Dodaj do ulubionych

My, intelektualiści!

06.12.12, 22:11
Zauważyłam, że wielu osobom nie podoba się Borejkowskie stanowisko polegające na tym, że uważają się za lepszych od reszty społeczeństwa, bo są oczytani, ukulturalnieni, inteligentni, myślący. Wręcz za zbrodnię się to tu uważa! Ja tutaj w dalszym ciągu nie widzę nic złego. My też tu na forum jesteśmy oczytani i myślący- no i chyba j e s t e ś m y w jakiś sposób lepsi od reszty społeczeństwa, prawda? Staramy się, podejmujemy wysiłek, by czytać ambitne książki, chodzić do teatru/filharmonii, interesować się i zgłębiać wiedzę na różne tematy, a przede wszystkim myśleć. Wielu współczesnych ludzi tego nie robi, „w ciemności niewiedzy żyje z dnia na dzień”, zabiega o chleb powszedni i tanią rozrywkę, myśli częściej emocjami lub różnymi częściami ciała niż rozumem, dziwi się, że ktoś może głęboko myśleć albo czytać poważne książki po prostu dla przyjemności, myśleć im się nie chce, myślenie boli. Więc chyba tacy ludzie jak my oraz postacie MM mamy p r a w o uważać się za w jakiś sposób lepszych od reszty społeczeństwa. Nie czyni to nikomu krzywdy, a nam dodaje pewności siebie. Może warto, byśmy popraktykowali tę postawę w życiu codziennym? Nośmy koszulki z napisem „Intelektualista”, mówmy na co dzień oraz piszmy na forach i blogach o naszej wspaniałości, udawadniajmy naszą wyższość nad szarą masą!
Kto chciałby przyłączyć się do takiej akcji?

--
"-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
-Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
Obserwuj wątek
    • lezbobimbo Re: My, intelektualiści! 06.12.12, 22:39
      yasemin napisała:
      > Zauważyłam, że wielu osobom nie podoba się Borejkowskie stanowisko polegające n
      > a tym, że uważają się za lepszych od reszty społeczeństwa, bo są oczytani, ukul
      > turalnieni, inteligentni, myślący.

      Ale oni nie sa ani oczytani ani inteligentni ani myslacy. Oni nie sa nawet wyzej wyksztalceni. Borejki sa rownie skromnie wyksztalceni co MM, prosta pani z matura, ktora na studia poszla najlzejsze z mozliwych, aby malowac obrazki w przyjemnej atmosferze i nigdy wiecej nie wkuwac.

      >My też tu na forum jesteśmy oczytani i myś
      > lący- no i chyba j e s t e ś m y w jakiś sposób lepsi od reszty społeczeństwa,
      > prawda?

      Tylko jesli przyjac, ze spoleczenstwo nie czyta i nie mysli. Co jest niemozliwe, duzo ludzi mysli przynajmniej raz dziennie (slyszalam o takich zboczencach).

      Staramy się, podejmujemy wysiłek, by czytać ambitne książki, chodzić do
      > teatru/filharmonii,

      Teatru nie znosze, filharmonia mnie nudzi. Juz jestes lepsza ode mnie.

      interesować się i zgłębiać wiedzę na różne tematy, a przed
      > e wszystkim myśleć. Wielu współczesnych ludzi tego nie robi, „w ciemności
      > niewiedzy żyje z dnia na dzień”, zabiega o chleb powszedni i tanią rozry
      > wkę,

      Ja tez zabiegam o chleb powszedni, dach nad glowa i nie mam ochoty na nic innego tylko na tania /lub umiarkowanie droga/ rozrywke.
      Codziennie mam tyle myslenia w pracy, ze mi musk niedlugo wycieknie uszami.

      myśli częściej emocjami lub różnymi częściami ciała niż rozumem, dziwi się
      > , że ktoś może głęboko myśleć

      Dlaczego czescia ciala nie mozna gleboko myslec?
      Ja mysle tylko plytko, a hedonizm kocham.
      Zreszta inteligencja emocjonalna lub dojrzalosc emocjonalna, to bardzo cenna umiejetnosc, conajmniej rownie cenna co formalne wyksztalcenie.

      Więc chyba tacy ludzie jak my ora
      > z postacie MM

      Do kutwy nedzy mac, wypraszam se mieszanie mej osoby z nedznie napisanymi, bzdurnymi postaciami z opka chaltorki MM.

      mamy p r a w o uważać się za w jakiś sposób lepszych od reszty
      > społeczeństwa. Nie czyni to nikomu krzywdy, a nam dodaje pewności siebie.

      Owszem, moze to sprawic komus przykrosc, ze uwazasz sie za lepsza od niego, tylko dlatego, ze dymasz do teatru (aby czuc sie lepsza, nie dla rozrywki, skadze).
      To wlasciwie troche smutne, ze czujesz sie pewna siebie tylko wtedy, kiedy zgnoisz innych za niewlasciwa wg. ciebie rozrywke.

      mówmy na co dzień oraz piszmy na forach i b
      > logach o naszej wspaniałości, udawadniajmy naszą wyższość nad szarą masą!

      To zdanie jest tak piekne samo w sobie, ze chcialabym wstawic je w gablote osobliwosci kolo cielecia z dwoma glowami.
      Mein Kampf i low selfesteem zarazem w wydaniu forumowym :D
      Kiedy wydasz swoj manifest na t-shircie?

      --
      W Polsce zostalo tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
    • zla.m Re: My, intelektualiści! 06.12.12, 22:42
      asemin napisała:

      > Zauważyłam, że wielu osobom nie podoba się Borejkowskie stanowisko polegające n
      > a tym, że uważają się za lepszych od reszty społeczeństwa, bo są oczytani, ukul
      > turalnieni, inteligentni, myślący. Wręcz za zbrodnię się to tu uważa! Ja tutaj
      > w dalszym ciągu nie widzę nic złego. My też tu na forum jesteśmy oczytani i myś
      > lący- no i chyba j e s t e ś m y w jakiś sposób lepsi od reszty społeczeństwa,
      > prawda? Staramy się, podejmujemy wysiłek, by czytać ambitne książki, chodzić do
      > teatru/filharmonii, interesować się i zgłębiać wiedzę na różne tematy, a przed
      > e wszystkim myśleć. Wielu współczesnych ludzi tego nie robi, „w ciemności
      > niewiedzy żyje z dnia na dzień”, zabiega o chleb powszedni i tanią rozry
      > wkę, myśli częściej emocjami lub różnymi częściami ciała niż rozumem, dziwi się
      > , że ktoś może głęboko myśleć albo czytać poważne książki po prostu dla przyjem
      > ności, myśleć im się nie chce, myślenie boli. Więc chyba tacy ludzie jak my ora
      > z postacie MM mamy p r a w o uważać się za w jakiś sposób lepszych od reszty
      > społeczeństwa. Nie czyni to nikomu krzywdy, a nam dodaje pewności siebie

      Żartujesz, prawda?

      A jeżeli nie żartujesz - ja osobiście kiedyś na pewno czułam się lepsza od tych, co nie wiedzą, nie czytają, nie rozumieją, nie przemyśliwują głęboko i robią błędy ortograficzne nawet mówiąc. Do dziś zdarza mi się to czuć, bo to takie nabyte w dzieciństwie przekonanie, którego trudno się pozbyć (zresztą podobno każdy z nas ma coś takiego, że czuje się inny i lepszy - ot, taka przypadłość gatunkowa). Ale po podjęciu wysiłku i przemyśleniu tej kwestii uważam, że wcale nie mam prawa czuć się lepsza:
      1) tak naprawdę bycie "mądrym" i oczytanym nie jest wcale czyjąś zasługą, ta łatwość myślenia, czytania, nabywania wiedzy to przypadek, tak samo jak predyspozycje do sportu. Owszem, można to rozwijać, ale bez przesady z wysiłkiem - zwykle lubimy robić to, w czym jesteśmy dobrzy, więc nie jest to wielkie poświęcenie
      2) co to znaczy "lepszy" - tzn. wg jakich kryteriów: przeżywalności gatunku, przeżywalności osobniczej, ogólnego polepszania dobrostanu osób wokół?
      3) nawet jeżeli przyjmiemy "lepszość humanistyczną", o jakiej pewnie mówisz, to i tak wcale nie jest powiedziane, że jestem lepszym człowiekiem - moje oczytanie nie sprawi, że komuś pomogę, a "niemyślenie" mojej sąsiadki może spowodować u niej odruchowe czynienie dobra
      4) nawet biorąc pod uwagę to, że my, ci lepsi intelektualiści, dźwigamy na barkach postęp ludzkości - czy jest on takim znowu dobrodziejstwem? osobniczo dla niektórych pewnie tak, ale dla gatunku? albo dla planety?
      --
      Sprzeciwianie się idiotom nie ma sensu. To w końcu ich planeta
      • yasemin Re: My, intelektualiści! 06.12.12, 23:11
        >Owszem, moze to sprawic komus przykrosc, ze uwazasz sie za lepsza od niego, tylko dlatego, ze dymasz do teatru (aby czuc sie lepsza, nie dla rozrywki, skadze).

        No, ale przykrość to jeszcze nie krzywda...

        >To wlasciwie troche smutne, ze czujesz sie pewna siebie tylko wtedy, kiedy zgnoisz innych za niewlasciwa wg. ciebie rozrywke.

        Ale ja nic nie pisałam o gnojeniu. To bardzo mocne słowo, gnojenie kogoś to raczej koncentrowanie się na KIMŚ, że jest bezwartościowy, głupi itp, a nie na SOBIE. To nie do końca tak. Mówienie o swojej wyższości niekoniecznie jest równoznaczne z poniżaniem innych. To jest kwestia subiektywnej interpretacji słów „My, intelektualiści, jesteśmy lepsi”. Może to jest raczej zachęta dla nich, by mi dorównali? I nie, nie czuję się pewna siebie TYLKO wtedy, gdy komuś powiem, że jestem lepsza. Ale zawsze można mieć tej pewności siebie więcej, niż się ma. Zawsze może być przyjemniej.

        mówmy na co dzień oraz piszmy na forach i b
        > logach o naszej wspaniałości, udawadniajmy naszą wyższość nad szarą masą!

        >To zdanie jest tak piekne samo w sobie, ze chcialabym wstawic je w gablote osobliwosci kolo cielecia z dwoma glowami.
        Mein Kampf i low selfesteem zarazem w wydaniu forumowym :D

        Przesadzasz, porównując tego rodzaju manifesty z Mein Kampfem.

        >Kiedy wydasz swoj manifest na t-shircie?

        Jak tylko będę miała pod ręką narzędzia do samodzielnego tworzenia napisów na ubraniach.

        >1) tak naprawdę bycie "mądrym" i oczytanym nie jest wcale czyjąś zasługą, ta łatwość myślenia, czytania, nabywania wiedzy to przypadek, tak samo jak predyspozycje do sportu. Owszem, można to rozwijać, ale bez przesady z wysiłkiem - zwykle lubimy robić to, w czym jesteśmy dobrzy, więc nie jest to wielkie poświęcenie

        Myślenie nie zawsze jest łatwym procesem. Często dużo czasu zajmuje, zanim rozstrzygnie się intelektualnie jakąś kwestię, ale zawsze taka refleksja wiele daje- rozwija właśnie owo myślenie, i ma się szersze spojrzenie na nią, niż gdyby przemyślało się ją tylko pobieżnie lub pokierowało wyłącznie emocjami lub intuicją.

        >2) co to znaczy "lepszy" - tzn. wg jakich kryteriów: przeżywalności gatunku, przeżywalności osobniczej, ogólnego polepszania dobrostanu osób wokół?
        Może: mądrzejszy, rozsądniejszy, więcej potrafiący, umiejący spojrzeć na rzeczy z wielu różnych punktów widzenia- i tak, ogólnego polepszenia dobrostanu innych (co też się może wiązać z przetrwaniem gatunku)- intelektualista może wiele zrobić dla ludzkości.

        >3) nawet jeżeli przyjmiemy "lepszość humanistyczną", o jakiej pewnie mówisz, to i tak wcale nie jest powiedziane, że jestem lepszym człowiekiem - moje oczytanie nie sprawi, że komuś pomogę, a "niemyślenie" mojej sąsiadki może spowodować u niej odruchowe czynienie dobra

        Lepszość humanistyczna też się z tym wiąże. Być może samo oczytanie nie sprawi, że uczynimy jakieś dobro, ale- zakładając, że zawsze czynimy dobro, kiedy tylko umiemy/potrafimy, wiedza, zwłaszcza o życiu i ludziach, przykłady z literatury czy kultury, pomagają nam je czynić.

        >4) nawet biorąc pod uwagę to, że my, ci lepsi intelektualiści, dźwigamy na barkach postęp ludzkości - czy jest on takim znowu dobrodziejstwem? osobniczo dla niektórych pewnie tak, ale dla gatunku? albo dla planety?

        Według mnie jest. Gatunek nie przetrwałby, gdyby nie wynaleziono wielu rzeczy, do których potrzeba głębokiego pomyślenia i rozumu. I nie mówię tu wyłącznie o naukowcach będących ścisłowcami- humaniści i artyści też w jakiś sposób uzupełniają wiedzę potrzebną do przetrwania gatunku.

        --
        "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
        -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
        • guineapigs Re: My, intelektualiści! 06.12.12, 23:37
          Wybacz ale nie rozumiem, o ci chodzi.
          Borejki nie mysla a cytuja, powoluja sie na innych, przejmuja myslenie innych. Jesli chodzi o humanistyke rzecz jasna, bo o reszcie nie wiem - czy Ida ma jakies wlasne metody leczenia anginy czy tylko odtwrza to czego sie nauczyla?
          Tworzy tylko Natalia a i tego nikt poza Ignacem nie czyta.
          Czytaja ksiazki - no naprawde, od czasow Guttenberga oraz powstania empikow nie jest to wyzwanie.
          Kino, teatr, filharmonia - no interesujace, na Malcie byl Robrojek z corka i Natalia, reszta Borejkow zrezygnowala z darmowych biletow.
          Poza tym nie niosa nigdzie kaganka oswiaty a tylko sprawdzaja czy gosc zna lacine/poezje/itp.
          Jak nie zna to wonstad, jak zna to lelkamtu.
          O innych aspektach ich kulturalnosci i ponadprzecietnosci az zal pisac - bo nie ma o czym, zwykla rodzina z ambicjami do bycia ,najlepszymi w kamienicy'.
          • guineapigs Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 07:28
            Glupia guineapigs bo zapomniala o genialnej Mili.
            Ale to dlatego, ze naleze do partii Niewierzacych w To, a konkretnie do frakcji radykalow.
            Po prostu moja wyobraznia absolutnie nie miesci Mili jako wybitnego dramaturga.
        • zla.m Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 01:48
          yasemin napisała:
          > >1) tak naprawdę bycie "mądrym" i oczytanym nie jest wcale czyjąś zasługą,
          > ta łatwość myślenia, czytania, nabywania wiedzy to przypadek, tak samo jak pred
          > yspozycje do sportu. Owszem, można to rozwijać, ale bez przesady z wysiłkiem -
          > zwykle lubimy robić to, w czym jesteśmy dobrzy, więc nie jest to wielkie poświę
          > cenie
          >
          > Myślenie nie zawsze jest łatwym procesem. Często dużo czasu zajmuje, zanim rozs
          > trzygnie się intelektualnie jakąś kwestię, ale zawsze taka refleksja wiele daje
          > - rozwija właśnie owo myślenie, i ma się szersze spojrzenie na nią, niż gdyby p
          > rzemyślało się ją tylko pobieżnie lub pokierowało wyłącznie emocjami lub intuic
          > ją.

          Mam wrażenie, że się nie zrozumiałyśmy. To co piszesz, jest słuszne, ale ma się nijak do mojej wypowiedzi.

          Mi chodzi o to, że niektórzy ludzie są predystynowani do myślenia po prostu na skutek takiej budowy swojego organizmu, która jest wynikiem przypadku (lepsze przewodnictwo elektryczne w mózgu, więcej połączeń nerwowych itp.). Owszem, oni potem mogą ten swój potencjał wyćwiczyć albo zmarnować. Ale ich lepszość umysłowa jako taka nie jest ich zasługą. To tak, jakby wysoki sportowiec, który ma nie tylko wzrost, ale też dłuższe włókna mięśniowe (co powoduje, że jest szybszy) i zabójczo rąbie w kosza uważał się za obiektywnie lepszego od niskiego chudzielca. Owszem, jest lepszy w koszykówkę, ale w dużej mierze na skutek przypadku. Niski chudzielec może się zaharować na śmierć i nie będzie lepszy od wysokiego, który na dodatek będzie trenował mniej i z mniejszym wysiłkiem. Tak samo jest ze zdolnościami umysłowymi. Masz je lepsze niż większość - wspaniale, ciesz się tym, rozwijaj, używaj dla dobra ludzkości ale napawanie się tym jest słabe.

          Co do pozostałych punktów - a jakieś konkrety? Jak moja pasja do FiF Lema wpływa na ogólny dobrostan ludzkości?
          --
          5/4 Polaków nie zna się na ułamkach.
        • klymenystra Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 19:22
          A ja jestem lepsza od Ciebie, bo tańczę. I mam wiedzę o arabskiej rytmice i o instrumentach, a także o moim własnym ciele. Ludzie, którzy nie tańczą tak, jak ja, są gorsi, bo nie mają świadomości własnego ciała, żyją tylko sprawami ducha, to jest wstrętne. Jestem dzięki temu zdrowa i jestem lepszym przedłużeniem gatunku!
      • log_esd Re: My, intelektualiści! 06.12.12, 23:19
        Ojj...ale to chyba prowokacja? Chyba niepotrzebne te wszystkie emocje, ale skoro już się wywiązała jakaś dyskusja to i ja wtrącę parę zdań.

        > 1) tak naprawdę bycie "mądrym" i oczytanym nie jest wcale czyjąś zasługą, ta ła
        > twość myślenia, czytania, nabywania wiedzy to przypadek, tak samo jak predyspoz
        > ycje do sportu.
        Bardzo trafne spostrzeżenie! W końcu nie każdy jest stworzony do "wyższych celów" ;). Ja np. miewam trudności ze zrozumieniem niektórych książek, tekstów naukowych, filozoficznych czy wierszy, ale nie czuję się głupia. Nie uważam, że muszę wszystko rozumieć. Osobiście lubię i cenię ludzi inteligentnych (głupoty w różnej postaci nie trawię). Inteligentny człowiek niekoniecznie jest intelektualistą. A wręcz można powiedzieć, że intelektualista niekoniecznie musi być inteligentny, mądry. Nie ma reguły. Bycie oczytanym nie czyni nikogo automatycznie lepszym od kogoś, kto nie zna (lub nie za dobrze zna) literatury, kultury itp. Znam osobę która aktualnie robi doktorat, zna łacinę itp. ale mimo wszystko to bardzo irytujący typ- okropny charakter i prostackie zachowania (nie będę się wdawać w szczegóły). I on właśnie uważa się za lepszych od innych z racji swojego wykształcenia. :/
    • mankencja Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 00:22
      Staramy się, podejmujemy wysiłek, by czytać ambitne książki, chodzić do
      > teatru/filharmonii, interesować się i zgłębiać wiedzę na różne tematy, a przed
      > e wszystkim myśleć.

      dziwi się
      > , że ktoś może głęboko myśleć albo czytać poważne książki po prostu dla przyjem
      > ności,

      zdecyduj się: potworny i godny podziwu wysiłek w dążeniu do samodoskonalenia, czy "po prostu przyjemność"?


      --
      kot
    • emae Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 06:24
      Że tak intelektualnie zacytuję:
      "Porównując się z innymi możesz stać się próżny albo zgorzkniały,
      Zawsze bowiem znajdziesz lepszych i gorszych od siebie"
      Desiderata - cytowane z pamięci! <lans>

      Przecież można czuć się dobrze i dodać sobie pewności siebie, czując się po prostu dobrym. Nie lepszym od kogoś, dobrym, świetnym w swojej własnej indywidualnej kategorii.
        • emae Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 07:52
          guineapigs napisała:

          > Bardzo mily post z rana.
          > Wiesz co, naprawde mi pomogl, tak psychicznie.
          > Potem napisze cos wiecej teraz nie mam czasu.
          > Tymczasem dziekuje.

          Och, bardzo się cieszę :) i w zasadzie mogę napisać to samo, co Ty ;) Ogromnie miło mi się zrobiło.
          Pozdrawiam!
      • kopiec_esmeralda Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 08:24
        Dokładnie. Być dobrym, robić swoje, podążać za własnymi marzeniami i zainteresowaniami i nie porównywać się z innymi. A jeśli przy okazji zrobi się coś dobrego dla innych, to już super. Dlaczego hodowla kurek złotopiórek czy uprawa kaktusów miałaby być gorsza od czytania filozofów? Ważne jest to, co daje nam satysfakcję i radość, a nie to, jak ktoś to ocenia.
    • nabakier Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 08:00
      Oj, się nie znacie, rozkminiacie sprawy, o których "nie macie pojęcia" ;) Teraz intelektualistami są ludzie uprawiający twarde 'science'- nie tam żadne humanisty czy podróby humanistów jak u MM. I jedni i drudzy tylko udają ludzi myślących, a tak naprawdę bajdurzą, o czym przekonują nas z wyższością jakieś Anuszki i ministry Kudryckie. Tak, że nie ma się o co bić, hehe...
    • kopiec_esmeralda Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 08:19
      1. Borejków przeświadczenie o własnej lepszości już jest wyrazem ich (narratora?) miałkości intelektualnej czy może moralnej. Bo nikt naprawdę wybitny nie czuje się lepszy od innych z powodu własnego intelektu, oczytania, wykształcenia, osiągnięć etc. Warto poczytać biografie wielkich ludzi (naprawdę wielkich), czy posłuchać ich wypowiedzi. Uderza skromność i pokora wobec różnowartości świata i zjawisk.
      2. Borejków mentalność i intelekt są miałkie i mizerne. Utarte szlaki przedwojennej poezji, poza które nie wychodzą, klasyka literatury, wykształcenie wyższe - to przeciętna przeciętność. Dołóżmy do tego skrajną mieszczańskość ("co ludzie powiedzą"), wstręt do "obcych" szeroko pojętych, lęk przed odmiennością kulturową i nowymi wyzwaniami. Co mamy? Mówiąc delikatnie, nic ciekawego.
      3. A teraz już odnoszę się do twojego postu.
      Samo już ogradzanie się od "reszty społeczeństwa" z powodu, że przeczytało się może więcej brzydko mi pachnie. Pan Zdzisiek z mojej ulicy może i przeczytał mniej literek od innych i do szkół nie chodził, ale za to umie genialnie naprawiać wszystko, co się zepsuje i pomaga sąsiadom, i zna grzybowe miejsca. Pani Lusia po zawodówce piecze rewelacyjne ciasta i częstuje nimi całą ulicę. Więc kto jest bardziej wartościowy? Ten, co ma bibliotekę i cytaty w pamięci, czy ten, co umie przywołać uśmiech u innych?

      Już litościwie nie podejmę tej rękawiczki:
      >mamy p r a w o uważać się za w jakiś sposób lepszych od reszty
      > społeczeństwa. Nie czyni to nikomu krzywdy, a nam dodaje pewności siebie. Może
      > warto, byśmy popraktykowali tę postawę w życiu codziennym? Nośmy koszulki z nap
      > isem „Intelektualista”, mówmy na co dzień oraz piszmy na forach i b
      > logach o naszej wspaniałości, udawadniajmy naszą wyższość nad szarą masą!

      tylko ci szepnę: nie idź tą drogą, bo daleko nie zajdziesz.
    • kajagugu77 Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 09:34
      Ja też myślę, że to jakiś żart. Jeśli NIE... Przypominają mi się dziewczyny z mojego liceum, które po korytarzach snuły się z książkami pod pachą (im grubsza, tym lepsza; nieznane nazwisko autora- jeszcze lepiej), siadały z nimi w kinie w pierwszym rzędzie, zaraz obok drzwi i czytały przed seansem. Pamiętam znajomych, którzy czytali biografie malarzy i zajowali się ikonografią/ histrią upadku wschodniego cesarstwa rzymskiego/ itp., bo szef kazał podnosić poziom rozmów w czasie lunchu (nigdy: obiadu!) na stołówce. Były rozmowy prowadzone w języku angielskiem i szpikowanie każdego zdania anglojęzycznymi wstawkami (oraz koleżanki, które usłużnie poprawiały wymową poszczególnych wyrazów na imprezach urodzinowych). No i jeszcze sushi jedzone z obowiązku, bo nie wypada prawnikom zamówić do kancelarii pierogów... I tak dalej, i tak dalej...

      Może te przykłady nie są najodpowiedniejsze, ale wszędzie tam znajdzie się jakieś poczucie wyższości i chęć odgrodzenia się od tej innej (w domyśle gorszej) reszty.

      Tu, gdzie mieszkam, nikt nie wie, jakie studia skończyłam i ile książek przeczytałam (nawet to nikogo nie obchodzi). Znana jestem z tego, że robię genialne pączki i strasznie dużo gadam! Pozdrawiam ekipę!
      • emae Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 10:24
        Dopowiem jednak jeszcze coś w obronie tych wywyższających się osób.

        Często to jest mechanizm obronny, w stylu: "Uważacie, że jestem gorsza? Nie lubicie mnie? Ale w czymś jestem od was lepsza!". Wielokrotnie się z tym spotykałam w szkole, zarówno u jednej, jak i drugiej strony (intelektualistów i nieintelektualistów). Sama z powodu dobrych ocen i niemodnych ciuchów z miejsca klasyfikowana byłam jako intelektualistka - choć oni określali to trochę gorszym słowem ;) Pewnie w jakimś tam stopniu pocieszałam się, że jestem mądrzejsza, zdolniejsza niż oni. Tym bardziej, że słyszałam to wielokrotnie od dorosłych i od rówieśników.

        Dużo później zrozumiałam, że ci, którzy mnie nie lubili, też w jakiś sposób bronili się przede mną. Może czuli się gorsi ode mnie, może ich rodzice oczekiwali od nich, że będą się tak dobrze uczyć jak ja... To takie błędne koło, w którym jedni czują się gorsi od drugich, każdy zazdrości drugiej stronie tego, czego sam nie ma i tak naprawdę już dawno nie wiadomo, "kto zaczął", a porozumienie wydaje się niemożliwe.
        • kopiec_esmeralda Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 11:02
          Znów masz rację.
          Za każdym razem, gdy spotykam się z kimś, kto w jakikolwiek sposób stara się okazywać swoje przewagi, czy wyższości nad innymi, od razu zastanawiam się, jakie ma traumy i deficyty, ze musi to tak nadrabiać. I zazwyczaj faktycznie ma coś do zatarcia tą potrzebą wywyższenia się, choćby i we własnych oczach.
    • lilith_tempscire Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 11:38
      LOL! Mi sie skojarzyla córka kolezanki, która w tym roku w wieku niespelna 11 lat poszla do gimnazjum (w Niemczech; tu gimnazjum jest mniej wiecej odpowiednikiem dobrego L.O.) i wrócila rozczarowana: "Myslalam, ze w gimnazjum bedzie mniej idiotów!"

      A studiujac na wydziale filozofii mozna zwariowac od tego gledzenia "intelektualistów", którzy nie maja pojecia o zyciu, ale wyglaszaja Poglady oraz Teorie.
      • nabakier Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 12:17
        > A studiujac na wydziale filozofii mozna zwariowac od tego gledzenia "intelektua
        > listów", którzy nie maja pojecia o zyciu, ale wyglaszaja Poglady oraz Teorie.

        :DDD
        Długo nie trzeba było czekać. A już miałam pytać, czy Wy tu na serio pytacie o to, czy ten wątek na serio, hy hy.
    • croyance Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 17:25
      Co za bzdury.
      IMO im bardziej sie czlowiek rozwija, tym z reguly wiecej ma pokory.
      Jak to mowia, czlowiek ktory przeczytal jedna ksiazke wie wszystko - czlowiek ktory przeczytak 100 ksiazek, nie wie nic.

      Ja nie potrzebuje zadnej pewnosci siebie, wypraszam sobie tez przykre okreslenia 'szara masa' na okreslenie innych ludzi.

      A co do intelektulistow ... wiekszosc wysoko postawionych nazistow to byly ludzie o wielkiej kulturze: czytali klasykow, sluchali Wagnera, czesto wykladali na prestizowych uniwersytetach i zdobywali nagrody naukowe. Nie przeszkodzilo im to projektowac komor gazowych. Ostroznie wiec z tym utozsamianiam wartosci czlowieka z wyksztalceniem.

      A teatru tez nie cierpie, filharmonii tez nie.
      --

      Sprawdz, co slychac w Narnii
    • klawiatura_zablokowana Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 18:34
      > Zauważyłam, że wielu osobom nie podoba się Borejkowskie stanowisko polegające n
      > a tym, że uważają się za lepszych od reszty społeczeństwa, bo są oczytani, ukul
      > turalnieni, inteligentni, myślący.

      Bardzo słusznie. Nie istnieje logiczny związek między przeczytaniem jakichś książek a byciem lepszym w sensie moralnym. Tezę, że kultura uszlachetnia moralnie, ludzkość skompromitowała już dawno.

      Druga rzecz, którą podniosła Kopiec Esmeralda, to kwestia owego ukulturalnienia. Napisałam w innym wątku i powtórzę: dla mnie ludzie, których mierzi u innych brak miłości do poezji, a sami nie wyszli poza Mickiewicza, są śmieszni w swoim snobizmie. Przypisywanie im wielkiego ukulturalnienia to komentarz odautorski, bo treść nie potwierdza, jakoby Borejkowie i spółka byli ludźmi większego oczytania niż przeciętny Kowalski z mgr przed nazwiskiem (czy chociażby ich książkowi znajomi). Co ma niby robić za to ukulturalnienie? Te same w kółko sentencje łacińskie i cytaty z Seneki? I to jest takie woooow kulturalne, bo dzisiaj mało kto czyta Senekę? Znowu: snobizm, a nie jakiś tam Parnas oczytania.

      O inteligencji zmilczę, bo z zachowania bohaterów można różne rzeczy wnioskować, niekoniecznie pochlebne.

      > Wręcz za zbrodnię się to tu uważa! Ja tutaj
      > w dalszym ciągu nie widzę nic złego.

      Ustalmy coś:
      w czytaniu Seneki nie ma nic złego.
      w uważaniu się za osobę LEPSZĄ z powodu czytania Seneki widzimy coś złego - snobizm i pychę.

      >My też tu na forum jesteśmy oczytani i myś
      > lący- no i chyba j e s t e ś m y w jakiś sposób lepsi od reszty społeczeństwa,
      > prawda?

      Mów za siebie. Ja się tam nie uważam za lepszą od reszty społeczeństwa pod żadnym względem.

      > Staramy się, podejmujemy wysiłek, by czytać ambitne książki, chodzić do
      > teatru/filharmonii, interesować się i zgłębiać wiedzę na różne tematy, a przed
      > e wszystkim myśleć.

      Ale CO to ma wspólnego z moralnością?
      Czy jak ktoś się stara zachować BMI 18 i wieczną młodość poprzez zabiegi kosmetyczne i dietę, to też go to moralnie uszlachetnia? Bo na pewno stanowi wyjątek na tle społeczeństwa. Na pewno jest w mniejszości, interesuje się czymś i mega stara. Pytanie, czy bycie w małej grupie to od razu to samo, co bycie lepszym od grupy większej.
      A dlaczego za moralnie lepszych nie uznać np. hodowców szynszyli? Bo niby dlaczego bycie czytelnikiem Seneki miałoby automatem włączać do grona "lepszych", a hodowanie szynszyli nie?

      > Wielu współczesnych ludzi tego nie robi, „w ciemności
      > niewiedzy żyje z dnia na dzień”

      Co przez to rozumiesz? Ciemności niewiedzy to brak mgr przed nazwiskiem czy brak Seneki na półce? Bo widzisz, jeśli chodzi o przykręcenie kolanka pod zlewem, to mój umysł również kryją mroki niewiedzy, chociaż półki od książek się uginają, a na kompie gnije niedokończona dysertacja doktorska i foldery pełne artykułów naukowych.

      >zabiega o chleb powszedni i tanią rozry
      > wkę

      Fakt, niektórym uduchowionym chleb powszedni spada z nieba (czytaj: najczęściej od rodziców lub małżonka). Pozostali, nieszczęsna ciemna masa, muszą na niego zarabiać i nie mogą siedzieć w filharmonii 24/7. A czasem nawet zmęczeni obejrzą sobie serial w telewizji, za przeproszeniem, publicznej. Bo nie mają sił/kasy/czasu na teatr awangardowy. To źle?

      > myśli częściej emocjami lub różnymi częściami ciała niż rozumem, dziwi się
      > , że ktoś może głęboko myśleć albo czytać poważne książki po prostu dla przyjem
      > ności, myśleć im się nie chce, myślenie boli.

      Skąd masz tę wiedzę?

      > Więc chyba tacy ludzie jak my ora
      > z postacie MM mamy p r a w o uważać się za w jakiś sposób lepszych od reszty
      > społeczeństwa.

      Nie, nie mamy. To dalej nijak nie wynika z przedstawionego wywodu. Ktoś może sobie oglądać M jak Miłość, zarabiać na życie lepieniem pierogów i być przemiłą, dobrą jednostką o wyższym poziomie moralnym niż jego sąsiad z profesurą belwederską.

      >Nie czyni to nikomu krzywdy, a nam dodaje pewności siebie.

      Jak to nie czyni krzywdy? Kiedy uważasz siebie za lepszą, automatem uznajesz innych za gorszych. To rodzi pogardę, politowanie - nie życzę ci, abyś zetknęła się z kimś, kto będzie tobą gardził, bo nie dostajesz do jego poziomu.

      >Może
      > warto, byśmy popraktykowali tę postawę w życiu codziennym?

      Masz na myśli pielęgnowanie swojej pychy i poczucia wyższości/lepszości? Sama sobie pielęgnuj takie niskie uczucia.

      > Nośmy koszulki z nap
      > isem „Intelektualista"

      Po kiego członka męskiego? Musisz sobie napisać na koszulce to słowo, żeby poczuć się intelektualistką? Czy musisz przyszpanować przed innymi? Jeśli uważasz, że to na kimś zrobi wrażenie, jesteś bardzo młoda albo bardzo głupia.

      > Kto chciałby przyłączyć się do takiej akcji?

      Było paru takich, na szczęście większość została osądzona w Norymberdze.

      --
      Z życia małżeństwa mieszanego
      • guineapigs Re: My, intelektualiści! 07.12.12, 19:34
        Wiesz co, niewiele mam co do powiedzenia po twoich postach, naprawde niewiele i mozeto co powem niektorych w tym ciebie to urazi.
        Przepraszam z gory.
        A mam ci do powiedzenia to: ja uznaje tylko wina chilijskie i argentynskie, do tego tylko sauvignon lub viognier - to moim zdaniem najlepsze wina biale, czerwonych nie pijam.
        I wiesz co? Takie wlasnie wina poslalabym Tobie poczta, nawet z 10 butelek za ten post. Gdybym adres znala.
        Pieknie napisane.
    • kajaanna Wy, intelektualiści! 07.12.12, 19:31
      Wy, intelektualiści tak lubicie babrać się we własnym błotku, zastygłym przed stuleciem z ogniami św. Elma nad głowami.

      My, Boże Prostaczki - lubimy czytać dla przyjemności, a nie na pokutę.
      Ślabizujemy ze dwie ino ksiunszki na dzień, a to Pańciu ile tegój w wielgim świecie! Taż nie nadąży człek zagrzeszyć tyle, coby to wszystko pisane ogarnął!
      • meduza7 Re: Wy, intelektualiści! 08.12.12, 19:39
        Przypomniała mi się historia przeczytana kiedyś o taksówkarzu, który znalazł sobie osobliwe hobby: podpytywał klientów, jakie mają wykształcenie, a kiedy się okazało, że wyższe, wciągał ich w dyskusję, w której kompromitował ich, udowadniając, że nic nie wiedzą, nic nie pamiętają, itp. Jakoś tak mi się przykro wtedy zrobiło - raz, że w spotkaniu z tym taksówkarzem też pewnie bym poległa, większość wiedzy wyniesionej ze studiów zdążyłam zapomnieć, co jest w sumie normalne, jeśli nie żyje się czymś na co dzień - a dwa, że facet swój niby to szlachetny pęd do wiedzy wykorzystuje w tak niski sposób...
        --
        kura z biura
        Niezatapialna Armada - analizy
        Niezatapialna Armada - forum
        • croyance Re: Wy, intelektualiści! 08.12.12, 21:14
          Przypomnialo mi to komiks Scotta Adamsa, tworcy Dilberta:
          przychodzi do niego pan smietnikowy, zabiera kubly, wyjmuje z nich jakies niedokonczone matematyczne rownanie i je rozwiazuje na miejscu. Dilbert, pod wrazeniem, mowi:
          - jest pan taki madry, dlaczego jest pan smieciarzem?
          a smieciarz na to: pytanie raczej, dlaczego pan jest inzynierem
          ;-P
          --

          Sprawdz, co slychac w Narnii
    • guineapigs A tak z innej beczki 09.12.12, 12:17
      Pamietam z dziecinstwa, ze w szkole trzeba bylo podac cos takiego jak 'zawod matki, ojca'. a propos, czy to nadal jest?
      I rodzice podawali najczesciej: pracownik fizyczny/pracownik umyslowy, chociaz nie tylko, bo oczywiscie byly tez informacje: chemik, lekarz, kucharka, nauczyciel, piekarz itp., ale mowie o wiekszosci.
      He he, pamietam ze ja sama (bo nie musialam pytac 'matki, ojca', wiedzialam sama) podalam tak: chemik analityk, chemia organiczna (w klasie pierwszej podstawowej, kiedy o chemii nawet sie jeszcze nie mowilo, bylo tylko tzw. srodowisko). Bo taki zawod miala moja mama, a o tacie: chemik przygotowojucy wode do picia - bo zajmowal sie filtrowaniem i uzdatnianiem wody do celow spozywczych. Widac bylam bardzo przejeta machina biurokratyczna. Rodzice smiali sie z tego ze hej.
      Ale do ad remu: czy moze byc tak, ze intelektualista to nie tyle osoba obeznana ze sztuka, kultura (nie w sensie, ze sie nie dlubie w nosie publicznie), historia sztuki itp. a po prostu ktos, kto pracuje glownie intelektem, czyli np. robi projekty, planuje prace, rozrysowuje jakies urzadzenie ale FIZYCZNIE TEGO NIE ROBI tylko nadzoruje? Natomiast nie-intelektualista, czyli tzw. fizyczny, wykonuje te projekty, pracuje wlasnymi rekoma, sklada, przykreca itp? Co oczywiscie nie zwalnia go od myslenia, ale nie wymaga sie od niego pracy tworczej, intelektualnej, a wymaga sie dokladnosci w wykonaniu.
      To tak na poziomie zawodowym, w sensie rozroznienia zawodow/prac intelektualnych i fizycznych.
      Bo po pracy i jeden i drugi moze byc intelektualista w sensie: chodzi do teatru, czyta poezje, sam nawet pisze, maluje obrazy itp.
        • pavvka Re: A tak z innej beczki 10.12.12, 16:22
          Naukowcy-eksperymentatorzy też pracują fizycznie. A już np. aktorzy to w ogóle.
          --
          "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
      • bookalice Re: A tak z innej beczki 03.01.15, 22:50
        Ciekawy post, wydaje mi się mocno, że społeczeństwo (jako i twórczyni kuriozalnego założycielskiego posta) ma nadmierną tendencję do oceniania jednostki po wykonywanym przez nią zawodzie.

        Muszę też przyznać szczerze, że zaczęłam to dostrzegać o wiele bardziej, odkąd sama wykonuję pracę tzw. fizyczną (pracuję aktywnie jako spawacz oraz operator maszyn od ponad roku i bardzo to sobie chwalę), choć jestem z wykształcenia bibliotekoznawcą. W teorii powinnam więc upajać się Seneką i nosić czapkę z napisem "Intelygent", a w praktyce jestem szarą masą i, zapewne, nie myślę? :D

        Marność nad marnościami. To, że ktoś myśli tak, jak założycielka wątku, jest naprawdę trudne do uwierzenia. Może przez to, że takie przykre? Zgadzam się też z tym, co napisała wcześniej Emae - takie zachowania wypływają zazwyczaj z chęci wyrównania sobie braków, tych faktycznych i domniemanych. Bycie lepszym, bo się więcej czyta? Bo chodzi się do filharmonii? No serio. Aż słów brak ;)
        • tt-tka Re: A tak z innej beczki 03.01.15, 23:19
          "do oceniania jednostki po wykonywanym przez nia zawodzie"
          wlasnie czytam u Prusa, jak to prasa owczesna powszechnie wytrzasala sie nad nauczycielem rysunkow i matematyki, ktory rzucil belferke i zostal piekarzem - Prus delikatnie zwraca uwage, ze gosc kwalifikacje mial, wyksztalcenie stosowne tez, a skoro zdecydowal sie na fach poplatniejszy i dajacy wiecej swobody, nalezy przyklasnac i stawiac za przyklad takim, co w zyciu nie zdeklasuja sie praca niestosowna (lub jakakolwiek), a pozytku z nich i tak zadnego

          w dodatku myli nagminnie , tak jednostka jak i spora czesc spoleczenstwa, pojecia inteligenta pracujacego z intelektualista :-)
          konia zrzede temu,kto mnie przekona i udowodni, ze ktokolwiek z Borejkow jest intelektualista !
        • gat45 Filharmonia 04.01.15, 08:28
          Sugestia dla autorki wątku : prawdziwe wyżyny intelektualne osiągnie Pani wtedy, kiedy nauczy się Pani wychodzić z filharmonii w trakcie koncertu :)

    • tris_moszfajka Re: My, intelektualiści! 04.01.15, 09:36
      Ale, halo! Uważaj panna, bo gotowaś kogoś obrazić :). Czemu zakładasz, że wszyscy czytający to forum uważają się za "intelektualistów" lub nimi są? Ja jestem prostą sprzątaczką, mój ulubiony pisarz to Stephen King, namiętnie oglądam seriale (akurat nie M jak, raczej hamerykańskie) i mecze piłki nożnej, piję piwo - i co? Dowiaduję się, że jestem szarą masą, boli mnie myślenie, żyję z dnia na dzień i w ogóle, tylko se w łeb szczelić, niż tak marną egzystencję kontynuować...
        • ginestra Re: My, intelektualiści! 04.01.15, 10:49
          Dziewczyny, dajcie juz, bardzo prosze, spokoj autorce wątku. Wątek zostal zalozony 2 lata temu. Od tego czasu Yasemin uczestniczyla w wielu dyskusjach, piszac na forum rzeczy,ktore byly ciekawe i nie budzily zadnych kontrowersji. Na pewno tez przez te dwa lata zdazyla nabrac wiecej doswiadczenia zyciowego oraz wiedzy o ludziach i o sobie, a zatem bardzo prawdopodobne jest, ze teraz nie zalozylaby takiego wątku. Dlatego chcialabym prosic o oszczedzenie jej ponownej fali krytyki, poniewaz juz ja dostala 2 lata temu, a bardzo mozliwe, ze teraz jest juz innym czlowiekiem i ta krytyka jest zwyczajnie nieaktualna.

          Przepraszam za niedociagniecia posta - pisalam z telefonu.

          --
          “(...) Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum ESD - by meduza7.
              • kajaanna Re: My, intelektualiści! 07.01.15, 20:28
                >kto tam w borejczadzie inteligent, kto intelektualista i dlaczego nikt :-)

                Bo nikt.
                Tam nawet nie ma ludzi kulturalnych.
                Nie tylko takich, którzy łakną tego, co im Miasto daje, ale też w nosie mają codzienną kulturę obyczajów - jak zachowanie się wobec gości w trójpokoleniowej rodzinie - McD i wizyta Pyziaka.
                McD i liczenie jedzenia, które zje gość przy stole Borejków.
                ***
                Borejkowie wydumali sobie staranne odcięcie się od świata. Wywalenie odbiornika TV to wisienka na torcie. Już nie ma klasyki filmowej, żadnych tam "Ja, Klaudiusz" na TV Historia, żadnych wieści ze świata, bo wystarczy czytanie powieści Huxley'a z ojej! 1932 roku.
            • yasemin Re: My, intelektualiści! 08.10.17, 13:51
              Wracam znów po paru latach nieobecności czy też słabego udzielania się.

              Ginestra i parę innych osób sugerowało tutaj, że w tym czasie dojrzałam i myślę na ten temat inaczej. Chciałabym właśnie ustosunkować się do tej sugestii i do tego, co tutaj napisałam kiedyś.
              Z pewnością dojrzałam – wydaje mi się, że każda zmiana w człowieku, nawet drobna – o ile tylko nie jest to zmiana na gorsze, jest rozwojem. Przeczytałam w tym czasie trochę nowych książek z różnych półek, poznałam trochę nowych ludzi, z różnych środowisk, przeżyłam trochę nowych doświadczeń, kilka razy zmieniłam pracę, mieszkanie, obiekt (zwykle nieodwzajemnionych) westchnień – to chyba wystarczy, by choć trochę dojrzeć.

              Teraz sama jestem trochę zaszokowana moim dawnym pomysłem: „Nośmy koszulki z napisem „Intelektualista”, mówmy na co dzień oraz piszmy na forach i blogach o naszej wspaniałości, udawadniajmy naszą wyższość nad szarą masą!” Być może takie akcje byłyby niezłe, gdybym była nastolatką poszukującą swojej tożsamości i intensywnie eksperymentującą, ale w moim wieku, nawet 5 lat temu, dawno już nie przystoi. Poza tym ta postawa niekoniecznie musi dodawać człowiekowi pewności siebie. Przecież aby być pewną siebie, wcale nie muszę wszystkim mówić, że jestem wspaniała ani zaginać rozmówców tak jak taksówkarz z opowieści meduzy. Wystarczy, że będę w ten sposób o sobie myśleć, niekoniecznie porównując się z innymi. Jako o wspaniałej, utalentowanej w paru dziedzinach, ale nie lepszej od innych. Zawsze przecież może znaleźć się ktoś, kto zna więcej języków albo skończył więcej kierunków, niż ja, już nie mówiąc o przeczytaniu większej ilości książek... No, ale w końcu nie liczy się ilość, ale jakość. I czasem, czytając jakąś ambitną książkę, muszę podjąć wysiłek, by zrozumieć, o co w niej chodzi, jak choćby w owym słynnym dziele, które „ma w tytule brzydkie słowo”, które niedawno próbowałam zgłębić już trzeci raz w życiu. Więc wygląda na to, że mam pewne braki, nawet w umiejętności czytania książek.

              Natomiast nadal nie bardzo rozumiem tego porównania zarozumiałych intelektualistów, do tych, którzy zostali osądzeni w Norymberdze. Nadal nie demonizowałabym postawy „jestem lepszy od innych”. Czasem jest to forma samoobrony, jeśli człowiek nie ma pod ręką innych, bywa, że jest jedynym sposobem na to, by dodać sobie pewności siebie i przetrwać, gdy ktoś czuje się samotny albo jest nielubiany czy szykanowany przez grupę albo cała grupa daje mu do zrozumienia, że jest gorszy. To też może być pewien etap rozwoju, który mija jak grypa, i nie pozostawia większych śladów, tak jak w przypadku bicia czy słownego obrażania. Dlatego rozumiem młodych ludzi myślących w ten sposób, jak kiedyś emae czy córka Verdany, dziewczynka z postu lilith, licealistki z postu kajagugu, Ola z „Klanu”, która na początku liceum miała ambicję być najlepsza, Hermiona z „Harry' ego Pottera”, Emilka ze Srebrnego Nowiu, Ayn Rand i jej bohaterki, wreszcie Łusia czy syn Natalii, który skarżył się na brak kolegów. Może niektóre dzieci i młodzież mający taką sytuację i nikogo, kto by im pomógł, po przeczytaniu „Brzydkiego kaczątka” myślą: „Inni uważają mnie za takie brzydkie kaczątko, a ja tak naprawdę jestem pięknym łabędziem i wszyscy to kiedyś zobaczą”. Ja naprawdę rozumiem tę postawę. Chciałabym pomagać takim właśnie małym ludziom, tylko na razie jeszcze nie bardzo wiem jak. Ale kiedyś na pewno dojrzeję i na tym polu.

              I jeszcze taka osobista refleksja – ciekawe, co wy na to, może to coś wyjaśni mnie lub/i Wam. Niedawno przeglądając stare domowe szpargały, natrafiłam na mój list do kogoś, którego ostatecznie nie wysłałam, z wczasów w sanatorium dla matki i dziecka, gdzie pojechałam mając 8 latek. Napisałam w nim: „...A. jest tu moją najlepszą koleżanką”. Pamiętam tę A. do dziś bardzo dobrze (zresztą dużo pamiętam z dzieciństwa). Była to pierwsza naprawdę zarozumiała osoba, jaką znałam – tak myślę dziś. Przyjechała z Warszawy, i słyszałam, jak niektórzy dorośli, z którymi rozmawiała, mówili na nią „warszawianka”, w taki sposób, że ja czułam się trochę gorsza, bo nie jestem z Warszawy (a przecież moje miasto też ma się czym poszczycić, jeśli już o to chodzi). Jej mama miała zdolności artystyczne i robiła dla niej piękne maski i korony księżniczki na bale przebierańców, i A. powiedziała kiedyś do kolegi: „A ty nie masz brokatu, nie masz korony...”, moją maskę motyla też oceniła jakoś krytycznie. Ja bardzo często się z nią bawiłam we dwie lub w całej grupie dzieci w wieku 4-8 lat (starszych tam raczej nie było) i nieraz czułam się od niej głupsza, choć starsza – to uczucie przypomniało mi się kilka lat później, gdy pierwszy raz czytałam o tym, jak czuła się Pyza wobec Tygrysa w „Nutrii i Nerwusie”. A. wymyśliła kiedyś zabawę w firmę, której oczywiście ona była szefową, a do mnie powiedziała: „Ty będziesz tylko naszą pisarką” - a mnie jakoś nie przyszło do głowy, że właśnie pisarka może być czymś lepszym, a nie gorszym, tak jakoś ta mała fryga potrafiła to powiedzieć, że myślałam, iż ta druga opcja jest jedyną słuszną. Zawsze, ilekroć ta dziewczynka mówiła/robiła coś, przez co ja myślałam, iż ona jest lepsza, a ja gorsza, czułam dziwne uczucie. Nie umiałam go opisać, było raczej przyjemne niż nieprzyjemne, a na pewno inne i dużo mniej bolesne niż to, które czułam, gdy inne dzieci nie chciały się ze mną bawić lub mówiły mi „głupia” i „nienormalna”. I w takich chwilach marzyło mi się, by znaleźć kogoś, kto byłby głupszy niż ja, a ja byłabym od niego mądrzejsza. I w ciągu lat nieraz moje marzenie się spełniało. Do tego służył mi przez wiele lat mój intelekt i zdobyte dzięki niemu oraz pilnej pracy osiągnięcia. Dopiero dziś wiem, że taka postawa nie przysparza człowiekowi przyjaciół. Dlaczego zatem ja jako dziecko mogłam pisać o takiej dziewczynce jako o „najlepszej koleżance”? To jest jeszcze jedna zagadka dla mnie do wyjaśnienia.



              --
              "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
              -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
              • emae Re: My, intelektualiści! 09.10.17, 10:24
                yasemin napisała:

                >Dlaczego zatem ja jako dziecko mogłam pisać o takiej dziewczynce jako o „najlepszej koleżance”? To jest jeszcze jedna zagadka dla mnie do wyjaśnienia.
                >

                W tym wieku? Najlepsza koleżanka to ta koleżanka, z którą dziecko najczęściej się bawi. Dziecko tak nie analizuje, kto jaki ma charakter, to przychodzi z wiekiem.

                Ja w podstawówce siedziałam w ławce z dziewczynka podobną do Reginy z "Mean Girls", wcale nie dlatego, że byłam równie "fajna" - po prostu ona potrzebowała pomocy w nauce, a ja jej pomagałam. Na tamtym etapie też chyba uważałam, że to moja najlepsza koleżanka.
      • ta_noemi Re: My, intelektualiści! 13.01.15, 10:44
        amelia007 napisała:
        > A na emamie, już tu wspomnianej, taki wąteczek: rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,567,156129219,156129219,inteligencja_jada_mniej_moje_obserwacje.html

        Amelio, przeczytałam, to jeszcze bardziej dobijające niż my, intelektualiści.
        Włos się jeży - w jakieś niepokojące manowce skręca czasem myśl ludzka... A jeszcze pomyśleć, że skoro na "emamie", to może ta osoba wychowuje jakieś dziecko!!! na kogo go wychowa?! brrrrr
    • gaudia Re: My, intelektualiści! 11.01.15, 04:08
      Nośmy koszulki z napisem „Intelektualista”, mówmy na co dzień oraz piszmy na forach i blogach o naszej wspaniałości, udawadniajmy naszą wyższość nad szarą masą!

      Nie wiem: śmiać się (mam wielką ochotę), czy płakać?

      Najpiękniejszego człowieka w całej jej wielkiej mądrości spotkałam w zabitej dechami wioszczynie w Beskidzie Niskim. Pokochałam ją i byłam wzruszona, że ona pokochała mnie. Pani w wieku mojej matki, półanalfabetka, nieczytata, niepisata. Watpię czy była w teatrze. Nauczyła mnie więcej o pięknie świata i życia niż wszystkie książki. I o szacunku do innych. O prostym kochaniu innych, nawet tych wkurzających. O wszystkim.

      Znacznie bardziej cenię inteligencję emocjonalną, mądrość życiową niż yntelekt, zwłaszcza u osób pokroju yasmin.
      Yasmin Ty "podejmujesz wysiłek" czytania, teatrów, filharmonii itd dla siebie? Czy właśnie po to, by pokazać szarym masom jaka jestes przewspaniała?
      Z serca życzę Ci szczerej odpowiedzi na to pytanie i wyciągnięcia wniosków.

      gaudia na bank zrobiona z szarej masy
      • guineapigs Re: My, intelektualiści! 14.01.15, 21:28
        O, to może to ja byłam? Ja z Beskidu Niskiego, od pokoleń. W jakim wieku jest Twoja Matka? No ale chyba jednak nie ja, bo ja piszę i czytam i nawet w teatrze bywałam.
        Ale uwielbiam sprawiać wrażenie niegramotnej Łemkini, by potem ograbic śpiących turystów z radyjka czy latarki.
        To taki dowcipek był
    • zuzudanslemetro OT dlaczego ludzie nie lubią teatru? 13.01.15, 14:01
      A ja na peryferiach dyskusji zapytam - i przysięgam, że bez złośliwych intencji oraz bez chęci polemiki, po prostu chcę się dowiedzieć - dlaczego nie lubicie teatru? (w sensie te osoby, które w dyskusji zadeklarowały nielubienie) Co spowodowało, że nie lubicie teatru? Serio, serio, jestem ciekawa, jak to jest być człowiekiem, którego dreszcz obrzydzenia przechodzi na myśl, że musi zwizytować teatr.
      A co do Borejków i ich bycia intelektualistami - hmmm, otóż oni nie są w żaden sposób intelektualistami i chyba tak naprawdę nigdy nie byli (już w KK Ignacy podejrzewał, że Milicja czytuje coś z literatury kobiecej, zatem nie zakładał upodobania żony do kultury wyższej).
      A czy czuć się lepiej czy gorzej od pospólstwa? Też trudne pytanie, bo z jednej strony ja wykształcona po kokardę mam tak samo znaczenie utylitarne jak moja sąsiadka-sprzątaczka, i absolutnie nie czuję się ani lepsza ani gorsza tylko inna. A z drugiej strony trudno mi się czuć na równi z menelstwem pod sklepu pijącym denaturat. Każdy medal ma dwie strony, nie linczujmy autorki tematu. ;)
    • vilez Re: My, intelektualiści! 16.01.15, 09:39
      Ja nie lubię pewnego rodzaju teatru. Nie lubię komedii teatralnych, zwłaszcza z tzw. klasyki- rzadko mnie bawią.
      Nie lubię sztuk, przez które przewija się wielu bohaterów- wydaje mi się, że narzędzia teatralne są za słabe do oddania scen z dużą obsadą, a zwłaszcza ruchem, dużą grą świateł i wieloma didaskaliami. Wydaje mi się to nadmiernie sztuczne, nienaturalne, gubi się klimat. Tzw. widowiskowość i z ogólna- rozrywkowość w teatrze mnie nie pociągają, bardziej- nudzą. (Co innego- w filmie).
      Natomiast lubię teatr jednego aktora. I sztuki z mniejszą obsadą. W roli głównej: dialogiczność, uboga sceneria, skromne środki- wtedy się skupiam i w to "wchodzę".
      (I za to np. lubię poznański Teatr Ósmego Dnia.)
    • minerwamcg Re: My, intelektualiści! 12.10.17, 13:41
      Moja refleksja po przeczytaniu tej dyskusji: nie ma rozmowy o imponderabiliach, w której dowolna ze stron - a czasem obie - nie użyłyby porównania przeciwnika do nazistów, faszystów czy Hitlera we własnej jakże niemiłej osobie.
      Na prywatny użytek nazywam to argumentum ad Adolphum.
      --
      Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
      • berrin Re: My, intelektualiści! 12.10.17, 13:54
        pl.m.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
        Owszem, tzw. Argumentum ad Hitlerum. Uchodzi za ultymatywny, po nim w zasadzie należy zakończyć dyskusję. 😀

        --
        Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka