Jeżeli to już było, to przepraszam…
Jak to było z książkami u Borejków… Ile ich mieli, gdzie i w jakim stylu. Bo mam jakoś mieszane uczucia co do ich obchodzenia się z książkami, ilości i takie tam…
Zatem tak: powieściowo to mieli ich "dużo" : główny księgozbiór w przedpokoju, a pomniejsze w pokojach. Rozumim, że najwięcej z tych pokoi to w pokoju Mili i Ignaca, mniej w pokojach dziewczynek. Ale ile? I co to znaczy: dużo książek?
Może zaproponuję „miarę”- metry bieżące książek i metry regałowe. Czyli np. w jednym regale, dajmy na to szerokości 90 cm i liczbie półek 9, mieści się circa 8,1 metrów bieżących książek. Ile takich regałów w tym przedpokoju mieli? Jeżeli przedpokój był długi, to po odliczeniu ściany na drzwi i jakieś wieszaki na odzienie oraz szafy przedpokojowe, to przyjmijmy, że zostało na regały 5mb. Przy założeniu, że były wypełnione na ścisk, to stało tam 5,5 regała, które mieściły 45 mb książek.
W pokojach , powiedzmy była circa 1/3 tego, czyli 15 mb książek 1,8 regała, no dobra: 2 regały, czyli 16 mb książek.
Razem mieli 45 +16=61mb książek, czyli 7,5 regała, czyli 6,75 mb regała (7,5x0,9m szer.x 9półek).
I teraz, mnie się to nie wydaje dużo jak na bibliofilski dom. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że dużo/mało to względne rzeczy. Mierzę wedle książek w moim domu, których mam 90 mb (60 mb przedmiotowych i 30 mb beletrystyki), a wcale nie wydaje mi się, żeby miała dużo. To pierwszy wniosek.
A drugi to taki, że nie za bardzo dbali o książki. Wiem, książki są do użytku, nie do wyglądania :D Ale jedno może nie przeczyć drugiemu. Ja mam świra estetycznego, nie ukrywam, na punkcie książek w regałach: tworzę z nich kompozycje kolorystyczne, układowe: w pionie i poziomie (tematyczne rzecz jasna na pierwszym miejscu ale te kompozycje są w ramach tematycznych:-), półki są na ścisk, czyli tylko na wysokość książki, by się jak najmniej kurzyło). Może jestem świrnięta ale książka to także ozdoba. A u nich jakoś mi się to z flejozą kojarzy, bałaganem, kurze, i szarością, zwłaszcza że w przedpokoju to chyba za dobrego oświetlenia nie ma. Poza tym wąski przedpokój to brak perspektywy na książki.
I te regały widzę jako nie za śliczne. No, wiadomo, o meble nie dbali. A książki to ciężar, i potrzebują grubych dech, jeśli mają się nie wyginać. I drewna, nie okleiny, jeśli to ma jakoś tam wyglądać. A u nich chyba na to nie zwracali uwagi…
W każdym razie miło to mi się nie kojarzy. Widzę tak: byle jakie, powyginane regały, jakieś zdekompletowane nadstawki, nędznie oświetlone, ledwie widoczne grzbiety, książki poukładane byle jak, pochylające się, i szarość od kurzu i tego słabego światła, brak kolorów, zwłaszcza że to książki PRL-owskie...
To ile tych książek mieli? Może jednak ich regały były bardziej pojemne, bo wyższe (stare budownictwo)- i po drabinkach skakali. Albo pokoje mieli jednak bardziej zawalone? I czy byli choć trochę estetami książkowymi, czy starczała im wyłącznie karma wewnętrzna książek?