Dodaj do ulubionych

Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter

10.08.13, 00:44
Od pewnego czasu zaczęłam poświęcać mu więcej uwagi i refleksji i w którymś momencie przyłapałam się na tym, że owa postać (pomimo tej całej demonicznej, negatywnej otoczki, jaką się wokół niej konsekwentnie tworzy) jest niekiedy... o wiele bardziej.. ludzka. Tak, o wiele bardziej autentyczna i ludzka, niż pozostali bohaterowie, z zasady dobrzy, cnotliwi, moralni i życzliwi.
Janusz Pyziak - standardowe "zło wcielone". Ten zły, ten występny, który porzucił Gabrielę z dwójką dzieci, ten, którego imienia i nazwiska nie wolno wymawiać. Upiór przeszłości Gaby, który wraca do niej jak bumerang i nie pozwala o sobie zapomnieć. Żadnych uczuć? Niezdolny do miłości, współczucia?
A zabawa pociąg z dotkniętymi świnką siostrami B.? A murowanie ściany? Wydawać by się mogło, że są to chyba jedne z nielicznych oznak ludzkości, jakie wykazał Pan Janusz w ciągu całej Jeżycjady. Naprawdę?
Mimo wszystko - ów występny ojciec POKAZUJE się w domu swoich córek, chce odszukać tą młodszą, nawiązać z nią jako taki kontakt. Już samo jego pojawienie się w domostwie Borejków świadczy o pewnym poczuciu winy/ o skrusze/ potrzebie przebaczenia. Plącze się, jest nerwowy, niekiedy bardzo porywczy, skłonny do awantur. A może tkwi w nim jakiś ukryty żal, żal za tym, co bezpowrotnie utracone, żal za błędy? Borejkowie zdają się tego nie dostrzegać, chcą go tylko łajać i upokarzać. Dlaczego nie mielibyśmy poznać Janusza z nieco innej strony? Wysłuchać jego wersji, jego przeżyć, doświadczeń? Autorka z jakichś względów nie zdecydowała się na ten wariant. Czy tylko po to, żeby konsekwentnie trzymać się obranego przez nią kontrastu: -Bojerko bohaterowie, Janusz - odwieczny antagonista?
Trąci to trochę tym jakże typowym, hollywoodzkim zagraniem typu: "We are the good ones, they are the bad ones. We're gonna win, they're gonna lose". Borejkowie - zakon Jedi, Janusz - zakon Sith. Wiecznie ciemna strona mocy.
Nawet biednej Laurze dostaje się za "stalowe, skośne oczy", oddziedziczone po zdeprawowanym J.P. Jej rażące podobieństwo do występnego rodziciela jest na każdym kroku komentowane przez niemalże wszystkich członków rodziny. Też przykre i dość przygnębiające.
Powiem szczerze, czasami czuję, że postać Janusza Pyziaka wzbudza we mnie o wiele więcej empatii/ sympatii, współczucia niż pozostałe, z założenia "krystalicznie dobre" postacie. A jakie są Wasze odczucia, drodzy czytelnicy? Jestem ciekawa Waszych wypowiedzi :-).
Obserwuj wątek
    • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 10.08.13, 11:26
      Temat był omawiany wielokrotnie i dogłębnie, może ci któraś zalinkuje?
      Już dawno doszłyśmy tu do wniosku, że WSZYSTKIE właściwie wady Janusza zostały mu dopisane "post factum". W czasie, gdy J.P. występuje osobiście - zachowuje się zazwyczaj w porządku - w KK bawi się w pociąg z siostrzyczkami dziewczyny, muruje ściany, w IS jeżdzi z rodziną na wczasy do Czaplinka [jasne, to po prostu marzenie każdego młodego człowieka...], poza sceną z "wydarciem się" na policjanta [za Chiny nie wiem w którym tomie to było], potem przyjeżdża na pierwszy, niedoszły ślub Laury z Wolfim i wiezie całą familię kawał drogi, by oni też mogli wziąść udział w tym wydarzeniu, w McD przyjeżdża na [tym razem skuteczny] ślub po raz kolejny [z prezentem] i znów dostaje wiadro pomyj na głupi łeb... Tymczasem bardziej wiarygodna wersja jest taka, że Janusz nie tyle chciał porzucić Gabę, co po prostu chciał się wynieść od nielubiących go teściów, a jego "niby-żona" postawiła "veto", w związku z czym szacowna Milicja tak zatruła mu życie, że biduś odetchnął dopiero w Australii. Inna kwestia, że słowa Mii, jakoby "Pyziak [już nastoletni" się źle zapowiadał" są kretyńskie - bo niby czym się zapowiadał? To już gorzej się zapowiadał Pawełek Nowacki - który na całego podrywał Anielkę, uwodził, całował itp, podczas gdy Janusz tylko spacerował z wszystkimi koszykarkami i prawił im oklepane komplementy...
      --
      Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
    • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 10.08.13, 21:09
      Janusz Pyziak przewinił jednym -- nie chciał zostać Januszem Borejko, zakurzoną paprotką myjącą w milczeniu sałatę albo śpiącą snem wiecznym w suterenie.

      O ile jego postać jeszcze na etapie OwR i nawet BBB wydawała się spójna i normalna, a jej zachowanie, choć na pewno nie godne pochwały -- to zrozumiałe i bardzo, bardzo prawdziwe. Wiele rodzin nie przetrwało takiego rozbicia, jeden rodzic wyjechany do normalnego ustroju, drugi zostaje w Polsce z dziećmi, ten pierwszy oddala się od rodziny coraz bardziej. Smutne, ale zrozumiałe.

      Potem jednak pani autorce ulęgła się koncepcja Gabryjeli Santo Subito. Bez skazy. Nicniewinnej. I trzeba było szybciorem dorobić Pyziakowi coraz brzydszą gębę, gorszą niż tylko -- wyjechał i wolał żyć tam niż tu.

      Bo w OwR to Gabriela zrywa kontakty z Pyziakiem, a nie odwrotnie. Chyba nawet wprost jest napisane, że nie miała najmniejszego zamiaru wyjechać razem z nim i z dzieckiem. A więc winę za rozkład małżeństwa ponoszą obie strony.

      Potem w BBB dowiadujemy się, że Gaba jednak zmieniła zdanie i postanowiła mieć z Januszem kolejne dziecko. Dowiadujemy się również, że Janusz mimo klasycznej pułapki biologicznej ;) nie dał się już nakłonić do powtórnego ruszenia w te same tany.

      Jeszcze później dowiadujemy się, jakoby Janusz nie mógł wówczas powrócić, bo był złodziejem samochodów i siedział w więzieniu (!) Natomiast mimo ohydnej i złodziejskiej natury dba o to, aby uzyskać rozwód i zapewnić Gabrieli wolność od sromoty.

      Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, PO CO Gabriela zdecydowała się drugie dziecko z człowiekiem, którego nie szanowała, którego decyzji nie popierała, którego filozofia życiowa była jej obca.

      Chyba po to tylko, żeby autorka mogła walić w Laurę jak w bęben przez X tomów jako namiastkę Tego Ohydnego Pyziaka.


      --
      Uciekła mi sygnaturka w proso...
      • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 10.08.13, 21:47
        nessie-jp napisała:

        > Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, PO CO Gabriela zdecydowała się drug
        > ie dziecko z człowiekiem, którego nie szanowała, którego decyzji nie popierała,
        > którego filozofia życiowa była jej obca.
        >
        > Chyba po to tylko, żeby autorka mogła walić w Laurę jak w bęben przez X tomów j
        > ako namiastkę Tego Ohydnego Pyziaka.

        Męczeństwo i Dzielność św. Gabryjeli nie byłyby kompletne bez Złego, Stalowookiego Tygrysa, raniącego ją nieustannie i samym swym wyglądem przypominającego o Py... Py... Pyziaku. A tak Laura jest dla mamusi niedobra, a czytelnik może podziwiać jaka ta Gabryjela jest dzielna, że to wszystko znosi. Inna sprawa, że czytelnik nie podziwia, tylko wali głową w stół, z tomu na tom coraz mocniej.
        --
        Wiedźma
        To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
        • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 05.03.14, 13:41
          I pytanie powstaje, przy którym tomie blat nie wytrzyma i pęknie na pół? :)
          Niestety...
          --
          Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
      • zmija_w_niebieskim Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 09:37
        > Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, PO CO Gabriela zdecydowała się drug
        > ie dziecko z człowiekiem, którego nie szanowała, którego decyzji nie popierała,
        > którego filozofia życiowa była jej obca.

        Może Laura była z wpadki?
        --
        ----------------------
        "Nalej tylko wody w podstawkę, a już stara dobra osmoza zrobi swoje"
        • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 10:55
          Ale nawet jeśli. Toż, krucafuks, Gaba nie była już wówczas młodziutką dziewuszką, która nie wie co i jak! Nie była też osobą "zauroczoną" stalowemi ostrzy źrenic wrażego, gdyż znała go już czas jakiś i wiedziała co z niego za numer. Wyjaśnij po co w ogóle szła z nim do łóżka? Znaczy nie czepiając się mebla, MM nie pisze gdzie Laura poczęta została. W końcu Janusz jej nie zgwałcił, ani nie odurzył "pigułką gwałtu" czy nic z tych rzeczy. Sama, dobrowolnie CHCIAŁA. I po prostu nie liczyła się z konsekwencjami. Ale o ile byłoby to zrozumiałe, gdyby miała naście lat, albo gdyby nie miała czasu naprawdę dobrze go poznać... Ale w tym przypadku? No, sorry, ale ja bym raczej nie leciała na seks z kolesiem, który porzucił mnie z malutkim dzieckiem i przez dwa lata [czy ile tam?] nie dał znaku życia, który ma kompletnie inny od mojego światopogląd, etykę i filozofię życiową, którego nawet nie szanuję...
          --
          Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
          • zla.m Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 13:49
            Po pierwsze: Janusz NIE ZOSTAWIŁ Gaby jadąc do Australii. Pojechał tam zarabiać na całą rodzinę, jej się co prawda to nie podobało, może się pokłócili, ale nie było to żadne "żegnaj" ani intencjonalne zerwanie kontaktów. Potem nie przychodziły listy, więc Gaba zaczęła dramatyzować i poczuła się porzucona, ale sprawa opóźnień się wyjaśniła, Pyziak wrócił do żony i dziecka. Miała prawo uważać, że tamta rozłąka była wynikiem nieporozumień między nimi i problemów z pocztą - a nie zakładać, że to była jakaś próba porzucenia. Po drugie - to nie był "koleś", tylko mąż. Niektórzy związek małżeński traktują poważnie, chcą go utrzymać mimo kryzysów (zwłaszcza, że sądziła/sądzili, że kryzys już za nimi). I po trzecie - środki anty dostępne w tamtych czasach miały skuteczność taką, że istniało nawet powiedzenie: "chcesz mieć dzieci jak brylanty, stosuj polskie środki anty" (dlatego m.in tak popularna była aborcja). Osobiście podejrzewam, że Laura była wpadką, ale nie podoba mi się potępianie Gaby w czambuł - na dodatek z pozycji dzisiejszych czasów, dzisiejszej wiedzy o dalszych losach postaci i dzisiejszych możliwości unikania ciąży.
            --
            Tyle problemów, a tak mało amunicji...
            • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 14:11
              Ok, masz rację. W jakimś stopniu się nawet z tobą zgadzam.
              Janusz wyjechał, Gaba focha strzeliła [nawet słusznie, ze swego punktu widzenia], sytuację miała do luftu. Janusz wrócił [sławetny telegram]. Tyle, że nadal uważam, że oboje [a zwłaszcza Gaba, kreślona jako postać światła i empatyczna] powinna była może nieco rozwagi zachować w kontaktach, zanim nie upewniła się, że ów powrót, to nie zryw emocji, a faktycznie chęć wpasowania się w jej świat, którego [jak widać po latach] porzucić nie zamierzała? Bo przecież z 50 na karku ona wciąż jest Gabunią Borejko a nie Gabrielą Strybą.
              Co do "poważnego" traktowania przez Gabę zarówno małżeństwa jak i obowiązków rodzicielskich może lepiej spuścić zasłonę litościwego milczenia? Skoro po blisko 20 latach [podobno] szczęśliwego małżeństwa z Grzesiem na myśl o Pyziaku jej kula w gardle narasta, oczy wilgotnieją i ją to rani? Skoro, do wszystkich diabłów, nie pogodziła się z porzuceniem - po kiego licha pakowała się w nowy związek? Czy to świadczy o poważnym podejściu do małżeństwa? Co zaś do jej macierzyństwa, to, sorry, ale co z niej za matka, skoro [w TiR] gdy NIE WIE dokąd i w jakim celu uciekło jej dziecko zamiast obdzwaniać szpitale, policję [czy tam milicję], wszystkich świętych idzie do rodziców na partyjkę szachów? Skoro przez dwadzieścia ileś tam lat wypomina dziecku przy każdej niemiłej okazji, że śmie być podobne do ojca? Skoro ma w doopie, że jej własny ojciec a dziadek jej synka uczy go donosicielstwa i szpiegowania starszych sióstr? Wymieniać dalej?
              Oczywiście, że Gaba to nie całe zło wszechświata, nie ona jest winna II Wojny Światowej i epidemii hiszpanki, nawet nie ona wymyśliła wirusy komputerowe i naszych polityków. Ale to szacowna ałtorka kreuje ją [nie od dziś i nie od wczoraj] na Świętą Jeżycką, Niewzruszone Centrum, Dzielną i Miłą Grzywkę i co tam jeszcze.
              Pamiętasz mamę Cesi Żak? Pani Irenka była niezbyt troskliwą matką i panią domu, beztrosko zwalała wszelkie prace domowe na barki cioci Wiesi i Cesi, Juleczka mogła nic nie robić i być piękna. Więc dlaczego mamę Żakową lubimy, a Gaba wnerwia? Bo MM ani razu nie usiłowała nam wmawiac, że pani Irenka to ideał, mądrośc wszechświatowa, dobroć anioła, miłość przedwieczna itd. Myślę, że znacznie mniej gromów na całym forum by się na głowę Gaby sypało, gdyby MM napisała, że jest NORMALNA, że stara się sobie radzić, że czasem jej nie wychodzi, że nie zawsze jest miła, dzielna i dobra. Bo nikt nie jest taki ZAWSZE.
              --
              Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
              • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 15:29
                Ależ czy jest objawem rozwagi i empatii, powiedzieć stęsknionemu mężowi, który zarabiał za granicą, a tweraz powraca, że przez rok czy dwa zobaczymy, jak sie małżenstwo ułoży, a potem moze pójdziemy z nim do łóżka? "Rozwaga w kontaktach" z własnym meżem oznacza, ze nalezy jak najszybciej występować o rozwód - skoro nie tylko się facetowi nie ufa do tego stopnia, ale absolutnie nie czuje żadnego pożadania, a seks jest efektem wyłacznie racjonalnych przemyśleń.
                Mnie natomiast nasuwa się inna refleksja - jak czują sie czytając MM dzieci rozwiedzionych rodziców, którym wmawia się, zę za rozwód jest odpowiedzialna w 100% jedna strona (aby nie rzec prosto-facet)? To bardzo niedobry przekaz.
                --
                zpopk.pl
                • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 15:47
                  A który z borejczadowych przekazów jest dobry? Kuzyn wnerwia =mopem go albo rondelkiem przez łeb, nie jesteś smukłą sylfidą = w kółko chipsy żresz i McDonaldusią można cię nazywać, tudziez wyśmiewać przy wszystkich, potrząsanie kimś jak szczurem = rycerskość... A swoją drogą - u MM chyba zawsze winę za nieudany związek ponosi facet? Aniela/Pawełek - w gruncie rzeczy on nigdy nie planował "bycia" z Anielką, jego dziewczyną była Danka, a aAnielka, to był tylko flirt wakacyjny. Gaba/Janusz - to on wyjechał na zgniły zachód i nie chciał mieszkać z teściami. Aniela/Krystian - to on nie chce opiekować się "adoptowanymi" przez Anielę dziećmi. Róża/Frycek - on wybrał stypendium w NASA [potem się opamiętał i dorabiał do stypendium na stacji benzynowej, ale już dla dobra rodziny]. Laura/Wolfi - on wybył na Wyspę i dziwił się, że Laura nie chce do niego dołączyć. Magda/Patryk - też on zdradził i inną zabrał na frytki. Jakoś poza Idą, która to z upodobaniem łamała i deptała męskie serca [acz ani razu na kartach książki, może poza marginalnie potraktowanym Sławkiem] chyba nie zdarzyło się, by to kobieta narobiła bałaganu czy odeszła od faceta. Jedna Nutria uciekła od Nerwusa, ale on był psychopatą.
                  --
                  Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                    • ciotka_scholastyka Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 03.03.14, 15:15
                      akniwlam napisał(a):

                      > No, bez przesady, męskie serca z upodobaniem łamała Pulpecja, a nawet idealna P
                      > yza pięciogwiazdkowa - niechcący (przez wystawienie do wiatru amanta).

                      Ale one nie były z tymi facetami/amantami w związkach. Vi-san zaś przytacza przykłady związków, krótszych lub dłuższych (poza Anielką i Pawełkiem oczywiście), które się rozleciały z powodu zawsze faceta :) Nawet pięciominutowy związek Anieli z Krystianem - nie wycofał się on dlatego, że Aniela od razu wyskoczyła z małżeństwem, co mu się ewidentnie nie spodobało i byłoby wytłumaczeniem jego pospiesznej rejterady. Nie, to Aniela z nim zerwała, bo postawił jej ultimatum: "adoptowane" dzieci albo ona. Męska świnia.
              • zla.m Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 16:04
                Ja się generalnie z zarzutami wobec Gaby zgadzam i mam dla niej specjalne miejsce w Piekle Złych Matek. Ale znowuż - rozmawiamy o dwudziestoparoletniej Gabie z OwR (czy też z czasów między OwR a BBB) - więc jej te zarzuty nie dotyczą. To że Gaba lat 35++ ma w pragębie swoje małżeństwo z Grzesiem, nie znaczy, że 10/20 lat wcześniej nie mogła podchodzić poważnie i zaangażowaniem do małżeństwa z Pyziakiem. To nie jest tak, że ktoś "zawsze" zdradza (poza patologicznymi jednostkami), zawsze się stara/nie stara, zawsze robi to czy owo - to, z kim jesteśmy w związku i dynamika tego związku mają znaczenie.

                Co do "zachowania rozwagi w kontaktach" - jak sobie wyobrażasz to praktycznie w przypadku młodego, stęsknionego małżeństwa? Celibat? Bo o skuteczności zabezpieczania się już pisałam... Zresztą, spójrz na to z punktu widzenia młodej Gaby (a nie czytelniczki znającej całą sagę) - pożarli się, był kryzys w małżeństwie, a jednak wbrew rozsądkowi (warunki materialne, możliwości, wreszcie - pozbycie się paszportu i powrót do rzeczywistości stanu wojennego czy tuż po) - Janusz wrócił. Wrócił, bo ją kocha. Zwątpiłabyś w taką miłość? Zachowałabyś chłód i rozsądek? I tak naprawdę - pewnie gdyby nie konieczność życia z resztą rodziny, to może to małżeństwo miałoby szansę...
                --
                10% ludzi ma paranoje. Pozostałe 90% ich obserwuje.
                • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 19:15
                  > Co do "zachowania rozwagi w kontaktach" - jak sobie wyobrażasz to praktycznie w
                  > przypadku młodego, stęsknionego małżeństwa? Celibat? Bo o skuteczności zabezpi
                  > eczania się już pisałam...

                  Wiesz, niektórzy umieją liczyć. Acz chyba nie Gaba. Czyli jednak wracamy do teorii, że Laura była przykrą wpadką i dlatego rodzina tak jej nie cierpi? No ma to sens, ale nie wiem, czy pani MM byłaby zachwycona tą interpretacją.

                  Problem jednak nie w tym, że Gaba i Janusz natychmiast po powrocie tegoż rzucili się uprawiać dziki seks, tylko w tym, że sytuacja w ogóle się nie zmieniła: Gaba po raz drugi zachodzi w nieprzemyślaną ciążę z facetem, którego filozofii i nastawienia nie podziela i który w ogóle się nie zmienił.

                  Gaba w dalszym ciągu nie ma zamiaru wyjechać razem z nim. Janusz w dalszym ciągu nie ma zamiaru zostać na Roosevelta w charakterze sekowanego przez Milicję dodatku do filodendrona.

                  I nie ma tu znaczenia, czy Janusz i Gaba są po ślubie ("zaledwie cywilnym"... nieprawdaż). ŻADNE z nich nie podejmuje najmniejszej próby zmiany SIEBIE. Każde (tak, święta Gabunia też) liczy na to, że to partner się dostosuje i zmieni. W dodatku oboje już trochę się znają, doskonale wiedzą, czego mogą się po sobie spodziewać. Więc skąd to parcie na kolejne dziecko? Małżeństwo nie oznacza automatycznie obowiązku płodzenia potomstwa w sytuacji, gdy młoda para nie ma:

                  - mieszkania
                  - stałej pracy
                  - pieniędzy
                  - pewności co do siebie nawzajem
                  - pewności co do przyszłości (przypominam, o jakich czasach mówimy)

                  A oni płodzą. Po co? Po to, żeby autorka miała podręczny szwarccharakter na resztę Jeżycjady, po to.

                  --
                  Uciekła mi sygnaturka w proso...
                  • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 20:18
                    Dlaczego wpadką? Wraca steskniony mąż, decydują się na drugie dziecko. To nie jest ani dziwne, ani nieodpowiedzialne. Gaba nie miała daru przewidywania przyszłości, a mogła chcieć miec małą różnicę wieku między dziećmi. Dotychczas Pyziak nie zrobił jeszcze nic, co skreslałoby go jako męża. Nic. Wyjaz na zachód , aby dorobić wówczas był dosyć popularny, szczególnie w sytuacji braku mieszkania i niezarabiającej żony. Przy czym wtedy nie było problemu "stałej pracy" - a kwestię pieniędzy własnie rozwiązywał wyjazd. Akurat kwestia "czasów" oznaczałaby, ze w ogóle nieodpowiedzialnością było posiadanie jakichkolwiek dzieci. A mamy czasy wyżu.
                    Dlaczego nagle wyjechał po raz drugi pozostaje zagadką, której nie rozwiążemy. Moze chciał zarobić na mieszkanie z dala od kołchozu? Może wyjechał po dzikiej awanturze? Może wyjeczhałza obopólną zgodą, tylko go przymknęli?
                    --
                    zpopk.pl
                    • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 21:33
                      > Dlaczego nagle wyjechał po raz drugi pozostaje zagadką, której nie rozwiążemy.

                      Nie pozostaje zagadką. Wyjechał z dokładnie tego samego powodu, co za pierwszym razem. "Po pół roku obijania się bez celu wyjechał na winobranie do (gdzieśtam) i słuch po nim zaginął".

                      Gaba na tym etapie doskonale już znała Janusza i wiedziała, czego się po nim spodziewać. Wiedziała, jaki to człowiek, jakie ma cele, co jest dla niego najważniejsze. MIMO TO zdecydowała się na drugie dziecko.

                      No to jedno z dwojga, szanowna autorka musi się zdecydować:

                      - albo Janusz jednak wcale się źle nie zapowiadał, tylko był zupełnie normalnym człowiekiem, a nie żadnym monstrum z gębą, a rozpad małżeństwa z Gabrielą był rzeczą bardzo przykrą i negatywną (ze względu na dzieci) ale jednak nie wyłącznie z winy Pyziaka i nie było to klasyczne "porzucenie niewiasty z dziateczkami"

                      - albo Janusz od początku był draniem i świnią, a Gabriela jak konkursowa kretynka płodziła z tym oczywistym draniem i z tą ewidentną okrutną świnią kolejne dzieci

                      Albo rybka, albo pipka, jak mawiali starożytni Rzymianie.

                      --
                      Uciekła mi sygnaturka w proso...
                    • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 21:53
                      verdana napisała:

                      > Dlaczego wpadką? Wraca steskniony mąż, decydują się na drugie dziecko. To nie j
                      > est ani dziwne, ani nieodpowiedzialne. Gaba nie miała daru przewidywania przysz
                      > łości, a mogła chcieć miec małą różnicę wieku między dziećmi. Dotychczas Pyziak
                      > nie zrobił jeszcze nic, co skreslałoby go jako męża. Nic. Wyjaz na zachód , ab
                      > y dorobić wówczas był dosyć popularny, szczególnie w sytuacji braku mieszkania
                      > i niezarabiającej żony.

                      Był popularny, ale przecież dla Borejków wyjazd na saksy to Sodoma i Gomora. Dla Gaby to był przecież całkiem wystarczający powód, żeby Janusza listownie opierniczyć, w rozmowie z Gieniusią nazwać go człowiekiem, niegodnym miany taty oraz twierdzić, że on, podły, zwiał, a nie wyjechał na te antypody, pracować na rodzinę i że go własne dziecko nie obchodzi (ta sama Gabuchna, która zaszedłszy w ciążę zrezygnowała ze studiów, po czym siedziała w domu z rocznym dzieckiem, nie pracując. Wydawałoby się, że ktoś powinien był utrzymywać tę rodzinę, nie?). Gaba uważa wyjazd Janusza za ciężki dramat i dowód jego podłości, a nie za coś normalnego.

                      A zatem, kiedy Pyziaczek wrócił do pierogów, przepraszam, do Gabrieli, ona już przecież wiedziała, że ten facet ma zupełnie różne priorytety niż ona, że nie będzie chciał się kisić w Kołchozie i wegetować na marnej pensyjce w szarej peerelowskiej rzeczywistości. I mimo tej świadomości machnęła sobie z nim radośnie dziecko numer dwa.
                      --
                      Wiedźma
                      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                      • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 22:26
                        Wyjechał i wrócił, jak mniemam z pieniędzmi. Mógł - jak bardzo wiele osób wtedy - powiedzieć, ze OK, dosyć zarobił, teraz będzie prowadził życie rodzinne. I naprawdę, dlaczego Gabriela miała nie uwierzyć? Rozumiem, ze nie uwierzyłaby po drugiej czy trzecie ucieczce na Zachód, ale po jednorazowym wyjezdzie zarobkowym nie było powodów do rozpaczy i uznania, ze małżeństwo nie ma przyszłości.
                        Nawet, jesli Borejowie takiego wyjazdu nie popierali, co mogę nawet zrozumieć, to osoba w miare zdrowa na umyśle wie, ze to jeszcze nie koniec małżeństwa i obiektywnie nie jest to wyraz degeneracji charakteru.
                        Fakt, ze ma sie różne priorytety też nie musi przekreślać małżeństwa...
                        --
                        zpopk.pl
                        • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 22:40
                          verdana napisała:

                          > Wyjechał i wrócił, jak mniemam z pieniędzmi. Mógł - jak bardzo wiele osób wtedy
                          > - powiedzieć, ze OK, dosyć zarobił, teraz będzie prowadził życie rodzinne. I n
                          > aprawdę, dlaczego Gabriela miała nie uwierzyć? Rozumiem, ze nie uwierzyłaby po
                          > drugiej czy trzecie ucieczce na Zachód, ale po jednorazowym wyjezdzie zarobkowy
                          > m nie było powodów do rozpaczy i uznania, ze małżeństwo nie ma przyszłości.
                          > Nawet, jesli Borejowie takiego wyjazdu nie popierali, co mogę nawet zrozumieć,
                          > to osoba w miare zdrowa na umyśle wie, ze to jeszcze nie koniec małżeństwa i ob
                          > iektywnie nie jest to wyraz degeneracji charakteru.

                          Gaba widziała wyjazd Janusza, ten pierwszy, jak porzucenie jej i dziecka. I tragedię. Znaczyś najwyraźniej zdrowa na umyśle raczej nie była. W związku z czym dla przeciętnej jednostki ten jeden wyjazd zarobkowy nie byłby powodem do rozpaczy, ale dla Gabrieli był (rozmowa z Kreską o tym, że mąż jej zwiał i wygłoszone łamiącym się głosem "przecież się trzy-trzymam"). A że dla Borejków szlachetnie minimalistycznych zarabianie kasy za granicą to obrzydliwość i obraza boska, to to, że Janusz wrócił z Australii z pieniędzmi, jest żadnym argumentem.

                          > Fakt, ze ma sie różne priorytety też nie musi przekreślać małżeństwa...

                          Nawet w kwestiach tak fundamentalnych, jak to gdzie szanowne małżeństwo ma mieszkać i czy wyjazd na saksy, to zarabianie na potrzeby rodziny, czy tez obrzydliwe tejże rodziny porzucenie? Żebyż jeszcze bodaj jakiś kompromis był tu możliwy, ale nie, betonowe centrum Jeżyc betonowo się okopało w swoich poglądach, że Pyziak musiałby chyba za te australijskie dulary czołg nabyć.
                          Żeby te różne priorytety nie stanowiły gwoździa do trumny związku to musi istnieć jakaś chęć negocjacji. W sytuacji, kiedy jedna z osób ten związek tworzących stoi twardo na pozycji "moja racja jest mojsza niż twojsza" zagłada wisi w powietrzu.
                          --
                          Wiedźma
                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                          • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 23:01
                            Widziała, bo Janusz nie tyle wyjechał, co znikł. Przestał sie odzywać. Ale gdy napisał, podejrzewam, ze to, co myślała wczesniej przestało sie liczyć. Zamiast męża, który porzucił dla nędznej mamony, nagle stała sie zoną faceta, który kocha i wyjechał, aby zarobić na rodzinę. Nie była więc już porzucona. Sadziła, ze wyjazd jest ostatni. Przypuszczam, ze Pyziak (osoba dotychczas raczej sympatyczna i wiarygodna) zapewniał o tym wielokrotnie i dobitnie. Pieniądze były, mąż był - czas na drugie dziecko całkiem rozsadnie dobrany.
                            Tylko autorka postanowiła nagle zmienić charakter postaci, o czym Gabriela wiedzieć nie mogła.
                            --
                            zpopk.pl
                            • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 23:22
                              verdana napisała:

                              > Widziała, bo Janusz nie tyle wyjechał, co znikł. Przestał sie odzywać.

                              Nie przestał się odzywać, tylko kretyńska Gabusia nie pomyślała, że korespondencja z Australią może być cokolwiek powolna. Pyziaczek przecież wysłał list, pełen wyrazów tęsknoty i miłości, tyle, że szedł on trzy i pół miesiąca, co zresztą w wypadku listów podróżujących drogą morską jest normalne. Gabie jednak nie wpadło do łba, że Australia jest daleko, za to od razu powzięła przekonanie, że Pyziak jest fują i fubrawcem, ma rodzinę w dupie i tak dalej. Chyba nie chciałabym być jej mężem.
                              --
                              Wiedźma
                              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                              • kopiec_esmeralda Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 06:08
                                >Chyba nie chciałabym być jej mężem.

                                Myślę, że nikt nie chciałby, bo jest wyjątkowo toksyczna.
                                Zastanawiam się, jak wytrzymuje z nią Grzegorz, raczej nie wchodzą w interakcje (no, jest IG jr, wiem, wiem), Grz. zmywa, gotuje, siedzi z nosem w kompie lub w jednym z dwóch egzemplarzy tej samej książki, Gaba łazi i wzdycha, snuje snujne dzielne rozważania, ale to nie jest wspólne życie, są cały czas osobno, nawet przyjęcie imieninowe(?, to w domku kolegi z Bernardem jako punktem komicznym) nie wypaliło, a porozumienie odbywa się głównie telepatycznie.
                                Czy jest coś, co w ogóle robią razem? Poza juniorem.
                                • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 17:45
                                  Tak sobie dumałam nad tym wyjazdem Pyziaczka i uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz. Otóż mogę ostatecznie zrozumieć, że Gaba przeoczyła odległość między Europą a Australią i oczekiwała odpowiedzi na listy natychmiast. Okej, może chuda dieta z mordowanych samochodowo kur jej zaszkodziła na szare komórki.

                                  Ale zwróćcie uwagę na co innego. Kiedy pyziacza odpowiedź w oczekiwanym przez Gabrysię czasie nie nadeszła, czy Gaba się zaniepokoiła o swojego męża? Czy pomyślała, że on nie pisze, bo może chory leży, coś mu się stało, albo w taką nędzę popadł, że pod mostem mieszka i nawet na znaczek go nie stać? Czy betonowe centrum Jeżyc wykazało bodaj odrobinę troski o swojego małżonka? Nie. Ona niemal z marszu przyjęła tezę, że Janusz jest fuja, fubrawiec i ma rodzinę w dupie i przystąpiła do epistolarnej awantury.

                                  Znaczy się wyszła za faceta, któremu zupełnie nie ufała, o którym miała bardzo złe mniemanie i którego chyba jednak nie za bardzo kochała (bo gdyby kochała to jakiś niepokój powinien jej piknąć tu i ówdzie).
                                  --
                                  Wiedźma
                                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                  • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 17:50
                                    A powinien, powinien. I nie piknął. A jeśli nawet próbował nieśmiało pikać, to, weź pod uwagę, prawdopodobnie został zdławiony natychmiat sękatą dłonią Milicji, kochającej wszak zięcia niebywale. A Gabriella do dziś jest wciąż Gabunią Borejko, której mamusia dyktuje co ma grzeczna córeczka zrobić. Nigdy nie była Gabrielą Stryba, a tym bardziej Gabrielą Pyziak. Mam na myśli mentalnie, bo co tam miała i ma w dowodzie nie wnikam.
                                    --
                                    Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                                  • klawiatura_zablokowana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 18.08.13, 19:25
                                    > Tak sobie dumałam nad tym wyjazdem Pyziaczka i uderzyła mnie jeszcze jedna rzec
                                    > z. Otóż mogę ostatecznie zrozumieć, że Gaba przeoczyła odległość między Europą
                                    > a Australią i oczekiwała odpowiedzi na listy natychmiast. Okej, może chuda diet
                                    > a z mordowanych samochodowo kur jej zaszkodziła na szare komórki.

                                    Chuda dieta i skromny tryb życia podobno działa cudownie na jasność myślenia, ja podejrzewam raczej "dyskretny" wpływ Babi...

                                    --
                                    "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
                                    Z życia małżeństwa mieszanego
                                    • asiunia311 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 03.03.14, 12:48
                                      Dokładnie - to wredne, zawzięte babsko, wróć: przemiła, z ironicznym błyskiem w oku pani od samego początku nie lubiła Pyziaka, co dawała odczuć zainteresowanemu, a co było przykrywane starannie 'troską' o dobro córki. Ta postać gorsza jest niż czarna mamba. Nie dziwota, że po tylu latach sączenia jadu, Gabriela przejęła uroczy sposób rozumowania własnej matki.



                                      --
                                      Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
                                      /R.E. Pirsig/
                      • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 20:49
                        > A zatem, kiedy Pyziaczek wrócił do pierogów, przepraszam, do Gabrieli, ona już
                        > przecież wiedziała, że ten facet ma zupełnie różne priorytety niż ona

                        Mało tego, ona tego faceta znała już OD LAT. To nie było nagłe zakochanie, to nie było to, że Gabriela nie poznała się na Pyziaku od razu, a z niego złe aż biło. Absurd! Przeżyli razem kilka lat, mieli ze sobą dziecko, pokłócili się, pogodzili, z ogromną lekkomyślnością zdecydowali na drugie dziecko, rozeszli. Znali się już jak łyse konie, dobrze wiedzieli, czego się po sobie spodziewać.

                        Po prostu autorka co tom zmienia zdanie i pisze jakieś straszne bzdety.

                        Najpierw Janusz jest wrażliwy i spragniony czułości, a Gaba kapralska. Potem Janusz jest potwornie pod pantoflem. W kolejnym tomie staje okoniem i wyjeżdża na ten straszny Zachód zarabiać te straszne pieniądze -- ale kocha i wraca. W następnym znowu tomie okazuje się ponownie draniem bez serca, bo znowu wyjeżdża.

                        Kulminacja absurdu następuje w Noelce, gdzie się dowiadujemy, że Gaba i Janusz darli ze sobą koty i Gaba miałaby z nim piekło, gdyby nie znikł uczynnie z jej życia.

                        Teraz ponoć Janusz "nie umiał kochać". Jasne, akurat. Autorka powinna wykupić cały nakład "Kwiatu kalafiora" i spalić komisyjnie, żeby ta bzdura przeszła.



                        --
                        Uciekła mi sygnaturka w proso...
                        • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 21:35
                          nessie-jp napisała:


                          > Kulminacja absurdu następuje w Noelce, gdzie się dowiadujemy, że Gaba i Janusz
                          > darli ze sobą koty i Gaba miałaby z nim piekło, gdyby nie znikł uczynnie z jej
                          > życia.

                          A w którymś kolejnym tomie, że rozwód został wymuszony przez Pyziaka. Pomińmy tutaj samą absurdalną koncepcję (ponieważ nie wyobrażam sobie jak można zmusić do rozwodu małżonka, który tego nie chce, ponadto, zważywszy na fakt, że w momencie rozwodu pożycie stadła Pyziaków było od dawna martwe jak kłoda, więc Janusz nie musiał Gaby do niczego zmuszać, wystarczyło że złożył pozew i przybył na rozprawę), ale czy Gaba miała zamiar męczyć się z niekochanym, wrednym i materialistycznym CKNUKiem, uciekającym przed nią na antypody, w razie czego dzielnie spłacając pyziacze długi?
                          --
                          Wiedźma
                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 23:14
                  No dobrze, spróbujmy spojrzeć z punktu widzenia młodej [acz nie smarkatej] Gaby. Mąż przysyła telegram o pierogach i wraca. Wcześniej przez ileś czasu nie dawał znaku życia. Po ilu, dwóch [?], trzech [?] latach wraca. Gaba, nie nastolatka w końcu [!], nie zdaje sobie sprawy, że jego wyjazd też go w jakiś sposób określa? Choćby sam fakt, że poczuła się porzucona świadczy, że nie była to wspólna decyzja typu "Wiesz, pojadę na saksy, zarobię trochę - Dobrze, jedź, będzie mi ciężko bez ciebie, ale dam radę a jak wrócisz to będzie lepiej". Gaba już wówczas WIEDZIAŁA, że Janusz nie będzie mieszkał z oskarżająca go o wszystko i jeszcze więcej Milicją i Ignacem, który po ćwierćwieczu nie jest w stanie zapamiętać jego imienia. I wie, że priorytety jej i jego są skrajnie różne. Jeszcze gdyby Laura urodziła się w dziewięć miesięcy po powrocie Janusza - można by to uznać, że w pierwszym szale uniesienia itp, ale nie, przeciez Janusz był w Polsce około roku [czy nawet półtora roku?], To te pierwsze szaleństwa powinni już zaspokoić i może Gaba powinna już zacząć myśleć głową a nie odwłokiem? Wszak nie była już dziewczynką maluczką, bo wg. rozpiski na odwrocie JT ma 23 lata, plus od dwóch lat jest matką Pyzuni. Po roku wspólnego życia i przygotowaniach Janusza do kolejnego wyjazdu [a czasy były jakieś inne niż obecnie i chociażby na paszport czekało się kilka miesięcy, więc MUSIAŁ te przygotowania zacząć wcześniej!] powinna albo zdecydowac się na wyjazd z nim [czego nie zamierzała], albo może jednak trzymać nogi razem? W końcu wiedziała już, że z seksu moga być dzieci, wiedziała, że ów mąż nie jest właściwym mężczyzną...
                  --
                  Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                  • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 10:19
                    Jak napisałaś "trzymanie nóg razem" w takiej sytuacji oznacza natychmiastowe zakończenie małżeństwa. Wyobraź sobie sytuacje odwrotną - zona wyjeżdża za granicę zarobić, po powrocie mąż mówi "Wiesz co? Z seksem to poczekamy rok-dwa, aż się przekonam, czy nigdy więcej żadnego numeru mi nie wywiniesz. Teraz nie licz na nic, bo z seksu sa dzieci, a ja z dziecka nie chcę, jeśli byłaś nieposłuszna".
                    Jakoś to inaczej brzmi, prawda? I nie wskazuje na zdrowy rozsadek męża, tylko na wyjątkowo wstrętnego typa, od którego należy odejść natychmiast.

                    --
                    zpopk.pl
                    • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 13:27
                      Otóż, verdano, pozwól, że nieco sprostuję twoją wypowiedź. Gdyby ów hipotetyczny mąż nie aprobował pierwszego wyjazdu żony, do tego stopnia [co podkreślmy], że czuł się porzucony z małym dzieckiem, a owa żona powraca i ma zamiar pozostać - owszem, miałabyś rację. Ale tu mamy inną sytuację! Otóż hipotetyczna żona czas jakiś po powrocie rozpoczyna starania o kolejny wyjazd, prawdopodobnie planując wyjechać na stałe! [przypomnę, że czasy były jakieś inne i na paszport czekało się kilka miesięcy, a po powrocie należało ów bezcenny dokument oddać odpowiednim organom państwowym]. W takiej sytuacji, gdyby ów mąż powiedział spokojnie - Wiesz, seks to nie jest dobry pomysł, ty chcesz wyjechać, ja swojego świata nie mam zamiaru zmieniać i nie koniecznie potrzebne nam są dodatkowe kłopoty". Po około roku, gdy owa hipotetyczna żona EWIDENTNIE planuje kolejny wypad na zachód, co nie jest akceptowane ani aprobowane przez hipotetycznego męża. Brzmi nieco inaczej? Napisałam wyraźnie, że rozumiem po powrocie, szał wzbudzonej na nowo miłości i namiętności. OK. Ale po roku? Plus w momencie kiedy wraży Pyziak MUSIAŁ już rozpocząć starania o paszport? Inna kwestia, że jak zostało tu wyliczone w innym wątku, z datami całej tej historii nic się kupy nie trzyma, bo w którymś momencie okazało się, że Janusz płodził Laurę siedząc w niemieckim pierdlu na Antypodach... :)
                      --
                      Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                      • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 14:09
                        Nie aprobował, został z dzieckiem u rodziny. Ale żona wraca. Są dwa rozwiązania - mówimy mężowi "adieu" i tyle, albo próbujemy ratować małżeństwo. Nie da się go uratować, jesli seks ma być zapłatą za dobre zachowanie.
                        Przy czym można oczywiście nie spać z współmałżonkiem w momencie, gdy decyduje się on na kolejny wyjazd, uznając, zę małżeństwo wis na włosku, albo jest skończone. Ale nie od razu, na wszelki wypadek! O ile sobie przypominam, Janusz wyjechał bardzo szybko, gdy Gaba była w ciąży. Na pewno nie zachodziła w ciąże ze świadomością, że maż wyjedzie znowu. Zaszła w nią wcześniej, gdy nie było mowy o wyjeździe, gdy rodzina znowu była razem. Z różnicy wieku miedzy dziewczynkami wynika, ze Laura została spłodzona natychmiast po przyjeżdzie Janusza. Pyza w momencie jego przyjazdu miała około roku, a różnica wieku wynosi dwa lata.

                        --
                        zpopk.pl
                        • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 14:23
                          Jakie od razu?! Przecież napisałam, że początkowo - rozumiem. Gaba wierzyła, a właściwie mogła wierzyć, że wszystko się jakoś ułoży. tymczasem... Laura urodziła się [o ile pamiętam] 10 grudnia 1984 roku? Czyli poczęta musiała być w marcu tegoż? A Janusz wyjechał na dobre późną wiosną. Późna wiosna, to może być kwiecień, no, na upartego maj. Zacząć "załatwianie" i przygotowania do wyjazdu "na zawsze" musiał wcześniej - na sam paszport musiał w tamtym czasie poczekać jakieś trzy - cztery miesiące, a i to bez gwarancji otrzymania. Czyli w momencie, kiedy płodzili Laurę - już szykował się do wyjazdu. I nie bardzo mi się chce wierzyć, że Gaba "nie wiedziała" - Janusz musiał przecież likwidować swoje sprawy, pożegnać się z Almą chociażby itd. Czyli mimo, że WIEDZIAŁA, o jego odmiennych planach na życie, o jego zamiarze porzucenia ustrojowej ojczyzny - i tak poszła z nim do łóżka. A to już całkiem inna historia, niż "płacenie" seksem za posłuszeństwo. Różyczka zaś to rocznik 1981 [nie jestem pewna, ale wydaje mi si ę, że początek tego roku]. Tyle, że w tej historii nic się kupy nie trzyma jeśli popatrzeć na daty...
                          --
                          Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                            • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 14:51
                              A widzisz, to zależy. Np. mój chrzestny, mając "zaklepaną" pracę na kontrakt, nie mając żadnych zatargów z władzą - na paszport czekał blisko cztery miesiące i mało brakowało, a cała praca przeszłaby mu koło nosa. A Janusz? Nie tak znów dawno był na tym zgniłym zachodzie, w Polsce pracy nie szukał, "obijał się", jego teść [z którym mieszkał] siedział za kolportaż "bibuły... Tak od ręki raczej nie miałby co liczyć.
                              --
                              Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                              • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 14:56
                                Bo to była loteria. W dodatku, jeśli występowało sie o paszport w miesiącach okołowakacyjnych, to czekało się dłużej. Dłużej też mogli czekać ci, co jechali oficjalnie do pracy, a nie na wakacje. Ale tak przeciętnie, jak to nie był pierwszy raz, paszport już był, nigdy nie przekroczyłeś terminu powrotu, nie figurowałeś w kartotece jako opozycja, nie zgubiłeś nigdy paszportu, miałeś promesę wizy - to miesiąc do sześciu tygodni było w sam raz.
                                Jesli Janusz siedział za kolportaż, to nie miał szans być poprzednio w Australii.
                                --
                                zpopk.pl
                                • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 15:51
                                  Nie Janusz siedział, tylko Ignacy - w czasie kiedy Janusz bawił pierwszy raz - jego teścia wsadzili czy internowali. Plus sam Janusz, czort wie na jakiej podstawie wyjechał za pierwszym razem, ale wnioskując po "porzuceniu" Gaby - typowałabym, że termin jego spodziewanego powrotu upłynął, sam zresztą z Niemiec wybył do Australii - czyli raczej by tak ot, bo chce, paszportu nie dostał...
                                  --
                                  Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                                  • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 19:50
                                    Ja mam wrażenie, ze niespójność tu aż trzeszczy. W którymż to roku miałby wyjechać za ocean Pyziak? I za co? Bo bilety do Australii tanie nie są, nikt tam na dwa tygodnie nie jechał.
                                    Wizy udzielano na konkretny czas. Zazwyczaj trzeba było wykazać sie albo odpowiednim majątkiem(że sie wróci), albo biletem powrotnym (żeby nie było tak, ze delikwenta bez pieniędzy trzeba będzie deportować na koszt własny). Trzeba było też podać mniej-więcej czas, na który się wyjeżdżało, nie można było wrócić później, bo następnym razem paszportu by się nie zobaczyło. Czyli albo Janusz nie wrócił w umówionym terminie, albo wyjechał nic nikomu nie mówiąc.
                                    --
                                    zpopk.pl
                                    • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 21:44
                                      W wyobraźni autorki mieści się wszystko, a więc i to, że Janusz bez pieniędzy, z zasmarowaną kartoteką [przez samowolne przedłużenie pierwszego pobytu], z internowanym teściem równocześnie płodzi Laurę, siedzi w niemieckim pudle za kradzieże samochodów i bawi się w Australii... :D
                                      Wg wcześniejszych wyliczeń, o ile dobrze pamiętam wypadło, że definitywnie Janusz wyjechał późną wiosną '84. Jego powrót poprzedził sławetny telegram o pierogach datowany na 16 marca 1983 [wg OwR], kiedy indziej powrócił na krótko w '84 [w Imieninach], w TiR telegram się "przedatował na 13 marca. W TiR stoi też, że w '83 Niemcy go "zapudełkowali" na 6 lat. Czyli nie ma bata, coś tu się nie klei. A właściwie nic tu się nie klei. Ale nawet biorąc pod uwagę, że p. Wiśniak z TiR mógł coś pokręcić, z "zapudełkowaniem" to z tejże lektury wynika, iż w Polsce i w ramionach Gaby Janusz spędził ponad rok.
                                      --
                                      Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                        • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 20:57
                          > Nie da się
                          > go uratować, jesli seks ma być zapłatą za dobre zachowanie.

                          Ale jaką, u licha, zapłatą za dobre zachowanie? Powstrzymywanie się od seksu w dni płodne (bo załóżmy, że antykoncepcji Gaba - katoliczka nie aprobowała) to nie jest, na miłość, szafowanie seksem w nagrodę! To jest elementarna rozwaga.

                          Czyli albo Gaba i Janusz z rozmysłem uprawiali ten seks wiedząc, że być może skończy się to kolejnym dzieckiem, albo jednak nie, uważali, i była to wpadka. No nie ma trzeciej możliwości.

                          Chyba tylko taka, że Gabuchna liczyła, że Janusz nie wyjedzie, jeśli ona zajdzie "przypadkiem" w ciążę... Ale to już naprawdę zbyt brzydkie.


                          --
                          Uciekła mi sygnaturka w proso...
                          • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 12.08.13, 21:41
                            Nie mówimy o antykoncepcji, tylko o seksie. Ja jednak sądzę, zę dziecko było zaplanowane i na Zeusa, nie widzę tu nierozwagi. W momencie planowania wszystko było OK, tylko koncepcja autorki zmieniła Pyziakowi diametralnie charakter. Winy Pyziaka w tym nie ma.
                            Nie mówiąc juz o takim drobiazgu, że niżej podpisana nigdy w życiu nie zaniedbała antykoncepcji, a dziecię ma w wyniku błędu lekarskiego:)
                            --
                            zpopk.pl
                            • kopiec_esmeralda Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 13.08.13, 05:56
                              > koncepcja autorki zmieniła Pyziakowi diametralnie charakter. Winy
                              > Pyziaka w tym nie ma.

                              Sęk w tym, że przy "konstrukcji" przez MM Pyziaka ( i innych postaci), wszystko się wali, nie ma spójności. Niedawno była o tym mowa z okazji Ignaca z pierogami.
                              Mamy trzy możliwości:
                              1. Rozpatrywać postać jako całość z wszystkimi niekonsekwencjami i babolami autorskimi, zakładać, że tak było "w rzeczywistości" (fikcyjnej, ale mówimy o świecie przedstawionym) i domniemywać, jak to możliwe i tworzyć rozmaite koncepcje.
                              2. Rozpatrywać postać cząstkowo, etapami, tak, jak mamy ją opisaną: Pyziak młody (romantyczny i kochający), Pyziak starszy (uciekinier, a potem pijak i złodziej), Pyziak w ostatnim tomie (cnuk). To są całkiem różne osobowościowo postaci, to właściwie kilku niezależnych facetów.
                              3. Przyjąć z dobrą wolą i na wiarę, że te wszystkie wyjaśnienia i opisy narratora mają sens, że to ten sam człowiek i nie dociekać niczego - ale to byłoby bez sensu właśnie.

                              Sprawa tzw. poczęcia Laury inaczej wygląda w zależności od przyjętego pktu patrzenia napostać literacką Pyziaka, czyli każda z Was może mieć rację.
                              Jedno jest bezdyskusyjne: Gaba zachowywała się beznadziejnie przez kolejne lata "winiąc" Laurę za pyziaczość.
                              • zmija_w_niebieskim Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 16.08.13, 20:18
                                kopiec_esmeralda napisał(a):
                                > Sęk w tym, że przy "konstrukcji" przez MM Pyziaka ( i innych postaci), wszys
                                > tko się wali, nie ma spójności.

                                I tak już prędzej uwierzę w transformację Pyziaka niż w to, że z zawadiackiej, śmiałaj Geniusi zrobiła się bezbarwna, zalękniona lebioda, której przy byle okazji chce się płakać...chyba że to małżeństwo z Koziem tak ją uskrzydliło...
                                --
                                ----------------------
                                "I nie dłubać mi w nosie w godzinach pracy!!!!"
                                • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 16.08.13, 20:44
                                  zmija_w_niebieskim napisała:

                                  > I tak już prędzej uwierzę w transformację Pyziaka niż w to, że z zawadiackiej,
                                  > śmiałaj Geniusi zrobiła się bezbarwna, zalękniona lebioda, której przy byle oka
                                  > zji chce się płakać...chyba że to małżeństwo z Koziem tak ją uskrzydliło...

                                  W mydlicjadzie same lebiody sfiraniałe się zrobiły (tyle, że niektóre, dla niepoznaki, opatrzono etykietką "dzielna"), a jak która nie lebioda, to zła, albo przynajmniej opisana z przekąsem i przetłuszczona (Magdusia), albo dzieci ma głupie (Pulpa), albo spotyka tró lowera i on jej lobotomię złotą nicią robi (Lałura, dawniej Tygrys).
                                  --
                                  Wiedźma
                                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                • kopiec_esmeralda Aurelia 17.08.13, 07:05
                                  Przeglądam teraz "Dziecko piątku", Aurelia już tam szybko fiarnieje, a proces jest pewnie postępujący. Zdaje mi się, że to ma być uzasadnione traumą po śmierci matki, ale nie jest wiarygodne.
                                  Zadziwia mnie ten jej związek z bufonkiem Koziem, całkiem nieprawdopodobny - na jakiej zasadzie A. on się miał spodobać na tyle, by później za niego wyjść? Mam wrażenie, że ałtorka chciała jak najszybciej zakończyć wątek Aurelii i jakoś powiązać z innym bohaterem, więc ją pchnęła do Kozia. I potem żyli długo i szczęśliwie, choć dawna śmiała i otwarta Geniusia staje coraz bardziej zamierająca i coraz ciszej szemrząca.
                                  I dlaczego tam prawie wszystkie dawne bohaterki są nauczycielkami?
                                  • morekac Re: Aurelia 17.08.13, 08:24
                                    Bo guwernantka to jedyny właściwy zawód dla panienki z dobrego domu...
                                    Zauważyliście, że nikt po prostu nie pracuje w biurze?
                                    --
                                    -------------------------------------------------------------
                                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                    • piotr7777 Re: Aurelia 17.08.13, 09:39
                                      morekac napisała:

                                      > Bo guwernantka to jedyny właściwy zawód dla panienki z dobrego domu...

                                      Niekoniecznie - po prostu jest to dobry sposób, by te postaci pojawiały się na kartach kolejnych powieści. W końcu skoro formalnie głównymi bohaterkami są dziewczyny w wieku szkolnym.
                                      • morekac Re: Aurelia 17.08.13, 09:48
                                        oj tam, przecież to znajome św.Gabryjeli z Jeżyc, mogłyby wpaść na obiadek...
                                        --
                                        -------------------------------------------------------------
                                        "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                      • nessie-jp Re: Aurelia 17.08.13, 17:30
                                        > Niekoniecznie - po prostu jest to dobry sposób, by te postaci pojawiały się na
                                        > kartach kolejnych powieści. W końcu skoro formalnie głównymi bohaterkami są dzi
                                        > ewczyny w wieku szkolnym.

                                        Ale gdyby autorka miała jakiś kontakt z rzeczywistością współczesnej młodzieży (bo już nawet nie nastolatków, ale powiedzmy -- dwudziestokilkulatków, które ostatnio robią za "dziewczęta w wieku szkolnym) to by się okazało, że dałoby się upchnąć fascynującą i niezwykłą Gieniusię NIE w roli nauczycielki.

                                        Tylko na przykład artystki prowadzącej wegańską knajpkę dla miłośników RPG. Albo fotografkę w typie ciotki Lili, prowadzącą niesamowitego bloga i robiącą profesjonalne sesje okolicznym szafiarkom. Albo hipsterską projektantkę odzieży z własnym sklepem internetowym.

                                        Od razu zastrzegam, że ja stara baba jestem i się nie znam, może obecnie to co powyżej jest dla młodzieży równie zmurszałe i wapniacze, jak szemrzące polonistki dla mnie. Ale przynajmniej byłoby jakieś urozmaicenie...


                                        --
                                        Uciekła mi sygnaturka w proso...
                                        • j_a_ch Re: Aurelia 17.08.13, 20:06
                                          > Tylko na przykład artystki prowadzącej wegańską knajpkę dla miłośników RPG. Alb
                                          > o fotografkę w typie ciotki Lili, prowadzącą niesamowitego bloga i robiącą prof
                                          > esjonalne sesje okolicznym szafiarkom. Albo hipsterską projektantkę odzieży z w
                                          > łasnym sklepem internetowym.

                                          Ooo, aż się prosi. Może ktoś odczaruje nam Geniusię w jakim fanfiku? Albo do BaŁusi coś takiego wpleść :) Byłoby bosko.
                                          No jak można było zrobić z niej polonistkę, toż to woła o pomstę do nieba. Każdego, ale nie ją.
                                        • kkokos Re: Aurelia 18.08.13, 17:40
                                          na przykład artystki prowadzącej wegańską knajpkę dla miłośników RPG. Alb
                                          > o fotografkę w typie ciotki Lili, prowadzącą niesamowitego bloga i robiącą prof
                                          > esjonalne sesje okolicznym szafiarkom. Albo hipsterską projektantkę odzieży z w
                                          > łasnym sklepem internetowym

                                          dusza moja się z tym zgadza, ale rozum przypomina, że dla pani MM research ogranicza się do prognozy pogody, więc w wegańskiej knajpce dla fanów RPG lub w szafiarskim sklepie internetowym mielibyśm kolejne konie w porzeczkach w towarzystwie martwych pszczół.
                                          więc może niech już lepiej ta geniusia będzie sobie nauczycielką?
                                          • mamamila74 Re: Aurelia 19.08.13, 14:29
                                            Hmm... Nauczycielka...
                                            Nie wiem, czy naprawde pasuje, ale jesli juz, to dlaczego polonistka ?!!
                                            O ile dobrze pamietam, ani Aurelia w DP, ani tym bardziej Geniusia w OwR nie przejawiala ZADNYCH w tym kierunku tendencji ! Ja wiem, ze byly to czasy, zanim zaczal grasowac Grammarnazi, dzieci byly po prostu dziecmi, a nastolatki (poza nielicznymi wyjatkami - np. Aniela = teatr) szukaly raczej dopiero swojej drogi, ale Aurelia, do jasnej deutery, nie przejawiala w kierunku polonistyki zadnych zainteresowan!
                                            Jesli dobrze pamietam (czytalam DP bardzo dawno temu), miala sie raczej ku plastyce.
                                            Te ulubione obrazy, te zachwyty nad gra swiatla w krysztale z pierscionka.... i w teatrzyku Kozia najbardziej (i jako pierwsze) podobaly jej sie kukielki. Zachwycala sie nimi.
                                            Czy nie bardziej pasowala by wobec tego nauczycielka plastyki ?
                                            I to nie taka co odwala tylko godziny, zmuszajac dzieci do pacykowania plakatowka na papierze, czy szkicowania weglem, ale osoba z pasja, ktora pokazuje mlodziezy, ze Sztuka to duzo wiecej ? Won z jeleniami na rykowisku ?
                                            Ze mozna wyrazic siebie lub swoj stosunek do rzeczywistosci w roznoraki sposob ?
                                            I ktora z zaangazowaniem i pasja pokazuje uczniom, ze wszystko moze byc Sztuka, jesli porusza w jakims sensie swoich odbiorcow ?
                                            Przeciez MM studiowala na ASP. Jakies rozeznanie musiala tam zdobyc, znala NA PEWNO wielu tworcow... Powinna znac sie choc troche na Sztuce... Dlaczego tego nie wykorzystala?
                                            Aurelia jako polonistka razi. Nie pasuje.
                                            Aurelia jako plastyczka z pedagogicznym zacieciem... To juz (moim zdaniem), o wiele bardziej realne.
                                            Jak myslicie?


                                            Witam po dlugiej przerwie, juz raz tu wychynelam zza krzaczka, zostalam bardzo milo przywitana (te jelitka!),pozniej niestety wtracilo sie samo zycie... Powrot spowodowala McDusia, ktora przeczytalam 5 tyg. temu i poczulam nieodparta chec poczytania, co na jej temat mowia inni. A poniewaz znalam juz to forum ( nie popadajace w balwochwalcze kwiki przy kazdym barachle produkowanym przez MM), wiec byliscie moim pierwszym adresem...
                                            Na temat McD nie pisze narazie nic, czekam az emocje opadna i bede w stanie napisac cos sensownwgo, a przede wszystkim wywazonego.
                                            Choc to watpliwe jest. Po Sprezynie, ktora lepsza byla od CP (w miom odczuciu), nabralam nadziei, ze MM wraca na dawny tor, ze cos sie zmienia na lepsze...
                                            MD byla jak uderzenie w twarz. Szok. Co za gniot niemozliwy...

                                            Przepraszam za brak polskich liter, ale zapomnialam jak to sie u mnie wlacza..

                                            Pozdrawiam wszystkich serdecznie !



                                            • emae Re: Aurelia 19.08.13, 14:54
                                              Witaj ponownie :) Bardzo ładnie i mądrze to napisałaś. Mnie też zadziwia, że MM jakby nie dostrzegała predyspozycji, którymi sama obdarzyła Aurelię.

                                              Co do McGniota, jak pewnie zauważyłaś, mamy w większości podobne odczucia. Strasznie przykra i niewiarygodnie kiepska książka :(
                                            • dakota77 Re: Aurelia 19.08.13, 15:25
                                              W pelni sie z toba zgadzam, zaanagazowana nauczycielka plastyki mialaby sens :)

                                              Ochlon i podziel sie z nami koniecznie przemysleniami na temat McD, przynajmniej to z siebie wyrzucisz ;-) Mialam bardzo podobne do ciebie odczucia, Sprezyna mi sie podobala i wzbudzila we mnie nadzieje, ze moze cos w ksiazkach MM sie zmieni, ze jest nadzieja na powrot do tego, co lubilysmy w starszych ksiazkach... McDusia byla strasznym szokiem.

                                              --
                                              "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
                                              • kopiec_esmeralda Re: Aurelia 21.08.13, 08:26
                                                Geniusia mogłaby być konserwatorką zabytków, właścicielką galerii sztuki, projektantką...
                                                A drugim absolutnie nietrafionym nauczycielem jest Dambo. Widzę go jako archeologa, etnografa, może podróżnika i autora świetnych zdjęć lub reportaży. Ale do tego trzeba by znać realia tych zawodów, lecz nasza autorka widać najlepiej zna szkołę.
                                                Ale nie, został nauczycielem i dyrektorem szkoły, jak Hajduk, którego też mi szkoda, kiszącego się urzędnika w szkole, bo miał potencjał.
                                                • vi_san Re: Aurelia 12.09.13, 16:08
                                                  A mnie jako nauczyciel razi Jurek Hajduk. Ten "gburowaty" introwertyk, umysł ścisły - nauczycielem w liceum? No nieeee.... A mógłby być, nie wiem, inżynierem w jakimś przemyśle technologiach i czym tam jeszcze, no, na upartego wykładowcą akademicki - na fizyce. Ale nie w liceum!
                                                  --
                                                  Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
                                                  • dakota77 Re: Aurelia 12.09.13, 17:06
                                                    W pelni sie zgadzam. Ale MM ma bardzo krotka liste zawodow, ktore moga wykonywac jej postacie, wyobrazni jej po prostu brakuje :P

                                                    --
                                                    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
                                            • bupu Re: Aurelia 19.08.13, 16:42
                                              mamamila74 napisała:

                                              > Aurelia jako polonistka razi. Nie pasuje.
                                              > Aurelia jako plastyczka z pedagogicznym zacieciem... To juz (moim zdaniem), o w
                                              > iele bardziej realne.
                                              > Jak myslicie?

                                              Witaj ponownie, chętnie obdarzymy cię drugą porcją jelitek.
                                              Mnie się wydaje, że Aurelia nie pasuje w ogóle na nauczycielkę czegokolwiek. Z bardzo prostej przyczyny: nie wyobrażam sobie, żeby ta twórcza, niezależna dziewczyna chciała się użerać z tym całym biurokratycznym kieratem (bo teraz każda czynność nauczyciela musi być opisana , wpisana do formularza i Bóg wi co jeszcze), dyrektorkami jadącymi na rutynie i dbającymi tylko, żeby kwity się zgadzały i kuratorium się nie czepiało, oraz rodzicami uczniów, którzy zawsze wszystko wiedzą lepiej.

                                              Mogę sobie Aurelię wyobrazić jako odobę prowadzącą jakieś pozaszkolne zajęcia plastyczne, takie bardziej swobodne, nad którymi duch biurokratycznych, prawdaż, Pierogów nie wisi, coś jak kółko plastyczne Mamy Żakowej. Ale Aurelia, zakiszona w szkole? Tego sobie nie wyobrażam.
                                              --
                                              Wiedźma
                                              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                            • vi_san Re: Aurelia 12.09.13, 16:06
                                              Kwiczeć kwiczymy, jeno rzadko bałwochwalczo...
                                              --
                                              Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
                                      • klawiatura_zablokowana Re: Aurelia 21.08.13, 21:37
                                        Przecież mogłaby się przewijać przy okazji innych czynności - nie samą szkołą człowiek żyje. A byłaby jakaś odmiana spotkania starych znajomych np. na wernisażu albo w muzeum. Ktoś mógłby przewijać się w tle wydarzeń jako dziennikarz, urzędnik, taksówkarz... tak, jak Aniela przewija się w tle wielu tomów, nawet gdy nie na żywo, to jako głos w radio np.

                                        --
                                        "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
                                        Z życia małżeństwa mieszanego
                                    • kajaanna Re: Aurelia 18.08.13, 15:14
                                      > Bo guwernantka to jedyny właściwy zawód dla panienki z dobrego domu...

                                      Ciągnie się to w polskiej literaturze czarną smugą od czasów powieści tendencyjnych (nie, to nie obelga, po 1864 zaistniała potrzeba "tendencji", czyli rżnięcia żyletką w ukazywaniu co dobre, a co złe), i dlatego w ówczesnych powieściach i nowelach pełno nierozumianych, wiotkich guwernantek, które niosą Kaganek, dopóki ich jakiś facet nie dojrzy.
                                      Jeśli nie, to mrą spektakularnie.
                                        • vi_san Re: Aurelia 18.08.13, 21:29
                                          Ale zdaje się jeszcze żadnemu z panów u MM "zmysły nie wypełzały na usta"? Chociaż właściwie niby komu by miały wypełzać? Zmywarko - pralce Grzesiowi? Złotoniciowemu i upoetycznionemu ziewadłu Aaaaaaddaaaamowi?
                                          --
                                          Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                                          • bupu Re: Aurelia 18.08.13, 21:59
                                            vi_san napisała:

                                            > Ale zdaje się jeszcze żadnemu z panów u MM "zmysły nie wypełzały na usta"? Choc
                                            > iaż właściwie niby komu by miały wypełzać? Zmywarko - pralce Grzesiowi? Złotoni
                                            > ciowemu i upoetycznionemu ziewadłu Aaaaaaddaaaamowi?

                                            Mareczkowi, księciu Walium. Przez sen.
                                            --
                                            Wiedźma
                                            To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                            • vi_san Re: Aurelia 18.08.13, 22:15
                                              A on ma jakieś zmysły? Zmysłowe sonety Ignasia? Zmysłowe walenie mopem przez Józinka? Zmysłowe wąsy Floriana?
                                              --
                                              Mężczyzn można analizować - kobiety tylko podziwiać.
                                              • bupu Re: Aurelia 18.08.13, 23:00
                                                vi_san napisała:

                                                > A on ma jakieś zmysły? Zmysłowe sonety Ignasia? Zmysłowe walenie mopem przez Jó
                                                > zinka? Zmysłowe wąsy Floriana?

                                                Zmysłowe zmywanie zapomnianego Zmywarkogrzesia.
                                                --
                                                Wiedźma
                                                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                            • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 13.08.13, 18:11
                              Ja jednak sądzę, zę dziecko było za
                              > planowane i na Zeusa, nie widzę tu nierozwagi. W momencie planowania wszystko b
                              > yło OK, tylko koncepcja autorki zmieniła Pyziakowi diametralnie charakter. Winy
                              > Pyziaka w tym nie ma.

                              No przecież o tym właśnie mówię. Autorka doprowadziła do absurdu, malując Gabunię jako kompletną kretynkę, która przez 6 lat z Pyziakiem się nie zorientowała, jaki to łajdak, złodziej i CKNUK.

                              Oczywiście, że koncepcja początkowa miała być zupełnie inna i gdyby na tym się skończyło -- ich drogi życiowe się rozeszły, bolesny, cholernie przykry temat, wina zdecydowanie w większej części po stronie Janusza (porzucenie dzieci) -- to nie byłoby całej tej dyskusji.

                              Temu Januszowi, którego autorka pisała w OwR, Gaba jeszcze miała prawo ufać. Temu, którego MM spotworniła w Neojeżycjadzie, zaufałaby tylko Justyna "czyli nieszczęścia cnoty".


                              --
                              Uciekła mi sygnaturka w proso...
                                • sushi1444 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 13.08.13, 22:00
                                  No i jeszcze jedna kwestia o której zapomniałam napisać. W "Imieninach" bodajże, jest taka scena, kiedy to Laura ni z gruszki ni z pietruszki zaczyna temat o Pyziaku. Gabriela oczywiście wpada w megastres, robi się nerwowa, nie wie z początku co odpowiedzieć, i od nowa: łzy, trauma. Hm. Chyba mogła przewidzieć, że jedna z córek prędzej czy później zainteresuje się swoim drugim rodzicielem? Czy łudziła się, że obydwie dziewczynki będą do końca życia trwały w stanie błogiej nieświadomości i nigdy, przenigdy nie padnie z ich ust pytanie na temat ojca?
                                  A w pytaniu Laury nie było praktycznie nic szokującego. Córka chce się w końcu dowiedzieć czegoś o Pyziaku, chce przełamać barierę milczenia i to jest właśnie to, co powoduje w Gabrieli takie załamanie.
                                  • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 13.08.13, 23:04
                                    sushi1444 napisała:

                                    > No i jeszcze jedna kwestia o której zapomniałam napisać. W "Imieninach" bodajże
                                    > , jest taka scena, kiedy to Laura ni z gruszki ni z pietruszki zaczyna temat o
                                    > Pyziaku. Gabriela oczywiście wpada w megastres, robi się nerwowa, nie wie z poc
                                    > zątku co odpowiedzieć, i od nowa: łzy, trauma. Hm. Chyba mogła przewidzieć, że
                                    > jedna z córek prędzej czy później zainteresuje się swoim drugim rodzicielem? C
                                    > zy łudziła się, że obydwie dziewczynki będą do końca życia trwały w stanie błog
                                    > iej nieświadomości i nigdy, przenigdy nie padnie z ich ust pytanie na temat ojc
                                    > a?
                                    > A w pytaniu Laury nie było praktycznie nic szokującego. Córka chce się w końcu
                                    > dowiedzieć czegoś o Pyziaku, chce przełamać barierę milczenia i to jest właśnie
                                    > to, co powoduje w Gabrieli takie załamanie.

                                    Współczuję Grzegorzowi Raz po raz biedny chłopina jest uświadamiany, że jest nikim, Panem Celofanem, który może się starać przez lata, a i tak zawsze będzie przesłonięty przez widmo Pyziaka.
                                    --
                                    Wiedźma
                                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                    • klawiatura_zablokowana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 18.08.13, 19:33
                                      A ty masz rację. Większość facetów na miejscu Grzesia by w kocu trzasnęło drzwiami, widząc łzy i rozdygotanie na sam dźwięk imienia eksia.
                                      A do fantastycznej konstrukcji roli Gaby w wydarzeniach lat 80. dodam to ohydne dla mnie automatyczne domniemanie winy - skoro nie pisze, to na pewno porzucił. Nie mógł zachorować, nie mógł nie mieć możliwości wysłania listu, nie mógł zginąć po drodze. Nie. Ukochanego męża z marszu podejrzewa się o najgorsze.

                                      I dlatego mam teoryjkę o znacznym wpływie Babi - wszak to ona była od początku do Janusza uprzedzona, więc nic dziwnego, że mogła Gabie sączyć do ucha czarny pijar: skoro już od 3 dni nie pisze to znaczy, że już baluje z inną, mówiłam ci dziecko, że tak będzie, jemu się tak zawsze z oczu patrzyło...

                                      --
                                      "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
                                      Z życia małżeństwa mieszanego
                                      • meduza7 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 18.08.13, 23:04
                                        skoro nie pisze, to na pewno porzucił
                                        > . Nie mógł zachorować, nie mógł nie mieć możliwości wysłania listu, nie mógł zg
                                        > inąć po drodze. Nie. Ukochanego męża z marszu podejrzewa się o najgorsze.


                                        Cóż, to może być reakcja osoby o niskim poczuciu własnej wartości, która czuje się jednak raczej kwiatem kalafiora niż jabłoni i tak do końca wciąż nie wie, co właściwie ten atrakcyjny facet, będący aktualnie jej mężem, w niej widział. Tak mi przyszło do głowy, że ta kapralskość i dzielność nastoletniej Gaby, jej zamaszystość i pohukiwanie na wszystkich, to właśnie sposób na radzenie sobie z poczuciem własnej nieatrakcyjności.
                                        • kopiec_esmeralda Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 19.08.13, 06:08
                                          Masz rację. I taki styl życia jej się utrwalił, a w wieku klimakterycznym doszła nadmierna płaczliwość.
                                          Poza tym to tabu Januszowe, nie wolno używać tego wstrętnego słowa na P. przypomina mi postawę samej MM w "Tym razem serio" - pisząc o odejściu ojca właściwie nic nie pisze, wypiera temat, tylko coś o czarnych latach i okropności, a tym o dzielności matki. Nie podważam, że tak u nich to wyglądało, być może przełożyło się na schemat rozwiedzionych par w ogóle, a przynajmniej tej jednej.
                                          • klawiatura_zablokowana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 19.08.13, 20:21
                                            > Poza tym to tabu Januszowe, nie wolno używać tego wstrętnego słowa na P.

                                            Oczywiście, że nie wolno, bo jeszcze by się Gabinie przypomniało, że nie była całkiem bez winy w tym rozpadzie stadła. Rodzina zgodnie trzyma się jej wersji wydarzeń (lub Babinych - na jedno wychodzi), a ktokolwiek wyskakujący z głupimi pytaniami w stylu "mamo, a gdzie jest tata", "a czemu on wtedy wyjechał" powodują histerię i popłoch, bo trzeba na biegu odtwarzać obowiązującą wersję i do tego się nie zająknąć. Ciężka presja.

                                            Bo wicie rozumicie, dźwięk imienia osoby, która nas skrzywdziła nie powoduje takiego wyparcia i niechęci jak dźwięk imienia osoby, którą to MY skrzywdziliśmy lub byliśmy wobec niej nie fair. O tym chce się jak najszybciej zapomnieć, zakopać, ukryć pod ziemią. Tego człowiek się wstydzi sromotnie i reaguje nerwowo na samo wspomnienie...

                                            --
                                            "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
                                            Z życia małżeństwa mieszanego
                                  • kkokos Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 14.08.13, 18:41
                                    Chyba mogła przewidzieć, że
                                    > jedna z córek prędzej czy później zainteresuje się swoim drugim rodzicielem? C
                                    > zy łudziła się, że obydwie dziewczynki będą do końca życia trwały w stanie błog
                                    > iej nieświadomości i nigdy, przenigdy nie padnie z ich ust pytanie na temat ojc
                                    > a?

                                    mogła, ale nie chciała.
                                    bo obowiązkiem laury jako dobrej córki było oszczędzać matce zmartwień, a nie ich dodawać. skoro laura wiedziała, że każde pytanie wywoła fontannę łez i drżącą bródkę, powinna siedzieć cicho. dobre dziecko by siedziało.
                          • zmija_w_niebieskim Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 16.08.13, 20:11
                            nessie-jp napisała:

                            > Ale jaką, u licha, zapłatą za dobre zachowanie? Powstrzymywanie się od seksu w
                            > dni płodne (bo załóżmy, że antykoncepcji Gaba - katoliczka nie aprobowała) to
                            > nie jest, na miłość, szafowanie seksem w nagrodę! To jest elementarna rozwaga.
                            >
                            --
                            Jeżeli stosowała tzw. naturalne metody zapobiegania ciąży, to pojawienie się Laury nie powinno dziwić w najmniejszym stopniu...
                            ----------------------
                            "I nie dłubać mi w nosie w godzinach pracy!!!!"
    • zla.m Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 10.08.13, 22:01
      Naszych wypowiedzi o Pyziaczku jest mrowie a mrowie,

      np.
      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,141695960,141695960,Folksdojcz_Pyziak_w_kryminale.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,131040643,131058344,Re_dlaczego_watek_Pyziaka_nie_zostal_zamkniety_.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,144690299,144690299,_Mowili_o_nim_CKNUK_.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,126388624,142928797,Re_Dlaczego_wlasciwie_Pyziak_uciekl.html
      oraz creme de la creme forumowych historii alternatywnych
      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,130810063,130942415,Re_Kiedy_wlasciwie_Pyziak_klamal_.html
      Miłej lektury
      PS
      Chodzi mi po głowie, że gdzieś już takie zestawienie było, ale nie mogę znaleźć.
      --
      "bogaci ludzie mało czytają, ponieważ niestety stać ich na ciekawsze rozrywki" by Yasemin
    • klawiatura_zablokowana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.08.13, 01:42
      > Nawet biednej Laurze dostaje się za "stalowe, skośne oczy", oddziedziczone po z
      > deprawowanym J.P. Jej rażące podobieństwo do występnego rodziciela jest na każd
      > ym kroku komentowane przez niemalże wszystkich członków rodziny. Też przykre i
      > dość przygnębiające.

      Oj przykre, przygnębiające i tworzące przepaście między członkami rodziny, nieraz na lata.

      Tym bardziej z podziwu wyjść nie mogę, jak Laura nagle cudownie powróciła na łono rodziny w McD, chociaż nikt z nią nie rozmawiał, nikt nie próbował z nią naprawiać stosunków, nikt niczego nie prostował. Ma 25 lat i nagle jej to w ogóle nie rusza, nie boli? Że ma poczucie winy wobec Gaby to jeszcze jestem w stanie zrozumieć - emocjonalni szantażyści terroryzujący otoczenie swoim pokrzywdzeniem potrafią wywoływać poczucie winy niemal na zawołanie.

      Wydaje się, że na etapie dorastania poczucie winy wobec biednej porzuconej mamusi walczyło niej z buntem, chęcią bycia samodzielną jednostką, a nie tylko wiecznie życiowym błędem matki, pamiątką po związku ze złym stalowookim et consortes. Jest to zupełnie zrozumiałe - chciała być Laurą Pyziak, a nie "oczami swojego ojca". Potem magicznie ten cały bunt znika. Dlaczego? Bo odnalazła prawdziwą miłość? Świetnie, ale co to ma do jej relacji z rodziną matki? Przecież nawet sarenkowy szalet i kostiumikowy ślub nie przekreślają całej historii napięć między Laurą a Borejkami, nie prostują niczego. Oni nie zmieniają stosunku ani do niej, ani oceny Janusza tylko dlatego, że Laurka wychodzi akurat za mąż.

      Fajnie, że Laura zdobyła się na skruchę wobec Gabrieli, bo nie zawsze była wobec niej fair. Ale równolegle powinna pojawić się skrucha także po drugiej stronie barykady. Kiedy istnieje taki konflikt, przeprosiny jednej strony niczego nie zmieniają.

      Wiem, że to wszystko wiecie, ale tak mi się nasunęło, bo przypadkiem jestem w dosyć podobnej sytuacji. Co prawda w nieco dalszej relacji, gdyż uprzedzona jest do mnie babcia. Nieco odwrotnie niż u Laury - w dzieciństwie wszystko było OK, ale z wiekiem jej stosunek do mnie ochładzał się stopniowo, w miarę jak stawałam się coraz bardziej podobna do mamy, która była zawsze tym gorszym dzieckiem. Teraz wszystko, co powiem i zrobię, jest źle. I chociaż jestem jak na warunki Jeżycjadowe starą gropą, bo pod 30, życie osobiste dawno ułożone (sprzężony złotą nicią oraz złotym krążkiem samiec upolowany i na dodatek sam zmywa, nie trzeba go prosić, edukacje pokończone, zajęcie zarobkowe znalezione i niekoniecznie w budce z kurczakami etc.), no generalnie nie powinno mnie to ruszać - ale rusza. Wiadomo, że nie na co dzień. Ale kiedy jest mowa o babci, to czuję ukłucie żalu. I nawet zniżyłam się do tego, żeby ją przepraszać gorliwie za cokolwiek, co mogłam powiedzieć/zrobić wobec niej nie tak, chociaż logika mi podpowiada, że to idiotycznie straszne, no ale wiecie, więź emocjonalna, poczucie wdzięczności za opiekę w dzieciństwie itd. Już nie mówiąc o tym, że kompletnie nic to nie zmieniło. Wyobrażam sobie zatem całkiem dobrze, jak się czuła Laura z nagłym przypływem poczucia winy wobec Gabrieli. Natomiast nie ogarniam, jak według pani Musierowicz problem znika magicznie bez dobrej woli wyjaśnienia i odpuszczenia uraz z OBU stron. Wyprowadzka i ślub magicznie posyłają w niebyt wszystkie problemy? No sorry, ja też z babcią nie mieszkam (i nigdy nie mieszkałam), widujemy się naprawdę rzadko, a czasem jak pomyślę o tych zepsutych relacjach, to mi się płakać chce.

      Sorry, uzewnętrzniłam się.

      --
      "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
      Z życia małżeństwa mieszanego
      • bonika99 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 13.08.13, 23:16
        klawiaturko - współczuję zapapranych relacji z babcią. Pytanie 'kto winien' i odpowiedź 'kto powinien' brzmią - 'ona'. Mam podobne doświadczenia z własną matką. Pomaga czas i dystans. Nie chcą nas? To poczekamy, robiąc swoje.
        Też się 'wyzewnętrzniłam'.
    • asia-fb Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 13.08.13, 22:36
      skojarzyła mi się jeszcze jedna rzecz - być może już było, w takim razie nie bijcie tylko uznajmy że nie ma tematu.
      Otóż. Pyziak w KK wyznaje czule iż Gaba jest najbliższą mu osobą. Gabusia jak to Gabusia bierze tekst za kolejny tani podryw. Ale czy przypadkiem Janusz nie powiedział tu prawdy? mgliście kojarzy mi się, że Pyziak był raczej samotny, jakiś chorujący ojciec (?) przez którego Pyziaczek miał opóźnienia edukacyjne (? nic nie poplątałam?), siostra mieszkająca w Toruniu bo przecież pijaczek z TiR pamięta Almę jako młodą atrakcyjną dziewuszkę. Z tego wynika mi że Pyziak niekoniecznie łgał...
      • nessie-jp Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 14.08.13, 20:48
        > Otóż. Pyziak w KK wyznaje czule iż Gaba jest najbliższą mu osobą. Gabusia jak t
        > o Gabusia bierze tekst za kolejny tani podryw. Ale czy przypadkiem Janusz nie p
        > owiedział tu prawdy? mgliście kojarzy mi się, że Pyziak był raczej samotny, jak
        > iś chorujący ojciec (?) przez którego Pyziaczek miał opóźnienia edukacyjne (? n
        > ic nie poplątałam?), siostra mieszkająca w Toruniu bo przecież pijaczek z TiR p
        > amięta Almę jako młodą atrakcyjną dziewuszkę. Z tego wynika mi że Pyziak niekon
        > iecznie łgał...

        Jestem przekonana, że nie łgał. Janusz garnął się do Gabrieli, otwarcie mówił, że potrzebuje życzliwości i czułości (prosił, żeby go nazywała Jasiem). Gabriela na to wszystko reagowała z zębami i warkotem, prawdopodobnie niedowierzając, nie odważając się wierzyć. Ale to, że Gaba nie wierzyła, nie znaczy, że Pyziak kłamał.

        Za to właśnie, za te drobiazgi z KK, za to przywiązanie w Idzie Sierpniowej, nie jestem w stanie wybaczyć autorce tego kretyństwa z upadlaniem Pyziaka. Który się NIE zapowiadał źle.

        --
        Uciekła mi sygnaturka w proso...
        • klawiatura_zablokowana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 19.08.13, 20:38
          > Za to właśnie, za te drobiazgi z KK, za to przywiązanie w Idzie Sierpniowej, ni
          > e jestem w stanie wybaczyć autorce tego kretyństwa z upadlaniem Pyziaka. Który
          > się NIE zapowiadał źle.

          Ja przyznam, że z wczesnojeżycjadowych amantów lubiłam go najbardziej. Hajduk Cesi był gburowaty, Pawełek - wiadomo, Robrojek nie podpadał zbytnio pod amanta, tak samo uszasty Tolo. Ogorzałkowie byli sympatyczni, ale bez jakiegoś szczególnego czegoś (nigdy nie rozumiałam, co Gieniusia zobaczyła w Maćku - przeczytałam po latach - dalej nie kumam). Bernard, Kozio, dentysta i Dambo byli sympatyczni, ale też mało działający na wyobraźnię. O Sławku Lewandowskim szkoda mówić, bo był zupełnie poza kadrem. Z męskich facetów mogę wymienić poza Pyziakiem chyba tylko Baltonę, może jeszcze Nerwusa... o Neożycjadzie to w ogóle wypowiadać się szkoda.

          --
          "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
          Z życia małżeństwa mieszanego
        • asia-fb Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 20.08.13, 00:33
          ciekawe, skąd się to Gabie wzięło, bo taki brak zaufania do świata i brak wiary w samą siebie jest w jej przypadku mocno zastanawiający. Gdyby pod hasło "podejrzliwa niczym stara panna gdy jej prawią komplementy" podchodziła jakaś zahukana, mało przystojna istotka to jeszcze bym to zrozumiała. Ale Gabunia? o której Robcio bodaj mówi, że jest dziewczyną atrakcyjną, która jest mocno pyskata, która ma wsparcie kochającej rodzinki? bezsęsu.

          To znaczy sens jest, jak najbardziej, bo to się w logiczną całość układa z aktualną Gabrysią: zakompleksiona nastoletnia Gabunia postanawia zaufać temu podstępnemu Pyziakowi, zrezygnować z obronnych zasieków, odłożyć na bok swe kolczaste umocnienia i jeb, dostaje od życia w pysk, co rozpamiętuje przez kolejne trzydzieści (? trzydzieści, serio serio) lat.
          • emae Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 20.08.13, 07:28
            asia-fb napisała:

            > ciekawe, skąd się to Gabie wzięło, bo taki brak zaufania do świata i brak wiary
            > w samą siebie jest w jej przypadku mocno zastanawiający. Gdyby pod hasło "pode
            > jrzliwa niczym stara panna gdy jej prawią komplementy" podchodziła jakaś zahuka
            > na, mało przystojna istotka to jeszcze bym to zrozumiała. Ale Gabunia? o której
            > Robcio bodaj mówi, że jest dziewczyną atrakcyjną, która jest mocno pyskata, kt
            > óra ma wsparcie kochającej rodzinki? bezsęsu.

            Oj, atrakcyjne dziewczyny potrafią być bardzo zakompleksione. Te ze wsparciem kochającej rodzinki też - chociaż z tym wsparciem to jest zawsze bardziej skomplikowana sprawa, czasem wydawałoby się, że rodzina jest idealna, kochająca i pełna najlepszych chęci, a mimo to nastolatka nie dostaje wystarczającego wsparcia...
            Gaba jest wyjątkowo wysoką dziewczyną, wyróżniającą się wzrostem. Takie osoby często mają kompleksy. Przypuszczam, że ma też kiepskie włosy, za którymi nie przepada - chyba jako jedyna w rodzinie, pozostali włącznie z Ignacym mają ładne włosy. Gaba nie ma się w co ubrać, pewnie ciężko znaleźć cokolwiek na jej rozmiar. Jej sposób na radzenie sobie z tym wszystkim to właśnie kompletne nieprzejmowanie się wyglądem. Pamiętacie, zrobiło jej się na moment smutno, gdy Joanna powiedziała jej "wyróżniasz się z tłumu". Po czym schowała smutki, założyła kapelusz i paradowała radośnie po mieście.

            > To znaczy sens jest, jak najbardziej, bo to się w logiczną całość układa z aktu
            > alną Gabrysią: zakompleksiona nastoletnia Gabunia postanawia zaufać temu podstę
            > pnemu Pyziakowi, zrezygnować z obronnych zasieków, odłożyć na bok swe kolczaste
            > umocnienia i jeb, dostaje od życia w pysk, co rozpamiętuje przez kolejne trzyd
            > zieści (? trzydzieści, serio serio) lat.

            Niestety, niektóre osoby lubią rozpamiętywać swoje nieszczęścia. Nie wiem, czy to ma związek z kompleksami. Pewnie tak.
          • kopiec_esmeralda Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 20.08.13, 09:35
            Dla kochliwego Robcia zdaje się, ze każda była atrakcyjna.
            Gaba była wysoka i mocno zbudowana, bodajże w Owr jest opis jej dużych mocnych dłoni i solidnych nadgarstków, czyli była grubokoścista, przypuszczam, że o dość męskiej sylwetce, do tego dochodzi ta nieszczęsna wieczna koszula i peleryna, własnoręcznie obcięte włosy i kapralski styl bycia. Była dla wszystkich kumplem, kwiatem kalafiora, a nie róży ani jabłoni. Tak ja postrzegano, a Pyziak jeden jedyny zobaczył w niej kobietę. I za to była mu dozgonnie wdzięczna, dlatego ryczała za nim przez 30 lat.
            Co zobaczył Stryba? Nie mam pojęcia, ale Pyziak chyba więcej. I dlatego mamy, co mamy.
            Taki sens w tym widzę, jeśli w ogóle jakiś.
            • piotr7777 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 20.08.13, 19:45
              > Dla kochliwego Robcia zdaje się, ze każda była atrakcyjna.

              Poważny błąd.
              To nie Robert określa Gabrielę jako atrakcyjną tylko Paweł Nowacki. A w ustach takiego, hm, konesera dziewczęcej urody, ma to chyba swoje znaczenie.
              Dokładnie to jest tak:
              "O przepraszam - zabrał głos Pawełek Nowacki, wyplątując się z objęć Danki - Gabrysiiu, ty jesteś dziewczyna atrakcyjna. Jak się uśmiechniesz do kogoś na ulicy, to to nie jest sygnał dobra, tylko pewna odmiania flirtu."
              Dalej jest, że Danka przywołała go do porządku kuksańcem, po którym umilkł.
              Wcześniej Paweł robił do Gabrysi słodkie spojrzenia w czasie Sylwestra i zapraszał na keksa sam na sam. Czyli też mu się jakoś podobała.
              • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 20.08.13, 22:38
                piotr7777 napisał:

                > > Dla kochliwego Robcia zdaje się, ze każda była atrakcyjna.
                >
                > Poważny błąd.
                > To nie Robert określa Gabrielę jako atrakcyjną tylko Paweł Nowacki. A w ustach
                > takiego, hm, konesera dziewczęcej urody, ma to chyba swoje znaczenie.

                Konesera? Mam wrażenie, że Pawełek robił słodkie oczęta do wszystkiego, co było płci żeńskiej i miało puls. No, prawie wszystkiego.
                --
                Wiedźma
                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
            • klawiatura_zablokowana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 21.08.13, 21:48
              >Tak ja postrzegano, a Pyziak jede
              > n jedyny zobaczył w niej kobietę. I za to była mu dozgonnie wdzięczna, dlatego
              > ryczała za nim przez 30 lat.

              A ty masz rację, bardzo cenne spostrzeżenie w kontekście odwiecznej debaty "Pyziak vs Borejki"! Gaba może i sobie zracjonalizowała, że to był CKNUK, ale wciąż jej ten kwiat jabłoni się czkawką odzywa i spać po nocach nie daje.

              --
              "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
              Z życia małżeństwa mieszanego
    • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 15:50
      A ja jakoś nie umiem z siebie szczególnej sympatii do Pyziaka wykrzesać. Owszem, początkowo nic szczególnie nie wskazywało, żeby źle się zapowiadał i to w ogóle Autorka spaprała, bo nie dała żadnego dowodu na to, żeby młody Janusz był złem wcielonym. Tym niemniej istnieje sobie na świecie całkiem sporo popapranych Piotrusiów Panów, którzy potrafią być ogromnie sympatyczni, ale kompletnie nie nadają się na mężów i ojców i których postawa życiowa jest dla mnie obrzydliwa. I takim właśnie Piotrusiem widzę dorosłego Janusza. Nieodpowiedzialnym. Wyjazd nie wyjazd, więzienie nie więzienie, kontakt z własnymi dziećmi zrywają skończeni dranie. Z daleka wysyła się listy i paczki, z więzienia chociaż tylko listy. Dzwoni się (jak jest możliwość, we wczesnych latach 80. nie bardzo była, ale potem jakby się otworzyła). Odwiedza (i to nie raz, przejazdem, po kielichu, jak wiemy z Kalamburki). Alimenty płaci (czy Janusz płacił, pozostaje kwestią dyskusyjną, nic o tym nie ma w książkach). Pyziak przez całe lata kompletnie nie interesuje się i nie usiłuje nawiązać kontaktu z rodziną, a to naprawdę przekreśla go jako postać sympatyczną.
      Piszę o rodzinie, bo Janusz porzucił nie tylko Gabrielę z dzielną grzywką, ale też obie córki. I nie wykazał się żadną większą chęcią nawiązania z nimi cieplejszych kontaktów, nawet jak przyjechał już do Gaby po przebaczenie. Ich o przebaczenie jakoś nie prosił, a to je najbardziej skrzywdził (i moim zdaniem Gaba właśnie przez to płacze, bo czuje, że nie zastąpi dzieciom ojca, bo przerasta ją samotne macierzyństwo, bo Grześ nie jest przez dziewczynki traktowany jako "zastępczy ojciec"). Janusz nie jest zainteresowany ani Gabą, ani własnymi dziećmi, tylko sobą; wita Różę z niedowierzaniem "Pyzunia" ale jakoś nie pyta o jej życie, jakie studia, praca, plany; pojawia się jak kometa i znów znika, na zaproszenie na ślub Laury z Adamem nie odpowiada, nic dziwnego, że Laura czuje, że ma ją w d...
      Pewnie, błądzić jest rzeczą ludzką, ale Pyziak w tym błądzeniu pewną miarę jednak przebrał.
      • dakota77 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 16:17
        Ciekawe, w jaki sposob Grzes ( do tego wycofany oosbnik z charakteru) mialby byc traktowany jako zastepczy ojciec przez dziewczynki, skoro Gaba jako jego zona a ich matka nic wm tym kierunku nie robi?

        --
        "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
      • kooreczka Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 16:23
        i moim zdaniem Gaba właśnie przez to płacze, bo czuje, że nie zastąpi dzieciom ojca, bo przerasta ją samotne macierzyństwo, bo Grześ nie jest przez dziewczynki traktowany jako "zastępczy ojciec"

        Owszem, płacze, bo czuje, że zułe córki potrzebują kogoś innego niż dzielna mamusia.

        Od czasu porzucenia-przez-CKNUK-Gaba JEST SAMOTNĄ MATKĄ. Od czasów Noelki wzwyż kultywuje ten stan na własne życzenie. Nie robi nic, by włączyć wyalienowanego męża do rodziny- normalna matka zareagowałaby na "ty jesteś macoch", Gaba ma w odwłoku tą i inne akcje podkreślające, że Grześ jest ciałem obcym, samobieżnym dostarczycielem pieniędzy, komputerów i zmywarek, co własnemu synowi książki podaje ukradkiem, by dziadunio się nie dowiedział. A co na to Gaba? Nic, przecież musi opłakać swój nieszczęsny los.

        Ad Pyziakum- sądzę, że Janusz nie miałby ani ułamka mojej sympatii, gdyby MM pozwoliła mu odejść i porzucić rodzinę. Gdyby Gaba zamknęła ten rozdział i odnalazła się jako żona Grzesia,a Pyziak pozostał byłym mężem nie szukającym kontaktu z córkami- to by wystarczyło, potępiałabym go. I patrząc na KK i IS myślałabym o tym, że młodzieńcza miłość może wyparować mimo łatania dziur w ścianie i razem łapanych węgorzy.

        Ale im bardziej MM chce go mi obrzydzić, tym bardziej włącza mi się odruch obronny- nie starczy, że się nie sprawdził, musi być chamem na drodze, nie umieć kochać, nadużywać słowa JA i przynosić nietrafione prezenty, a rodzina, co legła do niego jak muchy do miodu musiała mieć złe przeczucia i ślub wziął krzywy. Gdyby nie Pyziakówny pewnie dowiedziałybyśmy się, że Gaba przeszła przez małżeństwo jak lilia. No tylko rogów i wideł mu brakuje.
        • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 18:02
          Gaba JEST samotną matką Róży i Laury i nie przestała nią być w chwili ślubu z Grzesiem. Grzegorz Stryba nie ma ani moralnego prawa, ani obowiązku wchodzić w rolę ojca cudzych dzieci, w sytuacji gdy ten ojciec żyje, miewa się dobrze i nie zrzeka praw rodzicielskich.
          Reakcji Gabrysi na "macocha" nie ma w książce, bo nie jest ona świadkiem tej sceny. Reaguje Pyza i daje Tygryskowi małą lekcję, są przeprosiny - pewnie Gabrysia nie została w ogóle poinformowana, bo jest wówczas w ciąży i nie chcą jej martwić. Nie wiemy, jakie były próby zachęcenia Grzesia do kontaktu z pasierbicami, czy takie w ogóle były, z czyjej inicjatywy i jak przebiegały - bo nie o tej relacji opowiadały książki (np. Dziecko Piątku czy Pulpecja) - to był tylko wątek poboczny.
          Zgadzam się że MM popełnia błąd przypisując Pyziakowi całe świata zło, awantury z policjantem, błędy gramatyczne i całą resztę, bo przez to robi się niewiarygodna, ale mnie nie to od tej postaci odpycha, tylko fakt kompletnego wdupiemania własnych córek. Choćby okazał się teraz dla odmiany subtelnym intelektualistą, filantropem i ofiarą strrrrrasznej teściowej, to i tak krzywdy wyrządzonej swoim dzieciom nie naprawi - on nawet nie próbuje tego zrobić, bo tej krzywdy w ogóle nie dostrzega, jest zaskoczony faktem, że Laura ma do niego jakiś żal. Nie żebym pochwalała jej zachowanie. Ale ona tylko wyraziła w krótkim wybuchu furii i rozpaczy całe lata poczucia odrzucenia, żalu, wściekłości i poczucia winy. Gabriela (jaką by matką nie była) miała z córką podobnych sytuacji miliardy, częściowo z własnej winy, częściowo obrywała za nieobecnego ojca. A tu pan Pyziak objawił się łaskawie, więc klękajcie narody, Tygrysie, mów ludzkim głosem i kochajmy się wzajemnie. No niestety, tak się nie da, to jest akurat życiowe i realistyczne. O dylematach prawdziwych panien młodych związanych z rodzicami, nieobecnymi w ich życiu z powodu porzucenia czy nałogu, można czasem poczytać na forum ślubnym. Jak potworną męką są dla tych dziewczyn idiotyczne tańce przy "cudownych rodziców mam" i jak się wahają, czy w ogóle zapraszać, informować o nadchodzacym ślubie. Co musi przeżywać panna młoda, która w tej sytuacji po wielu wahaniach wyciąga rękę w geście dobrej woli, wysyła zaproszenie i nie doczekuje się odpowiedzi, to nawet nie chcę sobie wyobrażać. Tak więc ja wolę czuć empatię w stosunku do Laury i Róży, nawet Gabrysi, a nie do Janusza.
          • kooreczka Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 18:22
            Skoro ojciec żyje, buja się i ma dzieci w dupsku, to jakie rozwiązanie masz dla Grzesia? Ma cichaczem składać forsę u stóp żony, bo nie ma moralnego prawa stać się ojcem dla porzuconych dzieci? Jest podobno wybranym i kochanym mężem ich matki, ojcem brata, mieszka, dokłada się do utrzymania- i nie ma moralnego prawa przyjąć roli ich ojca, bo nie uznają jego podpisu na paszporcie?
            On przecież nie ma prawa do wychowania własnego syna, jego relacje z żoną i dziećmi są po prostu nieistniejące, wiecznie spychany przez żonę i dziada Boreja.

            Co do Pyziaka- dla mnie i dla Ciebie wystarczającym złem jest porzucenie rodziny i brak kontaktu- MM zdaje się nam nie wierzyć, że załapiemy i wpycha kolejne tysiąc złych uczynków. Takie postawienie sprawy męczy mnie i nudzi. Pyziak to trup w szafie, ciągle tykany, tak by śmierdziało, cień, który kładzie się na wszystkie relacje.

            Czy dzielna Gabrysia nie mogła okazać się dzielną- zamknąć to, ułożyć sobie życie? Nie uciekać od pytań Laury, jakoś to rozwiązać przez 20 lat, tak w wieku 20paru lat Laura nie rozdrapywała ran w przededniu ślubu? Tymczasem Gaba tapla się w swoim bulu jak prosię w kałuży niezdolna opanować go choćby dla córek, które tak ponoć kocha. I to ma być dzielna kobieta, co po 20paru latach przestaje smarkać na widok drzewka?

            Nie można temu było dać umrzeć?

            Nie nie można. Żeby było zabawniej porzucone przez ojca Pyziakówny mają przekichane także ze strony matki. I jedyne, kogo mi żal to Tygrys i Róża, a nie Święta Gabryela.
            • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 19:08
              Dziewczyny (przynajmniej w moim odbiorze) akceptują Grzegorza u boku matki i jako ojca ich brata. Akceptują go również jako... pewien odpowiednik wujka, powiedzmy. Ale nie są w stanie zaakceptować w roli ojca, chociażby dlatego, że gdy były w wieku, w którym dziecko jest gotowe nazwać nowo poznanego "wujka" - tatą, jego jeszcze nie było. Niewykluczony, że gdyby pojawił się wcześniej, zostałby przez nie "zaadoptowany".
              Nie uważam też, żeby Grześ miał moralne prawo powiedzieć "wasz tatuś to był drań/wasz tatuś nie żyje/wasz tatuś nigdy nie wróci - więc od dziś to ja jestem waszym tatusiem" - choćby dlatego, że nie wiadomo było, czy Pyziak nie wróci, czy się o dzieci jakoś nie upomni. Nie wolno oszukiwać dzieci, nie wolno im nakazywać, żeby zapomniały o jakby nie było istotnej postaci ojca biologicznego. Tu nie chodzi o głupi podpis w paszporcie, tylko o uczciwość wobec dzieci. G mógł próbować zastąpić ojca w pewnym zakresie, ale nie miał nad pasierbicami żadnej władzy rodzicielskiej i mógł posunąć się w tym zastępowaniu tylko tak daleko, na ile one mu na to pozwoliły. Laura tocząca dialogi ze zdjęciem ojca nie za bardzo chyba była chętna.
              Teraz co do Gaby. Jeśli moja interpretacja ma w sobie jakiś łut prawdy i Gaba płacze trochę nad sobą, ale bardziej nad porzuconymi dziećmi, to owszem, nawet po 20 latach może ją boleć. Bo boli nie miłość własna, tylko miłość do dzieci, a ta jest naprawdę potężnym paliwem dla wszelkich emocji. Można być dzielną, ale nadal ten ból czuć. Chociaż z tomu na tom jej reakcje są równie przesadzone, jak winy Pyziaka (już zwłaszcza w McD), tu się zgadzamy w 100%.
              • kooreczka Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 19:25
                Niewykluczone, że gdyby Gaba palcem kiwnęła, żeby Grzesia zaprezentować jako ojca to zostałby zaakceptowany, a Łałra nie darłaby do ołtarza z dziaduniem.
                Dzieci akceptują Grzesia jako mebel, gdyż tak pojmuje go ich matka. Przynajmniej jedno z nich się buntuje, a raczej testuje granice. Gabrysia nie robi nic, by tą więź zbudować, Grześ swoje, dzieci swoje, a między nimi Pyziak. Nie dziwię się Grzesiowi, że się wycofał, skoro Gaba wolała pielęgnować traumy, zamiast stworzyć dzieciom normalny dom.

                Gaba płacze nad dziećmi? Miłość, która objawia się tylko w ślozach i nie pozwala dostrzec dobra kochanej osoby jest uczuciem wykrzywionym i chorym. Po cholerę im te łzy. Laura potrzebowała rozmowy o ojcu i normalnej matki, która będzie jej podporą, gdy z płaczem zapyta czemu ojciec nie chciał jej znać. Zamiast tego ma matkę lejącą łzy, rodzinę, która daje jej do zrozumienia, że jest do ojca PODOBNA, wycofanego robota kasozmywarkowego i zły cień pyziaczy.
                • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 20:15
                  kooreczka napisał:

                  > Niewykluczone, że gdyby Gaba palcem kiwnęła, żeby Grzesia zaprezentować jako oj
                  > ca to zostałby zaakceptowany, a Łałra nie darłaby do ołtarza z dziaduniem.
                  > Dzieci akceptują Grzesia jako mebel, gdyż tak pojmuje go ich matka. Przynajmnie
                  > j jedno z nich się buntuje, a raczej testuje granice. Gabrysia nie robi nic, by
                  > tą więź zbudować, Grześ swoje, dzieci swoje, a między nimi Pyziak. Nie dziwię
                  > się Grzesiowi, że się wycofał, skoro Gaba wolała pielęgnować traumy, zamiast st
                  > worzyć dzieciom normalny dom.

                  Otóż to. Jak Grześ miał zostać głową rodziny, skoro jego żona jest wieczną córeczką, podporządkowaną Milicji i Ignacowi? Gaba nigdy nie dojrzała do tego, żeby stworzyć własną rodzinę. O lekturach jej dziecka decyduje ojciec, w jej małżeńskiej sypialni przez naście lat mieszka syn, bo ona woli to, niż wyprowadzkę od rodziców, Milicja rządzi wszystkim, a Gabusia tylko zasuwaw gospodarstwie domowym, upupia synka i ślozy leje za Januszem. To jak w takich warunkach można stworzyć normalny związek męsko-damski? No nie da się i dziwię się bardzo, że Grzegorz nie uciekł stamtąd z panicznym wrzaskiem. Ja bym uciekła.

                  Cholera, a może Gaba leje przez dekady te łzy po Pyziaku, bo myśli, że to był jedyny facet zdolny wyrwać ją z tego rodzinnego piekiełka, ona zaś, idiotka, zmarnowała szansę, a teraz nie ma odwagi, żeby zrobić to sama?
                  --
                  Wiedźma
                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 20:24
                  Nie zgadzam się. Niezależnie od tego, co zrobi i czego nie zrobi matka, ojczym może w relacji z pasierbami pójść tylko tak daleko, na ile wpuszczą go dzieci. Co Gaba robiła, nie wiemy, bo w większości ich życie nie jest opisane. Mamy sytuację z eintopfem, gdzie dziewczyny robią sajgon w kuchni, Grześ to dostrzega i stawia czoła (choć ma pokusę, żeby się cichcem wycofać do komputera), każe posprzątać - i Laura właśnie mu stawia granicę. "Macoch" oznacza, że nie będzie jej się tu rządził obcy w gruncie rzeczy facet. Że nie przyjmie od niego nakazów i zakazów. I Grzegorz jest na tyle mądrym człowiekiem, że nie idzie z nią na udry, nie usiłuje zmusić do posłuszeństwa (które w wielu polskich rodzinach jest naczelną wartością w wychowaniu dzieci) i oduczyć hardości. Zatrzymuje się właśnie na tej granicy, którą mu dziecko wyznacza. I za to go lubię i szanuję.
                  Jeszcze raz powtarzam, że w czasach budowania relacji dziewczynek z Grzesiem to był w książkach wątek poboczny. Były tylko pojedyncze scenki. Nie wiemy, jak wyglądało to ze strony Gabrysi, na ile próbowała zbliżyć córki do ojczyma, czy były wspólne przyjemności, wakacje, przygody, pomaganie w pracach domowych z matematyki, po prostu nie mamy żadnych danych. Nie musi to oznaczać, że siedziała biernie i czekała, aż biedne sierotki pokochają nowego pana całym sercem. Ani ze traktowała męża jak sprzęt domowy.
                  Gabę płaczącą widzimy w książkach zdecydowanie za często, MM zdecydowanie z tymi reakcjami przesadza, przerysowuje tę postać z jej dzielną grzywką i oczami pełnymi łez, kupy się to nie chce trzymać, zgoda. Ale w realnym życiu kobiecie w tej samej sytuacji przyznałabym prawo do bycia niedoskonałą, do emocjonalnego memłania się, do przeżywania żalu. W realnym życiu nikt by mi pewnie nie kazał jej podziwiać, więc byłoby łatwiej ;-) Gabriela w tej niedoskonałej sytuacji rodzinnej może jednak dzieciom zaoferować wsparcie jeśli nie własne, bo ona nie daje rady, to reszty rodziny. Dość sensowną rozmowę o faktach dotyczących rodziców przeprowadza z Tygryskiem babcia, wspiera emocjonalnie dziadek (jeszcze sprzed epoki paranoi). Laura jest ulubienicą Patrycji, Pyza - Nutrii. Mają wsparcie ze strony dorosłych, niedoskonałe, ale jednak mają. Kwestia podobieństwa do ojca wypływa (z tego co pamietam), gdy Laura pyta otwarcie, czy aby na pewno jest córką Janusza Pyziaka - czyli podejrzewa matkę o ukrywanie prawdy o jeszcze innym prawdziwym ojcu. Co jej miała powiedzieć? Test DNA zaproponować? "Masz jego oczy" wydaje się odpowiedzią dość neutralną.
                  • kooreczka Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 20:45
                    W realnym życiu taką kobietę nazwałabym niedojrzałą idiotką czepiającą się problemu z przed lat i budującą image nieszczęśnicy, byleby tylko nie zmierzyć się z realnymi problemami. Różnica byłaby jednak taka, że realny Grześ poszedłby w diabły, bo za ciasno byłoby mu w małżeńskiej sypialni z synem za regałem i duchem Pyziaka niczym mieczem króla Marka. Zlituj się, nikt jej nie zgwałcił, nie bił, nie okradł. Została sama, ale na litość
                    -miała wsparcie psychiczne i finansowe
                    -znalazła nowego faceta
                    - tworzy nową rodzinę, twierdzi, że ją kocha i jest szczęśliwa
                    -I przez 20 lat płacze za tamtym? Jaką emocjonalną galaretą trzeba być, żeby nie zebrać się w sobie i nie iść do przodu?

                    Grześ to, tamto, śmo, granice- wszystko na jego głowie. A gdzie jest Gaba?
                    Jeśli budowanie relacji z ojczymem to wątek poboczny, to co jest wątkiem głównym? Co jest ważniejsze dla Gaby niż zbudowanie domu? Gonienie ducha Pyziaka.

                    Gdybanie że rozmawiała o Pyziaku, wprowadzała wspólne zajęcia, chciała Grzesiowi powierzyć rolę ojca ma równie dużo sensu, jak twierdzenie, że należeli oboje do klubu BDSM- MM nie napisała o tym ani słowa, skąpe przesłanki na kartach książki świadczą przeciwko.

                    Dziewczyny mają oparcie? W ciotkach, babci? Widocznie im nie wystarcza. I sorry, sytuacja, w której dziecko ucieka, żeby szukać wiadomości o ojcu, a matka nie zbiera się w sobie i nie prowadzi długiej rozmowy bo ona po nastu latach drugiego małżeństwa cierpi dyskwalifikuje ją jako dobrą matkę.
                    • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 21:00
                      Litości, dziewczyny. Wątek o Pyziaku, a tu znowu piszemy o tym, jak okropną matką jest Gabriela. No jest. Jest przede wszystkim źle napisaną postacią, niespójną, nierealistyczną, no nie da się w nią w ostatnich tomach uwierzyć. Mam jeszcze ją posadzić w oślej ławce? Publicznie potępić i wezwać hunwejbinów?
                      Ale nawet jeśli jest emocjonalną galaretą i nie zaspokaja potrzeb dzieci, to ich nie porzuca na łasce krewnych, nie zrywa kontaktu, po prostu stara sie na miarę swoich ograniczonych możliwości. Więc zdobywa się na nieskończenie większy wysiłek niż nieodpowiedzialny, nieobecny tatuś.
                      Wyjaśnię tylko jedno, bo źle mnie zrozumiałaś. Wątek poboczny - w książkach relacja Grzesia z pasierbicami jest wątkiem pobocznym, nie w życiu Gabrysi. Książki są głównie o Elce, Patrycji, Aurelii, Natalii, Staszce, potem o samej Róży i Laurze, ale wtedy, kiedy one awansują na główne bohaterki, relacja z ojczymem jest już ukształtowana. I nawet w tych książkach, w których to Pyza i Tygrys są osią wydarzeń, relacja z Grzesiem nie jest wątkiem centralnym. To nie są książki o budowaniu relacji w patchworkowej rodzinie, po prostu.
                      • kkokos Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 21:54
                        To nie są książk
                        > i o budowaniu relacji w patchworkowej rodzinie, po prostu.

                        a to akurat święta racja. to są książki pokazujące karykaturę rodziny patchworkowej, pokazujące dokładnie "tak się tego nie powinno robić".
                        budowania rodzina patchworkowej nie zaczyna się od tego, że facet zostawia własną córke w wigilię, by spędzić ten wieczór z nową kobietą. nowa kobieta nie wprowadza tego faceta w życie swojej rodziny bez ostrzeżenia. to nie działa tak, że kobieta powie bliskim, w tym dzieciom "to jest mój ukochany grześ" i dzieci to łykną gładko i bez problemów, a jeśli nie chcą, to są złe i robią na złość matce we łzach. nie buduje się nowej rodziny nie przepracowawszy traum ze starej. problemy w nowej rodzinie się omawia i stara rozwiązać, a nie w momencie ich zaistnienia "wycofuje z szacunku dla granic stawianych przez dziecko", jak pisze akniwlam.

                        oczywiście masz rację, że widzimy tylko wybrane scenki. ale z jakiegoś powodu autorka do pokazania nam wybrała właśnie takie, a nie inne. czyli ważniejsze było pokazanie, jaka to laura jest wredna niż np. rozmowy gabrieli z dziećmi o grzesiu i jego obecości w ich (dzieci i gabrieli) życiu. czy czytelniczka ma sobie zapamiętać po lekturze, żeby nigdy-przenigdy się nie rozwodzić i drugi raz nie wychodzić za mąż, bo będą kłopoty? to jest ta misja, którą sobie założyła autorka?
                  • panna_beata Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 14:19
                    akniwlam napisał(a):

                    > Nie zgadzam się. Niezależnie od tego, co zrobi i czego nie zrobi matka, ojczym
                    > może w relacji z pasierbami pójść tylko tak daleko, na ile wpuszczą go dzieci.
                    > Co Gaba robiła, nie wiemy, bo w większości ich życie nie jest opisane.

                    Chyba coś jednak było... że Gabrysia pozostawiła Grzesiowi i dzieciom swobodę, ufając, że sami jakoś się dogadają. W DP oczywiście, w "eintopfowych" okolicznościach. :) A o Grzesiu MM pisze, że próbował wkraść się w łaski dziewczynek, ale mu nie wyszło. Tak jak z własną córką. Więc usunął się na bok i wszyscy milcząco to zaakceptowali.


                    --
                    A po ślubie królewna żyła długo i szczęśliwie, a królewicz żył długo.
              • dakota77 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 19:56
                Oczywiscie ze nie mialby prawa powiedziec czegos takego, to byloby swinstwo. Ja nie mowie o tym, zeby dzieciom kazac zapomniec o biologicznym ojcu, udawac ze go nie bylo. Grzes nie ma wymuszac na dzieciach uznania go za zastepczego ojca, ale powinien wspolpracowac z Gaba w celu uznania go za zastepczego ojca. Jej rola jako matki byla tu kluczowa. A Gaba nie zrobila nic, sam Grzes sie wycofal i nie pelni zadnej roli w rodzinie.

                --
                "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
              • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 08.09.13, 18:11
                Dziewczyny akceptują Grzegorza u boku matki jako wyposarzenie wnętrza. Żadnego wujka. Czy jest chociaż JEDNA scena, w któej dziewczynki robiłyby cokolwiek z Grzegorzem z własnej inicjatywy, żeby z nim zaczęły rozmowę, cokolwiek? Nie. I nie chodzi o nazywanie go "tatą", na to faktycznie pojawił się dość późno. Ale, na wszystkich Bogów Olimpu, dla nich Grześ nie jest "kimś", jest czymś pośrednim między bankomatem, kuchenko - pralko - zmywarką i firanką w kuchni.
                Grześ nigdy nie mówił [i nie miałby żadnego prawa]: "Wasz tatuś to czy tamto". Grześ po prostu Janusza nie zna. Z władzą "rodzicielską" mógł się posunąć tak daleko, jak mu to ułatwiła MATKA pasierbic - czyli wcale.
                I jeszcze jedno: Gaba NIE PŁACZE NAD DZIEĆMI, a wyłącznie nad sobą! Dławi ją widok wierzby pod którą się całowała z Januszem, wszystkie jej histerie mają podłoże wyłącznie w tym, że ona biedna porzucona została. Fakt porzucenia również dzieci dociera do niej raczej słabo, gdyż przez DWADZIEŚCIA LAT, podobno udanego małżeństwa z Grzesiem nie może sobie poradzić z traumą po Januszu. Ale sporadycznie za dzielną grzywką błyśnie myśl o dziatkach i to też wyłącznie jako kolejny powód do kolejnej fali łez. ANI RAZU dzielna grzywka nie zdobyła się na spokojną choć emocjonalną rozmowę z córką, bez dławienia się i kapania łzami na samo nazwisko eksa. Jej reakcje są stricte egoistyczne, mał otego, Gaba od lat jest mistrzynią w stawianiu siebie w roli dzielnego kopciuszka. W terrorze psychicznym. W windowaniu siebie na piedestał, graniu roli cierpiętnicy i umartwianiu. Znam kilka takich osób - i wszystkich szczerze nie znoszę.
                --
                Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
          • dakota77 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 18:53
            akniwlam napisał(a):

            > Gaba JEST samotną matką Róży i Laury i nie przestała nią być w chwili ślubu z Grzesiem. Grzegorz Stryba nie ma ani moralnego prawa, ani obowiązku wchodzić w rolę ojca cudzych dzieci, w sytuacji gdy ten ojciec żyje, miewa się dobrze i nie zrzeka praw rodzicielskich.

            Ty tak na serio? Przypadki, kiedy matka zawiera nowe malzenstwo podczas gdy biologiczny ojciec dzieci zyje sa chyba czestsze niz te, w ktorych kolejne maleznstwo zawiera wdowa z dziecmi. I co, ten pan to tylko maz matki, i nic wiecej? Nic nie ma do dzieci, ma nie nawiazywac z nimi relacji?

            Ojciec Laury i Rozy zyl i mial sie dobrze, ale nigdy go w ich zyciu nie bylo.
            --
            "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
            • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 20:48
              Sama nie jestem samotną matką ani dzieckiem przez samotną matkę wychowanym, więc posiłkuję się cudzymi opiniami. Odpowiedzialność za wychowanie dzieci z pierwszego małżeństwa ponosi matka/ojciec, nie ojczym/macocha. Również finansową, jeśli nie ustalą inaczej. Ale prawo nie powierza nowemu mężowi matki misji zastąpienia ojca biologicznego jej dzieci. Nawet jeśli tenże ojciec siedzi w więzieniu, szlaja się po świecie czy też w ogóle ma dzieci gdzieś.
              Ojczym nie jest obcym człowiekiem, ale też nie może zmusić swoich pasierbów/pasierbic do uczuć, posłuszeństwa, wdzięczności. To bardzo skomplikowana relacja. I dziecko wcale nie ojczyma musi wybrać za zastępczego ojca-model roli mężczyzny, u Borejków tę rolę wydaje się pełnić raczej dziadek. Bo dziewczyny mają z nim więź wytworzoną jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Był zawsze, może pieluchy zmieniał, na spacer zabierał, może czytywał im do snu, snuł rozważania, uczył łaciny, no cokolwiek. Głównie to "był zawsze". Grzesia na tym etapie przy nich nie było. Pamiętają życie bez niego. Nie wiem, czy umiem to dobrze wyrazić, ale po prostu miejsce zastępczego ojca jest już zajęte, gdy się Grzegorz pojawia. A że Ignacy nie jest idealnym zastępczym ojcem, to inna sprawa. Ale to dziecko wybiera, komu tę rolę powierzy, nie matka, nie ojczym.
              I w ogóle co straszliwie złego jest w tym, że Laurę prowadzi do ołtarza dziadek, nie Grzegorz? A jak ja pierwszy kawałek tortu weselnego dałam mojej babci, to też odtrąciłam matkę i nie nawiązałam z nią prawidłowej więzi?
              • dakota77 Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 20:54
                Mylisz prawna role ojca ze spoleczna i emocjonalna. A te pozaprawne moze i powinien pelnic ojczym, obecny w zyciu dziecka na codzien. I znow mowisz o zmuszaniu dzieci do uczuc, a tu przeciez nie o tym mowa. Nikt nie ma prawa zmuszac nikogo do uczuc- ale matka i ojczym powinni pracowac nad tym, zeby jakies wiezi postaly. Matka, ojczym i dzieci tworza rodzine, a nie przypadkowy zbior osob mieszkajacych pod jednym dachem!

                --
                "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
                • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 21:12
                  Jestem zdania, ze Grześ może być ojcem dziewczynek, ale absolutnie nie musi. Mój chłopak w liceum zwierzył mi się kiedyś, ze największym szczęściem, jakie go spotkało, była śmierć biologicznego ojca i to,że matka wyszła za mąż za jego ojczyma. Nie mówił do niego "tato", ale go kochał i szanował. Bywa. Bywa jednak i tak, ze miedzy ojczymem, a pasierbami stosunki sa poprawne, ale bez żadnych uczuć . I to też jest OK - wtedy ojczym powinien jak najmniej wtrącać sie w wychowanie, szczególnie gdy ma biologiczne dziecko. I nie jest niczym dziwnym, ze duże już dzieci nie akceptują kogoś, kogo nie znały jako kogoś, kto ma prawo je wychowywać - dla mnie to raczej naturalne. Pewnie, ojczym powinien się starać, matka jeszcze bardziej, ale nie zawsze się udaje.
                  I do tego momentu wszystko jest OK. Ale ślub, na którym Laura demonstracyjnie, bez żadnej konieczności, odsuwa Grzesia, pokazując absolutnie całej rodzinie i gościom, ze to nie jest jej ojciec, to zwykłe świństwo. W normalnej rodzinie dziadek w takiej sytuacji mówi wnuczce, ze nie ma mowy o zadnym prowadzeniu do ołtarza. Nie musi jej nikt prowadzić, a on w teatrze, który ma na celu poniżenie ojczyma (i biologicznego ojca) - uczestniczyć nie będzie.
                  --
                  • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 21:42
                    Verdano, ale w czym Laura Grzesia poniża? Po prostu oznajmia, że zaszczytną rolę prowadzącego do ołtarza przewidziała dla dziadka. To on jest dla niej jakąś opoką i wsparciem, jemu czuje się szczególnie wdzięczna. Ja to odebrałam jako pozytywny gest w kierunku dziadka, nie jako poniżający w stosunku do Grzegorza.
                    Ogłasza to w domu, sprowokowana przez Pyziaka, który pyta, czy chce, by ją prowadził do ołtarza. Nie w kościele, przy wszystkich gościach, odtrącając wyciągnięte ramię Grzesia czy Janusza. Może ustalili to wcześniej - Laura, Adam, Ignacy i Grześ? Bo ja tę sytuację raczej odbieram jako oznajmienie osobie z zewnątrz (Januszowi) już wcześniej podjętej decyzji, a nie jakąś demonstrację przeciwko podłemu macochowi i jeszcze podlejszemu ojcu biol.
                    I - wracając do głównego tematu wątku - czy ojciec, który sam się wykluczył z życia córki, ma prawo czuć się poniżony, odtrącony przez taką jej decyzję? To chyba konsekwencja jego wyboru: nie uczestniczę w jej życiu=nie roszczę sobie prawa do specjalnego w nim miejsca.
                    A tak w ogóle, to nie rozumiem, po co wszystkie dziewczyny w rodzinie B. każą sie prowadzać do ołtarza. Już zwłaszcza rogata Laura. To nie jest bynajmniej tradycja rodem z czasów kiejdańskiej cukiernicy.
                    • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 22:06
                      Jeśli mając w domu od wielu lat ojczyma pokazuje sie wszystkim, ze nie jest on ojcem - to jest to wyraźna demonstracja. W Polsce nie ma zwyczaju prowadzenia do ołtarza. Laura nie musiała prosić zatem nikogo. Prosząc dziadka pokazuje wszystkim, ze facet, który z nia mieszka nie jest dla niej ojcem i nie jest dla niej kimś ważnym. Nie musi tego robić, widocznie czuje potrzebę pokazania, że Grześ nie jest jej rodziną.
                      To, kto prowadzi do ołtarza MUSI być ustalone wcześniej, bo jest wbrew polskim zwyczajom, a więc trzeba uprzedzić i narzeczonego i dziadka i świadków, którzy spodziewają sie zupełnie innej ceremonii.
                      --
                      • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 22:19
                        Zgadza się, mogła iść do ołtarza z Adamem, tak jak to jest przyjęte w Polsce i wtedy nie byłoby w ogóle niezręcznego problemu "kto poprowadzi oblubienicę". Ale na wszystkich opisanych ślubach panien z rodu Borejko prowadzi je do ołtarza Ignacy. Widać przyjęli taką tradycję rodzinną.
                        A skoro panna z rodu ma wybrać, kto ją poprowadzi... Komuś musi ten pierwszy kawałek ofiarować (że tak wrócę do mojej sytuacji z tortem weselnym). Kandydatów do wyboru sporo: dziadek, ojczym, wujowie. Kogoś musi wybrać, wyróżnić, ale to nie musi znaczyć, że pozostałym robi afront i ich odrzuca. No wszyscy jej nie poprowadzą przecież. Dziadek Ignacy był z Laurą "od zawsze". Rozumiał, współczuł, czasem bronił przed surową oceną babci (była w którymś tomie taka rozmowa). Dziewczyna chce mu podziękować, pokazać, że to było dla niej ważne, że pamięta, jest wdzięczna. Czy nie może spokojnie podziękować wszystkim innym mężczyznom w rodzinie i powiedzieć, że chciała w tej ważnej chwili wesprzeć się na dziadku? To musi byc rozpatrywane w kategoriach odrzucenia?
                        • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 22:35
                          akniwlam napisał(a):

                          > Zgadza się, mogła iść do ołtarza z Adamem, tak jak to jest przyjęte w Polsce i
                          > wtedy nie byłoby w ogóle niezręcznego problemu "kto poprowadzi oblubienicę". Al
                          > e na wszystkich opisanych ślubach panien z rodu Borejko prowadzi je do ołtarza
                          > Ignacy. Widać przyjęli taką tradycję rodzinną.

                          A chała, nie tradycja. Ida szła do ołtarza z Mareczkiem, podczas gdy Ignac chrapał w ławce.

                          > A skoro panna z rodu ma wybrać, kto ją poprowadzi... Komuś musi ten pierwszy ka
                          > wałek ofiarować (że tak wrócę do mojej sytuacji z tortem weselnym). Kandydatów
                          > do wyboru sporo: dziadek, ojczym, wujowie. Kogoś musi wybrać, wyróżnić, ale to
                          > nie musi znaczyć, że pozostałym robi afront i ich odrzuca.

                          Laura zesztywniała i zapłonęła krwawym rumieńcem.
                          - Nic podobnego! - palnęła dumnie, bez namysłu. - Przecież nie chciałeś być moim ojcem. Myślałam, że poproszę Grzegorza. Ale on też nie jest moim ojcem. Więc poprosiłam dziadziusia. To dziadek mnie poprowadzi do ołtarza. Przez te wszystkie lata to on był... - i nagle głos jej się załamał. Umilkła.


                          No fakt, stawiając Grzesia w jednym szeregu z wyrodnym, nieobecnym Pyziakiem nie wyrządziła mu afrontu. Wcale.
                          --
                          Wiedźma
                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                          • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 22:47
                            Faktycznie, o Idzie zapomniałam. Ale Natalię prowadził Ignacy.
                            Jak dla mnie to Laura odpowiada Pyziakowi (na jego dość nietaktowne pytanie), że rozważała dwie kandydatury - Grzegorza i dziadka, ale Grzegorz nie jest jej prawdziwym ojcem, a to z dziadkiem czuje najsilniejszą więź. Nie zestawia Grzegorza z Januszem, tylko z Ignacym. Ma chyba prawo wyboru? I skoro zastanawiała się nad proszeniem Grzegorza to chyba więź z nim też czuje, chyba nie brałaby go pod uwagę tylko dlatego, że tak wypada?
                            Afront to Pyziak zrobił Laurze, w ogóle proponując, że to on ją poprowadzi i próbując uzurpować sobie miejsce, z którego wcześniej sam zrezygnował.
                            • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 22:53
                              akniwlam napisał(a):

                              > Faktycznie, o Idzie zapomniałam. Ale Natalię prowadził Ignacy.
                              > Jak dla mnie to Laura odpowiada Pyziakowi (na jego dość nietaktowne pytanie), ż
                              > e rozważała dwie kandydatury - Grzegorza i dziadka, ale Grzegorz nie jest jej p
                              > rawdziwym ojcem, a to z dziadkiem czuje najsilniejszą więź. Nie zestawia Grzego
                              > rza z Januszem, tylko z Ignacym.

                              Jak zestawia Grzesia z Ignacym, skoro najpierw mówi, że Janusz nie chciał być jej ojcem a potem, że Grzegorz TEŻ nie jest jej ojcem? Też, jak Pyziak wymieniony najpierw. Gdzie tu jest zestawienie z Ignacem?
                              --
                              Wiedźma
                              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                              • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 23:08
                                W tym, że tylko Grzegorza i Ignacego brała pod uwagę jako prowadzących do ołtarza? A Janusza nie brała pod uwagę wcale, to on się sam zaproponował?
                                Afront to by wszystkim panom w rodzinie zrobiła, gdyby rzeczywiscie zgodziła się, żeby zaprowadził ją do ołtarza facet, który całe życie ją ignorował.
                                • verdana Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 06.09.13, 23:23
                                  Grzegorza brała pod uwagę i wyeliminowała, ponieważ nie okazał się dostatecznie dobrym ojcem - dowiedział sie, że jedynym prawdziwym ojcem był dla pasierbicy dziadek. Cóż, może - tylko czy naprawdę musiał zostać o tym poinformowany on, oraz wszyscy przyjaciele i znajomi? Wybranie w tym wypadku - przypominam, bez konieczności jakiegokolwiek wybierania! - dziadka ma unaocznić przecież wszystkim, kto dla Laury jest ważny, a kto nie. Niezbyt dobre podziękowanie za wieloletnią opiekę dla ojczyma. Takie pokazanie, ze jednak nie jest rodziną.
                                  A Gabrysia nawet tego nie widzi, choć boleśnie odczuwa to,że nie ona, a Gruszka będzie urządzał przyjęcie, bo jako matka musi być w centrum uroczystości. Innymi słowy, potwierdza, ze Grześ jest tylko częściowo z rodziny.
                                  --
                                  zpopk.pl
                                  • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 08.09.13, 21:36
                                    Tak, pokazuje, że dziadek jest dla niej ważny, ważniejszy niż ojczym. Ale nie trzeba tego chyba odczytywać, że Grzegorz jest kompletnie nieważny.
                                    Jest wiele sytuacji, kiedy wybieramy kogoś szczególnie ważnego i go w jakiś sposób honorujemy. Zwłaszcza w okolicznościach "około-sakramentalnych", że tak je nazwę. Wybiera się rodziców chrzestnych dla dziecka, świadków ślubu, świadka bierzmowania. Wybór bywa trudny, ale dokonując go, wcale nie pokazujemy pozostałym bliskim, jak bardzo mamy ich gdzieś. To jest (w każdym razie powinien być) wybór pozytywny, a nie wykluczający. Powiedzenie "jesteś dla mnie kimś szczególnym", a nie "wszystkich pozostałych mam w d..."
                                    Laura mogła chcieć uhonorować Ignacego jako osobę szczególnie jej bliską i drogą. Bez "ja wam tu pokażę, kto jest dla mnie ważny, a kto jest macochem". Mogła to zgrabniej uzasadnić, tak żeby nikomu się nie zrobiło przykro, tyle, że w rozmowie z Januszem ona jest tak rozchwiana emocjonalnie, że na to nie zwraca uwagi. Po prostu rąbie swoją prawdę w oczy (i raczej chce, żeby JEGO zabolało, za te wszystkie lata, kiedy to ją bolało, a on ją lekceważył - niezbyt to po chrześcijańsku, ale bardzo po ludzku). Ale pozwolę sobie wysunąć przypuszczenie, że kilka miesięcy/tygodni wcześniej, na etapie przygotowań do ślubu i bez publiczności, złagodniały Tygrys mógł porozmawiać z dziadkiem i ojczymem, prosić o zgodę i wyjaśnić im dlaczego taka a nie inna decyzja. Tak, żeby oni dwaj rozumieli i nie było im niezręcznie czy przykro. Tak jak pisałaś, Verdano, o prowadzeniu panny młodej do ołtarza decyduje się z wyprzedzeniem i informuje o tym kluczowe dla ceremonii postaci. Wydaje mi się, że Laura w rozmowie z Januszem nie informuje całej zaskoczonej rodziny o swojej niespodziewanej zachciance, tylko zapewne komunikuje coś, co już zostało w gronie rodzinnym wyjaśnione i zrozumiane.
                                    • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 08.09.13, 22:10
                                      akniwlam napisał(a):

                                      > Laura mogła chcieć uhonorować Ignacego jako osobę szczególnie jej bliską i drog
                                      > ą. Bez "ja wam tu pokażę, kto jest dla mnie ważny, a kto jest macochem". Mogła
                                      > to zgrabniej uzasadnić, tak żeby nikomu się nie zrobiło przykro, tyle, że w roz
                                      > mowie z Januszem ona jest tak rozchwiana emocjonalnie, że na to nie zwraca uwag
                                      > i. Po prostu rąbie swoją prawdę w oczy (i raczej chce, żeby JEGO zabolało, za t
                                      > e wszystkie lata, kiedy to ją bolało, a on ją lekceważył - niezbyt to po chrześ
                                      > cijańsku, ale bardzo po ludzku).

                                      Kwestia prowadzenia do ołtarza wypływa, przypominam, jeszcze przed kołomyją z kiecką, w trakcie pierwszego tego dnia spotkania Laury z ojcem. Laura morfuje w Gabę, że na sam widok Pyziaka (a nie było to pierwsze z nim spotkanie w jej życiu, poza tym sama go do cholery zaprosiła, z własnej nieprzymuszonej woli) zaczyna się rozlatywać emocjonalnie?

                                      > Ale pozwolę sobie wysunąć przypuszczenie, że k
                                      > ilka miesięcy/tygodni wcześniej, na etapie przygotowań do ślubu i bez publiczno
                                      > ści, złagodniały Tygrys mógł porozmawiać z dziadkiem i ojczymem, prosić o zgodę
                                      > i wyjaśnić im dlaczego taka a nie inna decyzja. Tak, żeby oni dwaj rozumieli i
                                      > nie było im niezręcznie czy przykro.

                                      Wiemy, że poprosiła dziadka. Nie wiemy, czy powiedziała Grzegorzowi, a nawet jeśli z nim wcześniej na ten temat rozmawiała, to i tak sposób w jaki się wyraziła w rozmowie z Januszem mógł być dla Grzesia przykry. Bo co, bo Grześ też nigdy w jej życiu nie istniał? P


                                      --
                                      Wiedźma
                                      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                      • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 14:05
                                        Laura w nikogo nie morfuje, ona już wcześniej w rozmowie z Gabrielą mówi, że wysłala ojcu zaproszenie, a on na nie nie odpowiedział i widać, że jest jej cholernie przykro z tego powodu. Czuje się totalnie olana przez Janusza, już kolejny raz. I nietrudno ją chyba zrozumieć: wyciąga rękę na zgodę, informuje z wyprzedzeniem, żeby sobie facet mógł jakoś plany poukładać. I nie dostaje żadnej odpowiedzi, ani telefonu, ani e-maila, ani grzecznościowej kartki świątecznej z dopiskiem: wybaczcie szanowni Państwo Młodzi, ale mam ważne sprawy w Honolulu i w tym terminie nie mogę przyjechać, życzę szczęścia na nowej drodze życia. Pyziak pojawia się znienacka w domu Borejków, kiedy już Laura zdążyła przyzwyczaić się do myśli, że nie przyjedzie i ma ją w odwłoku. Miała go witać chlebem i solą, uśmiechając się falszywie, żeby zasłużyć na prezent? Przecież ona go za to lekceważenie przez całe życie serdecznie nienawidzi. Zwłaszcza za brak odpowiedzi, bo stanowi on najświeższy i koronny dowód lekceważenia.
                                        Laura w dniu ślubu jest zdenerwowana, bo to w ogóle dość nerwowy dzień. I nagłe pojawienie się człowieka, który nawet nie raczył odpowiedzieć na jej zaproszenie, jeszcze bardziej wybija ją z równowagi. Na jego nietaktowną uwagę odpowiada równie nietaktownie. Tak, mogło to sprawić przykrość Grzegorzowi, ale nienaumyślnie, po prostu dziewczyna odpowiedziała emocjonalnie, do czego chyba wszyscy są w rodzinie przyzwyczajeni. Nie do niego były skierowane te słowa, tylko do Janusza. I są demonstracją "nie będziesz tu za mnie o niczym decydował". Nie widzisz w tej sytuacji próby "zawłaszczenia" Laury przez ojca? Przez faceta, który nie przyłożył ręki do jej wychowania? Że jak on tu łaskawie z darami zjechał, to już ona mu się do stóp winna rzucać i o błogosławieństwo pokornie prosić?
                                        • emae Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 14:34
                                          akniwlam napisał(a):

                                          > Laura w nikogo nie morfuje, ona już wcześniej w rozmowie z Gabrielą mówi, że wy
                                          > słala ojcu zaproszenie, a on na nie nie odpowiedział i widać, że jest jej chole
                                          > rnie przykro z tego powodu. Czuje się totalnie olana przez Janusza, już kolejny
                                          > raz. I nietrudno ją chyba zrozumieć: wyciąga rękę na zgodę, informuje z wyprze
                                          > dzeniem, żeby sobie facet mógł jakoś plany poukładać. I nie dostaje żadnej odpo
                                          > wiedzi, ani telefonu, ani e-maila, ani grzecznościowej kartki świątecznej z dop
                                          > iskiem: wybaczcie szanowni Państwo Młodzi, ale mam ważne sprawy w Honolulu i w
                                          > tym terminie nie mogę przyjechać, życzę szczęścia na nowej drodze życia. Pyziak
                                          > pojawia się znienacka w domu Borejków, kiedy już Laura zdążyła przyzwyczaić si
                                          > ę do myśli, że nie przyjedzie i ma ją w odwłoku. Miała go witać chlebem i solą,
                                          > uśmiechając się falszywie, żeby zasłużyć na prezent? Przecież ona go za to lek
                                          > ceważenie przez całe życie serdecznie nienawidzi. Zwłaszcza za brak odpowiedzi,
                                          > bo stanowi on najświeższy i koronny dowód lekceważenia.
                                          > Laura w dniu ślubu jest zdenerwowana, bo to w ogóle dość nerwowy dzień. I nagłe
                                          > pojawienie się człowieka, który nawet nie raczył odpowiedzieć na jej zaproszen
                                          > ie, jeszcze bardziej wybija ją z równowagi.

                                          Mądrze napisane.
                                          Owszem, Borejkowie potraktowali Janusza nieprzyjemnie, ale on również zachował się bardzo bezmyślnie i egocentrycznie. Na zaproszeniu ślubnym jest zazwyczaj data, do której trzeba potwierdzić swoją obecność. Janusz dał Laurze odczuć, że w ogóle go to wesele nie interesuje, po czym nagle w dniu wesela pojawił się... Na co on liczył?
                                          Zresztą, Janusz za każdym razem pojawia się na Roosevelta bez zapowiedzi... Jak dla mnie, takie postępowanie jest strasznie niemądre i pokazuje zupełne nieliczenie się z planami innych osób.
                                        • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 15:16
                                          akniwlam napisał(a):

                                          > Laura w nikogo nie morfuje, ona już wcześniej w rozmowie z Gabrielą mówi, że wy
                                          > słala ojcu zaproszenie, a on na nie nie odpowiedział i widać, że jest jej chole
                                          > rnie przykro z tego powodu. Czuje się totalnie olana przez Janusza, już kolejny
                                          > raz. I nietrudno ją chyba zrozumieć: wyciąga rękę na zgodę, informuje z wyprze
                                          > dzeniem, żeby sobie facet mógł jakoś plany poukładać. I nie dostaje żadnej odpo
                                          > wiedzi, ani telefonu, ani e-maila, ani grzecznościowej kartki świątecznej z dop
                                          > iskiem: wybaczcie szanowni Państwo Młodzi, ale mam ważne sprawy w Honolulu i w
                                          > tym terminie nie mogę przyjechać, życzę szczęścia na nowej drodze życia. Pyziak
                                          > pojawia się znienacka w domu Borejków, kiedy już Laura zdążyła przyzwyczaić si
                                          > ę do myśli, że nie przyjedzie i ma ją w odwłoku. Miała go witać chlebem i solą,
                                          > uśmiechając się falszywie, żeby zasłużyć na prezent? Przecież ona go za to lek
                                          > ceważenie przez całe życie serdecznie nienawidzi. Zwłaszcza za brak odpowiedzi,
                                          > bo stanowi on najświeższy i koronny dowód lekceważenia.

                                          Nie wiem w takim razie po co go zapraszała, doprawdy. Skoro miała okazję go wcześniej spotkać, już wie, że go nienawidzi, to po co jej on na weselu? żeby Borejki miały kim podłoże powycierać?

                                          > Laura w dniu ślubu jest zdenerwowana, bo to w ogóle dość nerwowy dzień. I nagłe
                                          > pojawienie się człowieka, który nawet nie raczył odpowiedzieć na jej zaproszen
                                          > ie, jeszcze bardziej wybija ją z równowagi. Na jego nietaktowną uwagę odpowiada
                                          > równie nietaktownie. Tak, mogło to sprawić przykrość Grzegorzowi, ale nienaumy
                                          > ślnie, po prostu dziewczyna odpowiedziała emocjonalnie, do czego chyba wszyscy
                                          > są w rodzinie przyzwyczajeni. Nie do niego były skierowane te słowa, tylko do J
                                          > anusza. I są demonstracją "nie będziesz tu za mnie o niczym decydował".

                                          Co nie przeszkadza, że są dla Grzesia zwyczajnie niemiłe. Gdyby to był jednorazowy incydent, to mogłabym to przełknąć, ale w tym domu wszyscy, z Laurą na czele, traktują Grzegorza jak wycieraczkę.

                                          > Nie widzisz w tej sytuacji próby "zawłaszczenia" Laury przez ojca? Przez faceta, który
                                          > nie przyłożył ręki do jej wychowania? Że jak on tu łaskawie z darami zjechał,
                                          > to już ona mu się do stóp winna rzucać i o błogosławieństwo pokornie prosić?

                                          Widzę faceta, który przyjechał do ludzi, którzy go nie cierpią jak zarazy morowej i tego nie ukrywają, waląc afront za afrontem. Faceta, który w niełatwej dla niego sytuacji czuje się niepewnie, ale usiłuje być grzeczny i miły. Stąd jego z głupia frant pytanie o te nieszczęsne marsze do ołtarza. Nie z chęci zawłaszczenia Laury, bo dlaczego miałby to robić? Nigdy tego nie próbował, po tym jak go Milicja spławiła grzecznie pozostał cichy i bezwonny, trzymając się od Borejków na odległość, to dlaczego nagle i znienacka miałby zacząć zawłaszczać?

                                          Poza tym, skoro dajesz Laurze brawo do bezmyślnego kłapania dziobem w nerwach, daj je także Pyziakowi. Dla niego to również nie była łatwa sytuacja i po samym opisie jego zachowania widać, że faceta nerw zżera.
                                          --
                                          Wiedźma
                                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                          • akniwlam Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 16:11
                                            Źle mnie zrozumiałaś - mnie w tej sytuacji Janusza jest bardzo żal, o czym już kiedyś na forum pisałam. Że się minęli jak we mgle czy coś w tym guście. Ale zachował się zwyczajnie chamsko, nie odpowiadając na zaproszenie i zachował się równie chamsko, wygłaszając tekst o prowadzeniu do ołtarza. Wpychając przed innych mężczyzn, którzy Laurę wychowywali, dbali o nią, byli przy niej. No niestety ona ma rację, nigdy nie był jej ojcem, więc ona nie ma ochoty na odgrywanie przedstawienia pt. kochająca córka. Na głupie pytanie - głupia odpowiedź.
                                            A po co Laura go zapraszała? Po to, żeby właśnie się z nim pogodzić, żeby wyciągnąć rękę, żeby mieć chociaż namiastkę więzi z nim, o której marzyła jako nastolatka (ona przecież rozmawiała z jego zdjęciem!) Jej wyciągnięta na zgodę ręka została - w jej pojęciu - zlekceważona i odrzucona, więc go w tej chwili nienawidzi. Może jej przejdzie za parę lat. A może nie. Gdyby jak człowiek odpisał albo chociaż zadzwonił, "Lauro, zaskoczyłaś mnie bardzo, chętnie przyjadę, ale czy nie będę kłopotem, czy twojej mamie nie będzie przykro mnie widzieć w tym ważnym dniu, a czy może jakoś mógłbym pomóc, co byś chciała w prezencie, jaki jest twój narzeczony?" Chociaż nieporadne "tak, przyjadę, mogę przyjść do was do domu w dniu ślubu?" - sądzę, że powitanie i przez Laurę, i przez resztę rodziny, po jakiejś reakcji na zaproszenie i zapowiedzi, że przyjedzie, wyglądałoby całkowicie inaczej. A tak sobie nawzajem walą afront za afrontem. Może Janusz miał dobre chęci, może chciał jej coś tym prezentem wynagrodzić, może chciał właśnie po to przyjść przed ślubem, żeby z nią jeszcze zdążyć pogadać - ale mu to kompletnie nie wyszło. Ale sam sobie na to niestety zapracował.
                                            • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 16:33
                                              A, przepraszam, czemu niby miał służyć PRZYJAZD Janusza na niedoszły ślub z Wolfim? Bo jakoś tu ładnie bronisz zfiraniałej Laury, która w nerwach ma prawomieszać z błotem każdego, bo ona, biedulka, ma stresa, a pomijasz drobny fakt, że na jej niedoszłym pierwszym ślubie Janusz był. Mało tego, jakoś nikt ze świętoszkowatej rodzinki Borejów wówczas nie kręcił nosem na to, że zbyt często stosuje zaimek "ja", kiedy wieźli tyłki jego samochodem. A teraz, raptem szok, bo po latach [jakich znów "latach"?] nie z tego ni z owego [jakie ni z tego ni z owego?] ZAPRASZANY pojawił się na ślubie córki. Prezent na dodatek przywożąc, oczywiście - zdaniem świętoszkowatych Borejów - prezent materialistyczny i w złym guście poza tym nie pasujący do Łałry, która, panie tego, solistką w La Scali niedługo zostaje... A ja, kurczę, nie uwielbiam gotowania, ale Kitchen - Aida bym chciała. I nawet jeśli ta rozlazła zołza Laura tyłka do kuchni nie raczy pofatygować, to może ów robot ułatwi życie Aaaadaaamowi? W końcu prezent jest dla OBOJGA młodych, nie?
                                              --
                                              Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
                                            • bupu Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 16:47
                                              akniwlam napisał(a):

                                              > Źle mnie zrozumiałaś - mnie w tej sytuacji Janusza jest bardzo żal, o czym już
                                              > kiedyś na forum pisałam. Że się minęli jak we mgle czy coś w tym guście. Ale za
                                              > chował się zwyczajnie chamsko, nie odpowiadając na zaproszenie i zachował się r
                                              > ównie chamsko, wygłaszając tekst o prowadzeniu do ołtarza. Wpychając przed inny
                                              > ch mężczyzn, którzy Laurę wychowywali, dbali o nią, byli przy niej. No niestety
                                              > ona ma rację, nigdy nie był jej ojcem, więc ona nie ma ochoty na odgrywanie pr
                                              > zedstawienia pt. kochająca córka. Na głupie pytanie - głupia odpowiedź.


                                              No właśnie. Laura zatem ma prawo pieprznąć coś głupio, chociaż jest to raniące dla Grzesia, bo przecież jest zła na Janusza, ale Pyziak już nie może w nerwach strzelić durnym pytaniem bez złych, być może, intencji. O nie. On jest cham i on się wpycha przed.

                                              > A po co Laura go zapraszała? Po to, żeby właśnie się z nim pogodzić, żeby wycią
                                              > gnąć rękę, żeby mieć chociaż namiastkę więzi z nim, o której marzyła jako nasto
                                              > latka (ona przecież rozmawiała z jego zdjęciem!) Jej wyciągnięta na zgodę ręka
                                              > została - w jej pojęciu - zlekceważona i odrzucona, więc go w tej chwili nienaw
                                              > idzi.

                                              Bo nie odpowiedział na zaproszenie? Fakt, niekulturalnie, ale przecież przyjechał, przytargał prezent i z całych sił starał się być dla Laury miły. A ona w ramach podzięki wytarła podłogę nim, a przy okazji również Grzegorzem. Nie musiała padać przed nim na kolana ani zalewać się łzą wdzięczności, wystarczyłoby zupełnie, żeby wobec tego człowieka, którego sama na swój ślub zaprosiła, z włąsnego wyboru, była grzeczna. I już.


                                              > Może jej przejdzie za parę lat. A może nie. Gdyby jak człowiek odpisał al
                                              > bo chociaż zadzwonił, "Lauro, zaskoczyłaś mnie bardzo, chętnie przyjadę, ale cz
                                              > y nie będę kłopotem, czy twojej mamie nie będzie przykro mnie widzieć w tym waż
                                              > nym dniu, a czy może jakoś mógłbym pomóc, co byś chciała w prezencie, jaki jest
                                              > twój narzeczony?" Chociaż nieporadne "tak, przyjadę, mogę przyjść do was do do
                                              > mu w dniu ślubu?" - sądzę, że powitanie i przez Laurę, i przez resztę rodziny,
                                              > po jakiejś reakcji na zaproszenie i zapowiedzi, że przyjedzie, wyglądałoby całk
                                              > owicie inaczej. A tak sobie nawzajem walą afront za afrontem.

                                              A dlaczego, do jasnej deutery, Pyziaczek w odpowiedzi na zaproszenie miałby przepraszać że żyje i walić łbem w podłogę w przebłagalnych pokłonach, pytając, czy nie będzie ciężarem i czy Gabie nie będzie przykro? Został zaproszony, prawda? To wystarczy. Powinien był potwierdzić swoje przybycie i tyle. Nic więcej.

                                              > Może Janusz miał
                                              > dobre chęci, może chciał jej coś tym prezentem wynagrodzić, może chciał właśnie
                                              > po to przyjść przed ślubem, żeby z nią jeszcze zdążyć pogadać - ale mu to komp
                                              > letnie nie wyszło. Ale sam sobie na to niestety zapracował.

                                              No właśnie nie sam, oj nie. Bo owszem, nietakt towarzyski popełnił, ale rodzina Borejków od pierwszej chwili gdy tylko Janusz próg przestąpił, szczerzy do niego kły, obraża i generalnie traktuje jak coś, czym można wytrzeć rynsztok. Nie ma w nich, Laurę w to włączając, cienia dobrej woli. Rozumiem, że go nie kochali, ale z czystej przyzwoitości, biorąc wzgląd na to, że był to gość Laury, mogli zachować chociaż pozory kultury i dobrego wychowania.
                                              --
                                              Wiedźma
                                              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                              • vi_san Re: Janusz P - Jeżycjadowy Schwarzcharakter 11.09.13, 18:08
                                                "mogli zachować chociaż pozory kultury i dobrego wychowania" - A po co? To przeciez byle Pyziak, a nie Borejko... Zauważ, że dla Borejków zięciowie są akceptowalni tylko i wyłącznie wtedy, kiedy są niewidzialni i bezwonni. Patrz Grześ, Marek, Robroj... Ich po prostu nie ma. Znaczy, są, pałętają się gdzieś w tle w roli firanki, zmywarki czy innego wysłużonego fotela, ale jako osoby? Z własnymi poglądami, osobowością?
                                                --
                                                Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"