Dodaj do ulubionych

Wakacje Pyzy i Tygryska w Pobiedziskach

23.05.10, 19:47
Nie wiem czy nie zostanę obsmiana, ale trudno wezme to na klatę:)
Ale naprawde ciekawi mnie czy przez te dwa miechy pobytu Pyzy i
Tygryska w Pobiedziskach starsi państwo utrzymywali obie panny? czy
Gabrysia łożyła na ich pobyt? Bo gwoli ścisłości nakarmienie dwóch
nastolatek to nie są wcale grosiki, szczególnie przez dwa miesiące.
Edytor zaawansowany
  • ateh7 23.05.10, 19:53
    Chyba było już kiedyś o tym. Ja nie pamiętam, żeby Borejki coś proponowały, w
    sensie kasę za pobyt dzieci w Pobiedziskach. Zdaje się, że to była okazja, żeby
    dzieci miały wakacje i żeby jednocześnie było tanio. Oczywiście wdzięczni
    staruszkowie mieli rozjar, że się im dzieciaki na barki zrzuca.
    I lekki OT - czy dziewczynki nigdy nie nabroiły w tych Pobiedziskach na tyle, że
    Bronek i jego małżonka mieli ich serdecznie dość? Znając Laurę, jest to możliwe :)
  • jarotka.net 23.05.10, 19:59
    Wdzięczni staruszkowie sami się wrecz prosili o dziewczynki na
    wakacje. Przecież jak podkreśliła MM w " Córce Robrojka" na wiosnę
    pisali zawsze uroczysty list z zaproszeniem:DDD
  • aganoreg 23.05.10, 20:00
    "Corka Robrojka":

    Własne córki Gabrieli - Pyza i Tygrysek - spędzały wakacje w Pobiedziskach, jak
    co roku zresztą. Państwo Jankowiakowie nie wyobrażali sobie lata bez
    dziewczynek. W marcu przychodziło zwykle formalne zaproszenie listowne, mające
    oddalić wszelkie skrupuły Gabrieli, która nie zniosłaby myśli, że sprawia komuś
    kłopot. Uroczysty list adresowany był zawsze do dziewczynek, więc nawet gdyby
    snuła jakieś inne plany wakacyjne, i tak nie miałaby szans na ich realizację.
    Ale innych planów nie było, bo nie było pieniędzy. Mogła córkom zafundować
    tylko przejazd do Pobiedzisk i dwa miesiące wakacji u zaprzyjaźnionych starszych
    państwa.
    Wakacje w górach czy nad morzem w ogóle nie wchodziły w grę: za drogo!

    Przypuszczam, ze chodzi o kieszonkowe dla dziewczynek, a nie pokrycie kosztow
    utrzymania. Chociaz w "NiN" opisany jest domek (a wlasciwie pokoj) przeznaczony
    pod wynajem dla letnikow. Skoro dziewczyny spedzaly tam dwa miesiace wakacji, to
    Jankowiakowie za duzo nie zarobili.
  • nessie-jp 23.05.10, 20:11
    > snuła jakieś inne plany wakacyjne, i tak nie miałaby szans na ich realizację.
    > Ale innych planów nie było, bo nie było pieniędzy. [b]Mogła córkom zafundować
    > tylko przejazd do Pobiedzisk

    Wiecie, że to jest dla mnie nie do pojęcia? Córki dwóch wykładowców
    akademickich, wychowywane w domu, w którym wszyscy dorośli pracują, są takie
    biedne, że ledwo im na bilet na kolejkę lokalną starcza? A i tak pewnie
    Ogorzałek podwozi?

    Surrealizm musierowiczowski. Albo Ignacy Borejko wszystko przeżerał w formie lodów.

    --
    A ty masz dźwięków pięknem
    Przekonać martwe uszy
    Przejętych głuchym wstrętem
    Wystygłych Orfeuszy
  • szprota 23.05.10, 20:26
    nessie-jp napisała: > Wiecie, że to jest dla mnie nie do pojęcia? Córki dwóch
    wykładowców
    > akademickich, wychowywane w domu, w którym wszyscy dorośli pracują, są takie
    > biedne, że ledwo im na bilet na kolejkę lokalną starcza? A i tak pewnie
    Ogorzałek podwozi?
    >
    > Surrealizm musierowiczowski. Albo Ignacy Borejko wszystko przeżerał w formie
    lodów.

    I ciasteczek owsianych (brr!)

    Offtop całkowicie privatny: Nessie, czy Ty korzystasz z gazetowej poczty? Bo coś
    Ci posłałam...
    --
    "Najlepiej i najwytworniej to oberwać jesiotrem drugiej świeżości... " © Jota-40
  • mama_kotula 23.05.10, 20:39
    szprota napisała:
    > I ciasteczek owsianych (brr!)

    Jakie brrr, jakie brrrr, ciastka owsiane bezcukrowe migdałowe to najlepsze
    ciastka świata :P

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam
    więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie
    korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze,
    mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • szprota 23.05.10, 20:46
    mama_kotula napisała:


    >
    > Jakie brrr, jakie brrrr, ciastka owsiane bezcukrowe migdałowe to najlepsze
    ciastka świata :P
    >
    Słodycze niezawierające czekolady to zbędne zawracanie głowy i tyle :P

    --
    Proszę się ze mną zgadzać, jestem słabszą osobą! © Lezbobimbo
  • kkokos 24.05.10, 18:35
    szprota napisała:

    > Słodycze niezawierające czekolady to zbędne zawracanie głowy i tyle :P

    szproto, przybij płetwę!
  • szprota 24.05.10, 19:52
    kkokos napisała:

    > szprota napisała: Słodycze niezawierające czekolady to zbędne zawracanie głowy i tyle :P

    szproto, przybij płetwę!


    Piona! Wreszcie ktoś mnie rozumie!
    --
    "Najlepiej i najwytworniej to oberwać jesiotrem drugiej świeżości... " © Jota-40
  • kaliope3 24.05.10, 21:04
    No,ja się z tym może nie afiszuję, ale zdecydowanie przychylam się do tej
    tezy.Lody np w ogóle mogą dla mnie nie istnieć jeśli nie są mocno
    czekoladowe.Nie wspominając o wszystkim innym
  • verdana 25.05.10, 10:14
    O, przepraszam.
    Chałwa dobra jest. Nawet bez czekolady.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • truscaveczka 25.05.10, 10:55
    Marcepan też jest dobry.
    Nawet bez czekolady.
    I ciasteczka owsiane :D I lody śmietankowo-kawowe...
    --
    I'll try being nicer if you try being smarter.
    http://lmtm.lilypie.com/ohYMp2.pnghttp://lb5m.lilypi
e.com/OFISp2.png
  • ateh7 25.05.10, 12:02
    I nugat jest dobry. I krówki :) Czekolada to zaledwie kropla w oceanie pysznych
    rzeczy :)
  • melmire 25.05.10, 08:37
    Nie kus, daj przepis? Zawsze czekoladowi purysci beda mogli oblac czekolada :)
    --
    http://www.squiby.net/view/3080398.pngPogoda
    ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać.
  • jarotka.net 23.05.10, 20:27
    Na książki, na książki wszystko szło ( po parę egzemplarzy jednego
    tytułu) oraz na GW z jolką;)
  • tygrys2112 24.05.10, 10:44
    Też mnie to dziwi, przecież Borejkowie mają pieniądze na zmywarkę, laptopa i
    inne komputery, aparat cyfrowy itp. W dodaatku Ida i Pulpa się usamodzielniły
    (nota bene mieszkanie rodziny Idy w suterenie też jest dziwne, tym bardziej
    propozycja możliwości zamieszkania w domu Pyzie i Frycowi, ale to już było w
    innym wątku). Może oni traktują to - technika ułatwia życie, na nią warto
    wydawać, a wakacje to uż coś zbędnego, co można sobie odpuścić? Ale tak czy
    owak, powinni jakoś wspierać gospodarzy, przecież na to ich stać. Chyba że MM po
    prostu zapomniała o tym powiedzieć, bo wydawało jej się to oczywiste.
  • lezbobimbo 24.05.10, 14:24
    aganoreg napisała:
    > Ale innych planów nie było, bo nie było pieniędzy. Mogła córkom
    >zafundować> tylko przejazd do Pobiedzisk i dwa miesiące wakacji u
    >zaprzyjaźnionych starszych państwa.
    Wakacje w górach czy nad >morzem w
    ogóle nie wchodziły w grę: za dr
    > ogo!

    Cale to biadanie nad forsa jest conajmniej dziwne i bez sensu. Zauwazcie, ze to
    juz w CR. A w NiN Gaba spokojnie wypychala male nad to "drogie" morze, do
    zaprzyjaznionej bazy prywatnej sw. kolezanki Anielli von Leba. W dodatku
    przekupujac Nutrie, ze ma jechac z nimi.

    Najdziwniejsze jest jednak to, pomijajac bzdury o rzekomej biedzie, ze tak
    kochajaca mamunia Gaba w ogóle nie bierze pod uwage mozliwosci spedzenia tych
    wakacji razem z córkami (ani tez z Grzesiem). O tym juz tez dawno temu pisalismy..

    --
    "Wiem, że Marta jest kudłaty robaka. Wytwarzają one straszna choroba." MVF
  • paszczakowna1 24.05.10, 16:27
    > aganoreg napisała:
    > > Ale innych planów nie było, bo nie było pieniędzy. Mogła córkom
    > >zafundować> tylko przejazd do Pobiedzisk i dwa miesiące wakacji u
    > >zaprzyjaźnionych starszych państwa.
    Wakacje w górach czy nad >morz
    > em w
    > ogóle nie wchodziły w grę: za dr
    > > ogo!

    Ze sformułowania wynikałoby, że Gabriela te wakacje finansowała, co
    sugerowałoby, że utrzymanie (jedzenie przynajmniej) opłacała. Z drugiej strony
    jednak, zestawienie kosztów utrzymania dwóch nastolatek przez 2 miesiące i
    przejazdu do Pobiedzisk z Poznania jest dość surrealistyczne.

    > Cale to biadanie nad forsa jest conajmniej dziwne i bez sensu.

    Może chodziło o wakacje na całe 2 m-ce? Wtedy faktycznie mogło by ich nie stać.
  • lezbobimbo 24.05.10, 17:46
    paszczakowna1 napisała:
    >>bimbo: Cale to biadanie nad forsa jest conajmniej dziwne i bez >>sensu.

    >zestawienie kosztów utrzymania dwóch nastolatek przez 2 miesiące
    >Może chodziło o wakacje na całe 2 m-ce? Wtedy faktycznie mogło by >ich nie stać.

    To jakim cudem Gaba utrzymuje te dwie nastolatki na codzien? Nie jedza, nie
    pija, ubran nie brudza kiedy sa w domu? Tylko na wakacjach wlaczaja im sie nagle
    potrzeby fizjologiczne?

    Nie mówiac o tym, ze na wsi a nawet i w samych Pobiedziskach malo jest
    kosztownych rozrywek i atrakcji - nie to co w kurorcie nad morzem czy w miastach
    w górach. Najlepszy fun na wiejskich wakacjach jest prawie darmo (jeziora, lasy,
    piekna pogoda ;)
    I jednak nie wierze, aby panstwo Jankowiakowie byli równie pazerni co mlekodajna
    babcia, wystawiajaca fakture za kazdy kubek mleka. Mysle, ze jesli Gaba
    zwrocilaby starszemu panstwu za dodatkowe koszty jedzenia dla dwóch nastolatek
    (a na wsi latem jedzenie jest najczesciej prosto z krzaka i stosunkowo tanie),
    to nie zadaliby przeciez czynszu hotelarskiego..

    Cos z tym biadaniem nad forsa jest wyraznie bez sensu, powtórze ;)
    Najdziwniejsze i najbardziej sensu pozbawione jest to, ze w NiN Gaba spokojnie
    sle male nad to drogie morze i oplaca tez przejazd Nutrii - co prawda do wlosci
    Anieli, wiec odpada koszt kurortu, ale zawszec trzeba przejazd i opierunek jakos
    oplacic, z dodatkiem na atrakcje. Czyli forsa w NiN jest na pewno, ale w CR
    nagle jej nie ma.

    Gaba w NiN przekupuje tez Nutrie lozeniem na koszta, czyli kasa wakacyjna, która
    ma oplacic podróz i wczasy obu dziewczynek oraz doroslej Nutrii. Gaba ma
    najwyrazniej bejmów sporo w NiN i nie biada nad rzekomym ubóstwem. No i dobrze,
    Nutria bierze wiec te mnoga kasse i pruje z malymi. Ale wystarczy, zeby zrobily
    zakupy w Warsie, zeby cala ta szumna flota sie skonczyla :D (czy tez po drodze,
    w któryms ze sklepików przydroznych). Jakim cudem kieszonkowe na Delicje mialo
    wystarczyc na wczasy nadmorskie dla 2 malych i jednej doroslej?

    Wszystko to pozakrecane jak sterta ruskich sloików. Czy mozna az tak nie umiec
    liczyc? :P

    --
    Trochę nam image psują te rozważania o, pardon, dupie. (c) jota-40
  • ateh7 24.05.10, 18:49
    W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, ile kasy wzięła Nutria na te
    wakacje. A może niewielka ta kwota była, w opinii autorki, wystarczająca?
    Borejki nie mają dużych potrzeb przecież, to jagód leśnych pojedzą, to z rzeki
    się napiją czystej, szemrzącej wody, a spać będą w krzewach :)
  • paszczakowna1 24.05.10, 21:10
    > To jakim cudem Gaba utrzymuje te dwie nastolatki na codzien? Nie jedza, nie
    > pija, ubran nie brudza kiedy sa w domu? Tylko na wakacjach wlaczaja im sie nagl
    > e
    > potrzeby fizjologiczne?

    Chodziło mi o to, że nie było jej stać na 2 m-ce wakacji komercyjnych, w tych
    drogich górach czy morzu, stąd wysyłanie do Jankowiaków, gdzie płaciłaby
    (domniemanie) tylko koszty utrzymania.

    > Gaba w NiN przekupuje tez Nutrie lozeniem na koszta, czyli kasa wakacyjna, któr
    > a
    > ma oplacic podróz i wczasy obu dziewczynek oraz doroslej Nutrii. Gaba ma
    > najwyrazniej bejmów sporo w NiN i nie biada nad rzekomym ubóstwem. No i dobrze,
    > Nutria bierze wiec te mnoga kasse i pruje z malymi. Ale wystarczy, zeby zrobily
    > zakupy w Warsie, zeby cala ta szumna flota sie skonczyla :D (czy tez po drodze,
    > w któryms ze sklepików przydroznych). Jakim cudem kieszonkowe na Delicje mialo
    > wystarczyc na wczasy nadmorskie dla 2 malych i jednej doroslej?

    A czort wie. Może Gaba, znając możliwości swojej siostry, miała wysłać forsę
    przekazem pocztowym (dzieci dała, ale pieniądze łatwiej zgubić niż podrośnięte
    dzieci, a ponadto pieniądze nie są samobieżne), a w rękę dała tylko na podróż?
    Nie mam książki, więc nie sprawdzę, czy cos zaprzecza tej opcji, tak sobie
    fantazjuję...
  • aganoreg 24.05.10, 21:18
    W dalszej czesci Corki Robrojka, kontynuacja mysli Gaby, ze stac ja tylko na
    wyslanie dziewczynek na wies:

    Dwie pensje uniwersyteckie plus liczne, lecz niestety drobne honoraria za
    publikacje, tłumaczenia, prace redakcyjne, korepetycje, a nawet pogadanki
    radiowe, to było zaledwie dość na stałe miesięczne wydatki. Grześ złożył
    niedawno ofertę w prywatnej firmie, handlującej komputerami. Poważnie brał pod
    uwagę porzucenie Uniwersytetu i dalszą wędrówkę po najeżonej pułapkami drodze
    życia w roli tak zwanego przedstawiciela handlowego.

    Moze sie nie znam, ale dwie pensje plus dodatkowe zarobki w sytuacji, gdy
    mieszka sie na kupie z rodzicami i siostrami to calkiem niezle.
  • onion68 24.05.10, 21:29
    > Moze sie nie znam, ale dwie pensje plus dodatkowe zarobki w sytuacji, gdy
    > mieszka sie na kupie z rodzicami i siostrami to calkiem niezle.

    Pewnie, że nieźle. Wydaje mi się, że wydatki na żywność to w tej chwili mniejsza
    część budżetu domowego po stronie wydatków (30%, tak szacuję), większość
    pochłaniają koszty mediów i przyjemności. Media w sytuacji mieszkania na kupie
    rozkładają się na większą ilość zarabiających osób, a z wydatkami na ciuchy
    Borejkowie przecież nie przesadzają.
    --
    Not only is there no God, but try getting a plumber on weekends.
  • verdana 25.05.10, 10:17
    Ja chcę zobaczyc kogoś, kto pracuje tylko na uczelni, na jednym
    etacie. Jak sie nie ma kasy, to się bierze drugi etat, choćby w
    szkole.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • paszczakowna1 25.05.10, 12:51
    > Ja chcę zobaczyc kogoś, kto pracuje tylko na uczelni, na jednym
    > etacie.

    To się akurat zdarza. Mój mąż, na przykład. (No, ja już nie.) Ale Gaba i
    Grzegorz mnie dziwią. Mniej ich wydatki - mają trójkę dzieci, w tym dwie
    nastolatki, kosztowny wiek - a bardziej te niskie zarobki, zwłaszcza Grzegorza.
    Ma specjalność naukową dość rynkową, umie dobrze programować, na wykładowcę
    informatyki w szkole prywatnej przyjęliby go z pocałowaniem ręki.

    I co mu do głowy strzeliło z przedsiębiorcą handlowym? Nadaje się do tego jak do
    baletu. Poszedłby lepiej jako analityk/programista do banku czy towarzystwa
    ubezpieczeniowego. I pieniądz lepszy, i predyspozycje.
  • iwoniaw 27.05.10, 10:21
    Cytat I co mu do głowy strzeliło z przedsiębiorcą handlowym? Nadaje
    się do tego jak d
    > o
    > baletu. Poszedłby lepiej jako analityk/programista do banku czy
    towarzystwa
    > ubezpieczeniowego.


    To podobnie jak Schoppe senior - fizyk, na co dzień nauczyciel w
    liceum, przedstawiany w Imieninach jako typ naukowca-
    pasjonata, ląduje w ramach dorabiania do pensji jako
    sprzedawca, cóż, że w sklepie ze sprzętem komputerowym - w
    sumie równie dobrze z logicznego punktu widzenia mógłby iść na kasę
    do Tesco czy do rozładowywania palet w Biedronce. No ale p. MM
    najwyraźniej wyobraźni na zagospodarowanie ścisłowca starcza na tyle,
    żeby sprzedawał coś związanego (nawet luźno) z nauką i
    techniką ;-)
    W przypadku studiującego Frycka nie jest to konieczne, wiadomo, że
    biedny student się łapie czegokolwiek, stąd ta stacja benzynowa w
    USA...


    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • mmaupa 27.05.10, 10:41
    > W przypadku studiującego Frycka nie jest to konieczne, wiadomo, że
    > biedny student się łapie czegokolwiek, stąd ta stacja benzynowa w
    > USA...

    Na temat Frycka to ja sie kiedys wypowiadalam, ale powtorze: o wiele latwiej
    jest studentowi w Stanach znalezc prace na uczelni niz poza nia. Kasa podobna, a
    praca jest legalna i dobrze wyglada w CV. Po cholere Fryc mialby szukac czegos
    na czarno, skoro na uczelniach od groma jest roboty czy to w bibliotece, czy w
    laboratorium, czy przy sprawdzaniu prac pierwszorocznych, czy dawaniu korkow...
    Chyba ze na tej stacji benzynowej naprawde zbija sie jakies niesamowite kokosy.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • iwoniaw 27.05.10, 13:02
    No toż ja właśnie o tym ;-) Abstrahując już od Frycka i realizmu w
    tematach naukowo-zawodowych w USA, informatyk-programista (Grześ) i
    fizyk z uprawnieniami pedagogicznymi (Schoppe senior) mogą w Pl
    znaleźć od groma lepiej płatnych, mniej czasochłonnych i zdecydowanie
    lepiej dopasowanych do upodobań źródeł utrzymania niż bycie
    sprzedawcą czegokolwiek.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w
    krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • the_dzidka 27.05.10, 19:39
    > Chyba ze na tej stacji benzynowej naprawde zbija sie jakies
    niesamowite kokosy.

    IMHO to jest anachronizm, jak wiele innych - MM nie ma, jak mniemam,
    takich współczesnych stypendystów w rodzinie, więc napisała to, co
    przyszło jej do głowy - bo "za jej czasów" ktoś nawet wyjeżdżający
    legalnie na Zachód dorabiał sobie gdzie bądź, nawet na zmywakach :)
    A dzisiaj, jak wiemy, mało prawdopodobne jest, że sponsorowany przez
    dwie dobre uczelnie (z tej i z tamtej strony Atlantyku), opisywany w
    gazecie młody genialny stypendysta będzie miał w ogóle okazję do
    dorabiania na stacji benzynowej :)
    --
    Dzidka
  • mama_kotula 27.05.10, 11:12
    iwoniaw napisała:
    > To podobnie jak Schoppe senior - fizyk, na co dzień nauczyciel w
    > liceum, przedstawiany w Imieninach jako typ naukowca-
    > pasjonata, ląduje w ramach dorabiania do pensji jako
    > sprzedawca, cóż, że w sklepie ze sprzętem komputerowym - w


    Ciii, ja jako ścisłowiec-pasjonat-typ naukowca wylądowałam chwilowo w Urzędzie Skarbowym w ramach dorabiania do honorariów freelancerskich ;-);-)

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • iwoniaw 27.05.10, 13:05
    Dlatego też odnoszę wrażenie, że i Grześ i Schoppe-ojciec mieliby
    pewne pole do popisu w dziedzinie "freelancerstwa" i pensja
    (uniwersytecka/nauczycielska) mogłaby także w ich przypadku być "w
    ramach dorabiania" (oraz ubezpieczenia zdrowotnego).


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się
    im głupot odechciało"
  • mama_kotula 27.05.10, 14:15
    iwoniaw napisała:
    > (oraz ubezpieczenia zdrowotnego).

    No rozgryzła mnie, daję słowo :>:>:>


    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • aganoreg 25.05.10, 21:42
    verdana napisała:

    > Ja chcę zobaczyc kogoś, kto pracuje tylko na uczelni, na jednym
    > etacie. Jak sie nie ma kasy, to się bierze drugi etat, choćby w
    > szkole.
    >

    Voila! Co prawda juz nie pracuje na polskiej uczelni, ale jeszcze dwa lata temu
    mialam tylko ten jeden etat. Verdano, zrozum prosze, ze nie wszedzie adiunkt
    moze pracowac 3-4 godziny dziennie. Synteza sama sie nie zrobi, spektroskopu do
    domu nie wezme. 8-10 godzin dziennie plus zajecia ze studentami w weekendy nie
    daja szans na dodatkowy zarobek.
  • verdana 25.05.10, 21:51
    Ale filolog klasyczny spektroskopu nie używa. Syntezy też raczej
    robic nie musi. I nie pracuje od rana do wieczora.Gabriela jest
    filologiem, a humanista na uczelni nie musi zasuwać od rana do
    wieczora, o dr habilitowanych nauk biologiczno-chemiczno-
    techniczynych się nie wypowiadam.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aganoreg 25.05.10, 22:05
    Filolog klasyczny, ktory spedza tylko kilka godzin na uczelni odbebniajac
    zajecia, konsultacje itp, po czym pedzi do drugiej pracy, zeby zarobic, to dla
    mnie jednoznaczne z niska jakoscia pracy naukowej. Poza tym nie ma wtedy mowy o
    dwoch etatach, a o jednym, moze poltora. Jak mozna brac pensje za caly etat na
    uczelni i czuc sie w porzadku, pracujac na pol gwizdka? Znam realia i wiem, ze
    to nagminne, ale nie pochwalam.
  • lezbobimbo 25.05.10, 23:25
    aganoreg napisała:
    > Filolog klasyczny, ktory spedza tylko kilka godzin na uczelni
    >odbebniajac> zajecia, konsultacje itp, po czym pedzi do drugiej
    >pracy, zeby zarobic, to dla mnie jednoznaczne z niska jakoscia pracy
    >naukowej

    Czyli Gaba nie dosc, ze pazerne skapiradlo, to jeszcze
    niskojakosciowy naukowiec - i nawet po dorabianiu jej malo w tym CR
    :)))

    --
    Trochę nam image psują te rozważania o, pardon, dupie. (c)
    jota-40
  • verdana 26.05.10, 17:23
    Pensum dr. hab na uczelni to 180-240 godzin. W porywach, na
    najbardziej sadystycznej znanej mi uczelni - 260. Na dwóch
    uczelniach to nadal nie jest praca powyżej możliwosci i spokojnie
    mozna przy tym pracować naukowo w licznych wolnych chwilach. To
    absolutnie nie jest praca na pół gwizdka. Zdąży się w tym czasie i
    przygotować wyklady (rzadko kazdy ma się z czego innego), i
    sprawdzić prace i wypromowac magistrów. Bez drugiego etatu nie
    będzie sie pracowało wydajniej na tej jednej uczelni, jesli ma się
    zacięcie do pracy naukowej, a nie tylko odbębnia wyklad i pisze raz
    na trzy lata cokolwiek.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 26.05.10, 17:37
    Inna rzecz, ze bo gabie nie widac sladu zaciecia naukowego. Autorka
    wspomina o publikacjach, owszem, ale jakos nie widzimy, zeby Gaba w
    domu kiedykolwiek pracowala nad czyms zawodowym.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll
  • nessie-jp 26.05.10, 19:27
    dakota77 napisała:

    > Inna rzecz, ze bo gabie nie widac sladu zaciecia naukowego. Autorka
    > wspomina o publikacjach, owszem, ale jakos nie widzimy, zeby Gaba w
    > domu kiedykolwiek pracowala nad czyms zawodowym.

    No nie wiesz? Gaba przecież pracuje nad DZIEĆMI swoimi. Kariera naukowca służy
    jej tylko do godnego zarabiania pieniędzy na gołąbki i pyzy drożdżowe. Przecież
    Kazia Szczuka w pociągu o tym właśnie do Nutrii mówiła... i została wmieszana w
    podłogę PKP za to dziwaczne podejście, że pracownik naukowy w stopniu doktora
    powinien poświęcić choć jedną myśl pracy naukowej, zamiast dziecioróbstwu...

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • nessie-jp 26.05.10, 19:36
    Albo Kinga Dunin. Pardon, pomyliły mi się awatarki.

    --
    A ty masz dźwięków pięknem
    Przekonać martwe uszy
    Przejętych głuchym wstrętem
    Wystygłych Orfeuszy
  • lezbobimbo 26.05.10, 19:44
    nessie-jp napisała:
    > Albo Kinga Dunin. Pardon, pomyliły mi się awatarki.

    Dunin! Awatarem w pociagu byla Dunin, to byla sroga zemsta MM za to,
    co pisala o Jezycjadzie straszliwa feministka, n.p. w Tao gospodyni
    domowej. Kazia Szczuka chyba sie jeszcze nie narazila bezposrednio
    piszac o tworach zacnej autorki naszej, bo sie zajmuje inna
    literatura..

    --
    "Wiem, że Marta jest kudłaty robaka. Wytwarzają one straszna
    choroba." MVF
  • lezbobimbo 26.05.10, 19:49
    dakota77 napisała:
    > Inna rzecz, ze bo gabie nie widac sladu zaciecia naukowego. Autorka
    > wspomina o publikacjach, owszem, ale jakos nie widzimy, zeby Gaba w
    > domu kiedykolwiek pracowala nad czyms zawodowym

    Raz jeden w dosc pocieszny sposób Gaba pracuje naukowo w domu -
    mianowicie jednoczesnie opiekujac sie Motylem, pisze bezblednie
    artykul. I chyba nawet jeszcze cos piecze czy pichci w tym samym
    czasie? Robot kuchenno-naukowy, wszechstronny i z osmioma odnózami.

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by
    klymenystra :)
  • verdana 27.05.10, 09:29
    Tu niesmiało zaprotestuję. Ja w ten sposób pisałam i doktorat i
    habilitację, i wszystkie artykuły pomiędzy. Jednoczesnie gotując (i
    nawet rzadko przypalałam), zajmowaniem się niemowlęciem i starszym.
    I mając więcej niż jedną posadę. Da się. Aczkolwiek nie zostanie się
    najwybitniejszym profesorem RP w ten sposób.
    Tylko fakt, ja nie wierze w prace naukową, o ktorej Gaba w ogóle w
    domu nie mowi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 27.05.10, 09:49
    Przynajmniej Ida jest wiarygodna w swoim opowiadaniu wszystkim dookola
    o migdalkach pacjenta:).
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll
  • viccka 20.11.10, 13:21
    Witam. Postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze i przy okazji odświeżyć temat. Z racji tego, że jestem pracownikiem naukowym na UŁ i doktorat zrobiłam ładnych parę lat temu wiem jak wygląda kwestia zarobków na uczelniach państwowych. Uważam że zarobki nie są złe i nie wiem jakim cudem Gabrieli i Grzesia nie było stać na wakacje dla dzieci, tym bardziej że uczelnie dofinansowują obozy czy kolonie a także wczasy wypoczynkowe dla dzieci i pracowników- akurat UŁ nie ma zbyt bogatej oferty takiej "pomocy" ale wiem, że inne uniwersytety już tak i np za 2-tygodniowy obóz młodzieżowy w górach płaci się ok 600 zł za tzw full wypas czyli program z wycieczkami,atrakcjami itd w bardzo dobrych warunkach,a np za wczasy nad morzem w Łebie pracownicy dostają zwrot ok 60% z czego,przyznaję, sama korzystałam więc nie wierzę, że G i G nie stać było jechac na tydzień choćby nad polskie morze, nie wspominając o zagranicznych wycieczkach tym bardziej że i urlopu jest więcej...
    Zarobki na uczelniach państwowych są w porządku, wiadomo że doktorant dostaje śmieszne stypendium ale już doktor po kilku latach zarabia spokojnie minimum 2,7 tys netto a do tego moi drodzy dochodzą pieniądze za prowadzenie magistrantów i zajęcia z zaocznymi które dodatje się dodatkowo ( o ile ktoś prowadzi takie zajęcia ale jeżeli tak jest to spokojnie 600-700 zł wpada do kieszeni). Nie licze pieniędzy za publikacje.... Ja jestem biologiem i nie narzekam, wiem że pracownicy naukowi na innych wydziałach mają nawet większe wynagrodzenie. Mój mąż również pracuje na uniwersytecie więc jesteśmy w podobnej sytuacji jak G i G tyle że dzieci nie mamy,za to mamy dom który pochłania bardzo dużo pieniędzy. Nie wierzę, że przy zarobkach rzędu 2,5 tys na osobę plus jakieś publikacje, G i G dysponując kwotą minimum 5 tys ( skromne minimum dla osób z wieloletnim doświadczeniem....) nie umieją odłożyć nic z tej sumy na wypoczynek dla dzieci. A dzieci raczej nie ubierają się na markowe najdroższe ubrania ani nie jeżdżą własnymi samochodami, nie uczą się prywatnie, nie chodzą raczej na płatne kursy ani nie mają kosztownego hobby np tenis czy golf. Gabriela również nie biega co tydzień do najdroższego fryzjera ani nie odwiedza kosmetyczki. Co oni robią z tymi pieniędzmi- nie wiadomo. Mieszkają z rodzicami więc i koszty utrzymania są mniejsze, nie mają właściwie nic własnego-ani mieszkania a auto kupili na kredyt. Widocznie przejadają te pieniądze... A tak w ogóle to mam koleżankę która jest zwykłą nauczycielką w podstawówce, mąż jej pracuje jako sprzedawca, pieniędzy więc mają mniej niż G i G i też troje dzieci, w tym bliźniaczki,mieszkają samodzielnie i jakoś sobie dają radę bez pomocy, w każdym razie dzieci na wakacje jeżdżą- oni również a i ubrani dośc dobrze chodzą...
  • soova 20.11.10, 20:29
    Vicko, to wszystko prawda (przy okazji pozwalam sobie powitać Cię na forum, a koleżanki obsypią Cię zapewne powitalnymi jelitkami później ;)), tylko w pierwszej połowie lat 90-tych (bo to chyba wtedy panny jadą do tych Pobiedzisk) sytuacja finansowa młodych naukowców przedstawiała się jednak ciut gorzej w porównaniu do tego, o czym piszesz ze swojej dzisiejszej perspektywy.

    Aczkolwiek fakt, że dzieci podrzuca się komuś na wakacje jak kukułcze jaja, inteligenckiemu wielkomiejskiemu małżeństwu raczej chwały nie przynosi.
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • nessie-jp 20.11.10, 21:46
    > tylko w pierwsz
    > ej połowie lat 90-tych (bo to chyba wtedy panny jadą do tych Pobiedzisk) sytuac
    > ja finansowa młodych naukowców przedstawiała się jednak ciut gorzej

    Ale jednak nie aż tak tragicznie, bez przesady. Zwłaszcza, że już powoli zaczynały być okazje do dorabiania w zawodzie -- powstawały pierwsze prywatne uczelnie, szkoły, można było rano pracować w placówce państwowej, a po południu dokładnie te same treści prezentować studentom wieczorowym (i to nie za darmo, o nie).


    > Aczkolwiek fakt, że dzieci podrzuca się komuś na wakacje jak kukułcze jaja, int
    > eligenckiemu wielkomiejskiemu małżeństwu raczej chwały nie przynosi.

    No, a Mila i Ignacy? Przy całej protekcjonalnej wyższości, z jaką szanowna Kalamburka traktuje Anielę, nadal jeździ do niej z mężem na wakacje do Łeby. No bo przecież Aniela -- półsierota, zarabiająca sama na siebie, później z własną rodziną, z ojcem nie zgarniającym kokosów, ma psi obowiązek zapewnić wypoczynek wakacyjny rodzicom znajomej... i to rodzicom, którzy mają cztery dorosłe córki nieźle zarabiające!

    Tak więc Gabriela nie tylko własnym dzieciom na wakacje żałuje, rodzicom też nie da ;)

    Autorce się po prostu nie pomyślało i zrobiła z Borejków dość paskudnych małych pasożytków.

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • mmoni 22.11.10, 00:09
    Ja tylko nieśmiało chciałam nadmienić, że to, o czym pisze viccka - dodatkowe pieniądze za wypromowanych magistrantów i za godziny na studiach zaocznych - nie jest bynajmniej regułą na wszystkich uczelniach.
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • aganoreg 22.11.10, 16:43
    mmoni napisała:

    > Ja tylko nieśmiało chciałam nadmienić, że to, o czym pisze viccka - dodatkowe p
    > ieniądze za wypromowanych magistrantów i za godziny na studiach zaocznych - nie
    > jest bynajmniej regułą na wszystkich uczelniach.

    ... jak tez wspomniane 2700 netto (widelki sa szerokie i duzo zalezy od uczelni). Z "dorabianiem" na uczelniach prywatnych, szkolach itd bym nie przesadzala - owszem, mozna, tylko pozniej polskie uczelnie sa baaardzo daleko w rankingach swiatowych. Cos za cos, albo zarabianie na boku, albo uczciwa praca naukowa.
  • nessie-jp 22.11.10, 17:36
    > Cos za cos, albo zarabianie na boku, albo uczciwa praca naukowa.

    Ale przecież w NiN jest WPROST powiedziane, że Gabriela się takową nie para, ponieważ wszelkie siły poświęca dzieciom.

    No to ja się teraz pytam: na co ona te siły poświęca, w jakim celu zrezygnowała z tej kariery naukowej, co jej wytyka dymiący awatar Dunin?

    Ja widzę dwie drogi: albo ktoś ma troje dzieci i deklaruje, że karierę naukową ma w nosie i zamierza głównie o te dzieci dbać (a wtedy to żaden dyshonor wziąć dodatkowe godziny na uczelni prywatnej albo uczyć studentów wieczorowych), albo ktoś jednak uznaje, że chce się poświęcić pracy naukowej (też żaden dyshonor, dzieci w końcu z głodu nie umierają). Tymczasem tutaj -- ni pies, ni wydra. Szumna rezygnacja z kariery w celu hodowania Motyla i to wszystko.

    Zresztą, przepraszam za kąśliwość, jakąż to niesamowitą karierę naukową i dorobek można wypracować, będąc filologiem klasycznym? Nie każdy pracownik naukowy w stopniu doktora musi od razu jechać odkrywać Troję, żaden wstyd zostać i uczyć kolejne pokolenia studentów.

    --
    Każde zdanie kończy nagłym mruczeniem i jeszcze się tym szczyci.
  • aganoreg 22.11.10, 18:19
    nessie-jp napisała:


    > Ale przecież w NiN jest WPROST powiedziane, że Gabriela się takową nie para, po
    > nieważ wszelkie siły poświęca dzieciom.

    Habilitacje zrobila. Na czym? Na odbebnianiu zajec ze studentami i urywaniu sie do dzieci, obiadkow itd? Ech, to wyobrazenie o polskim naukowcu rodem z Klanu. Chyba ze przyjmiemy, ze na UAMie daja haba kazdemu, kto wystarczajaco dlugo pracuje (wg MM oczywiscie).



  • nessie-jp 22.11.10, 18:39
    > Habilitacje zrobila. Na czym?

    Dobre pytanie. Na czym? W tekście nie ma o tym ANI SŁOWA. Czego takiego wymaga habilitacja na filologii klasycznej, czego nie można pogodzić z pracą dydaktyczną?


    > Na odbebnianiu zajec ze studentami

    Nie wiem, dlaczego praca dydaktyczna ma w Polsce tak fatalną opinię. Nic dziwnego, że mamy słabe osiągnięcia akademickie, skoro nauczanie i przekazywanie wiedzy na UNIWERSYTECIE jest traktowane jak rodzaj pracy niższej, gorszej i wręcz uwłaczającej...

    --
    Każde zdanie kończy nagłym mruczeniem i jeszcze się tym szczyci.
  • kkokos 25.05.10, 11:14
    Poważnie brał pod
    > uwagę porzucenie Uniwersytetu i dalszą wędrówkę po najeżonej pułapkami drodze
    > życia w roli tak zwanego przedstawiciela handlowego.
    >

    jak patrzę na salesów w mojej firmie, to mogą być mądrzejsi lub mniej mądrzy,
    ale niewątpliwie mają łatwość kontaktów z ludźmi. już ja sobie wyobrażam tego
    wycofanego grzesia, jak z pełną bezczelnością namawia, przekonuje, kusi i
    jeszcze przekonuje, że jego oferta jest lepsza od konkurencji (choć nie jest).
    kolejny artysta swego zawodu jak natalia na cyprze
  • dakota77 25.05.10, 12:24
    Taa, kolejny raz MM nie wykazala sie kontaktem z rzeczywistoscia.
    Poza tym jak Grzes taki zdolniacha, to powinien sie wziac za
    programowanie, a nie za handelek sprzetem..
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll
  • the_dzidka 21.11.10, 12:22
    > Chodziło mi o to, że nie było jej stać na 2 m-ce wakacji komercyjnych, w tych
    > drogich górach czy morzu,

    O rany, ale kto normalny wysyła dzieci na DWA MIESIĄCE wakacji "komercyjnych"?! Dwa tygodnie nad morzem z rodzicami, dwa na obozie młodzieżowym, to jest rozpusta rzadko spotykana :) Naprawdę GG nie mogli wysłać dzieci na dwutygodniowy obóz?

    --
    Dzidka
  • baba67 25.05.10, 12:59
    Tam jeszcze byl dluuugi poscig TAKSOWKA. W tamtych czasach ceny taxi byly
    wyrypane w kosmos, jak kilka innych dobr obecnie dostepnych dla normalnych
    ludzi. Tak polgodzinna jazda pod miastem spokojnie mogla kosztowac tyle ile
    wyzywienie Nutrii i panienek przez dwa tygodnie.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • aadrianka 23.05.10, 20:02
    O ile pamiętam, zaproszenie przychodziło już w marcu, żeby
    storpedować Gabrieli układanie jakichkolwiek alternatywnych planów
    wakacyjnych, można więc domniemywać, że starsi państwo nie wyobrażali
    sobie, że dziewczynki mogłyby nie przyjechać. A ponadto Gaba "nie
    miała z kim wysłać Pyzy i Tygryska" (tak jakby nie istniały kolonie i
    różnorakie obozy dla młodzieży). Nie pamiętam natomiast, czy
    poruszane były kwestie finansowe. Zakładam beztrosko, że państwo
    Jankowiak przez całe wakacje żywili Pyziakówny na koszt własny.
    Inny OT: czy te wakacje w Pobiedziskach wydawały się Pyzie i
    Tygrysowi ciekawe? Dwa miesiące na wsi u starszych ludzi, nawet nie
    własnych dziadków? Ja w ich wieku umarłabym w takich okolicznościach
    z nudów i z nudów mój duch straszyłby po nocach...
    --
    załóż stanik...poprawnie
  • szprota 23.05.10, 20:01
    Ja to zrozumiałam tak, jak wysłanie dzieci do rodziny - można się w razie
    potrzeby dołożyć do utrzymania, ale raczej bez umawiania się na konkretną kwotę.
    --
    "Najlepiej i najwytworniej to oberwać jesiotrem drugiej świeżości... " © Jota-40
  • jarotka.net 23.05.10, 20:12
    Jednak skłaniam się ku opcji, ze Pyziakowny siedziały tam za
    darmoszke, a btw faktycznie dziwne, że laski w wieku 16 i 14 lat nie
    zanudziły się tam na smierc.
  • mama_kotula 23.05.10, 20:19
    Cytatbtw faktycznie dziwne, że laski w wieku 16 i 14 lat nie
    zanudziły się tam na smierc.


    To nie są zwyczajne laski. To są Pyza i Tygrys. Borejkówny z pochodzenia.
    Borejkówny się nie nudzą, nieprawda, są tak oczytane, kulturalne i (dopisz
    cokolwiek), że całe dnie spędzają na długich dyskusjach i poznawaniu kultury
    miejscowej.

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • jarotka.net 23.05.10, 20:25
    No fakt, zapomniałam do tego porozumiewają się ze sobą wyłącznie po
    łacinie!;)
  • mama_kotula 23.05.10, 20:34
    jarotka.net napisała:

    > No fakt, zapomniałam do tego porozumiewają się ze sobą wyłącznie po łacinie!;)


    A tak na poważnie, to ja myślę, że Pyza lubiła towarzystwo starszych ludzi, bo rówieśników się bała. Więc bardzo chętnie dotrzymywała towarzystwa i pomagała w czynnościach domowych, słuchając opowieści staruszków. Wieczorami zaś czytała.
    Natomiast na Tajgera pomysłu nie mam.
    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • ateh7 23.05.10, 20:39
    Obstawiam, że Tajger włóczył się samotnie i melancholijnie po okolicy,
    wieczorami czytał a w przerwach spozierał zachęcająco na okolicznych chłopców.
    Ile serc musiał on tam złamać...
  • tygrys2112 24.05.10, 10:54
    Ja też stawiam na samotne wędrówki tygrysa, chociaż nie wiem, czy gospodarze by
    pozwolili na zbyt intensywne samotne wycieczki, biorąc pod uwagę, że jest to
    jednak cudze dziecko.
  • ateh7 24.05.10, 14:06
    Tygrys na pewno zbajerował Broneczka, zrobił go na słodkie oczki, i oto starszy
    pan zezwolił nieletniej dziewuszce na samotne spacery :)
    I na wszystko inne też. A nawet jak nie zezwolił, to Tygrys pewnie i tak znalazł
    sposób, żeby zrobić co chciał.
  • tygrys2112 24.05.10, 10:52
    Kultury miejscowej. www.pobiedziska.pl/?kultura Jeden dzień - fajnie. Ale
    przez dwa miesiące?
    Pobiedziska to raczej miejsce gdzie można sobie w spokoju pomieszkać, a zrobić
    wypad do innych miejsc. Jako główna atrakcja turystyczna nie bardzo mi się
    widzi. Chyba, że traktowano to na zasadzie - odpoczną od zgiełku miasta.
    Rozumiałabym, gdyby np. poznawały jakieś gospodarstwo, pracowały, widziały
    zwierzęta. Ale 2 miesiące siedzenia? Nawet jeśli robiły wycieczki, to ile dałyby
    radę ich zrobić?
  • ananke666 24.05.10, 11:04
    Dziewczyny, tam przecież są jeziora. Tuż przy Pobiedziskach, są aż trzy,
    zobaczcie na google maps, jak to blisko. Można chodzić do lasu, grzebać w
    ogródku, rowerem nad jezioro, kąpać się, opalać, czytać. Mało?
    Inna rzecz, że MM w ogóle o jeziorach nie napisała, ani Orelka nie chodziła
    pływać, ani dziewczynki...
    --
    Tupecik
  • ananke666 24.05.10, 11:21
    Zresztą, jakim tam rowerem. Nawet na piechotę. Przejść Kościuszki (tam mieszka
    babcia J.), minąć rynek i już się jest w połowie drogi. Rzut beretem.
    --
    Tupecik
  • jarotka.net 24.05.10, 11:43
    A w Pobiedziskach to mieszka pani MM. Nawet wiem na której ulicy:P
  • lezbobimbo 24.05.10, 14:19
    jarotka.net napisała:
    > A w Pobiedziskach to mieszka pani MM. Nawet wiem na której ulicy:P

    Hmmm a to w ogóle wypada przekazywac tego typu prywatne dane jakiejkolwiek osoby
    tak publicznie? Teraz psychofanki i psychofanowie moga ja tam napastowac, w
    koncu mala miejscowosc..

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • ananke666 24.05.10, 15:07
    Daj spokój. Adres kiedyś był w normalnej książce telefonicznej, o miasteczku
    wiadomo z netu, ten adres i tak dałoby się znaleźć. No chyba, że pani
    Musierowicz mieszka w domu Babci J., tak jak mieszkała u Żaków, wtedy nawet
    szukać nie trzeba ;)

    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 24.05.10, 15:24
    ananke666 napisała:
    > Daj spokój. Adres kiedyś był w normalnej książce telefonicznej,

    "Kiedys" robi wielka róznice ;) MM z niejakim zdziwieniem odkryla, ze to z
    ksiazki telefonicznej dziewczyny braly jej adres i zasypywaly listami tudziez
    odwiedzaly nieoczekiwanie. Oczywiscie nie wszyscy fanowie to psychofanowie, ale
    bezustanne odwiedziny tez moga sie sprzykrzyc. Jednym slowem nie jestem pewna,
    czy MM sie na pewno zgadza z podawaniem jej adresu czy niewielkiego miasteczka
    do publicznej wiadomosci - pisala tak gdzies? Jesli tak, to oczywiscie nie ma
    sprawy.
    Co prawda, aby dojechac do tej miesciny trzeba jednak pewnego wysilku, nie ma
    tak latwego dostepu jak w srodku wielkiego miasta - pewnie wiec odwiedziny rzesz
    spragnionych nie sa jednak bezustanne i uciazliwe.

    >o miasteczku
    > wiadomo z netu, ten adres i tak dałoby się znaleźć.

    Wiadomo? Bo ja pierwszy raz slysze (nie szukalam tez co prawda :)

    --
    nasze Mazury to SIÓDMY SCIEK SWIATA czyli jachty sru, prosto do jezior.
  • ananke666 24.05.10, 16:32

    > Wiadomo? Bo ja pierwszy raz slysze (nie szukalam tez co prawda :)

    Wiadomo, wiadomo. Jak wpiszesz w google frazy "mieszka" czy "obecnie mieszka",
    to szybko znajdziesz. Myślę, że ulicą można spokojnie rzucić. Chmielewszczyki
    też wiedzą, gdzie Joanna mieszka.

    --
    Tupecik
  • jarotka.net 24.05.10, 17:18
    Widzę,że Bimbo twardo nie odpuszcza i dalej usiłuje sie czepiać.
    Po pierwsze
    1. Dane osobowe- to jest pełen adres zamieszkania z ulicą i nr
    mieszkania.
    2. Gdzie mieszka pani Musierowicz- wiedza wszyscy, sama
    niejednokrotnie podawała nazwę miejscowości w licznych felietonach i
    wywiadach ( m.in w Tygodniku Powszechnym czy Elle Decoration).
    3. Ulica i telefon stacjonarny pani MM- znajduje się w ksiązce
    telefonicznej, moge podlinkować w każdej chwili. Gdyby chciała, to
    by te dane zastrzegła.
    4. Może Ty Bimbo dear, nie pamiętasz, ale ja tak: W latach
    osiemdziesiątych Pani Małgosia pisywała do Filipinki. I to tam na
    jej łamach podała do siebie nr telefonu, komentując to " teraz to
    moja mama mnie pewnie zabije, ale błagam przed odwiedzinami u mnie-
    zadzwoncie wczesniej". Mieszkała wtedy na Słowackiego w Poznaniu.
    Stąd jej wielbicielki miały jej nr telefonu.
    Tyle gwoli wyjasnienia, bądź uprzejma sie nie przyczepiac.
  • lezbobimbo 24.05.10, 18:12
    jarotka.net napisała:
    > 2. Gdzie mieszka pani Musierowicz- wiedza wszyscy, sama
    > niejednokrotnie podawała nazwę miejscowości w licznych felietonach >i >
    wywiadach ( m.in w Tygodniku Powszechnym czy Elle Decoration

    Nie naleze do tych "wszystkich", którzy czytaja kazdy artykul i wywiad z MM - i
    prawde mówiac nie interesuje mnie, gdzie tez ona mieszka.. :P

    > Widzę,że Bimbo twardo nie odpuszcza i dalej usiłuje sie czepiać.

    Wyluzuj, krzywda Ci sie nie stala. Czepiam sie, bo poza tym nie widze, dlaczego
    ma byc to istotne, ze MM mieszka w Pobiedziskach, kiedy piszemy o wakacjach
    postaci z jej ksiazek.
    Teraz wiem tylko, ze jakbym tam dzikim trafem kiedys przyjechala pozwiedzac, to
    musze sie strzec, aby na nia nie wpasc :P

    --
    Pomóz 300 ostatnim <a href="<a href="rys.wwf.pl/"" target="_blank"
    rel="nofollow">rys.wwf.pl/"</a> target="_blank"
  • lezbobimbo 24.05.10, 18:06
    ananke666 napisała:
    > Wiadomo, wiadomo. Jak wpiszesz w google frazy "mieszka" czy >"obecnie
    mieszka",> to szybko znajdziesz. Myślę, że ulicą można >spokojnie rzucić.

    Ach so! Jesli MM nie ma nic przeciwko temu, to rzeczywiscie wszystko w porzo.

    A teraz oczywiscie obowiazkowy offtopic - wklepalam same Pobiedziska i
    zachwycilam sie czyms innym, co wyskoczylo przy okazji:
    skansenem miniatur w
    Pobiedziskach.
    Tam jest na przyklad kompletny rynek poznanski z ratuszem i
    dokladnymi ozdobami na kamieniczkach :)))) I katedra. I pare innych obiektów.
    Kiedy wiec MM zateskni za rodzinnym miastem to ma je na wyciagniecie reki (co
    prawda pewnie nie wolno ta wyciagnieta reka obmacywac obiektów).
    Kurde, piknie tam jest. Skansen, zabytkowy kosciólek z gontami, wiatraki,
    jeziora - MM mozna zazdraszczac :)

    >Chmielewszczyki> też wiedzą, gdzie Joanna mieszka.

    Ale czy podaja ten adres tak otwarcie, na necie? :) Tzn oczywiscie tu jest ta
    róznica, ze Warszawa z przyleglosciami jest wielka i "anonimowa" a Pobiedziska
    male..


    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • ananke666 24.05.10, 19:22
    > Ale czy podaja ten adres tak otwarcie, na necie? :) Tzn oczywiscie tu jest ta
    > róznica, ze Warszawa z przyleglosciami jest wielka i "anonimowa" a Pobiedziska
    > male..

    Nie mam bladego pojęcia :)
    Przybliżony adres kiedyś Joanna sama podała w Autobiografii, teraz nie wiem,
    gdzie mieszka.
    --
    Tupecik
  • the_dzidka 26.05.10, 09:29
    Bimbo, czepiasz sie dla samego czepiania i TO mnie już wkurza, i to
    mocno.
    Kiedy spotkałam MM przy okazji bodajże wydania TiN i spytałam, na
    jaki adres można do niej napisać, głosno, wyraźnie i publicznie
    podała mi swój adres, włącznie z kodem pocztowym.

    I nie, to, że Jarotka napisała że wie, gdzie mieszka MM, nie jest
    żadnym ujawnianiem danych. Ja teraz napiszę, że Chmielewska mieszka
    w Wilanowie i wiem gdzie, ba, byłam u niej kilka razy - i co z tego?
    Ciekawe, kto ją znajdzie po takiej informacji.
    I proszę cie, naprawdę spasuj troszeczkę.

    --
    Dzidka
  • lezbobimbo 26.05.10, 17:58
    the_dzidka napisała:
    > Kiedy spotkałam MM przy okazji bodajże wydania TiN i spytałam, na
    > jaki adres można do niej napisać, głosno, wyraźnie i publicznie
    > podała mi swój adres, włącznie z kodem pocztowym.

    No to pieknie, ale ja sie nigdy nie spotykalam z MM - naprawde wiec
    nie mialam pewnosci, czy aby podawanie miejsca zamieszkania w malej
    miescinie to jest to, czego MM chciala.
    Napisalam tez, ze jesli sama MM nie ma nic przeciwko
    rozpowszechnianiu tej informacji, to wszystko spoko.

    > I nie, to, że Jarotka napisała że wie, gdzie mieszka MM, nie jest
    > żadnym ujawnianiem danych.

    No to bardzo dobrze, ze nie jest. Dziekuje za wyjasnienie.
    Czepialam sie bo raz, naprawde nie mialam pewnosci, czy wolno nam
    bylo podawac miejsce zamieszkania MM, a dwa, bo nie wiem czemu ta
    informacja miala w ogóle sluzyc w tym watku.
    Piszemy o wakacjach literackich nastolatek w Pobiedziskach i
    zastanawiamy sie, ile takie wakacje realnie kosztuja w gotówce - nie
    wiem dlaczego trzeba nam wiedziec, ze MM teraz tam mieszka. Po kiego
    grzyba?

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • jarotka.net 26.05.10, 19:52
    Już się nie tłumacz, gołym okiem było widać że zwyczajnie chcesz
    dowalić i dobrze, że Dzidka to zauważyła i zwróciła Ci uwagę, może
    sie opamiętasz w swojej złośliwości.

    "bo nie wiem czemu ta
    > informacja miala w ogóle sluzyc w tym watku.
    > Piszemy o wakacjach literackich nastolatek w Pobiedziskach i
    > zastanawiamy sie, ile takie wakacje realnie kosztuja w gotówce -
    nie
    > wiem dlaczego trzeba nam wiedziec, ze MM teraz tam mieszka. Po
    kiego
    > grzyba? "

    o offtopach nie słyszałaś?
  • lezbobimbo 26.05.10, 20:17
    jarotka.net napisała:
    > Już się nie tłumacz, gołym okiem było widać że zwyczajnie chcesz
    > dowalić i dobrze, że Dzidka to zauważyła i zwróciła Ci uwagę, może
    > sie opamiętasz w swojej złośliwości.

    Czepianie sie to nie jest dowalanie. Nie dowalalam Ci zlosliwie,
    tylko spokojnie sie czepialam Twej wypowiedzi. Tu jest forum
    dyskusyjne i kazda osoba tutaj ma prawo czepiac sie jakiejkolwiek
    wypowiedzi. Tak samo jak kazdy dyskutant ma prawo czepiac sie kazdej
    mojej wypowiedzi.

    >>"bo nie wiem czemu ta > > informacja miala w ogóle sluzyc w tym
    >>watku.
    > o offtopach nie słyszałaś?

    Jaki wiec offtop chcialas zapoczatkowac?

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • jarotka.net 26.05.10, 20:43
    Ale po co w ogole się czepiać czegokolwiek? Ja wiem,że Ci to sprawia
    przyjemność, bo już ktoś Ci tu wypomniał, że na innych forach
    chwaliłaś się jak lubisz koncertowo mieszać w dyskusji i wywoływać
    spory. Dziwnie, akurat teraz i w tym wątku i w dyskusji o suterenie
    usiłowałaś sprowokować mnie do awantury. Nie próbuj tego więcej, bo
    naprawdę nie uda Ci się.
    Dla mnie eot, pozdrawiam Cię serdecznie i zyczę więcej spokoju i
    sympatii do ludzi. Naprawdę nie trzeba ich kąsąc wokół:):):)
  • lezbobimbo 26.05.10, 20:50
    Spokojnie czepialam sie Twojej informacji. Czepialabym sie zasadnosci
    tej informacji, tak samo gdyby pisala ja Dzidka albo ktokolwiek inny
    tutaj na forum.
    To Ty wybralas odebrac moje spokojne czepianie sie jako wielki atak
    na swoja rozzalona osobe. Nie umiesz rozmawiac i tyle. Widzisz, ze
    Bimbo raczyla Ci odpisac, zaraz wybuchasz, ze atakuje.
    A teraz bijesz piane przenoszac tutaj dawna klótnie i dawne
    oskarzenia mnie nawet nie rozumiejac, o czym piszesz. W ten sposób
    chcesz dowiesc, ze w zadnym razie nie trollujesz? Gratulacje ]:->

    --
    Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę.
    Wolę z chrzęstem odgryzać nóżki.
    (c) mmmaupa
  • jarotka.net 26.05.10, 21:07
    Oj dziewczyno, dziewczyno " czepianie się" ma zawsze znaczenie
    perojatywne, zatem zaprzestań tego procederu- chocbyś nie wiadomo
    jak uzasadniała, że " czepiasz się spokojnie".
    " Bimbo raczyła odpisać"- nono, Ty masz naprawde bardzo niskie
    poczucie własnej wartości , skoro dowartościowujesz się takimi
    dennymi zdankami. Zresztą jak któraś z tutejszych pań założyła
    wątek, że Cię kocha wylazło to z Ciebie na całej linii, bo pławiłas
    się komplementach niczym 3-letnie pochwalone dziecko.
    Czasem jak Cię czytam to mam wrażenie, że obcuję z jakaś zbuntowaną,
    histeryczną trzynastolatką. Najgorsze jest jednak to, że Ty po
    prostu nie lubisz i nie szanujesz ludzi i to widać, słychać i czuć.
    Mimo wszystko pozdrawiam nadal ciepło i życzę wiecej luzu a mniej
    czepialstwa:) Naprawde łatwiej będzie Ci się żyło:):):)
  • tygrys2112 26.05.10, 21:12
    Dobra, jarotka, Ty też nie przeginaj w drugą stronę. nie podobają mi
    się ataki personalne na nikogo. choć można komuś powiedzieć że nie
    podoba się poziom dyskusji, nie trzeba rzucać nikomu od histerycznej
    trzynastolatki
  • lezbobimbo 26.05.10, 21:20
    Czepianie sie jest analiza i istota drobiazgowych dyskusji, nie
    usilowaniem dokuczenia dyskutantom. Ja po to pisze w internecie, aby
    ktos doczepil sie kazdego mego slowa i zeby wywiazala sie dyskusja.
    Tak samo czepiam sie tez wypowiedzi innych i to nie jest dowalanie
    osobom ani przesladowanie niewiniatek. Czy umiesz Jaronetko chociaz
    na chwile oddzielic osobe piszaca od tego co ktos pisze?

    --
    nasze Mazury to SIÓDMY SCIEK SWIATA czyli jachty sru, prosto do
    jezior.
  • paszczakowna1 26.05.10, 22:06
    Czy ja bym mogła poprosić, by dalsza część tego dialogu odbywała się na priva?
    Jeśli już musi się odbywać w ogóle?
  • lezbobimbo 26.05.10, 22:21
    paszczakowna1 napisała:
    > Czy ja bym mogła poprosić, by dalsza część tego dialogu odbywała >się
    na priva? Jeśli już musi się odbywać w ogóle?

    Z mej strony moge zapewnic, ze dalszej czesci tegoz nie bedzie -
    zamilkam tam, pisze juz o inszych inszosciach.
  • tygrys2112 26.05.10, 21:09
    > A teraz bijesz piane przenoszac tutaj dawna klótnie i dawne
    > oskarzenia mnie nawet nie rozumiejac, o czym piszesz. W ten sposób
    > chcesz dowiesc, ze w zadnym razie nie trollujesz? Gratulacje ]:->

    Mkh
    Przepraszam że się wtrącę, nie moja kłótnia właściwie i nie moja
    sprawa, ale czy każdy kto się z Tobą nie zgadza jest trollem? Bo
    akurat w jej wypowiedziach trollowania nie widzę. choć lepiej
    zamilknę, bo zostanę okrzyknięta trollem.
  • lezbobimbo 26.05.10, 21:15
    tygrys2112 napisała:

    > > A teraz bijesz piane przenoszac tutaj dawna klótnie i dawne
    > > oskarzenia mnie nawet nie rozumiejac, o czym piszesz. W ten
    sposób
    > > chcesz dowiesc, ze w zadnym razie nie trollujesz? Gratulacje ]:->
    >
    > Mkh
    > Przepraszam że się wtrącę, nie moja kłótnia właściwie i nie moja
    > sprawa, ale czy każdy kto się z Tobą nie zgadza jest trollem? Bo
    > akurat w jej wypowiedziach trollowania nie widzę. choć lepiej
    > zamilknę, bo zostanę okrzyknięta trollem.

    Oczywiscie, ze nie - chodzilo mi o to, ze Jarotka nagle wyciaga z
    tamtego watku o moderatorkach dawno wygasla klótnie na temat czym to
    ja sie nie chwale na "innych forach". To jest rozwlekanie dawno
    wygaslej klótni, bicie piany i tak dalej. A skoro Jaronetka
    twierdzila tez, ze na pewno zadnym trollem nie jest, to niech wiec
    nie rozwleka dawnych klótni i tyle.
  • tygrys2112 24.05.10, 11:58
    Znam ten teren dobrze, rower też lubię. Ale przez dwa miesiące?
  • ananke666 24.05.10, 12:10
    Dwa miesiące dla dziewczynek w zbliżonym wieku, z porządnym żarciem, dachem nad
    głową, lasem i jeziorem to doprawdy nie zesłanie. Bez fajerwerków, ale chyba
    całkiem przyjemne wakacje.
    --
    Tupecik
  • tygrys2112 24.05.10, 14:14
    No może, ale one chyba są trochę inne jeśli chodzi o naturę i mam
    takie wrażenie, że jedna przeszkadza trochę drugiej. Znam siostry
    różne od siebie, ale te, które dobrze się ze sobą czują, rozmawiają
    ze sobą sporo, w różnych sytuacjach. U Pyzy i Tygrysa nie jest to
    dla mnie widoczne. Bardziej już u starszych Borejkówien. Wydaje mi
    się, że obydwie czułyby się już lepiej z rówieśnikami lub grupą
    znajomych po prostu.
  • slotna 24.05.10, 03:37
    Juz o tym chyba tutaj pisalam, ale ja bym sie nie zanudzila, a jako zywo bardziej przypominam Tygrysa niz Pyze. Po prostu bym sobie czytala. Czytala i czytala i czytala, w ogrodku, w cieniu, uwalona na kocyku, popijajac lemoniade albo i wode zgola. Z przerwami na prace domowe (blee-e, ale ostatecznie...). Nienawidzilam obozow i kolonii, bo inne dzieciaki przeszkadzaly mi czytac. Juz nie mowiac o durnych zajeciach w grupach. Takie wakacje - marzenie.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginny22 23.05.10, 20:13
    Przypuszczam, że wątpię, że Gabrysia im coś za te wakacje odpalała.
    W idealnym jeżycjadowym świecie dla starszych państwa nie ma
    albowiem większego szczęscia niż opieka nad dwiema córkami św.
    Gabrieli Poznańskiej. A jedzenia przecież zawsze starczy dla
    wszystkich :)
  • szprota 23.05.10, 20:20
    Przyszedł mi do głowy pomysł fan-fica o takich wakacjach w Pobiedziskach.
    Zakładam, że jednak miałyby tam towarzystwo innych ludzi w mniej więcej swoim
    wieku, jakąś grupkę złożoną z Dzielnej Małej Blondynki, punktującej Tygrysa,
    Tajemniczego Chłopaka na motorze, by Laura miała się w kim podkochiwać (kto wie,
    nawet z wzajemnością i potajemnym wymykaniem na randki), jakiejś o kilka lat
    starszej studentki, z którą zaprzyjaźniłaby się Pyza i dowiedziała, jak fachowo
    polerować teleskopy.
    --
    "Jakby Cię zamkli w kartonie, też byś nie miała sumienia. Normalka,
    mieszczuchu." © Dzidka
  • verdana 23.05.10, 20:28
    Dla mnie te wakacje to zagadka stulecia. Mozliwe jedynie w wypadku,
    gdyby miala być to wyrafinowana kara za błędy mlodosci Tygryska, ale
    dlaczego jechała także Pyza?
    Wiadać, ze o wakacjach w Pobiedziskach nie moze być mowy, bo starsi
    państwo są ludźmi nieodpowiedzialnymi. Chory Tygrys, zamiast zostać
    polożony do łóżka po ciężkiej podrózy, albo przynajmniej posadzony w
    fotelu z herbatką, zostaje zagnany do zmywania (mam nadzieję, ze
    dobrze pamiętam). To dokładnie ten moment, kiedy nalezy z milym
    usmiechem zabrac chore dziecko do domu, bo widać, zę troska o nie
    jest zerowa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • onion68 23.05.10, 20:40
    > państwo są ludźmi nieodpowiedzialnymi. Chory Tygrys, zamiast zostać
    > polożony do łóżka po ciężkiej podrózy, albo przynajmniej posadzony w
    > fotelu z herbatką, zostaje zagnany do zmywania (mam nadzieję, ze

    Już nie dramatyzujmy. Zmywanie naczyń to jest lekka praca, a w końcu przedtem
    Laura przejechała przez pół Polski (no dobra, jedną trzecią może), kąpieli w
    jeziorze też sobie nie odmawiała.
    --
    Not only is there no God, but try getting a plumber on weekends.
  • verdana 23.05.10, 20:48
    Zmywanie naczyń z wietrzna ospa to nie jest lekka praca. Moczenie
    łam z krostami w detergentach jest zakazane.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 23.05.10, 22:02
    Prawda, przy ospie myje się skórę czymś delikatnym. Moczenie krostowatej skóry w
    płynie do naczyń to kiepski pomysł, nie mówiąc o kontakcie krost z resztkami
    żywności. Poza tym widok talerza wyobracanego w okrościałych paluszkach, z
    pękającym pryszczem, na którym ląduje moje jedzenie... strup zostawiony w
    kuchennej ścierce... yyyyyy!...
    --
    Tupecik
  • verdana 23.05.10, 22:14
    O, to, to....
    Poza tym naprawdę - przyjezdza na wakacje dziecię wymeczone
    podróża, z goraczka, chore, krosciate - nawet gdyby to bylo
    zamiatanie, albo scieranie kurzu - nieee. jakos sobie tego nie
    wyobrazam, to dla mnie jakis brak podstawowych odruchów ganiać w tym
    wypadku do roboty.
    I o ile pamiętam, to raczej bylo z gatunku "U mnie się dziecko nie
    będziesz obijać". Może jestem przewrazliwiona matka, ale w
    Pobiedziskach po takim wstepie moje dziecię by nie zostało. I
    dlatego, ze nie miałabym zaufania, ze opiekunowie wiedza, co robić w
    wypadku choroby (nie wiedza) i dlatego, ze ich priorytetem jest
    wychowanie w żołnierskicm duchu, a nie dobre wakacje dzieci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • onion68 23.05.10, 22:26
    > O, to, to....

    Macie rację z detergentami, jednak dwie osoby przy zmywaniu oznaczają zazwyczaj,
    że jedna zmywa, druga wyciera. Przypuszczam, że było tak, iż zmywała Pyza, Laura
    wycierała naczynia.
    I może źle pamiętam, ale wydaje mi się, że ospa Laury była już po przesileniu. Z
    tego co pamiętam o wspólnie przeżywanej ospie swojej i młodych, pryszcze są
    wykwitające i pękające przez jakieś dwa dni.
    Przy tym, jeśli zmywać miała młodzież, to byłoby niefajne, gdyby robiła to tylko
    Pyza, po tym, co przeszła w tej podróży. Nie lubię późniejszej Pyzy, ale małej
    Pyzie od wyprawy z Natalią akurat bardzo współczuję. I co, ona znów Kopciuch, a
    Laura wypieszczona królewna?
    Inna rzecz, że Jankowiakowie raczej nic na temat przebiegu podróży nie wiedzieli.
    --
    ...how I feel about life. Full of loneliness and misery and suffering and
    unhappiness, and it's all over much too quickly.
  • verdana 23.05.10, 22:41
    Moje dzieci fatalnie się czuły tydzień- dziesięć dni, przy czym im
    starsze dziecie tym bywa gorzej. Sam wysyp krost jest partiami, ok.
    tygodnia - Laura nie mogla być zdrowa, a podróż w tym stanie jest co
    najmniej męczaca (o czym zresztą sporo MM pisze). Nie mowiąc już o
    tym, ze po ospie odporność siada.
    Dla mnie, matki niewielkiego stada dzieci, jest absolutnie fajnie i
    budująco, jak zdrowe dziecko pracuje na rzecz domu, a chore się
    obija. Bardzo wychowawcze dla obu stron. Jedną stronę uczy, ze pomoc
    wazniejsza od "wszystko po równo", a drugą, ze ma się prawo odpoczać
    w chorobie. Nie ma mowy o "wypieszczonej krolewnie" w wypadku
    choroby.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • onion68 23.05.10, 22:50
    > Moje dzieci fatalnie się czuły tydzień- dziesięć dni, przy czym im
    > starsze dziecie tym bywa gorzej. Sam wysyp krost jest partiami, ok.
    > tygodnia - Laura nie mogla być zdrowa, a podróż w tym stanie jest co
    > najmniej męczaca (o czym zresztą sporo MM pisze). Nie mowiąc już o
    > tym, ze po ospie odporność siada.
    > Dla mnie, matki niewielkiego stada dzieci, jest absolutnie fajnie i
    > budująco, jak zdrowe dziecko pracuje na rzecz domu, a chore się
    > obija. Bardzo wychowawcze dla obu stron. Jedną stronę uczy, ze pomoc
    > wazniejsza od "wszystko po równo", a drugą, ze ma się prawo odpoczać
    > w chorobie. Nie ma mowy o "wypieszczonej krolewnie" w wypadku
    > choroby.

    W takim razie żadnej z nich nie powinno być przy tym zmywaniu. Odbywanie podróży
    z upierdliwą chorą osobą jest też wykańczające. No i chyba jeszcze z tego
    względu, że jednak pierwszego dnia cała grupa powinna być potraktowana jak
    goście. Co innego w następnych dniach, kiedy dziewczyny zostałyby same i na
    prawach domowników.
    Co do kwestii finansowania pobytu, to myślę, że jednak zapłata dla Jankowiaków
    była przewidziana. Skoro wyraźnie jest mowa o finansowaniu wakacji, nie
    wyobrażam sobie, żeby chodziło o kieszonkowe na czas wyjazdu. Po pierwsze, na
    wsi jednak nie bardzo jest na co wydawać, po drugie, Gaba nie jest w takim dołku
    finansowym i mentalnym, żeby żerować na ludziach, którzy takie właśnie usługi
    świadczą za pieniądze.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • verdana 23.05.10, 22:55
    Ja w ogóle uwazam, ze w pierwszym dniu wakacji o zmywaniu nie
    powinno byc mowy, ale siedziałam cicho, ze wzgledu na smiałość
    takiego twierdzenia:) Czyli całkowicie się zgadzam.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ananke666 23.05.10, 23:21
    > Macie rację z detergentami, jednak dwie osoby przy zmywaniu oznaczają zazwyczaj
    > ,
    > że jedna zmywa, druga wyciera. Przypuszczam, że było tak, iż zmywała Pyza, Laur
    > a
    > wycierała naczynia.

    Powlekając talerze resztkami wydzieliny i gubiąc świeże strupy w ścierce do
    naczyń?...

    --
    Tupecik
  • truscaveczka 24.05.10, 09:00
    A taki był pyszny jogurcik...
    http://www.weekendriders.net/style_emoticons/default/vomit1.gif
    --
    I'll try being nicer if you try being smarter.
    http://lmtm.lilypie.com/ohYMp2.pnghttp://lb5m.lilypi
e.com/OFISp2.png
  • ananke666 24.05.10, 11:22
    Truscaveczka, nie miotaj wiktem przy ludziach!
    --
    Tupecik
  • truscaveczka 24.05.10, 11:40
    Oprócz oczywistego skojarzenia miałam jeszcze jedno - gdy mój
    ukochany analityk CIA Jack Ryan leciał śmigłowcem na okręt w czasie
    sztormu. Zresztą, mój umysł zaciążony ostatnio starannie gromadzi
    wszelkie opisy tzw. cofki ;)
    --
    I'll try being nicer if you try being smarter.
    http://lmtm.lilypie.com/ohYMp2.pnghttp://lb5m.lilypi
e.com/OFISp2.png
  • kebbe 25.05.10, 12:18
    ...jak ja Ciebie rozumiem truscaveczko :\. Ale trzeba być przygotowanym
    na atak z zakoczenia,a ta Twoja emotka tez nie jest apetyczna ;)
  • onion68 24.05.10, 11:51
    > Powlekając talerze resztkami wydzieliny i gubiąc świeże strupy w ścierce do
    > naczyń?...
    >

    Ekhm, myślałam, że mówimy o ospie wietrznej, nie czarnej :)
    Cóż, gdy ja na nią chorowałam (wietrzną, nie czarną), nie mogłam sobie pozwolić
    na leżenie plackiem, więc rodzina musiała znosić pielęgnację dzieci,
    przygotowywanie posiłków i zmywanie moimi ręcami. Mimo, że u dorosłych ta
    choroba przebiega ciężej niż u dzieci, nie przypominam sobie, abym ociekała
    ropą. Wirus dla osób, które chorobę przeszły, jest niegroźny, innym zagraża od
    samego przebywania z chorym w jednym pomieszczeniu, i to jeszcze przed
    wystąpieniem objawów.
    Tak więc nie ma co demonizować, tak mi się wydaje.

    --
    Not only is there no God, but try getting a plumber on weekends.
  • ananke666 24.05.10, 12:04
    Ropą się nie ocieka, ale ja pamiętam, że ręce mi obsypało, zwłaszcza między
    palcami, pęcherzyki pękały i sączyła się gdzieniegdzie wydzielina. Potem
    przyschło. Wyglądałam jak nie powiem co.

    Swoją drogą, jak to możliwe, że Laura nie zauważyła, że ją obsypało w nocy?
    Wysypka wychodzi nie tylko na twarz. Nie przebierała się z piżamy, czy co?
    --
    Tupecik
  • supervixen 24.05.10, 12:16
    A było napisane, jak bardzo Laurę obsypało? Bo ja np na rękach nie miałam w
    ogóle krost (a chorowałam jako dorosła).

    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • jottka 24.05.10, 12:40
    sie nie znam, ospę przechodziłam jako dziecko, ale pamiętam, że to swędzi jak
    nieszczęście - znaczy człowiek się czochra jak wściekły i raczej nie w głowie mu
    jakiekolwiek czynności gospodarskie:) a rodzina czy tam babunia durna, podzielam
    opinię verdany, chorego się nie "wychowuje", tylko zapewnia spokój, wygodne
    łóżko i ew. coś do czytania:)


    a tak odczapnie (znaczy przez onion i czarną ospę:) skojarzyła mi się nowelka
    sienkiewicza, 'hania' chyba sie nazywało dzieło - cud dziewica, przez którą
    dwóch młodzianów mało sie nie pozabijało, zapada na tę miłą chorobę, udaje się
    jej wyżyć, no ale wychodzi z niej dziobata, czyli okrutnie szpetna, o żadnych
    uczuciach nie ma już mowy, ofkors, dziewica idzie do klasztoru, tja. strasznie
    mnie ten utwór www.., znaczy denerwował:) może dobrze, że pani mm nie nawiązała
    literacko:)
  • onion68 24.05.10, 12:47
    > sienkiewicza, 'hania' chyba sie nazywało dzieło - cud dziewica, przez którą
    > dwóch młodzianów mało sie nie pozabijało, zapada na tę miłą chorobę, udaje się
    > jej wyżyć, no ale wychodzi z niej dziobata, czyli okrutnie szpetna, o żadnych
    > uczuciach nie ma już mowy,

    No jasne, za urodę i uwodzenie młodzieńców - kara! ;-)
    --
    Not only is there no God, but try getting a plumber on weekends.
  • onion68 24.05.10, 12:50
    > No jasne, za urodę i uwodzenie młodzieńców - kara! ;-)

    Na czarną ospę zapadła (i umarła zresztą) także Nana :)
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na
    co ma się ochotę.
  • ananke666 24.05.10, 13:49
    supervixen napisała:

    > A było napisane, jak bardzo Laurę obsypało? Bo ja np na rękach nie miałam w
    > ogóle krost (a chorowałam jako dorosła).

    Ja chorowałam gdzieś w jej wieku, na rękach miałam sporo - stąd soczyste opisy,
    bazujące na moich wspomnieniach. Obsypało mnie porządnie.
    Szczegółowo to u Laury nie opisano. Ale:

    "Strasznie ją obsypało przez noc."

    "w towarzystwie dziecka, którego ciepłota ciała wynosiła w
    chwili bieżącej trzydzieści osiem i siedem dziesiątych stopnia
    Celsjusza, które miało wysypkę na dłoniach, stopach i karku i
    które było chore na ospę wietrzną (varicella)."

    "- Ty nie miałaś takiej! - wrzasnęła Laura.
    - No, takiej to faktycznie nie, moja droga, ale jednak jakąś
    miałam."

    "- Ale cię też tą ospą obsypało, istne indycze jajo - burczał pan
    Jankowiak..."

    Przy okazji znalazłam, że Tygrys oparszywiał na ciele dopiero następnego dnia.
    Nie pamiętam, jak to leci, więc mogę uwierzyć na słowo, że pierwszego dnia nie
    zauważył.



    --
    Tupecik
  • nessie-jp 23.05.10, 22:39
    > Poza tym naprawdę - przyjezdza na wakacje dziecię wymeczone
    > podróża, z goraczka, chore, krosciate

    No nie no, jak już krościaste, to przecież nie z gorączką. Gorączkę to Laura
    miała trzy dni wcześniej, od tamtej pory zdążyło ją osypać i weszła w okres
    rekonwalescencji.

    Krościatych dzieci po ospie już nie trzeba siłą w łóżku trzymać, dostają
    zwolnienie lekarskie, żeby innych nie zarażać, po czym siedzą w domu i się nudzą
    jak mopsy.


    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Po ludzkich stąpasz resztkach
    Omijaj ton wysoki
    Bo patos tu nie mieszka
  • verdana 23.05.10, 22:56
    Dobra, bez goraczki, chore wszelakoż i po podróży. I z pewną
    pretensją w glodszie zaganianie jest do roboty, zamiast odpocząć.
    Nie, nie podoba mi się taka forma wakacji.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • veranillo 24.05.10, 12:31
    ja nie odebrałam tego jako brutalnego zaganiania do roboty, raczej jako wybieg
    pani Marty - dziewczyny chciały lecieć za Natalią i Filipem do ogrodu, więc
    zostały na moment zajęte czymś innym, żeby tamci mogli spokojnie porozmawiać.
    Pomijając fakt, że na pewno i tak zmywała Pyza. :)
  • baba67 25.05.10, 13:08
    Ciezko chora? Moje dziecko ospe mialo raptem trzy dni. Z czego lezal jeden(ten
    pierwszy)-nie byl jakims szczegolnym okazem byka.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • verdana 25.05.10, 13:18
    Ciężko - nie ciężko, Laura nie czuła się dobrze, nie przyjechała z
    domu, ale po podrózy gdzie luksusów raczej nie miała. Pojechała NA
    WAKACJE. Zaganianie do roboty dzieciaka chorego, bezposrednio po
    podróży jest delikatnie mówiąc niestosowne. Gdyby chory był dorosły,
    który przyjeżdża do nas na wakacje, jestem przekonana, ze
    postawienie go z marszu przy zlewie jednak byłoby uznane za dno dna.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • baba67 25.05.10, 13:24
    Dzieci to nie dorosli, a Jankowiakowie byli ludzmi starej daty, ktorzy sie z
    dziecmi nie cackali. gdyby Laura omdlewala na krzesle, penie by jej nie wyslali.
    musiala wygladac na calkiem zwawa.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • verdana 25.05.10, 13:52
    I własnie dlatego uwazam, ze nie nadawali się na opiekunów. Nawet
    ludzie "starej daty", a moze nawet szczególnie, zajmowali się
    chorymi. Jeśli opiekunowie kompletnie olewają samopoczucie dziecka,
    to na wakacje nie poslałabym do nich córki za zadne pieniądze. Żwawa
    czy nie - byla ewidentnie osobą chorą i po podróży.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • melmire 25.05.10, 14:06
    Nie wiem jak u was, ale u mnie osoba, nawet przyjezdzajaca na dluzszy czas i
    znana, w ten pierwszy dzien/wieczor ma status goscia - herbatka, ciasto pod nos,
    pogaduszki. Nawet jesli przyjechala pomagac odgruzowywac dom po remoncie czy
    karczowac ogrod, to w ten pierwszy dzien, jako gosc wlasnie, ma dyspense na
    wszelkie prace.
    --
    http://www.squiby.net/view/3080398.pngPogoda
    ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać.
  • baba67 25.05.10, 14:22
    A moze to taki wybieg byl tylko, zeby dziewczynki sie nie krecily po ogrodzie
    gdzie Nutria z Nerwusem gruchali?Wydaje mi sie ze one mialy tylko pomagac a nie
    myc te gary. tak naprawde chodzilo pani Marcie o ich towarzystwo w kuchni a nie
    jakas ciezka robote. Mnie ta scena nigdy nie razila, bo wiem jak moj synus
    brykal trzeciego dnia rzeczonej ospy , i nigdy nie interpretowalam slow pani
    Marty jako powazne zaganianie do roboty. Moze za duzo Jane Austen czytam :-)
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • nessie-jp 25.05.10, 15:03
    > chorymi. Jeśli opiekunowie kompletnie olewają samopoczucie dziecka,

    Ale Laura miała świetne samopoczucie! Tego samego dnia brylowała radośnie przy
    stole kawiarnianym przed Filipem i pochłaniała ogromne porcje lodów z bitą
    śmietaną, intensywnie mieszała z błotem awatara Kazi Szczuki w pociągu i w ogóle
    przepełniała ją wielka satysfakcja z życia.

    To nie było chore, przelewające się przez ręce i marudzące dziecko -- to było
    dziecko-rekonwalescent, które nie mogło w miejscu usiedzieć.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
  • praktykarz 25.05.10, 15:04
    Mnie to się te dziwa w ogóle w głowie zmieścić nie chcą,
    tj. pomysł wysyłania nastolatek na wakacje do 80-latków i
    nakręcanie kwestii „biedy” urlopowej.

    Osoby w wieku mocno starszym z całą pewnością nie są w stanie
    zapewnić opieki nieletnim, które pstro w tym wieku w głowie
    niewątpliwie mają i zgodnie z odwieczną tradycją, w czasie wakacji
    eksplodują szalonymi pomysłami.

    Ponadto nie bardzo wierzę, że Pani Marta i Pan Broneczek byliby w
    stanie nerwowo wytrzymać ciągłą obecność dzieciaków + dojeżdżającej
    Orelki. Przecież tam jest tylko 1 pokój z kuchnią + budka w
    ogródku! Kwestie mycia i wiadomo czego pozostawiam bez komentarza.

    Dwa – w życiu i w życiu nie uwierzę, że niemożliwością jest
    wysłanie dzieci na kolonie, obozy czy inne wypoczynki
    zorganizowane. Ignacy+Gaba+Grzegorz to przecież pracownicy /byli i
    obecni/ „placówek państwowych” i nie ma możliwości żeby ZFŚS tam
    nie funkcjonował, a na każde dziecko jest dofinansowanie kolonijne,
    bądź wyjazdy organizowane z samej firmy.

    Sąsiadka moja – "tylko" sekretarka /UW/ dzieci wysyła na „kolonie z
    pracy” i stać ją – cud normalnie!
    Wkurza mnie to i już! Przecież na Roosvelta ilu dorosłych – tyle
    pensji, a Metody wnuka do Wiednie pewnie zabrałby:)


    --
    krnąbrnej dupy dosięgnie jeszcze karzący palnik sprawiedliwości,
    autor: idomeneo
  • ananke666 25.05.10, 17:44
    praktykarz napisała:

    > Ponadto nie bardzo wierzę, że Pani Marta i Pan Broneczek byliby w
    > stanie nerwowo wytrzymać ciągłą obecność dzieciaków + dojeżdżającej
    > Orelki. Przecież tam jest tylko 1 pokój z kuchnią + budka w
    > ogródku! Kwestie mycia i wiadomo czego pozostawiam bez komentarza.


    A nie, nie. To nie był kurnik! Tam pomieszczeń jest co najmniej trzy, a całkiem
    możliwe, że pięć - o ile kibelek uznamy za pomieszczenie.

    Taki przeciętny staroświecki wiejski dom składał się na ogół z co najmniej
    trzech, a najczęściej z czterech pomieszczeń. Były to dwa pokoje (a wiemy, że są
    dwa, jeden widzi Aurelia po przyjeździe i to jest ten pokój z figurką Marii, w
    którym na końcu babcia J. przyjmuje gości, a drugi to sypialnia - "po cichu
    wróciła do sypialni"). Trzeci to kuchnia, co oczywiste, a czwarty to spiżarnia,
    czasem nazywana "komorą", czyli składnica dóbr wszelakich jadalnych i
    niejadalnych, czyli oprócz jedzenia np. miednice, utensylia kuchenne i do prania
    itp. Nie wierzę, że jej nie było, wszystkie starsze wiejskie domy, jakie
    widziałam, takową posiadały. Stamtąd prawdopodobnie wytaczano pralkę. Do tego
    sień ("wszedł do białej sieni", "do klitki z w.c. wchodziło się z korytarza") i
    kibelek, choć możliwe, że powstał on właśnie ze spiżarni lub jej wydzielonego
    kawałka.


    --
    Tupecik
  • praktykarz 26.05.10, 09:26
    Jaki kurnik? O budce dla letników pisałam, wielkości pewnie
    przedziału kolejowego, no może 2.
    Co do tych pomieszczeń - to chyba inną książkę czytałyśmy.
    Orelka myje się za parawanem, w misce, czyli łazienki NIE MA.
    Śpi również w tym samym pokoju co Marta, przedzielona parawanem.
    Nie wiem czy tym samym:)Pranie robią w kuchni. Ja tu osobiście
    łazienki nie widzę. Toaleta była poza mieszkaniem.
    Książki pod ręką nie mam, ale nie pamiętam nic, a nic o pokoju
    dziennym i dodatkowej sypialni. Opis pojawia się gdzieś na
    początku – sprawdzę po pracy i odszczekam, jakby co!
    A co do rozszerzenia wątku „wakacje na wsi”, to przypominam
    uprzejmie /acz nie Anance666/, że domek sąsiaduje z murem kościoła,
    więc to wszystko dzieje się przy rynku i o żadnych polach uprawnych
    i zwierzętach hodowlanych mowy nie ma. Mały ogródek – sałata,
    koperek, i pewnie parę drzewek owocowych – wielkie gospodarstwo
    Jankowiaków, kurka wodna.

    --
    krnąbrnej dupy dosięgnie jeszcze karzący palnik sprawiedliwości,
    autor: idomeneo
  • ananke666 26.05.10, 10:57
    praktykarz napisała:

    > Jaki kurnik? O budce dla letników pisałam, wielkości pewnie
    > przedziału kolejowego, no może 2.

    "Przecież tam jest tylko 1 pokój z kuchnią + budka w
    ogródku" - tak napisałaś. Budka swoją drogą, a z Twoich słów wynika, że to o
    domu myślisz, że miał 1 pokój i kuchnię.

    > Orelka myje się za parawanem, w misce, czyli łazienki NIE MA.

    A kto napisał, że jest? Kibel jest, to nie to samo co łazienka. Pewnie MM
    niezręcznie było pisać, że babcia J. w nocy poszła do kibelka.

    > Toaleta była poza mieszkaniem.

    Wyraźnie podałam cytat, masz drugi raz: "Nie było tu takiej prawdziwej łazienki,
    do klitki z
    w.c. wchodziło się z korytarza, jeszcze za kuchennymi drzwiami." Korytarz nie
    jest poza mieszkaniem :)

    > Śpi również w tym samym pokoju co Marta, przedzielona parawanem.

    A nieprawda. Za parawanem spała u Kreski, nie u babci.

    Tam na bank są dwa pokoje, sypialnia i stołowy, bardziej reprezentacyjny. Plus
    kuchnia i kibelek, a dam sobie łeb uciąć, że spiżarnia też jest i tam
    najprawdopodobniej stoi pralka. Tak po prostu budowano domy.
    --
    Tupecik
  • praktykarz 26.05.10, 11:55

    Powtarzam – sprawdzę, "te na bank 2 pokoje" i ewentualnie z
    przyjemnością odszczekam.

    Swoją drogą, ilu bohaterów musi spać w dziwnych warunkach:
    1.Kreska u dziadka Czesia, w kuchni za zasłoną,
    2.Dambo – jw.,
    3.Orelka u Kreski za parawanem,
    4.Gaba na piance z dziewczynkami w zielonym,
    5.o Cielęcinie to już nawet nie wspomnę:,
    6.Baltona na zapleczu w kwiaciarni,
    7.Bella + Robert, itd., itd.,
    Bida wojenna normalnie, jak za Niemca, panie tego.
    Dobry bohater musi sypiać w warunkach polowych, źli ludzie mają
    swoje pokoje i przyjemne mieszkania – Danka, Marzenka + Pawełek,
    Jedwabińscy, Majchrzkowie, itd., itd.
    --
    krnąbrnej dupy dosięgnie jeszcze karzący palnik sprawiedliwości,
    autor: idomeneo
  • praktykarz 27.05.10, 09:45
    Hej, hej Ananke666, gdzie jesteś? – hau, hau!
    Zakończę temat ogródkiem, bo dyskusja przeniosła się na sklepik,
    może pomoże:
    1.drugi pokój jest – w pierwszym opisie mieszkania /47, SIGNUM,
    1993/,pojawia się 1 pokój „chłodny, cienisty, niski”, dalej /53/
    babcia J „Wreszcie po cichu wróciła do sypialni.”, czyli raczej nie
    do dziennego, /78/ „Aurelia, zaniepokojona jej okrzykami, wyjrzała
    przez okno sypialni.”, i jeszcze coś było o „przemykaniu do
    pokoju”, a rzecz się dzieje w sypialni,

    2.DLA ZAINTERESOWANYCH OGRÓDEK - /73/ „Ogródek był
    trójkątny, nieduży, najdłuższym bokiem przylegał do białego muru
    otaczającego kościółek, drugi bok oddzielała od ulicy siatka
    druciana, obrośnięta bujnie dzikim winem. Równiutkie zagonki,
    pracowicie obsadzone warzywami, pyszniły się zwartymi głowami
    zielonej i modrej kapusty, kitami naci marchwi i pietruszki oraz
    wysokimi, dorodnymi baldaszkami kopru. Przy rabatce z cyniami i
    aksamitkami stała śmieszna drewniana ławeczka, wykonana z deski i
    dwóch grubych, okrągłych kloców.” – czyli po zbudowaniu witryny-
    sklepiku + "domku" dla letników, Jankowiakowie pozbyli się
    całkowicie obszaru uprawnego : )

    --
    krnąbrnej dupy dosięgnie jeszcze karzący palnik sprawiedliwości,
    autor: idomeneo
  • ateh7 23.05.10, 20:29
    Też o tym pomyślałam. Można pisać :)
    Ja gdy miałam lat 16 też spędzałam wakacje u babci i dziadka na wsi. Oto, co
    robiłam: codziennie rower, przejażdżki nad jezioro z siostrzenicą (której miałam
    pilnować, żeby się nie utopiła), prace w ogródku (gospodarstwa już wtedy nie
    było), prace w domu, czytanie książek, zabawy z psem (pies też tam spędzał
    wakacje). Fajnie było :)
  • mama_kotula 23.05.10, 20:37
    CytatOto, co
    robiłam: codziennie rower, przejażdżki nad jezioro z siostrzenicą (której miałam
    pilnować, żeby się nie utopiła),


    Ulala, ty złote dziewczę byłaś.
    Jakby mnie w wieku lat 16 ktoś zapragnął wrobić w pilnowanie jakiegoś dzieciaka, to bym się postukała w czółko i tyle by mnie widzieli.
    Dlatego zapewne mama mnie nie wysyłała "do rodziny" za free, co by się nie wstydzić, że dziewczę odpracowywać rzetelnie nie chce.
    Myślę, że Pyzunia chętnie popilnowałaby siostrzenicy czy kogokolwiek, niemniej Tygrys zwiałby na rowerze jak najdalej, zaprzyjaźnił się z subkulturą z pobliskiej wioski i takie tam... :> (ze szczególnym naciskiem na "takie tam").
    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze, mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • ateh7 23.05.10, 20:47
    Eeee, to nie do końca tak. Moja siostrzenica to nie była mała dziewczynka.
    Fajnie mi się z nią tam jeździło i miło to wspominam, w ogóle do dziś dogadujemy
    się bardzo dobrze.
    Ja chyba po prostu lubiłam takie klimaty, teraz to dla mnie trochę dziwne, teraz
    pewnie nudziłabym się na wsi.
  • filifionka-listopadowa 23.05.10, 22:16
    Jestem w stanie uwierzyć, że Pyza była zachwycona tymi wakacjami, wyrywała każdą
    pracę babci Orelki z rąk, dzielnie odpracowywała wszelkie wydatki a jeśli byli
    jacyś letnicy, mogli liczyć na królewską obsługę. Ale Laura?
    Albo tam poznała jakiś wartościowych, inspirujących ludzi, lub grupkę która
    patrzyła w nią jak w obrazek, z jej kocią urodą i kapryśną osobowością.
    Albo... Laura zrobiła dziką awanturę, zwiała z Pobiedzisk i już nigdy więcej tam
    nie pojechała, ale Gaba wyrzuciła to ze swojej świadomości i przez całe wakacje
    nie zauważała Laury.
    --
    Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
    zdążyła dotrzeć treść jej słów.
  • nessie-jp 23.05.10, 22:42
    > Albo tam poznała jakiś wartościowych, inspirujących ludzi, lub grupkę która
    > patrzyła w nią jak w obrazek, z jej kocią urodą i kapryśną osobowością.
    > Albo... Laura zrobiła dziką awanturę, zwiała z Pobiedzisk

    A ja stawiam na to, że na przemian romansowała z Gburkiem i przesiadywała w
    bibliotece.

    A może całkiem po prostu Laura, nie traktowana wreszcie jako
    dzieckotegozłegostalowegopyziakafuj Zła Córka, dobrze się czuła w Pobiedziskach?
    Odbębniała jakieś tam roboty domowe, jeśli ktoś chciał, a poza tym zostawiano ją
    zapewne samą sobie i nikt jej się jej miłą grzywką nie wytrząsał, że
    nieborejkowa i w ogóle podmieniec... Laura uwielbiała przecież pana Broneczka,
    więc zapewne nawet talerze mogła specjalnie dla niego umyć.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • filifionka-listopadowa 24.05.10, 12:44
    Moim zdaniem, Laura była traktowana jako TA ZŁA. Przypomnij sobie jaka była
    babcia Jedwabińska, w stosunku do swojego syna. Obstawiam, że przepadała za
    Pyzą, która pewnie do niej lgnęła po tej ciężkiej podróży z Laurą i w końcu
    czuła się doceniona. Laura pewnie była tą złą, co robiła kaprysy w podróży (nie
    uwierzę, ze potem im nie opowiedziano!- ta Borejków dyskrecja) i nie chciała
    radośnie pracować w ogródku i być miła i grzeczną na nudnych wizytach u ciotek.
    Gdyby mogła być sobą i była by akceptowana, to mogłyby yo być dla niej wspaniałe
    wakacje...
    --
    Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
    zdążyła dotrzeć treść jej słów.
  • kajaanna 24.05.10, 18:37
    Wracając do tematu - obawiam się, że tu działa realizm musierewiczowski - e, co
    tam takie dziecko kosztuje!

    Starsi Państwo mieli przecież ogródek, więc a to agrestu sobie naskubią, a to
    jajeczko kurka zniesie i będzie na śniadanie, a to wieprzka się ubije na kotlety.

    W ostateczności zje się kota.

    :D
  • ateh7 24.05.10, 18:59
    Realizm ten zawiera w sobie między innymi cechy realizmu magicznego: trzy
    wiedźmy pomamroczą nad kotłem zaklęcia, uczynią dyskretny wunschpunsch, a żarcie
    przyjdzie samo. Zjawi się u progu namiotu, o świtaniu, zawinięte w miłe i
    dzielne serwetki i spakowane w rzewne koszyczki, przyozdobione gałązką
    majeranku, co sama się zerwała, przyszła i ułożyła na wierzchu tej poetycznej
    górki. A co tam, sznycelki z kota też mogą być estetycznie podane :)
  • lezbobimbo 24.05.10, 19:06
    kajaanna napisała:
    > Wracając do tematu - obawiam się, że tu działa realizm >musierewiczowski - e,
    co> tam takie dziecko kosztuje!> Starsi >Państwo mieli przecież ogródek, więc a
    to agrestu sobie naskubią, a >to> jajeczko kurka zniesie i będzie na śniadanie,
    a to wieprzka się >ubije na kotlet.> W ostateczności zje się kota.

    :-D Kwiczam!

    Tylko, ze wlasnie nie rozumiem z kolei tego: jesli przyjac, ze musierowiczowe
    dziecko czy nastolatek jak ten ptak niebieski zje co z krzaczora naskubie, a
    przespi sie pod paprocia czy na grzedzie kurzej, to dlaczego Gaba w CR skapi na
    wyjazdy?
    Albo dlaczego kasa na wyjazd nad morze do Leby jest jakby forsa Schrödingera -
    nie ma pewnosci czy jest, albo jednoczesnie jest i jej nie ma? W NiN jest kasa i
    jest Gaba na wyslanie dziatwy z Nutriem nad morze, ale juz po drodze ta kasa
    znika na Delicje (Gaba niestety zostaje ;). Potem nastepuje CR i bejmów nie ma
    znowu. Jednoczesnie Borejki oplywaja w cuda techniki i nie cierpia glodu, a na
    czynszu oszczedzaja gumowym mieszkaniem.
    Potem w Zabie czy CP dowiadujemy sie ponownie, ze male dzieci jedza kaszke
    (manne z nieba). Ciekawe, gdzie usprawniona machina posle dziatwe pózniej na
    wakacje?
    Czyli dzieci u MM nic nie kosztuja, chyba ze kosztuja :)

    --
    Pomóz 300 ostatnim <a href="<a href="rys.wwf.pl/"" target="_blank"
    rel="nofollow">rys.wwf.pl/"</a> target="_blank"
  • kkokos 24.05.10, 19:26
    lezbobimbo napisała:

    > Ciekawe, gdzie usprawniona machina posle dziatwe pózniej na
    > wakacje?

    do stadniny baltony, rzecz jasna - li i jedynie.
  • ananke666 24.05.10, 19:41
    Najtańsze wakacje to chyba pole namiotowe.
    Najtańsze wakacje Borejków po NiN - namiot w ogródku/strych Górskich, z
    używalnością kuchni i łazienki. Nawet, jak jeszcze nie było tam domu, las jest,
    jeziora blisko, ogniska można palić, byle dostęp do pitnej wody był. Całych
    wakacji nikt by tam nie wytrzymał chyba, ale najmarniej dwa tygodnie owszem. I
    niewiele dzieci jeździ na wakacje na dwa miesiące, zwykle 2-3 tygodnie wyjazdu i
    reszta w domu.
    --
    Tupecik
  • kajaanna 24.05.10, 21:29
    > Tylko, ze wlasnie nie rozumiem z kolei tego: jesli przyjac, ze musierowiczowe
    dziecko czy nastolatek jak ten ptak niebieski zje co z krzaczora naskubie, a
    przespi sie pod paprocia czy na grzedzie kurzej, to dlaczego Gaba w CR skapi na
    wyjazdy?

    ----
    Bo szpar iber ales!
    Nie na darmo akcja dzieje się w Poznaniu.

    Nie bijcie! Ja też stamtąd!
  • k_linka 24.05.10, 19:29
    A jesli starsi panstwo CHCIELI ugoscic dziewczeta i NIE CHCIELI za to pieniedzy?
    Nie wolno im?
    Jesli wierzyc statystykom, wiekszosc rodakow spedza wakacje "u rodziny na wsi".
    I jakos nie stwierdza sie powakacyjnego wzrostu ilosci zgodnow z nudow wsrod
    mlodziezy... Przeciwnie, wydaje mi sie, ze dla wielkomiejskich panien Borejko,
    nawet dla Laury, bardziej atrakcyjna byla zmiana otoczenia i nowe towarzystwo.
    Tym bardziej ze dziewczyny byly juz duze i nie sadze, aby przez 2 miesiace byly
    wiezione w domu?
  • ateh7 24.05.10, 19:36
    Wolno im. Własciwie to mogło być jak piszesz, w końcu dziewczyny, z tego co
    pamiętam, chętnie tam jeździły, więc o nudach nie było chyba mowy w ich
    przypadku. Ja tam wakacje na wsi wspominam dobrze, owszem, było bardzo
    spokojnie, ale nudno raczej nie. Zależy jakie zajęcia są dla kogo nudne.
  • nessie-jp 24.05.10, 19:36
    k_linka napisała:

    > A jesli starsi panstwo CHCIELI ugoscic dziewczeta i NIE CHCIELI za to pieniedzy
    > ?
    > Nie wolno im?

    Ależ oczywiście, że wolno -- ale też i Borejkom (czy raczej Strybom) wypadałoby
    się w jakikolwiek sposób odwdzięczyć za okazaną życzliwość. Gdyby nie idiotyczne
    stwierdzenie, że Gaba i Grzegorz z takim trudem wiążą koniec z końcem, że
    dziewczynki MUSZĄ być zsyłane do Pobiedzisk, bo na nic innego niż bilet na
    pociąg podmiejski nie starczy, to by nie było problemu.

    Gdyby zamiast tych rozpaczy nad brakiem forsy padło stwierdzenie, że Pyza
    chętnie odwdzięcza się za zaproszenie, pomagając przy ew. letnikach albo kopiąc
    w ogródku albo cokolwiek, natomiast rogata Laura woli gnić całe dnie na
    ławeczce, dyskutując z panem Broneczkiem -- to już by wystarczyło.

    A tak, to stworzone zostało wrażenie, że Gaba podrzuca córki komu popadnie jak
    kukułcze jaja, bo mimo niezłej posady pieniędzy na nie wydawać nie będzie...


    --
    A ty masz dźwięków pięknem
    Przekonać martwe uszy
    Przejętych głuchym wstrętem
    Wystygłych Orfeuszy
  • jarotka.net 24.05.10, 21:34
    No bo ona naprawdę je podrzuca, pomimo zapewnień MM, że " gabrysia
    nie zniosłaby mysli,ze sprawia komuś kłopot". Najpierw bezczelnie
    wtyka je Natalii nad morze w NiN, a potem Jankowiakom.
  • k_linka 25.05.10, 15:36
    nessie-jp napisała:

    > Gdyby zamiast tych rozpaczy nad brakiem forsy padło stwierdzenie, że Pyza
    > chętnie odwdzięcza się za zaproszenie, pomagając przy ew. letnikach albo kopiąc
    > w ogródku albo cokolwiek, natomiast rogata Laura woli gnić całe dnie na
    > ławeczce, dyskutując z panem Broneczkiem -- to już by wystarczyło.


    Najlepiej jakby pod kazdym rozdzialem w przypisach wymieniac faktury
    zaswiadczajace ze Gaba placi za zakupy a nie kradnie, odwdziecza sie za
    wakacyjna opieke nad dziecmi oraz zaswiadczenie o niekaralnosci ;). Aha i
    jeszcze pasek z wyplata, czy rzeczywiscie niewysoka...
  • nessie-jp 25.05.10, 16:09
    > Najlepiej jakby pod kazdym rozdzialem w przypisach wymieniac faktury

    Bez przesady -- wystarczyło ruszyć głową i wymyśleć REALISTYCZNE uzasadnienie
    posyłania dzieci co roku do Pobiedzisk (żeby pomóc starszym państwu -- Pyza;
    żeby się nacieszyć przyjaźnią z panem Broneczkiem -- Laura).

    Bo te lamenty o braku forsy brzmią po prostu fałszywie i głupio.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Po ludzkich stąpasz resztkach
    Omijaj ton wysoki
    Bo patos tu nie mieszka
  • k_linka 25.05.10, 16:38
    >> Bez przesady -- wystarczyło ruszyć głową i wymyśleć REALISTYCZNE uzasadnienie
    > posyłania dzieci co roku do Pobiedzisk (żeby pomóc starszym państwu -- Pyza;
    > żeby się nacieszyć przyjaźnią z panem Broneczkiem -- Laura).
    > Bo te lamenty o braku forsy brzmią po prostu fałszywie i głupio.


    Lamenty sa rzeczywiscie irytujace. To taka chyba ostatni tom gdzie MM az tak sie
    rozczula na ubostwem Borejkow. I w tym krotkim fragmencie dla mnie jedynie to
    jest drazniace.
    Gdyby autorka skorzystala z Twojej sugestii dopiero bylaby awantura na forum, ze
    biedna Pyza nawet w wakacje odpoczac nie moze :)
  • nessie-jp 25.05.10, 16:43
    > Gdyby autorka skorzystala z Twojej sugestii dopiero bylaby awantura na forum, z
    > e
    > biedna Pyza nawet w wakacje odpoczac nie moze :)

    Oczywiście :) Ale wydaje mi się, że byłoby to bardziej prawdopodobne ze względu
    na charakter Pyzuni, niż wyjaśnienie na odwal się "bo nie ma forsy".

    Jeszcze fajniej byłoby, gdyby autorka umotywowała wakacje w Pobiedziskach np.
    przyjaźnią Pyzy ze starszą od siebie Aurelią -- i na tej podstawie choćby
    pociągnęła przemianę Pyzy z rozkosznej kluski w zwiewną Różę-piękność (że Pyza
    zauroczona kopiowała Orelkowe stroje, że naśladowała starszą koleżankę, że
    uczyła się od niej rezerwy i godności itp. -- tak jak potem Zaba jest zauroczona
    Różą, o ile dobrze pamiętam).

    A z kolei Laura spokojnie mogłaby lubić jeździć do Pobiedzisk ze względu na
    Kozia -- autorytet dla Laury pełną gębą, podobnie rogaty, samodzielny i
    artystycznie zwichrowany. Nagrywaliby sobie słuchowiska na magnetofon,
    odstawiali scenki, pisali scenariusze przedstawień...


    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • filifionka-listopadowa 25.05.10, 21:06
    nessie-jp napisała:
    > Jeszcze fajniej byłoby, gdyby autorka umotywowała wakacje w Pobiedziskach np.
    > przyjaźnią Pyzy ze starszą od siebie Aurelią -- i na tej podstawie choćby
    > pociągnęła przemianę Pyzy z rozkosznej kluski w zwiewną Różę-piękność (że Pyza
    > zauroczona kopiowała Orelkowe stroje, że naśladowała starszą koleżankę, że
    > uczyła się od niej rezerwy i godności itp. -- tak jak potem Zaba jest zauroczon
    > a
    > Różą, o ile dobrze pamiętam).
    >
    > A z kolei Laura spokojnie mogłaby lubić jeździć do Pobiedzisk ze względu na
    > Kozia -- autorytet dla Laury pełną gębą, podobnie rogaty, samodzielny i
    > artystycznie zwichrowany. Nagrywaliby sobie słuchowiska na magnetofon,
    > odstawiali scenki, pisali scenariusze przedstawień...


    Bardzo podoba mi się Twoja wizja Nessie.
    --
    Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
    zdążyła dotrzeć treść jej słów.
  • slotna 25.05.10, 21:15
    ... po czym Kozio zostawilby smetna firane i zajal sie na dobre Laura, a Pyza pocieszajac Orelke zakochalaby sie byla w niej na zaboj - z wzajemnoscia.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • mama_kotula 26.05.10, 00:15
    slotna napisała:

    > ... po czym Kozio zostawilby smetna firane i zajal sie na dobre Laura, a Pyza p
    > ocieszajac Orelke zakochalaby sie byla w niej na zaboj - z wzajemnoscia.


    Ooo, a mi się z kolei ten scenariusz baaaardzo podoba.
    Ale Pyza i Orelka wyszłyby razem ze smętnofiranizmu. O tak tak tak.

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam
    więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie
    korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze,
    mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • lezbobimbo 26.05.10, 00:52
    > slotna napisała:
    > > ... po czym Kozio zostawilby smetna firane i zajal sie na dobre
    >Laura, a Pyza pocieszajac Orelke zakochalaby sie byla w niej na
    zaboj >- z wzajemnoscia.

    Taaak! Wreszcie jakis zyciowy klimat :))))))

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • truscaveczka 26.05.10, 09:22
    I dzieci by z tego nie było, i o mannę dla nich nie trzeba by się
    modlić, jakież to praktyczne ;)
    --
    I'll try being nicer if you try being smarter.
    http://lmtm.lilypie.com/ohYMp2.pnghttp://lb5m.lilypi
e.com/OFISp2.png
  • ananke666 25.05.10, 00:57
    k_linka napisała:

    > A jesli starsi panstwo CHCIELI ugoscic dziewczeta i NIE CHCIELI za to pieniedzy
    > ?
    > Nie wolno im?

    Wolno. Pytanie, czy wolno rodzicom tych dzieci przyjąć taką propozycję. Wg mnie
    nie. Dlatego przypuszczam, że "zafundowanie dwóch miesięcy wakacji" u
    Jankowiaków oznaczało jakieś pieniądze.
    --
    Tupecik
  • baba67 25.05.10, 13:19
    Tu pozwole sobie sie Z Toba nie zgodzic-akurat MM majac czworo dzieci i zajmujac
    sie domem(a przynajmniej kuchnia) na pewno wiedziala ile to kosztuje. Sklaniam
    sie ku wersji juz tu wspomnianej a ktora w pelni sie pokrywa z moim
    wyobrazeniem, ze Jankowiakowie zapraszali dziewczynki nie liczac na zasadzie
    tyle a tyle za dzien, tylko otrzymywali dosc przyzwoita kwote na pokrycie
    dodatkowych wydatkow. Oczywiscie chodzilo tu o koszty produktow , bo nie sadze
    zeby pani Marta liczyla prace(w sumie jak sie juz gotuje obiad naklad pracy na
    dwie dodatkowe osoby jest minimalny) czy o zgrozo koszta noclegu.
    Te sume wlasnie okresla MM dyskretnie zdaniem stac ja bylo. Plus bilet do
    Pobiedzisk, wieksze kieszonkowe na slodycze.Stac ja bylo, bo to jednak taniej
    niz kolonie. Inna rzecz ze juz od kilku lat dziwujemy sie tu wspolnie, ze
    mieszkajac razem z rodzicami w mieszkaniu gdzie czynsz nie moze byc
    niebotyczny,gotujac w domu, co obnia koszty utrzymania przy dwoch pracujacych
    osobach(bioracych prace dodatkowe)jest taka kwiczaca potrzeba gotowki.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • verdana 25.05.10, 15:09
    W takim wypadku uwazam, ze Gaba totalnie olała potrzeby swoich
    córek. Za te dwa miesiace w Pobiedziskach mogła naprawde zalatwić im
    trzy w jakims atrakcyjniejszym miejscu. Dwa miesiące na pewno nie
    wypadły taniej niz dwa tygodnie wakacji z rodziną czy oboz.Wakacje
    to powinien być także czas na zobaczenie czegos nowego, różnych
    miejsc i sposobow spędzania czasu, na pobycie z rodziną - a tu rok w
    rok do Pobiedzisk. Dziwne. I zupelnie nie pasujące do typowych
    zachowań inteligenckiego domu. Dziwi mnie też, ze nie wyjeżdżala
    sama Gaba, rozumiem ten rok, gdy byla chora i z małym dzieckiem, ale
    wygląda na to, ze ona w ogóle nie jeździła na wakacje - a przecież
    jej rodzice jeździli z dziecmi.
    Dziwne.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • k_linka 25.05.10, 15:31
    verdana napisała:

    > W takim wypadku uwazam, ze Gaba totalnie olała potrzeby swoich
    > córek. Za te dwa miesiace w Pobiedziskach mogła naprawde zalatwić im
    > trzy w jakims atrakcyjniejszym miejscu. Dwa miesiące na pewno nie
    > wypadły taniej niz dwa tygodnie wakacji z rodziną czy oboz.



    Oprocz watku "Gabie smierdza nogi" to najbardziej czepialski watek na tym forum.
    Niewysyłanie dzieci na wakacje nie jest zbrodnia. Niewysyłanie dzieci na obozy jezykow, jezdzieckie, sportowe nie jest zbrodnia. Co wiecej, nie uwazam aby bylo to nawet pomniejsze zaniedbanie wychowawcze. Pomijajac kwestie finansowe - nie kazde dziecko chce wyjezdzac na obozy, chocby nie wiem jak atrakcyjne. Piszesz o olaniu potrzeb - ale czemu zakladasz ze kazde dziecko ma identyczna potrzebe spedzania calych wakacji z rodzina albo tez spedzania ich w stadzie rowiesnikow?
    Mozna tez rowazyc czy rzeczywiscie kalkulujac na zimno - nie lepiej wyslac dziewczynki na 2 miesiace na wies, gdzie do dyspozycji byl ogrod, las, jeziora, swieze powietrze, mlodzeiez miejscowa oraz przyjezdna jako najwazniejsza atrakcja w tym wieku czy za te same pieniadze pojechac wspolnie na mazury i cieszyc sie tymi dwoma tygodniami a potem przez 6 tyg kisic sie w mieszkaniu przy Roosvelta?

  • verdana 25.05.10, 15:38
    Cóż, dla mnie jest. Prawdę mówiąc uwazam zapewnienie dziecku z
    wielkiego miasta wakacji za jeden z podstawowych rodzicielskich
    obowiązków. I to wakacji takich, aby nie byly wyłącznie
    przechowalną.
    Wakacje w Pobiedziskach raz - OK, nie czepiam się. Wakacje w
    Pobiedziskach co roku oznaczają, że dziewczyny nigdzie nie jeżdżą,
    nic nie zwiedzają, nie poznają świata. Tylko Poznań i Pobiedziska.
    Mało.
    Nie czepiam się ludzi, ktorych na to nie stać. Ale Gabę stać, skoro
    ma na dwa miesiące w Pobiedziskach.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • k_linka 25.05.10, 16:21
    Verdano, wydaje mi sie, ze nadinterpretujesz. Jankowiakowie wysyłaja list do
    dziewczynek z zaproszeniem na wakacje - chca zatem je goscic. Gabriela nie
    zniosłaby mysli, ze sprawia klopot, a list oddala jej skrupuly - ja tu wyczytuje
    ze pobyt dziewczynek nie jest obciazeniem finansowym ani organizacyjnym dla
    gospodarzy (moze Gabriela placi za pobyt niewielkie kwoty, moze rewanzuje sie
    praktycznym acz kosztownym prezentem, na ktory sklada caly rok?) List adresowany
    byl do dziewczynek wiec Gabriela nie miala szans na realizacje innych planow -
    zatem Pyza i Tygrys musialy chciec jechac, Pyza jest ulegla i poczciwa, ona
    moglaby sie "poswiecic" ale Tygrys musial chcec jechac - nie sadze zeby
    drapiezny Tygrys wyrywal sie do "przechowalni", gdzie spedza sie dzien heklujac
    i pielac grzadki!


    Powiem szczerze ze czytajac o tych "podstawowych obowiazkach" przypominam sobie
    dawna dyskusje na jakims forum na temat tego ze jak sie ma dzieci, to trzeba
    miec pieniadze, bo co to za dziecinstwo, jak rodzicow nie stac na wakacje za
    granica...
  • verdana 25.05.10, 17:35
    Ccą nie chcą - dwa miesiace utrzymywania dzieci to za dużo. To jest
    naprawdę duży wydatek i wypada dolozyć się do utrzymania, nawet jak
    pada propozycja przyjazdu. Nie ma żadnej mozliwosci, aby
    dwumiesięczne wyżywienie dorastających dziewczynek nie było
    obciążeniem finansowym, a państwo Jankowiakowie nie są opisywani
    jako ludzie, dla ktorych dodatkowe wydatki nie są zadnym problemem.
    A z wolą Tygryska nieszczególnie się w domu liczono.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 25.05.10, 20:51
    verdana napisała:

    Nie ma żadnej mozliwosci, aby
    > dwumiesięczne wyżywienie dorastających dziewczynek nie było
    > obciążeniem finansowym, a państwo Jankowiakowie nie są opisywani
    > jako ludzie, dla ktorych dodatkowe wydatki nie są zadnym problemem.

    Nie jestem co prawda dziewczynką - a szkoda - i jestem poza tym sztuk jeden ale
    pamiętam że spędziłem wakacje na wsi, prawdziwej bo Pobiedziska to jednak
    trudno zaliczyć do do powyższej kategorii - prawie dwa miesiące przy czym koszt
    mojego pobytu wynosił prawie na pewno 0 zł.
    Po prostu - wszystko było swoje - wlasny chleb, własne wędliny, własne mleko i w
    ogóle wszystko. Do dzisiaj pamiętam te wakacje jako jedne z najpiekniejszych w
    życiu i bardzo żałuję że bodajże dwa razy mialem mozliwość coś takiego przeżyć.
    Rodzice wcale nie są wtedy potrzebni - naprawdę. Dla chłopaka w wieku
    nastoletnim mozliwość spędzenia wakacji, nawet u rodziny, ale bez kontroli
    rodziców, jest czymś wspaniałym.
    No cóż, tylko że w moim przypadku to był początek lat 70-tych - ale smak chleba
    wypiekanego na liściach chrzanowych - coś wspaniałego!!
  • nessie-jp 25.05.10, 20:54
    > Po prostu - wszystko było swoje - wlasny chleb,
    > własne wędliny, własne mleko

    Z nieba spadało w postaci manny?

    Przecież to, co zjadłeś, komuś zostało zabrane. Ktoś inny już tego nie mógł
    zjeść albo sprzedać. To, że czegoś nie trzeba kupić, nie oznacza, że ma się to
    za darmo.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
  • lezbobimbo 25.05.10, 21:27
    andrzej58585858:
    > > Po prostu - wszystko było swoje - wlasny chleb,
    > > własne wędliny, własne mleko

    nessie-jp napisała:
    > Z nieba spadało w postaci manny?
    > Przecież to, co zjadłeś, komuś zostało zabrane. Ktoś inny już tego
    >nie mógł> zjeść albo sprzedać. To, że czegoś nie trzeba kupić, nie
    >oznacza, że ma się to> za darmo.

    Uwielbiam wyliczanki :)))
    Zeby tego, co wymienil Andrzej, nie trzeba bylo kupic, to chleb
    musialby byc wypieczony we wlasnorecznie zbudowanym piecu chlebowym
    (glina na cegly tez osobiscie wykopana i wypalona) opalanym
    wlasnorecznie wydobytym weglem lub zebranym drewnem; maka na ten
    chleb musialaby pochodzic z wlasnego pola, osobiscie obsianego i
    zzetego, wedliny z wlasnorecznie ubitych zwierzat przedtem hodowanych
    conajmniej jeden sezon (i kupionych tez od kogos, chyba ze
    wlasnorecznie zlapanych w lesie) a wlasne mleko wiadomo, od wlasnych
    wymion osobiscie hodowanych krasuli.
    U Jankowiaków jest tylko ogródek - prowadza tez sklep warzywny
    (ciekawe ile sami hoduja tak przy okazji) ale cala reszte jedzenia
    musza jednak kupic, chociazby od sasiadów. Nie watpie, ze Gaba im
    zwrócila forse (doslownie odczytuje to, ze fundowala dziewczynkom 2
    miesiace tam). A Jankowiakowie zapraszali oficjalnie a listownie, aby
    sie nie krepowala im wysylac dzieci, w koncu nie krewnych, na tyle
    czasu.

    I zgadzam sie co do tego, ze wszystko byloby calkiem normalne, gdyby
    nie to Gabine biadanie nad forsa w CR - zamiast jakos inaczej
    wymyslec powód
    dlaczego dziewczynki musza tam jezdzic, MM napisala fuszerke w tym
    momencie. Wystarczajacym powodem dlaczego tam mialy dzieci jechac,
    byloby to, ze lubia i znaja starszych panstwa. Juz pomijajac, ze dla
    miastowych dzieciach mieszkajacych bezposrednio przy jednym z
    najruchliwszych punktów komunikacyjnych, wczasy na wsi przy jeziorach
    to zdrowe i wesole (sama jestem poznanskie dziecko bruku miejskiego i
    uwielbialam spedzac lato wlasnie na wielkopolskich piaskach i lasach
    przy jeziorach).

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy
    Only Bimbosiostra
  • andrzej585858 25.05.10, 21:36
    lezbobimbo napisała:


    >
    > Uwielbiam wyliczanki :)))
    > Zeby tego, co wymienil Andrzej, nie trzeba bylo kupic, to chleb
    > musialby byc wypieczony we wlasnorecznie zbudowanym piecu chlebowym
    > (glina na cegly tez osobiscie wykopana i wypalona) opalanym
    > wlasnorecznie wydobytym weglem lub zebranym drewnem; maka na ten
    > chleb musialaby pochodzic z wlasnego pola, osobiscie obsianego i
    > zzetego, wedliny z wlasnorecznie ubitych zwierzat przedtem hodowanych
    > conajmniej jeden sezon (i kupionych tez od kogos, chyba ze
    > wlasnorecznie zlapanych w lesie) a wlasne mleko wiadomo, od wlasnych
    > wymion osobiscie hodowanych krasuli.

    Bardzo prawdziwy opis i jak najbardziej rzeczywisty.
    Znam to z autopsji jakby ktos miał wątpliwości.

  • ateh7 25.05.10, 21:44
    Ja też coś takiego pamiętam ze wsi, z wyjątkiem pieczenia chleba, bo chleb
    kupowało się w sklepie. Ale piec do pieczenia chleba był. Piłam też mleko prosto
    od krowy, z pianą i ciepłe. Ehh, wspomnienia...
  • lezbobimbo 25.05.10, 21:54
    andrzej585858 napisał:
    > Bardzo prawdziwy opis i jak najbardziej rzeczywisty.
    > Znam to z autopsji jakby ktos miał wątpliwości.

    Oczywiscie wystukalam tenze opis, aby zaznaczyc, ze Jankowiakowie
    mieli tylko ogródek, sklep warzywny i kota. O ile nie doili kota, to
    wszystko poza wlasnymi owocami i warzywami musieli kupowac w sklepie
    pobiedziskim albo od sasiadów przynajmniej barterowac :-) Co prawda
    na wsi zwykle jedzenie jest tansze niz w miescie, zwlaszcza w sezonie
    letnim, ale zawszec cos by kosztowalo utrzymac dwie nastoletnie panny
    przez 2 miesiace. Wiec nie ma sily, Gaba musiala wyskakiwac z bejmów
    :)
  • mama_kotula 25.05.10, 23:43
    Bimbo, ale nawet nie o to chodzi, czy Jankowiakowie mieli ogródek i kota, ale o
    to, że jeśli np. ich krowa daje literek mleka dziennie (nie mam pojęcia ile
    mleka dają krowy :P:P), to przy 4 osobach każdy wypije po szklance i po mleku, a
    przy dwóch np. jeszcze się z tego zrobi naleśniki.
    Nie ma czegoś takiego jak koszty 0 zł, do cholery, to zawsze jest czyjaś praca,
    czyjś czas, wreszcie - czyjeś utracone zyski.

    --
    W opłaty mieszkaniowe mam wliczone korzystanie ze śmietnika obok bloku. Mam
    więc pełne prawo wejść do niego z głową i wytarzać się w nim.Tylko, że nie
    korzystam z tego prawa. Po prostu się odwróć i nie gap się na cudze krocze,
    mimo, że masz do
    tego prawo.
    - by Ananke666.
  • lezbobimbo 26.05.10, 00:11
    mama_kotula napisała:
    > Bimbo, ale nawet nie o to chodzi, czy Jankowiakowie mieli ogródek i
    >kota, ale o> to, że jeśli np. ich krowa daje literek mleka dziennie
    > Nie ma czegoś takiego jak koszty 0 zł, do cholery, to zawsze jest
    >czyjaś praca,> czyjś czas, wreszcie - czyjeś utracone zyski.

    Oczywiscie, przeciez wiem to, tylko Andrzej sie zachwycil
    nostalgicznie moim opisem, zamiast podliczyc ile czasu i recznej
    harówy kosztuje takie "swoje" jedzenie zeby "nic" nie kosztowalo
    oprócz tejze harówki.. osobiscie wydobywany wegiel zwlaszcza :P

    A zeby chociaz jedna krowe wyzywic musieliby tez skads miec na pasze
    i weterynarza dla niej. Na pastwisko tez wypadaloby ja przegonic,
    chyba ze ma caly czas stac w oborze i doznawac depresji tudziez
    krzywicy..
    Przy okazji wyobrazilam sobie jak by to pieknie bylo, jesli
    Jankowiakowie mieliby chociaz jedna krowe :))))) Wtedy panny
    pomagalyby nie tylko przy zmywaniu, ale i przy zmianie zasiusianej
    sciólki i usuwaniu krowich placków, przy dawaniu paszy, przy dojeniu
    no i pasaniu.. :)
    Kazda szklanka mleka ocieka rzesistym potem ludu robotniczego miast i
    wsi! (zwlaszcza wsi).

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • ananke666 26.05.10, 11:48
    > to, że jeśli np. ich krowa daje literek mleka dziennie (nie mam pojęcia ile
    > mleka dają krowy :P:P)

    Hihi :) Krowa daje od kilkunastu do kilkudziesięciu litrów mleka dziennie.
    Zależy od rasy, fazy laktacji, żywienia, częstości udoju itp. Niby jak dziennie
    ubędzie parę litrów (nie na samo wypicie, tylko produkcję śmietany i sera,
    znacznie droższych i bardziej surowcożernych, masło domowe mało kto robi) to
    jest niewiele, ale jednak. Cena mleka w skupie - 1-1,20 zł/l. Jeśli goście
    zużyją w czystym mleku, serze, śmietanie głupie dwa litry dziennie, za
    miesięczny pobyt jesteś 6-7 dych w plecy. Na samym mleku.
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 26.05.10, 18:51
    Oj ja teoretycznie pisałam, bo nie znam się na krowach :>
    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa
    narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz.
    - by Lezbobimbo
  • lezbobimbo 26.05.10, 19:17
    mama_kotula napisała:
    > Oj ja teoretycznie pisałam, bo nie znam się na krowach :>

    Btw. zeby krowa w ogóle zaczela dawac mleko, to musi byc w
    odpowiednim wieku, aby zostac zaciazona chociaz raz.. dopóki wiec nie
    zacznie dawac mleka, krówka tylko koszta i obornik daje :P

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by
    klymenystra :)
  • nessie-jp 25.05.10, 21:56
    > Uwielbiam wyliczanki :)))
    > Zeby tego, co wymienil Andrzej, nie trzeba bylo kupic, to chleb
    > musialby byc wypieczony we wlasnorecznie zbudowanym piecu chlebowym
    > (glina na cegly tez osobiscie wykopana i wypalona) opalanym
    > wlasnorecznie wydobytym weglem lub zebranym drewnem;

    A i wtedy wcale nie byłoby "darmowe" -- koszty pracy, jaką ktoś musiał włożyć w
    utrzymanie Andrzeja, były przecież bardzo duże.

    To faktycznie spuścizna epoki socjalizmu, ta wiara, że praca nic nie kosztuje i
    nic nie jest warta. Z tego się również bierze błędne przekonanie, że czy się
    stoi, czy się leży... :(

    Podstaw ekonomii, a chociażby definicji pojęć związanych z kosztami, pracą i
    kosztem alternatywnym powinni uczyć w podstawówce i powinno to być wymagane na
    maturze, jak kiedyś -- nie przymierzając -- wiedza o marksizmie-leninizmie...

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • lezbobimbo 25.05.10, 22:05
    nessie-jp napisała:
    > A i wtedy wcale nie byłoby "darmowe" -- koszty pracy, jaką ktoś
    >musiał włożyć w utrzymanie Andrzeja, były przecież bardzo duże.

    Oczywiscie, ale juz litosciwie nawet nie wliczylam kosztu pracy w to
    wszystko. Zgadzam sie najzupelniej, ze slodka bajka jest utrzymywanie
    ze utrzymanie sie na wsi oraz jedzenie z wlasnego krzaka kosztuje 0.
    (nawet Gaba to wie, oplacajac dziewczynkom pobyt u Jankowiaków).

    > Podstaw ekonomii, a chociażby definicji pojęć związanych z
    >kosztami, pracą i> kosztem alternatywnym powinni uczyć w podstawówce
    >i powinno to być wymagane na> maturze, jak kiedyś -- nie
    >przymierzając -- wiedza o marksizmie-leninizmie...

    Troche podstaw bankowosci tez by sie swoja droga przydalo (n.p. co to
    znaczy kredyt, koszt splacania na raty itd :) zeby potem ludzie juz
    dorosli nie nabierali sie na podstepne kredyty i wielkie pozyczki na
    konsumpcje..

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy
    Only Bimbosiostra
  • andrzej585858 25.05.10, 21:31
    nessie-jp napisała:

    >
    > Z nieba spadało w postaci manny?
    >
    > Przecież to, co zjadłeś, komuś zostało zabrane. Ktoś inny już tego nie mógł
    > zjeść albo sprzedać. To, że czegoś nie trzeba kupić, nie oznacza, że ma się to
    > za darmo.

    Komuś zostało zabrane?
    Muszę przyznać że jak dla mnie jest to stwierdzenie które jest symbolem końca
    pewnej epoki.
    Mam dziwne wrażenie, graniczące z pewnością, iz moja ciocia u której spędzałem
    te wakacje obraziłaby się śmiertelnie gdyby ktoś jej powiedział że mogłaby
    sprzedać to, czym mnie karmiła przez okres wakacji.
    Ech
    >
  • slotna 25.05.10, 21:48
    > Komuś zostało zabrane?
    > Muszę przyznać że jak dla mnie jest to stwierdzenie które jest symbolem końca
    > pewnej epoki.
    > Mam dziwne wrażenie, graniczące z pewnością, iz moja ciocia u której spędzałem
    > te wakacje obraziłaby się śmiertelnie gdyby ktoś jej powiedział że mogłaby
    > sprzedać to, czym mnie karmiła przez okres wakacji.

    Przeciez nie chodzi o to, czy ciocia by sie obrazila czy nie, tylko o to, ze tak czy siak - kosztowalo. Dla mnie wlasnie twoja informacja o tym, ze koszty wynosily 0 jest stwierdzeniem z tamtej epoki ;) Nie kupilem, to znaczy, ze samo przypelzlo. Ok, moze pomagales tam dzielnie i faktycznie sie zerowalo, bo gdyby nie to, musieliby np. zatrudnic parobka na wakacje. Ale nic nie spadalo z nieba.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • verdana 25.05.10, 21:53
    Ciocia a znajomi starsi państwo to zupełnie co innego. Cioci nikt
    niczego zwracac nie musi, stosunkowo dalekim znajomym - zdecydowanie
    powinien.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 25.05.10, 21:52
    > Komuś zostało zabrane?
    > Muszę przyznać że jak dla mnie jest to stwierdzenie które jest symbolem końca
    > pewnej epoki.

    Mówisz o socjalizmie? Faktycznie -- nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad
    (there is no such thing as a free lunch). KTOS zawsze poniesie koszty. Inaczej
    być po prostu nie może, bo nie żyjemy w Rajskim Ogrodzie, tylko w świecie
    bezlitośnie materialnym.

    > Mam dziwne wrażenie, graniczące z pewnością, iz moja ciocia u której spędzałem
    > te wakacje obraziłaby się śmiertelnie gdyby ktoś jej powiedział że mogłaby
    > sprzedać to, czym mnie karmiła przez okres wakacji.

    Ale co to ma do rzeczy?

    Czy gdyby cię karmiła tym, co kupiła w sklepie, to nie obraziłaby się na
    stwierdzenie, że mogłaby cię nie finansować, a zamiast tego kupić coś dla
    siebie? Oczywiście, że by się obraziła.

    Ja protestuję tylko przeciwko bezrefleksyjnemu, naiwnemu stwierdzeniu, że twoje
    wakacje na wsi NIE KOSZTOWAŁY NIC. Ależ kosztowały. To, że ty czy twoi rodzice
    nie ponosiliście tych kosztów nie oznacza, że ich nie było.

    Zastanów się, co się działo z mlekiem, wędlinami czy zbożem w domu twojej cioci,
    kiedy ciebie tam nie było. Znikały? A może magicznie pojawiało się ich więcej
    wraz z twoim przyjazdem?

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • andrzej585858 25.05.10, 22:32
    nessie-jp napisała:


    >
    > Ja protestuję tylko przeciwko bezrefleksyjnemu, naiwnemu stwierdzeniu, że twoje
    > wakacje na wsi NIE KOSZTOWAŁY NIC. Ależ kosztowały. To, że ty czy twoi rodzice
    > nie ponosiliście tych kosztów nie oznacza, że ich nie było.
    >
    > Zastanów się, co się działo z mlekiem, wędlinami czy zbożem w domu twojej cioci
    > ,
    > kiedy ciebie tam nie było. Znikały? A może magicznie pojawiało się ich więcej
    > wraz z twoim przyjazdem?

    W kategoriach bezwzględnych oczywiście że kosztowało to wszystko - tylko że
    nikomu do głowy nawet nie przyszło aby w ten sposób myśleć. I nie ma to nic
    wspólnego z socjalizmem czy też innym ustrojem, gdyż i dzisiaj jest jeszcze
    wiele osób które nie kalkulują kosztów, zwłaszcza wtedy gdy goszczą u siebie
    kogoś z rodziny.
    A nawet jeżeli nie jest to rodzina, lecz ktos bardzo zaprzyjaźniony.

    >
  • lezbobimbo 25.05.10, 22:44
    andrzej585858 napisał:
    gdyż i dzisiaj jest jeszcze
    > wiele osób które nie kalkulują kosztów, zwłaszcza wtedy gdy goszczą
    >u siebie> kogoś z rodziny.> A nawet jeżeli nie jest to rodzina, lecz
    >ktos bardzo zaprzyjaźniony.

    Gaba niekoniecznie byla bardzo zaprzyjazniona z Jankowiakami, a nawet
    jesli, to przeciez tym bardziej nie narazalaby ich na koszty jej
    dzieci.
    Sa ludzie, którzy sa zamozni i moga miesiacami karmic kogos z rodziny
    czy znajomych bez uszczerbku na majatku, ale Jankowiakowie raczej do
    takich krezusów nie naleza. Sa tez ludzie na tyle wielkoduszni,
    którzy nakarmia przyjaciól, ale wlasnie takich osób wstydzilabym sie
    wykorzystywac przez cale wakacje.
    Gdybym slala moje hipotetyczne i rozhukane bochry komus na glowe, to
    nie tylko bym zwrócila za to, co przezra i zuzyja, ale i troche
    dodatkowo bym wybulila za zajecie sie tymi klopotliwymi pociechami -
    nawet jesli uszczesliwiala moich najlepszych przyjaciól albo kogos z
    mej mleczno-krewnej rodziny.

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • nessie-jp 25.05.10, 23:11
    > W kategoriach bezwzględnych oczywiście że kosztowało to wszystko - tylko że
    > nikomu do głowy nawet nie przyszło aby w ten sposób myśleć.

    O, za pozwoleniem -- TOBIE nie przyszło do głowy pomyśleć, że narażasz kogoś na
    koszty swoim pobytem u niego. To nie znaczy, że nikomu nie przyszło.

    Wręcz przeciwnie -- elementarne i bardzo, bardzo dawno znane zasady dobrego
    wychowania każą pamiętać, że gospodarz ZAWSZE ponosi koszty twojego pobytu u
    niego i nakazują się odwdzięczyć. Nawet, gdyby koszty poniesione przez
    gospodarza były niewielkie. Nawet, gdyby gospodarz był zamożniejszy od ciebie.

    Nie wiem więc nadal, o końcu jakiej epoki mówisz. Chyba że masz na myśli koniec
    beztroski dzieciństwa, kiedy o kosztach się nie myślało, bo pieniądze dawali
    rodzice.


    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
  • slotna 25.05.10, 23:46
    > W kategoriach bezwzględnych oczywiście że kosztowało to wszystko - tylko że
    > nikomu do głowy nawet nie przyszło aby w ten sposób myśleć.

    W "ten sposob" to znaczy jaki? Logiczny? Czy tez chodzi ci o to, ze jednak wszyscy mysleli i wiedzieli dobrze, ze twoj pobyt tam kosztuje - ale bylo to po prostu wliczone w cene posiadania rodziny i w pewien sposob sie jednak zerowalo? Ciocia oczywiscie cie lubila, cieszyla sie na twoj przyjazd, wy pewnie pomagaliscie jej w roznych sytuacjach. Tak byc moglo i u Borejkow, gdyby akcja toczyla sie za PRLu i zarcie latwiej bylo zdobyc na wsi - oni za to mogli sie odwdzieczac wata, jak akurat rzucili ;)

    I nie ma to nic
    > wspólnego z socjalizmem czy też innym ustrojem, gdyż i dzisiaj jest jeszcze
    > wiele osób które nie kalkulują kosztów, zwłaszcza wtedy gdy goszczą u siebie
    > kogoś z rodziny.

    Niestety nadal jest jeszcze wiele osob, ktore nie kalkuluja kosztow, nie tylko, gdy kogos goszcza, ale rowniez gdy planuja miesieczny budzet, kupno samochodu na kredyt czy posiadanie dziecka.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • mama_kotula 25.05.10, 23:53
    Cytat
    i dzisiaj jest jeszcze wiele osób które nie kalkulują kosztów, zwłaszcza wtedy gdy goszczą u siebie kogoś z rodziny.


    Ja podle kalkuluję. Nie tyle koszty finansowe, co koszty czasu i energii. Ale moja rodzina jest w stanie zrozumieć, że dla mnie wyjście na większe zakupy to poważne wyzwanie logistyczne, zwłascza, że a) jestem niezmotoryzowana, b) muszę na te zakupy ciągnąć za sobą dwójkę upiornych dzieci. Tak, że w temacie goszczenia goście przeważnie przywożą sporą wałówkę albo oferują stałą pomoc w zakupach itp.
    Dziś np. moja mać ukochana wpadła do mnie na pół dnia, przynosząc w darze kurzęce cycki oraz mleko :P, a następnie wpadła drugi raz z paką papieru toaletowego :P

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • dakota77 25.05.10, 22:44
    Tyle ze panstwo Jankowiakowie jednak pozywienie, poza owocami moze i
    jakimis ziolakmi musza zdobywac w sklepie:)
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll
  • ananke666 25.05.10, 22:59
    andrzej585858 napisał:

    > Nie jestem co prawda dziewczynką - a szkoda - i jestem poza tym sztuk jeden ale
    > pamiętam że spędziłem wakacje na wsi, prawdziwej bo Pobiedziska to jednak
    > trudno zaliczyć do do powyższej kategorii - prawie dwa miesiące przy czym kosz
    > t
    > mojego pobytu wynosił prawie na pewno 0 zł.
    > Po prostu - wszystko było swoje - wlasny chleb, własne wędliny, własne mleko i
    > w
    > ogóle wszystko.

    Nie rozśmieszaj mnie. Widziałeś u Jankowiaków jakąś krowę? Kurę? Pole? Tam jest
    tylko ogródek.

    Po drugie, swój chlebek nie kosztuje 0 zł. Kosztuje młynarza (chyba ciocia nie
    zasuwała przy żarnach?), opał do pieca chlebowego, który z nieba nie spadał i
    parę innych drobiazgów, nie licząc pracy, oczywiście. Ziarno zeżarte, nie licząc
    kosztów hodowli, kosztowało tyle, ile dostałaby ciocia za nie w skupie. Mleko
    tyle, ile dostałaby w mleczarni (chyba że ciocia miała 1 bardzo kiepską krowę i
    zużywała cały dzienny udój na własne potrzeby), czyli w ostatecznym rozrachunku
    i tak wyjdzie, że ciocia ma mniej w kieszeni podczas pobytu gości. Powtarzam, to
    wszystko bez kosztów hodowli.

    Własne wędliny, haha. Ubój jest raz na jakiś czas, wtedy ma się swoje, a resztę
    się sprzedaje. Przez resztę roku kupuje się, jeśli swojskie, to od tego sąsiada,
    u którego akurat było świniobicie.

    W gospodarstwie prawie wszystko kosztuje, nawet durna trawa. Bo to, czego nie
    zjedzą nasze krowy, leci na sprzedaż i mamy z tej trawy, a raczej siana,
    konkretny pieniądz. Nie mówiąc o tym, że trzeba albo pokryć koszt paliwa do
    kosiary, albo zapłacić za skoszenie. Za darmo to masz deszcz, wodę ze studni i
    to, co i tak by się zmarnowało. A dobry gospodarz marnuje niewiele, bo nadwyżki
    stara się sprzedawać. W elektrowni nie płaci się pomidorami, tylko gotówką.
    --
    Tupecik
  • ewaty 25.05.10, 23:10
    andrzej585858 napisał:

    Nie jestem co prawda dziewczynką - a szkoda - i jestem poza tym
    sztuk jeden ale
    > pamiętam że spędziłem wakacje na wsi, prawdziwej bo Pobiedziska to
    jednak
    > trudno zaliczyć do do powyższej kategorii - prawie dwa miesiące
    przy czym kosz
    > t
    > mojego pobytu wynosił prawie na pewno 0 zł.
    > Po prostu - wszystko było swoje - wlasny chleb, własne wędliny,
    własne mleko i
    > w
    > ogóle wszystko. Do dzisiaj pamiętam te wakacje jako jedne z
    najpiekniejszych w
    > życiu i bardzo żałuję że bodajże dwa razy mialem mozliwość coś
    takiego przeżyć.
    > Rodzice wcale nie są wtedy potrzebni - naprawdę. Dla chłopaka w
    wieku
    > nastoletnim mozliwość spędzenia wakacji, nawet u rodziny, ale bez
    kontroli
    > rodziców, jest czymś wspaniałym.
    > No cóż, tylko że w moim przypadku to był początek lat 70-tych - ale
    smak chleba
    > wypiekanego na liściach chrzanowych - coś wspaniałego!!




    Wiesz co, ja akurat większość wakacji z dzieciństwa spędzałam na wsi-
    nie u biologicznej rodziny, ale u pani, która nam wynajmowała
    letnisko i która w końcu stała się członkiem naszej rodziny.Były to
    dla mnie najcudowniejsze czasy, wcale nie chciałam na żadne kolonie,
    a miejsce w środku lasu , bez ludzi, miałam zawsze czas dla siebie i
    swojej wyobraźni. I super była pomoc w gospodarstwie, dzięki czemu
    umiem doić krowę, kozę, wykarmić kury, gęsi, indyki oraz upiec piec
    na chrzanowych liściach. I wiesz co? Po obserwacji dzikiej tyrki tej
    kobieciny, która do nieba to powinna być żywcem zabrana, dostaję
    regularnego szału na hasło" to nic nie kosztuje". Ona też tak
    liczyła- bo przecież co kosztuje ręczne pielenie ziemniaków, marchwi,
    brukwi, karmienie kur, znoszenie w płachcie siana na zimę dla żywizny
    itd (za konia bądź traktor trzeba zapłacić...).I jej rodzina też
    wychodziła z takiego założenia- wyjeżdżali uginającym się od warzyw,
    jajek itp. samochodem- wszystko darmo! A matce zostawiali z kur-
    kurze łapy- mam na myśli tę końcówkę z pazurami.
    Chleb na chrzanie- pychota! Najpierw trzeba wyrobić ciasto,
    równolegle napalić w piecu ( czyli wcześniej ściągnąć z lasu drewno,
    wysuszyć i pociąć), jak się wypali- wyciągnąć, omieść piec, sprawdzić
    temperaturę( rzuca się trochę mąki i patrzy, czy się nie pali),
    wyrośnięte bochenki na łopacie wsadzić do pieca, jak się upieką wyjąć
    na lniane ściereczki do ostudzenia (aha, wcześniej polecieć po liście
    chrzanu), potem wsadza się zwykle ciasto drożdżowe, aby nie tracić
    temperatury (wcześniej trzeba wyrobić), jak się upiecze, temperatura
    jest odpowiednia do suszenia owoców (jabłka, gruszki- a! trzeba
    wcześniej zebrać!), a potem w piecu umieszcza się drewno, by wyschło
    na następną edycję ( czyli ściągnąć, popiłować). To są godziny
    roboty. Fizycznej.
    Jak ktoś twierdzi, że to nic nie kosztuje...
  • nessie-jp 25.05.10, 23:44
    Doskonale opisałaś to, o co mi chodziło. Mnie również robi się czerwono przed
    oczami na hasło "to nic nie kosztuje".

    Co dziwne, to chyba tylko Borejkowie w Jeżycjadzie rozumują w taki sposób, jak
    Andrzej. Inne, mniej inteligenckie rody widzą te sprawy całkiem inaczej. Józef
    Kowalik, zaledwie rybak, gdzie mu tam do filologa klasycznego, nie oczekuje, że
    utrzymanie jego córki przez rodzinę będzie kosztowało 0 zł -- przysyła paczki
    żywnościowe (węgorze bodajże). I w drugą stronę -- jako że bliscy sąsiedzi,
    Kurkowie, zapraszają go często na obiady, prosi Anielę o kupienie dla nich
    jakichś trudno dostępnych drobiazgów odzieżowych (pończochy czy rajstopy). To
    jest zupełnie normalne, naturalne i nikogo nie dziwi, że za grzeczność i
    uczynność odpłaca się taką samą grzecznością i troską.

    Również syn prymitywnego małorolnego, Wojtek, mąż Krystyny, przywozi goszczącym
    go Zakom żarełko, sprząta mieszkanie na Wielkanoc. Mimo, że pobyt Wojtka i
    Krystyny kosztuje Zaków "0 zł".

    A nasza droga filolog klasyczny podsyła córki "za darmo" na wakacje do Anieli,
    "za darmo" na wakacje do Pobiedzisk...?

    Jednak mimo wszystko wolę wierzyć, że Gaba umie się zachować i w jakiś sposób
    się przyjaciołom i znajomym rewanżuje za wakacje córek. Wolę wierzyć, że po
    prostu autorka nie pomyślała, żeby o tym napisać. Wolę wierzyć, że Gabunia nie
    wychodzi z założenia, że ciężka praca fizyczna ojca Anieli czy państwa
    Jankowiaków "nic nie kosztuje".

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • lezbobimbo 26.05.10, 00:29
    nessie-jp napisała:
    > Co dziwne, to chyba tylko Borejkowie w Jeżycjadzie rozumują w taki
    >sposób, jak Andrzej.

    Murejki rozumuja tak wyraznie przede wszystkim przy niemowletach w
    ostatnich tomach - dziecko zje tylko kaszke (czyli jak sama nazwa
    wskazuje, manne sama spadla z nieba za darmo), dziecko "usprawnia"
    rodzine, domek dla Pyzy sam sie zbuduje i oplaci etc.

    > A nasza droga filolog klasyczny podsyła córki "za darmo" na wakacje
    >do Anieli,> "za darmo" na wakacje do Pobiedzisk...?

    Nie, nie, jak dla mnie to w CR wyraznie stoi bykiem pastewnym, ze
    Gaba mogla zafundowac córkom 2 miesiace wakacji u starszych panstwa
    (oprócz samego wyjazdu). Mam tez wiec nadzieje, ze to oznacza, ze
    chyba nie doila starszych panstwa swoimi córami? Bo inaczej to by
    byla krzyczaca niesprawiedliwosc, krwawa poruta, wstyd jak stad do
    Pernambuko..

    >Wolę wierzyć, że Gabunia nie wychodzi z założenia, że ciężka praca
    >fizyczna ojca Anieli czy państwa Jankowiaków "nic nie kosztuje".

    Anieli ojciec juz jest chyba na emeryturze? Czy jeszcze kutruje w
    NiN? Moze i Anieli swiatowa gaza utrzymuje ojca i z glodu mu pasc nie
    da. No i Gaba sypie Nutrii tym tajemniczym, wdowim "groszem", kiedy
    siostra ma zabrac do Leby dziewczynki. Ciekawe, czy i Anieli Gaba tez
    sypnela za wakacje swoich Gabid? Chyba tak - skapiradlem nieuzytym
    robi sie przez ten nieszczesny moment w CR, ale w NiN trzesie mnogo
    kabza..

    Zastanawia mnie tez, ile wlasciwie Jankowiakowie pracuja ciezko
    fizycznie. Maja ten ogród i sklep warzywny. Jesli sprzedaja tylko to,
    co im wyrosnie, to musza owszem niezle sie nalatac, zeby sklep
    towarem zapelnic..
    Pracuja tez przy domu oczywiscie (babcia Jedwabna sprzata, pierze itd
    a Broneczek wrecz cos tam buduje i naprawia) ale pewnie Gaba sama
    harujaca za caly dom recznie (zeby tylko nie poczuc pewnych uczuc do
    konca) tez nie liczy pracy (zwlaszcza tej domowej) jako czegos, za co
    sie placi (niczym Andrzej).

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • ananke666 26.05.10, 01:30
    Ewaty, gorzej jeszcze, dopiszę swoje. O gotówce.

    Załóżmy, że mówimy o tradycyjnym, staroświeckim gospodarstwie rolnym, które ze
    zdobyczy cywilizacji posiada elektryczność.

    Drewno to nie każdy sobie może z lasu wyrąbać, tylko najczęściej musi je kupić
    albo w pniach, albo już pocięte. Wakacje spędzałam głównie na wsi i niejeden raz
    zdarzyło mi się w towarzystwie drugiej miejskiej kuzynki rozładowywać przyczepy
    z owym drewnem. Proszę co poniektórych o sprawdzenie ile kosztuje tona drewna i
    na ile ono wystarcza. Proszę sprawdzić cenę węgla. No chyba, że ktoś ma własną
    kopalnię!
    Jeśli gotujemy, koszt rośnie niewiele. Ale jeśli się na przykład myjemy, to
    owszem, podgrzanie wody ma wymierny koszt w opale. Podobnie, jeśli ktoś posiada
    łazienkę i dowolny sposób podgrzewania wody do mycia - rachunek za higieniczne
    potrzeby gości będzie odpowiednio większy.
    To samo z praniem (proszek do prania też z nieba nie spada) i ogólnie
    użytkowaniem elektryczności. Gospodarz za opał i elektryczność płaci żywą gotówką.

    Mleko od krów pozostałe po zaspokojeniu potrzeb gospodarzy wędruje do mleczarni.
    Goście wypiją mleko, zeżrą ser i śmietanę - zapłata z mleczarni będzie mniejsza,
    czyli strata gospodarza.

    Mąkę załóżmy że ktoś ma ze swojego zboża. Ona się sama nie zmieli. Pojedzie do
    młyna, a tam gospodarz zapłaci żywą gotówką.
    Ziarno zeżarte nie zostanie sprzedane - strata gospodarza, który w skupie
    dostanie mniej. A to ziarno musi zapłacić za następny zasiew. Nie mówię o
    kosztach pracy ludzkiej, którą gospodarz wykona sam, ani ziarnie, które
    gospodarz już ma, tylko o gotóweczce, za którą nabędzie dodatkowe nawozy i
    środki przeciwko szkodnikom, parszywy sznurek do snopowiązałki, zapłaci za
    użytkowanie maszyn rolniczych itd.

    Fakt, za warzywa i owoce skup płaci mało, ale z takich małych wpływów składa się
    spora część dochodu gospodarstwa. Parę pożartych łubianek truskawek = parę
    złotych mniej w skupie.

    W gospodarstwie mojej ciotki na potrzeby domowników zużywano część plonów,
    trochę dla dalszej rodziny (płaciliśmy za większość, taniej niż obcy), a reszta
    lądowała w skupie albo szła do znajomych odbiorców z miasta - za pieniądze!

    A ilu rzeczy gospodarstwo nie wyprodukuje, hę? A cukier do herbaty? Kiedyś
    znacznie, ale to znacznie droższy niż dziś? A ta herbata? Detergenty? Ziarnko do
    ziarnka i zbierze się... Jeszcze trzeba się w coś ubrać, czymś jeździć, zapłacić
    w gotówce to i owo. Pieniążki są z dochodów gospodarstwa, za buty nie płaci się
    kiełbasą!

    Nawiasem mówiąc, koszt kiełbaski musi pokryć koszt utrzymania świni. Hodowca nie
    jest święty i nie dopłaca do interesu. Lepsza kiełbasa w sklepie jakieś dwie
    dychy kilogram. Prawdziwa wiejska, bez wypełniaczy, wędzona w dymie, a nie
    tarzana w "aromacie dymu wędzarniczego" - na pewno więcej. Jęczący z zachwytu
    goście, którzy pożarli kilo świeżo uwędzonej kiełbasy, zjedli tyle właśnie
    złotóweczek, które gospodarz otrzymałby za swój wyrób. Drogo? Kto robił kiedyś
    wędliny, śmiechem pustym parsknie.

    0 zł! ciemno mi się na takie dictum w oczach robi.
    Nie mówiąc o pracy włożonej w obsługę gości. Trzech gości przypadających na
    trzech domowników = 2x więcej pracy przy wypieku swojskiego chlebka. Dla
    przypomnienia cytat z MM., wspomnienia pani Weroniki: "Mnie po upieczeniu chleba
    zawsze krew z nosa ciekła, bo to było ponad siły dla mnie".

    Jak rodzice rozliczali się z ciotkami, nie wiem. Coś płacili. Płacili na pewno
    za większość produktów ze wsi, te jajka, kurczaki, śmietana, mleko, wędliny -
    wszystko za gotówkę. Hę? pazerną miałam rodzinę? A skąd, rodzice oboje wychowani
    na wsi, świetnie wiedzieli, co ile kosztuje. I co roku część ich urlopu
    przypadała na czas żniw, kiedy zasuwa się od rana do wieczora.

    --
    Tupecik
  • andrzej585858 26.05.10, 12:13
    ananke666 napisała:


    >
    > 0 zł! ciemno mi się na takie dictum w oczach robi.
    > Nie mówiąc o pracy włożonej w obsługę gości. Trzech gości przypadających na
    > trzech domowników = 2x więcej pracy przy wypieku swojskiego chlebka. Dla
    > przypomnienia cytat z MM., wspomnienia pani Weroniki: "Mnie po upieczeniu chleb
    > a
    > zawsze krew z nosa ciekła, bo to było ponad siły dla mnie".
    >
    > Jak rodzice rozliczali się z ciotkami, nie wiem. Coś płacili. Płacili na pewno
    > za większość produktów ze wsi, te jajka, kurczaki, śmietana, mleko, wędliny -
    > wszystko za gotówkę. Hę? pazerną miałam rodzinę? A skąd, rodzice oboje wychowan
    > i
    > na wsi, świetnie wiedzieli, co ile kosztuje. I co roku część ich urlopu
    > przypadała na czas żniw, kiedy zasuwa się od rana do wieczora.

    Nie zrozumieliśmy się.
    Ja doskonale wiem ile pracy jest na gospodarstwie, sam całe życie mieszkam
    prawie na wsi i duża część mojej rodziny to właśnie rolnicy.
    Koszt - 0 zł wynikał z tego, że nikomu, i tego jestem pewien, nie przychodziło
    do głowy w ten sposób rozliczać kosztów pobytu dzieci na wakacjach.
    Oczywiście, świadczenie wzajemnie pomocy czy to przy zniwach czy wykopkach było
    też także czymś jak najbardziej normalnym. Także i wtedy nikt nie myślał aby
    odmówić takiej pomocy i też za taka pomoc nie oczekiwano zapłaty.
    Nikt nie myślał czy koszt tygodniowego pobytu dziecka wraz z wyżywieniem równa
    się powiedzmy trzem dniom pomocy przy żniwach. I prawdę mówiąc do dzisiaj tak
    zostało - propozycja choć częściowej zapłaty za koszty pobytu równałaby się
    ciężkiej obrazie.


    >
  • slotna 26.05.10, 12:32
    > Koszt - 0 zł wynikał z tego, że nikomu, i tego jestem pewien, nie przychodziło
    > do głowy w ten sposób rozliczać kosztów pobytu dzieci na wakacjach.

    To nie jest "koszt 0 zl", to jest "moi rodzice za mnie nie bulili bezposrednio".

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • andrzej585858 26.05.10, 12:43
    slotna napisała:

    >
    > To nie jest "koszt 0 zl", to jest "moi rodzice za mnie nie bulili bezposrednio"

    Owszem, tylko jakoś nie mogę dojrzeć sensu takiego scholastyczmnego dzielenia
    włosa na czworo.
    Nikt tego nie wyliczał, ludzie pomagali sobe nawzajem i to było najważniejsze
    > .
    >
  • slotna 26.05.10, 13:10
    > Owszem, tylko jakoś nie mogę dojrzeć sensu takiego scholastyczmnego dzielenia
    > włosa na czworo.
    > Nikt tego nie wyliczał, ludzie pomagali sobe nawzajem i to było najważniejsze

    To nie jest dzielenie wlosa na czworo, to jest zawoalowana prosba o pisanie z sensem. "Koszt - 0 zl" to ABSURD. Szkodliwy i niepedagogiczny. To, ze nikt tego nie wyliczal nie ma absolutnie nic do rzeczy. Nie rozumiem, po co sie bronisz przed jakims wyimaginowanym "okradales swoja ciotke" - nikt nie mowi, ze powinniscie byli wyliczac i oddawac jej co do grosza, sama pisalam, ze domyslam sie, w jaki sposob sie odwdzieczaliscie itp. Ale ta bzdura o koszcie bzdura pozostaje.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ananke666 26.05.10, 13:44
    Tym razem to Ty nie zrozumiałeś. Twoje wakacje nie "kosztowały 0 zł bo wszystko
    było swoje", tylko "ciocia wzięła koszt mojego utrzymania na siebie i rodzice
    nie płacili za to ze swojej kieszeni". Nieważne, czy oczekiwała za to
    rekompensaty czy nie. Fakt jest taki, że przeznaczyła na Ciebie część swojego
    dochodu.

    Pomagając sobie w rodzinie zaciąga się dług wdzięczności. Dla mnie nie do
    pomyślenia jest zwalić najbliższym krewnym dziecko na głowę i nie odwdzięczyć im
    się za to.
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 25.05.10, 23:41
    Cytat
    Nie jestem co prawda dziewczynką - a szkoda - i jestem poza tym sztuk jeden ale
    pamiętam że spędziłem wakacje na wsi, prawdziwej bo Pobiedziska to jednak
    trudno zaliczyć do do powyższej kategorii - prawie dwa miesiące przy czym koszt
    mojego pobytu wynosił prawie na pewno 0 zł.
    Po prostu - wszystko było swoje - wlasny chleb, własne wędliny, własne mleko i w
    ogóle wszystko.



    Hehe, przypomniał mi się post z forum "Oszczędzamy", jak to pani skrupulatnie wyliczała, że za 400zł miesięcznie da się wyżywić bezproblemowo 5-osobową rodzinę i ona nie rozumie, dlaczego ludzie nie dają rady.
    Po czym się okazywało, że warzywa, owoce, mięso, jajka w dużych ilościach dostaje od rodziny ze wsi :P

    Rany, ja 400zł na żarcie to wydaję w ciągu tygodnia na 4 osoby :/

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • k_linka 26.05.10, 00:17
    > Hehe, przypomniał mi się post z forum "Oszczędzamy", jak to pani skrupulatnie w
    > yliczała, że za 400zł miesięcznie da się wyżywić bezproblemowo 5-osobową rodzin
    > ę i ona nie rozumie, dlaczego ludzie nie dają rady.


    Ja pamietam watek o oszczednym zywieniu, ale taki pomocowy, dla rodziny w
    tarapatach finansowych i bez zlosliwowsci. Byl mi on inspiracja (glownie dla
    przemyslen jaka ja jestem rozrzutna). Czy o tym piszesz?

    W wyliczeniach kosztow wyzywienia, ktore oczywiscie nie sa zerowe uwzgednijcie
    jednak, ze koszt zywienia 4 osob to nie podwojony koszt zywienia 2, ze bliskosc
    lasu, wlasny ogrod i chocby drob znacznie obniza wydatki na zakupy spozywcze
  • mama_kotula 26.05.10, 00:31
    Nie wiem, ja pobieżnie czytam to forum i wyłącznie w ramach folkloru. Tam jest dużo takich wątków. Folklor właśnie na tym polega - koszty zerowe (ale warzywa i przetwory przywozimy ze wsi od rodziców), a największym folklorem było jak pani napisała, że oszczędzają w sposób który polega na niepłaceniu alimentów na dziecko męża z poprzedniego małżeństwa.

    Cytatze bliskosc
    > lasu, wlasny ogrod i chocby drob znacznie obniza wydatki na zakupy spozywcze


    Obniża WYDATKI, ale nie KOSZTY.
    Koszty to nie jest gotówka li i jedynie, na boga, i o tym pięknie napisała Ewaty.
    Do lasu trzeba pójść - czas, energia. Warzywa w ogródku same z siebie nie rosną i się same nie podlewają, nie zbierają, nie nawożą, nie pielą, to samo tyczy się kur (znaczy nie, że kury mają się same podlewać, wiadomo o co chodzi). Czas, energia raz jeszcze.
    Jeszcze raz: obniża to WYDATKI, ale nie KOSZTY. Kosztem jest czas, energia, wszelkie koszty alternatywne (czas poświęcony na pracę w ogródku mogłabym poświęcić np. na naukę języka czy własne hobby). To są koszty. Ja np. mój czas wyceniam bardzo wysoko, bo to jest towar deficytowy, luksusowy i zdecydowanie wolę np. wydać 15zł więcej na zakupy w sklepie przydomowym, niż lecieć do 3 marketów i spędzić tam pół dnia, bo akurat w Lidlu jest promocja na kawę, w Tesco na pomidory, a w Kerfurze na widły. Bo dla mnie większym KOSZTEM jest utracone 3 godziny czasu na coś, co mogę zrobić w 15 minut - krótko mówiąc, moje 3 godziny są dla mnie warte więcej niż 15zł.

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • k_linka 26.05.10, 01:16
    > Obniża WYDATKI, ale nie KOSZTY.
    > Do lasu trzeba pójść - czas, energia. Warzywa w ogródku same z siebie nie rosną
    > i się same nie podlewają, nie zbierają, nie nawożą, nie pielą, to samo tyczy s
    > ię kur (znaczy nie, że kury mają się same podlewać, wiadomo o co chodzi).
    Czas,(czas poświęcony na pracę w ogródku mogłabym poświęci
    > ć np. na naukę języka czy własne hobby). To są koszty. Ja np. mój czas wyceniam
    > bardzo wysoko, bo to jest towar deficytowy, luksusowy i zdecydowanie wolę np.
    > wydać 15zł więcej na zakupy w sklepie przydomowym, niż lecieć do 3 marketów

    Alez ja to rozumiem - nie jestem az tak tepa, a i doswiadczenie mam, bo
    wychowalam sie w domu z ogrodkiem i kurnikiem. (Przy okazji pragne dodac ze
    zajmowanie sie kurami to nie jest przesadny wysilek, a i ogrodek w naszym
    klimacie czestokroc jednak podlewa sie sam.)

    Postuluje tylko aby pozwolic autorce wyslac 2 nastolatki na wakacje do
    zaprzyjaznionych staruszkow bez zakladania na postawie watlych przeslanek, ze
    dziewczynki calymi dniami wylegiwaly sie na swych tapczanach w przybudowce i
    domagajac sie od pani Jankowiakowej pracochlonnych i kosztownych dan, pan
    Jankowiak od switu zasuwal w ogorodku pielac, nazwozac i stawiajac szklarnie aby
    dla pannic hodowac tropikalne owoce, zas wieczorem, kiedy dziewczynki juz z
    nudow usnely, znekani staruszkowie wyjadali kurom pszenice a swini tluczone
    kartofle z otrebami (bo spizarnia pusta). A w dalekim Poznaniu Gaba chichotala
    zlowieszczo triumfujac, ze kolejny raz udalo jej sie wepchnac pasozytnicze corki
    frajerom ze wsi...
  • mama_kotula 26.05.10, 01:33
    Ale co do Laury, to faktycznie są przesłanki, i to niewątłe, z innych ksiązek, że się dziewczątko słodko tam opierniczało, gdyż ponieważ Laura czuje się stworzona do wyższych celów, niż prace domowe/ogródkowe i chętnie ceduje te prace na siostrę, która się nie uskarża, że wykonuje działkę swoją i siostry (a skoro nie uskarża się, to znaczy że jej to pasuje, nie?). A jeśli nawet została zagnana do prac, to kilka symulowanych omdleń na słońcu (np. podczas tego lajtowego pielenia ogródka) i już można się obijać dalej.
    Znam Laurę i wiem co mówię ;)


    To, że obrobienie kur czy ogródka to nie jest przesadny wysiłek, to jednak jakiś wysiłek to jest = czytaj: pociąga za sobą koszty. I zawsze trzeba ten czas/energię poświęcić.

    A sama widzisz w tym wątku, że są osoby które wyceniają tę prace na 0zł/h i jeszcze oburzają się, że zwyczaj gościnności staropolskiej zanika i ludzie śmią dokonywać kalkulacji, jak rodzina w gości przyjeżdża.

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • ananke666 26.05.10, 01:36
    > Postuluje tylko aby pozwolic autorce wyslac 2 nastolatki na wakacje do
    > zaprzyjaznionych staruszkow bez zakladania na postawie watlych przeslanek, ze
    > dziewczynki calymi dniami wylegiwaly sie na swych tapczanach w przybudowce i
    > domagajac sie od pani Jankowiakowej pracochlonnych i kosztownych dan, pan
    > Jankowiak od switu zasuwal w ogorodku pielac, nazwozac i stawiajac szklarnie ab
    > y
    > dla pannic hodowac tropikalne owoce, zas wieczorem, kiedy dziewczynki juz z
    > nudow usnely, znekani staruszkowie wyjadali kurom pszenice a swini tluczone
    > kartofle z otrebami (bo spizarnia pusta). A w dalekim Poznaniu Gaba chichotala
    > zlowieszczo triumfujac, ze kolejny raz udalo jej sie wepchnac pasozytnicze cork
    > i
    > frajerom ze wsi...

    E tam wieś. Miasteczko. Przecież oni żadnego gospodarstwa nie prowadzili. Ja
    głęboko wierzę, że fundowanie wakacji u starszych państwa to gotówka na
    utrzymanie dziewczynek.
    --
    Tupecik
  • nessie-jp 26.05.10, 01:56
    > Postuluje tylko aby pozwolic autorce wyslac 2 nastolatki na wakacje do
    > zaprzyjaznionych staruszkow bez zakladania na postawie watlych przeslanek,

    Kalinka, ale jednak te przesłanki nie są takie wątłe -- choćby dziewczyny nie
    wiem ile pracowały na swoje utrzymanie na tych wakacjach (niby co robiąc?
    oporządzając kota?) to i tak FAKTY są bezlitosne:

    Gaba sama jedna pewnie zarabia 2x więcej*, niż wynosi emerytura Jankowiaka. Z
    Grzesiem licząc (załóżmy, że taki szlachetny jest, że postanowił się dołożyć do
    wakacji pasierbic) to już 4x więcej. A Ignacy Borejko? A Ida? A Nutria? Ni
    grosza nie dołożą w tej kochającej rodzinie? Załóżmy nawet, że Mila jeszcze nie
    zbija niesłychanych kokosów na swoich sztukach teatralnych.

    Tak czy inaczej, zamożność rodziny Borejków wielokrotnie przekracza zamożność
    pary emerytów w małym miasteczku i dlatego -- i tylko dlatego -- takim ABSURDEM
    jest wymyślone na poczekaniu wytłumaczenie autorki, że to z braku pieniędzy się
    tam dzieci wysyła...

    Czyli co -- dosyć zamożna rodzina z dużego miasta wysyła dziewczyny do pary
    niezbyt zamożnych emerytów (dorabiających sobie prowadzeniem sklepu), a
    czytelniczki mają się nie dziwić
    ?



    * ekstrapoluję na podstawie wypowiedzi moich wykładowczyń z ówczesnego okresu,
    doktorantek na fil. ang.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Po ludzkich stąpasz resztkach
    Omijaj ton wysoki
    Bo patos tu nie mieszka
  • k_linka 26.05.10, 11:13
    >
    > Czyli co -- dosyć zamożna rodzina z dużego miasta wysyła dziewczyny do pary
    > niezbyt zamożnych emerytów (dorabiających sobie prowadzeniem sklepu), a
    > czytelniczki mają się nie dziwić
    ?

    Ok, wyszukalam sobie oferty wakacyjne (aktualne, bo nie bardzo mam czas zrobic
    reaserch dotyczacy okolic roku 2000, ale proporcje chyba nie bardzo sie
    zmienily). Kolonie dla dzieci, nieprzesadnie wypasione, 2 tyg to ok 1500 za
    sztuke. Gaba ma sztuki 2. To sa 3 tysiace za 2 tyg wakacji. Wiecej niz srednia
    krajowa. A i tak po powrocie zostaje jeszcze 6 tyg do zagospodarowania.
    I teraz srednia emerytura w Polsce to 1600 brutto czyli na reke ok 1100? Dobrze
    licze? Jesli Gaba wreczy pani Marcie te 3000 ktore wydalaby na kolonie dla
    dzieci to Jankowiakowie zarobia, a jednoczesnie Gaba oszczedzi, bo gdyby chciala
    wyslac dzieci na cale wakacje na jakis zorganizowany wyjazd wydalaby duuuzo
    wiecej. Na co - w jej odczuciu - jej nie stac. A przeciez wolno jej miec inne
    priorytety. To jest sytuacja, gdzie obie strony odnosza korzysci.


    -- choćby dziewczyny nie
    > wiem ile pracowały na swoje utrzymanie na tych wakacjach (niby co robiąc?
    > oporządzając kota?)


    Wszystko mozna przeliczac na gotowke -jesli idea goscinnosci staropolskiej do
    Was nie przemawia. Moze dziewczynki nie zasuwaja w polu, i nie oporzadzaja
    bydla, ale moga stanowic pomoc w domu - Pyza na pewno, a i Laura moze lubi wejsc
    na drzewo, zeby zebrac owoce (i co trzecia wisnie zjesc) czy isc na grzyby. A
    jesli nie to moga stanowic mile towarzystwo, co tez sie liczy.
  • kooreczka 26.05.10, 11:58
    Gaba jako pracownik placówki państwowej mogłaby się starać o dofinansowanie,
    albo wręcz wyjazd na kolonie dla dzieci pracowników. W 2000 roku moich rodziców
    nauczycieli stać było na takie wakacje dla mnie i siostry bez biadolenia. Całe
    wakacje IMHO nie są potrzebne, ale dwa tygodnie oderwania się- jak najbardziej.

    Gościnność gościnnością, ale mnie zawsze uczono, że należy sobą jak najmniej
    gospodarzy absorbować i naturalne było, że jadąc w odwiedziny przywozi się
    prezenty, a w trakcie dłuższego pobytu robi zakupy, albo zaprasza na jakieś
    wyjście.
  • nessie-jp 26.05.10, 14:46
    > Jesli Gaba wreczy pani Marcie te 3000 ktore wydalaby na kolonie dla
    > dzieci to Jankowiakowie zarobia,

    Ach, czyli postulujesz, że staropolska gościnność Jankowiaków polega na
    przyjmowaniu letników za twarde dutki i jeszcze wymuszaniu na Gabrieli, żeby co
    roku te 3 tysiaki odpalała?

    Bardzo do mnie przemawia idea staropolskiej gościnności. Nie wiem, czemuście się
    uparli z Andrzejem tak grać na tej jednej strunie. Jak najbardziej ta gościnność
    do mnie przemawia. I dlatego do JANKOWIAKÓW, którzy tę staropolską gościnność
    okazują, nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Zachowują się pięknie.

    Niepięknie natomiast zachowuje się Gaba, rok w rok podrzucając dzieci komuś w
    sumie obcemu. Z Chiny Ludowe nie uwierzę, że Jankowiakowie kasują ją za to na 3
    tys. w ramach staropolskiej gościnności.

    (Notabene za trzyosobowe wczasy nad morzem, dwa tygodnie z pełnym wyżywieniem do
    wypęku, zapłaciłam 7 lat temu 1400 złotych. A Gabie należą się jeszcze
    dofinansowania i wypłaty z FWP. Grzesiowi też. I Ignacemu.).

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Po ludzkich stąpasz resztkach
    Omijaj ton wysoki
    Bo patos tu nie mieszka
  • k_linka 26.05.10, 21:37
    > Bardzo do mnie przemawia idea staropolskiej gościnności. Nie wiem, czemuście si
    > ę
    > uparli z Andrzejem tak grać na tej jednej strunie.


    Nie umawialam sie z Andrzejem, co wiecej uzylam slowa goscinnosc po raz pierwszy
    i to w odniesieniu do drugiej strony dyskusji.


    Jak najbardziej ta gościnnoś
    > ć
    > do mnie przemawia. I dlatego do JANKOWIAKÓW, którzy tę staropolską gościnność
    > okazują, nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Zachowują się pięknie.
    >
    > Niepięknie natomiast zachowuje się Gaba, rok w rok podrzucając dzieci komuś w
    > sumie obcemu. Z Chiny Ludowe nie uwierzę, że Jankowiakowie kasują ją za to na 3
    > tys. w ramach staropolskiej gościnności.


    To wytlumacz mi, Nessie, bardzo Cie prosze, skoro nie widzisz mozliwosci aby
    Gaba NIE PLACILA, a ROWNOCZESNIE by gospodarze BRALI pieniadze, jaka jest Twoim
    zdaniem alternatywa? Nie istnieje mozliwosc wyslania dzieci na wakacje do ludzi
    niespokrewnionych aby ktoras ze stron nie okazala sie chciwa/skapa?
  • nessie-jp 26.05.10, 22:06
    > To wytlumacz mi, Nessie, bardzo Cie prosze, skoro nie widzisz mozliwosci aby
    > Gaba NIE PLACILA, a ROWNOCZESNIE by gospodarze BRALI pieniadze, jaka jest Twoim
    > zdaniem alternatywa? Nie istnieje mozliwosc wyslania dzieci na wakacje do ludzi
    > niespokrewnionych aby ktoras ze stron nie okazala sie chciwa/skapa?

    Otóż przy wysyłaniu rok w rok -- moim zdaniem takiej opcji po prostu NIE MA. Nie
    ma takiej możliwości, żeby rok w rok wysyłać komuś swoje dzieci na wakacje w
    ramach grzecznościowego zaproszenia (czyli nie na zasadach letnika).

    Jeśli to jest jednorazowy wyjazd albo kilka dni w ciągu wakacji spędzonych w
    Pobiedziskach, to spoko -- dziewczyny przywiozą słynnych Milowych przetworów (a
    wyjadą z plecakami pełnymi przetworów Babci Jedwabińskiej). Przywiozą ze sobą
    upieczone ciasto, czekoladki na prezent, jakiś kwiatek. Grześ z Gabą wpadną w
    weekend z jakim dodatkowym podziękowaniem, niechby to była butelka wina albo
    jakieś dewocjonalia - pamiątka z Wenecji (czy gdzie oni tam płodzili Motyla).

    Swietnie to rozumie pan Jankowiak w DP -- już on zna te małomiasteczkowe
    gospodynie, dobrze wie, że do nich się nie wpada na 5 minut, tylko idzie z pełną
    wizytą, a z pełną wizytą nie wypada iść z pustymi rękami. Więc pan Jankowiak
    kupuje chińską różę w doniczce na tę wizytę, a reszta towarzystwa pod jego
    wpływem bodajże jakieś czekoladki. Kozio błyskotliwie obdarowuje Babcię
    Jedwabińską sekatorem -- dla niego rzecz niepotrzebna, jej się przyda, a przy
    okazji ładnie wyszło.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • kooreczka 26.05.10, 22:23
    Jest jedna możliwość takiego układu- rewizyty. Co roku zazwyczaj zajeżdżają do
    nas na wieś krewni i znajomi królika z wielkiego świata (ale nie na całe
    wakacje, tydzień góra) i zazwyczaj kończy tą wizytę zaproszenie z którego
    korzystamy. Tyle, że jak zwrócono tu uwagę takiej możliwości raczej nie ma, poza
    tym całe dwa miesiące siedzieć u kogoś?
  • k_linka 26.05.10, 23:23
    nessie-jp napisała:

    prostu NIE MA. Ni
    > e
    > ma takiej możliwości, żeby rok w rok wysyłać komuś swoje dzieci na wakacje w
    > ramach grzecznościowego zaproszenia (czyli nie na zasadach letnika).

    Zapytam wiec o jedna rzecz - co jesli dla odmiany zalozymy, ze obie strony chca tych wakacji (a Gaba ma w nosie, ze zyczliwe sasiadki znow ja obgadaja, ze tylko ksiazki do domu znosi, zamiast dzieci na kolonie wyslac)? Dziewczynki maja swieze powietrze, nowe towarzystwo, pewnie duzo wolnosci, starsi maja pomoc w domu i ozywcza atmosfere mlodosci, obie strony zapewniaja sobie wzajemnie mile towarzystwo. Nie ma wielkich poswiecen, bo rodzina pokrywa koszt utrzymania dzieci ("...mogła córkom zafundować tylko przejazd do Pobiedzisk i dwa miesiące wakacji u zaprzyjaźnionych straszych państwa"), a dla Pyzy i Tygrysa to sa wakacje, jakie beda z sentymentem wspominac w doroslym zyciu. I co nie wolno im, bo to NIE WYPADA? Bo TAK SIE NIE ROBI? Ja raczej uznalabym, ze taka konfiguracja jest rewelacyjna, poki nikomu nie dzieje sie krzywda i dla kazdej ze stron bilans korzysci i strat jest dodatni.





    kooreczka napisała:

    > Jest jedna możliwość takiego układu- rewizyty.



    Dla pelnej jasnosci - nie jestem zwolenniczka zwalania sie rodzinie i znajomym na glowe i sama nidgy nie praktykowalam tej metody spedzania wakacji, ale Twoja wersja mi sie nie podoba, zwlaszcza okeslona jako jedyna mozliwa. Wyklucza z ukladu ludzi ktorzy nie dysponuja lokalem pozwalajacym przyjmowac rewizyty. Bo jesli np zjezdza sie rodzina na Swieta to chyba nie sugerujecie, ze np kuzyn pomieszkujacy katem u tesciow, w dodatku w nieatrakcyjnej turystycznie okolicy, nie ma czego u Was szukac?


  • nessie-jp 26.05.10, 23:32
    > mu i ozywcza atmosfere mlodosci, obie strony zapewniaja sobie wzajemnie mile to
    > warzystwo. Nie ma wielkich poswiecen, bo rodzina pokrywa koszt utrzymania dziec
    > i ("...mogła córkom zafundować tylko przejazd do Pobiedzisk i dwa miesiące waka
    > cji u zaprzyjaźnionych straszych państwa"), a dla Pyzy i Tygrysa to sa wakacje,
    > jakie beda z sentymentem wspominac w doroslym zyciu. I

    No to żeż (czy żesz?) kurczę Felicjan ja bym to chciała zobaczyć w TEKŚCIE
    właśnie! Konkretnie i jasno, dlaczego Pyza i Tygrys bardzo chcą co roku dwa
    miesiące wakacji siedzieć w mieścinie pod Poznaniem, a państwo Jankowiakowie
    bardzo chcą je tam mieć.

    Przecież cała dyskusja się toczy wokół niedopowiedzeń autorki, która chlapnęła
    na odczepnego, że "jeżdżą, bo tanio wychodzi". Omówiłyśmy już, że nie wychodzi
    tanio (na pewno nie Jankowiaków), że Gaba i Grzegorz śmierdzą groszem, że Pyza i
    Tygrys raczej się tam będą nudzić.

    Niechby autorka zamiast durnych Imienin napisała chudy tomik o wakacjach Pyzy i
    Tygrysa w Pobiedziskach -- nie byłoby Wielkiej Tajemnicy i wątku na 200 postów :)

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Po ludzkich stąpasz resztkach
    Omijaj ton wysoki
    Bo patos tu nie mieszka
  • kooreczka 26.05.10, 23:48
    Co innego rodzina na święta, a co innego dalecy w sumie znajomi na wakacje.
  • kaliope3 26.05.10, 21:39
    O malom się salatą (lodową,szklarnianą,niezdrową i wyhodowaną automatycznie,bez
    pracy i trudu)udławiła ze śmiechu:)))
  • kaliope3 26.05.10, 21:43
    Widzę,że wkleiło sie nie tam gdzie trzeba-zadławiłam sie niemal ze śmiechu po
    przeczytaniu posty k_linki o strudzonych Jankowiakach:)
  • lezbobimbo 26.05.10, 00:42
    k_linka napisała:
    > W wyliczeniach kosztow wyzywienia, ktore oczywiscie nie sa zerowe
    >uwzgednijcie> jednak, ze koszt zywienia 4 osob to nie podwojony
    >koszt zywienia 2, ze bliskosc lasu, wlasny ogrod i chocby drob
    >znacznie obniza wydatki na zakupy spozywcze

    Jesli Jankowiakowie maja wlasny drób, to musza go czyms karmic, oraz
    chociazby zmieniac im slome. Pasza ani sloma nie jest gratis.. Wlasny
    ogród zas trzeba bezustanna praca obrabiac, zeby cos nadawalo do
    jedzenia. Wydatki stricte pieniezne moga byc obnizone tylko jesli
    przyjac, ze owa bezustanna praca przy obejsciu i ogrodzie jest gratis
    i nic niewarta.
    No a zeby miec chociazby ten smalec, który smazyla babcia J, trzeba
    go kupic w lokalnym sklepie, to samo z chlebem, mlekiem, zóltym
    serem, wedlinami, miesem. Twaróg ewentualnie babcia moze zrobic sama,
    ale mleka na to przeciez z kota nie udoi ani z tej figurki Matki
    Boskiej, tylko tez kupi. Masla jakos tez sama nie ubija i tak samo
    musialaby kupic na to smietane.
    A obie dziewczynki rosna z kazdymi wakacjami. Pyza wrecz wydaje sie
    jesc tyle, co dorosli (pomijajac krótki a nieslawny okres kiedy
    liczyla kalorie w jablku i mdlala z glodu).


    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem
    rozsadna?
    (c) Klymenystra
  • nessie-jp 26.05.10, 00:48
    > przyjac, ze owa bezustanna praca przy obejsciu i ogrodzie jest gratis
    > i nic niewarta.


    I to jest właśnie BRZYDKIE w postawie takiej jak postawa Andrzeja (przepraszam,
    Andrzeju, że tak bez ogródek, ale wierzę, że po prostu nie zauważyłeś tego,
    wracając z nostalgią do wspomnień z dzieciństwa). To, że bardzo ciężką pracę
    swojej cioci uznał za nic niewartą -- za wartą 0 PLN. Bo tyle "kosztowało"
    ciocię utrzymanie Andrzeja w wakacje. Nic, czyli fizyczną pracę.

    Nie podoba mi się sprowadzanie do zera cudzego wysiłku. Tak może rozumować małe
    dziecko -- kolacja "nic" nie kosztuje, bo mama zrobiła sama frytki, a nie kupiła
    w MacDonaldzie.

    Dziecko nie rozumie, że po pierwsze olej, ziemniaki i rachunki za gaz to także
    koszt, a często nie jest w stanie zaobserwować, że czas i wysiłek poświęcony
    przez mamę na zrobienie tej "darmowej" kolacji także jest CENNY.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Po ludzkich stąpasz resztkach
    Omijaj ton wysoki
    Bo patos tu nie mieszka
  • andrzej585858 26.05.10, 12:40
    nessie-jp napisała:

    > > przyjac, ze owa bezustanna praca przy obejsciu i ogrodzie jest gratis
    > > i nic niewarta.
    >

    >
    > I to jest właśnie BRZYDKIE w postawie takiej jak postawa Andrzeja (przepraszam,
    > Andrzeju, że tak bez ogródek, ale wierzę, że po prostu nie zauważyłeś tego,
    > wracając z nostalgią do wspomnień z dzieciństwa). To, że bardzo ciężką pracę
    > swojej cioci uznał za nic niewartą -- za wartą 0 PLN. Bo tyle "kosztowało"
    > ciocię utrzymanie Andrzeja w wakacje. Nic, czyli fizyczną pracę.

    Owszem, masz rację - tylko że to nie jest lekceważenie, gdyż wakacje na wsi to
    była także pomoc, tyle ile oczywiście dziecko potrafiło i to czasem bardziej w
    formie zabawy , ale to także byl wysiłek.
    Po prostu, pomimo cięzkiej pracy, jestem przekonany o tym, że wyjście z
    propozycją chocby częściowej zapłaty chociażby ża wyżywienie byłaby powodem do
    obrazy.
    Więzi rodzinne nigdy nie były przeliczane na pieniądze, nawet jeżeli czasem były
    one dość kosztowne - obowiązywała zasada gościnności i wzajemnej pomocy - do
    dzisiaj zresztą jest to aktualne.
    Nie przypominam sobie też żeby było to nadużywane. Dotyczyło to także bardzo
    dobrych znajomych tzw. przyjaciół rodziny ale to już raczej odległe czasy, teraz
    już takich osób praktycznie nie ma.
    >
    > Nie podoba mi się sprowadzanie do zera cudzego wysiłku. Tak może rozumować małe
    > dziecko -- kolacja "nic" nie kosztuje, bo mama zrobiła sama frytki, a nie kupił
    > a
    > w MacDonaldzie.

    Pomagałem kilka razy znajomym przy budowie domu , po przyjacielsku - właśnie za
    darmo i jakoś nigdy nie czułem że mój wysiłek fizyczny miałby być jakoś
    wyceniony i nie czułem się stratny, bo mogłem w tym czasie gdzie indziej zarobić
    pieniądze.
    Po prostu chciałem pomóc i mam z tego powodu satysfakcję. Jedyną korzyścią jaką
    odniosłem to tylko to że sowicie ugoszczony zostałem na tzw. "parapetówce".
    I wcale nie czuję się niedoceniony gdy taka osoba stwierdzi że moja praca nic go
    nie kosztowała - gdyż to był mój świadomy wybór.


    >
  • dakota77 26.05.10, 13:53
    Nie chodzi o przeliczanie wiezi rodzinnych na pieniadze. Ani o to,
    zeby ciocia zaproponowala dzienna stawke za wikt i opierunek. Mnie
    wydaje sie zupelnie oczywiste i normalne, ze jesli u kogos
    pozostajemy w goscinie, zwlaszcza dluzszej, proponujemy jakis wklad
    w wyzywienie ( lub nasi rodzice, jesli jestesmy dzieckiem). Jesli
    gospodarze taka propozycje odrzuca, to ich sprawa, ale propozycja
    powinna pasc, i to nie tylko zostac rzucona grzecznosciowo i z
    nadzieja na jej odrzucenie wlasnie.

    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll
  • nessie-jp 26.05.10, 14:38
    > Po prostu chciałem pomóc i mam z tego powodu satysfakcję. Jedyną korzyścią jaką
    > odniosłem to tylko to że sowicie ugoszczony zostałem na tzw. "parapetówce".

    A widzisz. Czyli jednak został twój wysiłek doceniony i w jakiś sposób
    ceremonialnie "zrewanżowany".

    Nikomu nie chodzi przecież o jakieś rozliczenia. Chodzi po prostu o to, że TY
    włożyłeś w budowę domu przyjaciół spory koszt w postaci swojego wysiłku. To był
    twój wkład, twój podarunek dla nich. Wartościowy podarunek, za który byli wdzięczni.

    I tak samo koszt twojego pobytu u siebie ponosiła ciocia. Nie na zasadzie
    rozliczania w złotówkach, tylko kosztu pracy (ciężkiej), "ubytku" żywności
    (pewnie niewielkiego), kosztów alternatywnych (ciocia mogła pojechać nad morze
    albo wziąć letników). To nie były wakacje za 0 zł. To były wakacje na koszt
    cioci, choć jak najbardziej wierzę, że z miłą chęcią te koszty rzeczywiste i
    alternatywne ponosiła, a twoi rodzice jakoś jej się odwdzięczali.

    Tu nie chodzi o robienie zestawień finansowych, tylko o starą zasadę -- za
    grzeczność i uczynność odpłaca się grzecznością i uczynnością. Taki stary, dobry
    zwyczaj.

    W przypadku Gaby i Jankowiaków staramy się doszukać tej uczynności i grzeczności
    po stronie Borejków. Trudno mi uwierzyć, żeby jej zupełnie nie było, chociaż
    autorka o tym nie napisała.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • kooreczka 26.05.10, 14:43
    Mogłaby gdzieś mimochodem rzucić, że starsi państwo zatrzymywali się u nich na
    noc albo dwie np. odwiedzając teatr czy jakąś inną formę kultury, większe zakupy
    w dużym mieście i już by tak nie zgrzytało.
  • ananke666 26.05.10, 14:46
    Mnie nie zgrzyta, słowo "fundowanie" oznacza forsę. A przynajmniej powinno.
    --
    Tupecik
  • dakota77 26.05.10, 15:34
    Tylko pytanie, co to dokladnie w tym przypadku oznacza. Kieszonkowe dla
    dziewczynek, czy jakas kwote na ich utrzymanie dla p. Jankowiakow.
    --
    Don't Stop Now, It's In My Soul
    I Got To Have More Rock And Roll
  • melmire 26.05.10, 15:42
    Niby gdzie sie zatrzymywali, na goscinnym materacu w zielonym pokoju? Bardziej
    widzialoby mi sie, nie wiem, pomoc w odmalowaniu domu,naprawie dachu czy
    przycinaniu galezi, bo panstwo Jankowiakowie jednak robia sie coraz starsi.
    --
    http://www.squiby.net/view/3080398.pngPogoda
    ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać.
  • lezbobimbo 26.05.10, 18:40
    andrzej585858 napisał:
    > Owszem, masz rację - tylko że to nie jest lekceważenie, gdyż
    >wakacje na wsi to> była także pomoc, tyle ile oczywiście dziecko
    >potrafiło i to czasem bardziej w> formie zabawy , ale to także byl
    >wysiłek.

    O jakim to dziecku piszesz? Napisz lepiej ile pomogles ciotce jako
    nastoletni chlopak :P Jakie miala obejscie, ile krów hodowala? Na
    pewno musiala pelno rzeczy kupowac w sklepie do tegoz gospodarstwa -
    a z jedzenia przede wszystkim wedliny, przetworzony nabial,
    kolonialne produkty itp. Nawet jesli robila co sie dalo sama, to
    nadal kosztowalo ja to czas i wysilek - tylko, ze wedlug Ciebie jej
    praca jest warta 0 zlotych i zero kosztów. Jednym slowem - Twój pobyt
    u ciotki kosztowal ciotke calkiem konkretne pieniadze (zakupy) oraz
    jej prace (produkcja tego, czego nie kupila). To, ze Ty za to nie
    placiles, nie znaczy, ze kosztowales 0 zlotych :P

    > Po prostu, pomimo cięzkiej pracy, jestem przekonany o tym, że
    >wyjście z> propozycją chocby częściowej zapłaty chociażby ża
    >wyżywienie byłaby powodem do> obrazy.

    No i tutaj mamy znowu to samo przykre podejscie - sama propozycja
    podliczenia kosztów jest obrazliwa?
    Dla mnie bardziej obrazliwe jest obzeranie swojej rodziny bez zadnej
    rekompensaty, chociazby bez pomocy przy zbieractwie-lowiectwie-
    rolnictwie, obróbce dóbr czy przy tych krowach, których mleko sie
    pije.
    A juz darmowe obzeranie i zuzywanie dwoje emerytów z ogródkiem przez
    2 (zamoznodomo-pochodzace) nastolatki jest calkiem nie w porzadku.
    Dlatego oczywiste jest chyba, ze Gaba zaplacila starszym panstwu za
    pobyt jej córek tamze 2 miesiace. Bo jesli nie zaplacila, to Gaba
    bylaby ostatnia wisnia.. o to chodzi w tutejszej dyskusji.

    > Więzi rodzinne nigdy nie były przeliczane na pieniądze, nawet
    >jeżeli czasem były> one dość kosztowne - obowiązywała zasada
    >gościnności i wzajemnej pomocy - do> dzisiaj zresztą jest to
    >aktualne.

    To, ze do dzisiaj ludzie maja prace swojej rodziny czy znajomych za
    niewarta grosza, nadal nie sprawia, ze jest to wlasciwe podejscie.
    Nadal nie zmienia to faktu, ze wszystko kosztuje, w tym utrzymanie i
    karmienie kogos. Sam piszesz, ze te "wiezi rodzinne" moga byc wrecz
    dosc kosztowne - dlaczego jakas czesc rodziny ma wykosztowywac sie i
    placic za druga? Jesli ta goszczona czesc rodziny jest w stanie jakos
    sie odwdzieczyc, a to namacalna gotówka, a to rzeczywista pomoca przy
    pracy, to powinna to czynic (jesli nie placac gotówka, to chociaz
    goszczac swoich gospodarzy i tak samo karmiac u siebie).
    A juz nie mówiac o przyjacielach albo dalekich znajomych (taka
    relacja jak miedzy Gaba a Jankowiakowiakami).
    Mieszkajac ze swoja rodzina bez mrugniecia okiem dzielilam sie zawsze
    rachunkami i kosztami, odkad mialam wlasna forse. Naturalne jest dla
    mnie, ze mieszkajac u kogos w odwiedzinach, staram sie zwrócic
    pieniadze chociaz za to co im przezre i dorzucac sie do zakupów. Nie
    chcialabym u kogos stolowac za darmo i narazac kogos na koszty mego
    utrzymania, zwlaszcza jesli ktos mniej ma pieniedzy ode mnie.

  • kajaanna 26.05.10, 21:06
    Na marginesie dyskusji.

    Czy małomiasteczkowy warzywniak da się zapełnić wyłącznie płodami ze swojego
    przydomowego ogródka, czy aby nie trzeba jeździć przed świtem na giełdę skupując
    od wielkorolnych producentów rzodkiewkę, marchewkę i groch?

    I czy nie trzeba przy tym wypisywać faktur i stosów papierków, które przebijają
    tęczową bańkę musieryzmu?
  • lezbobimbo 26.05.10, 21:22
    kajaanna napisała:
    > Na marginesie dyskusji.
    > Czy małomiasteczkowy warzywniak da się zapełnić wyłącznie płodami
    >ze swojego> przydomowego ogródka, czy aby nie trzeba jeździć przed
    >świtem na giełdę skupując> od wielkorolnych producentów rzodkiewkę,
    >marchewkę i groch?
    > I czy nie trzeba przy tym wypisywać faktur i stosów papierków,
    >które przebijają> tęczową bańkę musieryzmu?

    Tez sie nad tym zastanawialam, tam gdzies w dole dyskusji (sortuje
    sobie od najnowszego) - ciekawilo mnie, czy Jankowiakowie
    rzeczywiscie maja taki duzy ogród, zeby zapelnic caly sklepik
    produktami, czy skupuja, chocby od sasiadów?

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy
    Only Bimbosiostra
  • k_linka 26.05.10, 21:44
    > > Na marginesie dyskusji.
    > > Czy małomiasteczkowy warzywniak da się zapełnić wyłącznie płodami
    > >ze swojego> przydomowego ogródka, czy aby nie trzeba jeździć przed
    > >świtem na giełdę skupując> od wielkorolnych producentów rzodkiewkę,
    > >marchewkę i groch?


    Nie bardzo jest mozliwe - wnioskuje obserwujac przekupki z krakowskiego
    Kleparza. Dobrze prosperujace budy zaopatruja sie i to raczej w hurtowniach niz
    u rolnikow. A jak ktos sprzedaje wlasne plody (rolne) to ma na stoliku 3-4
    rodzaje warzyw na krzyz i to tylko przez krociutki sezon.



    > czy skupuja, chocby od sasiadów

    Od sasiadow to chyba bez sensu, bo kto by kupowal? W takim sklepiku zaopatruje
    sie najblizsza okolica, po co posrednik?
  • lezbobimbo 26.05.10, 22:13
    k_linka napisała:
    > Nie bardzo jest mozliwe - wnioskuje obserwujac przekupki z
    krakowskiego
    > Kleparza. Dobrze prosperujace budy zaopatruja sie i to raczej w
    hurtowniach niz
    > u rolnikow. A jak ktos sprzedaje wlasne plody (rolne) to ma na
    stoliku 3-4
    > rodzaje warzyw na krzyz i to tylko przez krociutki sezon.

    Zatem Jankowiakowie musza skupowac od wielkorolnych producentów, zeby
    ich sklep - nie stragan ni stolik - z szyba, która myje Jankowiak,
    zapelnic produktami.. skoro maja sklep to pewnie placa podatki (or do
    they...?) i prowadza rzecz jasna ksiegowosc. Czy nie musieliby miec
    jakiegos obrotu, sprzedawac czesto a sporo, aby im sie cala impreza
    oplacala?

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy
    Only Bimbosiostra
  • baba67 27.05.10, 07:48
    No i tak naprawde GDZIE jest ten sklep??? Kosztowne gadzety mozna sprzedawac w
    swoim pokoju, ale warzywa i owoce? To miejsce zajmuje i dosc brudzace jest
    (kartofle , buraki), nie mowiac juz o charakterystycznym zapachu takiego sklepu
    ktory nie jest niemily ale moze nie 24 godziny na dobe.A wiec gdzie ? W
    wyspratanej na glanc kuchni ? Duzym pokoju?
    Sklepik z hurtownikami i ksiegowoscia to nierealne. Realizm musierowiczowski w
    czystej postaci. No bo jesli kupowali tylko sasiedzi jakies nadwyzki (co jest
    mozliwe w malych spolecznosciach, spotkalam sie z tym)zupelnie z reki do reki
    bez rachunkow to po co szyld???Wszyscy wiedza w takie uroczej dziurze ze u
    Pawlakow sa wisnie , gruszki, a u Adamczykow zawsze wloszczyzne sie dostanie,
    oczywiscie w sezonie.
    Po lektorze wpadek MM coraz bardziej cenie Chmielewska zwlaszcza wczesna. Znam
    dobrze okolice o ktorych pisze, realia biura projektowego zna moja mama-przy
    swoich odjechanych w kosmos pomyslach zadnej niezamierzonej glupoty nie strzelila.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • piotr7777 21.11.10, 20:46
    A właściwie w jakich okolicznościach pan Jankowiak porzucił etat woźnego i zajął działalnością gospodarczą?
  • nessie-jp 21.11.10, 21:09
    piotr7777 napisał:

    > A właściwie w jakich okolicznościach pan Jankowiak porzucił etat woźnego i zają
    > ł działalnością gospodarczą?

    Pewnie świeżo poślubiona połowica mu kazała :)

    Pan Broneczek jest w wieku mocno emerytalnym, żona ma ładny domek z ogródkiem, to po co miałby się szarpać z dzisiejszą młodzieżą?

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka