robię sobie prasówkę. Egzotyka i folklor.
    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • mankencja 10.03.10, 23:18
    kiedyś brat pokazał mi w "Fakcie" tekst pod tytułem "Nie może spać bo trzyma
    kredens"... doprawdy wzruszajace
    --
    kot
    deviantart
  • paszczakowna1 10.03.10, 22:21
    > Zmiana programu, totalna zmiana, mniej zadań i przekształcania
    > wzorów, więcej eksperymentów, doświadczeń i tzw. fizyki praktycznej.
    > To samo z chemią.

    Ano. "Zadania" to zmora i powód, dla którego znakomita większośc uczniów
    nienawidzi fizyki i chemii. A to są przedmioty, które głównie powinny służyć
    (oprócz dania nieco podstawowej wiedzy o świecie typu) do nauki projektowania
    doświadczeń, co się przydaje w każdej dziedzinie. Można spokojnie żyć nie
    wiedząc, jak przeliczyć stężenie molowe na procentowe, za to przydałoby się
    wiedzieć, jak sprawdzić empirycznie, czy czynnik A wpływa na B, i że woda wrze w
    100 C i kartofle nie ugotują się szybciej jak zwiększymy grzania na maksa skoro
    woda już i tak wrze, co najwyżej woda się wygotuje. (O czym z najwyższym trudem
    przekonałam niektórych z mojej rodziny.)
  • ananke666 10.03.10, 21:11
    andrzej585858 napisał:

    > A tak na marginesie to co w końcu mamy, globalne ocieplenie czy też globalne
    > ochłodzenie?

    Globalną Panikę. Dzięki której można organizować pierdylion konferencji, które w
    rezultacie niczemu nie służą, ale można się poobijać w atrakcyjnych miejscach i
    robić mądre miny.
    --
    Tupecik
  • slotna 20.03.10, 02:36
    > Globalną Panikę. Dzięki której można organizować pierdylion konferencji, które
    > w
    > rezultacie niczemu nie służą, ale można się poobijać w atrakcyjnych miejscach i
    > robić mądre miny.

    Polecam:
    doskonaleszare.blox.pl/html

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ananke666 20.03.10, 11:42
    Ja nie twierdzę, że zmian w klimacie nie ma. Tyle, że zamiast lecieć przez pół
    świata i tarzać się po pięciogwiazdkowych hotelach na koszt podatnika, tylko po
    to, żeby wysłuchać prelekcji, z których zrozumie się w najlepszym razie połowę,
    a podejrzewam, że często znacznie mniej - lepiej byłoby przeczytać w godzinach
    pracy załącznik do maila, najlepiej w towarzystwie osób, które wytłumaczą o co w
    nim chodzi.
    --
    Tupecik
  • paszczakowna1 10.03.10, 22:42
    > A fotosynteza to raptem
    > jedno banalne rownanie, do tego naprawde nie trzeba byc Einsteinem.

    Taaa... Tylko że te 'banalne równanie' wprowadzane jest bodaj w klasie piątej (a
    może szóstej - przyszedł z tym do mnie siostrzeniec), gdy nieszczęsne dziecko
    nie wie nawet, co to tlen.
  • vi_san 02.01.15, 23:57
    Ja wiem, że dawno to było, ale tak szepnę cichutko - nie tych "ramotów", a "tych ramot! "Po wywaleniu kilku świętości polskiej szkoły, czyli długaśnych ramotów, których nikt nie chce czytać"...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • lezbobimbo 12.03.10, 00:59
    truscaveczka napisała:
    > Co wrzucilibyście na listę lektur obowiązkowych? Zaczynamy od
    > zupełnego zera, szeregujemy epokami. Co Waszym zdaniem powinno się
    > tam znaleźć?

    "Przygotowanie do zycia w rodzinie" - obowiazkowa lektura do wykucia od
    pierwszej klasy z egzaminami corocznymi. Od siodmej moglyby byc nawet i
    praktyczne egzaminy czyli jak zakladamy gumki.

    Co do literatury rozrywkowej na jezyku polskim dodalabym najciekawsze,
    najweselsze i ogolnoswiatowe tez (czyli i wschodnioeuropejskie i innokrajowe
    dziela). Wyrzucilabym gnioty moralizujace i okrutne zarazem (czyli te Antki-Janki).
    Nie wiem jak by to zrobic, zeby dzieci i mlodzieze nie znienawidzily lektur,
    moze skroty i wyciagi z ksiazek moglyby byc obowiazkowe (poczatek,
    zakonczenie-konkluzja i wazni bohatyrzy do omowienia na lekcjach) a "reszta"
    kazdej ksiazki do poczytania we wlasnym zakresie?
    Albo juz wiem.. wywalic wszystkie lektury z listy, a najciekawszych ZABRONIC
    :PPP dzieci czytalyby az furczalo po kryjomu przed doroslymi :)

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • marslo55 12.03.10, 08:26
    lezbobimbo napisała:
    "moze skroty i wyciagi z ksiazek moglyby byc obowiazkowe (poczatek,
    zakonczenie-konkluzja i wazni bohatyrzy do omowienia na lekcjach)
    a "reszta" kazdej ksiazki do poczytania we wlasnym zakresie?"
    Naprawde myslisz, ze dzieci katowane na lekcjach wybebeszona lektura
    beda chcialy siegnac po ksiazke, ktorej zakonczenie i konkluzje
    znaja od poczatku?
    "Albo juz wiem. wywalic wszystkie lektury z listy, a najciekawszych
    ZABRONIC"
    A to jest znakomita mysl. Jak Giertych chcial zakazac Gombrowicza,
    od razu sie szturm na ksiegarnie zaczal! Tak, tak, zakazac, dac na
    okladce "Pana, wojta i plebana" opaske "Tylko dla doroslych"!
  • mama_kotula 12.03.10, 08:34
    CytatTak, tak, zakazac, dac na
    okladce "Pana, wojta i plebana" opaske "Tylko dla doroslych"!


    Po wątku obok, tym traktującym o macaniu się po kroczach, wcale nie powiem, jakie wizje w mojej wyobraźni wywołała rozprawa między 3 panami opatrzona opaską "tylko dla dorosłych" :P


    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • andrzej585858 12.03.10, 08:53
    Ciągle mnie zastanawia ta przemożna chęć szukania we wszystkim sensacji i treści
    erotycznych. Podejrzewam, ze wcale nie byłby to głupi zabieg marketingowy.
    "Tylko dla dorosłych" ewentualnie "Zbrodnia niesłychana. Pani zabiła pana".
    Od razu sprzedaz takich dzieł wzrasta.
    Podobne zjawisko mozna zaobserwować na allegro. Gdy czasem patrzę na ceny jakie
    osiągają dzieła w rodzaju "Seksualne zycie papieży" czy tez osławiona
    "Kryminalna historia chrześcijaństwa" będące zbiorem dowolnie interpretowanych
    danych a obok za grosze mozna kupić rzeczowe, i wcale nie pisane z pozycji
    apologetycznych, pozycje, to rzeczywiście mozna odnieść wrażenie że wystarczy
    tylko chwytliwy tytuł.
    Widać po prostu lubimy ten dreszcz ekscytacji oraz uczucie dotykania owocu
    zakazanego.
    Tak więc nic prostszego - odpowiednia okładka, odpowiednio krzykliwy opis na
    okladce i ludzkość bedzie czytać że aż milo bedzie patrzeć na te zaczytane tłumy
    na przystankach i w środkach komunikacji publicznej. Nikomu nie przyjdzie wtedy
    do glowy wykonywanie jakichkolwiek ruchów frykcyjnych tudzież innego typu
    obmacywania się. Problem gdzie podziać wzrok zniknie - wszyscy z wypiekami na
    twarzy będą czytać .
  • mama_kotula 12.03.10, 09:06
    CytatCiągle mnie zastanawia ta przemożna chęć szukania we wszystkim sensacji i treści erotycznych.

    Bo młodzież w pewnym wieku jest rozbuchana erotycznie i żądna wrażeń. Co niektórym zostaje nawet jak już młodzieżą być przestaje.

    W pewnym wieku najbardziej atrakcyjne są dość wątpliwe literacko i raczej szmatławe książki typu "My Dzieci z Dworca ZOO", "Stokrotka", "Przetrwać w Nowym Jorku", "Pamiętnik Narkomanki" (wszystkie o narkotykach, z pewną dozą seksu), jak byłam w 7 klasie podstawówki klasę obiegał zaczytywany z zapartym tchem egzemplarz książki "Miałam 12 lat" - zeznania dziewczynki wykorzystywanej seksualnie przez ojca, którą to książkę próbowałam czytać tak z rok temu, ale po kilku stronach doznałam autentycznego odruchu wymiotnego i wywaliłam ją do zsypu. Bardzo charakterystyczne są opowieści, jak to kwitnie życie seksualne w zakonach, klasztorach i na plebaniach (taaak, wiem, sama taki dowcip przed chwilą wkleiłam) i - niespodzianka - młodzież wszędzie wyszukuje informacje, które mogą zaspokoić ich rozbuchane potrzeby czytania o seksie, przemocy i patologiach wszelakich. Bo te pozycje zapewniają silne emocje, bardziej pożądane w tym wieku niż np. emocje wywołane "Zbrodnią i karą".

    Tak na marginesie - jak wchodzę na chomikuj.pl, głównie w poszukiwaniu filmów dokumentalnych BBC/Discovery, to znamienne jest, że stronach nastolatków są niemal wyłacznie filmy wyjaśniające np. fizjologię orgazmu, zachowaniach homoseksualne - i zaraz obok nich filmy o zjawiskach paranormalnych. Typowych dokumentalnych filmów BBC/Discovery (przyrodniczych, historycznych, naukowych) nie ma - są tylko te związane z seksem i UFO :D:D:D

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze, mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • mama_kotula 12.03.10, 09:11
    A co do tego szukania opisów erotycznych w książkach - zawsze jak przypadkiem
    trafię na taki to jest to bardzo przyjemne.

    I tak, wiem, być może jestem zboczona, ale dla mnie jedną z bardziej
    mistrzowskich scen erotycznych jest scena pierwszego lotu godowego smoczycy
    Ramoth w "Jeźdźcach Smoków" Anne McCaffrey - jak czytałam, czułam autentyczne
    emocje ogarniające ludzi którzy tego doświadczali, a w pokoju zrobiło się duszno
    :P:P.

    I takie opisy erotyczne, niedopowiedziane i bazujące głównie na warstwie
    emocjonalnej wywołują we mnie najbardziej pożądane reakcje - a nie bezpośrednie
    opisy życia seksualnego mieszkańców Watykanu. Ot, taki offtopic mi wyszedł.


    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • andrzej585858 12.03.10, 10:17
    Off topic bardzo ciekawy i bardzo sensowny dodam tak od siebie!!
    Oczywiście że zgrabny opis scen erotycznych jest jak najbardziej mile pożądany i
    nieraz jest tym co najciekawsze, zwłaszcza jak umiejętnie dozowane jest napięcie
    - banalnym jest tutaj przytaczanie najbardziej erotycznej sceny w filmie jaką
    jest zdejmowanie rękawiczki przez Rite Hayworth.
    Odczuwanie podniecenia przecież nie jest żadnym zboczeniem, zboczeniem będzie
    negowanie tego że cos takiego odczuwa się. Oczywiście wiek mlodzieńczy ma swoje
    prawa i ten co powie że choc raz nie ślinił się kartkując jakąś książeczkę z
    obrazkami dla dorosłych lub nie oglądał ukradkiem pornola - no po prostu mowi
    nieprawdę.
    Tylko że czymś innym jest epatowanie erotyką. To, co teraz dzieje się w
    teledyskach to przecież nic innego, muzyka i jakiekolwiek wartości artystyczne
    schodzą na dalszy plan i to jest czyms niedobrym.
    To, że jakas para może nadmiernie obściskuje sie w miejscu publicznym, owszem
    może czasem razić, ale to jednak nie jest powszechne zjawisko, powszechne jest
    natomiast odhumanizowanie erotyki i sprowadzanie jej wyłącznie do wymiaru czysto
    fizycznego. Część mediów oraz ludzi dla których nowoczesność polega ma
    sformułowaniu - a co mnie obchodzą wartości ważne dla ludzi zyjących 20 lat temu
    - zapomina ze obok żyją ludzie dla których wartości nie tylko sprzed 20 ale i
    nawet sprzed 2000 lat są ważne i istotne.
  • mama_kotula 12.03.10, 10:33
    CytatTylko że czymś innym jest epatowanie erotyką. To, co teraz dzieje się w
    teledyskach to przecież nic innego, muzyka i jakiekolwiek wartości artystyczne
    schodzą na dalszy plan i to jest czyms niedobrym.


    Wiesz, ja myślę, że odrobinę przesadzasz i że dobra muzyka się obroniłaby nawet
    wtedy, kiedy w teledysku wystąpiłaby pani kopulująca oralnie z owczarkiem
    niemieckim. A że rynek muzyczny jest taki jaki jest, to czymś trzeba wypromować
    ten chłam. Najlepiej sprzedaje się erotyka i przemoc, więc promuję się erotyką i
    przemocą.

    Zobacz:
    www.youtube.com/watch?v=bW03c4Vmr0k
    Moim kryterium oceny jest to, czy po wyłączeniu teledysku cokolwiek zostaje
    godnego uwagi. I nawet panowie markujący akcję bdsmową nie sprawiają, że
    Rammstein zaczyna być z automatu złą muzyką. Genialną nie jest - ale złą również
    nie. Bo oni nie potrzebują rozbierać się w teledysku i spuszczać się fake spermą
    na koncercie, aby sprzedać kilka milionów płyt. Robią to bo lubią :P.

    A złej muzyce nie pomoże i całe stado pań kopulujących z owczarkami, ani słodki
    i uroczy nierozerotyzowany teledysk. Zła muzyka była zawsze, jest i będzie.
    Teledysków nie oglądam, prawdę mówiąc, bo mnie nudzą. Wolę kreskówki.

    W kwestii epatowania erotyką - o wiele bardziej drażnią mnie dowcipy o podłożu
    erotycznym w filmach animowanych (choćby "niewinny" opis Śnieżki w Shreku:
    Przyznaje się do związku z siedmioma krasnalami, ale podkreśla, że nie jest łatwa).

    Cytatpowszechne jest natomiast odhumanizowanie erotyki i sprowadzanie jej
    wyłącznie do wymiaru czysto fizycznego.


    No mi to akurat nie przeszkadza. Co więcej, jestem zdania, że erotyka może być
    kompletnie oderwana od metafizyki i uczuć wyższych. Krótko mówiąc, jeśli ktoś ma
    ochotę na ostre rżnięcie z poznaną przed godziną w knajpie partnerką czy
    partnerem, ja nie mam nic przeciwko, nie potępiam, tylko życzę wszystkiego
    najlepszego - bo nie ma w tym nic złego, jeśli z obu stron są chęci.
    No ale ja z tych, co nie szanują wartości.

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • andrzej585858 12.03.10, 12:39
    mama_kotula napisała:

    >
    > No mi to akurat nie przeszkadza. Co więcej, jestem zdania, że erotyka może być
    > kompletnie oderwana od metafizyki i uczuć wyższych. Krótko mówiąc, jeśli ktoś m
    > a
    > ochotę na ostre rżnięcie z poznaną przed godziną w knajpie partnerką czy
    > partnerem, ja nie mam nic przeciwko, nie potępiam, tylko życzę wszystkiego
    > najlepszego - bo nie ma w tym nic złego, jeśli z obu stron są chęci.
    > No ale ja z tych, co nie szanują wartości.

    Tutaj akurat wyznawane przez wartości nie maja dla mnie nic do rzeczy. Dla mnie
    jest to sposób podchodzenia do drugiego człowieka. Ostre rżnięcie jak to
    określasz może się zdarzyć, raz , kilka razy, gorzej gdy staje się nawykiem, i
    co ? tak wielu jest amatorek czy tez amatorów chętnych spędzić życie z
    człowiekiem dla którego jedynym znanym rodzajem aktywności seksualnej jest
    "ostre rżnięcie"?
    Taki zaś sposób życia propaguje się i nie jest to takie obojętne - bo dla mnie
    to nie przeszkadza co inni robią.
    Dla mnie też, ale wcale nie jest mi to obojętne co jest tak propagowane gdyż
    naczelną wartościa jest zysk i dobra sprzedaż.

    W kwestiach muzycznych masz oczywiście rację, dobra muzyka broni się sama,
    Rammsteina to nawet lubię, chyba właśnie dla tej toporności ich teledysków, ale
    muzyka w swoim gatunku jest całkiem, całkiem. Co nie zmienia mojej oceny braku
    zasadności dla tej ilości zarówno golizny jak i innych zachowań. Bo ważna jest
    właśnie sprzedaż?
    >
  • mama_kotula 12.03.10, 13:07
    CytatOstre rżnięcie jak to określasz może się zdarzyć, raz , kilka razy,
    gorzej gdy staje się nawykiem, i co ? tak wielu jest amatorek czy tez amatorów
    chętnych spędzić życie z człowiekiem dla którego jedynym znanym rodzajem
    aktywności seksualnej jest "ostre rżnięcie"?


    Ale dlaczego sądzisz, że dążeniem każdego jest to, aby z kimś spędzać życie? I
    że każdy desperacko "szuka amatora"? I że, partnera wybiera się pod kątem tego,
    jaki sposób aktywności seksualnej lubi (tu poniekąd się zgodzę)?
    Wiem, co chcesz powiedzieć, Andrzeju przez te zawoalowane pytania. Że osobnik
    który będąc osobnikiem stanu SINGLE radośnie bzyka dla samego zaspokojenia
    popędu i doznań emocjonalnych zapewne będzie bzykał też dla zaspokojenia popędu
    i doznań emocjonalnych jako osobnik nie będący stanu single. Krótko mówiąc, taka
    kurew puszczać się będzie jako mężatka, a taki ogier na panienki będzie chodzić.
    A wszakże nikt nie zdecyduje się na partnera, o którym wie, że będzie zdradzać
    "bo ma taki nawyk".
    Błąd w twoim rozumowaniu polega na tym, że uważasz iż jak rozpasanie seksualne,
    to w każdej sytuacji, że to nawyk egzogenny.
    Natomiast ja, wiedząc, że jestem stanu wolnego idąc świadomie do łóżka z kolegą
    z grupy na uczelni (kolega również stanu wolnego) nie krzywdzę nikogo i nie
    łamię żadnych zasad. Idąc tydzień później do łóżka z drugim kolegą z grupy
    również nie krzywdzę nikogo - oboje jesteśmy dorosłymi ludźmi i oboje jesteśmy
    świadomi tego, że nam wolno i nikomu nic do tego.
    Ale - to nie oznacza, że kiedy osoba taka wejdzie w związek, to pozostanie jej
    "nawyk". To polega na tym, że uznaje się ŚWIADOMIE, że inne zasady obowiązują
    osoby będące wolne, a inne zasady osoby będące w związku. I o ile będąc wolną
    mogę sobie uprawiać seks z kim chcę i kiedy chcę, o tyle be∂ąc w związku -
    obowiązuje mnie lojalność wobec partnera, co więcej! ja CHCĘ być lojalna wobec
    partnera, więc nie uprawiam z kolegami i koleżankami one night standów, bo a)
    szanuję partnera i go kocham, b) nie mam takiej potrzeby ani chęci.

    I nie ma to nic wspólnego z propagowaniem takiego czy innego stylu życia. Po
    prostu teraz ludzie nie wstydzą się o tym mówić. Nikt nie każe ci w stanie
    wolnym bzykać po kolei wszystkich koleżanek z grupy, natomiast masz luksus nie
    odczuwania poczucia winy, kiedy one night stand ci się z koleżanką albo kolegą
    zdarzy, bo nie jest to nic złego jeśli zgoda jest obupólna. I włosy na dłoniach
    też od tego nie wyrastają.

    CytatCo nie zmienia mojej oceny braku zasadności dla tej ilości zarówno
    golizny jak i innych zachowań. Bo ważna jest właśnie sprzedaż?


    Oczywiście. W przypadku wielkoustych gwiazdek w szortach i stanikach gnących się
    do rytmu syntezatora wyśpiewując jakieś bejbebejbe półoktawowym głosem liczy się
    sprzedaż. Dopóki nie są to rzeczy prawnie zakazane, czyli np. pokazanie
    rozbierającej się mocno wymalowanej jedenastolatki, to wszystkie chwyty są
    dozwolone. I myślę, że nieco przeceniasz wpływ teledysków itp. jako PROPAGUJĄCY
    dany styl życia. Jakieś 15 lat temu również w teledyskach widywano skąpo odziane
    panienki, a w cudnym czasopiśmie dla nastolatek Bravo GIRL pokazywano modę pt.
    koronkowy gorset i mini szorty jako idealny strój do pracy w ogródkul; zaś w
    fotostory panny uprawiały seks na pierwszej randce. I o dziwo, przypadki
    kopiujące taki styl życia czerpiące inspiracje z teledysków i gazet były
    nieliczne. Tak jak i teraz są nieliczne, ale bardziej nagłośnione ;)
    Rozerotyzowana młodzież istniała zawsze. Tylko 20 lat temu było wszem i wobec
    wiadomo, że Kaśka daje się w kiblu pomacać po cipce za papierosa, a loda zrobi
    za całą paczkę, a teraz taka Kaśka wysyła swoje gołe zdjęcia za doładowanie do
    telefonu. Ot, technika poszła w górę.

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam
    więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie
    korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze,
    mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • verdana 12.03.10, 16:09
    Andrzeju, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ze np. kankana
    tańczono pierwotnie bez bielizny - na tym to polegało. A w
    dwudziestoleciu miedzywojennym filmy porno pokazywane były w
    zwyklych filmach, w normalnych godzinach. Wyobraź sobie cos takiego
    teraz. Jesli zaś sadzisz, ze "jakie wtedy moglo być porno" - to
    powiem ci - hard (kupilam kiedyś kasetę z filmami porno z lat 20-
    tych, zeby się pośmiać. Nie pośmiałam się). Krecono też porno dla
    homoseksualistów i też pokazywano.
    Jest to w pewnym sensie zastępcze - w średniowieczu i o wiele dłużej
    na wsi mlody człowiek po prostu widział ludzi w tej sytuacji,
    normalnie mowiono o seksie przy dzieciach - teraz byłoby to
    absolutnie nuiemożliwe. Poczytaj sobie Eliasa "Przemiany obyczajów w
    cywilizacji Zachodu".
    Czyli "nihil novi sub sole"
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kooreczka 12.03.10, 16:18
    Najgorsze porno z jakim miałam pech obcować napisano w XVIII wieku- katalog
    zboczeń wszelakich, niektóre jak zauważyłam z fizyczno-biologicznego punktu
    widzenia wręcz niemożliwe do spełnienia.
    Twórczość pornograficzna istniała chyba od czasu kiedy jaskiniowiec z kawałka
    drewna wydłubał coś na kształt gołej baby. Mam nawet wrażenie, że dopiero w XIX
    wieku spuszczono na te sprawy zasłonę milczenia ( a i wtedy porno pisane kwitło,
    ze aż miło)- wcześniej nawet księża z ambony o seksie gadali głośno, wyraźnie i
    po imieniu.
  • ananke666 12.03.10, 19:17
    kooreczka napisała:

    > Najgorsze porno z jakim miałam pech obcować napisano w XVIII wieku- katalog
    > zboczeń wszelakich, niektóre jak zauważyłam z fizyczno-biologicznego punktu
    > widzenia wręcz niemożliwe do spełnienia.

    Niech zgadnę: 120 dni Sodomy. Niczego gorszego nie znam, czas powstania się
    zgadza, niemożliwość spełnienia niektórych również.
    --
    Tupecik
  • kooreczka 12.03.10, 19:39
    Tak, tak- dostałam przydział na omówienie libertynizmu i ledwie zmogłam "tego
    cosia". Pech chciał, że tego dnia przyszła wizytacja i myślałam, że się ze
    wstydu spalę opisując te "dzieua" nie tylko przed dogadującą klasą, ale przed
    ludźmi w wieku mojej Babci.
  • ananke666 12.03.10, 20:00
    Nauczyciela zlecającego to dzieło uczniowi osobiście z rozkoszą kopnęłabym w
    tyłek. Zamaszyście. Wielokrotnie. Noszę glany.
    --
    Tupecik
  • ananke666 12.03.10, 20:04
    ... a jako rodzic tego dziecka, idę z pyskiem do nauczyciela, dyrektora i kto
    wie, czy nie do kuratorium. Zmuszanie młodej osoby do czytania najohydniejszej
    pornografii jest karygodne. I nic tego nie usprawiedliwia.
    --
    Tupecik
  • kooreczka 12.03.10, 20:21
    Gwoli ścisłości miałam już wtedy 18 lat i nikt mnie do czytania nie zmuszał- na
    ochotnika prezentowaliśmy literackie i filozoficzne prądy epoki. Prawda, że nie
    za bardzo miałam pojęcie "czym to się je", ale gdybym chciała, mogłabym pojechać
    na opracowaniach- tyle, ze ja nie uznawałam takich półśrodków. Czytając do końca
    miałam nadzieję, że piorun trafi to towarzystwo, bo nawet w takich
    "Niebezpiecznych związkach" autor ukarał kogo trzeba. Uważam też, że moja
    znajomość historii i (uzupełniana cały czas) analiza obyczajów epoki wystarczyła
    by sprawę omówić rzeczowo i wyczerpująco. Tak więc do nijakich nadużyć tu nie
    doszło, a ja przynajmniej mogę uśmiechnąć się, gdy ktoś mówi o "zdegenerowanej
    dzisiejszej literaturze"
  • mama_kotula 12.03.10, 16:26
    CytatAndrzeju, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ze np. kankana
    tańczono pierwotnie bez bielizny - na tym to polegało.


    A niee, pierwotnie kankana tańczono w krótkich spódniczkach. Wówczas pojawiły się głosy, że to niemoralne i że nie można tak erotyzmem buchać, że kolana są odsłonięte. Wówczas kiecki do kankana wydłużono jak panbuk przykazał, ale w zamian za to panie nie zakładały podeń majtek i wymachiwały nimi zamaszyście.

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze, mimo, że masz do tego prawo. - by Ananke666.
  • lezbobimbo 12.03.10, 16:38
    mama_kotula napisała:
    >Wówczas kiecki do kankana wydłużono jak panbuk przykazał, ale w >zamia>n za to
    panie nie zakładały podeń majtek i wymachiwały nimi >zamaszyście.

    Zaplatalam sie - czym dokladnie te panny wymachiwaly zamaszyscie? Panbukiem bez
    majtek pod nim? :PPPP

    --
    Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę. Wolę z
    chrzęstem odgryzać nóżki.
    (c) mmmaupa
  • mama_kotula 12.03.10, 16:54
    Ty już wiesz, czym wymachiwały.
    I nie gap się.
    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • andrzej585858 12.03.10, 17:36
    verdana napisała:

    > Andrzeju, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ze np. kankana
    > tańczono pierwotnie bez bielizny - na tym to polegało. A w
    > dwudziestoleciu miedzywojennym filmy porno pokazywane były w
    > zwyklych filmach, w normalnych godzinach. Wyobraź sobie cos takiego
    > teraz. Jesli zaś sadzisz, ze "jakie wtedy moglo być porno" - to
    > powiem ci - hard (kupilam kiedyś kasetę z filmami porno z lat 20-
    > tych, zeby się pośmiać. Nie pośmiałam się). Krecono też porno dla
    > homoseksualistów i też pokazywano.
    > Jest to w pewnym sensie zastępcze - w średniowieczu i o wiele dłużej
    > na wsi mlody człowiek po prostu widział ludzi w tej sytuacji,
    > normalnie mowiono o seksie przy dzieciach - teraz byłoby to
    > absolutnie nuiemożliwe. Poczytaj sobie Eliasa "Przemiany obyczajów w
    > cywilizacji Zachodu".
    > Czyli "nihil novi sub sole"

    Oczywiście że nic nowego, pornografia kwitła od zaranie dziejów. Sięgając choćby
    do naszych rodzimych obyczajów, to chyba nie ma przyśpiewki ludowej z dawnych
    lat. która by wręcz nie ociekała erotyzmem.
    Z dawniejszych czasów - wczesnośredniowieczne penitencjały irlandzkie to zbiór
    wszelkich perwersji, nawet księgi autorstwa najbardziej pobożnych mnichów też
    nie są pozbawione opisów zachowań erotycznych, zwłaszcza homoseksualnych.
    Ciekawe a bardzo mało znane są opisy zycia tzw. "jurodiwych" w dawnej Rosji
    pełne ekscesów erotycznych, że już nie wspomnę o sekcie tzw. skopców.
    Seks byl i jest obecny we wszystkich kulturach świata. Swoją drogą zawsze mam
    wrażenie że nasze postrzeganie tych spraw zostało skrzywione przez właśnie
    XIX-wieczna pruderię która miała swoje żródło w purytańskiej obyczajowości
    róznego typu odłamach protestanckich.
    Średniowiecze nie było pruderyjne i wcale chrześcijaństwo nie stawiało az
    takiego sprzeciwu wobec tych zachowań jak to teraz nieraz się przedstawia.
    Seks jako taki był po prostu obecny w świadomości ludzki. Kiedyś opowiadał mi
    jeden z księży pracujących na misjach w Indiach, że z początu największym
    problemem było dla niego zachować obojętność na tego typu scenki, gdy z jednej
    strony ulicy na widoku współzyła jakaś para a z drugiej strony umierał stary
    człowiek.
    Tam życie i śmierć splata się z sobą, narodziny i umieranie. My już tego nie
    znamy - chcemy po prostu tylko żyć. Najchętniej wygodnie i przyjemnie. Odsuwamy
    od siebie problem narodzin a tym bardziej smierci. Dlatego też seks przestał być
    codziennoscią, czyms jak najbardziej normalnym i niewstydliwym.
    Pornografia nie jest przecież erotyką, seksem, zawsze była marginesem - i o to
    najbardziej mi chodziło.
    To co było traktowane jako przejaw normalnej, ludzkiej jurności staje się
    mechanizmem a to mimo wszystko nie jest jednak dobre.

    Bardzo podoba mi się to co pisze Mama Kotula. Mogę nie zgadzać się z takim
    podejściem, ale jest ono wewnętrznie uczciwe i to jest normalne podejście.
    Zawsze jest jakaś granica, jest moment w którym mówi się - nie chcę gdyż szanuję
    człowieka z którym jestem.
    Mówiąc o odhumanizowaniu erotyki miałem na myśli właśnie zatracanie granic - a
    dlaczego nie? przecież to takie przyjemne?
    Pewnie że wszystko może się zdarzyć i każdemu, ja tam też nie jestem taki
    święty, gdyż różnie w życiu bywało, ale trzeba być chociaż wewnętrznie uczciwym
    człowiekiem. To co jest złe zawsze nim będzie i trzeba mieć odwagę chociaż przed
    samym sobą czasem się do teg przyznać.

    Jezeli zaś chodzi o książki to ze swojej strony polecam bardzo ciekawe
    opracowanie - "Ciało i społeczeństwo" Petera Browna dotyczy okresu wczesnego
    średniowiecza czyli tzw. ciemnych wieków.
  • mama_kotula 12.03.10, 17:58
    CytatPewnie że wszystko może się zdarzyć i każdemu, ja tam też nie jestem taki święty, gdyż różnie w życiu bywało, ale trzeba być chociaż wewnętrznie uczciwym człowiekiem. To co jest złe zawsze nim będzie i trzeba mieć odwagę chociaż przed samym sobą czasem się do teg przyznać.

    Ale co uważasz w kwestii seksu dwojga ludzi wolnych niezwiązanych ze sobą za obiektywnie złe?
    Nieuczciwe i złe to jest zdradzanie partnera. Ale co jest złęgo w uprawianiu seksu z kolegą czy koleżanką z klasy, aż tak złego, że trzeba mieć odwagę aby się do tego przed sobą samemu przyznać?

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • andrzej585858 12.03.10, 18:49
    mama_kotula napisała:

    >
    > Ale co uważasz w kwestii seksu dwojga ludzi wolnych niezwiązanych ze sobą za ob
    > iektywnie złe?
    > Nieuczciwe i złe to jest zdradzanie partnera. Ale co jest złęgo w uprawianiu se
    > ksu z kolegą czy koleżanką z klasy, aż tak złego, że trzeba mieć odwagę aby się
    > do tego przed sobą samemu przyznać?

    Aha, no tak jak zwykle zbyt bałaganiarsko piszę. Temta był związany z seksem
    więc wszystkie moje spostrzeżenia winny byc z tym związane. I słusznie.
    Tylko że cytowany akapit odnosił się już do życia jako takiego, a więc nie tylko
    o seks mi chodziło.
    Ale jak zwykle rozpędziłem się, miałaś więc podstawy tak zrozumieć moje
    sformułowanie. Podczas gdy chodziło mi i o to że to co jest moralnie złe, nie
    tylko w jeżeli chodzi o seks, jest moralnie złe i trzeba mieć odwagę choćby
    przed samym sobą to przyznać.
    Pozostaje oczywiście otwarta kwestia czym jest czyn moralnie zły. No cóż dla
    mnie kazdy, który świadomie krzywdzi drugiego człowieka tak w skrócie.

    Co zaś jest złego w fakcie iż dwoje wolnych ludzi swobodnie uprawia seks?
    No cóż - nie pochwalam , ale się nie dziwię.
    Po prostu uważam że są o wiele bardziej istotne i moralnie wrażliwe problemy niż
    akurat ten związany z seksem. Priorytetem jest wszystko to, co jest związane z
    dobrem dziecka oraz z obroną i ochroną życia - to jest dla mnie ważki problem.
    >
  • mama_kotula 12.03.10, 18:58
    CytatPo prostu uważam że są o wiele bardziej istotne i moralnie wrażliwe problemy niż akurat ten związany z seksem. Priorytetem jest wszystko to, co jest związane z dobrem dziecka oraz z obroną i ochroną życia - to jest dla mnie ważki problem.

    No pięknie, ale jaki to ma związek z tym, o czym rozmawiamy?
    W tym momencie akurat ta odnoga wątku dotyczy twojego ubolewania nad wszechobecnym seksem, propagowania życia rozwiązłego i wyluzowanego oraz dlaczego ludzie tak się seksem interesują.

    Czy ta uwaga o tych bardziej priorytetowych problemach dotyczy tego, co wg ciebie powinno być propagowane jako styl życia? Bo przyznaję że się pogubiłam.



    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze, mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • andrzej585858 12.03.10, 19:35
    mama_kotula napisała:

    >
    > Czy ta uwaga o tych bardziej priorytetowych problemach dotyczy tego, co wg cieb
    > ie powinno być propagowane jako styl życia? Bo przyznaję że się pogubiłam.

    Nie chodziło mi o propagowanie stylu życia, tylko o zwracanie uwagi na bardziej
    istotne sprawy niż to, kto z kim i kiedy się przespał. Owszem jest to związane
    ze stylem zycia, ale nie z jego propagandą.
    >
    >
  • mama_kotula 12.03.10, 19:40
    CytatNie chodziło mi o propagowanie stylu życia, tylko o zwracanie uwagi na
    bardziej
    istotne sprawy niż to, kto z kim i kiedy się przespał.


    Ale jedno nie wyklucza drugiego.
    Mogę co sobotę uprawiać bdsmowy seks grupowy z nieznanymi mi starszymi panami
    oraz ekscytować się, ilu kochanków na poprzedniej imprezie miała znana
    wokalistka - a jednocześnie zwracać uwagę na bardziej istotne sprawy.
    Dlaczego sugerujesz, że jak już dla kogoś seks ma duże znaczenie, to za
    przeproszeniem sperma mu oczy zalewa i nie widzi spraw istotnych?

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • dakota77 12.03.10, 18:59
    JNo ale jak to wszystko ma sie do faktu, ze nie mw nic zlego w seksie
    dwojga niezwiazanych z nikim innym ludzi, ktorzy obopolnie zgadzaja
    sie na taki uklad?

    I prosze, nie zaczynaj dyskusji o ochrobie zycia, bo to nijak ma sie
    do tej dyskusji, poza tym to bardzo trudny i drazliwy temat.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 12.03.10, 19:31
    Masz rację, trochę nie w tą stronę co potrzeba zabrnęła dyskusja , więc już milknę.
    Dodam tylko, że nieco błędna interpretacja tego co napisałem nastąpiła, no ale
    to znowu moja zbytnia niefrasobliwość jest winna niestety.
  • mama_kotula 12.03.10, 19:50
    CytatMasz rację, trochę nie w tą stronę co potrzeba zabrnęła dyskusja

    "Dyskusja zabrnęła nie w tę stronę" oznacza, że chciałeś poubolewać nad tym, że ludzie są żą∂ni czytania i słuchania o seksie zamiast myśleć o sprawach ważnych - a tu się okazało, że nikt nie widzi nic złego w czytaniu/myśleniu/słuchaniu o seksie i nikt nie ubolewa nad tym, ze książka "Życie seksualne papieży" się dobrze sprzedaje?? To masz na myśli, pisząc, że dyskusja zabrnęła nie w tę stronę?
    ;-)

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze, mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • andrzej585858 12.03.10, 19:50
    dakota77 napisała:

    >
    > I prosze, nie zaczynaj dyskusji o ochrobie zycia, bo to nijak ma sie
    > do tej dyskusji, poza tym to bardzo trudny i drazliwy temat.

    Jedno jednak muszę dodać, owszem argument o tym że ma sie to nijak do dyskusji
    jest jak najbardziej zasadny,
    Natomiast stwierdzenie, że jest to trudny i drazliwy temat jest tak smutne w
    swojej wymowie, ze po prostu smutne.
    Nie, dla mnie ochrona życia nie jest tematem drażliwym i niewygodnym, jest czymś
    co powinno być jednakowo istotne i ważne dla wszystkich.
    Ale szanuje zasady panujące tutaj i nie zamierzam prowadzić dyskusji
    poświęconych temu tematowi.
  • mama_kotula 12.03.10, 19:59
    Chodzi o to, że na forum internetowym, gdzie mamy do dyspozycji jedynie warstwę
    tekstową, oraz osoby praktycznie niewiele się znające, oraz gdzie bardzo łatwo o
    niedopowiedzenia i niezrozumienie, a dość trudno o informacje zwrotne - temat
    ochrony życia jest tematem trudnym i drażliwym = trudno dyskutować bez zbędnych
    emocji, które mają tendencję do eskalacji, na forum o wiele bardziej niż w realu.

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam
    więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie
    korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze,
    mimo, że masz do tego prawo.
    - by Ananke666.
  • dakota77 12.03.10, 20:05
    Podziwiam twoja cierpliwosc, Kotulo:). ja sie wkurzam ( ok, bardziej
    wewneterznie niz w poscie), nie czuje sie na silach spokojnie
    tlumaczyc,.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mama_kotula 12.03.10, 20:27
    dakota77 napisała:
    > Podziwiam twoja cierpliwosc, Kotulo:). ja sie wkurzam ( ok, bardziej
    > wewneterznie niz w poscie), nie czuje sie na silach spokojnie
    > tlumaczyc,.

    Ja się nie wkurzam. Jestem spokojna. Skręcam właśnie cienkie rurki z gazety celem wykonania z nich koszyczka na pisanki, wycieram klej o spodnie i się relaksuję, błogo się relaksuję.
    Nie wkurzam się, bo styl Andrzeja mnie jedynie lekko drażni. I jedyne na co sobie pozwalam - jak przeważnie zresztą - to z lekka prześmiewczy ton, w temacie tej zabrniętej nie tam gdzie trzeba dyskusji (znaczy, Andrzejowi nawołanie do ubolewania nad rozpasaniem nie wyszło :P).

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • andrzej585858 12.03.10, 20:50
    Gwoli ścisłości , a skąd taki pomysł że miałem zamiar nawoływać do ubolewania
    nad rozpasaniem?
    Różnimy się poglądami na to co istotne i tak już jest. Natomiast akurat twój ton
    prześmiewczy wcale mnie nie wkurza a wręcz odwrotnie - lubię ten styl.
    Natomiast rzeczywiście podziwiam cierpliwość w kwestii mojego stylu, a właściwie
    jego braku.
  • dakota77 12.03.10, 20:01
    Przetlumacz sobie moja wypowiedz w takim razie jako " Nie mamy tu
    najmniejszej ochoty dyskutowac o ochronie zycia poczetego, bo to nie
    miejsce na takie dyskusje".

    Co w tym smutnego? Nie ubolewaj, kurcze paka, nad moim
    odczlowieczeniem i upadkiem obyczajow, bo przeginasz. Chcesz o tym
    dyskutowac, znajdz sobie w sieci stosowne fora.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mmaupa 12.03.10, 20:46
    dakota77 napisała:

    > Co w tym smutnego? Nie ubolewaj, kurcze paka, nad moim
    > odczlowieczeniem i upadkiem obyczajow, bo przeginasz. Chcesz o tym
    > dyskutowac, znajdz sobie w sieci stosowne fora.

    Dakota, o co ci chodzi? Po co sie tak pieklisz? Nikt nie mowi tu o TWOIM upadku
    obyczajow i TWOIM odczlowieczeniu. O ile sie orientuje, dyskusja przebiega w
    warstwie teoretycznej, a ty wydajesz sie byc po prostu przewrazliwiona na
    wlasnym punkcie.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • andrzej585858 12.03.10, 20:53
    mmaupa napisała:


    > Dakota, o co ci chodzi? Po co sie tak pieklisz? Nikt nie mowi tu o TWOIM upadku
    > obyczajow i TWOIM odczlowieczeniu. O ile sie orientuje, dyskusja przebiega w
    > warstwie teoretycznej, a ty wydajesz sie byc po prostu przewrazliwiona na
    > wlasnym punkcie.

    Muszę przyznać, że aż mi ulżyło że to nie ja to powiedziałem i napisałem. Ale
    przy całej sympatii dla Dakoty, gdyż lubię się z nią spierać, też to już dość
    dawno stwierdziłem.
    >
  • dakota77 12.03.10, 20:56
    Uocze, taa. Szkoda, ze twoje wieczne zjezdzanie na delikatne ( tak,
    dal wielu osob jednak tak!) kwestie swiatopogladowe w najmniej
    stosownym do tego miejscu juz takie nie jest.
    Dzieki za tania psychoanalize. Co ja bym bez was zrobila.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mmaupa 12.03.10, 21:03
    > Uocze, taa. Szkoda, ze twoje wieczne zjezdzanie na delikatne ( tak,
    > dal wielu osob jednak tak!) kwestie swiatopogladowe w najmniej
    > stosownym do tego miejscu juz takie nie jest.
    > Dzieki za tania psychoanalize. Co ja bym bez was zrobila.

    O. Foch.

    Prawde napisalas w poprzednim poscie, ze Andrzej sobie zahaczyl o trudny temat.
    Ale kto ci go kaze podejmowac? Stoi ten biedny Andrzej nad toba i grozi
    kotulowym pejczem?

    Swoja droga ja akurat sie nie poczulam specjalnie urazona ani pogladem Kotuli,
    ani Andrzeja. No sa ludzie, roznia sie, i dobrze -inaczej swiat bylby nudny.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • dakota77 12.03.10, 21:08
    Oczywiscie, ze tak. Dobrze, ze sa rozne poglady. Tylko, skoro juz sie
    tak analizujemy w postach, to szkoda, ze Andrzej tak nie uwaza i
    dziwi sie, co delikatnego w temaciem chrony zycia. No tak, tu
    powinien byc jeden obowowiazujacy poglad, tak? ja odebralam jego post
    jako mocno wartosciujacy i nie om mnie tu chodzi, zreszta moich
    pogladowm na ten temat Andrzejm nie zna i nic mu do niego. I wciaz
    uwazam, ze to nie mieujsce i temat na takie dyskusje.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 12.03.10, 21:08
    dakota77 napisała:

    > Uocze, taa. Szkoda, ze twoje wieczne zjezdzanie na delikatne ( tak,
    > dal wielu osob jednak tak!) kwestie swiatopogladowe w najmniej
    > stosownym do tego miejscu juz takie nie jest.
    > Dzieki za tania psychoanalize. Co ja bym bez was zrobila.

    Wcale nie zjeżdżam. Po prostu mam takie a nie inne poglądy i ich się nie
    wstydzę, po prostu.
    Dla mnie życie jest życiem a nie zyciem od momentu który uznam dla mnie wygodny
    światopoglądowo.
    Różnica polega na tym, że nie mam zamiaru nikogo przekonywać do swoich poglądów,
    tak samo jak i Twoje poglady w tej materii wcale mi nie przeszkadzają i na pewno
    nie uznałbym gdybys je przedstawiała za temat delikatny.
    Masz prawo mieć swoje i je artykułować, ja tez mam do tego prawo - tutaj chyba
    nie ma sprzeczności.
    Owszem , na zwróconą mi uwagę zgodziłem się że nie mam zamiaru wchodzić w
    dyskusje na powyższy temat. Zwróć uwagę - w dyskusję, ale to nie oznacza że będę
    milczał w sprawie swoich poglądów.

    A na psychoanalizie kompletnie się nie znam i wcale nie miałem zamiaru Ciebie
    niczym urazić.

  • dakota77 12.03.10, 21:15
    Moich pogladow na ten temat nie wyrazilam na tym, forum i nie widze
    powodu, zeby to zrobic, bo to nie miejsce na nie. To, ze nie uwazasz
    tematu za delikatny jednak mnie dziwi. Tak jak napisala Kotula, to
    jednak temat wywolujacy spore kontrowersje i emocje i chyba lepiej go
    omijac, skoro mozna?

    Zamiary to jedno, czyny to drugie. I nie, nie o mnie personalnie
    chodzi. Ale w swoim poscie ubolewales na dtym, ze nie kazdy uwaza
    temat ochrony zycia za najistotniejszy, wyraznie oceniajac taka
    psotawe jako negatywna. Kazdy ma prawo do takich a nie innych
    pogladow, prawda? Sam tak twierdzisz.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mmaupa 12.03.10, 21:29
    Andrzej napisal to:

    Co zaś jest złego w fakcie iż dwoje wolnych ludzi swobodnie uprawia seks?
    No cóż - nie pochwalam , ale się nie dziwię.
    Po prostu uważam że są o wiele bardziej istotne i moralnie wrażliwe problemy niż
    akurat ten związany z seksem. Priorytetem jest wszystko to, co jest związane z
    dobrem dziecka oraz z obroną i ochroną życia - to jest dla mnie ważki problem.

    Ty zarzucasz mu to:

    Ale w swoim poscie ubolewales na dtym, ze nie kazdy uwaza
    > temat ochrony zycia za najistotniejszy, wyraznie oceniajac taka
    > psotawe jako negatywna.

    Jakos nie widze, zeby Andrzej kogokolwiek (a zwlaszcze ciebie) ocenial i
    potepial, on tylko podzielil sie z nami wazna dla niego kwestia.

    A ze z seksu (nawet przygodnego) czesto biora sie dzieci, to juz niestety wina
    biologii.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • dakota77 12.03.10, 21:36
    O, a to o ten post chodzi? A to ci niespodzianka.


    Bo ja myslalam, ze o reakcje Andrzeja na moj post, cytuje Andrzeja z
    moim cytuatem, do ktorego sie odniosl:

    Andrzej napisal:

    "dakota77 napisała:

    >
    > I prosze, nie zaczynaj dyskusji o ochrobie zycia, bo to nijak ma
    sie
    > do tej dyskusji, poza tym to bardzo trudny i drazliwy temat.

    Jedno jednak muszę dodać, owszem argument o tym że ma sie to nijak do
    dyskusji
    jest jak najbardziej zasadny,
    Natomiast stwierdzenie, że jest to trudny i drazliwy temat jest tak
    smutne w
    swojej wymowie, ze po prostu smutne.
    Nie, dla mnie ochrona życia nie jest tematem drażliwym i niewygodnym,
    jest czymś
    co powinno być jednakowo istotne i ważne dla wszystkich.
    Ale szanuje zasady panujące tutaj i nie zamierzam prowadzić dyskusji
    poświęconych temu tematowi. "

    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mmaupa 12.03.10, 21:50
    A jak ten post sie ma do twoich zarzutow?

    To JEST smutne, ze ludzie uwazaja ochrone zycia za trudny temat. Podobnie jak
    smierc, jak starosc - w idealnym swiecie wszystkie tematy bylyby mile, latwe i
    przyjemne. Ale nie sa, niestety - takie mamy realia.

    No i temat powinien byc wazny dla wszystkich, ale, rzecz jasna, nie jest. Co
    rowniez Andrzeja smuci. Jednak mimo wszystko nasz Andrzej potrafi przejsc nad
    tym do porzadku dziennego.

    Dobra, koncze tlumaczenie z andrzejowego na polski, bo mi impreza stygnie.
    Milego piatku!

    --
    Don't panic, it's organic!
  • andrzej585858 12.03.10, 21:37
    No cieszę się niezmiernie że mnie zrozumiałaś, tak ja wyraziłem tylko i jedynie
    swoje poglądy, nie było zas w tym jakiejkolwiek oceny kogokolwiek.
    Musze przyznać że az mi ulżyło. Niestety nie potrafię tak stylowo ujmowac
    swoich poglądów.
  • andrzej585858 12.03.10, 21:34
    Dodam tylko jedno - zauważ że dla mnie chodzi o ochronę zycia w każdym jego
    momencie - to też jest drażliwe?
    Jeżeli lekarz ma w nosie Twoje problemy zdrowotne to jest to temat drażliwy czy
    istotny?
    Dla mnie ochrona życia to nie tylko kwestia jego pocżątku, ale także środka i
    końca.
    Nawet postawiłbym nawet nacisk na koniec życia.

    Ale zgadzam się z jednym, tutaj nie jest miejsce na tego rodzaju dyskusje. Co
    nie zmienia faktu że opinię swoją na powyższy temat będę wyrażał jeżeli sytuacja
    tego będzie wymagała, wedle mojej oceny, oczywiście. W dyskusję zaś wdawać się
    nie będę, to na pewno mogę obiecać.
  • dakota77 12.03.10, 21:37
    Mozemy to dostac na pismie?
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 12.03.10, 21:53
    dakota77 napisała:

    > Mozemy to dostac na pismie?

    Gwoli ścisłości, nie możemy tylko chyba raczej czy mogę? - no chyba że
    wypowiadasz się w jako upoważniona osoba w imieniu szerszego grona.
    Poza tym, owszem mogę dać taką obietnicę na piśmie, ale także poproszę o
    sfomułowaną na piśmie obietnicę nie wszczynania dyskusji, tylko dlatego że moje
    poglądy nie podobają się.
    Mam nadzieję że nie dostanę zakazu artykułowania swoich poglądów? tym bardziej
    jak to juz zauważyła Mmaupa moim błędem było stwierdzenie iż są ważniejsze
    problemy niz to kto i z kim uprawia seks i zaliczyłem do nich zarówno obronę
    dzieci jak i życia w każdym jego momencie?


  • dakota77 12.03.10, 21:59
    Nie o tym poscie pisalam, o czym wspomnialam ponizej. EOT, szkoda
    wieczora na takie dyskusje. Oczywiscie, z emozesz wyrazac i oceniac
    co ci sie zywnie podoba i nie, nie mam prawa wypowiadac sie za cale
    forum.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • andrzej585858 12.03.10, 22:07
    Zgadza się że szkoda, tym bardziej że utonął w oparach absurdu - jak to zdążyła
    wcześniej Verdana zauważyć.
    Oczywiście w tworzeniu tego absurdu miałem także swój udział, co z pewna dozą
    zadowolenia stwierdzam.
  • dakota77 12.03.10, 20:53
    Dyskuja jest os jakiegos czasu o seksie, tak? O jego powszechnosci w
    ikonografii popkulturowej, takze o postawach. I Ok, prosze bardzo, sa
    chetni, dyskutujemy. Ale Andrzej nagle wyjezdza ze stwierdzeniem , ze
    sa rzeczy wazniejsze niz seks ( no sa, Ok) i e to np. ochrona zycia.
    To sie ma jakos do obecnej dyskusji? XCos smiem powatpiewac.

    Wiec pisze, ze to temqat raczwej delikatny i chyba nie na to forum,
    tak? proste. Ale Andrzej raguje z ubolewaniem, kiwa glowa
    zxpotepieniem, jak dla kogos to mzoe byc trudny temat? Drazliwy?
    Przecieaz jest tylko jeden obowizujacy swiatopoglad na ten temt. No
    litosci, moge czuc sie lekko wkurzona, gdy ktos w swoim poscie
    wyraznie wartosciuje postawy inne od niego ( cZY takie ktore ocenia
    jako inne na podstawie nie wiem jakich przeslanek). A to temat
    naprawde nie na to forum.

    I nie, nie jestem przewrazliwiona na swoim punkcie, tylko nie widze
    tu miejsca ani powodu do dyskusji o czyims podejsciu do zygot. Wiec
    moze laskawie ze mnie zejdziesz?
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll

    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • verdana 12.03.10, 21:21
    Ta dyskusja się absurdalna robi obustronnie.
    Na marginesie i jako kompletny OT - seks ma to do siebie, ze czasem
    z niego wynika ciąża - i bywa to problemem, delikatnym czy nie, ale
    problemem.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 12.03.10, 10:31
    > I tak, wiem, być może jestem zboczona, ale dla mnie jedną z bardziej
    > mistrzowskich scen erotycznych jest scena pierwszego lotu godowego smoczycy
    > Ramoth w "Jeźdźcach Smoków" Anne McCaffrey - jak czytałam, czułam autentyczne
    > emocje ogarniające ludzi którzy tego doświadczali, a w pokoju zrobiło się duszn
    > o
    > :P:P.

    I dodajmy, że przy tym opisie nie ma w zasadzie wzmianek, gdzie ktoś kogoś macał
    ani co gdzie wtykał i jakie ruchy czynił.
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 12.03.10, 10:42
    Cytat
    I dodajmy, że przy tym opisie nie ma w zasadzie wzmianek, gdzie ktoś kogoś macał
    ani co gdzie wtykał i jakie ruchy czynił.


    Taaak, tam nawet z początku nie bardzo było wiadomo kto kogo macał :D
    Na mnie te opisy działają strasznie, począwszy od plastycznego bardzo
    wykrwawiania zdobyczy (mmmm, co za smakowicie erotyczne słowo: wykrwawianie).
    Uwielbiam też opisy wylęgania. Szczególnie ten, gdzie naznacza Mirrim. I
    determinację pełznącego do niej smoczątka. Mniam.
    Kurrrrrde ja chcę smoka mieć :(

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • tygrys2112 21.03.10, 14:04
    Jestem zwolenniczką list do wyboru. Mój wykładowca z literatury
    zrobił tak - 10 lektur do wyboru z listy - dowolnych. Można też
    wnieść swoje własne. Można by np. 3 dowoln z romantyzmu, z
    pozytywizmu itp. Myślę, że to byłoby o wiele lepsze i bardziej
    rozwijające.
  • verdana 22.03.10, 19:56
    Żartujesz:) Szkola nie ma rozwijać, rozwinietych umysłów nie da się
    przetestować testem z jedynie słusznym kluczem.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ladolceanna 02.08.15, 10:38
    Osobiście postawiłabym na większe rozgałęzienie gatunkowe, tak żeby każdy znalazł coś dla siebie. Przy omawianiu kryminału Christie rozruszała się niemal cała klasa, a przy "Hobbicie" obudził się największy leń, który nagle okazał się zapamiętałym fanem fantastyki.
    Przycięłabym za to Biblię, bo jej omawianie dłużyło się niemiłosiernie (przynajmniej w moim przypadku), nie żałowałabym "Nocy i dni".
    Zostawiłabym któryś z reportaży Kapuścińskiego, fragmenty w podręczniku to najczęściej obszerne opisy, które nie zachęcają do lektury. Mam dylemat z "Nad Niemnem", bo wiem jakie są reakcje licealistów na dzieło, a sama uważam za jedną ze swoich ulubionych pozycji.
  • kkokos 13.08.15, 18:50
    nie no, sorry, ale noce i dnie z ich pełnokrwistymi postaciami, ich emocjami i realistycznymi losami to literatura stojąca ładnych parę klas wyżej niż umoralniające romansidło, jakim jest nad niemnem.
    więc sentyment sentymentem, ale jeśli rezygnować z któregoś z tych dwóch, to z całą pewnością z nad niemnem.
    (nie pamiętam, ile tych tomów nocy i dni było do przeczytania w szkole, chyba tylko pierwszy?)
  • zla.m 15.08.15, 08:43
    Pytanie, o jakim poziomie nauki rozmawiamy. Jestem całym sercem za tym, żeby na poziomie podstawówki+początek gimnazjum bardziej skupić się na pokazaniu dzieciom i młodzieży, że czytanie ogólnie jest fajne. Czyli wyrzucamy w kosmos wszelki Marysie na jagodach, Antki w piecu i połamane skrzypki tudzież poważnie zastanawiamy się nad Lemem (Lema poważam niesamowicie, ale naprawdę mam wątpliwości czy ma sens męczyć nim dzieci w wieku lat 11. Ciekawe, co sam Lem na to by powiedział, zwłaszcza że uważał swoją twórczość za poważne rozważania na pograniczu filozofii ;-) ) i faktycznie dajemy Hobbita, Pottera, 3 detektywów czy co tam akurat jest na topie. Ze staroci zastanowiłabym się nad "W pustyni i w puszczy" - treść jest mało adekwatna do dzisiejszego postrzegania świata, ale to można omówić, a z drugiej strony - rzecz jest sprawnie napisana i mocno osadzona w kulturze i języku (np. moralność Kalego).

    Ale potem już jednak wypada zapoznać młodzież z jakimś kanonem - siłą rzeczy zapewne okrojonym, ale jednak - i tu już nie ma miejsca dla Agathy (choć bardzo lubię, ale jednak szkoda na nią czasu). Osobiście bym wywaliła sporą część romantyzmu - pamiętam, jak irytowały mnie te rozkminy "czy uda się odzyskać niepodległość", skoro wiedziałam, że tak ;) Nie mówię, że wywalić całość, ale po prostu inaczej rozłożyć nacisk na poszczególne epoki - nie powinno być tak, że XIXw (ogólnie) jest reprezentowany dużo mocniej niż XX, o XXI nie mówiąc. Więc, papa Heniu S. (zostawiamy NAJWYŻEJ jeden utwór, najlepiej dla chętnych), połowo Micka, okrajamy Słowackiego (z bólem), Nie-boska... - no, sama nie wiem, rzecz do dyskusji. Na pewno zmniejszamy nacisk na nowelki - może jedna, dwie albo do podziału: część klasy czyta to, część tamto - z omówieniem nie tylko treści, ale też roli "propagandowej". Żeromskiego osobiście bym wywaliła całego, ale pewnie to by nie przeszło, więc też tylko jakiś przykład, kto się zachęci (hehe) niech czyta więcej. O, za to Granicę i Cudzoziemkę bym chętniej zostawiła czy dała na miejsce Nocy i dni (nie przepadam za roszczeniową Basieńką) czy Nad Niemnem (lubię, ale zgadzam się, że to nie są wyżyny ;-) )

    No i jeszcze jedno - fragmenty w podręczniku nie mają sensu, zwłaszcza w przypadku dużych, wielowątkowych dzieł czy wręcz epopei. Nie sądzę, żeby np. dało się wyciągnąć taki fragment z Chłopów, który byłby reprezentatywny dla dzieła i jednocześnie inspirujący do przeczytania całości dla siebie.

    Oczywiście, fajnie byłoby jeszcze dać trochę literatury światowej - choćby Mistrza i Małgorzatę czy Na zachodzie bez zmian - osobiście mnie nie powaliło, ale uważam to za świetną odtrutkę na nasze bogoojczyźniane "jak to na wojence ładnie". Ale zdaję sobie sprawę, że właściwie z każdego przedmiotu wiedza podawana jest tylko taką "zajawką", która ma dać ogólny pogląd i ewentualnie pozwolić młodemu człowiekowi znaleźć swoją niszę.

    --
    Ten Józek to jest jak baobab!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka