Dodaj do ulubionych

Wpadusie w McDusi

02.10.12, 16:52
Czyli wpadki, nieścisłości i nieprawdopodobieństwa. Już są! Już ssą!

- McDusia przygląda się Grzesiowi i Miągwie, stwierdzając, że są do siebie tak podobni i przystojni. Jak Ignaś by jeszcze tylko zapuścił taką CIEMNĄ brodę jak ojciec, to dopiero wyglądałby korzystnie!
MM już zapomniała, że Grzegorz okularnik wygląda jak Elka z burzą orzechowych loków i takąż afrobrodą, a Miągwa to brunet z gładkim loczkiem po mleczarzu czy Kryptopyziaku.

- przy Wigilii borejczej jest solennie czytana Ewangelia z fragmentem o Kwiryniuszu namiestniku Syrii, co to urządził spis ludności. Ignac tak się podnieca, jakby Kwiryniusza znał osobiście. Tylko jeśliby byłby naprawdę filologiem klasycznym, co tak zna osobiście historię imperium rzymskiego, wiedziałby, że akurat Kwiryniusz urządził spis ludności w roku 6 n.e. w tym samym roku też Żydzi odwołali Heroda Archola-jak mu tam, syna Heroda Wielkiego (rzekomo tego właśnie, co urządził rzeź niewiniątek), a kontrolę nad Judeą przejęli całkiem Rzymianie, bez królów marionetkowych. Poza tym żaden spis ludności nigdy nie wymagał powrotu do miejsca narodzin dziadka męża. Jednym słowem, fragment ten lepiej pomijać i po prostu czytać o stajence itd.

- Aztecy wg. MM / ustami kibola Gabzinka / grali w piłkę nożną pęcherzem zwierzęcym napełnionym powietrzem. Tymczasem grali piłką kauczukową i nie nogami, tylko łokciami i głowami, starając się trafić w pierścień na ścianie.

- w dzień ślubu 27 grudnia Łałry pada śnieg, aż tu nagle jeden, niesłychany nigdy w grudniu, grzmot, co wszyscy przyjmuja jako fatum i znak od Jowisza.

- Pyziak ma udar w grudniu? Nie pił już od dwóch lat, może to dlatego?

- gdzieś po dziewiątej rano Bernard zabiera suknię z Poznania. Jest minus trzy i zawieja śnieżna. O trzeciej po południu w zawiei śnieżnej Bernard dojechał jużż do Lubelszczyzny, i dzwoni do Gaby, bo znalazł suknię i czy ma z tym przyjechać. Gaba twierdzi, że nie trzeba, bo i tak to nic nie zmieni. Zadziwiające jak szybko i daleko można dojechać w Polsce i to podczas zamieci śnieżnych.

- prowadzanie panny młodej przez łojca do łołtarza jest nagle staropolską tradyncją.

--
Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę. Wolę z chrzęstem odgryzać nóżki. (c) mmmaupa
Edytor zaawansowany
  • iwoniaw 02.10.12, 17:01
    O Pyziaku wywalonym po udarze ze szpitala zanim jeszcze zdążył tam piżamę założyć już pisałam w wątku obok.
    "Staropolski" obyczaj prowadzenia panny młodej przez ojca wkurza mnie przeokrutnie ogólnie, a w tak przekłamanym kontekście szczególnie. No ale jak to Boreje operomydlane obyczaje kopiują to jest git i cymes, a nawet staje się staropolskie per se bez względu na fakty :-/

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • kosheen4 02.10.12, 17:05
    czyja to tradycja przed ołtarz z ojcem pod pachą w zasadzie?

    --
    Ląduj, dziadu!
  • lezbobimbo 02.10.12, 17:10
    kosheen4 napisała:
    > czyja to tradycja przed ołtarz z ojcem pod pachą w zasadzie?

    W Hameryce holywódzkiej to tradyncja. Podobnież jak rzucanie bukietem w tył, manie czegoś nowego, pożyczonego itd. (już czekam aż te motywy podczytane tutaj pojawią się w Tłuczce do orzechów)

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • iwoniaw 02.10.12, 17:42
    A holiłódzki, owszem. Protestancka tradycja, w której ojciec ODDAJE córkę zięciowi, któremu w czasie zaślubin panna ślubuje m.in. posłuszeństwo (sic!)

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • croyance 02.10.12, 18:15
    Mnie, mnie ojciec wlokl, to znaczy, wiodl pod cywilny oltarz :-D
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • iwoniaw 02.10.12, 18:39
    Ale tyś nie wzdragała się wcześniej na zagramaniczne mody i nie prychała z pogardą na to Pospólstwo, Co Tradycje Rodzime Badziewiem Anglosaskim Zastępuje, tak?

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • croyance 02.10.12, 18:56
    Nie, nie, tak mi sie tylko sentymentalnie przypomnialo *lezka*
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • anutek115 02.10.12, 18:45
    croyance napisała:

    > Mnie, mnie ojciec wlokl, to znaczy, wiodl pod cywilny oltarz :-D

    Lecz w kraju anglosaskiem to było, to raz, i do anglosaskiego męża cię wlókł, to dwa, oraz nigdy nie pochylałas sie nad slowiańskimi, przasnymi, naszokrajowymi tradycjami, w przeciwieństwie do tej nowomody ze zgnilego, nieprawda, Zachodu, to trzy.

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • croyance 02.10.12, 18:55
    Gdybym wiedziala, ze dzialam wbrew Tradycji to ho ho kto wie, moze bym i ze dwa czy trzy razy sie dala poprowadzic :-D
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • dakota77 02.10.12, 18:46
    Amerykanska tradycja, niemajaca nic wspolnego ze staropolskimi zwyczajami. Ale przepraszam, co slubuje protestancka panna mloda? Jakie posluszenstwo?

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • dakota77 02.10.12, 19:38
    Wciaz czeka na wyjasnienie slubowania posluszenstwa;-)

    To sa najpopularniejsze anglosaskie przysiegi:

    "I, ___, take you, ___, for my lawful wife/husband, to have and to hold from this day forward, for better, for worse, for richer, for poorer, in sickness and health, until death do us part."
    Or:
    "I, ___, take you, ___, to be my husband/wife. I promise to be true to you in good times and in bad, in sickness and in health. I will love and honor you all the days of my life."

    Episcopal Wedding Vows:
    "In the name of God, I, ___, take you, ___, to be my husband/wife, to have and to hold from this day forward, for better or worse, for richer or poorer, in sickness and health, to love and to cherish, until we are parted by death -- this is my solemn vow."

    Protestant Wedding Vows:
    "I, ___, take thee, ___, to be my wedded husband/wife, to have and to hold, from this day forward, for better, for worse, for richer, for poorer, in sickness and in health, to love and to cherish, till death do us part, according to God's holy ordinance; and thereto I pledge thee my faith/myself to you."

    Protestant Wedding Vows:
    "I, ___, take thee, ___, to be my wedded husband/wife, to have and to hold, from this day forward, for better, for worse, for richer, for poorer, in sickness and in health, to love and to cherish, till death do us part, according to God's holy ordinance; and thereto I pledge thee my faith/myself to you."


    I gdzie to posluszentwo?:)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ananke666 02.10.12, 20:00
    Bride: I,_____, take thee,_____, to be my lawful wedded Husband, to have and to hold from this day forward, for better for worse, for richer for poorer, in sickness and in health, to love, cherish, and to obey, till death us do part, according to God's holy ordinance; and thereto I give thee my troth. - Book of Common Prayer
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • dakota77 02.10.12, 20:15
    I naprawde to jest wersja, ktora przecietny protestant slubuje? Ja, jakem protestantka, bralam slub cywilny, wiec nie wiem, ale wydawalo mi sie, ze obecnie obowiazujaca wersja przysiegi jest dosc krotka i nic nie mowi o posluszenstwie...

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • minerwamcg 02.10.12, 21:36
    No więc ja też brałam protestancki ślub z metodystą i nijakiego posłuszeństwa tam nie było :) A nawet gdyby było, ja składałam według katolickiej roty, bo tak chciałam, a pastor nie miał nic przeciwko. I nie, u metodystów też tatuś nie prowadzi panny młodej do ołtarza!
    BTW, spróbowałybyście się skrzywić na ten idiotyczny zwyczaj na "Ślubie i weselu", hi, hi, hi... Każda tam zasuwa z tatusiem i wstawia głodne kawałki o staropolskiej tradycji i wdzięczności wobec tatusia, jakby mamie się nie należała.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • meduza7 02.10.12, 21:42

    A to nie jest tak, że to posłuszeństwo zostało cichcem-chyłkiem wycofane? W katolickiej przysiędze też kiedyś było, tekst zmieniono chyba dopiero po Soborze Watykańskim II (tak mi się wydaje). Z kolei czytałam kiedyś, że żona Martina Luthera Kinga składała przysięgę małżeńską bez wzmianki o posłuszeństwie, co na owe czasy (lata 50-te) było jeszcze wyjątkiem.
  • minerwamcg 02.10.12, 23:01
    meduza7 napisała:

    > A to nie jest tak, że to posłuszeństwo zostało cichcem-chyłkiem wycofane? W kat
    > olickiej przysiędze też kiedyś było, tekst zmieniono chyba dopiero po Soborze W
    > atykańskim II (tak mi się wydaje).

    Wydaje się. Zdecydowanie :) Jedna moja babcia wychodziła za mąż w 1929 i jeszcze ślubowała posłuszeństwo, druga w 1935 i już nie. Więc gdzieś-kiedyś w tych latach, na początku trzydziestych. Do Soboru Watykańskiego II jeszcze wieki całe.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • a_weasley 02.10.12, 23:13
    Meduza7 napisała:

    > A to nie jest tak, że to posłuszeństwo zostało cichcem-chyłkiem wycofane?

    Być może gdzieś zostało, natomiast przede wszystkim mówienie ogólnie o "protestanckiej przysiędze" jest piramidalnym nieporozumieniem, bo protestantyzm to nie jest jeden związek wyznaniowy ani nawet, jak prawosławie, kilka. To są co najmniej setki większych i mniejszych związków wyznaniowych, w których znajdziesz wszystko, od amiszów (bez gwarancji, że dalej jest już tylko ściana) po szwedzkich "luteran" z ich żonatymi biskupKami nie uważającymi Biblii za autorytet (jak wyżej, choć nie mam pomysłu, jak by ich ktoś miał przebić).

    --
    Prawda nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.
    (Daniel Rotfeld)
  • ding_yun 02.10.12, 22:37
    > BTW, spróbowałybyście się skrzywić na ten idiotyczny zwyczaj na "Ślubie i wesel
    > u", hi, hi, hi... Każda tam zasuwa z tatusiem i wstawia głodne kawałki o starop
    > olskiej tradycji i wdzięczności wobec tatusia, jakby mamie się nie należała.

    A ja szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem tego zżymania się na każdę kobietę, która ma życzenie, zeby ojciec ją prowadził do ołtarza. Niemal zawsze taka delikwentka jest klasyfikowana albo jako bezwolna owieczka albo przygłupia pożeraczka hollywoodzkiego chłamu. Może i to jest zwyczaj wywodzący się z czasów, kiedy ojciec oddawał córkę zięciowi, ale zwyczaje mają to do siebie, że mogą trwać w niezmienionym kształcie natomiast zmieniać swoją wymowę - jeżeli panna młoda nie czuje się bezwolną owcą oddawaną we władanie mężowi to czemu jej wmawiać, że przez sam gest stawia się w gronie owiec?
    Dlaczego niby uhonorowanie w ten sposób ojca miałoby odbierać cokolwiek matce? Można ją wyróżnić na inne sposoby.
    Tradycja polska to rzeczywiście nie jest, nie da się ukryć, że zaburza przebieg uroczystości w której młodzi spotykają się wcześniej i udają się razem do kościoła - okej, to jest jakiś argument na nie. Natomiast cała reszta jakoś zawsze średnio do mnie trafia. Może dlatego, ze wszystkie znane mi panny młode, które chciały być prowadzona do ołtarza przez ojca (łącznie z moją własna matką) to były kobiety mające wyjatkowe dobre i bliskie relacje ze swoimi ojcami i chciały rzeczywiście w ten sposób im podziękować. Nie była to bynajmniej kwestia trendu.
  • minerwamcg 02.10.12, 23:08
    Zwyczaj ponadto dość paskudnie dyskryminuje pana młodego. Ona defiluje z tatusiem przed ołtarz, a on gdzieś chyłkiem pod tujami, krytą żabką kanałami, od zakrystii, żeby go broń Boże nikt nie zobaczył. Ona ma swoje wielkie entree, a on - no cóż, dodatek. U Borejków rozumiem, bo tam Dziad Borej jest alfą i omegą, ojcem i matką nawet tam, gdzie nie jest ojcem, a mężowie córek i wnuczek to smętne firany przydeptane przez Dziadowy autorytet - ale żeby w życiu? Hm.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • skrzydlate.bobry 02.10.12, 23:21
    O, a ja byłam na ślubie, na którym najpierw panna młoda miała swoje entree pod rękę z ojcem, ale jak już doszli do ołtarza, to entree pod rękę z matką wykonał pan młody. I pannę młodą przyćmił. Czyli - zależy co za facet.
  • tt-tka 22.04.14, 22:52
    w staropolskiej tradycji, cyt. za wspomnieniami Ewy Felinskiej (przelom XVIII i XIX w) panne mloda do oltarza prowadzil mezczyzna lub mezczyzni z rodziny pana mlodego, a jego z kolei wiodly panie z rodziny panny - taki rodzaj publicznego poswiadczenia to byl , ze nowa osobe w rodzinie przyjmuje sie z aprobata i rodzina , tfu, OBIE rodziny akceptuja zwiazek
    oczywiscie mozna bylo obejsc sie i bez tego, wariant dopuszczalny i stosowany, ale nie sine qua non
  • ding_yun 03.10.12, 00:03
    minerwamcg napisała:

    > Zwyczaj ponadto dość paskudnie dyskryminuje pana młodego. Ona defiluje z tatusi
    > em przed ołtarz, a on gdzieś chyłkiem pod tujami, krytą żabką kanałami, od zakr
    > ystii, żeby go broń Boże nikt nie zobaczył. Ona ma swoje wielkie entree, a on -
    > no cóż, dodatek.

    Wydaje mi się, że w ceremonii ślubu nie chodzi o to, kto będzie miał wielkie entree. A jeśli nawet, to być może konkretny pan młody ma w czterech literach fakt, że to jego wybranka, a nie on przez pięć minut bardziej błyszczy. Często akceptuje się wszystkie pomsyły młodych "bo to w końcu ich dzień, jedyny w życiu" a komentowanie decyzji jest widziane raczej jako nietakt albo domena apodyktycznych rodziców, którzy próbują na siłę przeforsować swoje zdanie. Chcą weseliska na 150 osób za kilkadziesiat tysięcy - w Polsce bardziej standard niż fanaberia. Zamarzy im się cichy ślub i przyjęcie w gronie najbliższych - świetnie, nowocześnie, bardzo rozsądne podejście. Diademy, smokingi, chińskie lampiony, akrobaci na szczudłach - wszystko jest do zaakceptowania. Nie potrafię zrozumieć czemu akurat prowadzenie przez ojca do ołtarza wzbudza takie kontrowersje i często niesprawiedliwe oceny panny młodej.
    --
    In God we trust, all others must bring data.
  • klawiatura_zablokowana 03.10.12, 00:21
    > A ja szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem tego zżymania się na każdę kobietę
    > , która ma życzenie, zeby ojciec ją prowadził do ołtarza.

    Offtop już galopuje, więc bez skrępowania wyjaśniam. Kwas ten bierze się stąd, że wiele panien młodych prowadzonych do ołtarza ekscytuje się tym faktem jako DOWODEM ich niesamowitej relacji z ojcem. I cała reszta, która idzie pod ołtarz z (zaledwie) narzeczonym pod pachą, czuje się tak jakby pośrednio wytykana palcami, że widocznie ich relacja z ojcem coś nie za baudzo. No to się bronią, waląc na odlew "głupim holyłódzkim małpowaniem" etc.

    Nie twierdzę, że stoję po którejś ze stron, ale kilka lat czytania forów ślubnych przynosi takie obserwacje. To jak ekscytowanie się podwójnym nazwiskiem: niektórzy uważają, że trzeba mieć ku temu czy owemu wielkie a ważkie powody i zaczyna się rozliczanie, kto jest godzien. Każdy ma swoje "ale" i każdy uważa, że powinien się jakoś wytłumaczyć, dlaczego akurat do ołtarza z papą idzie/nie idzie (opcja zerojedynkowa, a każdy wybór podejrzany!). No i gdakanie się nakręca.

    --
    Z życia małżeństwa mieszanego
  • chomiczkami 03.10.12, 01:51
    minerwamcg napisała:

    > BTW, spróbowałybyście się skrzywić na ten idiotyczny zwyczaj na "Ślubie i wesel
    > u", hi, hi, hi... Każda tam zasuwa z tatusiem i wstawia głodne kawałki o starop
    > olskiej tradycji i wdzięczności wobec tatusia, jakby mamie się nie należała.

    O, nieprawda, nie jesteśmy aż takie! Są dwie frakcje: za i przeciw. Druga Wielka Dyskusja to Dyskusja o Nagim Ramieniu. Zapraszam.

    --
    Żadna praca nie hańbi, ale nie każda przynosi zaszczyty.
  • ananke666 02.10.12, 23:51
    Teraz pewnie znacznie rzadziej, ale taka przysięga była i nie wątpię, że do tej pory ktoś ją składa. Nawet całkiem niedawno - jeśli dobrze pamiętam - były dylematy, czy Kate Middleton będzie to posłuszeństwo ślubować, czy nie.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • paszczakowna1 03.10.12, 11:00
    Była i może nadal jest, ale np. w kościele anglikańskim od lat 30-tych jest mało popularna. Pamiętam u Dorothy Sayers (1937 może?), ze jak Harriet uparła się zawierać ślub z Winsey'em wedle starej formuły (z 'obey'), szwagierka Winsey'a uznała to za happening w złym guście.
  • ananke666 05.10.12, 11:01
    paszczakowna1 napisała:

    > Była i może nadal jest, ale np. w kościele anglikańskim od lat 30-tych jest mał
    > o popularna. Pamiętam u Dorothy Sayers (1937 może?), ze jak Harriet uparła się
    > zawierać ślub z Winsey'em wedle starej formuły (z 'obey'), szwagierka Winsey'a
    > uznała to za happening w złym guście.

    Mogę się mylić, ale w głupim i raczej współczesnym dziele o Bridget Jones taka przysięga występuje na ślubie Jude z Podłym Richardem.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • lauragom85 04.10.12, 14:35
    W Polsce w kościele ewangelickim panna młoda do dzisiaj musi ślubować posłuszeństwo mężowi.
    Prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca to rzeczywiście nie jest staropolska tradycja. Polska wszak od dawien dawna jest krajem katolickim, a ten zwyczaj wywodzi się z państw protestanckich. Na filmie to bardzo ładnie wygląda, jak tata prowadzi córkę do ołtarza, ale mało kto wie co to tak naprawdę oznacza (a raczej oznaczało): w ten sposób ojciec (jako pierwszy "właściciel" panny młodej) oddawał swą córkę zięciowi (nowemu "właścicielowi").
  • dakota77 04.10.12, 14:51
    Z liturgii slubu na oficjalnej stronie Kosciola Ewangelicko-Augsburskiego:

    "Ja N.N. (imię i ewent. nazwisko) *przed obliczem Boga żywego i w obecności tych świadków,*z ręki Bożej * przyjmuję ciebie, N.N. (imię i ewnt. nazwisko panieńskie) za żonę swoją, * i ślubuję ci: * miłość, szacunek i wierność małżeńską, * w dniach dobrych jak i złych * dzielić z tobą radość i smutek, * szczęście i nieszczęście, * jak Bóg zrządzi, * oraz, że cię nie opuszczę, * aż Bóg przez śmierć nas rozłączy. * Do tego dopomóż mi, Panie Boże wszechmogący. * Amen* "
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • iwoniaw 04.10.12, 14:56
    No to jest wersja ślubowania żonie przez męża, więc wiadomo, że on posłuszeństwa nie ślubuje, a oficjalna strona nie podaje, niestety wersji ślubowania żony; osobiście jednak mam koleżankę ewangeliczkę, która posłuszeństwo ślubowała jeszcze zaledwie kilkanaście lat temu.

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • dakota77 04.10.12, 15:04
    Sprawdzilam jeszcze raz strone, przysiega narzeczonej jest identyczna.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • lauragom85 04.10.12, 16:49
    To niemożliwe. Trzy, cztery lata temu czytałam artykuł z ewangelickiego czasopisma napisany przez człowieka przygotowującego narzeczonych do ślubu, w którym autor bardzo się dziwił, że w kościele KK kobieta nie ślubuje już mężowi posłuszeństwa, bo w ewangelickim musi to robić do dzisiaj. Przyszli małżonkowie mogą sami ułożyć słowa w przysięgi, ale panna młoda musi w swojej umieścić te o posłuszeństwie wobec męża. Jak będę mieć czas to poszukam tego artykułu i wrzucę link.
  • lezbobimbo 04.10.12, 17:12
    lauragom85 napisał(a):
    > Jak będę mieć czas to poszukam tego artykułu i wrzucę lin
    > k.

    Daj juz spokoj z tym offtopem. Jesli kogos interesuja przymusy slubne, sam sie dowie.
    Wrocmy do jezdzenia po kiksach w McDusi.

    --
    Trochę nam image psują te rozważania o, pardon, dupie. (c) jota-40
  • filifionka-listopadowa 04.10.12, 20:18
    lezbobimbo napisała:
    > Daj juz spokoj z tym offtopem. Jesli kogos interesuja przymusy slubne, sam sie
    > dowie.
    > Wrocmy do jezdzenia po kiksach w McDusi.

    Nadobna Pani, może to kwestia mojego złego dnia i mogłam nie zauważyć dowcipu, ale zakuła mnie ta uwaga.
    Offtopy są częścią tego forum, odkąd tylko pamiętam dyskusje potrafiły się rozjeżdżać na najróżniejsze tematy i uważam, że bardzo je ubarwiają. Nie zauważyłam by były w innych wątkach ukrócane. Mnie na przykład bardzo zainteresowała kwestia przysięgania posłuszeństwa i chętnie przeczytałabym wspomniany przez lauragomę85 artykuł.
    Innymi słowy uważam, że nie powinnaś arbitralnie stwierdzać kto z jakimi offtopami powinien dać sobie spokój, o ile oczywiście nie łamią one zasad forum lub są pozbawione jakiejkolwiek merytorycznej wartości np:" co prawda w książce napisane jest, że akcja dzieje się w Poznaniu, ale ja i tak uważam, że to Moskwa!!!oneoneone!".

    Chyba, że Twoja uwaga miała być w zamierzeniu żartem.
    --
    Jeśli jest ci źle- przytul mocno kota.
    I to wszystko. Teraz źle jest kotu.
  • lauragom85 05.10.12, 21:25
    Wspomniany przeze mnie tekst zaczyna się tak:
    "Encyklopedia Internetowa, Wikipedia, na dzień 24 września podaje lakoniczną informację: 1928 - Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet, usuwając fragment zobowiazujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Jako protestant funkcjonujący w kościele, gdzie kobiety nadal ślubują posłuszeństwo swojemu mężowi ośmielę się poruszyć tę – w moim odczuciu – totalnie nierozumianą kwestię. Większość czytelniczek podniesie brwi ze zdumienia, że w XXI wieku są jeszcze ludzie, którzy kwestionują tak postępowy krok wywalczony przez międzywojenny ruch emancypacji kobiet. Zacznijmy jednak od stanu rzeczy..."
    Jeśli kogoś naprawdę zainteresował temat:
    www.kosciol.pl/article.php?story=20040923215245777
  • marajka 13.10.12, 17:40
    > W Polsce w kościele ewangelickim panna młoda do dzisiaj musi ślubować posłuszeń
    > stwo mężowi.

    Ani razu nie słyszałam, a Ty ile razy słyszałaś? I w którym Kościele ewangelickim, bo w Polsce są trzy: KEA, KER i KEM.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • minerwamcg 16.07.19, 18:28
    Brałam ślub w Kościele Ewangelicko-Metodystycznym, i to nie wczoraj, a prawie piętnaście lat temu, i uroczyście oświadczam, że NIE. Panna młoda nie ślubuje żadnego posłuszeństwa, oboje przyrzekają sobie to samo co do słowa.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • minerwamcg 02.10.12, 17:41
    Istotnie, staropolski to ten zwyczaj jest, jak kiełbasa "Staropolska" z MOM.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • milka_milka 04.10.12, 09:01
    Iwoniaw, książki nie czytałam, nie wiem, co było o udarze napisane, ale co do wywalania, to niestety tak jest. Moją własna rodzona babcię wywalili ze szpitala 3 czy 4 dni po udarze, bo dalej już nic nie mogą i tylko rehabilitacja.

    A tak w ogóle "dzień dobry". Poczytuję forum od dawna, ale odzywać się nie śmiem, Dusi jeszcze nie czytałam i chyba nie wiem, czy chcę...
    --
    "JA" nie z uwielbienia dla siebie, ale nie zdążam zwolnić shift'a i tak mi wychodzi. :-)
  • lezbobimbo 02.10.12, 17:07
    A i jako nieprawdopodobieństwo, co właśnie dopisawszy w streszczeniu:
    - Bernard bezrobotny artysta ma zarobić z dorywczych chałtur ciastami i cateringiem utrzymanie dwóch synów studiujących niewiadomoco w Holandii. Aniela nie pochwala, więc się nie wtrąca i jest sławą teatralną.

    Jak to dorabianie na stacjach benzynowych do stypendium w NASA, ihihihi

    --
    "Wiem, że Marta jest kudłaty robaka. Wytwarzają one straszna choroba." MVF
  • nikadaw1 02.10.12, 17:30
    dlaczego Bernard jest ciągle określany "bezrobotny artysta" i nie założy po prostu bajkowej firmy cateringowej/cukierni? poza tym on dostaje zlecenia, raz malował do kościoła obraz z draperiami, inną razą urodziwą handlarkę warzyw dla przedsiębiorcy, a artystyczne męki porzucił już dawno na rzecz łątwego tłuczenia obrazków.
    --
    Spacerowiczka
  • vi_san 01.11.12, 15:41
    A mnie wogóle drażni nieco ogólnie mówiąc "zasobność portfela" Musierowiczowych bohaterów. W "starej Jeżycjadzie" Borejkowie byli zdecydowanie niezamożni, by nie powiedzieć raczej ubodzy. Cóż, żadne tam z Ignacego i Mili "szychy" a cztery córki na utrzymaniu... A teraz? Gabunia mając dwoje dzieci [Pyziak w końcu alimentów jej nie płacił, honorna była] powiedziałabym że finansowo wypłynęła jak łódź na jeziora w słoneczny dzień, Idusia, niech będzie, nie znam biednego lekarza, ale zauważcie, że WSZYSCY wydają sie nie mieć problemów z kasą! Osobną kwestią jest Łałra, która porzuciła postrzelonego Wolfiego [który na męża się nia nadawał, ale to inna bajka], żeby się szybciutko zakochać w doskonale prosperującym przedsiębiorstwie ogrodniczym "Daglezja" z dodatkiem jakiegoś nudziarza...
  • klymenystra 02.10.12, 17:35
    Przeciez napisane jest eksplicytnie, że Bernard oszukuje Urząd Skarbowy. Mam podejrzenia, że dostaje zasiłek, a chałturki wykonuje na lewo. Chwalebne, doprawdy.
  • nikadaw1 02.10.12, 17:51
    żeby dostawać zasiłek, trzeba mieć przepracowane ileś czasu na etacie, a zasiłek trwa chyba tylko pół roku. dostaje tylko gratis składkę zdrowotną, ale leczy się u Idy za rzeźby. omijając Urząd Skarbowy, nie płaci podatków, ale też nie odlicza VAT. ciekawe kto go zatrudnia i na jakiej zasadzie, skoro nie wystawia faktur. może dostaje umowy o dzieło na wykonanie tortu, ale firmom naprawdę wygodniej jest kupić i dostać fakturę.
    --
    Spacerowiczka
  • nikadaw1 02.10.12, 18:04
    tzn. mógłby pracować na czarno w jednym miejscu na stałe, ale on chyba te torty piecze u siebie w domu? i co chwila ma nowe zlecenia, to tu, to tam? taki system pracy trudniej na dłuższą metę uprawiać na czarno, moim skromnym zdaniem, choćby dlatego, że musi coraz to nowym ludziom proponować omijanie prawa.
    --
    Spacerowiczka
  • iwoniaw 02.10.12, 18:14
    co innego hobbystycznie coś zrobić czasem za nieopodatkowaną kasę w gronie znajomych czy wymienić tort z okazji jubileuszu znajomego za plombę założoną przez jubilata-dentystę, a co innego robić na czarno usługi dla firm (!!!), które przecież jakichś kwitów na poniesione koszty potrzebują i nie sądzę, żeby coś takiego miało sens.

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • klymenystra 02.10.12, 19:16
    Plus kwestie sanepidu. Realizm musieryczny jak się patrzy.
  • minerwamcg 02.10.12, 21:30
    Sanepid to tyciusi pikuś w porównaniu z normami unijnymi odnośnie produkcji żywności. Kuchnia, w której Bernard produkowałby swoje dzieła musiałaby mieć wyparzacz, okadzacz, wodotrysk i bumbramsztykiel z potrójnym percyndlem! Parzystym oczywiście i z homologacją.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • minerwamcg 02.10.12, 21:17
    Diabła tam, żeby dostać zasiłek, to trzeba było przed popadnięciem w bezrobocie gdzieś pracować, i to nie całkiem krótko. Ponadto zasiłek dają - jak sprawdziłam na stronie UP - tylko przez 6 miesięcy, a Bernard to swoje kurodomstwo odwala już ładnych parę lat.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • biljana 02.10.12, 17:18
    Z tym "staropolskim" prowadzaniem do ołtarza przez ojca panny młodej to juz utrwalona herezja jest. Bo, o ile dobrze pamiętam, to już obolały Ignac wiódł do ołtarza Natalię.
  • minerwamcg 02.10.12, 21:22
    No więc właśnie, też na to zwróciłam uwagę. A naprawdę po staropolsku to do tego ołtarza walił tłum ludzi :)
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • piotr7777 02.10.12, 17:21
    > - przy Wigilii borejczej jest solennie czytana Ewangelia z fragmentem o Kwiryni
    > uszu namiestniku Syrii, co to urządził spis ludności. Ignac tak się podnieca, j
    > akby Kwiryniusza znał osobiście. Tylko jeśliby byłby naprawdę filologiem klasyc
    > znym, co tak zna osobiście historię imperium rzymskiego, wiedziałby, że akurat
    > Kwiryniusz urządził spis ludności w roku 6 n.e. w tym samym roku też Żydzi odwo
    > łali Heroda Archola-jak mu tam, syna Heroda Wielkiego (rzekomo tego właśnie, co
    > urządził rzeź niewiniątek), a kontrolę nad Judeą przejęli całkiem Rzymianie, b
    > ez królów marionetkowych. Poza tym żaden spis ludności nigdy nie wymagał powrot
    > u do miejsca narodzin dziadka męża. Jednym słowem, fragment ten lepiej pomijać
    > i po prostu czytać o stajence itd.

    Tak się nie da.

    Przy takim założeniu opis narodzin Jezusa składałby się z dwóch wersów.
    "Kiedy tam (czyli gdzie?) przebywali (czyli kto?) nastał dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie była dla nich (tzn. Maryi i kogo jeszcze?) miejsca w gospodzie (a skąd gospoda?)".

    Źródło - Łk 2, 6-7, nawiasy moje.

    Jest to JEDYNY fragment Ewangelii mówiący o narodzinach Jezusa. Dla pierwszych chrześcijan ważniejsze były jego publiczna działalność, nauki, śmierć i zmartwychwstanie.
    Marek o narodzinach Jezusa nie wspomina wcale, Jan w aspekcie symbolicznym (na początku było słowo etc.), Mateusz pisze o tym, co było wcześniej i później.
    Przyjmując Twoje założenie każdy prawdziwy filolog klasyczny powinien być automatycznie ateistą.

    Jeśli naruszyłem zasadę niepisania na tematy religijne to przepraszam.
    Mam jednak wrażenie, że czytanie fragmentu z Ewangelii Łukasza ma w sobie coś z symbolu. Okaleczanie tego symbolu w imię (domniemanej przecież bo opartej na źródłach) wiedzy historycznej jakoś mi się nie podoba. Czy w imię tej zasady mamy np. zmieniać teksty kolęd (inna sprawa, że jedna zmiana już była "Józefa starego" zamieniono na "świetego" co w "Dzisziaj w Betlejem" się broni, ale w "A wczora z wieczora" już nie).
    Pozdrawiam.
  • a_weasley 02.10.12, 23:15
    Rozumiem, że zakaz pisania na tematy religijne dotyczy tylko piszących z pozycji religijnych?

    --
    Bawcie się i pijcie, moje dzieci,
    Jak się bawić i pić potraficie -
    Są ludy, co dojrzały do śmierci
    Z rąk ludów niedojrzałych do życia.
  • nikadaw1 02.10.12, 17:24
    udaru można dostać o każdej porze roku. inaczej wylewu, ale ponoć fachowa nazwa to udar, i nie wypuszczają po nim tak szybko ze szpitala, bo powoduje pewną niedołężność, paraliż, częściową utratę mowy, przeżuwania, zaniki pamięci itp., w szpitalu często badają mózg. niewielkie udary są mniej niebezpieczne i dają mniej objawów, ale i tak w domu pacjent wymaga opieki.
    --
    Spacerowiczka
  • kajaanna 02.10.12, 18:25
    I w dwa dni po udarze Pyziak wychodzi ze szpitala, idzie (!) rozmawiając z Gabą, a potem tłucze się pociągiem?
    Właśnie, skąd Janusz przyjechał do Poznania?
  • lezbobimbo 03.10.12, 14:58
    kajaanna napisała:
    > I w dwa dni po udarze Pyziak wychodzi ze szpitala, idzie (!) rozmawiając z Gabą
    > , a potem tłucze się pociągiem?

    Hah, malo tego.
    Udaru dostaje Pyziak nagle po tym, jak Laura mu wygarnia, ze je porzucil, a slub odwolany (bo suknia nieobecna, a Pyziak tak).

    Udar polega na tym, ze Pyziak wreszcie rozumie swoj blad bycia Pyziakiem, nagle wydaje krotki okrzyk i mdleje.
    Na to ktos (chyba Ida? nie jest to nawet powiedziane!) stwierdza, ze dostal udaru.
    To wtedy Gaba sie ofiaruje, ze go PODWIEZIE do szpitala przez sniegi i tak czyni.

    Bo po co takiemu tepemu, zuemu, przykremu Pyziakowi z jego chamskim prezentem jeszcze jakas karetka i pierwsza pomoc...

    Udaru Janusz dostaje 27 grudnia, a jest juz na chodzie 31 grudnia, mowi, chodzi, wszystko robi, tylko kochac nie umie.

    > Właśnie, skąd Janusz przyjechał do Poznania?

    Pyziak przyjezdza z Berlina pociagiem, z tym jego obrzydliwym KitchenAidem oraz walizka. Walizke niesie bez przeszkod w drodze powrotnej :P

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • meduza7 03.10.12, 15:04
    Ej, to mnie się wydaje, że nie dostał żadnego udaru, tylko ktoś na oko postawił diagnozę, bo w Polsce jak wiadomo najpopularniejszy zawód to lekarz, a zaraz po nim nauczyciel (ja was nauczę!).
    A wiecie, że z powodu takiego omdlenia można stracić prawo jazdy? Nawet jeśli nie stanie się to za kierownicą, a zwyczajnie w domu:
    www.kurierlubelski.pl/artykul/666779,zemdlal-i-stracil-prawo-jazdy-grzegorz-melasa-wygral-z,id,t.html
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • memphis90 27.10.12, 22:30
    Aha, ale lekarza obowiązuje tajemnica lekarska i nie ma prawa powiadamiać nikogo o omdleniach. Z tajemnicy lekarskiej lekarza tylko sąd ma prawo zwolnić. Chyba, że delikwent sam stosowny organ poinformuje i prawko grzecznie złoży.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • bat_oczir 14.10.12, 14:43
    > Udaru Janusz dostaje 27 grudnia, a jest juz na chodzie 31 grudnia, mowi, chodzi
    > , wszystko robi, tylko kochac nie umie.

    rzuć okiem do sieci pod hasło "TIA".
  • memphis90 27.10.12, 22:28
    Może miał TIA- przemijający napad niedokrwienny? Leczenie objawowe, nie trzeba przesiadywać w szpitalu, z definicji cofa się samo.
    Udar jako taki może być niedokrwienny (zatkanie naczynia) lub krwotoczny (wylew). Oba nieprzyjemne.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • bupu 02.10.12, 18:54
    Ściślej rzecz biorąc udar mózgu (nie mylić z cieplnym tudzież słonecznym) to jest stan niedokrwienia fragmentu mózgu. Może być albo krwotoczny, gdy pęknie naczynie krwionośne, albo niedokrwienny, gdy rzeczone naczynie się zatka z jakiegoś powodu. I owszem, pory roku schorzeniu różnicy nie robią, a pacjenta po udarze nie wystawia się za drzwi szpitala gdy tylko zacznie kumać z grubsza rzeczywistość. Najpierw się go z reguły dokładnie bada, sprawdzając jak duży obszar mózgu jest tknięty problemem, czy przypadkiem nie grozi mu udar ponowny, oraz co ten udar spowodowało i jak poważne są jego skutki. I zależnie od wyników się ordynuje stosowną terapię.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • minerwamcg 02.10.12, 21:25
    Oo, to samo właśnie miałam napisać. I bywa, że po udarze ludzie są krócej czy dłużej sparaliżowani, nie mówią, mają zaniki pamięci etc. To nie jest stłuczenie kantu tyłka, tylko poważna choroba.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • bupu 02.10.12, 21:46
    minerwamcg napisała:

    > Oo, to samo właśnie miałam napisać. I bywa, że po udarze ludzie są krócej czy
    > dłużej sparaliżowani, nie mówią, mają zaniki pamięci etc. To nie jest stłuczeni
    > e kantu tyłka, tylko poważna choroba.

    Ale to Pyziak przecież. Niegodzien, aby nad jego robaczywym, pyziaczym, niezdolnym do miłości mózgiem pochylali się z troską lekarze. Prawdaż.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • nikadaw1 02.10.12, 17:25
    skoro Pyziak nigdy nie kochał, to kiedy to zauważył i co się stało z jego drugą rodziną jak z obrazka na lodówce u Almy?
    --
    Spacerowiczka
  • meduza7 02.10.12, 17:27
    To proste, drugą rodzinę owszem, założył, ale też jej nie kochał. Ożenił się z rozsądku, o.
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • klymenystra 02.10.12, 17:37
    Wpadkę z odprowadzaniem do ołtarza odnotowałam w pierwszym wątku. Wkurzyłam się strasznie, jak to przeczytałam w książce, durna autorka, wyznawczyni tradycji, a nie ma o niej pojęcia.
  • lezbobimbo 02.10.12, 18:11
    klymenystra napisała:
    > Wpadkę z odprowadzaniem do ołtarza odnotowałam w pierwszym wątku. Wkurzyłam się
    > strasznie, jak to przeczytałam w książce, durna autorka, wyznawczyni tradycji,
    > a nie ma o niej pojęcia.

    Tylko dzięki Tobie to zauważyłam i dziękuję Ci bardzo :)
    Jak czytałam ów fragment, to mnie zemdliła i odrzuciła histeria Łałry kwiczącej, że tylko ojciec Borejko miałby być prawdziwym ojcem, godnym noszenia panny zastawnej do ołtarza.

    --
    W Polsce zostalo tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • kajaanna 02.10.12, 19:28
    A kto do ołtarza odprowadza Pana Młodego? Mamusia?
  • a_weasley 02.10.12, 23:28
    Kajaanna napisała:

    > A kto do ołtarza odprowadza Pana Młodego? Mamusia?

    Czai się w zakrystii albo jakoś inaczej czeka w okolicach prezbiterium.
    Wejdź na "Ślub i wesele", tam ten temat wraca co miesiąc, że można by kalendarz regulować.

    --
    Mam nadzieję dożyć czasów, gdy antyklerykalizm będzie tak samo piętnowany jak antysemityzm.
  • datter 03.10.12, 19:28
    Taka jesteś przemądra, Klymenystro? Tak się akurat składa, że zwyczaj prowadzenia panny młodej przez ojca do ołtarza jest starą tradycją, starszą niż wspólne wejście pary młodej. Może zamiast nazywać innych durnymi, warto się trochę dokształcić?
  • bupu 03.10.12, 19:32
    datter napisała:

    > Taka jesteś przemądra, Klymenystro? Tak się akurat składa, że zwyczaj prowadzen
    > ia panny młodej przez ojca do ołtarza jest starą tradycją, starszą niż wspólne
    > wejście pary młodej. Może zamiast nazywać innych durnymi, warto się trochę doks
    > ztałcić?

    Stara owszem. Ale nie staropolską. Ni cholery. Może warto się trochę dokształcić? :>
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • klymenystra 04.10.12, 12:14
    ORLY? Na katolickim, polskim slubie? Pacz pani, w moim regionie, w regionie mojej babci i prababci zawsze para wchodzila razem.
  • meduza7 02.10.12, 17:52
    Dla mnie wpadką jest garsonka Mili.
    Gdyby to była przechowywana z sentymentu sukienka, to ok, z trudem, ale jestem w stanie uwierzyć, że w krytycznym momencie została wyciągnięta z głębin przepastnej szafy i użyta ponownie. Że pożółkła? Ojtam, ojtam, powie się, że to ecru. Jeśli jeszcze miałaby jakiś oryginalny fason, to dla takiej dziewczyny jak Laura byłaby wręcz wymarzona. Ok, dla takiej dziewczyny, jaką kiedyś była Laura, zanim sfiraniała.
    Ale garsonka, proszpa, nie jest strojem na jedną okazję, co to się jej drugi raz nie włoży. I przepraszam bardzo, ale nie wierzę, że oszczędna i dość biedna przy tym Mila nie użyła jej już nigdy; odwiesiła do szafy i tylko przekładała naftaliną i bagnem od moli (a właśnie, że też mole tego nie zeżarły!). W końcu, jak przypuszczam, był to jeden z jej niewielu eleganckich strojów; jeśli nie jedyny.
    A zatem kres żywota garsonki powinien był nastąpić dużo, dużo wcześniej; a nawet jeśli Mila z sentymentu przechowywałaby ją nadal, to pięćdziesięcioletnia znoszona i zniszczona garsonka... ech.
  • piotr7777 02.10.12, 17:55
    No to przynajmniej wiemy kiedy Pyziak kłamał. Zapewniał Gabrielę o jej miłości a faktycznie jej nie kochał.
    Ale ja w to nie wierzę. Bo wprawdzie żadna z książek, w których występuje Janusz nie zawiera jego przemyśleń z KK i IS (a i poniekąd z OwR) wynika, że na Gabrieli mu zależało. Jeśli to nie była miłość, to co? Zauroczenie?
  • meduza7 02.10.12, 18:01

    Apetyt na pierogi. Wrócił z Australii wcale nie dla Gaby, tylko dlatego, że mu się pierogów zachciało, ot, co!
    Ja to Pyziakowe "nigdy nie kochałem" jestem w stanie ewentualnie zrozumieć w ten sposób, że facet w życiu tak zgorzkniał, że w tym momencie rzeczywiście nie jest w stanie nikogo pokochać - a ta gorycz zatruwa mu też wspomnienia i wydaje mu się, że zawsze taki był. Co nie jest prawdą, bo - wracać z Australii do Polski, w środku lat 80-tych, w tej po-stano-wojennej beznadziei, przyjeżdżać do tej szarości, bidy i bylejakości - dla kobiety, której się nigdy nie kochało? Bzdura.
  • nikadaw1 02.10.12, 18:11
    niby nie kochał, ale sumienie go dręczyło, w latach 90. poszedł na Roosevelta, ale Mila go przepędziła, potem zjawił się w CP po przebaczenie, w Spręzynie Gaba myśli coś o dawno wyjaśnionych sprawach, to nie jest grunt do tego, by komuś dowalić "nigdy cię nie kochałem".
    --
    Spacerowiczka
  • piotr7777 02.10.12, 18:55
    nikadaw1 napisała:

    > niby nie kochał, ale sumienie go dręczyło, w latach 90. poszedł na Roosevelta,
    > ale Mila go przepędziła,
    I moim zdaniem szkoda, że ta sprawa nie znalazła ciągu dalszego. Tzn., że Janusz nie powiedział Gabrieli "wiesz byłem u was raz, ale twoja mama kazała mi się wynosić, no fakt, byłem wtedy trochę pijany". Może wtedy doszłoby do konfrontacji Gabriela - Mila? No, ale to nie u MM.
  • croyance 02.10.12, 18:57
    Pyziak jest swietym czlowiekiem, naprawde.
    Borejkowie traktuja go tragicznie, a on jednak przyjezdza, kupuje prezenty, pojawia sie ... jednak cokolwiek nie zrobi jest NIE TAK, klatwa Autorki na nim ciazy ...
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • nikadaw1 02.10.12, 18:17
    może Mila nie miała okazji, by nosić biały kostiumik? nie pracowała zawodowo oprócz epizodu w biurze, zaraz po ślubie zaszła w ciążę i się nie obroniła, może też nie cierpiała takiej elegancji na inne okazje niż ślub, na imieniny do Feli i Józefa chodziła w swoich powyciąganych i zużytych ciuchach.
    --
    Spacerowiczka
  • bupu 02.10.12, 18:57
    nikadaw1 napisała:

    > może Mila nie miała okazji, by nosić biały kostiumik? nie pracowała zawodowo op
    > rócz epizodu w biurze, zaraz po ślubie zaszła w ciążę i się nie obroniła, może
    > też nie cierpiała takiej elegancji na inne okazje niż ślub, na imieniny do Feli
    > i Józefa chodziła w swoich powyciąganych i zużytych ciuchach.

    BNo to chyba już wiadomo po "Makbusi", że stroją się tylko kobiety moralnie upadłe, a Kobieta Prawdziwa kostiumik wiesza w charakterze relikwii, by na co dzień paradować w rzęchach.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • meduza7 02.10.12, 19:31
    Hej, a jaki czas właściwie mija od śmierci Dmuchawca do przyjazdu Magdusi celem uporządkowania mieszkania? I czy ktoś wie, jaki jest status tego mieszkania - lokatorskie, własnościowe? Kiedy zmarła moja babcia, miałyśmy z kuzynką miesiąc na opróżnienie mieszkania i piwnicy, i zdanie kluczy do administracji. Mieszkanie oczywiście było tylko lokatorskie.
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • karolina.delila 02.10.12, 20:16
    Dmuchawiec umarł??
  • draconessa 02.10.12, 20:29
    Protestuje!!! Dmuchawiec jest wiecznie zywy!!!

    --
    I saw it. I wanted it. I had a fit. I got it:)
  • meduza7 02.10.12, 22:04
    Jak Lenin.
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • opelgang 02.10.12, 22:14
    Jak by nie było, nawet gdyby kitelek (nie umiem inaczej myśleć o tej garsonce) był nieużywany i z metką, po prostu nie pasuje do Laury i jest takim jakby ostatecznym wciśnięciem jej w rolę Kobiety Naprawionej i udomowionej. Ja nie mam nic przeciwko udomowieniu, ale to jest Tygrysek w brylancikowych koralikach, co jeszcze kilka lat temu pędził rowerem i myślał, że taki pęd i niezależność to jest jej żywioł :-( Nie chcę jej w wianeczku, w zgrzebnym lumpeksie, obok narzeczonego z pleksiglasu :-(
  • bupu 02.10.12, 22:27
    opelgang napisała:

    > Jak by nie było, nawet gdyby kitelek (nie umiem inaczej myśleć o tej garsonce)
    > był nieużywany i z metką, po prostu nie pasuje do Laury i jest takim jakby osta
    > tecznym wciśnięciem jej w rolę Kobiety Naprawionej i udomowionej. Ja nie mam ni
    > c przeciwko udomowieniu, ale to jest Tygrysek w brylancikowych koralikach, co j
    > eszcze kilka lat temu pędził rowerem i myślał, że taki pęd i niezależność to je
    > st jej żywioł :-( Nie chcę jej w wianeczku, w zgrzebnym lumpeksie, obok narzecz
    > onego z pleksiglasu :-(

    Ale to jest symbol. Uborejczenia Laury, która się pokajała za Bul Gabryjeli i straciła wszelkie cechy wężowo-pyziacze, nawet na ilustracjach. I teraz będzie Madamowi de Tektura rodziła dziatki i wypełniała nimi ramiona, porzuciwszy głupie myśli o niezależności, makijażach, strojach i peelingach, panie tego.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • chomiczkami 03.10.12, 01:56
    Mnie ten de Tektura w sumie pasuje. Chcę takiego. Z domkiem i wszystkim.

    --
    I tylko po nas zostanie coś, co zawsze powraca:
    wielkie, największe kochanie
    i prosta,najprostsza praca.
  • nioszka 02.10.12, 22:17
    Ślubny kostiumik Mili został użyty tylko raz, po złotych godach przymierzony, potem wyczyszczony i prrrrrrroszę akurat kiedy był potrzebny się znalazł.
    Albowiem porządne kostiumiki z piki mają długi żywot. Jak wiszą w szafie. A nie butwieją w grobowcu. Albo w kurhanie.
  • jamniczysko 03.10.12, 11:26
    Z treści "McDusi" wynika, że Mila musiała być wzrostu co najmniej Gabrieli. A nie była, bo od pierwszych tomów (KK, IS) MM nadmienia, że była drobną, niedużą kobietą. Tymczasem żakiet jej ślubnej garsonki był na Laurę za luźny, a spódnica wisiała niemal do kostek. Na laurze, o której akurat autorka konsekwetnie pisze, że miała metr siedemdziesiąt!

    Wpadusia.
  • nikadaw1 03.10.12, 12:16
    ale jaka spódnica do kostek, skoro w Kalamburce strój Mili jest określany jako "kostiumik". Ponadto ówczesna moda faktycznie promowała kostiumiki, z rękawami trzy czwarte, tyłem odstającym albo i nie, spódnicą do kolan, prostą lub krynolinką. a la Jackie Kannedy lub Grace Kelly. to skąd nagle długa spódnica?

    trochę przykro, że na żadnym ze swych ślubów Laura nie miała wybranej przez siebie sukienki. w CP Żaba kupiła jej sukienkę w rozmiarze 38, Mila z panieńskich czasów to raczej drobne 36.
    --
    Spacerowiczka
  • klymenystra 03.10.12, 12:56
    Moze ta spodnica byla bardzo dluga, a Laura, jako wysoka, miala ja do kostek? To jedna z najgorszych dlugosci dla nog, swoja droga, dlatego pewnie wygladala niezgrabnie. No i fakt, moda wtedy byla nieco inna.
  • meduza7 03.10.12, 13:19
    Kostiumiki z lat 50-tych, do wyboru, do koloru. Jaka spódnica do kostek? Wszystko tuż za kolano. Moda maksi to lata 70-te (spódnica Joanny w kolorach ziemi, która Joannie sięgała do kostek, a Gabie do pół łydki!).
    www.fashion-era.com/1950s/1950s_3_fashion_dressmaking.htm
    --
    W zasadzie, pod tym szyldem znana jest grupa artystów, którzy komponują, jak również wykonują swoje utwory - pośpieszył od razu z wyjaśnieniem Ignacy Grzegorz. - W swoich dziełach łączą muzykę awangardową z popularną oraz klasyczną. Wykorzystują brzmienia instrumentów smyczkowych i chóry. Nawiązują również do tradycji operowej. W warstwie tekstowej także udaje się odnaleźć liczne nawiązania do...
    -Jedz, bo ci wystygnie - przerwał mu Józef swym ciepłym barytonem, z troską patrząc na wciąż pełny talerz kuzyna.
    (c) Caitlin, forum SuS :)
  • nighthrill 02.10.12, 23:02
    Niczym potwory z bagien przy publikacji nowej książki autorki wypełzają dawno nieużywane nicki, a ja wśród nich.

    Wpadki/wątpliwości:

    1. Cały czas jest mowa o rodzicach Adama - czy w "Spreżynie" autorka nie pisała, że jego matka nie żyje, żyje tylko schorowany ojciec? Tymczasem oboje rodzice zapraszają L. i A. na wigilie i oboje są obecni w kościele na ślubie.

    2. Naszpan w przedzień ślubu zabiera do Kostrzyna wszystkie ciuchy i rzeczy Laury, z wyjątkiem pianina, mimo to Laura nie nocuje w nowym domu, ale u Borejków od rana przygotowuje sie do ślubu ( z pustymi szafami?).

    3. Magdusia ucieka od Dmuchawca po dwóch tygodniach mieszkania z nim i wraca do babci do Wrocławia. Do jakiej babci? Jedną jej babcią jest matka Kreski, która chyba nie żyje (?), drugą pani Ogorzałkowa, która mieszka w Pobiedziskach.

    4. Bernard wyjeżdża z Poznania dużo później, niż o 9, bo o 9 dopiero wpada do Borejków z tortem, potem jest zamieszanie z frakiem, suknią, czekanie pod domem krawcowej itp. Wczesnym popołudniem mknie już przez Lubelszczyne. W zamieci.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • iwoniaw 02.10.12, 23:07
    Nie wiem, czy matka Kreski nie żyje - ale skoro żyje, to czemu nie ona przyjechała z Wrocławia likwidować mieszkania po ojcu, tylko aż z Francji musiała w tym celu zostać posłana McDusia, która ani z pradziadkiem nie miała serdecznego kontaktu ani specjalnych związków?

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • lezbobimbo 02.10.12, 23:14
    Do jakiej babci? Jedną jej babcią jest matka Kreski, która
    > chyba nie żyje (?), drugą pani Ogorzałkowa, która mieszka w Pobiedziskach.

    Nie tylko Ogorzałka Maciek ale i Kreska ma rodziców - nieznaną nam córkę Dmuchawca i jej męża. Ona żyje raczej, tylko była internowana w OwR.
    Ta internowana córka Dmuchawy - Kreskomama to własnie byłaby wrocławska babcia McDusi (mniejsza o to, gdzie się podział jej monsz, babcia po prostu jest bazą logistyczną dla eurosieroty McDusi).

    Wszystko przez to, że mylić się może Dmuchawiec zwany dziadkiem Kreski, ale będący pradziadem McDusi. To Dmuchawca żona a babcia Kreski dziwnie nie istnieje nigdzie w Rzężycjadzie. Świekra mać, mam nadzieję, że to zrozumiałe.


    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem rozsadna? (c) Klymenystra
  • jamniczysko 03.10.12, 11:31
    Ale dlaczego córka Dmuchawca spędza czas głównie na oglądaniu (tfy!) telewizyjnych seriali? W internowaniu tak jej zrobili?
  • minerwamcg 02.10.12, 23:15
    Co do rodziców Adama, to w "Sprężynie" stoi jak wół, że jego mama leży w szpitalu. Widocznie na ślub syna wyzdrowiała. Co do Kreski i jej matki, to skąd przypuszczenie, że nie żyje? Siedziała wraz z mężem w pudle podczas wojny jaruzelskiej, ale przecież jej tam nie zabili? MM była owszem maniakalnym mordercą matek, ale chyba ostatnio jej przeszło...
    Jedyne, o co by się należało zapytać, to czemu pani Krechowiczowa nie przyjeżdża z Wrocławia likwidować mieszkania po ojcu?
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • lezbobimbo 02.10.12, 23:20
    minerwamcg napisała:
    > Co do rodziców Adama, to w "Sprężynie" stoi jak wół, że jego mama leży w szpita
    > lu. Widocznie na ślub syna wyzdrowiała.

    Za to w McDusi na ślub Laury choruje pater Fidelis i siedzi na wózku. Dobrze to rokuje, aby i Adam stał się w Tłuczce smętny i rozpaczający nad zmarłymi, o których nie wiadomo gdzie są (wie to tylko Norwid, Micek i Słowacki już nie).

    > Jedyne, o co by się należało zapytać, to czemu pani Krechowiczowa nie przyjeżdż
    > a z Wrocławia likwidować mieszkania po ojcu?

    Bo nie byłoby jak inaczej wetrzeć McDusi w fabułę jak jajo! No i Gaba pęchcąca po mieniu Dmuchawczym nie mogłaby pouczać poezją opornej frytkowniczki, tylko musiałaby okazać na kobiercu szacun damie starszej od niej o pokolenie.

    Wpadka zresztą nielicha :-)

    --
    Wy sie swobodnie poruszacie po tej calej strasznej wspolczesnosci (c) Kicia
  • el_la 03.10.12, 22:39
    Magdusia powinna też mieć - w Poznaniu i w okolicach - wcale nielicha rodzine po tatusiu: wujaszka, babcie i innych pociotków. Zamiast spędzać radośnie święta w Pobiedziskach (jeżeli do Wrocławia i Paryża jej nie po drodze) tkwi w charakterze piątego koła u wozu w borejkowskim kołchozie.
  • kasiazjeziora 05.10.12, 10:22
    Rzeczywiście, do Pobiedzisk rzut beretem , a tu cisza. Dodatkowo, ta babcia z Wrocławia, wielbicielka seriali ,to przecież wyrodna córka Dmuchawca. Nigdy go nie odwiedzała, biednego, chorego. Potwór jakiś.
  • dakota77 05.10.12, 10:34
    Bo MM wrzuca sobie nowe informacje tak jak jej pasuje, zupelnie nie myslac, jaka bedzie ich wymowa w calosci powiesci czy cyklu. Potrzebna byla babcia we Wroclawiu, prosze, jest. A to, ze nagle wyglada na to, ze nie interesowala sie zupelnie ojcem, to juz drobiazg.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • lauragom85 04.10.12, 14:42
    nighthrill napisała:

    >
    > 3. Magdusia ucieka od Dmuchawca po dwóch tygodniach mieszkania z nim i wraca do
    > babci do Wrocławia. Do jakiej babci? Jedną jej babcią jest matka Kreski, która
    > chyba nie żyje (?), drugą pani Ogorzałkowa, która mieszka w Pobiedz

    Rodzice Kreski żyją.
  • agni_me 02.10.12, 23:05
    W wątku o anusie cnoty słotna kolejny raz przywołała "potrząsanie jak szczurem". I w związku z tym pytam, jak kogo dobrego, a nie źle wychowane osoby z innego miejsca w internecie: co autorka miała na myśli?

    Koty szczurem nie potrząsają, bo trudno złapać coś, co waży czasem niewiele mniej od łapiącego i trząchać. Psy też nie - zwłaszcza terriery, nie mają czasu na takie rozrywki, brutalnie mówiąc - kłapnięcie szczeną i już szukamy kolejnego biedaka. Człowieka znienacka pocałowana przez szczura raczej piszczy wniebogłosy i mdleje/ucieka, lub też otrząsa SIĘ ze szczura, szczura nie dotyka, rzuca jedynie grubym wyrazem (rozgląda się za łopatą/innym narzędziem zbrodni). Szczurolub szczura pomizia raczej, nie będzie nim kolebał i prawił, że szczura walnie. Skąd zatem to trząchanie ogoniastym?

    Rozumiem zamysł, miał mały gwałtocałowacz ofrycony i zaczipsiowiały w żeńskiej postaci być odpowiednio ohydny i miał być potrząśnięty. Szczur, niech będzie szczur. Mógł spojrzeć jak na szczura, odsunąć się jak od szczura, zrzucić zarzucone (zrzucić, zarzucone - brawo, brawo agni) "ramiąko", jakby szczura zrzucał. Ale potrząsnąć szczurem? No naprawdę...
    --
    Ja jestem za upadkiem aniołów...(fubuki, forum.jewish.org.pl)
  • lezbobimbo 02.10.12, 23:22
    agni_me napisała:
    <Szczur, niech będzie szczur. Mógł spojrzeć jak na szczura, odsunąć się jak od szczura, zrzucić <zarzucone (zrzucić, zarzucone - brawo, brawo agni) "ramiąko", jakby szczura zrzucał.
    > Ale potrząsnąć szczurem? No naprawdę...

    Jak to, nigdy nie potrząsałaś szczurem i do tego natłuszczonym? A co Ty na Wigilię dzieckom pieczesz, a?

    --
    Wy sie swobodnie poruszacie po tej calej strasznej wspolczesnosci (c) Kicia
  • agni_me 02.10.12, 23:47
    Na wigilię to jajka ucieram. Robotem. To corocznie wypacza mi dziecię i charakter. Przez to zaniechałam staropolskich tradycji - do ołtarza poszłam sama, jak to jajko bez kura, a przez nieludzkie miętolenie jajek nigdy nie potrząsnęłam fastfudowo natłuszczonym szczurem.
    Gdzież te niegdysiejsze potrząsania gryzoniem!

    --
    Jestem po filologii, wprawdzie nie polskiej, ale nieco mam rozeznanie w kwestii
    książek (zgłaszająca kandydaturę na AS-a forum Książki)
  • ready4freddy 02.10.12, 23:50
    stawiam śmiały wniosek, że ałtorka w ramach riserczu, za którym nie przepada, pooglądała trochę NatGeoWild albo innego Animal Planet, a potem sobie te kotowate z ekranu i ichnie ofiary potrząsane przeskalowała w dół, żeby było bardziej swojsko :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
  • nikadaw1 03.10.12, 07:55
    może to taki szczur do parzenia herbaty.
    --
    Spacerowiczka
  • ready4freddy 03.10.12, 16:04
    co to jest szczur do parzenia herbaty? :O coś jak wilk do kominka? :)
    --
    lody ruszyły, panowie przysięgli! defiladę poprowadzę osobiście!
  • lezbobimbo 03.10.12, 16:06
    ready4freddy napisał:
    > co to jest szczur do parzenia herbaty? :O

    Okreslenie na torebke herbaty (bo ma ogon, cienki kark i jest natluszczona).

    coś jak wilk do kominka? :)

    Nie-e, wilka to mozesz zlapac, jak na ziemi albo na zimnym kamieniu siedzisz!

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • kooreczka 03.10.12, 17:18
    Do niedawna wydawało mi się, że to uniwersalne określenie, aż pewnego dnia poprosiłam kolegę o kupienie "tetley ze szczurem" i nieborak dość długo zwiedzał supermarket, szukając rzeczonego szczura na opakowaniu.
  • mama_kotula 04.10.12, 10:22
    Cytat
    Rozumiem zamysł, miał mały gwałtocałowacz ofrycony i zaczipsiowiały w żeńskiej postaci być odpowiednio ohydny i miał być potrząśnięty. Szczur, niech będzie szczur. Mógł spojrzeć jak na szczura, odsunąć się jak od szczura, zrzucić zarzucone (zrzucić, zarzucone - brawo, brawo agni) "ramiąko", jakby szczura zrzucał. Ale potrząsnąć szczurem? No naprawdę...


    Ja przepraszam, ale się zaplułam, tylko dla większości tu będzie to zaplucie hermetyczne dość i niezrozumiałe :D więc sobie popluję cichutko, w kąciku.

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • a_weasley 02.10.12, 23:22
    Lezbobimbo napisała:

    > - gdzieś po dziewiątej rano Bernard zabiera suknię z Poznania. Jest minus trzy
    > i zawieja śnieżna. O trzeciej po południu w zawiei śnieżnej Bernard dojechał ju
    > żż do Lubelszczyzny, i dzwoni do Gaby, bo znalazł suknię i czy ma z tym przyjec
    > hać. Gaba twierdzi, że nie trzeba, bo i tak to nic nie zmieni. Zadziwiające jak
    > szybko i daleko można dojechać w Polsce i to podczas zamieci śnieżnych.

    Zamieć była w Poznaniu, w tym samym czasie we Wrześni mogła być piękna pogoda.
    Od wyjazdu z Poznania za dwie godziny mógł zjeżdżać z A2 w Strykowie (bo dalej wtedy autostrady nie było), zostało mu do Lublina (a nie musiał być o 15 w Lublinie, równie dobrze w Lubartowie na przykład) 220 km. Jeśli miał czarną nawierzchnię, trzy godziny wystarczą. Zostaje mu godzina na zawirowania i zawieję.

    --
    Skoro Jan Tomaszewski (poseł PiS) za nazwanie Franciszka Smudy „prostakiem" ma zapłacić 50 tys. zł, to ile zapłaci Stefan Niesiołowski za nazwanie prostakiem Joachima Brudzińskiego?
  • lezbobimbo 02.10.12, 23:27
    a_weasley napisał: Jeśli miał czarną nawierz
    > chnię, trzy godziny wystarczą. Zostaje mu godzina na zawirowania i zawieję.

    Natomiast inni jeżdzący autami po zaśnieżonych acz chrobrych okolicach Poznania, jak n.p. Gaba spóźniają się, bo są takie korki i śniegi.
    Ale się nie upieram, jakby co.

    --
    Trochę nam image psują te rozważania o, pardon, dupie. (c) jota-40
  • a_weasley 02.10.12, 23:32
    No i na to właśnie potrzebuje tej godziny (plus ewentualnie czasu przejazdu z miejsca, w którym był o trzeciej, do Lublina).
    Ja wiem, że to jest szczegół, ale skoro już tak się zgadało...

    --
    Walka z paleniem - Hitler był pierwszy
  • verdana 03.10.12, 09:50
    Chwileczkę, jeszcze nie czytałam, ale zapytam wszkaże
    osoba małoletnia zaostaje wysłana, aby zlikwidować mieszkanie po zmarłym? Prawnuczka? A nawet jak pełnoletnia to:
    mamy opcję pierwszą - mieszkanie własnościowe. Spieszyć się nie trzeba. Młoda dziewczyna nie może w żaden ludzki sposób zadecydować, co dla jej matki i babki jest cenną pamiątką, a co śmieciem do wywalenia. Mieszkanie czyści się z psującej się żywności i czeka, aż przyjadą blizsi krewni.
    opcja druga - mieszkanie trzeba oddać. Tyle, ze oddać moze osoba dorosła, dziedzic zmarłego. Prawnuczka jest faktycznie osobą obcą, jesli nie jest pełnoletnia to nie ma możliwości podpisać niczego, jeśli pełnoletnia - to chyba równie dobrze mieszkanie moze oddać pani X z łapanki, bo ona nie ma do tego prawa...
    --
    zpopk.blox.pl
  • iwoniaw 03.10.12, 10:32
    Z tą likwidacją mieszkania to jest właśnie spora wpadka; już pal sześć pełnoletniość prawnuczki, ale że przyjeżdża ona z Francji (choć od pradziadka zwiała po dwóch tygodniach rok wcześniej doń wysłana, więc o jakiejś więzi emocjonalnej mowy nie ma), podczas gdy we Wrocławiu mieszka córka zmarłego (babcia, do której McD uciekła).
    Stąd rodzi się równocześnie wpadka "wsteczna" i pytanie, po jaką cholerę Ogorzałkowie wyjeżdżając rok wcześniej do Francji na operację Kasi wysyłają jedną z bliźniaczek do Dmuchawca, podczas gdy w mieście, gdzie ma ona swoich znajomych, szkołę etc. żyje jej rodzona babka, która - jak widać - bez problemu pozwoliła wnuczce u siebie zamieszkać?
    Co kierowało Kreską, że zmusza nastolatkę do wyjazdu do obcego miasta, do wiekowego pradziadka (co wiąże się z koniecznością zmiany całego otoczenia WBREW WOLI) zamiast pozwolić jej zostać u swojej matki?


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • black-apple 03.10.12, 10:39
    > Co kierowało Kreską, że zmusza nastolatkę do wyjazdu do obcego miasta, do wieko
    > wego pradziadka (co wiąże się z koniecznością zmiany całego otoczenia WBREW WOL
    > I) zamiast pozwolić jej zostać u swojej matki?

    Potrzeba MM do rozpoczęcia nowego wątku w Sprężynie będącego jednocześnie fundamentem fabuły drugiej... aż do czasu zmiany planu i wprowadzenia rocznej (?) przerwy bo tak.

    Innym słowy, w pełni się z Tobą zgadzam i też dumałabym nad rozsądkiem Kreski, gdyby nie zaabsorbowała mnie inna wpadka, ta z Bernardem. Czy jest w książce coś wspomniane o prowadzeniu działalności gospodarczej przez Żeromskiego? Umowy o zlecenie i takie tam? Czy Bernard trzepie kasę bez fakturek na utrzymanie dwóch dorosłych, w pełni zdolnych do pracy tak umysłowej jak i fizycznej synów?
    --
    When I grow up, I want to be a forester
    Run through the moss on high heels
  • wrzesniowamama07 04.10.12, 10:35
    wprost nie ma. Ale stoi, że nie wszystkie dochody zgłasza do US. Czyli niektóre zgłasza. Dlaczego nie wszystkie - drążę na wątku "donos na Bernarda"
  • kosheen4 03.10.12, 11:01
    iwoniaw napisała:


    > Co kierowało Kreską, że zmusza nastolatkę do wyjazdu do obcego miasta, do wieko
    > wego pradziadka (co wiąże się z koniecznością zmiany całego otoczenia WBREW WOL
    > I) zamiast pozwolić jej zostać u swojej matki?

    za każdym razem - ręka ałtorki, z tym, że motywacji pierwszego razu nie poznamy ze względu na wydłużony do lat wielu cykl wydania kolejnej powiastki. za drugim razem - coś trzeba było wymyślić, żeby ta wysiadająca w Sprężynie czipsowa nimfa jakiejś kupy fabularnej się trzymała.

    --
    Ląduj, dziadu!
  • nikadaw1 03.10.12, 11:07
    no właśnie, przy czym autorka pomija cały problem związany ze zmianą szkoły. nie wiadomo, czy Magda przyjechała do Poznania na stałe, czy tylko na wakacje, czy wypisała się ze szkoły Wro, i wreszcie - dlaczego do licha przyjeżdża na kilka dni przed końcem roku szkolnego, naprawdę nie mogła zaczekać trochę i odebrać świadectwo w normalnym trybie, pożegnać sie ze wszystkimi itp? każdy normalny człowiek wysłałby ją do Poznania na samym początku wakacji, a nie przed.
    --
    Spacerowiczka
  • klymenystra 03.10.12, 11:10
    Przyjechala na Swieta i Sylwestra tylko.
  • iwoniaw 03.10.12, 11:18
    Ale nam chodzi o ten przyjazd ze "Sprężyny", koszmarnie nieumiejętnie odkręcany w McD.

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • tt-tka 22.04.14, 23:19
    bo dmuch taki madry byl i wzniosly, a matka tylko seriale ogladala i mogla tylko dziecku jeszcze bardziej zaszkodzic w rozwoju... tak przypuszczam...
  • asia-fb 03.10.12, 11:29
    Dzień dobry wszystkim, forum podczytuję od dłuższego czasu, ale chyba sie jeszcze nie odzywałam - premiera McDusi to dobra okazja do wychynięcia z mroków ;)

    Co do mieszkania po Dmuchawcu, jest to imho mieszkanie własnościowe, w którymś z rozdziałów jest wprost napisane że Kreska zamierza mieszkanie sprzedać.
  • jottka 03.10.12, 11:43
    i zamierza tego dokonać rękami nieletniej? też się zastanawiałam nad postępowaniem spadkowym na odległość, ale fakt, nie brałam pod uwagę tego, na co słusznie zwróciła uwagę minerwa - przecież naturalną dziedziczką dmuchawca jest jego córka, a nie wnuczka... ok, dziadek mógł zostawić stosowne testamenta (wątpię, ale niech będzie), ale i tak kreska musiałaby te sprawy raczej na miejscu uregulować.

    no i to, co podkreśliła verdana - bliska rodzina wysyła do mieszkania po ukochanym dziadku nastolatkę, żeby dokonała stosownej selekcji mienia??? nie chodzi mi już przy tym o ewentualną ocenę wartości dóbr czy rozeznania się w dokumentach, ale choćby ich znaczenie pamiątkowe, no toż to kretynizm do entej:( pomijam fakt, że dziadek, jak wiemy, schorowany był od prawieków, mieszkanie na sprzedaż trzeba by zapewne jakoś ogarnąć, wyremontować itp., kreska z maćkiem musieliby na głowę upaść pod każdym względem.
  • biljana 03.10.12, 12:40
    Matka Kreski i Kreska mogłyby tez odrzucić spadek po Dmuchawcu a wtedy przyjąć by go mogły bezpośrednio jego prawnuki. Ale tak czy tak postępowanie spadkowe (w Polsce) jest konieczne. Bez tego nikt nie sprzeda mieszkania.
    --
    Pochowajcie mnie w kopcu mrówek obok nory górskiej.
    (c) pola_lawendowe
  • jottka 03.10.12, 12:47
    biljana napisała:

    > Matka Kreski i Kreska mogłyby tez odrzucić spadek po Dmuchawcu a wtedy przyjąć by go mogły bezpośrednio jego prawnuki.

    biljana, ale ja nie rozważałam wszystkich hipotetycznych możliwości prawnych:) w końcu możemy też założyć, że córka dmuchawca notorycznie go zaniedbywała oraz bijała podczas rzadkich widzeń z tatusiem, co ją wykluczyło ze spadku, a kreska jest w istocie prostytuującą się narkomanką (to taka ściema dla obcych z tym paryżem:) i dlatego na miejscu pojawia się ni w pięć, ni w dziewięć magdusia, ale chyba nie o to tu idzie...


    > Ale tak czy tak postępowanie spadkowe (w Polsce) jest konieczne. Bez tego nikt nie sprzeda mieszkania.

    ja w ogóle wątpię, żeby taką świętość jak mieszkanie dmuchawca wystawiono na sprzedaż! toż to horrendum, no chyba że gabunia je kupi na świątynię poezji:)
  • biljana 03.10.12, 13:04
    moja uwaga była apropos pisania o magdusi jako osobie faktycznie obcej dla dmuchawca.
    oczywiscie nie jest moim zamiarem wiklanie sie w rozwazania prawne (choc lubie:) ale pokazanie ze bez postepowania spadkowego nie da sie ot tak likwidowac czyjegos mieszkania i to przez osobe niepelnoletnia(!)

    i przepraszam za jakosc edycyjna tego posta, ale mię uwieraja wypelnione ramiona.
    --
    Pochowajcie mnie w kopcu mrówek obok nory górskiej.
    (c) pola_lawendowe
  • klymenystra 03.10.12, 12:55
    Magda ma spakowac tylko ksiazki i papiery. Czesc ksiazek oddac bibliotece, a te, ktore jej wypisala Kreska, ma wziac do domu. Papiery pakuje, jak leci.
  • verdana 03.10.12, 13:41
    Tak likwiduje się mieszkanie po ciotecznym wujku szwagra ze strony zięcia. Nie po ukochanym dziadku.
    Poza tym nastolatka, która ma pakować i wyrzucać osobiste rzeczy zmarłego, jego kalesony i notatki, która ma poznać jego tajemnice, nie majac z nim żadnego związku - to jakieś pomieszanie okrucieństwa z bezdenną głupotą.
    --
    zpopk.blox.pl
  • asia-fb 04.10.12, 11:17
    tam zdaje się już ktoś wziął na siebie pierwszy ogień porządków, bo szafa z ciuchami jest opróżniona, podobnie jak szafki kuchenne. Zadaniem Magdy ma być uporządkowanie książek, wycinków z gazet, notatek itp papierzysk. Papiery słusznie pakuje 'jak leci', niech ktoś inny zajmie się oddzieleniem ziarna od plew, co do książek ma odgórne zalecenie, te do biblioteki, te do Wrocławia, te rozdać ukochanym uczniom ;)

    Acz pomysł by w ten sposób wprzęc Magdę w fabułę też mi mocno zgrzyta ;)
  • jottka 04.10.12, 12:01
    bo to jest jakieś z gruntu kretyńskie:( pominąwszy już niemożliwości prawne, pominąwszy już fakt, że iks starszych osób mogłoby się tym zająć (no nawet święta gaba za stosownym pełnomocnictwem!), to kazanie nastolatce samotnie sprzątać dom po zmarłym pradziadku to horror jakiś:( robiłam parę razy w życiu coś takiego, w tym również nie jako krewna, a tylko przyjaciółka rodziny, i to jest rzecz wysoce przygnębiająca.

    a tu jeszcze dziewczyna znajduje się poza domem, wyrwana ze swojej codzienności, a za to w otoczeniu wyjątkowo nieprzyjemnych i pastwiących się nad nią psychicznie osób (patrz ida z pierogami:( ja nie rozumiem, dlaczego ona od razu w ten pociąg do wrocławia nie wskoczyła...
  • kkokos 04.10.12, 14:24
    kazanie nastolatce samotnie sprzątać d
    > om po zmarłym pradziadku to horror jakiś:( robiłam parę razy w życiu coś takieg
    > o, w tym również nie jako krewna, a tylko przyjaciółka rodziny, i to jest rzecz
    > wysoce przygnębiająca.

    tam jest to jakoś tak ujęte, że magdusia jako jedyna nie żywi do dmuchawca bałwochwalczego sentymentu - a wszyscy inni tak, i dlatego to sprzątanie byłoby ponad_siły tych wszystkich innych. po prostu każdy dorosły osobnik z tej rodziny, który w życiu już z niejedną traumą musiał się uporać, z całą pewnością wszedłszy w progi mieszkania dmuchawca i wyciągnąwszy rękę w kierunku jego książek na półce trafiony zostałby nagłą apopleksją, taki to stres, panie dziejku. a na siedemnastolatce, która nie była emocjonalnie związana z pradziadkiem, fakt uprzątania chałupy po zmarłym, obcym w gruncie rzeczy starcu nie robi żadnego wrażenia - więc niech sprząta.
  • emae 04.10.12, 14:29

    > tam jest to jakoś tak ujęte, że magdusia jako jedyna nie żywi do dmuchawca bałw
    > ochwalczego sentymentu - a wszyscy inni tak, i dlatego to sprzątanie byłoby pon
    > ad_siły tych wszystkich innych. po prostu każdy dorosły osobnik z tej rodziny,
    > który w życiu już z niejedną traumą musiał się uporać, z całą pewnością wszedłs
    > zy w progi mieszkania dmuchawca i wyciągnąwszy rękę w kierunku jego książek na
    > półce trafiony zostałby nagłą apopleksją, taki to stres, panie dziejku. a na si
    > edemnastolatce, która nie była emocjonalnie związana z pradziadkiem, fakt uprzą
    > tania chałupy po zmarłym, obcym w gruncie rzeczy starcu nie robi żadnego wrażen
    > ia - więc niech sprząta.

    Cholera, moja Mama nie jest żadnym aniołem ani świętą, ale w życiu nie wysłałaby mnie, żebym zrobiła coś, bo dla niej to zbyt trudne emocjonalnie. Nawet teraz, kiedy jestem dorosłą osobą i teoretycznie mogłabym bez szkody dla mojej psychiki podjąć się czegoś takiego.
  • turzyca 04.10.12, 15:18
    > tam jest to jakoś tak ujęte, że magdusia jako jedyna nie żywi do dmuchawca bałw
    > ochwalczego sentymentu - a wszyscy inni tak, i dlatego to sprzątanie byłoby pon
    > ad_siły tych wszystkich innych.

    Ale to jest przeciez czesc przezywania zaloby. I w takiej sytuacji jedzie sie zbiorowo, siada sie w tych rupieciach i zbiorowo sie sortuje, co komu i dlaczego. Gada sie, wspomina, placze i smieje i zamyka sie w ten sposob jakis rozdzial zycia.
    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
  • lezbobimbo 04.10.12, 17:32
    kkokos napisała: każdy dorosły osobnik z tej rodziny,
    > który w życiu już z niejedną traumą musiał się uporać, z całą pewnością wszedłs
    > zy w progi mieszkania dmuchawca i wyciągnąwszy rękę w kierunku jego książek na
    > półce trafiony zostałby nagłą apopleksją, taki to stres, panie dziejku. a na si
    > edemnastolatce, która nie była emocjonalnie związana z pradziadkiem, fakt uprzą
    > tania chałupy po zmarłym, obcym w gruncie rzeczy starcu nie robi żadnego wrażen
    > ia - więc niech sprząta.

    MM w dodatku to jeszcze popsula wszystko i namacila jeszcze bardziej. Wpadka tutaj jezdzi jedna
    Przychodzi McDusia wreszcie do tego mieszkania, i pradziadkiem sie nie przejmuje zbytnio.
    Za to wspomina ze smutkiem jak sami mieszkali w wielkiej KUCHNI tego mieszkania, podzielonej przez Macka (architekta nowoczesnego) deskami sosnowymi i boazeriami na mieszkanie dla pieciorga (Kreskowie plus ich troje corek) :P

    Wtedy jak sobie przypomina ich gniezdzenie sie niczym te korniki w boazeriach, tez robi jej sie smutno, wyje w duchu za Koncem Dziecinstwa i Szczescia, i teskni za rodzina. (e? W Paryzu jej sie NUDZILO z rodzina i nie chciala mowic po francusku, bo jest anglojezyczna.)

    Tylko ze do kurtyzany bladej!! Pradziad tez tam caly czas mieszkal! Dlaczego ona nagle ma wymazane puste miejsce i dlaczego nie pamieta w ogole kim on byl?
    A tylko Kreska tyyyyyle przezyla w tym mieszkaniu, ze teraz sie corka wysluguje? Ale corka tam jak widac tez przywiazana byla, w koncu sie w tej boazerii rodzila.

    "W kuchni bylo pusto, ktos posprzatal, pozmywal, pozamykal szafki." - bardzo nieodpowiedzialne, moim zdaniem. Przeciez mogla sie tam w ktorejs szafce jeszcze gniezdzic jakas matka korniczatek i jej 3 kasztanki.

    "Ktos tez oproznil szafe na odziez. Ale w pokoju pradziadka pozostal LEKKI NIELAD.
    Nie ruszono tych rzeczy, ktore nalezalo uwaznie przejrzec. Wszedzie tu byly ksiazki i gazety, tekturowe i plastikowe teczki, biurko kipialo papierami, notesami, otwartymi tomami.
    Magda... wlasnie te papierzyska miala uporzadkowac i spakowac lub wyrzucic. Nie miala pojecia jak sie do tego zabrac i strasznie sie jej nie chcialo zagladac w te szpargaly. Postanowila, ze spakuje nie czytajac i niech mama sie w tym rozpatrzy. Kiedys.
    Wlasciwie wszystko zostalo tu bez zmian i wygladalo jak w zeszlym roku."

    Gaba patrzy na fotel i widzi skorupke po martwym Dmuchawie. Tak sie rozzala, ze sie zalamuje i ryczy.
    Omegaba ta ostoja calych Jezyc zawsze chetna do pomocy: "Nie wiem czy dam rade ci pomagac, Magdusiu. - wyznala nagle. - Wolalabym, zeby tu wszystko trwalo tak, jak to profesor zosawil. Nie wiem co tu ruszyc, co wyrzucic. Nie potrafie."
    McD: "Ksiazki. Ksiazki trzeba spakowac. Zbiory sa cenne, ktos ma po nie przyjechac z Biblioteki Pedagogicznej (AHAHAHAHA). Papiery, listy i fotografie wysle do Wroclawia. Ksiazki z mamy spisu - tez. A reszta..
    - Wlasciwie nie ma zadnej reszty - cicho powiedziala G i spojrzala na nadlamane okulary. - Wezme je, dobrze? Chcialabym miec cos po nim"

    Teraz mozemy przynajmniej stwierdzic, ze tak, chalupa z rodzina w boazerii musiala byc wlasnosciowa..

    --
    Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę. Wolę z chrzęstem odgryzać nóżki. (c) mmmaupa
  • croyance 04.10.12, 19:30
    Po prostu uwielbiam jak ludzie wysluguja sie w trudnych sytuacjach innymi, bo sami sa zvyt wrazliwi, a potem po tych, ktorymi sie wyslugiwali, jezdza jak po lysej kobyle, bo takie serca z kamienia maja ... sorry, ale komunikat 'ja bym nie mogla' to w tym wypadku jednak pelen wyzszosci 'odwal brudna robote prymitywie, ja jestem zbyt delikatna i wrazliwa och och och'.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • jhbsk 05.10.12, 09:20
    a_weasley napisał:

    > Od wyjazdu z Poznania za dwie godziny mógł zjeżdżać z A2 w Strykowie (bo dalej
    > wtedy autostrady nie było), zostało mu do Lublina (a nie musiał być o 15 w Lubl
    > inie, równie dobrze w Lubartowie na przykład) 220 km. Jeśli miał czarną nawierz
    > chnię, trzy godziny wystarczą.

    Trzy godziny? Zimą średnia ponad 70 km/h?

    Od Strykowa do Lublina przez Tomaszów Mazowiecki jest 255 km. Zimą nie da rady przejechać przez trzy godziny, tym bardziej, że są częste ograniczenia prędkości. Chyba, że Bernard prawo drogowe ma tam gdzie podatkowe.
    --
    JS
  • tt-tka 24.10.15, 04:07
    jhbsk napisała:
    > Od Strykowa do Lublina przez Tomaszów Mazowiecki jest 255 km. Zimą nie da rady
    > przejechać przez trzy godziny, tym bardziej, że są częste ograniczenia prędkośc
    > i. Chyba, że Bernard prawo drogowe ma tam gdzie podatkowe.

    Ma. Jadac od krawcowej operowej na Roosevelta "zlamal wszystkie obowiazujace przepisy", nastepnie "naruszyl kolejne przepisy", w koncu zaparkowal w miejsce niedozwolonym.
    I nie tylko Bernard.
    Komentarz altorki "szczesciem nie zauwazyl go zaden stroz prawa".

  • figala 25.10.15, 13:03
    Prawdę mówiąc okrutnie drażnią mnie wstawki o nieprzepisowej jeździe. Właściwie nie samo ich istnienie, ale kompletny brak komentarza, że to jest naganne.
    - Robroj jedzie na czerwonym
    - Aniela pluje pastylką "w dal" (zakładam, że przez okno bo chyba nie sobie w samochód?!) i czy aby gdzieś się nie wcina?
    - Natalia urządza pościg, bez prawa jazdy (przekraczając prędkość, nie pamiętam co jeszcze)
    - Bernard łamiący wszystkie przepisy (w zatłoczonym mieście, przy śnieżycy!!!)

    Wszystko tak bez refleksji? Bez komentarza o fatalnych skutkach?

    --
    Maja
  • bupu 25.10.15, 14:28
    A tak a'propos ruchu drogowego, sprawdziłam kwestię uprawnień do prowadzenia pojazdów konnych. Otóż, Dorotka, która bryczkę potrafiła prowadzić od dzieciństwa, przed ukończeniem piętnastego roku życia rozbijała się nią nielegalnie. Pu ukończeniu, a przed osiągnięciem pełnoletniości też, o ile nie posiadała karty rowerowej lub prawa jazdy kategorii AM, A1, B1 llub T. Że prawka nie posiada, to wiemy, nie wiem natomiast co z kartą rowerową.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 25.10.15, 14:52
    figala napisała:

    Prawdę mówiąc okrutnie drażnią mnie wstawki o nieprzepisowej jeździe. Właściwie
    nie samo ich istnienie, ale kompletny brak komentarza, że to jest naganne.
    - Robroj jedzie na czerwonym
    - Aniela pluje pastylką "w dal" (zakładam, że przez okno bo chyba nie sobie w s
    amochód?!) i czy aby gdzieś się nie wcina?
    - Natalia urządza pościg, bez prawa jazdy (przekraczając prędkość, nie pamiętam
    co jeszcze)
    - Bernard łamiący wszystkie przepisy (w zatłoczonym mieście, przy śnieżycy!!!)


    I Trolla bioraca dwoch pasazerow na skuter, Marek prowadzacy z Lusia na kolanach...


    Wszystko tak bez refleksji? Bez komentarza o fatalnych skutkach?

    Alez z komentarzem. Trolla komentuje wlasne zachowanie "to nielegalne, ale tu nie ma policji", zachowanie Bernarda komentuje sama altorka "na szczescie nie zauwazyl tego zaden stroz prawa".
    Imho jednoznacznie - rob rzeczy niedozwolone i tylko pilnuj, zeby cie na tym nie przylapali.
    O niebezpieczenstwie, o stwarzaniu zagrozenia dla innych MM nie mysli w ogole, bo i po co, skoro ci inni to bezimienna tluszcza, a nie borejkowie. A chlopcom na skuterze nic sie stac nie moglo, bo trolla to heroinia pozytywna, a takie zawsze wychodza calo, a w ogole to Autor wie lepiej. Co, moze nie ?

  • meduza7 26.10.15, 23:14
    Łusia jadąca na kolanach Marka (i kierująca z tych kolan samochodem, o ile dobrze pamiętam), to była w ogóle - przynajmniej takie mam wrażenie - odpowiedź na forumową dyskusję o tym, że dziecko nie powinno jeździć bez fotelika.
  • bupu 26.10.15, 23:35
    meduza7 napisała:

    > Łusia jadąca na kolanach Marka (i kierująca z tych kolan samochodem, o ile dobr
    > ze pamiętam), to była w ogóle - przynajmniej takie mam wrażenie - odpowiedź na
    > forumową dyskusję o tym, że dziecko nie powinno jeździć bez fotelika.

    W takim razie pani autorka ma niedostatki wyobraźni, jeśli nie potrafi sobie wyimaginować co dzieje się z wiezionym na kolanach kierowcy dzieckiem, gdy nastąpi wypadek.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • meduza7 27.10.15, 00:23
    No, to było powoli i po jakiejś bocznej, wiejskiej drodze (hm, jechali chyba na niedoszły ślub Laury do Śmiełowa?), więc pewnie wszyscy z autorką włącznie uznali, że przecież jest bezpiecznie.
  • ciotka_scholastyka 27.10.15, 09:14
    meduza7 napisała:

    > No, to było powoli i po jakiejś bocznej, wiejskiej drodze (hm, jechali chyba na
    > niedoszły ślub Laury do Śmiełowa?)

    Nie, na pewno nie na niedoszły ślub - chyba dojeżdżali do domu Flobrych.
  • zla.m 27.10.15, 11:11
    meduza7 napisała:

    > No, to było powoli i po jakiejś bocznej, wiejskiej drodze (hm, jechali chyba na
    > niedoszły ślub Laury do Śmiełowa?), więc pewnie wszyscy z autorką włącznie uzn
    > ali, że przecież jest bezpiecznie.

    Mogło być faktycznie bezpiecznie akurat, ale nie zmienia to faktu, że
    1. uczy się dzieci takiego zachowania i za chwilę np. Józinek zrobi prawko i też tak siostrzyczkę/inne dziecko powiezie, jeno 50/h
    2. uczy się dzieci, że przepisy są od tego, żeby je łamać. Ciekawe, jakby Pałysów kto okradł, to by pewnie uznali, że akurat ten przepis, to powinien być przestrzegany

    I tak mi się jeszcze skojarzyło - Bernardinio nie płaci podatków, a potem narzekanie, że służba zdrowia kuleje i Trolli się leczyć nie da (no dobra, kolejność chronologiczna jest inna, ale zrzędzenie na niewydolność państwa jest w każdym tomie).
    --
    Życie jest jak pudełko czekoladek. Coraz droższe.
  • vi_san 27.10.15, 12:36
    A mi się Bernard [którego, swoją drogą, nie znoszę] kojarzy z niektórymi naszymi artystami, który żyli jak królowie, kosili forsę na koncertach taką, że nawet sobie przeciętny człowiek nie wyobraża, a całość dochodów z właśnie tras itp wrzucali w "nieskładkowe", i teraz piszczą, że emerytury niskie... Jak Żeromscy mają zamiar żyć, za lat kilka? Aniela jako aktorka ma może stały angaż w teatrze. Ale Bernard? Wszystko co robi - robi "na lewo", bez podatku, bez składek itd. Czy ktoś może wyłapał jakieś info na temat, a ja przegapiłam? Np. że mają miliony na koncie i po 67 roku zostaną rentierami...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • meduza7 27.10.15, 18:45
    Och, przedstawienie Bernarda w McD to jest coś, co woła o pomstę do nieba (i w zasadzie nie jest wpadką a irytacją łamaną przez wkurw). Artysta, psia jego melodia, taki wzniosły i niekomercyjny, że wszystko, co robi, robi na lewo, zatajając dochody przed Urzędem Skarbowym - a jednocześnie taaaaki jest pełen wyższości i pogardy wobec "nuworyszy i hochsztaplerów", czyli przedsiębiorców. I znowu: pogardza nimi, ale zgodził się dla nich pracować, a pracując, nie potrafi sobie przecież odmówić tego, żeby nie wetknąć im paru szpilek i złośliwości na temat ich przywiązania do pieniędzy. Hipokryta jakich mało.
  • vi_san 27.10.15, 22:26
    Hipokryta to jedno. Ale mnie zastanawia z czego Żeromscy będą żyli, jak Anielci stuknie 70? No, ona niechby, zatrudniona w teatrze, to może legalnie, na umowę, jakąś tam emeryturę dostanie, jeśli nawet nie kokosy, to jednak. Ale Berni? Przecież on tylko chałtury, nielegalny catering, torty i inne pierdółki. I jeśli nawet da się z tego żyć [oszukując, nieprawdaż, US, co jest świetną wskazówką dla młodych czytelniczek], to przecież on ma [wg. rozpiski na okładce Żaby] 53 lata. I ani wzmianki jakoby kiedykolwiek podjął legalną, stałą pracę. Saksy czy winobranie się nie liczą do emerytury, torty itp też, bo to wszak na nielegalu... To z czego on planuje się utrzymywać, jak już przekroczy ten [cholera wie, PiS obiecał przywrócić 65] magiczny wiek? Albo jeśli zdrowie nawali i nie będzie mógł tych tortów odwalać? Tak się zastanawiam... Przecież Aniella jako aktorka też nie będzie miała emerytury wielomilionowej [chyba, że inflacja nas dopadnie]. A żyć trzeba, mieszkanie utrzymać...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • meduza7 28.10.15, 12:02
    Dzieci będą go utrzymywać...
  • meduza7 28.10.15, 12:04
    Uzupełnienie: dzieci będą go utrzymywać i będzie to pokazane jako przykład wspaniałej więzi rodzinnej, tak niespotykanej w tych dzisiejszych zepsutych czasach, kiedy to dzieci najchętniej by tylko starych rodziców oddawały do domów opieki. O.
  • slotna 28.10.15, 21:12
    Zeromscy beda zyli z pracy Anieli i jej emerytury - taka wielka aktorka bedzie grala do smierci, bedzie wystepowala w tv jako ironiczna komentatorka, udzielala wywiadow ze smaczkami itp. Bernard przeciez zasadniczo zajmuje sie domem, a Aniela pracuje i zarabia, taki podzial i tyle.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • tt-tka 28.10.15, 21:22
    O, wlasnie - wiemy, ze Aniela gra, w telewizji tez, wystepowala za granica z sukcesami (no, to wiemy od Bernarda, ale niech tam, moze wyjatkowo nie koloryzowal), ale zasadniczo i glownie Aniela jest aktorka teatralna, a to nie sa kokosy. Nic nam nie wiadomo, by udzielala platnych wywiadow, byla zapraszana do komentowania i ogolnie celebrycila. Nie gra w filmie ani w reklamach, sluchowisko radiowe to sa, owszem, konkretniejsze pieniadze, ale tez nieprzesadnie duze.
    Nie widze jej z oszalamiajaca emeryture, a tez nie jest Irena Kwiatkowska, Hanka Bielicka czy Danuta Szaflarska ;-) chyba
  • slotna 28.10.15, 21:38
    No kokosow pudelkowych pewnie nie ma, ale nie sadze, zeby zarabiala malo, na godna emeryture powinno wystarczyc.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • vi_san 28.10.15, 21:51
    Zależy co rozumiesz pod pojęciem "godną"? Beata Tyszkiewicz ma 1 350 zł. A jest to aktorka zarówno teatralna, jak i filmowa [ponad 100 ról!], serialowa, co najmniej kilka razy pracowała przy dubbingu, pisze felietony, "juroruje" w "Tańcu z gwiazdami"... Jak się to ma do Anieli? W filmach właściwie nie grywa, może w teatrze telewizji czasem, ale ogólnie jednak głównie w teatrze. Na pewno też nie jest aktorką tak wybitną, by gdy dobije setki reżyserzy często pukali do jej drzwi... Nie, ja tam ich etap emerytalny widzę bardzo, bardzo kiepsko. chyba, że Piotr i Paweł [czy jak tam się ich synowie nazywają] faktycznie przejmą na siebie ciężar utrzymania rodziców, a emeryturę Aniela będzie miała "na swoje wydatki".

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 28.10.15, 21:58
    "Och...les, Bernard? Na co ma mi to wystarczyc ? Na waciki ?"
  • slotna 28.10.15, 22:34
    Teraz juroruje i pisze felietony (i na tym zarabia, jak sadze, nie zyje z samej emerytury), a wczesniej dostawala tantiemy pewnie malo gwiazdorskie, bo PRL-owskie i nie wiadomo, jak z nich odprowadzala skladki.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • tt-tka 28.10.15, 22:56
    PRL-owskie filmowe, a zwlaszcza telewizyjne to nie byl maly zarobek, a ona krecila takze za granica, w koprodukcji; poza tym byla na tyle znana, ze propozycje (felietony, jury, reklamy) sie jej sypaly i sypia, Aniela to, mam wrazenie, raczej lokalna poznanska gwiazda, z zamiejscowa chaltura od czasu do czasu, ani jako jurorka, ani jako felietonistka nie bedzie miala takiego wziecia i zarobkow jak Tyszkiewicz :-)
    Teraz rozpoznawalnosc to seriale i reklamy glownie, a wlasnie tego Aniela nie praktykuje.
  • vi_san 29.10.15, 03:55
    I to właśnie chciałam powiedzieć.
    Emerytury aktorskie to kwoty mizerne [nie wnikając w powody!], a żeby dorabiać jurorowaniem czy felietonami - trzeba mieć "wzięcie", albo układy w tv. "Wzięcie" wyrabia się pracując dla publiczności masowej czyli właśnie: film, serial, reklama, tak, żeby utrwalić swoją twarz w oczach "wszystkich" [poza Borejkami]. Tego Aniela nie robi. Żeby mieć układy zaś trzeba być czyjąś żoną/córką//siostrą/kochanką/itp. Kogoś liczącego się w "światku". Wajdy. Jandy. Damięckich. Albo kogoś innego, kto pomógłby jej wyrobić nazwisko. Aniela nie jest. A jest już po pięćdziesiątce! Nie żeby 50 to była jakaś cezura dla życia kobiety, ale na ZACZYNANIE budowania sławy w branży aktorskiej - ciut przypóźno. I w pełni się zgadzam: gwiazdą lokalną może być, ale jednak poza Poznaniem - raczej nie funkcjonuje [stąd wniosek, że jej domeną jest głównie teatr [no, i oczywiście dlatego, że znajoma Borejków nie może brać udziału w robieniu kisielu z mózgu współobywatelom, a tyjater to wyższa szkoła jazdy kulturalnej jest], ewentualnie jakieś występ gościnne w radio [raczej też lokalnym], czy w którymś z kabaretów].
    A nawet załóżmy - niech ta Anielcia dostanie emerytury więcej niż Tyszkiewiczowa, np 1 500,-, to i tak jakie perspektywy? Utrzymać za tą kwotę siebie, męża, mieszkanie... A gdzie tzw. życie? Gdzie [z czasem zwykle niezbędne] leki na nadciśnienie, serce, cukrzycę itp.? No, marnie to widzę, marniutko... Choć tu musiałyby się wypowiedzieć osoby znające OBECNE zarobki aktorów teatralnych, żeby dyskutować, czy Aniela na emeryturze będzie mogła utrzymywać męża czy raczej czarno to widać. Ja się przychylam do drugiej opcji.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • slotna 30.10.15, 18:43
    Nie znam nikogo, kto gra regularnie (a znam pare rodzin aktorskich lokalnych) i ma niskie zarobki. Co nie znaczy, ze nie narzeka, ale to chyba taka specyfika branzy ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • zla.m 30.10.15, 23:56
    vi_san napisała:

    > I to właśnie chciałam powiedzieć.
    > Emerytury aktorskie to kwoty mizerne [nie wnikając w powody!], a żeby dorabiać
    > jurorowaniem czy felietonami - trzeba mieć "wzięcie", albo układy w tv. "Wzięci
    > e" wyrabia się pracując dla publiczności masowej czyli właśnie: film, serial, r
    > eklama, tak, żeby utrwalić swoją twarz w oczach "wszystkich" [poza Borejkami].
    > Tego Aniela nie robi.

    A może właśnie robi? Skąd cni Boreje mają to wiedzieć, skoro rzeczonej tv nie oglądają, a Aniellę traktują per Kłamczucha i tyle się nią interesują, żeby u niej w Łebie pomieszkać albo jej męża wykorzystać do prac rozmaitych.


    --
    Żeby mieć prawo jazdy, trzeba zaliczyć kurs i zdać egzamin. Z bronią palną jest podobnie. Ale żeby uchwalać ustawy, to już żadnego kursu ani egzaminu nie trzeba.
  • tt-tka 31.10.15, 01:14
    W ostatnim "Przegladzie" wypowiedz Danuty Stenki - chciala zakupic jakis sprzet gospodarstwa domowego, przedstawila w banku zaswiadczenie o zarobkach, kredytu nie dostala :-)
    Nie napisano wprawdzie, co chciala kupic oraz ile to kosztuje, ale ona tez w TV grala, nie tylko w teatrze, a bodaj i jakis serial ma na sumieniu...
  • bupu 31.10.15, 12:37
    tt-tka napisała:

    > W ostatnim "Przegladzie" wypowiedz Danuty Stenki - chciala zakupic jakis sprzet
    > gospodarstwa domowego, przedstawila w banku zaswiadczenie o zarobkach, kredytu
    > nie dostala :-)
    > Nie napisano wprawdzie, co chciala kupic oraz ile to kosztuje, ale ona tez w TV
    > grala, nie tylko w teatrze, a bodaj i jakis serial ma na sumieniu...

    Nawet dwadzieścia dwa seriale. Część z tego to wprawdzie jednoodcinkowe epizody, ale w całkiem wielu zagrała w dość pokaźnej liczbie odcinków.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • slotna 30.10.15, 18:35
    Ale nie wiemy jakie odprowadzala skladki. Aniela wystepuje w tv i podobno jest niezla, to wiemy na pewno.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • ciotka_scholastyka 28.10.15, 13:04
    > A mi się Bernard [którego, swoją drogą, nie znoszę] kojarzy z niektórymi naszym
    > i artystami, który żyli jak królowie, kosili forsę na koncertach taką, że nawet
    > sobie przeciętny człowiek nie wyobraża, a całość dochodów z właśnie tras itp w
    > rzucali w "nieskładkowe", i teraz piszczą, że emerytury niskie...

    O to, to. Kiedyś wpadł mi w oko facebookowy wpis Katarzyny Skrzyneckiej, że dostała pismo z ZUS-u z informacją, że wg odprowadzonych składek jej emerytura wyniesie bodajże 30 zł miesięcznie... Pani Kasia rozumem nie grzeszy, zrobiła z tego polkę z przytupem i okrzykami "niech żyje państwo polskie!", przyłączyli się do niej równie gorliwi akolici też z małą ilością szarych komórek, opluwali, zrzędzili i wygrażali. Nieliczne przytomnie pytania 'a ileż to pani Kasia odprowadziła do ZUS-u podczas swojej 'kariery' " dziwnym trafem pozostały bez odpowiedzi.
    Tu mamy bardzo podobną sytuację, co z tego, że fikcyjną.
  • vi_san 28.10.15, 14:16
    Dokładnie! Cugowski: 560,-; I wielu innych. Ale póki kariera kwitła wszystkie trasy koncertowe, co tylko się dało CHCIELI mieć na umowę zlecenie czy jak tam, bez płacenia składek od tego. A teraz raptem pisk, bo na koncie pustki. Bernard robi dokładnie to samo, a co potem?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 28.10.15, 16:09
    Umowa o dzielo raczej, wtedy najwiecej zostawalo w kieszeni :-)
    A Bernard zapewne rzeczywiscie zawisnie na synach, studia w Holandii im finansowal przeciez, to sie ojcu nalezy od dzieci na stare lata! Taka bardzo korwinowska forma zabezpieczenia, dzieci jako polisa na przyszlosc.
    I bardzo mi to pasuje do wizji synowej pelniacej funkcje damy do towarzystwa, pielegniarki na oddziale geriatrycznym, kucharki, sprzataczki i tam dalej. Dzieci jako przyszlosc narodu niekoniecznie, ale nasza, rodzicow, obowiazkowo !
  • vi_san 28.10.15, 20:35
    Może być o dzieło, nie kłócę się. :)
    Tylko wiesz, synkowie z tej Holandii czy gdzie ich tam poniesie dalej wcale nie muszą przysyłać rodzicom kasy na Bóg wie co. Np mogą powiedzieć "Ok, możemy was utrzymywać, ale nie w Polsce, a w Australii [czy innej Brazylii]." albo "Ok, jakaś pomoc się należy, ale sam nie mam oszczędności ani nie zarabiam milionów." Albo "A co mnie to obchodzi? Ja się nauczyłem "świata konsumpcyjnego i było oszczędzać, tatuśku, zamiast kapciuszki za matką wozić po Polsce"... I zasadniczo trudno będzie o synową w stosownym wieku, którą by bawiła fucha darmowej sprzątaczki, służącej, kucharki i pielęgniarki geriatrycznej, zwłaszcza przy Bernim pieprzącym złośliwości z tępawym uśmiechem i Anielli snującej wizję swoich sukcesów scenicznych, o których nikt nie słyszał...
    Zasadniczo w normalnych rodzinach bliskie relacje dzieci i rodziców są oczywiste, ale czy to jest normalna rodzina?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 27.10.15, 18:29
    meduza7 napisała:

    > No, to było powoli i po jakiejś bocznej, wiejskiej drodze (hm, jechali chyba na
    > niedoszły ślub Laury do Śmiełowa?), więc pewnie wszyscy z autorką włącznie uzn
    > ali, że przecież jest bezpiecznie.

    Co nie znaczy, że bezpiecznie było. Brałam kiedyś udział, jako siedzacy z tyłu pasażer, w stłuczce dwóch samochodów na polnej drodze. Oba pojazdy jechały z porywającą prędkością 20 km/h, jednakże to całkiem wystarczyło abym w momencie zderzenia (pasów nie zapięłam, o ja gupia) wyrżnęła gębą całkiem solidnie w zagłówek przedniego fotela, a ręką w jego oparcie. Dziecko, siedzące na kolanach kierowcy, albo by zaparkowało twarzą w kierownicy, albo w przedniej szybie, z całkiem dużą szansą na zrobienie sobie dość poważnego urazu.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • nikadaw1 03.10.12, 13:53
    wyrzucili na śmietnik. bo im robił kisiel z mózgu. jeszcze tom temu Ignacy lubił oglądać filmy na TCM, a Ignaś kupował i wypożyczał filmy, bo chciał zostać krytykiem. znakiem tego, teraz wszystko ciągnie z torrentów? ogląda dvd na komputerze? wg mnie, telewizor był starym gratem i dlatego wyleciał z domu, a Ignasiowi kupiono lcd i kino domowe i stoi toto u niego w pokoju.
    pomijając fakt, że gdyby chcieli się pozbyć głupiaczy, to powinni odciąć internet.
    --
    Spacerowiczka
  • nioszka 03.10.12, 13:55
    Wyrzucono TV z kuchni konkretnie, nie że z Borejkowej przestrzeni mieszkaniowej.
  • verdana 03.10.12, 14:00
    Kupiłam jednak, co było do przewidzenia. Kupiłam, potknęłam się na słowie "miła", które powtarza się na pierwszych stronach zbyt czesto. I zatchnęło mnie przy scenie na dworcu.
    Młoda dziewczyna i 16 letni syn wracają do domu - przed chwilą matka była świadkiem i uczestniczką niemal bójki. I "nie zdążyła" powiedzieć, aby omijali niebezpieczne miejsce z daleka. Nie zdążyła??? To się leci (a lubi biegać)" wznosząc gromkie okrzyki "Poczekajcie, stać, zaraz!!!!" i uprzedza, a idzie po chleb nie naraza własne dziecko i goscia na pobicie. Kopletnie niemozliwa scena.
    Wygląda to na scenę rodem z sf, gdzie bójka zdarza się na kazdym rogu i jest codziennością, a popychanie pań w średnim wieku nikogo nie dziwi. Otóż nie. Nie.
    Wracam się denerwować.
    --
    zpopk.blox.pl
  • lezbobimbo 03.10.12, 14:11
    verdana napisała:
    > Kupiłam jednak, co było do przewidzenia.

    Mialo byc wino! WISISZ NAM WSZYSTKIM WINO!

    > Młoda dziewczyna i 16 letni syn wracają do domu - przed chwilą matka była świad
    > kiem i uczestniczką niemal bójki. I "nie zdążyła" powiedzieć, aby omijali niebe
    > zpieczne miejsce z daleka. Nie zdążyła??? To się leci (a lubi biegać)" wznosząc
    > gromkie okrzyki "Poczekajcie, stać, zaraz!!!!" i uprzedza, a idzie po chleb ni
    > e naraza własne dziecko i goscia na pobicie. Kopletnie niemozliwa scena.
    > Wygląda to na scenę rodem z sf, gdzie bójka zdarza się na kazdym rogu i jest co
    > dziennością, a popychanie pań w średnim wieku nikogo nie dziwi. Otóż nie. Nie.
    > Wracam się denerwować.

    Ilosc bojek i uszkodzen cielesnych w tym tomie jest zaprawde niesamowita.
    Za kazdym razem jak MM brakuje pomyslu, czym by zapelnic nastepne stroniczki telenoweli, ktos dostaje przez leb, mdleje, albo leci mu dramatyczna krewka z nosa czy z czola.
    Jak doczytalam, ze na poczatku Gaba sie uderza glowa o marmury w przejsciu podziemnym, po czym idzie dalej jak gdyby nigdy nic, pomyslalam ze to chyba MM za czesto ktos bil w dziecinstwie garnuszkiem w skronie i teraz mamy efekty..

    Verdana juz sie denerwujesz? Poczekaj az na koncu przy Sylwestrze przy tym samym rondzie znowu jakies penerstwo bedzie sie bilo, krzyczalo oraz wymiotowalo - serio :P I kup jednak jakis bimber, przed Toba jeszcze 280 stron tresciwych w swej tresci. Ahoj!

    --
    Wy sie swobodnie poruszacie po tej calej strasznej wspolczesnosci (c) Kicia
  • klymenystra 03.10.12, 14:16
    Tam jeszcze beda odurzone dziewczyny :] No coz, na to tez zwrocilam uwage MM w KG, ale, jak widac, bylo to niegrzeczne.
  • iwoniaw 03.10.12, 14:00
    A nienienie, brak w kuchni zauważa zły Pyziak (który oczywiście oświadczając, że on "by nie mógł bez tv" SIĘ KŁÓCI, bo wszak to niemożliwe, by ktoś bez złośliwych intencji w small talku po prostu STWIERDZIŁ, że dla niego tv jest nieodłączną częścią życia i spędzania czasu), a Ignac stary peroruje o kisielach z mózgu powstałych na skutek obecności tegoż sprzętu w domowej przestrzeni i śmietniku jako jedynym właściwym dla odbiorników tv miejscu.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • verdana 03.10.12, 14:11
    A scena przy stole:
    "Tymczasem Józinek(...) podetkał kuzynowi pod nos deseczkę z cuchnącym krążkiem sera camembert(...). Uprzejmy jak nigdy! I żadnych przycinków na temat wegetarianizmu kuzyna(...). Ignaś zdecydował się użyć masła, lecz fistaszkowego. Fistaszki nigdy, w zadnym stadium produkcji, nie miały najmniejszego kontaktu z krową".
    A ser? Też nie? Czy Miągwa jadł ser, a nie jadł masła? Czy podtykanie sera komuś , kto nie je nabiału jest grzecznością?
    --
    zpopk.blox.pl
  • lezbobimbo 03.10.12, 14:16
    verdana napisała:
    > A scena przy stole:
    > "Tymczasem Józinek(...) podetkał kuzynowi pod nos deseczkę z cuchnącym krążkiem
    > sera camembert(...).
    > A ser? Też nie? Czy Miągwa jadł ser, a nie jadł masła? Czy podtykanie sera komu
    > ś , kto nie je nabiału jest grzecznością?

    Gabzin jest grzeczny, bo tylko podetkal mu ser, a mogl zabic przeciez (walnac szczura).

    A Miagwa nie jest weganinem, tylko ma galopujace OCD i histerie na temat jedzenia wilgotnego, camembert przeciez nie smierdzi ani nie jest gnijacy. MM pomylilo sie z jakis niebieskim roquefortem conajmniej czy zwilglym gzikiem.
    Kasze z _jogurtem_ od krowy Miagwa wpyla grzecznie, bez zadnych omdlen.

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • verdana 03.10.12, 14:20
    16-latek, który jest zadowolony, bo ktoś w towarzystwie mói, ze pisuje sonety???????
    a to dopiero s.32
    --
    zpopk.blox.pl
  • nioszka 03.10.12, 14:26
    Łoj, strach się bać, Verdano, jak dojdziesz do końca, skoro niemal co strona to irytacja :D
    (ja sobie zostawiam czytanie na dziś wieczór :))
  • verdana 03.10.12, 14:35
    Czy istnieje coś takiego, jak "niedomykalność lewej komory serca"? Słyszałsm, a nawet posiadam niedomykalność zastawek, ale komory?
    Ale się nie czepiam, tylko pytam, bo nie wiem.
    --
    zpopk.blox.pl
  • klymenystra 03.10.12, 15:00
    Jam nie lekarz, ale gogiel nie zna tego polaczenia. Tylko zastawki.
  • verdana 03.10.12, 15:03
    Mam zaiste wrazenie, ze jeśli komora serca sie domyka, to nie najlepiej wróży to pacjentowi.
    --
    zpopk.blox.pl
  • lezbobimbo 03.10.12, 15:28
    Jak to, nie wiecie, ze kazda komora musi miec drzwiczki oraz orkiestre kameralna?
    Jak sie nie domykaja drzwiczki, to wtedy taka piekna muzyka klasyczna z tej komory wychodzi na caly organizm i wasy Chrobrego.

    --
    Można, ale ja nie lubię muminczych resztek kalających herbatę. Wolę z chrzęstem odgryzać nóżki. (c) mmmaupa
  • chomiczkami 03.10.12, 15:08
    Internet twierdzi, że nie. Przeczytałam pierwsze linki i wszędzie jest niedomykalność zastawki.
    --
    Istnieją trzy rodzaje kłamstwa: przepowiadanie pogody, statystyka i komunikat dyplomatyczny. - J. Rigaux
  • chomiczkami 03.10.12, 15:13
    Dopytałam brata. Insuficientia valvae - niedomykalność zastawki (tu można sobie wybrać, jakiej). Twierdzi, że nie ma takiej jednostki, jak niedomykalność lewej komory.

    --
    I tylko po nas zostanie coś, co zawsze powraca:
    wielkie, największe kochanie
    i prosta,najprostsza praca.
  • meduza7 03.10.12, 15:23
    Zabiłyście mi ćwieka, bo jestem pewna, że gdzieś się z tą "niedomykalnością komory" już spotkałam... Ale chyba to było w jakimś opku i być może to określenie funkcjonuje po prostu na zasadzie popularnego błędu, czegoś w rodzaju "najmniejszej linii oporu".
  • verdana 03.10.12, 15:27
    Ślub ma być 27 grudnia. 21 Gabriela , jakby z choinki się urwała, zaczyna pytać o organizację wesela i twierdzi, iż myślała, że to ona wesele przygotuje. Nie wiedząc na ile osób. Gdzie. Ciekawe, jak zamierzała to zrobić, skoro do wesela pozostało dni 9, z częgo wiele światecznych.
    --
    zpopk.blox.pl
  • meduza7 03.10.12, 15:31
    Bo te wesela u Borejków to właściwie jak takie większe imieniny. Sali nie wynajmują, orkiestry tym bardziej, wszystko siedzi na kupie w chałupie. I w ostatniej chwili można zmienić menu, bo się przypomniał przepis na jakąś fajną potrawę, a co.
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • verdana 03.10.12, 15:39
    Ja miałam takowe wesele. Ale zareczam, że matka ma omówiła je ze mną jednak wcześniej, niż tydzień przed...
    --
    zpopk.blox.pl
  • black-apple 03.10.12, 16:41
    I zaprasza się na nie znajomych dalszych i bliższych innych krewnych, kiedy towarzystwo panny i pana młodego musi się obejść ze smakiem.
    --
    When I grow up, I want to be a forester
    Run through the moss on high heels
  • memphis90 27.10.12, 22:42
    Ależ jest niedomykalność lewej komory! Jak się komuś (przez żołądek) do serca kozik wrazi, to komora ewidentnie staje się niedomykalna :) Ale krótkotrwale...
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • draconessa 03.10.12, 22:15
    Eeee??? Jestem lekarzem, ale o takiej wadzie nie slyszalam. Ide sie douczyc:DDD
    --
    I saw it. I wanted it. I had a fit. I got it:)
  • turzyca 03.10.12, 17:47
    Dokladnie rzecz biorac, to sery dziela sie na wegetarianskie i niewegetarianskie, ale to jest naprawde wyzsza szkola jazdy i wymaga wczytania sie w internety i zapamietania informacji od ilus tam firm serowarskich. Albo calkowitej rezygnacji z sera.
    Sery produkuje sie bowiem z uzyciem podpuszczki, ktora tradycyjnie pochodzi z cielecych zoladkow. Nietradycyjnie uzywa sie podpuszczki mikrobiologicznej, ktora jest znacznie tansza, i dlatego wiekszosc serow dostepnych na rynku jest wege. Ale czesto porzadne tradycyjne sery sa produkowane z uzyciem cennej podpuszczki naturalnej. Przy czym nie ma obowiazku oznaczania, jaka podpuszczka zostala uzyta w produkcji.
    Nie znam na zywo wegetarianina, ktory by ortodoksyjnie unikal podpuszczki zwierzecej, bo to wymagaloby niezlego terroryzowania otoczenia, lacznie z wymuszaniem na pracownikach gastronomii sprawdzania opakowan. Raczej po prostu nie kupuje sie serow majacych wyrazne oznaczenie i ma sie swoje ulubione gatunki sera, ktore sie sprawdzilo.

    Scena z ksiazki absolutnie nieprawdopodobna - prawdopodobna by byla, gdyby Miagwa po prostu nie lubil plesniowych, sporo osob nie lubi. Ale tekst o krowie jest skrajnie nielogiczny, a maslo orzechowe ma bardzo dominujacy smak i kiepsko nadaje sie na produkt zastepczy dla normalnego masla. To juz predzej olej lub margaryna.
    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
  • karolina.delila 03.10.12, 22:01
    Bernard po spektaklu ma zamiar udać sie na kolację do burmistrza Zamościa. Tyle, że w Zamościu nie ma burmistrza, jest prezydent - Marcin Zamoyski ( MM mogła to sprawdzic choćby w wikipedii, a uczona redaktorka Emilka wraz z korektorką- tez tego nie wiedziały?)
  • buka_z_muminkow 03.10.12, 23:56
    Jeszcze nie skończyłam czytać, ale uderzyła mnie jedna rzecz.

    Borejkowie z przyległościami ponoć nie mają za dużo kasy. Tymczasem Gaba i Grzegorz notorycznie kupują po 2 lub czasem i 3 te same ksiażki, aby nie kłócić się o to, kto czyta pierwszy.

    Przy obecnej cenie ksiażek i rzekomo niedużych zarobkach rodziny? Zatkało mnie, szczerze mówiac...


  • jhbsk 05.10.12, 09:25
    Bo to bzdura. Skoro kupują dużo i dużo czytają to nie powodu do kłótni o książkę bo zawsze jest coś nowego do czytania.
    --
    JS
  • pelagia33 04.10.12, 09:11
    A dla mnie wpadką jest scena wieszania kłódek na Moście Teatralnym przez McDusię i Ignacego, z której wynika, że są oni prekursorami tej nowej mody w Poznaniu.
    Tymczasem zwyczaj ten, jest obecny w Poznaniu już od jakiegoś czasu (choć z pewnością nie jest tak popularny jak we Wrocławiu, ale kłódek jest naprawdę sporo). Z tym, że miejscem wieszania owych kłódek nie jest Most Teatralny lecz Most Jordana.
    Z ciekawości poszukałam informacji od kiedy kłódki się w Poznaniu przypina i na szybko wynalazłam artykuł datowany na 18.11.2009 (jeśli ktoś jest zainteresowany: poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,7264639,Piotr_tak_kocha_Kasie__ze_Most_Jordana_ugina_sie.html).
    A więc na moment przypinania kłódki przez bohaterów zwyczaj ten w Poznaniu już był, do tego dochodzi jeszcze data ukończenia pisania książki, która zapewne jest jeszcze późniejsza.
    Pani MM o tym nie wiedziała? O zbiorowym wieszaniu kłódek na Moście Jordana w zdaje się ubiegłoroczną Noc Kupały było głośno. Czy wtedy książka była już ukończona?
    I pomijając nawet wpadkę z datami to skąd pomysł Mostu Teatralnego? Bo blisko domu Borejków? Chyba tylko dlatego, bo po pierwsze pomysł rzucania kluczyków na pociągi jest średni, a po drugie hałas owych pociągów z dołu, jak i tramwajów z góry nie sprzyja romantycznej atmosferze, która zdaje się powinna towarzyszyć temu aktowi.
  • kanzashi 04.10.12, 11:52
    Dodajmy, że opis skąd się wziął zwyczaj wieszania kłódek w ogóle - też budzi moje wątpliwości. Ja słyszałam inną legendę niż ta przytoczona w książce. Mianowicie, że zaczęło się we Florencji, nie w Weronie. To pewnie żaden argument, ale polska Wikipedia też tak podaje: pl.wikipedia.org/wiki/K%C5%82%C3%B3dka_mi%C5%82o%C5%9Bci
    --
    mój kawałek internetu
  • memphis90 27.10.12, 22:46
    Ja słyszałam o takim zwyczaju w Rydze. Jeśli chodzi o Poznań- to pierwsze słyszę o takim zwyczaju. A jestem poznanianką :)
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • turzyca 04.10.12, 10:15
    Niescilosc na podstawie cytaciku - widzieliscie kierowce, ktory podczas jazdy tanczy, krecac biodrami? A widzieliscie fana Niemena, jak sie zapala w disco-polo? A panu taksowkarzowi udaly sie obydwie sztuczki.
    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • kajaanna 04.10.12, 11:00
    Ten bezobjawowy wylew Pyziaka dziwi mnie ogromnie.
    Nie dość, że leczenie i rehabilitacja trwa dwa-trzy dni (!) - Poznań ma w takim razie najwybitniejszych neurologów na świecie, skoro wylewowca potrafią postawić na nogi w tak krótkim czasie.

    A scena w taksówce? mógł po prostu poprosić o wyłączenie radia, bo go strasznie głowa bolała.
    Nie, też nie pasuje. Po wylewie (nawet najlżejszym) ma się problem z mówieniem.

    Nie lepiej było mu dać jakąś inną przypadłość? No, coś po czym człowiek może iść i mówić.
  • meduza7 04.10.12, 11:02
    Imho, on nie miał żadnego wylewu ani udaru, tylko zemdlał z przyczyn zupełnie innych, a ktoś mu amatorsko postawił diagnozę, że to na pewno udar. Tak wynikało z opisu tej sceny przez kogoś tu zamieszczonego. Że nawet nie wiadomo, czy to Ida powiedziała o tym udarze, czy ktoś zupełnie inny.
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • pelagia33 04.10.12, 11:20
    Mnie się kojarzy, że to powiedziała do Gabrieli pielęgniarka. I że Janusz "miał mały udar". Czy udar może być mały? Zawsze myślałam, że udar albo się ma i jest masakra albo nie...
  • lezbobimbo 04.10.12, 11:29
    pelagia33 napisała:
    > Mnie się kojarzy, że to powiedziała do Gabrieli pielęgniarka. I że Janusz "miał
    > mały udar". Czy udar może być mały? Zawsze myślałam, że udar albo się ma i jes
    > t masakra albo nie...

    Kieszonkowy taki, kwadratisz praktisz gut.
    Moze rzeczywiscie MM pomylilo sie z udarem slonecznym?
    W sam raz, aby Pyziaka chamskiego lorda Kitchenaida nie bylo na slubie, ale zeby mu sie nic nie stalo, bo przeciez jeszcze musial wyznac Gabie i wierzbie, ze nie umie ich kochac.

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • pelagia33 04.10.12, 12:04
    Może Januszek zapomniał zapomniał użyć kremu z filtrem (trochę czasu już minęło jak z Brazylii wrócił), a w grudniu wszak słońce praży okrutnie. Ewentualnie walnął w niego Jowiszowy piorun.
  • mkw98 04.10.12, 12:58
    Jest coś takiego jak mikroudar - niedokrwienie mózgu z objawani poniżej 24 godzin. Wiem, bo był taki przypadek w mojej rodzinie.
  • iwoniaw 04.10.12, 13:14
    skoro Pyziak po kilkunastu (kilkudziesięciu? - raczej nie, Gaba zdążyła jeszcze na przysięgę małżeńską) _minutach_ POWIEDZIAŁ pielęgniarce, by przekazała, żeby G. jechała na ślub.

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • brykanty 04.10.12, 13:54
    Ale chyba nie każdy udar musi się wiązać z afazją - zależy to od tego, który fragment mózgu został niedokrwiony ew. zalany krwią z pękniętego naczynia.
    --
    Koty. Koty są miłe. http://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
  • iwoniaw 04.10.12, 13:59
    Oczywiście, że tak, ale tutaj w ogóle cała akcja ratunkowa jest przedstawiona jakoś cudacznie - Pyziak najpierw jest nieprzytomny przez dłuższy czas wiezienia go do kliniki i przyjmowania tamże, a w następnej minucie - musi dzięki magicznemu wpływowi umedycznionych ścian - już wydaje polecenia pielęgniarkom i wskazówki dla Gaby przekazuje.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • milka_milka 08.10.12, 11:01
    Może być mały udar - mikro-udar. mikroudar Strona pierwsza z brzegu. I akurat o udarze napisane jest całkiem z sensem. Przeszłam przez cztery duże udary mojej babci i kilka mikroudarów i to, co tu opisano jest jak najbardziej prawdopodobne.
    --
    "JA" nie z uwielbienia dla siebie, ale nie zdążam zwolnić shift'a i tak mi wychodzi. :-)
  • lezbobimbo 08.10.12, 11:43
    milka_milka napisała:

    W zalinkowanej przez Ciebie milko stronie stoi tak: *O udarze mózgu mówi się, jeżeli objawy świadczące o uszkodzeniu mózgu trwają powyżej 24 godzin.*
    Część chorych przeżywa udar mózgu bez większych powikłań, ale wielu umiera lub ulega >trwałemu inwalidztwu (udar może powodować między innymi niedowłady, osłabienie siły >mięśniowej lub zaburzenia mowy).

    W McBrusi po okolo pol godzinie w klinice pielegniarka przychodzi wyjasnic, ze to UDAR, chociaz Pyziak juz odzyskal przytomnosc i wyslal Gabe precz na slub.
    Czemu nie powiedziala, ze to niedokrwienie mozgu, skoro Pyziak od razu odzyskal przytomnosc?

    >"Mikroudar" powodujący objawy trwające poniżej 24 godzin, które nie prowadzą do śmierci, ani >inwalidztwa określa się jako przemijające niedokrwienie mózgu (transient ischaemic attack - >TIA).

    Pyziak zamiast miec typowe objawy dla udaru, mdleje z okrzykiem - nie ma czesciowego paralizu i zaburzenia mowyi. W klinice po jakiejs pol godzinie odzyskuje przytomnosc i wydaje polecenia, jak to w bajce niezbyt skladnie plecionej.
    Jesli mial cokolwiek, to raczej przemijajace niedokrwienie mozgu - i tak latwo by go tez nie wypuscili, skoro mial tez nadcisnienie (wielkie prawdopodobienstwo kolejnego udaru). Niedokrwienie mozgu to tez bardzo powazne, moze wystapic nawet smierc kliniczna (obumarcie mozgu bez tlenu).

    > Przeszłam przez cztery duże udary mojej babci i kilka mikroudaró
    > w i to, co tu opisano jest jak najbardziej prawdopodobne.

    Przepraszam, ale kiedy Twoja babcia miala MIKROudar, to tez mdlala z okrzykiem, aby odzyskac przytomnosc, swiadomosc i mowe po zaledwie kilkunastu minutach-pol godzinie w klinice?
    I czy bez zadnej rekonwalescencji, bez tlenu i bez trzymania glowy w bezruchu zostala wyrzucana ze szpitala po 4 dniach, aby moc swobodnie stac, chodzic po dworcu z walizka i mowic, ze nigdy nie kochala?

    --
    Wy sie swobodnie poruszacie po tej calej strasznej wspolczesnosci (c) Kicia
  • milka_milka 08.10.12, 11:51
    Po udarze nikt nie karze trzymać głowy bez ruchu. Pomyliło Ci się ze wstrząśnieniem. Nie wiem, co wiesz o udarach, ale uwierz mi, ja wiem naprawdę sporo i mikroudar też może być różny. Są nawet takie, które w pierwszej chwili są niezauważalne, a są takie, kiedy się mdleje. nie bronię książki, bo jaka jest, każdy widzi, ale akurat tu czepianie się jest bez sensu.
    --
    "JA" nie z uwielbienia dla siebie, ale nie zdążam zwolnić shift'a i tak mi wychodzi. :-)
  • memphis90 27.10.12, 22:50
    Ja, będąc w ciąży, miałam trzykrotnie typowe objawy TIA. Drętwienie ręki, zaburzenia widzenia z ubytkiem pola. Przechodziło samo w ciągu kwadransa.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • memphis90 27.10.12, 22:47
    Mały udar= TIA. Mija sam w przeciągu 24h.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • lezbobimbo 04.10.12, 11:24
    kajaanna napisała:
    > Ten bezobjawowy wylew Pyziaka dziwi mnie ogromnie.
    > Nie dość, że leczenie i rehabilitacja trwa dwa-trzy dni (!) - Poznań ma w takim
    > razie najwybitniejszych neurologów na świecie, skoro wylewowca potrafią postaw
    > ić na nogi w tak krótkim czasie.

    Objawy mial takie, ze jak sie wiezli z Poznania do Kostrzynia, byl jakis nieswoj :P

    Po czym:
    "rozlegl sie za nimi krotki okrzyk.
    Odwrocili sie.
    Janusz Pyziak osunal sie na kamienna nawierzchnie i lezal tam jak dlugi. G. usilowala go podniesc, ale nie dawala rady (((a potem lapala go z latwoscia, tego ciezkiego klopsa!)))
    Podbiegli wiec [Ignas i McDusia] i dzwigneli go wspolnymi silami, Ignas otworzyl samochod i we troje wpakowali przelewajacego im sie przez rece Pyziaka na tylne siedzenie.
    - Puls bije jakos dziwnie - powiedziala Gabriela, trzymajac go za nadgarstek. - Boze kochany, cos zlego sie stalo, on jest nieprzytomny.
    - Mamo, dzwon po pogotowie!
    G. siegnela po komorke, ale nie mogla zlapac tu zasiegu.
    - Ile mamy czasu? [do slubu Maszpany i Laury]
    - 20 minut.
    - Tam byl szpital, po drodze! Zawioze go.
    (...)
    - Mamo, jedziesz setka! - zauwazyl Ig zdlawionym glosem. (...)
    - Jade ostroznie - rzucila G przez zacisniete zeby. - Ale nie ma czasu.
    - Tych pare minut dluzej przeciez mu nie zaszkodzi... - zauwazyl IG.
    - Tego nie wiemy - nie czekajac na swiatla, dodala gazu, skrecila pod nieduzy budynek szpitala. Cale szczescie, ze jadac w tamta strone zwrocili uwage na jego jasne okna ((JASNE, jadac na slub zawsze zauwazajcie przydrozne karczmy i szpitale))
    Prywatna klinika 24 h. Ignas pobiegl do rejestracji, zawiadomil o naglym wypadku i po chwili Pyziaka wnioslo do srodka na noszach 2 sanitariuszy
    [[[ potem Ignas i Gaba przez 2 strony czekaja, Ignas pogania G, bo sie spoznia na slub jej corki, a G twardo, ze nie, bo Pyziak moze czegos potrzebowac, a wgl to mu slubowala w urzedzie cywilnym i corki ich lacza. ]]]
    Wreszcie przychodzi pielegniarka w bialych drewniaczkach:
    - Odzyskal przytomnosc, odzyskal - powiedziala pielegniarka uspokajajaco, juz z daleka. - Mial maly udar. Ale bedzie dobrze, prosze sie nie denerwowac, Zostanie u nas przez kilka dni. Aha, chory prosil, zeby juz pani nie czekala tylko jechala na slub."

    Maly udar! Brak zasiegu pod Kostrzyniem ale za to przydrozna klinika 24h.
    !!!! Prywatna klinika nie pytajaca o ubezpieczenie, majaca ostry dyzur pod lasem i przyjmujaca wprost z drogi faceta zamieszkalego w Berlinie!! - jasne, jasne jak okna samarytanskiej kliniki. Nastepna, zenujaca wpadka.

    --
    Wy sie swobodnie poruszacie po tej calej strasznej wspolczesnosci (c) Kicia
  • karolina.delila 04.10.12, 12:17
    Z tą prywatną kliniką to akurat niekoniecznie wpadka, mam siostrę lekarkę, która własnie w takiej pracuje. Mają obowiązek udzielenia w kazdej nagłej sytuacji zagrożenia zycia pierwszej pomocy. Kwestią dyskusyjną jest- czy Pacjent moze potem u nich zostać kilka dni ( za to już musi zapłacić rachunek), bo nie zawsze takowe kliniki mają odpowiednie oddziały i aparaturę, w takiej sytuacji klinika powiadamia odpowiedni szpital.
  • turzyca 04.10.12, 12:30
    Prywatna klinika nie pytajaca o ubezpieczenie, majaca ostry dyzur pod lase
    > m i przyjmujaca wprost z drogi faceta zamieszkalego w Berlinie!! - jasne, jasne
    > jak okna samarytanskiej kliniki. Nastepna, zenujaca wpadka.

    Jesli mial przy sobie chipkarte swojej kasy chorych - a normalny czlowiek nosi ja w portfelu, bo potrzebna jest przy kazdej wizycie lekarskiej - to w zasadzie dalej nie ma kwestii, niemiecka chipkarta jest jednoczesnie EKUZem, czyli facet ma dowod, ze jest ubezpieczony w ramach UE.
    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
  • lezbobimbo 04.10.12, 12:47
    turzyca napisała:

    > Prywatna klinika nie pytajaca o ubezpieczenie, majaca ostry dyzur pod lase
    > > m i przyjmujaca wprost z drogi faceta zamieszkalego w Berlinie!! - jasne
    > , jasne
    > > jak okna samarytanskiej kliniki. Nastepna, zenujaca wpadka.

    > Jesli mial przy sobie chipkarte swojej kasy chorych - a normalny czlowiek nosi
    > ja w portfelu, bo potrzebna jest przy kazdej wizycie lekarskiej - to w zasadzie
    > dalej nie ma kwestii, niemiecka chipkarta jest jednoczesnie EKUZem, czyli face
    > t ma dowod, ze jest ubezpieczony w ramach UE.

    A, to zwracam honor.
    Tylko MM opisala to tak, ze Gaba nic nie musi mowic zadnym recepcjonistkom w tejze prywatnej klinice, kiedy czekaja - nie pytaja ich w ogole o Pyziaczy pesel ani nic w podobie, ani kto sie moze nim zajac itd.
    Ot takie bajkowe rozwiazanie - Pyziak zemdlal, to go mozna w jakiejs klinice pod Kostrzyniem zostawic jak w szufladzie.
    Jak sie potem dostal z tej kliniki po udarze pod hotel Mercure w Poznaniu, gdzie czekal na Gabe, az go odprowadzi, tez nie wiadomo.

    Skojarzylo mi sie z zenujaca Zaba, gdzie Piotrek Zeromski i Sznytkownica zamiast zadzwonic po karetke dla krwawiacej z ust Hiltetatli po wypadku, jada jak poparzeni z krwawa jatka i wtaczaja sie bez zastanowienia do spoldzielni Medilux do Idy, bo to po znajomosci przeciez. I tez zadnego pytania o pesel, o ubezpieczenie ani dzwonienia po karetke z recepcji - tylko zostaja natychmiast wpuszczeni do prywatnego gabinetu zajetej laryngolog, ktora jest na poczekaniu chirurgiem itd.

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • iwoniaw 04.10.12, 11:47
    Bernard wyraźnie mówi Laurze i Magdzie, że przygotowywana impreza dla nuworyszy, do której robi prototyp kapelusza z rzeżuchy i obmyśla menu, ma się odbyć w samiuśki symboliczny 21. marca. Więc jakim cudem był w stanie pomylić tort ślubny z tamtym - tzn. jakim cudem tamten był już gotów w końcówce grudnia? I co to nam mówi o świeżości dostarczanych przez B. nowobogackim żołądkom produktów? Nie wspominając, że przy skłonności do tego rodzaju pomyłek i wpadek to dziw prawdziwy, że jakieś zlecenia jeszcze dostaje...

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • iwoniaw 04.10.12, 11:51
    Czy przypadkiem Bernard nie poznał całej rodziny Borejków już w czasach, gdy Zły Pyziak porzuciwszy Gabę i córki zniknął z horyzontu, by pojawić się po latach na drodze krajowej z chamską awanturą w przytomności Laury?
    Skąd zatem Bernard wiedział, że człowiek wchodzący w progi domostwa rodziny B. w dniu ślubu Laury to Wraży Pyziak, by go od progu obrzucić wrogim spojrzeniem i zwyzywać od "człowieka z życiorysem"?

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • pelagia33 04.10.12, 11:58
    Z tortem było chyba tak, jak z wyhodowaną na głowie rzeżuchą - Bernard po prostu robił próbę i właśnie ten "próbny" tort dostarczył na wesele.
  • iwoniaw 04.10.12, 12:05
    No to chyba celowo wykorzystał okazję i zrobił "próbę" po czym ją jako prezent wręczył. Jakoś nie wierzę, że wszystkie ciasta też piekł i dekorował od A do Z wcześniej - co innego wypróbować jakiś barwnik czy kształt, a co innego całe, niemałe, ciasto z dekoracją (że wspomnę i o kosztach finansowych i czasowych) z napisem włącznie. A skoro tak, to chociaż literki mógł dla Laury i Adama w jakieś nieprostackie treści ustawić...


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • wrzesniowamama07 04.10.12, 12:15
    Nie, Bernard się pomylił. Na bal hosztaplerów zamiast gąsienic pomknęły białe róże i motyle. Jestem pewna.
  • wrzesniowamama07 04.10.12, 12:21
    sorry - rzeczywiście bal hosztaplerów ma być w pierwszy dzień wiosny. To ja nie wiem. Może MM o tym zapomniała, i stąd pomyłka tortowa? Ja już nic nie rozumiem a wino mogę wypić dopiero wieczorem, a!
  • lezbobimbo 04.10.12, 12:31
    wrzesniowamama07 napisała:
    > Nie, Bernard się pomylił. Na bal hosztaplerów zamiast gąsienic pomknęły białe r
    > óże i motyle. Jestem pewna.

    Tak, ale bal hochsztaplerow ma sie odbyc 21 marca (str. 112).
    Nie wiadomo wiec po co 27 grudnia Bernard traci czas (a przeciez taki zajety, ma jechac do Zamoscia itd) na robienie dodatkowego, wielkiego ciasta, ktore jest tak ciezkie, ze trzeba mu pomoc je wnosic na balkon.
    Od razu pomylil zamowienia i w jego sprytnym umysle finansisty bezrobotnego Laura tez sie zlala w jedno z bankierami i inna elita finansowa Poznania, zatem zielone ciasto dostala.
    MM, tak uczciwie pracujaca? Na pewno nie nad ksiazka.

    P.S. Wpadka kolejna. On ten oblesny kapelusz z rzezuchy i ligniny wilgotnej testuje jako nakrycia glowy dla orkiestry majacej przygrywac bankierom, bo maja wygladac jak drzewa (ubranka maja miec brazowe).
    Rzezucha ma wszak bardzo ostry i mocny zapach, nie wyobrazam sobie, ze na eleganckim balu orkiestra ma smierdziec jak stara kanapka z jajkiem.
    Nie mogl po prostu skombinowac sztucznych czy zimozielonych lisci na zielonych, normalnych kapeluszach? NIE... MM, taka skromna gospodyni pragnie upokorzyc bankierow i politykow poznanskich domowym sposobem, rzezucha poczciwa, wyhodowana na parapecie.. ach ta partyzantka!

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • ginny22 04.10.12, 13:22
    Bankierzy oraz inni źli kapitaliści z piniądzem zasługują na smród rzeżuchy jeno. Nie ma lekko.
  • lezbobimbo 04.10.12, 13:35
    Kolejna zdziwnosc Bernarda:
    kiedy przylazi w stroju niedbalym a rzezucha na lbie, Bernard mowi do Laury tak:
    - Pewnie myslisz, ze zwariowalem, rubensowska szatynko.

    Rubensowska szatynko? Alez tak, z portretow szatynowych elfow nawiedzonych w swietle ksiezyca on slynal...

    http://www.allartclassic.com/img/Peter_Paul_Rubens_RUP023.jpg

    Ten labadz to oczywiscie alegoria - trudne slowo - Maszpana, rubensowskiego bruneta.



    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • pelagia33 04.10.12, 13:44
    Ale czy on nie mówi tego do McDusi? Ja to właśnie tak odebrałam, że to ją miał na myśli - raz, że kształty, dwa że chciał się wytłumaczyć przed obcą osobą, Laura pewnie była przyzwyczajona do jego dziwactw.
  • iwoniaw 04.10.12, 13:45
    Coś ty, on to mówi do Magdy; Laura raz, że brunetka, dwa, że wszak ma wiedzieć, iż B. nie zwariował - znając go tyle lat mogłaby przeżyć szok, gdyby NIE miał na łbie rzeżuchy czy czegoś w podobie.

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • iwoniaw 04.10.12, 13:55
    co oczywiście w ustach tego modelowego Apolla słusznie miało piętnować nieanorektyczność Magdusi.
    BTW - zauważyliście, że wszystkie pozytywne bohaterki straciły choćby i zaczątki biustu, a dodatkowe kilogramy to Zło i to Obrzydliwie Wstrętne Zło?

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • conefkaconbrio 04.10.12, 14:55
    iwoniaw napisała:

    > co oczywiście w ustach tego modelowego Apolla słusznie miało piętnować nieanore
    > ktyczność Magdusi.
    > BTW - zauważyliście, że wszystkie pozytywne bohaterki straciły choćby i zaczątk
    > i biustu, a dodatkowe kilogramy to Zło i to Obrzydliwie Wstrętne Zło?
    >
    Może to skutek tego wątku:
    Tekst linka
  • asia-fb 04.10.12, 20:40
    być może było już wcześniej, ale jakoś dopiero w McDusi do mnie dotarło - otóż, Dmuchawiec mieszka jeśli nie na zaadoptowanym na cele mieszkalne poddaszu to na najwyższym piętrze w kamienicy. Skąd zatem tam sufit na wysokości 3,5 metra? Jakoś zawsze wydawało mi się, że mieszkania po 3,5-4 m trafiają się na niższych piętrach, a im wyżej tym odległość między sufitem a podłogą mniejsza. No ale na 2-2,5 m antresolki by Maciek O. nie zorganizował...
  • bupu 04.10.12, 20:51
    asia-fb napisała:

    > być może było już wcześniej, ale jakoś dopiero w McDusi do mnie dotarło - otóż,
    > Dmuchawiec mieszka jeśli nie na zaadoptowanym na cele mieszkalne poddaszu to n
    > a najwyższym piętrze w kamienicy. Skąd zatem tam sufit na wysokości 3,5 metra?
    > Jakoś zawsze wydawało mi się, że mieszkania po 3,5-4 m trafiają się na niższych
    > piętrach, a im wyżej tym odległość między sufitem a podłogą mniejsza. No ale n
    > a 2-2,5 m antresolki by Maciek O. nie zorganizował...

    Lokal Dmucha zaraził się od Borejkołchozu i również nabrał cech gumianych. I się rozciąga wszerz i wzwyż w razie potrzeby,
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • kkokos 04.10.12, 20:52
    Skąd zatem tam sufit na wysokości 3,5 metra?
    > Jakoś zawsze wydawało mi się, że mieszkania po 3,5-4 m trafiają się na niższych
    > piętrach, a im wyżej tym odległość między sufitem a podłogą mniejsza.

    nieee, wyżej nie muszą być niższe, za to bywają większe, bo w kamienicy mur na wysokości pierwszego piętra jest grubszy niż na wysokości drugiego. choć nie wiem, czy trzecie i czwarte są jeszcze większe czy takie jak drugie :)
  • bupu 04.10.12, 20:56
    Ale na poddaszach kamienic nader trudno znaleźć lokale z sufitem na wysokości czterech metrów. Raczej.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • dakota77 04.10.12, 21:16
    Mam mieszkanie na poddaszu kamienicy, strych zostal zaadaptowany na mieszkania mniej niz 10 lat temu, co prawda, ale mieszkanie jest wysokie. Lozko miesci sie na antresoli, a w kuchni sa podwojne na wysokosc rzedy szafek.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • kkokos 04.10.12, 21:29
    bupu napisała:

    > Ale na poddaszach kamienic nader trudno znaleźć lokale z sufitem na wysokości c
    > zterech metrów. Raczej.

    e tam, jak patrzę na te jeżyckie kamienice w wieżyczkami na co drugim rogu, z przedziwnymi balkonami w dziwnych (dla oka przyzwyczajonego do warszawskich kamienic tak często odartych ze zdobień i przejawów mieszczańskiej zgnilizny estetycznej) miejscach, to jestem w stanie uwierzyć w każdą nietypową wielkość/wysokość pomieszczeń na każdym poziomie.

    a poza tym w książce stoi jak wół: kuchnia z sufitem na wysokości 3,5 m. nie cztery. 3,5 to w kamienicy standard, nawet w warszawie.
  • verdana 04.10.12, 21:35
    Wpadł mi do głowy myśl płocha. Laura jest śpiewaczką, mającą występy, czyż nie? Zatem powinna w swojej garderobie posiadać suknie wieczorowe, których jak sadzę nie wysłałaby w dal, ponieważ wymagają specjalnego traktowania i przewożenia nie w tobołach, a w specjalnie dostosowanych pokrowcach. A o ile pamiętam, ciężarówka dóbr doczesnych nie przewoziła.
    Mało prawdopodobne, aby suknie były jej potrzebne od razu, wiec z dużym prawdopodobieństwem zostałyby na Rooswelta.
    Więc powinna mieć cos wystrzałowego do slubu, naprawdę.
    A biała pikowa garsonka, nawet zadbana, po 50 latach jest a. pożółkła, b. zetlała. Pójście w takowej do ślubu grzi, zę rozpadnie sie ona na szczęśliwej narzeczonej.
    --
    zpopk.blox.pl
  • nioszka 04.10.12, 21:46
    Dla mnie w ogóle cała ta akcja ostatniej przymiarki i zabiegów kosmetycznych w dniu ślubu jest kompletnie bez sensu. Welon zestawiła z suknią pierwszy raz, miała zrobioną fryzurę bez rozważenia, jak do tego dopasuje welon. Ja nie wiem, ślubu nie brałam, ale welon to się chyba bierze na jakieś próbne fryzury czy coś? A tak to on wisi chyba tylko po to, by Józef mógł się o nim negatywnie wypowiadać.
  • dakota77 04.10.12, 21:50
    To wszytko jest samo w sobie nieprawdopodobne, a juz zupelnie niepodobne do Laury. Ja akurat bralam slub w dosc prostym stroju, sama sie czesalam i malowalam, ale jednak panny mlode maja zwykle wszystko dopasowane i przetestowane przed slubem. Suknie przymierzona na odpowiednia blielizne i do slubnych butow, welon sprawdzony. Za soba maja probne makijaze i robienie probnych fryzur. Naprawde nie chce mi sie wierzyc, ze dosc prozna, czula na swoim punkcie Laura, dodatkowo lubiaca miec wszystko i wszystkich pod kontrola poszlaby na taki zywiol z przygotowaniami.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • buka_z_muminkow 04.10.12, 21:54
    Ja tam też welon przypięłam pierwszy raz dopiero w dniu slubu - na próbnej fryzurze miałam tylko ozdobę do włosów, do której welon m iał być doczepiony ;-) Ale to było takie upięcie, że wiedziałam, że welon musi się trzymać.

    Ale nie rozumiem przymiarki sukni u krawcowej bez przyniesienia welonu, skoro się już ten welon ma. Ostatnia przymiarka powinna być w ślubnych butach, ślubnym staniku (żeby sprawdzić, czy nie wystaje i czy nie za ciasno),bolerku (o ile ma w ogole być) i w welonie. I już.
  • anutek115 04.10.12, 22:06
    nioszka napisała:

    > Dla mnie w ogóle cała ta akcja ostatniej przymiarki i zabiegów kosmetycznych w
    > dniu ślubu jest kompletnie bez sensu. Welon zestawiła z suknią pierwszy raz, mi
    > ała zrobioną fryzurę bez rozważenia, jak do tego dopasuje welon. Ja nie wiem, ś
    > lubu nie brałam, ale welon to się chyba bierze na jakieś próbne fryzury czy coś
    > ?

    Ja brałam, a jestem taką abnegatką, że Gabunia moglaby mi butki czyscić, żadnych próbnych fryzur i makijazy nie mialam, bo sama się malowałam (tak jak zwykle) i czesałam (też tak jak zwykle). Mimo to na ostatnią przymiarkę sukni stawiłam się w ślubnej bieliźnie i z dodatkami, sama co prawda bym na to nie wpadla, krawcowa mi kazała :). W to, ze nie wiedzialaby tego Laura nie uwierzę nigdy w zyciu. To raz.

    A dwa, Gaba z KK mogła nie miec ani jednej wyjściowej rzeczy. Takie były czasy, rodzina Borejków jest skromnie sutuowana, a Gaba ma w nosie kolory ziemi i nie prowadzi życia towarzyskiego związanego z wyjściam"w swiat". Dlatego kupuję suknie z zaslonki, podoba mi się zapał Mili w tworzeniu jej, wierzę we wszystko (chociaz nadal nie wiem, czym tę suknie spięto na ramieniu i wizja klamerek do bielizny trzyma sie mnie uparcie :D).

    Ale Laura??? Od niemowlęcych niemal lat podkradajaca ciotkom perfumy, upierajaca się, by wlożyć nie te odpowiednie do aury, ale te ładne buty, strojąca się... że nie wspomnę o tych występach na scenie, o ktorych wspomina Verdana... Laura muszaca posiłkowac sie starą garsonką po babci???? Trzeba miec zaiste wybitna wyobraźnię, aby sie w niej TO zmiesciło!

    > A tak to on wisi chyba tylko po to, by Józef mógł się o nim negatywnie wypowi
    > adać.

    :DDD

    --
    W życiu niewiasty można rozróżnić siedem okresów: niemowlę,
    dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta. (G.B. Shaw)
  • kasiazjeziora 05.10.12, 10:47
    Ja też czesałam się sama, nawet bukiet sobie zrobiłam, ale nie wyobrażam sobie, by w dniu ślubu nie mieć sukienki w domu. Wpadka Idy z butami, była zabawna, zaskakująca, a ta Laury - żenująca,nieprawdopodobna i do tego absolutnie przewidywalna. Czytam Musierowicz i zaczynam jej współczuć- ona chyba nie lubi swoich bohaterów.
  • memphis90 27.10.12, 23:00
    A tak w ogóle to są sklepy, komisy, tablice i allegro. Kieckę ślubną można sobie załatwić w kilka godzin. Nieślubną, kremową, wieczorową- tym bardziej.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • bupu 28.10.12, 00:15
    memphis90 napisała:

    > A tak w ogóle to są sklepy, komisy, tablice i allegro. Kieckę ślubną można sobi
    > e załatwić w kilka godzin. Nieślubną, kremową, wieczorową- tym bardziej.

    Tylko, po pierwsze, MM utknęła myślowo w PRL, więc takie rozwiązanie do głowy by jej nie przyszło. A po drugie wbicie odtygrysionej i zdepyziaczonej Laury w kostium Milicji jest takie, prawdaż, symboliczne. Bo i uborejczenie marnotrawnej, i rodzina oraz tradycja, i twarde łoże Aureliuszem powlekane.

    A że zamysł ów autorka przeprowadziła z subtelnością parowego młota i radosnym pominięciem logiki...
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • klawiatura_zablokowana 28.10.12, 07:39
    Bo to ma być remiks akcji z Idą ze wczesnych lat 90. - dzień ślubu, zawieja śnieżna, ubraniowa katastrofa, łzy dziewicze ("już na wieki będę starą pannąąąąą....yhyhyhy), Ignac przy telefonie.

    Co do przymierzania sukni bez butów i bielizny - nie skomentuję.

    --
    Z życia małżeństwa mieszanego
  • yvi1 28.10.12, 10:46
    Wlasnie czytam po raz enty Noelke i stoi tam jak byk
    Drzwi otworzyla drobna i siwa pani...
    I ten jej kostiumik na wysoka Laure pasowal?.??
    Wyobraznia pani MM zaiste bez granic jest:)
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wg/qh/63fo/SmOy8QfHaSPg176OiA.jpg
  • kaliope3 28.10.12, 11:00
    Mila zmniejszyła się na stare lata, ot co;)
  • slotna 05.10.12, 02:34
    > Ale na poddaszach kamienic nader trudno znaleźć lokale z sufitem na wysokości c
    > zterech metrów. Raczej.

    W kamienicy, w ktorej mieszkalam zaadaptowany strych ma sufit heeeen wysoko i to bardzo - schody na antresole sa na dwa biegi i na luzie mozna sie w niej wyprostowac (przynajmniej ja moge), oczywiscie nie pod scianami.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • klawiatura_zablokowana 28.10.12, 07:12
    To zależy od kamienicy. Moi rodzice na ostatnim piętrze mają prawie 4 metry. Chociaż istotnie, sąsiedzi z parteru mają jeszcze więcej.

    --
    Z życia małżeństwa mieszanego
  • kosheen4 05.10.12, 08:37
    27 grudnia, w niedzielę. przy ołtarzu:

    Magdusia, zarumieniona i przejęta, oglądała się i z daleka już dawała Ignasiowi energiczne znaki. Była tu i rodzina Adama: ojciec w wózku inwalidzkim, obok mama Fidelisowa, a także zabójczo wytworny i wyjątkowo gładko ogolony pan Gruszka z muszką, za nim zaś cały personel "Daglezji".

    29 grudnia, we wtorek, na Roosevelta:
    (...) pojawił się na Roosevelta pan Gruszka, bardzo zaaferowany, tchnący duchem dobrej, wielkopolskiej organizacji oraz wonią przetrawionej nikotyny. Magdusia, która była bardzo ciekawa owej mitycznej postaci, ujrzała z zaskoczeniem niedużego, brązowego jak wędzonka osobnika w sile wieku.

    Z kolei, jak wynika z wyjaśnień Grzegorza, kiedy po powrocie do kościoła przez Gabrielę - msza ślubna już trwa - ze względu na kolejny ślub ceremonia nie mogła d ł u ż e j czekać i się rozpoczęła była. Czyli teoretycznie Magda miała czas, żeby się rozejrzeć wśród gości i odgadnąć, który to też ten Gruszka. Zatem, skąd to rozczarowanie kuchenne?


    --
    Ląduj, dziadu!
  • grimma 05.10.12, 09:24
    prawdziwe świeczki na choince przy ruchliwym (co prawda ręcznie spacyfikowanym) 2latku to dla mnie nierealne na max.
    --
    Siostry Grimm
  • mkw98 06.10.12, 00:16
    Przyznam, że po zapoznaniu się z książką nie rozumiem poniższej uwagi. Nie wiem, skąd domniemanie, że Ignacy tego wszystkiego nie wie.

    lezbobimbo napisała:

    > - przy Wigilii borejczej jest solennie czytana Ewangelia z fragmentem o Kwiryni
    > uszu namiestniku Syrii, co to urządził spis ludności. Ignac tak się podnieca, j
    > akby Kwiryniusza znał osobiście. Tylko jeśliby byłby naprawdę filologiem klasyc
    > znym, co tak zna osobiście historię imperium rzymskiego, wiedziałby, że akurat
    > Kwiryniusz urządził spis ludności w roku 6 n.e. w tym samym roku też Żydzi odwo
    > łali Heroda Archola-jak mu tam, syna Heroda Wielkiego (rzekomo tego właśnie, co
    > urządził rzeź niewiniątek), a kontrolę nad Judeą przejęli całkiem Rzymianie, b
    > ez królów marionetkowych. Poza tym żaden spis ludności nigdy nie wymagał powrot
    > u do miejsca narodzin dziadka męża. Jednym słowem, fragment ten lepiej pomijać
    > i po prostu czytać o stajence itd.
  • iwoniaw 08.10.12, 11:59
    Mnie irytuje scena z Ignacym i Kwiryniuszem nie z powodu takich czy innych faktów historycznych, tylko dlatego, że po raz kolejny Ignacy - rzekomo miłośnik kultury antycznej i filolog klasyczny z wykształcenia - ekscytuje się czymś tylko dlatego, że ma starorzymskie/antyczne/łacińskie/greckie brzmienie i "o rety, jakie to fajne, starożytna tradycja także i tu, no proszę, jaka ciągłość kulturowa". Tymczasem nie mówimy o zaskakującym bon mocie ani o dziecięciu odkrywającym nowe obszary w świeżo poznawanej i świeżo fascynującej dziedzinie, tylko o powtarzanym od lat fragmencie lektury, w znanym i swojskim dla bohatera kontekście kulturowym. Gdzie tu miejsce dla min pełnych wyższości, iż oto zna się realia historyczne i utożsamia z nimi wyjątkowo i bardziej niż reszta obecnych?
    Ale Ignacy - filolog klasyczny to moja wielka irytacja ogólna: wielki miłośnik Plutarcha nie znający słowa po grecku i nie potrafiący nawet zacytować (po polsku) jego pochwały małżeństwa (jak raz akurat b. adekwatnej dla Borejkowskich o odautorskich poglądów), nie mylący się w cytatach erudyta, który imienia byłego zięcia nadal nie pamięta :-/

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • mkw98 08.10.12, 12:11
    iwoniaw napisała:

    > wielki miłośnik
    > Plutarcha nie znający słowa po grecku

    Musi znać grecki, bo tłumaczy Herodota : )
  • iwoniaw 08.10.12, 12:19
    Deklaratywnie to może i tłumaczy ;-) Natomiast w całej J. brakuje mi jakiś śladówych cocby greckich śladów w typie pantha rhei oraz irytuje mnie cytowanie PO ŁACINIE tych wszystkich, niewątpliwie greckojęzycznych, autorów, jakby nie wystarczał polski przekład.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • mkw98 13.10.12, 12:37
    Co do panta rhei itp. - pełna zgoda, zresztą rozmawialiśmy już o tym nie raz.

    Natomiast drugiego zarzutu trochę nie rozumiem. Przeglądam sobie właśnie Noelkę, w której Ignacy cytuje Wergiliusza, Horacego i Senekę. Autorzy łacińskojęzyczni, li i jedynie.


    --
    Polska w Europie - Łacina w szkole
  • lezbobimbo 08.10.12, 10:47
    Na kanwie wątku Zgubiona suknia:
    1. Mila wlokac apokryficzna wpadke z Kalamburki, wymysla nowa tradycje, wg. ktorej groszek pachnacy Gizelą byl na jej slubie, a nie smetne gozdziki Ignaca

    2. Kostuchna w kwiaciarni szast-prast dostaje bukiet groszku pachnacego, tuz po swietach, czyli 27 grudnia w niedziele

    3. Maszpan plecie na poczekaniu gruby, rowny wianek z ROZ i kabelkow powlekanych, za pomoca nozyczek do paznokci ...

    Jednym slowem, MM miast wiankow plecie teraz bzdury nawet o kwiatach, chociaz ponoc co jak co, ale roze zna i sama pielegnuje.

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • bupu 12.10.12, 16:48
    Wpadka może drobna ( a ja upierdliwa), ale jednak. Otóż gryzła mnie scena z Pyziakiem, odkrywającym brak telewizora.

    "- Nie ma telewizora! - odkrył Pyziak. - A zawsze był. W kuchni. "

    Bzzzzt. Błąd. Za czasów Pyziaczka telewizor stał w zielonym pokoju, patrz KK oraz IS. Nie wiem gdzie stał w czasach "Opium..." albowiem w tej książce o tubie wrażej propagandy słowa nie ma, ale w kuchni pudło objawia się dopiero w "Pulpecji". W Noelkowych opisach miłej kuchni telewizor się nie pojawia.
    --
    Wiedźma waathewitch.blox.pl

    http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
  • pi.asia 13.10.12, 19:39
    . Maszpan plecie na poczekaniu gruby, rowny wianek z ROZ i kabelkow powlekanych, za pomoca nozyczek do paznokci ...

    Absolutnie nierealne. Nożyczkami do paznokci nie przytnie ani róż, ani drutu. Róże są ciężkie, mają grube, sztywne łodygi i w żaden znany naturze sposób nie dadzą się ułożyć w wianek bez solidnej podbudowy z zieleni i stelażu z grubego, sztywnego drutu.
    Chyba że są to wyjątkowo drobne różyczki, albo wręcz miniaturki, to wtedy jest to możliwe, ale - jeżu kolczasty - wymaga to naprawdę sporej wprawy (zrobienie wianka na poczekaniu!) , a Adam kursów florystycznych chyba nie kończył?
    O wpadce z groszkiem pachnącym dostępnym w grudniu już gdzieś pisałam.

    Natomiast NIE JEST WPADKĄ grzmot podczas śnieżycy. Burzę śnieżną z piorunem i być może nawet błyskawicą (niewidoczną w zamieci) przeżyłam dwa razy, i nie było to za kołem podbiegunowym, tylko w mieście w centralnej Polsce.
  • ewaty 15.10.12, 14:33
    Swoją drogą, jaki był, właściwie, pomysł na te przyniesione róże? Adam przychodzi do Borejków z pękiem róż luzem, które wsadza do wanny. Czyli co, do operowej kiecki i welonu Laura miała nieść róże luzem, czy jedną sztukę, czy jak? Chyba, że miał wizję potrzeby cierniowego wieńca...
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • taka_prawda500 13.11.12, 03:32
    > Wpadka może drobna ( a ja upierdliwa), ale jednak. Otóż gryzła mnie scena z Pyz
    > iakiem, odkrywającym brak telewizora.
    >
    > "- Nie ma telewizora! - odkrył Pyziak. - A zawsze był. W kuchni. "
    >
    > Bzzzzt. Błąd. Za czasów Pyziaczka telewizor stał w zielonym pokoju, patrz KK or
    > az IS. Nie wiem gdzie stał w czasach "Opium..." albowiem w tej książce o tubie
    > wrażej propagandy słowa nie ma, ale w kuchni pudło objawia się dopiero w "Pulpe
    > cji". W Noelkowych opisach miłej kuchni telewizor się nie pojawia.

    Pyziak pamięta tv w kuchni nie z wykopalisk, lecz z CP kiedy przyszedł najpierw raz i został wyrzucony przez Dziada, a drugi raz kiedy zjawił się "po przebaczenie" i pojechał na niedoszły ślub Laury.
  • emae 13.11.12, 07:50
    taka_prawda500 napisała:

    >
    > Pyziak pamięta tv w kuchni nie z wykopalisk, lecz z CP kiedy przyszedł najpier
    > w raz i został wyrzucony przez Dziada, a drugi raz kiedy zjawił się "po przebac
    > zenie" i pojechał na niedoszły ślub Laury.

    I mówiłby że telewizor "zawsze tu był"? Nie pasuje mi to "zawsze"
  • kopiec_esmeralda 13.11.12, 08:02

    > I mówiłby że telewizor "zawsze tu był"? Nie pasuje mi to "zawsze"

    [i]- Nic tu się, jak widzę, nie zmieniło - rzekł na stronie Janusz Pyziak, kierując swe słowa do Gabrieli. Dziadek Borejko jednak wziął je do siebie.
    - Nie przeszkadza ci chyba, Juliuszu, że mnożę sobie synonimy? - zapytał z morderczą uprzejmością.
    - Ja mam na imię Janusz - przypomniał mu gniewnie gość.
    - O, pardon. Zapomniałem.
    - Kiedy mówiłem, że nic się tu nie zmieniło, miałem na myśli kuchnię.
    - A jednak! - odparował dziadek Borejko. - W kuchni bardzo wiele nam się zmieniło, począwszy od koloru ścian. Tak szafirowe nie były nigdy dotąd.
    - Nie ma telewizora! - odkrył Pyziak. - A zawsze był. W kuchni.
    - Teraz jest na śmietniku - wyjaśnił dziadek. - Wyrzuciliśmy ostatecznie tę idiotyczną tubę. Nie lubimy, jak się nam robi kisielek z mózgu. A gdyby nam jakoś nieodparcie zależało na informacjach, zawsze możemy sobie zajrzeć do „Kongresu futurologicznego” Lema.
    - Albo do Huxleya - dorzuciła babcia, a dziadek dał jej bezgłośne brawko.
    - Ja bym bez telewizora nie mógł... - zaczął kłótliwie Janusz Pyziak i urwał, bo do kuchni wpadła Łusia, ubrana próbnie w bladoróżową sukienkę z falbankami. Rude jej loczki, ściągnięte na czubku głowy w kitkę, zdobił różowy wianuszek.
    [/i]
  • figala 13.11.12, 11:59
    do kuchni wpadła Łusia, ubrana próbnie w bladoróżową sukienkę z falbankami. R
    > ude jej loczki, ściągnięte na czubku głowy w kitkę, zdobił różowy wianuszek.


    W "małomównym.." pan Wojtczak umieszał kolorek do łazienki-różowy właśnie. Komentarz sześcioletniej Moniki "taki kolorek to dobry na majtki".
    Właściwie w "małomównym.." pełno dzieci ("szeszcz dżeczy") i każde normalne!

    --
    Maja
  • ananke666 13.11.12, 12:02
    Swoją drogą, trochę głupi pomysł ubierać rude dziecko na różowo. W seledynowym/jasnozielonym albo ecru brązowookiej, rudej Łusi byłoby znacznie bardziej do twarzy...
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • kopiec_esmeralda 13.11.12, 12:05
    A może jaśnie Tradycja każe dziewczynkę na różowo? (pytam serio, nie znam się).
    A oni tam Tradycję wszak miłują nade wszystko.
    Różowy kolorek chyba tez byl krytykowany w "Kwiecie kalafiora" jako majtkowy? Czy w czymś innym wczesnym?
  • slotna 13.11.12, 16:02
    Suknia byla rozowa. I nie podobala sie wyrafinowanym elegantkom, ale Idzie bardzo. Niestety, nie byla brunetka ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • zla.m 13.11.12, 17:54
    slotna napisała:

    > Suknia byla rozowa. I nie podobala sie wyrafinowanym elegantkom, ale Idzie bard
    > zo. Niestety, nie byla brunetka ;)

    A gdyby była, mogłaby malować usta na wiśniowo :)
    --
    Myślałam, że mam ADHD, ale okazało się, że to wszyscy wokół mnie są, k*rwa, nudni.
  • draconessa 13.11.12, 20:55
    'Tu masz ten kolorek (...) dobry na majtki' - to bylo w MiR ( slowa Rzodkiewki, kiedy pan Wojtczak umieszal kolorek do malowania lazienki - 'Pani rzuci oczkiem, czy dobry'
    --
    I saw it. I wanted it. I had a fit. I got it:)
  • dakota77 13.11.12, 12:06
    Niekoniecznie. Niby teoretycznie rudym w rozowym niedobrze, ale przeciez rudy rudemu nierowny:) Niektorym rudzielcom calkiem niezle w rpzowym:)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • emae 13.11.12, 12:12
    ananke666 napisała:

    > Swoją drogą, trochę głupi pomysł ubierać rude dziecko na różowo. W seledynowym/
    > jasnozielonym albo ecru brązowookiej, rudej Łusi byłoby znacznie bardziej do tw
    > arzy...

    images2.fanpop.com/images/photos/5900000/Ariel-Wallpaper-disney-princess-5998397-1024-768.jpg
  • kkokos 13.11.12, 19:23
    ananke666 napisała:

    > Swoją drogą, trochę głupi pomysł ubierać rude dziecko na różowo. W seledynowym/
    > jasnozielonym albo ecru brązowookiej, rudej Łusi byłoby znacznie bardziej do tw
    > arzy...

    proszę cię, to są przesądy z czasów ani z zielonego wzgórza, co to nie wolno jej się było ubrać na czerwono, tylko na zielono. podobne przesądy zakazują łączenia różowego z pomarańczowym albo różowego z czerwonym, nakazują zaś dobieranie koloru butów do torebki. no i paznokcie koniecznie muszą być w tym samym kolorze u rąk i u nóg.
    a tatuaże to tylko ci w więzieniach mają :)
  • ananke666 13.11.12, 22:06
    > proszę cię, to są przesądy z czasów ani z zielonego wzgórza

    A czy ja mówię, że nie wolno? Mnie też wolno się ubrać na turkus czy pomarańczę, ładne kolory, ale w czerwonym mi bardziej do twarzy i tyle.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • kkokos 19.11.12, 20:47
    > A czy ja mówię, że nie wolno? Mnie też wolno się ubrać na turkus czy pomarańczę
    > , ładne kolory, ale w czerwonym mi bardziej do twarzy i tyle.
    >

    och, zaleciało tolerancją a la borejkowie - "czy ja mówię, że nie wolno? oczywiście wolno, ale to GŁUPI POMYSŁ". oczywiście wolno komuś lubić coś innego niż mnie, ale to co ja lubię jest obiektywnie lepsze, nieprawdaż.

    po kim jak po kim, ale po tobie się tego nie spodziewałam :)
    ale łusi nie widziałaś na żywo, nie widziałaś jej cery, oczu i odcienia rudości, więc nie możesz wyrokować, że w seledynie jej lepiej niż w różowym. i tyle.
  • ananke666 21.11.12, 01:06
    > och, zaleciało tolerancją a la borejkowie

    A mnie zaleciało dla odmiany czepialstwem. Dość niewinną uwagę przekręcić, doszukać się piątego dna, dopisać wniosek z sufitu, nadać groteskowy wymiar i napawać się swą efektem.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • slotna 20.11.12, 16:37
    Byl taki glupawy nieco serial Eastwick (skasowali go zreszta bardzo szybko). Ruda bohaterka zalozyla czerwona sukienke i wygladala OBLEDNIE. Przypomnialo mi sie to, bo od razu wtedy pomyslalam o tym przesadzie.

    http://site.shopbizshop.com/images/jaimeraynewmanposter01.jpg

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • croyance 20.11.12, 22:57
    Kazdy kolor moze byc zimny albo cieply, zaleznie od tego, czy jest na bazie oranzu czy rozu.
    Roz lososiowy jak najbardziej by Lusi pasowal.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • kopiec_esmeralda 21.11.12, 07:56
    Jeśli chodzi o rude i czerwień, to zależy od wielu czynników, odcienia materiału, włosów, cery, ale przede wszystkim od indywidualnych upodobań, panuje duża dowolność i bardzo dobrze.

    i]> Roz lososiowy jak najbardziej by Lusi pasowal. [/i]

    Pomijając kwestię "pasowania" różu do barw własnych Łusi, pozostaje dla mnie wątpliwa kwestia ubierania dwunastolatki w różowe sukienki - żadna ze znanych mi dziewczynek w tym wieku nie chciałaby tak się ubrać. Żadnych różów, bo one chcą się ubierać jak starsze nastolatki :) Ale Borejki szeroko pojęte pewnie są jakieś inne i w tym też.
  • ginny22 21.11.12, 12:30
    > Pomijając kwestię "pasowania" różu do barw własnych Łusi, pozostaje dla mnie wą
    > tpliwa kwestia ubierania dwunastolatki w różowe sukienki - żadna ze znanych mi
    > dziewczynek w tym wieku nie chciałaby tak się ubrać. Żadnych różów, bo one chcą
    > się ubierać jak starsze nastolatki :) Ale Borejki szeroko pojęte pewnie są ja
    > kieś inne i w tym też.

    Bo Łusia ma 12 lat tylko formalnie - z zachowania to jakieś sześć-osiem.
  • ananke666 21.11.12, 00:58
    Bo w ogóle rudym w czerwonym jest pięknie. Nigdy nie rozumiałam, skąd ta panika na tle czerwonego.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • ananke666 21.11.12, 01:16
    Goldie Hawn w "Death Becomes Her". Niestety nie znalazłam porządnego zdjęcia.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • a1ma 18.12.13, 23:03
    Służę: ;)

    http://2.bp.blogspot.com/-71sogS2rd_k/UgfdgvtiQDI/AAAAAAAAEJQ/nv7cPvAgfdw/s1600/claireverity.png

    --
    From 0 to bitch in less than 5 seconds!
  • emae 21.11.12, 06:58
    slotna napisała:

    > Byl taki glupawy nieco serial Eastwick (skasowali go zreszta bardzo szybko). Ru
    > da bohaterka zalozyla czerwona sukienke i wygladala OBLEDNIE. Przypomnialo mi s
    > ie to, bo od razu wtedy pomyslalam o tym przesadzie.
    >

    Moim zdaniem, bosko wygląda ten rudzielec:
    www.joemonster.org/filmy/35017/Kerekes_Vica_w_zwiastunie_Muzi_v_nadeji_
    A Nicole Kidman?
    www.youtube.com/watch?v=dOPmgkentZk&feature=fvwrel
    W ogóle moja przyjaciółka jest ognistym rudzielcem i często ubiera się na czerwono, i wygląda fantastycznie :) Zawsze uważałam, że to świetny kolor dla rudych :)
  • klymenystra 21.11.12, 07:39
    I Christina Hendricks :)

    Tekst linka
  • mmoni 21.11.12, 11:49
    I Molly Ringwald w (jakżeby inaczej) "Pretty in Pink"

    http://www.trespassmag.com/wp-content/uploads/2010/08/pretty-in-pink.jpg
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • ananke666 30.11.12, 18:43
    mmoni napisała:

    > I Molly Ringwald w (jakżeby inaczej) "Pretty in Pink"

    No i to jest to, co kompletnie mi się nie podoba. Delikatna i ognista zarazem uroda rudzielca oblana mdłym lukrem majtkowego różu.
    Łusia zanim zgramatetryczała wkładała czerwoną spódniczkę i miała rację.
    Do rudych w czerwieni należy doliczyć także Julianne Moore w "Końcu romansu":


    http://3.bp.blogspot.com/_C9v2ED0ozQs/TUM3Kcg0UfI/AAAAAAAABF4/zDBzcKiuX-w/s1600/end_of_the_affair_the_1999_685x385.jpg
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • slotna 30.11.12, 23:59
    Ananke, wyslalam ci maila na gazetowy.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • slotna 21.11.12, 14:55
    Z drugiej strony wszystkie wymienione maja gladka, biala skore. Piegowatej moze byc nieco gorzej.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ananke666 15.10.12, 11:49
    Czytam.
    Wpadka z Kazimierzem - otóż śpi w poprzek łóżeczka z siatką. Ponieważ Kazimierz jest już nieźle wyrośnięty, albo ma to łóżeczko rozmiarów niespotykanych, albo nieszczęsna dziecina jest pozbawiona nóżek. No, ewentualnie mogą sterczeć do góry pod kątem prostym.

    Scena z potrząsaniem z kilku przyczyn jest jeszcze gorsza, niż myślałam.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • ananke666 15.10.12, 12:36
    Postawiłam siebie w sytuacji Magdy.
    Znalazłam się w domu znajomych rodziców. Na dzień dobry jedna z domowniczek nawrzucała niewybrednych komentarzy na temat tego, co jadam, jak wyglądam, a także rzuciła subtelną inaczej aluzję na temat moich obyczajów higienicznych. Nikt jej nie hamuje. Troje obecnych nastolatków jest lekko dziwnych. Jeden jaskiniowiec, jedna przemądrzała pannica i jedno chłopię, skręcający się od byle czego z zażenowania i zalewający się rumieńcem. Chyba czegoś dodali mi do herbaty, bo czuję potrzebę pocałowania młodszego chłopaka (w moich realiach - gówniarza), który mnie w dodatku wyraźnie nie znosi, na co on szarpie mną i grozi pobiciem. Potem jestem świadkiem dziwacznej sceny z niezrównoważoną matką w roli głównej, a na koniec w środku nocy ląduję w pokoju czerwonego, zażenowanego, nieźle wyrośniętego szczyla w piżamie w serduszka, który proponuje, że opowie mi o sobie, umiera z zażenowania na widok mojego kolana, wali się w łeb, ryczy na mnie, drze papiery i mdleje. Zastanawiam się, co mi dali w tej herbacie, albo czy wszyscy zwariowaliśmy...
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • jottka 15.10.12, 17:43
    w twoim opisie brakuje mi zdania końcowego: 'a zresztą wszystko jedno, ja stąd spadam i to już!":)
  • hamerykanka 15.10.12, 19:19
    Umarlam i znalazlam sie pod stolem :))))
    --
    Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
  • emae 15.10.12, 19:30
    ananke666 napisała:

    > Postawiłam siebie w sytuacji Magdy.
    > Znalazłam się w domu znajomych rodziców. Na dzień dobry jedna z domowniczek naw
    > rzucała niewybrednych komentarzy na temat tego, co jadam, jak wyglądam, a także
    > rzuciła subtelną inaczej aluzję na temat moich obyczajów higienicznych. Nikt j
    > ej nie hamuje. Troje obecnych nastolatków jest lekko dziwnych. Jeden jaskiniowi
    > ec, jedna przemądrzała pannica i jedno chłopię, skręcający się od byle czego z
    > zażenowania i zalewający się rumieńcem. Chyba czegoś dodali mi do herbaty, bo c
    > zuję potrzebę pocałowania młodszego chłopaka (w moich realiach - gówniarza), kt
    > óry mnie w dodatku wyraźnie nie znosi, na co on szarpie mną i grozi pobiciem. P
    > otem jestem świadkiem dziwacznej sceny z niezrównoważoną matką w roli głównej,
    > a na koniec w środku nocy ląduję w pokoju czerwonego, zażenowanego, nieźle wyro
    > śniętego szczyla w piżamie w serduszka, który proponuje, że opowie mi o sobie,
    > umiera z zażenowania na widok mojego kolana, wali się w łeb, ryczy na mnie, drz
    > e papiery i mdleje. Zastanawiam się, co mi dali w tej herbacie, albo czy wszysc
    > y zwariowaliśmy...

    Ot i książka :) Nie trzeba jej wyśmiewać, ona sama z siebie jest wielką kpiną :)))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka