• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Laura w Tygrysie i Róży

  • 24.07.13, 14:05
    Od pewnego czasu podczytuję z wielką ciekawością forum ESD, a że ostatnio trafiła mi się okazja do odświeżenia Tygrysa i Róży, chciałbym ujawnić się i podzielić się paroma przemyśleniami.Temat (nieśmiertelny): relacja Gaby i Tygrysa.
    Prosto i węzłowato: ta książka składa się z dwóch, nierównych części!
    Aż do wyjazdu Laury do Torunia, jej postać jest kreowana w sposób zupełnie inny, niż ma to miejsce już po owym wyjeździe.

    Laura sprzed wyjazdu lubi się nieco poużalać nad sobą, bywa złośliwa i sarkastyczna, ale jednego nie można jej odmówić: niesłychanie celnie opisuje borejcze stosunki i trzeźwo ocenia atmosferę kręgu zbiorowej adoracji, w której kiszą się Pyza, Gaba i Milicja. Spostrzega niedołęstwo i dziwny tok myślenia Grzesia, który woli brnąć przez śnieżycę, niż podjechać do sklepu samochodem (kolejny u Borejków przejaw odautorskiej postawy szlachetnego ubóstwa: kupujemy auta na raty, ale dbamy i chuchamy na nie, żeby tylko z nich nie skorzystać). Tygrys wspomina o tym, że 'idealna' Gabriela potrafi zakląć i załomotać w drzwi łazienki, że ma dla innych wiele dobrych słów, a dla niej tylko pouczenia i rady. Celnie komentuje tchórzostwo Borejków, którzy na dźwięk nazwiska Pyziak popadają w stan popłochu i kryją się po kątach lub popłakują na boku.

    Czystym mistrzostwem jest dla mnie scena kolacji, podczas której Tygrys obnaża duszną atmosferę borejkowskiego ciepełka. Widzimy Różę, która wychodzi ze skóry, aby tylko zagadać 'niewygodny' temat i nie dopuścić do tego, aby poruszono tematy bolesne. Widzimy Gabrielę, która z jednej strony deklaruje przy Natalii, że tematu Janusza się nie boi, a przy pierwszym poruszeniu tego tematu przez Laurę chowa głowę w piasek. Widzimy kostyczną Milicję, która od samego początku przypięła Laurze łątkę 'złego' dziecka i z satysfakcją punktuje wszystkie jej niedociągniecia. Widzimy wreszcie Grzegorza, który wreszcie pokazuje jakiś kręgosłup (brawo!), tyle że staje po niewłaściwej stronie barykady i nie myśli ani przez chwilę o tym, że jego żona podejrzanie długo cierpi po swoim eksie. Majstersztyk.
    Laura jawi się jako opuszczona, samotna dziewczyna, która zadaje ważne pytania, lecz jest za to karana przez rodzinę, która woli dyskutować o Wenecji, niż poruszyć bolesny temat opuszczenia córki. Jeszcze trochę dziecinna, ale już dojrzewająca, podejmująca trudne decyzje - to Laura, która mi się podoba.

    A potem to wszystko idzie w drebiezgi!

    Po wyjeździe do Torunia Laura jest konsekwentnie upupiana: autorka z lubością podkreśla jej wady, pokazuje jej brak obycia i niegrzeczne zachowanie wobec kolejnych osób(które tak kłóci się i nie przystaje do wyznawanej przez Tygrysa gładkości obyczajów i wdzięku towarzyskiego!). Gabriela jest windowana na piedestał rękami Rojka, który od pierwszego spotkania z Laurą szufladkuje ją jako bezczelne dziecko, które dręczy swą świętą matkę, a jego przyjaciółkę. Sama Laura ułatwia mu to: ni stąd, ni zowąd zaczyna przejawiać skłonności do użalania się nad sobą, snuje dziecinne fantazje i niejako cofa się w rozwoju psychicznym o dobre parę lat. Po trafieniu do Oleńki Laura opowiada jej żałosną historyjkę o macochu i strasznej rodzince, przedstawiając siebie jako męczennicę.Wszystko dobrze, ale... Laura w pierwszej części książki nie przejawia takich zachowań. W tej scenie zgrzytałem zębami, zastanawiając się, dlaczego to Laura nie opowie Oli krótko i węzłowato tym, że chciałaby się dowiedzieć czegoś o ojcu, a jej rodzina bezustannie ją zbywa i traktuje w zamian jak czarną owcę. Rozumiem, że wiek dojrzewania cechuje ambiwalencja, ale Laura z pierwszej i drugiej części to jakby dwie różne osoby, a wiszący nad drugą częścią smrodek dydaktyczny i kult św.Gabrieli każą mi sądzić, że ta rozbieżność to nie przypadek. W komplecie oczywiście wstawki Natalii o tym, że się zawsze Janusza bała (chociaż kiedyś go uwielbiała!) i reminiscencje Rojka o tym, że już na ślubie Gaby miał "złe przeczucia' - wszystko post factum.

    Moim zdaniem potwierdza się tutaj wielokrotnie wyrażana teza: MM jest jak kamera,która wiernie rejestruje rzeczywistość, ale nie ROZUMIE tego, co robi. Przedwyjazdowa część książki bardzo zgrabnie przejawia łono rodziny dysfunkcyjnej, w której były mąż robi za szkielet w szafie, a jego córka za enfant terrible. Niestety, przy wyjeździe do Torunia MM włączyła się opcja "dydaktyzm + upupienie Tygrysa + kult św.Gabrieli" i dlatego to na swoją narrację zaczęła narzucać niestrawne wstawki o zuym Januszu i o tym, że wszyscy zawsze wiedzieli,jaki to on niedobry będzie. A Tygrysa trzeba było pokazać jako niedojrzałą histeryczkę, żeby wszyscy zobaczyli, że ona tak naprawdę Gabę kocha, tylko sama o tym nie wie, i "pokazać tego nie umie".

    Tyle moich uwag ;) Pozdrawiam!
    Edytor zaawansowany
    • 24.07.13, 22:44
      Fajne podsumowanie. Choć może Laura nie jest aż tak niespójna - dość naturalne jest, że nastolatków (i nie tylko) wkurzają bliscy, a wyjazd i brak rodziny, jeszcze jak u Laury, połączony z poczuciem samotności, mocno zmieniają perspektywę. Co do reszty - tak, zwłaszcza Robrojek wielbiący Gabę na łódzkie obczyźnie ;)

      A tak na marginesie - co za głupi tytuł, powstał chyba tylko przez skojarzenie z Pierścieniem i Różą i/lub miał być przypięty do całkiem innej książki. Bo w TiR udział Róży można streścić zdaniem "A Róży to nie interesowało" ;).
      --
      tak sobie myślę że kwestia pedalska to tylko pretekst, to współczesny proletariat, chodzi o totalne zniewolenie człowieka poprzez danie mu nieograniczonej wolności - © wielodzietni.prg
      • 25.07.13, 00:32
        Dokładnie. Sądząc po tytule, to powinna być książka o relacji między siostrami.
        • 25.07.13, 03:41
          meduza7 napisała:

          > Dokładnie. Sądząc po tytule, to powinna być książka o relacji między siostrami.

          No bo przecież tytuł był wymyślony długo przed rozpoczęciem pisania książki ;) I tak jakoś się samo napisało o Laurze, o Róży nie było co pisać.
          • 25.07.13, 05:19
            emae napisała:

            > meduza7 napisała:
            >
            > > Dokładnie. Sądząc po tytule, to powinna być książka o relacji między sios
            > trami.
            >
            > No bo przecież tytuł był wymyślony długo przed rozpoczęciem pisania książki ;)
            > I tak jakoś się samo napisało o Laurze, o Róży nie było co pisać.

            Ach nie, nie, moje drogie. Po prostu autorce się pomyślało: a po co sprzedawać jedną książeczkę za 35 zł, skoro równie dobrze można sprzedać dwie i dostać 70 zł?

            I tak dostaliśmy Tygrysa i Różę, który miał być o Tygrysie i o Róży, a okazał się być wyłącznie o Tygrysie, bo część poświęconą Róży udało się wydać pod jakże oryginalnym i pasującym do reszty Jeżycjady tytułem "Imieniny"...

            No, ale że tytuł zapowiedziany i okładka zaprojektowana 5 lat przed napisaniem książki, to już tak musiało zostać. Inaczej tytuł brzmiałby zapewne "Odwiedziny".

            --
            Uciekła mi sygnaturka w proso...
        • 25.07.13, 09:36
          Dla mnie logiczniejszym byłby tytuł "Tygrys i Laura", wtedy by ta dwoistość głównej bohaterki pasowała.
          • 25.07.13, 10:32
            Zgadzam się: może powinna powstac nowy cykl powieściowy: Tygrysiada ;)
            1. Tygrysek
            2. Tygrys
            3. Łałra
            3. Lałurka
            4. Laura
            5. Syrenka w ludzkim ciele
            6. Trochę dziecko, trochę sarna

            PS To miał być żart,ale ze zgrozą stwierzam, że te określenia idealnie nadają się na nowe tytuły :(
            • 25.07.13, 11:04
              Jeszcze kilka tomów pomiędzy:
              "To dziecko"
              "Kawał jaszczurki", względnie "Niezła pokrzywa"
              • 25.07.13, 11:07
                Prawda, i jeszcze "Stalowooka" by się znalazła ;)
                "To dziecko" to tytuł idealny, czuje się tę głębię napięcia, odrzucenie, dezaprobatę Milicji... :P
                Albo jeszcze jeden: "Dlaczego płaczę po kątach", autorstwa G. Stryby.
                • 25.07.13, 11:11
                  Gabrieliada:
                  1. "Dlaczego to nie ja szorowałam tę wannę?"
                  2. "Nie jestem Romantycznym Motylem"
                  3. "Czasem nawet można sobie trochę popłakać"
                  4. "Kostium mi się marszczy"
                  5. "Moja córka kłamie jak jej ojciec"
                  6. "Boże, ja nic nie robię!"
                  CDN.
                  • 25.07.13, 11:13
                    7. Dobre dziecko, tylko rogate.
                    8. Płaczę do meliski.
                    9. A wracaj do pana Gruszki, córko wyrodna!
                    • 25.07.13, 11:17
                      abdiasz napisał(a):

                      > 7. Dobre dziecko, tylko rogate.
                      > 8. Płaczę do meliski.
                      > 9. A wracaj do pana Gruszki, córko wyrodna!

                      10. Kobieta, która umie kochać i samotny pomnik Mickiewicza
                      • 25.07.13, 11:19
                        11. Wchodzę w ciemnośc, wszędzie huk petard.
                        • 25.07.13, 11:21
                          abdiasz napisał(a):

                          > 11. Wchodzę w ciemnośc, wszędzie huk petard.

                          12. Nowy Rok Gabrieli

                          A dalej to już naprawdę nie wiadomo, co będzie :)
                          • 25.07.13, 11:23
                            12. Zeszłam na zawał od huku, co to za tunel i światło?
                            13. Pyziak.... mnie wyprzedził... i jest w NIEBIE?!?!
                            • 25.07.13, 11:29
                              14. A gdzie Heathcliff?
                              • 25.07.13, 11:32
                                15. Jak to, tu nie ma kątów, gdzie można sobie popłakać??
                                16. Że ja niby wzywałam pogańskie bóstwa i wierzyłam w gusła?? Na Jowisza, to świństwo i bezpodstawne oskarżenie! Nad naszą rodziną naprawdę wisi fatum, no tylko spójrzcie na to pyziacze nasienie i jej ślub... chlip. Gdyby nie mama... i jej groszkowe antyfatum...
                                • 25.07.13, 11:41
                                  LOL
                                  17. Poznań bez Gabrieli
                                  • 25.07.13, 12:23
                                    Poznań bez Gabrieli, czyli i niczego nie będzie.
                                    • 25.07.13, 15:08
                                      Albo: Poznań bez Gabrieli, czyli Wielka Wyrwa
                                      • 25.07.13, 18:37
                                        Ej no, a gdzie bestseller "Pod drzwiami łazienki siadłam i płakałam"?

                                        --
                                        Uciekła mi sygnaturka w proso...
                                        • 25.07.13, 18:41
                                          Polały się łzy Gaby czyste, rzęsiste
                                          Nad jej Pyzunią sielską, anielską,
                                          Nad jej Tygrysem gburnym i durnym,
                                          Pyziaczym nasieniem, jej życia cieniem;
                                          Polały się łzy Gaby czyste, rzęsiste...
        • 25.07.13, 17:31
          meduza7 napisała:

          > Dokładnie. Sądząc po tytule, to powinna być książka o relacji między siostrami.

          Może MM chciała dodatkowo uwypuklić kontrast między charakterami Róży i Laury, ich postawami itd.?
          Do świetnego podsumowania abdiasz dorzuciłabym tylko, że Tygrys w Toruniu miał wysoką gorączkę, mogło to wpłynąć na jego zachowanie. Ale końcowa scena przeprosin i wielkodusznego wybaczenia- zero sensu i logiki.

          --
          Co mały kotek na drabinie zrobi z myszą?
    • 28.07.13, 15:57
      Akurat sposób, w jaki Laura potraktowała Oleńkę vel Myszkę jest zgodny z jej charakterem. Ale pytanie jest inne - czemu ta intryga miała służyć.
      Laura uwielbia manipulować i intrygować, ale raczej w określonym celu a nie ot, tak. Gdyby np. chciała za wszelką cenę wyrwać się z borejkowskiego ciepełka i zamieszkać z Almą (a z czasem uzyskać kontakt z ojcem) to wtedy byłoby naturalne - po odrzuceniu przez Almę próbuje wpłynąć na Olę, by ta przekonała swoją szefową do zmiany zdania. Na przykład w taki sposób :"Alma, nie możesz tak tego dziecka zostawić, to krew z twojej krwi, ona naprawdę przechodzi tam piekło" etc. Ale Laura już tego nie chce. Więc wychodzi na to, że całkiem bezinteresownie bawi się kosztem prostodusznej i życzliwej kobiety.
      • 28.07.13, 16:33
        piotr7777 napisał:

        > Akurat sposób, w jaki Laura potraktowała Oleńkę vel Myszkę jest zgodny z jej ch
        > arakterem. Ale pytanie jest inne - czemu ta intryga miała służyć.

        Wydaje mi się, że Laura chce wytłumaczyć, że uciekła z domu nie dla widzimisię i kaprysu, ale dlatego, że jest jej tam faktycznie źle. Jednocześnie jest zbyt młoda i nie ma odpowiedniego zasobu pojęć, żeby przekazać, że czuje się tłamszona, ustawiana przez dorosłych w pozycji tej gorszej, że wręcz oczekują po niej, że będzie zła. Jak przekazać dorosłemu że wrażenie, że babcia jej nie lubi, bo jest podobna do ojca, to nie jest wymysł obrażonej na świat nastolatiki, ale fakt? Jak przekazać duszną atmosferę tabu, niedomówień, wpędzania w poczucie winy..? I to przy wiecznych deklaracjach o wielkiej miłości i nie robieniu przytyków. Dorosły miałby z tym kłopot. Dlatego Laura wybiera drogę na skróty - i opowiada o fizycznej krzywdzie.
        --
        10% ludzi ma paranoje. Pozostałe 90% ich obserwuje.
        • 30.09.16, 22:06
          > Wydaje mi się, że Laura chce wytłumaczyć, że uciekła z domu nie dla widzimisię
          > i kaprysu, ale dlatego, że jest jej tam faktycznie źle. Jednocześnie jest zbyt
          > młoda i nie ma odpowiedniego zasobu pojęć, żeby przekazać, że czuje się tłamszo
          > na, ustawiana przez dorosłych w pozycji tej gorszej, że wręcz oczekują po niej,
          > że będzie zła. Jak przekazać dorosłemu że wrażenie, że babcia jej nie lubi, bo
          > jest podobna do ojca, to nie jest wymysł obrażonej na świat nastolatiki, ale f
          > akt? Jak przekazać duszną atmosferę tabu, niedomówień, wpędzania w poczucie win
          > y..? I to przy wiecznych deklaracjach o wielkiej miłości i nie robieniu przytyk
          > ów. Dorosły miałby z tym kłopot. Dlatego Laura wybiera drogę na skróty - i opow
          > iada o fizycznej krzywdzie. > Wydaje mi się, że Laura chce wytłumaczyć, że uciekła z domu nie dla widzimisię
          > i kaprysu, ale dlatego, że jest jej tam faktycznie źle. Jednocześnie jest zbyt
          > młoda i nie ma odpowiedniego zasobu pojęć, żeby przekazać, że czuje się tłamszo
          > na, ustawiana przez dorosłych w pozycji tej gorszej, że wręcz oczekują po niej,
          > że będzie zła. Jak przekazać dorosłemu że wrażenie, że babcia jej nie lubi, bo
          > jest podobna do ojca, to nie jest wymysł obrażonej na świat nastolatiki, ale f
          > akt? Jak przekazać duszną atmosferę tabu, niedomówień, wpędzania w poczucie win
          > y..? I to przy wiecznych deklaracjach o wielkiej miłości i nie robieniu przytyk
          > ów. Dorosły miałby z tym kłopot. Dlatego Laura wybiera drogę na skróty - i opow
          > iada o fizycznej krzywdzie.

          Pozwolę sobie napisać po 3 latach (skoro wątek został wskrzeszony).
          Laurze (w intencji autorki) źle w domu nie jest. Tylko ona sama tak to sobie wmawia i bezzasadnie użala się nad sobą.
          Spójrzmy - Ignacy nazywa ją swoją "ulubioną wnuczką" i ewidentnie (na tym etapie) ma z nią fajny kontakt.
          Mila może i faktycznie ma problem z fizycznym podobieństwem Laury do ojca, ale jest tego problemu świadoma (to już dużo).
          Gabriela w odautorskim przekazie jest cudowną matką, która nie zasłużyła na tak trudne dziecko. To faktycznie brzmi naiwnie, faktycznie sobie z Laurą nie radzi, ale i dla niej jest to problem.
          M.M. widzi Borejków jako rodzinę idealną a wiele forumowiczek jako patologiczną i toksyczną (vide ostatni fanfik, skądinąd autorstwa osoby podpisanej również po powyższym postem, będący skrzyżowaniem "Kwiatów na poddaszu V. Andrews z powieściami Stiega Larssna) i jedno i drugie jest przesadą.
          I mam takie wrażenie, że w tym właśnie tkwi problem. Bo choć na użytek dyskusji o książkach napisanych wypada się powstrzymać (bo w wątku z fanfikiem już niekoniecznie) jednak wizja forumowiczek i wizja autorki się dramatycznie rozbiegają.
          Autorka pisząc TiR była na tyle pewna swojego wizerunku rodziny Borejków, że jakby dla kontrastu dość wiernie relacjonuje odczucia Laury, Jakby dla kontrastu - "no widziecie, co się dzieje z tą dziewczyną, wychowuje się w tak wspaniałej rodzinie a się buntuje". Paradoks jednak polega na tym, że wiele odczuć Laury było trafnych. Dlatego potem jest już tylko zachwyt nad Borejkami podzielany przez różne osoby z zewnątrz.
          • 30.09.16, 22:51
            piotr7777 napisał:

            > Pozwolę sobie napisać po 3 latach (skoro wątek został wskrzeszony).
            > Laurze (w intencji autorki) źle w domu nie jest. Tylko ona sama tak to sobie wm
            > awia i bezzasadnie użala się nad sobą.

            No, ale czytelnik widzi, ze Laurze w domu JEST zle. Czy zasadnie - to juz inna sprawa. Czy nalezy rozumiec, ze MM nie umiala przekazc tego, co chciala napisac ?


            > Gabriela w odautorskim przekazie jest cudowną matką, która nie zasłużyła na tak
            > trudne dziecko. To faktycznie brzmi naiwnie, faktycznie sobie z Laurą nie radz
            > i, ale i dla niej jest to problem.

            Ma za to dwoje innych dzieci. Latwych i bezproblemowych, jej zdaniem. Ciekawa rzecz, z tego wcale sie nie cieszy. Dlaczego ona sie nie cieszy ta udana dwojka ?


            > M.M. widzi Borejków jako rodzinę idealną a wiele forumowiczek jako patologiczną
            > i toksyczną
            > I mam takie wrażenie, że w tym właśnie tkwi problem.
            wizja forumowiczek i wizja autorki się dramatycznie rozbiega
            > ją.

            Czyli wracamy do poczatku - MM nie umie napisac tego, co chce przekazac.


            > Autorka pisząc TiR była na tyle pewna swojego wizerunku rodziny Borejków, że ja
            > kby dla kontrastu dość wiernie relacjonuje odczucia Laury, Jakby dla kontrastu
            > - "no widziecie, co się dzieje z tą dziewczyną, wychowuje się w tak wspaniałej
            > rodzinie a się buntuje".

            Moze wlasnie w tym lezy sedno sprawy, ze Laura wychowuje SIE, a nie jest wychowywana przez nikogo. Przykre, ze ten aspekt sprawy - ze dzieci w tej rodzinie od dawna nikt nie wychowuje, ze to jest tylko hodowla, w dodatku dosc niedbala - calkiem autorce umknal.

            My (w wiekszosci) widzimy rzecz, zdawaloby sie, oczywista. Ze problemy z Laura (i wiele innych) Borejkowie maja na wlasne zyczenie. A oni sami i ich tworczyni nie widza tego.
          • 01.10.16, 01:39
            piotr7777 napisał:

            >
            > Pozwolę sobie napisać po 3 latach (skoro wątek został wskrzeszony).
            > Laurze (w intencji autorki) źle w domu nie jest. Tylko ona sama tak to sobie wm
            > awia i bezzasadnie użala się nad sobą.
            (...)

            Ale - nawet idąc tym tokiem rozumowania, że Laurze jest w domu obiektywnie dobrze i nie ma tajemnicy, tłamszenia, wtłaczania w rolę tej gorszej itp. to nadal subiektywnie te uczucia pozostają. I pomysł, że ona nie umiejąc opowiedzieć, dlaczego jest jej źle duchowo, robi z tego krzywdę fizyczną (która jest bardziej dramatyczna i mocniej przemawia do ludzi) pozostaje w mocy. O :)

            (vide ostatni fanfik, skądinąd autorstwa osoby podpisanej również
            > po powyższym postem, będący skrzyżowaniem "Kwiatów na poddaszu V.
            Andrews

            nie czytałam. Polecasz czy wręcz na przeciwko?

            z pow
            > ieściami Stiega Larssna)

            e? katalog ikei + informatyczna mary sue, to niby mój fanfik? foch! z przytupem i melodyjką :P

            PS
            No dobra, chyba rozumiem dlaczego takie skojarzenie. I uznam, że to komplement... ;-)

            --
            Pod Londynem...
            • 01.10.16, 08:37

              > Ale - nawet idąc tym tokiem rozumowania, że Laurze jest w domu obiektywnie dobr
              > ze i nie ma tajemnicy, tłamszenia, wtłaczania w rolę tej gorszej itp. to nadal
              > subiektywnie te uczucia pozostają. I pomysł, że ona nie umiejąc opowiedzieć, dl
              > aczego jest jej źle duchowo, robi z tego krzywdę fizyczną (która jest bardziej
              > dramatyczna i mocniej przemawia do ludzi) pozostaje w mocy
              Zgoda, pozostają.
              I to jest właśnie problem, że książki M. M. przynajmniej od czasu Opium w rosole są książkami z tezą. Wcześniej w sumie też, ale mimo wszystko postaci są tam zróżnicowane, te sympatyczne mają wady, te antypatyczne też nie są w sumie takie najgorsze.
              Opium w rosole jest o tyle przełomową książką, że 16 miesięcy Solidarności i -zwłaszcza - stan wojenny mocno zaostrzyły pewne oceny moralne. Od tego momentu mamy z jednej strony postaci bez skazy (np. Dmuchawiec, Gabriela) z drugiej postaci złe i nierokujące nadziei (np. Pieróg, Lisieccy).
              Dlatego jeśli wcześniej były to tezy ogólne (np. teoria koła zamachowego z IS streszczona jako "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło") potem były to raczej tezy odnoszące się do poszczególnych postaci.
              Zarazem, jakby dla kontrastu, autorka do pewnego momentu przedstawiała odmienny punkt widzenia. Tak jest na przykład w OwR, gdzie spora część narracji prowadzona jest z pozycji Ewy Jedwabińskiej, w Brulionie Bebe B, gdzie znajdują się pewne przemyślenia Pieroga, czy wreszcie w Tygrysie i Róży opisanym z perspektywy Laury.
              Do tego czasem przedstawia rodzinę Borejków od zewnątrz i przemyca tam krytyczne uwagi, można by wspomnieć pana Jankowiaka w Dziecku piątku czy w Kalambruce Monikę, Felicję i przede wszystkim Gizelę.
              Ta tendencja zanika dopiero w powieściach z XXI wieku, tam Borejkowie są cudowni i jest to oczywiste. Zupełnie jakby autorka zwątpiła w swój przekaz i bała się, że nie wytrzyma konfrontacji.

              > nie czytałam. Polecasz czy wręcz na przeciwko?
              lubimyczytac.pl/ksiazka/249049/kwiaty-na-poddaszu
              Były też dwie adaptacje filmowe. Raczej nie polecam.
              A Twój fanfik broni się jako powieść kryminalna (choć ja jestem zwolennikiem kryminałów tradycyjnych w stylu Agathy Christie czy Conan Doyle'a), natomiast mroczna wizja Borejków (będąca w dużym stopniu kompilacja hipotez z forum) mi nie odpowiada. Ale obiektywnie muzę przyznać, że okazała się bardzo sugestywna, skoro w wątku pod fanfikiem stała się obiektem bogatej dyskusji,
              Pozdrawiam serdecznie.
      • 29.07.13, 07:36
        piotr7777 napisał:

        > Więc wychodzi na to, że całkiem bezinteresownie bawi się kosztem prostodusznej i życzliwej kobiety.

        Nawiasem mówiąc (i trochę OT), od tej sceny rozpoczyna się upupianie nie tylko Laury, ale i Oleńki. Kobieta pokazana we wcześniejszych scenach jako łagodna i skromna, ale inteligentna, mająca własne zdanie i potrafiąca się postawić, gdy sytuacja tego wymaga - najpierw próbuje koić rany Laury za pomocą czekoladek i deklaruje "możesz u mnie zostać, ile chcesz", nie myśląc o jakichkolwiek konsekwencjach takiej decyzji. Później gładko i ze łzami wzruszenia łyka stwierdzenie Laury "Dom to dom, ma się jednak jakieś obowiązki wobec rodziny" i chyba naprawdę wierzy, że Laura w imię obowiązków rodzinnych jedzie przyjmować kolejne cierpienia - ale oczywiście nie widzi potrzeby, żeby to gdzieś zgłosić. Wreszcie wypytuje przez telefon Natalię "Czy na pewno wszystko jest w porządku?", jakby sądziła, że to załatwi sprawę i że w razie gdyby jednak nie było w porządku, ciotka Laury powie jej "proszę pani, Grzegorz rzucił się na Laurę od progu, jak zawsze".
        • 29.07.13, 10:13
          Mnie bardzo brakowało w książce jakiegoś właśnie wyjaśnienia skierowanego do pani Oleńki; Robrojek z Laurą odjechali i zostawili ją w przekonaniu, że dziecko wraca do domu, w którym je krzywdzą. Oczywiście Robroj nie ma pojęcia, co tam Laura jej nagadała, no ale mogłaby to wyjaśnić sama Laura. I jeśli komuś należały się przeprosiny, to pani Oleńce też.
          • 29.07.13, 11:07
            Robroj nie ma pojęcia, co Laura nagadała, ale wyraźnie wie, że Laura COŚ nagadała. Z tym, że taką sytuację mogłaby wyjaśnić tylko Laura. Chyba nawet Oleńka z całą jej popisową naiwnością (objawioną nagle po kłamstwie Laury) nie uwierzyłaby w tłumaczenia "przyjaciela rodziny", że wszystko jest OK, Laury nikt nie krzywdzi.

            A Laura... Czy przyznała się do któregokolwiek ze swoich kłamstw? Ona nie kłamie, ona zmienia świat. Jest w tym konsekwentna. To nie Anielka z jej samokrytyką.
            • 29.07.13, 11:59
              Mnie bardziej interesuje, skąd bierze się potrzeba 'koloryzowania' i przemieniania świata u Laury, skoro ten borejkowski jest tak 'idealny', że na dobrą sprawę nie powinna już być zmuszona do wymyślania lepszego. Przecież ta rodzina 'oddycha miłością'?
              • 29.07.13, 12:16
                Oj tam, Laura ma artystyczną duszę i fantazję :) Nie odbiega jakoś szczególnie od nastolatek, które pamiętam z czasów mojego dorastania.
                • 30.09.16, 20:32
                  Laura normalnie konfabuluje.
                  • 03.10.16, 00:31
                    Co więcej, ta tendencja do konfabulowania tkwi w niej od dzieciństwa, tylko nie została w pewnym momencie odpowiednio naprostowana. Gdy Tygrys, dziecięciem będąc, zwierza się matce, że "przemienia świat" i tłumaczy to za pomocą prostej sztuczki z puszkami farby ("a właściwie może być i niebieska" - czy jakoś tam tak szło), Gaba, zamiast wykorzystać okazję i wytłumaczyć różnicę między fantazją a kłamstwem, śmieje się "Jesteś bardzo kolorowym tygryskiem". I Laura potem brnie w te kłamstwa, coraz bardziej, aż do "Sprężyny" kłamie jak najęta.
                    --
                    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
                    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
                    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
                    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
                    • 03.10.16, 10:56
                      W której książce jest o puszkach farb i Tygrysku?
                      • 03.10.16, 14:28
                        W dziecku piatku, zdaje sie
                        • 03.10.16, 22:14
                          Tak, w "Dziecku piątku", kiedy wybryki Tygrysa w rodzaju ankiety przed kościołem zaczynają niepokoić Gabę. Swoją drogą - to chyba jedyna rozmowa Gaby z córką na temat zachowania tej ostatniej.
                          --
                          studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
                          www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
                          www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
                          twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
                          • 03.10.16, 22:40
                            Jedyna. Ani po kradziezy klasowych pieniedzy nie bylo rozmowy, ani po tej torunskiej wyprawie...
                            • 04.10.16, 10:33
                              Finał toruńskiej wyprawy był w ogóle kuriozalny: najpierw jakaś drętwa mowa Robrojka, o matce, która jest tylko jedna i łzy lała przez Robrojkowe, nie wiedzieć które, występki, a potem równie łzawa scena pokajania się Tygrysa. Za co? Po co? Z jakiej, poza autorską, czapy?
                              • 04.10.16, 13:17
                                Mnie bardziej ruszylo, ze pies z kulawa noga o nic nie pytal. 14-latki nie bylo przez dwa dni i noc. I nic. Ani gdzie spala, ani co robila, ani jak bylo u ciotki ...
                              • 04.10.16, 22:28
                                Myślę, że za to, że nie powiadomiła nikogo o swoim wyjeździe...A może za to, że skłamała jak ojciec :D
                                Brak rozmowy na temat powodów tego wyjazdu to oczywiście osobna kwestia.
                                --
                                studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
                                www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
                                www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
                                twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
                                • 04.10.16, 22:47
                                  sowca napisała:

                                  > Myślę, że za to, że nie powiadomiła nikogo o swoim wyjeździe...A może za to, że
                                  > skłamała jak ojciec :D

                                  Myslisz, ze za kare ? Dosc okrutne, gdyby tak bylo. Sadze, ze jednak z wygodnictwa i uwazam to za jeszcze gorsze.

                                  > Brak rozmowy na temat powodów tego wyjazdu to oczywiście osobna kwestia.

                                  Juz pal szesc powody. Ale nikt nie zapytal nawet, gdzie dzieciak (jednak ciagle dzieciak!) spal, co jadl i za co, jak ja Robroj spotkal...no nic, czarna dziura.
                                  • 04.10.16, 23:05
                                    Skojarzylo mi sie - u Rolleczek, w "Kochanej rodzince" tez corka zniknela z domu. Starsza, 16-letnia. I rodzina tudziez przyjaciele rodziny szukali jej po calym miescie, matka sie pochorowala, i rozmowa po wszystkim byla. Jak nalezy.
                                    • 05.10.16, 08:28
                                      Jaka rozmowa, o jakich powodach. Kto by się przejmował dylematami rozwydrzonej małolaty, kiedy GABUNIA CIERPI.
                                      • 05.10.16, 10:49
                                        Ale jak juz rozwydrzona malolata wrocila i sie pokajala, a Gabunia przestala cierpiec, mozna bylo zainteresowac sie przynajmniej tym, gdzie spala. I nalezalo, uwazam.
                                        Ja, nawet cierpiac (a moze zwlaszcza) urzadzilabym przesluchanie trzeciego stopnia - az dziwne, ze ani Milicja, ktora jej nie lubi, ani Ignac, ktory jednak wnuczke kocha, o nic nie zapytali. Nawet wscibska Ida nie wiercila dziury w brzuchu.
                                        • 05.10.16, 11:44
                                          A czy to się nie odbywa tak, że rozwydrzona wraca, przeprasza, pada w dzielne ramiona i lecimy w napisy końcowe? Słabo pamiętam, szczerze mówiąc. MM nieraz kreuje sytuacje, których - jako pisarka - warsztatowo i psychologicznie nie jest w stanie udźwignąć. Wychodzą kurioza, jak to z chorobą Staszki Trolli, albo patologie, jak z relacją Ignacy - Fryderyk i zabijaniem okien gwoźdźmi. A zniknięcie Tygrysa jest w domu Borejków takie właśnie źle napisane - umowne, nie naprawdę, nie na serio, nam-nic-nie- grozi i pogadajmy sobie mądrze o imponderabiliach, bo czytelnicy to lubią. Żeby napisać rozmowę, jaka mogłaby i powinna mieć miejsce po ucieczce nastolatki z domu, trzeba mieć innego kalibru talent i trochę więcej jaj. Nb, wspomniana przez ciebie sytuacja z "Kochanej rodzinki" (bardzo lubię) też mnie w swoim czasie nie przekonała. Zbyt była gładka, za łatwo to pozamiatali. Judyta zniknęła tam na dłużej, prawda?
                                          PS.Dostojewski by nie opisał, co by się u mnie działo, gdybym w czternastej wiośnie zniknęła na dwie doby. Policja, akcja poszukiwawcza, zaalarmowane pół świata i dwa zawały co najmniej. A potem nogi z dupy i na terapię. I przez następne pół roku rozmowa TYLKO o tym i wokół tego. Ale moi niezbyt dyskretni i nie dość mili i dzielni. I te nerwy;)
                                          • 05.10.16, 12:06
                                            potworia napisał(a):

                                            > A czy to się nie odbywa tak, że rozwydrzona wraca, przeprasza, pada w dzielne r
                                            > amiona i lecimy w napisy końcowe?

                                            Rozwydrzona wraca i pada w dzielne ramiona okolo pierwszej w nocy. Mowi w dwoch zdaniach, ze pojechala do Torunia szukac ojca, po czym pada w te ramiona i wszyscy ida spac. A nastepnego dnia mowa juz tylko o "Ogniem i mieczem". O tym, ze Robroj ja spotkal, rodzina zostala powiadomiona poprzedniej nocy, tez jakos kolo pierwszej chyba.
                                            I nikogo nie ciekawi, gdzie, jak, w jakich okolicznosciach i co bylo w miedzyczasie. Ani Laury nie pytaja, ani Roberta. Jakby woleli nie wiedziec. Grunt, ze wrocila i ze skruszona.


                                            Żeby napisać rozmowę, jaka mogłaby i powinna mie
                                            > ć miejsce po ucieczce nastolatki z domu, trzeba mieć innego kalibru talent i tr
                                            > ochę więcej jaj.

                                            sama Prawda :)

                                            Nb, wspomniana przez ciebie sytuacja z "Kochanej rodzinki" (ba
                                            > rdzo lubię) też mnie w swoim czasie nie przekonała. Zbyt była gładka, za łatwo
                                            > to pozamiatali. Judyta zniknęła tam na dłużej, prawda?

                                            Na trzy dni chyba. Ale nocujac u znajomej poprosila o zawiadomienie rodziny, a i tak szukali. Sprawa sie troche rozmyla, bo matka petajac sie w poszukiwaniu po dworcu i ulicach zlapala ciezkie zapalenie pluc. Niemniej mama wybaczyla (po rozmowie), ale siostra i Julian nie odpuscili tak gladko.

                                            • 05.10.16, 15:45
                                              A ja myślałam, że z tydzień się bujała z tym, jak mu tam, Antosiem... Aż nabrałam apetytu na powtórkę z Rolleczek:)
                                              • 05.10.16, 16:05
                                                Nie, nie. Pierwsza noc przesiedziala na dworcu, rano na skwerku spotkala Zoske Kucyk i poszla do pracy w barze, kiedy stwierdzila, ze jej portmonetka zniknela. Druga noc u Teresy. Trzecia u Jadwigi, a trzeciego dnia Julian ja znalazl.
                                                Przy czym o pierwszej nieobecnej nocy rodzina nie wiedziala, matka byla na delegacji, a siostra urwala sie pobalowac i prosto z imprezy udala sie do pracy.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.