zaskakujące przyziemnienia Ignacego ;)
Ignacy przez kolejne tomy jaki się nam jako kompletnie oderwany od rzeczywistości, bujający w obłokach mól książkowy, który ma wprawdzie pojęcie o funkcjonowaniu Wszechświata, ale o prowadzeniu domu nie wie prawie nic.
Ale czasem, znienacka, wraca na ziemię i objawia jakiś zaskakujący talent do funkcjonowania na tejże ziemi.
Parę przykładów:
- w Noelce wyjmuje karpie z zamrażalnika (tylko on o tym pamiętał!)
- w tejże Noelce ujawnia swoją wiedzę na temat prania firanek - zdjąć, wrzucić do pralki, i w dwie godziny po kłopocie. Umie nawet je zdjąć, ale zejść z drabiny już nie.
- w Kalamburce zawczasu przygotowuje niespodziankę dla Mili - zawczasu ukrywa w zakątku korytarza wieżowca koszyk z szampanem, kieliszkami i petardami - pomyślał o wszystkim!
i w tej samej Kalamburce mamy też takie zdanie:
"Niezaradny - on! Cha, cha! - on, który wywiózł całą rodzinę z Litwy transportem wojskowym, on, który znalazł i zapewnił matce pracę, a tym samym i wymarzony własny kąt, on, który osobiście urządził mieszkanie, wnosząc na plecach na piąte piętro trzy tapczany oraz kredens i własnoręcznie zbudował ścienną szafę ze starych desek!"
Czyli Ignacy chyba w rzeczywistości nie jest, a raczej nie był molem, tylko energia Mili zepchnęła go w kąt i sprowadziła do roli trutnia, którego jedynym zadaniem jest zapylać królową ;)