Dodaj do ulubionych

właściwie dlaczego kołchoz?...

11.07.12, 16:45
często sie przewija stwierdzenie że Borejkowie mieszkają w kołchozie.
a mi sie widzi że jednak niekoniecznie.
no dobra, na poczatku są rodzice i cztery corki.
potem jedna wychodzi za mąż i zamieszkuje z mężem u rodziców. pobrali sie młodo, mieszkania w tamtym czasie nie były do kupienia ot tak, nawet na wynajęcie niekoniecznie mieli pieniądze, siłą rzeczy zamieszkali z rodzicami. pojawiły sie pierwsze wnuczki, ale zarazem mąż wybył wiec stan zaludnienia zwiększył się raptem o jedno niemowlę. (i tu ciekawe, najczęsciej to Pyziak miał sie salwowac ucieczką przed życiem w kołchozie - wszak doskonale wiedział jak wglądają warunki, a on sam co miał Gabie do zaoferowania? - no raczej nic).
potem za mąż wychodzi druga córka. tu następuje zagęszczenie największe, ale Ida z Markiem tez dośc szybko się wyprowadzają, a dzieci lęgną juz na swoim.
Pulpa wyprowadza sie szybko po ułożeniu sobie związku i Baltona nie mieszka w kołchozie, Nutria podobnie.
na miejscu de facto pozostają rodzice i rodzina Gabrysi, przy czym Róża tez po poukładaniu życia wybywa. w tym momencie na miejscu są rodzice, Gaba, Grześ, Ignaś i Laura. czyli stan zaludnienia wrócił do normy z początku sagi :D
czemu właściwie piszemy o kołchozie?...
Obserwuj wątek
    • klawiatura_zablokowana Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 17:00
      dziennik-niecodziennik napisała:

      >i tu ciekawe, najczęsciej to Pyziak miał sie salwowac uc
      > ieczką przed życiem w kołchozie - wszak doskonale wiedział jak wglądają warunki
      > , a on sam co miał Gabie do zaoferowania? - no raczej nic.

      A to jest bardzo ciekawe, czy gdzieś jest napisane, jakie opcje mieszkaniowe mieli młodzi państwo Pyziakowie? I jak to wyglądało ze strony Janusza? Ktoś pamięta?
    • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 17:15
      najpierw są trzy pokoje, potem dochodzi czwarty po Szczepańskiej, jedna łazienka i kuchnia. dla mnie kołchoz polega na tym, że siostry mieszkają po dwie w pokojach, pokój zielony starszych dziewczyn jest jednocześnie salonem, a gości przeważnie przyjmuje się w kuchni. nie ma pokoju dziennego jako takiego, w którym nikt nie sypia. siostry mieszkają po dwie w pokojach aż do dorosłości. co jakiś czas następują przeprowadzki z pokoju do pokoju. Gaba najpierw okupuje zielony pokój z córeczkami, sypia na podłodze w śpiworze. potem przenosi się z mężem do pokoju po Idzie (po Szczepańskiej), a dziewczynki do mniejszego pokoju, zielony zajmuje Natalia. potem w zielonym mieszka Laura, a Róża z dzieckiem w mniejszym. dość często zmienia się skład i rozmieszczenie lokatorów. no i cały czas ta jedna łazienka, choć to lokalu po Szczepańskiej też powinna jakaś mniejsza należeć. dwie łazienki w takim dużym mieszkaniu (ponad 100 metrów?) przy 9 lokatorów w pewnym momencie to powinien być standard.
      --
      Spacerowiczka
      • buka_z_muminkow Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 21.08.12, 19:41
        Mieszkanie dwójki lub większej ilości rodzeństwa w jednym pokoju, brak typowego pokoju dziennego, bo przecież w jedynym, ktory mógłby takowym by, też ktoś sypia, jedna łazienka i jedna kuchnia - przecież to typowe dla większości rodzin mieszkających w bloku (czy kamienicy)... A zdaje się większość Polaków mieszka w mniejszych lub większych mieszkaniach, domki wciąz postrzegane sa jako luksus...

        Sama nigdy nie miałam czegos takiego, jak swój własny pokój, a nawet swój kąt w pokoju, w którym mogłabym się odizolować - więc brak osobnego pokoju dla każdego dziecia u Borejków nigdy nie wydawał mi się dziwny.
    • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 18:08
      > (i tu ciekawe, najczęsciej to Pyziak miał sie salwowac uc
      > ieczką przed życiem w kołchozie - wszak doskonale wiedział jak wglądają warunki
      > , a on sam co miał Gabie do zaoferowania? - no raczej nic).

      Jak to -- nic? Pyziak wyjechał za granicę (i to w czasach, gdy to nie było takie popluł kichnął) żeby mieć Gabie coś do zaoferowania. To, że Gaba na to splunęła, to jedna sprawa -- ale gadanie, jak to Pyziak "nic nie miał do zaoferowania" jest delikatnie mówiąc nadużyciem.

      Zresztą, to są bodajże jeszcze gierkowskie lata, czasy kredytów dla młodych małżeństw. A i Pyziak ani w Poznaniu, ani w Toruniu przecież pod mostem ani w kartonie przecież nie mieszkał.

      Poza tym odnoszę wrażenie, że określenie "kołchoz" bardziej odnosi się do relacji panujących w tym domu, niż do faktycznego zagęszczenia na metr kwadratowy. A te relacje to maksymalne wścibstwo, "wszystkie sprawy wspólne", bezpardonowe wtarabanianie się do sypialni młodej pary, nacisk na to, żeby zamężne córki razem z zięciem mieszkały przy rodzicach.

      Patologiczna jest przede wszystkim sytuacja Idy i Marka -- dobrze zarabiające małżeństwo z trójką dzieci, które mieszka w SUTERENIE, byle być blisko rodziców żony. Łącznie ze stukaniem trzonkiem od miotły w podłogę, żeby dało się w każdej chwili wezwać córeczkę, kiedy starszym państwu się nudzi.

      Gabunia też oczywiście ani z pierwszym, ani z drugim mężem się nie wyprowadzi, bo przecież straszna Babi_z_Nosa i potworny dziadunio wymagają od 1978 r. nieustannej opieki CO NAJMNIEJ trzech córek...

      Właściwie tylko Pulpa była normalna i założyła z mężem własny dom, ani nie sprowadzając męża do siebie, ani nie zamieszkując z nim, ciocią Wiesią, Żakami, Kołodziejami, Hajdukami i dziadkiem od Barbusa...


      --
      "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
      • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 18:37
        > Jak to -- nic? Pyziak wyjechał za granicę (i to w czasach, gdy to nie było taki
        > e popluł kichnął) żeby mieć Gabie coś do zaoferowania. To, że Gaba na to splunę
        > ła, to jedna sprawa -- ale gadanie, jak to Pyziak "nic nie miał do zaoferowania
        > " jest delikatnie mówiąc nadużyciem.

        Gadanie że Gaba splunęła tez jest nadużyciem. z tego co napisane wiadomo ze Pyziak pojechał zarobic nie na mieszkanie, a na samochód (OwR). podczas gdy - jak sądzę i jak wynika z charakteru postaci oraz z tonu utrzymania wypowiedzi - Gaba miala w nosie samochód, natomiast wolałaby miec męża przy sobie i przy swoim dziecku.

        > Zresztą, to są bodajże jeszcze gierkowskie lata, czasy kredytów dla młodych małżeństw.

        tak od ręki tez nie dawali z tego co wiem.

        > A i Pyziak ani w Poznaniu, ani w Toruniu przecież pod mostem ani w kartonie przecież nie mieszkał.

        w Toruniu mieszkał u siostry - juz widze jakby sie Alma ucieszyła z opcji zamieszkania z Gabą!, a w Poznaniu w akademiku albo na stancji - tez niekoniecznie warunki dla młodego małżeństwa.

        > Poza tym odnoszę wrażenie, że określenie "kołchoz" bardziej odnosi się do relac
        > ji panujących w tym domu, niż do faktycznego zagęszczenia na metr kwadratowy. A
        > te relacje to maksymalne wścibstwo, "wszystkie sprawy wspólne", bezpardonowe w
        > tarabanianie się do sypialni młodej pary, nacisk na to, żeby zamężne córki raze
        > m z zięciem mieszkały przy rodzicach.

        to juz definitywnie nadintrpretacja. jedynymi osobami uprawiającymi wtarabanianie się gdziekolwiek są Pyza i Tygrys. dzieci. owszem, powinno sie je przytemperowac, ale to tylko dzieci...
        a naciski na zamieszkiwanie córek to gdzie są opisane?

        > Patologiczna jest przede wszystkim sytuacja Idy i Marka -- dobrze zarabiające m
        > ałżeństwo z trójką dzieci, które mieszka w SUTERENIE, byle być blisko rodziców
        > żony.

        po pierwsze na własne życzenie tak zamieszkali, po drugie - nie rpzesadzasz z tą patologią?...

        > Łącznie ze stukaniem trzonkiem od miotły w podłogę, żeby dało się w każde
        > j chwili wezwać córeczkę, kiedy starszym państwu się nudzi.

        osobiście mam wrazenie że to raczej Ida tak zorganizowała sprawę. po pierwsze przeprowadzka, powiekszenie sutereny itd to byly jej pomysły a nie rodziców, po drugie - to raczej jej bylo w takim ukladzie wygodnie, wszedzie blisko, i do rodzicow, i do pracy, i jest gdzie i z kim dzieci zostawic...

        > Gabunia też oczywiście ani z pierwszym, ani z drugim mężem się nie wyprowadzi,
        > bo przecież straszna Babi_z_Nosa i potworny dziadunio wymagają od 1978 r. nieus
        > tannej opieki CO NAJMNIEJ trzech córek...

        tez bez przesady. z Pyziakiem przypuszczam ze po prostu tak wyszło jak wyszło, że nie mieli gdzie zamieszkac, a z Grzesiem tak zostało bo wszystkim tak bylo wygodnie. Grzesiowi jak sądze tez.

        > Właściwie tylko Pulpa była normalna i założyła z mężem własny dom, ani nie spro
        > wadzając męża do siebie, ani nie zamieszkując z nim, ciocią Wiesią, Żakami, Koł
        > odziejami, Hajdukami i dziadkiem od Barbusa...

        i Natalia. i summa summarum Pyza tez.
        • bupu Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 19:37
          > Gadanie że Gaba splunęła tez jest nadużyciem. z tego co napisane wiadomo ze Pyz
          > iak pojechał zarobic nie na mieszkanie, a na samochód (OwR). podczas gdy - jak
          > sądzę i jak wynika z charakteru postaci oraz z tonu utrzymania wypowiedzi - Gab
          > a miala w nosie samochód, natomiast wolałaby miec męża przy sobie i przy swoim
          > dziecku.

          Samochód rzecz użyteczna, a Pyziaczek jak widać rwał się do polepszania stopy życiowej rodzinie.

          > to juz definitywnie nadintrpretacja. jedynymi osobami uprawiającymi wtarabanian
          > ie się gdziekolwiek są Pyza i Tygrys. dzieci. owszem, powinno sie je przytemper
          > owac, ale to tylko dzieci...

          O czyżby? Zajrzyj do "Pulpecji". W noc poślubną Pałysów najpierw w pokoju nowożeńców pojawiły się Róża z Tygrysem. Ida poszła zrobić Gabie awanturę, wykąpać się i co? I wróciwszy zastała w swoim pokoju nie tylko Pyziakówny, ale także własnego ojca i sterczącą w progu Gabrielę. Która zamiast wyciągnąć swe latorośle i zawlec do łóżek, tylko się uśmiechała. I żadnej z tych osób do łba nie przyszło, że państwo młodzi potrzebują odrobiny prywatności, zwłaszcza w noc poślubną.

          Pałys zresztą też nie lepszy, zamiast wystawić rodzinę za próg zaczął grać z małoletnimi w karty. Gdyby był moim mężem tobym mu chyba rozbiła coś na głowie.

          > osobiście mam wrazenie że to raczej Ida tak zorganizowała sprawę. po pierwsze p
          > rzeprowadzka, powiekszenie sutereny itd to byly jej pomysły a nie rodziców, po
          > drugie - to raczej jej bylo w takim ukladzie wygodnie, wszedzie blisko, i do ro
          > dzicow, i do pracy, i jest gdzie i z kim dzieci zostawic...

          A suterena dzieciom robi wręcz wspaniale na zdrowie. Mnóstwo światła i świeżego powietrza, prawdaż.

          Powiedzmy to wprost, mieszkanie w suterenie luksusowym apartamentem nie jest. A Idusia dobrowolnie skazuje się i swoją rodzinę na oglądanie cudzych nóg, tudzież wdychanie kurzu, albowiem sama myśl o wyprowadzeniu się gdzieś indziej, nie na biegun przecież tylko na inną ulicę, Poznania, niemal jej łzy z ócz wyciska. Jeśli to nie jest toksyczna patologia, to ja nie wiem co nią jest.

          > tez bez przesady. z Pyziakiem przypuszczam ze po prostu tak wyszło jak wyszło,
          > że nie mieli gdzie zamieszkac, a z Grzesiem tak zostało bo wszystkim tak bylo w
          > ygodnie. Grzesiowi jak sądze tez.

          Nikt mi nie wmówi, że mu wygodnie mieszkać z teściową na głowie i synem za parawanem. I jedną łazienką obsługującą stado ludzi. Aseksualny Grzegorz nie jest, jakoś Ignasia spłodził wszakże, więc potrzeby chyba jakieś ma? A jak je realizować w domu, w którym nie da się zostać sam na sam z własną żoną?

          Poza tym owszem, mój stryj ożeniwszy się mniej więcej w tych samych czasach co Pyziak z Gabą, mieszkał przez czas jakiś u swoich rodziców. Dwa lata zdaje się, dopóki nie dorobił się własnego mieszkania. Bonzą partyjnym ani bogatym prywaciarzem nikt w rodzinie nie był, zaznaczam, a jednak stryj lokal zdobyć zdołał. Znaczy się dało.
          --
          Wiedźma waathewitch.blox.pl

          http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
          • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 20:08
            > A suterena dzieciom robi wręcz wspaniale na zdrowie. Mnóstwo światła i świeżego
            > powietrza, prawdaż.

            No właśnie. Toż to jakiś chory absurd. W suterenie to mogła ewentualnie Ida mieć tę przychodnię prywatną, skoro już chciała. Ale trzymać tam dzieci? Mieszkać tam latami tylko po to, żeby być wzywanym za pomocą szczotki?

            Mieszkanie w suterenie to:
            - permanentne niedoświetlenie
            - wilgoć i zagrzybienie
            - kumulacja wszelkich zanieczyszczeń, w tym radioaktywnych (można się nieźle zdziwić, jak wiele naturalnie występujących izotopów promieniotwórczych zbiera się w piwnicach i suterenach, czyli wszędzie tam, gdzie jest nisko lub pod poziomem gruntu i kiepska wentylacja)
            - kumulacja alergenów

            Dwójka lekarzy hodująca w tych warunkach troje dzieci to jakiś koszmarny absurd. Szkoda, że nie zamieszkali w kominie, wisząc głową w dół jak nietoperze, bo Idusia "sobie nie wyobrażała" się wyprowadzić.

            Chore to i tyle.


            --
            "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
            • ding_yun Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 13:08
              > No właśnie. Toż to jakiś chory absurd. W suterenie to mogła ewentualnie Ida mie
              > ć tę przychodnię prywatną, skoro już chciała. Ale trzymać tam dzieci? Mieszkać
              > tam latami tylko po to, żeby być wzywanym za pomocą szczotki?
              >
              > Mieszkanie w suterenie to:
              > - permanentne niedoświetlenie
              > - wilgoć i zagrzybienie

              Powiem szczerze, że nie byłam nigdy w suterenie w kamienicy więc trudno jest mi się wypowiadać jak one wyglądają w naszych polskich warunkach. Ale w Wielkiej Brytanii, szczególnie w Londynie, mieszkanie w suterenie (lower ground) jest standardem. Nie są to tak pożądane mieszkania jak te na parterze albo piętrze, ale ludzie tam normalnie mieszkają latami, również z dziećmi. Niedoświetlenie jest faktem, wilgoć jest w ogóle problemem w wielu mieszkaniach, nie tylko w suterenach, ale jednak masowo nikt tam nie umiera na suchoty.
              Na miejscu Idy też pewnie rozejrzałabym się za jakimś innym lokalem mieszkalnym, ale patologią to to chyba jeszcze nie jest.
              • rannie.kirsted Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 14:51
                ale jest conajmniej dziwne. jak te sutereny na roosevelta 5 wygladaja, mamy opisane w OwR - ciemno, przez okienka widac tylko buty przechodniow - slowem masakra. i malzenstwo lekarzy specjalistow ktore przerabia taka suterene na apartament - caly wymalowany na bialo i z wlaczonymi wszystkimi lampami zeby bylo jasno - paranoja. moim zdaniem MM powinna przeprowadzic ich stamtad w normalne warunki juz dawno temu, jeszcze przed narodzinami jozina.
              • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:44
                > Ale w Wielkiej
                > Brytanii, szczególnie w Londynie, mieszkanie w suterenie (lower ground) jest st
                > andardem.

                Ja z kolei nie byłam w suterenach w Wielkiej Brytanii, ale polskie sutereny w bardzo starych kamienicach są po prostu złym miejscem do mieszkania. W nowych blokach, sensownie zaprojektowane -- żaden problem. Natomiast w kamienicach? Dawne pomieszczenia dla największej, najmizerniejszej biedoty, niewiele lepsze od piwnicy.

                --
                "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
        • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 20:21
          > Gadanie że Gaba splunęła tez jest nadużyciem. z tego co napisane wiadomo ze Pyz
          > iak pojechał zarobic nie na mieszkanie, a na samochód (OwR). podczas gdy - jak
          > sądzę i jak wynika z charakteru postaci oraz z tonu utrzymania wypowiedzi - Gab
          > a miala w nosie samochód, natomiast wolałaby miec męża przy sobie i przy swoim
          > dziecku.

          No właśnie. GABA by wolała. GABA nie chciała. Ale Pyziak nie wolał mieszkać w kołchozie i jeździć tramwajem. Więc nie opowiadaj, że nic nie miał do zaoferowania, bo wyraźnie widać, że starał się mieć do zaoferowania. To Gabunia nie chciała.

          Zupełnie nie dziwię się młodemu facetowi, że nie chce mieszkać w małym, trzypokojowym mieszkanku (Szczepańska jeszcze żyje!) w 8 osób. OSIEM. Jak oni mieli mieszkać? Pulpa, Nutria i Ida wszystkie w jednym pokoju, starzy Borejkowie w drugim, a Gaba, Janusz i dziecko w trzecim. W jednym pokoju z dzieckiem (i pewnie kolejnymi w planach, w końcu to Borejkowie), z jedną łazienką na 7 "dużych" osób i jedno niemowlę, bez pralki automatycznej, bez CO, za to z maszyną dziewiarską do produkcji swetrów i wiecznie niezadowoloną teściową, która Pyziaka nie znosiła, zanim go jeszcze poznała, bo nie był blondynkiem o manierach fryzjerczyka.

          Wiesz, uciekłabym choćby wpław...


          --
          "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
          • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 20:37
            > No właśnie. GABA by wolała. GABA nie chciała.

            wiesz, ja tez bym wolała jednak miec dzieko i meza w zespole, a nie samochód. widac różne zapatrywania.

            > Ale Pyziak nie wolał mieszkać w kołchozie i jeździć tramwajem. Więc nie opowiadaj, że nic nie miał do zaoferowania, bo wyraźnie widać, że starał się mieć do zaoferowania. To Gabunia nie chciała.

            Pyziak to chciał sobie zaoferowac samochód,a nie Gabie. Gaba go wszak nie chciala.

            > Zupełnie nie dziwię się młodemu facetowi, że nie chce mieszkać w małym, trzypok
            > ojowym mieszkanku (Szczepańska jeszcze żyje!) w 8 osób.

            ale przecież Ty nie masz pojecia czy on chciał czy nie chciał tam mieszkac :D nigdzie nic na ten temat powiedziane nie jest.

            > i wiecznie niezadowoloną teściową, która Pyziaka nie znosiła, zanim go jeszcze poznała

            i ponownie - nic nie wiemy na temat tego jak Mila traktowała Janusza podczas jego małżeństwa z Gabą, wiec czemu od razu zakładac ze traktowała go źle?...
            • bupu Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 20:54
              > wiesz, ja tez bym wolała jednak miec dzieko i meza w zespole, a nie samochód. w
              > idac różne zapatrywania.

              No to nieobecność Pyziaka miała być czasowa, zdaje się.

              > Pyziak to chciał sobie zaoferowac samochód,a nie Gabie. Gaba go wszak nie chcia
              > la.

              Ależ skąd ten wniosek, że Pyziaczek pragnął samochodu wyłącznie dla siebie? Fakt, że Gabriela pojazdu nie chciała wcale tego nie implikuje.

              > ale przecież Ty nie masz pojecia czy on chciał czy nie chciał tam mieszkac :D n
              > igdzie nic na ten temat powiedziane nie jest.

              Jakby chciał, toby na tyłku siedział, zamiast latać po obcych krajach i próbować rodzinie stopę życiową podnosić. Co jest oczywiście naganne (latanie i podnoszenie) bo Gaba se nie życzyła, prawdaż.
              --
              Wiedźma waathewitch.blox.pl

              http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
            • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 20:58
              > i ponownie - nic nie wiemy na temat tego jak Mila traktowała Janusza podczas je
              > go małżeństwa z Gabą, wiec czemu od razu zakładac ze traktowała go źle?...

              Ale jakoś tobie nic nie przeszkadza zakładać, że Pyziak nie miał nic do zaoferowania, że samochód to miał być tylko dla niego, a nie dla rodziny, że chciał mieszkać w 8 osób w trzech pokojach (i złośliwie wyjechał, mimo że chciał mieszkać...)

              Każda akcja rodzi reakcję. Zakładasz najgorsze o Pyziaku? To ja pozakładam na odwrót.



              --
              "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
              • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 14:26
                moje założeni wynikają w sumie bezpośrednio z treści ksiązki. Pyziak nie miał wiele do zaoferowania (w kwestii materialnej mówię, zeby nie było), bo był młody, świeżo po studiach, bez odziedziczonego majątku, a nie sądzę zeby zarabiał od razu tyle zeby dało się kupic mieszkanie. jak widac nawet samochodu się nie dało. samochód miał moze i byc dla rodziny, ale był - jak sadze - jego pomyslem. Gaba nie chce samochodu, Gaba by wolała nie zostac sama z małym dzieckiem - to Janusz chciał, wiec zostawił rodzinę i pojechał. jak dla mnie to jest egoizm, bo jednak chodzi tu o dobro dziecka skazanego tym wyjazdem na brak kontaktu z ojcem. czy chciał mieszkac - bo ja wiem. mieszkał. widac mu bylo dobrze skoro chcial zarobic na samochod a nie na mieszkanie.
                • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:49
                  dziennik-niecodziennik napisała:

                  > moje założeni wynikają w sumie bezpośrednio z treści ksiązki.

                  Moje też. W tekście jest wyraźnie napisane, że Gaba była na Pyziaka wściekła, że wyjechał za granicę celem polepszenia sytuacji materialnej.


                  > , świeżo po studiach, bez odziedziczonego majątku,

                  A skąd wiadomo, że nie odziedziczył majątku? Jakie studia skończył Pyziak? Nie mogę sobie przypomnieć. Na pewno miał wykształcenie średnie techniczne, czyli pracę miał w kieszeni.


                  > a nie sądzę zeby zarabiał od
                  > razu tyle zeby dało się kupic mieszkanie.

                  Yyyy, a po co miał kupować mieszkanie?! Przecież byli młodym małżeństwem z dzieckiem, mogli się ubiegać o spółdzielcze. W blokach. Zgadnijmy, kto nie chciał w bloku: Pyziak czy Gabuchna?

                  Bezmyślna niechęć Mili do Pyziaka też nie jest żadnym wymysłem, tylko pochodzi bezpośrednio z treści książek. Mila nie chciała sobie nawet tyle trudu zadać, żeby zapamiętać, jak chłopak miał na nazwisko...

                  --
                  "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                  • a_weasley Spółdzielcze DAWALI? 16.07.12, 23:55
                    Nessie-jp napisała:

                    >> a nie sądzę zeby zarabiał od
                    >> razu tyle zeby dało się kupic mieszkanie.
                    >
                    > Yyyy, a po co miał kupować mieszkanie?! Przecież byli młodym małżeństwem z dzie
                    > ckiem, mogli się ubiegać o spółdzielcze. W blokach.

                    Na jakim Ty wtedy świecie żyłaś?
                    Ubiegać się, i owszem, mogli. Tylko przypominam, że to są lata osiemdziesiąte. Ładnych parę lat po kompletnej zapaści mieszkaniówki. W 1985 r., gdy mając 18 lat trafiałem do tzw. zamrażarki, spółdzielnia przewidywała, że "dostanę" mieszkanie za lat 15. To była Warszawa, w innych miastach wielkich było podobnie.
                    Także z tym "dostawaniem" nie przesadzajmy, za darmo nikt nie dawał.
                    Dostać to by dostali. Kredyt dla młodych małżeństw, umożliwiający kupienie na raty rzeczy, których człowiek z ulicy nie kupiłby nawet za gotówkę.

                    --
                    Janusz Palikot ogłosił, że wyrzeka się polskości.
                    Polskość odetchnęła z ulgą.
                    • seidhee Re: Spółdzielcze DAWALI? 17.07.12, 12:19
                      W latach tejże zapaści można było całkiem tanio kupić mieszkanie własnościowe, bo własność nie miała tej wagi, co obecnie. Mój ojciec zarobił na pierwsze mieszkanie, kawalerkę w Warszawie, pracując przez niecały rok za granicą.
                      Dla młodych Pyziaków byłby to osiągalny i całkiem fajny scenariusz.
                      --
                      http://www.suwaczki.com/tickers/zud3k0s3lvljfz34.png
                      • verdana Re: Spółdzielcze DAWALI? 17.07.12, 15:32
                        A gdzie tam tanio - za ogromne pieniadze. Na pół mojego mieszkania (bo kawalerką była w rozliczeniu) skladali sie moi rodzice, dziadkowie i teściowie - a i to ledwo-ledwo starczyło na niecałe 30 m.
                        Oczywiście, na dzisiejsze pieniądze to były jakieś grosze (bo za złotówki nikt nbie sprzedawał, tylko za dolary). Chyba ok 6 tysięcy dolarów. Tyle, ze wtedy za 10 dolarów w Polsce dało sie przezyć miesiąc, a 100 dolarów odziedziczone po babci było kupa kasyTak, można na to było zarobić za granicą, tylko przypomnam, że zarabianie za granicą wówczas było bardzo trudne, ze względu na paszporty i wizy.
                        .
                        --
                        zpopk.blox.pl
                        • nessie-jp Re: Spółdzielcze DAWALI? 17.07.12, 21:11
                          > Tak, można na to było zarobić za granicą, tylko przypomnam,
                          > że zarabianie za granicą wówczas było bardzo trudne, ze względu na paszporty

                          No ale do pieruna, przecież PYZIAK MIAŁ TEN PASZPORT! O to właśnie w tym wszystkim chodzi. On ten paszport miał, on te dolary już zarabiał.

                          I na żądanie Gabuni musiał to rzucić i wracać do kołchozu na Roosevelta, do braku papieru toaletowego, do pustych półek w sklepach, do klepania biedy na jednym dziewczęcym tapczaniku pod okiem teściów.

                          I przypominam, że wrócił, a Gabunia najwyraźniej nie żywiła najmniejszej urazy o ten jego wyjazd, bo spłodziła z nim drugie niezuzpełnie-ślubne (a fe!) niemowlę. Po co by to miała robić, skoro Pyziak przekreślił się jako ojciec, porzucając malutką Pyzę na rzecz zarabiania dolarów na zachodzie, BO DO LICHA MIAŁ PASZPORT, MOZLIWOSC WYJAZDU I MOGŁ TE DOLARY ZAROBIC?


                          --
                          "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                          • a_weasley Pyziak MIAŁ paszport? 18.07.12, 08:41
                            Nessie-jp napisała:

                            >> zarabianie za granicą wówczas było bardzo trudne, ze względu na paszporty

                            > No ale do pieruna, przecież PYZIAK MIAŁ TEN PASZPORT! O to właśnie w tym wszyst
                            > kim chodzi. On ten paszport miał, on te dolary już zarabiał.

                            Mieć na stałe to można było paszport KS (kraje socjalistyczne). Paszportu, który umożliwiał pojechanie tam, gdzie się zarabia dolary (pomijając fakt, że to też nie było źródło stabilne na ogół), Pyziak nie miał. On go miewał. To znaczy jak przekonał władze odnośne, to go dostał do ręki, a tak w ogóle to paszport leżał sobie bezpiecznie w sejfie i właścicielowi go w razie potrzeby wydawano, a jak kto trzeba uznał, że potrzeby nie ma, to nie wydawano. Paszporty WKŚ (wszystkie kraje świata) na stałe w domu pojawiły się w 1988 r., na razie pilotażowo w Warszawie i Katowicach.

                            --
                            Janusz Palikot ogłosił, że wyrzeka się polskości.
                            Polskość odetchnęła z ulgą.
                            • the_dzidka Re: Pyziak MIAŁ paszport? 18.07.12, 11:04
                              > Mieć na stałe to można było paszport KS (kraje socjalistyczne). Paszportu, któr
                              > y umożliwiał pojechanie tam, gdzie się zarabia dolary (pomijając fakt, że to te
                              > ż nie było źródło stabilne na ogół), Pyziak nie miał. On go miewał. To znaczy j
                              > ak przekonał władze odnośne, to go dostał do ręki,

                              No ale wszyscy chyba wiemy, że nie miał, tylko miewał?
                              • a_weasley Re: Pyziak MIAŁ paszport? 18.07.12, 11:53
                                The_dzidka napisała:

                                >> Pyziak nie miał. On go miewał. To znaczy jak przekonał władze odnośne,
                                >> to go dostał do ręki,

                                > No ale wszyscy chyba wiemy, że nie miał, tylko miewał?

                                Od pewnego czasu zrobiłem się bardzo ostrożny, jeśli chodzi o to, co wszyscy wiemy. Zwłaszcza w sprawach realiów czasów zamierzchłych. Najmłodsi obywatele Polski Ludowej już dawno są pełnoletni.

                                --
                                Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
                              • nessie-jp Re: Pyziak MIAŁ paszport? 18.07.12, 14:36
                                > No ale wszyscy chyba wiemy, że nie miał, tylko miewał?

                                Ja może niezbyt dobrze pamiętam tamte czasy, ale odnoszę wrażenie, że skoro Pyziak wracał z Australii do Polski (legalnie, nie ma mowy o deportacji), to paszport musiał mieć.

                                --
                                "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                  • nessie-jp Re: Pyziak MIAŁ paszport? 18.07.12, 19:17
                                    pi.asia napisała:

                                    > Nessie, ale obywatel, który wracał skądeś z zachodu natychmiast ciupasem musiał
                                    > oddawać paszport w stosownym Urzędzie, bo tam trzymano jego dowód osobisty w r
                                    > oli zakładnika ;)

                                    No tak, ja to rozumiem, ale ja od początku mówię o momencie, w którym Pyziak jest w Australii, zarabia te dolary, BO MA PASZPORT. I tu się podniosły głosy oburzenia, że nie, bo wcale nie ma, bo trudno było dostać. Może i trudno, jednakowoż Pyziak dostał, miał, pojechał, zarabiał. Te dolary.

                                    No jedno z dwojga, albo nie ma paszportu i nie wyjeżdża, a wtedy nie ma całego dalszego ciągu Jeżycjady, albo nie ma paszportu i wyjeżdża drogą ucieczki, ale wtedy raczej nie wraca ot tak sobie bezboleśnie i nie wyjeżdża potem ponownie, albo jednak ten paszport dostał i pojechał do tej Australii.

                                    Chyba że kolega z kilku postów powyżej sugeruje, że ta Australia to jakiś szyfr i niby Pyziak siedzi w Krynicy Morskiej robiąc za żigolaka w celu zarobienia na samochód, a Gabę szlag trafia. Tylko że takie tezy to by trzeba umotywować.

                                    --
                                    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                    • nessie-jp Re: Pyziak MIAŁ paszport? 18.07.12, 19:21
                                      > No jedno z dwojga,

                                      Trojga. Psiamamusia. Trojga.

                                      --
                                      "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
          • ding_yun Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 13:14
            > No właśnie. GABA by wolała. GABA nie chciała. Ale Pyziak nie wolał mieszkać w k
            > ołchozie i jeździć tramwajem. Więc nie opowiadaj, że nic nie miał do zaoferowan
            > ia, bo wyraźnie widać, że starał się mieć do zaoferowania. To Gabunia nie chcia
            > ła.
            >

            Nie wiemy jak było. Nie wiadomo czy Pyziak naprawdę pojechał bo marzył o lepszym życiu dla nich wszystkich czy o lepszym życiu bez żony i bez dziecka.
            --
            In God we trust, all others must bring data.
        • verdana Kredyty dla młodych małżeństw 12.07.12, 18:00
          Drobny OT.
          Kredyty dla młodych małżeństw nie były kredytami mieszkaniowymi, tylko na urzadzenie mieszkania. I nie pieniądze tu były istotne, tylko możliwość nabycia na ten kredyt dóbr na rynku dla pospólstwa nieobecnych, typu pralka, czy lodówka. Kredyty brało się nawet mając pieniadze, bo ich sednem była możliwość nabycia czegokolwiek, a nie kasa.
          --
          zpopk.blox.pl
          • nessie-jp Re: Kredyty dla młodych małżeństw 12.07.12, 18:47
            verdana napisała:

            > Drobny OT.
            > Kredyty dla młodych małżeństw nie były kredytami mieszkaniowymi, tylko na urzad
            > zenie mieszkania.

            No i o ten dostęp do szeroko pojętych dóbr materialnych mi chodziło. Spokojnie mogli młodzi Pyziakowie taki kredyt wziąć, bo wzięcie kredytu nie oznaczało wówczas podpisania cyrografu na 30 lat z zabójczą ratą co miesiąc tylko po to, żeby sobie kupić plazmę i trzecią białą skórzaną kanapę. Ten kredyt się brało po to, żeby młodzi ludzie mogli w ogóle mieć możliwość zdobycia takich cudownych a niezwkłych wynalazków, jak pralka czy lodówka. Nawet żelazko bodajże. Borejom oczywiście kojarzące się wyłącznie ze zgniłym materializmem, ale normalnym ludziom jednak przydatne.

            Mieszkania spółdzielcze także były chyba z przydziału w pierwszej kolejności dla młodych małżeństw (w ogóle była duża presja na małżeńskość, dzietność i podnoszenie pogłowia).

            --
            "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
            • the_dzidka Re: Kredyty dla młodych małżeństw 13.07.12, 09:24
              > No i o ten dostęp do szeroko pojętych dóbr materialnych mi chodziło. Spokojnie
              > mogli młodzi Pyziakowie taki kredyt wziąć, (...) po to, żeby młodzi ludzie mogli w ogóle mieć możliwość zdobycia takich cudownych a
              > niezwkłych wynalazków, jak pralka czy lodówka.

              Nessie, ale oni nie mieliby gdzie tego postawić! Bo, chociaż piszesz:
              >
              > Mieszkania spółdzielcze także były chyba z przydziału w pierwszej kolejności dl
              > a młodych małżeństw

              to była czysta teoria. W latach osiemdziesiątych wszystkie znane mi młode małżeństwa przynajmniej na początku, przez parę lat, mieszkały z rodzicami - nie że nie było ich stać na mieszkanie (bo mieszkania też nie były wtedy za darmo, bynajmniej), ale po prostu tego dobra nie było. Na mieszkanie czekało się od pięciu do dwudziestu nawet lat.

              Ja w 1989 roku, miałam wtedy 18 lat, odziedziczyłam kawalerkę po zmarłej babci, bo byłam w nim zameldowana. Stanowiłam curiosum na pół miasta Poznania: osiemnastolatka i już ma mieszkanie!
              • nessie-jp Re: Kredyty dla młodych małżeństw 13.07.12, 13:34
                > to była czysta teoria. W latach osiemdziesiątych wszystkie znane mi młode małże
                > ństwa przynajmniej na początku, przez parę lat, mieszkały z rodzicami

                No i słuchaj, ja rozumiem ten "na początek". Tylko że w całej Jeżycjadzie nie ma ani słowa nigdzie o tym, żeby Gaba i Janusz w ogóle PRÓBOWALI.

                Bo to jak w starym dowcipie, co to Kowalski codziennie się modli do Pana Boga i żałośnie prosi "Panie Boże, daj mi chociaż raz wygrać w totka, chociaż jeden jedyny razik". Aż w końcu doprowadzony do ostateczności Bóg mu się objawia i grzmi "Kowalski, ale ty mi daj szansę -- chociaż raz kup los!"

                Całą sprawę małżeństwa Gaby i Janusza wraz z jego rozpadem można było poprowadzić zupełnie inaczej, właśnie realistycznie i normalnie. Młodzi ludzie, nie mogą dostać mieszkania, żyją na walizkach, są starcia z teściami, on wyjeżdża, żeby dorobić i kupić to mieszkanie na czarno, ona jest zła, bo zostaje sama z dzieckiem i dogadującymi sąsiadami...

                Tymczasem nikt na Roosevelta nawet nie zauważa, że sytuacja, w której Gaba hoduje rodzinę w panieńskim pokoiku swoim i Idy, jest jakaś nie tegez. Gaba z Januszem płodzą tam jedno dziecko (gdzie? kiedy? jak? podczas peror Ignacego o antyku z drugiego pokoju, pod czujnym okiem Mili lepiącej pierogi, z przerwami na zabawę w pociąg z Pulpą i Nutrią?). A potem, już wiedząc, czego mogą się spodziewać i jak realia wyglądają... płodzą drugie dziecko.

                W przypadku Krystyny i Wojtka przecież nikt nie miał wątpliwości, że sytuacja mieszkaniowa, w której się znaleźli, jest zła i tymczasowa i trzeba ją jakoś sprawnie rozwiązać.

                --
                "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                • nessie-jp Znaczy... 13.07.12, 13:42
                  ... coś mi się za wcześnie myśl urwała. Znaczy. Moi rodzice w tamtych czasach jako młode małżeństwo TEŻ mieszkali z rodzicami. Przez ponad rok. Potem przez 3 lata mieszkali w wynajętej kawalerce, która była mieszkaniem kwaterunkowym ciotki siostrzeńca kuzynki znajomych (i tak dalej). Ale cały ten czas, od pierwszego roku, oczekiwali na mieszkanie spółdzielcze, mieli złożone papiery, jeździli i odrabiali "pańszczyznę" przy budowie tych bloków spółdzielczych. Kupowali na ten kredyt dla młodych małżeństw różne sprzęty, które stały kątem u znajomych, albo wymieniali je na rzeczy bezpośrednio użyteczne.

                  I owszem, cztery lata musieli się gnieździć z dzieckiem, a potem dwoma, w trudnych warunkach. Ale przecież coś robili, żeby to zmienić. Nie popadli w fatalizm, że "mieszkań nie ma, nic nie ma, nie warto próbować".

                  O ile mi wiadomo, to była raczej norma -- owszem, zacząć od mieszkania u teściów, ale cały czas szukać własnego kąta.


                  --
                  "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
      • morekac Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 08:28
        Zresztą, to są bodajże jeszcze gierkowskie lata, czasy kredytów dla młodych małżeństw

        A nie początek lat 80-tych? Kredyty to były wtedy na pralkę i meble, a nie na mieszkanie.
        --
        -------------------------------------------------------------
        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
    • agni_me Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 11.07.12, 22:06
      Wspólna kuchnia (w szerokim znaczeniu obejmującym zarówno lokal, jak i wiktuały), wspólna łazienka, wspólny telefon, przedpokój, w tym wszystkim straszny dziadunio i upiorna babunia oraz reszta rodzeństwa wraz z progeniturą, która wpada (reszta i progenitura), jak do siebie o każdej porze dnia i nocy (plus gromady znajomych). W dodatku kto u kogo mieszka wyraźnie widać przy okazji zmywarki - znaczy zamknij twarz, głupcze, i czyń, jak Dziadu Borejowi się podobie, tyle ci wolno.

      Co to jest, jak nie kołchoz?
      --
      Ja jestem za upadkiem aniołów...(fubuki, forum.jewish.org.pl)
      • a_weasley Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 17.07.12, 00:08
        Agni_me napisała:

        > wspólny telefon,

        W każdym razie telefon. W owym cudownym mieszkaniu w blokach gdzieś na Osiedlu Lecha czy innym OWP nie byłoby go wcale.
        Chyba że by było tam, gdzie faktycznie "dawano" mieszkania. W okolicy, jakie bywały w każdym większym mieście, a w okolicy otrzymywały nazwy w rodzaju Ubowo, Trepowo czy Zatoka Czerwonych Świń.

        > w tym wszystkim straszny dziadunio i upiorna babunia

        Którzy primo - niekoniecznie dla nich muszą być tacy straszni i upiorni jak dla tutejszych forumowiczek funkcjonujących w innym paradygmacie, secundo - jacy są, tacy są, ale są stale pod ręką. Jak mówi Rudzki w "Nie lubię poniedziałku" - babcia to podstawa...

        --
        Walka z paleniem - Hitler był pierwszy
        • agni_me Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 17.07.12, 21:42
          Nie jestem już najmłodsza i pamięć szwankuje, ale jeszcze pamiętam, że telefony nie były przypisane do starych kamienic, tylko były na przydział. Szansa na telefon w mieszkaniu w blokach była równie prawdopodobna. Wystarczyło być aparatczykiem (albo mieć prozaiczne "chody"), żeby telefon mieć w każdym miejscu. Wystarczyło nim nie być, żeby na przydział czekać nawet kilkanaście lat (uwzględniając oczywiście przypadki tych, którzy na telefon nie czekali wiekami, ale nie byli też trepami, ubekami, świniami, ni znajomymi królika).

          Nie czuję się tutejszą forumowiczką, jestem za mało zapisała, ale spojrzenie na dziadków Borejków niewątpliwie mnie łączy z częścią tu piszących. Nie chciałabym wtrącać wątków autobiograficznych, ale z autopsji wiem, że upiorną babunię można kochać, można podziwiać i szanować i w pełni zdawać sobie sprawę z upiorności babuni, a wszystko w wieku nastoletnim. Zatem Borejkowie seniorzy nie muszą być tacy straszni dla wnuków, ale mogą. Oj, mogą! I fakt, że są stale pod ręką może tylko potęgować tę upiorność.
          --
          Jestem po filologii, wprawdzie nie polskiej, ale nieco mam rozeznanie w kwestii
          książek (zgłaszająca kandydaturę na AS-a forum Książki)
          • croyance Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 21.08.12, 20:22
            Moj dziadek byl mocno partyjny (nawet do Chin jezdzil budowac komunizm) i mial dosc wysoka pozycje, a moi rodzice czekali na telefon dokladnie 22 lata ... dziadek swiecie wierzyl w Partie i uwazal, ze zalatwianie telefonu po znajomosci jest nieuczciwe. Takze, rozne sa scenariusze ...
            --

            Sprawdz, co slychac w Narnii
    • ananke666 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 00:35
      Jest jeszcze jeden aspekt kołchozu, mianowicie wielopokoleniowość. Najzdrowszy i najbardziej komfortowy układ jest taki, w którym w jednym mieszkaniu znajdują się przedstawiciele najwyżej dwóch pokoleń, w tym jednego niedorosłego. To nie są żadne psychologiczne bzdety, tylko goła życiowa prawda - najfajniej jednak zwykle jest parze albo parze z dzieciakami. Nie z teściami, ciotkami, siostrami czy szwagrami.

      Tymczasem na Roosevelta w szczytowym okresie znajdują się przedstawiciele czterech pokoleń. I to moim zdaniem nie jest ani zdrowe, ani komfortowe. Moim prywatnym zdaniem - straszne, ale możliwe, że to ja mam jakiś silny instynkt terytorialny.

      I wielokrotnie wspominany drobiazg - jedna łazienka na osiem-dziewięć osób jest wybitnie niekomfortowa. W przypadku lekkiego zatrucia albo zgoła choroby - jest wręcz zabójcza. Dostęp do prysznica jak na PRL-owskich koloniach.
      Swoją drogą, ciekawa jestem, jak wyglądają tam wieszaki na ręczniki...
      --
      http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
      • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 10:05
        e, mieszkałam też kiedyś w cztery pokolenia i nie było źle. fakt, było może mniej tłoczno. Polacy zresztą mają bogate doświadczenia w tym zakresie, na wsiach do dziś tak się mieszka - babcia + rodzice+ dzieci+ nieożenione rodzeństwo. mieszkanie w góra dwa pokolenia razem to nowy wynalazek i trudno to właściwie porównywać, bo to zupełnie różne modele życia. i tak najważniejsze jest to by każdy miał własny kąt i prywatność, żeby można było przenocować gościa, żeby w razie większego zgromadzenia gości nikomu zanadto nie wchodzić w paradę.

        będę się upierać przy tych łazienkach - byłam kiedyś w dużym mieszkaniu w kamienicy w Paryżu. na 5 pokoi przypadały 4 łazienki (jedna przemieniona w pralnię i pomieszczenie gospodarcze). dwa z tych pokoi to był salon i gabinet.
        --
        Spacerowiczka
        • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 10:13
          mieszkanie w góra dwa pokolenia razem to nowy wynalazek

          Żyję już kilkadziesiąt lat i jak dla mnie, jest to norma, a nie żaden wynalazek. Owszem, na wsiach żyje się wielopokoleniowo, ale też i w domach budowanych z odpowiednim zapasem, żeby pomieścić właśnie i babcię w jakimś pokoiku przy kuchni (albo i nie :() i ożenionego syna na piętrze z osobnym wejściem. A propos zaś tego ostatniego, to nie ma tygodnia, żeby na forum "emama" czy "młode mężatki" nie pojawił się post typu: mieszkamy nad teściami, mamy osobne mieszkanie, ale teściowa ciągle wchodzi do nas bez pukania, sprawdza, jak mam poukładane w szafach i daje dobre rady.
          --
          A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
          • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 10:24
            kilkadziesiąt lat to nic w porównaniu z kilkoma wiekami doświadczeń multipokoleniowych. kiedyś ludzie nie mieli takich dużych domów (nie licząc dworków). do dziś np. na Lubelszczyźnie czy Podlasiu stoją małe drewniane domki, zamieszkane prawdopodobnie przez pojedyncze babcie czy emeryckie pary, ale kiedyś na pewno była tam dużo tłoczniej. jeszcze po wojnie po kilka osób spało/ mieszkało w jednej izbie. to o czym piszesz, to zderzenie starego kolektywizmu z nowym indywidualizmem. starsze pokolenie wciąż ma dużo mniejsze pragnienie prywatności. taka teściowa prawdopodobnie nie uważa że grzebanie w szafach w jej własnym domu to łamanie czyjejkolwiek prywatności, a u siebie przecież nie będzie pukać, zresztą czego ci młodzi się wstydzą? w każdym razie słowo "kołchoz' znakomicie pasuje do sytuacji na Roosevelta 5.
            --
            Spacerowiczka
            • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 10:37
              Ale Borejkowie żyją tu i teraz, a ich sytuacja mieszkaniowa w latach 1977 - 20... jest w zasadzie niezmienna, bo cały czas na kupie z jedną łazienką mieszka co najmniej 6 osób. Oczywiście zgadzam się, że to kołchoz, ale nie zgadzam się z oceną takiej sytuacji w perspektywie kilkusetletniej. Owszem, mieszkania wielopokoleniowe były setki lat normą, ale od jakichś kilkudziesięciu lat w wielkomiejskim środowisku inteligenckim normą być zaprzestały, zwłaszcza w ciągu ostatnich lat 20, gdy uzyskanie własnego lokum przestało być uzależnione od (lista przykładowa i niewyczerpująca): przynależności partyjnej i stopnia gorliwości działania tamże, znajomości w spółdzielni mieszkaniowej, możliwości uzyskania cennych dewiz, aby wejść w posiadanie lokum drogą kupna itd. A to jest środowisko Borejków właśnie i dlatego ocenianie ich sytuacji w perspektywie aż tak wieloletniej jest co nieco nietrafne.
              --
              A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
              • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 11:11
                sytuacja mieszkaniowa Borejków jest mało realna, ale odnosiłam się głównie do zdania, że jedynie słuszną i zdrową psychicznie opcją jest rodzina nuklearna. bo wciąż są żywe inne modele, również w wielkomiejskich rodzinach inteligenckich. Mila i Ignac, jak również sama MM mogą mieć mniejszą potrzebę prywatności, ale ich dzieci, Gaba z nowym mężem czy pracująca w szkole Natalia - powinny dążyć do wyprowadzki, żeby było realistycznie. przy czym w ostatnim tomie, moim zdaniem, jest już w miarę normalnie - czteropokojowe duże mieszkanie zajmuje małżeństwo z dwójką dzieci + dziadkowie. (tylko gdzie do cholery podziała się łazienka po Szczepańskiej?)
                --
                Spacerowiczka
                • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 11:20
                  Skoro jednak młodsze pokolenie - Gaba z mężem i dziećmi czy Natalia, powinni dążyć do wyprowadzki, nie potwierdza to przypadkiem słuszności tego, że dobrą (bo zdrową psychicznie) opcją jest właśnie rodzina nuklearna? ;)
                  --
                  A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                  • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 11:40
                    napisałam, że powinny dążyć do wyprowadzki, żeby było realistycznie. bo teraz jest trend, żeby młode rodziny i dorośli pracujący ludzie mieszkali oddzielnie. bo łatwiej kupić lub wynająć mieszkanie niż kiedyś. bo statystycznie rzecz biorąc, Nutria i Gaba &Grześ powinni chcieć iść na swoje (Nutria nawet miała gotówkę na mieszkanie, ale rozeszło się po kościach). nie wynika z tego, że rodzina nuklearna jest jedyną zdrową psychicznie opcją.
                    --
                    Spacerowiczka
                    • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 12:04
                      Ale przecież ten trend nie jest znikąd, czy z lektury kolorowych pism, czy dlatego, że koleżanka tak zrobiła, więc ja też, tylko właśnie dlatego, że mieszkanie w rodzinie wielopokoleniowej w dość ciasnym mieszkaniu z jedną łazienką jest niezdrowe psychicznie, a możliwości przeprowadzki do mniej czy bardziej własnych czterech ścian są znacznie większe niż kiedyś!

                      Mnie się zdaje, że może rodzina nuklearna jest nie tyle jedyną zdrową psychicznie opcją, ile alternatywa, czyli rodzina wielopokoleniowa, jest wyjściem na dłuższą metę psychicznie niezdrowym. To znaczy może to i działa, gdy dzieci są malutkie, wtedy faktycznie, wygodnie, że można liczyć na pomoc przy nich ze strony najstarszego pokolenia. Ale przychodzi czas, gdy te dzieci dorastają, chcą np. zapraszać do domu koleżanki, oglądać późno telewizję, z kolei dziadkowie wolą pójść spać wcześniej (albo przeciwnie, nie mają już potrzeby tyle spać, ale za to mają problemy ze słuchem, więc chcą sobie pooglądać telewizję czy posłuchać radia, póki nie śpią ;)), w środku tego rodzice zderzający się rano w drodze do łazienki z najmłodszym pokoleniem i w zasadzie w pewnym sensie pozbawieni jakiejś swojej przestrzeni życiowej, skoro mieszkanie jest dziadków. Dlatego powinna istnieć cezura w postaci jak najwcześniejszej wyprowadzki samodzielnych życiowo ludzi z domu rodziców, inaczej mamy coś zdecydowanie dla zdrowia psychicznego niepożądanego.

                      --
                      A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                      • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 12:48
                        różnie dobrze można powiedzieć, że niezdrowo psychicznie jest, gdy siedemdziesięciolatek mieszka sam. nie zgadzam się też, każdy samodzielny finansowo powinien jak najwcześniej wyprowadzić się od rodziców. mogę jedynie powiedzieć że w moim przypadku, jak i wśród wielu moich znajomych, to się sprawdziło. mam jednakże znajomych, którzy nigdy się nie wyprowadzili i mieszkają w sporych mieszkaniach z jednym lub dwojgiem rodziców, i to również się sprawdza (nikomu nie brakuje pieniędzy na drugie mieszkanie). nie widzę nic złego w tym, że ktoś mieszka z rodzicami a w przyszłości odziedziczy mieszkanie. rzecz nie w tym, kto z kim mieszka, ale czy nie wchodzą sobie w paradę, radio nie zagłusza telewizora, byle gość jest problemem dla wszystkich i nawet raz na ruski rok nie można się powylegiwać w wannie.

                        trend wyprowadzkowy? nagle tysiące ludzi wykrzyknęło: "eureka! mieszkanie ze starymi, szwagrem i sublokatorem jest niezdrowe psychicznie"? :) powiedziałabym raczej, że trendy są kształtowane przez masę czynników, zmienia się styl życia, zmienia sie sytuacja makroekonomiczna itp. to rodzina się do tego dostosowuje. rodzina wielopokoleniowa sprawdzała się na wsi przy prowadzeniu przesiębiorstwa zwanego gospodarstwem rolnym. przeniosła się z konieczności do małych mieszkań miejskich i tu okazało się, że ten model nie zawsze funkcjonuje. a teraz go łatwiej niż kiedykolwiek rozbić na rodziny nuklearne i gospodarstwa jednoosobowe, co też się dzieje.

                        a wracając do Jeżycjady. ja bym kupiła model Borejków, gdyby on był sensowniej przedstawiony. bo takie rodziny są. a tu w opisie stoi, że wszyscy szczęśliwi, choć gdy się przyjrzeć, to wszyscy siedzą sobie na głowie, a cała masa oczywistych kwestii nie istnieje.
                        --
                        Spacerowiczka
                        • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 13:00
                          Trendem jest właśnie sytuacja ekonomiczna. W środowisku miejskim, gdzie nie prowadzi się wspólnej działalności gospodarczej "pod jednym dachem" tak jak na wsiach, model wielopokoleniowy po prostu nie funkcjonuje, bo nie ma sensu, dlatego normą jest wyprowadzka, a nie sprowadzka jak u Borejków.
                          --
                          A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                        • dakota77 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 11:50
                          Ale jak to "nie wchodza sobie w parade"? To nie tylko o to chodzi. Dorosla kobieta i jej maz mieszkaja po slubie u rodzicow ktoregos nich. Tak, na pewno jakos dogadali sie co do zasad. No ale w domu sa dwie panie domu, kazda ma swoje chocby kuchenne zwyczaje. Jedna uznaje tylko kuchnie polska, mlodsi jedza tylko wloska. Ktora wygrywa?
                          Ja mam bardzo dobre relacje i z mama, i z tesciami, ale z zadna strona nie chcialabym musiec mieszkac. Nie jestem nastolatka, mam swoje zycie i chce je moc po swojemu przezywac.

                          Mieszkac z rodzicami, gdy sie jest doroslym, mozna okresowo, w przypadku jakichs powaznych problemow, ale na stale? Zgroza.


                          --
                          "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
                      • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 14:29
                        > Mnie się zdaje, że może rodzina nuklearna jest nie tyle jedyną zdrową psychiczn
                        > ie opcją, ile alternatywa, czyli rodzina wielopokoleniowa, jest wyjściem na dłu
                        > ższą metę psychicznie niezdrowym.

                        to bardzo błędne założenie. jest to równie dobry model jak rodzina nuklearna. wystarczy sobie odpowiednio poukładac relacje, co w gronie dosc inteligentnych osób jest nietrudne do osiągnięcia.

                        > Dlatego powinn
                        > a istnieć cezura w postaci jak najwcześniejszej wyprowadzki samodzielnych życio
                        > wo ludzi z domu rodziców, inaczej mamy coś zdecydowanie dla zdrowia psychiczneg
                        > o niepożądanego.

                        ale zdajesz soie sprawe ze ludzie sa rózni i niekoniecznie to samo równo jest dla wszystkich dobre? ;)
                        • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 14:39
                          wystarczy sobie odpowiednio poukładac relacje, co w gronie dosc inteligentnych osób jest nietrudne do osiągnięcia.

                          Obawiam się, że nawet najlepiej poukładane relacje w najbardziej inteligenckiej rodzinie będą się miały nienajlepiej w konfrontacji z jedną łazienką, do której grono owych inteligentnych osób przypuszcza szturm w godzinach rannych, bo wszak każdy idzie rano do pracy (z doświadczeń własnych: praca w domu też nie oznacza, że poranny prysznic nie jest potrzebny). Podobnie w przypadku konfrontacji dwóch czy więcej osób z jedną kuchenką i lodówką, jednym telewizorem (choć dzisiaj to już nie norma akurat), włączoną non stop, a zatem pożerającą prąd zmywarką itd.
                          --
                          A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                          • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 14:57
                            oj juz nie przesadzajmy. po pierwsze nie kazdy idzie tam rano do pracy (ci co zostają mogą wziąc prysznic później, jak juz reszta wyjdzie), po drugie - to ze "wszyscy wychodzą na ósmą" nie znaczy ze wszyscy wstają o tej samej porze i o tej samej porze rzucają się na wannę, po trzecie - problemów z rozdysponowaniem telewizora, kuchenki, a juz zwlaszcza lodówki nie widzę żadnych.
                            • the_dzidka Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:54
                              > to ze
                              > "wszyscy wychodzą na ósmą" nie znaczy ze wszyscy wstają o tej samej porze i o t
                              > ej samej porze rzucają się na wannę

                              Nieno, ja przepraszam, ale do ciężkiej deutery, to znaczy, że o której wstają, żeby nie rzucać się o tej samej porze na wannę?

                              Wyobraźmy sobie, jak to było jeszcze gdy mieszkała z nimi Pyza i Natalia. I że rano powiedzmy we wtorek "wszyscy mają na ósmą". Poza Babi i Dziadem, oczywiście. Mamy zatem: Gabę, Grzesia, Pyzę, Laurę, Ignasia i Natalię. Załóżmy, że wszyscy muszą wyjść z domu o siódmej trzydzieści. Tak to już jest, że z domu nie wyskakuje się bezpośrednio z wanny, bo trzeba się ubrać i ew. umalować (zjeść można przed myciem). Czyli ostatnia osoba musi opuścić łazienkę, powiedzmy, siódma piętnaście. Przy założeniu, że każdemu potrzeba kwadransa na doprowadzenie się do porządku, a jest to dość skromne założenie, wygląda na to, że ci ludzie idąc na ósmą muszą wstawać pomiędzy piątą czterdzieści pięć a szóstą trzydzieści, aby się umyć. Niektórzy musza jeszcze po śniadaniu umyć zęby, nawet jeżeli generalnie wyablucjują się przed jedzeniem. Dodajcie do tego pałętającego się pod nogami Dziada I, bo przecież on musi się pałętać tam, gdzie jest rodzina. Pomijam już to, że niektóre ludzie (ja na przykład) muszą odsiusiać się porannie natychmiast po wstaniu z łóżka, żadne czekanie nie wchodzi w grę, a zatem dodatkowo wpychają się innym w łazienkową kolejkę. Jeżeli twoim zdaniem to wszystko nie jest uciążliwe, to wychodzi mi jedno: ostatnie pięćdziesiąt lat spędziłaś w moskiewskim mieszkaniu komunalnym ;)

                              • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 16:51
                                bez przesady. szybko prysznic to kwestia nie 15 minut a 5 (a i to jest długo jak na szybki prysznic), zębów nie trzeba myc samotnie, mozna razem (Gaba z Grzesiem, Pyza z Tygrysem - generalnie nie sądzę żeby ktoś robił problem z tego ze drugi ktos mu wlazł w trakcie szczotkowania paszczy). śniadanie jedzą w tak zwanym międzyczasie, spotykając sie przy stole w składzie licznym, acz zróżnicowanym składem. w ciągu godziny spokojnie sa w stanie oporządzi się i wyjsc z domu. pierwsza osoba wstaje o 6.30 i wio.
                                Ty się musisz odsiusiac (swoja drogą mój mąż też, ciekawe zjawisko), ale moze Borejkowie nie muszą ;)
                                uciązliwe nie jest jakos specjalnie. jesli potrafi się zorganizowac całe piętro akademika gdzie na 30 osób sa dwie kabiny prysznicowe to nie widze problemu żeby normalna rodzina nie mogła.
                                • kissed_by_fire Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 17:02
                                  5 minut to nie wtedy, kiedy ktos np. rano myje wlosy, wciera odzywke. 5 minut to wylacznie prysznic, bez zadnych dodatkowych efektow kosmetycznych. Z ksiazki wiemy, ze Borejkowny z luboscia uzywaja ziolowych czy morelowych odzywek co najmniej. Dodatkowo oprocz siusiu ludzie tez sie wyprozniaja, ze tak niemilo przypomne. Ja sobie nie wyobrazam jednej lazienki na tyle osob - zwlaszcza wliczajac w to dorosle niewiasty. A Borejkowny, procz Gaby byc moze, calkiem lubia sie wystroic, wykapac (Pulpa), nawilzac swe wlosy i tak dalej.
                                • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 18:43
                                  dziennik-niecodziennik napisała:

                                  > bez przesady. szybko prysznic to kwestia nie 15 minut a 5 (a i to jest długo ja
                                  > k na szybki prysznic),

                                  Chyba w zakładzie karnym...

                                  Nie wyobrażam sobie, żebym codziennie na poranną toaletę mogła przeznaczyć tylko 5 minut (a i tak było to uważane za "długo"). Samo suszenie włosów zajmuje co najmniej tyle.

                                  Wykonywania toalety pod okiem i łokciem ojczyma i ciotki też sobie nie wyobrażam. Ani 6 osób myjących na komendę zęby nad jedną umywalką. Toż to senny koszmar, a nie normalny dom! To, co ty opisujesz, to są właśnie kołchoźnicze warunki i wymagania.

                                  W ogóle nie wyobrażam sobie nawet dłubania w zębach przy ludziach, bo dla mnie zaglądanie sobie rano do paszczy, manipulowanie nicią, wywalanie języka i szorowanie go szczotką to są jednak dość intymne czynności, które niekoniecznie chciałabym robić publicznie. Na przykład przy cudzym mężu.

                                  --
                                  "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                  • dziennik-niecodziennik Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 19:34
                                    o Jezu, a Ty jak zwykle w przesadę.
                                    nie napisałam że mają myc zęby na komendę i przy obcym męzu, ale że mąż z żoną, albo siostry razem. nie widze w tym problemu, my mamy dwie łazienki, a i tak często użytkujemy jedną (mąż prysznic, ja zęby, albo i oboje razem zęby nad jedną umywalką). podobnie w domu rodzinnym zdarzało mi się myc zęby razem z bratem w łazience, albo on się golił a ja myłam zeby itd, a do kołchozu było tam daleeeeeeko.
                                    nie dla kazdego mycie zębów to czynnośc intymna na równi z wypróznieniem.
                                    włosy mozna myc niekoniecznie rano, a suszyc mozna w pokoju, nie trzeba w łazience, i sądzę że tak wlasnie dziewczyny robiły.
                                    • agni_me Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 19:57
                                      No właśnie, robiły, w końcu były umyte, wysikane i wypięknione. Tylko - umyka ci to wyjątkowo łatwo - warunki, które musiały spełnić, żeby się umyć, wysikać, wypięknić i nie spóźnić były kołchozowe (zaklepywanie miejsca, wstawanie odpowiednio wcześniej, ściskanie nóżek, żeby wysikać się w przerwie między jednym ablucjentem a drugim, dramaty, jeśli ktoś, nie dajcie bogowie, miał biegunkę czy wymioty). I dlatego mówimy o kołchozie.
                                      --
                                      ja uwazam ze to wybitny pisarz...a mam wyzsze wyksztalcenie (f. Książki)
                                  • croyance Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 20:54
                                    ORGANIZACYJNIE to sie da zrobic, ale psychologicznie jednak byloby meczace. Czlowiek chce miec te kilka minut dla siebie, polezec w wannie po ciezkim dniu i poczytac, wyprobowac nowa odzywke do wlosow, poplakac pod prysznicem, czy chociazby posiedziec spokojnie na kibelku. I to jest IMO problem, a nie nawet logistyka mycia, bo to sie da jakos zorganizowac - pytanie tylko, po co?
                                    --

                                    Sprawdz, co slychac w Narnii
                                    • croyance Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 21:00
                                      Mnie osobiscie trudno byloby sie przyzwyczaic do dlugoterminowego (nie mowie o krotkich wyjazdach) zycia w warunkach, w ktorych czlowiek - za pozwoleniem - pierdnac sobie spokojnie nie moze. Wlasnie o taka swobode chodzi, a u Borejkow jej nie ma. To samo ze spaniem w tym samym pokoju, co inni ludzi - mnie tez to na krotka mete nie przeszkadza w, powiedzmy, schronisku w gorach, ale na co dzien jednak psychicznie daloby mi w kosc.
                                      --

                                      Sprawdz, co slychac w Narnii
                                      • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 21:33
                                        > To samo ze spaniem w tym samym pokoju, co inni ludzi - mnie tez to na
                                        > krotka mete nie przeszkadza w, powiedzmy, schronisku w gorach, ale na co dzien
                                        > jednak psychicznie daloby mi w kosc.

                                        A Gaba sypiała przez całe swoje życie w kilka osób w jednym pokoju. Może ona ma po prostu tak kołchozowe nawyki, że już nie rozumie, że to nie jest normalne, żeby spać na podłodze na karimacie w pokoju własnych córek. Albo kochać się z mężem z synem za parawanem.

                                        Swoją drogą, gdzie sypiał Pyziak? Też na karimacie na podłodze?


                                        --
                                        "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                          • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 22:17
                                            > pewnie idusia musiała dogęścić pokój nutrii i pulpy. pewnie była szczęśliwa.

                                            A była już wtedy, zauważmy, dorosłą kobietą. 18-latka, przestawiana z kąta w kąt, przekwaterowana do pokoju dziecinnego razem z podręcznikami do tej swojej medycyny, toną skryptów, całym życiem. Dorosła kobieta, mieszkająca kątem w pokoiku młodszych sióstr, obu w wieku szkolnym, obu -- mających swoje obowiązki i wymagania edukacyjne.

                                            Jak to nie jest kołchoz, to ja nie wiem, co jest.


                                            --
                                            "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                • kkokos Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 20:27
                                  zębów nie trzeba myc samotnie, mozna razem (Gaba z Grzes
                                  > iem, Pyza z Tygrysem - generalnie nie sądzę żeby ktoś robił problem z tego ze d
                                  > rugi ktos mu wlazł w trakcie szczotkowania paszczy).

                                  i to jest dla mnie właśnie kołchoz
                                  • anutek115 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 21:02
                                    kkokos napisała:

                                    > zębów nie trzeba myc samotnie, mozna razem (Gaba z Grzes
                                    > > iem, Pyza z Tygrysem - generalnie nie sądzę żeby ktoś robił problem z teg
                                    > o ze d
                                    > > rugi ktos mu wlazł w trakcie szczotkowania paszczy).
                                    >
                                    > i to jest dla mnie właśnie kołchoz

                                    Dokładnie to chcialam napisać! "Na przysznic pięć minut, zęby można myc wspólnie, rozpiske zrobić, bo nie codziennie każdy wychodzi na ósmą, włosy można suszyc gdzie indziej niz w łazience"... Owszem, mozna tak żyć. Owszem, można to nawet akceptować. Ale to JEST życie w kołchozie. Albo w komunałce.


                                    --
                                    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
                                    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
                                  • filifionka-listopadowa Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 12:58
                                    Przecież opisana jest scena z korkiem do łazienki:
                                    Gabrysia jest zawsze taka spokojna, taka promienna - unosił się rozczulony dyrektor Hajduk, a Laura uśmiechnęła się krzywo pod zaśnieżonym nosem, przypominając sobie dzisiejszą scenę poranną, kiedy to mama z okrzykiem „cholera jasna!" walnęła pięścią w drzwi łazienki. No, dobrze, przypuśćmy, że spieszyła się do pracy, ale ona, Laura, też się spieszyła, do szkoły, a wiadomo, że nie mogła wyjść z nieumalowanymi rzęsami. Są chwile, kiedy mama niczego nie rozumie.

                                    U mnie przy 4 osobach robił się czasem korek i male przepychaniny, gdy akurat wszyscy musieli wyjść z domu miedzy 8 a 9 rano.
                                    --
                                    Każda dostatecznie zaawansowana technologia niczym szczególnym
                                    nie różni się od magii.
                                    A. C. Clark
                                    • deszcz.ryb Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 13:29
                                      [i]No, dobrze, przypuśćmy, że spieszyła s
                                      > ię do pracy, ale ona, Laura, też się spieszyła, do szkoły, a wiadomo, że nie mo
                                      > gła wyjść z nieumalowanymi rzęsami. Są chwile, kiedy mama niczego nie rozumie.[
                                      > /i]

                                      A ja nie rozumiem, po jakiego grzyba Laura MUSIAŁA malować te rzęsy akurat w łazience? Ten problem rozwiązałoby średniego rozmiaru lustro, zawieszone w jej pokoju.

                                      Wydawałoby się, że - przy takim oblężeniu jedynej łazienki - domownicy wykonują tam jedynie te czynności, których nie da się przenieść w żadne inne miejsce [jak np. kąpanie]. Nawet takie mycie zębów można od biedy i w pośpiechu uskutecznić nad zlewem w kuchni, a cóż dopiero zwykłe malowanie rzęs i makijaż.
                                      • jottka Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 13:40
                                        bo ona pewnie miała - choć nie wiadomo skąd, zważywszy opisany kołchoz - durne nawyki wykonywania kompletnej toalety w łazience:) też maluję rzęsy w łazience, acz wiem, że można na przykład przy lustrze na korytarzu. ale nie lubię:)
                                      • kkokos Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 13:42
                                        Nawet takie mycie zębów można od biedy i w pośpiechu uskuteczn
                                        > ić nad zlewem w kuchni,

                                        można też umyć zęby w szkolnym kiblu, w pracy czy tez w kiblu na dworcu, jeśli ktoś dojeżdża do pracy pociągiem, prawda?
                                        więc rzeczywiście, w czym problem?
                                        • deszcz.ryb Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 14:01
                                          > można też umyć zęby w szkolnym kiblu, w pracy czy tez w kiblu na dworcu, jeśli
                                          > ktoś dojeżdża do pracy pociągiem, prawda?
                                          > więc rzeczywiście, w czym problem?

                                          Nie no, problem jest; ja się tylko zastanawiam, dlaczego - skoro wszyscy siedzą razem na kupie i muszą korzystać z jednej łazienki - nie usprawnią sobie życia w jakikolwiek sposób; choćby tym myciem zębów w kuchni czy malowaniem się gdziekolwiek-tylko-nie-w łazience.
                                          • klawiatura_zablokowana Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 15:57
                                            Tu się podpisuję - jak się u mnie w domu trzy dorosłe baby naraz szykowały do rannego wyjścia, to łazienka służyła ściśle i jedynie do ablucji, makijaże odbywały się w przedpokoju. Wymuszała to konieczność, a jak któraś zablokowała łazienkę malowaniem rzęs, to panowała powszechna zgoda, że reszta ma moralne prawo ją wyrzucić do innego lustra ;)

                                            --
                                            Z życia małżeństwa mieszanego
                                            • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 16:30
                                              No, a dopiero co w innym wątku pomstowano na Laurę, że dezodorant to powinna w ŁAZIENCE trzymać, a nie siostrę budzić!

                                              Idusia, Patrycja i cała reszta kołchozu też wszystkie kosmetyki trzymają w łazience. Nie wiadomo, po co i na co. A potem narzekają, że siostrzenica się psika ich perfumami.

                                              Spójrzmy prawdzie w oczy, u Borejków NIE MA takiego miejsca, gdzie można by co rano przygotować się do wyjścia, nie nadeptując komuś na odcisk. Albo się nieczule obudzi siostrę, złośliwie używając dezodorantu we własnym pokoju, albo zablokuje łazienkę, złośliwie NIE malując rzęs we własnym pokoju...

                                              Chociaż Borejkowie mają chyba piwnicę -- to może tam powinna Laura Pyziak mieć toaletkę.


                                              --
                                              "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                        • mmoni Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 23.08.12, 14:18
                                          Ta dyskusja zjeżdża w rejony skeczu Jasia Fasoli (przepraszam, jakość nienajlepsza)


                                          --
                                          Nika

                                          "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
                                      • filifionka-listopadowa Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 13:44
                                        Bo spała w jednym pokoju z Róża? Ciemny, zimowy poranek, mało światła w pokoju i robienie makijażu? Dla mnie kiepski pomysł. A zapalanie światła by lepiej widzieć swoją twarz mogło by obudzić Różę.
                                        --
                                        Każda dostatecznie zaawansowana technologia niczym szczególnym
                                        nie różni się od magii.
                                        A. C. Clark
                                        • deszcz.ryb Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 14:03
                                          > Bo spała w jednym pokoju z Róża? Ciemny, zimowy poranek, mało światła w pokoju
                                          > i robienie makijażu? Dla mnie kiepski pomysł. A zapalanie światła by lepiej wid
                                          > zieć swoją twarz mogło by obudzić Różę.

                                          O rany, zapomniałam o Róży, masz rację [w takim wypadku mogłaby coś kombinować - bo ja wiem? - z lustrem w przedpokoju? W każdym razie ja bym tak zrobiła - nie blokowałabym łazienki tylko po to, żeby się umalować; starałabym się to zrobić w innym miejscu].
                                      • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 13:47
                                        > A ja nie rozumiem, po jakiego grzyba Laura MUSIAŁA malować te rzęsy akurat w ła
                                        > zience? Ten problem rozwiązałoby średniego rozmiaru lustro, zawieszone w jej po
                                        > koju.

                                        A co rozwiązałoby problem koszmarnego wścibstwa i donosicielstwa kwitnącego w domostwie Borejków...?

                                        Wyobrażasz to sobie, że masz te 15 lat, chcesz sobie cichcem pomalować rzęsy, a tu z jednej strony potępiający wzrok i pełna oburzenia mina grzecznej Różyczki, a z drugiej szpiegujący wzrok Ignasia, który za chwilę rozedrze się z satysfakcją, jak to cię przyłapał na niedozwolonej czynności toaletowej, o, jaki z niego Szerlok Hołms!

                                        Nie, dziękuję, ja też bym malowała w łazience.

                                        Oczywiście można zapytać, czy Laura w ogóle musiała malować rzęsy. Otóż nie musiała. Mogła mieć zresztą wystawiony nocniczek do pokoju i do niego się odsiusiwać. Prysznic mogła brać w szkole. Pięty szorować na basenie. Peelingu robić też nie musiała, toż to rozpusta. W ogóle ta łazienka nikomu nie była potrzebna, bo na upartego to każdy mógł wszystko zrobić poza łazienką, na przykład za pomocą miednicy w kuchni i słoika z przykrywką pod kołdrą.

                                        Tylko że to jest właśnie kołchoźnictwo.

                                        --
                                        "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                        • deszcz.ryb Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 14:11
                                          > A co rozwiązałoby problem koszmarnego wścibstwa i donosicielstwa kwitnącego w d
                                          > omostwie Borejków...?

                                          Ależ ja nie chcę rozwiązywać problemu donosicielstwa i wścibstwa Borejków ;) , zaproponowałam tylko rozwiązanie, które mogłoby chociaż w minimalnym stopniu rozładować tłok przy łazience.

                                          > Wyobrażasz to sobie, że masz te 15 lat, chcesz sobie cichcem pomalować rzęsy, a
                                          > tu z jednej strony potępiający wzrok i pełna oburzenia mina grzecznej Różyczki
                                          > , a z drugiej szpiegujący wzrok Ignasia, który za chwilę rozedrze się z satysfa
                                          > kcją, jak to cię przyłapał na niedozwolonej czynności toaletowej, o, jaki z nie
                                          > go Szerlok Hołms!

                                          Jak miałam 15 lat, to malowałam się już pełnoprawnie; Laura chyba też? [ale tu nie będę się kłócić; nie pamiętam, kiedy Laura mogła się "legalnie" malować; ale przypuszczam, że często to potajemnie robiła].


                                          > Tylko że to jest właśnie kołchoźnictwo.

                                          A czy ja twierdzę, że nie jest? Przecież to jasne, że problem z tłokiem przy łazience rozwiązałaby jedynie wyprowadzka paru osób; ale na to się jakoś nie zanosi.

                                          Pisałam tylko, co JA bym zrobiła, żeby w takiej sytuacji moja wizyta w łazience przebiegała jak najkrócej - otóż przeniosłabym się z makijażem gdzie indziej.
                                          • deszcz.ryb Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 14:22
                                            A dlaczego w ogóle makijaż musi być wykonywany w łazience? Byłoby to zrozumiałe, jeżeli tam byłoby największe lustro/ najlepsze światło/najwięcej miejsca itp. Tymczasem nie wiemy, czy Borejkowie maja tam taką idealną sytuację; do tego do łazienki ciągle ktoś się dobija - nie ma chwili spokoju, żeby się pomalować.

                                            Wg. mnie najrozsądniej byłoby, gdyby Laura miała w pokoju lustro [a jakby znalazło się miejsce na całą toaletkę, to w ogóle byłby luksus ;) ] i tam uskuteczniała swoje zabiegi upiększające [pewnie rzeczywiście przeszkadzałaby Róży, ale pamiętam scenę, w której Laura absolutnie nie przejmuje się rozbudzoną siostrą i maluje się, psika perfumami itp.].
                                            • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 15:00
                                              deszcz.ryb napisała:

                                              > A dlaczego w ogóle makijaż musi być wykonywany w łazience?

                                              BO LAURA JEST WREDNA CÓRKA PYZIAKA! Ot dlaczego. Bo przecież ona te rzęsy maluje tylko po to, żeby złośliwie matki do łazienki nie dopuścić. Serio, serio, taka jest wymowa tej sceny.

                                              Gdyby Laura malowała rzęsy przed lustrem w przedpokoju, to nie byłaby dostatecznie Pyziacza i podła, bowiem zbyt mało przeszkadzałaby mamusi.

                                              Bo też zauważcie, że inne, niepyziacze nasienia nie powodują żadnych korków ani problemów z życiem w tym kołchozie i korkami w tej łazience. Ergo, to tylko stalowe oczka i ogólna wredota Laury są źródłem konfliktu i zdenerwowania Gaby, bynajmniej nie fakt, że stado osób ma do dyspozycji tylko jedną łazienkę z kibelkiem.

                                              --
                                              "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
                                            • kkokos Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 19:05
                                              deszcz.ryb napisała:

                                              > A dlaczego w ogóle makijaż musi być wykonywany w łazience? Byłoby to zrozumiałe
                                              > , jeżeli tam byłoby największe lustro/ najlepsze światło/najwięcej miejsca itp.

                                              ależ przypomnijmy sobie, moje drogie, rzeczy e-le-me-nta-rne: makijaż wykonujemy w takim świetle, w jakim będziemy się w nim pokazywać. czyli jeśli jest maj, malujemy się do pracy przy świetle dziennym, jeśli jest połowa deszczowego grudnia, malujemy się do pracy w świetle sztucznym.
                                              mało kto ma świetnie oświetlone lustro w przedpokoju - zwykle tam jest górne światło albo słabo świecące kinkieciki. to łazienki nie przebije. w dodatku jak to jest np. długa kicha ze światłem górnym, to masz oświetloną połowę twarzy, a drugą nie. no a światło dziennie to tam w ogóle jest zwykle symboliczne.
                                              z kolei w świetle dziennym najlepiej - na logikę - malować się w sypialni. z tym że są wyjątki, bo np. w mieszkaniu mojej matki w klasycznej kamienicy w sypialni było znacznie ciemniej niż w kuchni, gdzie był szeroki parapet, na którym wygodnie stawiałam lusterko, a światło padało równo na całą twarz.

                                              laurka zdaje się miała w pokoju drzwi balkonowe (zabijane potem przez dziada ignaca), więc nawet tego parapetu do postawienia lustra brakło...
                                          • anutek115 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 14:53
                                            deszcz.ryb napisała:

                                            > Jak miałam 15 lat, to malowałam się już pełnoprawnie; Laura chyba też? [ale tu
                                            > nie będę się kłócić; nie pamiętam, kiedy Laura mogła się "legalnie" malować; al
                                            > e przypuszczam, że często to potajemnie robiła].

                                            Jak ja miałam 15, to się nie malowałam wcale :), a z tego, co pamiętam, Laura te rzęsy malowała nielegalnie (co pozwala przypuszczać, że dobrze widziane to nie było), cudzymi kosmetykami. Wiem, że ona nie z tych przejmujących się, ale raczej wątpię, czy pozwolilaby sobie stosować "pożyczone" kosmetyki w przedpokoju ;D, a we wlasnym pokoju trzymac ich nie mogła.

                                            Natomiast w sytuacji "kolejki do lazienki" robienie makijazu poza łazienką jest rozsadnym (a sądzę, że wręcz jedynym) wyjsciem i moglaby to robić chociażby Ida (dysponująca we wlasnej sypialni bladofioletową czy tam różową toaletką, zapewne z lustrem, ale nie wiadomo po co, dodajmy, skoro te perfumy, co je Laura "pożycza" stoją w łazience...)...


                                            --
                                            W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
                                            dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
                                      • filifionka-listopadowa Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 15.07.12, 15:08
                                        jop napisała:

                                        > >A. C. Clark
                                        >
                                        > Offtopicznie: Clarke.

                                        Oj... masz racje. Dziękuję! Musiałam źle wkleić. W ramach pokuty pójdę usmażyć morszczuka w garnku śpiewając równocześnie:"Wstań, powiedź: nie jestem sam..."
                                        --
                                        Jeśli jest ci źle- przytul mocno kota.
                                        I to wszystko. Teraz źle jest kotu.
                              • anutek115 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 19:34
                                the_dzidka napisała:

                                > > to ze
                                > > "wszyscy wychodzą na ósmą" nie znaczy ze wszyscy wstają o tej samej porze
                                > i o t
                                > > ej samej porze rzucają się na wannę
                                >
                                > Nieno, ja przepraszam, ale do ciężkiej deutery, to znaczy, że o której wstają,
                                > żeby nie rzucać się o tej samej porze na wannę?
                                >
                                > Wyobraźmy sobie, jak to było jeszcze gdy mieszkała z nimi Pyza i Natalia. I że
                                > rano powiedzmy we wtorek "wszyscy mają na ósmą". Poza Babi i Dziadem, oczywiści
                                > e. Mamy zatem: Gabę, Grzesia, Pyzę, Laurę, Ignasia i Natalię. Załóżmy, że wszys
                                > cy muszą wyjść z domu o siódmej trzydzieści.

                                Ależ przypomnijcie sobie scenę z "Szóstej klepki", gdy świtem wstaje jedynie Żaczek. Mimo to są pieriepały (zdarzajace sie dość często, jak wynika z lektury), a to wody nie ma, a to senior rodu wykorzystuje chwilę, gdy łazienka stoi pusta, a za chwilę wstanie Cesia, wyjątkowo tylko ona... Trzy osoby tę łazienkę wykorzystują/ mają zamiar wykorzystać w godzinach raznnych, i już sie robi zastój. To co mówić o siedmiu, w tym o dzieciach ("mamo, a on!!!" "mamo, a ona wzięła moje rajstopy!!!", "mamooo, a gdzie jest ręcznik?", "mamo, jak muszę siusiu, a ona nie chce na chwile wyjść!!!").

                                Rzeczywiście, co to za problem, jedna lazienka...

                                Jeżeli twoim zdaniem to wszystko nie
                                > jest uciążliwe, to wychodzi mi jedno: ostatnie pięćdziesiąt lat spędziłaś w mos
                                > kiewskim mieszkaniu komunalnym ;)
                                >


                                --
                                W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
                                dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
                              • morekac Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 02:18
                                Może to jak z tym "ja to proszę pana, mam bardzo dobre połaczenie"?
                                " i góra 22.5- jestem z powrotem, golę się, jem śniadanie i idę spać."
                                Nieszczęsna Żaba wstawała o 5-tej rano, żeby w spokoju dokonać porannych ablucji - a do łazienki miała konkurencję w postaci rodziców i braci, czasem tylko brata...
                                --
                                -------------------------------------------------------------
                                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • ananke666 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 01:13
                          dziennik-niecodziennik napisała:

                          > to bardzo błędne założenie. jest to równie dobry model jak rodzina nuklearna. w
                          > ystarczy sobie odpowiednio poukładac relacje, co w gronie dosc inteligentnych o
                          > sób jest nietrudne do osiągnięcia.

                          Dosyć naiwne.
                          --
                          http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
                        • ding_yun Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 16.07.12, 18:21
                          > to bardzo błędne założenie. jest to równie dobry model jak rodzina nuklearna. w
                          > ystarczy sobie odpowiednio poukładac relacje, co w gronie dosc inteligentnych o
                          > sób jest nietrudne do osiągnięcia.

                          Nie wiem co inteligencja ma tutaj do rzeczy, chyba że wyłącznie emocjonalna. Poza tym "poukładanie sobie relacji" to jest najtrudniejsza rzecz pod słońcem. Ludzie żyją latami mając niepoukładane relacje z rodzicami, z dziećmi, ze współmałżonkiem obecnym lub byłym, ze szwagrem. Nawet inteligentni ludzie z doktoratami.
                          Chyba że pisząc "relacje" masz na myśli wyłącznie organizację życia rodzinnego. To rzeczywiście można sobie ułożyć spokojnie. Co więcej proza życia bywa łatwiejsza w rodzinach wielopokoleniowych gdzie zawsze jest w domu ktoś, kto posprząta, zrobi zakupy, zajmie się dzieckiem, ugotujemy choremu domowy rosołek - choćby tylko w awaryjnych sytuacjach. Można chciec wejść w taki układ nawet za cenę mniejszej prywatności czy kolejki do łazienki.
                          Ale nadal uważam, że ułożenie sobie relacji, ustalenie "stref wpływów" jest bardzo trudne. Znam wielopokoleniowe rodziny w których gospodarzami są wyłącznie dziadek i babcia. A "dzieci" nadal są dziećmi choć mają już po 40-50 lat i dorosłe/dorastające potomstwo. Nie wyobrażam sobie mieć 50 lat i nie móc zadecydowac jakie powieszę w domu zasłonki i jakie menu przygotuję dla rodziny na święta.
                          --
                          In God we trust, all others must bring data.
                    • szprota Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 17.07.12, 16:45
                      dziennik-niecodziennik napisała:

                      > ja tam nie wiem czemu np Natalia mialaby koniecznie dążyc do wyprowadzki. co za
                      > frajda wracac po pracy do pustych scian, skoro jest sie przyzwyczajonym do mie
                      > szkania w licznym gronie?... Nutria popadłaby w depresję, to pewne ;)

                      Żeby mieć święty spokój i ciszę. Natalia lubiła ciszę i spokój.
                      --
                      Szpro potępia
                • pudernicaslaska Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 00:14
                  "(tylko gdzie do cholery podziała się łazienka po Szczepańskiej?) "

                  Abo widzisz, istnieje wiece prawdopodobna mozliwosc, ze pani Szczepanska zwyczajnie tej lazienki nie miala. Sama doskonale pamietam okres dziecinstwa bezlazienkowego w kamienicy, w latach osiemdziesiatych. Kamienice, budowane zwykle w czasach, gdy higiena byla w powijakach, niekoniecznie zaopatrywane byly w luksus lazienki. Zaklaam, ze samotna pani Szczepanska miala pokoj z kuchnia i myla sie, niestety, w misce.

                  Od dawna czytam wiernie, pierwszy raz sie wypowiadam - witam wszystkich serdecznie. :)
                  • bupu Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 00:22
                    pudernicaslaska napisała:


                    > Abo widzisz, istnieje wiece prawdopodobna mozliwosc, ze pani Szczepanska zwycza
                    > jnie tej lazienki nie miala. Sama doskonale pamietam okres dziecinstwa bezlazi
                    > enkowego w kamienicy, w latach osiemdziesiatych. Kamienice, budowane zwykle w c
                    > zasach, gdy higiena byla w powijakach, niekoniecznie zaopatrywane byly w luksus
                    > lazienki. Zaklaam, ze samotna pani Szczepanska miala pokoj z kuchnia i myla si
                    > e, niestety, w misce.

                    Jeśli posiadała odrębną kuchnię, to można było spokojnie zrobić z niej łazienkę. W końcu pion hydrauliczny juz tam był, a reszta to drobnostka dla dobrego fachowca. Ale kuchnia, jeśli była, to też znikła w niewyjasnionych okolicznościach.
                    --
                    Wiedźma waathewitch.blox.pl

                    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
                    • the_dzidka Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 10:39
                      > Jeśli posiadała odrębną kuchnię, to można było spokojnie zrobić z niej łazienkę
                      > . W końcu pion hydrauliczny juz tam był, a reszta to drobnostka dla dobrego fac
                      > howca.

                      Matko świnto, mnie się nie chce zrobić remontu kuchni w 2012 roku, przy wszystkich udogodnieniach, a co dopiero starszej pani robić łazienkę w całości!) w latach siedemdziesiątych!

                      > Ale kuchnia, jeśli była, to też znikła w niewyjasnionych okolicznościach

                      Pani Esz mogła tez nie mieć kuchni (tak, wiem, po coś miała tę tortownicę...). Pamiętajcie, że mieszkania Traków, Gadomskich i pani Esz były zrobione z jednego, dużego mieszkania wstrętnej burżuazji.
                        • the_dzidka Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 11:05
                          > znaczy co, pani Szczepańska nie miała w domu (pokoju) sedesu, zlewu, ani jedneg
                          > o palnika? tak sobie mieszkała w jednym pokoju bez niczego? łazienka była na ko
                          > rytarzu dla wszystkich?

                          Cholera, zapomniałam o sedesie :D Może jaskółki jej wynosiły?
                          Ale nie, serio, to oczywiście to jest babol, ten brak łazienki, ale może łazienka i kuchnia były wspólne dla Gadomskich i pani Szczepańskiej? I tylko Kaziu Trak miał to szczęście, że dostał mieszkanie z własną kuchnią i łazienką?
                          Mnie bardziej interesuje, co się stało z mieszkaniem Gadomskich...

                          --
                          "Shrek jest tak brzydko narysowany, że za nic bym nie wysiedziała dwu godzin w kinie, patrząc na tę zieloną, nieinteligentną twarz" - Małgorzata Musierowicz.
                        • anutek115 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 16:15
                          nikadaw1 napisała:

                          > znaczy co, pani Szczepańska nie miała w domu (pokoju) sedesu, zlewu, ani jedneg
                          > o palnika? tak sobie mieszkała w jednym pokoju bez niczego? łazienka była na ko
                          > rytarzu dla wszystkich?

                          Nie wiem, jak pani Szczepańska, ale jedna moja kolezanka tak mieszkala z rodziną jeszcze na początku lat 90-tych, również w podzielonej kamienicy. Na początku lat 90-tych zrobili kącik kuchenny ze zlewem i byli przeszczęśliwi, bo już tylko toalete mieli wspólną z dwiema innymi rodzinami...

                          --
                          W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
                          dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
                          • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 16:21
                            ok, przyjmuję do wiadomości. brakuje mi teraz w tekście Jeżycjady uwagi, czy choćby sugestii, że Gadomskich czy kogo tam już nie ma, pozostałe mieszkania na klatce też zostały połączone i sprzedane za niebotyczną cenę, a nowi sąsiedzi opływają w gotówkę.
                            --
                            Spacerowiczka
                      • bupu Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 17:12
                        the_dzidka napisała:

                        > > Jeśli posiadała odrębną kuchnię, to można było spokojnie zrobić z niej ła
                        > zienkę
                        > > . W końcu pion hydrauliczny juz tam był, a reszta to drobnostka dla dobre
                        > go fac
                        > > howca.
                        >
                        > Matko świnto, mnie się nie chce zrobić remontu kuchni w 2012 roku, przy wszystk
                        > ich udogodnieniach, a co dopiero starszej pani robić łazienkę w całości!) w lat
                        > ach siedemdziesiątych!

                        A nie, ja nie panią Szczepańską miałam na myśli, tylko Borejków. Wszakże oni przejęli lokal po pani Szczepańskiej, więc gdyby ten lokal posiadał kuchnię, to mogliby go przeistoczyć w łazienkę.
                        --
                        Wiedźma waathewitch.blox.pl

                        http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
            • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:39
              > . jeszcze po wojnie po kilka osób spało/ mieszkało w jed
              > nej izbie.

              No ale chwileczkę, czy my mówimy o piszczącej biedzie na zapadłej wsi na Podlasiu, czy o małżeństwie dwójki odnoszących sukcesy lekarzy w XXI wieku w wielkim mieście?

              Bo na wsiach zapadłych to i inne objawy bidy dałoby się znaleźć. Na przykład nikt nie miał prądu. Ale gdyby Idusia mieszkała bez prądu, w kurnej izbie, w 12 osób, uprawiając radośnie seks z Mareczkiem na oczach rozlicznej i wielopokoleniowej rodziny, to by chyba jednak było coś zdecydowanie niestandardowego w XXI wieku w Poznaniu.

              Zresztą, wieś wsi nierówna. Moja prababcia po wojnie zamieszkała na mazowieckiej wsi (bo w Warszawie z mieszkania został jeden żyrandol, a pradziadek nie przeżył wojny). Owszem, mieszkali z nowym mężem "wielopokoleniowo". ALE dla każdej nowej "komórki rodzinnej" był w zasadzie oddzielny dom, z oddzielnym wejściem, oddzielną kuchnią, oddzielną wygódką (a potem łazienką). Każdy fragment rodziny miał własne zwierzaki, własny kawałek ziemi na ogródek, PŁOT.

              Wspólne było, owszem, podwórze.


              --
              "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
              • kissed_by_fire Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:55
                W Polsce standardowa sytuacja bylo to, iz najstarszy syn zostawal z rodzicami i przejmowal gospodarstwo, zas mlodsze rodzenstwo wyprowadzalo sie z domu czym predzej, bo bylo gebami do wykarmienia. Panny wychodzily za maz, panowie musieli sie imac jakiejs innej pracy. Wielopokoleniowosc tradycyjnej Polskiej wsi to cos innego niz wielopokoleniowosc Borejkow.

                Borejkowie to niczym tradycyjna rodzina balkanska, klanowa. ;) Kult machismo podobnie niewiarygodny. ;)
            • kkokos Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 20:39
              nikadaw1 napisała:

              > kilkadziesiąt lat to nic w porównaniu z kilkoma wiekami doświadczeń multipokole
              > niowych. kiedyś ludzie nie mieli takich dużych domów (nie licząc dworków). do d
              > ziś np. na Lubelszczyźnie czy Podlasiu stoją małe drewniane domki, zamieszkane
              > prawdopodobnie przez pojedyncze babcie czy emeryckie pary, ale kiedyś na pewno
              > była tam dużo tłoczniej.

              było na tyle tłoczno, że babcie i dziadków, jak już do pracy się nie nadawali, wyrzucało się po prostu z domu, by sobie poszli w świat i żyli gdzieś tam z żebractwa i dobrego serca tych wszystkich sierotek, co to w bajkach najpierw nakarmiły żebrzącą staruszkę i chudobę, a dopiero potem jadały same. niestety w przeciwieństwie do szlachetnych sierotek wyrzucanie starców z domu nie było tylko bajką. i już z czterech pokoleń w domu robiły się trzy, i było luźniej.

              z kolei w bogatych domach te wszystkie prababcie/ciotki rezydentki mogły mieszkać nie tylko w swoich pokojach, ale i osobnych budynkach. u jane austen czy charlotte bronte są wdowy, co to gdy syn się ożeni, wyprowadzają się do pawilonu w ogrodzie - byle tylko nie siedzieć na kupie z synową, synem i ich dziećmi.

        • ananke666 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 13.07.12, 01:07
          nikadaw1 napisała:

          > e, mieszkałam też kiedyś w cztery pokolenia i nie było źle.

          Ile miałaś lat?

          > Polacy zresztą mają bogate doświadczenia w tym zakresie, na wsiach
          > do dziś tak się mieszka - babcia + rodzice+ dzieci+ nieożenione rodzeństwo. mie
          > szkanie w góra dwa pokolenia razem to nowy wynalazek i trudno to właściwie poró
          > wnywać, bo to zupełnie różne modele życia.

          Oczywiście, że różne, bo na wsiach chodziło o powodzenie gospodarstwa i ręce do pracy, nie o osobiste szczęście. Żeniono się z gruntem i inwentarzem, a dopiero w dalszej kolejności z kobietą.
          Mieszkanie w góra dwa pokolenia to nie jest nowy wynalazek, w miastach funkcjonował od dawna. Bo nie było podstawowej przyczyny mieszkania na kupie - fury ręcznej roboty do odwalenia w jednym miejscu.
          --
          http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
      • ding_yun Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 13:18
        > Tymczasem na Roosevelta w szczytowym okresie znajdują się przedstawiciele czter
        > ech pokoleń. I to moim zdaniem nie jest ani zdrowe, ani komfortowe. Moim prywat
        > nym zdaniem - straszne, ale możliwe, że to ja mam jakiś silny instynkt terytori
        > alny.

        Straszne to może nie jest, bywa nawet komfortowe i dlatego niektórzy w taki układ gładko wchodzą i pozostają w nim latami. A zgadzam się, że na dłuższą metę nie jest on zdrowy. Przede wszystkim jeśli dorosły człowiek mający własną rodzinę decyduje się pozostanie w swoim domu rodzinnym to przestaje być jasne kto tak naprawdę jest w domu gospodarzem. Skoro zawsze "panowali" tam dziadek i babcia to będą najpewniej panować nadal. W efekcie nigdy nie jest się we własnym domu szefem. Nie wyobrażam sobie takiego układu.
        --
        In God we trust, all others must bring data.
    • kissed_by_fire Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 04:54
      Czesc, jestem nowa. Przeczytalam mase watkow na tym forum i postanowilam dolaczyc.

      Dla mnie przede wszystkim patologiczna jest sytuacja, w ktorej Ignas mieszka z Grzesiami. W dodatku, o ile pamietam, jest to podzielone tak, ze Ignas musi przejsc przez pokoj Grzesiow, jezeli chce isc np. siku w nocy. Nie wiem, jak w takiej sytuacji moze dzialac zycie seksualne... W kazdym razie, dla dowolnej ze stron, to malo krepujace. Kilkuletni, a zwlaszcza kilkunastoletni chlopak potrzebuje prywatnosci, malzenstwo rowniez. Nawet juz pal licho ten seks, ale i inne objawy intymnosci.

      Borejkowny praktycznie nie zapraszaly nikogo do swoich pokojow - wyjatkiem sa Imieniny i pogaduszki Rozy z Frycem na osobnosci etc. W TiR jest scena, w ktorym do chorej Natalii wpada klasa z tym nauczycielem, co ja uwodzi. I mama Borejko na to narzeka, mowiac cos w rodzaju, ze mogliby uprzedzic. Jak Natalia rozmawia z Robrojkiem, to Gaba jej wydziera sluchawke. Tam jest malo prywatnosci, po prostu. Ale to sie wiaze z innym aspektem Jezycjady - tam jest malo przyjazni, a przynajmniej nie jest pokazana w watkach. Czyzby dziewczynki nigdy nie chcialy zapraszac kolezanek na noc, by moc plotkowac czy uczyc sie na studiach po nocach? Czyzby naprawde nie mogly specjalnie zamknac sie same w pokoju z chlopcem i porozmawiac? Dla mnie to nienaturalne...

      No i Ida w suterenie przeraza. Jeszcze gdyby to nie byla ta suterena (ktora opisana jest jako czteropokojowe, koncowo, mieszkanie), a normalne pietro... Ale sutenera to jest substandard. Z drugiej strony wydaje sie, ze Ida rowniez nagminnie korzysta na tym ukladzie - dziecmi czesto zajmuja sie dziadkowie, u nich one jedza. Mieszkanie jest opisane jasniutko i designersko... Ale sutenera? :/
      • filifionka-listopadowa Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 12:26
        kissed_by_fire napisał(a):
        W TiR jest scena, w ktorym
        > do chorej Natalii wpada klasa z tym nauczycielem, co ja uwodzi. I mama Borejko
        > na to narzeka, mowiac cos w rodzaju, ze mogliby uprzedzic.

        Cytat:

        Ciocię Natalię odwiedziła prawie cała jej klasa pod przywództwem Amerykanina Bingo, a każdy przyniósł po gałązce frezji. Teraz w wazonie tkwił kolorowy bukiet, a prześliczny zapach, subtelny, lecz mocny, roznosił się po mieszkaniu. Natalia, zaskoczona wizytą, ubrała się w szlafrok i przyjęła niespodziewanych gości w kuchni, z dala od rozgrzebanego łóżka. Tuż po wyjściu gromady pojawiła się w kuchni Babi, także odziana w szlafrok, oznajmiając, że wszyscy oni są rzeczywiście bardzo cudowni, ale ona by wolała, żeby na przyszłość uprzedzali o swej wizycie, a kiedy już przyjdą, żeby siedzieli trochę krócej. Przez półtorej godziny bowiem domownicy w dezabilu (wyjaśniła) nie mogli przez ten tłum przedostać się do toalety. Ponadto, dwadzieścia parę osób w jednym pomieszczeniu to przesada, powiedziała na koniec i poleciła Róży, by wywietrzyła porządnie całą kuchnię, zaś Natalii - by lepiej poszła do łóżka.


        Dwadzieścia kilka osób odwiedzających w tym samym czasie dom w którym panuje grypa, mogło by zmęczyć każdego członka rodziny, nawet przy większym metrażu. Chyba, że mieszkają w pałacu.


        --
        Każda dostatecznie zaawansowana technologia niczym szczególnym
        nie różni się od magii.
        A. C. Clark
        • kissed_by_fire Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:35
          Masz niewatpliwie racje. Tylko nadal to pokazuje ograniczenia, jakie wynikaja z faktu mieszkania z rodzina przez dlugi czas. Gdyby Natalia mieszkala sama, to fakt, nikt by jej herbaty nie nosil i salatki nie podawal, ale z drugiej strony mialaby te niezaleznosc i samodzielnosc.

          Wedlug mnie to troche przykre, ze zadna z Borejkowien nie mieszka sama przed wyjsciem za maz. Zadna nie ma tego momentu, zeby byc sama, zanim polaczy ja zwiazek malzenski. Ile Natalia ma lat, kiedy wychodzi za Robrojka? Chyba juz jest po 25 roku zycia. I dla mnie malo wiarygodne jest to, ze zadna tego nie chce. I nikt tego nie chce. Gdyby Laura sie wyprowadzila, to Ignacy mialby swoj pokoj, a Grzesiowie wiece intymnosci. Tu juz nawet nie chodzi jedynie o aspekt "czego ja chce", ale "co jest dobre dla rodziny". Ja naprawde mysle, ze sytuacja mieszkaniowa Ignasia nie jest zbyt dobra... no, chyba, ze zalozymy, ze Gabriela i Grzes nigdy ze soba nie sypiaja, a Ignas-cyborg nigdy nie potrzebuje odrebnego pokoju.

          Przez te wszystkie lata MM mogla chociaz gdzies sciane dolozyc, cos przesunac i remont zrobic, by byl jeden pokoj wiecej. Skoro mozliwe bylo doczepienie pokoju pani Szczepanskiej do mieszkania Borejkow - czyli, jak rozumiem, zrobienie drzwi od korytarza do tego pokoju (a wiec sciana byla z gatunku tych, co mozna), to mozna bylo zrobic sciane pomiedzy strefa Ignasia i Grzesiami, wstawic nowe drzwi dla Ignasia i stworzyc nowy pokoj. Maly, klitka - okej, trudno. Mozna mu bylo kupic lozko w IKEI, zrobic biurko pod spotem i walnac polki pod sufitem i czytelniczka jak ja nie mialaby tej dziwnej mysli kolaczacej pod glowa, ze cos jest nie tak.
          • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 15:54
            kissed_by_fire napisał(a):

            > Masz niewatpliwie racje. Tylko nadal to pokazuje ograniczenia, jakie wynikaja z
            > faktu mieszkania z rodzina przez dlugi czas. Gdyby Natalia mieszkala sama, to
            > fakt, nikt by jej herbaty nie nosil i salatki nie podawal, ale z drugiej strony
            > mialaby te niezaleznosc i samodzielnosc.

            No i przede wszystkim nie musiałaby się, chora, gęsto tłumaczyć przed urażoną i obrażoną godnością BABI, że zbyt wiele osób ją odwiedziło i w dodatku SIEDZIELI DŁUGO. Bo jak wiadomo, to wina chorej Natalii, że do niej ktoś bez uprzedzenia wpadł w zbyt wiele osób. I to jej należy z tego powodu zmyć głowę. I to Natalia powinna wziąć pod uwagę fakt, że Mila w starych łachach po domu chodzi, tak starych, że wstyd się ludziom pokazać. I po prostu nie pozwalać na wstęp tych obcych ludzi, żeby Mila z gołym tyłkiem (w szlafroczku) mogła chodzić niczym nieskrępowana do własnej (nie Nutryjnej przecież!) łazienki.

            Ta scena urazy Mili o "zbyt długą" wizytę znajomych Nutrii wyraźnie pokazuje, kto tu rządzi, czyj to dom, czyja to kuchnia, czyja to łazienka, kto tu pozwala na wizyty i kto tu zarządza wietrzenie po nieproszonych gościach.



            --
            "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
            • kissed_by_fire Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 16:04
              Zgadzam sie i chyba dlatego tak mocno zapamietalam te scene. Mi sie w ogole wydaje, ze starzy Borejkowie rzadza - sytuacja ze zmywarka, sytuacja Grzes vs Laura. I o ile dla Gabrysi taka sytuacja moze byc normalna, bo nigdy nie wyszla z roli starszej corki (to mnie troche przeraza), o tyle np. inna osobowosc niz skrajnie wyobcowany, cichy i potulny Grzegorz by nie wytrzymala w tym mieszkaniu. Jestem zla, ze Grzegorz skapitulowal i cichaczem podaje dorastajacemu synowi Sherlocka, ale z drugiej strony - trudno sie dziwic. I takie sytuacje jak powyzsze swiadcza o tym, ze jednak kolchoz, a nie samo rodzinne ciepelko i wielka milosc.

              Nie wspomne juz o tym, ze Borejkowie poczuwaja sie do przyjmowania gosci ich corek czy tez wyganiania ludzi bez informowania corek, ze byli - slynna rozmowa Fryderyka z dziadkami (cos w rodzaju "dawac nam go tu"), przegonienie Pyziaka. Jezeli ktos uwaza, ze ma prawo do tego stopnia chronic druga osobe, to wedlug mnie cos jest nie tak. I relacje dzieci-corki za podstawowymi, a nie, jak to zwykle bywa, relacje malzenskie. Gabriela jest najpierw corka, chociaz powinna byc najpierw zona dla Grzesia, potem matka, a potem corka - gdybysmy chcieli pozostac w tradycyjnej konwencji. Dla mnie ten stlamszony Grzes to jeden z przykrzejszych efektow kolchozu. Okej, no ciamajda z niego straszna, ale walczyc probowal - zmywarka, Laura... po to, by potem cichaczem dawac dzieciakowie Sherlocka?
              • anutek115 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 19:28
                kissed_by_fire napisał(a):

                Dla mnie ten stlamszony Grzes to jeden z przykrzejs
                > zych efektow kolchozu. Okej, no ciamajda z niego straszna, ale walczyc probowal
                > - zmywarka, Laura... po to, by potem cichaczem dawac dzieciakowie Sherlocka?

                No tak, bo sie już był NAUCZYŁ. Nauczył się, kto na Roosevelta rządzi, nauczył sie, gdzie jest jego miejsce (o rodzicach, Gabie i Nutrii "przy stole zebrał się trzon rodziny", tak to szło?), nauczyl się, co się dzieje, gdy próbuje zrobić cos sam scena Grześ vs Laura i reakcja Kochanej Rodzinki to IMHO jedna z najokropniejszych scen Jezycjady). Parę lat mu to zabrało, ale się nauczył, i dlatego niczego nie próbuje robic jawnie...

                I, szczerze mowiąc, specjalnie sie mu nie dziwię.

                --
                W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
                dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
              • kkokos Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 20:59
                > Nie wspomne juz o tym, ze Borejkowie poczuwaja sie do przyjmowania gosci ich co
                > rek czy tez wyganiania ludzi bez informowania corek,

                tam generalnie stosunki międzypokoleniowe były wydziwione - grupa ESD przychodzi do ignaca w jego imieniny, które kończą się tak, że ignac śpiewając bodaj "upływa szybko życie" "prezentował młodzieży repertuar swojego pokolenia". oczywiście słowa nie ma o tym, by na tych imieninach byli jacyś goście w wieku ignaca i mili, jacykolwiek znajomi (takowi wszak nie istnieją).
                no proszę was, kto normalny mając lat 17 dyma z grupą przyjaciół na imieniny ojca jednego z nich, by wysłuchiwać jego śpiewów piosenek sprzed 40 lat????
                • kissed_by_fire Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 21:07
                  No wlasnie, to jest dziwne. Rozumiem, ze sie mlodziez zaprasza, bo ciast duzo i aby wlasna mlodziez osobista mogla sie czyms zajac, ale hola, hola, spedzanie imienin jedynie ze znajomymi swoich dzieci?

                  Tam chyba niewiele jest osobistych znajomych, tylko "przyjaciele domu". Od lat 5 do 105. Owszem, uznaje, ze jest cos takiego, jak przyjaciel domu, ale osobisty znajomy wazna rzecz. Jozinek takowych ma, Pulpa miala Rome, reszta...? Ignac, Mila? Bo Feli i Jozefa nie licze...?

                  Normalny jest za to bez watpienia sylwester u Joanny. W ogole ja lubie "nizszych Borejkow". Zwlaszcza Fele.
            • klawiatura_zablokowana Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 16:33
              > Ta scena urazy Mili o "zbyt długą" wizytę znajomych Nutrii wyraźnie pokazuje, k
              > to tu rządzi, czyj to dom, czyja to kuchnia, czyja to łazienka, kto tu pozwala
              > na wizyty i kto tu zarządza wietrzenie po nieproszonych gościach.

              Osoby tego typu, które niepodzielnie władają domem, nigdy nie dzielą się tą władzą, nawet gdy dorastają równoległe gospodynie. Ktoś tu słusznie porównał rodzinę Borejków do bałkańskiej - otóż w takiej wspólnocie rządzi gospodarz i jego żona, najstarsza z gospodyń. Młodsze są jej podprządkowane w całości (a na dodatek podporządkowane mężom, ich dola zatem nie jest godna pozazdroszczenia). Taka para seniorów decyduje o wszystkim, także o swoich wnukach i prawnukach. Oczywiście nie twierdzę, że w Poznaniu XX w. są zwyczaje rodem z XIX-wiecznej wsi bułgarskiej, ale schemat jest podobny i niestety często w życiu obserwowany: jeśli matka jest osobą o silnej osobowości, córka, nawet dorosła, nie przeforsuje swojego zdania. Może się tylko wyprowadzić.

              Żeby nie było że wymyślam: przerobiłam to z własną matką. Nawet mieszkając z mężem u rodziców (bardzo krótko na szczęście), nigdy nie byłam w domu równorzędną gospodynią, tylko CÓRKĄ. I też słyszałam to "JA jestem u siebie w domu i ma być tak a tak", "dopóki mieszkacie U MNIE...", "U MNIE w domu sól odkłada się na tę półkę, a nie na tamtą", "MY nie dodajemy tyle pieprzu". Po którejś awanturze o to, że zrobiłam coś inaczej niż było trzeba (czytaj: niż ona chciała) porozmawiałyśmy szczerze. Zapytała mnie, czy jest szansa, abym się czuła w jej domu gospodynią. Odpowiedziałam, że ja nie widzę takiej szansy. I chyba podobnie mają Borejkówny. Zachowały w rodzinnym domu status dzieci, przez co mają przywileje, ale ich prawa są ograniczone. Czasem Mila mi bardzo przypominała moją mamę, dlatego tym bardziej nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem, czemu córki Borejków nie chciały się wyprowadzić.

              --
              Z życia małżeństwa mieszanego
              • soova Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 17:11
                dlatego tym bardziej nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem, czemu córki Borejków nie chciały się wyprowadzić.

                Bo domowe ciepełko, owszem, obezwładnia i ubezwłasnowolnia, ale i specjalnie obowiązków jakichś nie ma? I dzieci zawsze babcia, dziadek czy któraś ciotka przypilnuje, i obiad gotowy, do rachunków trzeba się dokładać, ale na tyle osób nie wychodzi specjalnie dużo, w każdym razie mniej, niż trzeba byłoby miesięcznie wyskrobywać na czynsz czy ratę kredytu. A poza tym zawsze można się wypłakać, wyżalić, czy, jeśli już cierpimy w milczeniu, pocierpieć, a rodzina nie powie przecież: weź się, kobieto, ogarnij, masz nowego męża i dzieci, przestań wspominać pierwszego, który cię rzucił 20 lat temu.
                --
                A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                • klawiatura_zablokowana Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 17:47
                  Może ich jest tak dużo, to obowiązków tyle nie przypada na jedną sztukę. Chociaż, jakby się zastanowić, tyle samo osób generuje też potrzeby, bo trzeba obiad gotować albo na 8 osób albo 3 równoległe obiady. Też kupa roboty. Nie wierzę, że dziadkowie obsługują tę czeredę ludzi.

                  Odkąd mieszkam w dwójkę z mężem, mam podobną ilość roboty co w domu rodzinnym, na pewno nie jest tego duuużo więcej.

                  --
                  Z życia małżeństwa mieszanego
                  • nikadaw1 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 18:00
                    więcej osób - trzeba przytargać więcej zakupów ze sklepu, zapasy żywnościowe trzeba mieć większe, trzeba obrać więcej ziemniaków na obiad, upiec więcej ciasta drożdżowego, usmażyć więcej placków, przygotować więcej zapiekanych bułeczek... żarcie znika w tempie zastraszającym, Mila ciągle sterczy przy kuchni, gotując kolejne posiłki. kolacje tam jedzą czasem we własnym zakresie, a czasem zbiorowo. trzeba częściej wstawiać pranie i gdzieś je suszyć, częściej sprzątać przynajmniej w okolicy drzwi wejściowych. co jakiś czas ktoś podrzuca niemowlę do zaopiekowania. kupa roboty i ciągły jazgot.
                    --
                    Spacerowiczka
                    • nessie-jp Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 12.07.12, 18:49
                      nikadaw1 napisała:

                      > więcej osób - trzeba przytargać więcej zakupów ze sklepu, zapasy żywnościowe tr
                      > zeba mieć większe, trzeba obrać więcej ziemniaków na obiad,

                      No, do tego była akurat darmowa siła robocza w postaci Różyczki. Biedna dziewuszyna, swoją drogą... Serio, kiepskie miała ta mała dzieciństwo.

                      --
                      "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
              • kai_30 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 14.07.12, 08:39
                > Osoby tego typu, które niepodzielnie władają domem, nigdy nie dzielą się tą wła
                > dzą, nawet gdy dorastają równoległe gospodynie.

                Bo despotyczne matki tak mają, nawet gdy córki mieszkają "na swoim". Wyprowadziłam się z domu tuż po maturze, czyli od prawie 20 lat jestem sama sobie panią. I co? I moja mamusia, ilekroć do mnie przyjeżdza, czuje się w obowiązku mnie pouczać: "No załóż mu te skarpetki, przeziębisz dziecko!", "Pamiętaj, kup ziemniaki na obiad", "Tyle wody marnujecie, musisz mu powiedzieć, żeby prysznic brał" - i tak w kółko. Grzeczne prośby, żeby się odstosunkowała, nie skutkują, awantury zaś tylko o tyle, że się obraża i wyjeżdża, następnym razem zaczyna się od nowa.

                Gdybym z nią mieszkała, niewątpliwie nie miałabym nic do powiedzenia.
                • klawiatura_zablokowana Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 18.07.12, 15:42
                  Moja jest na tyle znośna, że suwerenność mojego małego gospodarstwa uznaje bezwzględnie i nigdy nie narzuca swojego zdania, kiedy jest w gościach. Nawet jak już nie wytrzyma i powie "nie obraź się, ale ja bym zrobiła inaczej", to wie, że odpowiem "wiem, ale i tak zrobię po swojemu". Natomiast kiedy jestem u moich rodziców, to ja kładę uszy po sobie i dostosowuję się. Zapanowała między nami milcząca ugoda: czyj kram, tego zasady.

                  --
                  Z życia małżeństwa mieszanego
            • kopiec_esmeralda Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 08:33
              Czytam zaległe wątki. Mnie też uderza abnegacja "starszych pań" przedstawiana jako pozytyw. Babi "zniszczona życiem" ( a konkretnie czym?): nieufarbowane włosy w koczek, zniszczone ręce, szlafrok. Gabunia dzielnie idzie w jej ślady: te własnoręcznie strzyżone fryzury, mężowe koszule w kratę. Mama Żaby to w ogóle jakieś kuriozum, rozumiem, ze ma depresję, ale ta rodzinka cała jest przedstawiana dość specyficznie, może w założeniu zabawnie. Zadbana jest babcia "czekoladki", ale ta elegancja jakaś szemrana, czerwone pazury i usta, obwieszona złotem... zresztą czego oczekiwać po mieszkańcach willi, pewnie nowobogaccy, a ten lekarz (ginekolog, czy dobrze pamiętam?) to w ogóle podejrzany.

              Pozytywne bohaterki po złapaniu męża są zaniedbane, bo cnotliwa matrona nie może dbać o siebie. Więc nie szkodzi, ze żyją w kołchozie, po co mają się pławić w pianie (zauważcie, ze to tylko przywilej młodych panien B. na wydaniu, dorosłe biorą szybki, najlepiej lodowaty prysznic, a o ablucjach babci B. jakoś wcale nie słychać) , lepiej snuć się w szlafrokach lub piżamach i recytować łacinę.
              Jeszcze w 6K mama dorosłych córek, Żakowa była elegancja, zadbana, atrakcyjna. No cóż, Mila nie musi taka być, zdaje mi się, ze ta jej abnegacja jest pokazana jako cnota - jest szlachetną minimalistką. Podobnie mieszkanie w kołchozie jest cnotą, Familia B. jest wyższa nad jakieś tam mieszczańskie dorabiania się (tylko skąd te obawy "co ludzie powiedzą"?). Mieszka sobie wesoło w kołchozie, jednocześnie żywiąc głęboką pogardę do ludzi z bloków za ich " szare klitki" itp. Ciekawe to wszystko :)
              • kaliope3 Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 09:18
                Zaraz, zaraz. Ida nieodmiennie przedstawiana jest jako kobieta atrakcyjna, dobrze ubrana, lubiąca modę i zdająca sobie sprawę ze swojej urody. Pulpa- wyraźnie jest w sprężynie napisane, że zadbana, beztroska w swojej obfitości i z bijącym od niej seksapilem ( maślane oczy Floriana wlepione w nią bez przerwy).
                • kopiec_esmeralda Re: właściwie dlaczego kołchoz?... 22.08.12, 09:29
                  Ida - zgoda, ale ona wyprowadziła się z kołchozu, co prawda do suteryny, ale jednak. Ida w ogóle nie jest odmienna od protagonistek: pracuje, lubi swoją pracę, jest, no właśnie, zadbana, nawet nieco ekscentryczka, choć niestety w określonych przez poznańską mieszczańskość ramach. MM przedstawia ją jako nieszkodliwą ekscentryczkę, nieco dziwaczkę, hałaśliwą, a nawet jazgotliwą, roztrzepaną. Natomiast pisałam o głównych pozytywnych bohaterkach - tak się dziwnie składa, ze największe cnoty idą w parze z abnegacją.