Dodaj do ulubionych

Borejkowie się edukują

22.08.12, 19:09
Miał być post do Irytacji, ale chyba wątek nie miał chyba dotąd osobnego tematu.

Wątki szkolne są chyba najjaskrawszym przykładem tego jak bardzo MM oddaliła się od realnego życia nastolatków.

W starej Jeżycjadzie szkoła bywa problemem, ale i źródłem przyjaźni i radości. Gaba rąbie w kosza, Aniela odnajduje w poligrafiku satysfakcje i przyjaźnie (karteczki i koledzy na spektaklu-tak niewiele, ale czuć, że nie jest sama), Natalia ma dziecięce problemy z koleżankami, Gaba panikuje przed pałą z fizyki. Dobry Dmuchawiec ma swoje uprzedzenia, a wstrętny Pieróg nieco nagina prawdę broniąc uczniów.

W okolicach Brulionu wszystko się łamie. Pieróg znowu pierożeje,Ewa męczy klasę, a wybryki zblazowanej nastolaty ukazane są niemal jako walka z podłym systemem. Jeszcze będą wzruszające jasełka, ale obraz jaki serwuje nam neojeżycjada zaczyna przypominać jakąś dziwaczną hybrydę, bo na pewno nie normalną edukację

-W całym Wielkim Poznaniu jest tylko jedno liceum.
-Bez żadnych zajęć dodatkowych, kółek, konkursów itp.
-Nauczyciele to zbiorowisko degeneratów
-Poza znajomymi królika, których na tę drogę skierowała li i jedynie wola autorki, bo przecież nie predyspozycje
-Dzieciaki z naszej paki obowiązkowo mają same szóstki. Starsze pokolenie zna biegle języki, których nauczyło się nie wiadomo gdzie i kiedy
-Mimo, że nikt się ich edukacją nie przejmuje, chociażby na tyle, żeby wysłać na lekcje języka, kółko, odpowiedniej szkoły
-Nie interesuje ich plastyka, historia, coś normalnego, ino Grammar Nazi Łusia
-Reszta to same wulgarne seksy na gołych nogach i inne Kopiec Arlety
-Które jednakowoż padają na kolana przed niebianskym gieniusiem Laurki. która nawiasem mówiąc nie widziała od środka muzyka
-Całkiem pozytywnym zachowaniem autorka nazywa nie informowanie kadry nauczycielskiej o poważnej chorobie ucznia. Ja to nazywam idiotyczną niefrasobliwością.

Szkoła to, czy jakiś powtowek?
Edytor zaawansowany
  • jottka 22.08.12, 19:27
    kooreczka napisał:


    > -Które jednakowoż padają na kolana przed niebianskym gieniusiem Laurki. która nawiasem mówiąc nie widziała od środka muzyka


    eee, przepraszam najmocniej, ale czy końcówka tego zdania dotyczy jakiejś nowej odmiany teleskopu???
  • kooreczka 22.08.12, 19:36
    Nie, muzyk to szkolne określenie szkoły muzycznej.
  • black-apple 22.08.12, 19:30
    Borejkowie to powinni własną szkołę założyć.

    Ignacy z Gabą na spółę uczyliby historii i łaciny (oczywiście obowiązkowej), Nutria języka polskiego, Ida chemii i biologii, Grześ matematyki i informatyki, a fizykę nadzieja polskiej astronomii, poznański Kopernik w spódnicy, Róża Pyziak-Schoppe :) Babi pełniłaby rolę znienawidzonego, przerażającego acz szanowanego dyrektora, o którym krążyłyby plotki i mity, co niby słynnym dramaturgiem jest :) Zadacie pewno pytanie, jak zmieścić ponad setkę uczniów w jednym gumowym mieszkanku, a ja wam odpowiem - w wyobraźni wszystko się mieści!
    --
    When I grow up, I want to be a forester
    Run through the moss on high heels
  • jottka 22.08.12, 19:32
    black-apple napisała:

    > Babi pełniłaby rolę znienawidzonego, przerażającego acz szanowanego

    woźnego, woźnego!:)
  • anutek115 22.08.12, 22:47
    black-apple napisała:

    > Borejkowie to powinni własną szkołę założyć.
    >
    > Ignacy z Gabą na spółę uczyliby historii i łaciny (oczywiście obowiązkowej), Nu
    > tria języka polskiego, Ida chemii i biologii, Grześ matematyki i informatyki, a
    > fizykę nadzieja polskiej astronomii, poznański Kopernik w spódnicy, Róża Pyzia
    > k-Schoppe :)

    No, to fizyka stałaby na szałowym poziomie :DDD!

    A kto uczyłby języków obcych (nowozytnych)?

    Ach, co ja, sama sobie odpowiem - angielskiego Nutria - tlumaczka kryminałów, a francuskiego i rosyjskiego - Mila, władająca wszak nimi biegle, co wiemy z jednego zdania w "Kalamburce"!

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • buka_z_muminkow 22.08.12, 21:20
    Jednym z powodów, dla których nie przepadam za Jezykiem Trolli, jest to, jak pokazana jest klasa Staszki. Fakt, klasa jest pokazana z perspektywy Józinka, ale mimo wszystko skądś się ta wizja autorce wzięła... Różne typy uczniów pokazane tak stereotypowo, że aż fuj....
  • anutek115 22.08.12, 22:54
    kooreczka napisał:

    > -Całkiem pozytywnym zachowaniem autorka nazywa nie informowanie kadry nauczycie
    > lskiej o poważnej chorobie ucznia. Ja to nazywam idiotyczną niefrasobliwością.

    Ja to nazywam autorką obsuwą, wzglednie dowodem na jakże prężnie dzialającą redakcję, wzglednie ilustracją slynnego powiedzenia, że w wyobraźni... i tak dalej. Jako (tępy i noszacy mini oraz oblatany w Harlequinach, że hej) nauczyciel się wypowiem - poinformowanie WSZYSTKICH nauczycieli o ciężkiej chorobie ucznia jest obowiązkowe. Rodzice informuja dyrekcję, a dyrekcja - wszystkich (nie tylko uczacych danego ucznia, wszystkich) nauczycieli, bo przecież takie dziecko może zaslabnąć, albo musiec brać leki, albo dostać np ataku epilepsji...

    No, chyba, że rodzina nie poinformowala dyrekcji, wtedy owszem, jest to skrajna nieodpowiedzialność i dowód imponującej głupoty.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • klawiatura_zablokowana 22.08.12, 23:38
    > W okolicach Brulionu wszystko się łamie. Pieróg znowu pierożeje,Ewa męczy klasę
    > , a wybryki zblazowanej nastolaty ukazane są niemal jako walka z podłym systeme
    > m.

    I między innymi dlatego nie trawię Brulionu - dla mnie Bebe jest po prostu do bólu pretensjonalna i irytująca, a autorka nie wiedzieć czemu pieje na jej temat...

    --
    Z życia małżeństwa mieszanego
  • nessie-jp 23.08.12, 00:31
    Borejkowie i edukacja, o święta Matyldo. Edukacja, na przykład, seksualna! Już nie wspominam o słodkiej teleskopiarze, ale "będąc czterdziestoletnią lekarką" powinno się już wiedzieć, skąd się biorą dzieci, i nie przeżywać zaskoczeń po plażowaniu w Brazylii...


    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • truscaveczka 23.08.12, 06:55
    A 35letnie filolożki mogą? - zawstydziła się, nie wiedzieć czemu, Trus.
    --
    "The Linux philosophy is 'Laugh in the face of danger'. Oops. Wrong One. 'Do it yourself'. Yes, that's it." Linus Torvalds
  • jottka 23.08.12, 10:23
    a to zależy, gdzie plażowały:)
  • nessie-jp 23.08.12, 15:25
    truscaveczka napisała:

    > A 35letnie filolożki mogą? - zawstydziła się, nie wiedzieć czemu, Trus.

    Jeśli po fakcie są śmiertelnie zdumione niezapowiadaną wizytą (trzeciego) bociana, no bo jak to tak i skąd, to tego, eee, tylko w Brazylii :P


    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • the_dzidka 23.08.12, 10:45
    > Borejkowie i edukacja, o święta Matyldo. Edukacja, na przykład, seksualna! Już
    > nie wspominam o słodkiej teleskopiarze, ale "będąc czterdziestoletnią lekarką"
    > powinno się już wiedzieć, skąd się biorą dzieci, i nie przeżywać zaskoczeń po p
    > lażowaniu w Brazylii...

    Paczpani! To znaczy, że dzieci nie znajduje się w kapuście pod szarym polskim niebem, tylko na plażach Brazylii? Me likes it!
  • bupu 23.08.12, 16:41
    nessie-jp napisała:

    > Borejkowie i edukacja, o święta Matyldo. Edukacja, na przykład, seksualna! Już
    > nie wspominam o słodkiej teleskopiarze, ale "będąc czterdziestoletnią lekarką"
    > powinno się już wiedzieć, skąd się biorą dzieci, i nie przeżywać zaskoczeń po p
    > lażowaniu w Brazylii...

    A'propos tego zaskoczenia, nikomu się nie wydaje dziwaczne, że Ida, komplementowana przez koleżanki, że z Ziutkiem na ręku wygląda młodziej, tłumaczy się z jego poczęcia cała w pąsach, pragnąc uchronić się przed potępieniem z ich strony?
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • nessie-jp 23.08.12, 17:21
    > tłumaczy się z je
    > go poczęcia cała w pąsach, pragnąc uchronić się przed potępieniem z ich strony?

    No właśnie o to mi chodzi! Tak jakby a) w ogóle trzeba było się tłumaczyć, że jejku, co za niespodzianka, jak mąż i żona ze sobą sypiają, to mogą być z tego dzieci, kto by, do licha, w ogóle pomyślał? b) to było jakieś mutanckie i niezwykłe, że się uprawia seks i ma dzieci NAWET po czterdziestce; c) że w ogóle trzeba się z tego tłumaczyć i wstydzić jak zaskoczona teleskopem panienka


    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • bupu 23.08.12, 18:03
    > No właśnie o to mi chodzi! Tak jakby a) w ogóle trzeba było się tłumaczyć, że j
    > ejku, co za niespodzianka, jak mąż i żona ze sobą sypiają, to mogą być z tego d
    > zieci, kto by, do licha, w ogóle pomyślał? b) to było jakieś mutanckie i niezwy
    > kłe, że się uprawia seks i ma dzieci NAWET po czterdziestce; c) że w ogóle trze
    > ba się z tego tłumaczyć i wstydzić jak zaskoczona teleskopem panienka

    Odpowiedź Mareczka też w sumie jest niezła. Że, cytuję: "One ci go po prostu zazdroszczą, biedaczki." Zaiste, biedne z nich istoty, co nie mają bobaska do wypełniania ramion.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • babcia_nawsia 23.08.12, 17:32
    No bo jak to, baba po czterdziestce a jeszcze z mezem sypia? Jej matka tego na pewno nie robila (zeby nie bylo watpliwosci jest powiedziane, ze w pokoju dziadków stoja dwa tapczany). Jej starsza siostra, sterana kobieta po trzydziestce, po poczeciu Motyla tez nie (zeby nie bylo watpliwosci jest opisane, jak synek sypial miedzy nia i Grzesiem; a potem to w swoim kaciku w pokoju rodziców).
  • krakowska_poziomka 23.08.12, 17:58
    ale w "Sprężynie" Motyl wylatuję z pokoju! A Grześ w drzwiach sypialni zakłada zamki. Kto wie, co się tam może dziać ;)
  • iwoniaw 23.08.12, 19:35
    No jak to, czytają teraz także i to, co nie przeszłoby przez cenzurę Ignaca :-D
    Pod tapczanem trzymają Sherlocka, Cadfaela, a kto wie jakie jeszcze harlekiny :-D

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • guineapigs 25.08.12, 11:31
    A do tego wszystkiego jest jeszcze ta nowa koszula nocna Gaby, ta w kwiatki. Niestety, nie pomne, gdzie sie pojawia Gaba w nocnej koszuli w kwiatki - czy po zalozeniu zamka, czy przed. W kazdym razie, licho nie spi i krew nie woda.
  • hamerykanka 23.08.12, 19:03
    <-Nauczyciele to zbiorowisko degeneratów >

    Mam podobne wrazenie czytajac ksiazki imc pana Pilipiuka-wszystcy nauczyciele znecaja sie nad biednym pozytywnym bohaterem, na zmiane albo sycza albo patrza z nienawiscia i sie wyzywaja..
    Punkt widzenia kilkunastolatka/ki.
    --
    Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
  • emae 24.08.12, 09:59
    Podoba mi się szkoła opisana w pierwszych sześciu tomach, z "Brulionem" włącznie. Zwłaszcza w "Szóstej klepce" wszystko jest tak wiarygodne i realistyczne, jakby opisywane z pierwszej ręki. Widać, że autorka pisze o znajomych sobie rzeczach i zjawiskach, o ludziach, jakich faktycznie miała okazję spotkać. Dmuchawiec jest normalny, uczniowie go lubią, bo nie stawia pał, ale traktują go też jako człowieka "z drugiej strony barykady", nie jako mentora, powiernika, mistrza. I to jest w porządku. W "Brulionie" widać, że ta całkiem przyjazna szkoła zmieniła się nagle w jakieś straszne miejsce, i to też jest wiarygodnie opisane. Nie pamiętam dobrze tych czasów, ale przypuszczam, że są wiernie odwzorowane w książce. Interesujące, że to Natalia, najwrażliwsza z sióstr, trafia do takiej koszmarnej szkoły - mam wrażenie, że Nutria ma szkolną traumę, taką jak mają osoby, nad którymi znęcali się rówieśnicy. Ona oczywiście nie z powodu rówieśników, tylko z powodu Pieroga.

    W dalszych tomach podoba mi się, że nie każda zdolna osoba od razu i z łatwością dostaje się na studia. Zwłaszcza Laura, złożyła papiery na same oblegane kierunki, chciała studiować śpiew klasyczny, nie mając naprawdę solidnego przygotowania - nic dziwnego, że się nie dostała. Wcześniej jeszcze mamy Anielę, która mimo ogromnego talentu nie dostaje się do szkoły aktorskiej - znam osobiście takich ludzi, tam naprawdę tak bardzo ciężko się dostać. Uważam, że te opisy są bardzo życiowe i na swój sposób krzepiące.

    Podobają mi się wyniki matury Laury, że nie są to same celujące i że bohaterka jest z nich zadowolona. Sama miałam podobne, nieco lepsze co prawda, ale z takich też bym się cieszyła.

    Bardzo mi się podoba, że w "Kalamburce" proste, ale poprawne wypracowanie Moniki zostało docenione i wynagrodzone awansem do trzeciej klasy, mimo iż na tle genialnego wypracowania Mili wydawało się dziecinne.

    Podoba mi się, że w cyklu jest kilka osób wybitnie utalentowanych (Mila, Laura, Aniela) i całe mnóstwo osób po prostu zdolnych (Natalia, Elka, Julia, Florek, Aurelia, Kreska). Zwłaszcza Natalia, która ładnie śpiewa i pisze ładne wiersze, ale nie musi od razu z tego powodu robić wielkiej kariery muzycznej czy literackiej, po prostu robi to dla siebie. To też jest życiowe i wiarygodne.
  • kooreczka 24.08.12, 10:23
    No, tego jeszcze brakowało- 10 latka pisząca tak pięknie, że płacze nad tym nauczycielka ledwo wyciągnięta z obozu. I co z tego zostało?
  • emae 24.08.12, 10:59
    Z tego Kal Amburka wyrósł! A nauczycielkę ledwo wyciągniętą z obozu bardzo łatwo było wzruszyć.
  • kopiec_esmeralda 24.08.12, 10:23
    Tak sobie czytam te wątki i przypominam Jezycjadę - u Borejków leży odłogiem cala edukacja domowa, poza rzecz jasna teoretyczną łaciną i antykiem (teoria, bo nie ruszą się do korzeni). Też byłam dzieckiem w czasach realsocjalizmu i tez mój rodzinny dom to pracująca inteligencja (filolodzy), mama nauczycielka, a ojciec tłumacz. Nie przelewało się, ale i nie było skrajnej biedy, podobnie, jak u Borejków. Zawsze jeździłyśmy z siostrami (czyli kolejne podobieństwo, choć o jedną pannę mniej ;)) na solidne wakacje, raz - z rodzicami na tzw. wczasy, przeważnie nad morze, a potem na obozy harcerskie i wędrowne, była taka forma turystyki zorganizowanej. Rodzice (i dziadkowie) prowadzali nas często do muzeów, na wystawy, do teatrów, często chodziło się wspólnie do kina. O zgrozo, czasem nawet do restauracji, choć o wiele częściej do kawiarni. Czasem nawet były wyprawy na zagraniczne wakacje, do krajów tzw. socjalistycznych nie było to poza zasięgiem finansowym pracowników budżetowych. Podczas tych wyjazdów/wyjść pokazywali nam przyrodę, krajobrazy, odmienności etniczne (stroje ludowe, skanseny, chaty na "ścianie wschodniej"), a także uczyli zachowania przy stole, dbania o siebie (to głównie babcia!) i wśród ludzi. Podobnie było w zaprzyjaźnionych domach. U Borejków ta cala sfera "edukacji domowej" leży odłogiem: dziewczynki nigdzie nie bywają z rodzicami, którzy nie pokazują im "świata", są zaniedbane, przy stole zachowują się jak dzikusy... i to w inteligenckiej od pokoleń rodzinie, z pretensjami do bycia kulturalna i z pogardą w tle dla bloków. Nie zgrzyta to Wam?
    Coś dopiero drgnęło dopiero ostatnio, gdy Stryba bierze geniusza do kina, a Marek na biwak.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka