Dodaj do ulubionych

Adam źle traktował Laurę

01.03.14, 12:04
nie widział w niej partnerki do życia tylko wręcz dziecko które uformuje do swojej wizji świata
Edytor zaawansowany
  • meduza7 01.03.14, 17:40
    Omawialiśmy to już dość dokładnie, zachęcam do przeczesania wcześniejszych wątków :)
  • sol-12 02.03.14, 09:57
    szukałam takich wątków i nie mogłam znaleźć. Poproszę o pomoc :)
  • asiunia311 02.03.14, 11:59
    Choćby i ten, o:

    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,145176444,145176444,grubo_uszminkowana_Laura.html
    Przyjemnej lektury:)

    PS. Żebym nie wyszła na buca i buraka ćwikłowego - uprzejmie donoszę, iż witałam się ongi i zostałam udekorowana powitalnym jelitkiem:) Ale postanowiłam wychynąć zza krzaka, bo odświeżam Jeżycjadę i masochistycznie zbliżam się do Neobadziewia...


    --
    Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
    /R.E. Pirsig/
  • zla.m 02.03.14, 12:14
    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,139971551,140074614,Re_A_pamietacie_w_dziecku_piatku_.html (post Ginestry i dalsza dyskusja

    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,139413455,139612675,Re_Zgubiona_suknia_to_jednak_ma_sens.html - znowu od postu Ginestry

    cała dyskusja: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,139496105,,Naszpan_ultra_korwinista_.html?v=2

    --
    Znam świetny kawał o Poczcie Polskiej, ale nie do wszystkich dociera
  • bupu 02.03.14, 16:44
    sol-12 napisał(a):

    > nie widział w niej partnerki do życia tylko wręcz dziecko które uformuje do swo
    > jej wizji świata

    Właśnie doznałam momentu oświecenia. Prawdziwy Tygrys stwierdził, że wypisuje się z tej opowieści i podstępnie uciekł w świat, dla niepoznaki i zmylenia rodziny (oraz Autorki) zostawiając w domu swoją wyciętą z tektury podobiznę, znaną jako Lałra, Pół dziecko, pół sarenka, pół syrenka (a tektura z karoserii trabanta). Tekturowa Lałra poślubiła Maszpana, również wyciętego z tektury i mieszkają w szalecie miłości, zbudowanym z tekturowych opakowań po materiałach użytych do budowy pawilonu dla róż.
    Kurtyna (tekturowa).
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • vi_san 02.03.14, 17:50
    Bupu, będziesz mi czyścić notebooka, oplułam klawiaturę! Nie zablokowaną. :D W nagrodę - tekturowe karpie w siatce [nie cieknące!]... :D
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 02.03.14, 17:58
    vi_san napisała:

    > Bupu, będziesz mi czyścić notebooka, oplułam klawiaturę! Nie zablokowaną. :D W
    > nagrodę - tekturowe karpie w siatce [nie cieknące!]... :D

    Dziękuję, dziękuję, oprawię karpie w ramkę. Tekturową. :D
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • ananke666 02.03.14, 22:21
    To już rozumiem, czemu ten szalet taki mały. Tekturowi państwo młodzi na upartego mogliby mieszkać nawet i w segregatorze z wyciętym laubzegą aniołem.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • lululemon12 03.03.14, 11:22
    To by tłumaczyło, dlaczego Tygrys nie zareagował na "trochę dziecko, trochę sarnę" wybuchem histerycznego śmiechu.

    --
    In short, he was the sort of man who could use the word "personnel" and mean it.
  • zmija_w_niebieskim 02.03.14, 20:37
    No własnie, a skoro ona jest pół-dziecko, pół-sarenka, to on co? Pół-pedofil, pół-zoofil?

    A na poważnie, to nie ma sięczemu dziwić, że ją tak traktował - skoro za nim biegała i dla niepoznaki kupowała drzewka...
    Gdyby to on się za nią musiał nabiegać i się nakombinować, żeby ją zdobyć, to pewnie by się sam z ochotą dostosował do jej wizji życia.
  • dakota77 02.03.14, 21:29
    Nie kupuje tej teorii.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • zmija_w_niebieskim 03.03.14, 23:21
    A dlaczego?
    Uważasz, że zachowanie innych ludzi nie ma wpływu na to, jak ich odbieramy i traktujemy?
  • bupu 03.03.14, 23:38
    zmija_w_niebieskim napisała:

    > A dlaczego?
    > Uważasz, że zachowanie innych ludzi nie ma wpływu na to, jak ich odbieramy i tr
    > aktujemy?

    Pewnie, że ma. Ale to, co napisałaś wcześniej na temat Laury jedzie na kilometr kretyńskim mitem, że jeśli kobieta bodaj trochę pokaże facetowi, że jej zależy i włoży bodaj odrobinę starania w zapoczątkowanie znajomości z nim, to on tego nie doceni, bo uzna, że dziewczę się narzuca. A to jest pogląd tak kretyński, że nawet nie wiem z której strony zacząć się nad nim pastwić.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • zmija_w_niebieskim 03.03.14, 23:52
    Odrobinę starania?
    Co innego odrobina starania, a co innego ganianie z wywieszonym językiem, jakie zaprezentowała Laura.
    Ale popastw się nad tym poglądem, popastw...z którejkolwiek strony.
    Moje obserwacje i doświadczenia niestety popierają ten "kretyński pogląd"
  • bupu 04.03.14, 00:41
    zmija_w_niebieskim napisała:

    > Odrobinę starania?
    > Co innego odrobina starania, a co innego ganianie z wywieszonym językiem, jakie
    > zaprezentowała Laura.

    W którym miejscu Laura zaprezentowała ganianie z wywieszonym językiem? Bo pojechała do Daglezji kilka razy, tak? Bo rozmawiała z Gruszką i z ojcem Adama? Przy czym, przypominam uprzejmie, w trakcie obu rozmów ani słowem jej się nie wymknęło, że jest Adamem jakkolwiek zainteresowana. To jak, twoim zdaniem, miałoby wyglądać nieziajanie, miała usiąść na rynku poznańskim i czekać aż jej wiatr Maszpana na złotej nici pod nogi przywieje? I co, do kata, jest złego w tym, że dziewczyna próbowała się dowiedzieć czegoś, o facecie, który ją interesował?

    Sama idea, że jednostka płci żeńskiej ma udawać niezdobytą twierdzę, którą mężczyzna winien szturmować, jest idiotyczna w stopniu ciężkim. Po pierwsze, korzonki ma toto w obyczajowości dziewiętnastowiecznej, w myśl której porządnej, prawdaż, panience nie wypadało okazywać jawnie zainteresowania mężczyznami, po drugie wartościowanie związku na podstawie tego, ile kura zrobiła rundek wokół kurnika, zanim pozwoliła się dopaść kogutowi, to jest totalny, nieopisany deblizm. Wartość związku ocenia się po tym ile obie strony do niego wnoszą i tylko po tym. A jeśli jakiś chłop stwierdza, że kobieta, skądinąd dobra i kochająca go nad życie, jest mało warta, bo się nie opiera dostatecznie i dała się od razu poderwać, to jest zwyczajnym debilem, który nie ma pojęcia o związkach międzyludzkich i nadaje się tylko do przebicia włócznią Atalanty.

    Powtórzę, nie rozumiem, dlaczego mam udawać, że nie jestem zainteresowana jakimś facetem, skoro jestem nim zainteresowana. I nie rozumiem też, dlaczego powinnam sobie z nim pogrywać w dziwne gierki, pod groźbą, że nie będzie mnie szanował. Jeśli do tego potrzebne jest mu czołganie się u mych stóp i szturmowanie mnie niczym bram Zbaraża, to ja dziękuję, wolę być szanowana za to jakim człowiekiem jestem.



    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • dziennik-niecodziennik 04.03.14, 09:10
    stanowczo popieram!

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk ;)
  • asiunia311 04.03.14, 09:59
    I ja jestem tego zdania. Jak widzę, pewne XIX-wieczne postrzeganie obyczajowości trzyma się całkiem nieźle. A uderza to obosiecznie, bo zarówno w bardziej 'przebojowe' kobiety, jak w nieśmiałych mężczyzn, którzy nie mają na tyle odwagi, by zrobić pierwszy krok ( tak, są tacy i nieśmiałość nie ujmuje im męskości ). Szkoda, że tego typu szkodliwe stereotypy nadal trzymają się mocno.


    --
    Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
    /R.E. Pirsig/
  • melomanka87 04.03.14, 19:46
    > stanowczo popieram!
    >

    Ja również.
  • zmija_w_niebieskim 05.03.14, 22:40
    Ech, ja kiedyś też myślałam tak jak Wy...
  • emae 06.03.14, 07:23
    zmija_w_niebieskim napisała:

    > Ech, ja kiedyś też myślałam tak jak Wy...

    Ech, a mnie drażni takie gadanie. Rozumiem, że masz za sobą jakieś niefajne doświadczenie w tym temacie, ale to nie znaczy jeszcze, że każda kobieta starająca się o mężczyznę jest skazana na ten sam los. Natomiast piszesz w taki sposób, jakby osoby, które się z Tobą nie zgadzają były jakimiś smarkulami, których życie jeszcze nie nauczyło. Nie jest tak i lepiej nie patrzeć na rozmówców w ten sposób.
    Ja mam akurat pozytywne doświadczenia, jeśli chodzi o staranie się o mężczyznę.
  • guineapigs 09.03.14, 18:45
    Ale Laura nie biegała z wywieszonym językiem za Adamem, a tylko starała sie dowiedzieć, kimże on jest. I jeszcze dodam: co innego jest starać się kogos zainteresować swoja osobą a co innego wpierdzielać się komus na chama w życie. Pisza tu panie: poglądy dziwiętnastowieczna itd... A przecież juz od wieków kobiety starały sie zwrócic na siebie uwagę: chociazby strojem - i dziewiętnasty wiek nie ma tu nic do rzeczy, a wręcz przeciwnie (te gorsety, te suknie, te fryzury). Tak,że ja oponuję: Laura zachowała się normalnie, nie nachalnie.
    Inna sprawa: skąd UBOGA (wg. kanonu) Borejkówna (tak, tak, wiem: pyziacze nasienie ale jednak wg. kanonu Borejkówna) miała w kieszeni spodni (zauważcie: to się działo jednego dnia, więc te pieniądze Laura musiała mieć ze soba 'przypadkiem') grubo ponad 100 zł na fanaberie w Daglezji? Czyli ile one, ubogie, dostawały kieszonkowego? 300 złotych na łebka?
  • emae 09.03.14, 19:45
    guineapigs napisała:

    > Inna sprawa: skąd UBOGA (wg. kanonu) Borejkówna (tak, tak, wiem: pyziacze nasie
    > nie ale jednak wg. kanonu Borejkówna) miała w kieszeni spodni (zauważcie: to si
    > ę działo jednego dnia, więc te pieniądze Laura musiała mieć ze soba 'przypadkie
    > m') grubo ponad 100 zł na fanaberie w Daglezji? Czyli ile one, ubogie, dostawał
    > y kieszonkowego? 300 złotych na łebka?

    Oj, nie wydaje mi się to aż taką przesadą. Laura jest dorosłą osobą, studentką, chyba nawet zarabiającą - nie pamiętam? Wydaje mi się, że taka kwota jest zupełnie realna.
  • bupu 09.03.14, 20:48
    emae napisała:

    > guineapigs napisała:
    >
    > > Inna sprawa: skąd UBOGA (wg. kanonu) Borejkówna (tak, tak, wiem: pyziacze
    > nasie
    > > nie ale jednak wg. kanonu Borejkówna) miała w kieszeni spodni (zauważcie:
    > to si
    > > ę działo jednego dnia, więc te pieniądze Laura musiała mieć ze soba 'przy
    > padkie
    > > m') grubo ponad 100 zł na fanaberie w Daglezji? Czyli ile one, ubogie, do
    > stawał
    > > y kieszonkowego? 300 złotych na łebka?
    >
    > Oj, nie wydaje mi się to aż taką przesadą. Laura jest dorosłą osobą, studentką,
    > chyba nawet zarabiającą - nie pamiętam? Wydaje mi się, że taka kwota jest zupe
    > łnie realna.

    Mało znam studentek, zarabiających i nie, które noszą po kieszeniach ponad stówkę gotówką na drobne wydatki i którym wydanie tej kwoty nie zarżnie budżetu od ręki.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • bisturi 10.03.14, 09:42
    To nie były drobne wydatki, to były wydatki w obliczu Zakochania Się Na Wieki. W takim momencie można zmarnować kasę, to trochę tak jak z kupowaniem spodni - nigdy żadne nie pasują więc jak się trafią idelane cena nie gra roli :)
  • dakota77 04.03.14, 07:26
    Z ust mi to wyjelas, Bupu. I jakies to takie XUIX-wieczne do tego kobieta nie ma prawa zrobic pierwszego kroku....
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 04.03.14, 13:24
    dakota77 napisała:

    > Z ust mi to wyjelas, Bupu. I jakies to takie XUIX-wieczne do tego kobieta nie
    > ma prawa zrobic pierwszego kroku....

    No. A jak Aniela oświadczyła się Krystianowi, to też zaraz ją pokarało :)
  • emae 06.03.14, 07:14
    ciotka_scholastyka napisała:

    >
    > No. A jak Aniela oświadczyła się Krystianowi, to też zaraz ją pokarało :)

    Ale już Julię, która oświadczyła się Tolkowi, spotkało samo szczęście :) Mila też w zasadzie oświadczyła się Ignacemu.
    Natalia przejmuje inicjatywę w dość szalony sposób, kiedy goni Roberta "pożyczonym" samochodem. Mam wrażenie, że na etapie wczesnego związku i narzeczeństwa Gaba jest aktywniejszą stroną w związku z Grzegorzem - zaprasza go na Wigilię, mówi mu o planach mieszkaniowych. W ogóle zawsze miałam wrażenie, że MM raczej pozytywnie widzi sytuacje, w których kobiety przejmują inicjatywę.
  • guineapigs 09.03.14, 19:01
    A tak a propos, wiem że to trochę niedyskretne pytanie, ale... Jesteś samotna, masz tzw. obiecującego przyjaciela - tez samotnego - wdowca, ale on ma dziecko. I zapraszasz go na Wigilię RODZINNA do siebie samego? Moim zdaniem, to gruby nietakt. Wigilia w Polsce to jednak bardzo ważny wieczór, raczej spędza się ten wieczór z najbliższa rodziną - dla rodziny dalszej i przyjaciół jest tzw. pierwszy i drugi dzień świąt. Kompletnie nie łapię też myslenia Grzegorza - na wigilię idzie do zupełnie obcej rodziny a zostawia córkę, ojca i stryja (dodać trzeba, że i ojciec, i stryj, i córka - to Grzegorza jedyna rodzina, a także Grzegorz jest jedyną rodziną dla nich, stryjek wręcz nie ma nikogo blizszego niż Grzegorz i jego ojciec i córka). Może ja jestem staroświecka i małomiasteczkowa, ale w moim umyśle to się dziwnie klei.
  • emae 09.03.14, 19:50
    guineapigs napisała:

    > A tak a propos, wiem że to trochę niedyskretne pytanie, ale... Jesteś samotna,
    > masz tzw. obiecującego przyjaciela - tez samotnego - wdowca, ale on ma dziecko.
    > I zapraszasz go na Wigilię RODZINNA do siebie samego? Moim zdaniem, to gruby
    > nietakt. Wigilia w Polsce to jednak bardzo ważny wieczór, raczej spędza się ten
    > wieczór z najbliższa rodziną - dla rodziny dalszej i przyjaciół jest tzw. pier
    > wszy i drugi dzień świąt. Kompletnie nie łapię też myslenia Grzegorza - na wigi
    > lię idzie do zupełnie obcej rodziny a zostawia córkę, ojca i stryja (dodać trze
    > ba, że i ojciec, i stryj, i córka - to Grzegorza jedyna rodzina, a także Grzego
    > rz jest jedyną rodziną dla nich, stryjek wręcz nie ma nikogo blizszego niż Grze
    > gorz i jego ojciec i córka). Może ja jestem staroświecka i małomiasteczkowa, a
    > le w moim umyśle to się dziwnie klei.

    Sądząc po drzewku, pytanie jest do mnie, więc odpowiem. Zaproszenie Grzegorza na Wigilię jest w moim odczuciu strasznym nietaktem. Po pierwsze ze względu na Elkę i resztę Strybów, po drugie, ze względu na Idę i jej przygotowania do ślubu. Trudno było wybrać gorszy moment. No, ale trzeba było wprowadzić jakoś Grzegorza do akcji. A Gabriela chyba jeszcze wtedy nie funkcjonowała jako alabastrowy anioł jeżycjadowy, mogła popełnić nietakt ze strachu (hehe) przed nastoletnią córką lubego.
  • zannie 16.05.14, 23:35
    No nie wiem. Nietaktem to by było chyba ściąganie Elki, która nic o istnieniu Gabrysi nie wie, od razu do borejkowej meliny, żeby się za jednym zamachem starła z nową dziewczyną tatusia i całą jej rodziną. Jeśli pamiętam, u Strybów Wigilia miała być wcześniej (tylko, że potem się rypło) a u Borejków później. Wyobrażałam to sobie tak, że Grześ miał spędzić wigilię u siebie z Elką a potem wpaść do Borejków żeby się pokazać tym snobom skoro już wszyscy będą na kupie. U mnie w rodzinie tak to właśnie wygląda, że najpierw jest dużo ustalania, żeby wigilie w różnych domach były o różnych godzinach a potem jest dużo przemieszczania się, ludzie wychodzą i przychodzą, więc to dla mnie nie jest dziwne...
  • emae 17.05.14, 02:10
    zannie napisała:

    > No nie wiem. Nietaktem to by było chyba ściąganie Elki, która nic o istnieniu G
    > abrysi nie wie, od razu do borejkowej meliny, żeby się za jednym zamachem starł
    > a z nową dziewczyną tatusia i całą jej rodziną. Jeśli pamiętam, u Strybów Wigil
    > ia miała być wcześniej (tylko, że potem się rypło) a u Borejków później. Wyobra
    > żałam to sobie tak, że Grześ miał spędzić wigilię u siebie z Elką a potem wpaść
    > do Borejków żeby się pokazać tym snobom skoro już wszyscy będą na kupie. U mni
    > e w rodzinie tak to właśnie wygląda, że najpierw jest dużo ustalania, żeby wigi
    > lie w różnych domach były o różnych godzinach a potem jest dużo przemieszczania
    > się, ludzie wychodzą i przychodzą, więc to dla mnie nie jest dziwne...

    Uważam po prostu, że lepiej było przedstawić Grzegorza rodzinie w każdy inny dzień. Nawet wesele Idy było już lepszą okazją.
  • dakota77 17.05.14, 12:15
    Tez tak uwazam. Wigilia jest tradycyjnie swietem rodzinnym, Grzegorz powiniem spedzic ja ze swoja rodzina, gaba ze swoja. Spotkac mogli sie np. w drugi dzien swiat czy w zupelnie innym terminie.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • pampeliszka 02.03.14, 22:52
    No co Wy. To taka piękna miłość była... Romantyczna... I to porozumienie dusz:))
    Milosc, o jakiej sie mysli i śni w wieku lat 13...
  • iwoniaw 03.03.14, 10:49
    No właśnie, 13... Złote nici i tak dalej... A tu Laura ma o dekadę więcej ;-)

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • bisturi 04.03.14, 11:47
    Myślicie, że Laura z Wofim byłaby szczęśliwsza? Tak mnie teraz nagle naszło wyobrażenie jej życia gdyby wyjechała z nim do Glasgow i śpiewała w jakiejś knajpie wieczorami a w dzień w studenckiej komunie gotowała wspólne zupki z puszek. Związek z Wolfim zapewne byłby burzliwy ale istaniała w nim pewna równość, przy Adamie natomiast będzie musiała kolejnymi diamentowymi płytami udowadniać, że mu może w ostateczności trzewiki wyczyścić. A i jeszcze tak mi się skojarzyło : wykapana jest teraz z Laurki Oleńka szemrząca "Jędruś, jam ran Twych...itd".
  • dakota77 04.03.14, 11:59
    Nie bylo tam rownosci- zdaniem MM Wolfi byl nieczytajacym Mickiewicza prostakiem, niegodnym Laury.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bisturi 04.03.14, 12:15
    Zdaniem MM może i tak ale faktycznie było inaczej. Ja widzę ten związek jako taki dosyć typowy - on coś umie, ona coś umie, on nie rozumie czegoś, co ona lubi i odwrotnie ale w sumie jest im dobrze ze sobą. Wolfi nie czytał wierszy ale umiał mnóstwo rzeczy , których nie potrafiła albo nie lubiła robić panienka Laura: naprawić samochód, mistrzowski obiad przygotować, pomalować ściany. To są kapitalnie ważne umiejętności. Łączyła ich muzyka i chemia a to już bardzo dużo. Z drugiej strony widzę Wolfiego jako takiego, który potem w przyszłości zgodziłby się na partnerski podział ról i woził dziecko w foteliku na rowerze do przedszkola. Adama w tej samej sytuacji wyobrazić sobie nie umim. Dopiero może na etpaie wprowadzania alfabetu i zasad czytania u czterolatka. Czyli małżeństwo lub związek Laury z Wofim widzę jako potencjalnie bardzo udany - zwykła młoda para na emigracji. Co więcej, namietność Laury i Wolfiego znacznie bliższa była realnego życia niż złota nić utkana z duchowych nutek.
  • iwoniaw 04.03.14, 13:47
    No właśnie z tym jest problem u nowej MM - "zwykła młoda para na emigracji" to z definicji dno i blokowisko. Na emigrację to w ostateczności do Oksfordu na granty naukowe, a nie za takimi przyziemnymi i obrzydliwie materialistycznymi pieniędzmi się uganiać w prymitywnych knajpach, jak jakaś Kopiec siostra. I to jest jeden z tych czynników, który już dawno zabił realizm - dziś byłoby niemożliwe, by Julia kupowała konsumpcyjne płaszcze za niegodne komercyjne projekty i była jednocześnie w jakikolwiek sposób pozytywną bohaterką, podobnie jak Cesia nie poniżyłaby się tuszem Yardleya, tylko z definicji miałaby pięciogwiazdkowe wszystko, z rzęsami i łydkami na czele ;-)

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • vi_san 04.03.14, 18:55
    Mądrze prawi, polać jej!
    Mi już w Żabie podobało się burzliwe, emocjonalne i szalone zakochanie Wolfiego w Tygrysku. Było opisane tak... normalnie - jakby na prawdę MM znała takiego zakochanego wariata, i ten pęk forsycji rzucony przez balkon i w ogóle. Na pewno ich związek byłby burzliwy, bo oboje z temperamentem, ale *normalny*. Złota nić Aaaadaaaamaaa - jest nie wiarygodna, sztuczna, przesadnie wymyślna. A związek Laury z Nadszympansem [kiedyś któras z dziewczyn przyznała się, że omyłkowo przeczytała zamiast Naszympanem - Nadszympansem - szalenie mi się to spodobało i od tej pory w myślach nie nazywam go inaczej :D ] polonistycznym nie jest i nie ma szans stać się związkiem partnerskim. Ona jest wszystkim [syrenką, dzieckiem, sarenką], tylko nie kobietą, a zwłaszcza nie jego kobietą, a on jest ogrodnikiem ze złotą nicią, polonistą, nauczycielem - ale nigdy mężczyzną, przyjacielem, partnerem...
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • klawiatura_zablokowana 17.04.14, 23:40
    Posmęcę teraz, ale - ja generalnie wiem, że każdemu to, co lubi i nikomu nic do tego, jak sobie inni związki układają, jednak...
    (z tymi wszystkimi "ale")

    Nie pasują mi układy, kiedy jedno z partnerów odgrywa kogoś innego niż partnera właśnie. Zastępczą matkę, ojca, dziecko, młodsze/starsze rodzeństwo. Okej, ja wszystko rozumiem, że my świadomie lub nie projektujemy nasze rodzinne role na partnera, że ogromny wpływ ma to, którym dzieckiem jesteśmy i jaki model związku wynosimy z domu, ja wiem, że od tego zaplecza się w 100% nie da uciec, jednak. W związku Laura-Adam jest ta nieznośna (dla mnie) nierówność pozycji. On - pan nauczyciel, zastępczy ojciec? Ona dziecko-sarna? No ja was przeuprzejmie pardą, ale co to ma być? Czy ona jest od niego dużo młodsza, głupsza, mniej zaradna, że się w taki dziwaczny układ zaangażowała? Pojadę prywatą, ale dla mnie sytuacja, gdy partner zamienia się w rodzica/dziecko zabija wszelki erotyzm. I w ogóle nie widzę w niej Laury.

    Czy to jest "złe traktowanie" - nie umiem stwierdzić, czy Laurze to odpowiadało, czy po prostu godziła się na taki układ?

    --
    "A ja [mam] bulimię alzheimerowską - żrę, ale zapominam rzygać" by redheadfreaq
    Centrala antyewangelizacyjna w twoim domu
  • zla.m 04.03.14, 14:07
    Nie byłaby z Wolfim szczęśliwsza ani szczęśliwa - bo Laura jest snobką. I tu akurat jest pisana konsekwentnie, od pogardy kolegami z klasy, co nie słuchają jazzu orleańskiego poczynając. Poznając Wolfiego dalej tą snobką jest - niemile ją uderza tak naprawdę rzecz normalna - fakt, że młody człowiek po maturze nie kojarzy Śmiełowa z Mickiewiczem Adamem (ja robiłam starą maturę, ale naprawdę powiadam wam - nikt chyba w mojej szkole by takiego skojarzenia nie miał, jeszcze jakieś Krymy, Wilna, Paryże, to tak). Może w Poznaniu jest to skojarzenie bardziej naturalne, bo bliższe geograficznie, ale też raczej na zasadzie: "a, z klasą tam byliśmy raz i ta ruda Kaśka...".

    Laura by musiała ekspresowo dorosnąć i zmądrzeć jeśli chodzi o różne życiowe prawdy (a jest naprawdę opóźniona, jakby to powiedzieć - na poziomie międzyludzkim), bo takie odkrycia, że "nawet fajni i mądrzy chłopcy nie muszą być fanami poezji" i "u faceta poza umiejętnością gry na gitarze przydaje się umiejętność umycia garów", to ja pamiętam z okresu późnej podstawówki/wczesnego liceum, a wcale nie byłam taka hej do przodu w kontaktach damsko-męskich.
    --
    10% ludzi ma paranoje. Pozostałe 90% ich obserwuje.
  • iwoniaw 04.03.14, 14:24
    O, a to to swoją drogą - Laura w życiu z tego tez powodu nie pracowałaby w żadnej knajpie, bo zarówno dla niej, jak i dla wychowanej w tych samych wartościach i klimacie siostry, budka z kurczakami jest synonimem Upadku i Zniżenia Się Tak, Że Bardziej Nie Można, a nie pracy w zasadzie niezbyt odpowiedniej - bo zbyt wymagającej - dla osoby, która właściwie nic nie umie, nie ma żadnych kwalifikacji ani zawodowych ani nie dała rady skończyć żadnych studiów, a do prac fizycznych nie ma ani wprawy ani zdolności.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • lululemon12 04.03.14, 19:26
    > Laura by musiała ekspresowo dorosnąć i zmądrzeć jeśli chodzi o różne życiowe pr
    > awdy (a jest naprawdę opóźniona, jakby to powiedzieć - na poziomie międzyludzki
    > m)

    Mam wrażenie, że Laurze trochę zabrakło czasu nie tylko na dorośnięcie (bo infantylna jest rzeczywiście), ale też na zwykłe zastanowienie się nad sobą i określenie, czego właściwie chce od życia (w gruncie rzeczy nawet plany zawodowe ma bardzo mało sprecyzowane: chce po prostu "wzbudzać zachwyt"). Nie miała okresu przejściowego, w którym nie byłaby wtłoczona w określony schemat: z opcji "córka" gwałtownie przeskoczyła do opcji "żona". Zdaje mi się, że nie tyle dokonała świadomego wyboru, co po prostu pozwoliła się unosić prądowi wydarzeń. Podobny błąd popełniła chyba zresztą jej matka: Gabrysia w pewnym momencie jakby zrezygnowała z prób określania siebie i wpasowała się we wzór, który narzuciło jej otoczenie.
    Przepraszam, jeśli bredzę niejasno, zwoje mam ciutek nadtopione ;).

    --
    In short, he was the sort of man who could use the word "personnel" and mean it.
  • zla.m 04.03.14, 23:11
    Nie no, jasno bredzisz, jasno :) Się zgadzam.

    W ogóle z tym okresem przejściowym jest jakoś tak: Laura-Tygrysek, młoda, owijająca wujków wokół palca, pełna kobiecego przecież wdzięku i umiejąca go wykorzystać. Potem nagle Laura-samotniczka, zazdroszcząca adoratorów grubawej Pyzie (nie, żebym nie chciała świata, gdzie ta większa jest bardziej atrakcyjna ;-) ), nie mająca praktycznie żadnych kontaktów z rówieśnikami - ani facetów ani zwykłych kolegów, eksperymentująca z włosami i w ogóle z zachowaniami zakompleksionej brzyduli (na zasadzie: "i tak bym wcale ich nie chciała, bo gupi som") i potem nagle znowu Laura-piękność, praktycznie dorosła i zwracająca uwagę urodą, ale mentalnie na poziomie tej nastolatki, którą MM nie dała jej być: plany wyjścia za Lucka zaraz po maturze, w ogóle nastawienie na szukanie męża, bo 19 lat to starość, ta wiara w "szanowanie" (się i przez chłopaka) jako podejście do seksu, te wszystkie złote nicie, muzyki Mozarta, poezje i porozumienia dusz.

    Teraz chyba ja bredzę niejasno, nie wiem czy widać o co mi chodzi ;)

    Mogę jeszcze uwierzyć w przejście: ładne dziecko-> nieciekawa nastolatka i w związku z tym kompleksy, dziwne zachowania itp. Ale nawet zakompleksione nastolatki mają jakiś kolegów (z klasy po prostu, jeżeli nie innych) i nie docierają do matury z tak pensjonarską wizją miłości i związków, nawet jeżeli same nie mają doświadczeń. Zwłaszcza w przypadku takim jak Laury, która się przecież chłopakom wręcz narzucała, choćby próbując poderwać Wiktora.

    Ja już tu abstrahuję zupełnie od, dyskutowanego kiedyś namiętnie, prawdopodobieństwa faktu, że Laura nie miała adoratorów, bo była ładne, ale niemiła ;-)
    --
    "bogaci ludzie mało czytają, ponieważ niestety stać ich na ciekawsze rozrywki" by Yasemin
  • bisturi 05.03.14, 09:53
    No i Wolfi byłby idealną szkołą dorastania, zwłaszcza gdyby wyjechali z Poznania. Aż szkoda. Nawet gdyby koniec końców się rozstali to zdobyte doświadczenie nie pozwoliłoby już Laurze na takie kretyństwa jak oniemiały zachwyt nad biurkiem w ścianie.
    W zasadzie tylko Natalia miała okres samotności w życiu i zastanawiania się nad sobą.
  • kajagugu77 05.03.14, 21:53
    Dla mnie ten cały wątek z Adaaaamem jest naciągnięty, nieprawdaż, jak gumka koszuli Bernarda: odczłowieczony Adam plus wyprana Laurka będąca kiepską karykaturą samej siebie. Wolfi był nadzieją na normalność do czasu, gdy nie pojawił się osławiony wątek "bo on mnie szanuje". Dostaję torsji, gdy to czytam! zbrodnia to niesłychana: pomyśleć o seksie przed ślubem! W MOJEJ wyobraźni nie mieści się krzepki, umięśniony Wolfi, który woli spać z Bodziem a nie z Laurą. Ale to może dlatego, że ja w bloku wychowana.
  • dakota77 05.03.14, 22:38
    W mojej sie miesci. Mial sie na nia rzucic? Nie bardzo rozumial, o co jej chodzi, ale uszanowal jej uczucia. To akurat dobrze o nim swiadczy. Histerii Laury nie rozumiem :P

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bisturi 06.03.14, 09:12
    Laura histeryzuje bo jej wpojono przez nauki rodzinne oraz doświadczenie siostry, że seks=dziecko. Od razu. Jest na tyle niedojrzała, że nie daje rady tych nauk odrzucic i np. pomyślec o gumie ale jednoczesnie na tyle rozsądna, żeby nie chcieć wpaść jak Pyza.
    Podobnie trochę jak w wątku z Pyziakiem. W niedojrzały dziecinny sposób rysuje sobie w wyobraźni idelany portet "taty" modelu z Sevres ale jednocześnie przytomnie kuma, że to jest ważne dla niej i powinna walczyć o wiedzę o ojcu.
  • klawiatura_zablokowana 17.04.14, 23:55
    > Laura histeryzuje bo jej wpojono przez nauki rodzinne oraz doświadczenie siostr
    > y, że seks=dziecko. Od razu. Jest na tyle niedojrzała, że nie daje rady tych na
    > uk odrzucic i np. pomyślec o gumie ale jednoczesnie na tyle rozsądna, żeby nie
    > chcieć wpaść jak Pyza.

    Ja tę niedojrzałość widzę inaczej. W rozumieniu Laury nie mieści się, że można obustronnie seksu przedmałżeńskiego chcieć i wtedy uprawianie go nie wiąże się z żadnym "nieszanowaniem", bo i nie może być mowy o braku szacunku jednej strony wobec drugiej, jeśli obie tego samego chcą. W jej wizji świata, dosyć kuriozalnej dla dorosłej dziewczyny w XXI wieku nieprawdaż, kobieta z definicji nie chce, a mężczyzna z definicji musi ją zmuszać, omamiać, jednym słowem musi seks wymusić lub wyżebrać w sposób dla obu stron uwłaczający.

    W takiej definicji owszem - jeśli ona zapiera się rękami i nogami, to on nie przymuszając jej, szanuje jej postawę i decyzję. Tyle, że do ciężkiej deutery, nie oznacza to, że wszystkie dziewczyny uprawiające seks się "nie szanują"! Dla przykładu, Pyza może i nie postąpiła najrozsądniej, ale nie ma chyba mowy o tym, żeby Fryderyk ją przymuszał. Jeśli oboje tego chcieli, jakkolwiek by to chcenie nie było infantylne i bez pomyślunku, to "szanowanie" nie ma tu nic do rzeczy. I zarzut Laury, że Wolfi ją szanuje, a Fryderyk Pyzy nie uszanował, jest nie tylko z d*py wzięty, ale też chamski.

    --
    "A ja [mam] bulimię alzheimerowską - żrę, ale zapominam rzygać" by redheadfreaq
    Centrala antyewangelizacyjna w twoim domu
  • iwoniaw 06.03.14, 09:15
    W mojej też się mieści - to, że para nie sypia ze sobą przed ślubem jest ok, nie podoba mi się zachowanie Laury wobec Pyzy, ale też jest spójne z jej wcześniejszym przedstawianiem - miała być wredna i bezinteresownie złośliwa, więc chwycenie się tego wątku (seks pozamałżeński a siostra z nieślubnym dzieckiem) jest prawdopodobne psychologicznie. W ogóle wątek z Wolfim (do czasu próby brania ślubu bez dokumentów) jest dość dobrze napisany, w przeciwieństwie do koszmarnego wątku z Adamem, w którym NIC nie trzyma się kupy.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • lululemon12 06.03.14, 14:20
    Ale gdzie właściwie Laura histeryzuje? To, że nie chce sypiać z Wolfim przed ślubem jest zupełnie spójne i logiczne, skoro przedstawia się ją jako praktykującą katoliczkę (inna rzecz, że trochę ta jej religijność mało zaangażowana). Kretyńskimi tekstami o szacunku rzuca zaś raczej po to, żeby dogryźć Pyzie, wredne CKNUK-owe nasienie ;).

    --
    In short, he was the sort of man who could use the word "personnel" and mean it.
  • ciotka_scholastyka 10.03.14, 09:31
    > Dostaję torsji, gdy to czytam! zbrodnia t
    > o niesłychana: pomyśleć o seksie przed ślubem! W MOJEJ wyobraźni nie mieści się
    > krzepki, umięśniony Wolfi, który woli spać z Bodziem a nie z Laurą.

    Dla mnie ta scena jest o tyle durna, że spanie naprawdę nie równa się seks, o czym pani MM zdaje się nie wiedzieć. Skoro Wolfi "szanował" Laurę a raczej szanował jej pogląd na seks przed ślubem - i z tym nie dyskutuję - szanowałby je również śpiąc z nią na jednej kanapie. Do przedpokoju starczyło wyrzucić Bodzia i miałaby ta cała scena dużo więcej sensu.
  • raszefka 10.03.14, 09:59
    Też właśnie tego nie kupuję. Wolfi śpi na jednym posłaniu ze zgarnietym z drogi niemytym Bodziem (nie zacytuję, ale i o oszlamionych zębach było),,zamiast z narzeczoną. Jakby nie mógł z nią razem (podkreslimy!) spać, w osobnych śpiworach nawet, obcego człowieka zostawiając za drzwiami.
  • mankencja 10.03.14, 11:22
    Przypominam, że Laurę bardzo bolała głowa. Nie wiem, jak inni, ale ja czasem wolę spać sama jak się źle czuję.

    --
    kot
  • bisturi 10.03.14, 12:21
    Cóż, zapewne chodziło o to, że MM nie dowierzała ani Laurze ani Wolfiemu. Jego szacunek poległby natychmiast po zgaszeniu światła. Fryderyk nie dał rady to co dopiero Wolfgang. Poza tym: "co ludzie powiedzą", jak oni by potem wytłumaczyli, że spali razem a osobno?? Przecież w czasach Jane Austin rozmowa sam na sam w pokoju panienki wystarczała do zszargania reputacji lub pośpiesznych oświadczyn.
  • mariamm87 10.03.14, 12:42
    Ja może będą tą jedną jaskółką co wiosny nie czyni, ale pamiętam, że spałam raz albo dwa razy z moim jeszcze-nie-mężem zanim zaczęliśmy robić wiadomo co i jakoś nie czułam się strasznie zbrukana.

    Aczkolwiek wiem, że do dziś jest jakieś przekonanie, że spanie w 1 łóżku = sex. Jak mój mąż nie był jeszcze moim mężem, a chłopakiem/narzeczonym i spaliśmy u jego rodziców w domku działkowym na wsi, to zawsze ścielono nam osobne łóżka, czasami któreś z nas musiało spać na polowym łóżku lub dzielić łóżko z siostrą męża - zezwolenie na spanie razem uzyskaliśmy dopiero po ślubie. Nie wiem dlaczego teściowie uważali, ze jak będziemy spać razem w łóżku to niewiadomo co się stanie, jak dosłownie 20 cm dalej było łóżko, na którym spała jego siostra, a za cienką ścianką w drugim pokoju spali rodzice, a drzwi pomiędzy pokojami były otwarte.
  • emae 10.03.14, 13:07
    mariamm87 napisał(a):

    > Ja może będą tą jedną jaskółką co wiosny nie czyni, ale pamiętam, że spałam raz
    > albo dwa razy z moim jeszcze-nie-mężem zanim zaczęliśmy robić wiadomo co i jak
    > oś nie czułam się strasznie zbrukana.
    >
    > Aczkolwiek wiem, że do dziś jest jakieś przekonanie, że spanie w 1 łóżku = sex.
    > Jak mój mąż nie był jeszcze moim mężem, a chłopakiem/narzeczonym i spaliśmy u
    > jego rodziców w domku działkowym na wsi, to zawsze ścielono nam osobne łóżka, c
    > zasami któreś z nas musiało spać na polowym łóżku lub dzielić łóżko z siostrą m
    > ęża - zezwolenie na spanie razem uzyskaliśmy dopiero po ślubie. Nie wiem dlacze
    > go teściowie uważali, ze jak będziemy spać razem w łóżku to niewiadomo co się s
    > tanie, jak dosłownie 20 cm dalej było łóżko, na którym spała jego siostra, a za
    > cienką ścianką w drugim pokoju spali rodzice, a drzwi pomiędzy pokojami były o
    > twarte.

    Ja byłam w bardzo podobnej sytuacji, z tym, że ja sypiałam z moim jeszcze-nie-mężem regularnie. Sypiałam, czyli oboje spaliśmy. Teściowie nie mieli z tym problemu, za to moi rodzice owszem. Ba, żeby tylko rodzice, moja siostra też! Jak kiedyś przed wspólnym wyjazdem mój wówczas chłopak nocował w naszym mieszkanku studenckim, siostra własnoręcznie przygotowała mu posłanie na materacu w sąsiednim pokoju :)
  • mariamm87 10.03.14, 13:10
    Jego siostra też była oburzona, gdy podczas nieobecności jeszcze-nie-teściów w domu spałam z moim jeszcze-nie-mężem w jednym łóżku. Przeszło jej już po naszym ślubie, gdy sama znalazła sobie chłopaka i teraz sama będąc jeszcze nie mężatką ównież regularnie z nim sypia w jednym łóżku :)
  • emae 10.03.14, 13:17
    mariamm87 napisał(a):

    > Jego siostra też była oburzona, gdy podczas nieobecności jeszcze-nie-teściów w
    > domu spałam z moim jeszcze-nie-mężem w jednym łóżku. Przeszło jej już po naszym
    > ślubie, gdy sama znalazła sobie chłopaka i teraz sama będąc jeszcze nie mężat
    > ką ównież regularnie z nim sypia w jednym łóżku :)

    O, i znowu podobnie jak w przypadku mojej siostry :)
  • mariamm87 10.03.14, 14:30
    hehehe, piona ;)

    Zawsze mnie intrygowało dlaczego rodzice są przeciwni spaniu swoich dzieci ze swoimi chłopakami/dziewczynami w jednym łóżku czy np. (zwłaszcza, gdy dziecko ma lat 18+ a nawet i 16+), podczas gdy np. wychodzą wieczorem do kina/imieniny szwagra/chociażby do pracy i zostawiają dziecię w domu same.
    Albo np. zakazywanie córce wyjazdu z chłopakiem na wakacje i równoczesne wychodzenie do pracy na 8+ godzin w czasie których córka spędza czas z chłopakiem w domu?
    W sensie, że seks można uprawiać tylko w łóżku w nocy? W dzień na dywanie są bezpieczni? :)
  • pucka_puc 15.04.14, 00:34
    >Zawsze mnie intrygowało dlaczego rodzice są przeciwni spaniu swoich dzieci ze swoimi chłopakami/dziewczynami w jednym łóżku czy np. (zwłaszcza, gdy dziecko ma lat 18+ a nawet i 16+), podczas gdy np. wychodzą wieczorem do kina/imieniny szwagra/chociażby do pracy i zostawiają dziecię w domu same. <

    ... ja mam 27 lat i wychodzę za mąż we wrześniu. Kiedy z narzeczonym przyjeżdżamy do moich rodziców, to nie możemy spać razem w jednym łóżku (zatem i nie w jednym pokoju). Kończy się tak, że ja śpię z młodszą siostrą u niej (na jednej kanapie), a mój narzeczony sam w moim pokoju i nawet kąta nie mam dla siebie na ułożenie swoich rzeczy. Jest normalnie super, bo miotam się po pokojach w poszukiwaniu swoich rzeczy, no i musimy się pakować w osobne walizki. Dodam, że już 2 lata mieszkamy razem i rodzicie o tym wiedzą od początku.
  • croyance 19.05.14, 19:45
    A to jest jeszcze inna rzecz, to jest 'robcie co chcecie, ale nie pod moim dachem'
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • pucka_puc 15.04.14, 01:31
    Haha, własnie przeczytałam Twój wcześniejszy post o spaniu u teściów - rozumiem, że mnie rozumiesz ;)
  • klawiatura_zablokowana 17.04.14, 23:48
    O, wypisz wymaluj moi teściowie.
    Moja mamunia (chociaż matka córek) jakoś zdroworozsądkowo przyswoiła fakt, że skoro już "zaczęliśmy", to równie dobrze możemy wracać oboje na noc do jednego domu, skoro tak jest czasem szybciej, wygodniej i bezpieczniej. Oczywiście nie oznaczało to jakiegoś przyzwolenia na ekscesy erotyczne w przytomności innych domowników, ale przy zamknięciu wszystkich drzwi naprawdę nie budziło to niczyjego zgorszenia.
    Natomiast w domu teściów zanocowałam po raz pierwszy tuż przed ślubem, chociaż rodzina narzeczonego była oczywiście doskonale świadoma, że nocujemy razem w innych miejscach, a także uprawiamy seks w ciągu dnia.

    --
    "A ja [mam] bulimię alzheimerowską - żrę, ale zapominam rzygać" by redheadfreaq
    Centrala antyewangelizacyjna w twoim domu
  • bupu 10.03.14, 17:48
    bisturi napisała:

    > Cóż, zapewne chodziło o to, że MM nie dowierzała ani Laurze ani Wolfiemu. Jego
    > szacunek poległby natychmiast po zgaszeniu światła. Fryderyk nie dał rady to co
    > dopiero Wolfgang. Poza tym: "co ludzie powiedzą", jak oni by potem wytłumaczyl
    > i, że spali razem a osobno?? Przecież w czasach Jane Austin rozmowa sam na sam
    > w pokoju panienki wystarczała do zszargania reputacji lub pośpiesznych oświadcz
    > yn.

    Otóż to właśnie, dziewiętnastowieczne poglądy na związki męsko-damskie dały o sobie znać po raz kolejny. Zresztą cała "Czarna polewka" ocieka gęsto dziewiętnastowiecznością, od seniora rodu zabijającego okna i odpalającego absztyfikanta, który przyszedł się oświadczyć o rękę dzieweczki, przez rzeczoną dzieweczkę, uciekającą z absztyfikantem celem potajemnego zawarcia małżeństwa (w roli Gretna Green gościnnie wystąpił Śmiełów) aż po okrzyki Tygrysa o szanowaniu i wyrzucanie Wolfiego w niedomyte objęcia Bodzia. Bo przecież się nie godzi żeby mężczyzna (targany szarpiącymi się na cienkiej nici kultury chuciami) tak w jednym łóżku z cnotliwą panienką.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • tt-tka 10.05.14, 11:27
    ha ! przeczytalam i teraz fusy od kawy scieram z klawiatury !
    zmijo w niebieskim, do stopek sie sciele za definicje Nadszympansa " jesli ona (Laura) jest pol dziecko, pol sarenka, to on pol-pedofil, pol-zoofil", bardziej niz cudne :-)))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka