Dodaj do ulubionych

Róża to też android

25.12.11, 20:55
Sąsiedni wątek o torbie od Fryca natchnął mnie do ponownego sięgnięcia po "Żabę" i przypomnienia sobie sceny powrotu ojca marnotrawnego.

I po raz kolejny wstrząsnęło mną zachowanie Róży. Oto znienacka, bez uprzedzenia, po pięciu miesiącach niebytu i milczenia wraca jej ukochany, a ona co? Przez chwilę milczy i patrzy na niego oczami jak pięciozłotówki. Potem podchodzi do niego, kładzie mu rękę na ramieniu i mówi: no chodź, właśnie mamy świeże ciasto. I Róża mówi to spokojnie!
Po czym daje się pocałować.
Ludzie kochani, czy naprawdę tak zachowuje się kochająca kobieta, do której wraca facet?
Nie zbladła, nie zarumieniła się, zero radości, zero złości, zero wyrzutów, zero płaczu. Płaczu choćby z ulgi, że wrócił, że nie okazał się świnią, że cała jej miłość nie poszła na marne, że będzie dobrze....

Przypomniała mi się - dla porównania - scena z "Rozważnej i romantycznej", gdy do Emmy Thompson przychodzi Hugh Grant i jej się oświadcza. Ona biedna od dawna była pewna, że on jest żonaty i cierpiała w milczeniu, a gdy wyznał jej miłość - całe jej opanowanie pękło i rozpłakała się jak dziecko. To była prześliczna, szalenie wzruszająca i przede wszystkim - prawdopodobna psychologicznie reakcja.
A zachowanie Róży - porażka. Android. Godna partnerka Fryca.


Edytor zaawansowany
  • anutek115 25.12.11, 22:58
    Ona nie jest androidem, jest kłodą. Bezwładną kłodą drewna unoszoną przez wodę. W moim subiektywnym odczuciu, ale ja ją NAPRAWDĘ tak widzę. Ona normalna ostatni raz była bodaj w "Nutrii i Nerwusie", zachowuje się bardzo dziecinnie (ma tam zdaje się 12 lat, Ida ma w "Idzie sierpniowej" 14, porównując je obie ma się wrażenie, ze jest między tymi dwiema postaciami nie 2, ale 10 lat różnicy), ale jest normalnym, miłym, dziecinnym dziewczątkiem.

    Później staje się kłodą. Bierze ją sobie ten facet, który decydowanie nie pozostawia jej wyboru (Lelujkowie pozostawili i skończyli jko bohaterowie jednego tomu ;)), po prostu podchodzi i ją bierze, później nie dba o nią, bo przecież już ją ma, jak szafę, kto dba o szafę? Przecież nigdzie sobie nie pójdzie! No i Rózia nie idzie. W 20 wiośnie wykonuje numer godny zadurzonej czternastolatki ("myślalam, że to nas zbliży"), ale jak pan nie pada na twarz z zachwytu nawet z nim nie zrywa. Po prostu przestaje studiować, nie pracuje, daje się nieść jak wspomniana kłoda. Może, gdyby rodzina się postawila, zamiast wpatrywać się z zachwytem w rosnący brzuch (nie postuluję tego, gdybam sobie) Pyza by się jakoś musiala ozywić, ale jak kłoda nie musi, kloda daje się nieść. No i jak wraca tatuś pacholęcia to Rózia bezwladnie wpada w jego ramiona, awanturę zrobić? To trzeba charakter mieć, jakikolwiek. Kłoda nie robi awantur!

    Pyza jest jakąś tam kreacją stworzoną przez panią MM, nie zywą postacią (podobnie jak Gaba czy Mila, czy Aniella), ale symbolem, nie wiem czego - idealnej córki? Buddyjskiego przykładu akceptacji tego, co niesie zycie? Wzorowej kobiety, matki, córki, człowieka? Pojecia nie mam, dla mnie jest nudną, banalną, wypraną z charakteru, istniejącą nie wiadomo po co galaretą.

    Nawet jej nie nie znoszę (jak na przyklad serdecznie nie znoszę Kozia), zbyt jest na to nudna i mdła.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • ding_yun 26.12.11, 10:57
    Powiem wam, że mnie nawet nie dziwi ta pierwsza reakcja Róży. Ja zakładam, że ona cały czas miała nadzieję, że Fryderyk wróci, często o tym myślała, ale kiedy to się urzeczywistniło była jednak w lekkim szoku. I z tego szoku mogła się wziąć jej pierwsza "kłodowata" reakcja - po prostu sama jeszcze nie wiedziała, co na ten temat na myśleć, była zakochana i była w trudnej sytuacji na którą nie miała żadnego planu.
    Natomiast nie wierzę w to, że nie zrobiła Fryckowi awantury później (w sumie nie wiemy - może zrobiła). Że wybaczyła i zapomniała od razu i nigdy nie wyciągnęła tematu jego ucieczki. To jest największe niebezpieczeństwo takich sytuacji - każda strona czuje się pokrzywdzona, jedna czuje, że ma rodzaj moralnej przewagi i po prostu muszą sobie z tym jakoś poradzić, zeby stworzyć związek. Tego się nie da zapomnieć i zamieść pod dywan.

  • pi.asia 26.12.11, 14:30
    No to wyjaśnijcie mi tę rozmowę:
    - Wypociłem do ciebie długiego, zasadniczego maila. Nawet słówkiem nie odpowiedziałaś!
    - A co było w tym mailu? - zdenerwowała się Róża.
    - Ech, różne błagania


    Można to różnie rozumieć - on wysłał, ona nie otrzymała (bo on pomylił adres). Albo on wysłał, a ona nawet nie przeczytała (od razu kliknęła "usuń"). Albo przeczytała i postanowiła czekać na następne, a treść tegoż uznała za bzdurną ("a cóż tam było niby takiego żeby odpisywać!!!")

    Może ona i miała nadzieję na powrót Fryca. Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Ale ten powrót wcale jej nie ucieszył, tylko lekko zaskoczył. W ogóle zauważyłam, że Róży generalnie nic nie cieszy, nic nie złości, mało co martwi. Ona jest taka letnia, ciepłe kluchy bez kręgosłupa.
    Awantura? Din_yun, nie żartuj! Róża wybaczyła Frycowi wszystko ułamek sekundy przed wypowiedzeniem słów "Mamy świeże ciasto". Niewybaczonego raczej by na ciasto nie zaprosiła.

    A przypomnijcie sobie Janusza Pyziaka: on pisał do Gaby, on umiał wysłać telegram i zapowiedzieć swój powrót, on umiał napisać "uwielbiam, kocham". I on był ten zły.
    Ale ale! Pod koniec sceny powrotu Fryca marnotrawnego Mila zastanawia się, co się dzieje z Januszem Pyziakiem. Kolejny dowód, że klan B. był nie w porządku wobec tego padalca ;)
  • ding_yun 26.12.11, 15:37
    pi.asia napisała:


    > Awantura? Din_yun, nie żartuj! Róża wybaczyła Frycowi wszystko ułamek sekundy p
    > rzed wypowiedzeniem słów "Mamy świeże ciasto". Niewybaczonego raczej by na cias
    > to nie zaprosiła.
    >

    Wiem, że to nie jest reakcja racjonalna ani możliwa do logicznego wytłumaczenia, ale ja umiem ją sobie wyobrazić. To jest trochę jak działanie w szoku. Przebaczenie to jest moim zdaniem proces i nie można wybaczyć w ułamku sekundy, można tylko odnieść takie mylne wrażenie. Róża mogła być tak skołowana tą sytuacją, mętnymi tłumaczeniami Frycka, a jednocześnie zaskoczona i ucieszona jego powrotem, że po prostu nie umiała zareagować. Nie każdy reaguje w pierwszym momencie emocjonalnie.
  • pi.asia 26.12.11, 19:51
    Sęk w tym, że nieco wcześniej, podczas wizyty starego Schoppe, Róża jest wzburzona, potrafi zerwać się na równe nogi i krzyknąć, potrafi dowalić werbalnie ojcu Fryderyka (mam nadzieję że już śpi inie słyszy co jej dziadek wygaduje), robiąc wrażenie nawet na swojej siostrze - nie traci rezonu, lecz zarazem zachowuje się z królewską godnością.

    A sytuacja była chyba trudniejsza niż nagły powrót Frycka. I szok też większy.
    Odbieram to tak, że MM chciała pokazać jak bardzo królewska i wyrozumiała w łaskawości swojej jest Róża i że jako jedyna nie robi Fryckowi wyrzutów, podczas gdy i Żaba, i Laura zarzucają go mnóstwem pytań i pretensji. Tyle że takie zachowanie Róży jest karykaturalne, przynajmniej dla mnie.
  • rozdzial43 27.12.11, 19:31
    pi.asia napisała:

    Tyle że takie zacho
    > wanie Róży jest karykaturalne, przynajmniej dla mnie.

    A dla mnie to jest typowe zachowanie introwertyka, którego wiele cech u Róży widzę. Plus duża inteligencja emocjonalna i społeczna Pyzuni.

    A jak "normalnie" powinna zachować się młoda kobieta w tej sytuacji, Twoim zdaniem? Powinna się rozszlochać? Obsypać Fryderyka marnotrawnego wyrzutami i pretensjami? Zacząć zasadniczą rozmowę w publicznej kuchni, z udziałem częściowo małoletniego audytorium? To dopiero byłaby żenada. I jakiemu miałoby to służyć celowi? Ulżeniu potrzebie dania upustu emocjom, której introwertyczna Pyzunia nie odczuła? A może należało pogonić na wstępie powracającego Fryderyka? Cóż miałaby tym zyskać? dlaczego miałoby to być mądre? Bzdura jakaś, ot co.
  • totorotot 27.12.11, 21:45
    > w publicznej kuchni,

    Żaba i Tygrysek w roli greckiego chóru-bezcenne. A pognać by się owe damy raczej nie dały, o nie ;-)

    --
    no alarms and no surprises
  • meg_mag 29.12.11, 16:28
    juz sie balam, ze jestem jedyna, ktora Kozia nie trawi z calego serca ;)
    --
    przysiądę Ci na kołdrze i w żagle z prześcieradła otulę Twoje sny:)
  • the_dzidka 29.12.11, 16:31
    A nie, więcej tu takich, choć może nie tak zaciętych jak Anutek.

    --
    "Fryderyk jest tylko użytkowo i technicznie traktowaną postacią literacką posuwającą"
  • nessie-jp 29.12.11, 22:16
    meg_mag napisała:

    > juz sie balam, ze jestem jedyna, ktora Kozia nie trawi z calego serca ;)

    Dopisuję się do Antyfanklubu Upiornego Kozia od Tętniczki. Nie znoszę.
  • totorotot 30.12.11, 00:05
    nessie-jp napisała:

    > meg_mag napisała:
    >
    > > juz sie balam, ze jestem jedyna, ktora Kozia nie trawi z calego serca ;)
    >
    > Dopisuję się do Antyfanklubu Upiornego Kozia od Tętniczki. Nie znoszę.

    A ja nie trawię Żaby. Uh. Kozio mnie ani grzeje ani ziębi raczej.
  • staua 26.12.11, 21:11
    A moja siostra jest taka, jak Roza, nic jej nie ruszy. Letnia, wlasnie. Az sie chce jej dokuczac (nie dziwie sie, ze Layra to robi odruchowo).
    Dlatego uwazam, ze taka postac jest calkiem prawdopodobna.
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • onion68 26.12.11, 23:18
    Jest prawdopodobna, jest ;)

    I dodam, że moim zdaniem (a raczej coś o tym wiem), to nie tak, że Róża i osoby różopodobne nie są zdolne do odczuwania emocji: wręcz przeciwnie, nie dopuszczanie ich do siebie wszystkich naraz to zwykły odruch samoobrony, bo skutki mogłyby być straszne. Za to, kiedy osoby, które potrafią zrobić awanturę karczemną i reagują emocjonalnie i adekwatnie, mają całą sprawę z głowy, to "Róże" potrafią się po roku budzić z jej powodu w środku nocy :(
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • nessie-jp 27.12.11, 01:44
    Obawiam się, że mój odbiór Róży jest nieco inny od waszego i od zamierzonego przez autorkę. Ani to android, ani królewska godność. Przez takie sceny jak przytoczona -- Róża robi na mnie wrażenie osoby po prostu ociężałej umysłowo, niezdolnej do przyswojenia sobie sytuacji i zareagowania na nią. Ot, stoi takie głupawe dziewczątko z otwartymi ustami i czeka, aż kolejna myśl przypłynie do głowy... a jak nie przypłynie, to zawsze można użyć wytrychu w postaci herbatki.

  • ding_yun 27.12.11, 12:26
    To jest trochę wina przedstawienia Róży w taki sposób, że nigdy nie mamy wglądu w jej myśli. Tak samo napisana jest postać Mili - obserwujemy ją jedynie z zewnątrz. Ja odbieram Różę podobnie jak Onion, jako osobę nieskłonną do wybuchów (to, co powiedziała do starego Schoppe to nadal mieści się dla mnie w kategorii względnego opanowania) i raczej tłamszącą uczucia w sobie. Ale to jest oczywiście lekko naciągana interpretacja bo nie wiemy, co Róża przeżywa naprawdę. W efekcie obserwujemy kogoś, kto rzeczywiście jawić się może jako android albo kukiełka o opóźnionych reakcjach.

    Natomiast zgodzę się, że intencją autorki było zapewne pokazanie Róży jako osoby wielkodusznej i wspaniałomyślnej, która dla dobra rodziny (dziecka) puści w mgnieniu oka w zapomnienie dawne przewiny tatusia. To się moim zdaniem udać nie może bo takie zepchnięte na dno umysłu, nigdy nie wywrzeszczane w twarz żale, mogą niekontrolowanie wybuchnąć w najmniej odpowiednim momencie. Dlatego też mnie drażni ta scena i brak dalszego ciągu historii Frycka i Róży poza daniem nam do zrozumienia, że sobie wszystko wyjaśnili i żyli długo i szczęśliwie. Niestety, jak się porusza "dorosłe" tematy takie jak niespodziewana ciążą i ucieczka ojca z miejsca zdarzenia, to trzeba je przedstawić w dorosły sposób. W przeciwnym razie taka bajka jest trudna do przełknięcia.
  • marslo55 27.12.11, 15:03
    ding_yun napisała:
    "Ja odbieram Różę podobnie jak Onion, jako osobę nieskłonną do wybuchów (to, co powiedziała do starego Schoppe to nadal mieści się dla mnie w kategorii względnego opanowania) i raczej tłamszącą uczucia w sobie."
    A ja ją widzę jako praktycznie niezdolną do wybuchów, bo mocno upośledzoną pod względem emocjonalnym. O ojcu nie pomyślała ani razu przez całe dzieciństwo, w związek jest gotowa wejść z dowolnym partnerem, powracającym z niebytu bliskim osobom beznamiętnie proponuje ciasto albo herbatkę.. Może Róża po prostu nie jest zdolna do miłości i swoją wieczną usłużnością ma nadzieję zamaskować ten brak? Może dlatego tak bardzo chciała mieć dziecko, bo była pewna, że do kogo jak do kogo, ale do własnego dziecka coś wreszcie poczuje?
  • ding_yun 27.12.11, 15:47
    > A ja ją widzę jako praktycznie niezdolną do wybuchów, bo mocno upośledzoną pod
    > względem emocjonalnym. O ojcu nie pomyślała ani razu przez całe dzieciństwo, w
    > związek jest gotowa wejść z dowolnym partnerem, powracającym z niebytu bliskim
    > osobom beznamiętnie proponuje ciasto albo herbatkę

    Coś w tym jest...uparcie się na Frycka można jeszcze przypisać niedojrzałości emocjonalnej. Natomiast kompletne wyparcie ze świadomości faktu, że posiada się żyjącego gdzieś na świecie biologicznego ojca wygląda już na jakąś dysfunkcję, zwłaszcza w kontekście braku ojcowskiej relacji z ojczymem.
  • anutek115 27.12.11, 16:09
    ding_yun napisała:

    > > A ja ją widzę jako praktycznie niezdolną do wybuchów, bo mocno upośledzon
    > ą pod
    > > względem emocjonalnym. O ojcu nie pomyślała ani razu przez całe dziecińst
    > wo, w
    > > związek jest gotowa wejść z dowolnym partnerem, powracającym z niebytu bl
    > iskim
    > > osobom beznamiętnie proponuje ciasto albo herbatkę
    >
    > Coś w tym jest...uparcie się na Frycka można jeszcze przypisać niedojrzałości e
    > mocjonalnej. Natomiast kompletne wyparcie ze świadomości faktu, że posiada się
    > żyjącego gdzieś na świecie biologicznego ojca wygląda już na jakąś dysfunkcję,
    > zwłaszcza w kontekście braku ojcowskiej relacji z ojczymem.

    Mówię wam, dziewczynki, my się tu spinamy, uposledzenie społeczne, emocjonalne, wycofanie, odgrywanie ról, wypieranie, tlumienie uczuć wyszukujemy, a ona jest po prostu źle napisaną Mary Sue. I o ile w wypadku Ewy Jedwabinskiej na przykład moim zdaniem autorka chciala pokazac niuanse osobowosci, o tyle Róża MIAŁA być wlasnie taka - z dzielną grzywka, dobra, slodka, sympatyczna, lubiana przez wszystkich, inetligentna i z osobowoscia, stajaca zawsze po własciwej stronie... a jest napisana tak fatalnie, że wychodzi nudna galareta, magma, nijaka, kłodowata i będąca androidem. Slowem - autorka pisze, co chce, a czytelnik tego nie kupuje...
    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • totorotot 27.12.11, 21:41
    > w kontekście braku ojcowskiej relacji z ojczymem.

    O, tu sie nie zgodze. Była fajna relacja

    --
    enjoy the silence
  • ding_yun 27.12.11, 21:54
    > O, tu sie nie zgodze. Była fajna relacja
    >

    Jakaś tam relacja może była, ale nie ojcowska. Nie przypominam sobie, żeby Pyza traktowała Grzegorza jako wsparcie, autorytet, żeby przyszła do niego po pomoc lub po radę albo się wygadać. Sprawy z Fryckiem też załatwia w jej imieniu Ignacy, a nie Grzegorz. Gdzie tu widzisz relację ojciec-córka?
  • anutek115 27.12.11, 15:46
    ding_yun napisała:

    > To jest trochę wina przedstawienia Róży w taki sposób, że nigdy nie mamy wglądu
    > w jej myśli. Tak samo napisana jest postać Mili - obserwujemy ją jedynie z zew
    > nątrz. Ja odbieram Różę podobnie jak Onion, jako osobę nieskłonną do wybuchów (
    > to, co powiedziała do starego Schoppe to nadal mieści się dla mnie w kategorii
    > względnego opanowania) i raczej tłamszącą uczucia w sobie. Ale to jest oczywiśc
    > ie lekko naciągana interpretacja bo nie wiemy, co Róża przeżywa naprawdę.

    Przede wszystkim może zaznaczę, że ja tez rozumiem tę pierwszą reakcję "mamy swieże ciasto". Tak jak Onion i Ding_yun uważam, że można ją wytłumaczyć szokiem, wcale nie wykluczam, ze sama bym tak zareagowała. W pierwszej chwili. Druga nie nadawałaby się do opisania w powieści dla dziewczatek ;).

    Natomiast sadzę też, że my od czasu do czasu MAMY wgląd w mysli Róży i dlatego własnie ja postrzegam ją jak kłodę. To jest dziewczyna, która nie chciała nigdy zobaczyć swojego ojca. A nawet nie "nie chciała", bo to sugeruje swiadoma decyzję, tylko "nie miała potrzeby" (tak to chyba autorka ujęła). Ktora czuła raczej niechęć do Frycka, ktora to niechęć spokojnie się rozmyła, jak już Frycek ją wziął, i raczej sympatię dla Lelujków, która to sympatia spokojnie się rozmyła, jak już Frycek ja sobie wziął. Która zdecydowanie (jak na siebie) nie lubi przedmiotów scislych, ale idzie na wiadome studia.

    Moim zdaniem nie ma w powieści NIC, co mogloby sugerować, że Pyza tłamsi uczucia w sobie (bardziej je Tygrys tlumi). Przeciwnie, jest jak otwarta, nudna książka.

    >
    > Natomiast zgodzę się, że intencją autorki było zapewne pokazanie Róży jako osob
    > y wielkodusznej i wspaniałomyślnej, która dla dobra rodziny (dziecka) puści w m
    > gnieniu oka w zapomnienie dawne przewiny tatusia. To się moim zdaniem udać nie
    > może bo takie zepchnięte na dno umysłu, nigdy nie wywrzeszczane w twarz żale, m
    > ogą niekontrolowanie wybuchnąć w najmniej odpowiednim momencie. Dlatego też mni
    > e drażni ta scena i brak dalszego ciągu historii Frycka i Róży poza daniem nam
    > do zrozumienia, że sobie wszystko wyjaśnili i żyli długo i szczęśliwie.

    Och, jestem pewna, że nic tu nie wybuchnie. Róża mi przypomina krowę - łagodną, przeżuwającą, co ona tam tłumi!

    Niestet
    > y, jak się porusza "dorosłe" tematy takie jak niespodziewana ciążą i ucieczka o
    > jca z miejsca zdarzenia, to trzeba je przedstawić w dorosły sposób. W przeciwny
    > m razie taka bajka jest trudna do przełknięcia.

    Sto procent zgody. Poza tym, ze moim zdaniem ojciec nie uciekł z miejsca zdarzenia (ale o tym dyskutowalismy już wiele razy). To jest po prostu źle wymyślona i źle opisana sytuacja, ot co.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • pi.asia 27.12.11, 16:19
    >. Róża mi przypomina krowę - łagodną,
    > przeżuwającą, co ona tam tłumi!

    No, Anutek, pojechałaś po bandzie ale trafiłaś w sedno ;)
    Dodam, że moim zdaniem jest ona dosyć egocentryczną krową, nie za bardzo liczącą się z uczuciami innych.
    Czy - gdy Fryc ją porywał na wycieczkę - pomyślała o Wiktorze Lelujce, z którym umówiła się po lekcjach? Olała go w sposób obrzydliwy.
    Czy - gdy Fryc ją porywał na wycieczkę - pomyślała o gościach, którzy mieli przyjść na jej imieniny? Spokojnie zadzwoniła że ona nie przyjdzie i że właśnie się zaręczyła.
    Czy stanęła po stronie matki i ojczyma, gdy Laura sprowokowała awanturę? Nie - wkroczyła z herbatką, żeby rozmyć problem, bo organicznie nie znosiła awantur.
    Raz pojawiają się u niej wyrzuty sumienia, że od dawna nie była nigdzie z siostrą.
    A poza tym spokojnie żeruje na rodzinie, nie zastanawiając się nad przyszłością - niech się ciotki złożą na jakieś mieszkanko. To zresztą było wielokrotnie omawiane.

    A zapowiadała się fajna dziewczyna....
  • anutek115 27.12.11, 16:43
    pi.asia napisała:

    > >. Róża mi przypomina krowę - łagodną,
    > > przeżuwającą, co ona tam tłumi!
    >
    > No, Anutek, pojechałaś po bandzie ale trafiłaś w sedno ;)
    > Dodam, że moim zdaniem jest ona dosyć egocentryczną krową, nie za bardzo licząc
    > ą się z uczuciami innych.

    Do tego to myśleć, myślec trzeba! Minimum wrażliwości, nie deklaratywnej i nie w stylu "jak mnie źle, to herbatkę wniosę i zażegnam, jak mnie dobrze/bylejak, to co tam, jakos to będzie".

    > A poza tym spokojnie żeruje na rodzinie,

    Nie zgodzę sie, gdyż żerowanie też zaklada świadomość swoich czynow ;). Ona po prostu bezwładnie przyjmuje, co jej dają, bez cienia refleksji, no dziumdzia do kwadratu.

    Dodam jeszcze, że bardzo lubię krowy. Śliczne są moim zdaniem i urocze, ale te na czterech nogach, te w ludzkiej postaci sa nie do przyjęcia :D.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • totorotot 27.12.11, 21:43
    > Czy - gdy Fryc ją porywał na wycieczkę - pomyślała o Wiktorze Lelujce, z którym
    > umówiła się po lekcjach? Olała go w sposób obrzydliwy.

    Przepraszam, ale tak właśnie winno się traktować ubiegających się, acz obojętnych w sumie młodzieńców, gdy samemu jest się atrakcyjną młodą damą w wieku nastoletnim :-)
  • ding_yun 27.12.11, 21:52
    totorotot napisała:


    > Przepraszam, ale tak właśnie winno się traktować ubiegających się, acz obojętny
    > ch w sumie młodzieńców, gdy samemu jest się atrakcyjną młodą damą w wieku nasto
    > letnim :-)

    Umawiać się z nimi a potem wystawiać do wiatru bez słowa wyjaśnienia? Wolne żarty.
  • pi.asia 27.12.11, 22:44
    Kokietować, prowokować, kaprysić, grymasić, wodzić za nos - ok. Ale umówić się konkretnie i natychmiast o tym zapomnieć?! Ani przez chwilę nie pomyśleć - już nie mówiąc o powiedzeniu głośno - przepraszam, ale jestem umówiona, a po południu jest przyjęcie w domu?
    Czy tak postępuje osoba stawiana za wzór solidności, słowności i odpowiedzialności?
  • totorotot 28.12.11, 01:22
    Ani przez chwilę nie pomyśleć - już
    > nie mówiąc o powiedzeniu głośno - przepraszam, ale jestem umówiona, a po połudn
    > iu jest przyjęcie w domu?

    Jezu, no tak. Im bardziej pomiatasz, tym lepiej. No kurcze, żadna z Was nie była nigdy nastolatką?
  • totorotot 28.12.11, 01:19
    > Umawiać się z nimi a potem wystawiać do wiatru bez słowa wyjaśnienia? Wolne żar
    > ty.

    No. Wstrętna byłam,co nie :-)
  • pi.asia 28.12.11, 07:14
    Ja chyba nigdy nie byłam nastolatką, bo nie pomiatałam. Nauczono mnie szacunku dla ludzi.

    A wracając do Róży - gdyby olała Wiktora świadomie, czyli nim pomiotła, oznaczałoby to, że jej na nim zależy i że robi to, by podrażnić jego ambicję. Chociaż akurat w przypadku Wiktora ta technika byłaby głupia i infantylna. Wiktor zasługuje na odrobinę szacunku.
    Ona o nim po prostu zapomniała.

    Rodzinę natomiast olała świadomie. Pewnie po to, żeby rodzinie bardziej zależało ;)
  • the_dzidka 28.12.11, 09:44
    > Ja chyba nigdy nie byłam nastolatką, bo nie pomiatałam. Nauczono mnie szacunku
    > dla ludzi.

    O to, to. Babskie gierki to jedno, a brak szacunku to drugie. Jakby potem taką pomiatającą z kolei chłopak wystawił w identyczny sposób, nie posiadałaby sie z oburzenia, jaki cham, jak mógł! Nie czyń drugiemu...
  • ding_yun 28.12.11, 11:11
    Lol...
    Nastolatką byłam, nawet całkiem niedawno. I trochę chłopaków się kręciło koło mnie sporo bo, nieskromnie mówiąc, nie byłam taka ostatnia. Ale nigdy nie zdarzyło mi sie umówić z chłopakiem i z premedytacją nie przyjść na umówione spotkanie. I nie kazałam nigdy na siebie czekać tylko przychodziłam punktualnie. I nie naciągałam na drogie prezenty, a nawet wybierałam specjalnie tańsze miejsca do posiedzenia gdy wiedziałam, że chłopak nie jest przy forsie. Cóż, może dlatego, że nie zgrywałam bógwiekogo, miałam takie powodzenie.
  • pi.asia 28.12.11, 17:14
    A w tej akurat, konkretnej sytuacji, Róża miała ogromne pole do pomiotnięcia, ale Fryderykiem. Mogła - i powinna była - zaprzeć się zadnimi łapami i oświadczyć: O nie, Frycek, ja już jestem umówiona, po południu przychodzi rodzina, zależy mi na dzisiejszych lekcjach, nie po to wczoraj cały wieczór kułam chemię na klasówkę, żeby potem kuć jeszcze raz, a w ogóle pozwolę ci się zaprosić wszędzie gdzie zechcesz, ale nie życzę sobie, żebyś burzył moje plany i decydował za mnie jak mam spędzić własne imieniny. Za pozwoleniem.

    Mogła to ubrać w subtelniejsze zwroty, oczywiście.

    Swoją drogą takie zachowanie Frycka świadczy o tym, że to on Różą pomiatam i kompletnie się z nią nie liczy. Rację miała Laura mówiąc o Wolfim "on mnie po prostu szanuje" - (w domyśle - A Frycek ciebie nie), rację miał Józinek mówiąc, że Frycek nigdy nie był dżentelmenem.

    ... a już niepójście z Różą na wesele Nutrii, bo akurat trzeba było pisać referat to było ze strony Frycka wybitnie paskudne.
    Swoją drogą, czytając opis tego wesela, gdzie Różę adorował Adrian w nowym garniturze, w którym wyglądał po prostu super, miałam nadzieję, że Autorka się zmityguje i nie wepchnie Róży w ramiona androida. No ale wtedy nie byłoby całego następnego tomu, bo:
    1. będąc z Adrianem Róża nie musiałaby uciekać się do drastycznych kroków mających ją zbliżyć z ukochanym - czułaby tę bliskość na co dzień
    2. gdyby się zbliżyła, Adrian raczej by zadbał o niepoczęcie
    3. a gdyby nawet do poczęcia doszło - Adrian by nie zwiał za ocean, nie robiłby awantur Róży ani tym bardziej jej rodzinie, a jego matka umiałaby Różę potraktować ciepło i normalnie. Raczej własnego syna sklęłaby na czym świat stoi.
  • dakota77 28.12.11, 17:24
    Masz absolutna racje. Oczywiscie nie popchneloby to akcji w kierunku pozadanym przez MM, ale tak wlasnie Roza powinna byla sie zachowac, bedac badz co badz podobno dobrze wychowana osoba...


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • rozdzial43 28.12.11, 19:37
    pi.asia napisała:

    > A w tej akurat, konkretnej sytuacji, Róża miała ogromne pole do pomiotnięcia, a
    > le Fryderykiem. Mogła - i powinna była - zaprzeć się zadnimi łapami i oświadczy
    > ć: O nie, Frycek, ja już jestem umówiona, po południu przychodzi rodzina, zależ
    > y mi na dzisiejszych lekcjach, nie po to wczoraj cały wieczór kułam chemię na k
    > lasówkę, żeby potem kuć jeszcze raz, a w ogóle pozwolę ci się zaprosić wszędzie
    > gdzie zechcesz, ale nie życzę sobie, żebyś burzył moje plany i decydował za mn
    > ie jak mam spędzić własne imieniny. Za pozwoleniem.

    To mówisz, że Róża nie powinna chcieć spędzić imienin z Fryderykiem w proponowany przez niego sposób? Mówisz, że powinna chcieć je spędzić w Wiktorem, a następnie swoją rodziną? A dlaczego uważasz, że wiesz, czego powinna chcieć Pyza?
    Pyza postąpiła jak chciała, zrobiła to, na czym jej zależało, a omawiana sytuacja IMHO świadczy o jej asertywności. A że raz, czy dwa sprzeniewierzyła się dobrym manierom...cóż...wypadek przy pracy. Trochę nieładnie, ale nikogo nie skrzywdziła przecież.

    > Swoją drogą takie zachowanie Frycka świadczy o tym, że to on Różą pomiatam i ko
    > mpletnie się z nią nie liczy.

    Czyli postępowanie Lelujków podobnie manewrujących Różą w imieninowych klimatach też świadczyło o pomiataniu nią? No to tym bardziej całe szczęście, że się dziewczyna wymiksowała, a Ty każesz jej chcieć spędzić imieniny w Wiktorem. Z deszczu pod rynnę ja pchasz, moja droga, za pozwoleniem ;)

    > a gdyby nawet do poczęcia doszło - Adrian by nie zwiał za ocean, nie robiłby
    > awantur Róży ani tym bardziej jej rodzinie, a jego matka umiałaby Różę potrakt
    > ować ciepło i normalnie. Raczej własnego syna sklęłaby na czym świat stoi.

    Niewykluczone. Ale i to niewykluczone, że Adrian natomiast byłby fanem sportów masowych i co weekend spędzał wieczory z piwskiem przed telewizorem. I miał grono wyciagających go z domu wieczorami kolegów. I po kąpieli robiłaby mu się egzema na szyi, czerwona.

    Jak by Ci to powiedzieć... no nie ma ludzi idealnych, no.
  • ding_yun 28.12.11, 20:55
    rozdzial43 napisała:


    > To mówisz, że Róża nie powinna chcieć spędzić imienin z Fryderykiem w proponowa
    > ny przez niego sposób? Mówisz, że powinna chcieć je spędzić w Wiktorem, a nastę
    > pnie swoją rodziną? A dlaczego uważasz, że wiesz, czego powinna chcieć Pyza?
    > Pyza postąpiła jak chciała, zrobiła to, na czym jej zależało, a omawiana sytuac
    > ja IMHO świadczy o jej asertywności. A że raz, czy dwa sprzeniewierzyła się dob
    > rym manierom...cóż...wypadek przy pracy. Trochę nieładnie, ale nikogo nie skrzy
    > wdziła przecież.

    To, że zignorowała spędzanie imienin w domu z rodziną jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Nie szykowali jej żadnego wielkiego przyjęcia, więc bez przesady. Ale zwianie z randki bo nagle się pojawiła inna okazja to jest zwykłe buractwo a nie żadna asertywność. I nie zgodzę sie, że Róża nikogo nie skrzywdziła. Gdybym ja umówiła się z facetem, zadbała o organizację wspólnego popołudnia czy wieczoru, przygotowała się i miała ciche nadzieje, że coś z tego będzie, a on zwyczajnie by się nie pojawił, byłoby mi cholernie przykro. Gdybym się dowiedziała, że nie pojawił się, bo nagle na horyzoncie pojawiła się dziewczyna z którą wolał spędzić dzień mimo, że to ze mną był umówiony, nie chciałabym mieć z tym gościem nic więcej wspólnego.

    Na marginesie to dziwi mnie, że zachowanie, która u faceta byłoby z dużą dozą prawdopodobieństwa skrytykowane jako chamstwo lub przynajmniej brak wrażliwości, u kobiet jawi się niektórym jako asertywność lub wręcz przejaw wysokich umiejętności w radzeniu sobie z mężczyznami.
  • rozdzial43 28.12.11, 22:55
    ding_yun napisała:


    Ale
    > zwianie z randki bo nagle się pojawiła inna okazja to jest zwykłe buractwo a n
    > ie żadna asertywność. I nie zgodzę sie, że Róża nikogo nie skrzywdziła. Gdybym
    > ja umówiła się z facetem, zadbała o organizację wspólnego popołudnia czy wieczo
    > ru, przygotowała się i miała ciche nadzieje, że coś z tego będzie, a on zwyczaj
    > nie by się nie pojawił, byłoby mi cholernie przykro.

    No pewnie, że przykro, nie zadbano tu o właściwą formę rekuzy wobec Wiktora, nie ma wątpliwości. Udano się za niewątpliwym głosem serca, egoistycznie oddając się własnym chęciom i żądzom ;). Też mi wstrząsająca przewina: nastoletnia panna nie stawiła się na pierwsze spotkanie z aspirującym absztyfikantem, bo bardziej podobał się jej inny kolega. Nieładnie, ale przecież nic takiego. Nawiasem mówiąc gorzkie chwile Wiktora niemal natychmiast skłonna była osłodzić trzepocząca blondyneczka z warkoczem, nie będziem nad chłopakiem płakać, że od tej, która podobała mu się najbardziej, dostał kosza. Zresztą natychmiast ulżył sobie składając donos Gabie o wagarach niedoszłej ukochanej. Też jakoś nieładnie. I też nic wielkiego przecież.

    > Na marginesie to dziwi mnie, że zachowanie, która u faceta byłoby z dużą dozą p
    > rawdopodobieństwa skrytykowane jako chamstwo lub przynajmniej brak wrażliwości,
    > u kobiet jawi się niektórym jako asertywność lub wręcz przejaw wysokich umieję
    > tności w radzeniu sobie z mężczyznami.

    Skąd to wnosisz?
  • the_dzidka 28.12.11, 23:04
    > Skąd to wnosisz?

    "Pyza postąpiła jak chciała, zrobiła to, na czym jej zależało, a omawiana sytuacja IMHO świadczy o jej asertywności." Zadziwiające, jak w naszych czasach chamstwo stało się cnotą.

    Może powiedzmy sobie od razu, że bierzesz udział w tej dyskusji tylko po to, żeby pokazać, jak bardzo znowu jesteś w opozycji do większości. Która oczywiście nie ma racji. Tak będzie prościej. Zieeeeew.
  • rozdzial43 28.12.11, 23:09
    the_dzidka napisała:

    > Może powiedzmy sobie od razu, że bierzesz udział w tej dyskusji tylko po to, ż
    > eby pokazać, jak bardzo znowu jesteś w opozycji do większości. Która oczywiście
    > nie ma racji. Tak będzie prościej. Zieeeeew.

    Powiedzcie sobie od razu co tylko chcecie; wolność słowa mamy, jak tuszę, mam nadzieję.

    Nawiasem mówiąc ziewanie rozmówcy w twarz też raczej o kulturze nie świadczy. Ani o asertywności, bo przecież do niczego, w tym do zabrania głosu w tej dyskusji, nikt Cię nie nakłaniał.
  • totorotot 29.12.11, 00:54

    > Nawiasem mówiąc ziewanie rozmówcy w twarz

    Oj tam, oj tam.Potraktuj to jako jeden z argumentów w dyskusji na korzyść poglądu, że winnyśmy, my,kobiety, być posłuszne i grzecznie dreptać na każde oferowane nam łaskawie spotkanie. Myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny ;D




    --
    I'm a creep, I'm a weirdo. What the hell am I doing here?
  • ding_yun 29.12.11, 09:39
    > Oj tam, oj tam.Potraktuj to jako jeden z argumentów w dyskusji na korzyść poglą
    > du, że winnyśmy, my,kobiety, być posłuszne i grzecznie dreptać na każde oferowa
    > ne nam łaskawie spotkanie.

    Nie oferowane, tylko umówione. Nie podoba Ci się absztyfikant - nie umawiaj się. Nie ma kłopotu nie trzeba dreptać. Ale mam nieodparte wrażenie, że doskonale wiesz o co chodzi.

  • totorotot 29.12.11, 09:57
    > Nie oferowane, tylko umówione. Nie podoba Ci się absztyfikant - nie umawiaj się
    > . Nie ma kłopotu nie trzeba dreptać. Ale mam nieodparte wrażenie, że doskonale
    > wiesz o co chodzi.

    A Ty potrafisz zrozumieć,że dziewczyna zapomniała o bożym świecie, gdy obiekt jej westchnień trzymiesięcznych zabrał ją na wyprawę?
    Zresztą spotkania z Lelujkami były niewypałami, niesprawiającymi dietującej Pyzie radości. Zmoknięcie do kości z ukochanym i cytowanie poezji najwyraźniej ją ucieszyło.
  • ding_yun 29.12.11, 10:18
    totorotot napisała:


    > A Ty potrafisz zrozumieć,że dziewczyna zapomniała o bożym świecie, gdy obiekt j
    > ej westchnień trzymiesięcznych zabrał ją na wyprawę?


    Aaa, teraz inaczej mówimy. Jasne, że rozumiem, ale na litość, nie jest to dla mnie przejaw ani asertywności ani szczególnych umiejętności radzenia sobie z mężczyznami. Jedni uznają to zninknięcie za buractwo, inni - bardziej tolerancyjni - za przejaw nagłego zaćmienia mózgu w wyniku fascynacji. I w porządku, byle nie dorabiać do tego innej ideologii.
  • totorotot 29.12.11, 22:23
    > I w porządku, byle n
    > ie dorabiać do tego innej ideologii.

    Kto dorabia, kto dorabia? Aj waj! (że pozwolę sobie sparafrazować króla Juliana;-)
    Staram się jeno wyjaśnić, że olanie/zapomnienie (nie wiem, jak to ładnie a celnie ująć grzeczniej) dupozawracacza nie jest grzechem śmiertelnym u nastolatki i nie świadczy o jej braku kultury/wychowania/asertywności etc., tylko o sklerozie ;-)
    --
    Z tego co pamiętam to najbardziej krytyczni (...) wobec mankamentów kobiet byli mężczyźni, których uroda pozostawiała wiele do życzenia: tacy z ciążą spożywczą lub wzrostu siedzącego psa. (Teresa Merigold)
  • jhbsk 29.12.11, 10:44
    totorotot napisała:

    > Oj tam, oj tam.Potraktuj to jako jeden z argumentów w dyskusji na korzyść poglą
    > du, że winnyśmy, my,kobiety, być posłuszne i grzecznie dreptać na każde oferowa
    > ne nam łaskawie spotkanie. Myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godzin
    > y

    Zaraz, zaraz. To nie było oferowane spotkanie tylko umówione. A ona nawet nie raczyła zawiadomić, że zmieniła zdanie!
  • ananke666 29.12.11, 12:28
    totorotot napisała:

    > Oj tam, oj tam.Potraktuj to jako jeden z argumentów w dyskusji na korzyść poglą
    > du, że winnyśmy, my,kobiety, być posłuszne i grzecznie dreptać na każde oferowa
    > ne nam łaskawie spotkanie. Myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godzin
    > y ;D

    Nie rozumiem. Przecież Pyza to właśnie zrobiła - mimo wcześniejszych ustaleń, posłusznie i grzecznie podreptała na zaoferowane łaskawie spotkanie. Jeśli to nie jest takie właśnie cielęce posłuszeństwo, to nie wiem, co nim jest.

    Boy zacytował kiedyś francuskie powiedzenie: Wystarczy kobiecie trzy razy powiedzieć, że jest ładna, aby za pierwszym razem podziękowała, uwierzyła za drugim, a wynagrodziła za trzecim. I to jest najwyraźniej w przypadku Pyzy prawda. Zwłaszcza, że komplementy wygłaszał koleś, który poprzednio podczas udzielania przez koleżanki, w tym Pyzencję, niewłaściwych odpowiedzi "dostawał regularnych drgawek", a także miał zwyczaj prezentować "nieco wyniosłą minę", "kiwał pobłażliwie głową", "psykał albo cmokał ze zniecierpliwieniem, albo wręcz patrzał [...] z tym swoim pobłażliwym uśmieszkiem" tudzież rzucał "spojrzenie pełne wyższości", co skłaniało koleżankę Pyzę do stwierdzenia, że kolega Frycek nią "po prostu pogardza". Efekt takiej półrocznej kampanii znamy - parę komplementów i Pyza podrepcze, gdzie amant chce i kiedy chce. Jak to sama ujęłaś, posłusznie i grzecznie.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • totorotot 29.12.11, 22:43
    >
    > Boy zacytował kiedyś francuskie powiedzenie: Wystarczy kobiecie trzy razy powie
    > dzieć, że jest ładna, aby za pierwszym razem podziękowała, uwierzyła za drugim,
    > a wynagrodziła za trzecim. I to jest najwyraźniej w przypadku Pyzy prawda. Zwł
    > aszcza, że komplementy wygłaszał koleś, który poprzednio podczas udzielania prz
    > ez koleżanki, w tym Pyzencję, niewłaściwych odpowiedzi "dostawał regularnych dr
    > gawek", a także miał zwyczaj prezentować "nieco wyniosłą minę", "kiwał pobłażli
    > wie głową", "psykał albo cmokał ze zniecierpliwieniem, albo wręcz patrzał [...]
    > z tym swoim pobłażliwym uśmieszkiem" tudzież rzucał "spojrzenie pełne wyższośc
    > i", co skłaniało koleżankę Pyzę do stwierdzenia, że kolega Frycek nią "po prost
    > u pogardza". Efekt takiej półrocznej kampanii znamy - parę komplementów i Pyza
    > podrepcze, gdzie amant chce i kiedy chce. Jak to sama ujęłaś, posłusznie i grze
    > cznie.

    Ja to interpretuję inaczej, choć od razu zaznaczę, że w większości zgadzam się z opinią, iż Róża to ciepła klucha najczęściej.
    Przy czym opisaną przez Ciebie półroczną relację Pyza/Fryc w jakiś sposób mogłabym przenieść na swoje doświadczenia oraz doświadczenia koleżanek. Jest w klasie chłopak (dodam-mało znany, bo klasa pierwsza). Ach, jaki ładny, mądry, niedostępny. Ach, a ja taka głupiutka przy nim (no dobra, takie coś nigdy mi nie przyszło do głowy, ale Pyzie by mogło hehe). Jak on mnie nie lubi, jak widzi wszystkie moje fałdy, jak odpowiadam przy tablicy, to wszyscy na mnie patrzą, jak się cukam, a im bardziej ja się cukam, tym bardziej oni cmokają, siorbają, spoglądają, pogardzają, a najgorszy, ohydniejszy jest ten Fryc. Aż się człowiek rumieni i ogólnie chodzi z piekącymi policzkami i uszami. I ciągle człowiek spogląda, czy on tak pogardliwie spogląda. A on spogląda, z niechęcią, mruk jeden (normalnie jak ten Hajduk Cesi, który gardził jej grubymi łydkami).
    I dnia pewnego ten ohydzielec spoglądalec okazuje się małym dzidziusiem, któremu trzeba poprawiać okularki. I on wcale nie prycha tylko uważa człowieka za zjawisko... I mówi, że ach ach kocha! Hm hm.. I porywa na wycieczkę, okazując się nie do końca takim prymusowatym gogusiem...
    No fakt, żadna szanująca się kobieta by nie zgodziłą się na wycieczkę, wszak należy iść na lody do restauracji z Wiktorem i upiec szarlotkę dla rodziny. To właśnie byłoby najprawdziwszą oznaką asertywności :)
  • zla.m 29.12.11, 23:11
    totorotot napisała:

    > No fakt, żadna szanująca się kobieta by nie zgodziłą się na wycieczkę, wszak na
    > leży iść na lody do restauracji z Wiktorem i upiec szarlotkę dla rodziny. To wł
    > aśnie byłoby najprawdziwszą oznaką asertywności :)

    Wyobraź sobie, że w moim odczuciu szanująca się kobieta (skoro mówimy o kobietach, a nie ponoszonych przez hormony nastolatkach), szanuje również swoje zobowiązania. I skoro obiecała komuś, że się z nim spotka tu i tu, to albo dotrzymuje słowa, albo naraża się na niemiłą reakcję, ale otwarcie to spotkanie odwołuje. A nie zwiewa oknem ;)
    --
    Po "Awatarze" J. Cameron zamierza nakręcić kolejne części: "Moderator" i "Moderator - Dzień Sądu".
  • totorotot 29.12.11, 23:30
    zla.m napisała:

    > totorotot napisała:
    >
    > > No fakt, żadna szanująca się kobieta by nie zgodziłą się na wycieczkę, ws
    > zak na
    > > leży iść na lody do restauracji z Wiktorem i upiec szarlotkę dla rodziny.
    > To wł
    > > aśnie byłoby najprawdziwszą oznaką asertywności :)
    >
    > Wyobraź sobie, że w moim odczuciu szanująca się kobieta (skoro mówimy o kobieta
    > ch, a nie ponoszonych przez hormony nastolatkach), szanuje również swoje zobowi
    > ązania. I skoro obiecała komuś, że się z nim spotka tu i tu, to albo dotrzymuje
    > słowa, albo naraża się na niemiłą reakcję, ale otwarcie to spotkanie odwołuje.
    > A nie zwiewa oknem ;)

    Ależ ja piszę o nastolatkach! Już dawno, dawno temu napisałam, jaka była ze mnie wredna maupa w czerwonym, a jaka teraz jestem żona udupiona ;-) Teraz po prostu z nikim się nie umawiam to i spóźniać się nie spóźniam ;-) A,czekaj, czasem się spóźniam, ale to jak mi dziecko postawi klocka na sekundę przed wyjściem, gdy już wszyscy jesteśmy opłaszczowani, oczapkowani i udało się odpalić samochód. :)
  • ananke666 30.12.11, 01:51
    > No fakt, żadna szanująca się kobieta by nie zgodziłą się na wycieczkę, wszak na
    > leży iść na lody do restauracji z Wiktorem i upiec szarlotkę dla rodziny. To wł
    > aśnie byłoby najprawdziwszą oznaką asertywności :)

    Oznaką asertywności byłoby, gdyby Różyczka rzekła, że nie upiecze szarlotki, jeśli nie miała ochoty jej piec i nie przyjęła zaproszenia Wiktora, jeżeli nie miała ochoty z nim się spotykać. A skoro się zapowiedziało pieczenie i zaproszenie przyjęło, także poinformowanie kolegi Fryca, że ze względu na ustalone plany na dziś chętnie się z nim spotka, ale kiedy indziej. Fryc nie zając, a Pyza nic nie wiedziała o planowanych rozkoszach romantycznej, szalonej randki w postaci rodzinnego spędu z okazji urodzin babci. O_o

    Natomiast wyrażanie zgody na działania, na które ochoty nie mamy, a także lecenie za facetem, który nas interesuje, gdy tylko on skinie paluszkiem jest odwrotnością asertywności. Nawiasem mówiąc, parę postów dalej stwierdziłaś, że facet musi się starać - akurat nieźle by mu zrobiło, gdyby musiał wykrzesać z siebie coś więcej niż "Chodź ze mną, o nic nie pytaj". Ale nie musiał, Pyza oczywiście posłusznie polazła.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • ananke666 30.12.11, 02:28
    Nawiasem mówiąc, w nastoletnim wieku wszystkich opisanych absztyfikantów spuściłabym po brzytwie.

    1. Za stawianie mnie w nad wyraz niezręcznej sytuacji, najpierw idą do mamusi prosić o pozwolenie zaproszenia mnie gdzieś, a dopiero potem - przy mamusi - pytają, czy ja mam na to ochotę. Powinno mieć to odwrotną kolejność.

    2. Lucek to podstawówka. W ogóle bym się z nim nie umawiała, sorry Winnetou.

    3. Randki, czy jak to tam nazwać w pierwszej fazie znajomości, poprzedzone obiadkiem u mamy - fail.

    4. Pierwsza randka z facetem, który mi się podoba, a którego jeszcze słabo znam. Randka zapowiada się nieźle, z nutką szaleństwa, a okazuje się wjazdem na urodziny babci - gigantyczny fail.

    Wszystkich jak leci posłałabym na drzewo. Za gadanie w kółko o obcym kolesiu, za pozwolenie, żeby koleś się wepchnął na randkę i za olanie mnie z góry dla odmiany Lelujkowie powinni mnie posłać na drzewo.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • the_dzidka 29.12.11, 10:23
    rozdzial43 napisała:


    > Nawiasem mówiąc ziewanie rozmówcy w twarz też raczej o kulturze nie świadczy.

    W TWARZ?! W monitor ziewnęłam, moja droga, za pozwoleniem. Nie przesadzaj, bo doniczki się kończą.


    --
    "Fryderyk jest tylko użytkowo i technicznie traktowaną postacią literacką posuwającą"
  • rozdzial43 29.12.11, 19:42
    the_dzidka napisała:

    > W TWARZ?! W monitor ziewnęłam, moja droga, za pozwoleniem. Nie przesadzaj, bo d
    > oniczki się kończą.

    Nie będzie Admin nam ziewał w twarz !
    ni monitora nam profanił !
    orężny stanie hufiec nasz !
    ogrodnik z manierami będzie nam hetmanił !

    I dostarczy się doniczek ile chcieć, gdyż ponieważ albowiem wyrzucam wszystkie kwiaty doniczkowe, jakie dostanę, ale ładne doniczki zachowuję.

    :D
  • pi.asia 29.12.11, 21:20
    Cholera, ja jestem ogrodnik! Ale hetmanić nie mogę, bo nie mam buławy :(

    A jak wyrzucasz rośliny doniczkowe, to wyrzucaj w moją stronę ;)
  • totorotot 29.12.11, 22:54
    Ja tam kwiatki najpierw zamęczam, potem dopiero wywalam.

    --
    enjoy the silence
  • totorotot 29.12.11, 00:32
    >
    > Na marginesie to dziwi mnie, że zachowanie, która u faceta byłoby z dużą dozą p
    > rawdopodobieństwa skrytykowane jako chamstwo lub przynajmniej brak wrażliwości,
    > u kobiet jawi się niektórym jako asertywność lub wręcz przejaw wysokich umieję
    > tności w radzeniu sobie z mężczyznami.

    Ale ja nie rozumiem w czym problem. Tu jestem umówiona z kolegą, a tu niespodziewanie trafia mi się spotkanko z (patafianem co prawda, ale nie w oczach R.) herr Frycem, w którym bujam siem od dłuższego czasu. No proszę. Jesteś umówiona z Dannym de Vito, a tu Johnny Depp (choć freudowsko myli mi się on z Deep) wyciąga mnie na słodkie rendez-vous. Oh, sorry, Johnny. Go alone, I'll spend this evening with Danny. Ha ha. Ha. No która by była taka fair?
    --
    There's a place in the sun where there is love for everyone
  • seidhee 29.12.11, 13:16
    totorotot napisała:
    > Ale ja nie rozumiem w czym problem.

    Róża postąpiła nie w porządku, ot i tyle. Niezależnie od tego, czy przeciętna dziewczyna/kobieta na jej miejscu zachowałaby się podobnie, czy nie.
  • anutek115 29.12.11, 20:22
    totorotot napisała:

    Jesteś umówiona z
    > Dannym de Vito, a tu Johnny Depp (choć freudowsko myli mi się on z Deep) wycią
    > ga mnie na słodkie rendez-vous. Oh, sorry, Johnny. Go alone, I'll spend this ev
    > ening with Danny. Ha ha. Ha. No która by była taka fair?

    Ja. I to nie tylko, wierzaj mi, dlatego, że akurat szczególnym trafem NAPRAWDĘ wolałabym spędzić wieczór w towarzystwie Danny'ego de Vito niż z Johnnym. Na litość boska, Totorotot, nie wierzę, że nie rozumiesz. Tak, Róża miala prawo nie życzyć sobie towarzystwa Wiktora. Miala prawo wolec Fryderyka. Ale, rany, była UMÓWIONA. Bracia Lelujki powiedzieli jej, jak ma wyglądać spotykanie sie z nimi i poprosili (w jej towarzystwie!) o pozwolenie jej matkę. Nie przypominam sobie, żeby wzbudzalo to w niej sprzeciw, przeciwnie, mgliscie pamiętam wzmianki o rumieńcach i uśmiechach. Nie została w nic wmanewrowana. Pozostawiono jej wybór i, jesli by sobie nie zyczyła, mogłaby się z braćmi (ani z zadnym pojedynczym Lelujką) nie spotykac nigdy w zyciu. Wiedziała, co robi.

    I zachowała się jak osoba fatalnie wychowana (co tu ma do rzeczy, że jest nastolatką? Jest swietnie wychowaną o wzorowym charakterze nastolatką, autorka nam to bez przerwy powtarza!) albo niunia, ktora bezwolnie i bezmyślnie podreptała za tym samcem, który był najbardziej pozbawiony skrupułów i gdzies miał to, czego ona chce i jakie ma plany.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • totorotot 29.12.11, 23:02
    > Ja. I to nie tylko, wierzaj mi, dlatego, że akurat szczególnym trafem NAPRAWDĘ
    > wolałabym spędzić wieczór w towarzystwie Danny'ego de Vito niż z Johnnym

    Dobra, to jak zadzwoni Danny, to przekażę Tobie słuchawkę i JUŻ CIĘ LUBIĘ, bo nie startujesz do mojego Depp'a. No.
    Ale czekaj, wrócmy do tematu. Przestaw sobie aktorów i zastanów się, co byś zrobiła w tej sytuacji? Zrezygnowałabyś z randki z DdV?

    Bracia Lelujki powiedzieli jej, jak ma wyglądać spotykanie sie z nimi
    > i poprosili (w jej towarzystwie!) o pozwolenie jej matkę.

    Ech. No poprosili. Ale ona była zakochana w prymusiku. Przekonana, że jej nie trawi. A tu się okazało, że on wprost się żywi pyzami. No, zapomniała, stop. Wieszać psów nie należy, stop. Zachowała się najnormalniej w świecie, stop.
  • nessie-jp 29.12.11, 23:09
    > Ale czekaj, wrócmy do tematu. Przestaw sobie aktorów i zastanów się, co byś zro
    > biła w tej sytuacji? Zrezygnowałabyś z randki z DdV?

    Pozwolę sobie odpowiedzieć ja -- na pewno nie wykazałabym się serwilizmem i nie leciała z wywalonym ozorem za kimś, kto łaskawie raczył na mnie na chwilę zwrócić uwagę, i to z poczuciem, że jak nie polecę na gwizdek, to stracę jedyną-w-życiu-okazję i nie doznam łaski. Zdecycowanie wolałabym spędzić ten czas z człowiekiem, który szanuje mnie i mój czas.

    Serio, wybitnie nie znoszę takich dziewczątek lecących z otwartymi ustami, bo jakiś sławny/znany/popularny chwilowo znudził się i raczył na nie skinąć. A TAKIEGO.

    Innymi słowy, gdyby zjawił się Gregory Peck, to tak, kazałabym mu wynieść śmieci. Niestety.

  • totorotot 29.12.11, 23:26
    > Serio, wybitnie nie znoszę takich dziewczątek lecących z otwartymi ustami, bo j
    > akiś sławny/znany/popularny chwilowo znudził się i raczył na nie skinąć. A TAKI
    > EGO.

    Obawiam się, niestety, że gdyby jakimś cudem mój uwielbiany Johnny Depp mnie zaprosił na randkę, nagięłabym dla niego nieco moje feministyczne zasady i pozwoliłabym się pouwodzić. Platonicznie. Nie, że bym poleciała z wywalonym ozorem zaraz- bardzo bym się pilnowała, aby go nie wywalić, bo to bardzo nietwarzowe ;-)

    --
    no alarms and no surprises
  • nessie-jp 30.12.11, 01:01
    > Obawiam się, niestety, że gdyby jakimś cudem mój uwielbiany Johnny Depp mnie za
    > prosił na randkę, nagięłabym dla niego nieco moje feministyczne zasady

    Sekundę, bo już się pogubiłam. Najpierw pogardliwie piszesz o dziewczynach, które dotrzymują słowa, jako o tych robiących laseczkę, kanapeczkę i wodeczkę na kacyka. Teraz nagle się okazuje, że niedotrzymywanie słowa to jest łamanie feministycznych zasad? I że pozwalanie się pouwodzić z zaskoczenia to jest super, ale pozwalanie się pouwodzić komuś, z kim się z jakiegoś powodu sama przedtem umówiłaś, prowadzi do laseczki i kanapeczki?

    Czy ty aby nie mylisz kultury osobistej z "feministycznymi zasadami, które fajnie łamać"?

  • totorotot 30.12.11, 01:16
    > > Obawiam się, niestety, że gdyby jakimś cudem mój uwielbiany Johnny Depp m
    > nie za
    > > prosił na randkę, nagięłabym dla niego nieco moje feministyczne zasady
    >
    > Sekundę, bo już się pogubiłam. Najpierw pogardliwie piszesz o dziewczynach, któ
    > re dotrzymują słowa, jako o tych robiących laseczkę, kanapeczkę i wodeczkę na k
    > acyka. Teraz nagle się okazuje, że niedotrzymywanie słowa to jest łamanie femin
    > istycznych zasad? I że pozwalanie się pouwodzić z zaskoczenia to jest super, al
    > e pozwalanie się pouwodzić komuś, z kim się z jakiegoś powodu sama przedtem umó
    > wiłaś, prowadzi do laseczki i kanapeczki?
    >
    > Czy ty aby nie mylisz kultury osobistej z "feministycznymi zasadami, które fajn
    > ie łamać"?

    Dowcipy o kwadratowych słoniach też rozbierasz na czynniki pierwsze i wychodzi Ci jarzębina?
  • nessie-jp 30.12.11, 15:23
    > Dowcipy o kwadratowych słoniach też rozbierasz na czynniki pierwsze i wychodzi
    > Ci jarzębina?

    Ach, to ty usiłowałaś napisać DOWCIP? Próbuj dalej, w końcu się uda, nie zniechęcaj się.
  • anutek115 29.12.11, 23:13
    totorotot napisała:

    > Ale czekaj, wrócmy do tematu. Przestaw sobie aktorów i zastanów się, co byś zro
    > biła w tej sytuacji? Zrezygnowałabyś z randki z DdV?

    Owszem. Bo się umówiłam. Uznałabym, że skoro Danny'emu zalezy, to na jednej probie randki nie poprzestanie.

    Ale ona była zakochana w prymusiku. Przekonana, że jej nie t
    > rawi. A tu się okazało, że on wprost się żywi pyzami. No, zapomniała, stop. Wie
    > szać psów nie należy, stop. Zachowała się najnormalniej w świecie, stop.

    Nie wierzę, że byla, ale poza tym, tak, zgadzam się z reszta (nie a propos Pyzy, ktora jest mdłą galaretą, ale a propos zwykłej nastolatki). I nie mozna bylo tak, przepraszam? Bez sugestii, że punktualność i dotrzymywanie umów = robienie loda i chichotanie z durnych dowcipów oraz robienie okladów na skacowane czoła? Ech...

    --

    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • totorotot 29.12.11, 23:38
    > Owszem. Bo się umówiłam. Uznałabym, że skoro Danny'emu zalezy, to na jednej pro
    > bie randki nie poprzestanie.
    >

    Celne. Jednak w owych zamierzchłych czasach bym jednak poleciała z wypiekami na twarzy i starannie pilnowanym ozorem na spotkanie z JD :> Teraz bym wcześniej zapytała męża; widzisz jak to się człowiek z wiekiem oducza wgorącejwodziekąpania? :>
  • totorotot 29.12.11, 23:54
    I nie mozna bylo
    > tak, przepraszam? Bez sugestii, że punktualność i dotrzymywanie umów = robienie
    > loda i chichotanie z durnych dowcipów oraz robienie okladów na skacowane czoła
    > ? Ech...

    Nie, nie. Zły wydźwięk odebrałaś.
    Jak by to tu ująć, by nie poobrażać ludziów.
    W moim liceum, a później na studiach, dziewczęta dzieliły się z grubsza na dwie grupy. No, trzy. Jedna: kumplowanie się z facetami, traktowanie ich niemal bezpłciowo. Jak któryś zboczył z kursu gierek komputerowych w różyczki- pognanie w cholerę, póki nie pozna swojej Mariolli.

    Druga grupa to dziewczyny piękne, kobiece, zadbane, zawsze modne i umawiające się chłopcami chodzącymi do solarium. Niestety, nie bylo mi dane poczynić obserwacji socjologicznych w tej grupie, więc zaznaczam jedynie, że takie istoty istniały.

    Trzecia grupa dziewcząt to te traktujące mężczyzn jak wyższy gatunek. Gdy się któryś z nią umówił na siedemnastą, one czekały już od 16:45. Dostały misia na urodziny- ach jej, jak się cieszyły, stawiając go na stoliczku w centralnym miejscu pokoju (co ciekawe, nie spotkałam się z sytuacją, by sprezentowały chłopcu na urdzinki również misia, albo może zajączka czy też samochodzika bip bip albo pianinka na baterie, a są to wszak ulubione zabawki w tej grupie wiekowej dzieci, które lubują się w misiach).
    Dziewczyny z tej grupy zawsze dawały leniwym kolegom zwalać lekcje, nieproszone podsyłały ściągi na egzaminach, jak kserowały notatki, to zawsze dodatkowe egzemplarze dla Rysia i Krzysia, bo oni nie byli. Rano jak w akademiku wstawał dzień, wraz ze słoneczkiem do pokoju kolegów przybywały troskliwe koleżanki z kanapeczkami. Odmówienie czegokolwiek koledze uznawane było za NIEUPRZEJMOŚĆ. Odmówienie tańca z kolegą to: NIEUPRZEJMOŚĆ. Zwrócenie się do szefa o podwyżkę to BRAK TAKTU. Wytknięcie błędów koledze w pracy to CHAMSTWO NIEGODNE KOBIETY. Nakazanie natychmiastowego zebrania tych obśmierdłych łachów rozrzuconych w łazience GODZI W MĘSKIE EGO i jest- a jakże- NIEUPRZEJME.

    Wkurza mnie to obnoszenie się z byciem zawsze fair wobec mężczyzny, czy to dużego, czy to małego. Pewnie przejdzie mi to z wiekiem, jak będę znosić wizyty potencjalnych synowych u siebie w domu. Wtedy potępię feminizm w czambuł :-)
  • slotna 30.12.11, 00:06
    > Nie, nie. Zły wydźwięk odebrałaś.

    I dalej to samo, co wczesniej... No kurde :/

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • the_dzidka 28.12.11, 19:43
    > A w tej akurat, konkretnej sytuacji, Róża miała ogromne pole do pomiotnięcia, a
    > le Fryderykiem. Mogła - i powinna była - zaprzeć się zadnimi łapami i oświadczy
    > ć: O nie, Frycek, ja już jestem umówiona, po południu przychodzi rodzina, zależ
    > y mi na dzisiejszych lekcjach, nie po to wczoraj cały wieczór kułam chemię na k
    > lasówkę, żeby potem kuć jeszcze raz, a w ogóle pozwolę ci się zaprosić wszędzie
    > gdzie zechcesz, ale nie życzę sobie, żebyś burzył moje plany i decydował za mn
    > ie jak mam spędzić własne imieniny. Za pozwoleniem.

    O właśnie. I wtedy można by powiedzieć do Róży: "No no no, nie zapowiadałaś się na tak silną osobowość". I wówczas nie wywołałoby to stwierdzenie zbiorowego wytrzeszczu oczu czytelników i nie wyrwałoby z ich piersi (która jest ich wspólnym dobrem, nieprawda) zbiorowego, głuchego stęknięcia: "WTF?!"

    :)
    --
    "Fryderyk jest tylko użytkowo i technicznie traktowaną postacią literacką posuwającą"
  • pi.asia 28.12.11, 20:57
    rozdział_43 napisała:
    >To mówisz, że Róża nie powinna chcieć spędzić imienin z Fryderykiem w proponowany przez >niego sposób? Mówisz, że powinna chcieć je spędzić w Wiktorem, a następnie swoją rodziną?

    Ależ Fryderyk nie zaproponował Róży takiego spędzenia imienin. On wyprowadził ją ze szkoły, beztrosko stwierdzając, że klasówkę napisze kiedy indziej, zaprowadził na dworzec, gdzie czekały wypożyczone rowery i kazał jej parę(naście) kilometrów jechać na jego rodzinną uroczystość. Jej chęć czy niechęć kompletnie się nie liczyła. Zaplanował wszystko w najdrobniejszych szczegółach (łącznie z poinformowaniem ojca, że będzie na wagarach). Nie brał w ogóle pod uwagę zdania Róży, jej planów, ustaleń rodzinnych. Kompletnie go to nie obchodziło. "Teraz ja jestem twoją rodziną", tak?

    Natomiast Lelujkowie wyraźnie kilka dni wcześniej zaprosili Różę na swoje imieniny, poprosili o zgodę Gabrysię, jako mamę Róży, Adrian tuż przed spotkaniem z Różą odwiedził Borejków, uprzedzając ich, że odbierze dziewczynę prosto ze szkoły i obiecał powtórzyć jej, że ma być w domu o szóstej bo będzie trzeba upiec szarlotkę.

    Dla mnie to ogromna różnica.

    I jeszcze taki drobny szczegół - Frycek doczepił się do Róży i Adriana i nie omieszkał przypomnieć o klasówce z chemii, kompletnie psując dziewczynie humor (ja bym spacerowała, ciesząc się życiem i wiosną ). A już, prosiak jeden, planował wagary i niepisanie klasówki.
    Swoją drogą, kiedy on to wszystko zdążył zorganizować - te rowery itd., skoro rozstał się z Różą późnym wieczorem?
    A gdyby tak Róża nie umiała jeździć na rowerze...?

  • dakota77 28.12.11, 21:11
    To by sie musiala, psia mac, tego dnia nauczyc:)). Herr Flick Frycek juz by o to zadbal. Pelna zgoda jak co calosc chodzi, tak swoja droga:)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • rozdzial43 28.12.11, 23:04
    pi.asia napisała:

    > Ależ Fryderyk nie zaproponował Róży takiego spędzenia imienin. On wyprow
    > adził ją ze szkoły, beztrosko stwierdzając, że klasówkę napisze kiedy indziej,
    > zaprowadził na dworzec, gdzie czekały wypożyczone rowery i kazał jej parę(naści
    > e) kilometrów jechać na jego rodzinną uroczystość. Jej chęć czy niechęć komplet
    > nie się nie liczyła.

    Tak to opisałaś, jakby Fryderyk Pyzunię uprowadził. Tymczasem z tekstu wynika, że prosił o współudział. Cytat: ...Różo, pozwól mi zrealizować mój wielki wagarowy, imieninowy plan", "Zdaj się teraz na mnie, wszystko zaplanowałem co do szczegółu i poprowadzę cię teraz w najzupełniej właściwym kierunku".

    Kurczę, też bym poszła bez wątpienia, gdyby mi się facet podobał.

    > Natomiast Lelujkowie wyraźnie kilka dni wcześniej zaprosili Różę na swoje imien
    > iny, poprosili o zgodę Gabrysię, jako mamę Róży, Adrian tuż przed spotkaniem z
    > Różą odwiedził Borejków, uprzedzając ich, że odbierze dziewczynę prosto ze szko
    > ły i obiecał powtórzyć jej, że ma być w domu o szóstej bo będzie trzeba upiec s
    > zarlotkę.
    > Dla mnie to ogromna różnica.

    No tak, tak, bardzo mili, dobrze wychowani chłopcy. Ale nie można chyba oczekiwać od nastoletniej zakochanej dziewczyny, że poświęci nastoletnią pierwszą gorąca miłość na ołtarzu rozsądku i dobrych manier. Już ta Pyzunia dobrze wiedziała zawsze, czego chce i konsekwentnie to realizowała. Dla odmiany - kiedy Lelujkowie zaprosili ją na koncert, nie miała żadnych problemów z odmową, uzasadniając, że Fryderykowi byłoby przykro. To też oznaka dobrze pojętej asertywności.
  • totorotot 29.12.11, 00:49
    > Tak to opisałaś, jakby Fryderyk Pyzunię uprowadził. Tymczasem z tekstu wynika,
    > że prosił o współudział. Cytat: ...Różo, pozwól mi zrealizować mój wielki wagar
    > owy, imieninowy plan", "Zdaj się teraz na mnie, wszystko zaplanowałem co do szc
    > zegółu i poprowadzę cię teraz w najzupełniej właściwym kierunku".
    >
    > Kurczę, też bym poszła bez wątpienia, gdyby mi się facet podobał.

    ...zwłaszcza, że sama dzień czy dwa wcześniej (czy może trzy;-) sama podpuszczała geniusza, a ty ty, sztywniaczek, na wagary prymusiku to byś się bał pójść, co nie? He He.
    Ależ nie! Ja też umiem zaszaleć i spontanicznie powagarować! Wszystko zaplanowałem w najdrobniejszych szczegółach ;-)
  • totorotot 29.12.11, 00:45
    > Natomiast Lelujkowie wyraźnie kilka dni wcześniej zaprosili Różę na swoje imien
    > iny, poprosili o zgodę Gabrysię, jako mamę Róży, Adrian tuż przed spotkaniem z
    > Różą odwiedził Borejków, uprzedzając ich, że odbierze dziewczynę prosto ze szko
    > ły i obiecał powtórzyć jej, że ma być w domu o szóstej bo będzie trzeba upiec s
    > zarlotkę.

    No i co z tego, że się opowiedzieli mamusi. Pyza wolała Fryca i tyle. Jak się trafiła okazja, to z nim prysła, mimo,że nie poprosił ani jej mamusi, ani dziadusia, ani nawet Ignasia o zgodę na raptus puellae :-)
    --
    no alarms and no surprises
  • anutek115 29.12.11, 21:25
    pi.asia napisała:

    > Ależ Fryderyk nie zaproponował Róży takiego spędzenia imienin. On wyprow
    > adził ją ze szkoły, beztrosko stwierdzając, że klasówkę napisze kiedy indziej,
    > zaprowadził na dworzec, gdzie czekały wypożyczone rowery i kazał jej parę(naści
    > e) kilometrów jechać na jego rodzinną uroczystość. Jej chęć czy niechęć komplet
    > nie się nie liczyła. Zaplanował wszystko w najdrobniejszych szczegółach (łączni
    > e z poinformowaniem ojca, że będzie na wagarach). Nie brał w ogóle pod uwagę zd
    > ania Róży, jej planów, ustaleń rodzinnych. Kompletnie go to nie obchodziło. "Te
    > raz ja jestem twoją rodziną", tak?
    >
    > Natomiast Lelujkowie wyraźnie kilka dni wcześniej zaprosili Różę na swoje imien
    > iny, poprosili o zgodę Gabrysię, jako mamę Róży, Adrian tuż przed spotkaniem z
    > Różą odwiedził Borejków, uprzedzając ich, że odbierze dziewczynę prosto ze szko
    > ły i obiecał powtórzyć jej, że ma być w domu o szóstej bo będzie trzeba upiec s
    > zarlotkę.
    >
    O, identyczne rzeczy pisalysmy! Ale słowo daję, nie sciągałam :))).

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • totorotot 29.12.11, 00:24
    ding_yun napisała:

    > Lol...
    > Nastolatką byłam, nawet całkiem niedawno. I trochę chłopaków się kręciło koło m
    > nie sporo bo, nieskromnie mówiąc, nie byłam taka ostatnia. Ale nigdy nie zdarzy
    > ło mi sie umówić z chłopakiem i z premedytacją nie przyjść na umówione spotkani
    > e. I nie kazałam nigdy na siebie czekać tylko przychodziłam punktualnie

    A mi się i zdarzyło zapomnieć o spotkaniu i olać je, jeśli wypadło coś ciekawszego do roboty, a punktualnie to nie przyszłam chyba nigdy. Czekaj, na pewno: nigdy. Na drogie prezenty też nie naciągałam, płaciłam za siebie sama, ale niestety w większości trafiali mi się pierdzioszkowie obdarowujący mnie jakimiś różyczkami, bądź misiami, bądź kartkami z serduszkami, bądź wierszydłami (mówię o czasach nastoletnich), bądź innymi dyskwalifikującymi delikwenta i kwalifikującymi go do olania prezentami. Nikogo nie zgrywałam, a już na pewno nie bógwiekogo- po prostu nie lubię być zdobywana ani traktowana 'z szablonu na kobietę'. Lubiłam sobie zawsze sama upatrzyć 'ofiarę' i ją 'zdobyć', stąd też nieustanna irytacja tymi memłkami przebierającymi nogami i smętnie wystającymi. Jak jest tępym trepem, który leci jedynie na ładną buzię i się szarpnął był na długą różę i srisia z serduszkiem zamiast cykulady i konwalii albo fajnej książki bądź biletów na koncert (a to wymaga pomyślunku, a nie porad innych pryszcielców), to niech stoi z tymi gadżetami na rynku do usmarkanej śmierci.

    Owszem, miałam koleżanki, zawsze punktualne i fair wobec kolegów. A im bardziej traktowały ich z szacunkiem, przepisując notateczki z wykładzików czy też lekcji, robiąc w akademiku kanapeczki rozkosznym śpiochom, skikając po wodę na kacuszka kolegom z roku, uprzejmie chichrając się z ich dowcipów, przypominające o ważnych sprawdzianach i usłużnie podsuwające ściągi oraz grzecznie zgadzające się z ach! och! zachwytem na każdą propozycję spotkania, a później, jeśli były odpowiednio miłe i grzeczne, misio łaskawie pozwalał sobie hm... jak by to ująć na tym forum... wykonać fellatio?.....tym bardziej koledzy mieli je w... głębokim poważaniu. W ramach rewanżu, zapewne.
  • ding_yun 29.12.11, 10:38
    Totorotot, przegapiłam wcześniej tego posta, bo skupiłam się na dyskusji w innej części wątku. Przeczytałam już kilka Twoich wypowiedzi na forum, które wydawały mi się dość prostackie, ale inne z kolei były ciekawe, więc złożyłam to na karb tego, że masz taki sobie bezpośredni sposób komunikacji. Natomiast ten post jest tak głupi i paskudny, że nie umiem tego już niczym usprawiedliwić.

    Moim zdaniem to już podchodzi pod trollowanie.
  • staua 30.12.11, 20:19
    Tez tak sadze. Bardzo niekulturalny post.
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • totorotot 29.12.11, 00:07
    > Ja chyba nigdy nie byłam nastolatką, bo nie pomiatałam. Nauczono mnie szacunku
    > dla ludzi.

    Nastoletni pierdek snujący się z rozmemłanym wzrokiem i zawracający d., a niebędący w kręgu zainteresowań to nie człowiek :-)

    > Ona o nim po prostu zapomniała.

    No o tym piszę właśnie. Tak, wiem, wredna maupa byłam, a teraz siem nie umawiam, bo by mąż dostał apopleksji :P
  • pi.asia 29.12.11, 06:25
    >A mi się i zdarzyło zapomnieć o spotkaniu i olać je, jeśli wypadło coś ciekawszego do roboty, a >punktualnie to nie przyszłam chyba nigdy. Czekaj, na pewno: nigdy.

    Żaden to powód od dumy, żaden.

    A skoro tak postrzegałaś swoich absztyfikantów jak ich opisałaś, to po co było się z nimi umawiać?! Żeby dać facetowi odczuć jak bardzo jest do kitu bo kupił różę a nie konwalie?

    Co do nadskakiwania i rewanżu - tu masz, niestety rację.

    I jeszcze jedno - Fryderyk najpierw wyprowadził Różę ze szkoły, a dopiero idąc z nią na dworzec powiedział "pozwól mi zrealizować mój plan". W tym planie było też wpakowanie Różśy w sam środek rodzinnej uroczystości.
    Jakoś później nigdy nie zaprosił Róży do domu...
  • totorotot 29.12.11, 09:50
    W tym planie było
    > też wpakowanie Różśy w sam środek rodzinnej uroczystości.
    > Jakoś później nigdy nie zaprosił Róży do domu...

    Nie zaprosił, bo
    -ma toksyczną rodzinę i się jej wstydzi przed Różą
    -stoi okrakiem: miłość czy wbijane do głowy kapłaństwo na ołtarzu astrofizyki i realizowanie niespełnionych marzeń tatusia
    -tatuś by mu zrobił z wiadomo czego jesień średniowiecza, gdyby się okazało, że ma dziewczynę
    -Fryc jest łajza i tchórz bez kręgosłupa (ukształotwany przez rodzinę)
  • soova 29.12.11, 09:57
    Jakoś dziwnie normalna jest ta rodzina w "Imieninach" w porównaniu z tym, co się z nią stało potem...
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • totorotot 29.12.11, 22:35
    soova napisała:

    > Jakoś dziwnie normalna jest ta rodzina w "Imieninach" w porównaniu z tym, co si
    > ę z nią stało potem.

    Jak dla mnie to ewidentny błąd autorki. Już się człowiek cieszy, że kolejną Borejkównę (z krwi, nie z nazwiska) udało się wypchnąć przed bezpieczny ołtarz, a tu zonk!
    Nie chciałabym być posądzona o teorie spiskowe i nadmierną fantazję, ale przyszło mi do głowy na wieść o ciąży Róży podejrzenie, że jest ona (ciąża, nie Róża) oraz wypowiedzi Ignacego o rozmawianiu o seksie próbą dyskusji z forumowiczami, zarzucającymi Borejom świętość za życia.
    --
    Should I stay or should I go
  • gat45 29.12.11, 07:38
    Totorotot ! Zatkało mnie. Ty nie jesteś prawdziwa. Nie możesz być prawdziwa ! Tyle pogardy i jadu dla dobrze wychowanych koleżanek (uprzejmość to prosta droga do serwilizmu, w tym seksualnego), tyle samouwielbienia ze szczególnym podkreśleniem umiejętności pomiatania absztyfikantami - a w wątku o naukach, płynących z książek MM wywody o roli przewodniej macierzyństwa w rozwoju ludzkości i własne świecenie przykładem.... Nie, to się nie może zmieścić w jednej osobie ! To nie może być układ stabilny. Taka osobowość musiałaby wybuchąć z hukiem ! Przyznaj, że sobie kpinki robisz z rozmów na forum. Uspokój mnie, bo mam dysonans poznawczy.
  • totorotot 29.12.11, 09:54
    gat45 napisała:

    Ludzie są trójwymiarowi, nie dwu. Piszę o czasach nastoletnich, takich, gdy się człowiek bezlitośnie śmieje z pryszczatych kolegów, matki uważa za kwoczki, nie chce wychodzić za mąż, zostanie gwiazdą estradową, objedzie świat w 80 dni autostopem i zapomina o randkach, jeśli trafiła im się dodatkowa lekcja chemii na zastępstwo z inną klasą, w której jest obiekt westchnień :)
    --
    Let the music be your master
  • the_dzidka 29.12.11, 10:20
    > Ludzie są trójwymiarowi, nie dwu. Piszę o czasach nastoletnich, takich, gdy się
    > człowiek bezlitośnie śmieje z pryszczatych kolegów, matki uważa za kwoczki

    Wiesz co, ja też - jak zapewne każda z nas - strzeliłam w wieku cielęcym mnóstwo idiotyzmów i zachowałam się chamsko. Tyle że teraz się tego wstydzę, a nie obnoszę się tym z pychą. I jako dorosła kobieta nie uważam, że byłam wtedy taka strasznie nastoletnio cool i super - byłam rozwydrzoną gówniarą, ot co. I tak dość bezboleśnie przeszłam to "piekło zwane młodością".

    A tak btw, skoro uważałaś swoich adoratorów za tępych trepów, to po co się z nimi w ogóle umawiałaś? I co, podpatrywałaś zza rogu rynku, skoro widziałaś, że tylko z różą stoi? NIE Z KONWALIAMI!!! I że biletów na koncert nie kupił, o matko, biletów nie kupił!!!

    Przeraźliwe, jakby powiedziała ciotka Lila.
    --
    "Fryderyk jest tylko użytkowo i technicznie traktowaną postacią literacką posuwającą"
  • ginestra 29.12.11, 15:00
    the_dzidka napisała:

    > > Ludzie są trójwymiarowi, nie dwu. Piszę o czasach nastoletnich, takich, g
    > dy się
    > > człowiek bezlitośnie śmieje z pryszczatych kolegów, matki uważa za kwoczk
    > i
    >
    > Wiesz co, ja też - jak zapewne każda z nas - strzeliłam w wieku cielęcym mnóstw
    > o idiotyzmów i zachowałam się chamsko. Tyle że teraz się tego wstydzę, a nie ob
    > noszę się tym z pychą. I jako dorosła kobieta nie uważam, że byłam wtedy taka s
    > trasznie nastoletnio cool i super - byłam rozwydrzoną gówniarą, ot co. I tak do
    > ść bezboleśnie przeszłam to "piekło zwane młodością".
    >
    > A tak btw, skoro uważałaś swoich adoratorów za tępych trepów, to po co się z ni
    > mi w ogóle umawiałaś? I co, podpatrywałaś zza rogu rynku, skoro widziałaś, że t
    > ylko z różą stoi? NIE Z KONWALIAMI!!! I że biletów na koncert nie kupił, o matk
    > o, biletów nie kupił!!!
    >
    > Przeraźliwe, jakby powiedziała ciotka Lila.

    Jak różny może być odbiór tekstu! - ja na przykład odbieram wypowiedzi Totorotot w tym wątku (o tych pryszczatych chłopcach z misiami i różami) jako teksty pisane z dystansem, ironią i humorem, a na pewno nie z pychą czy chwaleniem się, że była taka super, jeżeli spławiała pryszczatych adoratorów. Raczej widzę tu pewne zrozumienie dla faktu, że w młodości bardzo dużo osób, które teraz są dorosłe (może nawet nie byłoby dalekie od prawdy stwierdzenie: "100% osób") postępowało głupio i robiło rzeczy, które z dystansu lat wydają się przykładami na brak dobrego wychowania i nie liczenie się z drugim człowiekiem. Widzę tu postawę, która wcale nie usprawiedliwia tych zachowań jako takich, ale po prostu jest w stanie przyjąć do wiadomości i zasymilować fakt, że tak po prostu jest, że nastoletnie dziewczyny zachowują się czasem w stosunku do Bogu ducha winnych adoratorów wręcz okrutnie, a w owym czasie nie zdają sobie z tego sprawy. Ja zgadzam się z tym i też jestem w stanie uznać, że tak po prostu jest i nie wiem dlaczego i choć chciałoby się, aby było inaczej, to nic na to się nie poradzi - najwyraźniej jest w tym jakiś sens, że młodziutkie osoby, nie znające życia, choćby chciały dobrze i ogólnie były dobrze nastawione do świata, potrafią zakochanego w nich chłopca wystawić do wiatru, spławić czy źle potraktować. Przyznam się, że Totorotot swoimi wpisami zdjęła ze mnie pewien ciężar, bo ja do dziś dnia, jak mi się przypomniały pewne moje nastoletnie zachowania wobec adoratorów, które mogły ich zaboleć, czułam się nieciekawie. Totorotot uświadomiła mi, że czy chcemy czy nie, po prostu taki jest ten wiek i (prawdopodobnie) każdy coś takiego zaliczył, chłopcy z misiami pewnie też coś takiego zaliczyli, a jeśli nie zaliczyli, a ich udziałem było tylko doświadczenie bycia wystawionymi do wiatru (w co wątpię, ale nawet jeśli), to może i w tym był jakiś sens dla nich i to doświadczenie niosące przekaz, że dziewczyny nie zawsze są fajne (nawet te, które się fajnymi wydają) też było im jakoś pomocne w dalszym życiu. W końcu życie nie jest dla nikogo łatwe i uczymy się właśnie poprzez doświadczenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby specjalnie kogoś źle traktować, ale jeśli zrobiło się za młodu tego typu rzeczy, to można to oceniać źle jako czyn z dzisiejszej perspektywy, ale dobrze jest chyba zrozumieć też ten kontekst, że było się wtedy jakoś zaślepionym, nie myślało się tak jak teraz i przestać rozdzierać szaty.

    Dlatego uważam, że mówienie tak lekko o tym przez Totorotot niesie właśnie przekaz zrozumienia dla głupoty tego wieku i dla faktu, że nastolatka, miotana zresztą hormonami i dopiero ucząca się radzenia sobie ze swoimi emocjami w tej nowej fazie życia, jest niekiedy bezbronna wobec swojej "ciemnej strony" i nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego co robi i tego, że kogoś może zranić. W dużym uproszczeniu można powiedzieć: "ma do tego prawo" - właśnie przez to, że jest nastolatką, że nie wszystko jeszcze rozumie i ogarnia. Tak po prostu jest, choć może chciałoby się, żeby nastoletnie dziewczyny zachowywały się jak 40-latki z ich bagażem doświadczeń.

    Podobnie teksty o konwaliach czy biletach do kina w tych wypowiedziach ja rozumiem jako tylko umowne: chodziło o przykład a nie o to, żeby je brać śmiertelnie poważnie i kreować Totorotot na jakąś bezduszną i zero-jedynkową osobę ("nie przyniósł konwalii = na nic nie zasługuje"). Podobnie jak umowne i żartobliwe są zdania typu "pryszczaci chłopcy to nie ludzie".

    Jeśli chodzi o spójność, to mnie w wypowiedziach Totototot wszystko "styka". Co innego być nastolatką i zachowywać się miejscami głupio i trochę bezlitośnie dla misiowatych chłopców, a co innego mieć męża, który jest tym wymarzonym mężczyzną i z którym mieć dzieci to sama przyjemność i w ogóle inna jakość. A do tego widzę tę spójność u Totorotot jako osoby będącej na drugim biegunie niż opisane przez nią "dziewczyny z akademika" (N.B. zgadzam się z wnioskami na temat tej postawy!), co widać też w jej wypowiedziach np. o podziale obowiązków w domu, sortowaniu ubrań z pralki itp. :)
    A więc, dla mnie te wypowiedzi są spójne i fajnie się je czyta.

    Jeśli chodzi o postawione pytanie o to dlaczego w nastoletnim wieku umawiać się z chłopakami, którzy się nie podobają, to mnie trochę dziwi postawienie tego pytania, bo często przecież chodziło o jakieś pierwsze spotkanie, kiedy się dobrze tego chłopca nie znało albo znało go tylko w pewnym kontekście i nie wiedziało się jaki on jest w innym kontekście, czyli sam na sam na randce i co będzie trzymał w ręku. Potem chłopak zwykle chciał umówić się na kolejne spotkanie i mogło do takiego umówienia dojść na fali sympatyczności tego pierwszego spotkania, ale (w dobie braku komórek, Internetu a nawet zwykłego telefonu!) czasem umówiona data i godzina spotkania mogła takiej dziewczynie wylecieć z głowy, zwłaszcza, jeżeli w międzyczasie wydarzyło się ileś rzeczy albo w krytycznym dniu coś zaproponował "ten naprawdę podobający się", a jak nie wleciało z głowy, to wtedy nawet błąkająca się myśl, że ten pierwszy umówiony będzie czekał na rynku o 17.00 jakoś nie stanowiła silnej motywacji, żeby "temu podobającemu się" odmówić (hormony, bicie serca, motyle w brzuchu i tym podobne rzeczy skutecznie tę błąkającą się myśl gasiły).

    Po tym wątku i wypowiedziach Totorotot naprawdę czuję, że kamień spadł mi z serca, i że jeśli chodzi o jakieś nie-drastyczne zachowania, a takie tego typu jak wyżej, to można naprawdę składać je na karb młodości i przestać się nimi dręczyć, bo po prostu w tej fazie życia były one, jeśli nie "normalne", to przynajmniej "dopuszczalne", w znaczeniu, że nic się na nie nie poradzi i mogły one jak najbardziej wchodzić w skład zachowań dziewczyny, która potem wyrosła na kobietę traktującą innych z szacunkiem i myślącą i zachowującą się już diametralnie inaczej, lepiej.

    Tak rozumiem te wypowiedzi.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • the_dzidka 29.12.11, 16:02
    Wystarczyło napisać "Dziękuję, kochany totorotku i pozdrawiam cieplutko!". Wyszło by na jedno, a czytelniej.

  • ginestra 29.12.11, 16:40
    the_dzidka napisała:

    > Wystarczyło napisać "Dziękuję, kochany totorotku i pozdrawiam cieplutko!". Wysz
    > ło by na jedno, a czytelniej.
    >

    Nie wyszło by na jedno, ponieważ moja wypowiedź niesie dużo więcej treści, a ponadto nie jest wcale utrzymana w tonie "kochany Totorotku".

    Swoją drogą, Adminko, widzę, że chyba znów zaczynasz jakieś wyśmiewanie się z forumowiczki, tj. ze mnie. Jest to przykre i chyba Admince nie przystoi i jest sprzeczne z jej funkcją pełnioną na forum, tak uważam.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • ginestra 29.12.11, 16:41
    Errata:

    "wyszłoby" pisane razem. Przepraszam za błąd z pośpiechu.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • the_dzidka 29.12.11, 16:44
    > Swoją drogą, Adminko, widzę, że chyba znów zaczynasz jakieś wyśmiewanie się z f
    > orumowiczki, tj. ze mnie. Jest to przykre i chyba Admince nie przystoi i jest s
    > przeczne z jej funkcją pełnioną na forum, tak uważam.

    Tak, Ginestro. Zaczynam z ciebie: wyśmiewanie, szydzenie, chichotanie za plecami, oczernianie, opluwanie, pisanie do gazet, plakatowanie miasta, mazanie po murach, cytowanie w radiu, opłacenie bannera ciągniętego za samolotem, wynajmowanie zeppelina z wymalowanym stosownym hasłem - wszystko, co tylko sobie wymarzysz, a nawet jeszcze więcej.
  • ginestra 29.12.11, 16:48
    the_dzidka napisała:

    > > Swoją drogą, Adminko, widzę, że chyba znów zaczynasz jakieś wyśmiewanie s
    > ię z f
    > > orumowiczki, tj. ze mnie. Jest to przykre i chyba Admince nie przystoi i
    > jest s
    > > przeczne z jej funkcją pełnioną na forum, tak uważam.
    >
    > Tak, Ginestro. Zaczynam z ciebie: wyśmiewanie, szydzenie, chichotanie za plecam
    > i, oczernianie, opluwanie, pisanie do gazet, plakatowanie miasta, mazanie po mu
    > rach, cytowanie w radiu, opłacenie bannera ciągniętego za samolotem, wynajmowan
    > ie zeppelina z wymalowanym stosownym hasłem - wszystko, co tylko sobie wymarzys
    > z, a nawet jeszcze więcej.

    Wybacz, ale nie rozumiem zupełnie tej dziwnej litanii Twoich tekstów.

    A Twoja wypowiedź sprzed chwili, cytuję: "Wystarczyło napisać "Dziękuję, kochany totorotku i pozdrawiam cieplutko!". Wyszło by na jedno, a czytelniej." jest ewidentnie kasująca mnie i jest to fakt. Nie odniosłaś się merytorycznie do tego, co ja pisałam, a stworzyłaś jakieś zdanie "prześmiewcze" mające postawić mnie w złym świetle i (jak się domyślam) chyba również przysporzyć Ci jakiegoś poklasku koleżanek.

    Przykre to i naprawdę nieładne, Adminko.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • the_dzidka 29.12.11, 16:53
    Tak, tak, Ginestro. Naturalnie.

  • ginestra 29.12.11, 17:04
    the_dzidka napisała:

    > Tak, tak, Ginestro. Naturalnie.
    >

    A możesz jakoś sprecyzować co Ci konkretnie chodzi w tej wypowiedzi? Czy przyznajesz mi rację, bo jest to rodzaj jakichś Twoich przeprosin może?
    Jeśli tak, to proszę jaśniej i ze słowem "przepraszam", bo nie wiem jak się do tego odnieść i przypuszczam, że pozostali forumowicze również nie wiedzą o co Ci chodzi.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 29.12.11, 17:07
    ginestra napisała:

    > Jeśli tak, to proszę jaśniej i ze słowem "przepraszam"

    Ja bym jeszcze dodala "blagam o wybaczenie" i "padam do nozek".

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • dakota77 29.12.11, 17:39
    "Blagam o wybaczenie, Forumowiczko. Adminka":))
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • pi.asia 29.12.11, 18:26
    Ginestro, poważna prośba:
    Zanim wyślesz posta, przeczytaj go pięć razy i spróbuj napisać jego streszczenie. Bo przy całym szacunku, jaki żywię dla Ciebie i w zasadzie wszystkich forumowiczek - przedzieranie się przez tak długi, przegadany i pełen powtórzeń tekst jest cholernie męczące.

    A czytanie zdań, które mają 10 linijek to straszna pokuta. (Wprawdzie "Bramy raju" Andrzejewskiego to jest zdanie, które ma ze trzysta stron, ale to zdecydowanie inna liga).

    Sens Twojej wypowiedzi można zawrzeć w kilku zdaniach, z których najważniejsze brzmią:

    Wypowiedź Totorotot odebrałam jako żart. Każda z nas ma zapewne na koncie wystawienie kogoś do wiatru i zachowanie niezbyt eleganckie. Taki wiek, taka znajomość (a raczej nieznajomość) świata i reguł nim rządzących.

    pozdrawiam
    Pi
  • rozdzial43 29.12.11, 19:31
    pi.asia napisała:

    > Ginestro, poważna prośba:
    > Sens Twojej wypowiedzi można zawrzeć w kilku zdaniach, z których najważniejsze
    > brzmią:
    >
    > Wypowiedź Totorotot odebrałam jako żart. Każda z nas ma zapewne na koncie wysta
    > wienie kogoś do wiatru i zachowanie niezbyt eleganckie. Taki wiek, taka znajomo
    > ść (a raczej nieznajomość) świata i reguł nim rządzących.

    Nie, nie, to by było za długo.

    Ja bym napisała tak: Totorotot - racja. Oponentki - nie racja. Nastolatki nieeleganckie. Wybaczyć - młody wiek.

    Albo wiem!!!! (zapaliła się Rozdział), ułóżmy zasady i regulamin forum, w którym w punkcie 3 rozdziału III, działu I ustalimy, ile słów może mieć jedno zdanie. A ile zdań jeden post. I ile postów jeden użytkownik w jednym wątku.

    Tak jest, Piasiu! Ujednolicić!!!

    ....Danka Filipiak...?
  • pi.asia 29.12.11, 19:53
    > Albo wiem!!!! (zapaliła się Rozdział), ułóżmy zasady i regulamin forum, w który
    > m w punkcie 3 rozdziału III, działu I ustalimy, ile słów może mieć jedno zdanie
    > . A ile zdań jeden post. I ile postów jeden użytkownik w jednym wątku.
    >
    > Tak jest, Piasiu! Ujednolicić!!!

    ???????????????????
    Nie raz i nie dwa Ginestra była proszona o skracanie swoich wypowiedzi i czynienie ich przejrzystszymi i bardziej zrozumiałymi.
    Teraz i ja ją o to poprosiłam.
    Prośba o jasność i treściwość nie ma nic wspólnego z unifikacją. Ujednolicanie długości wypowiedzi na tym forum byłoby zbrodnią, bo wszak niejednokrotnie post ogranicza się do jednego perfekcyjnie dobranego słowa, które wywołuje kwik czytających.
  • rozdzial43 29.12.11, 20:42
    > Nie raz i nie dwa Ginestra była proszona o skracanie swoich wypowiedzi i czynie
    > nie ich przejrzystszymi i bardziej zrozumiałymi.

    I mimo to nie uległa prośbom, ani żądaniom, ani innym formom nacisku, a styl jej wypowiedzi pozostał bez zmian.

    > Teraz i ja ją o to poprosiłam.

    A ja jej komunikowałam, że lubię jej styl wypowiedzi, który - dla mnie - jest niepowtarzalny, indywidualny i rozpoznawalny bez podpisu autorki.

    > Prośba o jasność i treściwość nie ma nic wspólnego z unifikacją.

    Dla mnie posty Ginestry są jasne, treściwość to jest IMHO kwestia formy, a ja lubię różnorodność i indywidualność, nawet jeśli czasami coś niecoś utrudnia. Namawiasz więc Ginestrę do zmiany formy wypowiedzi wiedząc o tym, że wcześniejsze żądania nie odniosły rezultatu.

    Ja z kolei po pierwsze kwestionuję Twoje uprawnienie do oceny, jaką formę powinny mieć wypowiedzi innej dorosłej uczestniczki forum. Innymi słowy, IMHO, masz do wyboru dwie drogi:
    albo się pogodzisz z kwiecistością formy, licznymi dygresjami i nawiązaniami i pracowicie wyłowisz clou, albo nie klikasz w wypowiedzi osoby o nicku Ginestra i nie narażasz się na nadmierny dla Ciebie trud.

    Tertium non datur. A już na pewno non datur est pouczanie dorosłej współforowiczki, jak powinna się wypowiadać. Niestosowne to po prostu było, IMHO.
  • pi.asia 29.12.11, 22:02
    Tobie akurat styl jej wypowiedzi pasuje, wielu innym osobom - w tym mnie - nie bardzo.

    Nie napisałam "rany, Ginestra, powinnaś bezwzględnie zmienić styl". Poprosiłam, by pisała zwięźlej. Poprosić mam prawo. I nieistotne jest w tym momencie, czy wcześniejsze prośby odniosły skutek, czy nie.
    Podobnie poprosiłabym osobę mówiącą zbyt (jak dla mnie) cicho, by mówiła głośniej. Ot, dla lepszego odbioru przez słuchających. A jeśli moją prośbę popiera więcej słuchających, to znaczy, że osoba mówiąca faktycznie mówi zbyt cicho. Albo też ci słuchający (w tym ja) są przygłusi, bo i taka opcja jest możliwa.

    Ale w takiej prośbie o głośniejsze mówienie (czy o zwięzłość) nie widzę nic niestosownego.

  • ginestra 29.12.11, 22:42
    Rozdziale43,

    bardzo Ci dziękuję za zrozumienie i za napisanie tych wypowiedzi o formach pisania na forum. :)

    Zgadzam się z Tobą. Coś tam napisałam w komentarzu do pierwszego posta Pi.asi, który system przeniósł trochę niżej, a więc to też jest jakaś moja odpowiedź w temacie - kto zainteresowany, niech przeczyta.

    Dodam jeszcze, że jestem absolutnie zdziwiona nazywaniem języka tego mojego wpisu o nastolatkach "kwiecistym". Gdzie ta kwiecistość??? Toż to są normalne, zwykłe, codzienne słowa!
    Co do niejasności, to uważam, że napisałam jednak jasno. Wystarczy czytać zdanie po zdaniu, a cały tekst będzie stuprocentowo zrozumiały, gwarantuję to. Ja piszę naprawdę w prosty sposób, bez neologizmów, bez zwrotów gwarowych, slangowych, erudycyjnych, bez sloganów z jakichś "kultowych" produkcji niezrozumiałych dla niewtajemniczonych osób, bez wklejania połaci (pseudo)naukowych tekstów w obcych językach, bez zniekształcania pisowni i ortografii słów. Wszystko to zwykłe słowa i zdania - bardzo jasne i przejrzyste, z podmiotem, orzeczeniem, wyraźną strukturą. Nie uważam, żeby to był za wysoki poziom dla dorosłych ludzi, którzy ponadto piszą wprost, że lubią czytać i dużo czytają.

    Pozdrawiam!


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • mika_p 29.12.11, 23:27
    ginestra napisała:
    >Wystarczy czytać zdanie po zdaniu, a cały tekst będzie stuprocentowo zrozumiały,

    W znacznej mierze chodzi o światło w tekście.
    W książce możesz mieć sobie długie zdania, bo:
    - primo, ksiązka jest nieruchoma i masz punkt odniesienia (orientacyjna wysokosć strony)
    - secundo, tekst drukowany ma wcięcia pierwszego wersu, co ułatwia zaczepienie

    Na forum otrzymuje się wielolinijkowy blok tekstu. Bez punktu odniesienia, jakim są wcięte akapity. Ruchomy, bo stronę się przewija, i trudno śledzić go wzrokiem, nie mając punktów zaczepienia.
    Własny tekst czyta się łatwo, bo go znasz. Obcy widzi szary blok. Tym dłuższy, im głebiej w drzewku odpowiadasz.
    Nowa myśl od nowego wiersza, choćby to miało być każde zdanie. Duzo pustych linijek, żeby był punkt zaczepienia wzroku.
    Nikt nie drukuje sobie postów przed czytaniem, tylko czyta na ekranie. Czytanie ruszającego się w góre tekstu jest innym czytaniem niż nawet trzęsącej się książki.
    Więcej światła. Jak u Goethego.

    --
    Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. Carrie Bradshaw
  • the_dzidka 29.12.11, 22:52
    rozdzial43 w dwóch swoich postach napisała:

    > IMHO kilka z opisanych przez Totorotota zachowań "dobrze wychowanych" koleżanek może świadczyć już nie o uprzejmości, tylko o serwilizmie, w tym seksualnym.

    Ty chyba kompletnie zwariowałaś. Przepraszam odgórnie za brak kultury, ale za pozwoleniem, puknij się w głowę. Chyba za daleko poszłaś w swoim serwilizmie wobec koleżanki totorot.

    > Nie, nie, to by było za długo.
    > Ja bym napisała tak: Totorotot - racja. Oponentki - nie racja. Nastolatki nieel
    > eganckie. Wybaczyć - młody wiek.
    > Albo wiem!!!! (zapaliła się Rozdział), ułóżmy zasady i regulamin forum, w który
    > m w punkcie 3 rozdziału III, działu I ustalimy, ile słów może mieć jedno zdanie
    > . A ile zdań jeden post. I ile postów jeden użytkownik w jednym wątku.

    Jakby ci tu powiedzieć... Ani to zabawne, ani sarkastyczne, ani jakieś nowatorskie... Jest cała masa internautów, którym się wydaje, że są szalenie ironicznie-zabawni w swoich komentarzach. No, nie są. No co ja na to poradzę, nie są.

    Pi.asia ma sto procent racji, zwracając się do G. w sprawie długości i zagmatwania jej postów. (Nie wie niestety jeszcze, że odpowiedź G. będzie brzmiała, jak zwykle: "Uważam, że piszę jasno i zwięźle, a jeśli czytelnicy mają problem ze zrozumieniem moich postów, to nie moja wina".) No dlaczego teraz bronisz czegoś, czego z definicji obronić się nie da? Znowu tylko po to, żeby być w kombatanckiej mniejszości? Wiesz, mam tu obok budowę, może mają styropian...

    Rozdział, bywają takie momenty, tu, na tym forum, że podoba mi się to, co piszesz (zresztą nigdy nie kontestowałam całej twojej twórczości, tylko jej obszerne - niestety - fragmenty). Wolałabym, żeby tak zostało.
  • slotna 29.12.11, 23:03
    > (Nie wie niestety jeszcze, że odpowiedź G. będzie brzmiała, jak
    > zwykle: "Uważam, że piszę jasno i zwięźle, a jeśli czytelnicy mają problem ze
    > zrozumieniem moich postów, to nie moja wina".)

    Hehehe, juz jest. Pi.asia jeszcze mloda, nawet mialam ochote jej napisac, ze szkoda strzepic jezyka, bo bylo, po stokroc bylo! Ale pomyslalam, ze lepiej jak sie sama przekona, ze Ginestra pisze najnajnajzajebisciej i najnajnajnajzrozumialej i to jest stuprocentowo pewny fakt i nie moze byc inaczej ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • rozdzial43 30.12.11, 21:14
    the_dzidka napisała:

    > Ty chyba kompletnie zwariowałaś. Przepraszam odgórnie za brak kultury, ale za p
    > ozwoleniem, puknij się w głowę. Chyba za daleko poszłaś w swoim serwilizmie wob
    > ec koleżanki totorot.

    SERWILIZMIE???? SERWILIZMIE??? No nie...no nie mogę...Przecież Totorotot płaci mi za każdy wspierający i aprobujący post (nawiasem mówiąc Totorotot za ten post do samej Dzidki skasuję Cię podwójnie, bo muszę nadrobić straty moralne za ten serwilizm). :D :D

    A na poważnie, Dzidko, rozumiem, że Twoim zdaniem wymienione przeze mnie przykłady świadczą wyłącznie o uprzejmości? Rozwiń to proszę, bo to ciekawe.

    > Jakby ci tu powiedzieć... Ani to zabawne, ani sarkastyczne, ani jakieś nowators
    > kie... Jest cała masa internautów, którym się wydaje, że są szalenie ironicznie
    > -zabawni w swoich komentarzach. No, nie są. No co ja na to poradzę, nie są.

    Nie byłoby tu żadnego pola do komentarza, gdybyś dodała skromne: IMHO. Wówczas bardziej przenikliwi i oczytani w Musierowicz ;) dodadzą sobie w myśli de gustibus non langusta, czy jakoś tak i szafa gra :D

    No dlaczego teraz bronisz czegoś
    > , czego z definicji obronić się nie da? Znowu tylko po to, żeby być w kombatanc
    > kiej mniejszości? Wiesz, mam tu obok budowę, może mają styropian...

    Znów nawiążę do gustibus non langusta ;). Większości się nie podoba, a mniejszości się podoba. Jest oczywiście pytanie, czy na naszym wieloosobowym forum należy konsekwentnie realizować zasady demokracji i podporządkowywać się upodobaniom większości w kwestii stylu i formy wypowiedzi. Nie przeczę, że znalazłoby się kilka argumentów za, ale MOIM ZDANIEM wartością najważniejszą dla takiego miejsca jak nasz wspólny dom nieprawdaż, jest skrępowana jedynie zasadami netykiety i regulaminu SWOBODA i WOLNOŚĆ myśli i stylu, w którym będzie wyrażana.

    Ja lubię, jak jest różnorodnie, odmiennie, indywidualnie. No lubię, i co poradzić.

    > Rozdział, bywają takie momenty, tu, na tym forum, że podoba mi się to, co pisze
    > sz (zresztą nigdy nie kontestowałam całej twojej twórczości, tylko jej o
    > bszerne - niestety - fragmenty). Wolałabym, żeby tak zostało.

    Mogę z czystym sumieniem zrewanżować się Ci takim samym wyznaniem. I co z tego ma wynikać, że Tobie się podoba, albo nie podoba? Dopóki nie wykażesz mi jako adminka, że łamię netykietę lub regulamin, dopóty nie będzie powodu, dla którego miałabym rozważać na Twoją prośbę konieczność zmiany moich poglądów lub stylu ich artykułowania.

    Dodam przy tym, że podskórnie wyczuwany w Twojej wypowiedzi motyw "większości" na forum, w mojej ocenie osłabia Twoją argumentację i pozycję negocjacyjną :)
  • totorotot 30.12.11, 22:17
    Jakoś się dogadamy. Smyrgnij jeszcze Szprocie i będzie po kłopocie :-)

    --
    Everything Is My Fault
  • ginestra 29.12.11, 22:33
    pi.asia napisała:

    > Ginestro, poważna prośba:
    > Zanim wyślesz posta, przeczytaj go pięć razy i spróbuj napisać jego streszcz
    > enie
    . Bo przy całym szacunku, jaki żywię dla Ciebie i w zasadzie wszystkich
    > forumowiczek - przedzieranie się przez tak długi, przegadany i pełen powtórzeń
    > tekst jest cholernie męczące.
    >
    > A czytanie zdań, które mają 10 linijek to straszna pokuta. (Wprawdzie "Bramy ra
    > ju" Andrzejewskiego to jest zdanie, które ma ze trzysta stron, ale to zdecydowa
    > nie inna liga).
    >
    > Sens Twojej wypowiedzi można zawrzeć w kilku zdaniach, z których najważniejsze
    > brzmią:
    >
    > Wypowiedź Totorotot odebrałam jako żart. Każda z nas ma zapewne na koncie wysta
    > wienie kogoś do wiatru i zachowanie niezbyt eleganckie. Taki wiek, taka znajomo
    > ść (a raczej nieznajomość) świata i reguł nim rządzących.
    >
    > pozdrawiam
    > Pi


    Pi.asiu,
    ja też Cię szanuję, jednakże Twoje streszczenie nie oddaje wcale tego, co ja napisałam.

    Wcale nie odebrałam wypowiedzi Totorotot jako żart.

    Poza tym, w swoim poście zawarłam różne treści.

    Nawiązałam w nim do co najmniej 6 postów różnych osób oraz do wielu spraw (oraz pytań zadawanych wprost), które były omawiane w tym wątku.

    Post swój przeczytałam przed wysłaniem.

    Jak komuś nie podoba się jak piszę, trudno. Nikt nie musi "przedzierać się" przez moje wypowiedzi. Czytanie forum jest dobrowolne.

    Już pisałam to kiedyś na forum, ale powtórzę, bo wydaje mi się, że ta moja wypowiedź znalazła się w całym wyciętym wątku na tę chwilę nie ma jej fizycznie na forum: kiedy na jakiś temat mam do przekazania dużo - piszę dłuższego i opisowego posta. Kiedy temat wymaga krótkiej wypowiedzi - piszę krótko.

    To tyle ode mnie.
    Pozdrawiam



    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • ding_yun 29.12.11, 18:52
    > Jak różny może być odbiór tekstu! - ja na przykład odbieram wypowiedzi Totoroto
    > t w tym wątku (o tych pryszczatych chłopcach z misiami i różami) jako teksty pi
    > sane z dystansem, ironią i humorem,

    A czy drugą część tej wypowiedzi też uważasz za równie zabawną? Mam na myśli tekst sugerujący, że dziewczyny, które uważają punktualne stawianie się na umówione spotkania za właściwe zachowanie (jak na przykład spora część forumowiczek w tym w wątku) to głupie gęsi, które facetowi zrobią na każde jego skinienie fellatio? Nie uważasz tej wypowiedzi za ani trochę obraźliwą, mniejsza czy intencjonalnie czy nie?

    Dla pewności cytuję, o którą część posta mi chodzi

    Owszem, miałam koleżanki, zawsze punktualne i fair wobec kolegów. A im bardziej traktowały ich z szacunkiem, przepisując notateczki z wykładzików czy też lekcji, robiąc w akademiku kanapeczki rozkosznym śpiochom, skikając po wodę na kacuszka kolegom z roku, uprzejmie chichrając się z ich dowcipów, przypominające o ważnych sprawdzianach i usłużnie podsuwające ściągi oraz grzecznie zgadzające się z ach! och! zachwytem na każdą propozycję spotkania, a później, jeśli były odpowiednio miłe i grzeczne, misio łaskawie pozwalał sobie hm... jak by to ująć na tym forum... wykonać fellatio?.....tym bardziej koledzy mieli je w... głębokim poważaniu. W ramach rewanżu, zapewne.
  • pi.asia 29.12.11, 19:25
    Dla mnie w całej wypowiedzi nie ma za grosz humoru, dystansu i ironii. Jest pogarda i szyderstwo.
  • totorotot 29.12.11, 22:49
    ding_yun napisała:

    > > Jak różny może być odbiór tekstu! - ja na przykład odbieram wypowiedzi To
    > toroto
    > > t w tym wątku (o tych pryszczatych chłopcach z misiami i różami) jako tek
    > sty pi
    > > sane z dystansem, ironią i humorem,
    >
    > A czy drugą część tej wypowiedzi też uważasz za równie zabawną? Mam na myśli te
    > kst sugerujący, że dziewczyny, które uważają punktualne stawianie się na umówio
    > ne spotkania za właściwe zachowanie (jak na przykład spora część forumowiczek w
    > tym w wątku) to głupie gęsi, które facetowi zrobią na każde jego skinienie fel
    > latio? Nie uważasz tej wypowiedzi za ani trochę obraźliwą, mniejsza czy intencj
    > onalnie czy nie?
    >
    > Dla pewności cytuję, o którą część posta mi chodzi
    >
    > Owszem, miałam koleżanki, zawsze punktualne i fair wobec kolegów. A im bardz
    > iej traktowały ich z szacunkiem, przepisując notateczki z wykładzików czy też l
    > ekcji, robiąc w akademiku kanapeczki rozkosznym śpiochom, skikając po wodę na k
    > acuszka kolegom z roku, uprzejmie chichrając się z ich dowcipów, przypominające
    > o ważnych sprawdzianach i usłużnie podsuwające ściągi oraz grzecznie zgadzając
    > e się z ach! och! zachwytem na każdą propozycję spotkania, a później, jeśli był
    > y odpowiednio miłe i grzeczne, misio łaskawie pozwalał sobie hm... jak by to uj
    > ąć na tym forum... wykonać fellatio?.....tym bardziej koledzy mieli je w... głę
    > bokim poważaniu. W ramach rewanżu, zapewne.


    Słońce, jeśli czujesz się urażona tym moim opisem, to z całego serca Cię przepraszam :> :>
  • ding_yun 29.12.11, 23:21
    > Słońce, jeśli czujesz się urażona tym moim opisem, to z całego serca Cię przepr
    > aszam :> :>

    Nie biorę przeprosin zupełnie poważnie biorąc pod uwagę Twój późniejszy wtręt "zastanawiam się czemu post o fellatio tak kłuje w oczy" ale nie chowam urazy.

    FYI post kłuje w oczy bo jest poniżej średniego poziomu wypowiedzi na tym forum. Tylko i li.
    Na tym kończę swój udział w tym wątku.
  • totorotot 29.12.11, 23:32
    > FYI post kłuje w oczy bo jest poniżej średniego poziomu wypowiedzi na tym forum
    > . Tylko i li.

    No to ułagodzę go: Baby. Nie bądźcie takie fair wobec facetów. Nie nadskakujcie im już od wczesnej młodości. Niech oni od wczesnej młodości się uczą, że MUSZĄ SIĘ WYSILAĆ.
  • the_dzidka 29.12.11, 23:43

    > > FYI post kłuje w oczy bo jest poniżej średniego poziomu wypowiedzi na tym
    > forum
    > > . Tylko i li.
    >
    > No to ułagodzę go: Baby. Nie bądźcie takie fair wobec facetów. Nie nadskakujcie
    > im już od wczesnej młodości. Niech oni od wczesnej młodości się uczą, że MUSZĄ
    > SIĘ WYSILAĆ.

    Piszesz coś takiego, po tym wszystkim, co nachrzaniłaś w tym wątku... Żeby "ułagodzić" swój wcześniejszy post? Rozczaruję cię: nie zadziałało. Nie wysilaj się. Tak jak anutek, rezygnuję z możliwości dyskutowania z tobą. Szkoda życia.
  • seidhee 30.12.11, 09:34
    totorotot napisała:
    > No to ułagodzę go: Baby. Nie bądźcie takie fair wobec facetów. Nie nadskakujcie
    > im już od wczesnej młodości. Niech oni od wczesnej młodości się uczą, że MUSZĄ
    > SIĘ WYSILAĆ.

    No nie zdzierżę.
    Jeśli "bycie fair wobec facetów" jest dla ciebie tożsame z nadskakiwaniem, kanapeczkami i fellatio na zawołanie, to jesteś po prostu głupia.
  • rozdzial43 30.12.11, 21:19
    totorotot napisała:

    > Niech oni od wczesnej młodości się uczą, że MUSZĄ
    > SIĘ WYSILAĆ.

    Totorotot, napiszę to za darmo, bez wynagrodzenia.

    Tak jest, otóż to. WYMAGAJCIE od swoich chłopaków, mężów i synów szacunku, empatii i prac domowych. Egzekwujcie konsekwentnie, nie wyręczajcie.

    Oczywiście to jest tylko wstępna myśl, do rozwinięcia w dalszej dyskusji.
  • totorotot 30.12.11, 22:22
    > Oczywiście to jest tylko wstępna myśl, do rozwinięcia w dalszej dyskusji.

    Obawiam się, że mimo wszystko pogląd o gnaniu faceta do roboty w domu i oborze niestety nie jest tak popularny, jak by się chciało.
    Nie spodziewałam się też aż tak dzikiej agresji :-) na wyrażoną opinię, że kserowanie kanapeczek jest gęsiowate... Wnioski pozostawiam samej sobie.
  • zla.m 30.12.11, 23:54
    Powoli zaczynam tracić zapał. Ale co tam, ostatni raz w tym roku:

    drogi totorototku, nikt tutaj nie wyraził poglądu, że panowie nie mają w domu obowiązków. To, na co w większości zwracałyśmy uwagę, to fakt, że nieeleganckie jest zachowanie typu "umawiam się i nie przychodzę". I tak naprawdę nie ma znaczenia, czy chodziło o absztyfikanta, babcię-sąsiadkę czy zbiórkę harcerską. Jest to niegrzeczne.

    Ponadto - wszystkie jesteśmy zgodne, że Różę w tych okolicznościach przyrody można zrozumieć, co jednak nie oznacza aprobaty dla jej postępowania.

    I - najważniejsze - oburzenia nie wywołały jakieś mityczne obowiązki domowe (w ogóle nie było o nich mowy), ale fakt zrównania normalnej grzeczności z usłużnością, serwilizmem* i ogólną uległością wobec pana i władcy, także seksualną.

    Zaczynam mieć podejrzenia, że odwracasz kota ogonem i próbujesz zwekslować dyskusję na inne tory, gdyż inaczej wypadałoby, rozumiesz, przyznać się do błędu. W tych okolicznościach przyrody to także jest zrozumiałe ;-) Jednak wydaje mi się, że dorzucanie do oskarżeń o robienie laski na zawołanie oskarżeń o bycie poddaną patriarchatowi gęsią, nie jest najlepszą drogą do poprawy atmosfery.

    * Muszę powiedzieć, że nigdy w życiu, nawet w książkach naukowych, nie spotkałam się z tak częstym użyciem słowa serwilizm jak w tej dyskusji :)))
    --
    Jak mam zbyt dobry nastrój, to sprawdzam ceny mieszkań...
  • totorotot 31.12.11, 00:16
    To, na co w większości zwracałyśmy uwagę, to fakt, że nieeleganckie
    > jest zachowanie typu "umawiam się i nie przychodzę". I tak naprawdę nie ma znac
    > zenia, czy chodziło o absztyfikanta, babcię-sąsiadkę czy zbiórkę harcerską. Jes
    > t to niegrzeczne.
    >
    > Ponadto - wszystkie jesteśmy zgodne, że Różę w tych okolicznościach przyrody mo
    > żna zrozumieć, co jednak nie oznacza aprobaty dla jej postępowania.
    >

    Osobliwy był to zaiste sposób zwrócenia uwagi na to, że Róża zachowała się nieelegancko. Takie ujęcie sprawy (słowo klucz: nieelegancko) nie wywołałoby u mnie najmniejszego sprzeciwu. Któż z nas bowiem nie zachował się nieelegancko i to dokładnie jak Róza (wystawiając, choćby niechcący, kawalera do wiatru?). Wiele z nas.

    Tymczasem za to zdarzenie Pyza została przez forumowiczki odsądzona od czci i wiary. Napisano, że niekulturalna, źle wychowana i ma wszy na płucach. A tu się nie zgodzę.
    Więcej-ale to już moje prywatne zdanie- Wiktor wydawał mi się takim właśnie bucowatym z lekka przystojniaczkiem, niemogącym się opędzić od adoratorek. Uważam więc, ze takie małe utarcie nosa dobrze mu zrobi na ustalenie barw świata, w ogóle i w szczególe :-)

    Dlatego nie żal mi W., ba, czułam nawet pewną satysfakcję, a tu grono pań się użala nad bidulkiem,i że jak ona mogła, podła, niewdzięczna. Tak mi się skojarzyło z typowo kobiecym braniem zawsze strony mężczyzny i wyolbrzymianie błędów innej kobiety. Nie lubię tego, organicznie wręcz :)
  • nessie-jp 31.12.11, 00:35
    Któż z nas bowiem nie zachował się nieelegancko i to
    > dokładnie jak Róza (wystawiając, choćby niechcący, kawalera do wiatru?). Wiele
    > z nas.

    A niektóre z nas, na przykład ty, robiły tak rozmyślnie i teraz się tym szalenie szczycą i uważają, że to właśnie było takie kul i zajebiaszcze.

    No otóż nie było.

    I to nie zachowanie Pyzy w tym wątku wywołało główny niesmak, oj nie.

  • totorotot 31.12.11, 00:52
    > A niektóre z nas, na przykład ty, robiły tak rozmyślnie i teraz się tym szaleni
    > e szczycą i uważają, że to właśnie było takie kul i zajebiaszcze.

    Oj to szczytowanie to na wyrost chyba mi przypisujesz. Ja tam widzę podśmiechiwanie się z tych szalonych czasów :>

    --
    A.D.I.D.A.S.
  • slotna 31.12.11, 00:01
    > Obawiam się, że mimo wszystko pogląd o gnaniu faceta do roboty w domu i oborze
    > niestety nie jest tak popularny, jak by się chciało.

    A wnioskujesz to po tym, ze:

    1) zachowanie polegajace na umawianiu sie i nieprzychodzeniu, wysmiewaniu z "pryszczersow" i ogolnie byciu nie fair wobec chlopakow uznane zostalo za chamskie

    oraz:

    2) zrownanie zachowania odwrotnego (tj. przychodzenia na umowione spotkania i bycia fair) z byciem tepym, wykorzystywanym seksualnie podnozkiem zostalo uznane za glupie i obrazliwe

    Nobel sie nalezy, zdecydowanie.

    > Nie spodziewałam się też aż tak dzikiej agresji :-) na wyrażoną opinię, że kser
    > owanie kanapeczek jest gęsiowate... Wnioski pozostawiam samej sobie.

    W kontekscie powyzszego, to bardzo dobra decyzja.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ananke666 30.12.11, 23:26
    Zaszło chyba nieporozumienie. Dość dawno temu na forum przetoczyła się burza o obowiązkach domowych, z której jasno wynikało, że forumowiczki są zwolenniczkami poglądu, jakoby mężczyzna nie miał rąk, pardon my French, przyrośniętych do dupy. Nie zauważyłam, żeby od tamtego czasu coś się zmieniło. Jednakże odnoszono się raczej do tego, że jednostki obu płci w mniej więcej jednakowy sposób wchłaniają, wydalają, brudzą łachy i generują śmieci oraz bałagan, więc posiadając kończyny mogą się efektami zająć, nie zwalając tego na jedną stronę. Natomiast nikt raczej nie wspominał o konieczności pomiatania panami z tego jedynie tytułu, że posiadają penisa, więc muszą się wysilać.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • rozdzial43 30.12.11, 23:39
    ananke666 napisała:

    > Zaszło chyba nieporozumienie. Dość dawno temu na forum przetoczyła się burza o
    > obowiązkach domowych, z której jasno wynikało, że forumowiczki są zwolenniczkam
    > i poglądu, jakoby mężczyzna nie miał rąk, pardon my French, przyrośniętych do d
    > upy. Nie zauważyłam, żeby od tamtego czasu coś się zmieniło.

    Nie rozumiem sensu tego wtrętu. Znaczy co? Zamykamy kram z dyskusją, bo dość dawno ustalono linię programową i ustalono wiążące stanowisko? Po co odwoływać się do dawnych dyskusji? Czy poza dyskusją dla dyskusji i ewentualnym daniem sobie wzajemnie do myślenia, widzisz jakąś inną rolę tego forum? Opiniodawczą? Opiniotwórczą? Ideologiczną? Każda rozmowa ma swoich własnych indywidualnych dyskutantów. Po co mnie odsyłasz do rozmowy toczonej bez mojego udziału?

    Jednakże odnoszono
    > się raczej do tego, że jednostki obu płci w mniej więcej jednakowy sposób wchł
    > aniają, wydalają, brudzą łachy i generują śmieci oraz bałagan, więc posiadając
    > kończyny mogą się efektami zająć, nie zwalając tego na jedną stronę. Natomiast
    > nikt raczej nie wspominał o konieczności pomiatania panami z tego jedynie tytuł
    > u, że posiadają penisa, więc muszą się wysilać.

    No i co z tego, że tam nikt nie wspominał. Tu natomiast wspomina się - jak ja rozumiem sens postawionej tezy - że nie ma konieczności świadczenia usług panom i mimo że posiadają to i owo, jest konieczność, żeby się wysilali. I że bez pracy nie ma kołaczy. Bez pracy kobiet u podstaw.

    A o pomiataniu to o nastolatkach było. Znaczy pomiataniu absztyfikantami przez nastoletnią Pyzę i forowiczki w nastoletnim wieku. Czas rozłączyć te dwie kwestie.
  • szprota 29.12.11, 23:42
    ding_yun napisała:


    >
    > A czy drugą część tej wypowiedzi też uważasz za równie zabawną? Mam na myśli te
    > kst sugerujący, że dziewczyny, które uważają punktualne stawianie się na umówio
    > ne spotkania za właściwe zachowanie (jak na przykład spora część forumowiczek w
    > tym w wątku) to głupie gęsi, które facetowi zrobią na każde jego skinienie fel
    > latio? Nie uważasz tej wypowiedzi za ani trochę obraźliwą, mniejsza czy intencj
    > onalnie czy nie?
    >
    > Dla pewności cytuję, o którą część posta mi chodzi
    >
    > Owszem, miałam koleżanki, zawsze punktualne i fair wobec kolegów. A im bardz
    > iej traktowały ich z szacunkiem, przepisując notateczki z wykładzików czy też l
    > ekcji, robiąc w akademiku kanapeczki rozkosznym śpiochom, skikając po wodę na k
    > acuszka kolegom z roku, uprzejmie chichrając się z ich dowcipów, przypominające
    > o ważnych sprawdzianach i usłużnie podsuwające ściągi oraz grzecznie zgadzając
    > e się z ach! och! zachwytem na każdą propozycję spotkania, a później, jeśli był
    > y odpowiednio miłe i grzeczne, misio łaskawie pozwalał sobie hm... jak by to uj
    > ąć na tym forum... wykonać fellatio?.....tym bardziej koledzy mieli je w... głę
    > bokim poważaniu. W ramach rewanżu, zapewne.


    O kurweczka maciczka, więcej zdrobnioneczek się nie dało upchać w ten tekściczek.
    (wprawdzie pytanie nie do mnie, ale hm, jakkolwiek zrobienie laski facetowi w żaden sposób mnie nie obraża, to cała ta cool story jest jednak o głupich, w mniemaniu Totorot, gęsiach)
    --
    Szpro pochwala
  • slotna 29.12.11, 23:48
    > (wprawdzie pytanie nie do mnie, ale hm, jakkolwiek zrobienie laski facetowi w ż
    > aden sposób mnie nie obraża, to cała ta cool story jest jednak o głupich, w mni
    > emaniu Totorot, gęsiach)

    One robia te laske i wszytko inne, bo licza, ze cos z tego beda mialy, rozumiesz. Na przyklad slub. I potem dorosna, zrozumieja swoj blad i od tej pory beda dla mezow niepunktualne i nie fair, bo i tak nie otrzymaja od nich tyle, ile zainwestowaly, a mezczyzni to w ogole powinni sie wysilac, nieprawdaz.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 30.12.11, 00:04
    > O kurweczka maciczka, więcej zdrobnioneczek się nie dało upchać w ten tekścicze
    > k.
    > (wprawdzie pytanie nie do mnie, ale hm, jakkolwiek zrobienie laski facetowi w ż
    > aden sposób mnie nie obraża, to cała ta cool story jest jednak o głupich, w mni
    > emaniu Totorot, gęsiach)


    Zdrobionka są, bo to takie cytaciki jak gdybyki. Koleżaneczki przynosiły kanapusie i kserowały notateczki, kapiszi? :-) E...kapisziki? :-)
  • szprota 30.12.11, 00:08
    totorotot napisała:

    > Zdrobionka są, bo to takie cytaciki jak gdybyki. Koleżaneczki przynosiły kanapusie i kserowały notateczki, kapiszi? :-) E...kapisziki? :-)

    No rozumiem, to się nawet spójnie wpisało w całą historię o nadskakiwaniu misiom. Ale trochę nie wiem, ciebie boli ich zachowanie, bo?
    --
    Szpro pochwala
  • totorotot 30.12.11, 00:30
    > No rozumiem, to się nawet spójnie wpisało w całą historię o nadskakiwaniu misio
    > m. Ale trochę nie wiem, ciebie boli ich zachowanie, bo?

    A, to fajnie, ze zaczaiłaś, bo już podejrzewałam, że się śmiejesz ze mnie, że nadużywam zdrobnień :)

    >Ale trochę nie wiem, ciebie boli ich zachowanie, bo?

    To jest temat rzeka. Nie rozwinę go teraz sensownie. Boli mnie ich zachowanie, bo jest naznaczone poddaństwem. Jak dzielono nas na podyplomówce w grupy i trafiła mi się grupa same baby i jeden facet, nawet z iq 63, to do referowania zadania, bądź też do liderowania w grupie gąski bez namysłu nominowały rodzynka. A to było ze 3 lata temu, nie 30. Podobnie podczas zadan grupowch na rekrutacji do pracy. W pracy jak koleżanka idzie sobie zrobić kawkę, to proponuje ją także koledze, on babom- nigdy, nawet mając podległe stanowisko.

    Mężczyźni nadal zarabiają więcej niż kobiety, mając to samo wykształcenie, takie same stanowisko i taką samą absencję w pracy (aby oddalić posądzenia o jej ciągłe zwolnienia na dziecko). Kobieta spędza wykonując prace domowe ok. 4,5 h/dziennie, a mężczyzna- ok. 2,5 godz. (ostatni Newsweek). Gdy małżeństwo idzie do salonu samochodowego kupić auto, sprzedawca prowadzi rozmowę (tak zaczyna w każdym razie sprzedaż) z mężczyzną.

    A teraz panie zaparzą herbatkę, a teraz panie zajmą sie dziećmi, a teraz pani Jola sie przekona, ze proszek Vizir pierze lepiej niż jej dotychczasowy proszek- do tego służą panie, oprócz kserowania notatek i przyjmowania misiów.
    Dlatego tak mnie wkurzały te koleżanki, które nadskakiwały kolegom niemajacym wobec nich żadnych zobowiązan, nie wiem, w jakim celu, nie zyskując ich jakoś wielkiego szacunku. Ba, kiedy one się krzątały nad śniadankiem, koledzy pozwalali sobie na dyskretne podśmiechujki nawet. No, dlatego to mnie tak wkurza.
  • szprota 30.12.11, 00:59
    totorotot napisała:


    >
    > >Ale trochę nie wiem, ciebie boli ich zachowanie, bo?
    >
    > To jest temat rzeka. Nie rozwinę go teraz sensownie. Boli mnie ich zachowanie, bo jest naznaczone poddaństwem.
    (sorry, że ciacham, ale nie znoszę za długich postów, a sens postaram się zachować)
    Hm, no ja to widzę tak, że oczywiście są nierówności i dyskryminacja, ale nie obracałabym złości na taki stan rzeczy w kobiety. To oczywiście też temat rzeka i też nie forum na to, ale chyba dobrym początkiem jest zastanowienie się, co sprawia, że kobiety umacniają te nierówności - zaczynając od wyręczania facetów, poprzez "napraw mi drukarkę, bo ja jestem za głupia i nie umiem" kończąc na, hm, sama już nie wiem, wzywaniu do szkoły ojców, gdy dziecku zdarzy się przestępstwo grubszego kalibru, bo matka, wiadomo, pobłaża. No więc dla mnie zatrzymanie się na etapie "głupie niunie" to jednak takie drugofalowe myślenie. Głupie niunie dorastają w kulturze preferującej mężczyzn, są wychowywane przez ludzi preferujących mężczyzn, taki przekaz czytają, oglądają i słuchają przez lata. Trzeba jednak pewnego wysiłku albo oberwania, wybaczcie grubą metaforę, siusiakiem w pysk, by załapać, że ojej, kobiety mają gorzej.


    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • totorotot 30.12.11, 01:13
    > (sorry, że ciacham, ale nie znoszę za długich postów, a sens postaram się zacho
    > wać)

    Jak piszę skrótem myślowym, to jedna połowa forum się obraża, a druga nabija ze zdrobnionek :)

    > ale nie o
    > bracałabym złości na taki stan rzeczy w kobiety.

    A na kogo?


    Kto swoim zachowaniem umacnia status quo?
    Kto później wychowuje kolejne pokolenia?


    ale chyba dobrym początkiem jest zastanowienie się, co s
    > prawia, że kobiety umacniają te nierówności

    Co sprawia Twoim zdaniem?


    . No więc dla mnie zatrzymani
    > e się na etapie "głupie niunie" to jednak takie drugofalowe myślenie

    Kto powiedział, że się na tym etapie (w poglądach) zatrzymałam? Tylko ten etap powiązałam z bieżącym wątkiem i go scharakteryzowałam (zawiłe sformułowanie, ale wiem,że rozumiesz)

    Głupie ni
    > unie dorastają w kulturze preferującej mężczyzn, są wychowywane przez ludzi pre
    > ferujących mężczyzn, taki przekaz czytają, oglądają i słuchają przez lata

    Głównie mężczyzn preferują same kobiety- to ONE wynoszą ich na piedestał, nieproporcjonalnie angażując się w nieistotne nawet relacje! To własnie wałkuję od 20. postów. Mężczyźni nie dbają o uczucia niebliskich im kobiet. Nie będą rozmyślać, co teraz czuje dziewczyna, z którą nie zgodzili się umówić!
    "Słuchają przez lata"- od kogo? Od innych kobiet! Podczas gdy jednak pokolenie wyżej, naszych matek, nie miało wyboru (tak oczywistego, jaki mamy my, młode kobiety) różnych dróg życia (nie było singielek a stare panny, jak bezdzietna to coś z nią nie tak, etc.), parzenie herbatki i bycie paprotką było oczywiste jak to, że po nieumytej sałacie chodzą witaminy! (Wybacz wykrzynki). Dziewczyny, moje rówieśniczki, które mnie tak wnerwiały, naprawdę nie wiem z jakiego powodu tak nadskakiwały kolegom. No główkuję i główkuję i mi się pokazuje napis: koniec mózgu, error :)
    Wkurzają mnie te gąski, ponieważ świat robi w kwestii równouprawnienia dwa kroki w przód, a one krok w tył. No. Sor za długi post :)
  • szprota 31.12.11, 00:27
    totorotot napisała:



    > Kto powiedział, że się na tym etapie (w poglądach) zatrzymałam? Tylko ten etap powiązałam z bieżącym wątkiem i go scharakteryzowałam (zawiłe sformułowanie, ale wiem,że rozumiesz)
    >
    Ty sama, całą resztą tego posta. Wybacz, odechciało mi się, bardzo nie lubię zinternalizowanej mizoginii, a to właśnie zaprezentowałaś.

    --
    Szpro pochwala
  • rozdzial43 31.12.11, 12:43
    szprota napisała:

    Wybacz, odechciało mi się, bardzo nie lubię zi
    > nternalizowanej mizoginii, a to właśnie zaprezentowałaś.


    Kompletnie nie zgadzam się z takim wnioskiem.

    Dla mnie nieelegancki radykalizm Totorotota i wynikłe z niego niezręczności są i tak bliższe i bardziej zrozumiałe niż eleganckie akcentowanie niezachowania formy i dobrych manier przez młodą kobietę. Oponentki Torotota ewidentnie skupiły się na tym właśnie aspekcie sercowej działalności Pyzy w opisywanej scenie, w ogóle pomijając dalsze punkty tego, co chciała powiedzieć Totorotot.

    Znacznie mniej mnie niepokoją wynikające z nieeleganckiego radykalizmu Totorotota implikacje dla ogólnego wizerunku i społecznej normy powinności młodej kobiety aniżeli te, które wynikają ze stanowiska, w którym akcentuje się przede wszystkim dobre wychowanie i grzeczne maniery młodej panny.

    Znamienna jest w tej dyskusji dla mnie okoliczność, że żadna z oponentek Torotota nie zająknęła się przy tym o wytykanej przez nią postawie młodego mężczyzny, który jest przekonany o zachwycie Pyzy planowaną przejażdżką samochodem (pfff, wnuczkę Borejki samochodem chciał zachwycić), a potem składa donos do mamy, że ukochana poszła na wagary.

    Nie widzę w postach Totorotota żadnej mizoginii, a jedynie podejście nieco zbyt radykalne i niezręczne. O wiele bardziej niepokoi mnie potępienie przez kobiety innej młodej kobiety z tego powodu, że dokonując swoich sercowych wyborów i realizując sercowe żądze okazała się NIEGRZECZNA i ŹLE WYCHOWANA.

    Jakkolwiek z formalnego punktu widzenia niewątpliwie postąpiła wbrew savoir vivre, to potępienie jej z tego powodu i akcentowanie w całej omawianej sytuacji sfery dobrych manier, jest dla mnie nie do przyjęcia. I niepokoi mnie, bo wiadomo, młoda kobieta powinna być przede wszystkim miła, grzeczna i dobrze wychowana.

    I takie wnioski płyną z tej dyskusji.
  • slotna 31.12.11, 14:33
    > żadna z oponentek Toroto
    > ta nie zająknęła się przy tym o wytykanej przez nią postawie młodego mężczyzny,
    > który jest przekonany o zachwycie Pyzy planowaną przejażdżką samochodem (pfff,
    > wnuczkę Borejki samochodem chciał zachwycić), a potem składa donos do mamy, że
    > ukochana poszła na wagary.

    Re: Róża to też android
    slotna 30.12.11, 20:26 Odpowiedz
    (...)

    > A Wiktor opisany jest tam fajnie.

    OIDP, to donosi Gabie na Roze i Fryderyka.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • rozdzial43 31.12.11, 14:43
    slotna napisała:

    > slotna 30.12.11, 20:26 Odpowiedz
    > (...)
    >
    > > A Wiktor opisany jest tam fajnie.
    >
    > OIDP, to donosi Gabie na Roze i Fryderyka.

    Cofam, hau hau, zająknęła się.

    Może ten odłam wielowątkowej dyskusji mogłybyśmy teraz rozwinąć?
  • slotna 31.12.11, 14:52
    > Może ten odłam wielowątkowej dyskusji mogłybyśmy teraz rozwinąć?

    To sobie rozwijaj. Ale chyba musialabys ustalic dyzury wyznaczajace, kto bedzie bronil tezy, ze Lelujkowie sa pod wzgledem randkowym w porzo.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • rozdzial43 31.12.11, 15:03
    slotna napisała:

    > To sobie rozwijaj. Ale chyba musialabys ustalic dyzury wyznaczajace, kto bedzie
    > bronil tezy, ze Lelujkowie sa pod wzgledem randkowym w porzo.

    W godzinach od 15.00 do 16.00 wyznaczam na dyżur Słotną :D

    Tyle, że bardziej niż obrona tezy, że Wiktor był pod względem randkowym w porządku, interesuje mnie Twoje zdanie, czy adorowana w ten sposób kobieta ma obowiązek tę adorację grzecznie przyjąć lub grzecznie tolerować? Z pominięciem żmudnego wątku zasad kultury, dobrych manier i dobrego wychowania.

    Bo jeszcze raz podkreślam: IMHO nieelegancko i niekulturalnie jest umówić się i nie przyjść.
  • slotna 31.12.11, 15:19
    > Tyle, że bardziej niż obrona tezy, że Wiktor był pod względem randkowym w porzą
    > dku, interesuje mnie Twoje zdanie, czy adorowana w ten sposób kobieta ma obowią
    > zek tę adorację grzecznie przyjąć lub grzecznie tolerować? Z pominięciem żmudne
    > go wątku zasad kultury, dobrych manier i dobrego wychowania.

    Dziwne, ze pytasz o rzecz tak oczywista. Nie ma obowiazku przyjmowania zadnej adoracji, dowolnie prowadzonej.

    > Bo jeszcze raz podkreślam: IMHO nieelegancko i niekulturalnie jest umówić się i
    > nie przyjść.

    Pelna zgoda. A Pyza adoracje przyjela, umowila sie i nie przyszla.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • pi.asia 31.12.11, 17:18
    > Pelna zgoda. A Pyza adoracje przyjela, umowila sie i nie przyszla

    Od siebie dodam to, że Wiktor był przez Różę postrzegany nader pozytywnie, w odróżnieniu od Frycka, którego jeszcze dzień wcześniej uważała za lekceważącego ją, zakochanego we własnej wiedzy bufona.

    I otóż wystarczyło, żeby ów bufon przestał do niej mówić per "Pyziakówna" i wyznał że od pół roku się w niej kocha, by Róża zapomniała dlań o całym świecie.

    Gdyby z Wiktorem flirtowała, kokietowała go, wodziła za nos (on proponuje, że odbierze ją po szkole, ona z figlarnym uśmieszkiem mówi "no, zobaczymy, zobaczymy") po czym poleciała na randkę z facetem, który od dawna traktował ją z szacunkiem i podziwem, i do którego żywiła szczere uczucie (a nie tylko nagłą wdzięczność za dostrzeżenie w niej człowieka) - gdyby tak właśnie było, byłoby to zrozumiałe i nikt Róży by się nie czepiał, bo każdy by widział w tym sens.

    Ale było na odwrót. Cóż, nie pierwszy to raz zamienił stryjek siekierkę na kijek.

  • totorotot 01.01.12, 16:05
    >
    > I otóż wystarczyło, żeby ów bufon przestał do niej mówić per "Pyziakówna" i wyz
    > nał że od pół roku się w niej kocha, by Róża zapomniała dlań o całym świecie.
    >

    EE-ee. Pyziakówna od dawna 'bujała się' w Frycu. Ciągle o nim gadała, nawet na romantycznej randce z Darkiem bądź Luckiem (w restauracji), wśród rodziny, etc. etc.
    To nie Halequin, gdzie zakochanie manifestuje się narracją typu: Eleonora westchnęła i powiedziała cichutko 'kocham Antonia, ach jak bardzo go kocham, jest taki męski i szarmancki'.
    U MM Pyza pod nieobecność wyrodnego samca czytuje o Chopinie, Fryderyku, i to właśnie świadczy o tym, że tęskni, kocha i już by te pierogi chciała ulepić.

    Kurcze, przecież te książeczki Musierowiczowej są proste jak elementarz, gdzie im w łamigłówkach intelektualnych i metaforach do literatury średnich chociaż lotów. Zadziwia mnie, że takie trudności występują ze zrozumieniem bardzo prosto i klarownie formułowanych zdań, z wychwyceniem dowcipów etc. Po prostu przecieram oczy czytając niektóre posty: jak można to tak opacznie rozumieć.
  • rozdzial43 31.12.11, 17:53
    slotna napisała:

    > Dziwne, ze pytasz o rzecz tak oczywista. Nie ma obowiazku przyjmowania zadnej a
    > doracji, dowolnie prowadzonej.

    No widzisz, jakie to trudne, ta cała werbalna komunikacja. Bo dla mnie jest to oczywiście oczywiste, ale do tej chwili nie było oczywiste, czy jest i dla Ciebie. Więc z ulgą przyjmuję, że jest.
  • szprota 31.12.11, 17:14
    rozdzial43 napisała:


    > Kompletnie nie zgadzam się z takim wnioskiem.
    >

    >

    >
    > Znamienna jest w tej dyskusji dla mnie okoliczność, że żadna z oponentek Toroto
    > ta nie zająknęła się przy tym o wytykanej przez nią postawie młodego mężczyzny,
    > który jest przekonany o zachwycie Pyzy planowaną przejażdżką samochodem (pfff,
    > wnuczkę Borejki samochodem chciał zachwycić), a potem składa donos do mamy, że
    > ukochana poszła na wagary.
    >
    > Nie widzę w postach Totorotota żadnej mizoginii, a jedynie podejście nieco zbyt
    > radykalne i niezręczne. O wiele bardziej niepokoi mnie potępienie przez kobiet
    > y innej młodej kobiety z tego powodu, że dokonując swoich sercowych wyborów i r
    > ealizując sercowe żądze okazała się NIEGRZECZNA i ŹLE WYCHOWANA.
    >
    > Jakkolwiek z formalnego punktu widzenia niewątpliwie postąpiła wbrew savoir viv
    > re, to potępienie jej z tego powodu i akcentowanie w całej omawianej sytuacji s
    > fery dobrych manier, jest dla mnie nie do przyjęcia. I niepokoi mnie, bo wiadom
    > o, młoda kobieta powinna być przede wszystkim miła, grzeczna i dobrze wychowana
    > .
    >
    > I takie wnioski płyną z tej dyskusji.

    Good point. To znaczy: nadal uważam, że obwinianie wyłącznie kobiet o utrzymywanie patriarchatu jest przejawem mizoginii, ale przyznaję, że nie skoncentrowałam się na motywie obowiązku bycia grzeczną.
    Do przemyślenia, sama rozumiesz, że tak od razu nie umiem się zgodzić, za bardzo się okopałam ;)
    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • nessie-jp 31.12.11, 17:19
    > ale przyznaję, że nie skoncentrowała
    > m się na motywie obowiązku bycia grzeczną.

    No bo kurczę, zachowywanie się jak człowiek obowiązuje wszystkie płcie i osoby w każdym wieku i nie ma nic wspólnego z "byciem grzeczną".

    Dla mnie równość płci to nie jest równanie w dół -- skoro faceci są świnie, to ja też sobie pochrumkam i się potarzam w odpadkach. Odwrotnie -- wymagam pewnej elementarnej przyzwoitości tak od siebie, jak i od innych. Nie sprawdzając uprzednio, co im dynda między nogami albo na klatce piersiowej.

    I nie o zachowania Róży mi tu chodzi, bo Róża jest po prostu bezwolną i właśnie "grzeczną" idiotką. Chodzi mi o poniżanie innych, pogardzanie nimi, pomiatanie z powodu ich wyglądu i nietakich kwiatuszków. Nie podoba mi się takie zachowanie ani w wydaniu mężczyzn, ani w wydaniu kobiet.
  • szprota 31.12.11, 17:23
    nessie-jp napisała:
    >
    > No bo kurczę, zachowywanie się jak człowiek obowiązuje wszystkie płcie i osoby
    > w każdym wieku i nie ma nic wspólnego z "byciem grzeczną".
    >
    > Dla mnie równość płci to nie jest równanie w dół -- skoro faceci są świnie, to
    > ja też sobie pochrumkam i się potarzam w odpadkach. Odwrotnie -- wymagam pewnej
    > elementarnej przyzwoitości tak od siebie, jak i od innych. Nie sprawdzając upr
    > zednio, co im dynda między nogami albo na klatce piersiowej.
    >
    > I nie o zachowania Róży mi tu chodzi, bo Róża jest po prostu bezwolną i właśnie
    > "grzeczną" idiotką. Chodzi mi o poniżanie innych, pogardzanie nimi, pomiatanie
    > z powodu ich wyglądu i nietakich kwiatuszków. Nie podoba mi się takie zachowan
    > ie ani w wydaniu mężczyzn, ani w wydaniu kobiet.

    Oczywiście, ale zauważ, że Rozdział nie polemizuje z tym, czy Róża miała prawo wystawić Wiktora, jest zgoda, że nie było to ładne zachowanie. Zaczęłyśmy wszak dyskutować na dużo ogólniejszym poziomie. A nam się trochę udało popaść w narrację zobowiązania do grzeczności, które jest względem kobiet szczególnie silnie egzekwowane.
    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • nessie-jp 31.12.11, 17:28
    > Oczywiście, ale zauważ, że Rozdział nie polemizuje z tym, czy Róża miała prawo
    > wystawić Wiktora, jest zgoda, że nie było to ładne zachowanie. Zaczęłyśmy wszak
    > dyskutować na dużo ogólniejszym poziomie.

    A to pardon, tego nie czytałam.


  • totorotot 01.01.12, 16:12
    Zaczęłyśmy wszak
    > dyskutować na dużo ogólniejszym poziomie. A nam się trochę udało popaść w narr
    > ację zobowiązania do grzeczności, które jest względem kobiet szczególnie silnie
    > egzekwowane.

    Bardzo mnie cieszy, że podzielasz ten pogląd. W przewrotny sposób (ach, nie lubię pisać wprost) staram się to już trzeci dzień przekazać, o tym wymaganiu grzeczności u dziewcząt i dzielności u chłopców. Dostrzegam swoje deficyty w komunikowaniu pewnych treści, zwłaszcza tych kontrowersyjnych (niestety nadal, jak widać po tym wątku) i wywrotowych (precz, grzeczność i elegancja na codzień, dziewczęta!:) ), jednak naprawdę oczy przecieram, gdy niektóre moje posty są rozumiane dokładnie opacznie. Sprawdzam pisownię, sprawdzam składnię, no- nie leży tak plackiem i nie puka w dno. Skąd więc ten brak zrozumienia? W czytaniu po łebkach czy cuś?
  • anutek115 31.12.11, 17:27
    szprota napisała:

    > Good point.

    Serio? To znaczy, ja się szczerze dziwię, bez sarkazmu, ironii czy czego tam. Bo akurat jesli o mnie chodzi to w ogole mi do glowy nie przyszlo, że dyskutuję tu o koncentrowaniu się na tym, że KOBIETY mają byc grzeczne. Przez przypadek akurat osoba, która stała się pretekstem do dyskusji jest kobieta, ale ja akurat (nie wiem, jak inni) myślalabym dokładnie to samo o mężczyźnie, który się tak zachował. Gdyż, surprise, surprise, ja w ogole nie wpadłam na to, że KOBIETY musza być grzeczne i dotrzymywać umów. Sądziłam, że LUDZIE muszą.

    To znaczy: nadal uważam, że obwinianie wyłącznie kobiet o utrzymywa
    > nie patriarchatu jest przejawem mizoginii, ale przyznaję, że nie skoncentrowała
    > m się na motywie obowiązku bycia grzeczną.

    No to już wiesz, że ja tez nie. Ciekawa jestem, czy w ogóle ktokolwiek (przepraszam, nie chce mi się przekopywac calego watku, może ktoś pamięta wypowiedź "bo ja uważam, że dziewczyna musi być grzeczna i punktualnie przychodzić na spotkania") sie koncentrowal. Mialam uparte wrażenie, ze piszemy o normach obowiązujących całą ludzką populację, bez podziału na płeć.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • szprota 31.12.11, 17:32
    anutek115 napisała:

    > szprota napisała:
    >
    > > Good point.
    >
    > Serio? To znaczy, ja się szczerze dziwię, bez sarkazmu, ironii czy czego tam. Bo akurat jesli o mnie chodzi to w ogole mi do glowy nie przyszlo, że dyskutuję tu o koncentrowaniu się na tym, że KOBIETY mają byc grzeczne. Przez przypadek akurat osoba, która stała się pretekstem do dyskusji jest kobieta, ale ja akurat (nie wiem, jak inni) myślalabym dokładnie to samo o mężczyźnie, który się tak zachował. Gdyż, surprise, surprise, ja w ogole nie wpadłam na to, że KOBIETY musza być grzeczne i dotrzymywać umów. Sądziłam, że LUDZIE muszą.
    >
    Generalnie to jednak rozmawiałyśmy o kobiecie, nespa. Skoro Rozdział to wychwyciła, może warto wziąć pod uwagę, że jest coś na rzeczy.
    --
    Szpro potępia
  • slotna 31.12.11, 17:46
    > > Serio? To znaczy, ja się szczerze dziwię, bez sarkazmu, ironii czy czego
    > tam. Bo akurat jesli o mnie chodzi to w ogole mi do glowy nie przyszlo, że dysk
    > utuję tu o koncentrowaniu się na tym, że KOBIETY mają byc grzeczne. Przez prz
    > ypadek akurat osoba, która stała się pretekstem do dyskusji jest kobieta, ale
    > ja akurat (nie wiem, jak inni) myślalabym dokładnie to samo o mężczyźnie, który
    > się tak zachował. Gdyż, surprise, surprise, ja w ogole nie wpadłam na to, że
    > KOBIETY musza być grzeczne i dotrzymywać umów. Sądziłam, że LUDZIE muszą.
    > >
    > Generalnie to jednak rozmawiałyśmy o kobiecie, nespa. Skoro Rozdział to wychwyc
    > iła, może warto wziąć pod uwagę, że jest coś na rzeczy.

    Rozmawialysmy o kobiecie, bo WATEK JEST O KOBIECIE, no jak rany.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • szprota 31.12.11, 17:55
    slotna napisała:

    > Rozmawialysmy o kobiecie, bo WATEK JEST O KOBIECIE, no jak rany.
    >
    PRZYPADEK ??!!
    A tak poważniej: dobra, nie upieram się przy twierdzeniu, że akurat my tutaj oczekujemy wyłącznie od kobiet dobrych manier, grzeczności i bycia miłą (być może nasze potępienie Pyzy jest także silniejsze dlatego, że jej zachowanie jest niespójne z postacią konsekwentnie pisaną jako grzeczna i miła właśnie?), ale sam fragment o tym zobowiązaniu do grzeczności w wypowiedzi Rozdział jest fajny i co poradzę.

    --
    Szpro potępia
  • anutek115 31.12.11, 19:18
    szprota napisała:

    dobra, nie upieram się przy twierdzeniu, że akurat my tutaj oc
    > zekujemy wyłącznie od kobiet dobrych manier, grzeczności i bycia miłą

    A to ciekawe, co piszesz, bo ja mam wrażenie, że jedyna osobą tutaj, która ocenia kobiety przez pryzmat posłuszenstwa i grzeczności, oraz np. uleglosci, jest Totorotot. O ironio :D.

    (być może
    > nasze potępienie Pyzy jest także silniejsze dlatego, że jej zachowanie jest ni
    > espójne z postacią konsekwentnie pisaną jako grzeczna i miła właśnie?), ale sam
    > fragment o tym zobowiązaniu do grzeczności w wypowiedzi Rozdział jest fajny i
    > co poradzę.
    >
    Jest, zgadzam się. Zaś Pyzunia jest po prostu personifikacją takiej postawy - grzeczniutkiej, cichutkiej, organicznie nie znoszącej awantur, rozładowujacej napięcie herbatką, wyrywajacej mamuni każdą robote z ręki, wzorowa Borejkówna, ciepła i slodka jak budyn z sokiem malinowym, idąca jak cielę za facetem, który postanowil ją sobie wziąc - w dodatku opisywana przez autorke w samych superlatywach (wyglada, że autorka pochwala postawę - masz byc piękna, pachnąca i posłuszna).

    Interesujace, że gdyby Pyza odmowiła Fryckowi postapiłaby zarówno jak osoba dobrze wychowana (co się zgadza z autorskim komentarzem), jak i NIE jak bezwolna firana, ktora robi to, co facet każe (czego tu wszystkie pożądamy, oprocz Totorotot twierdzącej, że idąc z Fryckiem bez cienia refleksji jak potulna dziumdzia Pyza wykazala się asertywnoscia i pokazała feministyczny pazur:)).

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • slotna 31.12.11, 19:45
    > Interesujace, że gdyby Pyza odmowiła Fryckowi postapiłaby zarówno jak osoba dob
    > rze wychowana (co się zgadza z autorskim komentarzem), jak i NIE jak bezwolna f
    > irana, ktora robi to, co facet każe (czego tu wszystkie pożądamy, oprocz Totoro
    > tot twierdzącej, że idąc z Fryckiem bez cienia refleksji jak potulna dziumdzia
    > Pyza wykazala się asertywnoscia i pokazała feministyczny pazur:)).

    Zaraz sie dowiesz, ze Pyza CHCIALA w tym momencie z Fryckiem isc i to jest najwazniejsze. A to, ze miala akurat przypadkiem inne zobowiazania jest nieistotne. Wykazala sie wzorowym feminizmem, ktory polega wlasnie na tym, ze kobieta zawsze robi tylko to, co chce. Np. majac dziecko w perspektywie, rzuca studia i nie zarabia, bo taka jej wola i wolny feministyczny wybor.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 01.01.12, 16:35
    slotna 31.12.11, 19:45 Odpowiedz



    Aj, teraz to mi się wstyd zrobiło :-( Siedziała tu Słotna wwczoraj wieczorkiem, a mnie nie tknęło nic i nie weszłam Ci nic napisać, wszyscy też sobie gdzieś poszli :-( Bardzo przepraszam, teraz się zrehabilituję i z całego serca życzę: Szczęśliwego nowego roku, Słoteńko, dużo zdrowia, radości i wiele powodzenia w życiu osobistym.
    Do siego roku!
  • kaliope3 01.01.12, 17:30
    Jesu,dziewczyno, po co Ci ten jad? Już napisałaś kilkanaście postów w tym duchu, nie wystarcza?
  • anutek115 31.12.11, 17:52
    szprota napisała:

    > anutek115 napisała:
    >

    > Generalnie to jednak rozmawiałyśmy o kobiecie, nespa. Skoro Rozdział to wychwyc
    > iła, może warto wziąć pod uwagę, że jest coś na rzeczy.

    Ja rozmawiałam o człowieku. Naprawdę, płeć mi zwisala i powiewała.

    No i JAK miałysmy rozmawiać, skoro dyskusja zaczęła się od postaci literackiej rodzaju żeńskiego? "Co prawda Róża jest kobietą, ale uważam, że osoba, która się umawia, on czy ona, postepuje nieladnie i powinna/-nien postapić inaczej" i tak przy każdej wypowiedzi zaznaczać? Wypisz wymaluj jak amerykańscy fiksaci na tle politycznej poprawności rozmawiają?

    Bez przesady, ja się tu nieraz znęcałam nad brzydkim zachowaniem osób obydwu rodzajów, o zachowaniu jako takim mówiąc, nie przez płeć konkretnej osoby postrzeganym, tylko przez normy - społeczne, kulturowe, i jakie tam chcecie.

    Nie wiem, co wychwyciła Rozdział, widze ją w waszych cytatach i tylko to czytam, może już wczesniej zwracała na coś uwagę, co, z racji wyszarzenia jej wpisów sprawilo, że mi clou dyskusji umknęło. Więc na wszelki wypadek zaznaczam, że NIE uważam, jakoby Róża musiała się tak zachowac, bo jest kobietą, tylko dlatego, że jest (podobno) osobą dobrze wychowaną.

    Kazdy z moich synów oberwałby po uszach, gdyby się zachował jak ona.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • totorotot 01.01.12, 16:22
    anutek115 napisała:

    >Naprawdę, płeć mi zwisala i powiewała.

    Naprawdę zadziwiające, zwłaszcza w kontekście Twojego nicka :-)



    btw: Tak mi przyszło do głowy, że dwaj młodsi bracia przychodząc po Różę do szkoły, zaskoczyli ją (pierś z kurczaka niezjedzona). Jak Wiktor był umówiony z Różą?
  • ananke666 01.01.12, 17:31

    Odprowadzona pod samiutką szkołę przez wszystkich trzech braci, dowiedziała się,
    że Wiktor przyjdzie po nią po lekcjach, czyli o drugiej trzydzieści pięć i że czeka ich wspaniałe
    popołudnie.
    [...]
    - Czekam tutaj po lekcjach! - zawołał Wiktor, dokonując karkołomnego zaiste wyczynu
    mimicznego: jednocześnie uśmiechał się do Róży i wyrażał spojrzeniem pełne lekceważenie dla osoby Fryderyka Schoppe.
    Jakże niesłusznie go lekceważył.
    Ledwie weszli do budynku szkolnego, Fryderyk zwrócił Pyzie uwagę, że te piękne róże z pewnością zwiędną bez wody i wpadł na pomysł, żeby złożyć je tymczasowo u pani woźnej, która wetknie je do jakiegoś wiadra czy słoika na cały niezbędny czas. [...] Fryderyk ujął dłoń Pyzy i mówiąc:
    - Chodź ze mną, o nic nie pytaj - ruszył przez długi korytarz parteru [...] Doszli tak do końca obszernego hallu z witrażami, minęli sekretariat i pokój profesorski, skręcili w jakiś zakamarek, po czym znaleźli się w samym końcu budynku, obok wyjścia przeciwpożarowego.
    Fryderyk z największym spokojem otworzył drzwi i wyprowadził Pyzę z budynku
    szkolnego. Znaleźli się na małym skrawku zadrzewionego terenu, tuż obok muru z cegły, za którym słychać już było tramwaje i ruch uliczny. Niewidoczny z okien szkoły, bo przytykający do jej ślepej ściany, trójkątny kawałek asfaltu miał u podstawy wyjście na boisko, a w jednym z boków - furtkę z zardzewiałego żelaza. Furtka była zamknięta na głucho, lecz Fryderyk Schoppe miał do niej klucz i, z pewnym wysiłkiem, odblokował dawno nie używany zamek.
    - Co ty robisz? - dopytywała się Pyza, lecz on nie odezwał się, dopóki furtka nie ustąpiła.
    - Widzisz, Różo - powiedział wtedy i podepchnął kciukiem spadające okulary. - Idziemy
    sobie stąd, na cały dzień. Ty i ja.


    Biedne dziewczę, w szesnastej wiośnie życia tknięte tak galopującą sklerozą, że zapomniało o absztyfikancie na odcinku między pokojem woźnej a furtką.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • totorotot 01.01.12, 19:36
    > Biedne dziewczę, w szesnastej wiośnie życia tknięte tak galopującą sklerozą, że
    > zapomniało o absztyfikancie na odcinku między pokojem woźnej a furtką.

    Może szli długo i powoli?


    --
    Don't let them change ya
    Or even rearrange ya!
  • nessie-jp 31.12.11, 18:31
    > Generalnie to jednak rozmawiałyśmy o kobiecie, nespa. Skoro Rozdział to wychwyc
    > iła, może warto wziąć pod uwagę, że jest coś na rzeczy.

    Ale jednak trochę nie. Bo wyraźnie, BARDZO wyraźnie zostało w tym wątku napisane, że gdyby to facet zachował się w taki sposób -- umówił, że spędzi z kimś swoje i jego imieniny, zgodził, żeby dziewczyna zaangażowała dwie rodziny, podjechała pod niego, zorganizowała wszystko -- a potem wystawił ją rufą do wiatru, to byłoby cholernie niefajnie i gromy by się posypały na męską niesolidność i fiutkowaciznę.

    Zostało napisane czy nie?

    Bo jeśli zostało, to jednak nie dyskutujemy o tym, co wolno kobiecie, tylko co wypada człowiekowi. Czyli, sprowadzając rzecz do przedszkola, rozmawiamy o "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe".

    Ponieważ jednak, jak mówiłam, rozdział nie czytam, to nie podejmuję się polemizować, czy ona pisała o grzeczności kobiet, czy nie. Ja w każdym razie, wypowiadając się w tym wątku, nie miałam na myśli kobiet ani mężczyzn, tylko człowieka jako takiego.

  • slotna 31.12.11, 17:32
    > Mialam uparte wrażenie, ze piszemy o normach obowiązują
    > cych całą ludzką populację, bez podziału na płeć.

    Bo piszemy. My, oponentki totorotot. O czym pisze rozdzial, to nie do konca rozumiem, nie dla mnie takie poziomy ogolnosci.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • rozdzial43 31.12.11, 17:55
    slotna napisała:

    O czym pisze rozdzial, to nie do konca roz
    > umiem, nie dla mnie takie poziomy ogolnosci.

    Ale ja nie mam dziś cierpliwości, żeby tak krok po kroku. Więc wybacz, między nami w takim razie EOT. I happy niu jir. :)
  • rozdzial43 31.12.11, 18:05
    anutek115 napisała:

    > Serio? To znaczy, ja się szczerze dziwię, bez sarkazmu, ironii czy czego tam. B
    > o akurat jesli o mnie chodzi to w ogole mi do glowy nie przyszlo, że dyskutuję
    > tu o koncentrowaniu się na tym, że KOBIETY mają byc grzeczne.

    Z tego co piszesz wynika, że w ogóle się z Totorotot nie zrozumiałyście. Każda wypowiedź niesie jakieś dalsze implikacje, ale muszę Ci Anutku powiedzieć, że implikacje, jakie wynikają dla Ciebie z wielu wypowiedzi na forum, często mnie zdumiewają. W sensie: a skądże una to wyczytała?
    Oczywiście przyczyna nie leży tylko po Twojej stronie, a również z nieprecyzyjności i niejasności przekazu. Dlatego - poza tzw. wykładnią językową i gramatyczną posta spróbuj zastosować czasem też celowościową, albo chociaż historyczną.

  • totorotot 01.01.12, 16:17
    > No to już wiesz, że ja tez nie. Ciekawa jestem, czy w ogóle ktokolwiek (przepra
    > szam, nie chce mi się przekopywac calego watku, może ktoś pamięta wypowiedź "bo
    > ja uważam, że dziewczyna musi być grzeczna i punktualnie przychodzić na spotka
    > nia") sie koncentrowal. Mialam uparte wrażenie, ze piszemy o normach obowiązują
    > cych całą ludzką populację, bez podziału na płeć.

    Ale niestety, na tym forum powstają całe wątki tłumaczące, dlaczego biedny Pyziak musiał zostawić podłą Gabrielę, że Natalia jest idiotka, opuszczając takiego mężczyznę jak Bartek Filipiak, etc. etc. Wszelkie ich sk-syństwa są łagodzone, a odpowiedzialność zrzucana na kobietę.
    Tymczasem gdy Róża ZAPOMNIAŁA o randce, została zjechana z góry na dół, obrzucona epitetami, a zwłaszcza tymi o braku grzeczności, kutury i elegancji, które wszak powinny w szczególności charakteryzować kobietę.
    Taka dysproporcja w ocenie bohaterów w zależności od płci mocno kłuje w oczy na tym, sfeminizowanym przecież, forum.
  • totorotot 01.01.12, 15:58
    > Good point. To znaczy: nadal uważam, że obwinianie wyłącznie kobiet o utrzymywa
    > nie patriarchatu jest przejawem mizoginii, ale przyznaję, że nie skoncentrowała
    > m się na motywie obowiązku bycia grzeczną.
    > Do przemyślenia, sama rozumiesz, że tak od razu nie umiem się zgodzić, za bardz
    > o się okopałam ;)

    Nie wyłącznie, a głównie, a za resztę: szacun.
    Pozdrawiam.

    --
    Should I stay or should I go
  • rozdzial43 30.12.11, 21:51
    szprota napisała:

    Głupie ni
    > unie dorastają w kulturze preferującej mężczyzn, są wychowywane przez ludzi pre
    > ferujących mężczyzn, taki przekaz czytają, oglądają i słuchają przez lata. Trze
    > ba jednak pewnego wysiłku albo oberwania, wybaczcie grubą metaforę, siusiakiem
    > w pysk, by załapać, że ojej, kobiety mają gorzej.


    Świetnie to ujęłaś, IMHO. Bardzo trafna obserwacja, Szprota.
  • klymenystra 03.01.12, 15:58
    Wygaszenie totoroto bylo jednym z moich najlepszych posuniec na tym forum. Dawno nie czytalam czegos tak obelzywego i wstretnego. Nie mylilam sie co do kolezanki totoroto, co ze smutkiem stwierdzam.
  • anutek115 29.12.11, 20:40
    ginestra napisała:

    Jak różny może być odbiór tekstu! - ja na przykład odbieram wypowiedzi Totoroto
    > t w tym wątku (o tych pryszczatych chłopcach z misiami i różami) jako teksty pi
    > sane z dystansem, ironią i humorem

    Serio? Odbierasz ten tekst "a później, jeśli były odpowiednio miłe i grzeczne, misio łaskawie pozwalał sobie hm... jak by to ująć na tym forum... wykonać fellatio?.....tym bardziej koledzy mieli je w... głębokim poważaniu. W ramach rewanżu, zapewne." inaczej niz popis chamstwa?

    Odbierasz to jako pisane z dystansem i humorem?

    Z HUMOREM?

    Przyznam, że tego sie nie spodziewałam.

    Ja tu widzę prostactwo, buractwo, chamstwo, jakkolwiek by to nazwać.

    No, ale ja, jak wiadomo, jestem wredna, zła i walczę z wolnością słowa.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • rozdzial43 29.12.11, 20:48
    anutek115 napisała:

    > No, ale ja, jak wiadomo, jestem wredna, zła i walczę z wolnością słowa.

    Iiiii tam, zła i wredna. Komu niby wiadomo?

    Mnie tam tylko wiadomo, że nieodmiennie rozemocjonowana.
  • ginestra 29.12.11, 22:47
    rozdzial43 napisała:

    > anutek115 napisała:
    >
    > > No, ale ja, jak wiadomo, jestem wredna, zła i walczę z wolnością słowa.
    >
    > Iiiii tam, zła i wredna. Komu niby wiadomo?
    >
    > Mnie tam tylko wiadomo, że nieodmiennie rozemocjonowana.

    Zgadzam się z Rozdziałem43 i mnie też nieodmiennie dziwią te deklaracje, nie pierwszy raz pojawiające się na forum w ustach koleżanek: "jak wszystkim wiadomo jestem zła i wredna", "jestem zołzą" albo "jestem pitbulem forum".

    Przyznam się, że nie rozumiem celu pisania o sobie w ten sposób. Nie proszę o wyjaśnienie, tylko przyłączam się do wątpliwości zgłoszonej przez Rozdział43, że może warto zastanowić się nad treścią takich wstawek "jak wszystkim wiadomo, jestem wredna i zła", bo faktycznie "komu wiadomo"?

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • anutek115 29.12.11, 23:01
    ginestra napisała:

    > rozdzial43 napisała:
    >
    > > anutek115 napisała:
    > >
    > > > No, ale ja, jak wiadomo, jestem wredna, zła i walczę z wolnością sł
    > owa.
    > >
    > > Iiiii tam, zła i wredna. Komu niby wiadomo?
    > >
    > > Mnie tam tylko wiadomo, że nieodmiennie rozemocjonowana.
    >
    > Zgadzam się z Rozdziałem43 i mnie też nieodmiennie dziwią te deklaracje, nie pi
    > erwszy raz pojawiające się na forum w ustach koleżanek: "jak wszystkim wiadomo
    > jestem zła i wredna", "jestem zołzą" albo "jestem pitbulem forum".
    >
    > Przyznam się, że nie rozumiem celu pisania o sobie w ten sposób. Nie proszę o w
    > yjaśnienie, tylko przyłączam się do wątpliwości zgłoszonej przez Rozdział43, że
    > może warto zastanowić się nad treścią takich wstawek "jak wszystkim wiadomo, j
    > estem wredna i zła", bo faktycznie "komu wiadomo"?
    >
    Niestety, nie mogę przyłączyć się do watpliwosci zgloszonych przez Rozdział, bo jej nie widzę, a co za tym idzie - nie czytam. Oprócz tego, co tu cytujecie.

    Ale się zastanowię. Obiecuję. Juz idę się zastanawiac. Dziękuje, Ginestro, ze mi na to zwróciłas uwagę!

    Chociaż nigdy, ale to nigdy nie napisalam, ze jestem pitbulem. Ani zołzą. To nad tym, pozwolisz, się nie bedę zastanawiać, dobrze?

    (chociaz jak juz pytasz, komu wiadomo, to napiszę, że mnie wiadomo, kto jest pitbulem. Więc moze chociaz ta jedna kolezanka moze tak pisać? Pozwolisz? Pozdrawiam i ide sie zastanawiać!).

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • ginestra 30.12.11, 03:30
    anutek115 napisała:


    > Ale się zastanowię. Obiecuję. Juz idę się zastanawiac. Dziękuje, Ginestro, ze m
    > i na to zwróciłas uwagę!

    Ależ proszę bardzo, polecam się. Jeśli chcesz to faktycznie zastanów się nad tym dlaczego masz potrzebę pisać o sobie na forum rzeczy tego typu, że "jesteś zła i wredna, jak wszystkim wiadomo". Dodatkowo to brzmi jak jakieś chełpienie się. Sugerujesz w ten sposób, że wszyscy Cię za taką uważają, że jest to powszechnie wiadome, a nie jest to wcale prawdą, bo to Ty sama siebie taką ogłaszasz, a nie ogół forumowiczów - nie jesteś przecież w głowach forumowiczów, żeby wiedzieć czy faktycznie uważają Cię za wredną i złą. Być może wcale Cię za taką nie uważają. Najwyraźniej jednak chcesz, żeby Cię za taką uważali (bo to zdanie, że "jak wiadomo"... właśnie tę chęć wyraża). Tego, przyznam, nie rozumiem.

    >
    > Chociaż nigdy, ale to nigdy nie napisalam, ze jestem pitbulem. Ani zołzą. To na
    > d tym, pozwolisz, się nie bedę zastanawiać, dobrze?

    Co do zołzy i pitbula, to ja napisałam wyraźnie, że nie tylko Ty masz potrzebę pisania o sobie jak o kimś wrednym, ale też niektóre forumowiczki i właśnie one tak się określały. Również nie mam pojęcia dlaczego i co im to daje.

    >
    > (chociaz jak juz pytasz, komu wiadomo, to napiszę, że mnie wiadomo, kto jest pi
    > tbulem. Więc moze chociaz ta jedna kolezanka moze tak pisać? Pozwolisz? Pozdraw
    > iam i ide sie zastanawiać!).
    >

    A tu nie wiem o co Ci chodzi. Czy to, że jakaś forumowiczka napisała o sobie: "jestem pitbulem forum" ma automatycznie znaczyć, że naprawdę ona jest pitbulem forum? Nadała sobie sama jakiś tytuł, tyle wiadomo, ale czy naprawdę jest kimś groźnym, kimś kogo pitbul ma w jej mniemaniu symbolizować, to nie jest wcale oczywiste. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to jest to dla mnie wręcz śmieszne.

    Jak wspomniałam, w przypadku tak Twoim, jak i wszystkich pozostałych forumowiczek piszących tak o sobie, dziwi mnie i nie rozumiem dlaczego sobie nadają takie tytuły i przydomki, że takie są złe i wredne.

    Wiem, że to ironia, jednakże nie musisz pytać mnie o pozwolenie - ta złośliwość jest chybiona. Chyba kto mnie zna na forum (od 7 lat), ten wie, że ja nie uzurpuję sobie prawa do żadnych funkcji na forum i nie mam zamiaru komukolwiek czegoś zabraniać czy pozwalać. Konsekwentnie piszę tak, że po prostu dzielę się swoim zdaniem i przemyśleniami na jakiś temat i tyle. Nie przekonuję nikogo i nie mówię, że czyjeś zdanie jest gorsze. Moja pozycja, jak i pozycja innych forumowiczów, jest taka sama, symetryczna. Dlatego jestem za tym, żeby pisać z szacunkiem i nie łamać netykiety. Jak ktoś nie łamie netykiety i nie wyzłośliwia się - jest OK.

    W tym przypadku po prostu podzieliłam się tym, że nie mam pojęcia dlaczego jakieś osoby piszą na forum na swój temat: "jak wiadomo jestem wredna" itp. Uważam jednakże, że skoro ileś osób tak pisze, to jest to jakaś tendencja i musi mieć jakąś przyczynę i może warto, aby te osoby zastanowiły się skąd mają taką potrzebę i co im takie pisanie załatwia. Myślę, że to może być dla nich pomocne w życiu, bo tworzenie jakiejś fikcji na swój temat (że niby ogół forum uważa coś o autorce wypowiedzi, chociaż nie ma żadnych danych na ten temat, jakoby ogół tak uważał) nie jest czymś dobrym ani zdrowym. Takie jest przynajmniej moje zdanie.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • the_dzidka 29.12.11, 23:05
    Oto dowód:

    "Zgadzam się z Rozdziałem43 i mnie też nieodmiennie dziwią te deklaracje, nie pierwszy raz pojawiające się na forum w ustach koleżanek: "jak wszystkim wiadomo jestem zła i wredna", "jestem zołzą" albo "jestem pitbulem forum".
    Przyznam się, że nie rozumiem celu pisania o sobie w ten sposób. Nie proszę o wyjaśnienie, tylko przyłączam się do wątpliwości zgłoszonej przez Rozdział43, że może warto zastanowić się nad treścią takich wstawek "jak wszystkim wiadomo, jestem wredna i zła", bo faktycznie "komu wiadomo"?"

    Żaden, ale to żaden średnio inteligentny człowiek, od lat pisujący na forum internetowym, znający z tegoż forum ludzi, z którymi dyskutuje, nie napisałby poważnie czegoś aż tak głupiego, naiwnego i nieprawdopodobnego. Ginestro, przesadziłaś :D Wydało się - jesteś trollem. Teraz już nikt nigdy nie weźmie na poważnie tego, co piszesz, nawet gdybyś napisała, że Borejkowie mieszkają w Poznaniu.

    Uwaga, ogłaszam apel o niekarmienie trolla!
  • ginestra 30.12.11, 02:17
    the_dzidka napisała:

    > Oto dowód:
    >
    > "Zgadzam się z Rozdziałem43 i mnie też nieodmiennie dziwią te deklaracje, nie p
    > ierwszy raz pojawiające się na forum w ustach koleżanek: "jak wszystkim wiadomo
    > jestem zła i wredna", "jestem zołzą" albo "jestem pitbulem forum".
    > Przyznam się, że nie rozumiem celu pisania o sobie w ten sposób. Nie proszę o w
    > yjaśnienie, tylko przyłączam się do wątpliwości zgłoszonej przez Rozdział43, że
    > może warto zastanowić się nad treścią takich wstawek "jak wszystkim wiadomo, j
    > estem wredna i zła", bo faktycznie "komu wiadomo"?"
    >
    > Żaden, ale to żaden średnio inteligentny człowiek, od lat pisujący na forum int
    > ernetowym, znający z tegoż forum ludzi, z którymi dyskutuje, nie napisałby powa
    > żnie czegoś aż tak głupiego, naiwnego i nieprawdopodobnego. Ginestro, przesadzi
    > łaś :D Wydało się - jesteś trollem. Teraz już nikt nigdy nie weźmie na poważnie
    > tego, co piszesz, nawet gdybyś napisała, że Borejkowie mieszkają w Poznaniu.
    >
    > Uwaga, ogłaszam apel o niekarmienie trolla!

    Dopiero zobaczyłam ten wpis.

    Przyznam się, że kompletnie nie wiem o co chodzi i jakim niby "dowodem" na moje bycie trollem miałby być ten mój wpis o tym, że nie rozumiem, czemu koleżanki forumowe piszą o sobie "jak wszystkim wiadomo jestem zła i wredna" albo "jestem pitbulem forum". Naprawdę nie rozumiem tego i to jest prawda.

    Co do bycia trollem, to z definicji troll to ktoś, kto chce niszczyć forum. Ja - przeciwnie. Piszę spokojnie w różnych wątkach, dzieląc się swoim zdaniem, nikomu tego zdania nie wmuszam, szanuję rozmówców, wielokrotnie też staję w obronie forumowiczów, których ktoś atakuje i przekonuję, że warto rozmawiać spokojnie i merytorycznie i przestrzegać motta forum, które wkleiłam do sygnaturki. Ja także go przestrzegam.

    O co więc chodzi z tym trollem? Nie mam pojęcia. Myślę, Dzidko, że sama sobie wystawiłaś tym postem ciekawe świadectwo.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • klymenystra 03.01.12, 16:07
    Jeśli jest trolem, to konsekwentnie powinno się ją wycinac. Jak inne trole. Jak Metwoha na przyklad.
  • kajaanna 29.12.11, 20:58
    > Tak rozumiem te wypowiedzi.

    No to się narozumowałaś.
  • totorotot 29.12.11, 22:28
    > Wiesz co, ja też - jak zapewne każda z nas - strzeliłam w wieku cielęcym mnóstw
    > o idiotyzmów i zachowałam się chamsko. Tyle że teraz się tego wstydzę, a nie ob
    > noszę się tym z pychą. I jako dorosła kobieta nie uważam, że byłam wtedy taka s
    > trasznie nastoletnio cool i super - byłam rozwydrzoną gówniarą, ot co. I tak do
    > ść bezboleśnie przeszłam to "piekło zwane młodością".

    Oj, a teraz to już mówisz jak jakaś stara babcia ;-) Ale stara mentalnie, niekoniecznie metrykalnie. Z luzem, panowie i panie, z większym luzem, poczuciem humoru i nostalgią ;-)

    > A tak btw, skoro uważałaś swoich adoratorów za tępych trepów, to po co się z ni
    > mi w ogóle umawiałaś? I co, podpatrywałaś zza rogu rynku, skoro widziałaś, że t
    > ylko z różą stoi? NIE Z KONWALIAMI!!! I że biletów na koncert nie kupił, o matk
    > o, biletów nie kupił!!!

    Aj tam umawiałaś się zaraz. Coś tam telepał piękny Lolo nad głową, to człowiek przytaknął był, zapomniał i później wysłuchiwał miągwienia czy też nie wysłuchiwał, bo piękny Lollo już się był umówił z Mariollą. Nie cierpiał dłużej niż te pińć godzin na rynku, a tam tak ładnie i kontemplować można stare miasto. Skąd wiem, z czym się przywlókł? Jak wystawał mi pod szkołą z czerwoną banalną różą, to z czym- jak uważasz- mógł wystawać na rynku? Z halabardą?
  • slotna 29.12.11, 22:59
    > Oj, a teraz to już mówisz jak jakaś stara babcia ;-) Ale stara mentalnie, nieko
    > niecznie metrykalnie. Z luzem, panowie i panie, z większym luzem, poczuciem hum
    > oru i nostalgią ;-)

    No coz, jesli ow luz i poczucie humoru polegaja na wystawianiu ludzi do wiatru, wysmiewaniu sie z ich fizycznosci, rownaniu kobiet "punktualnych i fair" z tepymi lodziarami etc., to nie wiem jak Dzidka, ale ja tam wole w takim razie byc zaliczana do kategorii mentalnych starych bab.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 29.12.11, 23:11
    > No coz, jesli ow luz i poczucie humoru polegaja na wystawianiu ludzi do wiatru
    > , wysmiewaniu sie z ich fizycznosci, rownaniu kobiet "punktualnych i fair" z te
    > pymi lodziarami etc., to nie wiem jak Dzidka, ale ja tam wole w takim razie byc
    > zaliczana do kategorii mentalnych starych bab.

    Przeczytaj, proszę, cały wątek. Z wyglądu fizycznego śmieją się nastolatki i nastolatkowie. Prawie dwie dekady później już wiedzą, że to nieładnie. Wystawianie ludzi do wiatru to domena nastolatków. Nie sprzątają po sobie, nie odrabiają lekcji na czas i zapominają także założyć czapkę. Kobiety zawsze punktualnie i fair najczęściej nie otrzymują od mężczyzn tyle samo fairy, ile same zainwestowały. Takie niestety życie jest już niesprawiedliwe, cholera. A moj post kończący się fellatio jest wynikiem moich obserwacji wielu kobiet na przestrzeni circa dziesięciu lat. Post zaś króciutki, do przeczytania ze dwa - trzy razy.
    Zastanawiam się, dlaczego tak szczególnie kłuje on w oczy.
  • anutek115 29.12.11, 23:26
    totorotot napisała:

    > Zastanawiam się, dlaczego tak szczególnie kłuje on w oczy.

    Uuuu, kochana, to brzydko pojechałaś. Kłuje, bo sugeruje bardzo, bardzo nieładne rzeczy i jest obraźliwy. W dużym uproszczeniu - są tu osoby, które napisaly, że dotrzymują umow i że osoby grzeczne tak robią, na co ty, że znasz takie i że to durne niunie, co dla faceta i piciu na kaca przyniosą, i loda zrobią, serwilizm taki. ŁApiesz, czemu kluje? Tak? Więc powinnaś przeprosić, i nie slowami "jak tak cie kłuje w oczy, slonko, to przepraszam". Nie? To się nie dziw, że sie sporo osob z rozmów z toba wypisze, a jednak byc na forum i nie doczekiwać się odpowiedzi od innych forumowiczów trochę głupio jest.

    Ja się w każdym razie wypisuję.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • slotna 29.12.11, 23:27
    > Kobiety zawsze punktualnie i
    > fair najczęściej nie otrzymują od mężczyzn tyle samo fairy, ile same zainwestow
    > ały.

    Przykro mi, ze masz zle doswiadczenia zyciowe, ale troche glupio tak je przenosic na calosc populacji.

    > Zastanawiam się, dlaczego tak szczególnie kłuje on w oczy.

    Nie wiem, dlaczego kluje w oczy inne osoby. Mnie zaklul, bo opisujesz w nim najpierw swoje obrzydliwe zachowania z duza dawka zadowolenia z siebie, a pogardy wobec innych, a nastepnie rownasz cechy, ktore uwazam za cnoty (bycie punktualnym i fair wobec innych) z poddanstwem, swiadczeniem uslug seksualnych i najwyrazniej, ociezaloscia umyslowa.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • zla.m 29.12.11, 23:06
    totorotot napisała:
    >
    > Aj tam umawiałaś się zaraz. Coś tam telepał piękny Lolo nad głową, to człowiek
    > przytaknął był, zapomniał i później wysłuchiwał miągwienia

    Jasne. Się zdarzało się ;) Tylko że Wiktor to nie był piękny Lolo, którego się praktycznie nie znało, ale dobry kolega - Róża u niego w domu bywała, on u niej, Lelujkowie odprowadzali ją do szkoły i takie tam. A na dodatek kolega, wobec którego miała jakiś dług wdzięczności (akcja z szukaniem małego brata). Nie twierdzę, że miała mu tę wdzięczność nie wiadomo jak okazywać i wyrażać, ale nie powinna o nim tak totalnie zapominać. A ona nie poświęca mu ani cienia myśli, a to już świadczy nie o asertywności, ale maksymalnym egocentryzmie.

    --
    Jak mam zbyt dobry nastrój, to sprawdzam ceny mieszkań...
  • totorotot 29.12.11, 23:24
    >
    > Jasne. Się zdarzało się ;) Tylko że Wiktor to nie był piękny Lolo, którego się
    > praktycznie nie znało, ale dobry kolega - Róża u niego w domu bywała, on u niej
    > , Lelujkowie odprowadzali ją do szkoły i takie tam. A na dodatek kolega, wobec
    > którego miała jakiś dług wdzięczności (akcja z szukaniem małego brata). Nie twi
    > erdzę, że miała mu tę wdzięczność nie wiadomo jak okazywać i wyrażać, ale nie p
    > owinna o nim tak totalnie zapominać. A ona nie poświęca mu ani cienia myśli, a
    > to już świadczy nie o asertywności, ale maksymalnym egocentryzmie.

    No jak człowiek zakochany, to świata nie widzi i -zgadzam się z Tobą- jest egocentryczny do bólu :-) Wybaczam jej-można zapomnieć o absztyfikancie nie stając się z automatu dnem kulturalnym :)

    P.S.
    Na argument o odwdzięczaniu się za znalezienie brata trochę siem trzensem, bo w sprawach sercowych nie powinna działać zasada wzajemności, tak często będąca kartą w grze erotycznej (bynajmniej nie wyłącznie w sensie: seksualnej) mężczyzn. Co miał zrobić niby z miągwą, przygarnąć w charakterze trzeciego (nieletniego) brata? Aż tak źle mu życzysz? :)
  • zla.m 29.12.11, 23:58
    Ugh... zaczynam podejrzewać, że robisz to specjalnie.

    NIE pisałam, że ma mu wdzięczność okazywać i wyrażać. To był jeden z moich argumentów za tym, że Wiktor nie był przypadkowym Lolo (do czego się w ogóle nie odniosłaś), którego łatwo się wystawia, ale dobrym kolegą.

    --
    Mer Czelabińska jest tak twardy, że zarabia dwa razy więcej, niż wynosi budżet miasta.
  • totorotot 30.12.11, 00:06
    zla.m napisała:

    > Ugh... zaczynam podejrzewać, że robisz to specjalnie.
    >
    > NIE pisałam, że ma mu wdzięczność okazywać i wyrażać. To był jeden z moich argu
    > mentów za tym, że Wiktor nie był przypadkowym Lolo (do czego się w ogóle nie od
    > niosłaś), którego łatwo się wystawia, ale dobrym kolegą.

    E, ja tylko w nawiązaniu do tej Twojej uwagi wtrąciłam dygresję :-)
  • rozdzial43 29.12.11, 19:20


    > Tyle pogardy i jadu dla dobrze wychowanych koleżanek (uprzejmość to prosta droga
    > do serwilizmu, w tym seksualnego),

    IMHO kilka z opisanych przez Totorotota zachowań "dobrze wychowanych" koleżanek może świadczyć już nie o uprzejmości, tylko o serwilizmie, w tym seksualnym. Ja nie wiem, czy to aby uprzejmość jest usłużnie chichotać z udawanym zachwytem, robić kanapeczki i różne przysługi skacowanym kolegom, rozkosznym śpioszkom, prać odzież rozczulającym leniuszkom, czy wbrew oczywistym zasadom higieny i wygody nosić stringi, bo on lubi.

    IMHO to jest ta sama liga, która z wypiekami na twarzy obczytuje następnie "porady" i "artykuły" jak manipulować samcem, udając zachwyt, chwaląc go i fałszywie głaszcząc, żeby gupek myślał, że rządzi w stadzie, a tak naprawdę hihihihi biedny kochany misio je z ręki przemyślnej, inteligentnej kobiecie, która wie, że mężczyznę trzeba podziwiać i chwalić, żeby go przy sobie zatrzymać, bo wszak mężczyzna musi się czuć mądrzejszy i silniejszy od kobiety, co hihihi nieprawdą jest, bo za jego plecami musi stać nieokazująca swej wartości i niejednokrotnie intelektualnej przewagi kobieta.

    Jak dla mnie - jest to brak szacunku dla siebie samej, ale i dla tego mężczyzny, traktowanego jak misiowaty gupek, a na dłuższą metę - działanie na nie tylko swoją szkodę w związku, ale także na szkodę ewentualnych następczyń.

    I tak rozumiem intencję wypowiedzi Totorotota, która dotknęła czubka góry lodowej.


    tyle samouwielbienia ze szczególnym podkreś
    > leniem umiejętności pomiatania absztyfikantami

    W życiu nie wyczytałam z tej wypowiedzi samouwielbienia, raczej gniew i pogardę dla uproszczeń i stereotypów w stylu " na każdą kobietę najlepiej działaja kwiaty", "każda kobieta lubi kwiaty", każda dziewczyna chciałaby od swojego chłopaka dostawać pluszowe misie".

    I zgadzam się z tak wyczytaną intencją postu Totorotota, ze nie wniknięcie przez absztyfikanta w to, co lubi wybrana Totorotot, tylko pojechanie po tym drętwym stereotypie świadczy w pewnym sensie o braku szacunku i prawdziwego zainteresowania po stronie absztyfikanta, co w skrajnych wypadkach może usprawiedliwić jego całkowite zlekceważenie.

    Może źle zrozumiałam tę intencję, bo ja skrzywiona jestem, bo nie znoszę kwiatów.
  • zla.m 29.12.11, 19:45
    rozdzial43 napisała:

    > IMHO kilka z opisanych przez Totorotota zachowań "dobrze wychowanych" koleżanek
    > może świadczyć już nie o uprzejmości, tylko o serwilizmie, w tym seksualnym.
    > Ja nie wiem, czy to aby uprzejmość jest usłużnie chichotać z udawanym zachwytem
    > , robić kanapeczki i różne przysługi skacowanym kolegom, rozkosznym śpioszkom,

    Tylko że totorot postawiła znak równości pomiędzy przybyciem na czas na spotkanie oraz, radosnym chichotem z kiepskich żartów i robieniem laski (ja się nie będę w hipokryzję łacińskojęzyczną bawić), rozumiesz, na zawołanie.

    I obraziła tym pewnie parę osób, a na pewno mnie, bo ja na spotkania przychodzę o czasie, a jak nie mogę być, to zawiadamiam. A zeszytów za nikim nie nosiłam i wody na kaca nie podawałam... I choć też mi się zdarzyło w nastoletnich latach wystawić tego czy owego, to jako osoba dorosła się tym zachowaniem nie pysznię. Bo i nie ma czym.

    I gdyby totorotek - matka wzorowa i wspaniała - napisała, żebyśmy nie przesadzały z oceną Róży, bo to wiek, hormony i głupota, to bym jej pewnie przyklasnęła. A ona zaczęła niestety dorabiać idiotyczną dość ideologię i mieszać dobre wychowanie z usłużną zgodą na przypadkowy seks, byle te "spodnie" złapać.
    --
    Wraca mąż do domu z delegacji, otwiera szafę, a tam Narnia!
  • anutek115 29.12.11, 20:57
    zla.m napisała:

    > rozdzial43 napisała:
    >
    > > IMHO kilka z opisanych przez Totorotota zachowań "dobrze wychowanych" kol
    > eżanek
    > > może świadczyć już nie o uprzejmości, tylko o serwilizmie, w tym seksualn
    > ym.
    > > Ja nie wiem, czy to aby uprzejmość jest usłużnie chichotać z udawanym zac
    > hwytem
    > > , robić kanapeczki i różne przysługi skacowanym kolegom, rozkosznym śpios
    > zkom,
    >
    > Tylko że totorot postawiła znak równości pomiędzy przybyciem na czas na spotkan
    > ie oraz, radosnym chichotem z kiepskich żartów i robieniem laski (ja się nie bę
    > dę w hipokryzję łacińskojęzyczną bawić), rozumiesz, na zawołanie.
    >
    > I obraziła tym pewnie parę osób, a na pewno mnie, bo ja na spotkania przychodzę
    > o czasie, a jak nie mogę być, to zawiadamiam.

    Że nie wspomnę o tym, że wypowiadała się w kwetstii tylko i wyłącznie przychodzenia na umówione spotkania (tylko jej się tekst rozrósl), które tutaj zostały zinterpretowane jako serwilizm, w tym seksualny.

    W zupelnym, ale to zupelnym przeciwieństwie bezmyślnego pójscia za facetem, który na nas skinął władczo i kazał ze soba iść (za nic mając dziewczęcia obowiązki i zobowiazania), taaa, to nie serwilizm, to jest podjęcie świadomej, niezaleznej decyzji! Tak sie dyskutuje, jesli się chce za wszelka cene poprzec dyskutanta, bez wzgledu na to, jakiego babola strzelił, jakim prostakiem sie okazał i jak wiele osób obraził.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • ginestra 29.12.11, 23:35
    anutek115 napisała:
    >
    > Że nie wspomnę o tym, że wypowiadała się w kwetstii tylko i wyłącznie pr
    > zychodzenia na umówione spotkania (tylko jej się tekst rozrósl), które tutaj zo
    > stały zinterpretowane jako serwilizm, w tym seksualny.

    Ja wypowiedź Totorotot odebrałam tak, że nie postawiła wcale znaku równości pomiędzy przychodzeniem punktualnie na spotkanie, a serwilizmem. Tekst jej się rozrósł, bo przy okazji poruszyła wiele kwestii związanych wprost z omawianym tematem i rozszerzyła kontekst.


    >
    > W zupelnym, ale to zupelnym przeciwieństwie bezmyślnego pójscia za facetem, któ
    > ry na nas skinął władczo i kazał ze soba iść (za nic mając dziewczęcia obowiązk
    > i i zobowiazania), taaa, to nie serwilizm, to jest podjęcie świadomej, niezalez
    > nej decyzji! Tak sie dyskutuje, jesli się chce za wszelka cene poprzec dyskutan
    > ta, bez wzgledu na to, jakiego babola strzelił, jakim prostakiem sie okazał i j
    > ak wiele osób obraził.
    >

    Nie wiem kogo Totototot mogłaby obrazić swoimi wypowiedziami i kogo faktycznie obraziła. Wydaje mi się, że nikogo jej wypowiedzi nie mogły obrażać, i że wyszukiwanie pretekstu, aby przypisać obraźliwość jej słowom jest bardzo na wyrost.

    Osoby, które deklarowały w wątku, że w wieku nastoletnim przychodziły punktualnie na spotkania mogą czuć się super OK, bo przecież, jeżeli nie zachowywały się tak jak te dziewczyny z akademika, to ta wypowiedź ich w ogóle nie dotyczy. A jeśli tak się zachowywały, to też nikt ich nie obraża, bo wypowiedź Totorotot była po prostu stwierdzeniem faktu, opisem rzeczywistych zachowań takich dziewczyn i jest to smutne i skłaniające do refleksji, a nikt nikomu przecież nie robił przytyków na forum i nie sugerował, że tak się zachowywał.

    Ponadto, z wypowiedzi choćby Ding-yun wnoszę, że jak najbardziej może tu zachodzić złota psychologiczna zasada "Ty jesteś OK i ja jestem OK", ponieważ Ding-yun wyznała, że nastolatką była jeszcze niedawno, a zatem w czasach, w których umawianie się i odwoływanie spotkania i w ogóle komunikacja były o niebo łatwiejsze niż w czasach licealnych Róży (a tym bardziej w moich - pokolenie Natalii Borejko), ponieważ istnieją komórki, istnieją komunikatory internetowe, a i telefon stacjonarny jest też normą. Przypuszczam, że niektóre z osób piszących tutaj, nie pamiętam nicków, też należy do pokolenia Ding-yun i bezwiednie stosuje standardy swojego pokolenia i swoich realiów do problemu, o którym tu dyskutujemy.

    W "Imieninach" Róża i Wiktor nie mają komórek i nie mogą napisać smsa czy zadzwonić i odwołać spotkanie.

    W tamtych czasach (oraz wcześniejszych, na przykład moich), umawianie się zawsze było obarczone pewnym ryzykiem, że ktoś może nie przyjść, bo coś mu wypadło nagłego albo zapomniał albo pomylił dzień albo godzinę. Umawianie następowało na zasadzie "to w czwartek o 18.00 pod kinem Moskwa", a do czwartku mogło się jeszcze wiele wydarzyć, a i delikwent lub delikwentka mogła potem zastanawiać się czy to chodziło o czwartek czy o piątek i czy o 18.00 czy o 17.00 i czy o kino Moskwa czy kino Śląsk. Oczywiście był to też sprawdzian tego komu naprawdę na spotkaniu zależy, bo zakochana osoba raczej nie zapomniała, że to czwartek i 18.00 i z biciem serca czekała na spotkanie, liczyła dni i godziny, pożyczała od koleżanek ciuchy na to spotkanie i w ogóle. Natomiast następowały czasem pewne kolizje w rodzaju tego, że obiektem uczuć był nie ten kolega, z którym dziewczyna była umówiona i jak ten obiekt uczuć nagle wychynął z biletami do kina czy teatru, to wtedy losy tego spotkania z pierwszym chłopcem mogły być różne...

    Jeżeli chodzi o mnie to ja starałam się zawsze dotrzymywać słowa i tak umawiać, żeby nikogo nie wystawić do wiatru. To czego żałuję i co mam na sumieniu, to raczej innego rodzaju zachowania wobec takich trochę dziwnych adoratorów, których nie powinnam była tak potraktować jak niekiedy zdarzało się. Natomiast doskonale pamiętam klimat tego umawiania się, to jechanie na spotkanie z braniem poprawki na to, że nie jest pewne czy ten ktoś przyjdzie, bo na przykład przysłowiowa babcia mu zachorowała albo ojciec kazał mu jechać ze sobą odebrać połówkę świniaka z drugiego końca Warszawy albo tramwaj się zepsuł czy cokolwiek innego. A zaliczyłam też parę razy umówienie, gdzie i on był i ja byłam, ale czekaliśmy na siebie ileś metrów dalej, bo niedokładnie umówiliśmy się i po długim czekaniu każde wróciło do domu z nosem na kwintę przekonane, że to drugie nie przyszło. Albo każde czekało, ale nie o tej godzinie i też nie spotkaliśmy się. Pamiętam też umówienie się na Dworcu Centralnym: czekałam na peronie, a ten ktoś w Hali Głównej. :(

    Druga sprawa: telefony. Dziewczyny z dużych miast (ja całe życie mieszkam w Warszawie na przykład), z pokolenia obecnie dobijającego czterdziestki i po czterdziestce, przypomnijcie sobie jak to było. Przypomnijcie sobie jak bardzo często albo chłopak nie miał telefonu albo dziewczyna i jak karkołomne było umawianie się na randki w czasach liceum, gdzie była dodatkowo szkoła, zajęcia pozaszkolne, dojazdy komunikacją miejską i pomoc rodzicom w domu przy różnych obowiązkach i młodszym rodzeństwie (tak było w moim przypadku). Jak podawało się chłopakowi numer koleżanki z piętra wyżej, bo ona miała telefon stacjonarny i jaka to była loteria kto odbierze: jeśli ta koleżanka, to domyśli się, że ten głos "dzień dobry, tu Paweł, czy zastałem Jolkę", to właśnie ten mój nowy kolega i przytomnie przekaże mi wiadomość od niego (czyli: dla Jolki - powiedzmy, że ja nazywam się Jolka), a jak odbiorą rodzice albo rodzeństwo albo babcia, to jest wielka szansa, że powiedzą "to pomyłka, tu żadnej Jolki nie ma" i nijak ten chłopak nie może przekazać, że ma w czwartek wolne popołudnie, i że może byśmy się spotkali. I tak z każdą sprawą. A chłopak ponadto też ma niełatwo, bo często znaleźć budkę telefoniczną z działającym telefonem graniczyło z cudem. Czasem na parterze w bloku był telefon (u nas akurat nie było, ale w niektórych blokach tak) i tam też kolejka ludzi (jak doszła kolejka do niego i zadzwonił, to mógł się dowiedzieć, że dziewczyna przed chwilą wyszła i nie wiadomo kiedy wróci), a co jakiś czas wandale te telefony niszczyli. Pamiętam budki telefoniczne z naklejką "ten telefon może uratować komuś życie, nie niszcz go" - ale to już było w latach 90-tych, a moje nastoletnie lata to schyłek 80-tych i tych naklejek nie było, tak dla porządku mówię. Za to zniszczonych telefonów - multum. Telefony były w latach 90-tych na żetony i z tym też była cała zabawa. Sobota czy niedziela, kioski zamknięte = żetonów brak. Trzeba było latać po barach itp. I w ogóle to jest cały temat.

    A co do tego rzucania wszystkiego, żeby iść z obiektem westchnień na wagary to jest to przecież objawem wolnej woli, bo jeśli dziewczyna właśnie chce rzucić wszystko, bo serce jej się do niego wyrywa i to przecież jest to autonomiczna decyzja, a nie serwilizm. Serwilizm byłby wtedy, gdyby ona w głębi duszy wolała coś innego, ale ze strachu (choćby ze strachu przed samotnością, "niemaniem chłopaka" czy popadnięciem w jego niełaskę) robi to, co on chce. Uważam, że jest w tym jakaś różnica.

    To taka garść refleksji jeszcze, dotycząca tych spraw okołospotkaniowych w wieku nastoletnim. Myślę, że im większa znajomość kontekstu, tym łatwiej zrozumieć, że jak już ten obiekt westchnień dodzwonił się i miał akurat wolne i miał te dwa przysłowiowe bilety i słyszało się ten jego głos w słuchawce, to naprawdę perspektywa czekającego gdzieś na rynku misiowatego chłopca, którego nie da się nijak zawrócić z drogi, stawała się drugorzędna. Myślę, że również miś to rozumiał jakoś i wliczał to ryzyko w koszty przedsięwzięcia jakim jest zdobycie dziewczyny.
  • zla.m 29.12.11, 23:46
    To cud! Że się ktokolwiek z kimkolwiek w tych strasznych latach 80-tych umówił, a jak się już umówił, to że się spotkał... Cud, że naród to przetrwał, a nawet jakiś wyż demograficzny zaliczył - ale to może po prostu różni źle umówieni i niespotkani się losowo parowali.
    --
    Stuprocentowy sposób na to, żeby nigdy nie zaspać. Ustawiasz alarm w budziku na 7:00 rano, a na kompie formatowanie dysku C na 7:05.
  • slotna 29.12.11, 23:53
    > To cud! Że się ktokolwiek z kimkolwiek w tych strasznych latach 80-tych umówił,
    > a jak się już umówił, to że się spotkał... Cud, że naród to przetrwał, a nawet
    > jakiś wyż demograficzny zaliczył - ale to może po prostu różni źle umówieni i
    > niespotkani się losowo parowali.

    :DDD

    I ta Roza Pyziak, ktora w latach osiemdziesiatych po prostu no absolutnie nie mogla zadzwonic do Wiktora z informacja, ze pomylila kina na Dworcu Centralnym, bo ojciec kazal jej odebrac pol swiniaka dla chorej babci z innego konca Warszawy, a poza tym sasiadka powiedziala, ze tu zadnej Jolki nie ma... Lzyyy mi cieeeekno, lzyyy...

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 30.12.11, 00:32
    slotna napisała:

    > > To cud! Że się ktokolwiek z kimkolwiek w tych strasznych latach 80-tych u
    > mówił,
    > > a jak się już umówił, to że się spotkał... Cud, że naród to przetrwał, a
    > nawet
    > > jakiś wyż demograficzny zaliczył - ale to może po prostu różni źle umówie
    > ni i
    > > niespotkani się losowo parowali.
    >
    > :DDD
    >
    > I ta Roza Pyziak, ktora w latach osiemdziesiatych po prostu no absolutnie nie m
    > ogla zadzwonic do Wiktora z informacja, ze pomylila kina na Dworcu Centralnym,
    > bo ojciec kazal jej odebrac pol swiniaka dla chorej babci z innego konca Warsza
    > wy, a poza tym sasiadka powiedziala, ze tu zadnej Jolki nie ma... Lzyyy mi ciee
    > eekno, lzyyy...
    >


    Ale o co chodzi???

    Co do "cudu", to napisałam jak było po prostu. Takie były realia i ludzie byli do nich przyzwyczajeni, jakoś sobie w tych realiach radzili i uważam, że bardzo dobrze i pomysłowo. Jednakże bezsprzecznie łatwiej jest teraz, gdy każdy ma komórkę. (Wracając do książki, gdyby Róża i Wiktor mieli komórki jeden esemes wystarczyłby, a Wiktor nie marzłby na dworze z różą :) ).

    Rozwinę może tę myśl, że ludzie jakoś sobie radzili. Ja na przykład właśnie w tamtych czasach poznałam mojego męża i przyjaźniliśmy się, a potem pobraliśmy się. Podobnie jak mnóstwo moich znajomych. Jakoś dawało się radę, tylko było po prostu inaczej, trzeba było więcej ewentualności wziąć pod uwagę przy umawianiu się, nie zakładać z góry, że jak ktoś się umówił, to do spotkania dojdzie bez przeszkód. No i czekało się godzinę lub (kto chciał) i dłużej, z nadzieją, że ta osoba przyjdzie i niekiedy przychodziła. Uczyło to na pewno filozoficznego podejścia do życia, pokory, cierpliwości i wielu rzeczy. Oraz tego, że warto mieć przy sobie książkę (na ten czas czekania) :). Nie wiem jak w mniejszych miastach, ale w dużych te odległości i nagminne spóźnienia autobusów też dawały się bardzo we znaki.

    Te utrudnienia związane z telefonami miały jednakże taki plus, że często ludzie po prostu zamiast dzwonić odwiedzali się. Czasem takie wizyty znienacka na pewno były jakimś utrudnieniem, ale często były to naprawdę fajne chwile i dobrze je wspominam. Codziennością było coś takiego, że jestem wieczorem czy po południu w domu, a tu dzwonek do drzwi i przychodzi kolega czy koleżanka, zapraszam do pokoju, robię herbatę, gotujemy razem budyń na mleku czy cokolwiek, bo nie zawsze było coś słodkiego do herbaty. Albo jemy kanapki czy cokolwiek. Fajnie było, jak ktoś odwiedził. Albo przychodził, żeby "wyciągnąć" z domu i wychodziło się i też było fajnie. U nas w domu była czwórka rodzeństwa, to albo do mnie albo do rodzeństwa albo do rodziców ciągle ktoś przychodził (jak do Borejków dosłownie). Było to fajne. Również ja odwiedzałam innych spontanicznie.

    Akurat mój mąż, którego poznałam w wieku lat 16-tu, mieszkał w odległej dzielnicy Warszawy i z nim właśnie to umawianie było takie jak opisałam (dzwonienie z budki telefonicznej, umawianie się z parodniowym czy tygodniowym wyprzedzeniem przy niemożliwości niekiedy powiadomienia o nagłej sytuacji wpływającej na to, że nie może się przyjść). Ale również zdarzało się, że np. wysiadam z autobusu pod moim domem wracając ze szkoły, a tu niespodzianka - on tam jest, bo przyjechał i czeka na tym przystanku, w nadziei, że będę wracała ze szkoły, wysiądę na tym przystanku i spotkamy się. Oczywiście mogłam tego dnia pojechać gdzieś po szkole albo w ogóle nie być w szkole i nie wysiadłabym na tym przystanku i czekałby na próżno. Mogło tak być i on na pewno liczył się z tym, ale chciał przyjechać, mając akurat wolne popołudnie, nieplanowane wcześniej. A nuż się uda, a nuż się zobaczymy. I nie on jeden tak robił, ludzie tak robili, po prostu poświęcali dużo czasu, dużo było zgadywania, domysłów. Wiele razy ktoś pojechał, chciał się spotkać, ale nie udało się. Bywało i tak.

    A na poważnie, to na pewno te komplikacje telefoniczne mogły ludziom utrudnić życie, bo akurat w ważnych sprawach nie dodzwonili się, nie zdążyli skontaktować się zanim ktoś wyjechał za granicę czy umarł czy cokolwiek. Na pewno jest takich historii trochę, no ale cóż, takie życie. Trudno coś na to poradzić.

    I jeszcze: współczuję rodzicom nastoletnich dzieci w tamtych czasach (w tym moim rodzicom). Nagminnie wracało się późno, "zasiedziało się", wracało się nawet i piechotą z odległego punktu miasta, z duszą na ramieniu, bo autobusy już nie jeździły (albo chłopcy odprowadzali pod dom, wtedy raźniej, ale nie zawsze chciałam, żeby ktoś odprowadzał, a potem sam wracał przez całe miasto piechotą; nocnych autobusów bardzo nie lubiłam). A rodziców nie zawsze było jak powiadomić i standardem były matki biorące relanium, chodzące od okna do okna i wypatrujące czy dziecko wraca, walczące z wyobraźnią podsuwającą jakieś masakryczne obrazy. Wiem to od moich rodziców i od rodziców moich znajomych... Nie chciałam im tego robić oczywiście, ale czasem traciło się poczucie czasu albo miało głupią nadzieję, że się zdąży na ostatni autobus...

    W moim przypadku (i wielu znajomych) wiecznym problemem były też pieniądze. Taksówka była zwyczajnie za droga i nie wchodziła w grę. Często na tych randkach, jeśli w kawiarni, to kupowało się tylko i wyłącznie herbatę, potem drugą herbatę i trzecią (jeśli było nas stać na tę trzecią). A naprawdę wiele razy, jak byliśmy głodni, to zamawiało się suche pieczywo i jadło do tej herbaty. Kelnerki podawały, a trochę można było ten głód przegonić. Najważniejsze było jednak towarzystwo, a nie takie detale.

    Pamiętam jednak też pewne randki bardziej "na bogato", kiedy się kupowało pyszny koktail owocowy w Horteksie na pl. Konstytucji, oczywiście przy stoliku. Albo lody w pucharku. Raz na jakiś czas koledzy z przyjemnością coś takiego fundowali dziewczynom, jak mieli pieniądze. Hortex wtedy rządził. :)
    No i czasem jakieś inne rzeczy, typu pizza z blachy czy jakieś ciastko do herbaty czy galaretka.

    No, ale odbiegam od tematu. Chodziło mi o to, że dodatkowym utrudnieniem było takie połączenie: trudności z telefonami, komunikacją miejską oraz brak pieniędzy na taksówkę czy na cokolwiek.

    Natomiast jak najbardziej dało się te czasy przeżyć i jeszcze miło je wspominać, to znaczy ludzi, których się spotkało na swojej życiowej drodze i zdarzenia, w których przyszło człowiekowi uczestniczyć, jeśli były fajne. :)


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 30.12.11, 00:48
    > Ale o co chodzi???

    Ze jest zabawnie. Nie wiem, czy bardziej doprowadza mnie do lez ten swiniak, czy jednak róża o wyglądzie bardzo solidnym, bardzo misiowatym i bardzo poważnym, w grubych okularach, z fryzurą i w ubraniu, które też zdradzały tę wielką powagę życiową w każdym calu :)))

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 30.12.11, 02:41
    slotna napisała:

    > > Ale o co chodzi???
    >
    > Ze jest zabawnie. Nie wiem, czy bardziej doprowadza mnie do lez ten swiniak, cz
    > y jednak róża o wyglądzie bardzo solidnym, bardzo misiowatym i bardzo poważnym,
    > w grubych okularach, z fryzurą i w ubraniu, które też zdradzały tę wielką powa
    > gę życiową w każdym calu :)))
    >

    A, to fajnie, że Cię rozbawiło, co napisałam :)), wprawdzie nie o Róży, tylko o czasach, w których ja byłam nastolatką (a napisałam o tym, bo wątek w pewnym momencie skręcił na własne wspomnienia piszących o tym kiedy one były nastolatkami i ja dodałam swoje - również w innych wątkach poniżej).

    Co do Róży to były to czasy o tyle podobne, że też był problem z telefonami (brak komórek, a do dziś nie wiem czy Lelujkowie mieli telefon stacjonarny - książki aż tak nie pamiętam). Poza tym, nawet gdyby mieli, to i tak Wiktora nie było w domu, bo prosto po szkole poleciał pożyczyć samochód i przyjechał pod szkołę Róży, a więc nie mógł zostać zawiadomiony (o tym wie czytelnik). A Róża w tym czasie, w którym teoretycznie mogłaby zadzwonić do domu Wiktora i próbować wstrzelić się w moment, w którym on wrócił do domu (jeśli wrócił) na moment, bo potem popędził pod szkołę Róży, znajdowała się daleko od wszelkich aparatów telefonicznych, w szczerym polu będąc i w stogu siana.

    Chodziło mi o to, że ludzie w czasach przedkomórkowych musieli siłą rzeczy brać więcej poprawki na to, że do umówionego spotkania może nie dojść i lepiej te przeciwności chyba znosili niż teraz i nie mieli do siebie wzajemnie aż takich pretensji. Myślę, że Wiktor, choć było mu na pewno przykro, zrozumiał gdzieś w głębi serca Różę i wiedział, że nie mogła go zawiadomić z chwilą jak już pozwoliła się porwać Frycowi. Dużo bardziej byłaby taka sytuacja przykra teraz, w czasach komórek (niby komórka może paść, ale jednak rzadko to się zdarza).

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 30.12.11, 20:20
    > A, to fajnie, że Cię rozbawiło, co napisałam :)),

    O, i to mi sie podoba :) Wczesniej, kiedy pisalam, ze mnie rozbawilas w watku o JT, to strzelalas focha, ze nic zabawnego przeciez nie napisalas i wogle. A ja sie szczerze smieje.

    > wprawdzie nie o Róży, tylko o czasach, w których ja byłam nastolatką

    Dokladnie. A watek jest o calkiem wspolczesnej Rozy i akurat byla mowa o tym, ze nie zaswitalo jej nawet, ze wystawila Wiktora. Zestawienie tego z kilometrowa opowiescia o warszawskim swiniaku, kinie Moskwa i telefonie do Jolki rozlozylo mnie na lopatki :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 30.12.11, 22:13
    > Dokladnie. A watek jest o calkiem wspolczesnej Rozy

    O, za pozwoleniem, nie takiej znowu współczesnej, a sprzed lat circa 14-tu.
    Ginestra jest zdaje się starsza od Pyzy o jakieś 6 lat, więc bliższe są jej nastoletnie doświadczenia Pyzinym, anizeli dzisiejszych nastolatek na ten przykład.

    --
    "Pamietam jednego kolege, jak walczył jak
    Luke Skywalker zamrozonymi makowcami, a sam "gospodarz" imprezy powtarzał tylko cierpliwie >>Tylko nie francuza, to sie strasznie dlugo kręci<<..." (autor: Dlania)
  • slotna 30.12.11, 23:52
    > O, za pozwoleniem, nie takiej znowu współczesnej, a sprzed lat circa 14-tu.
    > Ginestra jest zdaje się starsza od Pyzy o jakieś 6 lat, więc bliższe są jej nas
    > toletnie doświadczenia Pyzinym, anizeli dzisiejszych nastolatek na ten przykład

    LOL. Nie wiem, w jakim dokladnie wieku jest Ginestra, ale gdyby byla starsza od Pyzy o zaledwie 6 lat, to by znaczylo, ze nader wczesnie zaczela zycie seksualne - swoje ponoc dorosle juz dzieci rodzila bedac w liceum, a owe szalone podboje za PRLu odbywala, gdy miala ponizej lat czternastu.

    Jakos jednak mysle, ze imieninowe doswiadczenia Pyzy blizsze sa moim, bo akurat bylam mniej wiecej w wieku Tygryska. Niektorzy mieli juz nawet internet, niektorzy mieli komorki, co dopiero mowic o telefonach stacjonarnych (mieli je nawet ci, ktorzy, jak pisalam w innym watku, nie mieli nadal biezacej wody). Automaty wisialy i w mojej podstawowce i liceum - w malym miescie. I _dzialaly_. Skonczyl sie tez czas centrali telefonicznych, laczono sie bezposrednio z wybranym abonentem. Kapitalizm szalal juz od dziesieciu lat, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie ma sensu rownac dorastania w PRLu z dorastaniem po przelomie, chocby to bylo i tylko dziesiec lat roznicy, w kontrascie dla tych niemal czternastu.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 31.12.11, 00:06
    > LOL. Nie wiem, w jakim dokladnie wieku jest Ginestra, ale gdyby byla starsza od
    > Pyzy o zaledwie 6 lat, to by znaczylo, ze nader wczesnie zaczela zycie seksual
    > ne - swoje ponoc dorosle juz dzieci rodzila bedac w liceum, a owe szalone podbo
    > je za PRLu odbywala, gdy miala ponizej lat czternastu.
    >
    > Jakos jednak mysle, ze imieninowe doswiadczenia Pyzy blizsze sa moim, bo akurat
    > bylam mniej wiecej w wieku Tygryska. Niektorzy mieli juz nawet internet, niekt
    > orzy mieli komorki, co dopiero mowic o telefonach stacjonarnych (mieli je nawet
    > ci, ktorzy, jak pisalam w innym watku, nie mieli nadal biezacej wody). Automat
    > y wisialy i w mojej podstawowce i liceum - w malym miescie. I _dzialaly_. Skonc
    > zyl sie tez czas centrali telefonicznych, laczono sie bezposrednio z wybranym a
    > bonentem. Kapitalizm szalal juz od dziesieciu lat, ze wszystkimi tego konsekwen
    > cjami. Nie ma sensu rownac dorastania w PRLu z dorastaniem po przelomie, chocby
    > to bylo i tylko dziesiec lat roznicy, w kontrascie dla tych niemal czternastu.
    >

    Z moich wyliczeń wynika, iż Ginestra ma obecnie jakieś 36 lat (może rok-dwa więcej, ale nie będę się upierać). Pyza ma obecnie 31 lat. Ja wkrótce kończę lat 32. Czyli w sumie moje doświadczenia są najbliższe :-)
    W owych zamierzchłych czasach komórkę już posiadałam i namiętnie wykorzystywałam ją do gry w snejka ;-) i w takie fasolki. Doładowywałam ją raz na rok ;-) :-) Minuta rozmowy kosztowała ok. 2,9. Ludzie porozumiewali się skomplikowanym systemem 'cichaczy', a wcześniej dzwoniąc do siebie po 4 sekundy. Ba, taka rozmowa potrafiła trwać godzinami, efekt komiczny dla widzów (np.współpasażerów z autobusu)- na miarę Monty Pythona :)))
    Ale wróć :-) Pyza komórki raczej nie miała (w tym tomie:-), bo Boreje mieli technowstręt zdaje się :-)
  • slotna 31.12.11, 00:12
    > Z moich wyliczeń wynika, iż Ginestra ma obecnie jakieś 36 lat (może rok-dwa wię
    > cej, ale nie będę się upierać).

    Aha, i jak to laczysz z opisami randek w PRLu i doroslymi dziecmi? Ja napisalam, dlaczego uwazam, ze jest starsza, skoro ty twierdzisz, ze nie, to wypadaloby uzasadnic. Byc moze sie myle, napisalam przeciez, ze nie znam jej wieku.

    > Ale wróć :-) Pyza komórki raczej nie miała (w tym tomie:-), bo Boreje mieli tec
    > hnowstręt zdaje się :-)

    Nic w ksiazce nie wskazuje na to, zeby miala. Ale akurat nie o tym mowilam, tylko o tym, ze dorastanie Pyzy w kapitalizmie rozni sie mocniej od dorastania Ginestry w PRLu niz rozni sie od dorastania wspolczesnych nastolatek.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 31.12.11, 00:41
    Już wiem- Ginestra ma 40 lat obecnie (lub 41, jeśli skończyła je w przeciągu ostatnich 3 miesięcy). Tak więc jest od Róży starsza o ok. 9 lat.

    --
    Let the music be your master
  • slotna 31.12.11, 00:46
    > Już wiem- Ginestra ma 40 lat obecnie (lub 41, jeśli skończyła je w przeciągu os
    > tatnich 3 miesięcy). Tak więc jest od Róży starsza o ok. 9 lat.

    Wystarczy. Transformacja nastapila, kiedy Pyza byla dzieckiem, a Ginestra byla juz dorosla. Lata nastoletnie Pyzy przypadly na czas, kiedy mozna bylo jeczec "ciociu, chipsy, ciociu, delicje", Ginestry - kiedy targalo sie zdobycznego prosiaka przez pol miasta.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 31.12.11, 00:54
    slotna napisała:

    > > Już wiem- Ginestra ma 40 lat obecnie (lub 41, jeśli skończyła je w przeci
    > ągu os
    > > tatnich 3 miesięcy). Tak więc jest od Róży starsza o ok. 9 lat.
    >
    > Wystarczy. Transformacja nastapila, kiedy Pyza byla dzieckiem, a Ginestra byla
    > juz dorosla. Lata nastoletnie Pyzy przypadly na czas, kiedy mozna bylo jeczec "
    > ciociu, chipsy, ciociu, delicje", Ginestry - kiedy targalo sie zdobycznego pros
    > iaka przez pol miasta.


    Ale zgodzisz się, że-jako najbliższa wiekiem Pyzie, skoro to kryterium stosujesz li i jedynie, to ja mam najprawdziwszy i najwłaściwszy obraz randek panien w jej wieku w tym okresie?

    PS. Ciekawam, jaki TERAZ argument wysuniesz, aby Twoja prawda była najTwojsza ;-))

    --
    Should I stay or should I go
  • slotna 31.12.11, 01:14
    > Ale zgodzisz się, że-jako najbliższa wiekiem Pyzie, skoro to kryterium stosujes
    > z li i jedynie, to ja mam najprawdziwszy i najwłaściwszy obraz randek panien w
    > jej wieku w tym okresie?

    Jakie kryterium, o czym ty mowisz? Jest sobie watek o Rozy Pyziak, dorastajacej po '89. W tym wlasnie watku jedna z forumowiczek pisze bardzo dlugi elaborat o wlasnym dorastaniu przed '89, akcentujac silnie elementy, ktore na Roze juz wplywu nie mialy. Porownaj "Imieniny" z elaboratem Ginestry i byc moze zalapiesz, co mnie rozbawilo. A byc moze nie.

    > PS. Ciekawam, jaki TERAZ argument wysuniesz, aby Twoja prawda była najTwojsza ;

    To spojrz wyzej.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 31.12.11, 01:18
    Wiesz co, gaduło nocna, idźmy już spać. Jutro sylwester i nie możemy znowu przedyndać do 3 rano udowadniając, że jedna głupsza od drugiej (nie żeby ja, no);-)
    Dobranoc, pchły na noc.
  • ginestra 31.12.11, 16:23
    totorotot napisała:

    > Już wiem- Ginestra ma 40 lat obecnie (lub 41, jeśli skończyła je w przeciągu os
    > tatnich 3 miesięcy). Tak więc jest od Róży starsza o ok. 9 lat.
    >

    Dopiero czytam te nowe wpisy. :)

    Tak, tak, jestem rocznik Natalii, więc 1971, więc mam teraz okrąglutkie 40, a kolejne urodziny dopiero za parę miesięcy. Natomiast czuję się i wyglądam bardzo młodo i przyzwyczajona jestem do regularnego opadu szczęki osób, które w realu dowiadują się ile mam lat. Dają mi wręcz 10 lat mniej. :) Jestem naturalną blondynką. Czasem farbuję się na różne odcienie, ale teraz akurat mam ten sam kolor, co w wieku nastoletnim, czyli śliczny i bardzo jasny blond, tak się składa. A więc te wspomnienia z nastoletniego czasu wracają, kiedy patrzę w lustro, siłą rzeczy, stąd bardzo łatwo mi je przywołać. :)

    Jeśli chodzi o czasy, w których rozgrywa się akcja Imienin, to naprawdę komórki były wtedy rzadkością (pamiętam te czasy doskonale), a dodatkowo Róża, Frycek ani Wiktor ponad wszelką wątpliwość komórek nie mieli, ponieważ sama Autorka nie wyposażyła ich w komórki, jak i żadnego z pozostałych bohaterów tej książki. Imieniny rozgrywają się zatem w bezkomórkowym świecie.

    Moje wspomnienia z bezkomórkowego świata opisałam w tym wątku dość szczegółowo, przy czym przyświecało mi to, aby osoby, które takiego świata nie pamiętają lub były wtedy dziećmi, mogły poznać także mentalność ludzi funkcjonujących w takie rzeczywistości, w której ludzie przyzwyczajeni są do tego, że nie można nagle kogoś powiadomić czy czegoś odwołać i jakby ludzie ci przykładają do braku powiadomienia nieco inną miarę niż my, żyjący w czasach komórkowych.

    Nie mówię, że w czasach przedkomórkowych nie było przykro być wystawionym do wiatru, bo było, ale ta przykrość miała po prostu nieco inny smak, ponieważ ludzie byli bardziej elastyczni i zdroworozsądkowo wyrozumiali wobec tych nieprzychodzących (bo zawsze coś mogło wypaść i w każde spotkanie wkalkulowane było zawsze to ryzyko, a wiedziało się, że ten nieprzychodzący wcale niekoniecznie olał tego czekającego, tylko może coś się stało, a nie miał jak powiadomić, bez złej woli).

    Mam nadzieję, że te moje różne wspomnienia opisane w tym wątku były dla niektórych pomocne, a mnie przy tym przyjemnie się wspominało. :)))


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 31.12.11, 16:58
    > Tak, tak, jestem rocznik Natalii, więc 1971, więc mam teraz okrąglutkie 40, a k
    > olejne urodziny dopiero za parę miesięcy. Natomiast czuję się i wyglądam bardzo
    > młodo i przyzwyczajona jestem do regularnego opadu szczęki osób, które w realu
    > dowiadują się ile mam lat. Dają mi wręcz 10 lat mniej. :) Jestem naturalną blo
    > ndynką. Czasem farbuję się na różne odcienie, ale teraz akurat mam ten sam kolo
    > r, co w wieku nastoletnim, czyli śliczny i bardzo jasny blond, tak się składa.

    Skoro wiedza o twej wielkiej urodzie i mlodym wygladzie jest kluczowa do zrozumienia postaci Rozy Pyziak, to nie krepuj sie, i zdradz detale - wymiary, wage, liczbe wlosow na glowie i gdzie indziej.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 01.01.12, 15:58
    > Skoro wiedza o twej wielkiej urodzie i mlodym wygladzie jest kluczowa do zrozum
    > ienia postaci Rozy Pyziak, to nie krepuj sie, i zdradz detale - wymiary, wage,
    > liczbe wlosow na glowie i gdzie indziej.
    >

    Wiem,że prosiłaś o to Ginestrę, ale specjalnie dla Ciebie zamiast szaleć sylwestrowo policzyłam dla Ciebie włosy na obu brwiach. Jest ich odpowiednio: 546 i 734- są nieregularne. Na brodzie zliczyłam ich 23, ale na chwilę obecną jest ich jedynie 3.

    --
    Z tego co pamiętam to najbardziej krytyczni (...) wobec mankamentów kobiet byli mężczyźni, których uroda pozostawiała wiele do życzenia: tacy z ciążą spożywczą lub wzrostu siedzącego psa. (Teresa Merigold)
  • klymenystra 03.01.12, 16:15
    Błagam, tu już było o liczbie włosów i proponowaniu się na ulicach, nie chcę znów przywoływac tej koszmarnej wizji...
  • ginestra 03.01.12, 17:21
    klymenystra napisała:

    > Błagam, tu już było o liczbie włosów i proponowaniu się na ulicach, nie chcę zn
    > ów przywoływac tej koszmarnej wizji...

    Klymenystro, dziękuję że przywołałaś do porządku Slotną w kontekście jej dziwnych (i mających chyba prześmiewczy charakter) żądań, abym podała (między innymi) "liczbę włosów na głowie i gdzie indziej".

    Natomiast ja chciałabym teraz prosić Cię, abyś przestała dowalać mi na forum - między innymi tekstami takimi jak powyżej. Jako osoba pisząca na forum od 7 lat domyślam się do jakich moich wypowiedzi nawiązujesz i myślę, że Twoje aluzje mogą u osób piszących od niedawna na forum lub nie znających moich wypowiedzi zrozumieć je opacznie.

    Dla tych osób wyjaśniam, że w jednej z forumowych dyskusji o modzie (prawdopodobnie zainspirowanej strojem bohaterek Jeżycjady) sprzed bodajże 6 lat napisałam, że interesuję się modą i "lubię proponować siebie w różnych stylizacjach". I tyle. Zwrot "proponować siebie" był kalką z włoskiego (taki czasownik jest we włoskim bardzo częsty w tym kontekście, jak gdyby w miejsce naszego "prezentować się" czy "przedstawiać się"), a ja swój wpis pisałam na szybko i po prostu takie przejęzyczenie (kalka z włoskiego) zdarzyło mi się, bo prawdopodobnie na świeżo czytałam właśnie dużo po włosku w realu.

    Wielu osobom na forum zdarzają się różne pomyłki, przejęzyczenia i kalki językowe i jakoś nie przypominam sobie, żeby komuś je latami wypominano w różnych aluzyjnych kontekstach (tak jak tu, niby że pisałam o "proponowaniu siebie na ulicach"). Uważam, że gdyby napisała takie zdanie inna osoba, to przeszłoby to bez echa, a skoro to napisałam ja, to Klymenystra (i inne osoby) co jakiś czas uznają za fajne tę moją pomyłkę przywołać, bez jej kontekstu oczywiście. Pozostawię to, pozwólcie, do oceny wszystkich forumowiczów.

    Co do "liczby włosów gdzie indziej" i wszelkich tego typu aluzji, myślę, że chodzi o moją wypowiedź, do której link wklejam poniżej. Uważam, że nie jest ona w niczym bardziej bulwersująca niż wypowiedzi innych osób w tym wątku. I znów, skoro napisałam ją ja, to koniecznie trzeba potem ją przypominać regularnie ileś razy: albo aluzjami do depilacji, do "ogolonego bobra" albo w taki sposób jak tutaj "błagam, nie chcę znów przywoływać tej koszmarnej wizji" (niby wizji o tej "liczbie włosów gdzie indziej").

    Uważam, że takie szpile i celowe przekształcanie wypowiedzi współforumowicza w celu ośmieszenia go, powtarzające się wiele razy, kwalifikują się do bana. Przyzwyczaiłam się jednak, że na tym forum przechodzą one bez echa - jeżeli kierowane są do mnie.

    Oto ta wypowiedź (zresztą z wątku obok) - sami oceńcie czy jest ona materiałem do wyśmiewania się z niej regularnie co parę tygodni:

    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,123683469,123697815,Re_Torba_od_Fryca_dla_Rozy.html
    Mam nadzieję, że dobrze przybliżyłam kontekst dla tych aluzji dla osób, które nie wiedzą o co w nich chodzi.

    Jeśli chodzi o to, co Slotna tutaj mi "zarzuca", czyli to, że niby pisałam o swojej "nieziemskiej urodzie", to polecam lekturę moich postów powyżej, w których wspomniałam jedynie, że młodo wyglądam zdaniem wielu osób, i że mam teraz kolor włosów taki, jak w wieku nastoletnim (obie te informacje są faktem). Gdzie tam Slotna dopatrzyła się wzmianek, że chwalę się nieziemską urodą - nie wiem.

    W innym poście pisałam, że w nastoletnim wieku podobałam się, z uwagi m.in. na "urodę i zgrabność" (tylko tyle, słowo "uroda" bez żadnego przymiotnika).

    Nie uważam, że w tych postach chwalę się swoją urodą. Piszę prawdziwe rzeczy, jednakże (z uwagi na to, że jest to forum internetowe), nie chcę opisywać szczegółów swojego wyglądu. Ja tam się sobie podobam, a czy innym podobam się, to już ich sprawa.

    To by było na tyle.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • ginestra 03.01.12, 17:24
    Errata:

    Przepraszam za błąd wynikający z przekształcenia w pośpiechu zdania w poprzednim poście:

    Jest:
    "Jako osoba pisząca na forum od 7 lat domyślam się do jakich moich wypowiedzi nawiązujesz i myślę, że Twoje aluzje mogą u osób piszących od niedawna na forum lub nie znających moich wypowiedzi zrozumieć je opacznie."

    Powinno być:
    "Jako osoba pisząca na forum od 7 lat domyślam się do jakich moich wypowiedzi nawiązujesz i myślę, że Twoje aluzje mogą u osób piszących od niedawna na forum lub nie znających moich wypowiedzi wywołać błędne skojarzenia.

    Myślę jednak, że zrozumieliście i tak co miałam na myśli.
    Pozdrawiam

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • klymenystra 03.01.12, 18:51
    No tak, ja Ci dowalam, nawet wprost do Ciebie nie napisalam, a Ty juz pyszczysz. Ech...
  • ginestra 03.01.12, 21:30
    klymenystra napisała:

    > No tak, ja Ci dowalam, nawet wprost do Ciebie nie napisalam, a Ty juz pyszczysz
    > . Ech...

    Fajne słownictwo, popisałaś się kulturą forumową, nie ma co.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • klymenystra 03.01.12, 21:43
    Pokaż mi choc jeden wuglaryzm w tym zdaniu :)
  • klymenystra 03.01.12, 18:54
    A co do przejęzyczeń i kalk, to skoro poświęcasz tyle czasu na płodzenie postów, to warto może znalezc chwilunię i ogarnięcie się i tego, co się pisze i jak się pisze, żeby uniknąc tego typu wpadek.
  • ginestra 03.01.12, 21:36
    klymenystra napisała:

    > A co do przejęzyczeń i kalk, to skoro poświęcasz tyle czasu na płodzenie postów
    > , to warto może znalezc chwilunię i ogarnięcie się i tego, co się pisze i jak s
    > ię pisze, żeby uniknąc tego typu wpadek.

    Potraktuję to jako Twój apel do wszystkich forumowiczów. Wszystkim bowiem zdarzają się różnego rodzaju "wpadki" i nawet błędy ortograficzne (również osobom z wysokimi tytułami naukowymi itp.).

    Ja osobiście uważam, że to ludzka rzecz takie przejęzyczenia czy błędy wynikające z pisania w pośpiechu na forum i nigdy nikomu nie zwracałam na nie uwagi, ani też teraz nie zwracam, żeby było jasne, a tym bardziej daleka jestem od tego, żeby czyjś błąd potem regularnie obśmiewać i przekręcać jego sens, jak to zrobiłaś w poście powyżej (z dzisiejszego dnia). Uważam, że takie wytykanie błędów i wyśmiewanie się z kogoś itp. świadczy jak najgorzej o osobie, która tak robi.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • klymenystra 03.01.12, 21:45
    Twoja opinia o mnie na szczęście mi zwisa i powiewa :) A co do apeli - to tylko Tobie się trafia, że wiecznie jesteś nierozumiana, bidulko. Inni piszą, jak chcą, przejęzyczają się, robią błędy - ale umieją się do nich przyznac bez problemu, mają dystans i przede wszystkim - piszą jasno, zwięźle, na temat :)

    Z ciekawości - czy można uważac coś przez pośrednika?
  • slotna 03.01.12, 19:59
    > Klymenystro, dziękuję że przywołałaś do porządku Slotną w kontekście jej dziwny
    > ch (i mających chyba prześmiewczy charakter) żądań, abym podała (między innymi)
    > "liczbę włosów na głowie i gdzie indziej".

    Klymenystra, obawiam sie, wiedziala z wczesniejszych doswiadczen, ze jestes w stanie to zadanie spelnic ;)

    > Jeśli chodzi o to, co Slotna tutaj mi "zarzuca", czyli to, że niby pisałam o sw
    > ojej "nieziemskiej urodzie", to polecam lekturę moich postów powyżej, w których
    > wspomniałam jedynie, że młodo wyglądam zdaniem wielu osób, i że mam teraz kolo
    > r włosów taki, jak w wieku nastoletnim
    (obie te informacje są faktem). Gdzie ta
    > m Slotna dopatrzyła się wzmianek, że chwalę się nieziemską urodą - nie wiem.
    >
    > W innym poście pisałam, że w nastoletnim wieku podobałam się, z uwagi m.in. na
    > "urodę i zgrabność"
    (tylko tyle, słowo "uroda" bez żadnego przymiotnika).
    >
    > Nie uważam, że w tych postach chwalę się swoją urodą. Piszę prawdziwe rzeczy, j
    > ednakże (z uwagi na to, że jest to forum internetowe), nie chcę opisywać szczeg
    > ółów swojego wyglądu
    . Ja tam się sobie podobam, a czy innym podobam się, to już
    > ich sprawa.

    Hihi, nie zeby cos, ale te podkreslone fragmenty sie jakby wykluczaja ;)

    To jak, byla ta wiedza nam konieczna do zrozumienia postaci Rozy Pyziak, czy nie byla? ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • klymenystra 03.01.12, 21:42
    Była NIEZBĘDNA, wredna, złośliwa Slotno, szukająca tylko, jak upokorzyc biedną G.
  • ginestra 03.01.12, 21:44
    slotna napisała:

    > > Klymenystro, dziękuję że przywołałaś do porządku Slotną w kontekście jej
    > dziwny
    > > ch (i mających chyba prześmiewczy charakter) żądań, abym podała (między i
    > nnymi)
    > > "liczbę włosów na głowie i gdzie indziej".
    >
    > Klymenystra, obawiam sie, wiedziala z wczesniejszych doswiadczen, ze jestes w s
    > tanie to zadanie spelnic ;)
    >
    > > Jeśli chodzi o to, co Slotna tutaj mi "zarzuca", czyli to, że niby pisała
    > m o sw
    > > ojej "nieziemskiej urodzie", to polecam lekturę moich postów powyżej, w k
    > tórych
    > > wspomniałam jedynie, że młodo wyglądam zdaniem wielu osób, i że mam te
    > raz kolo
    > > r włosów taki, jak w wieku nastoletnim
    (obie te informacje są faktem)
    > . Gdzie ta
    > > m Slotna dopatrzyła się wzmianek, że chwalę się nieziemską urodą - nie wi
    > em.
    > >
    > > W innym poście pisałam, że w nastoletnim wieku podobałam się, z uwagi
    > m.in. na
    > > "urodę i zgrabność"
    (tylko tyle, słowo "uroda" bez żadnego przymiotni
    > ka).
    > >
    > > Nie uważam, że w tych postach chwalę się swoją urodą. Piszę prawdz
    > iwe rzeczy, j
    > > ednakże (z uwagi na to, że jest to forum internetowe), nie chcę opisyw
    > ać szczeg
    > > ółów swojego wyglądu
    . Ja tam się sobie podobam, a czy innym podobam s
    > ię, to już
    > > ich sprawa.
    >
    > Hihi, nie zeby cos, ale te podkreslone fragmenty sie jakby wykluczaja ;)

    Ja nadal nie uważam, żeby informacja o tym, że zafarbowałam sobie włosy na blond o podobnym odcieniu co w wieku, gdy byłam nastolatką miał być chwaleniem się "nieziemską urodą". I tak dalej.

    >
    > To jak, byla ta wiedza nam konieczna do zrozumienia postaci Rozy Pyziak, czy ni
    > e byla? ;)
    >

    Zapytaj może Adminkę i inne osoby, które w wątku o Róży pisały o swoich wspomnieniach z czasów, gdy były nastolatkami oraz robiły różnego rodzaju dygresje czy "była to wiedza konieczna do zrozumienia postaci Róży Pyziak".

    Ponadto, sama oceń czy Twoja informacja o tym ile współforumowiczka (tzn. ja) ma lat "była potrzebna do zrozumienia postaci Róży Pyziak", a tą informacją podzieliłaś się z forumowiczami.

    Tudzież w okolicznych wątkach różne informacje, które podajesz (o tym, że Ci rosną mięśnie jak ćwiczysz itp.) też nie wiążą się z Borejkami, więc czepianie się mnie tutaj uważam za kuriozalne.

    Dla mnie akurat zrozumiałe jest, że wątki rozwijają się w różne strony i forumowicze dzielą się różnymi sprawami z własnego życia i ja uważam to za zaletę i lubię te dygresje w wątkach, nie przeszkadzają mi, a wręcz przeciwnie. Mam również wrażenie, że to dzielenie się własnymi sprawami przez forumowiczów w wątkach o bohaterach Jeżycjady nie przeszkadza także Moderacji i Administracji.

    Jeżeli przeszkadza, to prosiłabym o jakąś informację w Regulaminie tego forum napisanym jako nagłówek i zapraszającym do rozmowy na tym forum.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 03.01.12, 22:09
    > Ja nadal nie uważam, żeby informacja o tym, że zafarbowałam sobie włosy na blon
    > d o podobnym odcieniu co w wieku, gdy byłam nastolatką miał być chwaleniem się
    > "nieziemską urodą". I tak dalej.

    To fajnie, bo nigdzie nie chcialam cie przekonac do tego, ze informacja o tym, ze zafarbowalas sobie wlosy na blond o podobnym odcieniu, co w wieku, gdy bylas nastolatka mial byc chwaleniem sie "nieziemska uroda". Co tak dalej? ;)

    > Zapytaj może Adminkę i inne osoby, które w wątku o Róży pisały o swoich wspomni
    > eniach z czasów, gdy były nastolatkami oraz robiły różnego rodzaju dygresje czy
    > "była to wiedza konieczna do zrozumienia postaci Róży Pyziak".

    Nie chce pytac innych osob, spytalam ciebie i ciekawa jestem odpowiedzi.

    > Ponadto, sama oceń czy Twoja informacja o tym ile współforumowiczka (tzn. ja) m
    > a lat "była potrzebna do zrozumienia postaci Róży Pyziak", a tą informacją podz
    > ieliłaś się z forumowiczami.

    Byla potrzebna, poniewaz bogate opisy twojego dorastania sugerowaly, ze Roza dorastala w podobnych czasach i to na nia wplynelo. Moim zdaniem zas opisywalas czasy diametralnie rozne (jak sie okazuje, mialam slusznosc).

    > Tudzież w okolicznych wątkach różne informacje, które podajesz (o tym, że Ci ro
    > sną mięśnie jak ćwiczysz itp.) też nie wiążą się z Borejkami, więc czepianie si
    > ę mnie tutaj uważam za kuriozalne.

    Informacje o tym, ze mozna miec ladnie zarysowane miesnie bez wiekszego wysilku, a za sprawa genow, zamiescilam w watku "Chłopięcy wygląd Gaby", w odnodze w ktorej w taka mozliwosc w wypadku Gaby sama powatpiewalas. Nie wiaze sie, rly? ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 03.01.12, 22:58
    slotna napisała:


    > To fajnie, bo nigdzie nie chcialam cie przekonac do tego, ze informacja o tym,
    > ze zafarbowalas sobie wlosy na blond o podobnym odcieniu, co w wieku, gdy bylas
    > nastolatka mial byc chwaleniem sie "nieziemska uroda". Co tak dalej? ;)

    Poczytaj sobie moje i swoje posty i wierzę, że rozwieją się wszelkie Twoje wątpliwości, co do mojej wypowiedzi z posta powyżej, w której tłustym drukiem wyróżniłaś jakieś fragmenty.

    >
    > > Zapytaj może Adminkę i inne osoby, które w wątku o Róży pisały o swoich w
    > spomni
    > > eniach z czasów, gdy były nastolatkami oraz robiły różnego rodzaju dygres
    > je czy
    > > "była to wiedza konieczna do zrozumienia postaci Róży Pyziak".
    >
    > Nie chce pytac innych osob, spytalam ciebie i ciekawa jestem odpowiedzi.

    Ja odpowiedzi udzieliłam dalej: mnie nie przeszkadzają żadne dygresje i nie interesuje mnie czy stanowią "wiedzę konieczną do zrozumienia postaci Róży Pyziak". Jeżeli Tobie przeszkadzają - napisz do Administracji forum.

    >
    > > Ponadto, sama oceń czy Twoja informacja o tym ile współforumowiczka (tzn.
    > ja) m
    > > a lat "była potrzebna do zrozumienia postaci Róży Pyziak", a tą informacj
    > ą podz
    > > ieliłaś się z forumowiczami.
    >
    > Byla potrzebna, poniewaz bogate opisy twojego dorastania sugerowaly, ze Roza do
    > rastala w podobnych czasach i to na nia wplynelo. Moim zdaniem zas opisywalas c
    > zasy diametralnie rozne (jak sie okazuje, mialam slusznosc).

    Ja też uważam, że informacje, które podałam wiązały się z omawianym tematem. Dokładnie z tego powodu je zamieściłam. Dorastałam dokładnie w tych czasach, w których dorastała Róża, czyli w czasach "przedkomórkowych". Opisałam dość szczegółowo sprawy wiążące się z życiem w takiej rzeczywistości, w której nie można nikogo powiadomić na komórkę i odwołać spotkania w kilku postach i myślę, że jest stuprocentowo jasne o jakim aspekcie łączącym mnie z Różą pisałam: zarówno ja umawiałam się na randki jako nastolatka w takich czasach, jak i Róża. Osoby dorastające w czasach, w których komórki były powszechne nie mają uwewnętrznionego tego doświadczenia jak to jest nie móc odwołać spotkania, napisać smsa, zadzwonić do kogoś. Mogą sobie to ewentualnie wyobrazić, ale nie wiedzą jak to jest. Jeśli masz jakieś wątpliwości o czym pisałam - przeczytaj ponownie moje posty.


    >
    > > Tudzież w okolicznych wątkach różne informacje, które podajesz (o tym, że
    > Ci ro
    > > sną mięśnie jak ćwiczysz itp.) też nie wiążą się z Borejkami, więc czepia
    > nie si
    > > ę mnie tutaj uważam za kuriozalne.
    >
    > Informacje o tym, ze mozna miec ladnie zarysowane miesnie bez wiekszego wysilku
    > , a za sprawa genow, zamiescilam w watku "Chłopięcy wygląd Gaby", w odnodze w k
    > torej w taka mozliwosc w wypadku Gaby sama powatpiewalas. Nie wiaze sie, rly? ;
    > )
    >

    Tak samo wiąże się Twoja informacja o tym, że rosną Ci mięśnie z wątkiem o Gabie, jak to, co ja pisałam o sobie z wątkiem o Róży.

    Jak wspomniałam lubię dygresje osobiste w wątkach i są dla mnie ciekawe. Dzięki nim poznaję lepiej współforumowiczów i ich życie.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 03.01.12, 23:20

    > > To fajnie, bo nigdzie nie chcialam cie przekonac do tego, ze informacja o
    > tym,
    > > ze zafarbowalas sobie wlosy na blond o podobnym odcieniu, co w wieku, gdy
    > bylas
    > > nastolatka mial byc chwaleniem sie "nieziemska uroda". Co tak dalej? ;)
    >
    > Poczytaj sobie moje i swoje posty i wierzę, że rozwieją się wszelkie Twoje wątp
    > liwości, co do mojej wypowiedzi z posta powyżej, w której tłustym drukiem wyróż
    > niłaś jakieś fragmenty.

    Nie do konca wiem, jak sie ma jedno do drugiego.

    > Ja odpowiedzi udzieliłam dalej: mnie nie przeszkadzają żadne dygresje i nie int
    > eresuje mnie czy stanowią "wiedzę konieczną do zrozumienia postaci Róży Pyziak"
    > . Jeżeli Tobie przeszkadzają - napisz do Administracji forum.

    Znaczy, odpowiedzia na pytanie jak sie ma opis twojego wygladu do watku o Rozy jest "mnie nie przeszkadzają żadne dygresje"? Upewniam sie tylko.

    > Ja też uważam, że informacje, które podałam wiązały się z omawianym tematem. Do
    > kładnie z tego powodu je zamieściłam. Dorastałam dokładnie w tych czasach, w kt
    > órych dorastała Róża, czyli w czasach "przedkomórkowych".

    Roza dorastala w czasach, kiedy komorki nie byly jeszcze powszechne, ale jak najbardziej byly. Byly tez dzialajace automaty telefoniczne, telefony stacjonarne w domach, laczace bezposrednio z... ojej, czyzbym juz w tym watku pisala? ;)

    > Opisałam dość szczegó
    > łowo sprawy wiążące się z życiem w takiej rzeczywistości, w której nie można ni
    > kogo powiadomić na komórkę i odwołać spotkania w kilku postach i myślę, że jest
    > stuprocentowo jasne o jakim aspekcie łączącym mnie z Różą pisałam: zarówno ja
    > umawiałam się na randki jako nastolatka w takich czasach, jak i Róża.

    Czyli kiedy "na przykład przysłowiowa babcia mu zachorowała albo ojciec kazał mu jechać ze sobą odebrać połówkę świniaka z drugiego końca Warszawy albo tramwaj się zepsuł" to zajety transportem wieprzowiny adorator nie mogl zadzwonic na stacjonarny ani do ciebie, ani do Rozy.

    Kiedy sklerotyczny adorator zastanawial sie "czy to chodziło o czwartek czy o piątek i czy o 18.00 czy o 17.00 i czy o kino Moskwa czy kino Śląsk" nie mogl sie upewnic czy czegos nie myli, bo nie mogl zadzwonic ani do ciebie, ani do Rozy.

    Bo i ty, i Roza musialyscie adoratorowi podac numer do sasiadki i "jak odbiorą rodzice albo rodzeństwo albo babcia [tej sasiadki], to jest wielka szansa, że powiedzą "to pomyłka, tu żadnej Rozy / Ginestry nie ma" i nijak ten chłopak nie może przekazać, że ma w czwartek wolne popołudnie, i że może byśmy się spotkali".

    No chyba jednak nie do konca ;)

    > Osoby dor
    > astające w czasach, w których komórki były powszechne nie mają uwewnętrznionego
    > tego doświadczenia jak to jest nie móc odwołać spotkania, napisać smsa, zadzwo
    > nić do kogoś. Mogą sobie to ewentualnie wyobrazić, ale nie wiedzą jak to jest.

    Ja na przyklad wiem, bo pierwsza komorke kupilam sobie, kiedy wyjechalam na studia. No i? Nadal mozna bylo odwolac spotkanie telefonicznie, a jesli nie bylo mozna, to trzeba bylo przyjsc.

    > Tak samo wiąże się Twoja informacja o tym, że rosną Ci mięśnie z wątkiem o Gabi
    > e, jak to, co ja pisałam o sobie z wątkiem o Róży.

    Roza ufarbowala sobie wlosy na taki odcien, jaki miala w mlodosci i postanowilas dac swoj przyklad, zeby przekonac nas o tym, ze tak mozna?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 04.01.12, 00:32
    Odniosę się tylko do jednej kwestii (kwestii telefonów), bo na pozostałe już odpowiedziałam.

    Niezależnie od tego czy w świecie rzeczywistym komórki w roku, w którym rozgrywa się akcja powieści "Imieniny" były w użyciu (u nielicznych użytkowników) czy też nie, pani Musierowicz świadomie opisuje w "Imieninach" całkowicie bezkomórkowy świat. O doświadczeniu życia nastolatki właśnie w takim całkowicie bezkomórkowym świecie pisałam ja w inkryminowanych postach, ponieważ to właśnie łączy moje doświadczenia z doświadczeniami Róży, postaci literackiej, takiej jak opisała ją pani MM, nieposiadającej komórki w świecie, w którym nikt z kręgu jej znajomych nie posiada komórki, jak również nie jest wspomniane o istnieniu czegoś takiego jak komórka u innych bohaterów, jak i osób postronnych (nawet np. u dyrektora Hajduka, z którym Róża i Frycek jadą pociągiem). Coś takiego jak komórka w świecie "Imienin" nie istnieje. Ja odniosłam się właśnie do takiego świata.

    Sprawa ewentualnego zadzwonienia przez Różę do Wiktora na telefon stacjonarny została już tu przedyskutowana i zostało ustalone, że nie miałaby skąd zadzwonić, nawet gdyby chciała, a gdyby i zadzwoniła, to Wiktor nie odebrałby telefonu (jeśli Lelujkowie takowy mieli), ponieważ najpierw był w szkole, a potem prosto pojechał do znajomego po samochód i tym samochodem pojechał pod szkołę Róży, gdzie na nią czekał, po czym dowiedział się, że się nie doczeka.

    Jeżeli masz inne zdanie w tej kwestii, to dopisz się do tego miejsca w wątku, w którym jest to omawiane - może na podstawie "Imienin" znajdziesz argumenty przemawiające za tym, że jednak Róża mogła powiadomić Wiktora i podzielisz się nimi z forumowiczami.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 04.01.12, 01:14
    > Niezależnie od tego czy w świecie rzeczywistym komórki w roku, w którym rozgryw
    > a się akcja powieści "Imieniny" były w użyciu (u nielicznych użytkowników) czy
    > też nie, pani Musierowicz świadomie opisuje w "Imieninach" całkowicie bezkom
    > órkowy świat
    .

    Alez oczywiscie, Ginestro, szlachetna, prawdomowna istoto.

    "[Roza] Posłusznie udała się z Lelujkami na przystanek i już po chwili zatłoczona trzynastka z wymalowaną na burcie reklamą telefonów komórkowych sieci GSM uwoziła w dal ich czworo (...)".

    " Chyba tak - powiedziała niepewnie Pyza. - Ale dokładnie nie wiem. Ja niezbyt często bywam w takich wytwornych kawiarniach. (...) Spora część klienteli składała się z młodych mężczyzn w dresach lub skórzanych kurtkach; tu i ówdzie odzywało się ćwierkanie telefonu komórkowego lub pagera. Rozmowy, prowadzone za pośrednictwem sieci GSM, przeważały w zmieszanym gwarze, wypełniającym salę."

    > O doświadczeniu życia nastolatki właśnie w takim całkowicie b
    > ezkomórkowym świecie pisałam ja w inkryminowanych postach, ponieważ to właśnie
    > łączy moje doświadczenia z doświadczeniami Róży, postaci literackiej, takiej ja
    > k opisała ją pani MM, nieposiadającej komórki w świecie, w którym nikt z kręgu
    > jej znajomych nie posiada komórki, jak również nie jest wspomniane o istnieniu
    > czegoś takiego jak komórka u innych bohaterów, jak i osób postronnych (nawet np
    > . u dyrektora Hajduka, z którym Róża i Frycek jadą pociągiem).

    (jejku, to jest jedno zdanie)

    Pisalas o doswiadczeniu zycia nastolatki w czasach, kiedy w ogole trudno bylo sie skontaktowac na odleglosc z uwagi na niedobor telefonow stacjonarnych. Rozy to nie dotyczy. Dzialajace automaty wisialy na scianie jej szkoly, co swiadomie opisala pani Musierowicz ;))

    > Sprawa ewentualnego zadzwonienia przez Różę do Wiktora na telefon stacjonarny z
    > ostała już tu przedyskutowana i zostało ustalone, że nie miałaby skąd zadzwonić
    > , nawet gdyby chciała, a gdyby i zadzwoniła, to Wiktor nie odebrałby telefonu (
    > jeśli Lelujkowie takowy mieli), ponieważ najpierw był w szkole, a potem prosto
    > pojechał do znajomego po samochód i tym samochodem pojechał pod szkołę Róży, gd
    > zie na nią czekał, po czym dowiedział się, że się nie doczeka.

    (jejku, to tez jest jedno zdanie)

    Roza wtedy rzeczywiscie nie miala mozliwosci skontaktowac sie z Wiktorem, ale mogla o probie skontaktowania sie z nim pomyslec (i ostatecznie, dojsc do wniosku, ze sie nie da), poniewaz, jak wiemy, miala w domu telefon i niewatpliwie (rok 1998 w duzym miescie) mieli telefony rowniez jej znajomi. Dzwonienie na stacjonarny i ewentualne zostawianie wiadomosci rodzicom czy rodzenstwu bylo dla mnie, rowniez wychowanej w tych latach, zupelnie naturalne. Ty natomiast obszernie opisywalas to, ze dla ciebie, wychowanej za PRLu, naturalne bylo, ze skontaktowac sie nie dalo i nigdy nie bylo wiadomo, czy spotkanie dojdzie do skutku, czy nie. Powtarzam - Rozy to nie dotyczy, widac to zreszta, kiedy pomyslala o tym, by zadzwonic tego samego dnia do matki z informacja, gdzie i z kim sie znajduje.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 04.01.12, 07:58
    slotna napisała:


    > Roza wtedy rzeczywiscie nie miala mozliwosci skontaktowac sie z Wiktorem, ale m
    > ogla o probie skontaktowania sie z nim pomyslec
    >

    Owszem i to napisałam również ja w stosownym miejscu wątku, żałując, że pani MM nie wpadła na ten pomysł.

    Doceniam, że zadałaś sobie trud przestudiowania "Imienin" i przepisania cytatów (zwłaszcza o tak późnej porze w nocy). Myślę, że przyczyniło się to do dyskusji z forumowiczami na temat Róży Pyziak.

    Jak wspomniałam wyżej w tym wątku - ja przeglądając parę dni temu tę książkę, po latach od czytania jej i zapomnienia szczegółów, nie natknęłam się na te akurat fragmenty. Zastrzegłam sobie w swoich wypowiedziach w tym wątku, że jestem otwarta na podanie ewentualnych przykładów z książki przez czytelników, którzy czytali ją na świeżo, świadczących o tym, że jednak te telefony komórkowe były. Nikt nie podał takich przykładów, dopiero Ty teraz, więc sprawa (dla mnie) dopiero teraz wyklarowała się. Cieszę się, że to moje zastrzeżenie, czy też prośba o ewentualne sprostowanie, zostało spełnione. Myślę, że cieszą się również pozostali uczestnicy tej ciekawej dyskusji.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 04.01.12, 10:38
    > Owszem i to napisałam również ja w stosownym miejscu wątku, żałując, że pani MM
    > nie wpadła na ten pomysł.

    Czekaj, to pani MM nie wpadla na ten pomysl czy slusznie nie napisala o tym, bo wtedy byly inne czasy (i tu kilometrowy post o tym, jakie naturalne bylo to, ze nie mozna sie skontaktowac i umowienie sie nie znaczylo, ze sie dana osobe spotka)?

    > Jak wspomniałam wyżej w tym wątku - ja przeglądając parę dni temu tę książkę, p
    > o latach od czytania jej i zapomnienia szczegółów, nie natknęłam się na te akur
    > at fragmenty.

    W takim razie nie nalezalo wprowadzac forumowiczow w blad i pisac tak kategorycznie i jeszcze z podkresleniem (przypominam: "Niezależnie od tego czy w świecie rzeczywistym komórki w roku, w którym rozgrywa się akcja powieści "Imieniny" były w użyciu (u nielicznych użytkowników) czy też nie, pani Musierowicz świadomie opisuje w "Imieninach" całkowicie bezkomórkowy świat."). Oczywiscie rozumiem, ze napisanie "moim zdaniem (nie jestem pewna, bo przez te pare dni nadal nie przejrzalam ksiazki dokladnie)" juz bym odbieralo twojemu argumentowi sile razenia, ale uczciwosc by tego wymagala.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 04.01.12, 11:19
    slotna napisała:

    >
    > Czekaj, to pani MM nie wpadla na ten pomysl czy slusznie nie napisala o tym, bo
    > wtedy byly inne czasy (i tu kilometrowy post o tym, jakie naturalne bylo to, z
    > e nie mozna sie skontaktowac i umowienie sie nie znaczylo, ze sie dana osobe sp
    > otka)?

    Tak, pisałam, że pani MM nie wpadła na ten pomysł, aby Róża miała choćby cień refleksji, że szkoda, że nie może zawiadomić Wiktora.
    Pisałam o tym we wcześniejszych postach tak:

    "O ile rozumiem ten poryw serca u Róży, żeby jechać z Fryckiem i tę jej szybką decyzję, o tyle faktycznie wolałabym, żeby miała jednak jakąś refleksję o Wiktorze (choćby taką, że szkoda, że nie może go zawiadomić). "
    Tu jest ten post:
    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,131825670,131926750,Re_Roza_to_tez_android.html
    oraz:
    "zwracam honor - nie ma tam najmniejszej wzmianki o tym, że Róża ma jakikolwiek niepokój w sprawie zawiadomienia Wiktora albo żal, że nie da rady go zawiadomić, że nie przyjdzie albo cokolwiek. Brak jest też, rzeczywiście, wzmianek od pani MM (narratora) o tym, że to była dla Róży jakakolwiek kwestia."
    Tu jest ten post:
    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,131825670,131926750,Re_Roza_to_tez_android.html

    >
    > W takim razie nie nalezalo wprowadzac forumowiczow w blad i pisac tak kategoryc
    > znie i jeszcze z podkresleniem (przypominam: "Niezależnie od tego czy w świecie
    > rzeczywistym komórki w roku, w którym rozgrywa się akcja powieści "Imieniny" b
    > yły w użyciu (u nielicznych użytkowników) czy też nie, pani Musierowicz świa
    > domie opisuje w "Imieninach" całkowicie bezkomórkowy świat.
    "). Oczywiscie r
    > ozumiem, ze napisanie "moim zdaniem (nie jestem pewna, bo przez te pare dni nad
    > al nie przejrzalam ksiazki dokladnie)" juz bym odbieralo twojemu argumentowi si
    > le razenia, ale uczciwosc by tego wymagala.
    >

    Nikogo nie wprowadziłam w błąd. Forumowicze wcale nie polegali tylko na mnie i nie traktowali mnie jak wyroczni. To było jasne założenie od początku. Wszyscy mają teksty źródłowe, a jak nie mają, to inni dyskutanci je mają i mogą im napisać jak jest i zacytować tekst "Imienin" - o co prosiłam zresztą.

    Ja od początku zastrzegłam (kilka razy w tej dyskusji), że nie czytałam książki na świeżo, tylko dawno, bardzo możliwe, że było w książce inaczej, niż zapamiętałam, oraz że zdam się na czytelników, którzy tę lekturę zaliczyli na świeżo - niech napiszą jak jest.

    Nie ma obowiązku, abym przez ostatnie dni czytała książkę dokładniej. Nie miałam na to czasu. Zdałam się na innych czytelników i napisałam o tym wprost. Wobec braku sprostowań tych innych czytelników, napisałam, że pani MM opisuje bezkomórkowy świat (zgodnie z obrazem fabuły, który pozostał w mojej pamięci - nie sprostowanym przez innych) i jeśli chodzi o meritum to faktycznie tak jest, że dla bohaterów jest to świat bezkomórkowy, ponieważ dla sprawy Róży i Wiktora nie ma znaczenia to, że gdzieś w tłumie ćwierkały komórki u obcych ludzi, skoro ani Róża, ani Frycek ani Wiktor ani nikt inny z bohaterów związanych z umówieniem się Róży i Wiktora komórki nie miał i Róża nie mogła odwołać spotkania. Róża i Wiktor funkcjonowali i mieli mentalność jeszcze "z bezkomórkowego świata", co pani MM dokładnie i świadomie pokazuje. Ich udziałem nie stało się jak dotąd doświadczenie posiadania komórki, więc mają jeszcze tę dawną mentalność.

    Mentalność ludzi "z bezkomórkowego świata", bardziej tolerancyjnych (siłą rzeczy) wobec braku przyjścia umówionej osoby na spotkanie i rozumiejących różne praktyczne aspekty takiej bezkomórkowej rzeczywistości zobrazowałam w kilku postach zawierających moje własne wspomnienia z czasów, w których dorastałam i to był powód, dla którego te wspomnienia opisałam, plus dodatkowo uznałam, że może być ciekawe dla innych forumowiczów rozszerzenie tych wspomnień także o inne aspekty związane z randkami w moich czasach (np. aspekty kulinarne).
    Uważam, że wiązało się to jak najbardziej z tematem randek nastolatków, co jest ważnym wątkiem "Imienin". To jeszcze chcę dodać apropos zarzutu, że moje wspomnienia nie wiązały się z tematem wątku.

    Na tym z mojej strony EOT.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 04.01.12, 21:48
    > Tak, pisałam, że pani MM nie wpadła na ten pomysł, aby Róża miała choćby cień r
    > efleksji, że szkoda, że nie może zawiadomić Wiktora.

    Po czym walnelas dlugasnego posta o tym, ze wtedy byly inne czasy, w ktorych naturalne bylo, ze o zmianie planow nie da sie powiadomic.

    > Nie ma obowiązku, abym przez ostatnie dni czytała książkę dokładniej.

    Oczywiscie. Ale skoro nie przeczytalas, to trzeba bylo nie pisac tonem kategorycznym, ze czegos tam w ksiazce nie ma.

    > Róża i Wiktor funkcjonowali i mieli mentalność jeszcze "z bezkomórkowego świata
    > ", co pani MM dokładnie i świadomie pokazuje. Ich udziałem nie stało się jak do
    > tąd doświadczenie posiadania komórki, więc mają jeszcze tę dawną mentalność.

    No coz, moim zdaniem, gdyby pani MM chciala opisac bezkomorkowy swiat swiadomie i dokladnie, to nie wspominalaby o istnieniu komorek, a na pewno nie pisalaby, ze rozmowy przez te komorki stanowily gros halasu w kawiarni... Ja na przyklad nie mam i nigdy nie mialam auta, ale zawahalabym sie przed napisaniem, ze zyje w swiecie bezsamochodowym. Na komorki mozna dzwonic rowniez ze stacjonarek, zauwaz. Jak pisalam, sama nie mialam takiego telefonu dosyc dlugo, co nie zmienia faktu, ze ich pojawienie sie zmienilo (ze tak uzyje twojego wyrazenia) moja "mentalnosc" w tej kwestii - telefony mieli inni i moglam ich zlapac poza domem, co ulatwialo kontakt.

    > Mentalność ludzi "z bezkomórkowego świata", bardziej tolerancyjnych (siłą rzecz
    > y) wobec braku przyjścia umówionej osoby na spotkanie i rozumiejących różne pra
    > ktyczne aspekty takiej bezkomórkowej rzeczywistości zobrazowałam w kilku postac
    > h zawierających moje własne wspomnienia z czasów, w których dorastałam i to był
    > powód, dla którego te wspomnienia opisałam, plus dodatkowo uznałam, że może by
    > ć ciekawe dla innych forumowiczów rozszerzenie tych wspomnień także o inne aspe
    > kty związane z randkami w moich czasach (np. aspekty kulinarne).

    Opisalas nie "mentalnosc ludzi z bezkomorkowego swiata", tylko mentalnosc ludzi ze swiata w ktorym rarytasem byl stacjonarny w mieszkaniu, dzialajacy automat i poltuszka. W ten sposob moglas niezle wprowadzic w blad mlodszych forumowiczow, ktorzy wyobrazili sobie, ze to co opisujesz to czasy faktycznie podobne czasom Rozy Pyziak.


    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • nessie-jp 04.01.12, 22:19
    > Opisalas nie "mentalnosc ludzi z bezkomorkowego swiata", tylko mentalnosc ludzi
    > ze swiata w ktorym rarytasem byl stacjonarny w mieszkaniu, dzialajacy automat
    > i poltuszka.

    I w dodatku, czego ja nadal nie rozumiem, ten rzekomy brak możliwości zatelefonowania (rzekomy, bo jak Słotna wykazała, możliwości komunikacyjnych było sporo) w jakiś sposób ma zwalniać z obowiązku przybycia na umówione spotkanie? No chyba kurczę odwrotnie? W komórkowym świecie, w którym łatwo się dodzwonić i łatwo uprzedzić, że się nie przyjdzie -- można odwołać i nie przyjść. W świecie bezkomórkowych świniaków TRZEBA dotrzymywać słowa, bo inaczej nikt się nigdy z nikim nie spotka. Jeśli komunikacji nie ma, to się Frycowi mówi, a przepraszam bardzo, zobowiązałam się już dzisiaj do czegoś innego, zapraszam jutro.

  • slotna 04.01.12, 22:35
    > I w dodatku, czego ja nadal nie rozumiem, ten rzekomy brak możliwości zatelefon
    > owania (rzekomy, bo jak Słotna wykazała, możliwości komunikacyjnych było sporo)

    Swoja droga, spytalam mamy od kiedy miala telefon. Ciekawosc po postach ginestrowych mnie zzerala, bo w najstarszych ksiazkach MM (lata '70 i dalej, Poznan) i Chmielewskiej (lata '60 i dalej, Warszawa) stacjonarki wystepuja gromadnie. Mama powiedziala, ze... od kiedy pamieta. Telefony mieli tez jej szkolni znajomy i adoratorzy, a jak juz ewentualnie nie mieli, dzwonili z budek albo od kolegow. Telefon mial rowniez moj ojciec, mieszkajacy ze swoja mama w opisanym przeze mnie wczesniej pokoju na poddaszu, bez kuchni i biezacej wody. Male miasto, a mama starsza od Ginestry o jakies dziesiec lat (i mlodo wyglada! ;)).

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • zla.m 04.01.12, 22:44
    >Male miasto, a mama starsza od Ginestry o jakies dziesiec lat (i mlodo wyglada! ;)).

    Ale włosy, włosy jakiego koloru? ;-)))

    Poważnie zaś mówiąc: ja jestem wiekowo między Różą a Ginestrą, nie byłam w komórkowej awangardzie, a stawienie się na umówione spotkanie uważam za oczywistą oczywistość. I bym nie wybaczyła adoratorowi ani połowy świniaka, ani zepsutego telefonu u kolegi cioci narzeczonego brata, skąd zawsze dzwonił ;-) Nawiasem mówiąc słowności nauczyli mnie rodzice, a oni już naprawdę nie powinni być podejrzani o komórkową mentalność...
    --
    Wraca mąż do domu z delegacji, otwiera szafę, a tam Narnia!
  • klymenystra 04.01.12, 23:02
    Swoją drogą wkurza mnie to, że od czasu, kiedy używa się komórek na potęgę, ludzie też na potęgę się spóźniają albo odwołują spotkania w ostatniej chwili.
  • gat45 04.01.12, 23:08
    Spóźnianie się to kwestia charakteru (pomijam rzeczywiste przeszkody). Znam jednego osobnika, który chyba by się rozchorował, gdyby przyszedł gdzieś punktualnie. Wszyscy podejrzewamy, że czasm - statystycznie - musi mu się to zdarzyć, chociażby niechcący. Ale wtedy spaceruje przez minimum kwadrans i dopiero wchodzi tam, gdzie miał wejść.

    Jest blondynem, młodo wygląda jak na swój wiek.
  • ginestra 05.01.12, 07:45
    gat45 napisała:

    >
    > Jest blondynem, młodo wygląda jak na swój wiek.

    Może Ciebie śmieszy taka parafraza mojej wcześniejszej wypowiedzi, ale dla mnie jest to po prostu przykre, że bez powodu musisz mi dokopać. Na pewno jednak opłaciło się, bo koleżankom zapewne spodobała się taka wetknięta mi przez Ciebie szpila i masz u nich plusa.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • gat45 05.01.12, 08:03
    Myślałam, że się roześmiejesz, Ginestro !

    Jeżeli Cię uraziłam, to przepraszam. Ja naprawdę nie lubię robić prykrości.
  • ginestra 05.01.12, 07:40
    nessie-jp napisała:

    >
    > I w dodatku, czego ja nadal nie rozumiem, ten rzekomy brak możliwości zatelefon
    > owania (...)
    > w jakiś sposób ma zwalniać z obowiązku przybycia na umówione spotkanie?

    Przeczytaj dokładnie moje posty. Ja nigdzie nie pisałam, że "ma zwalniać z obowiązku", a wręcz odwrotnie, pisałam jasno, ileś razy, że nie zwalnia.

    Natomiast realia bezkomórkowe wymuszały przy każdym spotkaniu wzięcie dużego marginesu prawdopodobieństwa, że komuś mogło coś w ostatniej chwili wypaść i chciał zawiadomić, a nie mógł.

    Co do Róży, to oczywiście powinna była powiedzieć Fryckowi: "niestety nie mogę z Tobą iść, bo jestem umówiona po szkole z kimś innym" i dokładnie takie jest moje zdanie, natomiast rozumiem tę okoliczność łagodzącą jaką jest niedojrzałość nastolatki, hormony, zakochanie itp. O tym właśnie pisałam w tym wątku.

    Nie byłaby to dla mnie okoliczność łagodząca u osoby starszej od Róży, natomiast u nastolatki jestem w stanie to jakoś zrozumieć. Sporo pisałam o tym, że prawdopodobnie każdy z nas zrobił komuś przykrość będąc w wieku nastoletnim, bo równolegle był zakochany w kimś innym i wybierając tego, w kim był zakochany zlekceważył tego drugiego. (Jeśli byłyście ideałami i nigdy Wam się to nie zdarzyło, to przepraszam). Nie popieram takich zachowań, ale po prostu stwierdzam, że ten wiek ma to do siebie. Dobrze to pokazuje zresztą sama Musierowicz - Wiktor także lekceważył Laurę, przez co było jej przykro, a niewiele go to obchodziło, bo ciągnęło go do Róży.

    To wszystko pisałam już wcześniej, szkoda, że ktoś nie czytał i wpiera mnie (i innym), że uważam coś, czego nie uważam.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • ginestra 05.01.12, 07:48
    Chciałam napisać jeszcze, że w tym wątku nie będę się już wypowiadać.
    Temat Róży i umawiania się na randki w czasach bezkomórkowych wyczerpałam i mam wiele zajęć w realu.
    A zatem EOT.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • zla.m 04.01.12, 09:47
    > Niezależnie od tego czy w świecie rzeczywistym komórki w roku, w którym rozgryw
    > a się akcja powieści "Imieniny" były w użyciu (u nielicznych użytkowników) czy
    > też nie, pani Musierowicz świadomie opisuje w "Imieninach" całkowicie bezkom
    > órkowy świat
    . O doświadczeniu życia nastolatki właśnie w takim całkowicie b
    > ezkomórkowym świecie pisałam ja w inkryminowanych postach, ponieważ to właśnie
    > łączy moje doświadczenia z doświadczeniami Róży, postaci literackiej, takiej ja
    > k opisała ją pani MM, nieposiadającej komórki w świecie, w którym nikt z kręgu
    > jej znajomych nie posiada komórki, jak również nie jest wspomniane o istnieniu
    > czegoś takiego jak komórka u innych bohaterów, jak i osób postronnych (nawet np
    > . u dyrektora Hajduka, z którym Róża i Frycek jadą pociągiem). Coś takiego jak
    > komórka w świecie "Imienin" nie istnieje.

    Ginestro, piszę do bez złośliwości. Ten fragment powyżej jest dobrym przykładem na to, dlaczego twoje posty są odbierane przez większość jako za długie i przegadane.

    To, co napisałaś do wytłuszczonego testu włącznie, jest wystarczające, po co potem
    powtarzać:

    >z doświadczeniami Róży, postaci literackiej, takiej ja
    > k opisała ją pani MM, nieposiadającej komórki w świecie, w którym nikt z kręgu
    > jej znajomych nie posiada komórki, jak również nie jest wspomniane o istnieniu
    > czegoś takiego jak komórka u innych bohaterów, jak i osób postronnych (nawet np
    > . u dyrektora Hajduka, z którym Róża i Frycek jadą pociągiem). Coś takiego jak
    > komórka w świecie "Imienin" nie istnieje.

    To jest de facto przecież to samo, każdy z czytających zrozumiał, gdy napisałaś "świat bezkomórkowy". Kolejne tłumaczenie nie powoduje zwiększenia zrozumienia twojego przesłania, ale irytację na ilość tekstu, który nic nie wnosi. Ewentualnie może też zirytować na zasadzie: "po co to tłumaczyć? ja jestem inteligientny, jak mnie się powi, to ja się pokapuje".

    Piszę to dlatego, że sama mam tendencję do takiego powtarzania i widzę, że to nie jest wcale pomocą, wręcz przeciwnie.


    --
    5/4 Polaków nie zna się na ułamkach.
  • totorotot 04.01.12, 16:30
    Zła.m-uwielbiam Twoje sygnaturki.

    W kwestii telefonów wydawało mi się, że osiągnęłyśmy konsensus:
    -Róża miała możliwość podjęcia próby skontaktowania się w Wiktorem w celu odwołania spotkania
    -zapomniała o tym
    -jej uczynek był niezgodny z savoir-vivre'm, jednak ta wpadka nie jest wyznacznikiem ogółu charakteru Róży


    --
    There's a place in the sun where there is love for everyone
  • ginny22 04.01.12, 10:57
    > Niezależnie od tego czy w świecie rzeczywistym komórki w roku, w którym rozgryw
    > a się akcja powieści "Imieniny" były w użyciu (u nielicznych użytkowników) czy
    > też nie, pani Musierowicz świadomie opisuje w "Imieninach" całkowicie bezkom
    > órkowy świat
    .

    Dla ścisłości - nieprawda. W "Imieninach" Róża na którejś randce obserwuje panów używających komórek. Są opisywani jako szpanerzy o złym guście. W kolejnym tomie już komórki mają wszyscy i są opisywane jako oczywistość.
    Pamiętam, bo akurat tu MM fajnie złapała ducha czasu i zmianę statusu komórek z drogiego gadżetu dla nowobogackich na sprzęt codziennego użytku dla wszystkich.
  • szprota 31.12.11, 17:28
    ginestra napisała:



    >
    > Tak, tak, jestem rocznik Natalii, więc 1971, więc mam teraz okrąglutkie 40, a kolejne urodziny dopiero za parę miesięcy. Natomiast czuję się i wyglądam bardzo młodo i przyzwyczajona jestem do regularnego opadu szczęki osób, które w realu dowiadują się ile mam lat. Dają mi wręcz 10 lat mniej. :)

    Pewnie zaczniecie mnie podejrzewać o ironię, ale klnę się na mojego klaptopa i dwa smartfony, że szalenie przyjemnie czyta się, jak ludzie piszą o sobie dobrze.
    Nie, serio, tak przywykłam do tego, że tendencją jest raczej samodzielne kopanie się po pysku, jaka to ja brzydka i stara, że gdy widzę coś innego, już naprawdę wszystko jedno u kogo, to szczerze się uśmiecham (jakem już-za-chwilę trzydziestopięciolatka, którą nie dalej jak dwa dni temu wzięto za studentkę).
    --
    Szpro pochwala
  • slotna 31.12.11, 17:35
    > Pewnie zaczniecie mnie podejrzewać o ironię, ale klnę się na mojego klaptopa i
    > dwa smartfony, że szalenie przyjemnie czyta się, jak ludzie piszą o sobie dobrz
    > e.

    Szalenie przyjemnie jest w ogole jak ludzie pisza o sobie, a juz najprzyjemniej, gdy sa to ciagle ci sami ludzie. Ludzie, ktorzy maja taki uroczy nawyk pisania o sobie w dowolnym watku o dowolnym temacie.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • szprota 31.12.11, 17:41
    slotna napisała:


    >
    > Szalenie przyjemnie jest w ogole jak ludzie pisza o sobie, a juz najprzyjemniej, gdy sa to ciagle ci sami ludzie. Ludzie, ktorzy maja taki uroczy nawyk pisania o sobie w dowolnym watku o dowolnym temacie.
    >
    W CIASNEJ PRZESTRZENI FORUM NIE MA MIEJSCA NA POZYTYWNE AFIRMACJE ;(

    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • slotna 31.12.11, 17:43
    > W CIASNEJ PRZESTRZENI FORUM NIE MA MIEJSCA NA POZYTYWNE AFIRMACJE ;(

    Nie bucz, na forum Psychologia moze sie znajdzie ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • slotna 30.12.11, 00:13
    Jak brzmi to przyslowie o chorej babci?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ding_yun 30.12.11, 18:20
    ponieważ Ding-yu
    > n wyznała, że nastolatką była jeszcze niedawno, a zatem w czasach, w któ
    > rych umawianie się i odwoływanie spotkania i w ogóle komunikacja były o niebo ł
    > atwiejsze niż w czasach licealnych Róży (a tym bardziej w moich - pokolenie Nat
    > alii Borejko), ponieważ istnieją komórki, istnieją komunikatory internetowe, a
    > i telefon stacjonarny jest też normą. Przypuszczam, że niektóre z osób piszącyc
    > h tutaj, nie pamiętam nicków, też należy do pokolenia Ding-yun i bezwiednie sto
    > suje standardy swojego pokolenia i swoich realiów do problemu, o którym tu dysk
    > utujemy.

    Ginestro, ja naprawdę zdaję sobie sprawę z realiów, które wtedy panowały i nie przenoszę bezwiednie żadnych standardów. Zdaję sobie sprawę, że Róża nie bardzo miała jak odwołać spotkanie z Wiktorem. Tylko to nie ma nic do rzeczy bo istotę moich wypowiedzi w tym wątku stanowił pogląd, że zignorowanie faceta w ten sposób nie jest czymś godnym pochwały. Jasne, że są okoliczności łagodzące, między innymi ten brak komórek, do tego zafascynowanie Fryckiem, które przesłoniło świat, ale nadal wystawienie Wiktora do wiatru było IMHO postępkiem nieładnym, co przeciwstawiałam poglądom jakoby było to zachowanie akceptowalne, świadczące o asertywności lub wręcz pożądane.
  • nessie-jp 30.12.11, 20:07
    > Ginestro, ja naprawdę zdaję sobie sprawę z realiów, które wtedy panowały i nie
    > przenoszę bezwiednie żadnych standardów. Zdaję sobie sprawę, że Róża nie bardz
    > o miała jak odwołać spotkanie z Wiktorem

    A ja właśnie, jako nastolatka od Róży sporo starsza, powiem wprost -- to bzdura, że w czasach, w których prosiaki i nie ma komórek, nie trzeba było dotrzymywać słowa. Właśnie przeciwnie. Trzeba było. DLATEGO, że nie było jak odwołać umówionego spotkania. DLATEGO, że wystawiało się czekającego do totalnego wiatru. DLATEGO, że czekający nie miał jak sprawdzić, co się dzieje i dlaczego się na spotkanie nie przychodzi (a może coś się stało?)

    Przy czym w przypadku Róży wyraźnie widać, że ona ma po prostu w pośladku wszystko i wszystkich -- bo Jego Arcyksięskość Fryderyk się odezwał i dziewczę omdlewa i robi z siebie totalną idiotkę. Między uszami lubej Róży nie mieści się ani jedna -- ANI JEDNA -- samodzielna myśl o czymkolwiek, nie tylko o odwoływaniu umówionych spotkań.

  • ginestra 31.12.11, 16:43
    Tu jest kilka spraw:

    1. NIKT w tym wątku nie powiedział, że "nie trzeba było dotrzymywać słowa". NIKT nie uważał, że wystawienie faceta do wiatru jest czymś dobrym i nie postulował, żeby tak robić.

    Ja na pewno tak nie pisałam i nie pisałam też, że "bezkomórkowe" czasy usprawiedliwiały celowe lekceważenie ludzi, z którymi jest się umówionymi. Jeśli chodzi o mnie, to ja pisałam tutaj całkowicie jasno to, że sam czyn wystawienia kogoś do wiatru jest zły, natomiast jestem w stanie zrozumieć to, że w wieku nastoletnim, gdy w grę wchodzi ktoś ukochany, hormony i szybka decyzja PLUS fizyczna niemożność powiadomienia czekającego, nastolatka popełnia ten zły czyn i jest to jakoś dla mnie wybaczalne, zrozumiałe, przy czym uważam, że nie jest to czyn aż tak straszliwie zły, żeby go potem latami sobie wyrzucać i samobiczować się (co było na przykład moim udziałem w przypadku pewnych tego typu czynów i uważam to samobiczowanie się za błąd, bo chłopakowi nic się nie stało, samobójstwa nie popełnił, a sam czyn nie był ze zlej woli tylko z głupoty, nieznajomości życia, hormonów, emocji itp.). Napisałam też, że wydaje mi się, że każdy ma na swoim koncie, w nastoletnim wieku popełnione, podobne czyny. Jeśli nie macie nic takiego na sumieniu, to przepraszam. Pamiętam natomiast ten kontekst i wiem, że naprawdę ten wiek ma to do siebie.

    Również Totorotot nie gloryfikowała celowego olewania kogoś i raczej jej przekaz miał to do siebie, że nie ma jakiejś strasznej tragedii, że Róża nie odwołała Wiktora i nie umarł od tego - z czym się zgadzam. Gdyby to było prawdziwe życie, a nie książka, to jestem dziwnie spokojna, że i ten piękny i solidny Wiktor również niejeden raz głupio postąpił i jakoś nie przejmował się dziewczyną (tu w książce też chyba wiele razy przez niego jest przykro Laurze, na przykład). Cóż poradzić, taki wiek, że jest się zaślepionym obiektem uczuć, a czasem niedostatecznie jest się wrażliwym na zakochane w sobie osoby, jeśli się do nich nic nie czuje.

    2. Mnie też jest przykro, po przeczytaniu na świeżo tej książki (rozdziałów), że pani MM nie umieściła 1 zdania wskazującego na jakieś skrupuły Róży i pisałam o tym.

    Pozdrowionka
    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • totorotot 29.12.11, 22:54
    > W życiu nie wyczytałam z tej wypowiedzi samouwielbienia, raczej gniew i pogardę
    > dla uproszczeń i stereotypów w stylu " na każdą kobietę najlepiej działaja kwi
    > aty", "każda kobieta lubi kwiaty", każda dziewczyna chciałaby od swojego chłopa
    > ka dostawać pluszowe misie".
    >
    > I zgadzam się z tak wyczytaną intencją postu Totorotota, ze nie wniknięcie prze
    > z absztyfikanta w to, co lubi wybrana Totorotot, tylko pojechanie po tym drętwy
    > m stereotypie świadczy w pewnym sensie o braku szacunku i prawdziwego zainteres
    > owania po stronie absztyfikanta, co w skrajnych wypadkach może usprawiedliwić j
    > ego całkowite zlekceważenie.
    >
    > Może źle zrozumiałam tę intencję, bo ja skrzywiona jestem, bo nie znoszę kwiató
    > w.

    TAK TAK TAK dokładnie o to mi chodzi.

    Jeszcze tu dodam, że gdyby kobiety okazywały mężczyznom mniej 'uprzejmości', a częściej jej brak, życie byłoby o wiele, wiele lepsze. Do przemyślenia, a nie chapnięcia samych literek, jak to ma w zwyczaju jedna z foremek, którą pozdrawiam ciule :-)
  • ginestra 29.12.11, 23:53
    Ja też zgadzam się z postem Rodzdziału i z powyższym postem Totorotot o tym, że właśnie najbardziej zjednuje takie osobiste postrzeganie dziewczyny, a nie tyle "jechanie stereotypem", choć mnie osobiście również ta solennie trzymana w ręku czerwona róża zawsze jakoś wzruszała u ofiarodawców, a kwiaty, tak ogólnie, bardzo lubię. Wzruszała, ale niekoniecznie zjednywała, raczej przeciwnie.

    Właśnie mój wyrzut sumienia (jeden z kilku) dotyczy takiego chłopca z różą o wyglądzie bardzo solidnym, bardzo misiowatym i bardzo poważnym, w grubych okularach, z fryzurą i w ubraniu, które też zdradzały tę wielką powagę życiową w każdym calu, który to chłopiec właśnie budził we mnie chęć ucieczki i faktycznie na koniec ta ucieczka nastąpiła z mojej strony, choć wcześniej, nie podejrzewając, że będzie przynosił te róże na spotkania, parę razy umówiłam się z nim z uprzejmości oraz dlatego "że fajnie się gadało", a potem to ciężko mi było to odkręcić, nie miałam serca go "spławić", nie zasługiwał na to, chciałam tę znajomość przetransponować na tory przyjaźni, a nie bardzo się dało, bo zrobił sobie dużą nadzieję (z uwagi na moją ogólnie ciepłą i kontaktową osobowość oraz, nie chwaląc się, urodę i zgrabność) i było coraz trudniej. No cóż, mam nadzieję, że nie pamięta niektórych żenujących sytuacji z fazy mojego "odwrotu"... :(

    No cóż, młodość... :(

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 30.12.11, 00:11
    > bo zrobił sobie dużą
    > nadzieję (z uwagi na moją ogólnie ciepłą i kontaktową osobowość oraz, nie chwa
    > ląc się, urodę i zgrabność)

    Nie rozumiem jakim cudem to, ze bylas tak nieziemsko piekna i wspaniala, sprawilo, ze zrobil sobie duza nadzieje, ze wlasnie na niego polecisz. Troche jakby nielogiczne. Ale co ja tam wiem o zabijaniu... *

    * Z gory przepraszam niewtajemniczone w kulisy tej kultowej produkcji.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 30.12.11, 00:34
    slotna napisała:

    > > bo zrobił sobie dużą
    > > nadzieję (z uwagi na moją ogólnie ciepłą i kontaktową osobowość oraz, nie
    > chwa
    > > ląc się, urodę i zgrabność)
    >
    > Nie rozumiem jakim cudem to, ze bylas tak nieziemsko piekna i wspaniala, sprawi
    > lo, ze zrobil sobie duza nadzieje, ze wlasnie na niego polecisz. Troche jakby n
    > ielogiczne. Ale co ja tam wiem o zabijaniu... *
    >
    > * Z gory przepraszam niewtajemniczone w kulisy tej kultowej produkcji.
    >

    Nie, nie nieziemsko piękna i nie mówię, że wspaniała. Po prostu: to, co napisałam i tyle.
    A zrobił sobie nadzieję nie wiem dlaczego, ja od początku traktowałam go tylko jako kolegę. :)

    A do jakiej kultowej produkcji nawiązujesz - nie mam pojęcia.

    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 30.12.11, 00:45
    > Nie, nie nieziemsko piękna i nie mówię, że wspaniała. Po prostu: to, co
    > napisałam i tyle.
    > A zrobił sobie nadzieję nie wiem dlaczego, ja od początku traktowałam go tyl
    > ko jako kolegę
    . :)

    Napisalas, ze zrobil sobie nadzieje Z UWAGI na twoje wymienione zalety.

    > A do jakiej kultowej produkcji nawiązujesz - nie mam pojęcia.

    No to dobrze, ze z gory przeprosilam.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • totorotot 30.12.11, 00:37
    > Nie rozumiem jakim cudem to, ze bylas tak nieziemsko piekna i wspaniala, sprawi
    > lo, ze zrobil sobie duza nadzieje, ze wlasnie na niego polecisz. Troche jakby n
    > ielogiczne. Ale co ja tam wiem o zabijaniu... *

    Aj, no i to jest właśnie clue programu ;-) Nawet najgorsze, najbrzydsze patafiany lubią sobie wyobrażać, że ładna, zgrabna blondynka należy im się z automatu. Widziałam zajawki programu Drzyzgi, że facet o wadze 140 kg nie tknie grubaski, bo mu się robi mdło na samą myśl o jej fałdach ;-)
    Etc., etc. - nie czas i nie pora na opisywanie zabawnych sytuacji, może kiedyś :-)
  • ginestra 30.12.11, 00:44
    A, co do "kultowej produkcji", to już wiem - chodzi o jakiś film z Lindą ("Psy" bodajże) i o to zdanie "co ty wiesz o zabijaniu".

    Myślałam, że ta produkcja to ma być o dziewczynie i chłopaku i o urodzie itp., stąd moja konsternacja.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • slotna 30.12.11, 00:56
    > Myślałam, że ta produkcja to ma być o dziewczynie i chłopaku i o urodzie itp.,
    > stąd moja konsternacja.

    Mhmm. "Co ty wiesz o zabijaniu urody. Ty stara dupa jestes."

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • szprota 30.12.11, 00:02
    totorotot napisała:



    >
    > TAK TAK TAK dokładnie o to mi chodzi.
    >
    > Jeszcze tu dodam, że gdyby kobiety okazywały mężczyznom mniej 'uprzejmości', a częściej jej brak, życie byłoby o wiele, wiele lepsze. Do przemyślenia, a nie chapnięcia samych literek, jak to ma w zwyczaju jedna z foremek, którą pozdrawiam ciule :-)

    Cieplutko się mówi.
    Znaczy hm, ale jest chyba jakiś złoty środek pomiędzy nadskakiwaniem facetowi z praniem ciuchów i robieniem notatek a pomiataniem? Bo, no nie wiem, jakiś dziwny skrót się tu zrobił, że jak się szanuje uczucia faceta, to już się jest na każde skinienie, no bez sensu przecież. Jeszcze w kontekście omawianej tu postaci, którą jednak bardziej się ima ganianie z notatkami.

    Aha, co do Róży, co zwiała z Frycem i wystawiła Wiktora: komórek nie mieli, ale automatów w Poznaniu chyba w latach 90. nie ukradli, mogła zadzwonić. Ale niech by nawet i wystawiła, mnie trochę brakowało jakiegoś "rozglądała się za automatem", "martwiła się Wiktorem" albo chociaż odautorskiego "no tak, drogie czytelniczki, Róża oczywiście postąpiła nieładnie, ale któż z nas nie był kiedyś młody", wiecie, no, takiego lekkiego prztyczka, że my, mądrzejsi / doroślejsi / niezakochani we Frycu wiemy, że wystawienie Wiktora nie było fair.


    --
    Szpro potępia
  • slotna 30.12.11, 00:08
    > Znaczy hm, ale jest chyba jakiś złoty środek pomiędzy nadskakiwaniem facetowi z
    > praniem ciuchów i robieniem notatek a pomiataniem?

    Alez oczywiscie - byc aseksualna kolezanka. No i w ogole faceci to nie ludzie i nie nalezy byc wobec nich fair, a jeszcze nie daj bor sie z tym obnosic, bo to wkurza.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • szprota 30.12.11, 00:20
    slotna napisała:


    > Alez oczywiscie - byc aseksualna kolezanka. No i w ogole faceci to nie ludzie i nie nalezy byc wobec nich fair, a jeszcze nie daj bor sie z tym obnosic, bo to wkurza.

    No popatrz, nie ludzie, a związki z nimi są legalne, podobno nawet przez niektóre tu rozmówczynie kultywowane.


    --
    Szpro pochwala
  • totorotot 30.12.11, 00:18
    > Znaczy hm, ale jest chyba jakiś złoty środek pomiędzy nadskakiwaniem facetowi z
    > praniem ciuchów i robieniem notatek a pomiataniem? Bo, no nie wiem, jakiś dziw
    > ny skrót się tu zrobił, że jak się szanuje uczucia faceta, to już się jest na k
    > ażde skinienie, no bez sensu przecież. Jeszcze w kontekście omawianej tu postac
    > i, którą jednak bardziej się ima ganianie z notatkami.
    >

    Dobra, przyznam się: nie szanuję uczuć facetów. Zwłaszcza obojętnych mi facetów. Nie spędza mi snu z powiek fakt, że on tam gdzieś płakał w ciemnej sieni. No cóż na to poradzę.

    >szanuje uczucia faceta, to już się jest na k
    > ażde skinienie, no bez sensu przecież

    A to nie do końca bez sensu, nie do końca. Biedny misio zakochał się we mnie.

    , mnie trochę brakowało jakiegoś "rozglądała się za autom
    > atem", "martwiła się Wiktorem" albo chociaż odautorskiego "no tak, drogie czyte
    > lniczki, Róża oczywiście postąpiła nieładnie, ale któż z nas nie był kiedyś mło
    > dy", wiecie, no, takiego lekkiego prztyczka, że my, mądrzejsi / doroślejsi / ni
    > ezakochani we Frycu wiemy, że wystawienie Wiktora nie było fair.
    >

    Z tymi potępiającymi umoralniającymi komentarzami odautorskimi to bym się tak nie domagała, bo by się nam z tego zrobiło drugie Hello Kitty. Boże. Co za serial. Jak moje dziecko to ogląda, to mam ochotę walić głową w mur i tak bym poczyniła, gdybym miała pewność, że nie zostawię tłustych śladów na tynku.

    Co do poszukiwania automatu, to gdzie miałaby mianowicie zadzwonić? Do sekretariatu w szkole Wiktora i go wywołać z lekcji, czy też nie bacząc na odchodzący wkrótce pociąg, czekać na przerwę w jego szkole?
  • szprota 30.12.11, 00:30
    totorotot napisała:


    >
    > Dobra, przyznam się: nie szanuję uczuć facetów. Zwłaszcza obojętnych mi facetów . Nie spędza mi snu z powiek fakt, że on tam gdzieś płakał w ciemnej sieni. No cóż na to poradzę.
    No nic nie rób przecież, co masz tracić dobry humor.


    >
    > Z tymi potępiającymi umoralniającymi komentarzami odautorskimi to bym się tak nie domagała, bo by się nam z tego zrobiło drugie Hello Kitty.
    We wcześniejszych tomach się pojawiały (sprawdzić czy nie Matylda Stągiewka) i - no mnie nie przeszkadzało. Przecież nie chodzi o umoralnianie na każdym kroku tylko jakieś jedno wtrącone zdanko. Dzieci to czytają, do licha i jeszcze pomyślą, że tak można.

    >Boże. Co za serial. Jak moje dziecko to ogląda, to mam ochotę walić głową w mur i tak bym poczyniła, gdybym miała pewność, że nie zostawię tłustych śladów na tynku.
    To oczywiście fascynujące, także z tego powodu, czemu z nią to oglądasz czy też pozwalasz jej oglądać skoro to takie głupie.

    >
    > Co do poszukiwania automatu, to gdzie miałaby mianowicie zadzwonić? Do sekretar
    > iatu w szkole Wiktora i go wywołać z lekcji, czy też nie bacząc na odchodzący
    > wkrótce pociąg, czekać na przerwę w jego szkole?

    No nie wiem, tu się zastanawiam, do domu może, że jej nie będzie? Ale tak jak pisałam, niech go sobie wystawiła, tylko czemu to jest podane tak, jakby to było zupełnie ok, to mnie wkurza.
    --
    Szpro potępia
  • totorotot 30.12.11, 00:37
    > No nie wiem, tu się zastanawiam, do domu może, że jej nie będzie? Ale tak jak p
    > isałam, niech go sobie wystawiła, tylko czemu to jest podane tak, jakby to było
    > zupełnie ok, to mnie wkurza.

    Ale to było rano. Wiktor był w szkole. W domu była tylko jego mama, chyba że była w pracy (pracowała?). Raczej wątpliwe, by się jej udało z nim skontaktować.
    Niepotępienie osobnym komentarzem odautorskim nie oznacza z automatu, że autorka pochwala wystawianie młodzieńców do wiatru.
  • szprota 30.12.11, 00:43
    totorotot napisała:

    >
    > Ale to było rano. Wiktor był w szkole. W domu była tylko jego mama, chyba że by
    > ła w pracy (pracowała?). Raczej wątpliwe, by się jej udało z nim skontaktować.

    Nie pracowała. Właśnie nie pamiętam, czy Wiktor zahaczał w drodze ze szkoły o dom, czy też jechał prosto pod szkołę Róży. Jeśli to drugie, to faktycznie, ciężko to widzę.

    > Niepotępienie osobnym komentarzem odautorskim nie oznacza z automatu, że autorka pochwala wystawianie młodzieńców do wiatru.
    Że przechodzi nad tym do porządku dziennego. Historię w powieści opowiada się po coś.

    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • ginestra 30.12.11, 00:47
    Po pierwsze: czy Lelujkowie mieli telefon?
    A po drugie: Róża chyba miała jakieś wyrzuty sumienia co do Wiktora, coś o tym było, że w trakcie wycieczki gryzła się tym (czyli autorka coś też napisała o tym).

    Kto pamięta książkę, niech napisze. Tak mi się kołacze w głowie z tej lektury, że Róża martwiła się, i że jakoś było podane, że naprawdę nie ma jak zawiadomić Wiktora.


    --
    “Zapraszam do dyskusji o książkach Małgorzaty Musierowicz. (...)
    Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum Fanów Małgorzaty Musierowicz - by the_dzidka.
  • totorotot 30.12.11, 00:50
    > Że przechodzi nad tym do porządku dziennego. Historię w powieści opowiada się p
    > o coś.

    Oj tam, oj tam. W końcu MM nie była aż tak okrutna dla Wiktora. Zawsze przecież mogła mu wtrynić Laurę w zamian, gdy odwiedził był z donosem jej matkę. A nie wtryniła, pozwoliła mu odejść i zalać się łzami. :>
  • szprota 30.12.11, 01:04
    totorotot napisała:

    > > Że przechodzi nad tym do porządku dziennego. Historię w powieści opowiada
    > się p
    > > o coś.
    >
    > Oj tam, oj tam. W końcu MM nie była aż tak okrutna dla Wiktora. Zawsze przecież
    > mogła mu wtrynić Laurę w zamian, gdy odwiedził był z donosem jej matkę. A nie
    > wtryniła, pozwoliła mu odejść i zalać się łzami. :>

    No, mogła zabić nawet. Ojej, przecież nie mówię, że przestępstwo, mówię, że mogła napisać, że średnio fajne. Przy kłamstwie z różą (o solidnym, acz nieco funeralnym wyglądzie, w dłoniach Idy) jakoś się, prawda, nie hamowała.
    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • totorotot 30.12.11, 00:46
    > To oczywiście fascynujące, także z tego powodu, czemu z nią to oglądasz czy też
    > pozwalasz jej oglądać skoro to takie głupie.

    A, to doskonałe pytanie. Pozwól, że zapytam: masz dzieci? To pytanie to taka jakby odpowiedź pośrednia. Odpowiedź wprost: czasem mam ważną robotę do zrobienia na cito i potrzebuję pół godziny niełażenia mi po plecach. Jednocześnie muszę mieć na dziecko baczenie, bo jest tak kreatywne, że...że... no nie mam pomysłu na to, co że.
    A HK jest w istocie podręcznikiem dla grzecznych dziewczynek ubranym w proste ilustracje i irytujące głosiki kotków. Później mogę powiedzieć: córciu, a pamiętasz, co mówiła Kiti o zbieraniu zabawek? A córcia: ach, tak! i zbiera kręcąc się tak szybko, jakby miała owsiki.
  • szprota 30.12.11, 01:06
    totorotot napisała:
    >
    > A, to doskonałe pytanie. Pozwól, że zapytam: masz dzieci?
    Nie pozwolę, to nie ma nic do rzeczy.

    To pytanie to taka jakby odpowiedź pośrednia. Odpowiedź wprost: czasem mam ważną robotę do zrobienia na cito i potrzebuję pół godziny niełażenia mi po plecach. Jednocześnie muszę
    > mieć na dziecko baczenie, bo jest tak kreatywne, że...że... no nie mam pomysłu na to, co że.
    > A HK jest w istocie podręcznikiem dla grzecznych dziewczynek ubranym w proste ilustracje i irytujące głosiki kotków. Później mogę powiedzieć: córciu, a pamiętasz, co mówiła Kiti o zbieraniu zabawek? A córcia: ach, tak! i zbiera kręcąc się tak szybko, jakby miała owsiki.

    A, OK, rozumiem.
    W ogóle powinnyście z Ginestrą założyć bloga z opowieściami o dzieciach i szczenięcych latach. Przemyślcie to.

    --
    http://mrw.blox.pl/resource/1169572094972.gif
  • totorotot 30.12.11, 01:18
    >
    > A, OK, rozumiem.
    > W ogóle powinnyście z Ginestrą założyć bloga z opowieściami o dzieciach i szcze
    > nięcych latach. Przemyślcie to.

    Twój pomysł- to pisz. Ja się tam wcinać Wam nie będę. Chyba że ta propozycja to taka zawoalowana złośliwostka z braku argumentów czy też innych istotnych płynów ustrojowych.