Dodaj do ulubionych

A ja powrócilam do Sprężyny

25.09.12, 16:45
Ja też z tych, co to chcieli sobie przypomnieć co nieco przed McDusią. Wzięłam się zatem za ostatnie "dzieło' - Sprężynę. Z lektury sprzed 4 lat (!) zostały wspomnienia, że tak aż źle nie było, porównując do JT czy CzP. Ale chyba to ja się musiałam zmienić (no bo nie książka) i drażni mnie prawie wszystko:(
1. Laura - uganiająca się dziesiątki razy do "Daglezji": po świerk, po sosnę, bez świerku, z katalpą, zawieźć pieniądze, zapomnieć zapłacić, wrócić i tak w kółko. Jakoś to żałośnie jednak wypada, przecież panna, na studiach, ma chyba z 20-stkę, a to uganianie co najwyżej 14- czy 15-latce mogłoby ujść. Ta postawa uganiania za mężczyzną do niej akurat w w ogóle mi nie pasuje.

2. Łusia - za przemądrzałość.

3. Ida - za podrzucanie Ziutka komu popadnie, nie pytając nikogo o zdanie.

4. Wypadek Gaby i robienie przez wszystkich z tego tajemnicy: Babi nie może się dowiedzieć, bo od razu szpital, z Ignacym podobnie - jak Natalia z Robrojkiem nieudolnie, w mękach, informują go o wypadku to dziw, że faktycznie na zawał nie zszedł. Przecież takie niemożliwie długie przeciąganie podania złej wiadomości tylko napina nerwy, kiedy człowiek spodziewa się najgorszego - a tu owszem wypadek, ale jednak Gaba żyje, w sumie tylko połamana, bez obrażeń. Dmuchawiec też nie może się dowiedzieć - lepiej skłamać, że Gaba będzie za kilka dni całkowicie zdrowa. Rozumiem, czasem mamy do czynienia z wybitnie nadwrażliwymi ludźmi, którym trzeba, stopniowo podawać złe wiadomości, ale tu prawie wszyscy tacy...

5. Monolog Pulpy do zagipsowanej Gaby o Laurze: że najwyższy już czas, aby znalazła ojca dla swych dzieci, najlepiej 3 synów. Oczywiście, można to potraktować jako żart, ale mi do śmiechu nie było, że 20-letnie dziewczę, u progu studiów MUSI już znać ojca swych przyszłych dzieci.

6. Wszystko dookoła sławetnej "złotej nici" - nagłe szaleńcze zakochanie w dniu zerwania z Wolfim (hmmm). Grubymi nićmi szyta intryga: ogrodnik=polonista. To czuć od pierwszych dialogów piejącej z zachwytu nad Naszpanem Łusi z dziadkiem. Ehhh
Edytor zaawansowany
  • nikadaw1 25.09.12, 17:18
    Laura ma 24 lata (wtedy) - ur. 1985

    mnie najbardziej wkurza, że historia Laury i Naszpana jest wybitnie nieromantyczna - gdyby to porównać chociażby z wyprawą Kłamczuchy do Poznania czy do Belli i Czarka, czy do perypetii Nutrii. Laura zachowuje si ę jak nawiedzona kretynka, lata za facetem i staje mu na drodze pod kiepskimi pretekstami, do tego jeszcze otoczenie szkoły podstawowej i potwornej Łusi oraz Ignacego w roli swatek.
    --
    Spacerowiczka
  • kajaanna 25.09.12, 17:48
    Powtarzam po raz któryś:
    Nie wiadomo, do kogo ta książka jest skierowana, bo ani do dzieci w wieku Łusi, których mierzić będą rozterki "starych ludzi" jak sobie dziadkowie dadzą radę, ani do nastolatek, bo co ich obchodzą zarówno nawiedzone dziesięciolatki, jak też rozterki pokolenia rodziców (50+), czy wręcz o dekadę starsza idiotka, co nie potrafi jasno załatwić sprawy?

    Może rzeczywiście do nas, pokolenia z "Kłamczuchy" i "Kwiatu Kalafiora"? Tylko że nie ma to nic wspólnego z powieścią młodzieżową. :(
    ****

    Mnie w Sprężynie mocno zniesmaczyła scena z Laurą w szpitalu, gdy przeprasza Gabę za to, że ona taka zUa była przez całe życie. Hola! Przecież Gabce w tej potłuczonej łepetynie nic nie zaćwierkało.

  • retro-story 25.09.12, 18:23
    Mnie najbardziej wkurza to, że Laura leci za Naszpanem TYLKO dlatego, że jest przystojny i ma natchnioną minę podczas Mozarta. Nie bierze pod uwagę, że może mu się podczas tego Mozarta na gazy zbierało (stąd mina), nie mówiąc już o tym, że mógłby się okazać seryjnym mordercą, gwałcicielem, faszystą, albo po prostu nudziarzem.
    Ale o tym pisałam na forum już fafnaście razy.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • kajaanna 25.09.12, 19:37
    Oj, MM nie zna Hannibala Lectera, intelektualisty, wielbiciela muzyki poważnej i sztuki.
    No ale Laura?
  • retro-story 26.09.12, 14:58
    Lecter zostałby powitany z otwartymi rękami przez Ignacego (cóż za myślące czoło!) i Milę (serdeczne, błękitne oczęta), Gabrysia nakarmiłaby go gołąbkami, a Pyza zaproponowała Liptona i zapytała, jakie miał włoski jak był mały.
    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • pinos 01.10.12, 15:06
    Pinos (przemykając jak kometa): W wersji s.A.Q. to ja też niestety bym za Lecterem poleciała... :)
    --
    Chyba widziałam toteczka
  • anutek115 27.09.12, 22:07
    kajaanna napisała:

    > Powtarzam po raz któryś:
    > Nie wiadomo, do kogo ta książka jest skierowana,

    Nie wiadomo, do kogo skierowana jest calkiem spora część Neojezycjady.

    Bohaterką jest albo Gaba (która ma 51 lat. Mama Borejko w "Kwiecie kalafiora" miała 42. Pamiętacie, drogie dziewczynki i drodzy chłopcy, jak ja postrzegaliście, czytając Jezycjadę po raz pierwszy w wieku, powiedzmy, trzynastu lat? Jako występującą na dugim, albo i rzecim planie, półprzezroczystą matkę głónej bohaterki, która musiała wystąpić, w koncu większość ludzi ma matki, która jednak nie jest przesadnie interesująca, a już jej przemyslenia to wszyscy mieli w głębokiej... obojętności) albo Józinek (ośmiolatek!!! Pametacie, co myśleliście o osmiolatkach, mając wspomniane lat 13?). Dmuchawiec, ten Wzorzec Cnót i Latarnia Morska na Wzburzonym Morzu Bezprawia, ma lat (w 2009) 80. No litości, pokazcie mi nastolatkę, która ma się tu z kim identyfikować, tak, jak ja się identyfikowałam z Cesią, mając czternascie lat!

    > Może rzeczywiście do nas, pokolenia z "Kłamczuchy" i "Kwiatu Kalafiora"? Tylko
    > że nie ma to nic wspólnego z powieścią młodzieżową. :(
    > ****

    Oczywiście, że tak. Tylko my patrzymy na Gabę jak na tę siedemnastolatkę, która pani MM stworzyła. Tyle, że my się do niej chyba mniej przywiazalismy niż autorka ;D.

    > Mnie w Sprężynie mocno zniesmaczyła scena z Laurą w szpitalu, gdy przeprasza Ga
    > bę za to, że ona taka zUa była przez całe życie. Hola! Przecież Gabce w tej pot
    > łuczonej łepetynie nic nie zaćwierkało.

    To akurat mogłabym zrozumieć, w szpitalu, po przeżyciu wielkiego strachu o bliską osobę, mówi sie z pełnym przekonaniem różne rzeczy.

    To czego nie rozumiem to "Ja przecież wiem" Świętej Gabryjeli Poznańskiej :/.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • kasiazjeziora 28.09.12, 13:50
    Czekając na "McDusię" przeczytałam całą Jeżycjadę. Nie jest bez wad,zapewne, ale kocham te postaci.Nie mogę pojąć czemu wciąż czytacie i czekacie na dalszy ciąg skoro wszystko was tam denerwuje? Jężycjada nie jest obowiązkowa.
  • emae 28.09.12, 13:58
    kasiazjeziora napisał:

    > Czekając na "McDusię" przeczytałam całą Jeżycjadę. Nie jest bez wad,zapewne, al
    > e kocham te postaci.Nie mogę pojąć czemu wciąż czytacie i czekacie na dalszy ci
    > ąg skoro wszystko was tam denerwuje? Jężycjada nie jest obowiązkowa.

    Też mnie to kiedyś dziwiło :) Ale przekonałam się, że można kochać i książki, w których wszystko drażni, w których widzi się masę wad. Ja tu raczej jestem skłonna do zachwycania się Jeżycjadą niż do narzekania, ale np. "Czarna Polewka" nie podobała mi się w ogóle, widziałam w niej w zasadzie same wady. Nie zmieniło to faktu, że rzuciłam się na "Sprężynę" jak wygłodniałe dziecko na obiad, gdy tylko dostałam ją w swoje ręce :)

    Lucy Maud Montgomery, zapytana o swoje największe marzenie, odpowiedziała "Chciałabym napisać książkę, która będzie żyła". Myślę, że tak jest z Jeżycjadą.
  • dakota77 28.09.12, 14:02
    Czytanie forum, na ktorym na te Jezycjade narzekamy, tez nie jest obowiazkowe;-)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • emae 28.09.12, 15:05
    dakota77 napisała:

    > Czytanie forum, na ktorym na te Jezycjade narzekamy, tez nie jest obowiazkowe;-
    > )
    >

    Ach! Znowu znajoma, zdecydowanie najczęstsza odpowiedź :) Mnie też kiedyś zapytano, dlaczego wchodzę na to forum, które mnie tak denerwuje. Nie twierdziłam bynajmniej, że mnie ono denerwuje, lubiłam je wówczas tak jak i teraz lubię, pytałam pełna dobrej woli i jak najbardziej chętna, żeby pisać na takim fajnym forum :)

    Czemu nie zakładacie, że ktoś może naprawdę pytać z ciekawości?
  • nessie-jp 28.09.12, 16:40
    > Czemu nie zakładacie, że ktoś może naprawdę pytać z ciekawości?

    I z bezinteresownej życzliwej ciekawości nam doradza, że "Jeżycjada nie jest obowiązkowa"? No cóż, faktycznie, nie jest. I z wdzięczności za tę bezinteresowną i miłą poradę pędzimy odwdzięczyć się, z sercem na szufelce czarnoziemu, takąż poradą dla zatroskanej nami czytelniczki: forum też nie jest obowiązkowe! Hosanna!

    To po prostu ludzka reakcja na "życzliwe" informacje koleżanki o nieobowiązkowości Jeżycjady. Też chcemy się okazać dla koleżanki życzliwe.


    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • anutek115 28.09.12, 19:17
    emae napisała:

    > Ach! Znowu znajoma, zdecydowanie najczęstsza odpowiedź :) Mnie też kiedyś zapyt
    > ano, dlaczego wchodzę na to forum, które mnie tak denerwuje. Nie twierdziłam by
    > najmniej, że mnie ono denerwuje, lubiłam je wówczas tak jak i teraz lubię, pyta
    > łam pełna dobrej woli i jak najbardziej chętna, żeby pisać na takim fajnym foru
    > m :)

    Emae, i przełknęłaś tę odpowiedź, a nawet, o ile pamiętam, nie zgadzałaś sie z nami dość energicznie, po czym zostałas tu i udzielasz się, nie odstępując ani o krok od własnych poglądów. Oeraz, tez o ile dobrze pamiętam, to nie bylo twoje PIERWSZE wejście tu, bez "dzien dobry", bez "czytam was od...", za to od razu z przyjacieska informacją, że Jezycjada nie jest obowiązkowa.

    No i nie jest, tylko, że jedyna logiczna odpowiedzią na podobne wejście jest jednak - to forum tez nie jest :).

    >
    > Czemu nie zakładacie, że ktoś może naprawdę pytać z ciekawości?

    Jak się, podobnie jak ty to wczesniej uczyniłaś, bedzie tu dziewczyna udzielać, przyjmie odpowiedź "to forum nie jest obowiazkowe" z całym dobrodziejstwem inwentarza, nie zniknie stąd jak sen jaki zloty po jednym poscie z przyjacielską radą, to założymy. No, ja zalożę :).

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • emae 30.09.12, 17:20
    anutek115 napisała:

    >
    > Emae, i przełknęłaś tę odpowiedź, a nawet, o ile pamiętam, nie zgadzałaś sie z
    > nami dość energicznie, po czym zostałas tu i udzielasz się, nie odstępując ani
    > o krok od własnych poglądów. Oeraz, tez o ile dobrze pamiętam, to nie bylo twoj
    > e PIERWSZE wejście tu, bez "dzien dobry", bez "czytam was od...", za to od razu
    > z przyjacieska informacją, że Jezycjada nie jest obowiązkowa.
    >
    > No i nie jest, tylko, że jedyna logiczna odpowiedzią na podobne wejście jest je
    > dnak - to forum tez nie jest :).
    >
    >
    > Jak się, podobnie jak ty to wczesniej uczyniłaś, bedzie tu dziewczyna udzielać,
    > przyjmie odpowiedź "to forum nie jest obowiazkowe" z całym dobrodziejstwem inw
    > entarza, nie zniknie stąd jak sen jaki zloty po jednym poscie z przyjacielską r
    > adą, to założymy. No, ja zalożę :).
    >

    Tak, masz rację, i przekonałaś mnie. A dziewczyna najwyraźniej założyła konto tylko po to, żeby napisać to, co napisała :) Wydaje mi się jedynie, że forum takie jakie jest, musi się mierzyć od czasu do czasu z podobnymi reakcjami nowych osób, i to nie jest jakiś mroczny spisek pacynek i trolli... Kiedy ktoś bardzo bardzo lubi Jeżycjadę, Borejków, Gabrysię i w ogóle, wejście tutaj i przeczytanie kilku wątków może okazać się niezłym szokiem. I niby ten ktoś widział te same wpadki, wady, błędy wychowawcze Gabrieli, rozmijanie się komentarzy odautorskich z zachowaniem postaci... Ale mimo wszystko, to zaskakuje.
  • conefkaconbrio 30.09.12, 01:13
    kajaanna napisała:

    > Powtarzam po raz któryś:
    > Nie wiadomo, do kogo ta książka jest skierowana, bo ani do dzieci w wieku Łusi,
    > których mierzić będą rozterki "starych ludzi" jak sobie dziadkowie dadzą radę,
    > ani do nastolatek, bo co ich obchodzą zarówno nawiedzone dziesięciolatki, jak
    > też rozterki pokolenia rodziców (50+), czy wręcz o dekadę starsza idiotka, co n
    > ie potrafi jasno załatwić sprawy?
    Właśnie,"Język Trolli". "Czarna Polewka" i "Spęzyna " to książki chyba tylko dla fanów cyklu, a nie dla nastolatek, bo 8-10 letni główny bochater raczej nie przypadnie im do gustu.
    >
    > Może rzeczywiście do nas, pokolenia z "Kłamczuchy" i "Kwiatu Kalafiora"? Tylko
    > że nie ma to nic wspólnego z powieścią młodzieżową. :(
    > ****
    >
    > Mnie w Sprężynie mocno zniesmaczyła scena z Laurą w szpitalu, gdy przeprasza Ga
    > bę za to, że ona taka zUa była przez całe życie. Hola! Przecież Gabce w tej pot
    > łuczonej łepetynie nic nie zaćwierkało.
    >
  • filifionka-listopadowa 25.09.12, 18:17
    pontecorvo napisała:
    1. Laura - uganiająca się dziesiątki razy do "Daglezji": po świerk, po sosnę, b
    > ez świerku, z katalpą, zawieźć pieniądze, zapomnieć zapłacić, wrócić i tak w kó
    > łko. Jakoś to żałośnie jednak wypada, przecież panna, na studiach, ma chyba z 2
    > 0-stkę, a to uganianie co najwyżej 14- czy 15-latce mogłoby ujść. Ta postawa u
    > ganiania za mężczyzną do niej akurat w w ogóle mi nie pasuje.

    Czytając w Sprężynie o zachowaniu Laury czułam rosnące uczucie zażenowania połączonego z zawstydzeniem, upokorzeniem. Zawsze tak mam, gdy bohater robi z siebie idiotę, zaczynam odczuwać to upokorzenie, dlatego nie mogę oglądać tych amerykańskich komedii polegających na tego rodzaju żartach (mówienie rzeczy w nieodpowiedniej chwili, przewracanie się na skórce od banana, nagłe ataki rozstroju żołądka etc). Czytając o zakochaniu Laury miałam wrażenie, że przez przypadek trafiłam do świata Hanny Montany. Coś w tym stylu: www.youtube.com/watch?v=1-DpOF4Y-gE
    --
    Jeśli jest ci źle- przytul mocno kota.
    I to wszystko. Teraz źle jest kotu.
  • nessie-jp 25.09.12, 19:02
    >> Czytając w Sprężynie o zachowaniu Laury czułam rosnące uczucie zażenowania połączonego z zawstydzeniem, upokorzeniem. Zawsze tak mam, gdy bohater robi z siebie idiotę, zaczynam odczuwać to upokorzenie, dlatego nie mogę oglądać tych amerykańskich komedii <<


    Mam to samo :/ Nie znoszę tego uczucia.

    Jeszcze gdyby całość Sprężyny była utrzymana w konwencji złotocinianego romantyzmu. Gdyby to był motyw typowy dla bajek, z odwróceniem relacji Kopciuszek-Książę. I panem Gruszką w roli Groźnego Smoka. Ale co w tym wszystkim robią sonety o Gnoju, upiorne stare-malutkie z odjazdem gramatycznym, złośliwe stare Pulpecje w obmierzły sposób obmawiające dzieci przyjaciółek...?

    Kiedy, u licha, dostaniemy powieść jak kiedyś, o młodej dziewczynie i jej zakochaniu -- nie o jej ciotkach, matkach, babkach, dziadkach, pradziadkach, siostrzenicach, upiornych przyrodnich braciszkach, niepublicznych szkołach podstawowych...?

    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • meduza7 25.09.12, 19:17
    Omajgad, nie jestem sama! Ja też tak mam, do tego stopnia, że wychodzę z pokoju, kiedy czuję, że bohater w telewizji zaraz zrobi z siebie idiotę...
  • jhbsk 26.09.12, 08:07
    Też tak mam. Dlatego nie znoszę takich właśnie „komedii" polegających na robieniu z kogoś idioty.
    --
    JS
  • anutek115 27.09.12, 22:20
    jhbsk napisała:

    > Też tak mam. Dlatego nie znoszę takich właśnie „komedii" polegających na
    > robieniu z kogoś idioty.

    Ojejciu <ucieszam sie jak kto glupi> mam to samo!!! Możemy klub założyć. Napawa mnie otuchą fakt, że inni maja tak samo :D.


    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • emae 28.09.12, 06:14

    > jhbsk napisała:
    >
    > > Też tak mam. Dlatego nie znoszę takich właśnie „komedii" polegający
    > ch na
    > > robieniu z kogoś idioty.

    Dopisuję się, u mnie to dotyczy też książek. Bywało tak, że dziwili mi się, kiedy czytałam jakąś niesamowicie śmieszną książkę i w ogóle się nie śmiałam.
  • kamzik14 28.04.14, 19:05
    >Dopisuję się, u mnie to dotyczy też książek. Bywało tak, że dziwili mi się, kiedy czytałam jakąś niesamowicie śmieszną książkę i w ogóle się nie śmiałam.

    A ja mam to samo umiarkowanie plus jeszcze w myślach za jakąś niezręcznie zachowującą się postać odpowiadam (!!!) - np. w okropnej dla mnie scenie rozmowy Fryca z Dziadem Borejem co chwila odpowiadałam Ignacemu myśląc jednocześnie z zażenowaniem jak Fryc może tak sobą dać pomiatać i zapomnieć języka w gębie :/

    W "Sprężynie" tak jak większość forum nie znoszę grammar Nazi Ł. Poziom agresji przy czytaniu jej wynurzeń mi się tak podnosi, że chyba osławiona meliska, którą zaserwowały siostry Gabie, by nie pomogła :)
  • maryboo 25.09.12, 19:11
    A dla mnie naprawdę, naprawdę, NAPRAWDĘ niestrawną rzeczą w tej książce jest Łusia. To bodaj jedyna postać Jeżycjady, która nie irytuje mnie w zwyczajny sposób - czytając o niej mam chęć wskoczyć do książki i zastosować rękoczyny . Z rezolutnego, uroczego dziecka które zakładało spódniczkę dla Huberta Urbańskiego i szukało odpowiedzi na pytanie kim jest pan Hektop wyrosło denerwujące na potęgę Grammar Nazi cierpiące na słowną biegunkę. Jeżeli Łucja miała mnie rozczulać i wzruszać swym wiecznym wtrącaniem się do życia innych członków rodziny i bałwochwalczym stosunkiem do Naszpana, to z przykrością oznajmiam, że nie wyszło.
    --
    przed-zachodem-slonca.blogspot.com/

    "Przed Zachodem Słońca, czyli Przed Świtem oczami anty" - zapraszam serdecznie!
  • karolina.delila 26.09.12, 19:57
    Oo Tak Łusia jest wybitnie wkurzająca, podobnie jak wybitnie wkurzające jest jej zamiłowanie do gramatyki jęz polskiego, wykłady o pleonazmach i spółgłoskach dźwięcznych i bezdzwięcznych:) No, ale to już chyba wpływ córeczki MM- polonistki, w " Czarnej Polewce" nawtykała do urzygu Mickiewicza i jego wierszy, a w " Sprężynie" walnęła podręcznik do gramatyki. Szkoda, tylko, ze ta druga redaktorka Danuta Sadkowska tego nie przykróciła i nie nadała własciwych proporcji.
  • lot-orka 26.09.12, 22:35
    Dla mnie Ida jako nastolatka też była niestrawna, podejrzewam, że Łusia będzie coraz gorsza z każdym tomem, bo nikt jej przecież nie przykróci. Nienawidzę takiego samozachwytu, i to kółeczko przy wciąganiu makaronu, brr..
    Akcje Laury także i we mnie budzą zażenowanie, zwłaszcza udawanie, że jest z gazety do kompletu.
    Natomiast Naszpan jest chyba najbardziej w moim typie z całej tej dotychczasowej gromadki młodzieńców :)
  • black-apple 29.09.12, 13:37
    W zauroczenie (tak, nie miłość!) Laury jeszcze jestem w stanie uwierzyć. Raz, że od dziecka wydawała mi się osobą wręcz desperacko poszukującą uwagi i uczuć u innych osób. Dwa, że po rozstaniu nierzadko zdarza się poszukać zapomnienia w ramionach kogoś innego. Jej wybryki z sosenkami niespecjalnie mnie dziwią - nie takie głupie rzeczy robiono dla miłości, czy tej prawdziwej czy wymyślonej. Natomiast w to, że Adam odwzajemnił je nie wierzę i kropka. Tak, mógł ją zapamiętać po występie na rynku. Tak, mogła mu się podobać. Tak, mógł się ucieszyć, że za nim lata (chociaż to nie rysuje obraz emocjonalnie dojrzałego mężczyznę). To, co definiuje ten wątek jako słabą imitację prawdziwej historii miłosnej jest zachowanie po usłyszeniu wyznania miłosnego Laury od Łusi. Zwłaszcza sam finał książki, gdzie Adam rzuca się na Laurę niczym tragiczny kochanek, co fatum trzymało z dala od wybranki, i jak prawdziwy Romeo przyłożył jej rękę do serca w geście powielanym przez tysiące romantycznych opowiastek. Nawet znienawidzona przeze mnie relacja Pyzy i Fryza na początku miała silniejsze podstawy, ba, każda w Jeżycjadzie, łącznie z Anielką i Pawełkiem, czy Cesię z Brodaczem.
    --
    When I grow up, I want to be a forester
    Run through the moss on high heels
  • bupu 29.09.12, 16:23
    black-apple napisała:


    > To, co definiuje ten wątek jako słabą imitację prawdziwej historii miłosnej jest
    > zachowanie po usłyszeniu wyznania miłosnego Laury od Łusi. Zwłaszcza sam finał
    > książki, gdzie Adam rzuca się na Laurę niczym tragiczny kochanek, co fatum trzy
    > mało z dala od wybranki, i jak prawdziwy Romeo przyłożył jej rękę do serca w ge
    > ście powielanym przez tysiące romantycznych opowiastek. Nawet znienawidzona prz
    > eze mnie relacja Pyzy i Fryza na początku miała silniejsze podstawy, ba, każda
    > w Jeżycjadzie, łącznie z Anielką i Pawełkiem, czy Cesię z Brodaczem.

    Cały ten wątek miłosny Laury i Naszpana jest niczym wycięty z kiepskiego romansidła. No, heroina jest porządnie zarysowana, siłą rzeczy, ale reszta jak z harlekina. Amant wycięty z kartonu, bez osobowości, za to z, ach, ach, traumą z przeszłości, zero prawdziwych emocji i interakcji, za to wymowne spojrzenia, złote nici i mnóstwo podniośle romantycznych gestów (całowanie pukli, dłoń ukochanej do serca, ach i och). Mamy też, a jakże, cudowne zbiegi okoliczności, oraz równie cudowne połączenie bohaterów na końcu.

    Faktycznie, proszę pani, wyrób romansopodobny. Dlatego mnie irytuje wręcz nieprzytomnie.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • nessie-jp 30.09.12, 14:34
    > Cały ten wątek miłosny Laury i Naszpana jest niczym wycięty z kiepskiego romans
    > idła. No, heroina jest porządnie zarysowana, siłą rzeczy, ale reszta jak z harl
    > ekina. Amant wycięty z kartonu, bez osobowości, za to z, ach, ach, traumą z prz
    > eszłości, zero prawdziwych emocji i interakcji, za to wymowne spojrzenia, złote
    > nici i mnóstwo podniośle romantycznych gestów (całowanie pukli, dłoń ukochanej
    > do serca, ach i och).

    Dlatego właśnie moim zdaniem Jeżycjada, jeszcze bardziej niż inne powieścidła tego typu, sama sobie podkłada nogę przez to, że

    a) jest cyklem
    b) usilnie kreuje się na "realistyczną"

    W "balladach i romansach" można mieć i cudownie uleczonych dotykiem literatury młodych Lisieckich, i mrocznego rycerza zaklętego w Nerwusa, którego się da odczarować kwiatem paproci, i Przeszczepa z ogrodu róż, poszukującego swojej Belli, i księcia, który wyjechał w siną dal, ale wrócił po pierogi. Młodego tajemniczego mężczyzny, ukrytego za maską Gwiazdora.

    Tymczasem usilnie i kompletnie niepotrzebne parcie na "realizm" w połączeniu z niefortunną cyklicznością wymuszają na autorce bezustanne dopisywanie "dalszych ciągów" tam, gdzie dalszego ciągu być nie może, bo fabuła się porwie i odfrunie. Ballady i romanse kończą się, szczęśliwie albo nieszczęśliwie, ale definitywnie. Baśnie kończą się na "i żyli długo i szczęśliwie".

    Natomiast napisanie realistycznych dalszych losów postaci o atrybutach baśniowych to zębami noża po szkle. Bo trzeba się zdecydować, że Filip Bratek to jednak NIE książę zaklęty, tylko histeryk, megaloman i zakompleksiony furiat, od którego normalny człowiek od samego początku powinien trzymać się z daleka, a nie zakochiwać w ciągu 12 godzin od napadu.

    I tak, w realnym świecie Bella dość szybko przekona się, że Przeszczep ma baaardzo dużo tych najmniej przyjemnych cech Majrzaków, że jest wiecznie płaczliwym, marudzącym i użalającym się nad sobą, zakompleksionym leniem, usiłującym wymuszać szantażem emocjonalnym zainteresowanie otoczenia.

    Elka dowie się, że Tomcio jest nieodpowiedzialny, niezdolny do skoncentrowania się na jednej rzeczy dostatecznie długo, żeby ją doprowadzić do końca i skłonny do zgryw i małpich wygłupów, byle być w centrum uwagi.

    Naszpan okaże się cynicznym podrywaczem, uwielbiającym, jak się niezbyt dorosłe dziewuchy za nim uganiają i wyrywającym je na swoją nieszczęśliwą przeszłość.

    Maciek szybko znudzi się Kreską i będzie miał kolejne romanse i kolejne Matyldy w każdym mieście, w którym będzie "realizował projekt".

    Cesia i Hajduk będą się całe życie gorzko kłócić, bo ona będzie nadwrażliwa, a on mrukliwy i wycofany.

    Grześ Stryba będzie całe życie pielęgnował uczucie gorzkiej urazy do Gabrieli, która wyszła za niego z wygody i "żeby ludzie nie gadali", a wciąż myśli i marzy o pierwszym mężu.

    I tak dalej, i tym podobnie -- realistycznie, przykro, rzeczywiście.

    Tylko, u diabła, PO CO? Po co autorka tak nieudolnie miesza bajki z rzeczywistością?


    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • jottka 01.10.12, 16:41
    a nie dałoby się tego (tj. słusznych charakterystyk postaci) wpleść w quasi-realistyczną opowieść?:) by mi się bardzo podobały takie nowofalowe powieści dla dziewczątek - słuchaj, dzieweczko, ona najpierw nie słucha, ale potem zaczyna jednak dostrzegać parę rzeczy i dokonuje się w niej niepowstrzymany rozwój duchowo-intelektualny:)
  • emae 23.04.14, 14:17
    ... czyli: jak napisać bestseller, gdy nie ma się pomysłu?

    Przeczytałam sobie "Sprężynę" w Święta. Musiałam uporządkować sobie, ile ta Łusia ma w końcu lat i ile w ogóle czasu upłynęło między "Sprężyną" a "McDusią" - jakoś nigdy nie mogę się w tym połapać. No i w ogóle złapałam się na tym, że pamiętam "Sprężynę" dość słabo.

    Pierwsze moje spostrzeżenie - książka wciąga jak stara dobra Jeżycjada, trudno się od niej oderwać. Jest w niej dużo dobrych fragmentów, parę razy się zaśmiałam, ze dwa fragmenty przeczytałam na głos rodzinie (ten o zbiorowym udzielaniu pierwszej pomocy i ten o saksofonistce, która jak grała, to była cisza jak makiem zasiał). Drugie spostrzeżenie - Łusia jest faktycznie koszmarna, ma cały jeden sympatyczny dialog z Ignacym na samym początku książki, a potem zamienia się w jakieś monstrum, które nie tylko poucza wszystkich, jak powinni mówić, ale też wtrąca zupełnie od czapy: "O! Szkoda, że nie powiedziałaś 'idę się przejść', byłby pleonazm". Takie to jakieś na siłę, niepotrzebne, nienaturalne, bez wdzięku.

    Trzecie i główne spostrzeżenie - Łusia jest nieprzekonująca jako sprężyna (sprężyna wydarzeń? no proszę...), "Sprężyna" jest nieprzekonująca jako "Sprężyna", główny wątek, motyw, oś książki, główna bohaterka... nie istnieje. Przypuszczam, że dziewięcioletnia Łusia (prawie dziesięcioletnia!), pragnąca być spirytusem movensem, miała być w zamyśle autorki kimś w rodzaju Pollyanny: urocze dziewczątko postanawia grać w grę, żeby uczynić świat lepszym, a poprzez tę grę ma wpływ na życie - także miłosne - dorosłych bohaterów książki. No niestety, nie wyszło. Łucji jest za mało. Ona nie tylko nie jest główną bohaterką książki, ona jest tam wręcz wciśnięta na siłę, nie wiadomo po co. Wszystkie ważniejsze sceny i wydarzenia mogły się rozegrać bez żadnego udziału Łusi.

    (Nawiasem mówiąc, Gaba jest faktycznie genialną kobietą. Jakby mi dziewięcioletnia siostrzenica powiedziała, że chce być sprężyną, na pewno nie zgadłabym tak od razu, o co jej chodzi. Ale przecież Gaba na łożu boleści sama wyznaje co i rusz: "Ja wszystko wiem, ja przecież wszystko wiem") ;p

    Naprawdę, to aż bije po oczach, że najpierw był tytuł i okładka (jej pierwotna wersja), a długo, długo później jakaś treść. Czasem wydaje mi się, że MM jakoś sobie losuje te tytuły. Już więcej jest McDusi w "McDusi".
  • emae 23.04.14, 15:01
    A, miałam napisać jeszcze o jednej rzeczy.

    Otóż Laura stwierdza w pewnym momencie, że ten ciągle przywoływany przez Łusię Naszpan Polonista strasznie działa jej na nerwy i "niech on się lepiej do mnie nie zbliża, bo go walnę". Cytat niedokładny, ale podobieństwo do późniejszych słów Józefa wprost uderzające.
  • meduza7 25.04.14, 11:35
    >Naprawdę, to aż bije po oczach, że najpierw był tytuł i okładka (jej pierwotna wersja), a długo, długo później jakaś treść. Czasem wydaje mi się, że MM jakoś sobie losuje te tytuły. Już więcej jest McDusi w "McDusi".

    Taaa, MM ma taką metodę, wymyśli sobie tytuł, nieraz całkiem fajny i błyskotliwy, tyle że zamiast zapisać go sobie w kajeciku i sprawdzić później, czy i jak dopasowuje się do koncepcji, musi koniecznie ogłosić go światu.
    W ten sposób został zmarnowany np. "Język Trolli", który jako tytuł był właśnie ciekawy, intrygujący, z nutką tajemnicy - jakie trolle? - i można by do niego dopisać naprawdę fajną historię (np. o nawiązywaniu porozumienia z jakimiś osobnikami, które na pierwszy rzut oka zdawały się tępe i niesympatyczne jak trolle, a po bliższym poznaniu...). Tymczasem powstała historia zupełnie o czym innym (a właściwie to... eee... o niczym?), więc aby powiązać ją jakoś z już ogłoszonym tytułem, trzeba było naprędce nadać bohaterce nazwisko "Trolla". No ludzie.
    W ogóle, mimo portretów kolejnych nastolatek na okładkach, mam wrażenie, że ostatnią książką, która rzeczywiście miała główną bohaterkę i skupiającą się na niej akcję, była "Córka Robrojka", 1996. Pozostałe, to już tylko saga rodu Borejków, a tytułowi bohaterowie to się tak jakoś plączą jak piąte koło u wozu. A już z pewnością "McDusia" mogłaby się obyć całkowicie bez Magdy, bo i tak najważniejsze są ślubne perypetie Laury.
  • paszczakowna1 25.04.14, 12:42
    > W ogóle, mimo portretów kolejnych nastolatek na okładkach, mam wrażenie, że ost
    > atnią książką, która rzeczywiście miała główną bohaterkę i skupiającą się na ni
    > ej akcję, była "Córka Robrojka", 1996. Pozostałe, to już tylko saga rodu Borejk
    > ów, a tytułowi bohaterowie to się tak jakoś plączą jak piąte koło u wozu.

    "Żaba" jeszcze jakieś tam owinięcie akcji wokół bohaterki tytułowej miała. I zresztą, gdyby autorka skupiła się faktycznie na niej i rodzinie Schoppe, ta książka mogłaby wyjść całkiem porządnie, bo te fragmenty czytają się dobrze. Żenująco robi się dopiero, gdy na scenę wkraczają Borejki.
  • meduza7 25.04.14, 13:58
    >Żenująco robi się dopiero, gdy na scenę wkraczają Borejki.

    Wychodzi na to, że Borejki stały się przekleństwem i mordercami cyklu ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka